Profil użytkownika

https://www.facebook.com/matkowski.krzysztof/  

 

“Złotopiórkowe” opowiadanie, którego jestem współautorem, znajdziecie tutaj:

https://www.fantastyka.pl/opowiadania/pokaz/23719   

lub w wersji audio: https://www.youtube.com/watch?v=4v_kHerh4SU  

 

Inne moje teksty ukazały się m.in. w Snach Umarłych i antologiach Fantazmatów (nanoFantazje 1.0, Dragoneza, Ja, legenda, Umieranie to parszywa robota). 

 

Jeśli zależy Ci na mojej opinii – napisz do mnie :) 


komentarze: 3817, w dziale opowiadań: 2407, opowiadania: 856

Ostatnie sto komentarzy

Pamiętam to opowiadanie, choć czytałem je dawno temu, jeszcze przedpremierowo. Może pamiętasz moją tamtejszą opinię, ja Ci przedstawię taką po czasie.

Ciekawe, że “Akustemologia” różni się znacznie od “Dioramy”, która też była publikowana w SU, tyle że wcześniejszych. Oba świetne, na oba głosowałem przy Zajdlowym głosowaniu. Lubię taką fantastykę, lubię Twój styl, czekam na książkę. Teraz, po czasie, pamiętam przede wszystkim to przejście z takiego niewygodnego realizmu do niepokojącego weirdu. Pierwsza część wciąga przede wszystkim na poziomie obyczajowym (nie ma tu zwyczajności, jest niezwyczajność/niezwykłość), ale z czasem zaczyna fascynować zawarta tu niesamowitość. Wydaje mi się, że to taka dobra odmiana weirdu, przystępna dla tych, którzy normalnie nie gustują w takich klimatach. Jest tu fabuła, jest fajny (ładny, ale nieprzesadzony) język, jest historia o ludziach, i są motywy gatunkowe. No, klasa. 

Nominuję do piórka za dwa dni, jak już będzie można, i ubolewam, że tak dobre opowiadanie zamiast ściągnąć czytelników, wywołało jakąś bezsensowną sprzeczkę. 

Wrzuciłem link na portalowym discordzie, bo nie wiem, czy tutaj tak można :P 

Mogę też oczywiście w prywatnej wiadomości, czy to przez portal, czy na facebooku, jak kto woli. 

To tak na szybko: dzisiaj, godzina 20, szociki, Discord, opijanie premiery mojej książki. Jak ktoś chętny, to podrzucę linka. 

Aryo, Maćku, Thargonie – dziękuję za Wasze budujące opinie :) 

I ruszyło, choć z problemami (z opcją szybkiej płatności). Proszę o wyrozumiałość, bo to pierwszy e-book wydawnictwa. Gdyby ktoś napotkał jakieś trudności przy kupowaniu – dajcie znać mnie albo Alegorii, nikt nie będzie stratny. 

Pozostaje mi tylko zaprosić wszystkich chętnych portalowiczów do świętowania razem ze mną około 20 dziś wieczorem na Discordzie. Linkiem się jeszcze podzielę. 

Będą szociki. 

Polny wianek na łbie byka – Żonglerka

O niezwykłym przypadku… – Cobold

Omasz – Wybranietz

 

Tyle z pamięci, ale wiele innych tytułów też mi świta. 

Dzięki!

“Czasem podróżuje” – mistrzostwo :D

A propos podróżowania, jest jeszcze jedna okazja do zgarnięcia e-booka – trzeba tylko podać jakąś lokalizację geograficzną. Szczegóły na facebooku. 

Dziękuję za jurorski komentarz, Wiktorio :) 

Neuropatia została Bartkowi przydana, ale miałam wrażenie, że gdyby zastąpić to schorzenie innym, postać zagrałaby równie dobrze. Abolicja została wywołana pod koniec „z imienia i nazwiska”; odniosłam wrażenie, ze interpretacja z „uchyleniem/umorzeniem” w kwestii wzajemnej relacji Krzysztof-Bartek pojawiła się tu nieco na siłę.

Tylko że właśnie w neuropatii są “składowe” czuciowa, ruchowa i autonomiczna – i tutaj Bartek od czucia tego, czego bohater nie powinien czuć (narratora), przechodzi do zyskania niezależności, niejako znosząc prawa obowiązujące w literaturze (czyli główne wykorzystanie abolicji, nie to umorzenie, o którym wspominasz). Wyobraziłem też sobie, że bohater literacki jest w jakiś sposób przedłużeniem autora, autor nim kieruje, tak jak człowiek kieruje mięśniami, a żeby mięśnie się poruszały, potrzebne są nerwy, czyli w zasadzie “przekaźniki sygnałów”, czyli na poziomie prozy – proces pisania, narracja. Tutaj ta narracja choruje: czuciowo (bohater mnie czuje, ja czuję się nieswojo), ruchowo (bohater robi rzeczy, których nie powinien; ja też wbrew sobie wychodzę do przedpokoju, niejako zmanipulowany), a w końcu autonomicznie (kontrolowany przejmuje kontrolę, kontrolujący kontrolę traci).

To wszystko potraktowałem jako punkt wyjścia do stworzenia spójnej historii, która będzie działać przy założeniu, że czytelnika antologii (będą w niej podane te hasła?) nie obchodzi wykorzystanie hasła, tylko efekt końcowy. Myślałem, że oceniana będzie przede wszystkim zgodność z ideą konkursu, a hasła to jedynie inspiracja i zapewnienie różnorodności tekstów :P 

Jeszcze raz dzięki za konkurs ;> 

Dziękuję i gratki dla Szyszkowego!

Trochę szkoda, że nie ma nowych opierzonych, ale skoro Loża surowa, to kolejne piórka będą cieszyły bardziej – więc tych piórek życzę wszystkim nominowanym :) 

Jaki tam młody, jak niebawem ćwiartka stuknie :P 

 

Mytriksie, tak, będzie e-book, nawet wcześniej niż wersja papierowa :) Gdybyś był zainteresowany to…

 

 

Wymyśliłem mały konkurs. Trzeba wejść w mój profil autorski, pod odpowiednim postem zgadnąć pierwsze słowo książki i można wygrać e-book plus coś jeszcze ;> I to “coś jeszcze” powinno skusić też tych, którzy czekają na papier albo w ogóle nie zamierzają mojej książki czytać. 

Zapraszam do zabawy :) 

Gratulacje dla laureatów, wyróżnionych i innych szczęśliwców! 

 

A jurkom dziękuję za konkurs, który dał jakieś wyzwanie i zmotywował do pisania :) 

Gratulacje, Wiktorze! 

 

A żeby już swój cyrk stąd przenieść, zapraszam do tego wątku:

https://www.fantastyka.pl/hydepark/pokaz/24700 

Tam możemy rozwiązywać wszystkie sprawy związane z autografami i zwrotem pieniędzy, jeśli się książka nie spodoba ;) 

A skoro już formalności mamy za sobą, to pozwolę sobie na komentarz pod komentarzem :P 

 

Mówiłem, że coś szykuję. No to do rzeczy. 

Po pierwsze: jutro będzie konkurs. Spokojnie, nie literacki. Napiszę na facebooku, tutaj też. 

Po drugie: są jacyś chętni, żeby opić ze mną premierę w piątkowy wieczór przez discorda/zooma/czy coś takiego? :D Coś pomiędzy piwem a wieczorkiem autorskim. Nazwijmy to “pandemicznym piwem autorskim”. Wszystko na luzie. Można wpaść, pośmiać się z mojego głosu, walnąć szota za polską literaturę fantastyczną i sobie pójść. Można wpaść, obalić flaszkę i zasnąć z twarzą na klawiaturze. Można wszystko. 

Ktoś się pisze? 

Wątek za zgodą administracji portalu. 

 

Jak już wiecie, 22 maja 2020 roku nakładem Wydawnictwa Alegoria ukaże się moja debiutancka powieść pt. “Trzecia część człowieka”. Będzie to SAMODZIELNA książka, nie przewiduję kontynuacji.

Najpierw będzie e-book, żeby się nieco dostosować do panującej sytuacji. Potem, jak życie jeszcze trochę bardziej wróci do normy, będzie wydanie papierowe – przewidujemy je na czerwiec. Oczywiście gdyby ktoś chciał autografy, zdjęcia z autorem, piwo z autorem i inne bajery, to jakoś to ogarniemy ;D

Okładkę już prezentowałem, tutaj dorzucam opis:

Obraz może zawierać: 1 osoba, tekst

 

O szczegółach będę starał się informować tutaj na bieżąco, ale zapraszam też na mój profil autorski: 

https://www.facebook.com/matkowski.krzysztof/  

Geikkara, Bellatrix, Edwardzie, Coboldzie, Asylum – dziękuję za komentarze. Fajnie w końcu poczytać więcej opinii o tym tekście, bo dotychczas nie było zbyt wielu recenzji. No i cieszę się, że Wam się podoba, bo sam polubiłem tę wioskę na tyle, że może jeszcze powróci w innych tekstach ;) 

I nie wiem, co z tym zrobić.

Cieniu, zajrzyj na facebooka, może tam się wyświetli ;) 

 

Rosabelle, uaktualnienia będą na pewno na moim profilu autorskim na facebooku (można dać “obserwuj”, jak ktoś mnie nie lubi :P). Zapytam też Beryla o wątek w hydeparku, żeby tam powiadamiać o tym, co jeszcze w związku z książką szykuję. 

 

Dziękuję wszystkim za gratulacje <3 Mam nadzieję, że tym, którzy się skuszą, książka się spodoba. 

Dziękuję :) // Wiktorio, dam znać.

Tak się cieszę, że chcę się już tym z Wami podzielić:

22 maja będzie miała premiera moja powieść. Wydaje znana nam Alegoria. Najpierw w wersji “na czasie”, jako e-book, a jakiś czas później także na papierze. Jutro pojawi się opis, a poza tym coś jeszcze szykuję, więc bądźcie czujni :D Szczegóły będą w mediach społecznościowych moich i wydawnictwa, ale na portalu też się jeszcze odezwę w temacie. 

A okładka prezentuje się tak: 

Obraz może zawierać: tekst „TRZECIA CZŁOWIEKA KRZYSZTOF MATKOWSKI”

Drakaino, dzięki :)

 

Wilku, dziękuję za uzasadnienie głosu :)

 

Marasie, dzięki za rozwinięcie opinii :)

Ninedin, dziękuję za rozwinięcie komentarza :) 

 

Reg, dzięki za poprawki i cieszę się, że się podobało :) 

OFFTOP 3: Czyli jeszcze mam szansę zostać drugim Lemem. Dzięki, Korona! 

Dzięki za opinię i TAK-a, Kam :)

Tylko właściwie dlaczego nie?

A dlaczego potwory w horrorach zabijają? :P 

 

“Horyzont” czytałem, a właściwie słuchałem audiobooka. Faktycznie był tam taki zabieg, pewnie kolejna podświadoma inspiracja, a raczej bodziec, by odważyć się wpleść w tekst swoje nazwisko, swoją osobę. 

Ogólnie tekst milusi i puchaty

No i o to w tym wszystkim chodzi. 

Cieszę się, że się podobało, Oidrin, dzięki za wizytę :) 

Verus, Kosmito, dziękuję za komentarze, cieszę się, że się Wam podobało :) 

Jeśli ktoś czytał, to na pewno by rozpoznał. Jakby się taka osoba zjawiła, proszę zgadywać, a tymczasem inna zagadka:

frank miller 300 | … Post : First 300 trailer captures compared …

Katiu, dziękuję :) 

 

Psycho, i tak nie przebijesz ksywki, którą nadała mi Żonglerka :P Ale takie rzeczy to tylko na wrocławskich piwach, musisz kiedyś wpaść, jak już się sytuacja ogarnie. 

Dzięki, Rybo, za komentarz i nominację :)

To ile tych ścian jeszcze? 

Jeszcze pisarz czy już murarz? 

“Sceptycy najczęściej określają całą sprawę mianem mistyfikacji, chociaż niechętnie przyznają, że w wypadku Relacji Navidsona mamy do czynienia z mistyfikacją wyjątkowo wysokiej próby. Niestety, wśród tych, którzy uważają Relację za autentyczną, jest wielu wiernych czytelników brukowców i miłośników UFO. Trudno zaś mówić o wiarygodności, gdy po poręczeniu za film dyskusja znienacka schodzi na kwestię tego, dlaczego Elvis nadal żyje i prawdopodobnie spędza zimę na wysepkach u brzegów Florydy. Jedno jest pewne: wszelkie kontrowersje towarzyszące filmowi Billy’ego Meyera o latających spodkach musiały ustąpić pierwszeństwa domowi przy Ash Tree Lane”. 

Już śmiało ruszyliśmy na głębinę; niebawem zagubimy się w jej bezkresnym, pustynnym ogromie. Zanim to się stanie, zanim omszały kadłub “Pequoda” popłynie bok w bok z okrytym mięczakami kadłubem Lewiatana, już na samym początku dobrze będzie zająć się sprawą, która jest niemal niezbędna dla pełnego zrozumienia i oceny co specjalniejszych, lewiatanicznych rewelacji i aluzji wszelkiego rodzaju, jakie dalej nastąpią. 

Pragnąłbym  ukazać wam coś w rodzaju usystematyzowanej wystawy wielorybów we wszystkich możliwych odmianach. Wszelako niełatwe to zadanie. Usiłuję tu dać ni mniej, ni więcej, tylko klasyfikację składników chaosu. 

Edwardzie, miło mi czytać taki komentarz. Cieszę się, że wskazałeś konkretne zdania, które szczególnie przypadły Ci do gustu. Dziękuję :)

 

Sy, dzięki. Nie wiedziałem, że jest zakładka ulubionych na portalu :D 

Kam, przeczytaj proszę najpierw mój komentarz pod “Ostatnią”, potem ten. 

 

No dobra. 

Od czego by tu zacząć. 

Otóż zajebiste. Chciałbym takie teksty czytać na papierze, bo tutaj czasem (na szczęście rzadko) zdarzają się komentarze psujące wrażenia z lektury, a jednak ciekawość i pisarski profesjonalizm (xd) każą człowiekowi przeczytać, co sądzą inni. Dlatego czytałem opinie innych tak jednym okiem ,)

Po pierwsze, nie wiem, czy to czujesz, ale językowo dałaś tutaj czadu. 

Wąż je martwe myszy i grzech instant, podczas gdy ja szukam mamy. Cały ranek jej szukam.

W środę odciąga mnie od Krzyżaków, choć wcale nie chcę. Dobrze mi samej z literkami.

To chyba moje ulubione fragmenty, bo takie nienachalne, subtelne, ale po prostu piękne i świadczące o ogromnym (nawet jeśli podświadomym) wyczuciu literackim autorki. 

Po drugie, te fantastyczne wstawki o domu czy zniknięciu matki – świetne. Wrzucasz to mimochodem, ale wychodzi niesamowicie. Kojarzy mi się to z opisami pogody w moich “Słowach, których nie powiem Łucji” – tylko że ty zrobiłaś to znacznie lepiej. Czy to pisałaś na czuja, czy kalkulowałaś, nieważne. Wyszło naprawdę dobrze. 

Po trzecie, konstrukcja. Podtytuły rozdziałów z użyciem piosenki, która się nagle urywa. Tak jak nagle urywa się dzieciństwo. No miazga. 

Po czwarte, po piąte i szóste – cała reszta, nie chce mi się już wypunktowywać :D Ale tematyka religijna – z wyczuciem. Kreacja Węża – niejasna i znakomita. No i to, co się nieuchronnie zapowiadało: zanim się zdarzyło, chciałem, żeby to jednak bohaterkę ominęło, kibicowałem jej. Sam opis zgwałcenia mocny. Podoba mi się takie weird fiction: leci jakaś znana melodia i nagle coś ją przerywa, zakłóca, odmienia. No i jeszcze to wspaniałe wyważenie między zrozumiałym a tajemniczym. 

Wiem, sporo zachwytów, ale takiej fantastyki ze świecą szukać. W sumie moje najbliższe – a i tak odległe – skojarzenie to “Metody badania abominacji” Gravel. 

Podsumowując: mało jeszcze z konkursu czytałem, ale wróżę zwycięstwo. No i to jedno z najlepszych opowiadań, które w ostatnim czasie czytałem. 

Brawo, Kam. 

Dobry tekst. Napisany ładnie, z paroma perełkami (to o tych zdjęciach na ścianie!), do tego poruszający ważne tematy i poruszający – poniekąd – czytelnika. Bo jakkolwiek spotkanie z bliskimi po śmierci jest oklepane, tak mnie to wzrusza (o ile dobrze rozegrane) i tutaj też wzruszyło. Więc warsztatowo przyzwoicie, dojrzale, świadomie. Mógłbym na tym poprzestać, ale zastanawiam się, skąd brak mojego entuzjazmu – po komentarzach widzę, że innym bardziej się spodobało, no i pod “Ewą” (którą już czytałem i zaraz skomentuję) mówiłaś chyba Darconowi, że “Ostatnia” jest lepsza. 

Widzę dwa powody, dla których mogę nie być zachwycony, a jedynie zadowolony. Po pierwsze, trochę wstyd, ale nie czytałem innych opowiadań z konkursu, więc może umyka mi jakiś szerszy kontekst, może po opowiadaniach z młodymi mężczyznami w rolach głównych ten był jak ożywcza bryza. Dlatego nie oceniam go na tle innych. A jako samodzielne opowiadanie mam dosyć prostą, bo krótką, obyczajową historię. I tu pojawia się powód drugi. Staram się czytać wszystkiego po trochu, tak samo z oglądaniem i ogólnym konsumowaniem kultury. Fantastyki czytam zapewne mniej niż większość portalowiczów, a możliwe, że więcej tzw. obyczajówek (nie lubię tego określenia, którym fantaści zwykli określać to, co nie jest fantastyką/kryminałem). Twój tekst jest porządny, spokojnie mógłby się znaleźć w drukowanej antologii, ale obawiam się, że go nie zapamiętam, że nie wybija się wystarczająco ponad inne podobne. Brakuje tu jakiegoś elementu charakterystycznego. Jeśli chcesz przykładu świetnych obyczajowych opowiadań, to gdyby w Twoje ręce trafiła newsweekowa antologia “Ojciec”, to polecam opowiadania Małeckiego, Engelkinga, a przede wszystkim chyba najbardziej wzruszające opowiadanie jakie czytałem – “List” Wita Szostaka. 

Ale to wszystko nie zmienia faktu, że jeśli Kam pisze takie opowiadania w parę godzin, to wiedz, że coś się dzieje ;) Dawno nie czytałem nic Twojego, ale tu już widzę prawdziwą pisarkę, która objawi swoje możliwości (część możliwości?) w kolejnym opowiadaniu. 

Zawsze protagonista i antagonista mogą się dogadać za Twoimi plecami. ;-)

No i jest pomysł na sequel :) 

 

Leniwy, dzięki za wyjaśnienia :) 

Motyw marionetek nienowy, ale w połączeniu z latynoskim tłem wypadł ciekawie. Napisane ładnie, sugestywnie, klimat Argentyny też mi się podobał. Ale jak dla mnie zbyt niejasne fabularnie. Nawet jeśli owa Czerwień miała pozostać tajemnicza, niedopowiedziana, to brakuje mi tu punktu zaczepienia, czegoś bardziej ludzkiego, a mniej poetycko-onirycznego. Na przykład bohatera, z którym mógłbym się utożsamić albo coś do niego poczuć. Nie pomaga też konstrukcja: najpierw rozdzielasz fragmenty gwiazdkami, potem je numerujesz, potem znowu gwiazdki. To celowy zabieg? 

Coboldzie, dzięki, cieszę się, że zagrało, bo bałem się Twojej ceny – coś w tym tekście kojarzyło mi się z “Doczłowieczeniem”, które ci nie podeszło. 

 

Fizyku, pytasz, co skłoniło Bartka?

To nie przez chorobę wszystkie ważne okazje uciekały mi sprzed nosa. Te niepowodzenia – pozornie biorące się znikąd, nazywane mylnie pechem – pochodziły od Matkowskiego, od autora. 

Co byś chciał zrobić z człowiekiem, przez którego wszystko Ci nie wychodzi?

 

Irko, dziękuję za komentarz. Wydaje mi się, że z fikcyjnym autorem to nie byłoby to samo ;)

 

Finklo, dziękuję za TAK-a. 

Czyli chyba jednak nie należy znęcać się nad bohaterami.

Zawsze można wysłużyć się innym bohaterem, który poznęca się nad naszym protagonistą ;)

 

Leniwy, ale tutaj nie była celem moja (w sensie mnie z opowiadania) autoterapia czy mechanizm obronny, więc gdzie widzisz takie elementy? 

 

Agroeling, dziękuję za wizytę. Do Cortazara kiedyś zajrzę i porównam. Ale czy realizm magiczny wyklucza się z weirdem? ;)

 

Perrux, dziękuję :) Skondensować, by się pewnie dało, ale czy to zmieniłoby coś na lepsze – nie wiem. 

Koniec z mackami w weirdzie – żachwy nadchodzą. 

 

Tytuł już dawno nęcił, ale przybywam dopiero teraz. 

Od czego by tu zacząć? Trudno nie oceniać tekstu pod kątem Twojego nicku. Dlatego pozytywnie mnie zaskoczyło odejście od konwencji i znajomych (historycznych albo klasyczno-SF-owych) scenerii. Początek wywołał jakieś odległe skojarzenia z le Guin – chyba z “Regułą imion” i “Tymi, którzy odchodzą z Omelas”, głównie ze względu na jakąś taką uniwersalność tych tekstów. Podobała mi się tutaj nieokreśloność czasu i miejsca akcji. Zastanowiłbym się nawet, czy nie pójść krok dalej, i czy nie zmienić nazwy “Paradise…” na coś mniej konkretnego, bardziej ogólnikowego w rodzaju “kompania”, “firma” itd. Ale to mocniejsze zakorzenienie we współczesności też ma swoje plusy. 

A jeśli jednak inspirowało Cię coś więcej niż przyroda i konkursowe hasło, to ja tych inspiracji nie dostrzegam, nie widzę nawiązań. Jedyne skojarzenie, jakie mam to “Diorama” Wybraniec z SU2018. Tym bardziej dziwią mnie jej komentarze, szukające sensu tam, gdzie powinny pozostać niedopowiedzenia :D 

Żeby dłużej nie trzymać w niepewności – bardzo mi się podobało. Oceniam ten tekst bardzo dobrze zarówno w kontekście Twojego pisania, jak i w oderwaniu od nazwiska.Opowiadanie trąciło we mnie strunę, która od dawna nie była trącana, i w sumie trudno określić, co to za struna. Znaczy: tekst świeży, wypełniający jakąś niszę. I może nie fabułą, bo jak się to sprowadzi do “motywu modliszki”, to jasne, nihil novi, ale ja tu czuję coś innego “novi”. Ten klimat, ta świetna konstrukcja z trzema cytatami, w końcu ten pomysł, wykorzystany z wyczuciem. Zazdroszczę takiego użycia zwierząt ;) 

W paru miejscach coś zazgrzytało, między innymi wymienione już “he, he” czy trochę mącące nastrój “no dobra, o seks też chodzi”. Ale z drugiej strony – może właśnie bez tych przełamań całość by tak nie wybrzmiała?

Podsumowując: zaserwowałeś świetny kawałek weirdu (ja z tych, którzy są za szerokim rozumieniem tego słowa), który nie próbuje wywierać wrażenia mrocznością, straszyć, popisywać się formą i szokować. To taka inna, subtelna dziwność, która bierze czytelnika po cichu z zaskoczenia. Wkrada się w człowieka i zostaje – prawdopodobnie, jeszcze czas zweryfikuje – na dłużej. 

Draconis, cieszy mnie taki długi i treściwy komentarz. Tym bardziej, że chciałem zasiać wątpliwości w głowach czytelników. Wydaje mi się, że między innymi tym powinien się charakteryzować weird – poczuciem niepewności. A przynajmniej taki weird chciałem napisać. Nie bełkotliwy, na siłę mroczny. Marionetki, o których wspominasz pod koniec swojej wypowiedzi, to puszczenie oka do jednego z najbardziej klasycznych/sztampowych motywów “gatunku”. Takimi sznurkami w nas są przecież nasze nerwy, czyli w luźniejszym rozumieniu struktury przekazujące sygnał, tak jak tekst przekazuje czytelnikowi opowieść ;) 

Część z opisanych tu rzeczy jest naprawdę o mnie, część to fikcja. Chciałem, by to “działało” niezależnie od tego, ile ktoś o mnie wie. Ali, która zna mnie najlepiej, się podobało, choć stwierdziła, że piątaka to by nie zgubiła – z czego ja doskonale zdaję sobie sprawę ;) Z kolei Fizyk, który (jeśli dobrze interpretuję jego komentarz) może nie kojarzyć mojego prawdziwego nazwiska, też był zadowolony z bohaterów. A jeśli chodzi o marazm, to – tutaj spoiler i odarcie z tajemniczości ;) – jest on już skutkiem ingerencji Bartka. Więc uspokajam: naczynia są pozmywane!!! Przynajmniej większość. 

 

Hrabio, dzięki, że zaszczyciłeś mnie swoją obecnością. 

Optymistyczny przekaz?! Toż to weird, nie opowiadania Primagena ;) 

Cieszę się, że wrażenia koniec końców pozytywne. 

Draconis, dziękuję za wizytę :) 

W kwestii treści… jest tu dążenie do równowagi, ale – wydaje mi się – też znajduje się tutaj obraz pewnego wypalenia, marazmu. 

Co masz na myśli?

 

Fizyku, dzięki za opinię. Cieszę się, że wykreowałem dobre portrety psychologiczne Bartłomieja i mnie ;) 

 

Leniwy, dzięki za komentarz. Wstyd przyznać, ale “Jokera” jeszcze nie oglądałem, może to jakaś podświadoma inspiracja wszechobecnymi zwiastunami? 

No może jeszcze to, że pisarstwo = autoterapia, autor = sadysta to trochę ograne tropy?

Wskażesz jakieś przykłady, gdzie zostało to dobrze rozegrane? Też mi się wydaje, że takie motywy to nic nowego, ale nie potrafię sobie przypomnieć nic konkretnego. 

 

Żonglerko, fajna ilustracja, czekam na jurorski komentarz ;> 

Marasie, Lk, Ninedin, MaSkrolu, Wilku – dziękuję Wam za błyskawiczne komentarze, nominacje itd. :) 

I cierpliwie czekam na dłuższe opinie od tych, którzy obiecali. 

“Nupole” to jedna z moich pierwszych prób literackich

Może już gdzieś było o tym w komentarzach, ale nie śledziłem całej dyskusji, więc zapytam: kiedy pisałeś ten tekst? 

Dodam jeszcze, że po przeczytaniu całej dziesiątki zdecydowałem się oddać głos także na “Paradoks hipnotyczny” :) 

I przy okazji nieśmiało zapytam – co dalej, Szyszkowy? Myślisz o powieści, zbiorze opowiadań, czy na razie tylko konkursy i publikacje? 

A tu z kolei nie mam żadnych zarzutów. O ile przy “Ostatnim kursie” sugerowałem, że poświęciłaś opowiadaniu zbyt mało czasu, tutaj w ogóle nie czuję, że ktoś tu coś przy tworzeniu kalkulował. Historia jest naturalna, spójna, kompletna. W dodatku taki rodzaj fantastyki – najbliższy chyba twórczości Gaimana – bardzo trafia w mój gust. 

Najbardziej mnie w przypadku “Krondusa” urzeka, jak wszystko jest tu wyważone. Może to efekt pisania nie pod konkurs czy pod cokolwiek. Jest po prostu opowieść – opowiedziana tak, jak na to zasługuje. Język dopasowany do treści, narracja odpowiednia, dynamika w sam raz. 

Pomysł wydaje się stosunkowo prosty, ale już jego klimatyczne rozegranie, pełne wyczucia – za to pełen szacun. Czytałem z zaciekawieniem i zazdrością. Z pewną nieśmiałością mogę powiedzieć, że ten tekst jest moim tegorocznym faworytem i oddam na niego głos w plebiscycie. 

Przy okazji zapytam – próbowałaś wysyłać coś do wydawców? :) 

Pomysł mocno odjechany i dzięki temu świetny. Twoja wyobraźnia jest naprawdę imponująca. Językowo też nie zawodzisz – jak zwykle jest bardzo dobrze. 

Gorzej z fabułą. A tego elementu rzadko się czepiam. Mam wrażenie, że zabrakło tutaj pomysłu, jak przedstawić wizję w postaci ciągu wydarzeń, które nie wydawałyby się tak pretekstowe. Nie wiem, ile czasu poświęciłaś na przemyślenie tej historii, ale moim zdaniem niektórym koncepcjom, ideom trzeba dać dojrzeć, oswoić się z nimi, przywiązać się do nich. Może gonił deadline, może limit. Nie wiem. 

Tak czy inaczej wizja ma szansę zapaść w pamięć, a plastyczne wykonanie zasługuje na uznanie. 

Szyszkowy w formie :) 

Jest tu wszystko, co u Ciebie lubię – matematyka, humor, ciekawe pomysły, no i przede wszystkim zwyczajnie dobra historia. Nie wiem, czy to Twój konsekwentny “pomysł na siebie”, czy po prostu piszesz to, co ci w duszy gra. Tak czy siak – pisz dalej. 

Na osobne docenienie zasługuje to, jak łączysz rzeczy, które pozornie nie mają ze sobą nic wspólnego. Skąd nagle ta emogotka? Skąd hipnoza? Wygląda to niemal tak, jakbyś układał fabułę przy pomocy Story Cubes. Ale pewnie połączenia tylko wydają się przypadkowe. 

Językowo jest chyba jeszcze lepiej niż ostatnio. I chyba zabawniej? 

No, bardzo mi się podobało, dobra robota. 

Świetny tekst, Wiktorze. Widać pisarską wprawę. Nie prowadzisz tutaj typowej jednowątkowej narracji, tylko śmiało korzystasz z różnych literackich narzędzi – także tych interaktywnych – i widać, że to jest przemyślane i użyte z wyczuciem. Językowo – klasa. Pomysły też ciekawe. Całość kojarzyła mi się trochę z “Black Mirror” – to zdecydowanie dobre skojarzenia, jeśli chodzi o SF bliskiego zasięgu. Nie mam się czego przyczepić, więc nie będę się niepotrzebnie rozwodził :D 

 

Edit: W głosowaniu masz mój miecz. 

Gratulacje, Arnubisie :) 

Mam mieszane uczucia. Z jednej strony są tu uzasadniony rozmach, ciekawa konstrukcja i przede wszystkim świetny pomysł, rozegrany na poziomie idei genialnie. Tylko z drugiej strony ten pomysł nie przemawia do mnie tak dobrze, jakbym tego chciał. Konstrukcja trochę męczyła, nie pozwalała się wczuć w bohaterów, w tych różnych wstawkach rozmywa się zwykły, ludzki dramat. Językowo było trochę zgrzytów, między innymi w niektórych dialogach (nie dużo, ale jednak tyle, że zwróciło to moją uwagę). No ale mimo że opowiadanie “nie trzymało za mordę”, to nie mogę nie docenić zawartych tu treści i dziwnie niepokojącego klimatu. Gdybym był w Loży, głosowałbym na TAK, ale już nie jestem, więc mogę sobie pozwolić na ocenianie bardziej pod siebie :D Stąd marudzenie. 

Niemniej kawał porządnej literatury. 

Porządny tekst. Największe wrażenie zrobiła na mnie pierwsza scena, pięknie opisałaś ten pożar. Oddałaś obrazowo, filmowo, co się dzieje – widziałem to w głowie. I jednocześnie warstwa literacka, słowna też była bardzo cacy, można się było rozsmakować w samych słowach. Potem mój entuzjazm trochę osłabł, bo takie klasyczne fantasy to jednak nie moje klimaty. Zabrakło mi czegoś nowego, świeżego. Niemniej doceniam jakość wykonania (na poziomie języka, fabuły, postaci) i fakt, że tym razem było bardziej zrozumiale ;) 

Bardzo fajne opowiadanie. Czytało się przyjemnie, nie miałem żadnych problemów ze zrozumieniem, a kaszubszczyzna nie zaburzała płynnej lektury. To właśnie ten regionalny pierwiastek dodał świeżości do stosunkowo klasycznej historii o diable i dzięki temu zapamiętam ten tekst. Ale tak poza tym cały warsztat też na plus: narracja, dynamika, dialogi. 

Nasuwa mi się tylko refleksja, że chętnie poczytałbym takie regionalne klimaty, ale na poważnie. Coś jak Twardoch i jego Śląsk w “Drachu”. Tam jest wręcz drugi biegun, ciężko stylistycznie i emocjonalnie. Ale przecież ludowość to nie tylko podśmiechujki. 

dostępne piwowinowódka we wszelkich przejawach

Dajesz taką dowolność, Wiktorio, że nie wiem, co wybrać. 

Słyszałem o Tobie wiele dobrego, Black_cape, i w końcu miałem okazję przeczytać Twój tekst ;>

No, rzeczywiście potrafisz pisać. Język zachwyca już od pierwszych zdań i widać, że to nie jest po prostu Twój styl, którym najwygodniej Ci się posługiwać: to forma dopasowana do treści, co później się potwierdza, kiedy obie składowe ulegają zmianie. Tę zmianę, ten zwrot akcji, zresztą przeczuwałem, choć spodziewałem się większej płynności przejścia. Jest to efektowne, ale nieprzesadzone – lubię, jak autor(ka) z wyczuciem korzysta z różnych elementów fantastyki, a nie wrzuca ich na siłę, bezmyślnie, jak najwięcej. Trochę też ryzykowałaś, nie przedstawiając wszystkiego w tekście i streszczając mit w przedmowie. Na papierze na takie numery nie byłoby miejsca ;) 

Koniec końców jestem zadowolony z tekstu i będę obserwował Twoje dalsze poczynania. 

 

PS Ktoś podejrzewał, że mój tekst z Trójkąta Sudeckiego jest Twojego autorstwa. Uznaję to za komplement. 

Niestety nie przepadam za rosyjskimi klimatami. Doceniam jednak precyzję wykonania. Opowiadanie jest skrojone świadomie i dojrzale: dopasowany język, ciekawa i adekwatna konstrukcja (chyba najmocniejszy element), spójność. Dzięki temu wszystkiemu tekst oceniam jako dobry, ale nie bardzo dobry. Zabrakło mi tu czegoś, co by się wyróżniło, zachwyciło, zapadło w pamięć. 

Dziewczyny są fajne!

Dzięki, Tenszo :)

Mnie się wydaje, że duet Olvido&Sanchez dużo zyskuje, gdy się zestawi teksty o nich. Tutaj chyba ktoś narzekał na inną rolę tych bohaterów niż wcześniej, ale moim zdaniem Cobold ciekawie zabawił się tu swoimi postaciami. 

Vargu, “The Good Place” to jeden z tych seriali, do których przyzwyczajasz się przez parę odcinków. Za pierwszym razem odpadłem po czwartym, ale potem zrobiłem jeszcze jedno podejście i chwyciło. Nie ma co oczekiwać arcydzieła, ale to naprawdę porządna rozrywka. 

Jogurt pierwszy zgadł Szostaka i tytuł praaaaawie się zgadza, bo to “Poniewczasie”. Jogurcie, pałeczka wraca do Ciebie. 

Podpowiedź: autor z pogranicza fantastyki i niefantastyki. Książka z zeszłego roku.

 

7 stycznia

Nie zabiorę dzieci do Prokocimia. Nie pokażę im okien mieszkania, bloku, ulicy, na której grałem w kolarzy. Nie będę szukał ścieżek i zatartych tropów. Prowadzić dzieci po własnych śladach, pokazywać wyblakłe widoki – można. Ale nie. 

Miałem dzieciństwo, każdy miał. Moje było dobre. Ale ilekroć myślę o Prokocimiu, nie czuję nic. Nie drżą struny nostalgii, nic nie drży. To było brzydkie miejsce i takie pozostanie. Mnie tam nie ma. Wspomnienia oderwały się od miejsca. Jestem gdzie indziej. 

1 stycznia

Jutro zacznę pisać dziennik. 

 

3 stycznia.

Przedwczoraj napisałem: jutro zacznę pisać dziennik. Przedwczoraj napisałem, że wczoraj zacznę pisać dziennik. Nie zacząłem, nie dotrzymałem. 

Nowa Fantastyka