Profil użytkownika

Literacko lubię twory przygodowe i fantastyczne – szczególnie dark fantasy. 

Zainteresowania ogólne to historia (szczególnie historia wojskowości i II wojna światowa), astronomia, muzyka i szeroko pojęta wiedza o świecie. Uwielbiam góry, podróże i naturę.

Forumowy czwartkowy dyżurny.

Betowanie – przyjmuję. Warto się kontaktować i pytać, chętnie pomagam.


komentarze: 544, w dziale opowiadań: 446, opowiadania: 219

Ostatnie sto komentarzy

Cześć ;)

Mam pewien przesyt w motywach okołoskandynawskich w literaturze, ale tutaj się nie zawiodłem.

Podoba mi się mitologia tego świata bez Thora i mu pokrewnych. Podoba mi się, że stworzyłeś mity specjalnie dla tej historii. Dzięki temu miałem poczucie, że tekst jest naprawdę Twój, jakkolwiek to brzmi.

Od początku wiemy, o co chodzi bohaterowi – ma cel uratować syna i o ile jest bardzo znany w swojej krainie to nie jest herosem – co finalnie wyszło na plus. Cieszę się, że bohater miał problemy i że ostatecznie nie dał rady,

Jeśli chodzi o trudności w tekście, to miałem dwie, drobne. Jedno, że nie dostrzegłem wyraźnie interesu widzącego w wysłaniu bohatera na kraniec świata. Chyba, że miało tak być.

Druga kwestia, to zbyt szybkie zakończenie akcji. Walka, potem śmierć i krótka ostatnia scena. Miałem nieodparte wrażenie, że coś się jeszcze wydarzy, a tu nastąpił koniec.

Ogólnie wrażenia na plus, czas z Twoim tekstem był dla mnie przyjemnością.

FilipWij:

Dzięki, że wpadłeś. ;)

Cieszę się z pozytywów, bo dodają pewności i motywacji. Co do wad, to część pewnie jest kwestią indywidualną (jak przesyt informacji) ale też nad innymi się pochylę – mniej wartka narracja.

Błędy poprawiłem.

 

Finklo:

Dzięki za przeczytanie i komentarz. Już Twój drugi taki, który mówi, że tekst ciekawy ale zabrakło tego czy tamtego, więc mam nadzieję, że kolejny tekst będzie bardziej kompletny.

 

Akcja trochę pognała, bo musiałem się zmieścić w założonym limicie czytelniczym, a jednocześnie nie chciałem ucinać pierwszej części zbyt mocno, aby móc sobie pozwolić na zbudowanie napięcia. No i pierwsza część dawała fajny czas przy pisaniu, przy wyszukiwaniu informacji choćby o kulturze minojskiej. Z perspektywy czasu widzę, że możnaby nieco drugą część nieco przerobić.

Powtórzenie poprawiłem.

Co do tego, co stałoby się z ciałem, to w sumie się nie zastanawiałem. Może zostało by pochłonięte przez tamten świat? Pewnie zostawię tu swobodę gdybania. ;)

Znajdziesz mnie po nicku Sagitt-JT. Dotychczas mam tam dwa teksty z NF ale pewnie kiedyś coś wrzucę innego niż tu, jak zdarzy mi się tekst niefantastyczny. :P

jako wattpadowa wyjadaczka z dwuletnim stażem czuję się w obowiązku obronić trochę przynajmniej tę moją część społeczności w której działam i trochę opisać, jak wygląda wattpadzie z perspektywy osoby, która spędziła na nim sporo czasu. 

Co to za społeczność Mariseido? Pytam z ciekawości, bo ostatnio odświeżyłem tam konto i wrzuciłem drugi tekst z NF. Odzew z powodów powyższych dość mały – fanfiki i płytkie romanse dominują – aczkolwiek fajnie dać tekstom “drugie życie”.

Oczywiście trzymam kciuki za rozwój pisania, mam nadzieję następnym razem wynieść z lektury więcej. ;)

Smutny, melancholijny tekst, aczkolwiek mało tu akcji. Tekst jest przeładowany opisami ogrodu, które niewiele wnoszą. Gdyby je usunąć, to ile tekstu zostanie?

Szorty postrzegam jako teksty skondensowane, a tu tego wrażenia niestety nie było.

Pozdrawiam!

Niestety brakuje tu fantastyki.

Poza odrobiną melancholijnego klimatu niewiele mogę powiedzieć. Mam wrażenie, że w planach wyglądało to inaczej i że zamiar autora i odbiór czytelnika poszły nieco innymi drogami.

CM:

Chyba łapię, czego tutaj brakuje. ;)

 

SaraWinter:

Hej! Wybacz zwłokę w odpowiedzi, lecz zrobiłem sobie chwilową przerwę od NF. ;)

Dzięki za odwiedziny, komentarz i za konkurs. Pisząc i czytając inne opka przednio się bawiłem.

Do wygranej zabrakło, ale i tak możesz być z siebie dumny, bo to w sumie dobry tekst, tylko z małą wadą.

Wydawało mi się, że takie zdanie by mnie nigdy nie cieszyło, a jednak. :D

Pozdrawiam!

 

A teraz postaram się tę moją ocenę krótko uzasadnić.

Krótko? A to dobre. ;)

Nie raz zastanawiałem się, czy przejście nie będzie zbyt nagłe i dla Ciebie np. było, więc Twoją opinię chyba dość dobrze rozumiem.

W dodatku, trafiwszy do owego świata, po tak pretekstowym przejściu jestem (jako czytelnik) skrajnie podejrzliwie nastawiony do tego miejsca, bo mam z tylu głowy, że może to wszystko okaże się tylko snem czy majakami, co jest chyba najmniej lubianym motywem w tego typu opowiadaniach i wywołuje podobny entuzjazm, co wizyta w karczmie we fragmencie fantasy.

Nie chciałem tego, dlatego na początku zasugerowałem, że może to być jakiś stan, aczkolwiek w miarę trwania opowiadania i tego, że bohater spał w „śnie”, wskazywało, że nie jest to sen.

Jeżeli więc wskazuję na pewne problemy to nie dlatego, żeby się znęcać, ani też dlatego, że opowiadanie jest złe. Zwyczajnie czasem bywa tak, że jeden (nawet) niepozorny element mocno wpływa na wydźwięk całości.

Spoko, nie odbieram tak tego komentarza.

Może zabrakło trochę czasu. Może nie wystarczyło miejsca i musiałeś niektóre elementy uprościć. Tak czy inaczej to w sumie solidny tekst, tylko… w paru miejscach mi się wystawił. ;-)

Wiadomo, że lepiej byłoby jakby tekst odleżał, lecz nie zwalałbym tu na czas czy konieczne uproszczenia. To mój trzeci skończony tekst kiedykolwiek, więc muszę swoje napisać, by mieć tego większe wyczucie. ;) Daję sobie na to czas i przestrzeń.

Został bohater. Tu już nie będę się jakoś mocno rozwodził. On ma trochę cech charakteru, możemy też w oparciu o tekst coś o nim powiedzieć. Natomiast mało było w nim takich cech wybijających się, dominujących, które pozwoliłyby bardziej jednoznacznie ocenić ten jego charakter.

Na przykład? Brakowało sytuacji które by podbiły pewne cechy charakteru? Jakbyś to teoretycznie widział?

Podziękował za organizację konkursu. ;) Dobrze się przy nim bawiłem, miałem okazję (i motywację) do przeczytania fajnych opowiadań. I dzięki także za rozbudowany, wnikliwy komentarz, który jest cennym głosem, co już działa, a nad czym trzeba jeszcze solidnie popracować. Na pewno wyciągnę z tego “krótkiego uzasadnienia” dużo teraz i w przyszłości. ;)

Pozdrawiam!

Cześć Silva ;)

Zostawiłem sobie Twój tekst na koniec obowiązkowego limitu. :D

Bardzo ładny tekst. Szczerze, to tego napisania na ostatnią chwilę nie czuć. ;)

Opisy dobrze obrazowały mi to, co aktualnie się działo. Pojęcie dwóch przeciwstawnych mieczy nadawało pewnego mistycyzmu i podobało mi się, jak tu został wpleciony wątek życia i śmierci. Fabuła była w porządku, nawet pomimo dość smutnego zakończenia wkradł się w to wszystko jakiś promyk nadziei.

Co do bohaterów – po przeczytaniu widziałem w komentarzach, że to było poruszone – motywacje bohaterów. O ile motywacje i rozterki Pani były odczuwalne, tak fakt wybrania Ayi na jej następczynię został gdzieś zagubiony. Była zwykłą służącą, a potem lata gryfem. Może nie jakby robiła to od zawsze, ale fajnie byłoby zobaczyć jakiś proces.

Nie mniej jednak, bardzo mi się podobało, więc powodzenia w konkursie! ;)

Dzięki, Sagitt – i za miłe słowa i uwagi :) Te powtórzenia to trochę celowo – takie wagnerowskie leitmotivy, choć to lepiej działa w piętnastogodzinnym cyklu operowym niż krótkim opku ;) O tych bramach raz mówi on, raz ona – to akurat bardzo celowe, ale j.w.

Co do mówienia przez różne postacie, to zauważyłem. Nie powiem, żeby mi się to jakoś niesamowicie gryzło, aczkolwiek zwróciłem na to uwagę.

No właśnie, na niecałe dwadzieścia tysięcy znaków to dość sporo, lecz teraz rozumiem zamysł. ;)

Co do czołgów – bingo. Czołgi. I samoloty. Ale równie dobrze mechy i sterowce. Co kto woli, świadomie jest to niedookreślone. Bo wprawdzie inspiracja, a i lokalizacja wiąże się z wojną francusko-pruską 1870/71, to chciałam, żeby był tu pewien uniwersalizm, więc to jak najbardziej można czytać jako zapowiedź/wizję I wojny światowej. A z kolei w ramach jednego z moich uniwersów to mogą być takie mniej więcej steampunkowe mechy.

Ten uniwersalizm wiele tłumaczy – przeczytałem przedmowę, lecz z uwagi na porę dopiero dotarło, że tam też zostało wspomniane o „dowolnej wojnie”. :P

Ale fajnie jest zobaczyć motyw tatrzański w opowiadaniu na portalu. :)

Co tu dużo rzec – podobało się. Przyjemny szort z naprawdę fajną puentą, a że Tatry uwielbiam nad życie to poczułem emocje i stany bohaterów podczas ich zmagań w znanych także mi miejscach.

Rzucę polecajką do biblio. ;) Pozdrawiam!

Podobało mi się, piękny poetycki język, łatwo przychodzące wyobrażenia tego, co się działo. Warsztat z mojej perspektywy godny pozazdroszczenia. Fajny był powiew optymizmu na koniec. Opowiadanie bardziej przemawiało do mnie formą niż przedstawioną historią, lecz nie postrzegam tego jako minus.

Co do niuansów i zapytań:

Może jej dom został zniszczony – rozdeptany przez machiny ciągnące z nieprzyjacielską armią albo spalony ogniem z nieba.

Machiny ciągnące z armią, które coś rozdeptują, kojarzą mi się przede wszystkim z czołgami. Zdaję sobie sprawę, że o czołgi nie chodziło, więc o co?

Coś co jeszcze zauważyłem – dwie rzeczy, które były dla mnie zbyt często powtarzane, to wstawki o słońcu (chyba osiem) i o głogu (cztery wstawki). W tym drugim przypadku bywało, że czytałem to, co już wiem:

Sadziła w ogrodzie głóg, żeby chronił przejścia między światami.

oraz

Głogi, tarniny – ludzie sadzili je dla ludu Sigrun, wierząc, że stawiają w ten sposób bramy między światami.

Tutaj zestaw – bramy między światami.

Sadziła w ogrodzie głóg, żeby chronił przejścia między światami.

oraz

Helgi patrzył na jej twarz, nagle znajomą, jakby mieszkała w sąsiedniej wiosce, a może nawet w samej Clairefontaine, jakby widywał ją przy krzakach głogu rosnących w ogrodzie.

Tutaj zestaw – krzaki głogu w ogrodzie.

Cześć adanbareth ;)

Tekst fajny, a jednocześnie, moim zdaniem, zmiana kilku rzeczy mogłaby jeszcze polepszyć jego odbiór:

– mniej opisów świata. Nie wiem, ile razy pisałaś o słońcu w tym opowiadaniu, lecz na pewno jest tego sporo. Dużo opisów ubioru nie dodawało wartkości akcji i trzeba było przez nie nieco brnąć.

– bardziej spójne postacie – Mistrz raz ochrzania młodego a raz jest miły i czasem nie rozumiałem co od czego zależy. Tak samo Miłka – raz przejmuje się słowami mistrza, a raz je trochę olewa.

Co do postaci jeszcze – mam poczucie, że Miłka bardziej pełni rolę statysty dla opowiedzenia historii Mistrza.

Z pozytywów, bo to ważne, podoba mi się Twoja wizja wieloświatów, które są inne i które bazują na innych prawach. Światy są barwne i fajnie byłoby poznać jeszcze więcej owych baniek. ;)

Pozdrawiam!

Szort, niestety, swoją formą i słownictwem mnie wymęczył. Nagromadzenie słownictwa nie wiem, czy miało służyć skomplikowaniu fabuły czy efektu po przeczytaniu. Odkrywczej fantastyki też niestety tu nie znalazłem. :(

Cześć Verus. Niejako powtórzę się trochę z bety. ;)

Co do narracji – wsadziłbym tam więcej dialogów/bardziej rozbudował istniejące, aczkolwiek czytało mi się Twój tekst płynnie, więc to tylko takie moje odczucie, które finalnie bardzo na odbiór nie wpłynęło.

Z pozytywnych rzeczy – spodobał mi się pomysł na osadzenie akcji w historii autostopowej. ;) 

Fajne połączenie różnych światów i różnych sposobów na wspomniany autostop. Autostop łodzią podwodną zdecydowanie wygrał. ;)  

Bohaterka – fajnie skonstruowana, zdeterminowana, miewała wątpliwości, a zakończenie było dla mnie truskawką na torcie, jakby to powiedział pewien komentator sportowy.

Spośród opowiadań, które zdążyłem przeczytać, Twoje opowiadanie jest naprawdę „mocne”, przede wszystkim przez historię, świeże podejście do motywu podróży fantastycznej i światotwórstwo.

Także powodzenia w konkursie!

Cześć Outta ;)

Podobało mi się, chociaż szkoda, że zabrakło ostatniego szlifu. Czasem to widać w opisach, czasem widać przestawny szyk zdań. Nie mniej jednak przeczytałem jednym ciągiem, więc chyba jest dość dobrze. ;)

Opisy momentami jak z horroru. Barwne, lecz momentami było ich za dużo moim zdaniem.

Co do fabuły – ciekawa, choć całość „rozjaśniła” mi się w ostatniej scenie. W niej też zawarłeś fajny zwrot akcji. Zostawiłeś czytelników z niejasnym zakończeniem, którego można się jedynie domyślać. I coś, co było dla mnie bardzo na plus – czuć Twoje życiowe doświadczenie w tym tekście.

Małego Maćka i jego rozbicie bańki postrzegam, nie wiem czy dobrze, czy niedobrze, jako ostateczne wybudzenie, a wszystko to co było po drodze – trzęsienia ziemi, śnieg i to wszystko – to były dla mnie stany bohatera w śpiączce które się do tego przyczyniły. Tata Maćka pewnie był trochę świadomy na przekór lekarskim wyrokom.

Jako że oceniam całość na plus, to za fabułę i umotywowane postacie idę zgłosić klika. ;) Pozdrawiam!

Trudno mi się czytało Twój tekst. Przez kilka czynników w sumie. 

Pierwsze, często robiłeś długie opisy. Zbyt długie. Czasem warto skupić się tylko szczegółach, a nie na wszystkim.

Druga kwestia – mało się dzieje. Świat jest bogaty, lecz nie trzyma w napięciu, ani nie ma jakiegoś wielkiego przesłania, które mogłoby to napięcie zastępować. Więcej mi ciężko powiedzieć.

Mam nadzieję, że będzie to cenna lekcja, która przyczyni się tylko i wyłącznie do ulepszenia Twojego warsztatu. Powodzenia!

Irka_Luz

Poprawiłem babole wskazane przez Silvę i kilka dotyczących chropowatości, wskazanych przez Asylum. :)

Cieszę się, że Ci się spodobało. I dzięki za ostatniego klika. :)

Można było iść tu w realizm, lecz wątpię, by bohater dał radę wrócić do domu. Dlatego też, oprócz jednego uderzenia, nie chciałem się fabularnie znęcać nad Felidae. ;)

PS. Gif jest przefantastyczny. :D

Dziękuję, Sagitcie za drugą szansę :) Ta interpretacja jest zdecydowanie bliższa mojej wizji, niemniej zawsze wolę pozostawić czytelnikom wolną rękę w odczytywaniu tekstu.

Więc muszę trwać przy tym, co sam z tekstu wyczytałem. ;)

Ale tak, właściwy smak drinka będzie świadczył o tym, że wszystko jest na swoim miejscu. Tylko, czy uda się tam trafić? ;)

Oby. By wszyscy żyli długo i szczęśliwie. ;)

Hm, dom samotnej matki alchemiczki w wydaniu fantasy.

Już sam pomysł na opowiadanie mi się spodobał, a historia jest dobrze zakorzeniona – kobiety zajmujące się alchemią, dla zwykłych ludzi niezrozumiałą, czym ściągają na siebie gniew i odrzucenie. Postaci są niejednoznaczne, głębokie, a ich działania nie biorą się znikąd. Fajne nawiązania do Nocy Kupały pod koniec. Dało się odczuć emocje, marzenia i beztroskę młodych kobiet.

Co do wad tekstu – mam wrażenie, że można byłoby go nieco skondensować. Lubię te opisy, lecz nie mam poczucia, że tekst całościowo jest wysycony. Nie mniej, lektura bardzo mi się podobała.

Powodzenia w konkursie! :)

Cieszę się z Twojego podejścia do akcji, oczywiście dlatego, że założenie jest mi bliskie. Każde opowiadanie, słowa mają dla mnie nieść treść, mieć jakiś cel. Może być nim zabawa, zjawisko, niepokój, jakaś "prawda", w każdym razie coś.

Dokładnie. Ważna jest swoboda w ujęciu tematu, a nie tworzenie fabuły pod wieczne trzymanie w napięciu. Takie fabuły też są spoko, na takie też mam pomysły, lecz nowości zawsze są mile widziane. Teksty takie jak Twój bardziej intrygują, co będzie dalej. To chyba dobre słowo, by to określić.

Nie mogłam się powstrzymać, aby nie wplątać innej kultury, poza tym i technologicznie, i mityczno-symbolicznie bardzo interesują mnie zjawiska azjatyckie (tak je nazwijmy w skrócie, choć Chiny i Tybet w szczególności; to pasja nie ekspertyza, choć zależy, który kawałek).

Oj, mnie też. ;) 

Bellatrix – dzięki za przeczytanie i komentarz. ;)

Ładnie zacząłeś, przedstawiłeś sylwetkę bohatera (czemu nie wspomniałeś w pierwszej scenie, że ma w domu kota? końcówka wybrzmiałaby naturalniej)

Kurczę, czegoś mi brakowało w tym początku. Wychodzi, że właśnie kota. :P

Odbiór byłby inny, gdybyś wcześniej przygotował czytelnika na to, że to nie jest całkiem na serio. A tak masz pierwszą część “na poważnie” ze starożytną tajemnicą i drugą “jajcarską” z sierściuchami. O ile ta pierwsza mnie wciągnęła i zaintrygowała, to druga już nie bardzo, choć sama scena walki pod koniec nawet fajna. Zakończenie (sposób powrotu i scena z kotem) mi się podobały, choć postawiły lekki niedosyt.

Właśnie to była moja największa obawa. Że zacznę poważnie, a potem przeskok będzie „nie do uniesienia”.

Nie mniej dzięki, to opinia dzięki której wyciągnę wnioski na przyszłość.

PS. Naukowcom badającym czwórząb nie przyszło do głowy, że np. zawiera dużo ołowiu? :P Ciężkie pierwiastki całkiem nieźle pochłaniają X’y.

O ołowiu wiem, dlatego masa została tak dobrana względem objętości, by gęstość przekraczała wszystkie znane pierwiastki. ;)

PPS. Czemu zniknął Twój komentarz pod moim opowiadaniem? Wiesz coś o tym? :)

Napisałem na priv, jak już zdążyłaś odczytać.

 

Silva

Bardzo… niecodzienne opowiadanie ;) Tak, to chyba odpowiednie słowo. Nie spodziewałam się aż takiej zmiany tonu, chociaż przedmowa zapowiadała, że coś będzie na rzeczy.

Hm, traktuję to jako komplement. Moje pierwsze opowiadanie było dość schematyczne, więc widzę tutaj pewną zmianę. Nie jeszcze idealną, lecz w konstruowaniu fabuły wychodziłem od widelca, więc postrzegam to jako pewien mały sukces, że udało się nabudować historię. :P

W ogóle to od czasu pierwszego Twojego tekstu, jaki czytałam, podszlifowałeś warsztat, choć mam wrażenie, że w miejsce swobody dominuje w nim poprawność. Czasem zdania są aż nazbyt dokładne, jakby z obawy, że czytelnik coś źle odczyta/sobie wyobrazi. Chętnie przywitałabym w tym względzie więcej szaleństwa, byle nie za dużo ;)

Pierwsza rzecz mnie cieszy, z całą resztą się zgodzę. Nie czaruję się, że nie mam jeszcze swobody w pisaniu. Czasem faktycznie chcę za bardzo uniknąć niezrozumienia i mam w tym brak balansu. Niektórzy piszą lekko i płynnie od początku, natomiast ja muszę najwyraźniej napisać i opublikować więcej tekstów, by osiągnąć ten poziom. ;)

Co do poprawek – jutro je wprowadzę.

Ogólnie solidnie, a ostatniego klika chyba jeszcze nie zgarnąłeś, a zatem udaję się w wiadomym kierunku ;)

Dzięki bardzo za komentarz i klika!

Nie ukrywam, że pierwsze podejście do Twojego tekstu nie było najszczęśliwsze, dla nikogo.

Dałem temu drugą szansę,  a raczej sobie, by spróbować wejść w tekst głębiej. Komentarze czytałem „dawno” więc nie pamiętam ich tak dobrze. A raczej pamiętam z nich tyle, że nie zaburzą i nie podsuną zbyt wiele, co mógłbym tutaj napisać.

Więc zaczynając:

Rolę pianisty interpretuję jako tęsknoty Adeli, do piękna i miłości i takich wzniosłych rzeczy o których się zapomina lub są one zwyczajnie nieuświadomione.

Wszedł w nią, nawet nie za­uwa­żyw­szy, wy­szedł za jej ple­ca­mi, jakby nie ist­nia­ła, a teraz pro­sił do tańca sza­tyn­kę w krwi­stych poń­czo­chach.

Adela pa­trzy­ła, jak przy­tu­la tę dziew­czy­nę i nie po­tra­fi­ła zro­zu­mieć.

Ani tego, co wła­śnie się stało, ani tego, jak po tym wszyst­kim mógł tań­czyć z inną.

Tutaj miałem problem, bo początkowo potraktowałem tę scenę zbyt dosłownie, przez co się zastanawiałem: dlaczego ona jest zazdrosna, a nie tak bardzo zszokowana, że przez nią przeniknął? Dopiero potraktowanie pianisty jako pewnej wizji pomogło, by w mojej głowie skleić to do kupy.

Z czego skła­da się for­te­pian? Z pudła re­zo­nan­so­we­go, kla­wia­tu­ry z me­cha­ni­zmem mło­tecz­ko­wym oraz ramy, na któ­rej na­pię­te są dwie­ście czter­dzie­ści trzy stru­ny o róż­nych dłu­go­ściach. Drga­nie stru­ny roz­cho­dzi się w ga­zo­wym ośrod­ku, jakim jest po­wie­trze, a wy­ge­ne­ro­wa­na róż­ni­ca ci­śnień od­bie­ra­na jest przez ucho jako dźwięk. Każda zmia­na, czy to dłu­go­ści stru­ny czy gę­sto­ści ośrod­ka czy ro­dza­ju od­bior­ni­ka, zmie­nia har­mo­nię.

Jedyne wytłumaczenie dla całości wstawki, które mi się teraz nasuwa, to taka interpretacja tej końcówki:

Każda zmia­na, czy to dłu­go­ści stru­ny (może to być zmiana perspektywy bohaterki, Adeli lub Bianki) czy gę­sto­ści ośrod­ka (poziom zaangażowania A lub B) czy ro­dza­ju od­bior­ni­ka (aktualny stan psychiczny bohaterki A lub B), zmie­nia har­mo­nię (zmienia całość, czyli wszystkie skutki, które są wynikiem tych czynników)

Nie wiem czy za bardzo nie popłynąłem z interpretacją, ale coś takiego łączy się dla mnie z pianistą i motywem muzycznym. To dla mnie póki co jedyne rozwiązanie, dlatego jestem ciekawy, jaką rolę przypisałaś tej wstawce.

Druga wstawka – ta z interferowaniem, też trochę mi pod to podchodzi.

 Po­py­cha­na przez drga­ją­ce stru­ny, Achro­nicz­na De­lo­ka­li­za­cja Ewo­lu­cyj­nej Linii Al­ter­na­tyw­nej bę­dzie prze­zeń prze­my­kać, ry­so­wać zbio­ry pia­ni­stów i Bia­nek po­mię­dzy świa­ta­mi, aż po­dą­ży do zera lub nie­skoń­czo­no­ści, aż po­dej­mie de­cy­zję, aż ostat­ni łyk Piña Co­la­dy bę­dzie słod­ki a włosy mokre od śnie­gu.

Rozumiem to tak, że układ Adela-Bianka-Pianista(czyli to, o czym wspominałem wcześniej) będzie stabilny, kiedy znajdzie się względnie w jednym położeniu, a ich pragnienia, marzenia i aktualne decyzje będą interferować. Dla mnie smak właściwy smak Piña Co­la­dy i mokre włosy będą wówczas wyznacznikami tego stabilnego i uporządkowanego układu.

W tym rozumieniu całości to dość skomplikowana (przynajmniej dla mnie) lecz ciekawa wizja skomplikowanej relacji.

W wielu częściach tekstu widać płynne i lekkie pisanie, to mi się w sumie spodobało. Może wymieniłbym jedno z dwóch porównań do ciem, oraz usunął trolling, który mi zgrzytnął, ale to po prostu moje odczucia.

Cześć. Mam mieszane uczucia względem tekstu. Trochę daje się tu we znaki wszystko naj: najlepszy czarodziej, najbardziej dobroduszny alchemik, najbardziej pożądana rzecz przez maga. Postaci są dość typowe.

Brakuje mi tu po prostu skali szarości postaci, ich pogłębienia.

Ogólnie tekst jest dość sprawnie napisany. Przekazałeś to, co chciałeś przekazać. Kwestia przedmowy – po przeczytaniu przedmowy i pierwszego akapitu już mniej więcej wiedziałem, co będzie się działo. Pisanie tego może zabić chęć czytelnika do przeczytania. Ja byłem bliski tej śmierci, ale stwierdziłem, że przeczytam. :P 

Ciekawa wizja, naprawdę ciekawa. Korzenie akcji futurystycznego opowiadania mocno umiejscowione w czasach współczesnych też mi się to podobało.

Co do akcji – nie wychodzę z założenia, że wszystkie opowiadania muszą mnie trzymać w napięciu. Czasem ważniejszy jest przekaz. ;) Opowiadanie jest napisane lekko i barwnie, fajnie przedstawiony motyw Sokratesa jako usprawiedliwienie działania hejterów i bardzo spodobało mi się pokazanie charyzmatyczności Ringo podczas gali.

Minusem dla mnie jest wątek azjatycki, a raczej to, że mógłby być bardziej zaakcentowany „w środku”. Choć całość przy tym wygląda, że „tak miało być”.

I jeszcze jedno:

Brokulowy las pyszniący się ciemnozielonymi kwiatami

Ktoś zjadł “ł” w brokułowym lesie!

 

Idę Cię zgłosić na festiwal klikania. ;)

Pozdrawiam!

Mordoc – limit jest limit niestety, po drugie, zawsze konkursy są liczone według licznika portalowego. (widoczne obok daty opublikowania, na górze).

Natomiast przy takiej długości tekstu można łatwo to osiągnąć.

Dlatego wyruszamy dziś w nocy długo przed świtem.

Lepiej: Dlatego wyruszamy dziś, długo przed świtem.

Dlatego, że jak przed świtem, to wiadomo, że w nocy, więc to zbędne dopowiedzenie.

Ja dokonałem zemsty na moim wrogu, ośmieszając go i niszcząc psychicznie.

„Dokonałem” już wskazuje na to, kto to dokonał, więc „ja” bym wyrzucił.

Nadleciał ptak, który porwał w swoje szpony królika, by wraz z nim wylądować na drzewie.

„Swoje” zbędne – przecież nie chodzi o szpony królika, prawda? ;)

Te trzy, losowo wybrane z tekstu już skracają limit na tyle, że mieści się w kryteriach konkursowych.

Cześć Ambush ;)

Ogólnie mi się podobało. Co prawda trochę opisy, nie tyle co nużyły, co dawały się we znaki, kiedy było ich za dużo, np. przy opisywaniu części uzbrojenia.

Wydawało mi się, że opowiadanie pójdzie w kierunku komputerowo-programistycznym, także mnie też początek pozytywnie zwiódł.

Ciekawy sposób na „unikanie” wulgaryzmów.

Historia sama w sobie rewolucyjna nie jest (może to przez to, że ostatnio słuchałem wersji audio opowiadania na podstawie podobnych motywów), aczkolwiek końcówki z powrotem Tomasza się nie spodziewałem. Generalnie stworzyłaś historię i przedstawiłaś ją w sposób spójny. Za całokształt zgłoszę opko do biblioteki.

Pozdrawiam!

Witaj Bruce

Znałem tą część historii z zaćmieniem, ale nie spodziewałem się, że można dokomponować do niej taką historię. ;) Bardzo mi się podobała taka jej interpretacja.

Arnubisie, warto było obejrzeć materiał wideo! Plus za podkłady muzyczne i dynamiczne przejścia. ;)

Gratulacje dla bardki, bardów i oczywiście dla czarodziejki!

Cześć, boski diego AmonRa! ;)

Dzięki za ponowne odwiedziny i komentarz. ;) 

Podróż do tego nieznanego świata można wręcz interpretować jako zwidy z przemęczenia, albo jakiś narkotyczny stan :D

Po prostu zrealizowałem w tym świecie ideę, że “koty rządzą światem”. ;)

Dzięki jeszcze raz za zaangażowanie w becie i za klika. :) Pozdrawiam!

Tak sobie wzdycham, że nie zostało to dotychczas dostrzeżone, a szkoda. :P

Zostało, zostało, zauważone. ;-) Byłoby wypomniane, gdyby cokolwiek z grubsza nie grało. Na pierwszym miejscu wytknięte. Natura zmutowanej osy dochodzi wtedy u mnie do głosu i już nic wtedy nie pomaga, ani dobra narracja, ani świetny pomysł, nic. Jeśli spostrzegę coś od czapy, piszę natychmiast, ponieważ nie cierpię niedokładności i błędów wiedzowych. :p

A dobra. Nie domyśliłem się, że to się odnosiło też do tego. :D

Co do rzeczy z czapy to też tak mam. Dokładnie tak samo. :D

Zanais:

Podobało mi się. Może bez rewelacji, bo fabuła z początku jest poprawna, ale dość sztampowa,

Pierwsza część stanowi solidną podstawę dla drugiej części, taki miałem w tym cel. Może trochę sztampowo, fakt, lecz chciałem zadbać w niej o szczegóły, jeśli chodzi o kwestie historyczno-geograficzne, o czym też wspominałem w komentarzu na odpowiedź Asylum. Oprócz profesora i bohatera, to wszystkie rzeczy są sprawdzone, by było to pełniejsze, ba, nawet uczelnia profesora Heinricha – Uniwersytet w Toronto – nie jest bez przyczyny. Tak samo jak informacje o starożytnych państwach i cywilizacjach, a na badaniach czwórzębu kończąc (opis metody badania XRD to podstawy krystalografii).

Tak sobie wzdycham, że nie zostało to dotychczas dostrzeżone, a szkoda. :P

a w drugiej części brakuje jakiegoś “trzęsienia ziemi”,

O jakim trzęsieniu ziemi byś myślał? 

Z zagadkami w opowiadaniach jest problem, że często są ciekawsze niż ich rozwiązanie – tutaj tez dostałem, czego się spodziewałem, ale wyszło w porządku.

Kurczę, prawdziwe stwierdzenie w sumie. 

Dobrze napisane, dobrze rozegrane, końcówka fajna z zupełnie uzasadnioną obawą bohatera, co do rezultatów zdradzenia światu tajemnicy czwórząba.

Klikam.

Cieszę się, że w ogólnym rozrachunku było dobrze. Dzięki za klika!

Ciekawa zajawka na kobietę z przeszłości, choć całość ma jeden ważny minus – jest rozwodniona, jak na szorta.

Szorty postrzegam jako pewien koncentrat literacki. Z racji, że koncentrat musi być jak najbardziej treściwy, nie ma miejsca na opisy np. koloru oczu, tak jak tu. Albo, że bohaterka z przeszłości miała ze sobą jakiś tam długopis. Ogólnie jest dość dużo opisów, a stosunkowo mało akcji. 

Nie mniej jednak będę zerkał, co będzie się dalej pojawiać, jeśli chodzi o teksty Twojego autorstwa. Także powodzenia. ;)

PS. Trzynaście powtórzeń słowa “reaktor” jak na tak krótki tekst bardzo widać!

Verus:

Miałam wrażenie, że nieco był, choć ironiczne wstawki pomogły. :P Może powinno być ich więcej, bo gdyby nie uprzedzenie w przedmowie, mogłabym to wziąć na serio.

Domyślam się, że to kwestia tej pierwszej części, którą pod względem historyczno-geograficznym pisałem z uwagą na szczegóły.

Szczerze, sama mam z tym problem. Oczywiście, najchętniej powiedziałabym: dać odleżeć i wtedy przeczytać. Ale wiem, że przy konkursach i ograniczeniu czasowym ciężko z tym “leżeniem”. Czasami czytam niektóre zdania na głos, jak coś mi w głowie nie zagra. Tyle mogę podpowiedzieć, bo sama też się jeszcze uczę. :p A rada, którą sama słyszę najczęściej przy takich okazjach, jest: “pisać, pisać, pisać, aż samo przyjdzie”. Otóż czekam, aż przyjdzie. Czasami się udaje, czasami nie. :D

Dzisiaj słuchałem sobie podcastu na temat teorii pisania i tam był właśnie ten sposób z czytaniem na głos, więc na pewno wypróbuję. :)

Blokada, niestety, powszechna rzecz. Mam nadzieję, że ten tekst Cię odblokuje i następne przyjdą łatwiej. ;)

Mam nadzieję!

 

Cześć Asylum, dziękuję za komentarz. ;)

Zabawne nazwisko dałeś głównemu bohaterowi. ;-)

Pomysł ciekawy, historia też, język miejscami jest chropowaty, jakby ciut pordzewiały i łożyska trzeba porządnie wyczyścić i naoliwić, ale fabuła fajnie się rozwija, narracja też dobrze wybrana do tej konkretnej opowieści. Neutralna, czasem może ciut przegadana, lekko ironiczna (stosunek bohatera do siebie). Bardzo realny ten bohater. No i wreszcie tekst o czymś innym niż miłość, droga i magia lub kolejny odcinek z cyklu "seks, kłamstwa i kasety wideo".

W moim portalowym a równocześnie ogólnym debiucie zostało mi wskazane, że pomysł był typowy (co w sumie było prawdziwe), więc fajnie, jak widzi się komentarz ze zmianą na lepsze.

A propos tej historii, to kiedy ogłoszono konkurs, zastanawiałem się nad tym, by zrobić historię zaczynając od zwykłego przedmiotu. Byłem po obiedzie, więc padło na widelec. ;)

Narrację w pierwszej osobie wybrałem właśnie po to, by lepiej odzwierciedlić poszczególne stany bohatera i cieszę się, że tak to dostrzegłaś.

Co do chropowatego języka – pewnie niektóre mechanizmy trzeba naoliwić, a niektóre łożyska pewnie wymienić. Popracuję nad tym. ;)

Przezabawna scena w świątyni i dla mnie najciekawszy fragment. W niej wyraźnie widać stylizację na przygody w stylu Indiany Jonesa. :-) Tak sobie teraz pomyślałam, że całe opowiadanie można byłoby "podkręcić w tę stronę, ponieważ tutaj jest wyraźnie widoczne, a w innych fragmentach opowiadania są tego tylko przebłyski. Zakończenie misię. :-)

Chciałem niejako zmylić potencjalnych czytelników pierwszą częścią gdzie miało być trochę poszukania informacji i poprawności, by potem zrobić właśnie ten przeskok.  Cieszę się też, że humor wypalił. :D

 

Kilka drobiazgów z zatrzymań:

CСzas w podróży mijał szybko – to na zmianę rozmawiałem z Gwatemalczykiem, to oparty o drzwi z otworzonym oknem, rozmarzony patrzyłem na świat.

Tu zatrzymałam się, bo w pierwszym momencie nie mogłam zrozumieć, jak to się oparł o drzwi, stał i patrzył, przecież jechali samochodem. Dopiero potem uświadomiłam sobie, że nie ma “stał”. Piszę o tym, ponieważ wspomniałam o lekko chropowatym języku, a to jeden z przykładów. Niby drobiazg, lecz zatrzymuje.

Kompozycja malowidła wskazywała, że kolorowa grupa podążała w kierunku portalu, widocznego zupełnie po prawej stronie.

Tu chyba coś się posypało – podkreślenie? To inny przykład wspomnianego już języka.

Popatrz: raczej nie może być coś "widoczne zupełnie". Rozumiem, że chodziło Ci o "zupełnie po prawej stronie", choć jest raczej też niezbyt zgrabne, bo niby jak rzecz na płaskim malowidle może być umiejscowiona zupełnie na prawo, czy tylko trochę na prawo? Konstrukcyjnie również coś mi nie gra w tym. Jednak naturalnie, to tylko moje zdanie.

Tutaj faktycznie, jakoś miałem kłopot ze zgrabnym ujęciem umiejscowienia poszczególnych części w kompozycji malowidła, lecz nie miałem lepszego pomysłu.

Chyba warto byłoby jedno z podkreśleń podmienić z uwagi na powtórzenie.

Zakładając, że nie jest to sen, ani zaświaty, bo gdzie przecież po upadku z krzesła, pozostało jedno rozwiązanie – przyjąć, że świat jest realny, pomimo wypierania tego faktu przez psychikę. 

Na ostatni wybór jeszcze nie byłem jednak gotowy. Wściekły i zagubiony, miotałem się, nie wiedząc co robić. Co można było w mojej sytuacji?

Tu, zerknij. Zatrzymała mnie podkreślona fraza, lecz całe pierwsze zdanie zdaje mi się karkołomne i podzieliłabym je na dwa lub przeformułowała, aby stało się łatwiejsze do przeczytania, a puenta silniej uwypuklona.

W kolejnym zdaniu wracasz do "ostatni wybór", a przecież dopiero co przeczytałam, że "pozostało jedno rozwiązanie". Takie rzeczy – zatrzymują, ponieważ jako czytelnik muszę się zastanawiać, a tymczasem humor (ironia) zawarta w myślach bohatera ucieka.

Drugie podkreślenie – tu czegoś brakuje, może 'by było" lub inaczej. 

Zamieszczam powyższe rozważania tylko dlatego, by spróbować pokazać na przykładzie, o co mi chodzi z tym chropowatym językiem i co – dla mnie – mogłoby zwiększyć jego płynność.

Doceniam, bo to na pewno pomoże w uchwyceniu rozumienia tej płynności. :) Przemyślę te kwestie, jak je usprawnić, co do niewymienionej reszty przecinkowo-powtórzeniowej, to poprawiłem od razu.

i wykorzystując(+,) popłoch błyskawicznie znalazłem się przy postumencie, łapiąc za lewitujący czwórząb.

Może tu zmienić z formy imiesłowowej na normalną, gdyż jest drugim w tej formie w zdaniu, poza tym stanowi kolejną czynność, a nie jednoczesną?

Zmieniłem na „i złapałem”.

Poskarżę do biblio, bo opko ciekawe. :-)

Dziękuję! ;)

Verus, dzięki, że wpadłaś. ;)

Twój komentarz jest niejako odzwierciedleniem i potwierdzeniem moich obaw, ale po kolei.

 

Scena z kotami w świątyni za to nieźle mnie rozbawiła, choć momentami miałam wrażenie, że była napisana całkiem na poważnie… jeżeli tak, to uważam ją za koncertowo zły pomysł, bo czegoś takiego chyba nie da się przedstawić, nie wywołując uśmiechu.

Uspokajam, nie była pisana na poważnie. ;) Obawiałem się trochę, że po tej pierwszej części będzie za duży przeskok. W drugiej części, w obcym świecie po to właśnie są te ironiczne wstawki bohatera, to co robi, Hugo Boss i teoretyczny survival, jak miauczy do kotów, a potem jak się go panicznie boją, to wszystko miało być niepoważne i budzące śmiech, aniżeli głębokie przeżycia egzystencjalne.

Podoba mi się również ostatnia scena z kotem, który wszystko zrozumiał, choć samo zakończenie nie było satysfakcjonujące. Ot, wrócił, nikomu nie powiedział, koniec tematu. Czegoś zabrakło. 

Ta pierwsza rzecz cieszy. Co do drugiej, to na tym etapie nie miałem innego pomysłu, a już też przekraczałem drugi próg. 

Z minusów, język jest dość toporny, jakby niezgrabny.

To też była poważna obawa, bo gdzieś to widzę. Powody są dwa: zabrakło czasu by tekst mógł odleżeć, wyglądałoby to wówczas nieco, tak tylko nieco lepiej. Drugi powód: trochę nie wiem jak upłynnić narrację. Czytam i to pomaga, ale wiem, że umiejętności jeszcze nie te i czuję te braki.

Więc korzystając, jeśli można, to mam pytanie:

W jaki sposób Ty podchodzisz do narracji by była płynniejsza? Czy masz jakieś swoje sposoby sprawdzania tego czy jeśli chodzi o tę kwestię to po prostu piszesz na czuja? Co mogłabyś mi doradzić?

 

Co do ogólnego odbioru tekstu, to chyba nie mam jeszcze tych umiejętności, by pisać na konkretny termin. Z drugiej strony przez ostatnie pół roku wpadło do głowy mnóstwo pomysłów, zrobiłem kilka opowiadań poruszających różne kwestie. Tylko mam w sobie dziwną blokadę, by je skończyć i opublikować, więc to opowiadanie przynajmniej teraz pozwoliło mi się przełamać.

Niemniej, powodzenia w konkursie. :D

Dzięki!

Tak jak pisałam w becie, lubię takie klimaty – archeologia, tajemnice itp. Historia wciąga, zastanawiałam się do czego to wszystko idzie (choć pewne przypuszczenia miałam). Polubiłam głównego bohatera a i lekki humor dodawał lekturze urozmaicenia. Ostatnia scena świetna :). Klikam.

Powodzenia w konkursie :)

 

Monique.M – dzięki za powtórne odwierdziny, jeszcze raz za betę i za klika. ;) Cieszę się z tego co napisałaś, bo to dla mnie znak, że robię jakiś tam postęp. I fajnie, że ostatnia scena została tak odebrana. :)

 

Alicella:

Czekaj, czekaj… “Drużyna Pierścienia”, chyba kojarzę… to ten film co go oglądałam prawie sto razy ;)

Czyli to nie może być przypadek, że dałem to na przykład. ;)

 

Słowa jury interpretuję jako wskazania bogactwa możliwości. Natomiast czy opis wymyślonego zjawiska jest artykułem o wymyślonym zjawisku czy tekstem literackim? Absolutnie Ci, autorze, nie zabieram dróg możliwości podejścia do konkursu, po prostu nie rozumiem i jednocześnie zadaję pytania i dzielę się spostrzeżeniami, chcąc poznać Twoją wizję.

Cześć Odpryskowy.

 

No nie wiem, co chciałeś tu przekazać. Całość przypomina bardziej artykuł obrazujący dane zjawisko. Fragment wstępu, który zawiera suche terminy. Oprócz wspomnianych mimochodem, to nie ma tu żadnych postaci i żadnej fabuły, co czyni ten szort niesatysfakcjonującym w moich oczach. I dlaczego tytuł po angielsku?

Interpretacja hasła konkursowego? Nie wiem, gdzie jej tu szukać. :/

Witam, bruce :)

Bardzo dziękuję za odwiedziny i komentarz. Jest dla mnie budujący!

Zaraz poprawię znalezione błędy.

 

Pozdrawiam!

 

Cześć Alicella ;)

Dziękuję za przeczytanie i ocenę. Cieszę się, że się spodobało. :)

Przemyślę kwestie, które wskazałaś w komentarzu.

Feliks odkłada czwórząb do gabloty dwa razy, przed utratą przytomności i po powrocie.

:O Fakt. Poprawione od razu.

To błąd pokroju, kiedy Aragorn w filmie „Drużynie Pierścienia” wypuszcza miecz dwa razy podczas jednej walki. :P

 

EDIT:

Wskazane rzeczy poprawione, oprócz jednego:

“Zakładając, że nie jest to sen, ani zaświaty, bo gdzie przecież po upadku z krzesła, pozostało jedno rozwiązanie…”

To zdanie zostawię, bo fajnie mi tu leży. :D 

Cześć chalbarczyk ;)

Powiem podobnie jak przedpiścy – krótko, za krótko. Mam wrażenie, że pomysł mógł być rozpisany dłużej, poruszyć więcej wątków, bo tak naprawdę w opowiadaniu nie dzieje się za dużo. Największą część zajmuje walka dobra ze złem i poza tym jest niewiele.

Bardzo lubię klimat wschodni i fajnie tu został zobrazowany. :)

Co do hasła konkursowego – postrzegam ją jako odwieczną walką dobra ze złem w Twoim opowiadaniu.

Ogólnie, na plus. Pozdrawiam!

Cześć Silvanie ;)

Dobre opowiadanie. Paradoksalnie, świat momentami jest zbyt bogaty, bo nie wszystkie terminy są tłumaczone/możliwe jest ich rozszyfrowanie, lecz lepiej przegiąć chyba w tę stronę, niż by miało być pusto i nudno. Fabuła może mnie ostatecznie nie zaskoczyła, bo gdzieś się spodziewałem jakiegoś przekrętu, nie mniej jednak jest dobrze.

Co do wad, występujących moim zdaniem, to jest jedna szczególna.

Przez lwią część opka mamy do czynienia z typowym heroic fantasy, więc jak pod koniec postaci okazują się nie takimi, jakimi są, to jest zgrzyt. Król był piękny i cudowny, tak samo jak brat bohatera i czuć ten przeskok.

Nie tyle, że trzeba było ich na początku pogrążać, ale gdybym ja miał podejść do tematu, to pokazałbym jakąś cechę, która dodawałaby im ludzkości przy jednoczesnym odjęciu wspaniałości.

Nie mniej jednak całość oceniam pozytywnie.

Pozdrawiam!

Cześć Realucu ;)

To naprawdę dobre opowiadanie. Ma swoje „ale” lecz do tego przejdę za chwilę i to raczej kwestia osobistego odbioru, bo np. warsztatu Ci zazdroszczę.

Bardzo podobały mi się opisy świata, malownicze, wyobraźnia łatwo je chłonęła i przetwarzała. Wiersze po śmierci z każdego z dzieci dodawały niesamowitego klimatu całej opowieści. Historia też bardzo na plus, choć trzymająca w napięciu do pewnego momentu –po śmierci drugiego dziecka zastanawiałem się bardziej co jest z bohaterem nie tak.  Połączenie losów przeszłości z teraźniejszością też były dla mnie czymś nowym i ciekawym.

Co do moich „ale”:

Zastanawiam się, czemu bohater nie był przy drugim, a tym bardziej przy trzecim porodzie. W dialogach był troskliwy, a w sytuacjach tego wymagających wręcz ani trochę. Jasne, obowiązki latarnika, lecz powstał we mnie dysonans po tym co robił.

Co do bohatera, to ostatecznie miał zostać tym, który pokonał ponurą przeszłość i się jej przeciwstawił, ale raz, że nie da zmienić schematów myślenia i postępowania samemu – bo taki schemat znał i względem niego działał więc w jego świadomości ten schemat powinien być „dobry”, albo przynajmniej taki, że zdaje sobie sprawę, ale nie potrafi inaczej. I właśnie to, oraz dysonans między tym co mówił a co robił, spowodowało, że zmiana i walka w ostatniej scenie nie jest dla mnie do końca wiarygodna.

Zalety tekstu przeważają nad „ale”, a czas spędzony Twoim opowiadaniem był bardzo przyjemny i inspirujący, więc ogólna ocena jest bardzo na plus.

Pozdrawiam!

Cześć ;) wrzuciłem opowiadanie do bety, 35 tysięcy znaków, na konkurs Tajemnice Światów. Czasu co prawda mało, ale może ktoś by się jeszcze dodatkowo znalazł. Opowiadanie po części w czasach współczesnych, trochę historii, humoru i absurdu.

Mam nieco ponad 23 tysiące znaków, lecz opko jest rozkopane. Trochę jeszcze muszę dołożyć i tak jak Finkla, mam nadzieję, że jutro mocno popchnę temat do przodu.

Z twojego komentarza mogę wyczytać, że coś tam umiem, ale muszę jeszcze popracować. Wiem, że porwałam się z motyką na słońce, dlatego skorzystałam z betowania. Bardzo mi to pomogło, ale pewnie mogło bardziej, gdyby autorka nie była uparta ;)

Znaczy, nie miałem na myśli „pracuj dalej” i nie miało to tego przekazać (choć sama z siebie na pewno będziesz pracować dalej). Raczej, że zaproponowane przez Ciebie rozwiązanie na konstrukcję opowiadania po prostu mi trochę namieszało jego odbiór. Na określenie „pracuj dalej” pod tym konkretnym tekstem raczej bym się nie „odważył” bo sam wielkiego doświadczenia nie mam. Ogólnie, wnioski co z tym zrobić zostawiam Tobie, każdy tekst i komentarz w sumie to cenne doświadczenie, więc fajnie, jakbyś go miała stąd jak najwięcej.

Niby tak, ale w gruncie rzeczy nikt nie wie, co zdarzyłoby się z ludzkością, gdyby nagle zostało nas aż tak mało. Można opierać się na psychologii człowieka, lecz jak dla mnie to powinno pozostać w sferze “powinno”, “raczej”, “zapewne”, czyli jest to niewiadoma. Człowiek w tym tekście to człowiek złamany, żyjący tylko po to, aby żyć. Bez celu. Poza tym mocno cofnięty w rozwoju.

Tak, dlatego to było na zasadzie luźnej dyskusji. :) Znając historię ludzkości podszedłbym do tego w ten sposób, ale ten aspekt nie odbił się na odbiorze tekstu. Tak chciałaś, tak jest, szanuję. ;) 

To wszystko i tak nie ma znaczenia, gdy zdecydować się na jedną z interpretacji, która opiera się na tym, że Jack tak naprawdę nie spotkał żadnego innego człowieka, bo oszalał. Zwróć uwagę na transmisję Ann – nie znaleźli nawet śladu innych ludzi. 

Hm, w sumie nie interpretowałem tego w ten sposób, a to ciekawa perspektywa. 

Dlaczego sen?

To w sumie pytanie przyszło mi do głowy po przeczytaniu. Jest operowanie słowem, są niedopowiedzenia, niewiadoma. Robi się z tego coś fajnego, albo coś trudnego do zrozumienia i wtedy człowiek się zaczyna zastanawiać o co może chodzić – i to jest spoko.

Ale na koniec pojawia się fakt snu, to tak jakby ładną opowieść zalać atramentem z góry na dół. W dodatku sen pełni bardzo często taką funkcję – trochę absurdu lub zbyt obrazowego i zawiłego myślenia daje się w sen, by się nikt nie przyczepił o brak realizmu. 

Dlatego przez powyższe mi się nie podobało niestety. :/

Trochę dziwi mnie pisanie horrorów w formie szorta. Dlaczego?

Potencjalny czytelnik przychodzi i patrzy na długość. Prawie 7600 znaków. To informacja, że tekst w sumie zaraz się skończy. I widziałem już szorty trzymające w napięciu ale działające raczej jak fajerwerek, natomiast horrory utożsamiam z czymś, co trzyma czytelnika w napięciu na dłużej, nawet, jeśli rozkręca się szybko. 

Poza tym narrator opowiada o graniu o gitarze i szkole przez pierwsze, plus minus, 2000 znaków, gdzie napięcie w czytelniku nie wzrasta, a to prawie 1/3 tekstu. Potem zaś ni z gruchy ni z pietruchy zaczyna czytać o zjawiskach paranormalnych. No nie trzyma się to jakiegoś uwarunkowanego ciągu.

Co do reszty, to nie było to specjalnie nic odkrywczego czy zaskakującego niestety.

Niestety zawiodłem się, bo nie znalazłem w tekście nic odkrywczego. W sensie, nie było tutaj jakiegoś odkrywczego podejścia, a raczej podanie myśli, które można zebrać w ulicznym wywiadzie.

Zapis wielkimi literami w ostatnim zdaniu niepotrzebny moim zdaniem.

Tekst jest szortem, a mimo to jego bryłowatość potrafi przytłoczyć.

Poza tym:

Naszą opowieść należy rozpocząć od roku 1918 według ziemskiego datowania. Wtedy to na wojnę ruszyły miliony ludzi.

Co? Która wojna zaczęła się w 1918 roku?

Cześć LanaVallen!

To jest dobry tekst, a jednocześnie wyciągnąłbym z niego więcej, gdyby może narracja była inna. Bo była trudna i wymagająca wiele gimnastyki, by ją sobie poukładać.

Co do mroczności tekstu, to faktycznie tak jest, aczkolwiek ostatnie sceny, już z XXXI wieku, wpuszczają nieco optymizmu. Ładnie zobrazowane opowiadanie, co do opisów, to łatwo przyszło mi wejście i wczucie się w świat.

Podoba mi się też upadek języka w wypowiedziach postaci. Jest bardzo klimatyczny i w sumie fajnie rozszerzyło to moją perspektywę literacką.

Coś, z czym bym dyskutował:

W nowym świecie nie ma osad ni miast. Zdaje się, jakby nikt nie chciał przejąć inicjatywy. Trudno martwić się o innych, gdy nieustannie musisz myśleć o sobie.

Wydaje mi się, że ludzkość, nawet przetrzebiona, dalej dążyłaby do stworzenia grup. W grupie jest łatwiej, bo można zrobić podział ról, w grupie łatwiej się bronić, w grupie istnieje możliwość prokreacji. Poza tym człowiek jest zwierzęciem stadnym „z instynktu” więc nie wiem, czy sytuacja o której piszesz zawsze miałaby miejsce i byłaby przez wszystkich realizowana w sposób świadomy.

Podobało mi się, więc zgłaszam do biblioteki. ;)

Pozdrawiam!

Cześć dogsdumpling :)

 

Zdecydowanie nieczęsto to piszę, ale przeczytanie Twojego tekstu było fantastycznym przeżyciem.

 

Historia mnie wciągnęła, bardzo fajnie rozegrany motyw z archiwum, warsztat bez zarzutu. Naprawdę czuć tu dziecięce emocje, czuć motywacje, które też pojawiają się po burzliwym okresie kłótni z rodzeństwem. Tekst przywołał pewnego rodzaju nostalgię, jak pomyślę o swoich czasach dzieciństwa. Było to tym bardziej cenne, bo człowiek o tym z reguły nie myśli.

 

A przy tym cytacie Paolo Coelho mięknie i co najwyżej może Ci podać kawę:

– Przecież z braku marzeń się nie umiera – zaoponował Tomek.

– Nie umiera – potwierdził mężczyzna. – Ale też się nie żyje.

Trudno mi ocenić tekst, bo jego forma nie zachęca. W komentarzach zostało wskazane, że leży zapis dialogów i mimo to nie zostało to poprawione. Fragmenty pisane wielkimi literami raczej dodają dramatyzmu na siłę, liczebniki powinny być napisane słownie, a w dodatku występują terminy i nazwy, które nie wiadomo czym są. Rozwadniają szort, który powinien być w swojej formie skondensowany w treści.

Nurn1234

Fragmenty na portalu do rozchwytywanych nie należą. Czytelnicy wolą czytać zamkniętą całość, ponadto fragmenty nie trafiają do biblioteki i nie mają szans na nominację do piórka. 

Jak sam napisałeś:

Niedługo pojawić się mogą dwa następne rozdziały. 

A to doskonale wpisuje się w zamknięte koło fragmentów. Pozwól, że Ci wyjaśnię:

 

Pojawia się ktoś nowy na portalu i publikuje fragment –> ma zamiar niedługo dodać kolejny fragment → nie ma wielkiego odzewu, bo to fragment –> twórca się zniechęca i nie wrzuca kolejnych części → użytkownicy się zniechęcają, bo dostali tylko jeden fragment z którego nic nie wynika i nie ma kontynuacji, niejako utwierdzają się w negatywnym odczuciu względem fragmentów.

 

I potem, kolejny użytkownik:

Pojawia się nowy na portalu i publikuje fragment…

 

I tak w kółko.

Polecam rozważyć powyższe, a po drugie nauka pisania lepiej wchodzi na skończonych tekstach, które mogą być częścią większego świata, jednak są zamkniętymi historiami. ;)

Wszyscy trwają w nerwowym oczekiwaniu, co na wyzwanie odpowie wyzwany i jak zażarty będzie to bój. ;)

BTW, przymierzam się ostatnio do twojego opka z Lovecraftowego konkursu. Jak już się ogarnę z pisaniem tekstów, to wpadnę.

Zapraszam, jak czas pozwoli. Z Twoimi tekstami, tj. Imperatorem, mam tak samo. Ciągle gdzieś widnieje na liście do przeczytania. :D

Rozumiem. To w sumie i tak ciekawie wyszło, że Rhys to krasnoludzkie imię, a John Rhys-Davies grał krasnoluda. ;)

Cześć Silva :)

Przeczytałem i mi się podobało. Tekst nie jest najłatwiejszy w odbiorze, jest natomiast bardzo efektowny i świetnie napisany. Także plus na to, że brak tu alchemików i klasycznego podejścia do tytułu konkursu. W sumie podczas czytania miałem silne skojarzenia ze stylem Tolkiena na początku "Upadku Gondolinu". Nie wiem czy jest jeszcze miejsce na mój klik, jeśli będzie to takowego dam.

Pozdrawiam! :)

Cześć ;)

Bardzo przyjemny, ładnie i obrazowo napisany tekst. Łatwo przyszło wyobrażenie sobie scen, ponadto podobało mi się dodanie elementów działających na zmysły.

Na plus też ukazanie prawdziwości w zachowaniu się grupy – rzeczy nieznane = złe i szkodliwe, nawet jak się tkwi w nieciekawej sytuacji.

Idę klikać, pozdrawiam! :)

Cześć ;)

jak przedpiścy zauważyli, bardzo dużo postaci jak na tak krótką historię. Dodatkowo mnogość wydarzeń powoduje, że można zobaczyć, co się działo, jednak nie bardzo można się w to wgłębić.

Nie wierzę też, że główny bohater mógłby się powstrzymać przez dłuższy czas, aby nie wykorzystywać maszynki do produkowania złota.

Nie mniej jednak czekam na więcej.

Pozdrawiam! ;)

Cześć Asylum :)

Po przeczytaniu miałem pewną zagwozdkę – czy wziąć ten tekst taki, jak go przyjąłem, czy silić się na interpretację, która może nie być zupełnie Twoim zamysłem.

Padło na to pierwsze, bo to drugie nie wiem, jak daleko by mnie zaprowadziło, a zbytnich nadinterpretacji nie lubię.

Kurczę, to naprawdę dobry tekst, czuć przygnębienie i strach, zdania bardzo działają na zmysły, łatwo było się zagłębić i w nim zatracić, sceny widać w szczegółach. Bardzo podoba mi się Twój styl pisania. 

Ale nie zrozumiałem za bardzo, bo szukałem kamienia, który nie nadchodził. Najpierw szklany biurowiec, potem dom z ogrodem i na koniec scena ze śliwą, której nie potrafię do końca przyporządkować. 

Nie mniej jednak, za efekt i odczuwane emocje dam klika do biblio. ;)

Pozdrawiam!

Gratulacje dla piórkowiczów :)

 

Cześć Irko :)

Klasyczne motywy pracujące na fabułę i hasło konkursowe ujęte w fajny sposób. Końcówka robi robotę, bardzo przyjemny szort, tylko szkoda, że ma typową cechę szorta – jest za krótki. ;) No i szkoda krasnoluda, że miał negatywne nastawienie względem alchemików i go ostatecznie to nie zawiodło.

 

Czy Rhys to celowe imię postaci, inspirowane człowiekiem, który z jednym krasnoludem jest szczególnie powiązywany? :)

 

Pozdrawiam i idę zgłaszać, gdzie trzeba. ;)

Dość ciekawe podejście do tematu i włączenie w to koguta było spoko, aczkolwiek trzy aspekty powodują, że tekst odbieram jako toporny w czytaniu i odbiorze:

– Bardzo dużo informacji jak na tą długość. Niektóre mogą nakreślać historię, ale czuję się przytłoczony ilością.

– Wiem co bohater robi, ale nie wiem za bardzo, co czuje.

– Mnóstwo wtrąceń po myślnikach. Serio, to bardzo trudne w czytaniu kiedy jest ich tyle. Trochę to wygląda, jakbyś wiedziała co chcesz przekazać, ale nie miała pomysłów na stworzenie zdań.

 

Pozdrawiam! 

 

Podobało mi się, a im dalej szedłem listą limeryków, tym lepiej. :)

Trochę powtórzę się jeśli o komentarz z bety.

A więc (tutaj zacząłem ubolewać, że zabrakło mi kiedyś czasu na przeczytanie pierwszego Lowina, a potem zapomniałem) wybornie się bawiłem przy Twoim tekście.

Generalnie na wielki plus jest humor , ucieczka kotów z Kartonu, miniaturowy świat z dżu-dżitsu i całą masą naprawdę fajnie przedstawionych stworzeń. Nie był to też tekst łatwy, bo mózg pracował na wyższych obrotach, by sobie to na bieżąco przeskalowywać i sklejać do kupy ale uważam to za plus. Podoba mi się przedstawienie postaci Lowina i jego stosunku do świata.

Może dobrym wyznacznikiem będzie to, że Twój tekst po przeczytaniu zapamiętam na długo, a to nie jest moja najpopularniejsza kategoria jeśli chodzi o teksty z portalu. Właśnie przez oryginalność.

 

Jedyną rzeczą, którą sam bym zmienił gdybym pisał ten tekst, to ograniczenie jego długości bez wycinania treści. Ale szanuję wolę autora co do jego kształtu. :)

 

No i daję klika do biblioteki!

 

Rogerze, mam nieodparte wrażenie, że prowadzisz swoistą walkę o wolność od bet, do czego też nawiązywał Zanais. Możesz próbować dalej, lecz obawiam się, że jest to walka z wiatrakami, bo większość portalowiczów jest pozytywnie nastawiona do „barbarzyńskiego” betowania.

Co do tego samego tytułu w dwóch zakładkach to nie jest nic nowego, że tekst z bety przy publikacji trafia jako nowy, by widniał jako „czysty” pod względem komentarzy. Przez wielu jest to polecane i praktykowane. 

Zawsze wolę dawać kliki “w wolności”, a nie z powodu nicku, tutaj zaś trwam w tym i klik jest za tekst. Równie dobrze mógłbym przemknąć niezauważony gdybym nie chciał. :D

Pozdrawiam również

Nowa Fantastyka