Profil użytkownika

Były dziennikarz nadal parający się piórem hobbystycznie. Do niedawna felietonista magazynu WYSPY. Miłośnik fantastyki od urodzenia i od urodzenia piszący do szuflady.  Sprężył się tylko raz, zajmując drugie miejsce w konkursie na opowiadanie fantastyczne fanzinu Quenta i publikując w magazynie Fahrenheit.  Na portalu fantastyka.pl trzy piórka, trzecie miejsce w konkursie Fantastyczne Gody (”W Miesiącu Godów”),  miejsce w zwycięskiej piątce konkursu Mechy na strzechy (”Husarz Śmierci”), trzecie miejsce w konkursie “Sowy i Skowronki” (”Wczoraj będzie jutro”) oraz szósta lokata w Plebiscycie na Najlepsze Opowiadanie 2017 roku (”Trzeba czekać”). 

 

Fantastyczni faworyci: Martin, Dick, Lem, Zelazny, Silverberg, Pohl, Strugaccy, Sapkowski, Kay, Tolkien, Wolfe, Gibson, Bester, Donaldson, Reynolds i wielu innych. 


komentarze: 1730, w dziale opowiadań: 1234, opowiadania: 427

Ostatnie sto komentarzy

To będzie RIPOST.

Po przeczytaniu spalić monitor.

I bardzo fajnie. Jako dyżurny, któremu zdarza się nominować, cieszę się, że mój głos nabrał większej Mocy. 

 

 

 

 

Nasz czas nadchodzi! Już wkrótce, My – Dyżurni, przejmiemy władzę na portalu i zepchniemy tę całą (phi) Lochę, tfuj, Lożę, w otchłań niebytu (nie mylić z odbytem).

Po przeczytaniu spalić monitor.

Wydanie swojej "książki" własnym sumptem to tak, jakbyś dołączył do maratonu na ostatnich dwóch kilometrach i po dobiegnięciu do mety chwalił się swoim sukcesem. A wlepianie sobie za nią maksymalnych ocen na publicznych forach czytelniczych, to tak, i jakbyś sobie na tej mecie jeszcze złoty medal własnej roboty zawiesił na swojej szyi. 

Po przeczytaniu spalić monitor.

Niedługo tam dotrę, Coboldzie. Jeszcze Finkla i Mytrix zalegają poważnie u mnie. Jakby co to przed 5 lutego wyrobię.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Aby zadośćuczynić wszystkim rozczarowanym Cieniowym walkowerem polecam na poprawę humoru powtórkę z Arnubisowych "Trzech kuli dla jednego bufona".

 

https://www.fantastyka.pl/opowiadania/pokaz/20840

 

 

Ps. Cień dał tyłów potwornie. To zwyczajny Cień-ki Bolek i Cień-as bez Cienia odwagi. Jedynym słowem Cień-izna straszna. Burza w szklance wody, z małej Burzy mały deszcz i ogólnie zachmurzenie umiarkowane.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Mr.maras – Najwyraźniej jestem subiektywny w sprawie mojej książki.

 

A tam zaraz subiektywny. Skromności i pokory Ci brakuje zwyczajnie ;). Zwłaszcza, że te gwiazdki wstawiasz sobie ukrywając się pod pseudonimem. Wkleić swojej powieści "10" z ukrycia, to lekka kiszka moim zdaniem. Chyba że naprawdę uważasz, że napisałeś arcydzieło na dziesięć gwiazdek. Wtedy to rzeczywiście robi się zabawne.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Darconie, rozumiem Twój punkt widzenia i mam odmienny. Nie rozumiem tylko, dlaczego próbujesz sugerować innemu użytkownikowi, jak długie ma pisać komentarze, co ma w nich wytluszczać, oraz jak mu wolno rozpoczynać komentarz piórkowy. Przecież nie siedzimy w biurze. Ten portal to nasze wspólne dobro, łączy nas podobna pasja. Wyrażamy tutaj siebie, także w komentarzach. Mamy wolność wypowiedzi w granicach dobrego wychowania i kultury. Piszemy jak chcemy i oceniany subiektywnie. Formułujemy myśli po swojemu. Chyba że coś przegapiłem i jest jakiś obowiązujący szablon komentarzy dla lożowników. Mam rozumieć, że nie wolno napisać, żeby jest się na NIE już na wstępie? Że negatywne opinie trzeba owijać w bibułkę i trzymać do ostatniego akapitu komentarza?

 

Po przeczytaniu spalić monitor.

Nie rozumiem zupełnie tych zarzutów. Komentarze za długie? Wśród wielu komentarzy za krótkich, te cieniowe są naprawdę fajnym feedbackiem dla autora.

Cieniu pisze ciekawe, merytoryczne, analityczne komentarze, dogłębnie wgryzając się w tekst. A przede wszystkim dokładnie i rzetelnie tłumaczy swoją opinię na temat tekstu. To pozytywne, zwłaszcza że Cień siedzi w kieszeni Loży ;). 

Niczego nie zmieniaj, Cieniu. Myślę, że masz na portalu sporo zwolenników swoich komentarzy. 

 

Po przeczytaniu spalić monitor.

Bawisz się, Coboldzie. Powoli i nieubłaganie dla innych adeptów pióra, wspinasz się na wyższy poziom literackiego rzemiosła i mam tylko nadzieję, że pewnego dnia nie znikniesz z portalu, nie transferujesz się do lepszej ligi, stwierdzając, że w naszej niczego już się nie nauczysz i nie masz z kim grać.

Ale na szczęście jeszcze na ten arcymistrzowski poziom nie wyskoczyłeś. Niemal za każdym razem, po lekturze coboldowych perełek czegoś mi brakuje, jakiś mały element zazgrzyta, robotę profesjonalisty zakłóci jakaś drobna słabość. Najbliżej opowiadania stawianego obok tych amerykanckich, książkowych, pisanych przez znanych i cenionych autorów, był jednak "Lothar". Na każdej płaszczyźnie: fabuły, idei, wykonania.

Tym razem napiszę od razu: w "Madonnie" powietrze spuściła informacja o zamknięciu profesora w wariatkowie po jego wystąpieniu w Rzymie. Jakieś to prostackie i naiwne fabularnie mi się zdało. Nieprzystające do tematu i reszty tekstu.

To znaczy, takie rozwiązanie jest całkowicie uzasadnione fabularnie i dobrze wpina się w splątane losy czwórki bohaterów. A jednak wyjąłeś je moim zdaniem z kapelusza, a nie z rękawa. Jeśli wiesz, co próbuję powiedzieć. Pojawiło się bez odpowiedniej introdukcji i zostało przedstawione w bardzo słaby sposób. Aż przetarłem oczy, zaskoczony taką mielizną literacką w opowiadaniu, które czytałem z przyjemnością.

I może nie uwierzysz, ale ta właśnie rysa spowodowała, że "Madonny" nie nominowałem.

Wracając do tekstu. To, że potrafisz posługiwać się swobodnie elementami literackiego warsztatu z poziomu "ekspert" pokazują już pierwsze dwa zdania. To, jak zabawiłeś się stwierdzeniem "wyłoniło z ciemności", to jak poprowadziłeś to zdaniem do ostatnich słów: obok głowy Matki Boskiej. Mała gierka z czytelnikami, przykuwający uwagę początek, sprytna i pełna gracji zmiana perspektywy. Świetna robota.

Takich elementów, motywów i chwytów, jak zwykle znajduję w Twoim opowiadaniu sporo. Chociażby dwutorowa narracja w dwóch płaszczyznach czasowych i prowadzona z kobiecej i męskiej perspektywy. Piszesz, że chciałeś sobie poćwiczyć ten typ narracji i myślę, że ćwiczenie można uznać za udane.

Sama fabuła. Tradycyjnie doceniam pomysł i umiejętność wyszukiwania i wykorzystywania oryginalnych i bogatych kulturowo inspiracji. Już one same dodają Twoim tekstom szlachetności i głębi.

Część zwrotów akcji przewidziałem, przyznaję, że w pewnej chwili straciłem pewność, o którym obrazie piszesz, a zakończenie zdawało się jakby urwane, niepełne. Jednak po czasie stwierdziłem, że niczego mu nie brakuje.

A UFO? Czy Giulia była tylko nieziemsko piękna, czy też jej pochodzenie było nieziemskie? Nie wiem. Jeśli nie, to oznaczałoby, że fantastyki w tym tekście zabrakło. Ale nie przeszkadza mi to zupełnie i takie traktowanie tematu konkursu doceniam, dla mnie ilość sugestii i zawoalowanych aluzji jest wystarczająca, i domyślna fantastyka w zupełności mi wystarcza tym razem.

Aha. Jeszcze dwa spostrzeżenia. Świetna jest, wpisująca się w literackie tradycje opowieści o dorastaniu młodego mężczyzny, którego wyobrażenia i wzniosłe uczucie sprowadzone są na ziemię i zbrukane poprzez widok obiektu uwielbienia in flagranti, scena, gdy Paolo podgląda Giulię siedząc na drzewie. Cała wymowa tej sceny – kto i z kim to robi, jak, gdzie, co widzi i przeżywa bohater – świetnie się zabawiłeś, Coboldzie.

I druga rzecz. Podczas lektury "Madonny" spowijał mnie klimat znacznie bliższy "Imieniu róży" niż "Kodu da Vinci…" – i to jest dla mnie kolejny wyznacznik jakości tekstu.

Przy okazji. Widzę, że obrałeś ciekawą taktykę. Jeszcze niedawno świeciło u Cobolda jedno srebrne piórko. Cierpliwie publikowałeś swoje teksty gdzie indziej, zgarniały wyróżnienia, znałeś ich wartość. I zaatakowałeś nimi portal. A teraz pewnie zaliczysz zasłużoną i rzadko spotykaną serię piórkową. Gratuluję.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Z ciekawości zajrzałem na "Lubimy czytać" i zauważyłem, że Autor, pod nickiem identycznym, jak ten na portalu, sam sobie przyznał maksymalną liczbę gwiazdek. Przyznaję, że to bardzo ciekawy chwyt marketingowy.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Gratuluję publikacji. Lekka konwencja nieco humorystycznej opowiastki z pogranicza fantasy i horroru paranormalnego na wesoło. Fantasy nawiązującej do słowiańszczyzny i w klimatach mazurskiej (za to plus), wiejskiej urban fantasy. Jeśli ten wywód ma sens…

Przy tym należy zauważyć, że elementy horrorowate są dosyć brutalne i okrutne. Dlatego dostrzegam lekki rozdźwięk między luzacką narracją, prostą i zarazem nieco zakręconą (ma to sens?) fabułą, uproszczoną psychologią postaci, a tymi krwistymi fragmentami.

Wszystko to nie przeszkadzało mi jednak w lekturze. Taka konwencja, taka narracja, takie zdarzenie gatunków z przymrużeniem oka – pomyślałem i z takim nastawieniem bawiłem się dosyć dobrze podczas czytania.

Wszystko wyszło tu nieco odrealnione i jak mniemam, jest to niejaki prolog do dalszych przygód bohatera, który prezentuje wydarzenia prowadzące do zwerbowania go przez Welesa (jakoś tak dziwnie wampira przypominającego). Rozumiem, że Witek, to taki swojski Constantine, mazurski Dylan Dog, czy może – ze względu na młodego bohatera – Buffy w spodniach. Albo nawet słowiański i młodzieżowy Cień z "Amerykańskich bogów", tylko potraktowany znacznie mniej serio.

Pomysł na pierwsze zadanie od bożka, przewrotny i wredny, całkiem dobry moim zdaniem. Mógłbym się czepiać, że Witek zbyt spokojnie podszedł do tego, jak został wyrolowany przez Welesa, ale potraktowałem to z takim samym dystansem jak jego (i reszty rodziny) podejście do śmierci i ożywienia ojczyma, czy innych paranormalnych i dziwacznych wydarzeń. Taka konwencja widać. Inna sprawa, że najdramatyczniejsze wydarzenia dzieją się jakby za szybko i troszkę chaotycznie. Nawet lekko się pogubiłem w pewnej chwili.

Technicznie dobrze, styl dobrany do fabuły i narratora. Widać, że tekst jest po redakcji i korekcie. Malutkie zgrzyty, które przeszły przez sito, wymienili już poprzednicy.

Podsumowując – lektura, mimo pewnych mocniejszych akcentów, niezobowiązująca i zdecydowanie rozrywkowa. Bez większych zaskoczeń i dramaturgi, a umowność fabuły i autorskie przymrużenie oka skutecznie studzą emocje czytelnika.

No i babcia wyszła naprawdę bardzo fajnie.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Cień kopnął hrabiego i potłukł mu skorupki. Co w tym tajemniczego.

Po przeczytaniu spalić monitor.

O kurde. Teraz skojarzyłem, że Anet polecała Asylum moje opowiadanie.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Rybaku, ciężko samemu w dwa miesiące wymyślić coś realnie możliwego w kontekście wynalazku, źródła energii itd., co nie zostało wynalezione przez ostatnie kilka tysięcy lat przez kilka miliardów ludzi. Stąd technologiczna umowność steampunku, clockpunku itd.. Piszemy tutaj fantastykę nie zawsze naukową.

Dlatego życzę powodzenia w trzymaniu się Twoich zasad, ale ja pójdę inną drogą.

Po przeczytaniu spalić monitor.

To teraz portalowy nosorożec stratuje tego szorta bez pardonu.

Przyznam szczerze, nie mam pojęcia co Autorka chciała opowiedzieć. Albo jest to urwany fragment większej całości, albo tekst nie ma sensu. Ale po kolei.

Bohater, którego z początku przedstawiasz jak jakiegoś ostrego zawodnika (potem okazuje się, że mylnie, bo jest jakimś leszczem), udaje się na spotkanie z osiedlowym "gangiem" narkotykowym, który rozprowadza amfetaminę sąsiada i z jakiegoś niewyjaśnionego powodu narzuca bandziorom swoją współpracę. Ma ona sprawić, że gang rozwinie się w coś większego…

Sugerujesz tym samym, że do sprzedaży narkotyków na osiedlu potrzeba dziesięciu typów, chociaż ja uważam, że jeden diler w zupełności wystarczy. Przy okazji okazuje się, że wspomniany gang to banda frajerów, która obawia się kolesia z pistoletem, który to pistolet nawet nie jest prawdopodobnie prawdziwy, ponieważ żeby symulować jego wystrzał bohater musi odpalić w kieszeni petardę, raniąc samego siebie… I lokalne "bandziory" dają się na to nabrać.

Wspomniana sytuacja z petardą jest absolutnie bezsensowna. Nawet nie próbuje zgadywać jak facet odpalił jedną ręką petardę w kieszeni. Jakim cudem jej okaleczenie zauważył dopiero gdy sprawdzał, która jest godzina? Ogólnie w tym opisie wygląda na to, że facet miał minimum z cztery ręce. Trzymał pistolet, wyciągał kartkę, podawał ją, sprawdzał godzinę, mając rękę w kieszeni, potem jedną z nich poważnie okaleczoną itd. Trzymał pistolet w prawej i z prawej kieszeni wyciągnął kartkę? Lewą ręką? Rozszarpaną przez petardę? I nikt nie zauważył, że jest ranny?

No i najważniejsze, co to za kretyński plan? Nie wystarczyło pomachać bronią? A jak już wystrzelił to postraszył ich jeszcze znajomością nazwiska jednego z bandziorów? To znaczy, że znajomość nazwiska kolesia z osiedla i numer jego telefonu daje jakąś władzę nad nim? A nawet nad całym "gangiem"? Niby z czym miał iść na policję skoro znał tylko czyjeś nazwisko, wiedział o sąsiedzie, a nawet nie wiedział kto jest przywódcą grupy? I dlaczego, gdy tamten koleś zaprzecza, że diluje narkotykami bohater stwierdza, żeby tamten wpadł? Przecież to zupełnie nie wynika z sytuacji. Ogólnie wiele stwierdzeń bohatera w żaden sposób nie wynika z rozwoju sytuacji. I dlaczego przestępcy okazują się takimi idiotami, którym wystarczy wystrzelić z petardy, żeby posłusznie podporządkowali się frajerowi, który najwyraźniej boi się ich i nie ma nic do zaoferowania poza kartką papieru z czymś tam napisanym?

Facet się cofa przed nimi (co ciekawe cofa się tak, że oni tego nie zauważają), boi się ich, sam siebie chyba zaskakuje tym, co robi, nie wie czego chce i co ma zamiaru zrobić później. Przy tym nie jest żadnym twardym zawodnikiem i okazuje się pociesznym oszustwem, którego genialny plan polega na odpaleniu petardy w kieszeni i samookaleczeniu?

A czytelnik nie dowiaduje się nawet, po co to wszystko, dlaczego bohater chce pomagać gangowi, czemu polazł na spotkanie z dziesięcioma uzbrojonymi w noże bandziorami z petardą w kieszeni. I dlaczego oni w ogóle przyszli na takie spotkanie umówione przez telefon z kimś zupełnie obcym.

Hmm. Co dalej?

Kiedy bohater wraca do domu stwierdza, że ona śpi. Ale kto? Matka? A bohater to jakiś dzieciak? A może jego kobieta? Córka? Ktoś chory komu chce pomóc i zdobywa na to pieniądze? Ktoś uzależniony, za którego uzależnienie mści się na lokalnych dilerach? Oferując im pomoc? Właściwie czemu nie zajął się sąsiadem-dostawcą skoro wie o jego istnieniu? O co tu w ogóle chodzi autorowi i jego postaci? Co to niby za Czarna Flaga na głowie/twarzy? Facet jest psychiczny? Ma być jakimś superbohaterem o takiej ksywie? A może jest ratownikiem na plaży? Albo bohaterem gry komputerowej z flagą statusu nad głową?

Bezsensów jest znacznie więcej, ale nie chcę się już więcej znęcać nad tym krótkim szortem.

Nielogiczności i absurdy fabuły to jedno. Ale techniczne też jest niestety słabo. Powtórzenia, kolokwializmy, kulejąca interpunkcja, zaimkoza. Piszesz językiem mało literackim. Nie jest tragicznie i są podstawy do dalszej pracy nad warsztatem, ale to będzie długa i żmudna praca. Na razie gubisz podmioty, czasy, a dialogi piszesz bardzo sztuczne i naiwne.

Początek tekstu jeszcze bronił się klimatem i obietnicą ciekawego rozwoju wydarzeń. Potem wszystko leci na łeb na szyję, tajemnicy nie ma, a klimat rozpływa się w powietrzu wśród absurdów fabuły.

No i obawiam się, że nie ma tutaj ani odrobiny fantastyki.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Od razu zdradzę puentę – podobało mi się, dałem klika i poważnie zastanawiam się nad zgłoszeniem do piórka.

Historia obiła mi się o uszy. Ale Ty, jak widzę, przeryłaś archiwa i solidnie przygotowałaś się do pracy nad tekstem od strony merytorycznej. Wielki plus za własne tłumaczenie fragmentów raportu. Domyśliłem się, że są to autentyczne wstawki i tym bardziej doceniam robotę jaką robią partie literackie. Obie ścieżki fabuły świetnie się uzupełniają. Dzięki temu opowiadanie przypomina na kilku płaszczyznach paradokumentalny materiał albo bardziej fabularyzowany dokument. Biorąc pod uwagę tematykę i niewyjaśnione tajemnice opisywanej historii, obrana forma sprawdza się bardzo dobrze.

Zwłaszcza że części fabularne są znakomicie napisane. Ja widzę pośpiech i dostrzegam kilka potknięć i nierówności w tekście, ale to nie psuje obrazu całości – warsztatowo jest świetnie. Lepiej niż w Twoim najbardziej znanym opowiadaniu. Po obniżce formy w tekście na legendę, teraz pokazujesz, że potrafisz pisać na najwyższym portalowym poziomie. Drobna redakcja i opowiadanie można drukować.

Były momenty, gdy lekko się gubiłem w czasach, bohaterach itd. Być może to wina czytania w podróży na telefonie.

Narracja chłodna jak zima na Uralu. Niepokój wydarzeń zawieszony w mroźnym powietrzu i srogi klimat sowieckich czasów oddane bardzo umiejętnie.

Nie zbliżyłem się do żadnego z bohaterów, ale oni byli tylko tłem. Główną "postacią" jest tutaj tajemnica. I dlatego podoba mi się "urwane" zakończenie. Bez snucia domysłów. Bez szukania własnych, fantastycznych wyjaśnień zagadki. Czytelnik sam musi sobie odpowiedzieć na pytanie, co tak naprawdę wydarzyło się tamtej zimy. W sumie takie ujęcie tematu świetnie wpisuje się w tematykę konkursu.

A ja lubię takie tajemnice i po lekturze pozostałem z podobnymi wrażeniami, jakie zastawił przed laty "Pilnik pod Wiszącą Skałą".

 

Ps. Ale tytuł rzeczywiście jak z wypracowania szkolnego.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Gratuluję wszystkim. A Tobie, Cieniu, oddzielnie. Cicha woda brzegi rwie.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Poniekąd. Moje UFO poleciało w zupełnie innym kierunku i spróbuje za jakiś czas wylądować w skrzynce pocztowej Silmarisa lub Białego Kruka. Poza tym mam wrażenie, że konkursy ogłaszane przez Naz najwidoczniej mi nie służą ;). 

Po przeczytaniu spalić monitor.

I nagle pojawił się pomysł. I finał. I zaraz po nim otwarcie. I widzę bohatera. I wiem gdzie oszukam czytelnika. I nawet wiem w zarysie jak będzie wyglądała  fabuła. I mam już  nawet  na oku dziwy nad dziwami, które odróżnią ten świat od naszego. Też tak macie?

I żeby jeszcze czas na pisanie znaleźć gdy kilka innych tekstów wisi w próżni.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Wybacz, Piotrze, być może rzeczywiście jestem nosorożcem w swoich komentarzach. Traktuję Autorów komentowanych tekstów jak osoby świadome celu w jakim umieszczają swoje dzieła na portalu krytycznoliterackim i uważam, że najlepsze co może je tutaj spotkać to proste, rzeczowe i konkretne opinie. Nie ma czasu i miejsca na sentymenty, głaskanie i poklepywanie. Wytykamy sobie błędy i korzystamy z tego ucząc się pisarskiego rzemiosła. Żaden redaktor nie będzie się z nami cackał i przyjmowanie krytyki i radzenie sobie z nią, to też jest jakaś nauka dla adeptów pióra. Oczywiście pamiętając, że wszystkie uwagi są subiektywne i autor może je zwyczajnie olać, co dzieje się tutaj dosyć często.

Inna sprawa to ten psi ku..s. Byłem wtedy szczery, naprawdę mi to zepsuło odbiór i skrzywiło dalszą percepcję. Może powinienem przeprosić, więc przepraszam. Zapewne merytoryczne to nie było. Nawet nie wiedziałem, że usunąłes tamten tekst. Myślisz się jednak, uważając, że komuś Twoja obecność i twórczość przeszkadza. Dobrze, że jesteś, fajnie że piszesz i ulepszasz swój warsztat.

A powyższy tekst krytykowałem głównie za zmarnowany potencjał. Za utracony klimat. I za brak rzetelnego przygotowania tekstu przed publikacją i prezentacją przyszłym czytelnikom.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Lata świetlne to jednostka odległości/długości i nie mają nic wspólnego z miarą czasu. Kto twierdzi inaczej, nie ma pojęcia o czym mówi.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Rzeczywiście opowiadanie napisane jest stylem nieco szkolnym, starannym, poprawnym, a przez to jakby usztywnionym. To strasznie bezpieczna i zachowawcza jazda. Czytelnik podąża za narratorem i czeka na jakieś atrakcje i niestety główną atrakcją pozostaje bezpieczny i spokojny dojazd do celu trasą znaną i sprawdzoną.

Bo sama fabuła niestety niczym nie zaskakuje. Toczy się znanym i wytartym szlakiem. Nie odbierz tego źle, ale w tym tekście żaden pomysł, żadna postać i żaden motyw nie jest oryginalny.

Piszesz dosyć czysto, dobrze składasz zdania, brakuje w tym jednak pazura, emocji, czegokolwiek wybijającego się ponad przeciętność.

Jednak główny problem leży gdzie indziej. Jak zauważyli poprzednicy, zachwiane są proporcje i zaburzona kompozycja tekstu. Autor albo stracił cierpliwość do swojej opowieści i pod koniec poszedł na skróty, albo nie wie, jakie powinny być priorytety. W efekcie poznajemy zupełnie niepotrzebnie życie, sytuację materialną, przemyślenia bohatera itd. w pierwszej części opowieści, potem masę zbędnych szczegółów w połowie tekstu, a najważniejsze wydarzenia narrator streszcza w kilku zdaniach. A część z nich odbywa się nawet gdzieś obok.

W finale próbujesz "zaskoczyć" czytelnika chwytem "obudził się, myśląc, że to był tylko sen, ale zauważył jakiś motyw/element/przedmiot, który sugeruje, że wszystko wydarzyło się naprawdę". Sam przyznasz, że to motyw oklepany jak pośladki zawodnika sumo.

Podobnie jest z bohaterami tej historii. Bibliotekarka przez chwilę zdaje się skrywać jakąś tajemnicę, zwracasz na nią naszą uwagę, a potem znika i okazuje się tylko elementem dekoracji. Dziennikarka zostaje nam bliżej przedstawiona, ale w najważniejszych scenach po prostu przebywa gdzieś indziej bez wpływu na akcję, bez znaczenia.

A gdzie emocje? Napięcie? Zwroty akcji? Dramaty? Uczucia? Przygody? Dylematy? Tajemnice? Nie ma. Tekst jest letni, a nawet chłodny. Poukładany i grzeczny. A przez to, niestety, przynudza.

Interpunkcja kuleje. W kilku miejscach natrafiłem na brzydkie powtórzenia. Np.:

 

Kiedy zapytał o to panią Janinę, powiedziała, że zaraz po wojnie, jeden z potomków magnatów mających niedaleko swój pałacyk, postanowił go sprzedać i kiedy robił tam porządki w jednym z pomieszczeń na poddaszu znalazł ogromną ilość starych książek, które były tam gromadzone od kiedy jego rodzina sprowadziła się na te ziemie – czyli praktycznie czterysta lat z okładem.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Dziękuję za klika, Piotrze… Ekhem. Jednak mam nieodparte wrażenie, że Twój komentarz przesiąknięty jest pewną dawką sarkazmu. I podejrzewam, że wizyta tutaj i komentarz, są konsekwencją mojego ostrego komentarza pod Twoim tekstem. Mam nadzieję, że się mylę.

Cóż, jeśli jednak jest tan rzeczywiście, to gdy spojrzysz w górę, zauważysz, że nie jesteś pierwszą osobą, która podjęła się "Interwencji" po mojej krytyce jej opowiadania ;). Już wspominałem, że ten tekst popełniłem jako nastoletni członek KMF "Wąż Morski" na początku lat 90-tych ubiegłego wieku. Na potrzeby zina "Gryfon". Taki żarcik. Trzymam go tutaj sobie ku przestrodze – nie wrzucaj byle czego na portal. I zostawiam odkrytą piętę, goleń, łydkę, kolano, podudzie i inne kawałki, żeby łatwiej mnie było kopnąć po moim nosorożcowym potraktowaniu czyjegoś tekstu ;)

A z filmowymi MiB szorcik nie ma jednak nic wspólnego. Powstał kilka lat przed filmem z Smithem i Jonesem.

I co ciekawe. Te dwie szóstki przy "Interwencji" to jedyne szóstki na jakie zapracowały moje opowiadania na portalu. Jedna przyznana dla jaj, druga chyba po delikatnej złości. No i ma jedynkę od rozgoryczonego Marinera79.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Jako bajka niestety tekst również niezbyt się spisuje. Jak mawiał Maksym Gorki: dla dzieci trzeba pisać tak, jak dla dorosłych, tylko lepiej…

Wyłapałem od razu te same dziury i nielogiczności co Finkla (kąpiel wiosną, modlitwa na łódce itd.), potknąłem się na tych samych wertepach co Tarnina i Drakaina. I mam tę samą uwagę – często opisujesz i wymieniasz detale, które nie są do niczego potrzebne fabularnie i nie budują również świata przedstawionego. A cały świat to nie jest nawet umowne średniowiecze, tylko jakaś młodzieńcza projekcja świata stereotypów fantasy baśniowej. I do tego to biurko księcia, sprzedawanie herbatek ziołowych i nieźle zarabiający rodzice…

Oczywiście tekst ma jakiś swój urok. Historia prosta, bez zaskoczeń, za to z mało odkrywczym morałem, czy raczej puentą, na temat kondycji człowieka. Jednak tekst jest przede wszystkim, jak pisały poprzedniczki, bardzo naiwny i nieco infantylny. Czy to wystarczy, żeby mu przylepić łatkę "bajka" i zadedykować dzieciom? Moim zdaniem nie wystarczy.

Nie wnikam w interpunkcję, ale spora część zdań w tej opowiastce jest czysto i klarownie napisana, a powracający motyw odległości od brzegu, gdzie rybacy rzucają sieci, ładnie wybrzmiewa i świadczy o tym, że potrafisz więcej.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Chaos! Chaos widzę. Podobnie jak poprzedni czytelnicy, nie do końca rozumiem sens opowieści i sposób prowadzenia fabuły. W skrócie chodzi być może o faceta wędrującego w świecie postapokaliptycznym, w którym użyto jakiejś broni biologicznej. Facet spotyka innego, zabija go, przylatują wojskowi, zabierają go ze sobą, zostaje poddany testom, ma sen o tym, że jest zbawicielem, narracja przeskakuje na doktor testującą faceta, która zaczyna mieć wyrzuty sumienia. Koniec.

Na wstępie mamy spokojną narrację, jakby autor planował długie opowiadanie. Sporo niepotrzebnych detali, dialog z napotkanym kloszardem, który kończy się absurdalną próbą ucieczki i śmiercią żula. Autor na tym etapie sam prawdopodobnie nie wiedział, dokąd zmierza ta historia i ten stan musiał się utrzymać w procesie twórczym bardzo długo. Wrażenie braku równowagi, wyważenia akcentów i przemyślanej fabuły pogłębiły zapewne dopisane po czasie dni trzeci i czwarty.

No właśnie. Wspomniany dialog. Spotyka się przypadkiem dwóch kolesi, cudem ocalałych w świecie apokalipsy zombie. I nagle nie w pięć ni w dziewięć zaczynają opowiadać sobie swoje życiorysy… Do tego niespodziewanie i bez powodu bohater przeskakuje na śląską gadkę. I jest to nieco groteskowe. Tymczasem jego interlokutor gada normalnie, zupełnie bez sensu stwierdzając, że słychać w jego mowie, że jest człowiekiem wykształconym (a bohater też to stwierdza niespodziewanie). Otóż nie słychać tego moim zdaniem zupełnie.

Dalsza akcja i jej bezsensy zostały skutecznie wypunktowane przez poprzedników. Nie wyobrażam sobie wędrowca dźwigającego butle z tlenem (chyba wagon ciągnął), nie wyobrażam sobie sytuacji, gdy żyjący w świecie zombi facet stwierdza, że potrzebuje broni palnej dopiero po tym, gdy jego żona wysadziła się podczas montowania ładunków wybuchowych. No i jak niezręcznie jej śmierć opisał wspominając oderwanie członków.

Dalej chaos się pogłębia. Narracja przeskakuje. Perspektywa się zmienia, czas narracji się zmienia, przestajemy zupełnie uczestniczyć w wydarzeniach, bo nagle opowiadanie przechodzi w monolog wewnętrzny/raport lekarza/sen i autor zaczyna opowiadać, zamiast pokazywać. O logice wydarzeń przedstawionych we śnie nie będę pisał. W końcu to sen.

W finale mamy rozmyślania pani doktor. Zupełnie oderwane od reszty historii. Bohater znika (ginie). Nie wiadomo po co był ten jego sen, o co chodzi autorowi, dlaczego fabuła tak przyspiesza, czemu "akcja" zmienia tor i kierunek. Jaki jest sens tego wszystkiego i po co w tym wszystkim śląska gadka (a przecież gdyby to było bardziej klasyczne i sensownie napisane opowiadanie o apokalipsie z bohaterem ze Śląska byłoby interesująco). I na cholerę te CZASZKOBRAZY, które nijak nie mają sensu i wpływu na opowieść i są całkiem "z dupy" w tytule (podejrzewam, że autorowi po prostu podoba się to słowo, bo je wymyślił).

No i całość, z dopisywanymi w formie przemyśleń/wspomnień/infodumpów wyjaśnień co się właściwie stało sprawia wrażenie historii wymyślanej na poczekaniu, w trakcie tworzenia.

Przyznam szczerze, że tekst jest zwyczajnie zmarnowany. Są tutaj przebłyski, przebija się czasem fajny klimat, ciekawe zadania, świat apokalipsy zombie niby oklepany, ale jednak przez swoją swojskość ciekawy.

Niedbałość, brak planu, niestaranne zdania, niezręczności stylistyczne, których można uniknąć, błędy konstrukcyjne, fatalna interpunkcja, absurdy fabularne i wiele innych zgrzytów, po części wypunktowanych przez innych komentujących itd. Wszystko to świadczy o tym, że autor nie popracował nad swoim dziełem. Nie przemyślał go, nie sprawdził.

Zmarnowany potencjał, Piotrze.

A szkoda.

Ps. I na cholerę jakieś porywanie i tyle testów żeby sprawdzić czy ktoś jest zarażony wirusem?

Po przeczytaniu spalić monitor.

NoWhereman. Dziękuję za lekturę i komentarz. Jak wiadomo, najważniejsze są najważniejsze cele. Jeśli Twoim zdaniem zostały spełnione, to jestem z siebie zadowolony.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Znam Stabryłę, Drakaino.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Bardzo sprawnie napisane, przy tym umiejętnie i lekko stylizowane, zarówno w narracji, języku, jak i świecie przedstawionym. Może odrobinę zbyt dosłowne jak na mitologię lub tragedię grecką i przez to nieco wulgarne. Ale bez przesady.

Fabuła zaiste godna mitologii czy greckiego dramatu. Dzieje się tutaj prawdziwa tragedia z udziałem bogów greckich, ludzkich słabości, śmierci i zniszczenia. Mieszkańcy Olimpu kroczą wśród ludzi wpływając na ich losy. Są ofiary, dramaty rodzinne, są żądze. Światy człowieka i bogów, realia historyczne i mityczne przenikają się jak należy.

Mam tylko wątpliwości, czy to jest nadal fantastyka, czy raczej alegoria ubrana w szaty mitologii greckiej. Albo raczej współczesny mitologiczny "apokryf". 

Imię bohatera to także imię greckiego bożka uroczystości weselnych itd. Ale zbieżność jest chyba przypadkowa?

Klikam.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Spięcie podciągam pod niepokój i dreszczyk, więc cieszę się, że udało mi się osiągnąć taki efekt u kolejnego czytelnika. O to chyba chodzi w horrorach (także horrorach s-f). 

Po przeczytaniu spalić monitor.

Opowiadanie na pewno z gatunku niepokojących. A jak ja to widzę..? Fabuła zdaje się czytelna na poziomie dziejącym się w świecie wewnętrznym/onirycznym i mamy wyraźną sugestię, że być może ten właśnie świat jest prawdziwy, a przynajmniej równoległy do naszego. W tle majaczy nasz świat rzeczywisty, w którym Lorena to dziewczyna z zaburzeniami psychicznymi. Jednakże możliwa jest również ścieżka interpretacyjna, w której to, co dzieje się w wymiarze Pożeracza, to tylko dzieło wyobraźni Loreny, która tworzy swój świat wewnętrzny/świat ucieczki (wycofania), w którym jej koszmary zyskują "twarz i ciało", zło, jakie ją spotyka, przybiera postać Pożeracza, a ona sama wciela się w postać walczą z nim i ratującą świat.

Ja wolę pozostać w tym pierwszym świecie, gdzie ta walka odbywa się naprawdę i Pożeracz "istnieje" naprawdę, legiony demonów/koszmarów ludzkich są przez niego wchłaniane, a Lorena jest "koniem trojańskim".

No właśnie. Tytuł podsuwa wyraźny trop – Lorena to owieczka, nafaszerowana snami, która jest zdradliwą przynętą. Smok/Pożeracz zadowolony z siebie zjada smakowity kąsek, co oczywiście przyniesie mu zgubę. Czy Lorena jest swoistą "bronią oniryczną" ludzkości, która ma pokonać koszmarnego i potężnego agresora? Czy gdzieś kryje się żarcik nawiązujący do liczenia owiec przed snem?

Przyczepię się do formy. Za dużo jest tutaj opowiedziane, a za mało się dzieje. To bardziej opowieść/relacja niż prawdziwe opowiadanie. Nie uczestniczymy w wydarzeniach, tylko zostajemy o nich powiadomieni przez Autorkę.

Daję klika.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Dziękuję za wizytę i komentarz, Naz. Uwagi biorę do serca, a skoro widzisz plusy w tekście to jestem zadowolony. Temat może rzeczywiście był przerabiany na milion sposobów, ale mi posłużył głównie do postraszenia czytelników i jest to pierwszy horror w moim niewielkim dorobku.

Pierwsze akapity były dokładnie takie, jak stan umysłu bohatera i odzwierciedlają też stan umysłu autora, kiedy zaczynał pisać to opowiadanie ;).

Z tym tekstem z poczty – oparłem się o to, co mi gada mój telefon w UK. Mówimy o wiadomościach głosowych, więc nie mogą być nieprzeczytane, a nie są to też nieodebrane połączenia, tylko właśnie pozostawione i nieodebrane wiadomości, (które nie zostały odsłuchane). Jednak telefon mi nie gada na poczcie "nieodsłuchane". Jak to jest w Polsce, nie wiem.

Poprawiłem nieco powtarzające się "to". Dzięki za zwrócenie uwagi. Z tym dwukropkiem bym się zastanowił. Tam akurat nie chodzi o to, co ona mówiła szeptem, tylko jego spostrzeżenie, że mówi szeptem.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Tu nie chodzi o wiek i nikt nie był głupi. To jest portal literacki, w ramach twórczości można naprawdę wiele, jednak nicki świadczą także o podejściu i stosunku do innych portalowiczów. Po co narażać się na starcie tym wszystkim, dla których ta akurat postać budzi jedynie negaywney skojarzenia, co potem rzutujee także na odbiór nowego Autora. Niektórzy mogliby to odebrać jako deklarację poglądów, manifestację jakiegoś światopoglądu itd. To chyba nie o to chodzi w prezentowaniu swoich dzieł na forum krytycznoliterackim.

Pozdrawiam. 

Po przeczytaniu spalić monitor.

To nie chodzi o wywyższanie. Po prostu ciut starsi portalowicze, jak np. ja, widzą takie rzeczy inaczej. Ale już sobie wszystko wyjaśniliśmy na privie.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Też uważam, że czas zakończyć tę dyskusję. Obiecuję, że będę omijał szerokim łukiem twórczość bardzo młodego człowieka, który uważa, że podpisywanie się na publicznym portalu nickiem z nazwiskiem jednego z największych znanych w historii zbrodniarzy nie jest żenujące, ale za to żenujące jest zwrócenie mu uwagi w tym temacie.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Ale wiesz kim był Mengele? Gdybyś nazwał bohatera Hitler, też byś sobie wpisał do nicka, bo się z bohaterem utożsamiasz?

Po przeczytaniu spalić monitor.

Czy ten nick to wyraz poglądów, beznadziejne poczucie humoru, czy głupi sposób zwrócenia uwagi na siebie? No i ten "ch.j" w profilu. Wydaje się Tobie, że jesteś taki zabawny, odjechany czy zbuntowany?

Po przeczytaniu spalić monitor.

A ja uważam, że idea zacna i Beryl świetnie wykorzystał pakiet książek z promocji wydawnictwa, przy okazji wiążąc konkurs ze swoją osobą. Dla mnie każdy konkurs, którego nagrodą nie jest publikacja, to wyzwanie, ćwiczenie, mobilizacja do pisania, a nagrody to tylko miły dodatek. A książki to najlepsze nagrody z możliwych.  

Tylko ten krótki termin trochę uwiera.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Ospały Leniwiec. Dzięki za wizytę i bardzo miły dla autora komentarz. Mam nadzieję, że zdążyłeś tym pociągiem gdzie trzeba ;). Jedno spostrzeżenie – część czytelników po prostu chwyta klimat, nastrój, atmosferę i czerpie przyjemność z lektury, czytając z dreszczykiem, inna część analizuje, dedukuje, rozkłada na czynniki pierwsze i chyba ma zdecydowanie mniejszą satysfakcję z lektury. 

Po przeczytaniu spalić monitor.

Dziękuję, Anet. Zadowolony czytelnik, to i autor zadowolony :)

Po przeczytaniu spalić monitor.

Daję klika i przypominam co bardziej chwytające za serce fragmenty z bety:

Mamy tu tro­chę mie­szan­kę kli­ma­tów "Sta­tus ofiar…" oraz tro­chę z "Za­krzy­wie­nia cza­so­ze­fi­ru" Pyr­ru­xa. Jest też, jak to ostat­nio u No­Whe­re­Ma­na, kon­flikt na dużą skalę, skom­pli­ko­wa­ne za­leż­no­ści i re­la­cje, różne stron­nic­twa – tyle że za­miast po­li­tycz­nych mamy tutaj frak­cje na­uko­we i re­li­gij­ne. Tro­chę akcji, szu­ka­nia praw­dy, szczyp­ta fi­lo­zo­fo­wa­nia.

Ma­nie­ra (lub styl), w jakiej opo­wia­da­nie zostało na­pi­sa­nie, przy­po­mi­na bar­dzo tekst na Le­gen­dę, ale wy­da­je mi się, że pi­szesz teraz le­piej w ogól­nym za­ry­sie (…)

Fa­bu­ła in­te­re­su­ją­cą, ale widać, że sta­wiasz na świa­to­twór­stwo (które tak cenisz u in­nych). Tutaj mamy dy­wa­ga­cje o do­cho­dze­niu do praw­dy (a ra­czej jej szu­ka­niu) róż­ny­mi dro­ga­mi, które mogą być sprzecz­ne lub iść pod ramię. Ale tak na­praw­dę czuć tu także opo­wieść przy­go­do­wą w daw­nym duchu (wy­kra­da­nie dzien­ni­ka). A takim atry­bu­tem przy­go­dy jest para bo­ha­te­rów z ze­wnątrz: Le­onard i Ra­fa­el.

Lubię fan­ta­sty­kę opi­su­ją­cą da­le­ką przy­szłość i świa­ty sko­lo­ni­zo­wa­ne przez czło­wie­ka, które prze­szły swoją dziw­ną ewo­lu­cję i róż­nią się znacz­nie od na­sze­go. Twoja wy­obraź­nia stwo­rzy­ła cie­ka­we uni­wer­sum, z su­ge­stią cze­goś więk­sze­go w tle. A od­gry­wa­ją­cy w tym tek­ście rolę za­le­d­wie sta­ty­stów (a cza­sem fa­bu­lar­nych wy­try­chów uła­twia­ją­cych życie i dzia­ła­nie bo­ha­ter­ce) przy­by­sze to pew­nie duet przy­go­to­wy­wa­ny do ko­lej­nych od­słon tego uni­wer­sum.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Dzięki, Thargone, za odwiedziny i jak zawsze solidny i obszerny komentarz, który sprawił mi dużo satysfakcji. Masz, jak widzę, podobne spojrzenie jak ja – tutaj środki i tajemnice zeszły na drugi plan. Klimat, nastrój, dreszczyk – to się liczyło najbardziej. Ja nie "obcuję" z horrorem literackim, bo ciężko mnie wystraszyć słowami. Pamiętam za to dziwaczne, ciężkie, niepokojące i mocne wrażenie, jakie zrobiła na mnie "Apokalipsa" Koontza. Warto przeczytać.

Nevaz. Serdecznie dziękuję za lekturę i opinię. Widzisz zalety i plusy, więc jestem zadowolony. Druga scena w zasadzie ma nawiązywać do pierwszej, ostatnia do obu. Podobnie się zaczynają, kondensują akcję, pozostaje wrażenie zaciskającej się pętli grozy, zbliżania zagrożenia, bezsilności nieświadomego bohatera wobec nieuchronnego końca. Thargone to fajnie przedstawia swoim porównaniem filmowym.

Po przeczytaniu spalić monitor.

A tak byłem zadowolonyz zakończenia. A Sy końcówka nawet zniszczyła.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Syf. Dzięki za wizytę i komentarz. Nad szykiem zadania i blaskiem pomyślę. Jest na pewno kilka rzeczy, które muszę przemyśleć i ewentualnie poprawić po zakończeniu konkursu.

Czy to jest zaledwie wstęp do wiekszej historii? Hmm. Ja traktowałem ten tekst jako straszną opowiastkę, która ma autentycznie postraszyć klimatem i wywołać dreszczyk w finale. Konkurs jest na tekst do 1000 słów. I zaznaczam – nie jestem specem od horrorów. Czy takie otwarte zakończenie się nie broni Twoim zdaniem?

I jeszcze jedno. Jako pierwszy zwróciłeś uwagę na to piętrową strukturę snu, która to niepokojąco towarzyszyła mi podczas pisania. Nie chciałem wywołać u czytelnika wrażenia, że to tylko chwyt w stylu "a to wszystko był tylko sen". Ale wizja koszmaru, z którego nie da się uciec, bo kolejne poziomy rzeczywistości są kolejną jego odsłoną – tak. Takie myśli krążyły mi podczas układania tej historii.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Dziękuję za lekturę, opinie i uwagi wszystkim nowym komentującym.

Asylum. Fajnie, że nastrój i bohater się spodobał. Co do początku. Są tu głosy narzekające na końcówkę, wg. Ciebie trzeba poprawić wstęp. Jak widać nie da się trafić idealnie i zadowolić każdego. A ciężki kac przebija wszystko…

Cześć Sy! Czy to błąd logiczny? Hmm. A jeśli ta kobieta współdziała z tym czymś/kimś? Kto to wie? A może bawiła się czasem, jak pisała Finkla? A może wiedziała, że telefon nie zadzwoni, tylko zawibruje ewentualnie, a bohater śpi twardym snem po bankiecie? Najważniejsze, że końcówka spełniła swoje zadanie.

Ninedin. Cieszę się, że opowiadanie pozostawiło dobre wrażenie i przywołało klimaty lubianego filmu. Też go lubię (Fincher!). Dziękuję za miłe słowa.

Blacktom. Całe szczęście, że nie dobierasz się do tych drobiazgów. Nigdy nie wiadomo, jakie byłyby tego efekty. Ale jeśli ogólne wrażenia są pozytywne, to ja jestem zadowolony. A jak jest z księżycem/Księżycem już wyjaśniła Joseheim.

Wonsz. Jeśli się podobało, to super. Motywy rzeczywiście znane, ja je tylko poukładałem po swojemu. A z tym patrzeniem przez wizjer to chyba każdy tak ma.

Po przeczytaniu spalić monitor.

RogerRedeye. To nie kwestia pojmowania "zamkniętej opowieści", to przekonanie, że nie każda opowieść musi być ostatecznie "domknięta".

Joseheim. Dziękuję za lekturę i komentarz. Pleksa – chyba jest dopuszczalna, zwłaszcza w narracji pierwszoosobowej. Ale dumam nad zmianą.

Uczucie niedosytu mnie jednak trochę martwi. Hmm. Wyjaśnienie znajduje się poniekąd w pierwszej wiadomości. Może nie dosłownie takie, jakie widzi je Finkla, ale jest zbliżone. Fajnie, że jest klimat i dreszczyk. No i dziękuję za klika! Zastanawiałem się od kogo był.

Wybranietz. Dzięki za wizytę i opinię. Kolejne nienasycony czytelnik. Hmm. No niedobrze. Ale przecież lepiej sobie wyobrazić, co spotkało bohatera w końcówce, niż czytać jakiś groteskowy opis tych potworności… Dziękuję za klika :)

Finkla. Nastrój były tutaj celem nadrzędnym. No i ten dreszczyk. Historia otwarta ale jako scenka/opowiastka grozy chyba się sprawdza? Wyobraź sobie takie zawieszenie/zakończenie historii w ciemnym pokoju, o północy, podczas nocy strachów, gdy dzieciaki straszą się takimi opowieściami… O taki efekt chodziło.

Po przeczytaniu spalić monitor.

RogerRedeye. Dziękuję za wizytę, lekturę i opinię na temat tekstu. I od razu na wstępie zaznaczę – dla mnie tekst jest skończony i kompletny. Otwarte zakończenie wobec struktury i fabuły tekstu, które wyraźnie sugerują dalszy ciąg historii i zarazem pozostawiają czytelnikowi pole do domysłów, sprawia, że w moim odczuciu opowiadaniu niczego nie brakuje. Oparte jest na klimacie, oszczędnych środkach, niedopowiedzeniu i miało wywołać dreszczyk. Z komentarzy innych czytelników wnioskuję, że efekt został w jakimś stopniu osiągnięty. 

Zasłony mogą być zsunięte i nadal będą przepuszczały światło z ulicy. To nie ciężkie kotary i nie rolety, mogły byc również rozchylone, a bohater je rozsunął w większym stopniu.

Poetycka fraza zostaje :). Mi ona tam pasuje i w niczym nie przeszkadza. 

Pozdrawiam noworocznie :)

Po przeczytaniu spalić monitor.

Nie pozostaje nic innego jak zdjąć te dresy i założyć dres. Poprawione.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Dobry pomysł, Finklo.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Dobry pomysł, Cieniu.

Po przeczytaniu spalić monitor.

A dyżurny z Loży może dorzucić do swojego TAKa jeszcze pół TAKa z dyżuru? Bo nigdzie nie widziałem nic na ten temat.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Stwierdzam, że głosowanie, które tu się odbywa w poważnych instytucjach uważane byłoby za nieważne. Są trzy metody głosowania. Pierwsza przez aplauz. Znaczy, że wszyscy głosują. Druga metoda… Kulkami. Są kulki czarne i czerwone, które otrzymuje każdy głosujący… Yyyy… Przepraszam białe i czarne, które otrzymuje każdy głosujący… Czarna za lub odwrotnie: czarna za… Yyyy… Czarna przeciw biała za lub odwrotnie. Jest trzecia metoda przez podniesienie rąk. Ta metoda jest najdoskonalsza. 

 

No świetnie, ale jaką metodą wybierzemy metodę głosowania?

Po przeczytaniu spalić monitor.

A to dziękuję, Reg, podśpiewując z zadowolenia ;)

Po przeczytaniu spalić monitor.

Poniekąd był to świadomy zabieg. Narzucenie tempa, spowolnieniem krótkiej lektury, budowanie klimatu. Być może jednak przesadziłem, zwłaszcza, że edycja na stronie robi swoje i wygoda to tak jak wygląda w finale. Jeśli inni czytelnicy również zgłoszą uwagi w tym temacie i będzie to utrudniało lekturę, będę musiał jakoś zbić te akapity w większe bloki. Dziękuję za te uwagę, AC.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Reg, wiem, że się trochę naraziłem tym brakiem entuzjazmu do horrorów, bo słyszałem, że jesteś miłośniczką prozy Kinga. Ale kilka jego dzieł bardzo sobie cenię oczywiście.

 

AQQ. Chyba rozszyfrowałaś trzecie dno tego tekstu. O trzecim sam autor nie miał pojęcia… ;)

 

AC. Dziękuję za lekturę i opinię. Jak złapało i trzymało, to sobie pogratuluję. Z tymi enterami, to mnie zaskoczyłeś. Muszę się przyjrzeć.

Po przeczytaniu spalić monitor.

AQQ. Dzięki za wizytę i miłe słowa. Z tego co wiem określenie pleksa jest spotykane w języku potocznym i ogólnie przyjęte. Czekam na opinię innych speców od języka.

Cieszę się, że udało się "postraszyć" i Ciebie. Horror to nie jest moja domena. A co do fabuły… Myśl, zastanawiaj się, sprawdzaj pocztę głosową w telefonie…

Po przeczytaniu spalić monitor.

Atalajsza. Dzięki serdeczne za lekturę i komentarz. Nie czytałem jeszcze tekstów na ten konkurs, ale poszukam tego podobnego i porównam z ciekawości. Odnośnie fabuły i zakończenia – nie chcę tłumaczyć i komentować, poczekam na kolejnych czytelników. Poprawki naniesione – dzięki! Istoty nie opisałem świadomie, wolę tak. Zresztą, jak widać, Regulatorzy podzielają moje zdanie.

Regulatorzy. Dziękuję za wizytę dyżurnego i cenne uwagi. Nie lubię za bardzo horrorów. To, co napisałem mieściło mi się w kategorii s-f, ale przyznaję, że to jednak horror, bo miało niepokoić i straszyć. Jeśli chociaż odrobinę się udało, to jestem z siebie zadowolony. I też nie lubię wykładania strachów kawę na ławę.

Poprawki naniesione oczywiście.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Hmm. Ten teges, ale Tommy Lee Jones w "Ściganym" nie był ani sam przeciw wszystkim, ani nie bronił uciśnionych i nie wspierał porzuconych. Przez większość filmu ścigał Harrisona Forda z całą ekipą FBI…

Ja mitologię bardzo lubię, chociaż nie napisałem jeszcze żadnego opowiadania związanego z mitami na portalu. Ale bardzo cenię sobie umiejętne nawiązania do kulturowej spuścizny, mitów, archetypów, toposów itd., to ukryte wartości tekstu, kulturowa, metatekstowa gra i każdy, kto to potrafi ma mój podziw). Konkursowo sam zazwyczaj walę fantasy albo s-f i załapałem się już tutaj trzy razy na podium.

Hmm. Czytałem, co napisałeś pod swoim opowiadaniem na "Sowy i Skowronki" nazywając robotę jury/organizatorek amatorszczyzną. Z powodu ich werdyktu. I to było niefajne, Darconie. W innym miejscu (pod krytykowanym przez Ciebie za tematykę opowiadaniem Cobolda) sugerowałeś, że moje piórko (za opowiadanie w sumie po części s-f) to w jakimś stopniu zasługa moich komentarzy i bycia miłym. A Cobold powinien pisać coś, co Tobie by bardziej pasowało. Odnośnie do innego konkursu (Legendy) uczepiłeś się zwycięskiego opowiadania, że za trudne, że ludzie na nie głosowali nieszczerze, bo na pewno wcale im się nie podobało. No bo jak mogło, skoro Darconowi się podobało? Za każdym razem podważasz czyjeś gusta, rzetelność oceny, wartość czyjegoś dzieła.

Jaka jest przyczyna tego wszystkiego? Ludzie na portalu mają czelność wyróżniać i chwalić teksty, które Darconowi się nie podobają. Z różnych powodów. A bo takiego czegoś by nikt nie kupił ("Klub…"), a bo piszesz już nie tak jak lubię (Szyszkowy, Cobold, Finkla itd.), a bo mitologia jakaś, a bo ludzie głosują na kogoś, kto jest miły i znajomy, a bo poświęciłem swoje Darconowe piórko w imię dziwnej walki o dziwne cele (czytaj: wybieracie nie takich członków Loży, jakich chciałby Darcon), a niewielu to obeszło i wzruszyli ramionami.

Mamy nowy rok. Porzućmy wszelkie konflikty i spory. Zajmijmy pisaniem fajnych fantastycznych opowiadań i fajnych komentarzy. I niech każdy pisze takie, jakie sam lubi, jakie chce czytać, jakie mu pasują. I teksty i komentarze.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Dziękuje, Joseheim, za lekturę i obszerny komentarz. Oczywiście, opowiadanie może być lepsze i mam nadzieję, że po uzupełnieniu stanie się lepsze. Może już nie na portalu.

Oczywiście żal, że zabrakło “marasowego” klimatu. Ostatnio jednak poszedłem za bardzo w klimat ("Druga śmierć Kewella") i opowiadanie umiarkowanie się spodobało. Oczywiście ten tekst powstawał trochę na wariackich papierach i nie poradził sobie z limitem pomimo ostrych cięć. Jestem zaskoczony, że z powodu przekroczenia limitu nie wyleciał z konkursu.

Mam z tym opowiadaniem pewien problem. Wydawało mi się, że jest oparte na dosyć ciekawym pomyśle. Narracja i styl w sumie typowe dla mnie i zazwyczaj to w miarę funkcjonowało ku satysfakcji czytelnika i autora. Tym razem jednak tekst niby się podoba, niby zajął nawet trzecie miejsce w konkursie (chociaż organizatorzy wspominali, że z trzecim miejscem była ostra dyskusja i brak konsensusu, a gdyby Rybak zdążył, to by mnie z podium zrzucił), ale nikomu się nie podoba "za bardzo" i to podium jest zastanawiające.

O tym, co jedli, już pisałem. To ogromny kompleks hotelowy. Są kuchnie, chłodnie, spiżarnie, restauracje, bary, kawiarnie, automaty z jedzeniem, lodówki w pokojach, a Ptasznik robi jeszcze wypady poza kompleks.

Trochę czasu już upłynęło, dzieci się uspokoiły, wypłakały, trochę pogodziły z losem i koniecznością walki o własne życie.

O tym, jak zabijały Kacperki i dlaczego były groźne napisałem więcej w wyciętych fragmentach, tutaj ciężko było opisywać cały świat, zachowanie dzieci i życie codzienne w detalach. Wiadomo, termin, limit, tematyka. Miała to być prosta opowieść o nadziei.

Aha. Nie ma trupów. Ludzie w zetknięciu z Kacperkami "rozpływali się w fioletowych obłokach" jak wspomniałem w tekście.

Po przeczytaniu spalić monitor.

 

 

Gratuluję wszystkim, którzy uczestniczyli w konkursie w jakimkolwiek charakterze. Dziękuję za wyróżnienie.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Hmm… Policzyłeś moje komentarze pod "Trzeba czekać”, Darconie? Lol. Wiesz, staram się odpowiadać na komentarze pod swoimi tekstami, bo to chyba kwestia kultury i wychowania. Czy to miało wpływ na przyznanie piórka? A nie zastanawiałem się nad tym. Pewnie, gdybym olał komentatorów lub był niemiły, przestaliby czytać i może by nie nominowali. Ogólnie doszukiwanie się jakiegoś czynnika dodatkowego (TWA, lizanie dupy komentującym itd.) przy komentowaniu czyjegoś piórka uważam za nieco zabawne, ale niesympatyczne. Ktoś zgłosił, ktoś zagłosował. Naprawdę uważasz, że decydującą rolę przy przyznaniu piórka odegrało "bycie sympatyczną osobą, która odpowiadała na komentarze"?

Akurat ten tekst zajął drugie miejsce w ogólnopolskim konkursie i przyjął go do Fahrenheita ŚP. Tomasz Pacyński, tam miał swoją premierę. Nie jest to może w Twoich oczach tekst godny piórka, ja widzę jego wady, ale widocznie komuś się spodobał. Bo przecież wiadomo, że o gustach się nie dyskutuje.

Ogólnie mam wrażenie, że nie dostrzegasz sedna tego problemu – sporej grupie czytelników podoba się co innego niż Tobie. To naturalne i oczywiste. Naginanie innych do swojego gustu "siłą", wytykając przy tym słabizny, podważając wartość tekstów, których wyróżnianie Tobie nie pasuje, jest trochę słabe.

Mnie się "Klub…" podobał (nie tylko mnie, jak widać po wynikach konkursu). Głosowałem. Podobał mi się na wielu płaszczyznach "Na obraz…" Głosowałem. I przestań mi proszę pośrednio wmawiać, że głosowałem z jakichś wydumanych przez Ciebie powodów.

 

Ps. Wybacz, Coboldzie. Z normalnym komentarzem wciąż tutaj zmierzam.

Po przeczytaniu spalić monitor.

No ale w opowiadaniu młodzież poczuwa się do swojej roli. Bycie Sową w tamtej grupie, to w sumie wyróżnienie, prestiż, odpowiedzialność. Pokazałem, że to Sowy wczuwają się w swoje zadanie i rolę. Przyznasz, że chęć przynależności do grupy, bycie lepszym od reszty, to cecha częsta u nastolatków (harcerstwo, subkultury, kluby it.d.)

Po przeczytaniu spalić monitor.

Pisałem już wcześniej. Tam była grupa dzieci ok 11/12 (np. Korek)-16/17 (Baks) lat. Ci najstarsi stali na wyższych szczeblach drabiny w gnieździe. Co do podziały na ptasie drużyny… Hmm. Wystarczy spojrzeć w co “bawią się” harcerze, często nawet 18 letni i starsi.

 

Macie rację, te 40 km to średnia jaką wyciągnąłem z danych w necie. Normalny facet, kryjący się raczej niż maszerujący swobodnie. Pewnie ok. 10 h marszu maksymalnie. Średnia pewnie ok 4-6 km/h. Wychodzi te 40 km dziennie?

Po przeczytaniu spalić monitor.

Twój pierwszy, “merytoryczny” komentarz na portalu, BlackSnow, również rozczarowuje.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Dzięki, Wilku-Zimowy, za odwiedziny i fajny, obszerny komentarz. Pomysł jest nieco bardziej rozwinięty, tylko z ciekawości i przyzwoitości czekam na werdykt konkursowy, bo tekst i tak przekroczył limit, a wszyscy mówią, że jest za mało, więc jak tu ciąć.

Agrafka to piętnastoletnia prymuska z nauk ścisłych. Myślę, że jej zachowanie świadczy o tym, że jest nad wiek rozwinięta i gada jak tzw. stara-młoda.

Te 40 km to dystans w “postapokaliptycznym” świecie opanowanym przez obcych. Wilki przebiegają pewnie z trzy maratony dziennie.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Odpowiednia dawka czarnego humoru, mocniejszy akcent w finale. Warsztat bez zarzutu (może tego starca na początku dwóch akapitów z raz bym podmienił).

Pomysł może nie urywa… niczego, ale w szorcie wybrzmiewa z odpowiednią mocą. Fajnie to wygląda od pierwszych zdań. Opowiastka przystrojona w konwencję rasowej science-fiction, z przewrotnym "twistem" ukrytym w osobie bohatera. Nie było zaskoczenia, bo raczej domyślamy się, kim jest starzec, ale naprawdę da się odczuć tę gorycz i gniew przez łzy Mikołaja. Dlatego kibicujemy mu, gdy wrzuca bombę do komina.

Udany szorcik na czasie (ukazał się w marcu?).

Po przeczytaniu spalić monitor.

Dziękuję za lekturę i opinię. Kolejny zadowolony czytelnik, to i autor zadowolony. Co do opisanej przez Ciebie sytuacji. Owszem, Kacperek zabija, potem jego przeciwnik (człowiek) “ożywa”… Ale na wektorze człowieka biegnącym w drugą stronę jest on już martwy. To jest cholernie ciężki do wyjaśnienia pomysł. Ale dzięki temu, sporo czytelników prowadzi rozważania nad tym pomysłem. I oczywiście w wersji poszerzonej informacji wyjaśniających mój koncept byłoby więcej.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Podobało się (klik). Pomysł może nie jest specjalnie rewolucyjny, ale za to uniwersalny (potwory spod łóżka nawiedzały przecież każdego).

Dobrze napisane, bez żadnych potknięć, sympatyczne ze swoim przesłaniem o potędze matczynej mocy, odpędzającej wszelkie Zło. Jest dynamicznie (co zręcznie oddałaś warsztatowo podczas biegu przez "szachownicę") tam, gdzie ma być dynamicznie. Jest niby-strasznie gdzie ma być niby-strasznie. I tę grozę nawet czuć (chociaż nie wiedziałem, że tyle tego dziadostwa czai się w dziecięcym pokoju).

Koszmar w pierwszej części zawiesza nas między jawą a snem i trochę odziera opowieść z fantastyki. Ale nie do końca to jest jasne, więc ten stan zawieszenia broni tekst gatunkowo. Opowieść ładnie ubrana w słowa i ładnie skomponowana. Od razu przypomniało mi się klasyczne opowiadanie Roberta Sheckleya "Duch V" znane również z łamów starej Fantastyki:

Gdyby Arnold się pospieszył… Usłyszał cichy chichot. Rozległ się w ciemności za przymkniętymi drzwiami pracowni. Przywołał wspomnienia z dawnych lat. Znów miał dziewięć lat i wrócił Zmrokotwór – jego Zmrokotwór– dziwne, chude, przerażające stworzenie, które kryło się za drzwiami, Spało pod łóżkiem i atakowało tylko w ciemności. "Zgaś światło", powiedział Zmrokotwór. "Nie ma mowy", odpowiedział Gregor, chwytając miotacz. W oświetlonym pokoju był bezpieczny.

 

Ps. Ja naciągałem też kołdrę na szyję, w obawie przed kąsającymi w szyję wampirami. Kołdra pod nogi i pod brodę – nie było wyjścia, trzeba było spać z podkulonymi nogami.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Narażę się wszystkim. Będę gorszy od Rybaka atakującego Katie pod "Człowiekiem muchą". Ale powiem szczerze.

Nie podobało mi się.

Oczywiście można chwalić sprawne pióro. Lubie i cenię Twoje pisanie, Wybranietz. Ale nie tym razem. Tematyka, którą również odczytuje jako zawoalowane odniesienie do wykorzystywania dziecka, pedofilii, skutecznie mnie zniechęca.

Była w ubiegłym roku na portalu swoista "fala" tekstów o ojcach wykorzystujących dzieci. Dla mnie to granie na skrajnych emocjach. Prawie jak psychologiczna grafomania.

Fantastyka w naszym wydaniu nie musi spełniać takiej funkcji. Nie musi nagłaśniać problemu. To nie miejsce na takie manifesty, nie trzeba szokować w ten sposób. Są inne sposoby, by uświadamiać ludzi, poważniejsze miejsca. Szorty fantastyczne, jeszcze w takiej odsłonie dosyć specyficznego konkursu, który powiązany jest z dziećmi, dziećmi autystycznymi, to nie jest najszczęśliwszy sposób, miejsce i czas poruszania tego problemu.

Jestem na nie.

W warstwie emocjonalnej to również pójście na łatwiznę. Wystarczy włączyć tryb "dziecko cierpiące", jeden rytm, i można pisać tak przez 70 tys. znaków. Na tej samej nucie, w tonie szokującego dramatu, w formie niby suchej, budzącej grozę relacji dziecka uciekającego w świat fantazji w obliczu obrzydliwej krzywdy i ślepoty matki.

I jeszcze te krótkie zdania, punktujące koncert na jedną nutę i szarpiące czytelnika rytmicznie za strunę wrażliwości.

Miał twarz naszego sąsiada.

Myślę, że nie słuchała.

Widać byłam niedobrym dzieckiem.

Z czasem łaskotki przestały mu wystarczać.

Przecież to chwyt oczywisty, jechanie po bandzie emocji czytelnika. Zero wirtuozerii. Szablon.

Piszemy fantastykę i potrafimy wyobrażać sobie obce światy, wchodzimy w głowę obcych istot, możemy być kim chcemy. Próba wejścia w umysł krzywdzonego w ten sposób dziecka zawsze będzie fałszywa. Będzie swoistą profanacją. A ubieranie tego w formę konkursowego szorta w konwencji horroru jest moim zdaniem nawet niesmaczne.

Powyższa wypowiedź to moje osobiste zdanie i zapewne zupełnie odrębne od reszty. Wszystkich urażonych przepraszam. Wyrzucenie ze znajomych jakoś przeżyję.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Klasyczny bestiariusz to nie jest to, co zostało wymyślone i napisane w fantasy, tylko to, co fantasy zaczerpnęło z mitologii germańskiej, greckiej, celtyckiej, rzymskiej, pewnie też chińskiej czy arabskiej itd.. Jest zamknięty moim zdaniem, tylko nie wszystko zostało z niego "wyciągnięte" przez autorów piszących taką literaturę. 

Po przeczytaniu spalić monitor.

Dziękuję, Anet, za lekturę i komentarz :). No i cieszę się oczywiście, że się podobało. 

Po przeczytaniu spalić monitor.

Wpuścić nosorożca?

[Zamieszanie przy wejściu, ktoś krzyczy: Powstrzymajcie nosorożca!!! To może zabić tego chłopaka! – Znów szarpanina, nosorożec zaczął czytać pierwszy akapit, już ma zaczynać swój komentarz, gdy Tarnina z Darkaniną rzucają mu się pod grube nogi! Finkla łapie go za ogon i próbuje wyciągnąć spod opowiadania! Tymczasem Regulatorzy zarzucają ręcznik na róg nosorożca! Ktoś znów krzyczy: Zabierzcie stąd tego gruboskórnego zwierza! Co za bydle! Kto na niego głosował?! Ja się pytam, kto na niego głosował!!!]

Niepocieszony nosorożec oddala się niespodziewanie lekkim truchtem.

Po przeczytaniu spalić monitor.

MPJ78, ja sie nie odnoszę do Twoich intencji i zamiarów. Ja tylko wyrażam swoją opinię, na temat tego co źle moim zdaniem brzmi w tekście i jak to widzi czytelnik. Naszywki mogą oznaczać i wyrażać cokolwiek w Twoim zamyśle, jednak taka wstawka o naszywkach wygląda niezręcznie imo, gdy nie ma się pojęcia co oznaczają, a jedynie widzi długaśny opis ni z gruszki, ni z pietruszki.

Niestety na zdjęciu nie widzę żadnych kikutów. Kikuty to pojedyncze, sterczące fragmenty jakieś uprzedniej dłuższej (wyższej) całości, z której pozostaje pojedynczy szczątek/kawałek (jak po uciętej ręce lub nodze, po których zostają kikuty).

Uwaga o gaciach dotyczyła kwestii technicznych. Zdanie jest źle skonstruowane. Jego treści nie komentuję, jedynie budowę.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Ładnie napisana, prosta historia bez wielkich zaskoczeń. Jest jakaś rzucająca się w oczy maniera językowa w twoich opowiadaniach, pewnie to indywidualny styl, a może poszukiwania tego stylu? Czuć Chrościskiem.

Od strony technicznej nie będę się niczego czepiał. Bo i chyba nie ma czego. Czytało się płynnie i nie zwróciłem uwagi na żadne zgrzyty.

Sama fabuła zaskoczyła mnie (lekko) dopiero w finale, dziwną i całkowitą przemianą Ogyopta. Troszkę niespodziewaną i nie całkiem wiarygodną. To, że krasnolud okaże się jednak poczciwy, podejrzewałem wcześniej. Tak samo to, że jest krasnoludem.

Konstrukcyjnie wszystko na swoim miejscu – Twoja opowieść ma wciągający czytelnika wstęp, konsekwentne rozwinięcie i zakończenie z gorzkim finałem. Jako zgrabna, chociaż prosta fabularnie opowiastka, skomponowana jest zręcznie i zapewne sprawdzi się również jako przystawka przed daniem (opowiadaniem) głównym. Jak rozumiem, to będzie klasyczne fantasy z wrogimi sobie elfami i krasnoludami?

No i właśnie. Sowiołaki. Jestem chyba tradycjonalistą i nie lubię, gdy do klasycznego "bestiariusza" dopisuje się jakieś nowe rasy i gatunki. Jeśli mamy więc elfy i krasnoludy, to sowiołaki mi nie pasują. Coś jak vranowie (vrani?) u Sapkowskiego (sam z nich szybko zrezygnował). Gdybyś darował sobie te elfy i krasnoludy, i wymyślił własne rasy, sowiołaki by mi pewnie bardziej zagrały. A tak, jakoś do tych sów z błoniastymi skrzydłami nie mogłem się przekonać. Ale to oczywiście subiektywne odczucia i moje osobiste odchylenie.

 

Po przeczytaniu spalić monitor.

Wracam z uzasadnieniem swoich przykładów.

 

104 Brygada. Uwierz mi, żaden czytelnik tego opowiadania, nie będzie sprawdzał, czym jest (była) 104 Brygada. A pewnie bardzo niewielu ma o tym pojęcie. Mamy więc długaśny opis naszywki, o którego ważnym dla fabuły znaczeniu wie tylko Autor, ale nie my. Dla mnie to tylko długi opis naszywki, który wygląda dziwnie w tak krótkim tekście. Ale gdybyś to jakoś zgrabnie wyjaśnił…

 

Ja się nie czepiam siły i szczerości dziecięcych życzeń. Kto mówi, że prosił silniej? Można prosić bardziej, mocniej, gorliwie, ale silniej? To słowo samo w sobie jest koślawe. Szczerość to mówienie prawdy, otwartość. Nie wyobrażam sobie, co ma szczerość do prośby dziecka o prezent, skierowanej w myślach do Św. Mikołaja. Miało go w myślach nieszczerze prosić o prezent, którego nie chce?

 

Sformułowanie typu "ostrzał terenu…" itp. Jak sam zauważyłeś, tak wyglądają serwisy informacyjne. A nie literatura.

 

Kikuty spalonych (wypalonych) drzew, ok. Nawet kikuty budynków by przeszły, gdyby chodziło o wysokie zabudowania, jakieś wieżowce, itd. Kikut to ucięta kończyna. Kikut to pozostałość po czymś długim (ewentualnie wysokim w przenośni literackiej). Więc jakie kikuty widzisz w zniszczonej syryjskiej wiosce? 

 

Co jest elementarne? W tym zdaniu równie dobrze mógłbyś napisać: "Blondyn miał zielone gacie, gdy nagle zaczęły eksplodować pociski moździerzowe." Otóż "gdy nagle" odnosi się do jakieś czynności wykonywanej w tym samym czasie. Co to za czynność "nieobecny wyraz twarzy"? Gdybyś napisał "Blondyn stał z nieobecnym wyrazem twarzy, gdy nagle…" to nie byłoby powodu do marudzenia.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Tekst zaangażowany, za co duży plus. Może to i okolicznościowy kawałek, ale tematyka i jej ujęcie dosyć zaskakujące. Bliskowschodnie klimaty ledwo liznąłeś, opisy i realia przestawione powierzchownie, ale nie to jest tutaj ważne. Ogólna wymowa wywołuje emocje, a o to chyba chodzi w tym naszym pisaniu.

Od strony technicznej jest niestety gorzej. Tu nie chodzi tylko o fatalną interpunkcję. Wiele zdań zgrzyta i trzeszczy, w samej fabule pojawiają się naiwności, a w kilku miejscach te kulawe zdania pokrywają się z potknięciami historii i wychodzą wtedy zabawne kumulacje nieporadności. Naiwne jest na przykład pojawienie się znikąd dżina, nieporadne są wciskane w zdania wstawki typu "naszywkami 104 syryjskiej BGR" – po co taka szczegółowa informacja? Albo "Z głębi terenu kontrolowanego przez wojska Asada…" – sztucznie to brzmi. W zasadzie wszystkie zdania wypowiadane przez dżina brzmią jak sztuczny infodump. A już wypowiedź jego córki to szczyty infodumpu.

Zakończenie jest również słabe i bez wyrazu. Dziwny monolog-infodump i jeszcze dziwniejsza odpowiedź świętego.

Na pewno tekst warty jest dopracowania, język podrasowania, a całość wymaga redakcji i korekty. I byłby mocny kandydat do biblioteki.

Poniżej tylko kilka wybranych przykładów, w których coś moim zdaniem nie zagrało.

 

Z wioski pozostało jedynie rumowisko, wypalone kikuty budynków… – jak wyglądają kikuty budynków w wiosce?

 

Blondyn miał nieobecny wyraz twarzy, gdy nagle zaczęły eksplodować pociski moździerzowe. – co ma piernik do wiatraka?

 

– Prosiłaś o prezent silniej i szczerzej od innych dzieci – rzekł białobrody… – naprawdę "silniej"? No i jak można szczerzej prosić o prezent?

 

Białobrody i mundurowy zbliżali się do niego bezszelestnie. Musiał ich jednak wyczuć, bo nagle otworzył oczy. – zbliżali czy zbliżyli? Czemu zmieniasz czas?

 

Sanitariusze na noszach odtransportowali rannych na tyły… – hmm całe szczęście, że sanitariusze nie byli na szczudłach albo na łyżwach ;)

 

Mikołaju, spójrz na to tak. – kto tak mówi? Ogólnie dialogi są słabszą stroną twojego warsztatu. W większości brzmią sztucznie.

 

Akapit:

 

Starzec ukląkł przy dziecku i delikatnie…

 

Akapit zaraz poniżej:

 

Mundurowy ukląkł przy matce, delikatnie przesunął…

 

Dostrzegasz podobieństwo? Nie wygląda to zbyt dobrze.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Świetny skład, naprawdę dobry wybór. Gratulacje dla całej Nowej Loży, a zwłaszcza dla "starych" lożan – robicie dobrą robotę i ludziska to doceniają. Nowi będą się musieli dopiero wykazać. A gdy zostaną już "starymi", pewnie obejmie ich jakaś kolejna "rewolucja na ostatnią chwilę" i będą odpierali zarzuty stagnacji jakichś nowych portalowiczów napierających w drużynie z tymi, którym zawsze nie pasuje ;) . A portalowe koło czasu będzie się dalej kręcić.

Naz skradła moją kwestię z SB o najlepszym miejscu w głosowaniu. Serdecznie dziękuję za wszystkie głosy zaufania, jak widać, niektórym portalowiczom nie przeszkadzałby nosorożec w składzie porcelany.  To dla mnie zaszczyt. Mam zresztą wrażenie, że w trakcie głosowania Naz wycofała głos na mnie i finalnie dzięki temu nie jestem pierwszym rezerwowym. A w obecnej sytuacji, w razie czego, Panie przodem, Naz. Myślę, że tak naprawdę chciałaś być w Loży bardziej niż ja :). I w sumie powinnaś, bo swoją pracą na rzecz portalu naprawdę zasługujesz.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Powiedział ktoś, kto miał problem z wypisaniem kilku nicków poprawnie ;p

 

Edit. Piotrze, przyznaj, że lubisz NWM po prostu.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Dzięki, Darconie za komentarz. Oczywiście postapo to jest tylko umownie. Nie było moim celem skupienie się na kwestiach logistycznych, ale nie jest to również, jak twierdzisz, opowiadanie skoncentrowane na psychologicznych aspektach (których brak niektórzy mi nawet zarzucili). To prosta opowieść o nadziei osnuta na dosyć karkołomnym pomyśle science-fiction.

Dziękuję za miłe słowa, a uwagi biorę do serca. Cieszę się, że chociaż początek przypadł do gustu. I masz rację, będzie z tego coś dłuższego.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Bogaty, żywy język, udana, lekka stylizacja, plastyczne opisy, dobre dialogi, żywe postaci – kibicuje Tobie na tym portalu Arnubisie i zawsze dajesz radę. Masz swój, ciekawy styl, fajne pomysły, wyrobiony warsztat i wyższą kulturę pisania patrząc całościowo. Tym razem napisałeś interesującą opowieść krótkodystansową, która nieco gwałtownie się skończyła. Niby historia zatoczyła koło, ma finał i jest kompletna, a jednak wkręciłem się w nią i nagłe zakończenie nieco mnie zaskoczyło. Zabrakło jakiegoś twista, zaskoczenia. Ale nie można mieć widać wszystkiego w takim limicie.

Z uwag technicznych, kilka słów bym wyrzucił. Np. "już" w zdaniu: "…zabrał głos potężnie zbudowany chłop o sumiastych, przyprószonych już siwizną wąsach."

No i tych sów ze skowronkami rzeczywiście jak na lekarstwo.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Rzeczywiście to Twój najbardziej przemyślany i dopracowany tekst, Mytrixie. Opowieść policjanta nieco w duchu chandlerowskiego detektywa, śledztwo, które staje się sprawą osobistą, w tle problemy prywatne – taka mieszanka to klasyka i gwarancja dobrego czytadła. Pod warunkiem, że wykonanie nie zawiedzie.

Nie zawiodło.

Nie ma tu wielkich literackich fajerwerków (cytując klasyka), ale i tak wpakowałeś w ten tekst sporo metafor, porównań, odpowiednio sarkastycznych i cynicznych przemyśleń i odzywek, co ogólnie daje nam solidną rozrywkę z bonusem w formie przesłania (przestrogi?) przed ponurą przyszłością z reklamami wyskakującymi z puszki sardynek.

Nie jest to może cyberpunk w czystym wydaniu, ale jako fantastyka bliskiego zasięgu podlana cyberpunkowym sosem, Twoja wizja jutra sprawdza się bardzo dobrze. Jest wiarygodna i obrazowa. Także dlatego, że wsadziłeś w opowiadanie całkiem sporo własnych i do tego dobrych pomysłów oraz gadżetów fantastycznych, które świadczą o Twojej wyobraźni (tuningowane niemowlaki, sieci kłusownicze itd.)

Język właściwie nigdzie nie zazgrzytał, warsztatowo przez niemal cały tekst trzymasz dobry, wyrównany poziom. Styl dopasowany do fabuły. Kilka fajnych odniesień, świat lekko zalatuje Blade Runnerem, co mi bardzo odpowiada. Opowiadanie jest zresztą "filmowe" na kilku płaszczyznach. Filmowy jest bohater, fabuła, wykreowany świat, filmowy jest finał historii. 

Nie byłbym sobą, gdybym nie ponarzekał. Moja satysfakcja z lektury nieco siadła pod koniec, gdy opisywałeś sięganie z dachu do obiektu – ciut nieporadnie opisane, a może nieco groteskowe się wydało. Chwytu z logiem też nie do końca kupuję. Nieco zbyt mały jak na całą aferę wydał mi się także główny Zły. A jeśli mam się jeszcze czegoś czepiać, to drastycznego i dramatycznego wstępu do historii. Nie jestem pewny czy był potrzebny i trochę odstaje klimatem od reszty opowieści. No i rzeczywiście podpowiedź Chińczyka to zdecydowanie zbyt wielki zbieg okoliczności (a może nie zrozumiałem tego właściwie i to nie był zbieg okoliczności?).

Wszystkie te elementy nie zmąciły jednak mojego obrazu całości i rozmiar plusów zdecydowanie przysłonił te małe minusy, zresztą bardzo subiektywne.

Na koniec dodam, że to dobrze zaplanowana i skonstruowana historia, w której akcenty i sceny są dobrze wyważone i rozpisane. Lektura wciągająca i satysfakcjonująca.

To zaraz wracam do Krzemu.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Mam na warsztacie takie opowiadanie, Coboldzie. Na nim sie skupiam. To klimatyczne science-fiction kosmiczne bliskiego zasięgu. Niby miała być na UFO ale raczej spróbuję w Silmarisie lub Białym Kruku. Bo nie wyrobię. Jeśli miałbyś czas i ochotę mogłbym wrzucić na “betę” (nie chcę robić bety normalnej). Podobną prośbę wystosowałem do STN.

Po przeczytaniu spalić monitor.

A widzisz, Coboldzie. Taką “Drugą stronę osobliwości” oddałem do remontu, “W Miesiącu Godów” jest rozbudowane ale nie wrzucałem już, bo nikt tam od roku nie zagląda. Ten tekst poszerzę natomiast zaraz po zakończeniu konkursu. Ty prowokatorze.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Z każdym podobnym komentarzem żałuję bardziej i bardziej, że wyciąłem pewne sceny. A w limicie i tak się przecież nie zmieściłem.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Coboldzie! To tylko marasowy tekst na konkurs Sowy i Skowronki. Gdzie mi tu z genialnym opowiadaniem Chianga wyjeżdżasz. Poza tym jego koncepcja jest o wiele bardziej złożona. 

Po przeczytaniu spalić monitor.

Nowa Fantastyka