Profil użytkownika

Były dziennikarz nadal parający się piórem hobbystycznie. Miłośnik fantastyki od urodzenia i od urodzenia piszący do szuflady.  Sprężył się tylko raz, zajmując drugie miejsce w konkursie na opowiadanie fantastyczne fanzinu Quenta i publikując w magazynie Fahrenheit.  Na portalu fantastyka.pl trzy piórka, trzecie miejsce w konkursie Fantastyczne Gody (”W Miesiącu Godów”),  miejsce w zwycięskiej piątce konkursu Mechy na strzechy (”Husarz Śmierci”), trzecie miejsce w konkursie Sowy i Skowronki (”Wczoraj będzie jutro”), miejsce wśród opowiadań wybranych do antologii pokonkursowej w konkursie W głębi snów ("Przed trzecią")  oraz szósta lokata w Plebiscycie na Najlepsze Opowiadanie 2017 roku (”Trzeba czekać”).

 

Fantastyczni faworyci: Martin, Dick, Lem, Zelazny, Silverberg, Pohl, Strugaccy, Sapkowski, Kay, Tolkien, Wolfe, Gibson, Bester, Donaldson, Reynolds i wielu innych. 


komentarze: 1927, w dziale opowiadań: 1323, opowiadania: 464

Ostatnie sto komentarzy

Hibernator się zepsuł? Mój też kiedyś nawalił i zaspałem do pracy. Dwa lata spóźnienia miałem i szef nie był zadowolony.

Po przeczytaniu spalić monitor.

W czwartek, Arnubisie? Będziemy walcować na zimno?

Po przeczytaniu spalić monitor.

Świetna robota, Naz. Pogratulować. Patrząc na okładkę jeszcze bardziej żałuję, że się nie załapałem. 

Po przeczytaniu spalić monitor.

Hmm. W porządku. Stylizacja brzmi wiarygodnie, nie będę porównywał ze źródłami historycznymi. Jeśli twierdzisz, że o kwestie merytoryczne zadbałeś, nie mam powodów, by w to wątpić.

Jak zauważyła Reg jest jakieś przesłanie. Proste i oczywiste: warto utrwalać historię dla potomnych. Pamiętajmy jednak, że piszą ją zazwyczaj zwycięzcy.

I tylko nie mam pojęcia, dlaczego wrzuciłeś ten fragmencik (w sumie bez wyrazistej puenty i wielu innych elementów składowych szorta czy opowiadania) na portal fantastyka.pl.

Bo ja tu absolutnie żadnej fantastyki nie widzę.

Po przeczytaniu spalić monitor.

To ja też proste.

 

Kiedy po śmierci przebudził się w tej dolinie, nad tą rzeką, nie potrafił zwalczyć wątpliwości, jakie istniały w umyśle każdego człowieka, poddanego wczesnemu uwarunkowaniu religijnemu i żyjącego w społeczeństwie, które przy każdej okazji podkreślało swoją religijność. Teraz, widząc obcego, który szedł w jego stronę, nabrał pewności, że istniało inne, nie tylko nadnaturalne wyjaśnienie fenomenu zmartwychwstania. Był jakiś fizyczny, naukowy powód pojawienia się tutaj, a szukając go, nie musiał uciekać się do judeistyczno-chrześcijańsko-muzułmańskich mitów.

Po przeczytaniu spalić monitor.

To zbyt proste. Roger Zelazny. "Bramy jego twarzy, lampy jego ust".

Po przeczytaniu spalić monitor.

Dokładnie. Tom pierwszy trylogii "Lyonesse". Też polecam.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Ok. Druga podpowiedź. Raz wydane w Polsce przed laty. Fragment pochodzi z pierwszego tomu trylogii. A cała trylogia nosi tytuł od tytułu pierwszego tomu. Autor jest jednym z mniej znanych w Polsce, a bardzo znanych w świecie autorów. Zdobywca Hugo, Nebula i World Fantasy (także za całokształt twórczości).

 

Nie będzie mnie przez większość dnia w internecie dlatego jeśli się zniecierpliwicie za bardzo, niech ktoś podejmie grę. Chyba że poczekacie.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Według Andrzeja Sapkowskiego pozycja z kanonu fantasy. W jego prywatnym top 10. W moim także.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Obchody towarzyszące narodzinom księżniczki Suldrun były ciche. Król Casmir nie proklamował żadnego radosnego obwieszczenia, a królowa Sollace odmówiła audiencji wszystkim poza jednym Ewaldo Idry, który był Adeptem Kaukaskich Misteriów. W końcu jednak, by nie przekreślać wszystkich zwyczajów, król Casmir zarządził uroczystą procesję. 

W dniu, gdy z nieba spływały tylko pojedyncze, kruche promienie słońca, a zimny wiatr gonił skłębione chmury, otworzyły się bramy przed zamkiem Haidion.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Oczywiście. Swoją drogą piękna powieść. Zadajesz, Coboldzie.

Po przeczytaniu spalić monitor.

– Najwyraźniej jesteś Martianianem z Vareny. – Tilliticus niemal wypluł z siebie te słowa. – Choć nie jesteś tego wart, zostałem zobowiązany do oznajmienia tobie, że po trzykroć umiłowany przez Dżada cesarz Waleriusz II prosi, bys jak najszybciej stawił się u niego w (…) Pakiet, który trzymasz, zawiera pewną sumę pieniędzy, które będą ci pomocne w podróży, oraz zapieczętowane i podpisane przez samego kanclerza zezwolenie na korzystanie z noclegów oraz innych usług w cesarskich zajazdach pocztowych, a także list, do przeczytania którego na pewno kogoś sobie znajdziesz. Głosi on, że twoje umiejętności są potrzebne przy ozdabianiu nowego sanktuarium  Świętej Mądrości Dżada, które obecnie wznosi cesarz  w swej własnej wielkiej mądrości.

Po przeczytaniu spalić monitor.

“Dobry omen”? Pratchett i Gaiman w duecie? (takie sobie było ale będzie teraz na ekranie)

Po przeczytaniu spalić monitor.

Thargone, który stoi moim zdaniem za “Sztukmistrzem…”, ubawił mnie kilkoma wersami (np. Ogarnia korpus, członki oraz ducha. Rozkręca się rychło krwawa rozpierducha.), a jego historia zdaje się bardziej kompletna i zwarta. Rymy może w tekście bywały często ;) częstochowskie, ale całość napisana z przymrużeniem oka i pewną taką lekkością (w treści i formie). Czytało się dobrze (może poza końcówką z tłumaczeniami i usprawiedliwieniami autora) i z uśmiechem na twarzy. No i ten hiszpański sznyt czuć w tekście i czasy ciekawe (tematyka wypraw krzyżowych zawsze mnie pasjonowała).

Majkubarowi (imo) “Piraci…” to coś o wiele bardziej złożonego fabularnie. Mamy tutaj “chwilowe” alternatywne światy, pola kwantowe, długość Plancka, morze Diraca (opowiadanie “Fale na Morzu Diracka” Landisa to jedno z moich ulubionych opowiadań s-f). W finale odniesienie do światła (“Niech stanie się światłość”) przywołuje biblijne konotacje i sugeruje boski charakter kwantowego pirata. Jest w tym wszystkim jakaś głębia i szerszy oddech fantastyki. Także forma bardziej złożona i wydaje się, że wypowiedzi postaci podane prozą, to świadomy i nawet ciekawy zabieg Autora. 

 

Poeci z Was tacy sobie, ale i tak jestem pod wrażeniem efektów Waszych starań. Nie potrafię zdecydować, kto bardziej zasłużył na zwycięstwo.

U mnie remis: 1 : 1.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Gratki, gratki dla całej gromadki!

Po przeczytaniu spalić monitor.

Gratuluję Darconie! Tego piórka, mam nadzieję, nie odrzucisz. Reszcie też oczywiście gratuluję.

 

Ps. I po kilku ostatnich głosowaniach Loży już wiem, że w Cobolda gust nie trafię za Chiny ;) 

Po przeczytaniu spalić monitor.

Oczywiście, że piszę i piszę. Wersja wstępna już właściwie gotowa, tylko trzeba doszlifować. A nawet  fragmenciki reklamowe wrzucam na chwilę tu i tam na zachętę :)

 

 

 

 

 

 

 

 

Po przeczytaniu spalić monitor.

Wydane książki, wygrane konkursy, publikacje. Tylko pozazdrościć.  Gratulacje dla wszystkich zasłużonych. 

Po przeczytaniu spalić monitor.

Mam bardzo ambiwalentne odczucia po lekturze. Z jednej strony technicznie nie jest źle, klecisz zdania bez problemu, nadajesz im jakiś klimat i styl. Część z nich jest w porządku. A jednak cały czas coś lekko zgrzyta i chrobocze. Albo dziwna konstrukcja, albo niepewna składnia, albo powtórzenia czy nadmiar przydawek (przymiotników i imiesłowów), albo kulejąca interpunkcja, lub posunięta zaimkoza.

 

Najgorzej to wygląda, gdy piszesz o imieniu bohatera. Zbitki "go nim", "go jego" itd. W innych fragmentach tekstu nie jestem lepiej:

 

Ko­bie­ta raz jesz­cze mu się ukło­ni­ła i ode­szła. Sa­chien wró­cił do po­ko­ju i smęt­nie za­pa­trzył się na wy­szczer­bio­ną czar­kę. Ten Shit­tei, któ­re­go wi­dzia­ło w nim oto­cze­nie, był do­kład­nie taki sam, prze­mknę­ło mu przez myśl.

 

Nikt nie miał prawa znać tego imie­nia, a już tym bar­dziej na­zwać go nim. Ist­nie­nie Sa­chie­na zo­sta­ło wy­ma­za­ne z hi­sto­rii jako okup za jego życie. Nawet zresz­tą, gdyby nie usta­lo­no kary śmier­ci za samo wspo­mi­na­nie o nim, jego ro­da­cy i tak uwa­ża­li go za prze­klę­te­go i wy­klę­li go ze swo­jej spo­łecz­no­ści.

Technicznie/warsztatowo tekst stoi w rozkroku. Niby potrafisz pisać sprawnie, ale jesteś jakby mały stopień niżej od pełnej, literackiej sprawności językowej i stylistycznej. Nie wiem dokładnie czego brakuje. Może oczytania się i wzrokowego obycia z tekstem literackim, które pozwala na wyczucie tempa, stylu, rytmu, unikania błędnych konstrukcji?

Kilka razy zdania wyglądały na niepełne jakby przycięte. Np.

Sa­chien nie­ocze­ki­wa­nie zdał sobie spra­wę, że zrobi.

Lub tylko wyglądają na takie z powodu złego szyku:

Sa­chien ro­ze­śmiał się, sły­sząc to. (Dlaczego nie: Słysząc to Sachien się roześmiał?)

Gubisz podmiot lub piszesz niejasno w tym zakresie. Np poniżej, gdy Haru tłumaczył kim jest i w tym zdaniu wychodzi, że mówi o sobie, a chodziło o Sachiena:

Sa­chien miał chwi­lę, by przyj­rzeć się im, gdy Haru tłu­ma­czył, kim jest i dla­cze­go po­win­ni mu za­ufać, że znaj­dzie ciało.

Lub tutaj, gdy mówi ojciec, a Ty zapominasz o tym wspomnieć pisząc dalej o Sachienie:

– Jest. Jest ktoś taki. – Uwaga Sa­chie­na mi­mo­wol­nie wró­ci­ła do tego, co dzia­ło się w po­ko­ju.

Zdarzają się również błędy, powiedzmy logiczno-sytuacyjne. Ktoś wpada na nas z tyłu i potykamy się lecąc raczej do przodu. Więc jak się uderzamy w potylicę?

Wła­śnie kiedy do­szedł do tego wnio­sku, ktoś wpadł na niego od tyłu. Ude­rze­nie nie było aż tak silne, ale czy Sa­chien po­tknął się o coś, czy też za­krę­ci­ło mu się w gło­wie, upadł na zie­mię, bo­le­śnie ude­rza­jąc się w po­ty­li­cę.

Potknięcia znaczeniowe. Szyderczy sposób to na pewno nie jest łagodna drwina:

(…) py­ta­nie było za­da­ne w spo­sób szy­der­czy, kpią­cy, ale że była to ra­czej ła­god­na drwi­na.

W bardzo wielu zdaniach masz niepotrzebne słowa, z których powinnaś oczyścić tekst. Np. poniżej zupełnie nie potrzeba słowa "może".

Jest coś ta­kie­go w sta­rych do­mach, co spra­wia, że lu­dzie przy­glą­da­ją im się może z ze­wnątrz, ale ra­czej nie wcho­dzą do środ­ka.

A tutaj wyrzuciłbym niepotrzebne "nagłym" lub "złym":

Tknięci nagłym złym przeczuciem, zgodnie pobiegli do chaty.

W zdaniu poniżej mamy dwa "błędy". Dziwne nie jest, że rodzice uwielbiają swoją córkę bardziej niż inni ludzie. Niepotrzebne jest tu słowo "chyba". A w zdaniu zaczynającym się od "jakby" na pewno niepotrzebne jest "jednak".

Tej, którą uwiel­bia­li­śmy wszy­scy, a naj­bar­dziej chyba jej ro­dzi­ce. Jakby tego jed­nak było mało, ko­lej­ny cios był jesz­cze bar­dziej nie­spo­dziewany.

Literacko i fabularnie też jest tak sobie. Stosujesz bardzo prosty i niewyszukany sposób przedstawienia i wprowadzenia postaci. Niemal każda pojawia się wraz z opisem wyglądu zewnętrznego. Można to robić lepiej i dyskretniej.

I tutaj mam ponownie ambiwalentne odczucia. Miałaś pomysł na tę historię, opowieść z tłem wydarzeń, śledztwem, tajemnicą z przeszłości, duchami, wiarą w rzeczy istniejące poza ludzkim pojmowaniem i światem alternatywnej niby– Japonii. Ale zabrakło precyzji wykonania, przemyślanej kompozycji, warsztatu, który pozwoliłby czysto i sprawnie rozegrać tę fabułę. Opowieść snuje się dosyć chaotycznie i utyka, a w końcowym rezultacie i tak brakuje w niej zwrotów akcji, zaskoczeń, jakiegoś twista i większych emocji.

Nadmiar słów, opisów gestów i zachowań postaci, dużo niepotrzebnych detali zamula akcję, roztacza gęstą mgłę nad zamysłem Autora. 

Kilka kwestii jest przedstawionych nieco naiwnie i niezręcznie. I trochę po czasie. Na przykład przekleństwo głównego bohatera. Nagle zaczynają mu się przytrafiać jakieś małe wypadki i dopiero student sugeruje mu ich przyczynę? Duch martwej dziewczyny gada mu do ucha, gdy on sam, lub inny duch powodują upadek bohatera? Jakieś to nieprzystające do klimatu opowieści.

A i rozwiązanie zagadki nie daje większej satysfakcji czytelnikowi. Za wszystkim stał ojciec. Ok. Martwa dziewczyna wróciła z zaświatów. Ok. I to w zasadzie wszystko, co nam oferujesz. Szczerze mówiąc to trochę mało.

Jestem pewien, że stać Cię na więcej i lepiej.

Dam kliczka na zachętę.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Kolejna lekka i sympatyczna opowiastka z elementami powieści łotrzykowskiej. Wątek urażonej dumy Cyny z poprzedniego opowiadania, dobrze wpasował się w temat nowego konkursu. Napisałeś jakby bezpośredni ciąg dalszy i jeśli myślisz o rozwinięciu tej historii w coś większego, czas pomyśleć o jakichś poważniejszych wątkach w tle, większych celach i tajemnicach do rozwikłania. Mam wrażenie, że wspominając zagadkowo o przeszłości Cyny na zamku, już szykujesz sobie grunt do ciągu dalszego.

Tymczasem serwujesz nam dosyć błahą historyjkę. I robi się coraz bardziej sztampowo. Zarówno fabularnie, jak i w kreacji postaci.

Sam przyznasz, że kradzież prowiantu dla złodziejskiej braci to nic zaskakującego i porywającego. Tym bardziej, że cała akcja odbywa się gładko i bez większych emocji i zwrotów. A spryt Twoich złodziei ustępuje jednak sprytowi kanoniera Dolasa, który dokarmiał legionistów w "Jak rozpętałem…" ;)

Aha. Złapałem się na tym, że myślałem wcześniej o Gnieździe jako siedzibie ptasich cechów, teraz dotarło do mnie, że chodzi o całe miasto. I trochę mnie dziwi ta porządna kamienica jako oficjalny "dom" złodziei. Widziałbym ich "gniazdo" w jakichś podziemiach, opuszczonych magazynach itd. Ale ok, to Twój świat.

Czyta się oczywiście dobrze. Trochę brak być może tej pełnej płynności i gładkości językowo-stylistycznej ze "Skoku…". W kilku miejscach powtórzenia i nazbyt rozbudowane zdania lekko zachrobotały. Są też miejsca, w których tekst choruje na byłoze i siękoze. O byłozie pisała Finkla. Natomiast "się"…

 

 

Osiemnaście… – Wiórek szarpał się rozpaczliwie z zaklinowanym narzędziem. – Dwadzieścia. Koniec.

– Jużgo miałem – poskarżył się. – Zdenerwowałaś mnie.

– Sam się zdenerwowałeś. Myślisz, że na prawdziwej robocie wszystko zawsze idzie zgodnie z planem? Nerwy trzeba kontrolować.

- Jak idzie? – Lewar, starszy Sów, zbliżył się niepostrzeżenie.

 

Wstrząsnęła głową. Trudno, stało się. Trzeba żyć chwilą obecną. A tak się składa, że obecnie była głodna. Wyszła nie trudząc się zamykaniem drzwi na klucz.

 

 

Pryszczaty adept rozstawił pośpiesznie butelki, po czym, korzystając, że uwaga Sów skupiła się na koledze, ukradkiem wymknął się z sali.

– Tfu – Granit odważył się wsunąć łyżkę do ust, ale zaraz tego pożałował. – Przecież tego się nie da jeść! Ile soli tu wsypałeś?

– Ćwierć woreczka – odparł ostrożnie Wiórek, cofając się mimochodem w stronę drzwi do kuchni. – A co?

 

Jest tutaj nadal klimat z fantasy Feista czy wspomnianego "Lockego Lamory", ale nadal muszę przymykać oczy na brak elementów fantastycznych. Jest fajnie, rozrywkowo, lekko, napisane sprawnie i z ikrą, w sam raz do biblioteki.

Ale same nazwy to jednak mało i zaczyna się powoli robić fikcja historyczna a nie fantasy.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Elita Iluminatów może więcej na tym portalu. Poczytaj sobie odpowiednie wątki… Skojarz… Dodaj jeden do jednego… Popytaj… Tylko uważaj na Reptilian…

Po przeczytaniu spalić monitor.

Teraz kliczek. Komentarz wkrótce.

 

Edit. To znaczy dwa kliczki. Witalij i Władimir.

Po przeczytaniu spalić monitor.

To pewnie ta mnogość konkursów i naborów. Ja konkursy odłożyłem na bok i skupiam się na tekście dla Was. Ale to nie na dzień dzisiejszy niestety. 

Po przeczytaniu spalić monitor.

Żartowniś i sarkazmowiec to ja. Mam wrodzoną i permanentną tendencję do bagatelizowania i dowcipkowania ironicznego i sarkastycznego w zetknięciu z każdą przesadzoną, rozdmuchaną, nadętą, wyssaną z palca teorią spiskową czy gównoburzą o nieistotne pierdoły. Uczulenie na szukanie afer i psucie atmosfery koleżeńskiej. Wysypkę na nakręcanie paranoi podejrzeń i oskarżeń. Biegunkę na sugerowanie jakichś podejrzanych działań. Czkawkę na radykalizowanie i usztywnianie towarzyskich reguł obowiązujących w luźnym, koleżeńskim gronie. Cały mr.maras. Niepoważny i żartujący w tak poważnym temacie jak trzy plakietki “LOŻA” przy nickach trzech byłych członków Loży, którzy działali społecznie i dobrowolnie przez cały poprzedni rok na rzecz portalu. Tysiące nowych portalowiczów popuszcza w nocy ze strachu i zagubienia: o co chodzi z tą dwunastoosobową Lożą dziewięcioosobową?! Co kryje się za tym ZŁAMANIEM REGULAMINU? Czy to już koniec świata? Czy Darcon to widzi? Czy zareaguje? Czy nas ocali? Tymczasem nie śpią po nocach, przestali przyjmować pożywienie, swędzą ich plecy.

I jeszcze ten wgląd do tajnych wątków! Podobno CBA i CBŚ we współpracy z Interpolem i CIA już przygląda się temu wątkowi. 

Po przeczytaniu spalić monitor.

No masz! Są tam pewnie kompromitujące nas materiały. Staruch ze smoczkiem, LeśnyDziadek na nocniku, Rybak z legitymacją PZPR, Mr.Maras kłamiący przy spowiedzi, Cobold nie znający jeszcze literek itd.

edit. Zapomniałem o Darconie z fryzurą na enerdowskiego metala.

Po przeczytaniu spalić monitor.

No właśnie. Ja zupełnie nie pojmuję, co Ciebie tak niepokoi, Darconie, że aż założyłeś osobny wątek i zakrzyknąłeś “TADAM!!! PATRZCIE CO ONI ROBIĄ! PRZYŁAPAŁEM ICH!!!”.

Co się właściwie stało takiego strasznego, że trzech “starych” członków Loży miało dostęp do “tajnych wątków”? Ty sobie wyobrażasz, że o czym oni tam gadają w tych wątkach? O Twoim przeznaczeniu? O przejęciu władzy nad światem? O przymusowych szczepieniach na grypę? 

Starzy członkowie Loży działali przy plebiscycie, działali społecznie, potem sobie pogadali jeszcze o dupie Maryny. I co w tym złego? Przecież portal to grupa koleżeńska, nie musimy zabijać się dla punktów regulaminu. Naprawdę nie pojmuję, po co te wszystkie akcje mające na celu zaostrzenie, wypunktowanie, legalizacje, ograniczanie, zasad na portalu. Czy my jesteśmy w wojsku, czy na portalu literatów-amatorów? 

Jak czytam Rybaka, który pisze o grupach, interesach, oszustwach itd. to mnie skręca. Potem Ty, Darconie wyskakujesz z taką pierdołą w podobnym duchu. Przecież znasz każdego członka Loży z portalu.  Znasz portalowo, towarzysko, literacko, czasem osobiście. Lubisz tych ludzi, sympatycznie sobie z nimi dyskutujesz. A potem widzisz, że ci sami ludzie są razem w grupie, mówią o czymś, o czym Ty nie wiesz, bawią się bez Ciebie w innej piaskownicy i zaraz Cię skręca? Z ciekawości? Z zazdrości? Z poczucia praworządności? Dlaczego wytykasz ich palcami? O co ich właściwie posądzasz? O łamanie jakiegoś  REGULAMINU? Zrobili coś złego komuś na portalu? Skrzywdzili Ciebie? Popełnili niewybaczalne wykroczenie przeciwko tej społeczności? 

Jaja sobie robisz? Czy może traktujesz ten portal zbyt serio? A może cierpisz katusze, gdy ktoś łamie REGULAMINY? Chociaż nie wiem jaki regulamin tutejszy zabrania pogaduszek starych członków Loży po terminie kadencji. A jeśli zabrania rygorystycznie (pod karą czego? czytania wszystkich opowiadań z czwartków?) to znaczy, że był pisany przez jakiegoś służbistę, niespełnionego urzędasa, nadgorliwego biurokratę, któremu pomyliło się hobby z armią.

Więcej luzu! Portal to tylko zabawa i miejsce spotkań ludzi o podobnych zainteresowaniach. Nikt tu nikomu za udział i działalność nie płaci. Szukanie spisków, układów, klik itd. węszenie i nagonka (to powyżej co wkleiłeś to jakaś nagonka właśnie) na innych uczestników tego sympatycznego, niezobowiązującego i towarzyskiego forum psuje atmosferę, wprowadza jakieś dziwne klimaty, wywołuje niesnaski. 

Jakiekolwiek regulaminy, przepisy, reguły, sami ustalamy po to, żeby było sprawniej, prościej itd. Ale nie są to reguły zakonu! Te zasady są dla nas, a nie my dla zasad. Traktujesz to chyba  (i Rybak również) zbyt poważnie i zbyt serio. 

Po przeczytaniu spalić monitor.

Mówiłem, że to Reptilianie, Masoni i Żydzi! My, Iluminaci nie mamy z tym nic wspólnego, zapewniam. Ja się nie dostałem do Loży i teraz czytam o tym co gadają w tych tajnych wątkach z ruchu warg. I powiadam Wam, ta liczba dwunastu członków Loży też nie jest przypadkowa. Na pewno knują, obgadują, handlują prawami autorskimi i ustalają kto zdobędzie piórka, a kto będzie wiecznie potępiony w poczekalni z czterema głosami.

 

Ps. Co Wy macie z tym węszeniem spisków na portalu. 

Po przeczytaniu spalić monitor.

Strzeliłeś sobie w kolano, Rybaku, z tą życzliwością i POZIOMEM AUTORÓW. To już jest jawne obrażanie użytkowników. Czyli co? Ci słabsi oszukują i nie można im ufać? A takim z poziomu Drakainy już można?

I nie zamykajcie tematu, bo zaraz pewnie przeczytamy o kneblowaniu ust przez oprawców skupionych w grupach trzymających władzę.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Ale bardzo się cieszę, że wreszcie ujawniły się prawdziwe INTERESY stojące za nietransparentnym betowaniem w forumowych konkursach. Zero idealizmu, walka o konkretne interesy równie konkretnych grup interesu. Ale to mnie wcale nie dziwi i nie szokuje, bo od początku ujawnienia się w całej swej bezwstydnej szczerości

Aż się prawie popłakałem że śmiechu. Zdaje się, że zapomniałeś dodać na końcu coś o zdradzieckich mordach. 

A tak poważnie. Nie masz pojęcia, Rybaku, jakie INTERESY i WPŁYWY ma na portalu ma nasza grupa Iluminatów. O co naprawdę toczymy bój z Reptilianami na fantastyka.pl. I jak miesza nam w tym Syjonistyczna Grupa w sojuszu z Masonami.

Po przeczytaniu spalić monitor.

A Ty, Rybaku, jak rozumiem czytasz uważanie i gdy kobieta pisze jak się podle czuje przez Ciebie, potrafisz tylko napisać: "Ps. Nadinterpretujesz"?

Po przeczytaniu spalić monitor.

Nie ulega już po tej dyskusji najmniejszej wątpliwości że nietransparentne betowanie zaburza warunki w konkursach wewnętrznych.

Sam ze sobą to ustaliłes tak definitywnie?

Po przeczytaniu spalić monitor.

Serio uważacie, że beta to takie ingerowanie w tekst? Pisanie za Autora? Że Autor łyka te uwagi (a każdy betujacy ma inne zdanie) i przerabia swoje dzieła pod dyktando innych?

Po przeczytaniu spalić monitor.

Gratulacje! 

Po przeczytaniu spalić monitor.

A nie pisałeś czasem opowiadania na Morskie Oko (bo zniknęło z portalu)? A potem na Jestem Legendą? I na Sowy i Skowronki? I za każdym razem nie czytałeś regulaminu? Bo nie pamiętam żebyś wycofywał swoje teksty z tych "nieuczciwych" konkursów?

Po przeczytaniu spalić monitor.

Ja wiem, że tekst przywróciłeś. Ale co to ma do rzeczy? Smrodek posądzenia o oszukiwane pozostał. I jak zauważyłem zdążyłeś po czasie nadać swojemu wycofaniu szlachetne pobudki i cel, który rzekomo wypełniło zgodnie z wcześniejszym założeniem… 

Po przeczytaniu spalić monitor.

Rybaku, niech pomyślę. Wrzuciłeś opowiadanie na konkurs znając jego regulamin, a po zapoznaniu się ze świetnym opowiadaniem Wiktorii, gdy zauważyłeś, że było betowane przez liczne grono betujacych, porównałes to do oszustwa jakim jest doping w sporcie i ostentacyjnie wycofałes swoje opowiadanie. A na SB sam zdaje się "zażartowałes" o tym podium, a nawet wspomniałeś, że Twoje opowiadanie ma spore szanse na sukces w konkursie. I to Ty chcesz zmieniać tutejsze regulaminy kierując się zasadami zawodów sportowych, czyli konkurencji, rywalizacji itd. Coś przekłamałem?

Po przeczytaniu spalić monitor.

Wybacz Staruchu, nie widziałem Twojego posta w tym wątku. A wcześniej zdawało mi się że widziałem Twój głos popierający pomysły Rybaka. 

Po przeczytaniu spalić monitor.

Może problem polega na tym, że większość z nas nie lubi narzucanych odgórnie ograniczeń? Może nie traktujemy "wewnętrznych portalowych konkursów o pietruszkę" tak ambicjonalnie, jak Ty, Rybaku, i nie są dla nas rywalizacją o to, kto ma więk…, wybacz, kto pisze lepiej czy gorzej i kto zgarnie laury i "chwałę", tylko przede wszystkim nauką i szlifowaniem warsztatu? Szlifowaniem, co podkreślam, także podczas bety?!

Może zwyczajnie zdajemy sobie sprawę, że każde jury i tak oceni subiektywnie nasze prace, kierując się wyłącznie gustem jego członków? A lepiej będzie się oceniało te prace w ramach własnego czasu i chęci, gdy będą dopracowane i pozbawione baboli?

Może nie mamy problemu z tym, że ktoś szuka pomocy przy pisaniu, starając się stworzyć jak najlepsze dzieło, a jeśli sami nie betujemy tekstów, to dlatego, że jest to nasza dobrowolna decyzja, a nie odgórne zakazy?

I naprawdę, zapominasz i lekceważysz fakt, że konkursy to czyjeś dobrowolne inicjatywy, że to imprezy organizowane spontanicznie przez portalowiczów, którzy angażują się, poświęcają czas i pracę, i sami decydują, jakie będą reguły tych konkursów. I skoro większość dopuszcza betowanie, to znaczy, że im to nie przeszkadza, a pewnie nawet pomaga w pracy. I naprawdę nie masz obowiązku uczestnictwa w tych konkursach. A że mało takich konkursów bez bety, a Ty konieczne chcesz rywalizować i wskakiwać na podium? Może po prostu skrzyknij zwolenników Twojej opcji, Starucha, Rogera i kogo tam chcesz i zróbcie serię konkursów bez betowania. I też będzie git. A potem sprawdź wszystkim uczestnikom korespondencję, maile, privy, wyślij psy tropiące i załóż podsłuchy żeby się upewnić, że nikt im nie pomagał w pisaniu. Na koniec od każdego zażądaj listy podziękowań z wyszczególnionymi poprawkami, sugestiami, uwagami itd. 

Po przeczytaniu spalić monitor.

I do cholery jaki jest cel i tego portalu i konkursów portalowych? Żebyśmy szli dalej lepsi, podbijali czytelników, robili kariery pisarskie (jak ktoś chce), drukowali w NF I innych pismach, wydawali książki. Na zewnątrz! W szerokim świecie literackim. A tutaj jest nasze gniazdo z którego wylatujemy w szeroki świat, zaplecze, wsparcie, baza, szkoła pisania, grupa krytycznych przyjaciół po piórze. Tutaj rywalizujemy dla zabawy, dla nauki, dla doświadczenia (także doświadczenia pracy z redaktorem jakie zdobywamy na becie). A konkursy to jedno z narzędzi edukacji pisarskiej. 

Po przeczytaniu spalić monitor.

Jakie zasady, Rybaku? Zasada jest prosta, chcesz betowac betujesz, nie chcesz nie betujesz. To Twój wybór. Konkursy to inicjatywa portalowiczów, ich czas i praca i zaangażowanie i to organizatorzy decydują jakie będą w nich obowiązywały zasady. Proste. To jest podstawowa zasada. 

Mówisz o równych szansach. A to właśnie słabsi warsztatowo portalowicze mogą najwięcej skorzystać na becie przedkonkursowej. Starzy wyjadacze często świadomie rezygnują z bety ale wciąż mają wybór. Czasem chodzi o pomóc w przycięciu tekstu (nie jestem wyjadaczem ale mogę tu  podać  mój przykład), czasem o rzut oka na przecinki itp. i wtedy też z bety korzystają. Oficjalnie na becie lub prywatnie.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Rybaku. Mam wrażenie, że większość portalowiczów się z Tobą nie zgadza. A Twoje zarzuty uderzają w część uczestników konkursów ciężkim oskarżeniem o nieuczciwość (porównania do dopingu). To jest portal fajnych ludzi. Razem uczymy  się bawiąc i bawimy  ucząc. Nie "walczymy" o pieniądze lub życie. Wszystko sprowadza się do poprawy naszych umiejętności pisarskich. I beta też w tym pomaga. Być może zbyt ambicjonalnie traktujesz te mierzenie się z innymi i ocenianie twórczości na portalu.

A reguły tutejszych konkursów  są takie same dla wszystkich i przejrzyste. 

Po przeczytaniu spalić monitor.

Udział w konkursie jest dobrowolny, beta jest dobrowolna, więc dlaczego chcesz wprowadzać ograniczenia i kategorie? 

Co Wy macie z tym utrudnieniem sobie życia i komplikowaniem prostych, działających dobrze spraw i reguł? A to Loża ma mieć wytyczne odnośnie wyborów, a to piórka mają mieć pięćset kolorów i kategorii, a to konkursy mają być takie albo takie.

Po przeczytaniu spalić monitor.

To Ty nie rozumiesz podstawy, Rybaku. Według regulaminów konkursów  na starcie szanse są równe i każdy może betowac. Każdy! Nikt nikomu nie zabrania. Jeśli jednak ktoś czuje się mocny i nie chce bety to jego wybór, jego sprawa i jego decyzja. Tylko potem niech nie marudzi o dopingu jakimś u betujacych.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Gdybyśmy serio traktowali porównania sportowe to zawodowcy mogliby korzystać ze swoich kontaktów z profesjonalnymi redaktorami. Albo płacić za korektę i redakcję na stronach typu turbokorekta lub redakcja on-line. I wygrywać konkursy na portalu, idąc takim tokiem rozumowania. Ja ufam ludziom, wierzę w ich szczere intencje i nie uważam, że to czy ktoś będzie betowal, zadecyduje o wynikach jakiegoś konkursu. 

Po przeczytaniu spalić monitor.

Dla mnie to nie żaden manifest tylko foch jakiś. Stałybym w polu że swoim tekstem i wierzył, że jest lepszy od tych betowanych, bo to była świadoma decyzja, że piszę go sam i wystawiam do walki ufając swoim umiejętnościom.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Każdy pisze jak lubi. Z betą lub bez. Sam zaprzestałem betowania własnych tekstów konkursowych, ale nie mam żadnego problemu z tym, że ktoś betuje opowiadanie przed konkursem. Porównania sportowe, które stosuje Rybak, są moim zdaniem przesadzone. W sporcie jeden ma trzech masażystów i pięciu sponsorów, inny ćwiczy sam i też wygrywa medal. Ajax z budżetem 28 mln euro na trzy pierwsze drużyny ograł niedawno Real z budżetem 680 mln. Pisarz, który ma coś ciekawego do powiedzenia i spoko warsztat, nie powinienem obawiać się kogoś, kto zapytał o kilka rad i z nich skorzystał w becie. Wygrana nawet lepiej wtedy smakuje. I pamiętajmy, że niemal każdy tekst literacki przechodzi spore przemiany podczas pracy redakcyjnej. Albo ocenia go przed publikacją ktoś bliski. Np. żona jak u Stephena Kinga.

 

Ps. Wybacz, ale Twoje wycofanie tekstu, Rybaku, po lekturze opowiadania Wiktora, wygląda jakbyś oddał pola w obawie przed "porażką". Naprawdę ciężko uwierzyć, że nie wiedziałeś o zasadzie dobrowolności w temacie betowania tekstów konkursowych.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Ale jak to, Rybaku? Wcześniej nie wiedziałeś, że będą w konkursie opowiadania betowane? Bo taka reakcja dopiero po przeczytaniu opowiadania Wiktora to jednak wygląda dosyć zabawnie…

Po przeczytaniu spalić monitor.

Hmmm. Trzeba będzie brać kogo dadzą, ale potem przerobimy tego kogoś czwartkowo na nowego STNa.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Dawać, dawać te opowiadania na czwartek. Nosorożec będzie deptał, tratował i taranował.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Nie ma co się smucić. Zresztą, przynajmniej połowa jury szuka zupełnie innych wrażeń podczas lektury niż te, jakie mógłbym z trudem zaoferować ;)

Po przeczytaniu spalić monitor.

A ja chyba odpuszczę, tak jak odpuściłem “Odzyskać twarz”. Czasowo nie wyrabiam niestety. Mam pomysł, wstęp, kilka scen ze środka, zakończenie. Wiem o czym chcę napisać i jak. Ale nie byle jak. A z doskoku się nie da. 

Po przeczytaniu spalić monitor.

O w mordę! Czwartkowy team stracił STNa! Kto godnie zastąpi naszego druha dyżurnego? Bycie czwartkowym to zaszczyt i honor. Splendor i prestiż. Chwała i podziw. Wyróżnienie i uwielbienie. Kto podejmie rękawice i wypełni ten obowiązek i powinność wobec portalowej społeczności? No kto, no kto, no kto?

 

Po przeczytaniu spalić monitor.

Z tą śliną chodzi o to, że tekst wygląda na mało przemyślany i zaplanowany na płaszczyźnie światotworstwa, kompozycji itd. i wygląda jakby Autor tworzył go ad hoc i na gorąco. 

A zły i beznadziejny nie jest. Nie czuję także"głębokiej niechęci". Pozostałem niewzruszony Twoją opowieścią po prostu.

No i naprawdę nie przejmuj się moim gustem. 

Po przeczytaniu spalić monitor.

Niestety, nie uwiodło. Z przynajmniej dwóch powodów. Po pierwsze, tekst napisany jest niedbale, żeby nie powiedzieć niechlujnie. Teoretycznie za raczej niewyszukany i mało literacki język opowiadania można by obwinić narratora pierwszoosobowego, którym jest średnio rozgarnięty łowca nagród, ale dla porównania zerknąłem na inne Twoje teksty (taka pierwszoosobowa narracja w nich przeważa). Na pierwszy rzut oka są napisanej lepiej, ale zazwyczaj cierpią na podobne schorzenie – są opowiedziane bardziej językiem mówionym niż literackim. Dużo w nich powtórzeń, zaimków, dosyć ograniczone słownictwo, dla wyrażenia prostych kwestii używasz często zbyt wielu słów, a zdania pełne są niepotrzebnych części mowy. 

Opowiadanie choruje również na głęboką zaimkozę. Wprowadzenie jest tego najjaskrawszym przykładem:

 

Wprowadzili mnie do sali rozpraw, a ja stanąłem i zacząłem się rozglądać. Nie żebym miał jakiekolwiek szanse na ucieczkę, punktowe pola zwiększonej grawitacji skutecznie krępowały mi ruchy. Ot, po prostu przyzwyczajenie, charakterystyczne dla mojej profesji. Dwa oporniki stojące przy drzwiach zmierzyły mnie wrogimi spojrzeniami, a po chwili jeden z dławików, eskortujących mnie z celi, dźgnął mnie lufą blastera i poszedłem dalej w głąb pomieszczenia. Dreptałem małymi kroczkami, aż do szerokiej ławy z poliwęglanu, na której mnie posadzili.

 

Dalej jest niewiele lepiej, sporo tych mnie, mi, ja itd. Inna sprawa, że nie całkiem udało się Tobie uniknąć typowej pułapki narracji pierwszoosobowej i sporo jest czasowników zakończonych – ałem; – ąłem itp.

 

Wspomniana niechlujność objawia się także od strony technicznej. Trafiają się w tekście spacje przed przecinkami, a nawet w środku wyrazu (znalazłem np: dale,j), błędne odmiany (drwalów zamiast drwali), czy niewłaściwy zapis liczebników (20 lata temu – poza tym tutaj nawet forma rzeczownika nie pasuje).

 

Drugą, nieprzekonująca mnie kwestią jest strona fabularna opowiadania. Ktoś wspomniał utwory Lema, ktoś inny space operę jako gatunek. Problem w tym, że Lem tworzył swoje absurdalne światy w "Dziennikach gwiazdowych" czy "Bajkach robotów" z mistrzowską gracją, kunsztem i polotem. I miał w tym jakieś cele, nasycając swoje opowieści podtekstami i aluzjami. Absurd czemuś służył. Przy tym jego poczucie humoru osiągało zdecydowanie wyższe poziomy. W powyższym tekście podobnego kunsztu i ukrytych znaczeń brakuje. Zatem porównań do Lema bym unikał. 

Co do space opery. Może i jest to gatunek rozrywkowy i niezobowiązujący, ale jednak światy w nim tworzone wykazują się większą wewnętrzną logiką, dlatego nazywanie powyższego opowiadania space operą jest mocno naciągane. Nawet jeśli weźmiemy pod uwagę konstrukcję opowiadania (opowieść bohatera-gaduły) i jego żartobliwy charakter. Jak pisać space operę z przymrużeniem oka pokazał np. Harry Harrison w "Billu, bohaterze galaktyki". A szukając bliżej, portalowy Rybak w swoich "Opowieściach starego Nawigatora". Podobne gatunkowo utwory Rybaka, napisane są z większą werwą, jajem i zębem, a ich styl oraz język zdecydowanie bliższe są literatury. Wodolejstwo i gawędziarstwo rybakowego bohatera ma wdzięk i styl. Tutaj fabuła wygląda jakby to nie narrator opowiadał co mu ślina na język przyniesie, tylko Autor.

 

Twoje przymrużenie oka było dla mnie zdecydowanie zbyt naciągane. Cały czas pamiętając, że to tylko niepoważna i koloryzowana opowieść bohatera, nie mogłem przełknąć planet, które rozpadały się w wyniku jego działań w przeciągu kilku chwil (tempo w jakim spłonęła zadrzewiona planeta jest po prostu bzdurne nie absurdalne). Poza tym samo stwierdzenie, że jakaś planeta była najbardziej zalesiona w kilku galaktykach brzmi nonsensownie. Rozumiem konwencję, żartobliwą formułę, ale takich głupot nie absorbuję. I nawet nie będę się już czepiał karczmy w kosmosie ;)

 

Poza tym, że sporo zdań trzeszczało mi i zgrzytało, zdarzały się również takie, w których podejrzana wydała mi się ich konstrukcja lub szyk. Albo nie zagrały w nieuchwytny sposób. Podam kilka przykładów:

 

Nie­ste­ty przy­do­mek Czar­no­rę­ki Ban­dy­ta ni­cze­go im nie po­wie­dział

 

– a ja widzę gadający przydomek.

 

Otóż po wyj­ściu z karcz­my po­wi­nie­nem po­dą­żać pro­sto, po mi­nię­ciu trzech skrzy­żo­wań drew­nia­nych ulic, po­wi­nie­nem do­trzeć do za­gaj­ni­ka, przy nim na­le­ży skrę­cić w prawo i iść dalej aż do trzech buków. 

 

– mieszasz (powinienem, należy), powtarzasz (powinienem). Nie pytam nawet co robią buki na obcej planecie.

 

(…) krzy­czą­cą ko­bie­tę ude­rzy­łem wierz­chem dłoni mocno w twarz, wy­cho­dząc z za­ło­że­nia, że jako ukry­wa­ją­ca prze­stęp­cę, sama jest prze­stęp­czy­nią.

 

– ącą, dząc, ąca, ępcę. Brzmi to kiepsko. Szyk dziwny (mocno).

 

 

A oprócz tego ten dym.

 

– co ten dym?

 

 

(…).pró­bo­wa­łem wy­star­to­wać, drę­czo­ny py­ta­niem, czy wy­so­ka tem­pe­ra­tu­ra lub dym nie uszko­dzi­ły wraż­li­wej elek­tro­ni­ki stat­ku.

 

– serio? Statek kosmiczny poddawany bardzo wysokim temperaturom podczas lotu przez atmosferę uszkodzony przez dym?

 

 

(…) jako że bez prze­szkód wy­cho­dzi­łem w ko­smicz­ną próż­nię. Przez nie­wiel­kie okno mo­je­go stat­ku ob­ser­wo­wa­łem ko­tłu­ją­ce się w at­mos­fe­rze Leso dymy. 

 

– wyszedł z atmosfery i z orbity widzi ogień jaki zaprószył kilka minut temu? Serio?

 

 

Do­pa­dli­śmy wa­ha­dłow­ca w ostat­niej chwi­li, wi­siał już nad prze­pa­ścią, gro­żąc, że lada chwi­la runie w dół.

 

– a ja widzę grożący im pięścią wahadłowiec.

 

Itd. Itp.

 

Oczywiście zauważyłem, że masz grono zadowolonych z lektury czytelników. Moje marudzenie możesz zatem potraktować jako odrębny głos faceta, w którego gust nie trafiłeś z tym opowiadaniem. Nie jest to przecież tekst zły, czy beznadziejny. Ale mam wrażenie, że stać Ciebie na zdecydowanie więcej.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Jak Wy się w tej redakcji dogadujecie?

Po przeczytaniu spalić monitor.

Nie widzę tutaj opowiadania, szorta ani nawet drabble zatem nie ma czego komentować. Debiutując na portalu szkicem cienia zarysu zalążka pomysłu uczyniłeś sobie krzywdę. Warto chyba zaczynać znajomość z Autorem od jakiegoś udanego lub chociaż bardziej kompletnego dzieła. A nie od wprawek pisarskich. Chyba że dopiero się uczysz pisać od podstaw, ale i w takim przypadku wrzucanie podobnych skrawków nie jest dobrym pomysłem.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Rzeczywiście jak na horror, to za mało tutaj starań o wytworzenie klimatu grozy i budowania napięcia. Zupełnie nie pojmuję, po co w tak krótkiej opowieści, tak długie wprowadzenie i prezentacja postaci. Opisujesz ich wygląd, charaktery, podajesz dokładnie imiona i nazwiska, relacje w grupie pionierów, tematy rozmów przy stoliku zajmują cały długi akapit, a to wszystko jest zupełnie niepotrzebne. W decydujących chwilach tak skrupulatnie opisany i przedstawiony Bernard Ulmer po prostu siedzi i się gapi nie biorąc udziału w wydarzeniach. Podobnie jest z Lebowskim. Wprowadzasz kolejną postać, wkracza ona na scenę w pewnej otoczce tajemnicy, przypomina samego Szatana (obiecuje intrygę), a tak naprawdę jest tylko jakimś dziadkiem, który nie robi w finale zupełnie nic.

Nawet karty, którymi grają bohaterowie wydają się mieć jakieś znaczenie. Piszesz o ich nietypowym wyglądzie i czytelnik zachodzi w głowę, jakie będą miały wpływ na fabułę. Okazuje się, że nie mają żadnego znaczenia, co w tak krótkim tekście, jest zbrodnią literacką. Przecież mając do opowiedzenia krótką historię, trzeba uważnie i sensownie pogrywać wszystkimi elementami świata przedstawionego i fabuły. A u Ciebie, wiele elementów znajduje się w tekście bez powodu i bez znaczenia. Na przykład, nie wiadomo czemu, sporo miejsca poświęcasz "wyrobom tytoniowym"…

 

Ten brak równowagi i wyważenia elementów składowych naprawdę razi podczas lektury. Nieumiejętnie stawiasz akcenty. Chyba że jest to jakiś wstęp do dłuższej historii, na co wskazywałby również nijaki finał bez wyrazu i podsumowania wydarzeń (facet w obliczu takich wydarzeń po prostu zasnął???!!!). A jeśli tak, to niestety opowiadanko tym bardziej nie broni się jako samodzielna historia.

Kompozycja, w której ponad połowa treści dotyczy nieistotnych spraw i tylko pozornie wprowadza czytelnika w okoliczności fabuły (bo sam świat przedstawiony jest bardzo ubogo i umownie jak na realia Dzikiego Zachodu), i w której główny wątek pojawia się niemal bez odpowiedniego wprowadzenia, i ogranicza się do krwawej scenki bez finału, puenty, w której to scence "główny potwór" wygłasza swoje kwestie o tym, jaki jest straszny i jak kiepski jest los bohaterów, po czym zjada kogoś i znika, to kompozycja słaba, sam przyznasz.

Językowo i stylistycznie również sporo rzeczy zgrzyta. Są fragmenty trochę lepsze i są zdecydowanie słabsze. Kilka przykładów:

 

Ronowi zostawianie rodziny, żonę z dwojgiem dzieci, było w niesmak (…)

– brzmi to nie bardzo, do tego sugeruje, że było tych "zostawień" więcej, a narrator mówi co innego.

 

Koczowali przez ziemie niegdyś należące (…)

– koczować to od biedy i tułać się, ale podstawowe znaczenie tego słowa to jednak przebywanie na jakimś terenie. Zatem nie przez ziemie tylko na ziemiach.

 

Luke Bustone, szef najemnej bandy ochraniającej karawanę, jako jeden z nielicznych patrzył na to wszystko czujnym i surowym okiem, co będzie miało znaczący wpływ na przebieg tej historii.

– zupełnie nie pojmuję, dlaczego ten jeden raz narrator zwraca się wprost do czytelnika. Nie stosujesz więcej tego zabiegu i dlatego brzmi on w tym miejscu fałszywie.

 

Rozstawiono też stoły, krzesła i ławy, aby było gdzie wygodnie usiąść, rozstawić przybory do wszelakich gier i prowiant. W powietrzu unosiły się wonie grzanego wina, kawy i tytoniu. Noc była bezgwiezdna i bezksiężycowa.

– potem czytamy, że siedzieli na taboretach. Dziwi trochę ten cały ekwipunek, jaki pionierzy tachają ze sobą. Poza tym dziwnie budujesz opis, umieszczając informację o nocy na końcu i jakby na doczepkę.

 

Prawdę mówiąc, nikt nie traktował tego poważnie i wartę pełniono raczej w spokoju, popijając trunki, popalając różne wyroby tytoniowe i dzieląc się żartami oraz historiami.

– sztuczny i nienaturalny ten opis, Do tego mało literacki. Różne wyroby tytoniowe? Taka informacja, w ten sposób podana, ma zainteresować czytelnika?

 

 

Na zachętę dodam, że zdarzają się w tekście naprawdę fajne momenty. Najlepszy jest chyba ten:

Niczym głupiec uśmiechnięty od ucha do ucha grał, żeby przegrać, palił, żeby się dusić.

Ćwiczyć, czytać, betować, analizować uwagi czytelników i będzie dobrze. 

Po przeczytaniu spalić monitor.

Hmm. To opowiadanie ze stycznia, Piotrze. Twoja nominacja jest mocno spóźniona.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Przeczytałem, mimo że anonimów nie lubię i unikam. Uważam, że na takim portalu anonimowe publikacje to jakieś głupie gierki z czytelnikami, które od razu na starcie sugerują stronniczość czytelnika uzależnioną od nicka autora. Algirze, czy to Ty?

 

Przyznam szczerze, że opowiadanie zaintrygowało i zainteresowało od samego początku. To znaczy przyssalo mnie do lektury i długo trzymało przy ekranie. Naprawdę dobry warsztat, ciekawa kompozycja z fajnie rozegranymi przejściami fabularnymi pomiędzy czasem współczesnym opowiadania a retrospekcjami. Widać wyrobione pióro, dobre rzemiosło i znajomość materii. Sprawnie rzeźbisz w słowach i zdaniach. Sceny zazwyczaj dobrze rozpisane i napisane. Ameryka bliskiej przyszłości trochę umowna i filmowa ale trudno pisać nad Wisłą o świecie nad Missisipi czy Missouri wiarygodnie w stu procentach. Na potrzeby tej historii świat przedstawiony "wystarczał" w zupełności. 

Już miałem zastanawiać się nad głosem nominującym do piórka, gdy… No właśnie.

Opowieść lekko zaczęła kuleć. Bohaterowie – do tej pory w miarę wiarygodni (chociaż dosyć sztampowi) – zaczęli zachowywać się irracjonalnie. Fabuła traciła sens i "zakręcała się" wbrew logice (wiem, uprzedzales we wstępie). Główny bohater ucieka policjantowi bez szczególnego powodu, pojawia się robotnik w lesie wyciągający go z auta, inny facet, który pomagał matce bohatera, kryje tajemnice, a mnie się myli z tamtym robotnikiem z przyszłości. A może jednak to był ten sam facet? Źli agenci strzelają żeby zabić, ale potem nie zabijają tylko pozostawiają matkę żywą. Ona ucieka przed nimi staczając się w aucie do rzeki (?) ale jak się okazało jednak tego nie robi, potem strzela w finale do policjantki, którą myli z kimś w swoim szaleństwie, ale ja wcale nie jestem pewny czy na pewno myli. Porywacz niby tajemniczy, potem opowiada wszystko jak na spowiedzi, w sumie nie wiadomo czemu porywa matkę bohatera, może wystarczyło obiecać, że wyjawi sekret męża i sama pojechałaby z nim do banku. Niezbyt przekonuje również jej decyzja o porzuceniu dziecka dla jego bezpieczeństwa, ogólnie nie bardzo przyjmuje się synem w tej opowieści. Itd. itp.

Takich niejasności i nielogiczności jest więcej, podaję na gorącą tylko zapamiętane po długiej lekturze przykłady. Akcja, prowadzona wcześniej pewną, wyważoną ręką, zrywa się w kilku miejscach gwałtownie do przodu (wypadek bohatera) lub wykonuje dziwne zwroty pod koniec poszczególnych scen. Fabuła gubi rytm. I traci w tym wszystkim wiarygodność.

Gdy zacząłem gubić się lekko w wydarzeniach i włączył się wkurw na Autora, który na moich oczach psuł tak dobrze zapowiadające się opowiadanie, zacząłem dostrzegać inne irytujące detale. Nadmiar opisów, przymiotników, niepotrzebnie rozwleczone zdania. Krzesło opisane bardzo dokładnie i do tego okaleczone; gumowe podeszwy tenisówek miękko szurające o podłogę itd. l nagle niemal wszystko zdało się opisane ponad potrzebę. Oczywiście nadal przelane na papier sprawnie i składnie językowo, jednak zaczyna przeszkadzać w lekturze, gdy prawie każdy rzeczownik ma swój przymiotnik, do czasowników poprzykleilo się kilka przysłówków, przymiotniki miały swoje przysłówki itd.

Na koniec kilka słów o samej fabule. Przyznam szczerze, że główna tajemnica i tożsamość agentów ACID trochę rozczarowała. Wstęp zapowiadał coś bardziej niezwykłego. Na plus zwrócenie uwagi na zagrożenie jakim jest kontrola i inwigilacja społeczeństwo przez władze i różnego rodzaju tajne agencje. Fajny jest na przykład wątek enklawy offline. Ale sam przyznasz, że nie są to nowe i odkrywcze pomysły w fantastyce czy nawet literaturze sensacyjnej. Dobry jest także motyw syna i matki, którzy rozdzieleni wbrew sobie, szukający się, stają w finale z bronią w ręku przeciw sobie. Ale ten finał i tak nie wybrzmiewa zbyt mocno.

I tak niestety, nominacji ode mnie nie będzie, a przyznam szczerze, że wprowadzenie do historii i spora część rozwinięcia zapowiadały, że szybkim krokiem udam się do stosownego wątku. Szkoda.

 

Podczas lektury wyłapałem tylko jedną literówkę:

"drącej ręki do twarzy"

Po przeczytaniu spalić monitor.

Wybacz, Rybaku, to niezamierzone było. Telefon mi plata figle. A mój zarzut odnośnie upolityczniania tematu odnosił się do wystawek na temat młodych Europejczyków itd. Ale przecież doskonale o tym wiesz.

Ps. Thargone, ja nigdy nie powiedziałem, że nie lubię Rybaka.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Mam 45 lat, słucham dobrej muzyki bez względu na czas jej pochodzenia i zdawało mi się, że spokojnie mógłbym pogodzić obie strony dyskusji, bo rozumiem dokładnie o czym obie strony piszą. Ale przyszedł Rybak i wmieszał w to wszystko swoje poglądy polityczne i mi się odechciało. Ale o muzyce to owszem, zawsze można pogadać. 

Po przeczytaniu spalić monitor.

Rzeczywiście niczego nie trzeba dodawać i rozwijać moim zdaniem. Spotkanie/konfrontacja dwóch odmiennych kultur, sposobów postrzegania świata i siebie, kończy świetna, nienachalna puenta. Troter dziwi się, jak głupie pytania zadają przybysze, intruzi nie widzą sensu w jego postępowaniu. I rozchodzą się bez zrozumienia i porozumienia. To bardzo klasyczne spojrzenie, porównanie, zestawienie. Ludy "proste", mają swoje proste, oczywiste relacje ze światem, nie komplikują niczego niepotrzebnie, ich "filozofia" to akceptacja, harmonia, świadomość itd. Jak Indianie, jak Aborygeni, czy nawet oświeceni mnisi z Tybetu odrzucający nasz szalony, nowoczesny świat pełen niepotrzebnych komplikacji.

U Ciebie jest to dodatkowo mocno podkreślone w opisie sposobu życia i przetrwania Troterów. Nie wnikam, jakie są szanse na przetrwania gatunku pozbawionego praktycznie relacji społecznych, rozbitego na odosobnione, zdane na siebie jednostki, często zabijające się nawzajem. Czasem niespotykające innego osobnika przez całe życie. A którego matki samotnie wychowują swoje dzieci (przez lata?), lub te dzieci zabijają… I do tego w świecie dosyć nieprzyjaznym, co sugeruje pustynny ubiór jednego z przybyszy. Nie wnikam, ale mam pewne wątpliwości.

Rozumiem, że taki układ wzorowany jest na świecie zwierząt, jednak czy sprawdziłby się u ludzi? Nie jestem pewien. Bo tutaj mam kolejną zagwozdkę. Nazywasz Trotera mężczyzną, czytelnik wyobraża sobie bezwłosego człowieka, wspominasz o postcywilizacji, czytelnik wyobraża sobie odległą przyszłość, w której na jakimś skolonizowanym wieki temu świecie doszło do takich przemian. Wspominasz owoce, które są dziełem tubylców, czytelnik myśli – kiedyś byli na wysokim poziomie cywilizacyjnym, teraz żyją zupełnie inaczej, przestrzegają starych zasad i trwają w świecie niebieskiego słońca (czyli to nie stara, posttechnologiczna Ziemia).

Piszesz o ewolucji, która kieruje ich postępowaniem. Czy to możliwe, żeby ewolucja tak szybko zadziałała? Czy może tak radykalnie wpływać na jakiś gatunek, kierując jego decyzjami? Gatunek myślący mimo wszystko jak ludzie, tylko inaczej pojmujący świat, gatunek posiadający język, pismo itd.?

A może to jednak nie ludzki świat postcywilizacyjny tylko obca rasa humanoidalna? Może piszesz o kosmosie jak ze Złotego Wieku s-f, gdzie obce rasy wyglądały często jak ludzie? Wtedy kilka moich wątpliwości rozwiewa się na wietrze.

 

Dobrze i sprawnie napisana, interesująca wycieczka do świata bardzo klasycznej fantastyki. Pomysł może nie wali po głowie oryginalnością, ale jest w tej historii prosty i inteligentny przekaz i myśl. Świat nakreślony kilkoma pociągnięciami pióra, oferujący znacznie więcej, gdy uruchomi się wyobraźnię.

Jak wspomniał Cerleg, taka antropologia w fantastyce zawsze mile widziana. Fajny debiut na portalu. Dałem klika do biblioteki.

 

Edit. Widzę, że dalej/znów mam moc podwójnych klików bibliotecznych. Magia nadal działa.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Chciałem zmieścić się w ścieżce A i chciałem pozostawić trochę niedopowiedzeń. Miało postraszyć i zagrać klimatem. Myślę, że zawsze można rozwinąć krótki tekst lub skrócić tekst długi. Albo pozostawić jak jest – wszystkim nigdy nie dogodzisz. Najważniejsze, że zdecydowanie na plus w ostatecznym rozrachunku :). Dziękuję serdecznie za miły i konkretny komentarz, Geist. I za jurkowanie w fajnym konkursie.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Przeczytałem na razie część tekstu i komentarze. Chciałem sprawdzić, czy to tylko ja widzę tu byka na byku. I stąd moje pytanie: które komentarze wydają Ci się bez sensu, Zaduszniku? Ja tu widzę same konkretne, merytoryczne uwagi i wskazówki.

Po przeczytaniu spalić monitor.

"Oto mój kwadrat, Arkturze". Autorem był Wonsz. Kilka komentarzy krytycznych (w tym jeden nosorożcowy) i tekst zniknął.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Nie, to nie był żaden przytyk. Czytam (mimo wieku ;)) Fantazmatowe antologie, cenię i chwalę sobie. Znam ich jakość. Po prostu stwierdzam fakt, że póki co, papier jeszcze się broni z różnych przyczyn sentymentalnych. Chociaż pewnie niedługo będzie jak analogi w świecie muzyki.

Po przeczytaniu spalić monitor.

To przez sentymenty, Fenrirrze, i pewnie mój wiek. NF nie całkiem jest teraz pismem, jakie chciałbym czytać, ale nadal to najlepszy magazyn dla polskiego miłośnika fantastyki. Zdaje sobie jednak sprawę, jak wiele się zmienia w  temacie  czytelnictwa. I zdaję sobie sprawę, że trzeba pochylić się nad czytelnikiem i jego potrzebami i wygodami, bo spora część młodzieży woli grać, oglądać i coraz mniej ludzi czyta ogólnie. A jeśli czyta to raczej słucha. A jak nie słucha to czyta na ekranach. I wybrzydza na papier, formaty, kolumny itd.

Uważam również, że brak wersji elektronicznej NF to wstyd i porażka.

Ale czytam to, co ciekawe i dobre, a nie to, co opublikowano w wygodnym formacie. Format to żadne kryterium dla mnie przy doborze lektury.

A poza tym z punktu widzenia twórcy, papier to mimo wszystko nadal Papier. Zapytaj Autorów z portalu.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Wybacz, Fenrirrze, ale Twoje wymagania odnośnie nośników brzmią humorystycznie. Rozumiem, że  nowe technologie, nowe przyzwyczajenia, nowe nośniki, Kindle itd., nawet  ja -  zagrzały miłośnik papieru, doceniam i rozumiem plusy korzystania z takich form lektury. Ale bez urazy,  ograniczanie repertuaru literackiego ze względu na "niewygodny" (?) format pisma, wygodę czytania w autobusie, skakanie wzrokiem, kolumny, przystanki, układ palców dłoni trzymającej publikację, liczbę  pasażerów w autobusie itd. to już takie wygodnictwo ocierające się o przesadę.  Jak rozumiem najlepiej byłoby, gdybyś mógł leżeć na łące, a treść książki wyświetlałaby się na czystym nieboskłonie w odpowiednim formacie. A może lepiej poczekać na wersję audio? No bo co poczniesz, gdy z transportu publicznego przerzucisz się na własne auto? 

Po przeczytaniu spalić monitor.

Ja to rozumiem. Ale nie wiem jak to jest po prostu. Czytam fantastykę od dziecka, a mam lat 45. I Fantastyka, a potem NF były ze mną zawsze. Lepsze, gorsze itd. ale były. To tam czytałem "Pieśń dla Lyanny", ""Gwiazdy moje przeznaczenie", "Piaseczniki", "Aleję Potępienia" czy Sapkowskiego i wiele innych rzeczy, które miałyby na mnie wpływ. Był Fenix, Ubik, Złoty Smok, SFinks, SFera, IAM, Voyager i inne pisma. Czytałem, zbierałem, ale to NF trwa, a ja razem z nią na dobre i złe. Nie wiem jak to jest być miłośnikiem fantastyki w Polsce bez Fantastyki.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Bardzo mi przykro, Fenrirrze, z powodu Twojej przypadłości.  Ja napisałem, że mnie to zastanawia. 

Po przeczytaniu spalić monitor.

Wiem, Berylu. Zawsze mnie zastanawiało, jak można być miłośnikiem fantastyki w Polsce i nie czytać Fantastyki.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Hmm. Jestem pewien, że spora część portalowiczów nawet NF nie czyta. A szkoda. Może m.in. dlatego padło NFWS.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Nie porwało szczególnie, niestety. Napisane dosyć sprawnie i poprawnie. Zdarzają się co prawda zdania z dziwnym szykiem, np. "Nie licząc cichej wydobywającej się z głośnika muzyki (…)", ale ogólnie czyta się płynnie od strony technicznej. Gorzej z tą płynnością od strony fabularnej. Pomysł wydaje mi się lekko naciągany i przekombinowany. 

Jak rozumiem, połączenie guru sekty szukającej transcendencji, ludzi z korporacji, gameboy'a, sentymentu do czasów młodzieńczych, poszukiwań szaty bardzo przypominających przygodę Hilarego z okularami, miało zapewne wywołać efekt humorystyczny. 

Mój problem polega na tym, że żart mnie nie rozbawił. Niby to sympatyczna, niezobowiązująca opowiastka, jednak ta kompilacja wymienionych wyżej motywów wydaje mi się dziwnie ciężka, co pozbawia szorta spodziewanej lekkości.

Przesłanie tekstu też jest średnio odkrywcze: w każdym z nas siedzi dziecko? Lubimy starocie z dzieciństwa? Stare gierki wciągają?

Poczekam na inne Twoje opowiadanie.

Po przeczytaniu spalić monitor.

1. Szept pielgrzymów

2. Długo i szczęśliwie

3. Na obraz i podobieństwo

4. Madonna z UFO

5. Szósta minuta na językach

6. A jednak będzie

7. Seleukos w Kolchidzie

8. Status ofiar ściśle reglamentowany

9. Robaczywe miasto

10. Aberracja mrozowiska

 

Po przeczytaniu spalić monitor.

Nie pisałem, że to wyznacznik poziomu serialu, Vargu. Serial "Nightflyers" jest/był zwyczajnie słaby, a do tego nie będzie nam nawet dane sprawdzić, czy się rozkręci i co będzie dalej. Więc szkoda czasu na oglądanie. 

A z tym kasowaniem fajnych seriali to prawda. Ja na przykład żałuję skasowanego zaledwie po dwóch sezonach "Stargate: Universe". No i "Firefly".

Po przeczytaniu spalić monitor.

No niestety… Wybrałeś chyba najgorszą formę z możliwych – nudny monolog pierwszoosobowego narratora. W tym opowiadaniu niczego nie pokazujesz, nie dajesz czytelnikowi poczuć żadnych emocji i uczestniczyć w jakichkolwiek wydarzeniach. Po prostu snujesz przez 80 procent treści jeden wielki infodump. Nawet dialogów zabrakło.

Powiem szczerze, że nie mam pojęcia, po co to całe streszczenie "podboju kosmosu", które serwujesz jako wprowadzenie. Jedyna istotna dla fabuły informacja to fragment o Arkturze. Reszta zupełnie niepotrzebna. Pozostając w temacie kompozycji – cały tekst jest jakby wprowadzeniem i brakuje mu rozwinięcia i zakończenia. Brak puenty, twista, finału, a to, co najciekawsze dzieje się po napisie "koniec".

Od strony merytorycznej nie będę się zagłębiał, ale chyba z tymi silnikami jądrowymi i lotami z połową prędkości światła nieco optymistycznie poleciałeś. A sam pomysł na trzymanie ekipy naukowców w stazie (hibernacji) i wybudzanie co dziesięć lat wydaje się bezsensowny. Takich naukowych zgrzytów jest więcej. Ogólnie patrząc, tag "hard s-f" jest tutaj trochę nie na miejscu. Brakuje również jakiegoś zaskoczenia, autorskiego pomysłu, zadziwienia – wszystko to odgrzewane kotlety i ogólnie naiwna historia.

Warsztatowo tak sobie. Nie rozumiem, dlaczego naukowiec z przyszłości rzuca sformułowaniami o Jurku i jego kwadracie. Co gorsza, nawiązujesz do tego nieszczęśliwego zwrotu w tytule. Narrator posługuje się również innymi współczesnymi wyrażeniami, które trącą raczej gadką kolesi spod bloku i nie przypominają języka dorosłego, wykształconego mężczyzny z przyszłości. Styl mało literacki, nawet pamiętając o tym, że to wynurzenia bohatera.

Technicznie słabo. Interpunkcja kuleje (masz nawet błąd w tytule), wstawiasz spacje przed przecinkami, czasem trafi się koślawy szyk zdania. Nie jestem pewien czy wszystkie terminy użyte są zgodnie z przeznaczeniem i znaczeniem (np. infrastruktura).

Są też inne babole, na przykład:

lub należało strefy plotek 

zgubiłeś "do"

 

Owych obiektów nie da się ich zobaczyć (…)

 – za dużo grzybów w barszczu…

Po przeczytaniu spalić monitor.

Najlepszym serialem z elementami fantastycznymi, jaki ostatni oglądałem, pozostaje niemiecki "Dark". Troszkę "Stranger Things", troszkę "Lost" i nieco "Donnie Darko".  Ale cały czas świeży i inny od amerykańskiej sztampy. "Nightflyers' niestety rozczarowanie. Ale akurat i Martin w tym akurat opowiadaniu w słabszej formie. A serialu skasowany po pierwszym sezonie, więc nie warto tracić czasu.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Nowa Fantastyka