Profil użytkownika


komentarze: 345, w dziale opowiadań: 342, opowiadania: 104

Ostatnie sto komentarzy

Radzę, abyś spojrzał na pierwsze lepsze inne opowiadania na tym portalu. Zobaczysz wtedy jak poprawnie dokonać edycji tekstu. Gdy już poprawisz zapis całości, może ktoś zechce przeczytać. Innymi słowy, zlikwiduj te akapity. Ale już na wstępie widać, że tag humor nie wziął się z niczego.

– Imię?

 

Ssali. xD

Nie żebym się jakoś szczególnie czepiał, ale jak czytasz to imię na głos? Bo jak dla mnie brzmi nieco, hm… groteskowo.

P.S. Wertując tekst z góry do dołu, w dziesięć sekund, rzuca się w oczy masa baboli i nielogiczności, jak choćby kilometry w świecie fantasy z elfami i krasoludami. Nie mówiąc już o tym, że czarodzieje, elfy, krasnoludy, paladyni itd. są już nieco… nie, są ogromnie wyeksplatowani. Nie wiem co musiał byś napisać, żeby mnie zainteresować. Ale może są jeszcze jacyś pasjonaci utartych szlaków. 

 

Saule, dzięki za komentarz :) A co do sprowadzenia na ziemię i nagłej zmiany nastroju – wszystko było zamierzone, wyjaśnione przez innych we wcześniejszych postach :) Ale dzięki za dobre słowo i pozdrawiam! :)

To raczej takie romansidło jedynie z pozoru, w rzeczwistości miało być czymś o wiele głębszym. No ale najważniejsze, że nie doświadczyłaś żadnych nieprzyjemności podczas czytania Finklo ;)

Och, a jednak Anet również pisze a nie wyłącznie komentuje! :D Przeczytałem i nie żałuję!

Tzn. jeśli chodzi o motyw to nie był dla mnie jakoś wielce oryginalny, gdyż z takowymi spotkałem się już niejednokrotnie. Choć manekiny były fajnym creepy zakończeniem. Ale pomijając tę kwestię, czytało się super płynnie, przyjemnie, jest klimat tajemnicy i grozy. 

Innymi słowy, podobało mi się :)

Pozdrawiam!

Mithrill, dzięki za komentarz i cieszę się, że spodobały się pewne motywy ;)

 

Swoją drogą, kierowałeś się czymś konkretnym wybierając imiona czy po prostu wziąłeś pierwsze z brzegu?

Z imionami przy większości swoich tekstów mam tak, że nie rozmyślam nad nimi zanadto, jeno biorę te, które wpadają akurat do głowy (oczywiście są wyjątki i są bahaterowie, przy których chcę, aby imię miało jakieś znaczenie). Tak też było w tym przypadku, czyli takie imiona jako pierwsze przyszły na myśl, co jest nieco dziwne, gdyż osobiście nie znam żadnego Jana ani Ewy :P

Pozdrawiam!

Tarnino, dziękuję za jakże obszerną, jak zawsze, korektę. Zastosowałem się do większości Twych uwag i naniosłem poprawki :) No i bardzo dziękuję za dobre słowa! 

A co do wspomnianego przez Ciebie dzieła, nie, nie czytałem :( 

Na początku myślałam, że to będzie jakieś mdłe romansidło…

Uff, dobrze, że się takim nie okazało :D

Dzięki Saro za odwiedziny i jakże budujący komentarz! Pozdrawiam! ;)

 

Blacken, bo tam cholernie dużo ptaszysk było! :P I tak, dzieli ich fragment. A z emocjami jest tak, że jednych coś rusza, innych nie, rzecz oczywista. Ale dobrze, że czytało się płynnie. Dzięki za komentarz! 

Katia72, bardzo miło czytać taki komentarz :) Cieszę się, że czytanie sprawiło przyjemność :) Dzięki za klik! :D

 

Drakaino, bardzo mi miło to słyszeć :) I dobrze, że masz uwagi, bo na nich człowiek się uczy :)

Asylum, fajnie, że wpadłaś :D Cieszę się, że Ci się spodobało i dzięki!

Drakaino, dzięki za poświecony czas, komentarz i klika! :)

 

Potem robi się coraz bardziej konkretnie i realistycznie i tekst nieco traci nastrój. Może gdybyś te wyjaśnienia o klątwie itd. napisał też bardziej onirycznie, byłoby lepiej?

Scena z chłopami mogłaby być krótsza (bo jest nieco przegadana), też by to pewnie pomogło – żeby nie umknęła całkowicie baśniowość i poetyckość całości.

Wszystko o czym piszesz było celowym zabiegiem. Jak pisałem w poprzednich komentarzach i jak wychwycili niektórzy, specjalnie przechodziłem z tej baśniowości/poetyckości w realistyczne opisy i zwykłą rzeczywistość (dialog chłopów). Że pozwolę sobie zacytować Nir:

Rozumiem – ten dualizm perspektywy, rozbicie świata na wewnętrzne przeżycia kochanków i zewnętrzną szarą brutalność…

Jeśli chodzi o opowieść o teatrze, chciałem o tym wzmiankować ponieważ było to marzenie Ewy. Aby porównać marzenia z poprzedniego życia z tym poźniejszym, w innej rzeczywistości. Pokazać, jak mogą zmienić się nasze największe pragnienia w zależności od sytuacji, w której się znajdujemy. Więc to również był zabieg celowy. A czemu i tak się spóźnił, hmm… Taka przewrotność losu. Czasem chcesz jak najlepiej i poświęcisz dla tego wiele, a i tak spotkają cię niezapowiedziane przeszkody, choćby korki :P

Tak czy owak, cieszę się, że uznałaś tekst za ciekawy i raz jeszcze dzięki! :)

Mi się podobało :)

Może bez szczególnych fajerwerków, ale uświadczyłem to, co najważniejsze, czyli pojawił się jakiś klimat, napisane według mnie całkiem zręcznie i czyta się płynnie, pojawiły się też jakieś emocje. Ogólnie na plus! 

 

grzelulukas, dzięki za miłe słowa! ;)

Co do hepnięć, miałeś kiedyś pijacką czkawkę? Ja mam takowe niechlubne doświadczenia i u mnie częstotliwość hepnięć była równie wysoka :D :P

Hej, Irka!

Nie twierdzę, że to była idealna miłość (zważywszy na rozwój wypadków), jeno Ewa ją za taką uważała. Myślę, że nie jest powiedziane wprost, czy Ewa wie czy nie wie dlaczego się tam znaleźli. Może, tak jak mówisz, Jan się jej nie zwierzył. Nie powiedział o wypadku. A potem, po wizycie zjawy w parku, wszystko podziało się szybko

On ma poczucie winy, ale nie wobec człowieka, któremu nie pomógł, a jedynie wobec Ewy. Jest więc miłość ślepa i egoistyczna?

Coś w tym jest. Chyba też to właśnie miałem na myśli. Miłość zakrywająca inne ludzkie uczucia. Bo przecież każdy winien wtedy pomóc temu człowiekowi podczas wypadku. Więc w tym przypadku ta wielka miłość doprowadziła do zguby.

Też pomyślę :D I dzięki za klik!

Ach, tak tylko marudzę, w końcu ta prostota i zdawkowość zakończenia może jest właśnie najbardziej brutalna wobec bogatych opisów uczuć we wcześniejszych akapitach.

Właśnie tak to postrzegam :) Ale przemyślę to jeszcze i może coś doskrobię ;)

ANDO, fajnie, że wpadłaś :)

Specjalnie stworzyłem taką idealistyczną miłość, aby udręka jakiej poddane były kukły była bardziej wyraźna i zrozumiała. Gdyby byli to zwykły Janusz i Grażyna, którzy się kłócą itp., to historia nie wybrzmiałaby w ten sam sposób. Choć rozumiem, do czego zmierzasz. Złoty środek. Jakikolwiek element, który zachwiałby tą idealnością. Może i masz racje…

Dobrze, że wprowadziłeś postacie chłopów, które rozbijają tę sielankę.

Ach, ulżyło mi, że kolejna osoba uznała ten zabieg za trafny ;)

Dzięki za komentarz! :)

Nir, dzięki za komentarz!

Cieszę się, że jako całość się podobało, i że przypadły Ci do gustu pewne rozwiązania :) Co do zdawkowej końcówki… Cóż mogę rzec… Nie chciałem właśnie robić z niej niczego epickiego, pięknego, jak pisałem we wcześniejszych komentarzach, więc miłosne uniesienia odpadały. Zawarłem w niej to, co moim zdaniem najważniejsze, bez pięknych ozdobników. 

Raz jeszcze dzięki za miłe słowa i pozdrawiam! ;)

No i jeszcze tak sobie pomyślałam, że choć marzenie Jana i Ewy spełniło się w sposób dramatyczny i okrutny, to przynajmniej bezbolesny. ;)

Właśnie tak :) Słodko-gorzko ;)

Dzięki za szybki komentarz :) Błędy poprawione i wielce jestem rad, że tak ich mało wyskubałaś ;)

 

Co do końcówki, rozumiem, że mogła nie być w Twym guście. Umyślnie podzieliłem tekst na część bardziej baśniową i drugą, taką bardziej sprowadzającą na ziemię. Dlatego chłopi są jacy są, mówią jak mówią. Chodziło o to, aby nie było to żadne epickie zakończenie, a przypadkowy, szary dzień, który równocześnie kończy historię i paradoksalnie spełnia marzenie, w jakże okrutny sposób. Taką przyjąłem koncepcję i zdaję sobie sprawę, że nie każdemu może się przypodobać. No, ale jak pisałem w przedmowie, był to eksperyment :)

Przytoczony przez Ciebie tekst Bemik zdaje się już kiedyś czytałem.

Dzięki raz jeszcze za wizytę i pozdrawiam! ;)

 

Aż się zalogowałem aby skomentować choć ostatnio rzadko wpadam przez brak czasu.

Dla mnie bomba! :D

Coś innego, jak wspomniała Irka, świeżego, oryginalnego i zabawnego.

Sposób, w jaki napisałeś/napisałaś ten tekst, również jest dobrym pomysłem i fajnie grającym z całością. No ja czytałem z uśmiechem od początku do końca, podobało się cholibka!

I takie zdania, jak choćby to:

Jaka różnica swetrowi i księdze, w szafie, na stole czy w pudle zalegać? 

wywołały u mnie nie mały banan na twarzy i wprowadziły w głębsze filozoficzne rozmyślania :D

Pozdrawiam! ;)

Spokojne życie na wsi oraz generalnie w samym mieście pozwala człowiekowi, chociaż na chwileczkę odpoczynku. – Nie rozumiem tego zdania. Życie na wsi a życie w mieście jest chyba z reguły lekkim przeciwieństwem z wielu względów, więc… nie rozumiem :(

 

Dalej niestety nie dam rady, choć chciałem, naprawdę… Może to przez to, że mój umysł jest dzisiaj zagotowany, ale Twój tekst po pierwszych zdaniach wydaję mi się strasznie chaotyczny. Zła interpunkcja i przekombinowane jak dla mnie zdania nie ułatwiają czytania. Pierwsze zdania: Każde jest jakimś wtrąceniem nienawiązującym do poprzedniego.

Człowiek stawiający w tamtejszej histerycznej chwili na niszczenie jakiejkolwiek wolności – tamtejszej, czyli której?????

Jak mówiłem, może to przez upał oraz zmęczenie, które targa mną po weekendzie, ale odpadłem w tym chaosie na wstępie :( 

Pozdrawiam

I zwołaj kropeczki, bo chyba ze wszystkich dialogów uciekły na wakacje :)

SueZee,

Jeśli całe Twoje opowiadanie ma mniej niż 80k znaków, to wstaw je w całości. Wstawiając takie fragmenciki nikogo nie przyciągniesz do swojego tekstu, więc to taka dobra rada :)

Pozdrawiam

Źle zapisujesz dialogi. Przykłady:

– Wiktoria! – ta nagła reprymenda udaremniła plan otwarcia okna. Nie będzie spaceru. – Ta.

 – Trzeba w końcu zrobić zdjęcie, a ty tylko utrudniasz. Fuknęła na nią matka. – fuknęła. I bez kropki. 

Zobacz sobie na poradnik odnośnie zapisywania dialogów. Mi wiele pomógł:

https://www.fantastyka.pl/hydepark/pokaz/2112

 

Pomijając to, piszesz całkiem nieźle. Choć jakichś szczególnych emocji, które winny towarzyszyć horrorowi, nie doświadczyłem, to poczułem jakąś namiastkę dziwnego i niepokojącego nastroju. Ale był to jedynie zalążek, zbyt mało, by tak krótka scenka mnie jakoś szczególnie porwała. Bo w zasadzie jak mamy przeżywać tę scenę, skoro sami bohaterowie mają śmierć męża/ojca gdzieś? Matka myśli o pieniądzach a dziewczynka, jak to dziecko, zwyczajnie nie chce tam być. Ale nie przez to, że nie może patrzeć na zwłoki ojca. Nie jest jej nawet przykro. A szkoda, bo emocjami dziecka można by zbudować o wiele ciekawszy klimat. Chyba, że właśnie do tego dążyłeś. Do pokazania jacy są ludzie, bo takich jak Twoi bohaterowie jest zapewne wielu. No ale co za tym idzie nie ma tu żadnej fantastyki, bo wszystko co opisałeś w pełni wpisuje się w szarą, dobrze nam znaną rzeczywistość. 

Pozdrawiam

 

 

Notatka 5674/1979 (tutaj może kropka albo w ogóle Notatka… umieść nad tym opisem, tak jak masz niżej) Zapis głosowy jednego z początkowych przesłuchań pół roku po zdarzeniu. Przesłuchanie więźnia 2546 (jakiś dwukropek lub myślnik by się przydał) parametry w normie. Kondycja utrzymana. Spadek parametrów krwi związanych z odpornością. Zaaplikować niezbędne suplementy. – No i może da się jakoś uniknąć powtórzenie?

 

– Wyobraź sobie świat bez wojen, gdzie porządek rządzi wszystkim. Gdzie ważne są Twoje umiejętności a nie pochodzenie? Ciekawi Cię taki świat? – zaczął Głos. – twoje, cię. Z wielkiej litery wyłącznie w listach, a nie w takim tekście. Zbędny jeden pytajnik i brak kropki na końcu.

 

odpowiedział On. / odpowiedział Mężczyzna. – dlaczego duże litery? Jeszcze On uszłoby z dużej jeśli jest jakimś wyższym bytem i konsekwentne byłby tylko Onym, ale nagle jest mężczyzną.

 

Świat, który stworzyliśmy, był doskonały. Wprowadziliśmy kilka zmian w procesie myślowym człowieka. Gdy to nie pomogło, trwale usunęliśmy jednostki podatne na zachowania samo destrukcyjne. – W zaznaczonych miejscach wstawiłbym przecinki, choć w tym szpecem nie jestem. 

 

Już Ci o nim odpowiadałem. – jak wyżej. Wielokrotnie powtarzasz ten błąd. Opowiadałem. 

 

byle by tylko ograniczyć ilość doznać jaką dostaje człowiek. – literówka. 

 

Po chwili ciszy Głos po cichu szepnął – dwukropek się zgubił.

 

Stan więźnia poprawny. Zmniejszona masa mięśniowa – wynik długiej izolacji. Pozostały w normie jak dla tak długiego przebywania w zamknięciu. – Co pozostałego jest w normie? Z kontekstu wynika, że stan, jednak nie dajesz żadnego podmiotu a nawiązujesz do pierwszego zdania.

 

– Zawsze jestem szczery. – stwierdził Głos – zbędna kropka. Ten błąd masz wielokrotnie. 

 

Zrezygnowany skulił się w koncie celi. – w kącie.

 

Zapis z wizyty na płaskowyżu. Stan wieżnia niewystarczający. Wprowadzono spacery na płaskowyż, – I tym razem poszukałbym zamiennego słowa. No i więźnia.

 

– Mimo to chce je usłyszeć – nalegał delikatni Głos. – literówka.

 

Czy częścią ludzkiego istnienia musi być bezbrzeżny smutek, ból który się z nas wylewa. Niepohamowany strumień strat, rozwiązanych nadziei i rozczarowań. – Jeśli pytasz, przydałyby się pytajniki.

 

Zbiera się jak krople deszczu w misie, która gdy się przepełni wyleje się, wbrew prawom fizyki. – Nie rozumiem tego zdania. Po pierwsze, misa nie może się wylać, jak już to woda, która się w niej znajduje. Po drugie, jak się naczynie przepełni to chyba fakt, że coś się z niego wyleje, jest zgodny z prawami fizyki, a nie im wbrew. 

 

– odpowiedział Głos. – ogólnie dialogi trochę sztywne. Ciągle masz: odpowiedział, rzekł, zapytał itp. Można inaczej, można ubarwić.

 

w ten sposób ograniczacie liczbę samobójstwa w populacji?! – samobójstw. Chyba, że ludzie popełniają jedno zbiorowe samobójstwo.

 

Dają Nam bezduszna nadzieję – literówka. I nie jestem pewien, czy nadzieja może być bezduszna. Raczej jest to całkowicie pozytywnie nacechowane słowo. 

 

nadzieję, że to ma sens, że warto walczyć, że jeszcze coś dobrego nas spotka.

Sens, a gdzie tu znalazłeś sens? – spytał Głos – nie widzę go.

Sens widzę w czyichś oczach wpatrzonych we mnie. Ten blask który widzę to obietnica – szepnął On.

– To piękne co mówisz, ale czego obietnica? Nic Ci nie obiecałem. Wyjaśnij mi proszę, dla mnie to ważne by Cię zrozumieć.

– Nie Ty. Dla mnie to obietnica, czy raczej nadzieja, że moje życie ma sens.

Za dużo tego sensu trochu.

 

Ok, błędów jest pewnie więcej, ale tyle wyłapałem na szybko. I tak w ogóle to cześć :) Jak na pierwsze opowiadanie nie ma jakiejś straszliwej tragedii. Wiele rzeczy kuleje, ale wszystko to jest do wypracowania. Nie rezygnuj zatem, ćwicz, pisz, czytaj, i będzie tylko lepiej :) Co do treści trudno mi się wypowiedzieć… Mam wrażenie, że bardziej niż opowiadanie jest to takie uzewnętrznianie się Autorki, która chciała się podzielić ze światem swoimi spostrzeżeniami odnośnie świata w takiej właśnie formie. 

Pozdrawiam i życzę powodzenia! :)

Rycerz Yk, który właśnie pochłaniał ostatni łyk miodku, skinął licho głową i ją się przybyłemu przyglądać. – Yk-łyk – zamierzone te słowa tak blisko siebie? :) I chyba jął się miało być jak już :)

Nas bohater powiedział więc, że postawi całą zbroję… – literóweczka :)

Przeleciałem po tekście i lubię takie klimaty więc wrócę i na spokojnie przeczytam, pozdrówka :)

 

Hej :)

 

W tym roku są nieco większe.

Kucharz ułożył pudełko na otwartej dłoni ważąc je ostrożnie.

– Faktycznie, że trochę większe. I chyba waży więcej.

– A no i właśnie. Listonosze byli w stanie dostarczyć ich mniej, bo ważą trochę więcej, i zajmują trochę więcej miejsca.

Więcej, więcej i jeszcze więcej, słowem, za dużo powtórzeń według mnie :)

 

Piszesz zgrabnie i przyjemnie ale…

…Nie poczułem wspomnianej przez Ciebie zimy. Mimo paru wzmianek o niej, nie wsiąknąłem w klimat, który próbowałeś zbudować, bo zwyczajnie go nie znalazłem. A najbardziej uwiera mnie brak jakiegokolwiek wyjaśnienia. Z jednej strony jest jakiś plus trochę tajemniczego tekstu, i ta hibernacja większości ludzi na zimę też ciekawa, ale właśnie! Większości! Skoro Buczyński nie musi, to dlaczego inni ludzie się hibernują? Zimy są zbyt surowe? Czy o co chodzi? Zabrakło mi choć jakichkolwiek wyjaśnień. A szkoda, bo tekst mógłby mieć potencjał, może pomyślisz o rozbudowaniu tego wątku? A może ja jestem ślepy i czegoś nie zrozumiałem, wnet czekam na wyjaśnienie :)

Pozdrawiam!

Rano. Dzwoni budzik. Brzmi to jak poniedziałek rano. – trochę drażni to powtórzenie, nawet jeśli było celowe. Myślę, że dałoby radę jakoś to przerobić. No i co brzmi jak poniedziałek rano? Dźwięk budzika? Jest jakiś specjalny na poniedziałek czy co?

 

Dobry posiłek to podstawa, bez niego człowiek nie ma rano wystarczającej energii, a jest ona potrzebna, żeby pobudzić mózg i ciało do działania. – Wiem, że piszesz taki jakby poradnik, ale to trochę brzmi jak z podręcznika dla dzieci. Dorosłemu chyba nie trzeba tłumaczyć takich rzeczy.

 

trzeba być na to gotowym i się przystosowywać się do warunków. – o jedno się za dużo.

 

ale korzystać z tego może z tego tylko jedna – o jedno tego za dużo.

 

Zimą i jesienią istotne jest też zwrócenie uwaga na możliwe oblodzenie i opady śniegu. – uwagi.

 

Moje ulubione miejsce, koło drzewa na wzniesieniu, jest wolne. Roztacza się z niego doskonały widok, ale inni łowcy go nie lubią, bo nie jest w ogóle osłonięte przed wiatrem. Przysiadam na wzniesieniu. – przydałby się jakiś synonim. 

 

Po kilku minutach słyszę sygnał. Wysoki gwizd. Znak, że stado się zbliża. Po chwili sam zaczynam coś słyszeć. – Wcześniej słyszy sygnał, ale po chwili zaczyna coś słyszeć. Hmm…

 

Nowsze modele, mają przyciski. – w całym tekście często stawiasz niepotrzebne zupełnie przecinki, tak jak tutaj.

 

Ok, z pozytywów: 

Piszesz całkiem w porządku, starasz się budować klimat, pojawiło się nawet jakieś zaciekawienie. 

Z minusów:

Brak fantastyki, jak wspomniał już Mytrix. Zamysł co prawda miałeś słuszny, czyli: Budowanie napięcia, konstruowanie zdań w taki sposób, aby czytelnik za szybko nie połapał się o co chodzi, a na koniec zaskoczenie. Koncept dobry, ale zakończenie… chyba do mnie nie trafiło.

Pozdrawiam :)

Rzadko czytam fanfiki (przydałoby się chyba dodać w tagach: fan fiction), ale tym razem zajrzałem, przeczytałem i…

Nie żałuję :)

Nie zwracałem uwagi na błędy ale wydaję mi się, że tekst jest napisany bardzo dobrze. Czytało się płynnie i z przyjemnością. Jedynie gdzieś rzuciły mi się błędy w dialogach, gdzie po wypowiedzi piszesz z małej litery tam, gdzie powinna być duża.

Bardzo fajny pomysł, choć może nie jakoś super oryginalny. Fajne połączenie Śródziemia z naszymi realiami. Rozumiem, że elfy to Janusze i Grażyny na wczasach, a orki to imigranci? :D Ogółem, mi się podobało, co tu dużo gadać.

A, jedyne, czego mi zabrakło, to jakiegoś zaskoczenia, zwrotu akcji. W zasadzie już na początku tekstu, gdy mieliśmy pierwsze wskazówki, wiedziałem do czego wszystko zmierza. I choć cała historia fajnie poprowadzona i koniec też niczego sobie, to gdzieś jednak chciałbym być choć lekko zaskoczony. Ale to tylko taka subiektywna uwaga. Myślę, że tekst spełnia swoją rolę w takiej formie jakiej jest. Poczułem klimat, poczułem absurd, uśmiechnąłem się raz i drugi. No i na tym zakończę :)

Pozdrawiam

Przyjemnie się czytało do poduszki :)

Choć całość furory nie robi. Braki w logice i momentami naiwne momenty, jak ten z szybkim wybaczeniem Posejdonowi chociażby – rozumiem, że mogli się go bać, ale to należało jakoś w tekście nakreślić, a nie gaworzą sobie, piją herbatkę, i od tak wybaczają za śmierć tylu ludzi i, jakby nie było, własne dramatyczne przeżycia. Brak wyraźnych charakterów postaci, w zasadzie nie mamy kogo i za co polubić lub nie polubić. No i ten koniec. Taki bajkowy, jak już ktoś wspomniał, a to, według mnie, nie bardzo się klei w stosunku do całości tekstu. Nie wiem też w jaki sposób utrzymaliby się na grzbiecie wieloryba, no ale w końcu to podwładny samego Posejdona, a ten zna zapewne jakieś sztuczki, o których nie wspomniałeś. No i to głaskanie po głowie największe zwierzę świata też jakoś dziwnie brzmi…

Ale! Trochę pomarudziłem, więc zakończę tak, jak rozpocząłem: Czyta się Ciebie całkiem przyjemnie i z chęcią zajrzę do jakiegoś przyszłego tekstu :)

Pozdrawiam

Edit: Często stawiasz zaimki na końcach zdań, mi to jakoś wybitnie przeszkadzało. Przykład:

Wiedziałem, że i tak prędzej czy później gospodarz zobaczy mnie, ale wolałem maksymalnie odwlec tę chwilę. W końcu zobaczyłem go.

Przeczytaj to sobie na głos. Nienaturalnie. Nie lepiej:

Wiedziałem, że i tak prędzej czy później gospodarz mnie zobaczy, ale wolałem maksymalnie odwlec tę chwilę. W końcu go zobaczyłem. ?

Ciekawy eksperyment. Choć niezbyt komfortowo czyta się taki natłok informacji w jednym zdaniu. Jednak przyjąłem, iż taka była koncepcja i przebrnąłem, nawet bez problemu zrozumiałem, bez żadnych zatrzymywań mimo braku kropek. 

Zatem jako eksperyment może być, a jeśli chodzi o tekst zakwalifikowany jako horror – nie wzbudził we mnie ani przerażenia, ani żadnego szoku. Ale, jak rozumiem, nie to było w tym tekście kluczowe, jeno jego inność :)

Pozdrawiam

CM, dzięki za komentarz, jest składny jak trza :) Przynajmniej wszystko z niego zrozumiałem i wiele wyniosłem, więc bardzo dziękuję.

 

Spore nagromadzenie “się” w tak krótkim fragmencie, choć w czytaniu jakoś szczególnie nie przeszkadzało. – Przytoczony przez Ciebie fragment jest fragmentem oryginalnego tłumaczenia średniowiecznej pieśni (jest gwiazdka i przypis w przedmowie) więc nie mi ingerować w nagromadzenie się ;)

 

Spodobał mi się pomysł, by umieścić historię w czasach zamierzchłych. Trochę bałem się, że w tym konkursie może pojawić taka tendencja, by umieszczać bogów wyłącznie w czasach obecnych bądź przyszłych, więc fajnie, że zdecydowałeś się na inny wariant.

Właśnie z takich samych obaw jak Twoje zdecydowałem się na taki wariant. Bo w pierwszej koncepcji tekst miał być właśnie w czasach nam przybliżonych, ale pomyślałem: Pewnie większość tak zrobi! I choć nie przejrzałem wszystkich konkursowych tekstów, to chyba się nie myliłem, bo tendencja jest własnie w tę stronę.

 

Co do efektu WOW doskonale rozumiem, co masz na myśli. Też często mam tak po przeczytaniu różnych tekstów, że niby wszystko super, ale jednak czegoś brakło, a często i gęsto nie wiadomo, co jest tym czymś. Tak bywa :)

 

Jeszcze raz dzięki za poświęcony czas i obszerny komentarz!

Realuc, a kiedy ostatnio rozglądałeś się za sercem trzecim okiem ;)) ?

Hmm, w sumie nie pamiętam, ale za to czwartym i piątym w co drugi weekend :P

Zgodzę się, że po wszystkim, co spotkało indyjską małpę ze strony brytyjskich wyzyskiwaczy, Hanuman miał prawo się zdenerwować.

Oj, miał prawo! A ty jeszcze chciałeś, żeby ratował przypadkowe ofiary? Toż on po tym, co go spotkało , winien wyrywać łby i kończyny wszystkim napotkanym ludziom, a już przynajmniej wyrwać to serce księciu! Musiał/a być z niego bardzo dobra/dobry i szlachetna/szlachetny małpa/bóg. :)

Czytało mi się rewelacyjnie. Twój styl bardzo mi pasuje, przynajmniej w Tym opowiadaniu :) Fajnie, że wszystko dzieje się bez zbędnego rozwlekania, szybko przechodzisz między scenami, między małpą a ludźmi, pokazując historię z dwóch stron.

No wielka małpa skacząca po dachach, wiadomo, nasuwa skojarzenia z King Kongiem. Ale reszta była dla mnie interesująca i oryginalna. Choć co do aspektu indyjskiej mitologii nie będę się wypowiadał, gdyż wiem o niej niewiele, to sposób, w jaki wszystko opisałeś, zbudował dla mnie poczucie, że doskonale wiesz o czym piszesz :)

Tak z drobnej, subiektywnej czepliwości:

Nie mógł dostrzec u księcia serca.

W zasadzie wiadomo, o co chodzi, jednak odbierałem Twój tekst na poważnie, a w tym momencie zajechało mi taką baśnią dla dzieci. Że źli ludzie nie mają serca. A jednak każdy je ma. Ja bym w kontekście całego opowiadania widział bardziej brutalną wersję. Bo w zasadzie po całym nieszczęściu jakie spisali na niego ludzie, Hanuman nikogo nie krzywdzi, jeno niszczy dachy i odgania się przed kulami. Ale to tylko takie rozważania, pewnie Twoja wersja jest słuszniejsza.

Pozdrawiam ;) 

Hmm, w zasadzie dobrze Pan prawisz :D Ma to sens :) Teraz już chyba nie można przebudowywać konkursowego tekstu, ale dzięki za tę uwagę, wykorzystam na przyszłość :)

Witaj, Nevaz! :)

Fajnie, że dotarłeś i zostawiłeś komentarz. Jak każdy, jest dla mnie bardzo cenny.

W tekście wszystko dzieje się nagle i tak prawdopodobnie było w rzeczywistości, ale jako twórca masz narzędzia, które mogą wywołać w czytelniku fałszywe poczucie bezpieczeństwa, które potem można okrutnie zburzyć :).

Wiem, i wydawało mi się, a przynajmniej próbowałem, takie poczucie bezpieczeństwa zbudować. W pierwszym fragmencie mamy wzmiankę, że idą z uśmiechami na ustach, że póki co do wojny nie dojdzie itp. Kiedy wracamy do tych bohaterów śpiewają pieśni, opowiadają sobie dowcipy, widzą też już główną bramę – więc wszystko to są elementy budowania, jak napisałeś, fałszywego poczucia bezpieczeństwa. Tak mi się wydaję :)

Dzięki raz jeszcze i pozdrawiam! 

Hej :) Zacznę od jakiejś łapanki na szybko:

 

Przede mną rozsypane były liczne wzgórze, wysokie i niskie, – wzgórza.

 

W czym mogę ci usłużyć? – zapytał suchy głos, trzaskające listowie, bicz ogniska.– głos, trzaskające listowie oraz bicz zapytały go jednocześnie, czy co?

 

Jeśli szukasz Makowego Wzgórza, to je odnalazłeś – podszedł, nabrał wody w dłonie – źle zapisujesz dialogi, nie mówiąc o tym, że nie masz w ogóle półpauz, przez co fatalnie się czyta. Zmień to szybko!

 

 

Wskazał mi kamienną ławę, która oblana była czerwienią niczym zachodzącym słońcem. – może prędzej oblana czerwienią niczym promieniami zachodzącego słońca?

 

któremu nie był obcy żadnej język, żadna myśl.- żaden.

 

Spojrzał na mnie, nic nie odpowiadając, i zwrócił się ponownie ku północy. – a kiedy wcześniej zwracał się ku północy, że ponownie się ku niej zwrócił? Bo może mi coś umknęło. 

 

Siedziała w swojej komnacie, nie chcąc wychodzić. Żadne zaklęcie nie mogło jej pomóc. Żadna rozrywka nie pochłaniała jej uwagi. Każda rozmowa z nią obracała się w monolog. Śpiew ptaków kamieniał na progu jej uszu. – Czy wszystkie zaimki są potrzebne?

 

Dobra, co do treści. Momentami podobały mi się Twoje barwne opisy, jednak były też chwile, gdzie męczyły mnie trochę próby poezji i wyniosłych zdań. Początek mnie zaciekawił i liczyłem chyba na coś innego. A okazało się, że jest to bajka, baśń, o wieży, czarodzieju, śmierci ukochanej, czyli o wszystkim tym, co już każdy zna. A trochę szkoda, bo tytułowe maki zaciekawiły mnie w pewnym momencie. Choć rozpatrując to jako takową baśń, z przesadną próbą upiększania języka – bo wszystko fajnie, ale z umiarem – to nie jest źle. Było nawet trochę przyjemnie :)

No i motyw ludzi, którzy stracili bliską osobę, i zdecydowali się na wieczny sen, też dość poruszający fajny. Żeby nie było :)

A, i jeszcze jedna sprawa.

Tytuł sugeruje o makowych wzgórzach. Co prawda piszesz, że Twój bohater widzi liczne wzgórza, ale jak sam wzmiankujesz na początku:

Powiedziano mi, w ostatniej wiosce, przez którą przechodziłem, że Makowe Wzgórze jest niedaleko.

Przede mną rozsypane były liczne wzgórze, wysokie i niskie, wszystkie pociemniałe od czarnych lasów, ja jednak szukałem tego jednego, czerwonego.

Z tego wynika raczej, że makowe wzgórze jest jedno. A może jest wiele, ale on szuka jakiegoś konkretnego, hm?

Pozdrawiam.

edit: Też, podobnie jak reg, zabrakło mi wyjaśnienia co do motywu jakim kierował się główny bohater. Jego historii, która coś by przybliżyła.

 

MaSkrol,

Dzięki za komentarz i cieszę się, że się podobało :) Co do myśli, w początkowej wersji ich nie było. Chciałem przez ten zabieg w tak dość krótkim tekście przybliżyć i urealnić bohaterów. Może przesadziłem w którąś stronę, ale cóż, teraz już nie będę zmieniał. 

Tomasz R.Czarny,

Bardzo się cieszę, że podobało Ci się, mimo iż tekst nie jest w Twoim guście :)

Dzięki za komentarz! 

Hmm, nie oglądałem takiego kanału i nie bardzo mogę się wypowiedzieć odnośnie treści tego krótkiego tekstu… choć szatan roniący łzę mógłby być ciekawym motywem. Przeczytałem i szybko zapomnę. W zasadzie tyle. Z uwag:

Po co takie wielkie przerwy? Nie wystarczy zwykłe przejście do kolejnego akapitu. Interpunkcja leży troszku. Coś tam wypiszę:

 

Zawiał wiatr. Głośny i szeleszczący… – zawiał wiatr jakoś źle brzmi. Powiedz to sobie na głos. No i chyba wiatr sam w sobie nie może być szeleszczący. Szeleścić mogą przykładowo liście za sprawą wiatru.

 

To nie było moje dzieło…Nie chciałem tego. – brak spacji po wielokropku.

 

Z mych czarnych oczu popłynęła pojedyncza łza, która odpędziłem zamknięciem powiek. – którą.

 

Ocuciło mnie dopiero dobrze znane gorąco mej sekretnej komnaty. Zasnąłem, a koszmar nareszcie ustąpił. – myślę, że mej jest zbędne. Jeśli jest mu dobrze znana to jest to zrozumiałe.

 

Ale czy na pewno? Czy to był tylko sen? – Chyba tam wyżej miało być: obudziłem się, a koszmar nareszcie ustąpił. Mówi, że zasnął, a zaraz potem pyta, czy to był sen. Coś się poplątało. Przynajmniej w moim odczuciu.

 

złote włosy i trzy pary takich skrzydeł – takich, czyli jakich? Wiadomo o co chodzi, ale nie brzmi dobrze. 

 

Czarne rogi i ciężka, ponura zbroja. – Nie wiem, czy zbroja może być ponura. Ponura, czyli wywołująca smutek. Czy zbroja może, tak jak przykładowo pogoda, wywoływać smutek?

 

ON porzuci Ziemię – brak kropki.

 

JA musze jej bronić, przekazując wszystkim wiedzę. – muszę.

 

Pogłaskałem go ciężką ręką. – hmm, co znaczy ciężką ręką? Że trudno mu ją poruszać?

 

Dlaczego on? Cóż. Biały jak światło, a to ja nim jestem Tylko nie patrzcie mu w oczy. – brak kropki.

 

A po co to wszystko? – No właśnie, tak samo mógłbym zapytać, bo chyba nie bardzo wszystko pojąłem w Twym tekście :(

Mam nadzieję, że trochę pomogłem, pozdrawiam.

 

 

 

Jeszcze raz dziękuję za obszerny komentarz. Bardzo dużo z niego wyniosłem.

CM, nie ma za co i bardzo się cieszę, że okazał się przydatny :) 

Też jestem wciąż w fazie testów i nauki, choć małymi kroczkami zaczynam skrobać już coś na poważnie, może nawet wyjdzie z tego w odległej galaktyce jakaś powieść. Piszę od wieeelu lat, ale trzy ostatnie lata, od kiedy zacząłem przygodę z tym forum, z NF, rozwinęły mnie nieporównywalnie. Napisałem już naprawdę sporo opowiadań i innych tekstów, gdzieś połowa z nich trafiła tutaj. I z każdym kolejnym czułem, że idę do przodu. Jak popatrzę na to, co pisałem te trzy, cztery lata temu, to obiektywnie widzę ogromną różnicę. Świadomość wielu aspektów, warsztat itd. Mimo to wiem, że nadal długa droga przede mną, ale widząc progres, czytając pozytywne komentarze, słysząc dobre słowo, o wiele prościej jest nam brnąć do celu. Kończę wywód, tak mnie jakoś wzięło w wolnej chwili w pracy :D 

Reasumując, byle do przodu :P ;)

Hej :) Przeczytałem, to się wypowiem. Najpierw jakieś drobne uwagi (Nie błędy, a mój osobisty odbiór):

Bzdury totalne! – To, jak i parę innych zwrotów, jakoś niekoniecznie pasowało mi do czasów, w których umieściłeś swoją historię.

 

W kolejnych dniach zgłębiał Quetzalcoatl dogmaty nowej wiary.

Już bez żadnych złudzeń wrócił Quetzalcoatl do swoich zadań. – Rozumiem, że umyślnie w ten sposób budowałeś zdania, jednak jakoś dziwnie mi się to czyta i pozamieniałbym kolejnością słowa. Nie tylko w tych zdaniach przeszkadzał mi szyk.

 

Słuchając nauk hiszpańskich księży w duchu wymyślał im od najgorszych. – Dlaczego wymyślał im? Dziwnie jakoś. Może wyzywał ich od najgorszych? Przeklinał ich w duchu? Czy coś w tym stylu.

 

Co do treści, powiem tak: Czyta się dobrze. Krótkie, zwięzłe zdania. Dużo akapitów. Lubię to :)

Ale… Rozumiem, że Quetzalcoatl jest u Ciebie upadłym bogiem, albo już w ogóle nie jest bogiem, ale mimo to był dla mnie strasznie ciapowaty, że się tak wyrażę. Daje się zamknąć w szopie, nie potrafi uciec, daje się podejść STARUSZCE, a na koniec obezwładnić. W zasadzie spotkała go, przynajmniej z poziomu mordujących, zasłużona śmierć. Mi jednak czegoś w końcówce zabrakło. W zasadzie gdy tylko dostał kamieniem w łeb już wiedziałem, że go zabiją. Nie było zaskoczenia. I jak mówiłem, nie widziałem potencjału tego bohatera, wydał mi się fajtłapą, przez co jakoś nieszczególnie jego losy mnie przejęły. Rozumiem, że miał być słaby, że miał się nawrócić itd. ale… . I Jak dla mnie, trochę za dużo samej narracji (dość osobliwej) i rozważań, a za mało akcji i konkretów. 

Jednak ogólnie czytało mi się przyjemnie, czasu nie zmarnowałem, dzięki za lekturę i powodzenia :)

dogsdumpling, cześć! :)

Dzięki za komentarz, cieszę się, że znalazłaś elementy, które się spodobały :) A teraz odpowiedzi:

Czytało się dobrze, ale tekst w zasadzie przeszedł obok mnie.

No tak, akurat ten mój tekst nie jest nastawiony tak jak Twój konkursowy na jakieś poważne emocje, może dlatego ;)

Co prawda, jak rozumiem, opierałeś się na faktach,

Właśnie tak :) 

Postać herosa – po Heraklesie spodziewałam się raczej rozgromienia chłopów a nie ucieczki ;P Zabrakło mi też jakiegoś uzasadnienia jego obecności. Co greckiego półboga obchodzi książę Polan?

Nie uciekał tylko pomagał uciec Bolesławowi. A co do uzasadnienia, jest ono wytłumaczone pod koniec tekstu. O:

Dlatego się zjawiłem. Nie mogę walczyć ze swoją prześladowczynią tam, na górze, więc rywalizujemy tutaj, na ziemi. Nie myśl więc, że jestem taki dobroduszny i bohaterski. Uratowanie ci życia było tylko przy okazji. 

I jeszcze trochę wyżej.

Dzięki i pozdrówka! :)

NoWhereMan,

Wbrew przedsłowiu tekst jednak trochę znajomością historii stoi. Bez tego nie dałbym rady szybko wsiąknąć w treść tekstu.

Tak, z pewnością znajomość historii i tamtejszych wydarzeń pozwala o wiele szybciej i lepiej, jak to ująłeś, wsiąknąć w tekst. Dlatego napisałem, że będzie to pomocne, ale niekonieczne. Zawsze tak jest, że jak czytamy coś, co jest umiejscowione w jakiś konkretnych realiach, to lepiej wczuwamy się kiedy w jakimś stopniu znamy te realia. 

Dziękuję za komentarz, cieszę się, że tekst okazał się ciekawy, i że spodobały Ci się niektóre rozwiązania ;)

No i dzięki za klik :D

Pozdrawiam ;)

Hej :)

Bardzo lubię Twój styl. Jest lekki, nienachalny. Często wstawiasz ozdobniki w postaci kosiarki, pogody za oknem, długopisów itd. Nie są za długie, są w sam raz i fajnie dodają klimatu i realności. Dialogi są płynne i naturalne, i choć nie jestem szpecem od psychologii, sesje, przynajmniej od strony psychiatry, wydały mi się naturalne i dobrze poprowadzone. Więc powtórzę raz jeszcze: lubię Twój styl ;)

Co do treści, rozumiem, że kiedy w młodości zrobili coś na wzór rytuału krwi, połączyli swoje losy z mityczną Fedrą i Tezeuszem. Tragiczna historia tamtych bohaterów przeniosła się w realia współczesne, dość udanie. Czułem emocje i dramat opisanych przez Ciebie bohaterów jednak… czegoś mi zabrakło. Sam jednak do końca nie wiem czego. Jakiejś wisienki na torcie, czymkolwiek miałaby być :)

Końcówka smutna, ale można się było tego spodziewać. I fajnie nawiązuje do rozmowy z początku tekstu.

Pozdrawiam ;)

reg,

bardzo to miłe i krzepiące, że tak uważasz :) Obym nie zawiódł :o

yantri,

Dzięki za ten ostatni fragment, masz racje! Już to zmieniłem :) I dzięki za ciepłe słowa jak i uwagi. 

Pozdrawiam :)

Odstrzelenie smoka chcieli uwiarygodnić tym, że wtedy był odsłonięty i leciał sobie spokojnie, a Drogon wystrzelił nagle z chmur. I był tak ustawiony, że skorpiony nie były w niego wycelowane. Musieli się nakręcić, ale nie zdążyli. Czy to w pełni wiarygodne i uzasadniające tamtą, prostą śmierć smoka? Nie wiem.

Pomijając już wszystkie inne wątki, mnie intryguje jeden. Przez 8 sezonów mamy przedstawianie Cersei jako tej złej, a Danki jako wyzwolicielki. Koniec serialu i nagle pokazują Cersei z ludzkiej strony, która też ma uczucia, chce przeżyć, jak każdy, potrafi uronić łzę. Z drugiej strony szaloną smoczą królową. Czyli na koniec odwrócenie ról. Z jednej strony odbieram to pozytywnie, bo daje to poczucie, że nie ma w tym świecie podziału na wyłącznie dobrych (może poza Jonem) i wyłącznie złych, ale z drugiej strony takie nagłe odwrócenie emocji i robienie z tyrana ofiary a z wyzwoliciela najgorszego złoczyńcy powoduje, że mam mieszane uczucia. Ale może to i dobrze? Przecież 99% ludzi obstawiało, że śmierć Cersei będzie wyniosła i epicka. Że zarżnie ją Arya, Jaimie, Jon lub ktokolwiek ważny. A nie kupa kamieni. Choć miałem niedosyt, bo sam nastawiałem się inaczej, to po namyśle jestem rad z takiej wersji. 

MPJ 78,

Dzięki za komentarz i cieszę się, że się podobało. A jeśli chodzi o jazdę przeciw chłopom to wiesz, przewaga liczebna i element zaskoczenia robią swoje. 

Staruchu,

Szkoda, że nie porwało, może następnym razem :) Dzięki za uwagi. Co do księcia Polski mimo wszystko wydaję mi się, że w tamtym okresie można używać już takiego określenie – i sami Piastowie mogli go używać, skoro czynili to zagraniczni kronikarze dziesiątki lat wcześniej. Ale postaram się to jeszcze sprawdzić i jeśli jednak Ty jesteś bliżej racji, zmienię na księcia Piastów :)

regulatorzy,

och, w końcu udału mi się napisać opowiadanie, w którym znalazłaś jedynie kilka usterek :D No i miło, że czytało nię nienajgorzej :)

Dzięki Wszystkim za komentarze!

Dzięki Anet, że jeszcze wypatrzyłaś babole w tym 100 razy edytowanym opku :o I cieszę się, że okazało się fajne :)

None, dzięki za tak rozbudowany komentarz.

Tak odpowiadając ogólnie na:

ale emocjonalnie zwyczajnie nie czuję tego opowiadania.

Rozumiem, z czego może to wynikać. Choć starałem się, aby jakieś emocje jednak się pojawiły, to skupiłem się w tym tekście na czymś innym niż mam to w zwyczaju. I podejrzewam, że bierze się to też z ilości znaków. Gdybym rozbudował tą historię tak, jak chciałem, nie zmieściłbym się w konkursowym limicie. No i skończyło się na takiej wersji. 

Dziękuję jednak za pochwały i cieszę się, że coś mogło się w nich znaleźć :)

Witaj, Finklo :)

 

Dlaczego Książę Polski wielkimi literami? I czy wtedy już używano słowa “Polska”?

A tak sobie przyjąłem, bo myślałem, że można. I konsekwentnie się tego trzymałem. Ale jeśli nie można, zmienię :p A co do słowa Polska to było już używane właśnie na przełomie X/Xi wieku. Mówią o tym różne źródła, i mam nadzieję, że mnie nie okłamały :o PolaniaPalaniaPoleniaPalaniorum…

 

Zapis pieśni. Dlaczego tak. To znaczy, wyboldowana, a bez podziału na wersy? Dziwnie wygląda.

Taką wersję udało mi się tylko znaleźć, czyli pisaną ciągiem. Nie chciałem sam brać się za podziały, żeby nie sknocić :(

 

Dobrze, że zgrzytnęło tylko czasami :D

Dziękuję za kliczka i Pozdrawiam ;)

Hej, jestem!

Na początek coś, co wyłapałem przy okazji czytania:

 

Z rumorem wydostał z kontenera. – brakuje się.

 

ale mógł się oderwać od Internetu i nie miał zamiaru tego robić. – brakuje nie.

 

a równoległa do świata ludzie przestrzeń, którą zajmowali, znacznie się skurczy. – ludzi. I chyba dodałbym przecinek.

 

Uspokój się, nie jestem hakerem, nie można mnie namierzyć. IP twojego komputera nigdzie się nie pojawi. – Tutaj ciekawi mnie to, że dzień wcześniej niewiele wiedział o współczesności, a teraz zna już pojęcia takie jak haker czy IP. Rozumiem, że przyswoił akurat tę wiedzę podczas nocnego serfowania po sieci? Albo, jako bóg, przyswoił wiedzę z internetu w szybszym tempie niż zwykły śmiertelnik.

 

Zabójca za kałasznikowem pojawiał się w polu jego widzenia i znikał w rytm pulsujących niebiesko świateł. – Chyba miałaś na myśli zabójca z kałasznikowem. 

 

A teraz do rzeczy! Podobało mi się, bardzo! Czytało się super. Realistyczna postać Zofii, jej decyzje są przemyślane i zgadzają się z profilem postaci, który stworzyłaś. Nie dłużyło mi się ani przez chwilę. Co najbardziej mi się podobało? Końcówka! Choroba, decyzja Zofii, lekarstwo, aż tu nagle śmierć.

Hermes poczuł wściekłość, bo oto kolejny stworzony przez ludzi bóg zabrał mu coś, co należało do niego. Ruszył w stronę terrorysty, ale nawet zemsta została mu odebrana. Kula z policyjnej broni była szybsza. Więc odwrócił się i zanim ktoś zdołał go zatrzymać, odszedł samotnie w mrok, zostawiając ludzi z bogami, których sobie wybrali.

To jest naprawdę dobry koniec jak dla mnie. Fajnie nawiązałaś Allahem do Chrystusa, o którym wcześniej pisałaś. Wszystko fajnie się połączyło. I zostali z bogami, których sobie wybrali… No fajne to było! :)

Pozdrawiam i również życzę powodzenia w konkursie ;)

Irka_Luz, witaj! :)

Oj, cieszę się, że się spodobało, miło :) I dobrze jest przeczytać, że lekko napisane, czy jak ktoś tam wyżej, że prosto ale w pozytywnym sensie, bo właśnie do tego dążę. Może to dlatego, że najlepiej czuję się w tekstach dla młodszych czytelników, zresztą obecnie pracuje nad czymś większym właśnie dla młodzieży, więc można powiedzieć, że jestem bardziej przesiąknięty tym lekkim i prostym stylem, niż wyrafinowanymi słowami i zdaniami. Ale wydaję mi się, że dzięki temu tekst może być dla każdego :)

Dzięki, zajrzę na pewno też na Twoje konkursowe ;)

smutny filologu, dzięki za komentarz, już się zabieram za odpowiedź :) A więc:

Nie jestem pewny, czy mój zwrot odnośnie lenna był błędny, ale udałem się za Twoją radą i zmieniłem, niechaj tak będzie.

Co do języka to się nie zgadzam. Nie staram się być żadnym Sienkiewiczem ani kimkolwiek. Dlatego właśnie są to tylko pojedyncze słowa, smaczki. Coś, co ma dodać klimatu do opisywanych czasów, a nie w całości charakteryzować tekst na taki język. Wydaje mi się, że w wielu książkach tego typu, czyli historia połączona z fantastyką, tak właśnie jest to używane i rozumiane.

Co do myśli: W pierwotnej formie informacje te przekazywał właśnie narrator. Jednak zmieniłem, ponieważ uznałem, że taki infodump od narratora będzie nieciekawy i będzie opisaniem, a nie pokazaniem. Myśli też są co prawda opisaniem, swego rodzaju, jednak mamy zestawienie tego co czują i myślą obie strony konfliktu. I wydaję mi się, że tak jest ciekawiej niż z ust narratora. 

No i cieszę się, że tekst okazał się dla Ciebie fajny :)

Pozdrawiam!

A jednak, konni jeźdźcy z włóczniami/lancami też używali. Zobacz na tę grafikę:

 

A ja miałem w głowie mniej więcej taką tarczę:

 

Zgadzam się, że to raczej problem z nazewnictwem. Może w jednym źródle nazwą taką tarczę puklerzem, w innym już nie, bo musi być stalowa itd. itp. Jest to kosmetyka więc w każdym momencie mogę zmienić w opowiadaniu na tarcze migdałowe chociażby :)

Madeju, dzięki za komentarz!

A więc tak:

Co do tarcz, wiem, że nie były jeszcze powszechne, ale chodziło mi właśnie o: Jego wojowie używali drewnianych tarcz okrągłych, jak sam napisałeś. W jakiejś książce nazwane były puklerzami z uwagi na taki sam kształt, tylko były drewniane. Dodatkowo można przyjąć, że Bolesław zabrał wtedy ze sobą jednych z najlepszych ludzi, więc i uzbrojenie mogli mieć z tej wyższej półki.

Co do mitu, tak, wiem, że po śmierci kiedy trafił już do Olimpu Hera mu wybaczyła. Jednak to nie zmienia faktu jaka była, i jaka nadal jest. Ja stworzyłem ciąg dalszy. Czyli Herę, która po tamtych wydarzeniach przyjęła sobie za cel wspieranie kobiet i szkodzenie mężczyzną. Herakles, mimo tego, że się niby pogodzili, nie może jej tego wszystkiego zapomnieć więc podkłada jej kłody na ziemi. No i męska solidarność nakazuje mu pomagać nieszczęśnikom! To moja wizja i rozwinięcie mitu. Może dziwne, może naciągane, nie wiem. Ale tak mi się w głowie zrodziło i tak napisałem :)

Co do Chrobrego nie miało to być żadne spłycenie. Chciałem przez to zdanie pokazać, że nie jest to jedyny ten dobry bohater. Wie, jak działa świat, i musi mu się podporządkować, bo inaczej nic nie ugra. Tylko tyle. Miał być przez to bardziej rzeczywisty.

Cieszę się, że wyłapałeś nawiązanie co do pawich piór :)

Pozdrawiam!

Puklerz to dokładnie, tak jak piszesz, mała, okrągła, najczęściej stalowa tarcza z umbem na środku. Jednak jestem pewien, że czytałem, jakoby wojowie Bolesława mieli puklerze jeno drewniane. Oczywiście bardziej powszechne były chyba wtedy takie podłużne tarcze, ale takie też posiadali. No nic, będę miał chwilę to poszperam na ten temat, a może do tego czasu zjawi się tu jakiś znawca :)

Umyślnie nie pozbawiłem życia żadnego chłopa z ręki Bolesława. Chciałem, żeby ta sytuacja go na tyle zaskoczyła itp. że nie był nawet w stanie czynić naturalnych odruchów. Widział co się święci, był pewien, że zginie, a gdy pojawiła się szansa na ucieczkę to sru. Chociaż, kiedy tak gna za swym wybawcą i przebija się przez mur to w zasadzie przy okazji może ściąć z jeden lub dwa łby :P Może dopiszę :D

Miłego :) 

SaraWinter, bardzo się cieszę, również pozdrawiam :)

 

Łosiot, z kosą rzeczywiście poleciałem. Choć znana od starożytności to w naszej części świata znacznie później weszła do użytku. Zmieniłem na sierp.

Jeśli chodzi o drewniany puklerz, to jestem niemal pewny, że jednak wojowie za czasów Bolesława Chrobrego a nawet Mieszka I używali już takich. Specjalnie czytałem o uzbrojeniu, żeby nie zrobić wtopy.

I bardzo się cieszę, że lektura okazała się przyjemna ;)

Berylu, miło, że zajrzałeś i przeczytałeś.

Nie będę za bardzo polemizował. Widzisz, jedni czytają historię i nie zastanawiają się nad pewnymi aspektami, inni, tak ja Ty, zwracają uwagę na takie kwestie. Przyjmuję Twoje uwagi na klatę i w ogólnej formie zgadzam się z nimi. 

To, co wypisałeś, wynika z tego, o czym pisałem w przedmowie. To nie są moje klimaty. Nie piszę sf. To był eksperyment, jakich czynię wiele. Jednym bardzo się spodobał, innym nie. Tak to już jest z eksperymentami :) Skupiłem się na innych aspektach w tym opowiadaniu przez co rzeczywiście mogły ucierpieć przewidywalność i wiarygodność.

Dzięki raz jeszcze za poświęcony czas,

Pozdrawiam ;)

Ach, już nie mogę się doczekać kolejnego fragmentu! Czemu każesz czekać aż tydzień :( 

A tak serio to może połącz te wszystkie fragmenty w opowiadanie i wtedy wrzuć całość? Nikt nie będzie sobie zawracał głowy fragmentami, a już z pewnością takimi. I zanim będziesz dalej coś wrzucał to przyswój wiedzę, jak należy pisać dialogi. I w ogóle, jak pisać…

 

Powiedziała mężczyzna w kapturze doniosłym głosem.

Hmm, rozumiem, że ma problem z określeniem swojej płci?

Na tym zakończę.

Powodzenia

Ogólnie, podobało mi się :) A tak głębiej, to:

Świetne zdania, czytało się bardzo przyjemnie. 

Jak już ktoś pisał, fajny kontrast między stylem prologu i epilogu a resztą tekstu. Mi tam nie przeszkadza taki język, jeśli jest użyty w jakimś celu. Choć pewne zwroty były modne dawno temu :P

Co mi przeszkadzało?

Forma całokształtu. Czyli, jak wspomniał Arnubis, streszczenie życia, bez dialogów, bez jakiejkolwiek akcji. Ja nie bardzo potrafię się zaangażować w taki tekst.

Jedna uwaga:

Zabić własne dzieci! Też coś! Żadna matka by tego nie zrobiła. Nie po długiej ciąży, nie po przeżyciu porodu.

Nie prawda. A to, że mówi to osoba tak długo stąpająca po ziemi, jest dodatkowo niewiarygodne. Wiele matek zabijało i nadal zdarzają się takie, które zabijają swoje dzieci. Szczególnie noworodki. 

Ale pomijając fakt, że forma nie przypadła mi do gustu, to cieszę się, że przeczytałem Twoje opowiadanie :)

Mężczyźni, strzeżmy się :o

Kilka uwag, czyli dlaczego Twój tekst odrzucił mnie już na początku:

 

– Błędy i interpunkcja. Gdzie podziały się kropki na końcach dialogów? Wielu przecinków brakuje, źle skonstruowane zdania.

 

– Zdania.

Mężczyzna odwrócił się wprost do dziewczyny trzymającej dwoma palcami prawej ręki papierosa, chcącej go odpalić, by się nim nacieszyć.

Mężczyzna wyciągnął z kieszeni swojego płaszcza sięgającego do kolan przezroczysto – żółtą zapalniczkę i przeciągną kilka razy kciukiem po krzemieniu by ją odpalić.

 

Dla mnie to nużące i rozwleczone, niepotrzebne opisy. Jeszcze na samym początku tekstu. Nie wiem czy takie istotne jest, że zapalniczka była żółta i przeźroczysta. A już w połączeniu z sięgającym do kolan płaszczem robi nam się wiele informacji na raz. Ale to moje odczucia.

 

No i sama fabuła.

Motyw rozmowy ze śmiercią jest tak powszechny i wielokrotnie powielany, że musiałbyś zrobić jakiś mega boom na koniec, wycisnąć z tego tematu coś oryginalnego, co raczej nie jest łatwym zadaniem, aby mnie (kogoś)zaciekawić. A na to tutaj się nie zanosi… :(

 

 

Cieszę się, że zajrzałaś, Finklo :) A miłość to trudny temat u nas, ludzi, a gdzie tam dopiero w takich nimfoludzkich połączeniach…

CM, polowanie zakończone sukcesem! :D Bardzo Ci dziękuję, że wróciłeś i poleciłeś. Kiedy skończę konkursowe opowiadanie mam zamiar zabrać się właśnie za rozbudowanie Kruszki, a teraz trafia do biblioteki, co jeszcze bardziej motywuje :)

Dziękuję belhaju za komentarz. Ech, już mi się uzbierało trochę opowiadań, na podstawie których chciałbym zrobić ,,coś większego". Pomyślę i nad tym, pozdrawiam :)

No niby trochę racji jest po Twej stronie, jednakowoż jak mawiają niektórzy: Nie finał się liczy a droga, którą do niego zmierzamy. To też ma znaczenie. Jest różnica gdy ktoś chce źle i czyni źle, a ktoś chce dobrze, ale wyjdzie źle. Dyskryminujesz nimfy i ni krztyny zaufania im nie dajesz :( Próba bycia lepszym też się liczy, nawet jeśli skończyło się jak zawsze… Więcej wiary! 

:P

gnoom, dzięki, że wpadłeś i bardzo się cieszę, że fajnie się czytało :)

Nie celowałem w żadne konkretne emocje, bo myślę, że każdy odbiera pewne rzeczy po swojemu i w jednym wystąpią takie, a u innego inne emocje. Dlatego fantasy według mnie jest bardziej uniwersalne niż horror :)

Reg, szkopuł w tym, że właśnie tym razem było inaczej. A może zawsze jest inaczej? Patrz na propozycję Issandera :)

Poprawiłem resztę niedopatrzeń, które wypisałaś :) Prócz którozy, bo ta zamierzona była, choć może jakoś to jeszcze przebuduję…

Pozdrawiam! :)

Tarnino, dziękuję, że wpadłaś i mimo, że starałem się porządnie dopieścić tekst, coś tam, jak to zawsze Ty, wypatrzyłaś :) Jutro przemyślę te uwagi i coś z pewnością zmienię. 

Tak jeszcze odnośnie kochania. Skąd nam wiadomo, jak kochają nimfy? Albo ta konkretna? Może jej się nie wydawało, może to nie wyłącznie zauroczenie, a właśnie miłość jakiej my, ludzie, nie znamy. Wytworzona pod wpływem chwili. Taka magiczna i piękna czy coś :P

 

Fizyku, dzięki za komentarz. Napisałeś całkowicie subiektywną opinię. Każdy ma jakieś oczekiwania, coś lubi bądź nie. Powiem Ci nawet, że ja też nie jestem fanem takich tekstów. I moje zdania, które przytoczyłeś, nie są w moim stylu. Ale piszę różne opowiadania. Jednemu spasuje taki koniec i taki styl, innemu nie. Normalne. Też czytam teksty, które nie są w moim stylu, jednak potrafię je docenić mimo tego i oceniać obiektywnie. 

Tak czy siak, każdy ma jakieś oczekiwania, dlatego staram się pisać wszechstronnie i dlatego właśnie tym razem nie trafiło w Twoją bajkę.

Pozdrówka

 

Zdrastwujtie, tawariszcz Staruch! 

Tekst, jak to pewnie zawsze u Ciebie bywa, napisany świetnie ;)

Co prawda nie są to moje klimaty w żadnym stopniu, ale znając Twoją konkursową postać wszystko wyłapałem i czytało się przyjemnie i z ciekawością.

Pozdrawiam 

Issander, dzięki za wypatrzenie baboli, poprawiłem :)

 

Skoro poranek jest taki ciepły, to skąd mgła?

Dla nimfy, która zawsze hasa nago, może jest ciepły nawet przy niewielkiej temperaturze, kto tam wie ;)

 

Ja tu dostrzegam pewien ukryty – pewnie nieświadomie – cynizm i potencjał na ciekawszą treść – a co, jeśli każdej z tych nimf wydaje się, że pozostałe zabijają z przyjemności, a ona jest tą jedyną dobrą, która naprawdę zakochuje się w mężczyznach i zabija ich przypadkiem?

A to jest bardzo ciekawa koncepcja. Masz rację, nie myślałem w tych kategoriach. Ale pobudziłeś wyobraźnię.

Dzięki za komentarz!

 

Irka_Luz

Masz rację, wyrzuciłem :) I fajnie, że wyszło zacnie :)

No, czuję niedosyt :D. Fajny tekst. Szkoda, że skończył się smutno, ale fajnie się czytało :)

Zawsze lepiej mieć lekki niedosyt niż się przejeść :) Dzięki za wizytę i komentarz :)

Nie wiem, dragon lordzie, po cóż tak Ci było śpieszno ze wstawieniem kolejnego tekstu. Nie będę tym razem komentował bo widzę, że nie zastosowałeś się do żadnych wskazówek. Począwszy od barmana skończywszy na źle zapisanych dialogach, do których dostałeś nawet link do poradnika. Wystarczyło wejść i przestudiować na spokojnie.

Nie chodzi o postać barmana a o samą nazwę. O ile się nie mylę pierwszy człowiek, który został nazwany barmanem, jak i w ogóle to pojęcie, miało miejsce w XIX wieku. Może ktoś mnie poprawi, jeśli się mylę. W Twoim świecie, jak to w fantastyce zazwyczaj bywa, stylizowanym na średniowiecze, mógł być to przykładowo oberżysta. 

 

ortografiom radze sobie jak widzisz okropnie, a więc chyba sensowne było ny mieć autokorektę. 

Sensowne było by szkolenie warsztatu, choćby przez czytanie (również tekstów na tym forum).

Przekleństwa cenzuruje dlatego że jestem tu nowy i boję się że moderacja mi ściągnie opowiadanie (wiesz jak jest teraz w internecie.

Nie ma się czego bać. To nie forum z tekstami dla dzieci/młodzieży. Jeśli przekleństwa są używane zasadnie i bez nadmiaru to nie ma w tym nic złego. 

 

Wiem że mam błędy, a to dlatego że mam autokorektę w programie w którym pisze.

Hmm, czy to znaczy, że sam w ogóle nie poprawiasz tekstu, jeno zwalasz wszystko na barki autokorekty i uważasz, że to wystarczy?

 

-Dlaczego źle pisze dialogi? – Zapytał się Dragon_Lord_.

https://www.fantastyka.pl/hydepark/pokaz/2112

 

Masz racje czytam za mało książek ]; , A to dlatego że nie sprawia mi to radości.

Wow. Chyba pierwszy raz spotkałem się z osobą, która pisze lub chce pisać, a nie czyta bo nie sprawia jej to radości. Dość osobliwe. Jednak jak chcesz pisać na poważnie to radzę, abyś zmienił nawyki, bo bez czytania to z pisania wiele nie wyjdzie :(

 

Nie zaniecham pisania.

I bardzo dobrze :)

 

P.S Za ten żart o barmanie, powiesiłbym cię.

Hmm, dlaczego :( ? Chciałem Ci przekazać, że w świecie fantasy barman to tak nie bardzo pasi. Przynajmniej w takiej otoczce, w jakiej umiejscowiłeś swój tekst.

 

 

No muszę powiedzieć, że uśmiałem się jak nigdy… :D Jeśli taki był zamysł to Ci się powiodło.

Nie ma co gadać, długa droga przed Tobą. Nie ma co wypisywać błędów bo w prawie każdym zdaniu coś się znajdzie. Dlaczego cenzurujesz przekleństwa? Czy to świadczy o Twym młodym wieku? 

 

-Dobry. Rzekł jeden ze strażników. (co ciekawe pulchniejszy od drugiego). – Śmiechłem :D Po pierwsze źle dialogi piszesz, po drugie pytanie mam poważne: Co jest ciekawego w fakcie, że jeden strażnik jest pulchniejszy od drugiego?

 

Przeszedł przez ulice Cesarza Pawła Jana II zwanego Wielkim – śmiechłem po raz drugi :D

 

podszedł do barmana – hmm, i zrobił goblinowi sex on the beach? 

 

Goblin jednym okiem widział sztylet, szybko go chwycił i rzucił się na Króla Żuli. Strasznie szcząc wbił mu sztylet w oby dwoje oczy, a potem dźgnął go parę raz w brzuch, a na koniec wybił mu go w przyrodzenie i zostawił, by się wykrwawił. – ten fragment to majstersztyk! A tak na poważnie: skoro w jedno oko miał wbity sztylet, to chyba nie trzeba pisać, że widział jednym okiem? I jeszcze powinien go wyciągnąć a nie tylko chwycić. Co znaczy strasznie szcząc? Lał pod siebie jak atakował czy co? I jak można wbić jeden sztylet w oby dwoje oczy? Wbił mu brzuch w przyrodzenie? :D 

 

Jak widzisz jeden fragment, a szkoda słów…

Tak czy siak, życzę powodzenia w dalszych twórczościach. Choć z dobrej woli radzę je zaniechać i skupić się na czytaniu i przyswajaniu zasad poprawnego pisania.

Pozdrawiam

Dzięki, Analebe, za odwiedziny i komentarz :) I fajnie, że tekst się podobał ;) Mam nadzieję, że wkrótce będę mógł z czystym sumieniem powiedzieć tak o Twoim tekście ;)

Czyli jakiekolwiek inne opowiadanie, z konkretnym początkiem, rozwinięciem i zakończeniem. Tak by wciągnęło, zainteresowało – bez “wiązania” czytelnika do przeczytania innych tekstów. Łapię o co chodzi. 

Spróbuję coś takiego napisać, kompletnie nie związanego z tym światem. Pomysłów mi nie brakuje – coś napewno wynajdę. I przypilnuję tej nieszczęsnej interpunkcji jak i zapisu dialogów.

Dokładnie tak! :)

 

Poza tym, tak jak wspomniałam w komentarzu pod twoim tekstem, Pan Drzewko fajna postać (Zajrzałam, przeczytałam, spodobało mi się ;D). 

Ooo, miło ;) Cieszę się, że się spodobało ;)

Teraz podsunąłeś mi myśl, że może tamto pierwsze rozbiję na opowiadania? Będzie łatwiej wgryźć się w to tutaj, co o tym myślisz? 

Chyba nie do końca to miałem na myśli… To znaczy chciałem przekazać Ci coś innego, więc spróbuję raz jeszcze :) Uważam, subiektywnie, że opowiadanie jako zamknięta całość powinno się bronić niezależnie od tego, czy ktoś przeczyta tamten fragment, pięć innych opowiadań w tym świecie, czy też nie. Moim zdaniem, powtarzam: moim zdaniem, powinnaś przemyśleć sobie na spokojnie jakieś opowiadanie od a do z. Co chcesz przekazać, co osiągnąć itd. Nawet może nie związane z tym uniwersum. A jeśli już, to niech to uniwersum będzie podkładką, pomocnikiem, ozdobnikiem. Opowiedz coś, co nie będzie miało sensu tylko dla znających inne Twoje teksty. 

Nie wiem, czy wiesz, co chcę przekazać…

A, sorry, dopiero teraz doczytałem, że bazuje na historii z pierwszego wstawionego przez Ciebie tekstu, którego nie przeczytałem w całości :( No ale właśnie, powinno być tak napisane, aby poruszyć w jakiś sposób też tych, którzy tamtego fragmentu nie przeczytali :) Przynajmniej tak mi się wydaje… 

Hej :)

Tym razem przeczytałem całość. I zacznę od narzekania:

Primo: Jeśli chodzi o początek i logikę: Ojciec nie da skrzywdzić swojej małej córeczki, ale pozwala, aby ta samotnie objeżdżała królestwo (swoją drogą musiało być dość małe), podczas gdy kroi się wojna i w okolicznych wioskach sieją zamęt wrogowie? Jakoś mi nie gra to w całość…

Secundo: na błędy nie zwracałem uwagi, choć przecinki często były nie tam gdzie powinny no i źle dialogi zapisujesz niestety :( Ogarnij sobie portalowy poradnik zapisywania dialogów, bo dajesz kropki tam, gdzie ich nie powinno być, i piszesz od dużej litery tam, gdzie winna być mała itp.

A jeśli chodzi o całość: Żeby czerpać satysfakcję z tak krótkiego opowiadania musiałbym znać Twój świat. Przykładowo czytając jakieś opowiadanie ze świata Gry o Tron zaangażowałbym się o wiele mocniej, gdybym wcześniej przeczytał wszystkie książki, niż jakbym w ogóle nie znał uniwersum, ale w sumie mówię rzeczy oczywiste. Więc nie wiele mogę powiedzieć o treści Twojego opowiadania…

Nie mamy czasu za bardzo jakoś związać się z bohaterem, bo wszystko dzieje się szybko. No i jest to opowiadanie mające sens w połączeniu z pełnym uniwersum według mnie, bo samo w sobie nic konkretnego nie wnosi. Zazwyczaj opowiadania powinny nieść ze sobą jakieś przesłanie, mieć jakiś cel, rozśmieszyć, lub sprawić, że wystąpią jakiekolwiek emocje. Tutaj nie było na to szans, bo jak mamy żałować smoczej dziewczyny, która ma zostać ukarana, skoro dosłownie parę oddechów wcześniej ją poznaliśmy, a nie znamy Twojego świata?

Ponarzekałem, ale mam nadzieję, że trochę pomocnie. 

Parę zdań mi się bardzo podobało i ogólnie lubię takie klimaty, więc do zaś! 

Pozdrawiam ;)

 

 

Achilles – Kolun

Adonis – Łosiot

Afrodyta – Thom Ash

Agamemnon – Tarnina

Agni – Tomasz R. Czarny

Amaterasu – wybranietz

Apollo

Artemida – Darrien

Artur – Fizyk111

Aryman – Owca_z_Makowca

Atena

Baal – Król Gniew

Baldur

Baron Samedi – yantri

Bastet – Monique.M

Beowulf

Brunhilda

Cuchulain – Thargone 

Demeter – Zielonka

Eneasz – Żongler

Freya -amade1324

Gilgamesz

Ginewra

Hades – Wilk-Zimowy (gdyby komuś zależało, niech pyta, najlepiej na priv by nie umknęło między komentarzami, bo nie do końca jestem pewien, czy tekst zostanie sfinalizowany)

Hanuman – Nevaz

Hekate

Helena

Hera

Herakles – Realuc

Hermes – Irka_Luz

Ilia Muromiec – wojtas10

Inanna – black_cape

Izanagi i Izanami – Caern

Izyda

Jazon

Kościej Nieśmiertelny – El Lobo Muymalo 

Kriszna – kam_mod

Lancelot

Lawinia

Loki – Blacktom

Medea – Finkla

Merlin – Mr.Maras

Morgan le Fay

Odyn

Odyseusz – Arnubis

Orestes – syf. 

Ozyrys – Rossa

Pan – Asylum

Pandawowie

Perceval [Parsifal] – Madej90

Persefona – Staruch

Posejdon – sylwiel

Quetzalcoatl – WilkBetonowy

Rama/ Sita

Ratatosk – Światowider 

Rhiannon – Majkubar 

Romulus

Set – Naz

Siwa

Tejrezjasz – Dinos

Tezeusz – dogsdumpling

Thor – BearClaw

Thot

Tristan/ Izolda

Wasylissa Przemądra-Zielonka

Zeus – Borowik

Zygfryd

Hej ;) Zgadzam się w pełni z drakainą co do opisów i infodumpów. Zacząłem czytać i zraziłem się już na samym początku. Bo na dzień dobry raczysz czytelnika wieloma nazwami itp. Nie mając jeszcze pojęcia niczego o świecie i tak tego nie zapamiętam i jest to, jak pisała drakaina, nużące. 

 

Ostatnio właśnie gdzieś usłyszałam komentarz, że opisy powinny być w jednym miejscu…

Nie wiem, gdzie to słyszałaś, ale raczej to nie jest dobry kierunek. Myślę, że mało kto lubi czytać ścianę tekstu opisującą świat. Wszystko należy wpleść w akcje i z czasem dodawać kolejne info, zresztą w sumie drakaina wszystko napisała, więc powtarzać nie będę.

Chciałem tylko Ci uświadomić jakie są odczucia zwykłego czytelnika. Ja nie lubię długich opisów i infodumpów, szczególnie na dzień dobry. To mnie odrzuciło. Opowiadanie/powieść lepiej, według mnie, rozpocząć akcją. A z czasem dodawać cegiełki.

Teraz to wiem, choć kiedyś sam robiłem całkiem odwrotnie. Na pierwszych dwóch stronach opisywałem cały świat. Przy pierwszej scenie z bohaterem opisywałem go od stóp do głowy, wymieniałem cechy, nawet kolor skarpetek. Generalnie jest to zła droga ;)

Pozdrawiam :)

 

Realuc – W moim FANTASTYCZNYM świecie drzewa rosną wszędzie.

dolar733, owszem, masz pełne prawo stworzyć świat, w którym drzewa rosną wszędzie. Toż to fantastyka. Jest jednak jedno małe ale. Nie można wszystkiego usprawiedliwiać tekstem: To jest fantastyka i w moim świecie drzewa mogą rosnąć do góry nogami, słonie latać itp. nie uzasadniając tego w żaden sposób. Wyobraź sobie, że fantastyka wbrew pozorom opiera się o prawa rządzące naszym, realnym światem. A jeśli chcesz wprowadzić jakieś inne, jak już mówiłem, masz do tego pełne prawo. Ale wtedy musisz jakoś wytłumaczyć dlaczego w Twoim świecie jest akurat tak a nie inaczej. To tylko prolog, więc może nie jedno opisujesz gdzieś dalej, więc może nie ma sensu dyskutować na ten temat. 

Owszem, drzewa rosną w górach do pewnego poziomu. Potem jest zaś wyłącznie kosodrzewina no i same skały. Czy najwyższa góra na planecie Ziemia nie przekracza w Twoim świecie 2tys. metrów nad poziomem morza? W tym widzę właśnie brak logiki. Bo nie wiem czy piszesz o wymyślonym świecie, w którym najwyższa góra jest niższa niż Rysy, czy o naszej planecie – bo nazywasz planetę Ziemią. Ale wtedy te drzewa to tak nie bardzo. Widziałeś filmiki z himalaistami? Raczej drzew tam nie uświadczysz…

Mnie za to zastanawia: Byli na najwyższej górze świata (to dość wysoko nad poziomem morza, prawda? Chyba, że w wymyślonym przez Ciebie świecie najwyższa góra to pagórek, ale piszesz o planecie Ziemi) a z wody wyłaniają się wierzchołki drzew, na które nadziewa się bohater spadając tylko przez chwilę, jak sam napisałeś. Albo brakuje mi wyobraźni, albo czegoś nie zrozumiałem, albo brakuje gdzieś logiki. Co już w tak jakże krótkim prologu nie jest dobrym zwiastunem. 

Nowa Fantastyka