Profil użytkownika

Moje pozaportalowe publikacje:

 

“J” – Krajobrazy słowa, tomik pokonkursowy, Kędzierzyn-Koźle 2020

“Osiem dni Marii” – Akcent nr 1 (159) 2020

“Słoń w Neapolu” – Fabularie nr 3 (21) 2019

“Elegia o nie moim miejscu” – Powiew Weny, tomik pokonkursowy, Wejherowo 2019

“Definicja” – Fabularie nr 2 (17) 2018

“Żyły” – Mega*Zine Lost&Found nr 23 2018, str. 201 http://lostandfound_megazine.vipserv.org/?page_id=1679


komentarze: 1915, w dziale opowiadań: 1428, opowiadania: 592

Ostatnie sto komentarzy

Podobało mi się. Mam wrażenie, że warsztatowo jeszcze z językiem walczysz, było trochę chropowatości – zazgrzytała mi dziewczynka wprowadzona bardzo późno jako synonim Róży i zgrzytała mi już do końca; niektóre określenia wybijające z lektury (gumowaty dźwięk – czyli jaki?, zamiast wywołać jakieś skojarzenie odnośnie dźwięku, pomóc mi go sobie wyobrazić, zostałam w głowie ze znakiem zapytania); zgubiłam się też trochę przy opisach lasu – najpierw masz fragment o odcieniach zieleni, rozmigotanych liściach brzóz, zaraz potem o ubogim zasobie barw – i w tym momencie musiałam się cofnąć i sprawdzić w tekście, czy Róża nie wjechała w jakiś inny las.

Ogólnie mam wrażenie, że na poziomie treści jest to świetnie pomyślany tekst, to zapętlenie, połączone z pędem i przymusem bycia w ruchu, w drodze, motyw kobiety-matki zbudowany na zasadzie klamry, jej bezruch na początku – sen – i bezruch na końcu – śmierć połączony ze zmianą drogi przez Różę i decyzją, by ruszyć dalej. Język nie do końca udźwignął treść, ale wrażenia z lektury bardzo pozytywne :-).

 

kościami policzkowymi → kośćmi https://wsjp.pl/index.php?id_hasla=10135&id_znaczenia=5080314&l=13&ind=0

 

 

Dream big.

Takie trochę faloutowe to opko. Początek mnie nie kupił, ale od momentu spotkania Marty tekst wciągnął. Atmosfera niepokoju i zagrożenia bardzo fajnie wyszła, i z jednej strony spodziewałam się jakiejś zasadzki ze strony Marty, z drugiej to, że pozwoliłeś bohaterce odjechać ładnie podkreśla zblazowanie i zmęczenie tego świata.

Dream big.

Jak miło, że jeszcze ktoś tu zagląda. Dzięki, CM-ie smiley

Fajnie, że tekścik uważasz za warty klika. Tak, dosłowne zakończenie byłoby zdecydowanie niesmaczne ;-).

Dream big.

Dzięki, wilku, za wizytę i komentarz. Cieszę się, że się podobało.

Dream big.

#teamMaras. Nie porwało mnie. Mamy tu grupkę jęczących facetów w środku burzy, którzy zamiast próbować się ratować, biadolą. Dodatkowo miałam problem z wyobrażeniem sobie całej sytuacji – z jednej strony ostro nimi buja, woda przelewa się przez statek, z drugiej prowadzą sobie rozmowy o życiu całkowicie zrezygnowani bez właściwie żadnych przeszkód. No nie wiem – wydaje mi się, że w takiej sytuacji to rozmowa z czysto technicznej strony jest utrudniona. Kolejna rzecz – nie potrafiłam wyobrazić sobie wielkości tego statku, tak jakbyś jednocześnie opisywał statek duży i mały, albo sam nie do końca wiedział, co opisujesz.

Niestety nie uwierzyłam w opisywaną w tekście sytuację.

 

O rzesz – potrójny ortograf

 

Dream big.

Dzięki za lekturę i podzielenie się opinią. Cieszę się, że tekst przypadł do gustu :-).

Dream big.

Tekst mi się podobał i nie podobał jednocześnie. Środek jest przegadany, przepoetyzowany i koszmarnie przeprzymiotnikowany. Z jednej strony rozumiem, co chciałeś osiągnąć (a przynajmniej tak mi się wydaje), z drugiej było tego za dużo, do tego stopnia, że gdyby tekst był dłuższy, najprawdopodniej dałabym sobie spokój.

Ulżyło mi, że końcówka okazała się, jaka się okazała ;-).

Ogólnie – pomysł na tekst bardzo fajny, majaczenie i wizje pilota w środku tekstu dają fajny kontrast z początkiem i końcem. Wątek z “Nimi” nieszczególnie oryginalny, ale też nie przesadzony, więc dla mnie w odbiorze raczej neutralny.

Imię bohatera skojarzyło mi się z Regulatorzy, więc momentami czytało mi się dziwnie ;-)

Fajny, oldschoolowy tekst.

 

Dream big.

Czytało mi się dobrze, ale mam wrażenie widoczności szwów tekstu. Dialogi często służą nie samej rozmowie między bohaterami czy zrelacjonowaniu wywiadu, co przekazaniu czytelnikowi informacji. Dziennikarka, wiedząc z kim będzie robić wywiad, zachowuje się nie tylko nieprofesjonalnie, ale też niezbyt przekonująco – miałam wrażenie, że jej zażenowanie niepełnosprawnością bohatera miało służyć tylko temu, żeby bohater mógł przybliżyć czytelnikowi historię wypadku. Same sceny z książek – nie znalazłam uzasadnienia dla ich dość sporej długości w stosunku do reszty tekstu. Przy każdej z nich czytelnik musi wchodzić w nową postać, gdzie najważniejsze jest to, co samo opowiadanie robi z Erykiem – a tego nie widać. Powtórzenie całej sceny początkowej w tak krótkim tekście – wystarczyłoby dać ostatnie zdanie/a, nie za bardzo wiem, dlaczego powtórzyłaś całą rozmowę.

Dla mnie jest to tekst z dużym potencjałem – bo pomysł jest ciekawy, od strony formalnej też – tylko, że akcenty i proporcje między poszczególnymi elementami rozłożone są w nieszczególnie zajmujący sposób. Sam dar, jego działanie i to jak wpływa na bohatera – tego chciałabym więcej.

Dream big.

 Lekkie, trochę absurdalne, uśmiechnęło :-).

Dream big.

Saro,

dziękuję za wizytę. Fajnie, że przypadło do gustu :-)

 

Coboldzie,

miło mi, że tekst uważasz za biblioteczny. Z tym zdaniem chodziło o to, że już jej więcej w kosmos nie wyślą.

 

Anet,

dzięki. Cieszę się, że się podobało.

 

Darconie,

witaj :-) Szort pomyślałam jako migawkę, ale rozumiem że dodanie odrobiny więcej kontekstu rozwiałoby wątpliwości. Uwaga do zapamiętania na przyszłość. Dzięki za wizytę i komentarz.

Dream big.

Ładne. Jest w tym tekście bajkowe (czy raczej baśniowe) okrucieństwo – historia jest napisana bardzo miękko, a przecież opisywane są rzeczy naprawdę straszne (wszechobecny strach, pobicia, spalenie żywcem) i w tym kontekście pragnienie zajrzenia za zasłonę nabiera dodatkowego znaczenia – z jednej strony ciekawość nieznanego (i w tej ciekawości Hans jest bardzo ludzki, szczególnie w zderzeniu z pozostałymi mieszkańcami tego świata), z drugiej ucieczka przed rzeczywistością. Bo tak naprawdę jaki los/ życie czekał ich oboje, jeśliby zdecydowali się zostać? (Bo decyzję wbrew pozorom podejmują oboje). Co by za zasłoną nie było, przekroczenie jej jawi się jako szansa na zmianę (nawet jeśli finalnie czeka ich śmierć).

Mnie nie przeszkadza, że nie masz tu uzasadnienia dla zachowań ludzi i ich strachu przed zasłoną (poza świętymi księgami) – po pierwsze za krótki tekst, żeby szczegółowo zarysować sytuację; po drugie opko wpisuje się dla mnie w konwencję baśni z charakterystyczną dla niej pewną czarno-białością świata oraz uproszczeniami.

 

Zgrzytnął mi powtórzony gest uciszania poprzez położenie palca na ustach (nie swoich) – najpierw on jej, potem ona jemu. To dość mocny i potencjalnie dwuznaczny gest.

 

– Słońce nie jest niczym.

– Nic poza trzema ciałami niebieskimi. – Greta przewróciła oczami.

– Te dwie wypowiedzi nie składają mi się w sensowną całość.

 

Siostra odsunęła się od niego i wykonała znak odganiający złe myśli. Przekreśloną lemniskatę. Chłopak ukrytą za plecami ręką wykreślił w powietrzu poziomą ósemkę, nie dodając ostatniego, niszczącego ruchu.

– Tutaj brzmi jakby chłopak wykonywał inny gest niż siostra, przez to że używasz dodatkowego określenia. Zamieniłabym na:

Chłopak ukrytą za plecami ręka powtórzył gest, nie dodają ostatniego niszczącego ruchu.

Albo pokombinowała jakoś inaczej.

 

Uśmiechnął się i rzucił tęskne spojrzenie w kierunku tego miejsca, gdzie Zasłona opadała kusząco prawie do samego wierzchołka góry.

Jak dla mnie kusząco już niepotrzebne, wystarczy że spojrzenie jest “tęskne”. Ale to czep nie zarzut ;-)

Dream big.

Książki nie czytałam, więc będzie to strzał w ciemno. Saunders, Lincoln w Bardo?

Dream big.

Witaj, Ando :-)

Cieszę się, że się spodobało. Sama lubię mieć miejsce na interpretację i własne przemyślenia jak coś czytam, i tak staram się też pisać, więc tym bardziej miło mi, że nieokreśloność przypadła do gustu.

Dzięki za wizytę i komentarz :-)

Dream big.

Do mnie akurat nie przemówiło, ale czytało się dobrze. Warto zmienić oznaczenie na Szort.

Dream big.

Najpierw trochę uwag technicznych – masz sporo brakujących przecinków, jest trochę słownictwa niepasującego do czasu wydarzeń (”konwersacja” w karczmie); stylizacji brakuje konsekwencji – czasami język jest trochę za współczesny. Sama rozmowa – mężczyźni w karczmie trochę za swobodnie się odzywają do przybysza (raz na Panie, raz na ty). Ogólnie warsztatowo tekst do wygładzenia.

Co do treści – historia jest dość sucha, masz bardzo dużo postaci jak na tak krótki tekst i żadnej nie poznajemy bliżej, los głównego bohatera był mi w sumie obojętny. Historia pradziadka staruszka wprowadzona dość dziwnie (mam na myśli kwestię edycji tekstu) – staruszek zaczyna mówić i nagle właściwie bez powodu robisz w środku tej wypowiedzi nowy akapit.

Wykorzystujesz dość mocno ograne motywy, ale spodobało mi się zakończenie pokazane z dwóch różnych punktów widzenia. To spowolnienie i zamiana w kamień – bardzo fajne i takie właśnie odpowiednio wyważone, niejednoznaczne – bohater jednocześnie cały czas wędruje do Punktu i przechodzi przemianę. Bardzo fajna ta podwójność :-)

 

Przykłady błędów:

 

My, ludzie kontaktowaliśmy się – My, ludzie [+,] kontaktowaliśmy się

 

Przeżywał tam przygody, albo żył w szczęściu, – bez przecinka przed albo

 

–  Głupieście , panie Macieju – Głupieście, panie Macieju; -ście robi za czasownik być; Ja bym w ogóle napisała “Głupiście”, a nie “Głupieście” ale być może forma przez “e” też jest poprawna; szybki google search nie dał jednoznacznych wyników ;-)

 

bawił się laską do podpierania. – wystarczy laską; zazwyczaj służą do podpierania ;-)

 

Nasz wiek ujawni możliwości jakie stoją przed ludzkością z – przecinek przed “jakie”

 

Wędrując przez las natknął się na obcego. – przecinek po “wędrując przez las”.

Dream big.

Historia mi się podobała, językowo tekst miejscami kuleje, przez co potykałam się tu i ówdzie, ale czytało mi się ogólnie dobrze. Fajnie wpisałaś historię konkretnego człowieka w szerszą historię jego plemienia i najeźców, i całość jeszcze wpisałaś w porządek mitu – przez co mamy wiele warstw w tekście – i wiele dramatów, powiązanych ze sobą, ale też dziejących się na pewnym poziomie w sposób deterministyczny – natura kojota i jego rola w micie – jeśliby Lisi Ogon nie zginął kojot najprawdopodobniej znalazłby kogoś innego na jego miejsce. Szczególnie, że wydarzenia dzieją się w określonym porządku – kojot wie dokładnie, kiedy nadejdzie piąty świat.

 

Chciwe kojoty, zaciskał zęby skwierczące od niesionego wiatrem piasku – nie chodziło przypadkiem o zgrzytające? Bo skwierczenie to takie trochę trzeszczenie, pykanie podczas smażenia: https://sjp.pwn.pl/sjp/skwierczec;2521679.html

 

Klejąc się do podniebienia, drętwiał spragniony kropli wody język, choć korzenny zapach bylicy kazał… – szyk sprawia, że potknęłam się na tym zdaniu, sugeruje jakąś stylizację, ale w reszcie tekstu jej nie stosujesz, więc sprawia wrażenie nieuzasadnionego udziwnienia

 

– Bracie mój, marzy ci się piąty świat? Chętnie pokażę drogę na skróty.

Bury kojot nieśmiało wychynął zza suchych szeleszczących traw.

 

A tu w pierwszej chwili, nie wiedziałam, że to mówi kojot. Zapisałabym to raczej tak:

 

– Bracie mój, marzy ci się piąty świat? Chętnie pokażę drogę na skróty. – Bury kojot nieśmiało wychynął zza suchych szeleszczących traw.

 

Wraz z pierwszymi ludźmi brnąłem przez pierwotną ciemność i pustkę oświetloną światłem słońca i księżyca. – Oświetlona ciemność, szczególnie przez słońce, które jest silnym źródłem światła – jedno z drugim mi się kłóci

 

W ciemności dojrzał cienie obcych rechocących między sobą w nieprzyjemnym dla ucha języku. – to miał sokoli wzrok albo dużą wyobraźnię, że dojrzał cienie w ciemności ;-) Sam rechot może być nieprzyjemny dla ucha, ale nie za bardzo można rechotać w jakimś języku.

 

Liczył, że rozpozna drania wśród żółtowłosych obcych i, gdy zapadnie zmrok, zadusi rzemieniem.

Złoczyńcę siostry rozpoznał z łatwością po nalanej twarzy, zarośniętej gęstą szczeciną. – Z pierwszego fragmentu zrozumiałam, że on nie wiedział konkretnie, który mężczyzna jest ojcem dziecka (szczególnie, że okazało się, że ojcem jest najeźdźca dopiero po urodzeniu się dziecka – po niebieskich oczach); Drugi fragment pokazuje, że wiedział dokładnie, kogo szukać. Jedno z drugim się kłóci.

 

Człapiący za nimi kojot podskakiwał zaś radośnie – człapanie i radosne podskakiwanie nie idą w parze; https://sjp.pwn.pl/szukaj/cz%C5%82apa%C4%87.html

 

odwróciły uwagę Lisiego Ogona od powagi misji. – raczej nie można odwrócić uwagi od powagi; może po prostu odwróciły uwagę od misji; albo od jeńca

 

Pierwsza kula przeszyła ramię Lisiego Ogona, druga drasnęła w ucho, ogłuszając przy tym. – drasnęła w ucho; ogłuszając [+go] przy tym – wiem, że zaimkoza to zuo, ale czasami lepiej zaimek dać niż nie dać ;-)

 

Dream big.

Uśmiechnęło :-) Czytało się lekko, dużo bardzo fajnych smaczków i takiej absurdalno-dosłownej metaforyki. Dobry pomysł z rozwiązaniem zagadki. Plus za nawiązanie tytułu do łacińskiej sentencji. Jestem ukontentowana.

Klik.

Dream big.

Cześć :-)

Super, że się spodobało smiley Dzięki za wizytę i komentarz.

Dream big.

Odnośnie opowiadań pozafantastycznych – mają się może nie dobrze, ale całkiem nieźle, z tendencją wzrostową. Wydaje się i antologie autorów zagranicznych (tych mniej i bardziej znanych), jak i polskich, w tym również debiutantów. Jasne, często są wydawane w mniejszych wydawnictwach i raczej nie są to antologie zbiorcze różnych autorów, ale w ostatnich latach pojawiło się naprawdę sporo ciekawych pozycji :-).

 

Edytka. Dobrym miejscem, w którym można dowiedzieć się, co się dzieje w opowiadaniowym świecie jest fejsbukowy profil festiwalu opowiadania: https://www.facebook.com/opowiadanie

 

Dream big.

Cześć, Cytryno :-)

Dzięki za odwiedziny i podzielenie się opinią. Miło mi, że znalazłaś w szorcie elementy, które przypadły Ci do gustu.

Dream big.

Fizyku, Nir,

witajcie :-)

Ten tekst pomyślałam bardziej jako migawkę, próbę uchwycenia pewnego momentu czy też wycinka rzeczywistości niż jako pełnokrwiste opowiadanie. Choć oczywiście rozumiem, że wolelibyście zobaczyć pełny obraz :-). Cieszę się, że mimo niedosytu, oceniacie tekst pozytywnie.

Dzięki za wizytę i komentarze smiley

Dream big.

Witaj, CM-ie,

bo z tymi targetami to jest tak, że Finklowie i dog’sdumplingowie nadają i odbierają na nieco innych częstotliwościach ;-D. Tym bardziej cieszę się, żeś ukontentowany, mimo że w targecie się nie mieścisz ;-)

Dzięki za bardzo miłe słowa – cieszę się, że warsztat się broni i że tekst się spodobał :-)

Dream big.

Okoliczności mają znaczenie na przeżywanie różnych sytuacji i przepracowywanie emocji. A to nie są “normalne” okoliczności straty – w normalnych okolicznościach masz wokół siebie innych ludzi, możesz pobyć z rodziną, pobyć w samotności na własnych warunkach, iść do baru się upić, wziąć zwolnienie z pracy na kilka dni… – możesz przeżyć stratę po swojemu. Bohaterka nie ma tego komfortu. Poza tym – ona się nie załamała – nie zrobiła niczego nieracjonalnego – owszem, fantazjuje o zniszczeniu stacji, ale tego nie robi, “pochowała” mężczyznę w skafandrze – może i jest to nieracjonalne, ale bardzo ludzkie i stanowi namiastkę pogrzebu, nie zagrażając przy tym bezpieczeństwu stacji.

 

ale aż tak, żeby przestać odczuwać jakąkolwiek przyjemność?

Tekst przedstawia kobietę w konkretnym momencie w czasie – to nie jest tak, że ona będzie w tym stanie już do końca swojego życia.

 

A co do samotności – szkolenie kosmonautów tego nie przewiduje?

Przechodzą szkolenie psychologiczne, ale jak ono dokładnie wygląda, nie wiem. W każdym razie kobieta psychologicznie daje radę – mimo tego, jak się czuje, dalej funkcjonuje na stacji i czeka na przybycie promu.

Dream big.

Nie trzeba kogoś kochać, żeby odczuć jego/jej stratę. Ktoś może być ci bliski i nie musi istnieć między wami miłość. Jest całe spektrum emocji i relacji międzyludzkich – to nie są sprawy zero-jedynkowe. Kobieta odczuwa stratę, brak, samotność, ale też pewnego rodzaju otępienie (vide: tytuł), tkwi w pustce: tej kosmicznej i tej emocjonalnej – jest sama w kosmosie, z dala od ludzi, nie może sobie “wyjść” ze stacji i wrócić do domu – odciąć się od śmierci, której doświadczyła i samotności, na którą przynajmniej przez jeszcze jakiś czas jest skazana.

Dream big.

Ale tu nie ma miłości pomiędzy bohaterami, więc wysyłanie osób tej samej płci, tudzież osób o różnych orientacjach seksualnych nie rozwiązuje problemu.

Czy trójka albo czwórka nie byłaby lepsza?

Bardzo możliwe ;-)

Dream big.

Dla mnie to argument, że nie należy wysyłać w Kosmos osób zbyt mocno związanych emocjonalnie

Czyli silnie emocjonalnie związanych przed misją. To miałam na myśli, pisząc “wcześniej”:

ale czy jesteś pewna, że bohaterowie byli ze sobą wcześniej silnie emocjonalnie związani? ;-)

Nie masz gwarancji, że nie wywiąże się silna relacja pomiędzy osobami, które spędzają ze sobą x czasu z dala od świata. A wydaje mi się, że lepiej wysłać osoby, które się dogadują i sobie ufają niż odwrotnie, co zwiększa prawdopodobieństwo powstania takiej relacji.

Dream big.

Finklo,

ale czy jesteś pewna, że bohaterowie byli ze sobą wcześniej silnie emocjonalnie związani? ;-)

Myślę, że przy tego typu misjach chyba jednak lepiej/bezpieczniej, żeby uczestnicy się ze sobą dogadywali i sobie ufali. A jeśli spędzasz z kimś i tylko z kimś ileś tam czasu z dala od reszty świata to raczej ciężko uniknąć zacieśnienia się relacji (no chyba, że się znienawidzą) – i nie w sensie romantycznym, tylko takim czysto ludzkim. Szczególnie jeśli druga osoba pozostaje później sama – już samo to może powodować dotkliwsze odczuwanie braku. Z której strony by nie patrzeć czynnik ludzki chyba zawsze stanowi największe zagrożenie i ryzyko błędu ;-) Pewnie dlatego w prawie każdej historii kosmicznej pojawia się jakiś cyborg :P

Dzięki za wizytę i komentarz.

Dream big.

Ano,  z kolorem skóry, znam ludzi o różnej barwie, czasem są ok, czasem nie, czasem nie rozumiem i dociekam.

Hmm… to nie był zarzut/ocena/krytyka z mojej strony tego, że bohater okazał się być czarnoskóry. Po prostu nie zrozumiałam tego fragmentu na poziomie słów – mówiąc krótko, nie wiedziałam, co czytam ;-)

 

Z imiesłowami przysłówkowymi zerknę, a przedtem jeszcze raz przeczytam, czym są one.  Wiesz, ja ignorantka w takich sprawach. xd

To te zakończone na -ąc (współczesne) i -łszy/-wszy (uprzednie). W tekście miałaś akurat te na -ąc. :P Zazwyczaj oprzecinkowuje się je obustronnie.

 

Np. tu:

 

Wstawał, ociągając się jak zwykle i chciał ją pocałować. → Wstawał, ociągając się jak zwykle, i chciał ją pocałować.

 

Dream big.

Podobało mi się. Ciekawa relacja między bohaterami. To, że to Blik podejmowała ostateczną decyzję ładnie pokazuje układ sił między nimi, ale też dodaje wagi tej decyzji przez zestawienie jej z konkretnym człowiekiem, w dodatku bliskim Blik. I ogólnie z jednej strony pokazujesz dramat bohaterów, z drugiej dramat całej cywilizacji – bardzo fajnie ta dwuwarstwowość wyszła.

 

Dudnienie płynnie przechodziło w murmurando. heart

 

– Co nie działa, jak działa. Wszystko gra. – a tu mnie rozbawiłaś. Realistyczna kwestia XD

 

Dla mnie – nie, lecz zweryfikuj. – tu znowuż miałam wrażenie, że mówi do mnie Asylum, a nie postać literacka

 

Ręce skrzyżowane na bieli, czarne, lecz zsiniałe. Odwróciła się do grabarza, pracownika krematorium. – tego nie zrozumiałam, chodziło o to że Sten był czarnoskóry? Dodatkowo nie wiem, po co jest to “pracownika krematorium”, dałabym albo “grabarza”, albo “pracownika krematorium”, bo oba określenia wprowadzają trochę zamęt

 

W dwóch czy trzech miejscach imiesłowy przysłówkowe masz oprzecinkowane tylko z jednej strony.

 

To tyle uwag. Jestem zadowolona z lektury :-)

Dream big.

heart Dziękuję, Irko. Fajnie, że wpadłaś i że opko zadziałało.

Dream big.

Oidrin,

cieszę się, że się podobało i że nie wyszło ckliwie :-D Dzięki za wizytę i klik.

Dream big.

Asylum,

witaj :-)

 

Zatrzymała mnie Desyderata, z dwóch powodów: kto ją teraz jeszcze zna;

Ja XD. Miałam w liceum zajęcia z retoryki, na których mieliśmy Dezyderatę (prowadziła je aktorka Halina Winiarska – do dziś pamiętam jej recytację) i jakoś ten utwór ze mną został ;-)

Dłuższych fabuł na razie nie będzie, bo siedzę ostatnio zakopana w króciakach… Jak się odkopię, to może wtedy ;-) Cieszę się, że tekst się spodobał. Dzięki za wizytę, komentarz i klik :-)

 

Rosso,

hej :-) Miło Cię znów widzieć na portalu. Też nie jestem szczególnie romantyczna :P Dziękuję za obszerny komentarz, ciepłe słowa i klik. Cieszę się, że się podobało.

 

Kasjopejotales,

witaj :-) Dzięki za przeczytanie i pozostawienie śladu :-)

 

Outta Sewerze,

cześć :-) Tekstu Cetnarowskiego nie czytałam, będę musiała zajrzeć. Fajnie, że końcówka przypadła do gustu. Dzięki za wizytę i komentarz.

Dream big.

Silvo, Peterze, Katiu,

heartheartheart 

Dziękuję za odwiedziny, ciepłe słowa i kliki :-) Ogromnie cieszę się, że tekst przypadł Wam do gustu.

Dream big.

Dawidzie,

cieszę się bardzo, że szort zrobił wrażenie :-) Dzięki za wizytę.

 

Realucu,

cześć :-) Chaotyczne komentarze są fajne ;-) Fajnie, że przypadło do gustu i że nastrój jest odczuwalny. Dzięki za odwiedziny.

 

Sonato,

fajnie, że wpadłaś. Nawiązanie do tematu konkursu jest nie do końca wprost ;-)

 

Tsole,

witaj :-) Dzięki za miłe słowa, cieszę się, że się podobało. To trochę takie moje rozważania nad różnymi rodzajami pustki i co może wyjść z ich zestawienia ;-)

 

Dziękuję wszystkim za kliki :-)

Dream big.

Treść kłóci mi się z językiem – język sugeruje, że akcja dzieje się w przeszłości, treść sugeruje przyszłość.

I zastanawia mnie ten XIX-wieczny żaglowiec. Dlaczego akurat z tego wieku? Najpierw pomyślałam o kolonizacji, ale czas się nie zgadza.

Dream big.

Mam wątpliwości co do sytuacji wyjściowej – z tekstu wynika, że cyborgizacja społeczeństwa postępuje już od dłuższego czasu – czyli bohaterka powinna się była spodziewać tego, że odbiorą jej dziecko. I jeśli rozprawa odbyła się właściwie pro-forma jeszcze w szpitalu – kobieta nie była w stanie w pełni świadomie w niej uczestniczyć, znaczy, że niespecjalnie respektują prawa nie-modów, a jednak to jej głos był decydujący w sprawie modyfikacji genomu dziecka/płodu (a nie zmodyfikowanego ojca dziecka). Dodatkowo jeśli zmodyfikowani ludzie są inteligentniejsi to powinni byli zauważyć, że handluje nasionami, dziwi też, że nie straciła tej pracy (nawet nie po urodzeniu dziecka, tylko w ogóle – zgrzyta to szczególnie w kontraście z innymi nie-modami, którzy pracują jako sprzątacze).

Decyzja kobiety o zostaniu szpiegiem w zamian za zobaczenie dziecka wypada wiarygodnie (choć trochę za szybko udaje jej się przeniknąć do buntowników i zdobyć informacje) i ładnie kończy opko.

Dobrze napisane, czytało się gładko :-)

Zgłaszam do bib.

Dream big.

Gratki, Wiktorio :-)

Dream big.

Gratulacje ;-)

Dream big.

Zapachniało “Bajkami robotów”. Ty jednak troszkę idziesz momentami w pariodię i lekkie przestylizowanie, morał o granicach rozsądku też mnie nie kupił, nie przepadam za takim dość łopatologicznym moralizatorswem, wydaje mi się, że samo to, że kraina szczęśliwości okazała się być krainą śmierci jest już wystarczająco mocne. I właściwie mam mieszane odczucia co do tekstu – bo to jest dobrze zrobiony tekst, tak pod względem językowym, jak i pod względem fabularnym (jest prosto, ale przejrzyście i wedle sztuki gatunku). Chyba po prostu za bardzo lubię “Bajki” Lema, żeby być usatysfakcjonowana lekturą ;-).

Dream big.

Autor animacji był też plakacistą ^^. Mnie się zestawienie kolorów szalenie podoba :-).

Dream big.

Niestety pamięć nie chce współpracować ;-) Ale skoro oddajesz pałeczkę, to kolejna animacja.

Dream big.

Kojarzę, że to coś z mahjongiem w tytule. Chciałam kiedyś obejrzeć, ale jakoś się nie złożyło.

Dream big.

Mad Max? Choć wygląda trochę jak nie Mad Max :P

Dream big.

Zdrowia, Reg. Duuuuuuużo :-)

Arnubisie, owocnego lożingu :-D

Dream big.

Ładny tekst, nie dziwię się, że się tylu osobom spodobał :-). Podobało mi się, jak prowadzisz dwie narracje (tak pod względem czasu, jak i miejsca) ku sobie, żeby połączyć je w finale. Rozprzestrzenianie się zimna i to, że zostawiłaś Mariannę sam na sam z Aleksandrem, uśmiercając służącą wypadło przekonująco i nadało tekstowi pewnej surowości i przydało historii fatalizmu. W ogóle udanie balansujesz między światem rzeczywistym a pewnym surrealizmem przedstawianych wydarzeń – te przejścia są bardzo gładkie. Spodobało mi się też powtórzone czy raczej zwrócone “narzeczonej” zdanie “Weźmiemy ślub, a nie umrzesz”. Kompozycyjnie też ładnie, ja bym pewnie darowała sobie ostatnią część ze służącym, ale to już kwestia moich preferencji, widać, że tekst jest pod tym kątem przemyślany i dopracowany.

 

Co mi się nie podobało – scena z topiącym się koniem; zabrakło w niej dynamizmu, jest boleśnie statyczna, przez co zupełnie nie poczułam dramatu topiącego się żołnierza (”dramatu” czy raczej reakcji konia walczącego o życie zresztą też).

 

Alexandre czuł, że jego ostatnia chwila nadeszła, kiedy poczuł uścisk mocnej dłoni na ramieniu – zgrzytnęło mi to powtórzenie

 

Wołanie oderwało Mariannę od lektury, więc z westchnieniem odłożyła tomik. Zmierzchało już, a chciała przed snem skończyć czytać powieść, ponieważ następnego dnia skoro świt zjawi się zapewne ciotka Klementyna i zażąda zwrotu książki. – a tu miałam wrażenie, że aż za bardzo chcesz uniknąć powtórzenia; szczególnie, że tomik i powieść to przynajmniej dla mnie trochę naciągane synonimy; pomyślałabym, czy któregoś słowa nie da się zastąpić zaimkiem

Dream big.

Napisałabym, że ładne, ale do treści nie pasuje ;-) Udany króciak, przyjemna lektura.

Zgrzytnęło mi tylko to “Co?!” z wykrzyknikiem z pierwszego dialogu, przesadna emocjonalność nie wyszła zbyt naturalnie.

Dream big.

Edwardzie,

witaj :-). Dzięki za odwiedziny, ciepłe słowa i klik. Fajnie, że dostrzegasz tragizm postaci i swoistą nieuniknioność wydarzeń.

 

Jak była jednocześnie normalna i nienormalna w swoich rozmyślaniach.

heart

 

Cieszę się, że opko się podobało :-).

Dream big.

Witaj, drakaino :-)

Dzięki za wizytę i klik.

 

Skądinąd byłyśmy w tym samym konkursie :) Niedługo wstawię swoje opowiadanie z niego

Pamiętam, nie dotarłaś na rozstrzygnięcie ;-) Z przyjemnością przeczytam :-)

Dream big.

Cześć, Kam,

zawsze miło cię widzieć pod opkiem :-) Dzięki za komentarz i ciepłe słowa heart Cieszę się bardzo, że się podobało.

Dream big.

drzewa skalonego krwią – skalanego – Co do tego nie jestem pewien, skalonego krwią czyli raz, skalanego czyli wiele? Tu nie wiem szczerze. 

Nie ma czasownika skaloć. Masz “kalać” – czas. niedokonany, mogący wskazywać na wielokrotność/ trwanie czynności i czasownik “skalać” – aspekt dokonany, wskazujący na jednokrotność czy skończoność czynności.

Skalać:

https://wsjp.pl/index.php?id_hasla=32187&id_znaczenia=4642466&l=23&ind=0

Kalać:

https://wsjp.pl/index.php?id_hasla=32188&id_znaczenia=4643085&l=13&ind=0

 

Dream big.

Niestety, odbiłam się od tekstu. Jest strasznie zamotany. Skaczesz od podmiotu do podmiotu, stosujesz nienaturalny szyk zdań, robisz przy tym dużo błędów interpunkcyjnych, przez co niełatwo się to czyta. Używasz różnych narracji, dodajesz do tego apostrofę na początku, pojawiają się różne rejestry języka. Za dużo tych zabiegów – połączenie ich wszystkich skutkuje słabą czytelnością tekstu na podstawowym poziomie. Językowo – jest dużo błędów; nie zawsze słowa użyte są poprawnie/ zgodnie z przeznaczeniem, czasami błędy gramatyczne. Warto popracować nad warsztatem.

 

Przykłady błędów:

 

drzewa skalonego krwią – skalanego

 

z jej kłów gołym okiem zauważyć można było zmieszaną krew z zieloną trucizną – na jej kłach (…) zauważyć można było…

 

Powyrywał wszystkie szkodniki ze swego ciała, – kleszcze to pasożyty nie szkodniki

 

Dream big.

Reg,

szkoda. Dziękuję, że przeczytałaś do końca :-). Dzięki za łapankę – to i owo poprawiłam.

 

Asylum,

miło Cię widzieć pod opkiem. “Eleganckim pisaniem” sprawiłaś mi dużą radość heart

Co do samego nazywania – performatywność języka i moc sprawcza słów to bardzo ciekawa sprawa. Relacja pomiędzy przedmiotem nazywanym a nazwą, a nazywającym – na ile słowa kształtują te relacje i jak wpływają na uczestników/obiekty tych relacji. I na ile słowa kształtują rzeczywistość, a na ile tylko jej postrzeganie. I czy samo postrzeganie realnie wpływa na rzeczywistość. Czy nazwanie czegoś (co wcześniej nie miało nazwy) nie jest specyficznym aktem zawłaszczenia? I jeśli tak, to czy zawsze udanym, lub raczej jakie jeszcze warunki muszą zostać spełnione, żeby takim było (Luiza nazywa psa, ale źle dobiera imię, nazwa nie jest w stanie “uwięzić” zwierzęcia). To oczywiście tylko moje dywagacje, bardziej pozatekstowe niż odnoszące się bezpośrednio do opowiadania, ale lubię to zagadnienie i rzeczywiście prześwieca od czasu do czasu przez moje pisanie ~^^~.

Jest taka piosenka Raz dwa trzy “Nazywaj rzeczy po imieniu” i tam jest taki fragment: nazywaj rzeczy po imieniu a zmienią się oka mgnieniu i wydaje mi się, że coś w tym jest.

I dzięki za klik :-).

Dream big.

Irko,

dziewczynka nazywała się Luiza…

Szkoda, że opko zostawiło Cię z samymi pytaniami. Dzięki za przeczytanie i obszerny komentarz.

Dream big.

Hmmm. Błaganie to, IMO, odwoływanie się do wyższych uczuć danej istoty – współczucia, litości, wielkoduszności… Węże nie kojarzą mi się z bytami obdarzonymi takimi zaletami.

Samo odwoływanie się do takich uczuć nie oznacza, że istota do której zwraca się błagający je posiada. Nie sądzę, aby błagający zawsze kalkulował czy błagany te cechy posiada, a częściej kieruje się swoim własnym pragnieniem/ potrzebą/ nadzieją/ desperacją. Można też kogoś o coś błagać, zdając sobie sprawę, jak beznadziejne jest to działanie i że nie przyniesie pożądanych skutków.

Dream big.

Węży się nie błaga.

Yyy… Dlaczego i od kiedy?

Czy Gii ma moc decydowania – tu sprawa jest nieco bardziej skomplikowana. Oboje funkcjonują w obrębie zasad rządzących rajem. Więc w tym sensie – nie. Ale to on zabija dziewczynkę (inna sprawa dlaczego) – więc błaganie go, żeby tego nie robił, ma sens.

 

A jeśli ostatnia linijka jest prawdą i pani A. ma wiedzę, to już zjadła jabłuszko i co ona robi w ogrodzie?

I to jest bardzo ważne pytanie. Dlaczego ona wciąż jest w ogrodzie, skoro zna różnicę między dobrem i złem.

 

Nawet kawior i lody się znudzą.

Podejrzewam, że kawior nawet dość szybko. Z lodami to może trochę potrwać XD.

Dream big.

Mytriksie,

dzięki za wizytę, obszerny komentarz i klik :-). Ten tekst powstał w czasie mojego zachłyśnięcia się dialogiem i z jednej strony dialog jest tu dla mnie środkiem do przekazania historii, z drugiej takie pisanie rzeczywiście sprawia mi dużo frajdy, choć nie miało być popisywaniem się ;-D. A że dzieci i wulgaryzmy i nowe słowa to połączenie dające interesujące efekty, postanowiłam trochę literacko poeksplorować.

Co do końcówki to raczej chodziło o podsumowanie relacji Gii i pani Aberdot i pokazanie jej natury, a nie zaskakiwanie czytelnika. Bardzo fajnie jest zobaczyć cudze spojrzenie na tę kwestię.

Cieszę się, że się podobało :-).

 

Finklo,

witaj :-)

Kim był Gii?

 

gdy patrzyła z okna na piętrze, jak Gii pełznie po pniu prastarej jabłoni w kierunku śpiącej.

– Nieprawda – powtórzyła głośno, odwracając wzrok od przeoranego bliznami ciała węża. – Nieprawda, Gii.

 

Kim była pani Aberdot – ostatnia linijka tekstu.

 

Dlaczego żarcie takie podłe?

Takiego pytania się nie spodziewałam ;-D. Żarcie nie miało być podłe, choć rzeczywiście jest nieprzypadkowe. Owsianka potrafi być bardzo smaczna! Kasza też :P

 

Szkoda, że tekst odebrałaś jako niezrozumiały, ale zdaję sobie sprawę, że nie jest on interpretacyjnie najprzystępniejszy. Tym bardziej dziękuję za poświęcenie czasu na jego przeczytanie :-)

 

Charlise,

dzięki za wizytę, komentarz i miłe słowa. Co do Adama, to jest o nim trochę w tekście w kilku miejscach, tylko że nie wprost. W każdym razie nic dobrego go nie spotkało ;-).

Super, że się podobało :-)

 

Dream big.

Wrzuć w którykolwiek dzień, przeczytam :-) (Tylko nie obiecuję, że od razu).

Dream big.

Może źle to napisałam. Wiem, że nie jest ojcem, ale takie odniosłam wrażenie i mi się te dwie postaci zlewały.

Dream big.

Podobało mi się. Deliryczny tekst, zapętlona i zapętlająca się stale narracja dobrze oddaje klimat zagubienia się oddziału w górach. Jedyne co mnie zatrzymało to podwójna tożsamość Jeana, który jest jednocześnie sobą i swoim ojcem – rozwiązanie ciekawe, ale nie do końca mnie przekonujące i przeszkadzało mi w czytaniu – przy pierwszym fragmencie dziennika Jeana cofnęłam się, żeby zobaczyć, czy towarzysz Rodrigo też nazywał się Jean i doszłam do wniosku, że ojciec to Jean-Antoine a towarzysz to Jean, tak przynajmniej wynika z tekstu, że są to dwie różne osoby. Dopiero pod koniec okazuje się, że jest inaczej, ale sam zabieg utrudnia czytanie, a rozwiązanie dla mnie nie jest wiarygodne (wprowadzenie postaci ojca, a nie samo zapętlenie czasu i przestrzeni).

Napisane profesjonalnie, ale to wiesz :-). Czytałam z przyjemnością.

Dream big.

Czyli jeden chłopiec ma zero lizaków, drugi dwa – w przypadku obu chłopców jest odniesienie do jednej i tej samej właściwości/cechy.

 

W zdaniu z opowiadania:

 

Pory roku nie mają ostrych krawędzi ani smukłej sylwetki profilowanej pilnikiem ściernym o wysokiej gradacji, w czym są bezwzględnie gorsze niż noże ze stali nierdzewnej S30V, łóżko miało z kolei dwie krawędzie i szeroką połać prześcieradła na której nikt nie spał.

 

Właściwością pór roku nie jest brak krawędzi tylko to, że nie są ostre ani smukłe, a właściwością łóżka to że ma dwie krawędzie – te właściwości nie mają ze sobą związku.

 

To tak jakby powiedzieć: Ten chłopiec nie ma żółtych lizaków, a tamtem z kolei ma dwa lizaki.

 

Edytka. Nie mam problemu ze skomplikowaną składnią, tylko z niepoprawną składnią, która nie sprawia wrażenia bycia niepoprawną celowo :P.

Dream big.

No wychodzi bo tak jest napisane i tak ma wychodzić ;d “Z kolei” nie jest odniesieniem do liczby krawędzi tylko do faktu ich posiadania bądź nie.

 

To zdanie jest wtedy źle skonstruowane, bo tak użyte “z kolei” wskazuje na liczbę.

 

Czytelnik ma się potknąć, bo ma uważać.

Hmmm, mnie takie potknięcia nie zachęcają do uważania, raczej przeszkadzają w skupieniu się na treści.

 

Dzięki za wyjaśnienia :-).

Dream big.

Przykłady:

Od kiedy dostał zestaw noży ze stali nierdzewnej S30V marki Falters, mniej patrzył ludziom w oczy, a zwłaszcza jeśli chodziło o jego kobietę, na nią już w ogóle nie zwracał uwagi, chyba że na jej odbicie w głowni noża do chleba, który trzymał za czarną, plastikową, gładką rękojeść z powłoką SoftHold wzmacniającą uchwyt dłoni.

 

Trudno przedrzeć się przez to zdanie, poszczególne części nie łączą się ze sobą gładko; trzy określenia rękojeści sprawiają wrażenie nadmiaru; mam też wątpliwości czy powłoka może “wzmacniać” uchwyt, to trzymający może go wzmocnić, a powłoka mu tylko w tym “pomaga”, poszukałabym innego określenia.

mniej patrzył ludziom w oczy, a zwłaszcza jeśli chodziło o jego kobietę, na nią już w ogóle nie zwracał uwagi, – na poziomie przyczynowo-skutkowym ten fragment zgrzyta – źle użyte słowo “zwłaszcza”; gdyby to było jeszcze osobne zdanie to ok, bo wiadomo, o co chodzi, ale to jest część dłuższego zdania i sprawia, że czytelnik się potyka.

A jest to zdanie wprowadzające do tekstu – byłoby dobrze, gdyby zachęcało do kontynuowania lektury.

 

Pory roku nie mają ostrych krawędzi ani smukłej sylwetki profilowanej pilnikiem ściernym o wysokiej gradacji, w czym są bezwzględnie gorsze niż noże ze stali nierdzewnej S30V, łóżko miało z kolei dwie krawędzie i szeroką połać prześcieradła na której nikt nie spał.

 

Tu np. wychodzi, że pory roku są bezwględnie gorsze od noży ze stali nierdzewnej; i dlaczego “z kolei” w odniesieniu do liczby krawędzi łóżka? wcześniej mówisz o cechach krawędzi, nie o ich liczbie, to określenie nie ma tu sensu. Przecinek po prześcieradła.

 

A np. to zdanie bardzo fajne. (Tylko albo bez przecinka po modlitwa, albo wiersz i modlitwa, recytowane… tonące)

 

Co prawda, po wypełnieniu wszystkich procedur bezpieczeństwa wewnętrznego i higieny pracy rozmawiał zwykle z kolegami z sąsiednich boxów, ale mówił ściszonym głosem, a ich odpowiedzi były dla niego prawie niezrozumiałe, przykryte szumem komputerowych systemów chłodzących lub stukotem klawiatur, brzmiały jak wiersz albo modlitwa, recytowana w różnych kierunkach i z różnych źródeł, tonąca bezpowrotnie w mieszaninie półcieni, sztucznego światła oraz mdłej łuny miasta, która przenikała do wnętrza budynku przez mętne okiennice Pomieszczeń Produkcji Intelektualnej.

 

 

Dream big.

Pieseł pogłaskany od koleżanki Kam. Zadowolony i powiedział, cytuję: “wincyj głaskaj, wincyj” ;-).

Dream big.

Tekst jest napisany niestarannie, nie tylko jeśli chodzi o przecinki. Miałam wrażenie, że po prostu pisałeś bez autoedycji i miejscami nie do końca nad tekstem panujesz. Zdania spaghetti na początku – niektóre udane, efekt narracyjny ciekawy, takiego trochę przelewania się treści z wątku do wątku, ale było też sporo takich, w których treść gdzieś tam sobie płynie bez kontroli i ociera się o bełkot.

Wątek żony – miga na początku, a potem znika zupełnie, i właściwie sprawia wrażenie błędu konstrukcyjnego – jakby autor o nim zapomniał. Szczególnie że zachowanie bohatera jest na tyle dziwne, że powinno wywołać reakcję żony (niezliczone pudełka noży w mieszkaniu, wizyty kochanki). A w tekście nie ma nic.

Nie do końca też zrozumiałam scenę bazarową – choć to nie tyle zgrzyt, co znak zapytania.

Mimo tych niedoróbek tekst mi się podobał. Pomysł świetny, rozkładanie rzeczywistości na linie, płaszczyzny i wektory przedstawiony przekonująco i intrygująco. Dawka niepokoju i zagęszczająca się atmosfera dziwności też bardzo udane. Scena wycinania magazynu – surrealistyczna i pokazana w przekonujący sposób. Obsesja bohatera, jej kulminacja i samo zakończenie odpowiednio wyważone.

Jestem zadowolona z lektury.

Zgłaszam do biblio.

Dream big.

bo “Ludzie na drzewie” już celowi.

W sensie, że nawiązania do książki są celowe? Poproszę o rozwinięcie zdania, bo nie rozumiem :-(.

Dream big.

Sugestywne. Początek mocno skojarzył mi się z “Ludźmi na drzewie” Hanyi Yanagihary – sytuacja wyjściowa jest bardzo podobna, wódz, uczta, tubylcy i biały człowiek (choć tam akurat na uczcie zabijano żółwia – opa-iwu-eke). Jeśli interesują cię takie klimaty – polecam.

Później na szczęście akcja u Ciebie skręca w inną stronę. Dobrze oddany klimat antropologii – takiej, jaką uprawiano jeszcze kilkadziesiąt lat temu i skażone kolonializmem spojrzenie białego człowieka na obcość (bardzo fajne wstawki kursywą). 

Zakończenie z nową ofiarą ładnie zamyka całość, domyśliłam się, że bohater źle skończy w momencie, w którym podano mu “rozum” żachwy na uczcie, choć pomyślałam o kanibaliźmie.

Satysfakcjonująca lektura.

 

Językowo zgrzytnęło mi “he he” w którymś z wpisów bohatera.

 

Będą o zmierzchu nurkować i odcinać od podwodnych skał fioletowe żachwy – jedne z tych morskich stworzeń, które podobno są zwierzętami, choć bardziej przypominają rośliny. Z wyglądu obrzydliwe – gdybym był młodszy, miałbym od razu jednoznaczne skojarzenia – po przyrządzeniu okazują się dość smaczne, trochę podobne do kalmarów, choć delikatniejsze.

 

A tu sobie pomyślałam o tym:

 

 

Dream big.

Ode mnie króciutko.

Ładne. Profesjonalnie napisane. Samogojenie się czaso-przestrzeni domu i opisy z wnętrza ciała strasznie mi się podobały.

Zaskoczenia na koniec nie było, ale napięcie w tekście mimo tego, że domyślałam się jak się skończy, tak.

Zazdraszczam. 

Dream big.

Wiem, że już po terminie, ale zgłaszam urlop/ nie wyrobienie się na kwiecień.

Dream big.

Przyszłam pooglądać puchate obrazki. Więcej obrazków!

Dream big.

Finklo,

też lubię żeby fabuła miała ręce i nogi, a zachowania bohatera były prawdopobne (co nie zawsze jest równoznaczne z logiczne) – dużo zależy od sposobu przedstawienia danego elementu. Ale chyba odchodzimy od tematu ;-)

Dream big.

Jeszcze przypomniała mi się jedna rzecz, która mnie w tekstach irytuje: złożenie logiki na ołtarzu emocji. Na przykład każemy zrobić bohaterom coś głupiego, co wplątuje ich paskudną sytuację.

Finklo, ale chyba zdajesz sobie sprawę, że ludzie nie są istotami logicznymi i bardzo często nie zachowują się rozsądnie…

Dream big.

Pisanie “pod piórko”, czy pod czyjekolwiek gusta uważam za zły pomysł. Warto po prostu starać się pisać dobre teksty :-) A szklany sufit – jeśli komuś na pisaniu zależy, to będzie pisał.

Docenienie przez innych jest ważne i pomocne, przydaje się szczególnie w chwilach zwątpienia, ale uzależnianie swojego pisania od czyichś gustów (nie mylić z braniem pod uwagę merytorycznych uwag) to rzucanie sobie samemu kłód pod nogi.

Założę się, że gdyby wszystkie nominowane teksty dać różnym składom lóż do oceny, piórkowe wyniki byłyby inne (pewnie nie w przypadku wszystkich tekstów). I nie dowodzi to tego, że loża oceniła teksty źle/ czy też nie doceniła tego czy innego tekstu, ale tego, że nie da się wyeliminować subiektywizmu z procesu oceniania. I z jednej strony może to uwierać, z drugiej jeśli ktoś chce pisać, musi zdawać sobie sprawę z tego, że literatura nie jest dziedziną, którą da się jednoznacznie ocenić i czytelnicy zawsze będą mieli różne zdania.

Jeszcze inną rzeczą jest to że na portalu da się zauważyć jakieś ogólne preferencje czytelnicze, które nie muszą się wcale pokrywać z preferencjami czytelniczymi ludzi spoza portalu. Więc chyba naprawdę nie ma sensu sobie samemu tworzyć szklanych sufitów, tylko po prostu pisać, pisać, pisać :-).

Dream big.

Zgodzę się z Ochą. Opowiadanie właściwie polega na bardzo dokładnym wymienianiu po sobie następujących czynności i opisów bohaterów, dostajemy mnóstwo szczegółów podanych w sposób bardzo sprawozdawczy. Dialogi są sztywne i nienaturalne. Nie wiem też, dlaczego podkreślasz młody wiek bohaterów – w pierwszych kilku akapitach mamy młodego kapitana, który dalego mimo wieku zaszedł, młodą uzdolnioną kadetkę i jej młodego partnera… Doktor Maślak – kolejny młodzieniaszek. Nie ma oczywiście nic złego w młodych bohaterach – ale to podkreślanie wieku jest po pierwsze dość dziwne, po drugie rzadko się zdarza w sytuacjach zawodowych (pomijając jakieś szczególne przypadki).

Co do warsztatu – składniowo jest bardzo monotonnie, bardzo dużo zdań opierasz na konstrukcjach z być, zdarzają się nieporadne zwroty, błędy interpunkcyjne, problemy z zapisem dialogów i inne usterki. Jeśli sama nie jesteś w stanie wyłapać swoich błędów, dobrym pomysłem byłoby wrzucenie tekstu na betę.

Dream big.

Lekkie, dziwaczne, miejscami obleśne – ale jako całość wszystko ze sobą gra.

Dream big.

Tekst jest napisany źle. Dużo błędów różnego rodzaju – interpunkcyjne, ortograficzne, składniowe, słowa użyte niezgodnie ze znaczeniem. Wszystko to utrudnia skupienie się na treści.

Przykłady błędów:

 

Vulturesprzed – bez “z”

 

Docisnął pedał gazu po czym pojazd przyspieszył – przecinek po gazu

 

nie zamierzał poddawać się tak łatwo na laurach; – spocząć na laurach

 

autostrada przemierzająca – złe słowo

 

z soczewkami dające efekt – dającymi efekt

 

młodzięczą – młodzieńczą

Dream big.

Nowa Fantastyka