Profil użytkownika


komentarze: 806, w dziale opowiadań: 723, opowiadania: 277

Ostatnie sto komentarzy

Dziwne, że taki był zaskoczony informacją o szpitalu, że to go zabolało… A czego się spodziewał?

 

O, właśnie! Też mi to zgrzytnęło. Choć w zasadzie mógł specjalnie udawać zaskoczonego – taka przykrywka, coby nie było na niego. Ale raczej wyglądało na reakcję szczerą…

Ja tam go rozumiem, też kiedyś miałem taki głód wiedzy… laugh Choć żeby nie było niedomówień, nikt przez to nie ucierpiał ;)

Hej! Ja z kolei jestem zwolennikiem wstępów z ,,grubej rury" więc początkowo tekst nieco mnie nużył ale… końcówka to wynagrodziła. W tego typu opowiadaniach nawet chyba lepiej, gdy pierwsza część jest taka spokojna i nie zdradzająca za wiele. Super pomysł. W zasadzie doktorek to taki trochę wampir, który jada wiedzę zamiast krwi. Podobało się – głównie za sprawą pomysłu i zaskakującego, dobrego zakończenia :) Jak dotrę wieczorem do komputera to polecę, pozdrawiam do.Ob

ANDO, lepiej nie próbuj, bo i Ty zrobisz coś opacznie ;)

Hmm… dość nietypowa wizyta. Rozmowa z księżycem – pomysł całkiem ciekawy. I w sumie tyle mogę powiedzieć, bo i nic więcej się nie dzieje… pewnie umyślnie zapisałeś ten tekst w taki a nie inny sposób, jednak przydałyby się pauzy między kreseczką a pierwszym słowem wypowiedzi. No i jeśli to rozmowa a nie wymiana listów, to ciebie, ty itd. piszemy z małej litery.

Oidrin, jest specyficznie, oj jest.

Chip i jego system, który wwierca nam do głowy te jedyne słuszne informacje, korzystając dodatkowo z algorytmów na wzór dzisiejszych choćby tych z googli, przerażające i prawdopodobne. Tak btw chyba nigdy wcześniej nie byliśmy narażeni na tak wielki i zakłamany zarazem nawał informacji jak w obecnych czasach. Co z tego wyniknie…?

Nie wgłębiasz się w temat pochłaniającego świat piasku. Z jednej strony chciałbym wiedzieć więcej, skąd, dlaczego, po co, z drugiej pewna doza tajemniczości działa tutaj na plus.

Tak zupełnie subiektywnie dodam, że zabrakło mi emocji w tym tekście. Tzn. mamy ciekawą, specyficzną, zajmującą wizję, ale bohaterowie w niej są tylko tłem, a chyba wolałbym, żeby było odwrotnie. Służą Ci do opisania koncepcji świata, a ja wolałbym poznać ten świat mimochodem, podczas opowieści, która mówi o losach tych ludzi, nie o tym, co ich otacza. Jeny, może trochę nagmatwałem, może bredzę… takie mam tylko przemyślenia. Czysto subiektywne podkreślę!

Co mi się najbardziej spodobało, pomijając już interesującą specyfikę tekstu? Twój styl. Polubiłem go już przy okazji poprzedniego/poprzednich tekstów, ale tu mam wrażenie wszedł jeszcze o jeden stopień wyżej. Parokrotnie byłem pod wrażeniem niezwykle ciekawych zdań, przemyślanych, barwnie brzmiących i dających do myślenia.

Także ten… klikam i pozdrawiam! dO.ob

Podobnie jak to Dziecko, którego martwe oczy wpatrywało się niewidzącymi oczami w popękany sufit… – Coś się tutaj posypało.

 

Cześć,

Dość intrygujący tekst. Niestandardowy zarówno w swojej treści jak i w zapisie. Zazwyczaj takie dziwności mnie odtrącają, Twoją dziwność przeczytałem jednak z chęcią. Nie wgłębiając się w obecną sytuację w naszym kraju, rozumiem, lub podejrzewam, z jakiego powodu powstało to opowiadanie. I pewnie podejrzewałbym to również bez przedmowy, którą nas uraczyłeś. Niezależnie kto co sądzi o kwestii tej czy tamtej, czuć, że w zapisanych przez Ciebie słowach drzemią silne uczucia. Emocje, które musiałeś gdzieś przelać.

I dobrze, że przelałeś. Może temat pełnej kontroli społeczeństwa, odebranie ludziom własnego ja, nie jest czymś nowym (choć mój pierwszy biblioteczny tekst tutaj był właśnie na ten temat – posłużyłem się maskami zastępującymi twarze) ale podałeś go w ciekawej, innej formie.

Czekam na kolejną ofiarę devil

 – Pewnie chciałbyś wiedzieć, co u mnie słychać? – zagadnęła – Tu kropki brak.

Kompaktowe rozmiary umożliwią ci noszenie go w kieszeni.. – Tu zaś jedna za dużo.

 

Kolejne przygody Apacza. Przyjemne, choć mam wrażenie, że z tego krótkiego pomysłu mogłeś wyciągnąć więcej. Czy w każdym z tekstów o czerwonoskórym narrator jest równocześnie jakimś tajemniczym przyjacielem Pewnego?

A, urządzenie do krzewienia obiektywizmu świetna rzecz! Przydałoby się nie tylko na konkursach piękności…

Pozdrawiam dO.ob

Ghost, co do oczu, wiem, że to poprawnie, ale jakoś tak mnie osobiście drażni takie stwierdzenie. Unieść wzrok brzmi zwyczajnie jakoś lepiej. Tak, najważniejsze jest to, co kryje się pod wierzchnią warstwą. A tam zawarłeś fajne przesłanie o moralności. Jednak aby zajrzeć pod kostium, trzeba go zdjąć, a to stanowi sporą część czasu i uwagi. Dlatego fajnie, gdy ów kostium nie jest tylko tym, w czym chodzi mnóstwo ludzi na ulicy, a posiada coś, co przyciągnie wzrok na dłużej :)

– Idź więc. – Chłopak podniósł oczy. – A kiedy mu wypadły? :)

 

Tunel doprowadził go do kolejnej jaskini. Nim zdążył odetchnąć, zobaczył kolejnego stwora. – Powtórzenie, które można spokojnie zlikwidować na wiele sposobów.

 

Zna moją przeszłości. – Literówka.

 

– Nie! Zostaw go! – krzyknął Christian, ruszając się w ich stronę. – Raczej bez: się.

 

– Mógłbym zaniechać wykonania wyroku – rzekł po teatralnym namyśle Przewodnik. – Co to znaczy teatralnie się namyślić?

 

Przewodnik wyciągnął miecz z ciała Arkusa, podszedł do oślepionego chłopaka… – Oślepiony znaczy pozbawiony wzroku. A chłopak stracił tylko jedno oko.

 

złapał go za włosy i rzucił na ziemie. – ogonka brak.

 

Cześć!

Generalnie czytało się przyjemnie, bez zgrzytów, zwyczajnie miła i lekka lektura z przesłaniem. Jednak nie wywołała u mnie większych emocji, gdyż operujesz dość powszechnym w fantastyce motywem mistrza i ucznia oraz umieszczasz go w niczym niewyróżniających się realiach.

Ale jako lekka lektura na wieczór może być :)

Pozdrawiam!

 

 

 

 

Cześć Dawidzie. Tym razem… nie. Bywało lepiej. O wiele lepiej. Okropnie sucha relacja przepełniona słowami typu: była. Nie czyta się dobrze i z zaciekawieniem czegoś napisanego w ten sposób. Błędy już pominę, bo nadal jest sporo. Końcówka taka, jakbyś pisząc ostatnie zdanie uświadomił sobie, że trzeba wpleść coś fantastycznego – a to wcisnę ducha! Tym razem: 3 razy na nie. Dawaj dalej, nie poddawaj się :)

Cześć Łosiocie. Cieszę się, że całościowo wyszło na plus. Cały czas do przodu, jak mawiają :D Co do rzezi: czasami znajduję w sobie odrobinę dobroci i oszczędzam bohaterów :P Wkrótce zajrzę i do Twojego nowego opka. Tymczasem Pozdrawiam ;)

Near, hej!

Lepiej późno niż wcale, więc bardzo się cieszę z Twojej wizyty :)

Dzięki za wszystkie miłe słowa! A co do tej konkretnej sceny, którą opisujesz, cóż… chciałem jakby pokazać, że zarówno wodnik jak i Fua odetchnęli, zostawili za sobą poprzednie życie, mogąc iść w przyszłość ze spokojem, stąd też brak jakiś większych emocji, płaczu itp. Ale rozumiem Twój punkt widzenia ;)

Pozdrawiam! dO.ob

Odwróciłem wzrok do witryny. – Nie jestem pewien, ale odwrócić wzrok można prędzej od czegoś, a nie do.

 

Pracownicy sklepowi zresztą też. – wywaliłbym zaznaczone słowo. Jest to zupełnie niepotrzebne uzupełnienie zważywszy na cały fragment.

 

Z daleka nie widziałem nikogo. – A z bliska widział? :)

 

Miałem wrażenie, że trunek zmywa ze mnie mój bród. – zaimek raczej zbędny.

 

Nasz przyszłość miała się zmienić – zjadło a.

 

Postanowiliśmy jednak zaryzykować… (chwilę później)Postanowiliśmy zaryzykować i ukryć się pod ziemią. – Niepotrzebne powtórzenie. Tak w ogóle mam wrażenie, że często niepotrzebnie powtarzasz niektóre informacje i słowa.

 

Cześć, Kelin.

Twój tekst na mitologie podobał mi się znacznie bardziej. Ten jest słabszy (według mnie) nie tylko pod względem fabularnym, ale też jeśli chodzi o styl i warsztat. Tak jakby był pisany dawniej.

Dlaczego tak uważam?

Ano dlatego, że nie pokazałeś tutaj niczego nowego. Sztampowe postapo. krwiożercza mgła. Pustki na ulicach itd. Poszedłeś trochę na łatwiznę. Gdyby jeszcze znaleźć w tym jakieś emocje, ale 90% tekstu to przechadzka bohatera. Dopiero pod koniec pojawia się informacja o więzi z kobietą, która została zabita. Ale to trochę za późno żeby się tym przejąć.

Są również plusy. Są fajne momenty, ciekawe zdania. Podoba mi się miejscami Twój styl. Taki urywany, oszczędny, przez to dynamiczny. Jednak w mitologiach zrobił na mnie lepsze wrażenie.

Pozdrawiam! dO.ob

 

 

O, ale miła wiadomość z rana ;) Do pracy nad tekstem jestem zwarty i gotowy! No i gratulacje dla Wszystkich uczestników, szczególnie tych wymienionych :)

Dogs, Nir, cześć dziewczyny!

Cieszę się, że uśmiechnęło :) Takiż cel owego tekstu był :)

Pozdrawiam! dO.ob

Nowak, odwrócił się na pięcie. – ten przecinek jakiś taki z czapy.

 

– Co się dzieje stary? – zapytał Roch, patrząc rozmówcy głęboko w oczy – kropka zniknęła w czarnej dziurze.

 

– Pewien Apacz…– – tutaj wessało z kolei spację.

 

– Nie inaczej.. – Tu zaś trzecią, niezbędną kropkę.

 

– Przepraszam cię. Ta historyjka nie była najszczęśliwsza, ale chciałem przełamać pierwsze lody zabawną dykteryjką. Indianin nagle spoważniał, odchrząknął i wypiął pierś jakby zamierzał odśpiewać hymn państwowy. – Tutaj ku nicości powędrowała półpauza.

 

– Pani piękno nie jest li tylko kolejnym przykładem estetyki spod znaku skalpela i botoksu. - li?

 

Ona odebrała, to jako przejaw słabości i rozpuściła plotkę… – przecinek z czapy.

 

– Powiewreszcie coś od siebie – zażądała Irena. – Powiedz.

 

– Nadał jesteś na haju – wtrącił Kowalski. – Nadal.

 

Nawet lubię Pewnego Apacza. Ten tekst może jakoś bardzo mnie nie porwał/ nie rozśmieszył, ale czytałem z lekkim uśmieszkiem, nie żałując. Tylko nie wiem, czy wszystko kumam. Czy Nowak i Irenka będą istnieć tak długo, jak długo indianiec będzie na haju? A że kończył się towar, musieli jakoś zapewnić sobie przetrwanie? Swoją drogą wiem, że lubujesz się w abstrakcji, ale czemu akurat utrwalaczem fotograficznym mieliby ocalić planetę?

Pozdrawiam dO.ob

 

Aaa, chyba że tak :D Chociaż dziś taki skwar, że wystarczy jedynie Plutońskie Pszeniczne dobrze schłodzone ;)

Finklo, dokładnie. Następnym razem, gdy będziesz w międzygalaktycznym barze, dobrze rozważ swoje zamówienie ;)

Olciatka, hej! :)

ale jak dla mnie w dalszym ciągu na pierwszym miejscu jest "Dziewica i smok"

Wow, zaskakująco mi miło, że pamiętasz tamten tekst. Drabble traktuję raczej jako przerywniki między opowiadaniami. Piszę je na pełnym luzie, w celu zresetowania umysłu. 

 

Irko, no cześć! :)

Cieszę się, że Ci się :)

Chciałabym mieć takie twórcze przerwy w pracy :)

Nic straconego. Czekam na Twojego drabbla powstałego na przerwie [nie żartuje i uśmiecha się złowrogo devil]

Fajna zamiana z ofiary na napastnika :) Szkoda tylko, że już w połowie wiadomo o co chodzi i koniec niczym dodatkowo nie zaskakuje. Pozdrawiam! dO.ob

Oidrin, cieszę się, że deserek smakował :D Zjadłbym kluchy… :(

Chciałeś żeby słowo “opacznie” było na końcu, tak?

Właśnie tak :)

Twoja propozycja brzmi w zasadzie trochę gładziej. Przemyślę jeszcze :)

Hej Outta :) Dzięki za komentarz :)

 

Też rozmyślałem nad tym zdaniem ale po dłuższym namyśle uznałem, że konstrukcyjnie jest ok. Hmm…

 

Pozdrawiam dO.ob

Reg, cieszę się, że tak uważasz ;)

A z marsjańską nalewką to święta prawda. Miesza w głowie gorzej niż piękna kobieta. Choć ponoć bimber Neptuński jest jeszcze bardziej zdradziecki…

;)

Geeogrraafie, słuszna uwaga. Usunąłem dwa tagi :)

No i cieszę się, że tekst urozmaicił Ci przerwę w pracy :)

Pozdrawiam dO.ob

Nie nazywał się Gnat, to było jasne jak słońce. – zbędne zdanie, zważywszy na fakt, że chwilę wcześniej piszesz, że to jego pseudonim.

 

Żona się pogodziła, że chodził ubrany w jeansy, skórzaną kurtkę, a pod nią najczęściej to co nosił po domu. A były to poliestrowe podkoszulki, kupowane za bezcen, przedstawiające marki różnych klubów, bądź muzycznych zespołów. Czasami Gnat nosił czarny T-shirt  z logiem AC/DC, innymi razem prezentował się jako fan Liverpoolu.  Pod tym względem było mu wszystko jedno co nosił. – Troszkę za dużo każesz mu nosić :)

 

Włosy miał ufarbowane na głęboką czerń, zaczesane do tyłu, Gdy barman, potężny, – Przecinek zamiast kropki.

 

– Jeszcze raz przedrzeźnisz mnie od Badboyów… – Na pewno chodziło Ci o to słowo? Czy barman naśladował słowa/ruchy Gnata, czy raczej wyzywał go lub co w ten deseń.

 

Byli w swoim wieku. Więc starzy jak próchno. – A w czyim wieku mogli jeszcze być? :)

 

Od dziecka lubił podsłuchiwać, więc teraz każdy szmer wpadł wprost do środka ucha, a ludzkie dźwięki będące mieszaniną gderania były dla niego trucizną. – wpadał? No i mieszanina to chyba połączenie co najmniej dwóch składników, samo gderanie więc chyba odpada.

 

Domek był schludny i zadbany, bo czasami wynajmował go studentom – Przecież to istne zaprzeczenie! :D

 

Gnat zaopatrzył się w kiosku w stosik tanich czasopism, gotowego jedzenia do odgrzania. – Skoro zaopatrzył się w to i w to, a dalej już nic nie wymieniasz, to zamiast przecinka dałbym i.

 

Nie bał się przetworzonej żywności . – Kropka odskoczyła za daleko. Powtarza się to wiele razy.

 

Kiedy zaczął odczuwać pierwsze niemiłe objawy zgagi, wskoczył w swój powóz,  ironizując w ten sposób swój dwudziestoletni samochód, nie pamiętający ostatniej dekady przeglądu i ruszył w kierunku centrum, cofając się na trasę za miastem, aby uniknąć korków, które czasami zdarzały się nawet w miasteczkach średniej wielkości. – Długie i męczące to zdanie. Daj chwilę oddechu. Podziel na dwa, trzy.

 

Ubrany był wtedy jak to mawiał, w dzieciństwie w marynarskie wdzianka, a potem szare, smutne ciuchy. Kiedy osiągnął czterdziestkę doczekał nowocześniejszych czasów i ku rozpaczy żony iwymienił całą zawartość szafy. – pierwszy przecinek należałoby przestawić. Wkradło się też niepotrzebne i.

 

Wybrał butelkę jakiegoś alkoholu – Czemu jakiegoś? Unikaj takich słów. Myślę, że Gnat doskonale wiedział, jaki alkohol wybrał, a ja jako czytelnik też wolałbym to wiedzieć.

 

jakby sprzęt miał natychmiast po chwili ulec usterce. – No to natychmiast czy po chwili?

 

Całe ciało na raty mdlało, osuwając się w otchłań bezradności – kropeczki brak.

 

Po chwili upadł, podobnie jak wcześniej za lada. ogonka brak.

 

Cofnął , wyrzucając z siebie masę przekleństw, znowu rzucając przed siebie pierwszym, lepszym produktem. – Pomijając inne aspekty tego zdania, uważaj na tego typu zestawienia słów. Nie brzmią najlepiej.

 

Lodówka wydała z siebie pomruki, nie podobnych brzmieniem… – niepodobne.

 

Gnat już nie miał siły, by wstać. – A kiedy usiadł? Chwilę wcześniej biegł.

 

– Co pan tutaj robi o tej porze? – wzdrygnęła się oburzona – Spojrzała z pogardą na siedzącego Gnata, przypominając sobie ostatnią, niezbyt miłą wymianę zdań – Coś tu się pochrzaniło z zapisem.

 

– W dupie z głupią babą…. – za dużo kropek.

 

Po kilku chwilach w środku wszystko w środku znowu zostało oświetlone na czerwono. – no, wiadomo.

 

Napisane bardzo przeciętnie. Dużo błędów, wypisałem tylko wyrywkowo pomijając interpunkcję i inne. Styl jeszcze niewyrobiony, miejscami zbyt oczywisty i prosty. Ale miejscami z kolei nie było tak źle. Jest z czego rzeźbić :)

Co do treści, no cóż. Grozy nie poczułem, mimo że nie przepadam za manekinami. Próbujesz wystraszyć na siłę, pisząc ciągle jak to bohater się boi, jakie to światło jest przerażające i tego typu podobne sformułowania. Zamiast tego pokaż coś, dzięki czemu czytelnik będzie mógł się wzdrygnąć bez nachalnego narratorskiego wpychania: to jest straszne i ohydne bo tak!

Fabule czegoś brakuje. Ot, staruszek trafia (swoją drogą zanim tam trafia to tekst trochę wieje nudą) do nawiedzonego sklepu. Tam wykorzystujesz motywy rodem ze średniego horroru jak czerwone światło, manekin, przeraźliwe dźwięki etc. Ucieka, koniec. Myślałem, że wydarzy się coś więcej. Że czegoś się dowiemy. Że Gnat jest jakimś podróżnikiem w czasie i po tym, jak opęta go peruka trafi na plac budowy piramid. Cokolwiek.

Pozdrawiam! dO.ob

 

Deirdriu, bardzo się cieszę, że tekst zdołał zasiać ziarnko. Oby pięknie wykiełkowało :)

Btw, przed napisaniem tego tekstu ów folklor również był mi całkowicie obcy. Temat wybrałem ze względu na góry, z którymi jestem dość mocno związany. Tak więc po utrwaleniu dziejów alpinizmu zabrałem się za straszaka z rosyjskich puszczy całkiem od zera :) I w zasadzie nie żałuję :)

Pozdrawiam

Mnie ten temat fascynuje. Więc o czym piszesz? Twoje poglądy nie mogą być w tekstach? Nie uchylasz rąbka swojego świata, no to czyj? ;) Nie musisz odpowiadać, bo to akurat kwestia poglądu na tekst – czy można go interpretować mając na uwadze osobę autora, czy trzeba tego autora całkowicie odrzucić i patrzeć na tekst na zupełnie autonomiczny. 

 

Deirdriu, jest to temat ciekawy i do szerszej dyskusji, zgadzam się. Nie twierdzę, że absolutnie nigdy do moich tekstów nie wdarły się (świadomie bądź nie) pewne przekonania, poglądy itd. Chodzi mi o to, że staram się tego unikać. Tworząc dany świat nie zastanawiam się nad tym, czy jest zgodny z moimi przeświadczeniami. Tworząc bohatera staram się, aby miał własny charakter, nie mój. Moim zdaniem tekst nie może być w 100% autonomiczny, zawsze coś się tam wkradnie, jednak nie ma też co patrzeć przez pryzmat osoby autora. Oczywiście tu też zależy, o jakiego rodzaju literaturze mówimy.

 

Dawidzie, to tylko wyrywkowe fragmenty, które może ułatwią Ci pisanie w przyszłości:

 

Teraz czuł się wyśmienicie, ale tylko fizycznie, gdyż martwił się jak jego okropna przygoda się skończy.

Zgadzam się z Silvą. To sucha relacja pozbawiona emocji.

 

Wielki ślimak nagle zaczął się poruszać w taki sposób, jakby oddychał.

Czyli jak? Poważnie pytam :)

 

Normalnie z taką raną każdy lekarz kazałby mu leżeć w łóżku, jednak on chciał jak najszybciej opuścić tę przeklętą kopalnię.

Myślę, że każdy w jego sytuacji wolałby jak najszybciej opuścić tę kopalnie zamiast leżeć w łóżku :)

 

Ujrzał też krążące nad srebrnymi budynkami ptaki.

Spojrzał w górę. Na niebie ujrzał dwa księżyce. Jednak ujrzał też coś co sprawiło

Uważaj na powtórzenia.

 

Jakieś trzydzieści metrów wyżej, znajdował się rozbity statek. Pamiętał teraz jak lecąc nad Bornoxem wysiadł mu napęd. Zaczął spadać i się rozbił. Mocno uderzył się w głowę a gdy wyszedł oszołomiony ze statku potknął się i wpadł do jaskini.

Sugerujesz, że gość kopał 2 miesiące super pazurami i wyszedł zaraz obok statku, przy którym wpadł do jaskini?

 

Dawidzie, szału nie ma. Sucha narracja, nie najlepsze zdania, często brakuje logiki. Pomysł jest, jak to u Ciebie. Ale nadal brakuje niestety wszystkiego tego, co by go ładnie wyeksponowało. Pracuj dalej, trzymam kciuki :)

Pozdrawiam, dO.ob

Odejdzie człowiek spokojniejszy…Teraz to się nawet nie wie, co tym dzieciom doradzić… – spację zjadło.

 

Cześć!

Dla mnie nie ma znaczenia, czy tekst ma tylko szczyptę fantastyki, czy ma jej całą garść. Nie ma znaczenia w sytuacji takiej, jak ta. Czyli takiej, w której zostaję wessany do opisywanego świata. Od pierwszych zdań zafascynowała mnie Twoja Huta i podróżowałem w jej smrodzie do samego końca. Z pełną satysfakcją. Momentami jedynie wydawało mi się, że przekraczasz cienką linię żonglowania emocjami. Tzn. że próbujesz wzbudzić uczucia na siłę. Ale tylko momentami.

Klikać już nie trzeba :)

pozdrawiam! dO.ob

Deirdriu, po pierwsze dzięki za poświęcony czas i obszerny komentarz.

Co do wspomnianego opowiadania cobolda. Nie czytałem (choć zamierzam) a tytuł do tego opowiadanie powstał jeszcze przed publikacją tamtego, gdyż grzebałem z tym tekstem dobre parę miesięcy. Tak więc wszelkie podobieństwa są czystym zbiegiem okoliczności.

Doskonale rozumiem, że pewne kwestie mogły Cię drażnić. Jeśli w jakiś sposób nawet Cię uraziły jako czytelnika, szczerze przepraszam. Nigdy nie wplatam do pisanych opowieści własnych poglądów (a przynajmniej się staram) tak więc wszelkie zabiegi mają na celu stworzyć profil bohatera. Tylko tyle. I zgadzam się, że to czy tamto mogło Ci się w nim nie podobać. Taki zresztą był poniekąd zamysł.

Co do wspomnianych luk, hmm. Trochę się zgodzę, gdyż rzeczywiście pewne kwestie, jak choćby ściąganie obcego gościa do tego typu roboty, mogłem uwiarygodnić i opisać lepiej. Przyznaję. Niestety niektóre rzeczy widać dopiero po fakcie. Natomiast wiele poświęciłem temu tekstowi i nie zgodzę się, że jedyne co napisałem o miejscowych w tych prawie 40k znakach to wygląd ich domów.

Cieszę się, że dobrze się czytało.

I na koniec raz jeszcze przeproszę, jeśli w jakiś sposób poczułaś się urażona.

Pozdrawiam!

Oidrin, bardzo dziękuję za komentarz, cieszę się, że zajrzałaś :) A jeszcze bardziej cieszy mnie fakt, że zwróciłaś głęboko uwagę na rozwój/zmianę głównego bohatera, gdyż dążyłem właśnie do tego, aby to był podstawowy fundament opowiadania. Świat jest tylko otoczką, choć oczywiście super że niemal wszystkim tak przypadł do gustu. Dzięki i pozdrawiam! ;)

Cześć, rubato.

Strony technicznej nie tykam, gdyż błędów jest masa a widzę, że jeszcze nie zastosowałeś się do zaleceń Silvy. Literówki, źle zapisane dialogi (ogarnij sobie portalowy poradnik, bardzo przydatny a masz w tej materii wiele do nadrobienia), interpunkcja i tak dalej. Czyli wszystko to, co towarzyszy pierwszym pisarskim próbą, norma :) Szlifuj i będzie tylko lepiej!

Co do treści. Cóż, pomijając fakt, że osobiście mam uczulenie na taką tematykę (rządzące ludźmi anioły i demony – nawet w wersji korpo. Było tego już sporo) to fabularnie nie jest najlepiej. O co chodzi? A o to, że wszystko dzieje się w sposób do bólu oczywisty i prosty. Nie ma zaskoczeń, bohater nie trafia na przeciwności, a nawet jak na jakieś trafia, to w kolejnym zdaniu odkrywa rozwiązanie problemu. Przykładowo spaceruje sobie obok archiwum, w którym są tajne akta skrywające sekrety obecnej władzy, i tak zwyczajnie tam wchodzi, wertuje, nikt tego nie pilnuje. Bo jakoś trzeba pchnąć dalej fabułę, prawda?

No i na końcu oczywiście wszystko się pięknie udało, można się było spodziewać. A, o jedno chciałbym zapytać:

 

Zanim tu wszedłem zwerbalizowałem procedurę Zapomnienia

SJP – zwerbalizować «wyrazić coś słowami»

 

Na pewno chciałeś użyć tego słowa? I to kilkukrotnie w tekście?

Reasumując: Nie podeszło. Z powodu tematyki, fabuły, która pędziła bez przeszkód, aby skończyć w prosty do przewidzenia sposób. No i przez błędy. Powodzenia w dalszych próbach :)

Pozdrawiam!

Och, Irko, niezwykle miło czytać takie komentarze blush

Cieszę się bardzo, że Ci się spodobało :)

 

Cóż mogę dodać, mam nadzieję, że kiedyś do niego jeszcze wrócisz.

A wiesz, że to niewykluczone? Myślałem o tym, żeby rozwinąć ten świat. Może nawet w powieść? Zrobiłem tak z jednym z opublikowanych tutaj opowiadań. Efekt? Bardzo pozytywny, ale nie chcę spoilerować ani chwalić dnia przed zachodem słońca. Jak przyjdzie co do czego to będę się chwalił :D

 

Dziękuję Ci za miłe słowa i kliczka!

Pozdrawiam :)

No cóż, wiele dobrego nie powiem, gdyż zwyczajnie nie lubię takiego filozofowania. Od początku do końca bohater żali się na wszystkie możliwe strony, opisuje jakieś dziwne sytuacje, których nie wyjaśnia, chaos gęstnieje i nie pomogają mu szalone i trudne w czytaniu konstrukcje zdań. To moja subiektywna opinia autorze i wierzę, że u innych ten tekst może wzbudzić emocje.

Całkiem sympatyczne i fajnie napisane. Mimo, że nie jestem fanem SF, nie przeszkadzała mi mnogość ,,kosmiczno-technicznego" słownictwa. Używałaś bowiem słów z wyczuciem. Nie łatwo powiedzieć coś więcej gdyż to jeno któtki szorciak. Napisz coś dłuższego :) P.s. Jeśli wspomnianą przez Ciebię Trójcę zesłał nam ufoludek z mackami, to co z resztą bóstw? Hmm…

Zmień oznaczenie na szort. Ten tekst dotyka tego samego tematu, co poprzedni. Wyobraźni, inności. I tak, często ktoś, kto jest inny, może wydawać się dla kogoś straszny. Mam jedno podstawowe zastrzeżenie do obu tekstów: nie ma w nich fantastyki. To co ma miejsce w głowie bohatera się do niej nie zalicza :( Jednak rozumiem, że miałeś potrzebę pewnego uzewnętrznienia za pomocą tych opowiadań. Pisz dalej, pozdrawiam ;)

Jeśli masz rzeczywiście 16 lat to napisane całkiem zgrabnie, choć oczywiście wiele jest też do poprawy (piszę z telefonu, może później wrzucę jakieś przykłady). Zastanawiam się, czy opisywany przez Ciebie bohater jest Twoim odbiciem. Ja też w szkolnych czasach tworzyłem historie w głowie i zapisywałem je w zeszytach podczas lekcji. I, o zgrozo, zdarzyło mi się nawet raz mieć zagrożenie z chemi :D Zawarłeś w opowiadaniu nawet pewne przesłanie, i świadomie bądź nie, dotknąłeś kwestii problemu dzisiejszego szkolnictwa. Pisz dalej, powodzenia :)

Ooo, nareszcie coś w Krakowie! Kończę wtedy pracę o 22:00, ale jak po tej godzinie będzie można jeszcze dołączyć to jestem chętny!

ANDO, rzeczywiście, teraz widzę, że głównego bohatera zlepiłem ze zbyt wielu typowych cech. No cóż, mleko rozlane, następnym razem będzie może pani detektyw :D

Cieszę się, że tyle aspektów opowiadania przypadło Ci do gustu i dziękuję za kliczka. 

Pozdrawiam!

Perrux, dzięki wielkie za rozbudowany komentarz i za poświęcony na lekturę czas :)

Bardzo się cieszę, że tekst Cię zainteresował i że czytanie go okazało się przyjemne :) Dzięki również za polecenie w wątku. 

Co do wymienionych przez Ciebie aspektów, cóż. Długo dłubałem to opowiadanie, zmieniając to i owo kilkakrotnie. W końcu nadchodzi czas, w którym autor uznaje, że dotarł do momentu, w którym nic już nie zmieni, bo wydaje się że wszystko jest dobrze i logicznie zbudowane. Dopiero głosy innych czytelników pokazują, że można było podkręcić jeden wątek, zmienić nieco drugi, a trzeci przykładowo wywalić. Ale to widać potem. Wiele poświęciłem temu opowiadaniu choć teraz widzę, że zmieniłbym niektóre rzeczy.

Co do końcówki. Tak, gdybym wywalił ostatni akapit zakończenie byłoby w moim stylu. Gustuję bowiem w otwartych. Jednak w tym konkretnym przypadku uznałem, że po to skupiałem się przez cały tekst na wewnętrznej przemianie bohatera, aby na końcu dać jednak bardziej konkretną odpowiedź. 

Dzięki raz jeszcze,

pozdrawiam

 

Sveniu, dzięki za komentarz.

Brak sympatii do bohatera mogę zrozumieć, tak bywa. Co do wątków, których nie zrozumiałeś:

 

Ale poważnie nikt przed nim tego nie zauważył?

Ali kreowany jest, przynajmniej takie miał autor zamiary, na lekkiego nieudacznika. Poza tym nawet, gdyby miejscowi to zauważyli, niczego by to nie zmieniło.

 

Poza tym dziwi mnie, że obca osoba tłumaczy miejscowym, którzy mieli do czynienia z lokalną fauną przez pokolenia, co to właściwie jest syrena (syrenfa?) albo wodnik.

Wydaje mi się, że w tekście jest zaznaczone, iż istoty takie jak te są rzadkością. A nawet uznane za wymarłe. Poza tym miejscowi mogli nazywać i postrzegać je zupełnie inaczej.

 

W odgryzaniu palców rybakom takiej logiki nie dostrzegam.

Potwór bezradnie, na swój sposób, próbuje odzyskać to, co mu zabrano. To, dzięki czemu sprawiał, że rodzina była szczęśliwa. Trochę symboliki w tym również jest. 10 palców – 10 powodów – i takie tam…

 

Dzięki raz jeszcze za poświęcony czas

Pozdrawiam

myślę, że skończy się na 600 tyś. Wiem, że długie to i prawie książka wyszła

 

Prawie??? Czytałeś kiedyś opowiadanie o takiej objętości?

Sagitt dobrze prawi. Jeśli rzeczywiście zależy Ci na radach odnoszących się do konstrukcji tekstu, fabuły itp. to napisz normalne(objętościowo) opowiadanie, z zamkniętą historią i tak dalej.

Wprawdzie ojciec złościł się, tłumacząc, że nikt przy zdrowych nigdy nie miałby ochoty… – umyślnie pominęłaś słowo zmysłach? :)

 

Cześć, Drakaino :) Piękny tekścik. Coś, co wydaje się nieosiągalne, dla jednych może być groźne, dla innych cudowne. Jednym może ucinać skrzydła, innych zaś pchać ku marzeniom. Czytałem już wiele wizji skupiających się na kontroli społeczeństwa. Twoja niby nie jest jakaś nowatorska, ale ładnie namalowana. Ta zasłona, która muska wierzchołek, taka symboliczna… Ładnie napisana baśń z fajnymi przesłaniami, co tu więcej zrzędzić.

A, jedno tylko przeszkadzało. Z niewiadomych mi powodów jestem uczulony na pojawiające się w tekstach imię Hans. Ale to tylko takie własne zboczenie :P

Pozdrawiam!

który tak zakłóca pracę twego mózgu, że widzisz w mnie wroga. – zjadło e.

 

Dobre ;)

Zastanawia mnie tylko, czy Pewien Apacz potrafi się wskrzeszać? Uśmierciłeś go bodajże już co najmniej drugi raz :o 

 

Ketridzie, nie wiem co to ten cały nieszczęsny Bunt, jednak to, co sam potwierdzasz, jest tylko fragment. Powinieneś zmienić oznaczenie aby nie wprowadzać czytelników/dyżurnych w błąd.

Po co te pustki między zdaniami? Nie można edytować tego jakoś normalnie?

Co do treści wiele się nie wypowiem, bo i co tu rzec? Scenka kłótni, w której uczestniczą dwa stwory z mgły. Nie wiadomo o co się wadzą, po co i dlaczego :(

Pozdrawiam

Cześć, oidrin :)

 

Zaciekawiła mnie ta wariacja od pierwszych zdań! Błędów rażących nie dostrzegłem (jeno niektóre zdania można by nieco uprościć i gdzieniegdzie wepchnąć przecinki).

Wracając do zaciekawienia! Kurczę, fajne to było. Taki niby mit, legenda, opowiastka, ale z nutą powagi. W zasadzie przekaz(y) dość prosty(e). Taki właśnie baśniowy, o łatwowierności i przykrych tego konsekwencjach. Ale ubrany w ciekawą, oryginalną szatę, więc całość wypada może nie do końca olśniewająco, ale z pewnością wrażenie robi.

Na tyle pozytywne, iż oddam swój głos, coby mnie kojot nie prześladował potem ;)

Pozdrawiam

 

Cześć, dogs ;) Przeczytałem dwa razy. Ładnie zbudowałaś tekst krótkimi lecz obrazowymi zdaniami. Myślę też, że słowa są bardzo fajnie wyważone. Przykładowo, mimo beznadziejności w jakiej znalazł się boharet/narrator, ,,cięższe" słowo jak gówno pojawia się raz. Pod koniec. I dzięki temu nabiera większej mocy. Ciekawy i nastrojowy tekst o śmierci w kosmosie. Jesteśmy niczym w stosunku do gwiezdnego ogromu. Tylko nieświadomy niczego pies będzie na nas czekał… Kończąc ten nieco chaotyczny komentarz (sorki, piszę w pośpiechu w autobusie): podobało się ;) kliknę w wątku wieczorem jak będzie jeszcze potrzeba, pozdrawiam :)

Fajny szorciak. Uśmiech się pojawił, czytało się bardzo dobrze. Jednak… podzielam zdanie Finkli: również nie cierpię zakończeń typu – to tylko sen. Według mnie wszystko to mogło mieć miejsce w realu, a nie tylko w snach bohatera. Niczego by to nie ujęło, a raczej mogło tylko wplynąć na plus. Pozdrawiam

*** – raz masz gwiazdki z boku zamiast na środku i burzy to ład :D

 

Tyle z czepialstwa, opowiadanie ładnie napisane więc i błędów nie zauważyłem :)

No i cześć, tak w ogóle!

A teraz do rzeczy. Gładko się czyta. Stworzyłaś może nie jakoś bardzo innowacyjny świat, ale z pewnością ciekawie go opisałaś. Wszystko było zrozumiałe i dobrze skonstruowane jak dla mnie. Nie mody jako tacy mugole, fajnie to wyszło :)

Ogólnie opowiadanie na plusik, zgłaszam :) Jeno do jednego jednak się przyczepię (moje wyłącznie zdanie). Końcówka, po ostatnich trzech kropeczkach, nie udźwignęła według mnie reszty tekstu. Jest zbyt oczywista, zbyt stereotypowa. Wiarygodna – owszem. Kobieta miała prawo mieć chęć zostać buntowniczką. Ale wszystko dzieje się trochę za szybko i trochę w zbyt oczywisty sposób. To takie moje subiektywne spostrzeżenia.

Pozdrawiam! ;)

Mówią również, że nie ważne jak zaczynasz, ważne jak kończysz. A że zakończyłaś zacnie, to i długość w tym przypadku można wybaczyć ;-)

Koniec, tak jak być powinno, zaskakujący i do uśmiechu zachęcający :)

Wszedłem z myślą przeczytania opowiadania Finkli a zastał mnie jeno drabelek. Cóż, lepsza mała rybka niż jej brak :P

Zastanawia mnie tylko, jaka jest wartość widzialnego Wszechświata…

Kelin, dziękuję za wyjaśnienia. Teraz złożyło mi się wszystko w odpowiednią całość.

Myślę, że tekst warty biblioteki więc zgłaszam :)

Instynkty mężczyzny podpowiadały mu, że to co się tu wydarzyło, było czymś wyjątkowym. Natchniony tą myślą próbował zamknąć oczy mężczyzny siedzącego bezwiednie przy stole. – Prędzej instynkt, nie instynkty. Swoją drogą na czym według Ciebie polega męski instynkt, pomagający rozpoznać wyjątkowość zdarzenia? Pytam z ciekawości :) No i nie ładnie brzmi takie powtórzenie (mężczyzny) już na wstępie.

 

Kolejne zwiedzone domy zawierały podobny widok co pierwszy, również znalezione książki kompletnie nie pasowały do zastanego obrazu. – Szyk zdania jakiś nie ten teges.

 

Przy jednym z domów trafili na zejście do piwnicy lub ziemianki, wcześniej na coś takiego nie trafili. – Powtórzenie.

 

Mężczyzna zszedł pierwszy z mieczem w prawej dłoni i

pochodnią w lewej dłoni trzymając ją nieco nad sobą. – Po pierwsze wkradła się niechciana spacja

(dalej w paru miejscach to samo), po drugie za dużo tych dłoni. Drugą spokojnie można wyciąć, wiadomo już że nie chodzi o lewą nogę.

 

Na jednym końcu widać było pomieszczenie pełne półek uginających się od słoików z zakonserwowanymi warzywami i owocami – Skoro było ciemno i musieli oświetlać drogę pochodnią, to w jaki sposób, będąc na początku tunelu, widzieli dokładnie to, co znajduje się na jego końcu. I to ze szczegółami, łącznie z tym co jest w słoikach.

 

Ruszyli w stronę drugiego tunelu – Skoro byli na rozwidleniu, to raczej ruszyli drugim tunelem, w nie w jego stronę.

 

Mężczyzna rozejrzał się przed domem szukając dostępnych dróg opuszczenia wioski. Gdyby nie udało im się dowiedzieć co się tu stało, musieli udać się w dalszą drogę. Jedna z dróg prowadziła w stronę gór… – Drogoza.

 

Ściana, która wcześniej blokowała drogą – Literówka.

 

Parę metrów dalej ich oczom ukazała się – W opisywanych przez Ciebie realiach użyłbym innego określenia na ukazanie przebytej odległości.

 

Parę metrów dalej ich oczom ukazała się kamienna komnata, ślepa, przebita pojedynczymi stalagnatami. – Hm, nie dość, że komnata była ślepa, to jeszcze przebita stalagnatami. Biedna :(

 

Zaczęli biec w jej kierunku, ale gdy usłyszeli dźwięk rotora czasu oraz powolną dematerializację, przyspieszyli – Ale sugeruje tutaj, że zrobią coś przeciwstawnego. Czyli szli, ale jak usłyszeli to i tamto, zaczęli biec. W takiej formie zamiast ale np. a.

 

Cóż, opowiadanie napisane jest źle. Wiele błędów (wypisałem zapewne tylko część z nich), nie mówiąc o niezbyt dobrym jeszcze stylu. A tak w ogóle to czuję się oszukany, gdyż przeczytałem nic innego jak fragment z urwanym końcem. Któż to jest ta ITADIS? Kim są poszukiwacze? Nie dowiedziałem się niczego, prócz tego, że w jakiejś wiosce zatrzymał się czas. A to ani nic nowego, ani nic na tyle ciekawego, żebym chciał się dowiedzieć co wydarzy się następnego poranka.

Pozdrawiam

a deszcz lunął jak ściana. – Określenie ściana deszczu ok, ale w obecnym zapisie to nie bardzo. Ściana raczej nie może lunąć.

 

Chodź za mną – usłyszeli głos przedzierający się przez czas i przestrzeń. – Obudź się i spójrz. – Nie powinno być usłyszał?

 

– A co będę z tego miał? – spytał. – Takie pytanie, zaraz po tym, jak gość zobaczył samo budującą się łódź, jest mało realistyczne. To znaczy ok, ale zero jakiegoś zwątpienia? Zaskoczenia? Tak zwyczajnie przyjął to, co zobaczył?

 

Musiał tu przekazać. – to?

 

Cześć, Kelin.

Całkiem porządnie napisane, dobrze się czytało. Powalczyłbym za to z powtórzeniami i zaimkami.

Skaczesz między scenami szybciej niż kangur. Niektórym może to nie odpowiadać, mnie nie drażniło. Dodaje to w pewien sposób dynamizmu. A czy częstość przeskoków jest przesadzona? To już kwestia indywidualna.

Co do treści. Nie wiem, czy wszystko należycie zrozumiałem. Rozumiem, że bóg chciał wykorzystać Hiszpana w celu podróży na nowy ląd, na którym zjedna sobie nowych wyznawców (gdyż wiedział, że pierwotni i tak wyginą). Tak? Czy nie tak? :P Nie jestem za to przekonany do czego w efekcie końcowym służyła mu wybudowana przez Yaxkina świątynia, oraz nie jestem pewien roli, jaką odegrał w tym wszystkim E-do.

Za dużo ostatnio czytam i piszę zarazem i chyba już umysł nie nadąża za kolejnymi koncepcjami :o Ale tekst jest ciekawy, dlatego będę wdzięczny za ewentualne wyjaśnienia :)

Wtedy może i nawet kliknę :D

Pozdrawiam!

 

Przytakuje. A wychodziła tylko z pokoju tylko na parę minut, po kawę… Wstaję, przeciągam się, ale wypada to sztucznie. Trudno. Przechodzę do kuchni. W palenisku jest tylko kupka zimnego popiołu. – Aleś się uparła na to tylkowanie ;)

 

Tarnino, na bogów widzialnych i niewidzialnych, połknąłem ten tekst jak wąż antylopę! W całości, jednym tchem. I będę podobnie jak gad trawił go jeszcze przez najbliższe dni.

I nie, nie słodzę teraz. Wczoraj miałem może gorszy dzień, a może teksty, które czytałem, zwyczajnie nie były w moim stylu, ale nie mogłem trafić na coś, co by mnie usatysfakcjonowało.

Ty mi to dziś wynagrodziłaś. Napisane tak, że po prostu chce się czytać i koniec. Naturalnie, klimatycznie, i w ogóle no…

Choć generalnie szybko przejrzałem, do czego historia zmierza, koniec i tak był satysfakcjonujący. To zagubienie bohatera, tak dobrze ukazane. I tytuł też fajny. I tak dalej, i tak dalej…

Dziękuję za uprzyjemnienie dnia w pracy,

Pozdrawiam! :)

 

 

Za plecami kalifa pojawił mężczyzna ubrany w szerokie spodnie i kaftan. – przydałoby się się :)

 

O wiele bardziej irytujące był jednak fakt… – irytujący.

 

Dziwna istota zrównała się wzrostem z wezyrem. Wciąż był piękny, a blask bił z jego skóry i oślepiał. – Skoro mowa o istocie, to raczej była.

 

Tylko raz były zarządca Damaszku był świadkiem takiej sceny i nie pamiętał, którego dziecka dotyczyło – Kropeczkę zjadło.

 

– Wiem, co myślisz – powiedział dżin z ustami oblepionymi okruchami ciastek. – Nie musisz się mnie obawiać, bo jestem czymś zupełnie innym. – Skoro wcześniej zaznaczasz, iż nie jest to dżin, oraz w tym samym zdaniu również o tym piszesz, to raczej określenie powiedział dżin średnio pasuje.

 

– Twoi bracia w wierze są też na moich ziemiach. I dobrze wiedzą kim jestem – Kropeczki brak.

 

– Nie tylko moja – dodał szybko dżin – Tutaj tym bardziej wiadomo już, że to nie dżin… choć dobra, po chwili zrozumiałem, że to bohater wciąż uznaje tę istotę za dżina. Jednak w słowach narratora, przy takiej narracji, jakoś średnio mi pasuje.

 

Już nie musisz podążać za swoim przeznaczeniem z ciężarem na swoich barkach. – Co najmniej jeden zaimek zbędny, jak nie oba.

 

Będą o tym pisać i mówi wieki po twojej śmierci. – mówić.

 

Całe 20k znaków to jeden fragment, w zasadzie głównie dialog plus opisy historycznych wydarzeń i dziesiątki trudnych do zapamiętania imion i nazw. Nie ma chwili na oddech, jest za to jednostajnie i momentami przez to nużąco. Dopiero gdzieś w połowie tekstu, gdy pojawił się dżin, ożywiłem się nieco. Przez to wszystko trudno mi się czytało to opowiadanie, gubiłem się, często musząc zastanawiać się kto jest kim, po co tam jest, i o co w ogóle chodzi.

Deirdriu, doceniam za to dobre wykonanie i szeroki research lub wiedzę. Mnie jednak opowiadanie zmęczyło, choć może jest to głównie sprawa tego, że rozsadza mi dziś głowę oraz że osobiście nie lubię takiej formy opowieści (Jeden ciąg, bez podziału na sceny i wszystko to, co pisałem wyżej). W takiej formie opowiadania zwyczajnie trudno doznać jakiś większych emocji czy zżyć się z bohaterem/bohaterami.

Traktuj mój komentarz jako całkiem subiektywny. Być może jak moja opinia będzie jedyną taką, wrócę z lepszą głową, przeczytam raz jeszcze i sprostuję to i tamto.

Tymczasem pozdrawiam! :)

Fizyku, no dobra, z tym Odynem faktycznie nie zwróciłem uwagi na fakt, że wojownik będzie kaleki :)

Co do Asgardu zaś, gdybym miał wybór, osobiście ze wszystkich możliwości również wybrałbym to niebo. Jednak chodziło mi o to, że pokazujesz w tekście Jowisza. To tak, jakby chrześcijanin, modlący się całe życie do Chrystusa, ni stąd ni zowąd trafił do Allaha (przy jednoczesnym opisaniu, że Chrystus istnieje). Dodatkowo zaznaczasz, że Rzymianin jest w Asgardzie w pewien sposób obcy, niemile widziany itp. To sugeruje, że jednak nie jest normą, aby trafiała tam mieszanka kulturowa.

Ale, fizyku, to takie tylko dogłębniejsze czepialstwo subiektywne. Zaznaczę jeszcze, czego nie zrobiłem w pierwszym komentarzu, że spodobało mi się bardzo to, w jaki sposób połączyłeś tych wszystkich bohaterów i ich losy. Niebanalnie i ciekawie. A że mi nie spasowało do końca to i tamto, to już tak bywa.

Pozdrawiam!

Cezar jechał stępa na przez las – czegoś tu za dużo.

 

Lekko obruszył gdy się dowiedział – obruszył się?

 

a oczom Antoniusza i ukazały się złoto i kość słoniowa. – za dużo o jedno i.

 

I kto wie, czy nie wymawiam gotutaj  po raz ostatni. – spacja.

 

Ruchem dłoni przywoła kryjącą się w cieniu postać. – przywołała?

 

Cześć, fizyku.

Bardzo dobrze napisane, tutaj nie ma co gadać. Jednak całościowo opowiadanie mnie nie porwało, choć nie mówię, że jest złe. Generalnie trochę się dłużyło. Bo tak naprawdę brniemy przez te wszystkie spotkania, zawiłości, planowania, intrygi, tylko po to, aby na końcu wydarzyło się dokładnie to, co zaplanował Odyn. Końcówka nie wynagrodziła mi zatem ciągnących się momentami fragmentów. 

Ostrzegasz w przedmowie o zamierzonych mitologicznych i historycznych zmianach. Ok. Jednak nie rozumiem, na bogów, dlaczego Cezar trafił do Asgardu? Dlaczego trafił do świata bogów, z którymi nie miał nic wspólnego, a istnienie choćby Jowisza sam potwierdzasz? Związek z Brunhlidą chyba nie ma tu nic do rzeczy, bo przecież była wygnana, więc za jej sprawą by tam nie trafił. Już pomijam kwestię ich pierwszego spotkania, miłość od pierwszej sekundy i namiętny pocałunek. Nie pasuje mi to ani do jednej, ani do drugiej postaci.

Ponarzekałem ale jeszcze raz zaznaczę, że tekst jest bardzo dobrze napisany i czytałem go, z większą lub momentami mniejszą, przyjemnością. Uwagi o których piszę są czysto subiektywne.

Pozdrawiam

!

:)

Hej!

Z uwag:

Sam walczyłem (nadal walczę?) z potworem zwanym zaimkoza, więc jestem obecnie na to uczulony. Myślę, że mogłabyś zwrócić uwagę na ten aspekt. Zobacz choćby na początek tekstu:

 

Widzę, jak klęczy nade mną. Widzę łzy na jego policzkach, krzyczy.

 

Słyszę chyba swoje imię, ale nie jestem pewna. Nie pamiętam zbyt wiele, próbuję poruszyć swoim ciałem, lecz bezskutecznie. Czuję smród, ale ciężko jest mi zlokalizować jego źródło.

Ten nade mną mówi coś o kolejnej próbie. Jego głos jest wręcz maniakalny, obłędny, pełen szału, rozpaczy, ale zarazem i determinacji oraz…

 

…brakuje mi słów. Moja pamięć jest coraz gorsza, zupełnie jakby ktoś zaczął przecinać nożem. 

 

Myślę, że niektóre zaimki, jak choćby ten obok ciała, spokojnie można wyrzucić. A jeśli nie to przebudować niektóre zdania tak, aby były one zbędne. Doskonały przykład jest tutaj:

 

próbuję wytężyć swój słuch – cudzego słuchu raczej nie próbowałaby wytężyć.

i tu:

Otwieram swoje suche usta i próbuję wydać z siebie dźwięk.

 

Dalej nie jest lepiej, ogólnie więc tekst cierpi na zaimkozę. Walcz z tą bestią!

 

Czuję ścisk, słyszę nieprzyjemne pękanie kości. Zacisk zwiększa się z każdą sekundą. – mało przyjemne zestawienie słów.

 

Tak samo piękna w dniu, w którym ją udusiłem… – brakuje jak.

– Williamie, liczę do trzech…i strzelam… – brakuje spacji. Pierwszy wielokropek bym wyrzucił zresztą.

Jestem tak blisko…wystarczy – to samo.

 

Dobra, co do treści. Całkiem ciekawie Ci to wyszło. Podobał mi się motyw opisywania wydarzeń wstecz. Końcówkę zrozumiałem nawet trafnie, gdyż Twój komentarz wyjaśniający przeczytałem później. Całość jest dla mnie zatem logicznie skonstruowana, choć oczywiście wiele można by podrasować.

Ciekawe,

do przeczytania :)

Pozdrawiam

 

 

 

 

 

 

 

Cześć, ANDO :)

Mi z kolei to akurat opowiadanie bardzo przypadło do gustu :) To, co większość komentujących uznaje za wady, ja odbieram w tym tekście jako zalety. Ta cienka linia między fantastyką a realizmem. Ten spokojny ton opowieści, ale zarazem wzbudzający zainteresowanie. Nie nastawiałem się też na początku na żadne rozwiązanie kwestii boskości głównego bohatera, więc koniec przyjąłem taki, jakim go zaprezentowałaś. Bez rozczarowań.

Jak dla mnie zresztą przenoszenie się do tworzonych słowami krain jest elementem jak najbardziej fantastycznym. Jasno pokazujesz, że to nie jest tylko takie zamykanie oczu i wyobraźnie, ale że bohater trafia w kreowany przez siebie świat naprawdę. Hm, chyba też wybrałbym zdrowie, choć czytając Twój tekst wyobraziłem sobie teleportacje do własnych światów i wydało mi się to wielce kuszące :D

Klikam

i

Pozdrawiam ;)

Cześć ;)

 

Jako pierwszy oficer mógł z pewną śmiałością odzywać się do wyższego szarżą, ale wolał nie nadużywać cierpliwości ho’rta. – Na pewno chodziło Ci o szarżę? Może raczej wyższego stopniem, rangą etc?

 

Jakby dziesiątki szabel jednocześnie cięło powietrze i ziemia zadrżała okrutnie. – Piszesz o wydarzeniach z początku XIV w. natomiast szable, ogólnie mówiąc, powszechnie pojawiły się na terenach Polskich na przełomie XV/XVI w. Według mnie zatem Jadwiga prędzej skojarzyłaby takie dźwięki z mieczami lub orężem po prostu, na pewno nie stricte z szablami.

 

– Jest w konwerterze – zapewnił Teicho. Wkrótce ziemianin będzie mógł istnieć razem z nami. – Przed zaznaczonym fragmentem przydałaby się jakaś kreseczka czy coś :)

 

Z jednej strony, w ogólnej formie, pomysł nie nowy. Z drugiej zaś, lubię takie połączenia historii, legend i SF. Czytało się całkiem nieźle, zdołałeś mnie zaciekawić. Nie jestem tylko pewien co do kwestii kluczowej dla opowiadania. Po co ufoludki zostawiły monolit na ziemi? Żeby za jego pomocą zbierać dane o ludziach?

 

Pozdrawiam

 

 

 

 

Robię to tylko po to by nabić sobie licznik odwiedzin :))) – Grunt to szczerość…

 

Żeby wątek nie przepadł bez żadnego komentarza zaznaczę, Dawidzie, że zajrzałem na Twoją stronę. Opcje są dwie:

– Albo robisz sobie jaja.

– Albo piszesz prawdę, i pewne zachowania rzeczywiście wynikają z choroby, o której wzmiankujesz na stronie.

Jeśli prawdą jest opcja nr.2 to szczerze życzę Ci powodzenia. Dąż do osiągania wyznaczonych celów i nigdy się nie poddawaj. Z pisaniem też :)

Pozdrówka

Mnie również poprzednie Twoje opowiadanie bardziej przypadło do gustu.

To też jest dobrze napisane, konstrukcyjnie nawet przemyślane, jednak niewiele poza tym. Końcowy twist jakoś mało wyrazisty. Nie uśmiechnąłem się, a chyba do takiej reakcji czytelnika dążysz. Tak mi się przynajmniej wydaje.

Pozdrawiam

Otuliła ją mgła, naznaczając jej skórę kolejnymi kroplami, które poddawały się ciężarowi i spływały z twarzy. – Drugi zaimek wydaje się zbędny. I jakiemu ciężarowi poddawały się krople?

 

Gęsia skórka podkreślała szorstkość jej ciała, gdy skrzyżowała ramiona. – W innym przypadku nie podkreślała?

 

…która przycisnęła do jej ciała rozbijające się o pomost fale. – Hm, że co zrobiła?

 

– Chodźmy już – głos w głowie wydawał się tak bardzo realistyczny. – Głos z dużej.

 

Bała się operacji, a on jak zwykle bezbłędnie odczytał jej emocje. Jego dotyk uspokoiłProwadził z rozwagą, troskliwie spoglądając od czasu do czasu w jej stronę. – Trochę zaimkoza jak na tak krótki fragment.

 

Zawsze swój niepokój przykrywała milczeniem. – również zbędny zaimek.

 

Utraciła wzrok wraz z krzykiem. – Z tego tak trochę wynika, jakby utraciła też krzyk.

 

O tym, że wrzucanie kilku tekstów w jednym czasie nie jest najlepszą strategią już wiesz.

O tym, że komentowanie swoich tekstów z innego konta jest słabe, powiem ja. No chyba, że jest to koleżanka, która robi to za prośbą. Tak czy owak, nabijanie sztucznych pochwał bardziej szkodzi niż pomaga.

Co do tego tekstu. Mamy krótką historię, a i tak zdołałem się w niej zgubić. Dziewczyna miała zaćmę, niewidoma stała się po wypadku. Kto zatem jest dzieckiem w ostatnim fragmencie, od urodzenia niewidomym? Ogólnie tekst mógłby wzbudzić jakieś emocje, gdyby nieco go uporządkować. Niektóre zdania są też jak dla mnie próbą stworzenia czegoś niepotrzebnie górnolotnego.

Pozdrawiam

Hm, rozumiem, że mimo, iż ta dwójka była pod pewnymi względami przeciwstawna, zarówno chłopca jak i dziewczynkę spotkał ten sam los. Choć mamy lód i ogień, zamarznięcie i spalenie, czyli skrajności, to jednak i tak na końcu drogi spotkało ich jedno wielkie… Przykro :( Dobrze kumam czy jest głębsze dno? :)

Cześć. Irko!

Gładziutko napisane więc i przyjemnie się czytało, rzecz oczywista. Niestety w tym akurat tekście nie wzbudziłaś we mnie emocji (mimo przykrych tematów i umierających dzieci) tak jak w niektórych z Twoich opowiadań. Myślę, że jest to głównie sprawa narracji. Tak, wiem, że przyjęłaś formę opowieści, bajki z nutą goryczy itp. Jednak duża część tekstu to opowieść narratora o wcześniejszych losach chłopca. Taka odległa, zdystansowana. Nie wiem jak ubrać to dokładnie w słowa. Chodzi o to, że wiele więcej bym poczuł, gdyby te informacje podane były w inny sposób. Ale to wyłącznie moje odczucia, jak mówiłem, rozumiem przyjętą przez Ciebie formę.

Natomiast pomijając ten aspekt czytało się bardzo dobrze :) Przedstawiłaś w tym tekście co najmniej kilka ważnych problemów, jakie nas dotyczą. Głównie uleganie postępowi i oddawanie mu życia kontra bunt, który z góry skazany jest na porażkę. Przykre, prawdziwe, fajnie opisane.

Koniec mi się spodobał, lecz osobiście zakończyłbym na zdaniu:

I krzyczał, krzyczał, aż nie czuł już nic.

Ten dopisek końcowy burzy według mnie końcowy nastrój. Rozumiem jednak, że po pierwsze, wpisuje się w przyjętą narrację, po drugie przekazuje finalną obojętność ludzką, która przewijała się przez cały tekst.

Całościowo klikam w wątku :)

Pozdrawiam!

 

Hej :)

Na wstępie dwie uwagi techniczne:

Popraw dialogi – zamiast myślników użyj półpauzy oraz wstaw spację między nimi a pierwszym słowem wypowiedzi. W ogóle przejrzyj jak zapisywać dialogi, bo już na początku widzę błąd choćby tu:

-I kilogram cukru, poproszę – nalany ekspedient podał mi paczkę – Nalany z dużej litery.

https://www.fantastyka.pl/hydepark/pokaz/2112

Liczby zapisujemy słownie. Dwadzieścia siedem itd.

Z komentarzem odnoszącym się do treści wrócę niebawem :)

Cześć :)

Płynnie się czytało, dobrze napisane. No i nie można odmówić Ci wyobraźni. Niezły mix tutaj mamy. Nie wiem czy gryzonie lubują się w oregano, ale twist wyszedł całkiem fajny. Spojrzałem na Twój profil. Rzeczywiście, przerwa była długa, a widzę, że postać Apacza jest czymś, na czym bazowałeś też kiedyś. 

Generalnie trochę zakręcone to opowiadanie ale jak pisałem, czytało się nieźle. Szkoda, że nie dowiadujemy się więcej o Pewnym Apaczu, bo w zasadzie prócz faktu, że poznajemy jego niecodzienne zdolności, nie przybliżasz tej postaci. 

Pozdrawiam :)

Oidrin, bardzo dziękuję za wizytę i cieszę się, że dobrze się czytało :) Pozdrawiam

Reg, to i ja dodam swoje trzy grosze. Ostatnie lata na portalu rozwinęły mnie niesamowicie, i to głównie Twoja zasługa :) Dziękuję i zdrówka!!! Oby jeszcze dane było widywać Twe łapanki przez wiele kolejnych lat (choć z drugiej strony obyś nie miała co poprawiać :D )

– Hej, młody! – usłyszała nagle. – Tutaj mogę się mylić, ale usłyszenie nie jest chyba odgłosem gębowym, więc nie z dużej litery? :)

 

– Mam pomysł! – Wilk zakręcił się kółko z radości. – w kółko?

 

omijając tylko gęste chaszcze i inne nieprzebyte przeszkody. – Hmm, skoro je omijał, to wiadomo, że były nieprzebyte. Niepotrzebne.

 

No no, dziewczynka zastąpiona chłopcem, babcia dziadkiem, kurtka zamiast kaptura, a zły wilk okazał się  bardziej ludzki niż człowiek. Obróciłaś wszystko o 180 stopni :) I fajnie to wyszło. Całość bardzo bajkowa, przez co końcówka okazała się nieco zaskakująca.

Ogólnie fajnie to wszystko wyobracałaś :)

Klikam w wątku i pozdrawiam! :)

Finklo, mi się wydaję, że pierś i piersi to dwie różne sprawy. I kobieta posiada jedno i drugie. Chyba :D A nawet jeśli nie, to powiedzenie ,,biję się w pierś" jest raczej dostępne w jednej formie dla obu płci :o

Nowa Fantastyka