Profil użytkownika

Literacko lubię twory przygodowe i fantastyczne – szczególnie dark fantasy. 

Zainteresowania ogólne to historia (szczególnie historia wojskowości i II wojna światowa), astronomia, muzyka i szeroko pojęta wiedza o świecie. Uwielbiam góry, podróże i naturę.

Forumowy czwartkowy dyżurny.

Betowanie – przyjmuję. Warto się kontaktować i pytać, chętnie pomagam.


komentarze: 400, w dziale opowiadań: 338, opowiadania: 168

Ostatnie sto komentarzy

Finklo, Anet – to ma być tajemniczy przedmiot, którego bohater nazwie ironicznie “widelcem” właśnie, więc potrzebowałbym nazwy oficjalnej, że tak to ujmę.

Morderco – o, ten ciąg brzmi sensownie, dzięki!

Betowanie to sztuka konstruktywnego zrzędzenia na wszystko.

Trudno mi się pisze opowiadania na konkurs, lecz ten jest super, jest czas i wpadłem na wstępny pomysł fabuły… Więc może, może? ;)

 

Zanais:

– Zostaw mnie w spokoju, do chabra.

– Nie, dopóki mi nie odpowiesz.

– No wypalaj, powiedziałem!

Betowanie to sztuka konstruktywnego zrzędzenia na wszystko.

Maćku, zagłębienie się w Twoją historię było fantastycznym przeżyciem. :) W Czechach byłem jedynie w regionach przygranicznych, wymienionych miast i miasteczek nie widziałem, ale poczułem ich klimat w Twoim tekście. Czeskie wtrącenia dodawały owego klimatu, całość zaś została napisana lekko i barwnie. Bardzo mi się podobało.

Betowanie to sztuka konstruktywnego zrzędzenia na wszystko.

To jest kawałek dobrego opowiadania. Podoba mi się ogólny zarys historii, stworzony świat. Czytało się przyjemnie. Technicznie też nie ma się za bardzo do czego czepiać.

Coś, co jednak mogłoby zostać rozszerzone, to motywacje postaci. Nie bardzo załapałem, dlaczego Amir miał się zemścić na innym uczniu Salwadora, nie rozumiem, dlaczego Miszael znów musiał trafić do lampy. Postąpił wedle tego, co miał zrobić po słowach Amira, więc reakcja Salwadora mi się tutaj lekko kłóci. Ostatnią rzeczą, którą bym podrasował jest to, aby nie postacie nie miały tak prosto. Przez większość opowiadania Amirowi idzie zbyt gładko, a do tego wydaje się on niesłychanie opanowany w wielu sytuacjach.

Betowanie to sztuka konstruktywnego zrzędzenia na wszystko.

Cześć.

Kurczę, główny problem poruszany w tej historii jest bardzo ważny i poruszający, ale są dwie rzeczy, które ten aspekt stłamsiły.

Jeden – brak fantastyki.

Jak już napisał BK element fantastyczny mógłby tutaj sporo dodać. Czy to jakieś dziwne przeskoki w podróży, czy też zrobienie z maskotki czegoś na kształt talizmanu albo złego omenu mógłby wiele dodać. Tutaj jednak tego nie ma. Tym bardziej boli, że jesteśmy na fantastycznym portalu, w wielu znaczeniach tego słowa.

Druga kwestia – całość przypomina streszczenie. Na początku jeszcze myślałem, że coś mnie zadziwi w tym opisie, ale im dalej, tym ciężej. Już wstęp mi się dłużył, przez to opisywanie akcji kawałek po kawałku. Wsiadł, odpalił, pojechał, wstał, usiadł, zadzwonił. To wszystko, to suche opisy.

Ja jakoś wielce zaawansowany w pisaniu nie jestem, ale rada: mózg jest super. Elementy, których nie ma w opisie wyobraźnia sobie dopasowuje. Dwa przykłady:

W Krwi Elfów Sapkowskiego jest scena, jak Geralt siedzi przy ognisku z krasnoludami. Sam opis otoczenia nie był długi, był wręcz skąpy, ale widziałem tych krasnoludów, jak wyglądali, co robili, jak rozmawiali i widziałem szczegóły otoczenia, choć takowych tam było niewiele, co na początku wspominałem.

Inny przykład, to główna postać z mojego opka na konkurs lovecraftowy. Nikt, ale to nikt, ani w becie, ani po publikacji, ku mojemu zdziwieniu, nie zgłosił problemu – „nie mogłem wyobrazić sobie postaci”. Główną postacią był Czarek z blokowiska, a jedyny element jego opisu to „wychudłe palce”. Jego żoną była Roksana, która miała czarne, kręcone włosy. I tyle. Działanie na zasadzie skojarzeń.

Nie mniej, fajnie, że piszesz, że podjąłeś próbę i wyszedłeś z tym do ludzi. Więc trzymam kciuki za pisarski rozwój i byś czerpał z tego frajdę, bo to najważniejsze.

Pozdro!

Betowanie to sztuka konstruktywnego zrzędzenia na wszystko.

Zqros jakby nie patrząc, na forum creepypast nikt nie wrzuci romansu bez elementów horroru. Także tutaj teksty bez fantastyki z marszu dostają ten zarzut. ;)

Betowanie to sztuka konstruktywnego zrzędzenia na wszystko.

Nie podobało mi się niestety.

Ten szort to raczej wstęp do czegoś większego, do szerszej historii dramatu. Tutaj dramat jest szczątkowy, a przez to niewyraźny. Jest bohater, który jest nieczuły i wulgarny – tylko tyle można o nim powiedzieć. A największym minusem jest to, że nie ma tu, chociażby nuty fantastyki.

Betowanie to sztuka konstruktywnego zrzędzenia na wszystko.

Potraktowałem Twój tekst jako ciekawostkę. Momenty z bardziej poetyckimi zwrotami kłóciły się mocno z grafomańskimi fragmentami i choć ciężko mi wyszczególnić tutaj jakąś fabułę i bohaterów, których da się włożyć w jakieś ramy, to warto było przeczytać. Choćby dlatego, by zobaczyć, że można do wszystkiego podejść inaczej.

Betowanie to sztuka konstruktywnego zrzędzenia na wszystko.

Dzięki Anet, za odwiedziny i komentarz. :D

Pozdrawiam!

Betowanie to sztuka konstruktywnego zrzędzenia na wszystko.

Cześć

Ogólnie dobre opko, choć trochę cierpi przez mnogość opisów na początku. Nie są złe, ale tworzą bardzo długi wstęp. Potem jest tylko trochę akcji i zakończenie w miejscu, gdzie powinno coś być dalej. Poznajemy szwaczkę i następuje koniec – czytelnik zostaje z niczym.

 

Jest parę błędów logicznych typu:

Gdzieś po­śród brzo­zo­wych lasów rzeki Urpy mie­ści­ła się wieś, w któ­rej miesz­kań­cy, za­miast wydać lo­kal­ną ma­gicz­kę, bro­ni­li jej. Od­dział spe­cjal­nych służb zo­stał wy­pę­dzo­ny, a Dante ze zgrzy­tem zębów, mu­siał po­wstrzy­mać się przed spa­cy­fi­ko­wa­niem osady.

Trochę na wyrost, że banda wieśniaków przepędziła oddział służb specjalnych. Oddział nowicjuszy. :P

Z drugiej strony, opowiadanie dość zgrabnie napisane, nie było jakichś zawiłości. Podoba mi się też motyw przyszywania kończyn i stworzony świat.

Tak Alan En­drich po­znał Ma­riel­lę, zwaną Szwacz­ką z Virgo.

Śmiesznie, bo w sumie jakiś czas temu nazwałem postać bardzo podobnie, w opowiadaniu, które aktualnie piszę. Także nie dziw się, że tutaj jest Mariella, a w moim opko będzie Merella. :D

 

Może najlepszym podsumowaniem byłoby, że ja w wieku siedemnastu lat bym czegoś takiego nie napisał. Także powodzenia w dalszym pisaniu!

Betowanie to sztuka konstruktywnego zrzędzenia na wszystko.

Cóż, szkoda, że pomimo wskazań dotyczących formatowania tekstu i zapisu dialogów dalej tego nie zrobiłeś, przez co kolejni czytelnicy nie są zachęceni do pochylenia się nad tekstem.

Ogólnie fajnie, że pojawiła się postać Zimy i marudnego człowieka, który przestał ją lubić, aczkolwiek nie da się powiedzieć nic więcej – bo nic więcej się nie da.

Pójdę za głosem Iluzji – do poprawienia, przemyślenia i rozwinięcia.

Betowanie to sztuka konstruktywnego zrzędzenia na wszystko.

Pozwolę sobie nie zgodzić się z tym, że motyw jest ni z gruchy, Sagittcie. To przecie normalny plot twist i równie dobrze można powiedzieć, że wcześniejsze przygody Janusza pisane są pod ten zwrot.

Nie wiem. W sensie, na logikę rozumiem Twoją interpretację, tylko zwyczajnie jej nie czuję.

Czy mógłbyś rozwinąć myśl, że motyw jest typowy, bo brany na warsztat od tej strony? Nie do końca chyba pojmuję ten zarzut, a nie chciałbym Cię źle zrozumieć.

Zmierzam do tego, że motyw bomb jądrowych jest bardzo często sprowadzany tylko do ich zrzucenia i efektownej eksplozji. Nic sensownego przed, nic w trakcie, nic po.

Bizarro ma chyba być właśnie takie – obrazoburcze. Ale na ten temat musiałby się wypowiedzieć ktoś, kto lepiej pojmuję tę konwencję.

Niby tak, ale czy to też nie jest wygodne? Nie mówię, że od razu się posługujesz tą konwencją, lecz można się zastanowić na zasadzie luźnej dyskusji.

Wyobraź sobie tematy bliższe – zamachy terrorystyczne w Europie Zachodniej, zsyłki na Sybir, 11.09.2001, inne dramaty II wojny światowej. Cokolwiek o większej i mniejszej skali tragedii, co dla danego społeczeństwa jest symbolem i tematem trudnym, bolesnym.

Dodajesz do tego ironię, sarkazm, wacki, członki i moszny jak w tekście powyżej, a na koniec mówisz, że to obrazoburcze. Niby czysta sytuacja, lecz to takie usprawiedliwienie braku granic.

Betowanie to sztuka konstruktywnego zrzędzenia na wszystko.

Przeczytałem, ale nie jestem przekonany. Nawet biorąc pod uwagę gatunek.

Tekst jest krótki, lecz napompowany wieloma terminami, które nie zawsze coś wnoszą. Mam nieodparte wrażenie, że zostały wrzucone bez większej refleksji – są, dodają dziwności niekoniecznie dodając sensu. Chociażby fragment z orbitalami – utarło się, że elektrony z powłok walencyjnych to chwila moment cyk i ich nie ma „bo są takie wolne”. Albo z „wytryskiem światła” jak to ująłeś czy teorią korpuskularno-falową.

Jasne, to nie tak, że tekst w którym występują terminy z fizyki kwantowej musi nieść głębokie znaczenie naukowe (jak w części tekstów z Granic Nieskończoności) a terminy te mogą być tylko narzędziem. Lubię czasem poczytać naprawdę dziwne teksty, lecz nagromadzenie moszn, członków, jąder i innych, w połączeniu z zalewem terminów tworzy co? No nic w sumie.

Jest wstęp, jest rozwinięcie o życiu elektrona, a na koniec, ni z gruchy ni z pietruchy jest wrzucony wątek użycia broni jądrowej. A co do atomowych bombardowań japońskich miast – to bardzo typowy motyw, biorąc go na warsztat od tej strony.

W sumie teraz naszła mnie taka refleksja, że możemy sobie mieszać tragedię setek tysięcy ofiar cywilnych z członkami i mosznami, bo przecież Hiroshima i Nagasaki takie kultowe. To generalnie wpisuje się ogólny trend, w ramach “wolności do mówienia wszystkiego bo przecież można i nikogo nie może to urazić słowa”

Betowanie to sztuka konstruktywnego zrzędzenia na wszystko.

Nie wyczekuję zbytnio Blood Origin, bo obawiam się, że będzie jeszcze gorzej. Adaptacja w serialu jest zrobiona słabo, drugiego sezonu się obawiam, a co dopiero jak będą mieli wymyśleć własną historię? Kupy się to nie będzie trzymać podejrzewam.

Betowanie to sztuka konstruktywnego zrzędzenia na wszystko.

Cieszę się, że mogłem pomóc i polecam się na przyszłość. :)

Pozdrawiam!

Betowanie to sztuka konstruktywnego zrzędzenia na wszystko.

Klimatyczny drabble z fajnym zakończeniem. :)

Betowanie to sztuka konstruktywnego zrzędzenia na wszystko.

Trochę się powtórzę względem komentarza z bety i dodam co nieco, widząc komentarze.

Największym plusem jak dla mnie jest pomysł z wypowiadaniem zaklęcia i konsekwencja w historii. Trudno jest pokazać wieloletnie zmiany w tekście o takiej długości, aczkolwiek te zmiany w narracji bohatera czułem. Nie było to opisane tak szczegółowo jakby się chciało, ale tak jak zostało to wspomniane, szczegółowe przemiany bohaterów to raczej temat „podksiążkowy”.

Jak dla mnie mogłoby być więcej dialogów, ale rozumiem, że taki był zamysł. Generalnie to przyjemny tekst, bohater na koniec okazuje się dobry.

Coś, czego nie rozumiem, to niektóre argumenty w komentarzach. Jasne, może nie ma miłości od pierwszego wejrzenia, lecz czy nie ma przypadków dużych zmian?

Outta, wymieniłeś parę i nie wiem czemu miałbym nie wierzyć, że tak może być. Może aż takich przypadków (w takiej skali) nie znam, ale znam osoby które się naprawdę zmieniły lub zmieniły ich związki. Nigdzie nie jest napisane, że bohater lubił tylko takie panienki. A może lubił na początku, lecz z czasem stwierdził, że chce czegoś więcej?

Nie rozpatrywałbym też bohatera jako skrajnie zepsutego i pustego – równie dobrze mógł być za grubą warstwą mechanizmów obronnych i wyuczonych nawyków.

Także mi się podoba, więc dam klika do biblioteki.

Betowanie to sztuka konstruktywnego zrzędzenia na wszystko.

Geki, mam nieodparte wrażenie, że to piórko jest jak Oscar dla Leonardo Dicaprio.

Za opowiadanie, ale mogłoby też być za całokształt. ;) Gratulacje!

Betowanie to sztuka konstruktywnego zrzędzenia na wszystko.

Cześć

W powyższym opowiadaniu tak jak w pozostałych, dalej bardzo rzeczowo i czasem topornie opisujesz wydarzenia, aczkolwiek widzę, że piszesz coraz dłuższe i w sumie lepsze teksty niż wcześniej. Wpadnę po raz kolejny za jakiś czas. ;)

Betowanie to sztuka konstruktywnego zrzędzenia na wszystko.

Tak jak zostało to wspomniane fabuła jest dość sztampowa. Fajnie byłoby zobaczyć jakieś pogłębienie tego motywu o jakieś szczegóły lub dodanie pewnego rodzaju psychologicznego podejścia. A propos fabuły jeszcze – ostatnia wola króla wygląda dość nierealnie dla mnie. Wypomina tam pewne rzeczy, a moim zdaniem jakby miał wyciągać konsekwencje, to zrobiłby to wcześniej, a nie na łożu śmierci.

Na plus zaliczę sceny walki – dość dynamiczne i realne. Ogólnie, to przykróciłbym to opowiadanie aby było bardziej skondensowane. Niemniej jednak, czekam na Twoje dalsze tytuły. Pozdrawiam

Betowanie to sztuka konstruktywnego zrzędzenia na wszystko.

Cześć Irko ;)

Jak widać, składanie prześcieradła z gumką wywołuje skrajne emocje, a co dopiero zaplątanie się w nie. ;) Bardzo spodobał mi się Twój tekst, kilka razy szczerze się zaśmiałem i podoba mi się dodanie tutaj “zgrabnego” języka niemieckiego. Zrobiło to klimat. :)

Betowanie to sztuka konstruktywnego zrzędzenia na wszystko.

Cześć

Dodam tutaj swoje trzy grosze w ramach dyżuru, niestety negatywne.

Odczucia po przeczytaniu są takie sobie. Bardzo dużo opisów budowli i świata, które są czasem wzięte z Wikipedii albo mocno na niej bazujące. Jest podwodna baza na Europie, na znacznej głębokości, ale fakt głębokości i zadanie fundamentalnego pytania: dlaczego w ten sposób? nie padło.

Gdyby padło, to spoko, można byłoby to rozważać. Ale skoro nie było, to miałbym wiele argumentów, które mogłyby pomysł stacji pogrążyć. Np. dlaczego tak głęboko? Niby inne przyciąganie ale i tak ciśnienie ogromne i wielkie koszty budowy takiej stacji. W imię czego? Gdyby chcieli pobierać organizmy z tej głębokości to lepsze byłyby pojazdy, bo całą tę stację trzeba byłoby na Europę przywieźć, z racji braku sensownych zasobów na niej.

Taki argument przekreśla większość elementów, które zostały tu opisane.

Druga kwestia, która mnie bardzo boli. Fizyka – masakra. Ja wiem, że sci-fi, że mogą być rzeczy niewytłumaczalne, ale:

a) Jeśli Twoja akcja nie dzieje się na faktycznym ciele niebieskim/ dzieje się w alternatywnym świecie to mogą tam działać inne prawa fizyki. I jak się to jakoś wyjaśni, to dobrze.

b) Jeśli akcja dzieje się na księżycu, który znamy, to jednak podstawowa fizyka jakaś powinna być.

Tutaj jest ten drugi przypadek. Widziałeś kiedyś sprężoną wodę? Nie ma czegoś takiego, ciecze są nieściśliwe, możesz je zgnieść dowolnym ciśnieniem i po rozprężeniu nic się nie stanie. Nie ma wyjaśnionego faktu, w jaki sposób stacja wytrzymuje takie ciśnienie, jak ją w ogóle w sensowny sposób zbudowano i przede wszystkim nie ma nic o wytłumaczeniu fizjologii organizmów, która pozwalałaby na życie na takich głębokościach.

Na minus też wspomniane długie opisy i artykuły moim zdaniem nijak się mają. Artykuły też muszą być przystępne, aby czytelnik chętnie je czytał. Tutaj niestety jest za dużo opisów i praktycznie nie ma akcji. Podsumowując wszystko powyższe, nie zaliczę tego tekstu do udanych.

Betowanie to sztuka konstruktywnego zrzędzenia na wszystko.

@Sagitt,

Nie do końca rozumiem tę uwagę odnośnie narratora. Istotnie, jest trzecioosobowy, ale mówi z punktu widzenia przychylnego Jerremu. Czy jest to jakiś błąd techniczny?

Nie, błąd techniczny to nie jest. To jest po prostu moje odczucie, że wydaje się, że to narrator bardziej reprezentuje i jest bardziej wyrazisty niż Jerry w dialogach. I też kwestia przyzwyczajenia, że narrator patrzy na pewne rzeczy raczej na chłodno, a tutaj bardzo się wczuwa.

Betowanie to sztuka konstruktywnego zrzędzenia na wszystko.

Cześć. Przeczytałem i przyznam, że trochę rzeczy mogłoby tu wyglądać lepiej. Zaczynając od narratora, który czasem widocznie stoi po stronie szefa i jest jego swoistym niematerialnym nośnikiem do tworzenia dopowiedzeń. A propos dopowiedzeń, to jest ich w tekście bardzo dużo, co często nie pozostawia pola do działania wyobraźni. Szef jest postacią dziwną – niby twardy, a prawie ucieka wzrokiem, niby sprytny, a jednak ani trochę, niby powinien znać zasady, a biznesmenów traktuje podrzędnie, jeśli chodzi o ich przyjęcie. Ale przede wszystkim jest typowy – bezwzględny i seksista. Z plusów, jest próba pisarska i na pewno cenne doświadczenie. Klimat, choć rozpisany, nawet mi się podobał. Tak jak wspominał mr. maras– warto poczekać i dopracować opko, zanim trafi do publikacji. Nawet jakby miało leżeć miesiące, to są to cenne miesiące dojrzewania tekstu. Powodzenia w dalszym pisaniu.

Betowanie to sztuka konstruktywnego zrzędzenia na wszystko.

Cześć Finklo ;) 

Fajnie, że były dobre momenty. Co do zarzutów – trudno się nie zgodzić. Faktycznie pisałem ją pośpiesznie, bo termin oraz zabrakło tego, by tekst odleżał, aby podejść do niego na chłodno.

Betowanie to sztuka konstruktywnego zrzędzenia na wszystko.

Cześć Nirred. Hmm, nie wiem, czy nazwałbym to szortem szczerze mówiąc. Jak dla mnie to mógłby być opis jednej sceny, która akurat przyszła do głowy i wokół niej można nabudować większą akcję. Notatka do czegoś większego. Nie mówię, że to jest złe – jest niepełne. Dlatego jestem ciekaw jakbyś się sprawdził w, dłuższej niż to, formie. Jakby się coś takiego pojawiło, to niewykluczone, że wpadnę znów. ;) Pozdrawiam.

Betowanie to sztuka konstruktywnego zrzędzenia na wszystko.

Cześć ;) Trochę się powtórzę z tym, że opis fabularny wydaje się nieco oderwany od finalnego wytłumaczenia, aczkolwiek pewnie miało tak być i miało wywołać efekt zaskoczenia. Uśmiechnąłem się kilka razy przy opisach, a scena odganiania osy została wiernie odwzorowana na podstawie życia. ;) Czas spędzony z Twoim szortem był przyjemny i chyba to jest najważniejsze.

Betowanie to sztuka konstruktywnego zrzędzenia na wszystko.

Przyjemny tekst z dobrym przesłaniem. Może to nie tak, że bym grał w wigilię, ale fajnie przedstawione jest tutaj to, co jest zdecydowanie najważniejsze w tym czasie. A i podobał mi się też spójny obraz zrzędliwej starszej pani. ;)

Betowanie to sztuka konstruktywnego zrzędzenia na wszystko.

(Sagitt, ja ostatnio Ci o Sagittariusie jako nadchodzącym znaku mówiłam i mi się pokitrało z Koziorożcem, a to przecie Strzelec, a Ty mnie z grzeczności nie poprawiałeś! ;P)

Nie z grzeczności. Nie ogarnąłem tego. :’)

 

Oluto, fajnie, że w komiksie wystąpiłaś “we własnej osobie”. :D

Betowanie to sztuka konstruktywnego zrzędzenia na wszystko.

Gratulacje dla opierzonych! :)

Betowanie to sztuka konstruktywnego zrzędzenia na wszystko.

Oluto, więc nie jestem sam. xD nigdy nie oglądałem nawet większości i jak komuś o tym mówię, to moja polskość i normalność jest mocno kwestionowana. :D

Betowanie to sztuka konstruktywnego zrzędzenia na wszystko.

W grudniu wrócę z dyżurną tarczą, a nie na niej.

Betowanie to sztuka konstruktywnego zrzędzenia na wszystko.

Dla mnie słowa Terenega były dużym zaskoczeniem, bo tak jakby wyskoczyły “znikąd” – brakowało jakichś przesłanek, że jest człowiekiem, który może zrobić coś takiego. Więc rzeczywiście, gdyby znalazły się wcześniej odpowiednie fundamenty, ten fragment nie wydawałby się taki, hm, oderwany.

Może kiedyś napiszę opko, które stanowiłoby osobną historię, ale rzucałoby światło na te motywy. Coś takiego chodzi mi czasem po głowie, ale to póki co raczej odległa i niepewna kwestia.

W wydaniu “Władcy Pierścieni”, które mam na półce, chyba nie używano tego określenia względem krasnoludów. Akurat niedawno odświeżałam sobie pierwszą część, na święta pewnie przeczytam drugą, to będę uważnie czytać, gdy będzie mowa o Gimlim. :)

Ta moja wersja chyyyba jest w przekładzie Marii Skibniewskiej. Sprawdziłbym nawet, ale książka jest prawie 200 km dalej. :P

Cieszę się, że mogłam doradzić! Rozumiem, że nie chcesz już w tym tekście za bardzo grzebać, więc trzymam kciuki za następne, no i bardzo chętnie je przeczytam :)

Dziękuję Ci bardzo! :)

Betowanie to sztuka konstruktywnego zrzędzenia na wszystko.

Dzięki Wam za dobre słowo, miło widzieć taki odbiór. :)

Ogólnie, co do smutności tekstu, to trochę tak, refleksyjnie miało być. Albo raczej w takiej formie wpadł mi do głowy.

MrBrightSide – dzięki Tobie również. Nie zastanawiałem się zbytnio nad odmianą nicku ale w sumie i „Sagitcie” i „Sagicie” mi pasuje. :D

regulatorzy:

O, mam wra­że­nie, Sa­gi­cie, że się­gną­łeś do Mi­ko­ła­jo­wych ko­rze­ni, a do­da­nie za­jącz­ka ślicz­nie ocie­pli­ło Twoją opo­wiast­kę. ;D

Dokładnie tak. W podstawówce czytałem jakieś krótkie opowiadanie o tym anatolijskim świętym Mikołaju i to wspomnienie wróciło, kiedy zastanawiałem się nad fabułą. I cieszę się, że istnienie zająca wielkanocnego zmniejszyło efekt smutności. ;)

 

Realuc swojskie winko, oj tak. Albo jeszcze lepiej jak nalewka. Wiśniowa, taka słodka i o konsystencji syropu. Na zimę idealna. :)

Betowanie to sztuka konstruktywnego zrzędzenia na wszystko.

Zawsze lubiłem historie z pierwowzorem świętego Mikołaja. ;)

 

 

Mikołaj zamknął skrzypiące drzwi i położył szaroburą czapkę obok infuły.

– Chyba przejdę na emeryturę – rzekł zrezygnowany.

Zając wielkanocny siedzący na fotelu spojrzał z ukosa i odparł znudzony:

– Przyda ci się. Ileż można się wszystkim dzielić, kiedy ludzie tylko bardziej niewdzięczni.

– Ludzie źli byli i będą, tak samo jak dobrzy. Tych pierwszych mi szkoda, ale sam niewiele zmienię. I nie o samo rozdawanie chodzi, zajączku.

– To o co, jak nie tylko o prezenty i sprawianie radości?

Starzec milczał, spoglądając na błękitne wody Morza Śródziemnego. Zając obrócił się na siedzisku i kładąc łapki na oparciu, zwrócił się do przyjaciela:

– Mikołaju? 

Mikołaj spojrzał nań smutno. 

– Chciałem dawać przykład, zajączku.

Betowanie to sztuka konstruktywnego zrzędzenia na wszystko.

Pocovidowców kwarantanna nie obowiązuje, więc w razie w możemy odebrać swoje prezenty Realucu. ;) Po tym Waszym dzisiejszym tekście doba jest za długa, by czekać na następne. :D

Betowanie to sztuka konstruktywnego zrzędzenia na wszystko.

Cześć Chrościsko

Najsilniejszą emocją jaką odczułem czytając tekst była niemoc w starciu z systemem i jego prawem. Prawo mówi tak. Prokurator ma gadane, ma argumenty które brzmią wiarygodnie, choć nie muszą takie być. Koniec. Wyrok zapadł. Wizja, że mógłbym się znaleźć w sytuacji, w której za bardzo nie mam nic do powiedzenia, jest w pewien sposób zatrważająca.

Generalnie mocne. Podobnie jak Gekikara nie polubiłem głównego bohatera po scenie z grzańcem, bo też mam awersję względem takiego postępowania, ale nie spowodowało to, abym miał zarzucić tekst. Bohatera nie trzeba lubić. Co do bohaterki – bardzo dotarł do mnie sposób, w jaki pokazałeś poważne zmiany po pierwszej części odsiadki.

Polityczność tekstu i jego nawiązanie do obecnych wydarzeń – z reguły takie teksty nie mają wyczucia w formie przekazania, często stanowią nieprzemyślany upust emocji, a czytelnik dostaje do przetrawienia tonę źle skonstruowanych bzdur. Tutaj tego nie spotkałem. Wręcz przeciwnie – ta forma naprawdę mi się podobała. Jakkolwiek kontrowersyjnie by nie było, widzę w tym tekście głęboki przekaz i ostrzeżenie, a to jest dla mnie najważniejsze.

Aspekty techniczne tekstu mnie, jako początkującego, mocno zainspirowały. 

Poszukiwanie minusów byłoby mocno wtórne – przeczytałem i przyjąłem Twój tekst w takiej formie i mi się bardzo podobało, więc poszukiwanie czegoś na minus byłoby na siłę z mojej strony albo byłoby to sugerowane czymś z komentarzy, analizowanych po przeczytaniu tekstu.

Pozdrawiam!

Betowanie to sztuka konstruktywnego zrzędzenia na wszystko.

tam mieliby Państwo z pewnością dużo zabawy z tekstem, zwłaszcza w kwestii dialogów…

Wszystko spoko, tylko a) przyrównywanie się do znanych pisarzy nie jest na tym etapie najlepszym pomysłem. Ogólnie przyrównywanie się do kogokolwiek jest często słabe b) sam zapis, który jest nieczytelny, nie jest przeze mnie odbierany jako zabawa z tekstem, a jako próba dorobienia ideologii do braku zapisu dialogów. 

Betowanie to sztuka konstruktywnego zrzędzenia na wszystko.

Z dawien dawna dodałam do kolejki, a dziś wpadam z wizytą :)

Super :)

Zauważyłam, że każda, a przynajmniej przytłaczająca większość wypowiedzi zaopatrzona jest w – nazwijmy to – didaskalia. Jasne, kiedy rozmawia dużo osób, trzeba zaznaczyć, kto co wypowiada, ale w wielu przypadkach to tylko dodatek do długości niekrótkiego wszak opowiadania.

Patrząc na chłodno, to masz rację. W ostatnim opko na konkurs lovecraftowy starałem się ograniczyć ich ilość.

Ryzykownym posunięciem było wrzucenie sporej grupy bohaterów. Wiadomo, że przy takiej długości ciężko, aby każdy dostał odpowiedni czas antenowy. Najbardziej wyróżniał się Cern, no i siłą rzeczy dowódca Tereneg (troszkę średnio brzmiące zdaje mi się to imię, w trakcie lektury często sobie skracałam do Terenga). Pozostali, w tym ludzie z wioski, to takie NPCe. Nie jest to jakiś duży problem, bo statyści też są potrzebni, tyle że niektórych członków drużyny ciężko było zapamiętać, a potem odróżniać.

Taaak, nie chcąc robić sytuacji, w której trzech gości robi za herosów dałem więcej postaci, ale przegiąłem w drugą stronę. Albo nie przegiąłem, tylko opisywanie dużej ilości osób wymaga może pewnego pomysłu i wprawy, której nabywam.

Zachowanie Terenega, kiedy opisuje zarządcy przypadkowej wioski wybryk swojego podwładnego, a potem o nim plotkuje, jest skandaliczne. Może go nie lubić, ale dowódca obgadujący własnych ludzi z obcymi po prostu podminowuje swój autorytet. Poza tym, jak to wygląda, kiedy fachowcy odwalą fuchę, a potem kierownik robót oznajmi klientowi, że kiedyś omal nie doprowadzili do katastrofy przez błąd pracownika?

Pojawiły się na ten temat podobne głosy, Finkla mi to także wcześniej skutecznie wytłumaczyła, że mógł się tak zachowywać, ale żeby to było odpowiednio umotywowane. Tutaj faktycznie powinno być, a nie ma.

Mael przeglądał się w wodzie. Zdaje mi się, że w takich odbiciach nie widzi się kolorów na tyle dokładnie, by ocenić barwę oczu ;)

Rozumiem i masz rację, z drugiej strony w odbiciu wody w misce stojącej na drewnianym, pewnie chybotliwym, stole też ciężko dokładnie dostrzec przystojne rysy o których także była mowa. Faktycznie nie musiał widzieć koloru oczu, a chciał przedstawić jak jest skromny po prostu… ;)

Giezmin dziwi się, że liczna, uzbrojona po zęby banda nie bała się podróżować nocą?

W moich myślach wyglądało to lepiej. Potraktuję to jako radę na przyszłość, bo tutaj wymagałoby to konkretnych zmian w tekście.

Trochę zabawnie to wypadło, jako że chciałeś przedstawić czytającym ostatniego członka drużyny, nawet jeśli w opisywanej sytuacji nie miało to sensu. Brakowało mi tu tylko zburzenia czwartej ściany przez Terenega odpowiedzią w rodzaju “Wiem, ale czytelników wczoraj z nami nie było” ;)

Uśmiałem się mocno przy tym komentarzu, choć masz rację. :D

Wiem, że to fragment modlitwy, ale wydało mi się ciut przegięte.

Rozumiem, choć nie ukrywam, że celowo poleciałem tutaj z patosem.

Eee… chodziło o to, że idzie tym samym tokiem rozumowania? Trochę osobliwie to wygląda.

Tutaj zaliczyłem problem pod tytułem: mam pomysł na tą postać i czym jest to uwarunkowane ale zbytnio zrobiłem z tego tajemnicę co w konsekwencji jest niezrozumiałe.

Narrator osądza sytuację, chociaż wcześniej tylko opisywał fakty, i na dodatek spoileruje – bo już wiadomo, że coś jest nie tak.

Racja.

Narrator znów osądza sytuację. Rozumiem, że Cern mógł się trząść, mógł siedzieć jak otępiały, ale “psychicznie rozbity”? To już nie opis, tylko diagnoza.

Brakowało mi tego słowa.

Cernunnos zwrócił się do krasnoluda, ciągle łkając. (…) odpowiedział niziołek

Krasnolud to chyba nie to samo co niziołek? Myślałam, że niziołki to hobbici…

Czytając Tolkiena, dla Gimliego było używane określenie „niziołek” w polskim przekładzie. Ogólnie potraktowałem „niziołki” jako całą grupę humanoidów o określonych proporcjach ciała w tym krasnoludy czy gnomy. Herezja? Widzę, że tak to jest odbierane… :D

Dziękuję Silvo za przeczytanie i komentarz. Kilka mniejszych błędów poprawię, te które bardziej ingerują w konstrukcję nie tyle pominę, co po prostu tekst jest tu kilka miesięcy, więc chyba lepiej skupić się, by powyższe zastosować w czymś nowym. Komentarz na pewno będzie pomocny przy kolejnych opkach, szczególnie to:

No, mamy jeszcze kłótnię w drużynie, ale nie czuję, by tekst był gęsty – w sensie treściwy, gdzie z każdego akapitu dowiaduję się czegoś ciekawego.

Niby „teoretycznie” gdzieś to wiedziałem, ale Twój komentarz mi to czucie zmaterializował do pewnej zasady, którą z pewnością będę poddawał kolejne twory.

Betowanie to sztuka konstruktywnego zrzędzenia na wszystko.

BasementKey no, właśnie robią klimat. :D

W swoim domu mam sztuczną póki co, ale w domu rodzinnym zawsze była żywa. Przez ileś lat była cięta, ale ostatnimi czasy jest w doniczce, tak, aby na wiosnę ją wysadzić. :)

Betowanie to sztuka konstruktywnego zrzędzenia na wszystko.

Coś co mnie osobiście powstrzymało od czytania, to zapis o którym już mówiła regulatorzy, niewydzielone dialogi oraz zatrważająco wielka liczba wielokropków – 228. Czy tak tworzy się niedopowiedzenia i niepewność? Powątpiewam, radzę to przemyśleć.

Betowanie to sztuka konstruktywnego zrzędzenia na wszystko.

Zgłaszam się i szukam pary, a termin mi obojętny. ;) Osoby z którymi nie miałem styczności betowniczo-komentarzowo-krzykpudłowej też są mile widziane, grunt to pozytywne nastawienie. :D

 

Verus ten kot mnie zaczarował!

Betowanie to sztuka konstruktywnego zrzędzenia na wszystko.

BasementKey

Hej,

tekst już czytałem raz, ale dziwnym trafem nie zostawiłem komentarza, a potem opko zniknęło mi z radaru. Ale już jestem z powrotem, wybacz zwłokę.

Czołem! Nie no, spoko, cieszę się, że wpadłeś. ;)

Wciągająca i klimatyczna historia. Naprawdę fajna :) Oprócz wskazywanych już dzieci (super scena), podobał mi się też motyw korespondencji. Ciekawe nawiązanie do konkursowego hasła oraz do motywów lovecraftowych, w których korespondencja często się przewijała (np. “Szepczący w ciemności”, z tego co pamiętam).

Dzięki! Jak tak czytam Twój komentarz, to ta korespondencja gdzieś faktycznie występowała, ale opowiadania „Szepczący w ciemności” zupełnie nie pamiętam, choć je czytałem.

Moim skromnym zdaniem, zrobiłeś też duży postęp w pisaniu od czasu powstania “Aury zła a ścieżki dobra”. Obecny tekst oceniam dużo lepiej, dobra robota :)

Łał, dzięki, to mnie bardzo motywuje i cieszy. :D

Dodałbym o jakich informacjach mowa.

Znaczy, wydaje mi się, że wiadomo o co chodzi – innych informacji, niż tych na temat samobójstw, w sumie nie wyszukiwał.

Zwrot akcji jest dla mnie zbyt nagły. Przydałby się, IMHO, jakiś sygnał, że coś takiego może mieć miejsce – np. macka sunąca po plaży dzień wcześniej, opleciony mackami pies lub kot, znikający w zaułku.

Tak, generalnie teraz widzę po Twoim i innych komentarzach, że to lekko zbyt szybki przeskok, ale byłaby to zbyt duża zmiana fabularna.

Moim zdaniem warto by tu jakoś zaznaczyć, czas przeszły dla tej rany. Narracja jest cała opowiedziana w czasie przeszłym, więc samo “była”, raczej nie wystarczy. Może “była wcześniej”

Moim zamiarem było, aby prawda wychodziła w ostatnim podanym przez Ciebie zdaniu. Podawanie tego wcześniej w sumie skreślałoby resztę.

Ja dla pewności wszedłbym wyżej ;)

Patrząc na blok, który mnie zainspirował (jakkolwiek), to czwarte piętro jest dość wysoko – dziesięć metrów na pewno. Ja wiem, że motywacja bohatera nie zwiększy przyspieszenia grawitacyjnego, ale stwierdziłem, że wystarczy. :D

Co do reszty z łapanki – aktualnie trwa ocenianie tekstów i minęło dwa tygodnie od publikacji już, także może wprowadzę je pokonkursowo i powynikowo, aby trzymać się regulaminu.

Pozdrawiam!

 

Naz

Cześć, dzięki, niecierpliwie czekam na komentarz. ;)

Betowanie to sztuka konstruktywnego zrzędzenia na wszystko.

Irka_Luz dzięki za przeczytanie i opinię – jest zdecydowanie motywująca. :D

Betowanie to sztuka konstruktywnego zrzędzenia na wszystko.

Dobrnąłem może do połowy opowiadania i w sumie dalej nie dałem rady. Potem już tylko luźno przejrzałem. Niestety.

 

Nie przejrzałeś autorze opowiadania po publikacji, aby uniknąć takich dziwnych błędów, gdzie tekst jest przeniesiony do nowego akapitu. Poniżej przykład, ale jest tego więcej w tekście, przynajmniej sześć czy siedem razy się powtarza. Przy jednym bym tylko zwrócił uwagę, ale przy takiej ilości wygląda to po prostu źle.

Cesarz wzdycha głośno, wprawiając w poruszenie cały panel setki podobnych do mnie ludzi. Nie spuszczają z oczu swojego Pana, a ich dłonie notują szyfrem obserwacje

i interpretacje wskazówek, które nam przekazuje.

Przychodzi czas na pytania, a my milczymy zgodnie z tradycją. Jednak w pewnym momencie ktoś obok mnie podnosi się z miejsca i mówi:

Druga kwestia, w tekście jest mnóstwo pytań, które mnie rozpraszały. Postacie za często się nimi posługują w moim odczuciu, a już zupełnie niestety nie rozumiem tak częstego używania ich przy kwestiach narratora. Mogą one wzmacniać niepewność ale przy takiej ilości czuję, że nie potrafię narratorowi odpowiedzieć na wszystko.

 

Trzecia kwestia, to samo opowiadanie. Jest mnóstwo wstawek na różne tematy, zachowania, zwyczaje. Światotwórstwo lubię, jest super. Ale wszystko powinno być wyważone, a tutaj jest stosunkowo dużo informacji, które w sumie niewiele dają. Tekst bez nich mógłby być przynajmniej o ¼ krótszy, chociaż myślę, że więcej dałoby się przyciąć bez straty treści.

 

Ponadto:

Nurkujemy w Adriatyku. Podwodna nieważkość przypomina mi niską grawitację Merkurego.

W wodzie nie ma nieważkości, tylko jest siła wyporu!

Po kilku tygodniach dostrzegamy mały, niebieski punkt, który rośnie do rozmiarów lodowego giganta. Neptun.

Lodowego giganta? Neptun jest gazowym olbrzymem…

Kapitan statku uruchamia działa laserowe i udaje mu się skaleczyć powierzchnię obcego statku. Próbuje zestrzelić lecące w naszym kierunku pociski, ale te wykonują dziwaczny taniec i unikają trafienia

Światło laserowe porusza się z prędkością światła. Fascynujące, że pociski potrafiły je wyminąć.

Liam chwyta mnie za rękę i ciągnie w stronę kapsuł. Biegniemy w tłumie, roztrącając spanikowaną służbę. Ludzie pchają się do schronienia, w obliczu śmierci ignorując protokoły. Nadchodzi eksplozja, która rzuca wszystkich na kolana. Czuję, że na czole spływa mi coś ciepłego. Nadchodzi kolejna eksplozja. Uderzam w plecami w sufit. Chyba tracę przytomność. Potem próbuję podnieść się z ziemi.

Czekaj, są w kosmosie, a chwilę wcześniej wszyscy byli w nieważkości. Tutaj biegną.

Czy w statku kosmicznym byłby sufit? Sufit to pojęcie względne. Na statku kosmicznym robienie „sufitu” to zwyczajna strata miejsca, ponadto każdy może sobie wziąć układ odniesienia jaki chce i każdy będzie miał rację. :P

Skuwamy ciężkie bryły zastygniętego azotu dla samozwańczego władcy jednej z bruzd na księżycu Neptuna.

Prędzej pasuje: stałego azotu. Tutaj w pewnym momencie rozwoju księżyca azot zamarzł, nie zastygł.

Mijamy jeden z księżyców Neptuna. Ma nieregularny kształt i rozciąga się na kilkaset kilometrów. Dłuższą chwilę zajmuje mi dostrzeżenie obcego statku, który wynurza się zza ciała niebieskiego.

Wedle dalszego opisu akcji statek po walce rozbija się na owym księżycu, nieregularnym, rozciągającym się na kilkaset kilometrów. 

Potem okazuje się, że to Tryton. Średnica Trytona jest tu istotna, ponieważ ma 2700 km średnicy. Ciało tej wielkości nie może mieć kształtu nieregularnego, ponieważ jest wystarczająco dużym obiektem, aby zapadać się pod własną grawitacją i formować coś na kształt kuli. I Tryton w przybliżeniu kulisty jest. 

Pomijam, że dotychczas na portalu nie spotkałem się z tym, aby ktoś umieścił w opisach kosmicznych pewne prawidłowości dotyczące ruchów orbitalnych. Nie chodzi mi o odwzorowanie 1:1 bo człowiek by się zanudził, ale mechanika orbitalna po prostu nie występuje, także tutaj.

Aby pisać sci-fi i o Układzie Słonecznym, to trzeba umieć w fizykę i robić po prostu dobry research. Można dodawać rzeczy niewytłumaczalne, można dodawać cudowny napęd nadprzestrzenny i spoko, ale błędy w znanej fizyce i jako takiej logice przekreślają opko jako dobre sci-fi jak dla mnie.

Betowanie to sztuka konstruktywnego zrzędzenia na wszystko.

Ceterari u moich rodziców jest pełna kolekcja tych małych, czarnych książek i są one szalenie ciekawe. :D

Coś co chciałbym zobaczyć to więcej inspiracji z mitologii mocno nieznanych (celtycka, ludów Mezoameryki, coś z Azji). Nigdy nie pogardzę mitologią słowiańską (jednym słowem: wincyj!), a co do mitologii skandynawskiej, chyba najbardziej rozwałkowanej obok mitologii greckiej, też jest ciekawa, ale mam wrażenie, że jest ona mocno spłaszczona i uproszczona w mainstreamie m.in. przez plastikowego Thora z Marvela.

Betowanie to sztuka konstruktywnego zrzędzenia na wszystko.

Bravincjuszu, ile znaków ma całość, skoro wrzuciłeś tylko fragment?

Betowanie to sztuka konstruktywnego zrzędzenia na wszystko.

Określenie kończ waść, wstydu oszczędź jest faktycznie źle przekazywane i rozumiane. Ale nie wiem, czy bym mieszał różne rzeczy, bo tak można mieszać wszystko. :P 

Odnośnie przyłbicy, tak znalazłem i to na kilku różnych stronach, więc może to być kwestia sporna. Aczkolwiek, kiedy ktoś podnosi przyłbicę to wiadomo o co chodzi. Jakby ktoś podnosił zasłonę, to nie wiem, kto by zrozumiał.

Betowanie to sztuka konstruktywnego zrzędzenia na wszystko.

Gratulacje dla podiumowiczów, a szczególnie dla zwycięzców! ;)

Betowanie to sztuka konstruktywnego zrzędzenia na wszystko.

Jastek Telica, wedle słownika PWN:

przyłbica

1. «hełm z zasłoną opuszczaną na twarz, używany w Europie w XIV–XVII w.; też: ruchoma zasłona w tym hełmie»

 

Także błędu nie ma. ;)

Betowanie to sztuka konstruktywnego zrzędzenia na wszystko.

Słyszałem te głuche uderzenia w twardy, smoczy łeb. W ogóle ta walka musiała być brutalna, bo ile trzeba bić łopatą, by ubić takiego gada? ;) Ale przynajmniej ładnie lśni od ognia w kominku. 

Bardzo fajny tekst nie ukrywam. :) Jednak mam zagwostkę. Kiedy historia z Widłami Ucisku i z Grabiami Losu?

Jak dla mnie – biblioteka. ;)

Betowanie to sztuka konstruktywnego zrzędzenia na wszystko.

Jasne, rozumiem. Nikt tu nie pełni roli egzekucyjnych, spokojnie ;)

Betowanie to sztuka konstruktywnego zrzędzenia na wszystko.

Autorze, jeśli to pierwsza część to oznacz powyższe jako FRAGMENT

Betowanie to sztuka konstruktywnego zrzędzenia na wszystko.

“To zależy” to chyba jeden z moich ulubionych zwrotów. Oddaje istotę bardzo wielu spraw i problemów. :D

Chyba najbardziej kiczowate, co może być w horrorach, to ta odwiecznie zmrożona krew w żyłach. Żeby chociaż ta krew w kostkach przeciskała się przez kolejne zastawki, jak jest tak zmrożona, ale nie.

Jak trafiam na coś takiego w tekście, to głęboko i z pewnym zrezygnowaniem wzdycham. :P

Betowanie to sztuka konstruktywnego zrzędzenia na wszystko.

Dzięki Filip za przeczytanie (tym bardziej po takim czasie od publikacji) i opinię. ;) Nie spieram się, bo faktycznie jest o historia raczej na znanych motywach, ale to co się dzięki niej nauczyłem, to moje. No i stanowi początek pewnej historii. 

Niezliczone notatki leżą w koncie mojego dysku google, więc jeśli wena i czas pozwolą, to w tym roku jeszcze wypuszczę kolejne opowiadanie w ramach tego świata.

Pozdrawiam!

Betowanie to sztuka konstruktywnego zrzędzenia na wszystko.

Geeogrraaf:

Dziękuję bardzo! Dziękuję Geografie za tak pochlebną opinię i ostatniego klika do biblioteki. :D

 

Co do uwag, to część faktycznie poprawiłem, bo tak brzmiały lepiej jak przedstawiłeś. Zostawiłem fragment z pokojami i tylko trochę przerobiłem kwestię okna. Jakoś chciałem, by to tak wyglądało. :)

 

Koimeodo:

No w sumie, dużo jest racji w takim podejściu. :D

Betowanie to sztuka konstruktywnego zrzędzenia na wszystko.

→ hola hola, było Ci to wskazane w becie jako PLUS ! :D i chwaliłam od początku, że to dobra śmieszno-kripi scena. Jak mógłbyś pomyśleć nawet o usuwaniu jej :O 

 

Już tłumaczę. Nie pomyślałem nawet o usuwaniu jej i wiem, że było to wskazane na plus, ale, że zostało mi wskazane to, jako stosunkowo częsty motyw. A częsty motyw wymaga zastanowienia się, jak go rozegrać, by nie był to kolejny tekst z bardzo podobną sceną. Inną drogą dla takiego motywu jest nieużywanie go, ale jak mówiłem, tej sceny nie chciałem usuwać. :D

Betowanie to sztuka konstruktywnego zrzędzenia na wszystko.

Tu się wkradło powtórzenie. :D

Poprawione.

Ogólnie tekst mi się podobał, mimo że mógłby rozkręcać się nieco szybciej. :D Ale czytało się go przyjemnie, a i osuwanie się w obłęd udało Ci się opisać całkiem zgrabnie. Powodzenia w konkursie! :D

A dziękuję. :) Ogólnie, to dlatego zrobiłem plażowy punkt kulminacyjny, aby nie rozkręcało się to w nieskończoność jak czasem bywa. Sam właśnie nie lubię za bardzo, jak akcja się toczy i toczy, a potem tylko dlatego wiem, że coś się stanie, bo niedługo tekst się kończy. Może faktycznie przeskok jest zbyt szybki bo stoi i zaraz jest w wodzie, jednak termin uniemożliwił podejście do tematu na chłodno.

Cieszę się z Twoich pozytywnych wrażeń po lekturze i z Twojego klika do biblioteki. :)

EDIT: I muszę dodać, że jestem fanką sceny w parku. Sielanka z dziećmi w horrorach zawsze idealnie zapowiada makabrę.

Było mi to wskazywane w becie, że dzieci są często wykorzystywane w horrorach ale jakoś miałem poczucie, że ta scena musi się po prostu w tym opko znaleźć. I byłem z niej jakoś dumny, a pozytywne opinie tylko to we mnie potwierdzają. :D

Betowanie to sztuka konstruktywnego zrzędzenia na wszystko.

Cześć Verus ;)

Fajne zobrazowanie pierwszej sceny. Mam przed oczami tekstową matkę robiącą wyrzuty. Nastąpiło dobre budowanie klimatu. A potem w sumie było tylko lepiej. :P

Podoba mi się samo techniczne wykonanie. Bardzo trafiły do mnie trudności, z którymi musiała się mierzyć matka i jej syn. Bardzo się wczułem szczerze mówiąc, oczyma wyobraźni widziałem szczegóły i widziałem ile wszystkiego kosztowała ta opieka i trud. Na plus w sumie też jest udawana postać ojca. Niewiele o nim wiadomo, ale w sumie wpasowuje się w to całość, więcej nie trzeba.

I jajecznica. Myślałem, że to będzie pozytywny absurd, ale okazało się inaczej. Wydawało mi się, że tytułowa jajecznica, jak już zagości i jej znaczenie będzie znane, spowoduje raczej mój uśmiech, ale to nie nastąpiło. Znaczy tak, w jakiś sposób jest absurdalna, ale co tutaj jest super – mnie osobiście nie wybiła z mrocznego klimatu opowiadania.

W sumie wciągnąłem się tak bardzo, że nie zarejestrowałem jakichś zgrzytów.

Pozdrawiam i powodzenia w konkursie! No i ode mnie będzie klik do biblioteki.

PS. No i konkurs na pewno wygrałaś tytułem. :D

Betowanie to sztuka konstruktywnego zrzędzenia na wszystko.

Olciatka:

Hej ;)

Natomiast Roksana wydaje mi się nijaka, niestety. Nie bardzo mogę odczytać jaką chciałeś jej przypisać rolę. 

Biedna Roksana. :P Roksana miała być postacią dopełniającą w jakimś sensie i może zbytnio ją zmarginalizowałem. W miarę postępu historii obłęd i niewytłumaczalne rzeczy znajdują się coraz bliżej (patrząc na zewnątrz, poza Cezarym: najpierw obcy ludzie, potem wspomnienie na temat szefa, jego przyjaciel, aż na koniec to działo się w domu i dotykało to Roksany).

I jeszcze jedno: dlaczego akurat podpalenie? W tekście nie ma wskazówki, że tego chcą Przedwieczni, albo może ja tego nie wyczytałam.

To jest bardzo dobre pytanie. xD Po prostu chcieli zniszczyć swój lądowy świat, więc opcja podpalenia wszystkiego wydaje się opcją najtańszą, a zarazem efektywną i przy tym szalenie efektowną. Czy taki był rozkaz Przedwiecznych? Zostawiłem to raczej w sferze domysłów, bo nie wiedziałem jak to uargumentować, więc na siłę nie chciałem tego opisywać.

– Dziwnie się ostatnio zachowujesz. Wszystko w porządku, kochanie? – zapytała wyraźnie zatroskana Roksana.

A to jest dziwne pytanie. Mąż przestał wychodzić z domu, nie chodzi do pracy, a żona się pyta czy wszystko w porządku:-)

Nie myślałem nad tym zdaniem w ten sposób, ale tłumaczyłbym to tak samo jak wcześniej. Tak jak widzi Cezarego całego we krwi i wiezie go na SOR, a kiedy ten ją przeprasza, to neguje, że była jakakolwiek krew. Także ma wymazywaną pamięć lub wpajane zobojętnienie, na wszelkie efekty działania Przedwiecznych. 

Co do reszty błędów, powtórzeń itd. to poprawię. Tak to jest, jak jeszcze warsztat nie domaga i termin zbytnio goni. :P

Polecam tekst do biblioteki i pozdrawiam:-)

Dziękuję za klika, opinię i wytknięcie błędów. Fajnie, że wpadłaś i że tekst Ci się spodobał. ;)

Betowanie to sztuka konstruktywnego zrzędzenia na wszystko.

Koimeoda:

Dzięki jeszcze raz za betę, komentarz, klika i dobre słowo. Takie szczegółowe analizy naprawdę robią mój dzień. :D

A, no i, podobnie jak u Gekiego, u Ciebie też podoba mi się bardzo, że jako morze z potworami pojawia się nasz stary, dobry Bałtyk :) 

Dlaczego Bałtyk miałby być mniej straszny, prawda? ;)

 

oidrin:

Cieszę się, że wciągnęło. Tym bardziej, że to moje zupełnie pierwsze podejście do tego gatunku. Co do Roksany, to chyba rozumiem. Chciałem, by była ważną postacią poboczną, aby wzmocnić motywy w opowiadaniu, jednak częstość jej występowania faktycznie mogłaby wskazywać, że jej finalna rola będzie większa.

Klikam, pozdrawiam i zdrowia życzę!

Dzięki, pozdrawiam!

Betowanie to sztuka konstruktywnego zrzędzenia na wszystko.

Mam trochę mieszane uczucia względem tekstu.

Z jednej strony jest lekki i przyjemny – to jest na plus. Jednak im dalej się czyta, tym mniej jest zaskakująco – jak to zauważono wcześniej, motywy z polskich dróg przełożyłeś na warunki kosmiczne. Czegoś, czego mi tu zabrakło to adaptacja na prawdziwe kosmiczne warunki – kwestia kosmicznego zatoru wydaje się dziwna, kiedy nie ma za bardzo zobrazowane, ile pojazdów kosmicznych on dotyczył. Kolejna sprawa, to kwestia ciężkiego plecaka, który ważył ze trzydzieści kilo. Ok, ale pamiętajmy, że akcja dzieje się w kosmosie gdzie ten plecak powinien ważyć dokładne nic. Takie elementy sprawiają, że brakuje mi, jakkolwiek, realizmu. Rozumiem kwestie sci-fi, że przez gatunek można tłumaczyć wiele obejść względem fizyki ale nie zaliczałbym do tego podstawowej grawitacji. 

Betowanie to sztuka konstruktywnego zrzędzenia na wszystko.

Autorze, obawiam się, że prawdziwy sens tekstu znasz tylko Ty, a to co tutaj się znalazło jest nie do odszyfrowania dla nikogo innego. Ani wciągające, ani z historią.

Betowanie to sztuka konstruktywnego zrzędzenia na wszystko.

Najpierw się zastanawiałem, czy naprawdę można było umieścić tyle nawiązań do Tolkiena. Potem zaczęło mi to przeszkadzać, aż tak bardzo, że końcówka wydawała się innym tekstem podczas pierwszego czytania. Ogólnie taka forma opowieści to nie mój klimat, aczkolwiek Twój tekst mi się podobał i ostatecznie przy zakończeniu się uśmiechnąłem. ;)

Betowanie to sztuka konstruktywnego zrzędzenia na wszystko.

Wybrałem dwie szczególne uwagi, do których chciałem się odnieść:

mechaniczna maszyna – na początku też myślałem i nadal tak myślę, zwłaszcza po Twojej uwadze, że brzmi to jak masło maślane. Ale napisałem mechaniczna maszyna bo w wikipdii widziałem w artykule Maszyna licząca, w spisie treści: Mechaniczne maszyny liczące. Dlatego, zostawiłem w pierwszej wersji, czyli mechaniczna maszyna.

Zakładam, że mechaniczne maszyny liczące wskazują na typ działania urządzenia/sposób wykonywania obliczeń (że nie była to np. cyfrowa maszyna licząca).

Co do tego, jaka miałaby to być maszyna, to Twój wybór, czy parowa, czy energetyczna, czy pneumatyczna tak naprawdę.

Napisałeś jeszcze

Zakończenie jest mocno zastanawiające, ponieważ mam nieodparte wrażenie, że uciąłeś całą akcję, pozostawiając czytelnika bez odpowiedzi i bez konkretnego rozwiązania.

 

Zakończenie jest takie: Andersson stojąc w drzwiach dostrzega jakąś postać w oddali

a dokładnie jest tam napisane:

Na szczęście dla Anderssona, jego obawy szybko się rozwiały: bo oto otworzył drzwi i z ulgą stwierdził, że tam – po drugiej stronie ulicy – przechodzi jakiś obcy mężczyzna, ubrany w niebieską kurtkę.

Tak, to rozumiem, ale czytelnik nie otrzymał końca wątku – czy Anderssona dalej ktoś prześladował, czy ktoś wydzwaniał lub czy też dalej próbował ratować brata? Tego nie wiadomo.

 

Podkreślone fragmenty sugerują – a przynajmniej chciałem, aby sugerowały – że Andersson nie domyślił się kogo zobaczył. Natomiast Czytelnik wie, że Andersson dostrzegł samego siebie.

Czy on nie wyrzucił te kurtki po drodze w krzaki? Po tym jak wziął płaszcz szeryfa? To jest mylące wówczas, że byłby to on sam.

 

Jeszcze raz dziękuję za poświęcenie czasu i za cenne – i bardzo szczegółowo opisane porady.

Cieszę się, że mogłem pomóc. ;)

 

Mam jeszcze cztery pytania:

Czy podczas czytania były w tekście jakieś dłużyzny?

Czy pojawił się w tekście efekt przynudzania?

Czy w tekście są jakieś fragmenty, które zamiast straszyć są śmieszne lub naiwne i psują nastrój?

A jeśli tak, to czy możesz wskazać jakiś przykładowy?

 

  1. Tylko we fragmentach gdzie narrator za bardzo chce wszystko opisać.
  2. Raczej nie. 
  3. Nie, raczej bym coś takiego wychwycił przy czytaniu.

    Kiedyś skomentowałem jeden „horror” przy którym się szczerze uśmiałem. Napisałem to delikatnie, ale autor tekst usunął. :P

Betowanie to sztuka konstruktywnego zrzędzenia na wszystko.

Spóźniony, ale jestem.

Ciekawy klimat stworzyłeś w tym opowiadaniu Geografie. Podoba mi się klimat grozy, niepewności, tajemniczych urządzeń i planów z którymi mierzy się główny bohater. Nie stoi on też biernie jak w typowych horrorach i zabija posterunkowego. Nie wiem skąd, ale kojarzy mi się motyw dwucyfrowych liczb na telefonie, wydaje mi się, że gdzieś w którymś opko na portalu padł już podobny pomysł. Widać też nawiązanie do HPL, małe miasteczko ukryte przed światem, które skrywa mroczną tajemnicę.

 

Jednocześnie jest tu kilka błędów, które mi utrudniały czytanie.

Pierwszym z nich jest to, że dużo opisujesz. Za dużo. Rozumiem, że w jakiś sposób pewnie chciałeś uniknąć tego, że ktoś nie zrozumie co chcesz przekazać. Jednak momentami miałem wrażenie, że narrator mówi mi, co już wiem/czego powinienem się domyśleć. Do tego dochodzi spora porcja opisów mgły i deszczu. Czytelnik już zdążył wejść w tę mgłę i zmoknąć od deszczu, naprawdę. ;)

„Lecz głęboka noc i ubranie szeryfa wspólnie pomogą uzyskać efekt zaskoczenia” – pomyślał Gareth o swoich dalszych planach. Kilkoma szarpnięciami, zdarł z trupa czarny płaszcz przeciwdeszczowy i kapelusz. 

– Tobie już się nie przyda, a mnie pozwolą na skryty atak

Pół strony dalej:

Pod osłoną nocy – w ubraniu szeryfa – Gareth będzie mógł swobodniej poruszać się po okolicy

Dawanie tego samego komunikatu w tak krótkim odstępie mija się z celem. Tak samo:

Gareth Andersson się poświęcił, w ogóle nie zmierzała ku rozwiązaniu. Z jednej strony – szeryf. Z drugiej – obserwatorzy w oknach za zasłonami.

Chwilę wcześniej była mowa o tym, że ktoś go obserwuje i mowa o szeryfie.

– Ja i szeryf cię śledzimy, powiadasz? Naiwny jesteś i głupi, jeżeli tak myślisz. – Nieznajomy głos w słuchawce stał się niepokojąco rozbawiony. – A może ten, którego nazwałeś szeryfem, wie coś o losach twego brata? A może nie wie nic! – Nadal kpił rozmówca

Z dialogu wynika, że kpił.

Przyjrzał się kolcom pędów, które – głęboko wbite w żyły i tętnice – tłoczyły zapewne jakieś toksyczne soki do krwiobiegu uwięzionego.

Jeśli coś było wbite w żyły i tętnice, to wiadomo, że do krwioobiegu, a nie domięśniowo.

Takich błędów jest jeszcze kilka.

Inny błąd:

Nagle w słabym świetle ulicznych latarń, wyłowił wzrokiem szeryfa, który pod osłoną mgły skradał się gdzieś w oddaleniu,

To zdanie się nie klei, bo była mgła, szeryf się skradał ale przez bohatera był widziany z oddali i przy słabym oświetleniu. :P

 

Jeszcze coś, co błędem nie jest, ale jestem na to jakoś dziwnie wyczulony:

A jednak, ku swemu zdziwieniu, znalazł coś przełomowego. Na końcu pokoju, z prawej strony, dostrzegł regał ze starymi książkami. Ruchomy i osadzony na zawiasach, stanowił doskonały kamuflaż sekretnego przejścia w ścianie, za którym stromo opadały drewniane schody. Podążając tamtędy w głąb wąskiego korytarza, Gareth Andersson wyczuwał, jak z dołu wionęło lodowatym powietrzem i piwniczną wilgocią.

Cały opis znalezienia sekretnego wejścia jest krótki. Za krótki, moim zdaniem. Wszedł, zobaczył, o, tu coś będzie i znalazł. Łatwo przyszło.

staroświeckimi zabytkami.

Masło maślane, zabytki nie są nowe.

upiorna fuzja rośliny i mechanicznej maszyny

To samo. Czy widziałeś kiedyś maszynę niemechaniczną?

Czarna postać skręciła w nieoświetloną uliczkę, a wtedy Andersson ruszył biegiem, by tam, w zapadłym mroku, zadać ciężką latarką mocny i pewny cios w głowę. A potem jeszcze dwa, aż ofiara padła pośrodku mokrej ulicy.

Czy szeryf był głuchy? Jak padał deszcz, to zrobiło się błoto albo kałuże. Bohater biegł. Dlaczego szeryf nie słyszał, jak biegnie, by go zaciukać latarką?

Niepokojące słowa odbijały się od ściany, by ginąć w ciemnej sieni.

Trochę dziwna jak dla mnie ta metafora, tak jakby słowa były piłkami odbijającymi się od ściany, by potem wpaść w jakiś ciemny kąt.

topiąc swoją ofiarę w rozmokłym błocie.

W suchym się nie da.

 

Zakończenie jest mocno zastanawiające, ponieważ mam nieodparte wrażenie, że uciąłeś całą akcję, pozostawiając czytelnika bez odpowiedzi i bez konkretnego rozwiązania.

Proponuję, by w razie możliwości Twój tekst następnym razem poleżał albo został zbetowany, by uniknąć błędów jak te powyżej.

 

Pozdrawiam!

Betowanie to sztuka konstruktywnego zrzędzenia na wszystko.

kursywa podnosi wagę zagadnień podjętych w tym króciaku

Hmmm…

Musiałem pogodzić się z faktem, że mój umysł nie potrafił strawić słowa ,,nie’’.

Mamy umysł, nad którym bohater nie ma władzy. Umysł robi z bohaterem co chce.

Tekst w sumie nie wiem o czym, niestety. Ani fantastyki, ani czegoś, co zrodziłoby ciekawość. Ot, gość zaczął czytać książki. Trudno się tu doszukiwać głębszego sensu.

Betowanie to sztuka konstruktywnego zrzędzenia na wszystko.

Hej Sagitcie (dobra odmiana?) :)

Chyba dobra, ja taką przyjmuję. :D

No wyrażam swoje zdanie, ale ostatecznie kwestia zmiany lub nie zostawiam Tobie. ;)

Nooo, jak przypalisz garnki na gazie, to jest taka woń spalenizny właśnie. Jestem otwarty na sugestie, żeby jakoś inaczej to ująć.

Wówczas dalej śmierdzi to, co zostało w nim spalone.

Tylko to nie jest takie gotowanie, że woda na ziemniaki czy na zupę, tylko podlewanie wodą potraw, żeby się nie przypaliły.

Jasne, wszystko się zgadza z tym podlewaniem, ale dalej uważam, że para (domyślnie wodna) by wystarczyła w tym zdaniu.

:D No takie porównanie, przykro mi, że Ci zgrzyta, ale lepszego nie znajduję. W sumie nie słyszałem żadnych historii, żeby anioł zaszlachtował kogoś, kto chciał się dostać do raju, więc uważam, że ten miecz jest taki bardziej symboliczny ;)

Jak chcesz. :D

 No jest to niby osobna część. Bardziej tego nie będę raczej eksponował.

Sam w takiej sytuacji dałbym enter i trzy gwiazdki.

Dwie przenośnie na to samo to też trochę za dużo, a klimat cierpi przez tę rukolę na pizzy.

Podobny zabieg jak z garbuskiem wyżej. Niektórym się podoba ;)

Rozumiem.

Fajnie, że podeszło. Tak był spokojny, można się jedynie domyślać dlaczego (może przez Alicję, a może zawsze był spokojny, tylko się budził i szalał przed tą czwartą rano?)

Jak dla mnie to dobry wpływ odpowiedniej kobiety, z którą był.

Okej, dzięki (chyba). Może te inne choć lepsze są w Twoich oczach.

Są. :)

Cieszę się bardzo, że wyraziłeś swoją opinię, zapraszam do ponownych marudzeń w przyszłości :)

Koniecznie będę wpadał. :)

Betowanie to sztuka konstruktywnego zrzędzenia na wszystko.

Taki jest plan. Ale z góry uprzedzam, że krytykować najłatwiej, a napisać coś swojego to już nie tak hop-siup. ;)

Oj tak, w komentarzach jest łatwo. Też coś tam piszę na ten sam konkurs, ale mam obawy, że tekst się nie przyjmie. :P

Betowanie to sztuka konstruktywnego zrzędzenia na wszystko.

Cześć BK ;)

Otworzyłem oczy i uniosłem się na łokciu. Czerwone cyfry zegara, stojącego na komodzie, naprzeciw łóżka, wskazywały trzecią pięćdziesiąt cztery. Śniłem, że nie mogę się obudzić.

To od początku. Zaczyna się jak dla mnie całkiem całkiem.

 z mrugającymi, żółtymi jak płomienie wybuchu, światłami

Metafora trochę na wyrost moim zdaniem. Światło sygnalizacji jest mocno statyczne.

 

Pamiętając poprzednią sytuację, kolejnej dziewczynie powiedziałem o fobii, która mnie prześladuje. Wyznałem, że bardzo się boję jednego, określonego dnia, mam niezwykle silne przekonanie, że dziesiątego maja dwa tysiące dwudziestego roku, o czwartej nad ranem, cała ludzkość zginie. Dlatego mój mózg budzi się każdego dziesiątego maja od kilku lat, pobudzony, zdezorientowany, oszalały ze strachu.

Trochę nierealnym wydaje mi się fakt przeżywania przyszłego wydarzenia równie mocno przez tyle lat przed.

I tutaj ten biedny mózg jest traktowany jak jakiś osobny, niezależny byt.

Na szczęście uciekła i zgarbiona niczym Quasimodo, jęcząc z bólu, wybiegła na korytarz, żeby schować się u sąsiadów. 

I straszno i śmieszno zarazem. Lubię postać Quasimodo, ale tutaj reprezentuje coś, z czego go nie znałem.

Zabija grozę. :P

 Pewnego dnia wróciłem po szkole do domu, a babcia przygotowywała obiad w pustych garnkach. 

Czekaj, to już nie mieszka z dziewczyną? Czy mieszka z dziewczyną i babcią zarazem?

Pokrywki podskakiwały na parze z wody, którą podlewała wymyślone potrawy

Są pary różnych cieczy, ale zakładam, że nikt nie gotuje na acetonie lub metanolu, więc wyciąłbym tę wodę, zbędne dopowiedzenie.

w całym domu unosił się swąd przypalanego metalu

Nigdy nie spotkałem się z wonią przypalanego metalu. Z potrawą tak, ale nie z metalem.

Najczęściej jednak po prostu patrzyła przed siebie nie zauważając mnie, jak przez szybę.

To dziwny, zamotany zwrot.

Patrzy tak jakby mnie nie zauważała. Patrzy jak przez szybę (przez którą wszystko przecież widać).

Nawet cieszyłbym się z tego, że babcia znów znalazła się w czasach swojej młodości, gdyby nie to, że zawsze napotykała granicę w postaci zwierciadła. Lustro było jak anioł z ognistym mieczem broniący dostępu do raju z przeszłości.

Lustro nie zawaha się użyć broni przed dostępem do raju? Jak dla mnie trochę na wyrost, opis zwykłego lustra.

Dopiero tutaj ogarnąłem skąd babcia w domu i dziewczyna. Zrobiłbym osobną część z tego, jakoś to rozdzielił, by chronologia mogła być sensownie zaburzona.

Miasto rewitalizowało w tym czasie te niewielkie oazy wciśnięte pomiędzy betonowe pustynie, co przypominało kładzenie listków rukoli na spaloną pizzę. 

Dwie przenośnie na to samo to też trochę za dużo, a klimat cierpi przez tę rukolę na pizzy.

Wysokiemu wyrwałem młode drzewko z ręki, natychmiast otrzymał cios w głowę sztachetą od grubasa, był jednak tak zaaferowany moją interwencją, że prawie nie zwrócił na to uwagi. 

Sześciolatek oberwał sztachetą i nie zwrócił na to uwagi? Jak na moje to by się z marszu rozpłakał.

 

Ładna scena rozkoszowania się ostatnimi chwilami życia. Bardzo mi przypadła. Jednocześnie był wyjątkowo spokojny w dziwny sposób, przed nadchodzącym końcem, który przeżywał przez tyle lat. 

 

Ogólnie to nie jest zły tekst, ale kilka z powyższych rzeczy powodują, że nie czuję tu grozy. Tajemnica, jakiś mistycyzm, niewyjaśnione zjawiska, tak. Jak na taki tekst jest dla mnie zbyt mało wstawek dialogowych przez co fragment opisujący życie narratora za czasów babci dłużyło mi się. Na plus jest pomysł i poplątanie w niektórych miejscach, przez co w sumie nie byłem pewien, co wydarzy się na końcu.

Także podsumowując, jak dla mnie tekst może być, ale w rankingu Twoich tekstów, które czytałem, zajmuje miejsce poza podium. :P 

Pomarudziłem i idę. 

Pozdrawiam!

Betowanie to sztuka konstruktywnego zrzędzenia na wszystko.

Chciałbym przeczytać tekst w ramach dyżuru, autorze, jednak widząc brak odpowiedzi pod poprzednim opkiem czy jest sens? Nie chciałbym się rozpisywać tylko po to, aby dodać komentarz, który nie wiem, czy przeczytasz.

Betowanie to sztuka konstruktywnego zrzędzenia na wszystko.

Hm. Podobało mi się, ujęłaś mnie takim poprowadzeniem historii i w sumie nie wiedziałem, w którym kierunku to pójdzie, więc dobrze. Podoba mi się ujęcie trudnych czasów w zwięzły, acz efektowny sposób. Można marzyć o takim darze, by znać losy potomnych i je aktywnie przeżywać. 

 

Daję klik do biblioteki. :)

Betowanie to sztuka konstruktywnego zrzędzenia na wszystko.

i wzuwam buty.

Wzuwam – literówka

 „Gwiezdnego zabójcę”.

Z małej litery wszystko, albo z wielkiej, jeśli to jakiś specjalny tytuł.

Zaczynam Liceum.

Z małej litery.

 

Po co główny bohater wszystkich morduje? Płacą mu za to, jest zmuszony czy jak? Nie ma tego w tekście. Ponadto tekst napisany jest dość rzeczowo, bohater zrobił to, bohater zrobił tamto. Jest nieomylny. Ponadto dość ekspresowo morduje całe miasto, przez co brakuje realizmu i rozwinięcia akcji. No i nie nazwałbym tego horrorem.

 

Przykro mi, ale takie historie mnie nie ujmują.

Betowanie to sztuka konstruktywnego zrzędzenia na wszystko.

Hej Ane.ko

 

Doszukiwałem się tych dusz ale nie wybrzmiały one dla mnie szczerze mówiąc. I niestety nie podzielam poglądu o nie najgorszym wykonaniu, bo pewne elementy pozostawiają sporo do życzenia. Trochę zbyt hollywoodzko tutaj wyszło. Ale do rzeczy:

Tupot szczurzych łap w kanałach.

Nie zbyt na wyrost, ten hałas od małych łapek?

Silne uderzenie w głowę zakołysało mną i uderzyłam w pręt celi. Zdusiłam jęk i potarłam skroń.

Czepiam się, ale czternastolatka lepiej panuje nad odruchami i bólem niż James Bond.

– J-ja n-ie chciałem…P-przepraszam… – dukał żałośnie. Chciał się wyrwać, ale nie był w stanie. Niedożywienie i wysiłek odciskały na więźniach bolesne piętno.

Ścisnęłam mocniej. Spanikował. Zaczął się szamotać. Jego oczy zaszkliły się od łez. Wreszcie puściłam go i padł ociężale na ziemię.

Co powodowało, że czternastolatka była tak silna, że mogła zabijać rosłych facetów? Brakuje mi wytłumaczenia w tekście.

nieco mi zdrętwiały ale po kilku krokach przypomniałam sobie jak ich używać.

Skoro stawiała kroki, to nie zapomniała. Nie mógłbym sobie przypomnieć jak się mówi przy drugim zdaniu które wypowiem, prawda?

Mijając przestraszonych i wykończonych więźniów nie uraczyłam spojrzeniem żadnego z nich. Kiedyś popełniłam taki błąd. Zobaczyłam szlochającego chłopca o włosach w kolorze złota i posłałam mu pocieszający uśmiech. Kilka tygodni potem spotkałam go na górze.

Spotkała go na górze? Co tam było, bo chyba nie ogarniam?

Gdy już myślałam, że po prostu przekroczę te kamienne wrota i otoczy mnie blask księżyca, nieśmiało wpadającego przez szklany sufit, Kat podciął mi nogi włócznią i zarechotał gdy wypluwałam piasek.

Raz, czy w więzieniu wydawaliby pieniądze na szklany sufit, który przecież najtańszy nie jest? Dwa, zbyt szybka akcja, kat jej podciął nogi włócznią i nawet nie upadła, a już wypluwała piasek. Wypluwała piasek, a pełno jest wzmianek o kamiennych płytach na podłodze.

Znów ogarnęło mnie to uczucie. To ciemne i mroczne coś, ukryte głęboko w sercu. Krzyczało.

Brak konkretów.

Głos z głośników docierał do widowni usadowionej wysoko nad areną walk.

Głośniki i włócznie w jednym opowiadaniu nieco się gryzą.

Kamienne rzędy wypełnione ludźmi o nagich twarzach.

Czym jest naga twarz? Bo chyba wszyscy mamy nagie twarze, poza chodzeniem po sklepie, kiedy mamy maseczki. Kolejna sprawa, nadużywasz przymiotnika “kamienny”.

Choć miałyśmy zaledwie po czternaście lat, nikt nie mógł nam dorównać.

Ale strażnik ją potraktował brutalnie i rzucił na podłogę „just like that”.

– Niech was nie zwiedzie ich niegroźny wygląd, te dwie dziewczyny to bardzo silne wojowniczki.

Czternastolatki?

Gdy gong zabrzmiał trzeci raz, rozpoczęła się walka. Rzuciłyśmy się na siebie. Skrzyżowałyśmy ostrza i mierzyłyśmy się wzrokiem do puki nie odskoczyłam. Lupin wyjęła łuk i posłała strzałę. Zawsze tak robiła na początku walki a ja zawsze robiłam salto i wysoki skok unikając grotu. W tym czasie ona wypuszczała następną gdy byłam w powietrzu. Wiedziałam, że potrafi trafić kogoś z odległości stu metrów (czyli końca Areny) ale dla mnie odbicie tych strzał jednym ze sztyletów, to jak mrugnięcie okiem. Tłum zaczął wiwatować, widowisko rozpoczęło się na dobre.

Uważam Lupin za głupią, za stosowanie tej samej taktyki przy kolejnym pojedynku. Bohaterka-narratorka też jak widać nie zmienia taktyki.

Skoczyła w moją stronę i złapała za włosy. Odepchnęła mnie mocno i poleciałam kilka metrów dalej.

Shadow potrafi odbijać strzały sztyletem ale refleks nie pozwala jej rozrąbać Lupin na pół, kiedy ta skraca dystans i łapie ją za włosy?

Szybko wyjęła swoje sztylety i zaatakowała ponownie.

– Hej, Shadow? – zaczęła po chwili, łapiąc oddech – myślisz, że w normalnym świecie mogłybyśmy się zaprzyjaźnić? – Jej pytanie trochę mnie zaskoczyło. O to jej chodziło, wytrąciła mi z ręki miecz. Zamachnęła się po raz kolejny z dzikim okrzykiem. Uchyliłam się w ostatniej chwili i podcięłam jej nogi. Upadła, znów się wycofałam.

Jak przeciwnik pada to należy wtedy go bić i rąbać gdzie popadnie, bo praktycznie nie ma opcji uniknięcia ciosu. Po drugie, w dynamicznej walce nie ma miejsca na rozmowy, bo się traci koncentrację i dech.

Ręka zatrzęsła mi się na rękojeści miecza. Nie byłam w stanie jej unieść. Była już tuż przy mnie, zadając kolejny cios.

Ale jednak uniosła potem w heroicznym zrywie.

I tutaj:

Lupin nie zdążyła się zasłonić, przebiłam ją gdzieś pod płucami. Kaszlnęła, a z jej ust bryznęła krew, spłynęła powoli po krótkich, wilczych kłach. Słodki zapach wdarł się do moich nozdrzy.

A potem:

– Zamknij się – wydukała Lupin powstrzymując śmiech. Odpowiedziałam jej równie rozbawionym prychnięciem.

Przeżyła kosę pod żebra i dławienie się krwią, a potem się śmieje? Trochę nie dowierzam.

 

W sumie błędy pokazują moją opinię na tekst i nie wiem, co mógłbym więcej dodać. Może następnym razem będzie lepiej, bo walka, która miała być centralnym punktem fragmentu, była nierealistyczna.

Pozdrawiam!

 

Betowanie to sztuka konstruktywnego zrzędzenia na wszystko.

Zawsze zachwyca mnie duża ilość przekazu przy użyciu małej ilości słów. Tutaj Ci się to zdecydowanie udało. :)

– Właśnie, ile dasz? – dopytał blondasa Wesołek, gasząc skręta w doniczce.

aż chciałoby się tutaj dodać zwrot per “kierowniku” ze strony Wesołka. ;)

Betowanie to sztuka konstruktywnego zrzędzenia na wszystko.

 Przeczytałem. Poniżej wypisałem tylko ułamek błędów tak naprawdę, jest ich o wiele więcej:

Re­dak­tor Got­fryd He­isen­berg krzyk­nął przez sen i zaraz potem gwał­tow­nie się obu­dził, omal nie skrę­ca­jąc sobie przy tym karku – znów bo­wiem za­snął zwi­sa­jąc głową z łóżka.

Trochę za dużo dramatyzmu – czy słyszałeś kiedyś o przypadku autoskręcenia karku od wygięcia szyi pod wpływem ciężaru głowy i jej skrętu? :P Drugie, że nazwisko mało oryginalne.

Za­klął mimo woli.

Raczej taką wolę miał i nikt nim zewnętrznie lub wewnętrznie inny nie sterował.

Pro­mie­nie słoń­ca wpa­da­ją­ce le­ni­wie do po­ko­ju po­in­for­mo­wa­ły go, że już ranek. A więc praw­do­po­dob­nie był spóź­nio­ny!

Równie dobrze mogła to być 5:30 jak i 9:30, jak to był sierpień.

Brak cie­ka­wych te­ma­tów na ar­ty­kuł po­wo­do­wał, że wie­czo­ra­mi Got­fryd czę­sto się roz­luź­niał – a to swą ulu­bio­ną whi­sky, a to piwem – zwy­kle, kiedy nie pła­co­no mu za nad­go­dzi­ny, a było to czę­ste.

Czyli alkoholizm.

Nie mu­siał się nawet ubie­rać – czę­sto za­sy­piał w ubra­niu, w któ­rym cho­dził – ele­ganc­kiej ma­ry­nar­ce i nie­bie­skiej ko­szu­li z gu­stow­ną czer­wo­ną musz­ką. Mógł być nie­chluj­ny, ale o ele­gan­cji pa­mię­tał za­wsze.

Nie wiem, jak to możliwe, że spał w ubraniu i wstawał rano elegancki. Ponadto ten fakt wskazuje na to, że się nawet nie umył, więc dalej elegancki?

 

Pierwsze sześć tysięcy znaków Twojego opowiadania jest w sumie o wszystkim i o niczym. Coś o zniszczonym posągu, a Gotfryd by zmienił pracę ale młodzież to debile itd. A to zjadł bułkę, a to pił, a to niechluj. Po co to?

I w ogóle w pierwszych akapitach Słońce go informowało, że jest spóźniony a potem ma czas rzuć bułę i zrobić sobie kawkę. No niespójne to. Poza tym wstawał do pracy tylko jak telefon zadzwonił? Chyba tak to nie powinno wyglądać. Długie wstawki narratora rozwalają dialogi. Jest sporo suchych informacji, które nie dają nic dla fabuły. Poza tym występuje typowa postać kiepskiego, okrutnego szefa.

 

– Za­pew­niam cię, że nie! – Kopeć znów pod­niósł głos. – Spra­wa jest cho­ler­nie po­waż­na! Dzwo­nił do mnie in­for­ma­tor z kan­ce­la­rii. Po­dob­no pre­zy­dent po­si­wiał, gdy prze­czy­tał ten list. A pre­mier pla­nu­je zwo­ła­nie szta­bu kry­zy­so­we­go… Gutek, oni grożą ata­kiem ter­ro­ry­stycz­nym. Bro­nią che­micz­ną.

Od listów z pogróżkami takie rzeczy? Raczej ciche działanie ABW w tle w takich przypadkach, a nie od razu panika.

– Tak, sze­fie?

– To jest coś o wiele… mniej prze­wi­dy­wal­ne­go niż po­gróż­ki sza­leń­ca czy ter­ro­ryzm is­lam­ski. To wy­so­ce nie­prze­wi­dy­wal­ne. A sy­tu­acja stale się roz­wi­ja.

Skąd to wie?

Gdy za­re­zer­wo­wał bilet, po­śpiesz­nie spa­ko­wał kilka ubrań i naj­po­trzeb­niej­sze rze­czy do swo­jej zgni­ło­zie­lo­nej torby po­dróż­nej. Stwier­dził, że po­trzeb­ne mu jesz­cze za­ku­py na po­dróż – kilka bułek, su­szo­ne owoce, mro­żon­ki, na­po­je – bez tego źle mu się my­śla­ło. Po­sta­no­wił za­ro­bić za­ku­py w po­bli­skiej Żabce.

Rozwijasz akcję grubego zagrożenia, by potem opisywać, że musi skoczyć do Żabki? 

usu­nął się na bruk, ude­rza­jąc o as­falt ko­la­na­mi.

Osunął się* na bruk, poza tym, upadł na bruk czy na asfalt?

Poza tym, bardzo szybki ten rozwój choroby, wręcz nieprawdopodobnie szybki i niczym nie uargumentowany.

Podsumowując, niestety mi się nie podobało. Dużo zbędnych informacji jak na taki tekst jak wspominałem. Czytanie mi się dlatego dłużyło i w sumie końcówka pojawiła się tak bardzo niespodziewanie, że zabrakłoby jakiegoś wytłumaczenia, co, jak, gdzie i dlaczego.

Betowanie to sztuka konstruktywnego zrzędzenia na wszystko.

Przeczytałem. Kilka błędów, które wychwyciłem:

Raz, podczas akcji, walący się budynek zmiażdżył mu łydkę. Z perspektywy Aiszy jest kaleką, jednak on wcale nie narzeka na nową nogę, której tytanowe kolano potrafi udźwignąć kilka ton.

Jedno, że kolano niczego nie dźwiga, samo w sobie. Druga kwestia jest taka, że wszelkie implanty (jak i materiały, z których są produkowane) są projektowane tak, aby jak najbardziej pod względem wytrzymałościowym przypominały ludzkie kości i stawy. Jedna zwykła noga i druga super ekstra wytrzymała powodowałyby negatywne skutki zdrowotne dla użytkownika. Dlatego to błąd logiczny.

Soczewa ma podobno wbudowane liczne dodatkowe funkcje, takie jak choćby mikro i makro zbliżenie, czy analizę cząsteczek składowych, cokolwiek to oznacza.

Czym jest analiza cząsteczek składowych? Czym są cząsteczki składowe? I po co mu ta funkcja w sztucznym oku?

Dziewczyna bierze od niego szklaną kartę klubową, która ma wbudowany niewielki czip.

Zastanawia mnie, dlaczego karta klubowa jest szklana? Widząc zaawansowanie technologiczne na przykładzie oka, zastanawiałbym się, czy taki czip nie byłby wszczepiony pod skórę.

 

Ogólnie, to przedstawiłaś namiastkę fajnej, futurystycznej wizji, aczkolwiek ta wizja w pewnych aspektach jest nieścisła, co przedstawiłem powyżej. Wydaje mi się, że potrzeba w jakiś sposób wizjonerskiego myślenia, by pisać w klimatach sci-fi i mieć do tego wiedzę techniczną, by móc przewidzieć, jak będzie wyglądała przyszłość pod tym względem. Zdania typu „cząsteczki składowe, cokolwiek to oznacza” zgrzytają mocno.

I w sumie, zastanawiam się, co dokładnie chciałaś przekazać w tym tekście? Dziewczyna ma niesprawne ramię i zastanawia się, czy by go nie naprawić/zmienić na robotyczne, chociaż ma w pamięci dziadka i jego podejście do cyborgów. Czy naprawdę poglądy dziadka byłyby dla niej tak istotne? Jest młoda, więc raczej buntowałaby się przed takimi rzeczami. A jeśli już nie chciała, to dlaczego tak chciała go posłuchać? Chociaż w sumie na koniec i tak się na to decyduje. Wszelkie rzeczy techniczne i usprawnienia mają raczej pozytywny wydźwięk, a bohaterka wydaje się obrażona na nowości, ale jak już pisałem, tylko do czasu. Dużo opisów ale za mało wątku fabularnego samego w sobie, jak dla mnie. Za mało wiadomo, co, jak, gdzie i dlaczego.

Betowanie to sztuka konstruktywnego zrzędzenia na wszystko.

Cóż rzec, nie powaliło.

W mniej niż pięć tysięcy znaków otrzymał suchy opis, motyw snu pozbawiony ostatecznie wyjaśnienia. Bo została tajemnica, ale trudno się domyśleć, co, jak i dlaczego. Opisy napadów przez trójkę starszaków nie miały w sobie, pożądanej w tym wypadku, ilości dramatyzmu. Opowiadanie zyskałoby, gdyby były dialogi i rozwinięcie akcji, by trzymać czytelnika w napięciu.

Mam nadzieję, że następnym razem będzie lepiej. Powodzenia!

Betowanie to sztuka konstruktywnego zrzędzenia na wszystko.

Cześć Astraph,

Dwojako w sumie oceniam tekst. To co mi się podobało, to barwne, rozbudowane opisy, którymi karmiła się moja wyobraźnia w czasie czytania. Robiło wrażenie, a obrazy, które przedstawiłeś łatwo przyszły do głowy (animację oglądałem w sumie dopiero po czytaniu). Pojawiły się jakieś wątki egzystencjalne – tak jak z tą życiową sztafetą i pokazywaniem drogi następnym pokoleniom – podobało mi się, że zaistniały, bo dobrze wkomponowały się w tekst.

 

Coś co mi się nie podobało, to to, że terraformacja jest niemożliwa moim zdaniem, ale to wracam wówczas do pomysłu, który mówi o pięknej wizji, niekoniecznie patrząc na realizm. :D

I w formie luźnej dyskusji:

lecz mimo to znajdowali się ludzie uważający otwarty kosmos za na tyle piękny, by znosić spartańskie warunki międzyplanetarnych rejsów.

Nie uważam, że byłyby to tylko spartańskie warunki takich rejsów, a raczej powolne popadanie w obłęd podczas wielomiesięcznych podróży, będąc zamkniętym w metalowej puszce sunącej przez kosmos, który się nie zmienia, a dzień trwa cały czas.

Ode mnie będzie klik do biblioteki. :)

Pozdrawiam

Sagitt, czwartkowy dyżurny

PS. KSP <3

Betowanie to sztuka konstruktywnego zrzędzenia na wszystko.

Wydaje mi się, że Arnold by się z takiej opresji wydostał mimo wszystko. :P Ale przyjemnie się czytało, pomimo długości.

Betowanie to sztuka konstruktywnego zrzędzenia na wszystko.

Prosty pomysł, ale niestety słabe wykonanie. Jak czytelnik może się czuć kiedy piszesz, autorze, że szklanka z wodą jest po to, by się nawodnić? Każdy to przecież wie. Opisy dziennikarza i sytuacji są barwne, ale rozwlekłe i w mojej opinii nie ma co się aż tak rozpisywać, jak bardzo chudy był Byrd. Dialogi – są. Są formalne, a drugorzędny dziennikarz nic nie czuje, spotykając się z seryjnym mordercą. Żadnego napięcia. Tak naprawdę wszystko przekreśla zakończenie – nie mógł wnieść szklanki ale nikt go nie przeszukał gdy wchodził do więzienia. Więc wniósł broń w kieszeni jakby nigdy nic i go zastrzelił ot tak. A strażnik nic z tym nie zrobił, pomimo podkreślenia jego funkcji i tego, że był uzbrojony. W normalnej sytuacji dostałby dyscyplinarkę razem z procesem za nie przestrzeganie procedur. Ponadto nie spotkałem się nigdzie, by pauzę w dialogu zapisywać jako (pauza), a tutaj ma to miejsce. Także niestety, może następnym razem będzie lepiej.

Betowanie to sztuka konstruktywnego zrzędzenia na wszystko.

Słuszna uwaga w sumie. Z racji, że byłaby to zbyt duża ingerencja w tekst i że został on opublikowany już dwa miesiące temu, to potraktuję Twoje komentarze jako cenne rady na przyszłość, by takie aspekty miały ręce i nogi.

Betowanie to sztuka konstruktywnego zrzędzenia na wszystko.

BasementKey:

 

Dzięki za odkopanie, przeczytanie i komentarz. :) Cieszę się z pozytywnej oceny ostatecznie.

Świat przedstawiony przypomina Wiedźmina, i to raczej grę niż ksiązkę czy seriał.

Dopiero jakiś czas po wypuszczeniu opko zacząłem czytać Wiedźmina, a kiedyś byłem na musicalu. W grę nigdy nie grałem, a Netflixowy Wiedźmin nie jest Wiedźminem. Po prostu lubię takie ala średniowieczne, ponure światy,

– Idź w cholerę, Mael! – warknąwszy na niego, zwrócił się do pozostałych:

– jak wyżej, rozważ dodanie wykonawcy czynności.

Wydaje mi się zrozumiałe, kto do kogo mówi, bo jest ich tam tylko dwóch.

Wojownicy odziani w kolczugi, błyszczące karwasze z litej blachy i półotwarte hełmy cieszyli się zainteresowaniem miejscowej gawiedzi.

– to znaczy, że wyjechali z obozu, ale co jak? A jeżeli nie wyjechali, po co siodłali konie? Chyba, że ktoś im przerwał i… pogubiłem się ;)

Akcja, jak siodłają konie dzieje się rano, a oni przyjechali wieczorem do miejscowości.

Giezmin

– Giezmin, Giedźmin, Wiedźmin – mi się ewidentnie kojarzy ;) No i ma medalion, prawda? Może nie jest to medalion z wilkiem, ale ostatecznie koleżka okazuje się wilk-ołakiem.

Nie, to tak nie wyglądało. ;) Kwetkarach, nazwa miejscowości w której dzieje się akcja, powstała w wyniku przeróbki jakiegoś litewskiego słowa. Więc poszedłem tym tokiem jednego kręgu językowego i wymyśliłem Giezmina, który jest przekształceniem Giedymina. Wilk-ołak jakoś tak wyszedł.

Powiedz, kogo masz pod sobą, panie wojowniku?

– "Chwilowo pod sobą mam konia, ale liczę, że znajdzie się zaraz jakaś hoża dziewoja". Przepraszam, jakoś tak dosłownie to zdanie do mnie przemawia. Ale to pewnie tylko ja ;)

Jak dowódca ma pod sobą pułk piechoty, to nie znaczy, że siedzi na pięciu tysiącach facetów. :P Spotkałem się kiedyś z tym określeniem.

Tylko kilka osób w bractwie zakonnym cieszyło się większym posłuchem niż Tereneg

– to zakon? I przyjmuje ludzi, krasnoludy elfy i mroczne półelfy (półmroczne elfy)? Dziwna reguła, może coś więcej można by skrobnąć.

Taka organizacja multikulti w założeniu, ale nie chciałem już wydłużać by opisywać samą organizację.

[…]zanieś wiernego, mężnego ducha przed podnóżek w twych złotych komnatach.

– troszkę to uwłaczające dla wiernego, mężnego ducha, IMO. Może przed wrota twoich złotych komnat chociaż?

Czy uwłaczające? Lepiej siedzieć przed drzwiami niż przed podnóżkiem? Oni chcieli by ich duch po śmierci mógł być chociaż u stóp ich Boga. To ma na celu wywyższenie jego znaczenia.

Prędko dogonili resztę drużyny, podczas gdy spomiędzy wysokiej roślinności wysuwali się kolejni nieumarli.

– to nieumarli, czy topielcy w końcu? Dla mnie to różne rodzaje (PWN, topielec: «w baśniach, podaniach ludowych: pokutujący duch utopionego człowieka») A może utopce? https://pl.wikipedia.org/wiki/Utopiec

W którymś bestiariuszu słowiańskim utopiec/topielec były określeniami zamiennymi i tutaj szedłem tym tokiem.

Obok czarnobrodego niziołka walczył Cernunnos

W przekładzie Marii Skibniewskiej „Władcy Pierścieni” jest to zastępcze określenie Gimliego. Po drugie, wedle definicji którą znalazłem: (1.1) fant. lit. istota niskiego wzrostu charakteryzująca się krępą budową ciała i dużymi stopami

Po trzecie, jak sobie poukładałem nieco specyfikę świata, to ustaliłem, że niziołki to pewna grupa do której należą wszelkiej maści krasnoludy i gnomy. :D

– To nie kwestia magii. To wzrasta – szepnął Cernunnos.

– Nie przeszkadzaj mi w obowiązkach – odpowiedział Tereneg, odwracając wzrok.

– Kiedyś naprawdę pożałujesz, że nie chciałeś mnie wysłuchać.

– dziwny ten dialog, Co mu tam wzrasta temu Cernunnosowi? Co zajmuje Terenega, że nie ma czasu pogadać z towarzyszem. I kiedy będzie to kiedyś? Kiedyś brzmi, jakby dziadkiem będąc miał wspominać, że wyprawa na bagna

Miało być dziwnie, Cernunnos miał wypaść dziwnie. :D

– jako się rzekło w komentarzach wyżej – marny to ptak, co własne gniazdo kala. Jak może tak jechać na swojego towarzysza? I to dowódca!

Tak miało być. Miał być uprzedzony, miał go nie słuchać, miał go olewać i go obgadywać, próbując tuszować swoje złe decyzje i brak talentu i odwagi. Wszelkie dziwne i nieodpowiadające stanowisku dowódcy zachowania Terenega miały takie być.

– Stać! I nie odwracać się! – warknął na nich cicho tajemniczy głos.

Obaj unieśli ręce w geście poddania.

– zbyt łatwo dali się zastraszyć. Ktoś im przystawił miecz do pleców czy jak?

No nie wiem, nie widzieli ilości zagrożenia więc próba odwrócenia się mogła skończyć się bliskim spotkaniem z bronią.

Kolejne wściekłe ataki złamały jedną z rąk Iznisa i go powaliły

– jakby Iznis miał conajmniej cztery ręce.

Fakt. :P

 

Co do reszty, której nie wyszczególniłem powyżej to przemyślę, na pewno zmienię ręce, powtórzenia i kilka innych rzeczy. Reszta jest do zastanowienia.

 

Finklo:

Tobie również dzięki za przeczytanie i ocenę. :)

Dlaczego tak głupi facet jest dowódcą, a ludzie go słuchają? Najpierw nie chce gadać z podwładnym, bo go nie lubi. No, idiota. A potem przypadkowemu obcemu udziela ważnych informacji. Już osiedlowa plotkara lepiej kontroluje, komu opowiada pikantne kawałki. Albo to syn jakiejś szychy i tylko dlatego dowodzi, albo przegiąłeś przy konstruowaniu postaci.

Można powiedzieć, że jak to możliwe, że tak głupi ludzie mogą nazywać się politykami i sprawować urzędy… Miałem zamiar by była to postać podejmująca złe decyzje i nie pasująca do swojej funkcji. Tak było w planach. Może braki w umiejętnościach spowodowały, że ten zamiar nie został wyszczególniony i jest to odbierane, jako błąd logiczny. Wychodziłem z założenia, że mogą oni znaleźć nić porozumienia i że mogą rozmawiać na różne tematy bo była to relacja dowódca-naczelnik. A że dowódca miał skrajne emocje względem podwładnego, to cóż.

Żołnierze też żadna rewelacja – trzeba im tłumaczyć, po co znaczy się drzewa w obcym lesie. Jak tępym rekrutom.

Hm, faktycznie, trochę tutaj popłynąłem. Ale to przez to, że sam nie lubię, jak bohaterowie wchodząc na obcy teren poruszają się jak u siebie, więc to był ich sposób na drogę powrotną, ale może powinienem to opisać inaczej, tak, aby grupa nie dziwiła. :P

Mam nadzieję, że więcej dobrego będzie można powiedzieć następnym razem. :)

 

Betowanie to sztuka konstruktywnego zrzędzenia na wszystko.

Nowa Fantastyka