Profil użytkownika

Ostatnie sto komentarzy

Katiu, śniąca, ocho – dzięki :-)

 

Bronchospazmie – gratulacje :-)

Letting go is an invitation. Letting go is a choice.

Dzięki :-)

Letting go is an invitation. Letting go is a choice.

Marsjanin?

Letting go is an invitation. Letting go is a choice.

Dzięki, Anet :-)

Letting go is an invitation. Letting go is a choice.

Dzięki, dziewczyny heart

Kam, w tym roku było 600 zgłoszonych tekstów, więc ciągle jestem w szoku :D

Nir, masz fajne znajomości :-)

Letting go is an invitation. Letting go is a choice.

Gratulacje dla publikujących i konkursowiczów :-)

 

To  ja też się pochwalę ^^. Moja “Kobieta Don Kichota” znalazła się wśród nominowanych w konkursie na opowiadanie festiwalu MF Opowiadania:

http://opowiadanie.org/2019/09/nominowani/

Letting go is an invitation. Letting go is a choice.

Jest chaotycznie, dość szybko się zgubiłam. Kamil zaczął mylić mi się z Timem, nie wiem, kto kogo podpuścił, kto zrobił wywiad, kto jest z kim – bardzo dużo postaci i właściwie same dialogi, zabrakło trochę spowalniającej narracji, może bardziej precyzyjnych didaskaliów.

Część druga – mniej więcej zrozumiałam, ale wrażenie chaosu niestety pozostało.

Ogólnie mam wrażenie, że starałaś się za dużo upchnąć w niewielkiej objętości.

Letting go is an invitation. Letting go is a choice.

Nie wiem jak jest z certyfikatem rezydencji, ale uzyskanie karty stałego pobytu to nie jest łatwa i szybka sprawa (tam wymogi czasowe są duże wyższe, gdzie nie możesz na dłużej z kraju wyjechać i w dodatku te wyjazdy ci się sumują).

Tutaj zgaduję, ale myślę, że zhakowanie systemu i wprowadzenie fałszywych danych będzie dużo szybszym i skuteczniejszym sposobem na zaistnienie takiej osoby niż składanie wniosku o kartę (gdzie nie masz tak naprawdę gwarancji, że zostanie on rozpatrzony pozytywnie)

 

 

Letting go is an invitation. Letting go is a choice.

Wątpię, nikt się nie będzie dziwił brakowi tych dokumentów, ale bez odpowiedniej dokumentacji nie przydzielą ci karty stałego pobytu. Jako cudzoziemiec musisz udowodnić, że ubieganie o kartę pobytu jest zasadne. Zależnie od okoliczności musisz np. udowodnić, że przebywasz w Polsce nieprzerwanie ileś tam czasu.

Letting go is an invitation. Letting go is a choice.

załatwienie komuś papierów zagranicznych i na ich podstawie próba uzyskania karty stałego pobytu

Kilku moich znajomych załatwiało sobie kartę stałego pobytu – ogromna ilość papierologii, bardzo dużo czasu, przekładanie terminów, wymaganie kolejnych dokumentów – to raczej nie jest prostsza droga. A na pewno nie szybka.

Letting go is an invitation. Letting go is a choice.

Racja! Wszystkiego naj naj naj fantastyczniejszego :D

Letting go is an invitation. Letting go is a choice.

Dziękuję za komentarze: Minuskuło, Nir i Coenie. :)

Poczułam się pominięta :P

Letting go is an invitation. Letting go is a choice.

Rzeczywiście ciepłe :-) Fajne :-)

Letting go is an invitation. Letting go is a choice.

Też lubię to zdanie. Fajnie, że się podobało :-)

Dzięki za wizytę <3

Letting go is an invitation. Letting go is a choice.

Fajna puenta; jakaś taka życiowa :D

Letting go is an invitation. Letting go is a choice.

Fajne :-) Domek z drewna dobra rzecz :D

 

To znaczy wiem, że za tymi drzwiami były pszczoły, ale byłoby ciekawe dowiedzieć się, co te pszczoły tam robiły. :)

AQQ, podejrzewam, że miód :D

Letting go is an invitation. Letting go is a choice.

Mogę zerknąć w drugiej połowie przyszłego tygodnia, może trochę wcześniej, ale nie obiecuję :-)

Letting go is an invitation. Letting go is a choice.

Ech, przecież nie mówię, że musi być wesoły. Po prostu po pierwszym przeczytaniu odebrałam go inaczej. To wszystko ;-)

Letting go is an invitation. Letting go is a choice.

Ale ja rozumiem, że ten żart go nie śmieszy i dlaczego go nie śmieszy. Nie rozumiem, dlaczego uważa go za ostani – chyba że z jakiegoś powodu wie, że tak jest – wynikałoby, że chce popełnić samobójstwo.

Jeśli tak, to rzeczywiście raczej przygnębiający drabelek.

Letting go is an invitation. Letting go is a choice.

Hmm… W sensie, że bohater zamierzał popełnić samobójstwo? Bo skąd mógł wiedzieć, że umrze akurat jutro? Chyba że studenci robili mu żarty tylko w urodziny? Ale to wtedy powinien się był spodziewać żartu.

Dalej mi się nie spina, skąd wiedział, że to ostatni nieśmieszny żart w jego życiu :-(

Letting go is an invitation. Letting go is a choice.

Uśmiechnęło. Choć nie zrozumiałam ostatniego zdania.

Letting go is an invitation. Letting go is a choice.

Potrzebuję ze dwóch/dwie/dwoje betaczytaczy do krótkiej sentymentalnej dystopii z wątkiem miłosnym (bosz, jak to koszmarnie brzmi…). Chodzi mi o ogólny odbiór i informację, czy tekst jest zrozumiały. Łapanką oczywiście nie pogardzę, ale nie jest konieczna ;-)

Niecałe 12 tys. znaków.

Letting go is an invitation. Letting go is a choice.

Dzięki Nir za wizytę :-)

Fajnie, że przypadło do gustu. Pewnie kiedyś dojdziemy do drukowania wszystkiego ;D

Letting go is an invitation. Letting go is a choice.

Przyjemny szort :-). O odpowiedniej długości. Końcowa rozmowa przy telefonie bardzo fajna.

Metafora o kondensatorze wydała mi się nieco przesadzona i przede wszystkim za długa. I ten tytuł… Efektownie wygląda, ale wyświadcza tekstowi niedźwiedzią przysługę.

Letting go is an invitation. Letting go is a choice.

Pod względem fabularnym to opowiadanie jest poprawne. Nic odkrywczego, ale też i nie wszystko musi być odkrywcze. Widać, że próbujesz nadać bohaterom charakteru, zarysowujesz między nimi relacje – i to na plus. Jako ćwiczenie literackie w porządku. Jako coś atrakcyjnego dla czytelnika – niestety już mniej.

Warsztatowo – ujdzie, ale usterek jest sporo.

Letting go is an invitation. Letting go is a choice.

Tekst jest dziwaczną hybrydą dygresji, wspomnień, odniesień do pop kultury i naszej rzeczywistości – wszystko wymieszane bez ładu i składu, jakby autor bez żadnej selekcji zapisał, co przyszło mu do głowy. Nie wiadomo o co chodzi z ożenkiem, wujkiem kolegi, zmieniającymi się chińskimi (?) imionami. Puenty (???) o ortografii nie zrozumiałam.

Niestety sensu w tekście nie znalazłam.

 

Letting go is an invitation. Letting go is a choice.

Potrzebuję 1-3 betaczytaczy do tekstu trochę fantasy, ale chyba bardziej podpada pod weird. 14 tys. znaków. Chodzi mi o ogólny odbiór i info, czy zakończenie jest zrozumiałe. Łapanka mile widziana, ale niekonieczna :-)

Letting go is an invitation. Letting go is a choice.

A musi? To akurat był przypadek, że go uwolnił.

Nie musi. Po prostu staram się wytłumaczyć, czego mnie zabrakło w tym szorcie. Co z tymi uwagami zrobisz, to już tylko Twoja sprawa :-)

 

Nie oczekuj, że szort na 4700 znaków będzie miał tyle treści co opowiadanie na 40k. :)

Nie oczekuję. Od opowiadania na 40k oczekiwałabym znaaaaaaaaaaaacznie więcej :P

Oczywiście żartuję, ale tylko trochę devil

Letting go is an invitation. Letting go is a choice.

O kładzeniu kamieni na żydowskich grobach nie wiedziałam.

W kwestii tego, że starzec podziękował bohaterowi – zrozumiałam, dlaczego to zrobił. Ale dalej mamy przypadkowego zombie, który nagabuje przypadkowego przechodnia. I nawet jeśli założymy, że każdy pragnie życia wiecznego i nieustającego dostatku (choć jest to dla mnie kwestia dyskusyjna), to brakuje mi tu jakiejś podbudowy, uzasadnienia i wagi podejmowanej przez narratora “decyzji”.

 

Narrator stanowczo odrzuca te pokusy,

Ale nie przedstawiasz żadnych rozterek bohatera, dla mnie to nie jest nawet scena kuszenia. Mamy żywego trupa z kamieniem w dłoni obiecującego bogactwa i życie wieczne, gdzie bohater na własne oczy widzi jak wygląda spełnienie takiej obietnicy… Serio taka wizja wydaje Ci się kusząca? Nie ma tu napięcia towarzyszącego decyzji bohatera. On się nie zastanawia, czy przyjąć propozycję trupa. On się go boi, co zrozumiałe, i chce się od niego jak najszybciej uwolnić.

ratuje być może także duszę nieszczęśliwego człowieka, która prawdopodobnie dopiero teraz zaznała prawdziwe ukojenie i spokój.

Nie uwalnia go od jego losu celowo. On nie chce mu pomóc (a przynajmniej ja tego w tekście nie znalazłam), tylko przed nim uciec. Nie ma tu rozważań nad losem tego człowieka, tylko obrona gałęzią, żeby się truposz nie zbliżał…

Letting go is an invitation. Letting go is a choice.

Był mroźny, posępny, listopadowy wieczór.

nawet najmniejszą gałęzią upiornych, powykrzywianych dębów,

 

Tego typu określenia używane do zwykłych opisów nie budują nastroju grozu. To raczej takie machanie autora ręką do czytelnika “masz poczuć grozę/ opowiadam ci horror”. Dobry opis to taki, który sprawi, że ja tę posępność i upiorność poczuję, nawet jeśli jej nie nazwiesz. (Nie chodzi mi o to, żeby takich słów zupełnie nie używać, tylko raczej, żeby nie zastępowały one budowania nastroju).

 

ubranego w podszyty polarem gruby płaszcz. – podszewka nie jest widoczna, chyba że płaszcz miał niezapięty?

 

Siwe bokobrody sterczały w dzikim nieładzie niczym wypłowiały las, pozbawiony żywicznych soków. – nie trafiła do mnie ta metafora, nie pomaga wyobrazić sobie bokobrodów, i jak wygląda wypłowiały las? To słowo sugeruje wyblaknięcie koloru, co w kontekście lasu jeszcze można by ewentualnie odnieść do tracenia liści, ale zaraz potem jest informacja o braku żywicznych soków, co sugeruje martwy/ suchy las;

 

spoczęła w kieszeni spodni, po czym wyciągnęła z niej niewielki kamyk. – może lepiej sięgnęła do? spocząć nie sugeruje chwilowej czynności (włożenie i wyjęcie ręki), wręcz przeciwnie

 

Jedyne, co do niego czułem, to trudna do powściągnięcia odraza. – zaimek zbędny; wiadomo, o co chodzi

 

mały kamyk, ściskany z trudem przez powykręcane palce chorego człowieka. – wcześniej miał go na otwartej dłoni

 

Nie wiedząc, co robię, podniosłem z ziemi długą gałąź, która musiała ułamać się z rosnącego w pobliżu jesionu i wytrąciłem starcowi trzymany przez niego przedmiot. – czy to jest istotne?

 

Z ust mężczyzny wydobył się przeraźliwy wrzask, podobny do gwałtownego zatrzymywania się rozpędzonego pociągu. – a to fajne, uruchamia skojarzenia dźwiękowie :-)

 

Po mszy, która zaczęła się, podczas gdy ja rozmawiałem z przybyszem, ruszyłem w drogę powrotną do domu, mając głowę zaprzątniętą nieprzyjemnymi myślami. – czy to jest istotne/ jakie to ma znaczenie dla historii?

 

Miałam wrażenie pewnego przegadania tego tekstu, umieściłeś w nim sporo drobiazgów, które nic ze mną nie zrobiły, wydawały się zbędne i nie pomagały wyobrazić sobie tego, o czym piszesz.

Też intro o lęku wydało mi się za mało powiązane z resztą tekstu. Nie wiem, czy chodziło o ogólny lęk bohatera przed śmiercią, przed spotkaniem ze zmarłymi, czy był ten lęk czymś spowodowany. Mamy kościółek, groby, mszę, innych ludzi odczuwających jakiś nieokreślony lęk, ale to wszystko jest bardzo efemeryczne, niepowiązane ze sobą.

Mamy również bohatera, który spotkał dziwnego człowieka, w sumie nie wiadomo dlaczego oferującego mu kamień, dający życie wieczne i zapewniający bogactwa. Wszystko wydaje się być przypadkowe.

Dużo straszniej by wyszło, przynajmniej tak mi się wydaje, gdyby starzec znał na przykład najskrytsze lęki i pragnienia bohatera i to do nich się odwołał. Tak żeby było tu jeszcze jakieś napięcie, druge dno tego spotkania. Bo tak jest wszystko bardzo jednowymiarowe. Bohater spotkał zombie, przewrócił je, kopnął kamień do rzeki i koniec. Oczywiście upraszczam, ale za dużo elementów tej układanki za mało znaczy. Czy to, że cmentarz jest żydowski ma jakieś znaczenie? Dlaczego zombie wybrał bohatera? Dlaczego tak łatwo było go “zabić”? Dlaczego ludzie chodzący do kościółka odczuwali lęk? Nie mówię, że wszystkie odpowiedzi powinny się znajdować w tekście, ale przynajmniej daj czytelnikowi jakieś wskazówki/ sugestie, że te wszystkie elementy nie są przypadkowe. Że w tekście kryje się coś więcej.

Komentarz wyszedł dość krytyczny, ale chcę pokazać, że masz tu naprawdę sporo elementów z potencjałem, i warto by się zastanowić jak ten potencjał wykorzystać. Bo tekst jest napisany przyzwoicie. Językowo i kompozycyjnie w porządku. Tylko trochę głębi zabrakło.

Letting go is an invitation. Letting go is a choice.

Od początku niestety wiadomo, że sytuacja przedstawiona nie jest do końca tym, czym się wydaje, więc i zaskoczenia na koniec brakuje. Zabrakło mi też napięcia czy poczucia zagrożenia i przedstawione wydarzenia oraz los bohatera były mi właściwie przez cały tekst obojętne.

 

Wchodząc do małej salki[+,] schyliłem głowę. Nic dziwnego, że przysłał mnie tu elf z obandażowanymi uszami.

 

Tego nie rozumiem. Co mają obandażowane uszy do wielkości salki? To on bokiem do niej wchodził? Więcej sensu by miał guz na czole.

 

Nie byłem pewien[+,] co wprawiało mnie w większe zdumienie

Przechodząc przez lochy[+,] widziałem każdego towarzysza z osobna.

 

Zamek nie wyglądał na zabezpieczony, lecz ja nie znałem innego sposobu niż upewnienie się przez podniesienie. – wiadomo o co chodzi, ale coś niezgrabne to zdanie

 

Powoli uniosłem pokrywę, a jedyną reakcją skrzyni był skrzyp zawiasów. Ktoś schował w niej bogato zdobiony łuk, nic co byłoby teraz użyteczne, może wrócę po niego później. Zamknąłem ją, a zaległy kurz wzleciał w powietrze. – sytuacja jak wyżej; w drugim zdaniu masz trzy osobne podmioty i orzeczenia. W trzecim zdaniu zaimek odwołujący się do zdania pierwszego. Pokombinowałabym, czy nie da się tego nieco uporządkować/ uprościć.

Kurz mógł być zalegający (na czymś), ale nie zaległy.

 

a inskrypcje czytelnie jak w dniu gdy zostały wyryte. – raczej: jak w dniu, w którym zostały wyryte

 

Muszę chwilę odpocząć[+] zanim je przekroczę.

 

Następnie jednym ruchem ją przechyliłem i wlałem w siebie. – Przechylił manierkę, ale wlał w siebie raczej jej zawartość ;-)

 

w tym samym momencie rozległ się kolejny, jeszcze głośniejszy grzmot. – w tekście nie ma informacji o grzmocie numer jeden…

 

że zepsułem mu wszystko[+] co planował

 

Letting go is an invitation. Letting go is a choice.

Rzeczywiście wierszyk zdradza puentę…

Podobało mi się jęczenie baby :-) Długość odpowiednia do treści. Jakichś szczególnym emocji nie wzbudziło, ale czytało się przyjemnie.

Letting go is an invitation. Letting go is a choice.

Puenta właściwie chyba już pod klasykę podchodzi ;-)

Drabbelek niczego sobie.

 

Tym razem zadziałało, spojrzał na mnie zmęczonym wzrokiem. Z trudem wstał i podniósł broń. Przejechał palcem po wyszczerbionym ostrzu, splunął krwią i powiedział:

– Się, kurwa, zmęczyłem

 

Trochę mi to podwójne zmęczenie zgrzytnęło.

Letting go is an invitation. Letting go is a choice.

Nie musisz się spieszyć, nigdzie nie ucieknę, po prostu chodź. Nie zwracaj na nią uwagi, na jej pytania, nawoływania; nie oglądaj się.

 

Zatrzymał mnie ten fragment. Cały akapit jest pisany w drugiej osobie i nagle pojawia się jeszcze jakaś ona ( tylko w tym jednym zdaniu na cały tekst). Nie za bardzo wiadomo, o co chodzi. Nawet jeśli to miało sugerować, że bohater z kimś był, to wygląda to raczej jak potknięcie niż celowy zabieg.

 

Tu jest chłodniej, wilgotniej, ciszej, odpoczniemy od zgiełku miasta.

Dlaczego wilgotność lasu miałaby być zachęcająca? Chyba że to jakaś aluzja…?

 

Dopadnij mnie i rzuć między kwiaty.

To zdanie mnie rozśmieszyło – przy tego typu opisach trzeba uważać, bo miejscami balansujesz na granicy kiczu.

 

wpijasz usta w moje usta,

– w tak krótkim tekście powtarzasz to wyrażenie dwa razy.

 

Nie stawiam już oporów

– raczej oporu.

 

Hmmm… Chyba miało być lirycznie, a wyszło niestety jak dla mnie dość kiczowato. Za dużo w tym szorcie tego kuszenia, uwodzenia, muskania, dopadania, wpijania ust, gryzienia, ssania, chichotów, a wszystko pod obowiązkowo rozgwieżdżonym bezchmurnym niebem i wśród pląsów. Miałam też wrażenie powtarzalności podczas czytania – w którymś momencie tekst zaczął się dłużyć…

Podsumowując, potencjał był, ale przedobrzyłeś.

 

Letting go is an invitation. Letting go is a choice.

Witaj, Aryu :-)

dzięki za przeczytanie i miłe słowa heart Super, że się spodobało.

Letting go is an invitation. Letting go is a choice.

Zdarzały się jakieś drobne usterki, ale ogólnie czytało się w porządku. Przeszkadzało mi trochę pierdolenie Anki. No i zakończenie… Nijak nie potrafię go powiązać z resztą tekstu. Gdyby zakończyć na zorientowaniu się bohatera, że rozszarpał w nocy swoją dziewczynę, przynajmniej byłby tu jakiś ładunek dramatyczny, a tak… zostaje poczucie, że Autorowi zabrakło pomysłu :-(

Letting go is an invitation. Letting go is a choice.

W pierwszym tarninowym linku jest podpisane miasto ^^.

Letting go is an invitation. Letting go is a choice.

Choć wynika to z Twoich wyjaśnień, a powinno wynikać z tekstu.

Zgadzam się. Pocieszam się trochę faktem, że przynajmniej część czytelników zrozumiała tekst bez podpowiedzi. Choć też nie ukrywam, że daję sobie wolność literackiego eksperymentowania i sprawdzania, co działa i jak czytelnik reaguje na poszczególne zabiegi. A jeśli pominąć pojedyncze kwestie, to to był właściwie mój drugi tekst w życiu z użyciem dialogów ;-)

 

Pomyślę, jak by imię Justyny wcześniej wprowadzić, żeby przynajmniej ten aspekt był jasny.

Letting go is an invitation. Letting go is a choice.

Tarnino, nieładnie tak odanonimizowywać uczestników!

Letting go is an invitation. Letting go is a choice.

Przez 2/3 tekstu (do trzech gwiazdek) wszystkie sceny są z seks przyjaciółką (bezimienną dziewczyną), plus jest wzmianka, że bohater kogoś poznał.

Po trzech gwiazdkach są sceny z Justyną (żoną).

W ostatniej scenie, w której bohater opowiada żonie, co się wydarzyło, pojawia się też seks przyjaciółka (bezimienna dziewczyna), która “zlewa się” z Sarą i znika.

 

Edit. Ech, mam wrażenie, że moimi wyjaśnieniami bardziej zagmatwałam niż rozjaśniłam…

Letting go is an invitation. Letting go is a choice.

Ale bezimienna dziewczyna i Justyna to dwie różne osoby. A bezimienna dziewczyna nie jest do końca “naturalnym” bytem. Pojawiła się w życiu bohatera po tym, jak był świadkiem gwałtu (w tekście jest, że znają się od trzynastu lat i że bohater się w niej kochał, a także to, że ona nie chce wracać do momentu, w ktorym się poznali). Bezimienna jest w jakimś sensie przedłużeniem Sary, jej alternatywną wersją, innym ciągiem dalszym. Dlatego też nie ma imienia, a Sara pojawia się dopiero w momencie, w którym bohater decyduje się stawić czoła przeszłości, rzeczywistość wraca na swoje “normalne” tory.

Letting go is an invitation. Letting go is a choice.

Nie czytało się źle ;-)

Letting go is an invitation. Letting go is a choice.

To przypomina raczej bajkę z morałem niż humoreskę. Dlaczego w tytule brakuje “o”? Bo bohater seplenił?

Jeśli nagromadzenie “mądrych”/ niecodziennych słów miało rozśmieszyć (?), to się nie udało. Raczej przeszkadzało w czytaniu i zaciemniało przekaz.

Letting go is an invitation. Letting go is a choice.

Choć dalej nie do końca rozumiem, dlaczego ze swoich podróży wracała pobita.

Spuchnięta warga, siniaki, ale też inne rzeczy (popcorn, podarte rajstopy, “powracająca” w kuchni plama z piwem) – wszystko to są elementy z przeszłości, odwołujące się do wydarzenia, które bohater musi sobie przypomnieć, jeśli chce “iść dalej”. Dlatego też na końcu tekstu znalazła się ta scena:

 

Siedziała na podłodze wśród potłuczonego szkła, brudne kafle lepiły się od piwa z sokiem malinowym, miała popcorn we włosach, podarte czarne rajstopy i rozciętą, spuchniętą wargę.

 

Również treść piosenki, którą dziewczyna śpiewa i to, że tańczy w kuchni jest nieprzypadkowa, czy rozmowa, w której on mówi o kochaniu się, a ona o uprawianiu seksu i gdzie mówi “może tylko chciałam, żebyś to był ty”.

 

Ale tu znowu wracamy do punktu wyjścia, czyli tego, na ile stopień i sposób uwypuklenia tych elementów w tekście zagrał/ nie zagrał.

Letting go is an invitation. Letting go is a choice.

Chrościsko, witaj :-)

Nie sądziłam, że jeszcze ktoś tu zajrzy :-).

 

Facet właśnie zrobił awanturę swojej nieformalnej dziewczynie, zrywając z nią. Czy myślisz, że w tym momencie będzie miało dla niego znaczenie czym i czy w ogóle umyje włosy?

Tę scenę pomyślałam raczej jako kłótnię, nie jako zerwanie. Szczególnie, że oni nie są parą, więc ich relacje podlegają nieco innym zasadom. Choć bardzo możliwe, że patrzę na to zbyt “na zimno”.

 

Siękoza poprawiona :-).

 

czy laseczka wracała do przeszłości, by zmieniać to, co sprawiło, że związek się sypał.

Czy bycie “seks friend” było jedynie drogą do celu, jakim miał być docelowy związek, gdy chłopak w końcu do niego dojrzeje? Tak to zrozumiałem.

Raczej, żeby bohater mógł sobie przypomnieć wydarzenia z przeszłości/ stawić im czoło. Co rzeczywiście przekłada się później na umiejętność stworzenia dojrzałej relacji.

 

Zakończenie jednak rozczarowało. Ten wątek o zgwałconej dziewczynie wpleciony tak nagle i jakby znikąd? Podobnie jak tekst o córce, która nie pójdzie na dyskotekę.

Informacje łączące zakończenie z resztą opowiadania są rozsiane na przestrzeni tekstu, ale rzeczywiście są one raczej z tych subtelnych/ delikatnie sygnalizowanych. Część czytelników zwracała na to uwagę i rozumiem, że może to być niedostatecznie widoczne. Szczególnie przy braku narracji, która spowalniałaby akcję i pozwalała mocniej zasygnalizować, że coś jest na rzeczy.

Nie lubię łopatologii i czasem ciężko mi wyczuć, gdzie przebiega granica.

 

Co do dyskoteki, bohater był świadkiem gwałtu (i był w tej sytuacji bezsilny) – nie chce, żeby to spotkało jego córkę. Nawet jeśli jego reakcja jest nieracjonalna/przesadzona, to wydaje mi się psychologicznie uzasadniona.

 

Dzięki za wizytę i obszerny komentarz. Fajnie, że sporo elementów oceniasz pozytywnie.

Letting go is an invitation. Letting go is a choice.

O, jak fajnie, że ktoś tu jeszcze zajrzał :-)

Dzięki za miłe słowa. Śmierci rzadko towarzyszy puenta. Chyba częściej właśnie jej brak.

 

Dzięki za wizytę!

Letting go is an invitation. Letting go is a choice.

Subtelny to ten tekst nie jest… Od początku było wiadomo, że opis dotyczy nie tego, co sugeruje, więc i zaskoczenia zabrakło.

Niestety, nie rozbawiło :-(

 

butelka stojąca na podłodze już dawno pozbyła się wody. – zły czasownik

 

 

Letting go is an invitation. Letting go is a choice.

Mnie też niestety nie rozbawiło.

Letting go is an invitation. Letting go is a choice.

Uśmiechnęło :-)

 

Wiesiek z okrzykiem furii począł mocować się z nimi w heroicznej walce o honor męski i święte do niewiedzy prawo.

XD

 

Morał mnie trochę zdziwił, bo myślałam, że będzie raczej o praniu spodni a nie o cerowaniu, tyle razy smród Wieśka był w tekście podkreślany :P

 

Stylizacja udana, choć na końcu nagromadzenie przymiotników w formie krótkiej trochę mi zaczęło zgrzytać.

 

Nie za długa, lekka i niewymagająca lektura.

Letting go is an invitation. Letting go is a choice.

Chrościsko,

ogromnie miło mi czytać takie słowa. Cieszę się, że tekst przypadł do gustu.

Dzięki za wizytę :-)

 

Michale Pe,

przyznam, że pierwszy raz spotykam się z uwagą, że tekst jest za ładnie napisany ;-) Co do brzozowego krzyża to wybrałam go z pełną świadomością, że może uruchomić różne skojarzenia. Miło mi, że mimo zastrzeżeń uważasz tekst za udany.

Dzięki za wizytę.

 

Coboldzie,

dziękuję za komentarz i wizytę. Cieszy mnie tak pozytywny odbiór tekstu z Twojej strony, a także to, że brak narzuconej interpretacji odbierasz dodatnio.

 

P.S. I chyba nikt jeszcze nie chwalił wieloznacznego tytułu?

Jeszcze nie. A byłam ciekawa, czy ktoś zwróci na to uwagę. Doczekałam się ;D

 

Letting go is an invitation. Letting go is a choice.

Sugerujesz Mytriksie, że powinnam sekcję komentarzy zgłosić do Fun-tastycznego konkursu? ;-)

Letting go is an invitation. Letting go is a choice.

Spodobał mi się morał :-)

Letting go is an invitation. Letting go is a choice.

Chciałem, żeby raczej wyróżniało się (nawiązaniem do klasyki) na tle XXI-wiecznych historii.

To wiele tłumaczy :-). Mam wątpliwości czy XIX-wieczna forma jest dobrym nośnikiem treści w wieku XXI, choć żeby móc to ocenić trzeba by dysponować w miarę szeroką próbą czytelniczą.

Dzięki za wyjaśnienia.

Letting go is an invitation. Letting go is a choice.

motywu “przysionka śmierci” (inspirowałem się tym poznańskim, ale przeniosłem go do miasta K.) nigdy dotychczas w literaturze nie spotkałem, choć rozumiem, że Tobie mógł być on już znany.

Akurat tego kontretnego motywu w literaturze też nie spotkałam, ale jest on dla mnie tylko odmianą motywu strachu przed pogrzebaniem żywcem, który w XIX wieku był obecny w literaturze. A znowu z samym motywem trumny ratunkowej czyli kolejnej wariacji motywu głównego mam wrażenie, że się spotkałam, tylko niestety nie potrafię umiejscowić gdzie…

W każdym razie mój problem z tym tekstem sprowadza się tak naprawdę do pytania: czym to opowiadanie się wyróżnia (in plus) na tle oryginalnych dziewiętnastowiecznych historii?

Letting go is an invitation. Letting go is a choice.

Z drugiej strony jak spojrzeć wstecz na Orwella, czy nawet Zajdla, to jednak i na polityczne satyry, mniej lub bardziej ukryte, zawsze było miejsce w fantastyce. Mnie zaś zależało, by ten tekst miał drugie dno.

Akurat Orwell to dla mnie bardziej satyra społeczna niż polityczna. Co do miejsca samej satyry w fantastyce – wcale go nie podważam ;-)

Gdybym miała bawić się w skojarzenia odnośnie Twojego tekstu, to dla mnie to są klimaty bardziej a’la Pratchett, może z odrobiną Monty Pythona (choć ilość absurdu zdecydowanie inna). Tyle, że pierwszego nie lubię, a do drugiego mam stosunek ambiwalentny :P

Letting go is an invitation. Letting go is a choice.

Niestety nie podeszło. Podobało mi się do momentu, w którym się zorientowałam, że to satyra na obecną sytuację w Polsce (przedmowę przeczytałam po lekturze). I to bardziej polityczna niż społeczna. Niektóre żarty/aluzje wydały mi się bardziej niesmaczne niż śmieszne. Krótko mówiąc – nie są to moje klimaty.

Przeszkadzało mi też w tekście, szczególnie na początku, dwuimionowość bohaterów, zatrzymywało mnie to w czytaniu, bo musiałam się zastanawiać/ upewniać się kto jest kim, zamiast skupiać się na treści.

Miejscami miałam też poczucie chaosu.

Zgrzytnęło mi słowo jebnięty czy jebany w którymś momencie – wydało mi się anachronizmem, zabrzmiało bardzo współcześnie, choć mogę się mylić, nie wiem, kiedy to słowo weszło do użycia…

 

Z plusów – bardzo sprawnie napisany tekst, widać, że doskonale panujesz nad obraną przez siebie stylizacją. Jest dynamicznie, dialogi są przekonujące. Twój świat przedstawiony ma charakter. Myślę też, że o ile treść mi nie podeszła, to fajnie, że jest to tekst na jakimś poziomie bezkompromisowy. Nie bawisz się w półśrodki.

 

Z usterek rzuciło mi się w oczy

– Od początku, Cahera, mów żesz od początku.

mówże albo mówżeż

Letting go is an invitation. Letting go is a choice.

Zmęczyło mnie to opowiadanie. Jest wtórne. Z każdym kolejnym zastosowanym zabiegiem literackim moje odczucie, że “już to czytałam” tylko się nasilało. Czerpiesz garściami z tradycji powieści gotyckiej, (choć miałam też skojarzenia z XIX. prozą rosyjską) ale zabrakło mi czegoś świeżego, czegoś od Ciebie. Tak jakbyś za cel postawił sobie napisanie tekstu, który mógł być napisany w XIX wieku i w dodatku mial listę narzędzi literackich, które musisz w tekście użyć.

Zabrakło napięcia, poczucia zagrożenia, odejścia od schematu, czegoś, co by sprawiało, że miałabym ochotę czytać dalej.

Przepraszam za być może nadmierny krytycyzm, dodam może tylko, że akurat podobnych historii przeczytałam trochę i na pewno wpłynęło to na mój odbiór Twojego tekstu.

Letting go is an invitation. Letting go is a choice.

Rybaku,

laugh

 

Corrinnie,

dzięki za miłe słowa. Nie da się ukryć, że tekst nie kończy się happy endem ;-), fajnie że zadziałało na emocje.

Dzięki za wizytę i pozostawienie śladu :-)

Letting go is an invitation. Letting go is a choice.

stawiam na zielony, czerwony może wywoływać u czytelników agresję i skończy się apokalipsą…

Letting go is an invitation. Letting go is a choice.

dwukropek, trzykropek, wielokropek, średnik i kilka nawiasów, koniecznie w kolorze zielonym

wielość musi rzucać się w oczy

coś jak te znaczki z matrixa

Letting go is an invitation. Letting go is a choice.

Nie zapominajcie o przydawkach I warto gdzieś postawić dwukropek Przydałoby się też pytanie retoryczne

Letting go is an invitation. Letting go is a choice.

Ilekroć coś takiego słyszę, tłumaczę to sobie tak: “Sam(a) nie wiem, o co mi chodziło, więc dorób sobie czytelniku własną interpretację”.

Masz prawo do takiego odbioru.

 

Eee… Bo chłopak i dziewczyna ją zabrali, tak jak i wiatrówkę? A krzyż to akurat dobra podpórka dla tarczy?

Mogło być i tak.

 

Pozdrawiam.

Letting go is an invitation. Letting go is a choice.

Narracja w opowiadaniu jest pierwszoosobowa, dlaczego więc miałbym wierzyć twojemu bohaterowi na słowo, że to, co widzi, jest prawdą?

Każdą narrację pierwszoosobową można uznać za niewiarygodną właśnie z racji tego, że jest pierwszoosobowa. Wybór należy do ciebie. Ja raczej na wyjściu wierzę takiemu narratorowi chyba że dostaję sygnały, że jest coś nie tak. Ale to mój wybór. Starałam się w opku nie dawać sygnałów mogących sugerować, że narrator ma omamy, a to co widzi jest wytworem jego umysłu. Czy wyszło? To już każdy czytelnik sam decyduje.

 

Co do interpretacji tej historii, to nie lubię narzucać czytelnikom własnej interpretacji, ograniczę się więc do tego, co jest w tekście:

 

W miejscu tarczy niewielki brzozowy krzyż wypuszczał zielone liście.

Narrator po tym jak podszedł na skraj łąki, zobaczył tylko krzyż. Nie było tam tarczy.

 

Letting go is an invitation. Letting go is a choice.

Bolly,

bohater widzi oczami wyobraźni,

Bohater nie wyobraża sobie tego, co stało się na łące. On to fizycznie widzi. Jest świadkiem czegoś, co dzieje się poza nim. Omamy to coś innego – nie są zewnętrzne/ niezależne w stosunku do osoby, która je ma, gdyż to ona je wytwarza.

 

Owszem, tak jak pisze Nir, w tekście jest to subtelne, ale mam jednak nadzieję, że przynajmniej dla większości czytelników widoczne. Oczywiście masz prawo do swojej interpretacji i nie tyle próbuję Cię od niej odwieść, co po prostu staram się przedstawić swój punkt widzenia.

 

Nir,

Efekt subtelny, ale dla mnie – czytelny.

cieszę się, że w ten sposób to widzisz heart

 

Letting go is an invitation. Letting go is a choice.

fajnie by było, gdyby tekst A, który ma jeden komentarz i trafił w dzień leniwych dyżurnych, miał podobne szanse, co tekst B, który już ma piętnaście komentarzy, ale i tak zostanie przeczytany w ramach dyżuru, bo akurat tak wypada, że jest czwartek.

Tu się zgadzam, tylko nie za bardzo wiem, jak to rozwiązać w sposób, który by zachęcał, a nie przymuszał, do większej aktywności (nie tylko dyżurnych).

Letting go is an invitation. Letting go is a choice.

Ja mam wrażenie, że to trochę próba zaktywizowania nie tej grupy co trzeba. Owszem, zdarzają się teksty z zerową ilością komentarzy i jest to jakiś problem, ale nie wiem, czy aż tak duży, żeby przeorganizowywać dyżury. Szczególnie że na aktywność dyżurnych jednak warto patrzeć już po terminie na dany miesiąc – wielokrotnie widziałam dyżurnych komentujących “hurtowo” 4. czy 5. danego miesiąca.

Nie podoba mi się w tej propozycji też zasada kto pierwszy ten lepszy – działa na mnie zniechęcająco; no i trochę wymusza bycie bardzo na bieżąco jeśli nie chce się wylądować pod koniec miesiąca z samymi kolosami i kiepsko napisanymi tekstami, jeśli pierwszeństwo do czytania miałyby teksty z niewielką ilością komentarzy.

Myślę też, że jeśli usunąć z grafiku dyżurnych teksty konkursowe (jestem bardzo ZA), to siłą rzeczy, żeby wyrobić normę, trzeba będzie czytać więcej “zwykłych” tekstów, więc proporcje też zaczną się inaczej rozkładać.

Wydaje mi się, że to też nie jest tak, że jak jest się świeżynką to od razu jest to równoznaczne z niewielką ilością komentarzy. Jeśli taka świeżynka odpowiada i reaguje na komentarze czytelników i dodatkowo widać ją jeszcze w innych miejscach forum, a nie tylko pod własnym tekstem, przekłada się to pozytywnie na ilość komentarzy.

 

Letting go is an invitation. Letting go is a choice.

Całkiem fajne te czułki smiley

Letting go is an invitation. Letting go is a choice.

Bolly,

Jak szeroko?

Wizje i duchy zaliczam do fantastyki.

 

Maćku,

witaj :-) Dziką marchew chyba dużo ludzi miało okazję oglądać, tylko pewnie bez świadomości na co patrzą.

Wiesz, mnie się wydaje, że w ogóle nie da się oddać w słowach rzeczywistości w pełni, szczególnie tej zmysłowej. Jakby nie było jest to próba przełożenia odczuć/ wrażeń autora/takich, jakie autor chce wywołać na słowa, które potem czytelnik odtwarza w oparciu także o swoje doświadczenia, wiedzę, wrażliwość, więc jest to dość złożony proces z dużą ilością filtrów i kodów, także kulturowych, czy chociażby geograficznych.

Dzięki za wizytę i podzielenie się przemyśleniami :-)

Letting go is an invitation. Letting go is a choice.

Dokładnie XD

Letting go is an invitation. Letting go is a choice.

O, cały motylek >`I`<

Tylko jeszcze czułki by się przydały :P

 

Letting go is an invitation. Letting go is a choice.

Nooo, nie. Forma czasownika nie ta.

Ale tak jak pisałam wyżej dużo zależy tu od intencji autora i tego, co chce podkreślić.

Letting go is an invitation. Letting go is a choice.

Głębokie i wygląda jak pół motylka heart

Letting go is an invitation. Letting go is a choice.

Ja przy czytaniu przed “i” robię w tym miejscu pauzę.

Ja odwrotnie ;-) Ale interpunkcja to nie jest “nauka ścisła”, dużo zależy właśnie od intencji autora.

 

Może się mylę, ale wydaje mi się, że zdanie podrzędne należy odgraniczyć przecinkami.

I twoja wersja i moja wydziela zdanie podrzędne przecinkami.

 

które sugerowałoby wtedy, że bohater, oprócz tego, że czuł, że nadchodzą ciężkie czasy, czuł także, że się nie mylił.

No nie, pomiędzy czuciem i nie myleniem się nie masz relacji nadrzędno-podrzędnej tylko współrzędną.

Letting go is an invitation. Letting go is a choice.

Nie zrozumiałam. Myślałam, że może betonowe lasy to metafora bloków/ ewentualnie miasta, ale nawet jeśli, to nie łapię, o co chodzi z krwią i chodnikami, nagle pojawiają się jacyś oni…

Letting go is an invitation. Letting go is a choice.

Mnie się żaden nie podoba…

Dla mnie to “niestety” jest wtrąceniem, a nie “i niestety”.

 

Dałabym albo tak:

 

Czuł, że nadchodzą ciężkie czasy i, niestety, nie mylił się.

 

Albo podobnie do wersji drugiej, tylko bez “i”:

 

Czuł, że nadchodzą ciężkie czasy, niestety – nie mylił się.

Letting go is an invitation. Letting go is a choice.

Bolly,

cieszę się, że tekst się spodobał i że uruchomił emocje.

Co do fantastyki, ja rozumiem ją szeroko. Zdaję sobie jednak sprawę, że, przynajmniej dla części czytelników, moje teksty mogą z tego powodu być rozczarowujące.

Dzięki za wizytę i komentarz :-)

 

Blacken,

fajnie, że historia przypadła do gustu :-) To prawda, że stare, czasem trochę zapomniane miejsca mają swój urok.

Fragment reprezentatywny poprawiony ;-)

Dzięki za wizytę i opinię.

Letting go is an invitation. Letting go is a choice.

Okej, załapałam XD

Mnie się nie zdarzyło (jeszcze) :P

Letting go is an invitation. Letting go is a choice.

Uśmiechnęło :-) Pomysł na tekst bardzo fajny i wiadomość na końcu świetna. W sumie bardzo życiowe ;-) Podobał mi się opis wyglądu sprzedawczyni jako głowy i rąk.

Nie złapałam o co chodziło z wielkimi dziwkami :-(

Nieco raziło mnie nazywanie dziewczyny klientką, rozumiem, że chodziło o unikanie powtórzeń, ale trochę zgrzyta. Warsztatowo – zdarzały się jakieś drobne usterki, ale nie na tyle, żeby chciało mi się przerywać lekturę, żeby wypisać ;-)

Letting go is an invitation. Letting go is a choice.

Super! Gratulacje :-)

Letting go is an invitation. Letting go is a choice.

Nir,

witaj :-) Fajnie, że tekst podziałał na wyobraźnię i że się podobało. Chadzanie polnymi drogami jest super, szczególnie latem ~^^~

Dzięki za wizytę i komentarz.

Letting go is an invitation. Letting go is a choice.

Nowa Fantastyka