Profil użytkownika

Były dziennikarz nadal parający się piórem hobbystycznie. Miłośnik fantastyki od urodzenia i od urodzenia piszący do szuflady. Na portalu fantastyka.pl trzy piórka, trzecie miejsce w konkursie Fantastyczne Gody (”W Miesiącu Godów”),  miejsce w zwycięskiej piątce konkursu Mechy na strzechy (”Husarz Śmierci”), trzecie miejsce w konkursie Sowy i Skowronki (”Wczoraj będzie jutro”), miejsce wśród opowiadań wybranych do antologii pokonkursowej w konkursie W głębi snów ("Przed trzecią")  oraz szósta lokata w Plebiscycie na Najlepsze Opowiadanie 2017 roku (”Trzeba czekać”).

 

Fantastyczni faworyci: Martin, Dick, Lem, Zelazny, Silverberg, Pohl, Strugaccy, Sapkowski, Kay, Tolkien, Wolfe, Gibson, Bester, Donaldson, Reynolds i wielu innych. 


komentarze: 2114, w dziale opowiadań: 1433, opowiadania: 504

Ostatnie sto komentarzy

Obliczenia kwantowego mózgu pokładowego oraz prognozy punktkompa trzeciej generacji wskazują, że szanse na piórko są jak 1 do 1000000. Prędzej nas trafi asteroid.

Po przeczytaniu spalić monitor.

To trochę jak z kotem Schrödingera. Póki nie ma wyników, mogę się jeszcze łudzić…

Po przeczytaniu spalić monitor.

Szkoda, że przestało. Cóż, już sobie te opinie przetransferowalem na głosy i wiem, że piórka nie będzie. Ale czekam z zainteresowaniem na Twój komentarz, Thargone.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Dziękuję za wizytę, lekturę i komentarz, Naz. Cytując Leniwego, powołujesz się na brak czytelniczego zaangażowania. Rozumiem, że po części wynika ono z tego, że to nie Twoje klimaty, epos, fantasy itd. Dlatego raczej nie spodziewałem się Twojego głosu.

Co do czasu akcji – Linia Maginota, bomby, alianci, kolejna wojna światowa, czy półtora tysiąca lat wyczekiwania, o którym wspominają bohaterowie – to były moim zdaniem wyraźne wskazówki dla czytelnika.

Tekst oceniasz dosyć surowo, widzisz głównie braki na wielu płaszczyznach i Autora, który nie daje wiele, mimo obietnicy i zamiarów. Cóż, biorę to na klatę. Raz jeszcze dzięki za opinię.

Po przeczytaniu spalić monitor.

To dla samej Armii NW poproszę pliczek.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Ni dy rydy. Ja zostaję w czwartek.

Docelowo Czwartkowi mają wysadzić z siodła Lożę. Jeszcze dużo pracy przed nami.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Może najpierw ustalmy, kto jest jeszcze dyżurnym, a kto już nie jest. Myślę, że nie wszyscy wiedzą czy wylecieli za brak normy czy nadal dyżurują.

Oczywiście za inicjatywę oklaski i okrzyki uznania.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Mocny, brutalny i brudny tekst. Warsztatowo i ogólnie literacko poziom godny pozazdroszczenia. W zaledwie kilkunastu tysiącach znaków zawarłeś solidną, wciągającą i bogatą historię z intrygującym tłem. Może nie jest to jakieś wybitnie oryginalne tło, może fabuła nie jest zbyt wyszukana i skomplikowana, ale wszystko świetnie funkcjonuje i mamy tu naprawdę sporo emocji. A całość jest taka bardzo… prawdziwa, prawdopodobna i zwyczajnie życiowa. I robi wrażenie. Po trochu także dlatego, że dotyka nas, nasze swojskie klimaty i okolice.

Wybrałeś precyzyjnie i z wyczuciem – zarówno akurat ten okrutny fragment z życia postaci, jak i poszczególne sceny, przeplatając je zręcznie w retrospekcjach i czasie teraźniejszym akcji.

Zakończenie wali po głowie. Świetna puenta bez puenty. Wszystko jest względne. Nic nie jest łatwe do oceny i zależy od punktu widzenia. Pewne jest tylko to, że wojna i ekstremalne sytuacje znieczulają i budzą w nas bestie. I że bycie ojcem to zadanie trudniejsze od ratowania świata. Łatwiej uciec, walczyć za ojczyznę lub iść na manowce niż podjąć się tego zadania (mówię jako ojciec dwóch synów i córki ;)

Po przeczytaniu spalić monitor.

Fragmenty z definicji nie trafiają do biblioteki. Tak że ten tego…

Po przeczytaniu spalić monitor.

Dziękuję za wizytę i obszerny komentarz, CountPrimagenie. Bardzo mi miło, że dostrzegasz klasę w wykonaniu, chociaż to "zbrukanie" mnie niepokoi.

Smaczki oczywiście miały wzbogacić lekturę, więc cieszę się, że jej nie zubożały. No i jestem zadowolony, że nie popadłem w infodumpy, a opisy i miszmasz przypadły Tobie do gustu.

Co do kreacji i tożsamości bohaterów, jak pewnie wiesz, takie były założenia konkursu, wyjąć postać z mitologii (z całym jej zapleczem i konotacjami) i umieścić w nowych okolicznościach. Nie będę więc tego odbierał jako zarzut tylko stwierdzenie. Czy zabrakło w nich życia? Jeśli tak uważasz, to mam powody do niezadowolenia.

Co do fabuły – uważam, że trochę się jednak w opowiadaniu dzieje, ale dłuższa forma na pewno pozwoliłaby nieco rozwinąć skrzydła. To oczywiste.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Marinerze79, to znowu Ty? Widzę, że próbujesz "podejść" portalowiczów. Jak nie anonim to drugi pseudonim. Ale styl i warsztat niezmiennie na tym samym poziomie.

Ps . A jeśli to jednak nie Mariner, to chyba jakaś jego pokrewna dusza.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Ja czytałem, klikałem, ale do komentarza nie mogę się zebrać.

Po przeczytaniu spalić monitor.

A co z tą akcją zachęcającą do dyżurowania? Bo dyżurni wymierają jak białe tygrysy.

Po przeczytaniu spalić monitor.

I nagle zauważyłem, że jest już godzina 23 i zaraz skończy się czas na nominacje. Więc rzuciłem nagle magisterkę i zabrałem się za czytanie.

Tym bardziej dziękuję i jestem pod wrażeniem. Powinieneś jednak skupić się na magisterce.

Oczywiście nominacja to jeszcze nie piórko, ale zawsze miło, gdy otrzymuje się takie wyróżnienie od czytelników.

Tak, z Niemcami trudno ogarnąć i pojąć, jak mogli dać się tak omotać i zaczadzić, jak mogli dopuścić się potem takich rzeczy, idąc za głosem kurdupla z Austrii. Ale oni zawsze mieli problem ze zbyt wysokim mniemaniem o sobie i poczuciem wyższości, być może także dlatego, że wydali na świat Schillera, Goethego i Kanta… Na dobry grunt trafiły te chore idee. 

A o “Farsie” będziemy jeszcze na pewno rozmawiać, gdy ukaże się antologia.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Dzięki wielkie, Arnubisie :). Człowiek spędza miły wieczór z książką, z dala od internetu, rano zagląda na portal a tu nominacja. Ale mi suprajsa zrobiłeś, pełne zaskoczenie.

Nostalgia, zmierzch, pewien smutek. To jest właśnie to, co czuję w związku z legendami arturiańskimi. Pewnie podobnie jak Ninedin po obejrzeniu filmu Boormana za młodu.

Bardzo się cieszę, że koncepcja wojny totalnej herosów przypadła Tobie do gustu. I że klimat się podobał. I że smaczki nie przeszkadzały (że akurat Tobie nie przeszkadzały nie jestem zaskoczony).

Oczywiście taki świat i tego typu pomysł można rozbudować w solidne opowiadanie lub nawet powieść. Zapewne znalazłoby się w niej wszystko to, czegoś zabrakło według Cobolda i innych. A może i nadmiar informacji lekko by się rozmył i rozwodnił stając się bardziej przyswajalny.

Trzech niemieckich bohaterów wrzuciłem ze względu na ich prawdziwe historie, które gdzieś w tle miały dopowiadać opowieść. No i kilku ich musiało stanąć wobec takiego zatrzęsienia bohaterów drugiej strony. A wątek Zygfryda świetnie odczytałeś, to głównie o nim wspomina Merlin na łożu śmierci.

Jeszcze raz dziękuję za wszystkie miłe słowa i potrójny głos na nominację. Zrobiłeś mi dzień.

I nie masz racji, "Farsa" była nostalgiczna, ale w finale dawała czytelnikowi potężnego optymistycznego kopa.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Coś Stephensona jak czuję. Gdzieś to widziałem.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Jeśli nie oburzasz się na obrazoburcze trawestacje to polecam Roberta Nye. Także jego "Fausta'.

Po przeczytaniu spalić monitor.

No tak. Obaj ginęli już na wiele sposobów. Ale przyznasz, że panowie naprawdę świetnie wypadli w “Merlinie” Roberta Nye i “Arturze Rex” Thomasa Bergera. 

Po przeczytaniu spalić monitor.

I nawet to, że ubiłem tego dziada Merlina, a ckliwy Artur łka przy otwartym oknie, nie poruszyło Twojego serca?

Po przeczytaniu spalić monitor.

Czyli tak zwanej głębi zabrakło, Twoim zdaniem, i to taka jakby wydmuszka? Albo makieta? No kurcze, chciałem, żeby ten smutek i pewna nostalgia wybrzmiały w historii. Porażka w takim razie.

Poprawki tym razem nieuniknione. 

Po przeczytaniu spalić monitor.

Nie mam powodów do psioczenia, Coboldzie. Psioczyłbym pod nosem, gdybyś w ogóle nie zajrzał i nie wypowiedział się na temat opowiadania. A przecież wiesz, że cenię sobie Twoje zdanie (nie tylko ja jeden).

Cóż, zarzuty hermetyczności, nadmiaru detali, do których dorzucasz "przysypanie emocji drobiazgami" przyjmuję na klatę. Tekst miał być na wskroś mitologiczny, być może przedobrzyłem, próbując połączyć w jednej opowieści epos, mocny klimat, brytyjskość, mity i legendy, męską przyjaźń, pomysł na świat równoległy przebudzonych bohaterów, II wojnę światową, wzruszenia, sceny walki i sporo merytorycznych dupereli budujących świat. Może wyszła z tego potrawa zbyt ciężkostrawna?

Są czytelnicy, którym się mimo wszystko spodobało, są też średnio zadowoleni, dla których tekst jest zbyt hermetyczny. Pewnie znajdą się i tacy, dla których to gniot.

Mam nadzieję, że uzupełnienie tekstu o wycięte fragmenty i lekkie przesunięcie akcentów, które zdaje się jest konieczne, poprawią tekst i Fenrirr spojrzy na niego łaskawym okiem. Zazwyczaj obiecuję uzupełnienia, ale ich nie wprowadzam, bo nie ma dla kogo, nikt drugi raz nie przeczyta. Ale tym razem chodzi o miejsce w antologii więc nie odpuszczę.

Dzięki serdeczne za lekturę, cenne uwagi i wskazówki. Przyznam się szczerze, że ja z kolei czułem wzruszenie, gdy Artur chwycił dłoń przyjaciela i odebrało mu głos, bo uświadomił sobie ogrom cierpienia Merlina.

Co do "Trzeba czekać". Hmm. Pamiętaj, że wciąż walczę z tekstem s-f do Silmarisa (tzn. będę tam próbował go wcisnąć) i jak pamiętasz Ty i Stn będziecie go musieli przeczytać, zanim go wyślę ;). A to jest chyba właśnie takie science-fiction mocno w stylu “Trzeba czekać”. Tylko bez religijnego elementu.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Serdecznie dziękuję za tak miły i pozytywny komentarz, Nienedin, nie spodziewałem się, naprawdę. Głos na nominację to już zupełne zaskoczenie, przecież tekst nie załapał się na podium konkursu i chyba nie o przekroczenie limitu tu chodziło. Ale dzięki! :)

Zgadza się, research był solidny, według wielu czytelników przesadziłem z tym nadmiarem informacji, ale chciałem historię głęboko osadzić w mitologii i brytyjskim klimacie. Może jest ona pisana przez fana tych legend dla fanów tych samych legend.

Cieszę się, że dostrzegłaś też tę bardziej ludzką stronę opowieści. No i że styl przypadł do gustu i przekonał podczas lektury.

Raz jeszcze dziękuję za świetny konkurs i czekam na jego kolejne edycje.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Penetrowałem te okolice długo i z zapałem, Chruścieju, wielka Saga lodów powstała z tych penetracji. Tomy są już prawie wydane tylko chyba się zepsuł emajl w wydawnictwie bo nie odpisali od roku. Prokurator na pewno czytał tylko boi się przyznać bo jak by to wyglądało – takie świetne opowiadanie nie ukazało się w NF a on takie inne cienizny puszcza tam. 

Pozdrawiam, Chruścieju, żebyś umiał kiedyś też takie fantazty napisać życzę.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Jeszcze raz powtórzę: odszedł człowiek-legenda polskiej fantastyki, jeden z jej filarów. Bez niego nie byłoby tego portalu, Wiedźmina, wielu świetnych polskich opowiadań i autorów. Odkąd czytam literaturę fantastyczną Maciej Parowski zawsze w niej był i wiele znaczył. Nasza kultura poniosła ogromną stratę. 

Po przeczytaniu spalić monitor.

Dwa długie teksty do zredagowania w ramach portalowej antologii, własny tekst to tejże antologii do dopracowania z redaktorem, poprawki we własnym tekście z mitologii przed wglądem Fenrirra, opracowanie własnego tekstu do sennej antologii. A wszystko to do końca czerwca. Wobec tych wszystkich zobowiązań poproszę o urlop na czerwiec.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Dzięki. A Tobie piórka życzę.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Dziękuję, Black_Cape, za wizytę, lekturę i głos na nominację :). Oraz za wszystkie miłe słowa. Imponująca, satysfakcjonująca – jestem zaskoczony takim odbiorem. Napisałaś, że tekst zasługuje na jakieś wyróżnienie i wywróżyłaś – dostałem wyróżnienie w konkursie :). A Tobie gratuluję podium.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Gratuluję zwycięzcom i wszystkim uczestnikom oraz dziękuję organizatorkom za super konkurs. Świetna sprawa z  tą antologią. Wielka niespodzianka!

 

 

 

Tylko nie rozumiem do końca, kto się do niej łapie poza podium.

Po przeczytaniu spalić monitor.

A ja mam na portalu tylko dwa opowiadania ze "swojego świata". Pierwszym jest "W Miesiącu Godów", kolejnym "Druga śmierć Kewella". Trzeci tekst miał iść na konkurs Odzyskać twarz ale nie wyrobiłem. Wciąż go dopracowuję. Bazą cyklu jest mikropowieść/powieść "Śniący rycerz", którą piszę z myślą o druku.

Po przeczytaniu spalić monitor.

No tak, racja, Staruchu. Wybacz. Czytałem dawno i przed napisaniem komentarza tylko odświeżyłem lekturę, stąd to pominięcie szanownej małżonki. Ale przyznam się szczerze, że jej po prostu teraz nie zarejestrowałem.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Rzeczywiście napisane bardzo ładnie i sprawnie. Umiejętnie przedstawiasz scenki z życia, czy to domowego, czy służbowego. I jak zawsze przemycasz odrobinę nostalgii i tęsknoty za minionymi latami. Doceniam również, że przedstawiasz prostych Rosjan jako zwyczajnych, dobrych ludzi, a nie zło wcielone. Świat nie jest przecież czarno-biały.

Co do emocji. Opowiadanie rzeczywiście balansuje na granicy ckliwości i ociera się w pewnym momencie o wyciskacz łez. Te wszystkie mysie ogonki, dziecięce rysunki, sposób mówienia córeczki, dżemiki i powidła, podrzucanie przez tatę, brak mamy itd. Jedziesz po bandzie. Grasz na bardzo wysokiej nucie i trochę brakuje oddechu. W domu niewinne dziecko, dziewczynka z warkoczami i kochający super tata słuchający rocka zza żelaznej kurtyny, a na służbie łapiące za serce chwile, gdy ważyły się losy świata i milionów istnień. Niby jest subtelnie, o uczuciach i emocjach, ale jednak strzelasz w czytelnika z bardzo grubej rury i trochę sztampowo a nawet hollywoodzko to wychodzi – dziecko i samotny tata, który ratuje świat, rosnące napięcie, śmiercionośne rakiety, rock w tle, mała ma na imię Nadzieja…

Sama postać mityczna troszkę jakby doklejona do historii. Ja też nie kupuję do końca jej motywacji, wydaje się trochę naciągana i jakby wydumana. Zazgrzytał lekko ten "mój partner". Tutaj chyba można było wybrać inną postać, bardziej pasującą do historii, bardziej "umotywowaną" mitologicznie do takiej interwencji.

Wygląda, jakbym marudził, ale ogólnie jestem naprawdę zadowolony z lektury. Bardzo ciekawy moment historii wybrałeś, bardzo fajnie poruszasz się w "radzieckich" klimatach, przemyciłeś jak zwykle swoje muzyczne fascynacje, opowiadanie jest więc bardzo "staruchowe", a ja Twój styl oraz język lubię i cenię.

Ps. Aha. Skąd to przekonanie, że małe dzieci, gdy nie wiedzą jak coś powiedzieć czy nazwać, mówią: "no, te, (np.nity greckie)". Często się z tym spotykam, ale tylko w utworach literackich. Dzieci tak nie mówią raczej.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Widzę, że wracasz do swoich tematów, Światowiderze. Cóż mogę powiedzieć. W większości zgadzam się z przedmówcami, dobrze napisane, sprawne pióro, warsztat porządny, ciekawy pomysł. Nie zgadzam się tylko z tą lekkością.

Otóż za dużo tu moim zdaniem wykładów. Nie są to stuprocentowe infodumpy, ale raczej właśnie wykłady na temat poglądów i spostrzeżeń Autora dotyczące współczesnego świata, a zwłaszcza mediów, wsadzone w usta Ratatoska. I moim zdaniem nie brzmi to lekko, zwłaszcza w części, w której Ratatosk rozmawia z Nordrim. Niby wiewiór zwraca się do swojego przybocznego, ale w rzeczywistości Autor robi czytelnikowi nienaturalny wykład.

Dosyć ciężko i niezgrabnie rozegrałeś również wejście Odyna, który nie z gruszki ni z pietruszki pojawia się za plecami Lokiego. Sam Loki ma świetne wejście na scenę, ale potem jego obecność rozczarowuje. Niczego nie ugrał, w niczym nie zamieszał i zmył się z pola widzenia. Także Oko Odyna jest "znaczącym artefaktem" tylko w opinii narratora, ponieważ nie odgrywa właściwie żadnej roli w opowiadanej historii.

Całość opowiadania to właściwie incydent. Nie epizod, ale właśnie zaledwie incydent. Po całym "zamieszaniu" Ratatosk wraca do swoich planów, Odyn odchodzi (naiwnie oszukany), Loki odchodzi, nic się nie wydarzyło.

Natomiast tło tego incydentu, pomieszanie świata mitycznego z naszą rzeczywistością, Smok i Orzeł (Chiny i USA) w tle, naprawdę smakowite i przydałaby się do tego tła jakaś bardziej zajmująca i emocjonująca fabuła. A mamy tylko gadkę i dwie niezapowiedziane wizyty.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Też miałem jakieś odległe skojarzenia z Lolitą, również zastanawiała mnie infantylność osiemnastoletniej Marysi, a moje rozkminki podczas lektury wędrowały bardzo podobnymi tropami co rozkminki Irki_Luz. Podobne rzeczy mi świtały w głowie i podobne wątpliwości.

Dziada, żeś wprowadził na scenę iście obleśnie i chyba nawet za obleśnie jak dla mnie. Zresztą osiemnastolatka to IMO nadal dziecko, zwłaszcza w porównaniu z takim starcem. Ale Twoja Marysia zachowuje się naprawdę jak ktoś znacznie młodszy.

Jednak mimo wszystko zastanawia mnie brak klików bibliotecznych i mój masz z kilku powodów. Po pierwsze jest to dobrze napisany tekst. Językowo, warsztatowo, kompozycyjnie. Nie perfekcyjnie, ale dobrze. Po drugie to zamknięta i spójna historia z małym, ale przemyślanym twistem w tle (fałszywy królik, kaczka i igła – tu mnie zaskoczyłeś). Postać Kościeja (mimo pewnych niekonsekwencji: sprytny, ale nie taki sprytny, ostrożny – ale nie taki znowu ostrożny) zbudowałeś porządnie i jest on odpowiednio paskudny.

Poza tym dobrze pogrywasz takim lekkim napięciem i stanem zagrożenia bohaterki, np. gdy Kościej knuje i uskutecznia swoje plany, a Marysia odrywa od nich i jego i czytelnika, dostrzegając coś, odwracając naszą uwagę, jakby nieświadomie "unikając pazurów bestii". Bardzo to filmowy chwyt i doceniam zastosowanie. Chociaż rzeczywiście przez sporą część tekstu czytelnik ma wrażenie, że ta jej nieświadomość i naiwność wynika z jakiegoś udawania, podwójnej tożsamości itd. Jeśli widziałeś film "Hard Candy" to wiesz, o czym mówię.

Oczywiście zastanawiać może jak taki niezdara przeżył te wszystkie lata i na koniec dał się zwieść (zupełnie przypadkowo) zwykłej nastolatce, ale ja tu widzę ukryte za kurtyną nieobyczajnej grozy poczucie humoru Autora i ironiczny wydźwięk całej historii.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Pomysł rzeczywiście podobny do mojego. Legendarni "śpiący" bohaterowie przebudzeni i walczący za swoje Ojczyzny. Jedni w złej sprawie, inni dobrej. Ty osadziłeś akcję swojej opowieści w bardziej swojskim otoczeniu, przy tym widać dobry research odnośnie detali historycznych, głównie militariów. Bo jak zauważam po kolejnym Twoim tekście, lubisz opisy walki. I trzeba przyznać, że dobrze Ci wychodzą.

Ogólnie od strony językowej tekst może się podobać. Może Wilk ma trochę racji, że pierwsze akapity wydają się nieco cięższe, ale potem jest już lekko i płynnie.

Mamy więc dobry pomysł ;), dobry warsztat i ciekawą historię. Dobre jest także samo zakończenie – niby oczywiste i wynikające z legendy, ale mocno wybrzmiewa w finale.

Gdybym był w jury pewnie czepiałbym się konkursowej postaci, która w tekście odgrywa raczej rolę rekwizytu. Istotnego, ale jednak rekwizytu. Ale nie jestem w jury i nie będę się czepiał.

Fajne opowiadanie, Wojtasie.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Nie chciałem się rozdrabniać, Światowiderze, i ze względu na jego legendarny konotacje potraktowałem Artura jako bohatera Brytyjczyków, by nie pisać, że był bohaterem Anglii. 

Po przeczytaniu spalić monitor.

Dzięki, Staruchu. Ciary miałem jak zawsze przy tym kawałku TMC. I to nie nostalgia wywołana szkocką mgłą. Obok ostrej duszy death/thrash/hc/noise zawsze byłem Romantykiem Muzyki Rockowej oraz fanem starego 4AD.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Witam, Światowiderze, i dziękuję, że podzieliłeś się swoją opinią. Przyznam szczerze, że nie znam wspomnianej pozycji ("Strumvogel"). Co do fabularnych zgrzytów…

Pytasz, dlaczego Artur walczy w obronie Anglosasów i Normanów? Już w samym pytaniu jest błąd ;) Jakich Sasów? Owszem, niewyraźne "korzenie" Artura wiązane bywają z Celtami, głównie Brytami, a czasem nawet z Rzymianami itp. Ale nie mieszajmy w to Sasów, ponieważ legendy o Arturze w formie, jaką znamy, pochodzą głównie z czasów Godfryda Plantageneta (Goeffrey z Monmouth i "Historia regum Britanniae") oraz Henryka II Plantageneta (Wace i jego "Opowieść o Brutusie", w której pojawia się Okrągły Stół" i która powstała na zamówienie króla Henryka jako odpowiedź na "zaplecze" Ludwika VII, który mógł się pochwalić rzekomym pochodzeniem od samego Karola Wielkiego) i mają "uprawomocnić" związek Brytów (także Bretończyków) z Normanami pod rządami jednego króla i przeciw wspólnemu wrogowi czyli – Sasom właśnie, którzy najechali Brytanię wcześniej i z którymi walczył od zawsze "legendarny" Artur-Bryt/Rzymianin. Zatem Artur to przede wszystkim bohater całej Brytanii (także Walii i Kornwalii) i walczy przeciwko temu, kto występuję przeciw Brytanii (A mój Merlin wspomina również o tychże Sasach, którzy później historycznie współtworzą wraz z wymienionymi nacjami oraz Anglami lud Brytanii, gdy Artur rwie się do ubicia Sasa Henryka Ptasznika za jego “sasowatość”). Irlandii (mimo celtyckich powiązań) to nie obejmuje ;)

O haniebnym epizodzie wojennym Irlandczyków nawet nie wspominaj ;). Trzeba walczyć o swoje, ale nie sprzedając duszy diabłu.

O przytłaczających nawiązaniach sporo już pisałem wcześniej. Tak, to chyba zbyt hermetyczne opowiadanie.

Do zobaczenia pod Twoim opowiadaniem konkursowym!

Jerohu! Tobie także dziękuję za lekturę i komentarz. Pomysł się podoba – cieszę się. Klimat udany – cieszę się. Zapachniało Zelaznym – przyjmuję jako komplement. Tylko szkoda, że rozmowa nie "zaczarowała" i trochę znużyła.

Po przeczytaniu spalić monitor.

To ja poproszę pliczek bo nie zdążę na pierwszą połowę.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Nie wiem, kto jest redaktorem Twojego tekstu, Rybaku, ale masz moje poparcie w tej sytuacji. Bez jaj, to ma być redakcja piórkowych tekstów do piórkowej antologii, a nie pisanie redaktorskiej wersji Twojego opowiadania, które zostały zostało wyróżnione w takiej formie, jaką ma obecnie. Drobne poprawki ok, tak widzę swoją pracę redaktorską przy tekście do antologii, którym ja się zajmuję.

Nie pytam, kto jest tym "nadgorliwym" redaktorem, ale zdecydowanie przesadził.

I nie rezygnuj czasem z udziału w antologii, tylko odrzuć te sugestie lub poproś o innego redaktora (komuś się pewnie właśnie naraziłem).

Po przeczytaniu spalić monitor.

Dzięki, MrB, za odwiedziny i komentarz. Cieszę się, że opowiadanie się podoba i nie masz większych zastrzeżeń. Ten tekst to dobra lekcja dla mnie, jak ciężko zadowolić wszystkich i jak łatwo zrobić te kilka kroków za daleko i pisać zbyt "hermetycznie".

Po przeczytaniu spalić monitor.

Magia. Znów mam dwa kliki. Teraz dwa kliki, komentarz później.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Poszłaś w kolory, Finklo, a ja w gatunki ;). No już bieliki wydały mi się wystarczająco symboliczne i polskie, a tak biało-czerwono, bielikowo-kaniowo byłoby chyba zbyt… bajkowo. W końcu tam nie tylko Dywizjon 303 walczył, ale przede wszystkim angielski RAF.

 

Edit. Aaaa, o to chodzi. Nie to o I wonie światowej było, Wojtasie. Wszak czytelnik mógłby pomyśleć – a dlaczego Artur nie obudził sie w czasie I wojny światowej. A Merlin wyjaśnia dlaczego. 

Kurde, nie znam tego opowiadania. Czyli ktoś już napisał tekst oparty na tym pomyśle? Gdzie to się ukazało?

 

Edit. 2. Znalazłem w necie, bo mnie zaintrygowałeś. Tam jest taki opis: 

Otóż Dehnel swoim opowiadaniem zbliżył się do tej formuły, bawiąc czytelnika opowieścią o legendarnych bohaterach którzy obudzili się przeddzień końca świata. Czyli w grudniu 2012 roku. Każde państwo, każdy kraj, musiał stanąć oko w oko ze swoją legendą. W Iranie powrócił do żywych Mahdi, w Niemczech Barbarossa na spółkę z Karolem Wielkim, w Czechach ożył posąg Wacława,a w Polsce obudzili się rycerze spod Giewontu. To co nieznane, dziwne i budzące strach oraz zagrożenie, natychmiast wymaga zwołania odpowiedniego sztabu. W naszym kraju została powołana komisja ekspercka złożona z socjlogów, profesorów historii, strategów wojskowych i jednego takiego speca od średniowiecznych gier i symulacji komputerowych. ​

Kurde, pomysł wyjściowy podobny. Nie znałem tego.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Hej! Bardzo mi miło, że czytanie konkurencji zacząłeś ode mnie, Wojtasie10. Dziękuję za komentarz i wszystkie uwagi. Zaglądałem do Twojego tekstu i zauważyłem, że też obudziłeś śpiących rycerzy, ale myślę, że jury nie będzie podejrzewało Cię o ściąganie (nie wiem za bardzo, o co chodzi z tą inspiracją "Zdarciem tytanów"?) Tyle że ja obudziłem wszystkich śpiących rycerzy w Europie.

Mam problem z tymi alternatywnymi wizjami w moim tekście. To nie są alternatywne wizje, Karol powstał, bo tak głosi legenda, i walczy w wymiarze/płaszczyźnie/sferze legendarnej/mitycznej/magicznej. Oczywiście bieliki na niebie i rycerze spod Giewontu w Londynie to nasi w Bitwie o Anglię. Kanie rude to ptaki wybrane ptasim symbolem Anglii, więc reprezentują/wspierają angielskie lotnictwo.

Akcja dzieje się w czasie II wojny światowej i w magicznym pozaczasie/pozaprzestrzeni, dokąd przenoszą bohaterów ich artefakty/miecze. Wszyscy bohaterowie narodowi stają po tej stronie, po jakiej stawali w realnej wojnie.

Te fragmenty, które wydały się Tobie statyczne niczym kroniki stylizowałem nieco na opowieść rycerską/epos. Szkoda, że nie przypasowały. Część czytelników chwali, część narzeka ;)

Po przeczytaniu spalić monitor.

Witam i dziękuję za tak obszerny komentarz, Asylum. Dziękuję za wszystkie uwagi, przemyślenia i sugestie. Oraz miłe słowa. Ciekawe miałaś skojarzenia podczas lektury ale w zasadzie dwie pierwsze "metafory", jakie przyszły Ci do głowy, dotyczą chyba tej samej uwagi, jaką mieli także inni komentujący – opowiadanie jest zbyt hermetyczne, może nawet zbyt wymagające i przeładowane merytorycznie. Głównie z powodu natłoku odniesień, nazw własnych, nie dla każdego zrozumiałej symboliki itd.

Trzecia "metafora" poniekąd również tego dotyczy, skoro zastanawiasz się, czy nie przydałoby się więcej znaków, aby w pełni opowiedzieć moją historię (i przejrzyściej), to zapewne także świadczy o tym, że jest ona obecnie zbyt skondensowana i "napakowana" informacjami na stronę kwadratową. Z drugiej jednak strony proponując rozwinięcie tekstu, sugerujesz zarazem jego skrócenie i wyczyszczenie z wielu słów/elementów, które moim zdaniem budują główną ten tekst i stanowią zaletę opowiadania – klimat.

Ta brytyjskość, mityczność, klimatyczność chyba wynika przecież właśnie z tych nazw, słów, przymiotników, opisów, tajemniczo brzmiących nazw walijskich, postaci z legend itd. Mam to powycinać dla przejrzystej i prostej fabuły?

Kolejna sprawa, przez Ciebie poruszona – chciałem poniekąd zachęcić czytelnika do googlania i zapoznania się ze wspomnianymi w tekście mitami i legendami, lecz nie aż w takim stopniu, który utrudnia lekturę. Nie o to przecież chodzi podczas czytania.

Przyznam się szczerze, mam problem z limitami. Moje opowieści są zazwyczaj rozbudowane fabularnie, opisowo itd. Zazwyczaj powstaje wersja dłuższa, którą potem lekko przycinam lub usuwam z niej pewne elementy. Zwłaszcza gdy chodzi o konkursy z limitami. Zazwyczaj obiecuję potem wrzucać w przyszłości wersje pełniejsze, ale jak zauważyłem nikt na portalu nie ma czasu czytać po raz drugi tego samego opowiadania dla kilku zmian i rozwinięcia, zatem dałem sobie z tym spokój.

 

Witam, Arya, i Tobie również dziękuję za odwiedziny i opinię. Piszesz miłe rzeczy, ale jak kilku innych czytelników czujesz niedosyt, zagubienie w połowie tekstu, widzisz wyrwę, chaos i wytrącenie z rytmu tam, gdzie akcja przyspiesza.

Być może przydałaby się łagodniejsze wprowadzenie do środkowej części opowiadania. Kilka zdań w tych rejonach wyleciało, zdawały się zbędne, bo osobiście w obecnej formie tekst widziałem jako kompozycyjnie w porządku. Pomyślę nad tym.

Ciesze się oczywiście, że tekst się podobał, i myślę, że o każdym można powiedzieć, że mógłby być lepszy. Ważne, żeby wiedzieć gdzie leży błąd, a Ty jesteś kolejną osoba, która wskazuje na przeładowanie informacyjne opowiadania.

 

Tobie także dziękuję serdecznie za lekturę i garść cennych uwag i poprawek, Tarnino. Oczywiście jak zawsze, nie ze wszystkimi się zgadzam, ale sporo na pewno wprowadzę, gdy już ogłoszone zostaną wyniki konkursu. Kilka literówek poprawiłem od razu.

 

eksplozje bomb

Myślę, że przedobrzyłeś z tymi "bombami" – nie wiem, dlaczego tak uważasz?

 

odbijać światło na przemian czernią piór i szarością stali

Purpura. Zresztą czerń nie odbija światła (z definicji) – chodzi o to, jak odbijają światło pióra kruka, są czarne czernią wpadająca w granat, i błyszczą w słońcu.

 

poduchą nieczasu

Niby wiem, o co chodzi, ale… – licentia poetica ;)

 

Finn McCumhail z wyspy Skye

To on nie był z Irlandii? – ale jest również bohaterem Szkotów i według legendy śpi z drużyną na szkockiej wyspie Skye.

 

Tylko że

Tylko, że. – na pewno?

 

sir Bedivere

Bediverowi. Odmieniaj imiona. – spotkałem formę nieodmienianą.

 

badawczym wzrokiem

Jakim? – badawczym, to częste określenie w literaturze.

 

półki pomocnika

Pomocnika? – taki mebel, znany jeszcze w średniowieczu.

 

wzmocnili mocą

Ekhm. – kurde, faktycznie ekhm, jak ja puściłem taki kwiatek?

 

pytanie od dawna nie dawało mu spokoju

Ale jest tu od dwóch dni? – a kto powiedział, że od dwóch dni?

 

Nadszedł dzień… itd. uniósł się na łokciach, by wyjrzeć przez mały lufcik u wezgłowia.

To giętki jest na stare lata. Wezgłowie ma przecież za głową. – stary daje radę.

 

odłożył oliwioną kolczugę

Hmm? – serio, tak robili.

 

Raz jeszze dzięki za wszystko, zwłaszcza za te "ładnie, szkocko i kamiennie". Może to i jest materiał na komiks? ;) A z Trylogią kosmiczną nie skojarzyłem, chociaż czytałem za dzieciaka.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Arya. Dzięki za wizytę i czekam na komentarz rozwijający to "ale…"

Dziękuję za opinię Wilku-Zimowy! Ten "Niedosyt Środka Opowiadania" to ja sobie zapamiętam jako komentator. Może się przyda. ;). Rozumiem, że widzisz tutaj pewne falowanie, amplitudę jakości z dołkiem w środku. Przyjrzę się pod tym kątem. No i poszukam tego chaosu i szarpania. Może lekkie zdynamizowanie głównego pojedynku wyłamało się ze spokojnego rytmu opowieści? Ale cieszę się, że widzisz plusy, chwalisz klimat i kilka scen oraz mieszankę historii z symboliką.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Ciekawą snujesz wizję i Twój Hades okazuje się całkiem łebskim bogiem, który potrafi nieźle kminić i doskonale odnajduje się w nowych realiach. Pomysłowo zaplanowałeś jego ekspansję, nawiązując do technologii minionej "epoki" komputerowej czy całkiem współczesnych zjawisk społecznych. Pobrzmiewa w tych fragmentach Twoje wrodzone zacięcie satyryczno-krytyczne wobec naszej obecnej rzeczywistości. Ogólnie zauważyłem, że lubisz upychać do swoich tekstów odniesienia, nawiązania, aluzje do konkretnych osób, zjawisk czy sytuacji. Sporo w tym publicystyki, przez firanki fantastycznej fabuły wygląda Twój światopogląd i komentarz do aktualnych przywar i kondycji ludzkości.

Dobre są "żarty" ukryte w opowiadaniu, najlepsza chyba wspominana już Duża Farma. Za to troszkę (ale troszkę) naciągane wydały mi się związki typu "eksplozja wyznaniowa" czy "kult epidemii". Język taki "wilkowy" właśnie, pewne określenia, zamiłowanie do tworzenia własnych związków, neologizmów itp. zauważyłem już we wcześniejszych Twoich tekstach.

Całość napisana z ikrą i zmontowana w dobrym warsztacie. Jedyna poważna uwaga dotyczy samej formy opowiadania. To właściwie długi opis wydarzeń, relacja z powrotu Hadesa. Nie korzystasz z wielu narzędzi i elementów literackich. Brak dialogów, psychologii postaci, retrospekcji, dynamicznych momentów akcji i całej reszty, a narrator niczego nam nie pokazuje, tylko opowiada wszystkie wydarzenia po kolei.

Ale ogólnie naprawdę dobry tekst i ciekawa koncepcja. No i bardzo konkursowy tematycznie. 

A zakończenie mocne i ponure.

 

Po przeczytaniu spalić monitor.

Belhaju! Oczywiście, to kwestia gustu, jak mógłbym się gniewać o takie rzeczy.

Staruchu. Ja wiem, o czym piszesz i nie wiem zarazem. Chodzi o prawdę historyczną? O to, że Brytyjczycy i reszta Aliantów zachowała się nierycersko wobec Polski? Artur na pewno to potępił ;) A poza tym masz rację, trzeba ufać inteligencji i wiedzy czytelnika (ale nie przesadzać w tekstach, jak zauważyłem z autopsji).

Witaj CM. Serdecznie dziękuję za ten obszerny i merytoryczny komentarz i za wszystkie uwagi i przemyślenia. Bardzo sobie cenię takie opinie. Dziękuję również za miłe słowa. Przyznam, że Twój niedosyt mnie martwi. Jak rozumiem, Tobie z kolei bardziej przypasowały te fragmenty podniosłe, te, w których piszę umowny "epos" o walce Artura ze Złymi. Czyli inaczej niż kilku przedmówcom. No nie znalazłem widać złotego środka. A mówiąc prościej, mam wrażenie, że Ty także "przygnieciony" zostałeś tymi wszystkimi odniesieniami, symbolami, nazwami własnymi itd. Po tylu podobnych wypowiedziach chyba rozumiem swój błąd.

To chyba rzeczywiście zbyt hermetyczne opowiadanie. Nie chcę używać sformułowania Łosiota "erudycyjne" bo to raczej określenie na wyrost. Po prostu za dużo legend i mitów w tej opowieści o mitologii. Miały oddać klimat i przekazać ducha takich opowieści, a chyba zbytnio odsunęły czytelnika od zamysłu autora i ukrytej tutaj prostej historii o poświęceniu.

Spotkamy się pod Twoim opowiadaniem.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Bardzo dobry tekst. Przy takich opowiadaniach nawet nie szukam usterek. Po prostu oddaję się lekturze. Pomysłowo i intrygująco rozwinęłaś dosyć prostą myśl – opowieść o bogini ożywionej w postaci sztucznej inteligencji i wysłanej w kosmos. Nie wnikam jak ożywionej. I nie wnikam też jak Niszubur stała się Nishą Bauer. Liczy się atmosfera, język, eksplozja wyobraźni.

Opowiadanie nastrojowe i subtelne w swym klimacie mitologicznym i zarazem solidne i mocno s-f we fragmentach odnoszących się do naszego świata. Bardzo ciekawe powiązanie i bardzo dobrze zaprezentowane. Warsztat masz naprawdę godny pochwalenia, wiedzę sporą, swobodę w przedstawianiu swoich wizji i pomysłów także bardzo dużą. Do tego udała się kompozycja całości, a zakończenie pięknie podsumowało historię.

Dodam jeszcze, że podczas lektury pobrzmiewały mi gdzieś w tle utwory Rogera Zelaznego ("Stwory światła i ciemności" oraz "Pan Światła"). Dam klika i nie tylko.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Idąc dalej tropem postaci arturiańskich w konkursie, trafiłem tutaj.

Sam nie wiem. Czy to satyra? Czy może humoreska? Na pewno politycznie "zaangażowana" i dosyć karkołomnie umiejscowiona w historii współczesnej. Coś dla nieistniejących już "Szpilek". Temat potraktowałeś dla odmiany bardzo lekko, ale tej lekkości ciut zabrakło Twojej opowieści.

Całość opiera się właściwie na jednym skojarzeniu nazw pewnego mebla. Żart jak żart, czy wystarczy na sukces w konkursie mitologicznym? Nie jestem pewien, ale chyba to jedyny reprezentant tego gatunku.

Historia napisana z przymrużeniem oka i przesiąknięta humorem, który do mnie akurat nie trafia, ale może znajdzie swoich zwolenników. Ja po prostu nie jestem odbiorcą takich tekstów.

Technicznie nie jest źle, piszesz nawet wartko i dosyć zręcznie (chociaż wciskanie tych polityczno-historycznych aluzji odbywa się już z mniejszą gracją), trzymasz się konsekwentnie pewnej stylizacji językowej i gatunkowej. Trochę tu opowiastki rycerskiej, a trochę gawędy czy może nawet bajki. Może zbyt często powtarzasz frazę "zdarzyło się jednak", a już na stracie, w pierwszym akapicie, Artur i Król Artur pada zbyt wiele razy.

Zdarza się, że gubisz kropki, interpunkcja jest chyba autorskiej produkcji. Masz pewne problemy za zapisem dialogów. Sporo konstrukcji szwankuje z różnych powodów.

Przykłady:

 

– Popatrz, Lancelocie, wieść o naszych wielkich czynach dotarła do zamku przed nami. Wszyscy wylegli, aby powitać zwycięskich wojowników. – Nie wiedział bowiem, iż zupełnie inny powód to sprawił. – tutaj chyba zabrało jakiegoś "rzekł" czy "powiedział" po myślniku.

 

Gdy tam dotarli, udali się niezwłocznie do sali aby na własne oczy przekonać się, iż Okrągłego Stołu nie było tam, gdzie zwykł przy nim zasiadać. – pomieszałeś podmioty lub liczbę. Powinno być "zwykli przy nim zasiadać".

 

Zobaczywszy to nakazał, aby każdy rycerz jedną część stołu włożył na grzbiet swojego. – swojego wierzchowca miałeś zapewne na myśli ale zapomniałeś wspomnieć.

 

Co jeszcze. Woce pojawia się nagle w połowie akapitu, zupełnie niezapowiedziany i niespodziewany. Imiona postaci, nawiązujące do tych polskich, historycznych, wyszły moim zdaniem mocno "tak sobie".

Po przeczytaniu spalić monitor.

Tak, jak wspomnieli przedmówcy, tekst jakby rozdarty pomiędzy opowiastką proekologiczną dla młodszych czytelników, a historyjką dla straszych, opowiadającą o brutalnym starciu z Panem, który sypie obleśnymi żartami i aluzjami. Postacie zachowują się jak starsze dzieci, a mają (podobno) po 26 lat.

Przesłanie jest trochę nachalne, a całość dosyć naiwna w wymowie i treści. Zarówno w charakterystyce postaci, zwrotach akcji (a raczej ich braku) i w sumie niejakim zakończeniu. Do tego niestety przewidywalna i prosta, jak to w opowiastkach edukacyjnych. Dlatego ciężko określić, do kogo skierowane jest to opowiadanie.

Na pewno można pochwalić ekologiczny wydźwięk, ale podany jest chyba zbyt nachalnie. Językiem posługujesz się dosyć sprawnie, ale zdarzają się zgrzytające konstrukcje, powtórzenia, problemy z interpunkcją i z kompozycją tekstu oraz akcenatmi – na przykład sporo uwagi poświęcasz postaci otyłego Adama, a nie ma to w sumie znaczenia dla fabuły.

Większość błędów czy usterek wypunktował Arnubis, ja wyrywkowo podam kilka przykładów, przy których sam się zatrzymałem podczas lektury:

 

Wyglądało na to, że najcięższy etap trasy już mają za sobą. Krótka żółta trasa mijająca wiele poziomic wiła się na południe od punktu, w którym byli, kierunku wschodnim ciągnęła się za to łagodna niebieska wstążka, której nie przecinały żadne dodatkowe linie. – trasa, trasy, w którym, której – rzucające się w oczy powtórzenia. No i zgubiłaś "w".

 

Zamknęła oczy i wyciągnęła ręce w górę, a potem starając się trzymać prosty kręgosłup, opadła do skłonu. Poczuła przyjemne rozciąganie z tyłu kolana. – jednego kolana?

 

Zadowolony z rezultatu swoich słów Hugo kiwnął głową jako gratulację dla samego siebie i odwrócił się, by rozpocząć wędrówkę niebieskim szlakiem. – z rezultatu słów? kwinął głowa jako gratulacje dla siebie? – to nie są dobre konstrukcje.

 

Dopiero po tym, jak dostał kolanem w brzuch, opadł na ziemię. Objął rękami brzuch i w tej pozycji, na klęczkach, pozostał, oddychając ciężko. – dostał kolanem w brzuch od istoty o wzroście 10-latka?

 

Miał około stu pięćdziesięciu centymetrów wysokości i od pasa w górę był z grubsza człowiekiem, jeśli pominąć rogi wyrastające mu z głowy i długie owłosione uszy. Miał ciemną od słońca skórę i czarną, kręconą brodę i włosy. Od pasa w dół był kozłem; nogi gęsto porośnięte futrem, zakończone miał kopytami. – miał i miał i miał, poza tym lepiej napisać o czyimś wzroście, a nie wysokości.

 

Przesuwał się po ziemi na plecach aż pół metra za sobą poczuł pień drzewa. – czyżby miał wbudowany sensor jakiś i wyczuwał obiekty na odległość?

 

Ci jednak ani myśleli odzywać się w strachu przed kolejnym wybuchem wściekłości. – ze strachu;

 

Potem jednak odwrócił się i zaczął powoli pokonywać kilka kroków, które ich dzieliły. – zaczął powoli pokonywać kilka kroków??? Może po prostu podszedł do niej?

Po przeczytaniu spalić monitor.

Nick zobowiązuje i jak rozumiem, lubisz Bukowskiego. Stąd zapewne ten cały brud, syf, ćpuny, seks i wulgaryzmy oraz amerykańskie slamsy jako tło wydarzeń.

Widać, że potrafisz pisać, całymi partiami tekstu idziesz równo, trzymając styl i sprawnie prowadząc pióro. Od czasu do czasu jednak zdarzają się jakieś potknięcia, jak na przykład w tym momencie: "Wyjrzała na ulicę, ale nie zauważyła nikogo prócz paru czarnych dzieciaków z sąsiedztwa. Usiadła z powrotem na kanapie, zapaliła następnego papierosa, czekała. Carlos się spóźniał, ale w końcu dotarł cały i zdrowy, nikt go nie zastrzelił. Leżeli teraz na kanapie, Stacy z rozłożonymi nogami, on na niej". – dziwny skrót akcji. Ja bym rozdzielił to jakoś, chociażby nowym akapitem o przyjściu Carlosa.

Gubisz przecinki i spacje, masz jakieś usterki w edycji tekstu – warto nad tym zapanować.

Całość mocna, mroczna, brutalna i miejscami obsceniczna. Hera, jako zazdrosna, okrutna, dzieciobójczyni, wysługująca się w "brudnej robocie" wyrodnymi matkami. Zresztą samo imię "Hera" w kontekście narkomańskich realiów głównej bohaterki również wpisuje się w opowiadaną historię.

Troszkę mi zazgrzytał układ: Hera – Pierwsza Dama – czyli mąż prezydent. Jako żona Zeusa, naturalnym tokiem rozumowania jest skojarzenie Zeusa z prezydentem. A przecież Zeusem jest tutaj jakiś John Smith. Ale to tylko moje rozkminki skojarzeniowe.

Dam klika, a Ty powinieneś dodać tag "wulgaryzmy".

Po przeczytaniu spalić monitor.

 

Rzeczywiście sympatyczne, okolicznościowe, czytadło przygodowe :). Obawiałem się (po odautorskim wprowadzeniu i kilku określeniach z początku tekstu), że to będzie jakiś fanfik zrozumiały tylko dla wtajemniczonych. A tu miłe zaskoczenie.

Dobrze się czyta, język taki trochę młodzieżowy, a trochę przesiąknięty popkulturowo. Masz luzacki, efekciarski styl, brakuje tylko żucia gumy przez narratora podczas opowiadania tej historii (żartuję).

Pomysł na świat jakby skądś znajomy, ale jednak intrygujący i ciekawy. Nie wiem na ile to zasługa Twojej wyobraźni, a na ile wymienionych inspiracji. Ale czuć tam jakieś tło i większą całość. Lubię to wrażenie podczas lektury krótkich tekstów.

Wymowne ostatnie zdanie fajnie zamyka fabułę, a miałem obawy, czy zdołasz jakoś tę historię zamknąć, gdy tak sobie szli, a opowiadanie zbliżało się do końca.

Jest trochę potknięć, skrótów i usterek technicznych, ale nie przeszkadzały zbytnio w lekturze. Nazwę karabinu wypadałoby jednak słownie zapisać.

Masz mojego klika.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Witam Staruchu! Dzięki wielkie za wizytę i obszerny komentarz. Bardzo cenne uwagi i bardzo miłe słowa w nim padły. A także poprawki.

Ale… Wydaje mi się, że sięgasz zbyt daleko, doszukujesz się dogłębnych analiz i kwestii, w prostej historii o walce Artura i Merlina z mitycznym wrogiem, nałożonej na II wojnę światową. Wiadomo powszechnie, że wojnę rozpoczęli Niemcy i to mi wystarczało do zbudowania tego "eposu". Ty zaś, jako znawca tematu, sięgasz do źródeł, do polityki (chociaż jak pewnie zauważyłeś, wspominam na początku, o wspieraniu Barbarossy przez "rosyjskich" bohaterów). Zresztą ten Barbarossa ładnie mi się komponował pod koniec z atakiem na ZSRR, jeśli wiesz, co mam na myśli..

Podobnie z tą rycerskością pobratymców Artura. To już nie płaszczyzna mityczna, to raczej sfera zwykłych ludzi, prawdziwej rzeczywistości, nie mojej "mitycznej". Ja skupiłem się na herosach narodowych, na powszechnych w Europie przepowiedniach o ich powrocie, to jest moja idea, koncept i grunt. Tam są ci szlachetni i ci podli, bez dociekania kto i w jakim interesie. Ok, Karol klęka pokonany, mamy Vichy, Holger opuszcza miecz bez wiary i siły, Dania się poddaje, zaklinacz V(coś tam) się waha, Finlandia najpierw jest z Niemcami, potem przeciw itd. To są proste mechanizmy, proste zależności, na jakich opiera się zazwyczaj legenda, mit itd. Nie chciałem tego komplikować nadmiernie. W każdej legendzie mamy zazwyczaj tych złych i tych dobrych, nie wnikałem zatem i nie mąciłem jeszcze bardziej zawiłymi relacjami przedwojennymi i powojennymi. Artur to wzór i ideał, dla chrześcijan jeden z Dziewięciu Walecznych rycerzy Europy, dlatego idealnie nadawał się na bohatera takiej opowieści. O kim innym miałbym napisać podobną historię? Zresztą mi chodzi tak naprawdę o Merlina, jest na drugim planie, ale to o nim ta opowieść, to on działa, czeka, poświęca się, umiera, żartuje, opowiada.

Kolejna sprawa, wszystkie postacie wymienione w tekście (poza Merlinem) to bohaterowie narodowi, którzy według legend wszelakich śpią i mają się obudzić, gdy ich Ojczyzna będzie w potrzebie. Stąd tacy, a nie inni herosi na wschodzie, bo nie spotkałem się z legendą o śpiących gdzieś Aleksandrze i Dymitrze. Chyba że przegapiłem.

Za literówki serdecznie dziękuję! Pokład chyba jednak będzie pokładem. Z tym kanałem długo się namyślałem, serio. Może i racja, trzeba było dać Angielski, ale bałem się, że to może spowodować pełne niezrozumienie i dezorientację (której ogólnie chyba i tak nie uniknąłem w tym tekście).

Ps. Cieszę się, że wyłapałeś i przypadł do gustu ten żarcik o M.T. :)

Po przeczytaniu spalić monitor.

NWM, dzięki za komenatarz dyżurnego. I patrz, chwalisz klimat, a zaraz pod Twoją opinią Belhaj pisze, że zabrakło mu właśnie klimatu. No nie dogodzisz :). Fajnie, że klimatyczny koncert fajerwerków ma plusa za kameralne odejście Merlina i szkoda, że napakowanie odniesieniami arturiańskimi okazało się ciężkostrawne dla kolejnego czytelnika i zbyt dużo od odbiorcy wymagam Twoim zdaniem. Tak to jest gdy się pisze o tym, co się lubi i wydaje się, że inni podzielają te zachwyty, chociaż w pewnym stopniu.

Tobie, Draconis, dziękuję raz jeszcze za miłe słowa. Wiekiem się nie martwię, ma swoje plusy, i raczej martwi mnie ta hermetyczność, którą uskuteczniłem w obrębie tego tekstu, a nie obawa przed monotematycznością ogólną w twórczości, bo próbuję wszelkich gatunków i tematów.

Bardzo miło Cię widzieć ponownie, Belhaju! Dziekuję, że odwiedziłeś moje opowiadanie i podzieliłeś się swoją opinią. Cieszę się, że chociaż pomysł się spodobał. Inni chwalą głównie klimat, Tobie klimatu zabrakło. No nie znam niestety złotego środka, jak widać. No ale jeśli dobrze pamiętam, chyba żaden z moich tekstów Tobie dotychczas nie podpasował, więc zapewne nadajemy na innych falach po prostu. 

Po przeczytaniu spalić monitor.

Wydaję mi się, None, że rozumiem Twój punkt widzenia. Oczywiście tak poprowadzona kameralna opowieść o wielkich wydarzeniach, może nie podejść każdemu. Może akcenty są rozłożone w niewłaściwy sposób, może emocje wytłumione zostały przez inne elementy. Chociaż ja miałem wrażenie, że tych emocji jest sporo. Założyłem też, że czytelnik będzie miał dobrą zabawę kojarząc fakty historyczne, ukryte za opowieścią Merlina. Być może błędnie założyłem. Emocje "zaplanowałem" w kilku (wiadomych) punktach tekstu i cieszę się, że scena z Merlinem się podobała. Dziękuję za wszystkie uwagi i na pewno pomyślę nad nimi i wyciągnę wnioski.

Draconis. Dzięki wielkie za wizytę i szkoda, że tym razem nie "popłynęłaś" z moim tekstem. Być może to wina konwencji, stylizacji, a może to ja się starzeję i pióro się stępiło. Albo straciłem literackiego "czuja". Na pewno zapamiętam uwagę (kolejną) na temat "przesilenia" symboliką i detalami. Ja się świetnie bawiłem, bo lubię temat, a wciskanie w tekst symboli i odniesień zdawało się zapowiadać dobrą zabawę podczas ich wyszukiwania przez czytelników. Może przekroczyłem jakiś punkt krytyczny?

Tobie również serdecznie dziękuję za lekturę i jak zawsze cenne uwagi, Reg. Oczywiście wszystkie poprawki naniosę jeszcze dziś (i odnotuje w dzienniczku). Bardzo mnie raduje, że mimo początkowych perturbacji wszystko trafiło na właściwe miejsce i opowiadanie logiczne się ułożyło:)

Leniwy2. Oczywiście nie mam focha. Czytam i analizuję wszystkie opinie i Tobie również bardzo dziękuję za wszystkie uwagi i spostrzeżenia. Na pewno skorzystam. I masz rację, nie zawsze można zadowolić każdego czytelnika. Wiem o tym dobrze i na krytykę czekam tak samo, jak na pochwały. Trochę niby zaboli, ale zawsze przynosi korzyści na przyszłość. Dziękuję!

Po przeczytaniu spalić monitor.

Dzięki wielkie za wizytę i opinię, None. Oczywiście martwi mnie trochę Twój odbiór mojej opowieści i ów niedosyt. Ale zarazem cieszą te plusy, jakie dostrzegasz: "przystawka smaczna, owszem, pięknie podana, ciekawie przyprawiona (…)". Jak wiadomo, wszystko zależy od upodobań i gustu. Wskazujesz na ubogą w wydarzenia akcję i leniwe tempo. Cóż, starałem się nadać opowiadaniu nieco kameralny klimat (wydarzenia na wyspie Bardsey), opisując spotkanie dwóch postaci żyjących na granicy dwóch płaszczyzn czy rzeczywistości – realnej czasu II wojny światowej i magicznej, mitycznej. I ich zakulisowych działań, walki, poświęceń. Jest chyba jednak ciut więcej tej akcji poza rozmową i jednym pojedynkiem. No i wiele dzieje się w tle. Od Bitwy o Anglię po Normandię. Z tym eposem masz sporo racji. Tematyka konkursu miała u mnie przenikać fabułę, symbolikę, świat przedstawiony i także w pewnym zakresie formę i styl. Miało trącić legendą, eposem, mitem. Taka konwencja (i stąd ta kursywa w chwilach magiczno-mitycznych). Ty jej nie kupujesz, możesz inni kupią. Jeśli nie, będę miał nauczkę. Ale za to określenie "tekst piękny" bardzo dziękuję.

Tobie również dziękuję za lekturę i komentarz, Leniwy2. Po części odpowiadam na Twoje uwagi powyżej. Zgadza się, wymagam trochę znajomości mitów i symboliki od czytelnika i świadomie podjąłem to ryzyko. A odnośnie stylu – taka formuła tej opowieści mi pasowała i na klimacie oraz nieco podniosłym tonie gram w znacznej części opowieści. Jedni wybierają wyciszone trawestacje mitów, inni idą w epos. Oczywiście moje postacie to nie alegorie, a ich legendarny świat żyje i toczy się obok naszego, nakłada i wpływa na niego. To dla mnie realne osoby, herosi narodowi, coś jak bogowie u Gaimana. No i miło, jeśli uważasz, że tekst napisany dobrze i nawet nie sprawił przykrości podczas czytania. Zawsze coś.

Po przeczytaniu spalić monitor.

W żadnym razie nie było irytacji. Zdałem sobie sprawę, że powinienem podać jakieś konkretne przykłady. Powierzenia w konkursie raz jeszcze!

Po przeczytaniu spalić monitor.

Dziękuję za wizytę, lekturę i miły komentarz, Asylum. Oczywiście czekam na Twojej uwagi i opinię. Być może opowiadanie jest nieco hermetyczne ale konkurs mitologiczny wymaga pewnej znajomości legend i mitologii także od czytelników. Ja sam też muszę czasem googlac by ogarnąć niektóre niuanse zawarte w konkursowych tekstach.

 

Po przeczytaniu spalić monitor.

Oczywiście! Masz całkowitą rację! Jak mogłem zapomnieć o Elaine! I to jeszcze za sprawą Merlina Lancelot wskoczył do jej łoża. Zaćmienie straszne. Zwracam honor, MPJ78.

Po przeczytaniu spalić monitor.

MrB. Odbierasz komuś czas na antenie takimi symfoniami ;)

Po przeczytaniu spalić monitor.

Moje zamówienie już poszło. 

Po przeczytaniu spalić monitor.

Oczywiście, że mogę wskazać jakieś przykłady, żaby nie być gołosłownym.

 

Na przykład to zdanie:

 

Mężczyzna uśmiechnął się i nagle jeden z policjantów stał z głupią miną i kajdankami na nadgarstkach, a złodziej uciekał pędem.

 

Brzmi fałszywie.: mężczyzna uśmiechnął się – i nagle – stał – a złodziej uciekał.

Nie od razu wiadomo, że mężczyzna to złodziej. Skrót całej akcji w postaci “i nagle” też nie jest zbyt literackim chwytem.

 

Albo to:

 

 

Uwolniona od choroby Zofia odmłodniała i miała mnóstwo energii.

Odmłodniała i miała. Gdyby było np. odmłodniała i zyskała, lub nabyła, lub poczuła przypływ, nie brzmiało by to fałszywie.

 

 

Później doszedł do wniosku, że to wina ton mitologicznej literatury.

Wina ton literatury? Chwytam sens, ale to określenie i skrótowość myśli są kulawe moim zdaniem. 

 

Kolejnym zastrzeżeniem jest sposób w jaki wprowadzasz na scenę swoje postacie. To słaby chwyt literacki, by wyjeżdżać na powitanie z opisem wyglądu wewnętrznego (a nawet wiekiem, ubraniem itd.). Robisz tak i z Hermesem i z Zofią.

Aha. Masz też rok podany w zapisie cyfrowym.

Po przeczytaniu spalić monitor.

No to czas na tego bardziej wrednego Czwartkowego Dyżurnego. Arnubis jest jeszcze miętki i zgryźliwości nabierze pewnie z wiekiem. A ja tradycyjne narażę się części portalowiczów.

Przyznam szczerze, że po zlustrowaniu "Chmury", gdzie czuło się ten oldschool w wykonaniu, zapisie i pewnych ideach zawartych w tekście, obawiałem się, że tutaj będzie podobnie. Ale jednak tym razem podobnego "retro" nie odczułem podczas lektury. Jeśli pewien duch "Młodego Technika" wciąż unosi się nad Twoim opowiadaniem, to raczej związany jest ze sposobem myślenia narratora. I nie zerkam tutaj na fotkę i podany wiek, lecz wyłącznie na treść tego "romansu".

Co mam na myśli? Otóż pomijając dosyć interesujące koncepcje podróży między rzeczywistościami (nie używam słowa Wszechświatami umyślnie, wszak uciekasz się do zjawisk paranormalnych i duchowych uciekając nieco od science), reszta opowiadania przypomina trochę mokry sen nastolatka lub może bardziej dosyć szowinistyczną wizję kogoś, kto myśli o miłości i kobietach w kategoriach z poprzedniej epoki.

Nie jestem w żadnym razie feministą, sam z wieloma poglądami tego ruchu bym polemizował, ale opowieść o niezwykłym spotkaniu miedzyświatowej "turystyki" z miejsca skaczącej do łóżka bohatera (i narratora w jednym), niemal rzucającej mu się na szyję przy pierwszym spotkaniu, do tego pięknej, zgrabnej, jurnej i chyba wyuzdanej oraz gotowej na seksualne maratony na sprzętach domowych, świecącej jędrnymi pośladkami spod kołdry, do tego sprzątającej chatę, dobrze gotującej i z wdziękiem brylującej na salonach ku chwale partnera/posiadacza, lekko mnie odrzuca. Ten mokry sen dopełniają okoliczności zapoznania się namiętnej pary – ona półnaga, tańcząca w nocnym klubie szuka w nim oparcia, zauroczona i zakochana od pierwszego wejrzenia.

Ja rozumiem nieco humorystyczny charakter tej opowiastki, gawędziarski styl (zawsze można to potraktować jako opowieść bohatera mitomana– gawędziarza, ale wtedy nie byłaby to fantastyka), który troszkę tłumaczy taki "światopogląd" ujęty w opowiadaniu. Jednak jednoznaczne wtrącenia o feminizmie (kontynuowane w komentarzach), sugerują, że światopogląd Autora zbieżny jest, że światopoglądem bohatera. A to jest jednak już inna epoka dla mnie.

I na bok idą zapytania, które słusznie postawił Arnubis: jak to się stało, że ona ma ciało, jak można pomylić VR z hologramami, jakim cudem on się przeniósł do niej itd., kiedy główne pytania, jakie mi się nasuwają brzmią: naprawdę ten tekst powstał na Walentynki i naprawdę M. Parowski odrzucił go z powodu kota i szpaka?

A na koniec jeszcze jedna uwaga. Napisałeś ten tekst ze swobodą, pomysłowi, z drygiem i językiem zgoła młodzieńczym, ale jednak kompozycyjnie zawaliłeś. Bo zakończenie wygląda jak przyspieszone lub urwane, a to, co ciekawe zdaje się dziać właśnie w tym fragmencie, który skwitowałeś kilkoma zdaniami w finale. Chyba że pisałeś dla odbiorców, którzy chcą czytać o kobietach chętnych, wiernych, dobrych w łóżku i sypialni, do tego gospodyniach świecących tyłkiem i bzykających się na zawołanie.

Mało tu miłości, Tsole, ciut za dużo szowinizmu. Bez urazy.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Idąc tropem bohaterów legend arturiańskich w konkursie, trafiłem tutaj w ślad za Lancelotem.

Merlina, jak widzę, nie uśmierciłeś na przekór ostatnim trendom (wyznaczanym przeze mnie i Leniwego2 ;)

Zacznę może od wrednego stwierdzenia, że spora część opowiadania przypomina mi żart o słoniu i dżdżownicach. Tematem jest niby słoń, ale jego trąba przypomina dżdżownicę więc opowiadasz o dżdżownicach. To znaczy, bardzo widać, że lubisz militarne klimaty, opisy walki, wojskowy entourage i spora część opowiadania skupia się na tym zagadnieniu. Ale potem na szczęście wracasz do swojego bohatera i trawestowanej legendy.

Pomysł masz bardzo prosty, chociaż nie bardzo wiem, dlaczego akurat Lancelota miałoby spotkać takie "zapętlenie życia" w dziejach, czy raczej powtarzany do znudzenia cykl. W legendach nie ma ku temu żadnych przesłanek. Ale w sumie z racji tak wielu odmiennych wersji arturiańskich opowieści, nie wiadomo właściwie kto żyje, kto śpi, a kto czeka w Avalonie.

Warsztat masz do poprawienia, pewnie wiesz o tym, a zwłaszcza interpunkcję. Natknąłem się w tekście na różnego rodzaju zgrzyty, ale przykłady podam na koniec komentarza. Największym minusem jest kompozycja – począwszy od tego niepotrzebnie szczegółowego militarnego wprowadzenia, po zakończenie, o którym później.

Za to dobrze się czyta Twoje dialogi. Zwłaszcza rozmowa Saszy i Lance'a zasługuje na uwagę. Fajnie też pogrywasz niektórymi elementami – następca tronu, Lancelot najemnik, rosyjski przyjaciel itd. Niby to wszystko proste, ale dobrze wpisuje się w historię i pasuje do koncepcji. Ogólnie mówiąc, gdy porzucasz efekciarskie rejony wojskowości tekst nabiera sporu luzu i lektura sprawia czytelnikowi frajdę.

Mają jednak rację poprzedni komentujący, trochę skrzywdziłeś tekst tym infodumpem w finale, który wyjaśnia i streszcza zamysł fabularny oraz postępowanie Lancelota. To nie jest fajne zakończenie. Sam nie wiem, czy nie byłoby lepiej, gdybyś pozostawił swojego bohaterami w nieświadomości, gdyby jego życie determinowało jedynie imię nadane przez rodziców, rycerski charakter i los platający figle. U ciebie jest on jednak TYM Lancelotem, zna swoją przeszłość i fatum na nim ciążące. Rozumiem intencję, chciałeś nawiązać do tematyki konkursu i pewnie uniknąć zarzutów o brak fantastyki. A moim zdaniem takie niedopowiedzenie byłoby mocnym punktem opowieści.

Na koniec zapytam jeszcze, czy zdajesz sobie sprawę, że Pani Jeziora/Czarodziejka była przybraną (lub nawet rodzoną) matką Lancelota? A on sam po śmierci Ginewry został pustelnikiem i zmarł?

Kilka usterek dla przykładu:

 

"Dotarł już na pięćdziesiąt metrów od bunkra, gdy jego obsada nie wytrzymała i zaczęła uciekać."

– dotarł na pięćdziesiąt metrów od bunkra brzmi dziwnie, brakuje chyba słowa "odległość".

 

"Lanc przez dłuższą chwilę patrzył to, co działo się w rejonie wieży kontroli lotów. Nie napawało to optymizmem, rzucił więc krótko". 

– zgubiłeś"na".

 

"Dużo pi­sa­li­śmy do sie­bie, z po­mo­cą smart­fo­nów. By­li­śmy dys­kret­ni, ale i tak nas na­mie­rzy­li. Wil­liam za­ła­twił to na po­zio­mie trój­stron­nej po­waż­nej roz­mo­wy. Mu­sia­łem wy­je­chać. Żyję tylko dla­te­go, że nasze uczu­cie było pla­to­nicz­ne". 

– fatalny infodump, sztuczna ta gadka, zwłaszcza te smartfony.

Powodzenia w konkursie!

Po przeczytaniu spalić monitor.

Przecież wspomniałem Diunę. Mentanci byli takimi "ludzkimi komputerami".

Po przeczytaniu spalić monitor.

Dzięki, Łosiot. Zgadza się, poczekam na opinię innych i będę mądrzejszy w tej kwestii.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Dobra robota, Leniwy 2. Klikam teraz, a z komentarzem wrócę w wolnej chwili. Ale widzę, że też Merlina uśmierciłeś ;P

 

Edit. Wracam z komentarzem.

Z wielkim zainteresowaniem śledzę losy bohaterów legend arturiańskich w tym konkursie. Twoja historia uderza w nutę nostalgii, prezentuje tychże bohaterów mierzących się z nowymi realiami"po legendzie", z przemijaniem, poczuciem pustki, wrażeniem bycia niepotrzebnym. Bardzo dobrze to sobie wymyśliłeś i jeszcze lepiej opisałeś.

"Emerytowany" Artur, bezdomny Mordred, Lancelot biznesmen w limuzynie z Ginewrą u boku i wreszcie zdziadziały Merlin. Smutne, realne, wyrwane ze swojej legendy postacie. Może troszkę szarżujesz z niektórymi motywami, ale zarazem całkiem inteligentnie pogrywasz, parafrazując, trawestując, pastiszując (?) znaną opowieść. Pustkę Artura się czuje i mam nadzieję, że Mordred jednak przyjmie zaproszenie i zastąpi Merlina przy kartach i wódce. Wszak dajesz swojemu bohaterowi jakąś nadzieję w finale.

Być może jedynym słabszym elementem tej historii jest osadzenie jej w całkiem polskich realiach. Trochę mi to zgrzyta w sferze kontekstowej, światotwórczej i znaczeniowej. Gdyby tekst powstał w UK i przez anglojęzycznego autora wpasowany został w realia angielskiego przedmieścia i współczesnej Brytanii, byłby jeszcze lepszy. Szkoda, że nie pokusiłeś się o taką próbę. Słałbym do "Guardiana" ;)

Warsztatowo bardzo dobrze, sprawnie i bez słabizn. Warto zauważyć, że całkiem innym językiem i stylem napisałeś to opowiadanie. W "Połowie" zdania były krótkie i szarpane albo długie i poszatkowane. Tutaj jest lepiej, płynniej, gładko i czysto.

Jakiś taki mądry ten tekst, dojrzały. Z nienachalnym humorem. Na razie chyba mój faworyt w konkursie (z przeczytanych).

Po przeczytaniu spalić monitor.

Bardzo się cieszę z każdej dyskusji pod moimi opowiadaniami, zatem cieszę się również z Twoich dociekań. Nie wiem tylko, czy wypada, żeby autor tłumaczył swoje intencje i zamiary, bo skoro nie wynikają z tekstu, to znaczy, że schrzanił sprawę. A poza tym tekst, jak wiadomo, powinien bronić się sam.

Postaram się jednak w skrócie wyjaśnić sens śmierci Merlina, jaki umyśliłem sobie, tworząc tę historię. Otóż jako jedyna z wymienionych postaci, Merlin nie śpi snem, z którego ma powstać w czasie zagrożenia dla danego narodu czy kraju, tylko podtrzymuje swoje życie dzięki pierścieniowi. W wielu legendach Merlin śpi gdzieś w szklanym zamku (Caer Wydr) lub po prostu spoczywa po śmierci w różnych lokalizacjach, między innymi w Lesie Brocalinde (zależnie od wersji legendy). W tym miejscu należy wspomnieć o tym, że Merlin był prorokiem, znającym przyszłość (jak inni bardowie, chociażby Taliesin – a wywodzi się postać Merlina także od barda, lub magowie i druidzi (nie wszędzie jednak jest druidem)). Oczywiście nie dokładnie całą przyszłość z detalami, ale jej zarysy i istotne wydarzenia. W mojej opowieści Merlin zna więc ową mroczną przyszłość i jako opiekun Brytanii postanawia uczynić wszystko, żeby ten koszmar nie dotknął jego krainy. Korzystając z mocy pierścienia Ogara czeka więc na przewidziany powrót Artura. I jak sam tłumaczy, robi to, aby przygotować Artura na spotkanie z rzeczywistością, jaką zastanie w przyszłości. A także zebrać artefakty, przechować Excalibura (zgodnie z legendą na wyspie Bardsey) oraz Trzynaście Skarbów Brytanii (m.in. Rydwan Morgana Bogatego).

Ale przede wszystkim czeka na Artura, żeby ocalić mu życie (pomagając w walce) i zdrowie (po okaleczeniu) po pierwszej, nieudanej potyczce z Barbarossą i jego ekipą. Według wierzeń celtyckich władca okaleczony, chory itd. sprowadzał nieszczęście na całą krainę, także według legend arturiańskich (wspomniany Okaleczony król Pelles) chromy król sprowadza zgubę na cały kraj.

Sugeruję zatem w swoim opowiadaniu, że Merlin zna tę przyszłość i wie o losie Artura i że świadomie poświęca swoje życie oddając mu pierścień i jednocześnie kończąc swoje ponad tysiącletnie męczarnie życia z koszmarem, jakim byłą wizją przyszłości zaplanowanej przez Barbarossę, a której fragment ujrzał również Artur, gdy skrzyżował miecz z germańskimi przebudzonymi.

Mam nadzieję, że trochę rozjaśniłem swój zamysł i że inni czytelnicy domyślą się moich intencji bez czytania tego komentarza.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Wszelkie braki warsztatowe nadrobiłaś mądrym przesłaniem, które mocno wybrzmiewa w finale, i którego zupełnie się nie spodziewałem. Rację ma Finkla, ostatnie zdanie bardzo dobre. Ciut wcześniej zaczęło mi pachnieć "Miastem Aniołów" i romansem postaci nieziemskiej z ziemską kobietą, która umiera pozostawiając, bohatera z jego znajomością prawdziwego, ludzkiego życia także od tej smutnej strony: straty, żalu, bólu i rozpaczy. Ale Ty poszłaś na szczęście w inną stronę.

Trochę to zakończenie może razić akurat takim umiejscowieniem w czasie i przestrzeni oraz pewnym stereotypem, do jakiego się odwołałaś – muzułmańskiego terrorysty na ulicach Paryża. Ale fakty są takie, jakie są i to odniesienie do Allaha dobrze równoważone jest wcześniejszymi dywagacjami o chrześcijaństwie i innych religiach, które uczyniły nasz świat miejscem, jakie znamy obecnie. Czyli średnio fajnym.

Ta perspektywa, ujęta w tekście oczami boga mitycznego, odchodzącego w niepamięć, także zasługuje na pochwałę. Ogólnie sporo tu dojrzałych myśli i obserwacji.

Bardziej naiwnie brzmią za to niektóre fragmenty od strony warsztatowej. Czasem język zabrzmi nieporadnie, czasem jakieś rozwiązanie fabularne zazgrzyta, czasem narracja grzęźnie w dłuższych infodumpach "zza kamery". Ale całość może się podobać i, mimo że trochę błądzisz z czytelnikiem i kluczysz fabularnie jakbyś nie mogła się zdecydować, o czym chcesz nam opowiedzieć, na koniec raczysz nas gorzką, ale wartościową puentą.

Wybrzmiewa ona tym mocniej, że konfrontujesz niejako luzacką postawę głównego bohatera z pierwszej części tekstu, z jego postawą i rozczarowaniem pod koniec historii. Jego zachwyt nowym światem i możliwościami, jakie on niesie, z ponurym finałem. A sama opowieść dosłownie gorzknieje z każdym akapitem.

Dlatego daję klika pomimo pewnych potknięć stylistycznych i warsztatowych.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Nie, nie jest to problem czytelnika. Jak pisałem wyżej, chciałem, żeby to opowiadanie było swoistą zachętą do poznania świata mitologii wysp brytyjskich, a także innych mitologii, o które zahaczam. To naprawdę bogaty i piękny świat. Pisanie, szukanie powiązanej symboliki, ukrywanie znaczeń i nawiązań było naprawdę niezłą zabawą dla mnie w procesie twórczym, ale próbowałem równocześnie przedstawić ciekawą historię, toczącą się obok tych odniesień i opartą na prostym pomyśle walczących (śpiących i przebudzonych) bohaterów narodowych. Ale skoro czytelnika to znużyło, to jednak jest to problem Autora.

Jeśli czegoś zabrakło wg. Ciebie na płaszczyźnie emocjonalnej, to także mnie martwi. Chciałem żeby była to wzruszająca opowieść o poświęceniu i śmierci. Ale śmierci, która ma wielką wagę i sens oraz znamiona poświęcenia.

Oczywiście wiem, że to wszystko Twoje subiektywne odczucia, ale jesteś jednym z niewielu komentujących to opowiadanie i jednym z pierwszych, więc taki odbiór mnie zastanawia.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Dziękuje za wizytę, lekturę i komentarz, Łosiot. Cieszę się, że znalazłeś w tekście elementy, które przypadły Ci do gustu. Szkoda, że opowiadanie podeszło średnio, ale to zapewne wina autora.

Rozumiem, że może zdać się przegadane, skoro spora część tekstu to dialogi dwójki bohaterów. Rozumiem, że może wydać się "erudycyjne" (to nie miał być komplement?), ponieważ upchałem tutaj trochę więcej niż zazwyczaj symboliki, odniesień, znaczeń, nazw własnych itd. i pewnie bez zaglądania do Google lektura była nieco utrudniona.

Ale nie rozumiem zarzutu o chłód i dystans w opowiadaniu, w którym dwóch dorosłych facetów płacze (jeden nawet dwa razy ;)), mamy śmierć, poświęcenie, żal, współczucie, momenty zdecydowanie nostalgiczno-melancholijne, szczyptę humoru oraz okropieństwa wojny, które wywołują tysiącletnie koszmary.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Z zainteresowaniem zaglądam do konkursowych opowiadań związanych z mitologią wysp brytyjskich oraz legendami o królu Arturze, Graalu itd. Nie ukrywam, że lubię ten temat i dlatego sam wybrałem Merlina.

Pasuje mi Twoja koncepcja czasoprzestrzeni magicznej, mitycznej, w której zaplątał (lub zagubił) Perceval, a która przecina się z równoległą do niej historyczną rzeczywistością (podobnie trochę jak w moim opowiadaniu, także czasów II wojny światowej).

Opowieść prosta, ale w tej prostocie jej siła. Pokazałeś nam krótki epizod, który ładnie przedstawia starcie Dobra i Zła, w postaciach Percevala i nazistowskiego oficera, ogarniętego mistycznym fanatyzmem. Dobry jest przy tym pomysł, by świadkiem całej historii uczynić niewinne dziecko. A ukryty w tle wątek starszej siostry subtelnie podkreśla podły charakter Złego.

Oczywiście nie da się uniknąć odniesień do podobnych postaci występujących chociażby w filmowych seriach przygód Indiany Jonesa, czy nawet Hellboya lub pierwszego Kapitana Ameryki. O tego typu fascynacjach samego Hitlera i kręgu jego zaufanych wiemy przecież sporo. Dobrze to wykorzystałeś w realizacji tematu konkursowego.

Na plus zaliczam także happy end i optymistyczne przesłanie tej opowieści. Dobro zwycięża, czarne charaktery zostają ukarane.

Poprzedni komentujący niemal zgodnie wychwalali Twój język, jego bogactwo, mnogość porównań itd. Ja miałbym jednak kilka uwag i zastrzeżeń. Moim zdaniem przytrafia Ci się pójść za daleko w tych metaforach i przenośniach, pisać zbyt kwieciście (zwłaszcza w opisach). Są momenty, które w wyniku tej kwiecistości stają się nawet nie całkiem zrozumiałe, jak na przykład we fragmencie: (…) nie w postaci kul i krwi, ale rózgi prawa i rozdziawionych brezentowych ust konwojów, pożerających wszystko, co tylko mogły. 

Czasem razi też nadmiar poetyckości języka i przymiotników (Podniósł przyłbicę, ukazując drobne wysepki dziobów po ospie i konstelacje piegów rozsiane po różowej kanciastej bryle wyrzeźbionej w wieczny półuśmiech).

A widać, że gdy nieco powściągniesz swoje pióro, potrafisz zaprezentować, prostą, obrazową i trafioną figurę (Steiner przyklęknął przed Percevalem, inni poszli natychmiast w jego ślady, jak cofająca się czarna fala).

Także warsztat od strony czysto technicznej nieco szwankuje. Zwraca uwagę pewna swoboda w zastosowaniu interpunkcji, a zwłaszcza nadmiar zaimków (np. Rozglądał się obojętnie, aż jego wzrok zakotwiczył się na obrośniętym mchem pniaku. Świsnął, wskazując go palcem. Dwóch żołnierzy natychmiast kopnęło go na bok, odsłaniając skrytkę pod spodem.) oraz powtórzenia (np. W głębi ziemi znaleźli obwiniętą skórą drewnianą skrzynkę, a we wnętrzu skrzynki znaleźli plik zapisanego pergaminu. Oprawa rozpadła się już niemal, ale tekst wyglądał na zachowany niemal idealnie. Znalezisko podano Steinerowi.).

Moje wątpliwości wzbudziły też inne kwestie. Czy na pewno o Francji można powiedzieć, że: "W samym środku Europy leży państwo przez całą historię raz za razem łamane na pół. Teraz także jest złamane – jedna część wolna, druga nie"? Rozumiem, Vichy itd. ale gdzie jeszcze historycznie Francja była aż tak podzielona, jak w czasie tego krótkiego epizodu II wojny światowej? Chodzi o rewolucję lub konflikt katolicy – hugenoci?

Przystanąłem również przy tym fragmencie: “Głębiej w tym cuchnącym chaosie szperactwa klęczał okrwawiony starzec. Jego zęby powoli topiły się w błocie”, gdyż pierwszym obrazem, jaki sobie wyobraziłem był starzec wbijający zęby w podłoże. O tym, że to wybite zęby, pomyślałem w drugiej kolejności.

Podsumowując. Dobry tekst, ciekawie pomyślany i opowiedziany. Rozumiem też, że kwiecistość języka wynikała z obranej tematyki i poniekąd przyjętej konwencji.

Życzę powodzenia w konkursie. I daję klika.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Limit powiadasz, El Lobo… Hmm. Ja niestety poddałem się w walce z limitem i oddałem pola pomysłowi i historii.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Wiem, Finklo, wspominałaś. Tylko wyjaśniam czym był Olifant. A np. “Pieśń…” w wydaniu Biblioteki Narodowej Ossolineum to prawdziwa skarbnica wiedzy. 

Po przeczytaniu spalić monitor.

No właśnie :). Dziękuję za klika!

Po przeczytaniu spalić monitor.

Anet, jeśli Ty piszesz, że się podobało i że bardzo fajne opowiadanie, to ja przynajmniej wiem, że napisałem fajne opowiadnie ;).

Masz rację, szkoda Merlina, ale jego misja wreszcie dobiegła końca. Myślę, że jest całkiem prawdopodobnie, iż widział tę swoją przyszłość i koniec.

Dziękuję za odwiedziny i miłe słowa. 

Po przeczytaniu spalić monitor.

Warsztat masz całkiem niezły, nie dostrzegam większych zgrzytów, ale też nie ma tutaj zbędnych ozdobników, fajerwerków czy kwiecistych opisów. I dobrze, ja doceniam przejrzysty język, który ma służyć opowiadanej historii, a nie przysłaniać treść formą. A językiem posługujesz się swobodnie, pisać potrafisz na zadowalającym czytelnika poziomie i na pewno warto będzie obserwować Twoją twórczość na portalu. Trochę babolków wytknęli poprzednicy, ale na pewno nadal brakuje kilku przecinków.

Pomysł na historię nie jest zbyt odkrywczy – kobieta stęskniona za czymś więcej, żyje “uwięziona” w świecie, w którym zanikły kontakty międzyludzkie, a jej małżeństwo też tylko jest jedynie atrapą, w sytuacji, gdy mąż poświęca się pracy w wirtualu i nie ma siły i czasu na zaangażowanie w związek.

Szczerze mówiąc, można to wszystko potraktować jako alegorię i gdyby umiejscowić akcję współcześnie, w świecie “samotnych w tłumie”, wyizolowanych uczuciowo jednostek i pozornego życia społecznego znacznie upośledzonego w dobie social mediów, oraz w domu współczesnego małżeństwa, które żyje obok zamiast żyć razem, mielibyśmy podobne przesłanie. Także finał tej historii, z ucieczką bohaterki w nieznane, porzuceniem stagnacji i udawanego życia, nawet za cenę ryzyka, nie jest żadnym twistem, tylko konsekwentnym zakończeniem podobnych opowieści.

Również apokaliptyczny pejzaż Polski, jaki odmalowałeś, nie wyróżnia się szczególną oryginalnością. Jednak to, co mi się w tym tekście podoba, to nieco futurologiczna eksploracja kilku niepokojących zjawisk, które zapoczątkowane zostały już dziś. Zjawisk niedotyczących tylko aspektów technologicznych “bliskiego zasięgu” czy zmian społecznych, ale przede wszystkim zagrożeń ekologicznych, które są jak najbardziej realne. Podobać się może również konsekwencja, z jaką budujesz z kilku znanych komponentów swoją ponurą przyszłość. I spokój (na to zwracali też uwagę inni komentujący), z jakim prezentujesz obraz leniwej apokalipsy, ogarniającej świat człowieka pasywnego. 

Podoba mi się także zestaw kilku idei (gadżetów) zaczerpniętych z arsenału gatunku, które umiejętnie wplotłeś i dopasowałeś do swojej wizji niezbyt odległej przyszłości. Ucieczka w świat wirtualny, który zastępuje normalne życie, ludzkie umysły jako tanie maszyny obliczeniowe lub magazyny danych (chociażby Diuna czy Johnny Mnemonic) itd. O dronach, które dostarczają wszystko "prosto na dach" naszego domu nie musimy czytać w s-f, Amazon już wprowadzał takie rozwiązania współcześnie.

Co mi nie zagrało do końca? Twoja wizja jest jednak trochę niespójna i nie do końca przemyślana. Wszystko nadal funkcjonuje, zautomatyzowane, wirtualne itd., ale jednak ludzie nadal łączą się związki w realu. Nadal używają pralek stojących na parterze bloku, nadal odbierają przesyłki w paczkarni itd. Czyli jednak jakieś interakcje muszą zachodzić, a sugerujesz raczej, że zamknięci w swoich domach nie wychylają nosa poza drzwi. Sam przyznasz, że pewnych kwestii nie da się rozwiązać bez wychodzenia z domu i spotkania innego człowieka, dentysta, lekarz, fryzjer itd. to nadal będzie człowiek w fantastyce bliskiego zasięgu, bo jednak nie snujesz tutaj wizji świata pełnego androidów, robotów itd., które mogłyby człowieka zastąpić w tych dziedzinach. A jeśli snujesz, to za słabo to w tekście wybrzmiewa.

Dlatego dziwnie czyta się zdanie "Zatem byli tu przed nią ludzie!" pomyślane przez bohaterkę, chociaż chwilę później bardzo fajnie i pomysłowo piszesz: "Ale jakby z obcej cywilizacji, bo o ile dotąd czuła się jak kosmonautka na obcym globie, to patrząc na mural poczuła się jak archeolog, wydobywający z mroków tajemnice przeszłości".

Aha. Nadal nie rozumiem do końca motywu busoli. Czy bohaterka znalazła busolę z własnego zestawu, którą zgubiła nieświadomie podczas poprzedniej wycieczki? Czy ukryłeś za tym motywem coś głębszego, jak na przykład drugie dno życia bohaterki, które byłoby tylko wirtualnym oszustwem w wirtualnym świcie? Jakoś nie ogarniam tego do końca.

 

Wstał z trudem, wyglądał chorego (…) – tutaj zmieniałeś i zgubiłeś "na".

 

Z każdym kolejnym dniem jej wymagania co do posady spadały. – wolę jednak określenie "malały".

Po przeczytaniu spalić monitor.

Ja mam wrażenie, że to ta cyniczna narracja, odbierana przez niektórych jako sarkazm, który kojarzy się z kpiną, ta z kolei z ironią, której blisko do drwiny, skąd już tylko krok do satyry, co zaraz budzi skojarzenia z komizmem i dlatego wszyscy widzą humor w Twoich tekstach… ;)

Po przeczytaniu spalić monitor.

Dziękuję za wizytę i komentarz, Finklo.

Hmm. Jeśli widać tę walkę tak wyraźnie to niedobrze. Przyznaję, klimatyczne opisy, nazwy własne i rozmowy między Merlinem i Arturem, to komponenty główne tego tekstu, więc nie chciałem ich ciąć. I fakt, symboli i odniesień rzeczywiście jest sporo, pewnie spora część zrozumiała dla osób obytych z mitologią wysp brytyjskich (i nie tylko), ale chciałem zachęcić do zapoznania się, bo to naprawdę fascynujący świat.

Próbowałem też znaleźć pewną równowagę pomiędzy "mitycznym i magicznym" klimatem (zawsze w cenie), pomysłem (uważam, że pomysł walczących ze sobą legendarnych patronów narodowych, a wszyscy wymienieni naprawdę występują w legendach europejskich jako śpiący i mający się przebudzić w potrzebie, jest fajny), szczyptą akcji (sceny pojedynków) i dialogami pomiędzy dwójką bohaterów.

Fakt, opowieść naładowana jest odniesieniami, ale fabularnie to dosyć prosta historia spotkania przyjaciół w innych czasach, oraz poświęcenia jednego z nich dla dobra sprawy, nałożona na wydarzenia z II wojny światowej.

Do opowiedzenia mam znacznie więcej, ale w obecnej formie opowiadanie tworzy zamkniętą i mam nadzieję bogatą merytorycznie opowiastkę o śmierci Merlina, który poświęca się dla przyjaciela i Brytanii, której mag jest mitycznym Opiekunem. Zgodnie z tytułem, który oznacza "Pieczę Merlina" lub "Zagrodę Merlina".

A Olifant to przecież nazwa rogu Rolanda i także ogólnie ozdobnego instrumentu (wykonanego z kła słonia właśnie) i charakterystycznego dla rycerstwa średniowiecznego. Kto czytał "Pieśń…" powinien zaraz skojarzyć.

Edit. I za klika dziękuję!

Po przeczytaniu spalić monitor.

Zapomniałem podziękować za wizytę i lekturę, Dogsdumpling. Dziękuję również za klika :)

Po przeczytaniu spalić monitor.

Dziękuję serdecznie za te cenne uwagi, Dogsdumpling. Oczywiście, rozdeptanej i przystanek.

Wibracje wyczuwał magicznie, gdzieś tam w głębi pływały U-Booty. Kruki/bombowce i wrony/myśliwce latały niejako w przestrzeni magicznej, która nakładała się na świat realny. Stąd to kręcenie nad głowami. Także mityczne postaci osiągały "inny wymiar i rozmiar", gdy sięgały po magiczne miecze i inne artefakty.

Opowiadanie jest jak najbardziej o Merlinie. O jego poświęceniu, które było niezbędne do zwycięstwa. Jest niby w tle Artura, ale to on dokonuje najważniejszych rzeczy w tej historii.

Było wcześniej "w połowie drogi do drzwi", ale wywaliłem, bo potem jest, że puka, a tych drzwi i skrzydeł było trochę za dużo w jednym akapicie.

Przecinek rzeczywiście chyba się przyda we wskazanym miejscu.

A te owce to przecież żarty Merlina.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Rzeczywiście, chyba w tym wyjaśnieniu nieco uogólniłem. Chociaż mam wrażenie, że i kalectwo tak nazywane gdzieś widziałem, a może chodziło właśnie o uszkodzenie kończyn dolnych?

Tak podświadomie to ogólne kalectwo miałem w głowie, ale biorąc pod uwagę rodzaj okaleczenia jakie miał Artur, Merlin chyba nawet bardziej świadomie niż ja użył określenia "chromych".

Dzięki za zwrócenie uwagi, Dogsdumpling, i zapraszam do lektury :)

 

Witam, Ninedinjury pewnie mnie już przeklęło za ten przekroczony limit. Ale dziękuję za klika bibliotecznego. Coś ciężko z tym tekstem do biblioteki.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Nowa Fantastyka