Profil użytkownika

Ostatnie sto komentarzy

Niesatysfakcjonujaca praca, życie, ucieczka w marzenia… Raczej mało widowiskowo ogarnięty temat. Próbuj zaskakiwać czytelnika, bo inaczej cały Twój wysiłek przypadnie w morzu zwyczajnosci ;) Pozdrawiam Czwartkowy Dyżurny:)

Lubię te klimaty. Mrok ludzkiego szaleństwa, nieodgadniona tajemnica choroby psychicznej… Gdyby tylko lepiej skomponować tekst i wybić się ponad sztampy;) Pisz dalej ! Czwartkowy Dyżurny:)

Ależ możnaby z tego wykręcić studium przemiany… No ale przy takiej formie i zasobności nie wiele udało się wyczarować ;) Pozdrawiam Czwartkowy Dyżurny :)

Tak. Radzę zapoznać się z funkcjonującymi na forum podatnikami ;) Pozdrawiam Czwartkowy Dyżurny :)

Jurorskie obserwacje ;)

Ależ to opowiadanie zbalansowane i klimatyczne. Służba na końcu świata, samotny dyżur telefon (starodawna radiostacja byłaby jeszcze bardziej klimatyczna), niesie za sobą obietnicę tajemnicy. W tak zarysowanej historii widziałem masę ograniczeń i niedogodności, ale ciekawość jak autor wybrnął z hermetyczności tematu. Jak poradzi sobie z zaspokojeniem oczekiwań czytelnika? Trudnego czytelnika…

 A oto mój tok rozumowania w trakcie lektury (nawet piszę to jednocześnie czytając). Po dobrze skondensowanym wstępie i zarysowanej postaci Marit następuje oczekiwany zwrot akcji, w którym dowiadujemy się, że Igor i Zajcew to znajomi z dawnych lat. Ciekawy tor rozwoju akcji. Moja czujność wzrasta. Zajcew zaproponował mu to spotkanie. Dziwne nie? Dziwne dla bohaterki, ale mnie przychodzi wyjaśnienie. Toż to klasyczna zemsta… Pewnie symboliczny powrót do rodzinnych stron, aby wyrównać rachunki zakończyć stare sprawy, ale czyja to zemsta? Zajcewa? Czytam dalej i już wiem. Igor wypaplał, że doprowadzili do śmierci dziewczynki. Igor ślepnie. Mylę sobie, że to fantastyczne opowiadanie, to za chwileczkę okaże się, że ofiara  wróciła za grobu po sprawiedliwość… Tylko jak? Czytam dalej. Zwrot akcji, dla mnie teoretyczny, bo tylko potwierdza fantastyczność opowiadania. Marit słyszy kołysankę śpiewaną przez ducha, takiego którego można usłyszeć w słuchawce. Zwrot akcji. Zapis rozmowy zniknął. Czekam na kolejny zwrot. Klasycznie i liniowo. Znajdują ich ciała wiszące tak jak ich koleżanka z przed lat. Bohaterka zostaje naznaczona na wieki…Szlak! Zepsułem sobie zabawę.

A teraz dziura. Czy ktokolwiek wróciłby do miejsca z człowiekiem, z którym związany jest taką tajemnicą? Nie. Nawet dla pieniędzy. Spróbuję ją załatać. Wpływ nieznanego (syreni śpiew), którego nie można nazwać, ale można nim wytłumaczyć słonia przechodzącego przez igielne ucho. Ot klasyczne wyjaśnienie.

Wrażenia z lektury mam pozytywne. Temat konkursu wypełniony. Wykonanie dobre, konstrukcja dobra. Tylko „trudny czytelnik” jakiś taki obrażony.

 

Czwartkowy :)

Jurorskie obserwacje ;)

Opowiadanie, które mogłoby wywołać łezkę w mym niewrażliwym i suchym oku. Cyberpunk! Narracja jak się patrzy. Prosta jak punk i cyber jak technologia opisana. Dobrze dokrojona kompozycja tekstu, historia niemal opowiada się sama, biegnie ale nie przytłacza. Można śmiało uznać, że autor nie zmarnuje tych skromnych 10… Ups! 11 tysiaków, najadając im satysfakcjonujący rytm. Irytujące postaci. To dobrze, bo chodzi tu o kreacje bohaterów, którzy stają się naturalni, tzn. z krwi i kości chociaż spisani na papierze, właściwi na tę wizję tej przyszłości w cyberpunkowym świecie. Takie tam niunie… Hej! Halyna, idziem w tango! Takie miały być. Wiem to i tej świadomości autora w kreowaniu świata jestem pewny.

I nagle trach.

Siekiera opadła. Odcięta głowa formy potoczyła się po podłodze, znacząc krwawym rozbryzgiem ścianę…

Zmiana tempa. Bloki tekstu i suche jak moje kanaliki łzowe opisy…

Młody zostaje z kimś kogo nie rozumie, coś czego nie postrzega za człowieka. W naszpikowanym sondami ciele nie rozpoznaje już Maxa, bo tak naprawdę została po nim jedynie skorupa, utrzymywana przy życiu dla mieszkania-mety, zdegradowanego z roli człowieka. Chciałbym widzieć, w tym alegorie do techniki odbierającej nam człowieczeństwo, z której w skutek rozbuchanych pragnień, konformizmu oraz wszechobecnego hedonizmu oddaliśmy wszystko czym byliśmy. Tego bym sobie życzył w tekście. Niestety nie jestem pewien, czy to technologia czy używki, albo celowe działanie przygarniętych osób doprowadziła do tego (na to wskazuje zachowanie Roxy – „żeby się kurwa nie obudził”). Nie wiem, czy zrobił to sobie na własne życzenie, czy jest tylko ofiarą. Nie wiem, co to za czerwony proszek równo odmierzany; leki, dragi, owocowa herbata w proszku…No i ta moja niewiedza i chęć nadania mojego sensu opowiadaniu trochę psuje mi odbiór tekstu. Tak bardzo, że nie mogę dostrzec tutaj fantastyki, która nie byłaby tylko rekwizytem…

Jeszcze motyw pozostawienia kogoś takiego jak Bobi z kimś tak ważnym, jak żywy Max może świadczyć o lekkomyślności ludzi nowych czasów, albo być dziurą logiczną wielkości czarnej dziury…

A czy dyżur był ciężki dla upośledzonego Bobiego? Nie bardziej niż każdy poprzedni.

 

Czwartkowy

Jurorska notka ;)

No proszę. Już po pierwszym akapicie miałem obruszyć się, że realia szpitala przedstawione w opku można miedzy bajki wsadzić… A tutaj niespodzianka. To wyjątkowy szpitalik. Magiczny.

No właśnie. Realia opowiadania. Dlaczego matka śmieje się z córki, gdy ta oznajmia jej, że jest jasnowidzem, i każe jej poszukać psychiatry, skoro akcja toczy się, bądź co bądź, magicznym miejscu? Tak jakby autor nie do końca wiedział jakimi prawami ma rządzić się jego świat, czy utrzymać chociaż miraż realizmu, czy już zupełnie oddać się swawoli wyobraźni.

Oniryczne. To słowo mi najlepiej pasuje do tego opowiadania. Bohaterowie są zawieszeni, nie wzbudzają emocji chociaż temat umierania na raka to bardzo emocjogenne źródło. Nierealni jak widma ze snów. Wydarzenia następujące po sobie stają się niespodzianką. Ktoś jest kimś, ale nie jest. Coś się dzieje, ale nie wiadomo po co. Zamiary są niezrozumiałe, w efekcie czytelnik jest zagubiony i ma mgliste pojęcie, co tak naprawdę się dzieje w opowiadaniu. Zupełnie jakby miał opowiedzieć, co mus się śniło ostatniej nocy…

Jeżeli czytelnik nie nadąży za autorem, czy odbierze właściwie zamiary autora? Nie. Czy to tekst o chorej miłości, czy magiczny sposób na znalezienie przerzutów, czy… bez znaczenia. Czytelnik został porzucony i utonął w domysłach… na śmierć.

A sprawa ciężkiego dyżuru? Kto pełni ów symboliczny ciężki dyżur? Adam, Zofia, Anna przy umierającej matce, a może Toczeń w pokrętnym niemal magicznym wyjaśnieniu?

 

Pozdrawiam

Czwartkowy 

Jurorskie uwagi ;)

Pierwsza osoba w zamkniętej formie wywodu. Super! Tyle tylko, że jest to naprawdę karkołomne zadanie ze względu na fakt, że całą uwagę przykuwa bohater i tak, jak to bywa z tego typu formami literackimi najważniejsze pozostaje, kim jest protoplasta – jaki rys psychologiczny reprezentuje, a co najważniejsze, co tak naprawdę jego wywody zmieniają dla czytelnika. A to już nie taka prosta sprawa. Kto próbował ten wie…

Od pierwszego akapitu bohater jawi się jako mściwy i małostkowy osobnik o niskich instynktach, który jest  świadomy posiadanych możliwości. Własnej przewagi nad całym światem, która paradoksalnie jest na tyle iluzoryczna, że najbliższa rodzina sprowadziła na niego koniec korzystaniem mediów społecznościowych. Ciśnie się na usta: – Taki bystry, a temu nie zapobiegł? Na co mu rodzina? Wpadka? Zmieniłby nazwisko i leżał pod palemką na Kanarach z laptopem na kolanach…

Widocznie taki rys psychologiczny… Tyle tylko w niczym nie zmienia to faktu, że treść opka to raczej pobieżny przekrój czasów od momentu pojawienia się sieci do czasów współczesnych ubrana w mściwego chłopca, który nigdy nie wyrósł ze swoich kompleksów i frustracji, niewielu ciekawych spostrzeżeń i raczej mało przyjemnej narracji w odbiorze, który średnio pasuje mi do faktów z życia protoplasty.

Właśnie. Szkoda, że w tym wszystkim trudno dopatrzyć się jakieś naprawdę ciekawego podłoża jego zachowania. Gdyby u podstaw jego buty leżało coś ciekawszego, a on sam przeszedł faktyczną przemianę, której tu zupełnie nie widać, sprawa jawiłaby się znacznie atrakcyjniej. Bo oczywiście wstęp jakoby dorastał w ciężkich czasach socjalizmu itd. to bez głębszego odniesienia raczej nic nie wnosi i tylko pozornie tłumaczy jego postawę i zamiłowanie do … wolności. Tutaj mam straszliwy zgrzyt, bo słowo wolność w jego ustach staje się bezzasadną kpiną i wypatrzeniem znaczeń. Jest równie skrzywione, jak on sam. Puste.

A co udało mi się wyciągnąć z jego wywodów? Nic. Wszędzie pełno podobnego niezadowolenia, rewizji pojęć, niezrozumienia… Tacy ludzie istnieją i pewnie już trzymają paluch na guziku zniszczenia. Ot, taka prawda. Nie fantastyka… Poza tym mam wrażenie, że dla bohatera to nie był ciężki dyżur, ale długo oczekiwany.

 

Czwartkowy

Jurorskie postękiwania…

Konstrukcja opowiadania wyszła przyzwoicie. Pierwsza scena nieco chaotyczna, ale haczyk na czytelnika był. Drugiej na dobrą sprawę mogłaby nie być taka oficjalna, bo krzyczy z daleka: „przedstawienie bohaterów”, na kolejne ewidentnie limit miał zły wpływ, aczkolwiek scenki są czytelne. Bez problemu można było rozeznać się fabule.

Wątek fantastyczny jest. 

Realia. No przyznam szczerze, że mam wątpliwości co dialogów i procedur, którymi posługują się ratownicy. Zabrakło kilka słów wywiadu z przytomnym pacjentem, próba reanimacji to tylko hasło, komendy lekarza prowadzącego… Wiadomo, żeby w protokole się zgadzało, że poszło tyle i tyle strzykawek epinefryny, albo reanimacja trwała tyle i tyle… Że próbowali dostarczyć pacjenta na SOR. Wszak sam otworzył im drzwi… Nie musieli ich wyważać, aby zastać trupa. No tutaj należałoby nieco bardziej zgłębić ten ciężki, nieopłacalny, aczkolwiek ważny fach.

Logika wydarzeń. Jakbym chciał niepotrzebnie narobić sobie problemów jako herszt „łowców skórek”, to postępowałbym jak przedstawiony lekarz. Wrzuciłbym nowego na głęboką wodę, przeraził na pierwszym wyjeździe i upewnił się, że w sądzie będzie w stanie opisać wszystko to, co nad pacjentem się działo…. Nie wydaje mi się, żeby to tak mogło wyglądać. Angażowanie w proceder tego typu to raczej delikatne badanie do czego i za ile nowy partner jest w stanie się zaangażować. Tylko naprawdę zainteresowani dają szansę na wierną służbę. Jeżeli osoba okazałaby się mało podatna/zainteresowana to zgłasza się kierownikowi, że nowy jest słaby i konieczna będzie wymiana – nie będziemy z nim jeździć. To powinno przypominać werbunek.

I to zrozumienie bohaterki, że oni nie zrobili TEGO pierwszy raz… Niestety postaci (tych, które coś wnoszą do tekstu) mnie nie przekonują, a nawet odstręczają. Reakcje bohaterki zdają się miejscami niezrozumiałe i histeryczne. „– Boże! To chore!” po czym wykonuje plan, od a do zet… Lekarz niby stary wyjadacz, a zwykły dupek z kut***m zamiast głowy, jak z resztą wszyscy faceci, o mikroskopijnym ilorazie inteligencji… Wszystko to mało wiarygodne, nazbyt uproszczone i stereotypowe.

„Nie mieliście prawa zabijać. – powiedziała Nina.

– Co ty bredzisz?! – Lekarz odsunął się od niej. – Mam dość, dzwonię po…”

Czego lekarz ma dość? Sam sobie problem na głowę sprowadził. Dlaczego jest taki niecierpliwy i poirytowany? Dzwoni po chłopaków? Nie jest w stanie poradzić sobie z kobietą w lesie, z którego krzyki nie dochodzą na parking? A później jeszcze gorzej. Gdzie jego opanowanie, dlaczego dla niego jest wariatką? Bo znalazł krew w kieszeni, czy to że stwierdziła fakt? Szkoda, że ta ważna scena została tak rozpisana pod względem zachowania i ludzkich reakcji.

Przesłanie? Jeżeli to mogło być poczucie winy lekarza, które namacalnie, bo w postaci chordy umarłych, rozszarpuje żywcem, to byłbym bardzo zadowolony. To potężne emocje. Tutaj raczej płasko pod tym względem. Rozumiem, że sprawiedliwość zwycięży, wszyscy dostaną to na co zasłużyli… ale czy to nie za mało?

Oczywiście pozostaje klimat horroru.  

Dyżur dla bohaterki był ciężki. To fakt. Może chociaż, ją zeżre poczucie winy, że w imię sprawiedliwości przyczyniła się do wymordowania prawie całej załogi karetki, bez procesu – namiastki sprawiedliwości, której tak ochoczo się poddała…

Czwartkowy :)

Ależ ten marzec minął… Szybciutko, niezauważalnie ;)

Jest coś takiego jak wsteczny urlop, bo bym z chęcią skorzystał?

 

Jeżeli nie, to przepraszam, w kwietniu już normę wyrobię :)

 

 

Forma mnie złamała, jak suchą gałązkę… Opisy i całe morze przymiotników, które w moim przypadku w cale nie podbiły klimatu opowiadania, a znużyły.

 

Dal fanów tego typu pisania opko może się podobać :)

 

Pozdrawiam

Czwartkowy Dyżurny

Jurorska paplanina ;)

 

Ależ ja uwielbiam narrację w pierwszej osobie! Wielu uważa, że przy jej pomocy nie można przekazać takiego zakresu emocji, co w innych, że jest niepraktyczna w budowie świata przedstawionego, trudna dla czytelnika … ale dla mnie jest doskonała do tworzenia psychologicznie rozbudowanych postaci. Tutaj wszystko ma znaczenie. Rytm myśli snutych przez postać. To na co zwraca uwagę, czego nie widzi lub nie chce widzieć. W końcu jest tylko ona…

Tak. Narracja w pierwszej osobie jest super i świetnie nadaje się do krótkich form, co autor udowodnił swoim opowiadaniem. Jest tutaj cała paleta emocji, wrażeń doznań zmęczenie, wypalenie, wątpliwości, strach… I wszystko co najlepsze – klimatyczne i ciężkie jak smog wciągany wieczorami w nasze płuca. Każdy poczuje.

No i takie jest to opowiadanie. Umiejętnie zagospodarowane, właściwie poskładane i dostatecznie wyakcentowane. Fantastyki nie brakuje. Obcy, inwazja, telepatia, zamiana umysłów… miejscami nieprzyjemnie kliszowate i wtórne, ale bezapelacyjnie fantastyczne. Wszystko skąpane w przyzwoitym rytmie akcji i obdarzone ludzkim bohaterem.

Czy w taki razie ów ciężki dyżur jest sednem opowiadania, przesłania, które z tak atrakcyjnego wykonania powinno przebijać na plan pierwszy? Nie. Bynajmniej. Tutaj sednem jest wewnętrzne zagubienie człowieka, miraż człowieczego postrzegania, ułudą wydawanych wyroków, poniekąd kpiną z buty naszej pewności. No powiedz. Kim tak naprawdę jesteś? Toteż dyżur, nie ważne jaki by nie był, jest tylko elementem drogi; środkiem do objawienia tej prawdy. Spokojnie, to niewielki zarzut, tak też można podejść do konkursowego tematu.

Tak przy okazji. Całkiem niedawno czytałem opowiadanie P.K.Dick’a ze zbiorku „Inpostor: test na człowieczeństwo” właśnie o takiej tematyce (nieoczywista inwazja, zamiana ciał) i przesłaniu (błądzisz, nie wiesz jaką rolę grasz, bo nic nie jest, tym czym się wydaje) i muszę przyznać, że to tutaj nie odstaje.

Bardzo lubię te klimaty.

 

Czwartkowy

Jurorska ocena ;)

 

Tekst bardzo „do czytania”. Rozkład dialogów w połączeniu z opisami, które wydały mi się całkiem niewymuszone i niespecjalnie toporne, sprawia, że przez tekst czytelnik płynie, bez zmęczenia, nawet jeżeli na odgłos słowa fantasy ma różnego rodzaju negatywne odruchy…

A wymowa tekstu? O czym jest tak naprawdę to opowiadanie? O ciężkim dyżurze. Takim prawdziwym, bo ostatnim. Może fabuła i postacie robią się więcej niż ckliwe, próbując z wysiłkiem zagrać na emocjach czytelnika. Może reakcje głównego bohatera bywają nad wyraz patetyczne – tak jak miało to miejsce w scenie z młodzieńcem, którą można rozumieć wielorako (wybrałem, tę z korzyścią dla autora, gdzie efeb to nie zaczytany w książkach samolub, który nie zauważył problemów przyjaciela, bo książki są najważniejsze…). Może autor idzie najmniejszą linią oporu zamykając opowieść niewymownie słabym motywem bitego dziecka, które szuka schronienia przed okrutną rzeczywistością/prozą trudnego dzieciństwa, ale wszystko jest po to, aby wyrazić, dookreślić i oszacować ciężar tego ostatniego wieczoru dla bibliotekarza – dziecko zadaje finalne pytanie, a bibliotekarzowi pęka serce. To świadectwo, że autor zaplanował tekst, miał ambicje pisania na zadany temat, a nie doklejania, dopasowywania na siłę tekstu do tematu. 

To duży plus. Tekst jest na temat. Dla mnie przedstawiony dyżur to naprawdę ciężki dyżur. Właśnie takich wrażeń oczekiwałem z lektury konkursowych opowiadań. Chociaż to tylko jeden ze sposobów rozumienia tematów…

Czy fantastyka była konieczna, aby przedstawić to, co zostało przedstawione? Nie. Bezapelacyjnie. Rusałka, czy cokolwiek innego mogło być człowiekiem, a akcja mogła mieć miejsce w niemal każdym polskim mieście, gdzie nie brakuje zapomnianych małych bibliotek pamiętających lepsze czasy, będących dla wielu schronieniem, ucieczką, rozwojem, pracą.

A to już nic innego jak strzał w stopę.

Gdyby tylko zachować zamiar, a zmienić sposób realizacji, to ten dyżur byłby kompletny.

 

Pozdrawiam Czwartkowy Juror

Jurorskie biadolenie ;)

 

Sztuczna inteligencja robota…

Bardzo przeszkadza mi forma. Nie rozumiem specjalnie dowcipu polegającego na kiczowatym wykorzystaniu rekwizytu. Generalnie te roboty mogłyby być ludźmi i pod względem logiki wydarzeń, postaci byłoby to bardziej zasadne. A tak robotowi przypięto robotowi sumienie, robotowe bachory i robotowe cechy, które nijak nie pasują do robota. Jeden już taki był, co się taką formą posługiwał, ale to już zupełnie inne bajki robotów były, i lepiej na tym poprzestać. Oczywiście stopień poruszonej problematyki porównać nie sposób.

Jak dla mnie mało atrakcyjna tematyka.

Puenta – nigdy nie wiesz, czy wygrałeś wojnę, czy dopiero bitwę… Zastanawiam się, czy można jakoś obronić tę fantastykę, która do tego wniosku doprowadziła, i raczej się nie podejmę takiego wyzwania.

Natomiast wykorzystanie ograniczonego zasobu znaków i stworzenie w tak krótkim formacie zgrabnej historyjki, to znaczy takiej, która zawiera elementy pełnoprawnego opowiadania, oceniam dobrze. Mamy początek, który może budzić zainteresowanie tematycznym dyżurem, rozwinięcie moment zwrotny akcji – ograny jak talia kart na wyprawie koleją transsyberyjską, no ale jest. To dobrze świadczy o umiejętnościach autora, a przynajmniej o sposobie składanie przezeń tekstu.

A temat konkursowy jest.

 

Pozdrawiam Czwartkowy

 

Jurorskie marudzenia ;)

 

Największym problemem tego opowiadania jestem ja – czytelnik. Pierwsze skojarzenie to Raport mniejszości. Tyle tylko, że tam było efekciarsko, a tutaj kompozycja i ograniczenia pozwoliły się skupić na sednie problemu bez zbędnego rozwijania wątków pobocznych, co nie zmienia faktu, że instytucyjne wykorzystanie prekognicji już ktoś wymyślił. Oczywiście samo zagadnienie paradoksu – zmiany przyszłości, zawiera w sobie taką dawkę fascynacji, że dylemat bohatera będzie zawsze atrakcyjny, o ile nie zarżnie się wszystkiego formą albo jakąś inna manierą, tudzież… mało atrakcyjnym nośnikiem przesłania – fabułą.

Ach te czerwone oczy. Klucz do zagadki i atraktor w jednym! Co to oznacza i jaki ma sens? Bardzo dobrze wykorzystany motyw, aby zainteresować czytelnika. Czytelnik ma wskazówkę, więc ma też naturalną siłę rozpędu, aby doczytać do końca; poznać tajemnicę. Na drodze stanąć może jedynie rozwój akcji. A tutaj to było przyzwoite, by nie powiedzieć poprawne. Tak czy inaczej bez błysku geniuszu ale rzemieślniczo akceptowalne.

Miejsce akcji: elektrownia atomowa, bohaterowie: zmęczeni, niezadowoleni pracownicy, efekt: widmo katastrofy. Oczywiście taki układ ma swoją konsekwencję. Wiążąc ów tajemnicze czerwone oczy z niewyspaniem, przepracowaniem i mając na uwadze, że rzecz dotyczy elektrowni atomowej wydało mi się wszystko nieprzyjemnie oczywiste jeszcze przed rozwiązaniem akcji – co ma pierdyknąć, to pierdyknie. Tylko co z tego będzie miał czytelnik?

No ale jak to napisałem pierwej, takie dylematy i bolączki protoplastów są w cenie. Potrzeba bohatera do udowodnienia, że to co robi ma sens, a może nikła wątpliwość, że to jego działania prowadzą do i tworzą problem…, to w końcu dzięki staraniom jego organizacji załoga mogła przyczynić się do popełnienia błędu. A czy to w ogóle było zaznaczone w tekście? Nieważne, bo miałem całkiem sporo z lektury tego opowiadania, chociaż ewidentnie za mało w porównaniu do mniej zaznajomionego tematem czytelnika.

 

Pozdrawiam Czwartkowy Juror :)

Wejście smoka, Arnubisie!

Gratulacje :)

Działalność Pustelnika odebrałem jako misję, zadanie, któremu poświęcił się nie bacząc na konsekwencję, coś jak powołanie, przez co malo widzialem w tym obowiązku, który bardziej kojarzy się z dyżurem :) Oczywiscie Twój zamysł jest dobrze widoczny, to raczej kwestia mojej definicji, a w zasadzie jej interpretacji :) Natomiast w tej drugiej kwestii -akcentu opowiadania, granica była cieńka mogłem jej nie zauważyć ;) Pozdrawiam i dalszych sukcesów życzę:)

Cześć :)

Krotko i na temat…

 

Długo się wahałem, ale i tutaj znalazłem perłę. Nie jestem fanem opowiadań w podobnych klimatach, szczególnie, że mocną stroną zdaje się jednostronna pyskówa w temacie moralno-religijnym, ale całość, ta czytelność opowiadania, na którą składają m.in. rytm historii, jej układ, sprawiły, że postanowiłem je docenić. Można powiedzieć, że przekonała mnie koncepcja tego opka.

 

Kreacja postaci?

Zdecydowanie przypisani do swych ról. Pustelnik w swojej wyważonej postawie patrzący bez lęku na zbliżającą się śmierć, epatujący mądrością i niezachwiana pochwałą rozumu w kontraście z sędzią inkwizytorem posługującym się wyuczonym frazesem, gubiący się przy odpowiedziach wychodzących poza szablon. Wyszło to bardzo przekonywująco.

 

Świat przedstawiony?

Sceneria swojska, jak snopki zboża na polach, zapomniane przez Boga chałupy drewniane i szmer strumyka, gdzie ludzie prości, acz w Boga zapatrzeni…

 

Przesłanie?

Co jest złem, co dobrem? Kto jest służy dobru, kto złu? Ludzie potrzebują prostych wytycznych, jeżeli tylko mogą będą unikać samodzielnego myślenia, bo to wzięcie odpowiedzialności, tego się boją, nie oddadzą tego komfortu. Zdaje się, że lepiej byłoby, gdyby Chrystus zszedł z krzyża na oczach swych oprawców…

 

Temat konkursu?

Bardzo się doszukiwałem i ostatecznie stwierdziłem, że miejscowi dyżurowali pod stryczkiem w oczekiwaniu na wyrok… No cóż, takie warunki konkursu.

 

Pozdrawiam

Czwartkowy Juror :)

Hej:)

Kilka słów ode mnie…

 

Byłem orędownikiem tego opowiadania ze względu jego klasyczny układ fabuły i emocje… Mroczne emocje i moją własną nostalgię do czasów minionych. Nie, to nie tak, że doskonale pamiętam czasy starożytne… Pamiętam je, ale nie tak dobrze.

Kreacja postaci?

Wyjątkowo udane. Postacie są wyraziste, dobrze zaplanowane i zrozumiale dla współczesnego czytelnika, aczkolwiek nie odbiegające od kontekstu historycznego. W szczególności dostrzegam tutaj moc relacji Rzymian ze swoimi rodem i przodkami, u których bohater szuka ratunku. Tych smaczków jest więcej.

Kreacja świata?

Sceneria jest ustalona. Czasy antyczne – Rzym, powiedziałbym, że nawet konkretne miejsca (fragment o kolumnie Meniusza niedaleko mównicy). Ewidentnie autor odnajduje się w tej stylistyce i raczej mało kto mógłby znaleźć jakieś nieścisłości i dziury, które psułyby odbiór opowiadania. Za to uzyskuje świetny efekt – czytelnik wtapia się w klimat czasów minionych… Tutaj wzdycham na wspomnienie studiów historycznych spędzanych w książkach.

Przy tym pokaźna porcja mitologii. Tutaj to już wyższa szkoła jazdy, ale gdzie to było możliwe autor podrzucał odpowiednie fakty. Za to ślady życia Rzymu i Rzymian wyciągnięte i uwidocznione w zachowaniach bohaterów w toku ich myślenia, to już jazda bez trzymanki… Dla czytelnika. Pewnie efekt ograniczonego zasobu znaków.

Przesłanie?

Najsłabszy punkt opowiadania, ale jak najbardziej w moim klimacie. Po pierwsze mamy tutaj motyw odpowiedzialność za swoje czyny. Bohater dostaje, to na co zasłużył. To jeszcze mało. Jest również przewrotność losu i to już bardzo mi odpowiada. Bohater ucieka od odpowiedzialności, próbuje wszystkiego co może, aby zmyć winę wobec, nie tyle swojej ofiary, co swojego brata, i daje tym samym sposobność ofierze na zemstę… Dobre. Zdradzając brata, w imię ratunku dobrego imienia/rodu, niszczy brata i wystawia się na gniew przodków… Może to wyjaśniłoby dlaczego związanie z przodkiem nie doszło do skutku… Ale to byłaby już niczym nie poparta nadinterpretacja.

Temat?

Uznaję, że jest, ale to raczej oczekiwanie – oczekiwanie brata, oczekiwanie na związanie…

 

Czwartkowy Juror :)

Coś ode mnie ;)

 

Czytając to opowiadanie największe wrażenie robi styl. Zwięzły, a przy tym obrazowy, minimalistyczny… dla mnie wzorowy. Rytm zdań i to jak w dialogach można przekazać wystarczającą ilość informacji, jak opisy mogą trafiać w punkt, zachwyca. Klamry i zastosowane podziały świadczą o nie małych umiejętnościach autora-rzemieślnika.

Kreacja postaci?

Zdecydowanie mamy tutaj do czynienia z żywo zarysowanymi postaciami zaopatrzonymi w atrybuty, które nadają klimat opowiadaniu, aczkolwiek mimo wszystko autor znalazł miejsce, aby utrzeć nosa czytelnikowi. Gra pozorów. Kto jest tak naprawdę kim? Kto jest ofiarą, a kto katem? Co prawda gwałt na dzieciach to troszkę chwyt niskich lotów, użyty aby zszokować/wstrząsnąć czytelnikiem, niemniej jednak zastosowanie było jak najbardziej celowe, a to już mówi dużo o tym, jak tekst był przygotowany, w jaki sposób przemyślany.

 

Świat przedstawiony

Rozbudowany na ile było to możliwe. Oparty niejako na dobrze już znanych motywach submitologicznych – wieczna pokuta, moneta jako zapłata za przejście, kara dostosowana do przewin.

Przesłanie?

Ewidentnie opowiadanie jest ustawione na wywoływanie emocji. Brud, syf, bluzgi, które wypływają z przedstawionej rzeczywistości, moralne wynaturzenie postaci i ich skrzywienie tworzą przykład literatury odrazy. Opowiadanie ma taki cel i przyznam się szczerze, że nawet nie próbuje się doszukiwać jakiegoś głębszego kontekstu, ponieważ będzie rozmemłany, ogólnikowy, bez wyrazu… nie tak ostry, jak trupi zapach opowiadania. Tym samym nie będzie bilansować opowiadania w należytym stopniu.

 

Temat?

Dopełniony.

 

W mojej ocenie opowiadanie ma wartość, którą należy nagrodzić :)

 

Pozdrawiam

Czwartkowy Juror

Hej:)

Kilka słów… Moja nominacja.

 

Bardzo dobrze skomponowane opowiadanie z dobrze wykorzystaną narracją pierwszoosobową to skarb. Uwielbiam. Narracje uwielbiam. Można tak wiele nią wyrazić i autorowi udało się to niemal doskonale.

Kreacja postaci?

Dobrze spasowane przedstawienia do konkretnego celu literackiego. Ofiara jest ofiarą, źli są źli, wszyscy są odpowiednio zdeklarowani… w relacja ofiary i właśnie to jest fajne. Czytelnik patrzy przez pryzmat stworzenia, które zniekształca rzeczywistość podług swego cierpienia. No właśnie. Ofiara. Nawiązując do wstępu sposób myślenia protagonisty, szczególnie obsesja na punkcie podłogi i czarownika, jako przyczyny niedoli, wniosła trójwymiarowość do kreacji bohatera. To jest bardzo logiczne. Całą wewnętrzną złość w chwilach bezsilności kieruje się na źródło swojego nieszczęścia, szukamy sposobu na odreagowanie, odwdzięczenie się pięknym za nadobne, dlatego też finał traktować należy, jako naturalną konsekwencję. Tak po prostu, z punktu widzenia logiki zdarzeń, musiało być… Oczywiście są świetne sposoby na przełamanie liniowości fabuły, ale przyjęte rozwiązanie nadal jest akceptowalne/właściwe.

 

Świat przedstawiony?

Raczej mamy do czynienia tutaj ze strzępkami większej całości. Mimochodem rzucona uwaga, niejasne wspomnienia przeszłości, czy niedopowiedziane relacje miedzy bohaterami. To wystarczy, ponieważ podbija jeszcze wymowę tekstu. Zagubienie postaci, która traci kontakt z tym czym była, zaślepiona gniewem wynikającym ze swojej bezsilności.

Ze szczurami jest tak, że jeżeli nie zamknie się ich w ograniczonej przestrzeni, np. na pokładzie statku, to na pewno poszukają sobie lepszego miejsca do życia. A i to będzie niewystarczający powód, aby utonąć razem ze statkiem… Chore i wygłodniałe na otwartej przestrzeni, lgnące do kreatury, która ma coraz mniej z nimi wspólnego, śmierdząca człowiekiem? Zastanawiam się jeszcze nad wścieklizną, ale w tedy na pewno skłonienie ich do przyniesienia kluczy byłaby… No tak, fantasy. Nie ma co się rozwodzić.

 

Przesłanie?

Najsłabszy punkt, a jednak wybrzmiał stosownie. Przekaz jaki niesie opko, nie wychodzi dalej niż ponad obrzydzenie ludźmi i tym co ludzkie. Człowiek sednem zła. Człowiek niszczyciel światów. Człowiek burzyciel porządku… Może zabrakło świeżości? Ale wyciągam temat dalej, bo mi na to pozwala tekst. Uczłowieczona istota posługuje się tak ludzkim odruchem, jakim jest zemsta, staje się bliższa oprawcy niż by chciała, staje się oprawcą… No i to jest dopiero zwrot. To są emocje. Tylko nie wiem, czy przypadkiem nie zobaczyłem tego, co chciałem.

 

Temat?

Hm… Dyżur przy więźniu? Dopytuję, bo to nie sedno opka.

 

Czwartkowy Juror

Cześć :)

Kilka słów ode mnie…

Po pierwsze to miałem olbrzymi problem, aby zaakceptować poziom wykorzystanej fantastyki. Brzytwa Lema i sposób jej zastosowania doprowadził mnie do stwierdzenia, że wykorzystany motyw nie jest niezbędny do tego, aby wydarzenia w tekście miały rację bytu, aby emocje narratora mogły wybrzmieć… Gdybym tylko na tym oparł moja ocenę to byłoby kiepsko.

Po drugie cała reszta, która nie pozwoliła mi na dokonanie innego wyboru. 

Sposób wykonania?

Bez zarzutów. Akapity wystarczająco krótkie. Zdania nie za długie, ułożone harmonijnie, także naturalnie, bez zgrzytów można było przebijać się przez bryłę tekstu. Zwrócić tutaj trzeba uwagę, że narracja jest opisowa i bardzo łatwo ową narracją/blokiem tekstu przytłoczyć czytelnika. Dialogi są tylko uzupełnieniem. Delikatnym przełamaniem dla przyjętej konwencji.

Kreacja postaci?

Narratorem jest nastolatka, która musi zmierzyć się z problemem dorosłych, konkretnie własnej matki. Doskonale autor to ujął, stawiając dobrze wybrzmiewające akcenty.  Dziecko, które nie ma już nadziei na to, że będzie lepiej, które musi odnajdywać sens w bezsensie, w krótkich momentach spokoju. Chociaż na chwilę.

Kreacja świata?

Nie za wiele nam zdradzono, ale to co zostało powiedziane wystarczy. Umiejętność kreowania rzeczywistości między słowami to dla mnie ważny wyznacznik… Wszystko, co potrzebne do zrozumienia sytuacji matki, jej rola w ratowaniu świata i obowiązku, który musi wypełniać, jest na miejscu.

Przesłanie?

Niezmienność. Pewne rzeczy się nie zmieniają.  A już najmniej my sami. Oszukujemy siebie i innych. Taka jest matka i taka jest narratorka opowiadania. Ale czy dla dziecka, może być inna droga, skoro złudzenia ulegają również dorośli, szukając zapomnienia, chociażby w cowieczornym upijaniu się do nieprzytomności? Nie. No właśnie. To sprawia, że opowiadanie ma bardzo ludzką wymowę. To mroczne wymiar nas samych i to zgrabnie zostało przedstawione.

Zastanawiam się, czy poczucie obowiązku, który ewidentnie przytłacza bohaterkę, nie jest przypadkiem jej odskocznią, sposobem na męczeństwo misji, którym mogłaby usprawiedliwiać sobie spieprzone życie własne, córki, męża, by mogła dalej bezkarnie pić – Skupiać się na wygodzie swojego wyboru. Ale to byłaby już nadinterpretacja.

Właśnie takich wrażeń szukam w opowiadaniach. Tego dreszczyku, stąd moja zwycięska nominacja w głosowaniu.

Temat?

Dopełniony. Dyżur przy matce, dyżurującej w nieustannym dyżurze. Miodzio.

 

Pozdrawiam

Czwartkowy Juror :)

Taaa… to był Ciężki Dyżur :)

Wielkie podziękowania dla moich kolegów jurorów, w szczególności Mr. Marasowi, za inicjatywę i zmysł organizacyjny :)

Chciałbym pogratulować wszystkim uczestnikom, którzy się odważyli i nadesłali swoje konkursowe teksty. Tak, to był akt odwagi!

Mam nadzieję, że po wszystkim część  jeszcze kiedyś wróci do publikowania tekstów… w czwartek.

Dzięki :)

Definitywnie szkoda, że nacisk na sprawy technologii, jej zastosowania i znaczenia dla opka, jest upchany w dwóch ostatnich częściach. Oczywiście kwestia osiągnięcia zakończenia czytelnika była dominującą; skołować, potem wyjaśnić. Temat fajny, zastosowane środki nie w moim guście… No poza wyjątkam, jak powyżej… to takie fajne smaczki :)

Pytanie zanim poświęcę czas, którego nie mam ;) Ile razy czytałeś tekst i jak długo leżakował nim go opublikowałeś? Pozdrawiam Czwartkowy Dyżurny:)

Dał znak jedną ze spluw by trzymające się na nogach kowbojki odeszły od wagonu.

Ach ta przezabawna dwuznaczność ;)

 

Pozdrawiam

Czwartkowy Dyżurny

Przy czytaniu towarzyszył mi nieustanny uśmieszek, a to już dobra wróżba dla oceny humoru opowiadania, bo mnie byle co nie bawi, no i uśmieszek rzadko wpada na kawę ;)

Sprawnie napisane i przemyślane opowiadanie.

 

Pozdrawiam

Czwartkowy Dyżurny

Akt stworzenia. W zasadzie tylko tyle. Ten rytm wskazania i akceptacji/afirmacji troszku męczy, ale oddaje naturę Dabovitea. Jako wprawka tekst jest ok. Pozdrawiam Czwartkowy Dyżurny:)

Nowa Fantastyka