Profil użytkownika

Kasjopeja Tales to głównie opowiadania/opowieści (raczej mroczniejsze niż jaśniejsze): od fantasy, science-fiction, przez horror, po kryminał. Okazjonalnie piszę też dłuższe formy.


komentarze: 605, w dziale opowiadań: 539, opowiadania: 154

Ostatnie sto komentarzy

Morgiana89 od razu wybacz późną i krótką odpowiedź :) Niezmiernie mi miło, że opowiadanie uznajesz za udane, ciekawe i klimatyczne, bo na tym ostatnim najbardziej mi zależało!

I pewnie, gdyby nie to, że tematem były święta, to Rudolfa bym tak szybko nie zdemaskowała.

 

Zdemaskowałaś Rudolfa? Propsy, grl :) Ja zdemaskowałem Rudolfa dopiero po napisaniu ponad osiemdziesięciu procent opowiadania. Zakończenie miało być inne, kiedy nagle do głowy przyszło mi, że przecież o wiele zabawniej będzie zrobić z mutanta Rudolfa i w ten sposób zakończyć tekst :)

Na początku wydawało mi się, że to może Deathclaw (bo pasuje do apokalipsy i kopalni). Ale ze względu na motyw świąteczny w końcu pomyślałam właśnie o Rudolfie. Może dlatego, że sama bym go wcisnęła do takiej opowieści? Fajnie pasuje ;)

Bardzo ciekawy tekst :) Nietypowy, niepokojący i niezwykle klimatyczny. Niby nie wiele wiemy o świecie, ale wystarczająco dużo, aby zrozumieć, dlaczego to się dzieje. Stworzona w ten sposób choinka musiała robić wrażenie.

Dobrze się czytało, choć przy gwarze zwoje w mózgu mi się prostowały ;) Niemniej historia ciekawa, rodzinka żywiołowa i umiejąca sobie radzić. I pewnie, gdyby nie to, że tematem były święta, to Rudolfa bym tak szybko nie zdemaskowała.

Ciekawa wizja i pomysł na spontaniczną/przypadkową rewolucję, zakrapianą alko… odwagą ;) Nawet nie chcę sobie wyobrażać, że moje myśli nie należą do mnie, a co gorsza każdy może je zobaczyć.

PsychoFish, witaj :)

Dzięki za komentarz, klika i cieszę się, że się podobało.

Początkowe obdarowanie w sumie niebezpieczną zabawką mieszkańców planety traktuję jako hiperbolizowaną prezentację owej pychy właśnie, samozachwytu i przymykam oko na powody tejże akcji.

Dokładnie o to mi chodziło :D Pokazanie społeczeństwa, które tak bardzo wierzy w siebie, że przestało nawet dopuszczać możliwość porażki. Myślą, że są najlepsi i jak do tej pory wszystko wskazywało na to, że mają rację. Ale wiadomo, jak to się kończy – zabawą tym, co nie powinno być nigdy tykane :)

 

wilk-zimowy, dzięki za przeczytanie i dobrze, że chociaż jest dobrze ;)

Huh, z potencjałem na mocne, ale niestety potencjał niewykorzystany i zostało tylko ponure – acz nadal dobre. Tym niemniej i daje do myślenia i pokazuje, co sobie jako cywilizacja robimy.

W sumie miało być ciężkie i refleksyjne z dość nietypową katastrofą ekologiczną.

Niektórych moglibyśmy uniknąć, gdyby tylko myśleć na kilka kroków do przodu. Jednak opisywana tu cywilizacja była zbyt pewna siebie. Takie podejście dla pojedynczego człowieka potrafi być groźne, a co dopiero dla całej ludzkości :/

 

Hej, Irka_Luz :)

Wiem, że wolałabyś coś bardziej optymistycznego, dlatego tym bardziej dzięki za wizytę.

Zrobiło mi się żal strażników, bardzo ludzcy Ci wyszli.

No, nie mieli najprostszej pracy na świecie :/

I należy zawsze pamiętać, że jak dają coś za darmo, to jest to z reguły barachło ;)

Technologii nie uważam za zło, przynajmniej jeśli nie służy tylko i wyłącznie do zaspakajania ludzkiej potrzeby posiadania.

To rozdawnictwo było stanowczo na pokaz, taka darmowa kawa w hipermarkecie ;) Człowiek podchodzi, a potem musi wysłuchać wywodu o tym, jaki cudowny płyn właśnie siorbie. Zawsze jest cena, nawet jeżeli jej nie widać. Poza tym zakładam, że niektórzy ludzie odmówili przyjęcia darmochy, ale pewnie niewielu.

Wydaje mi się, że te algorytmy podsłuchujące, o czym rozmawiamy, są sprytniejsze. Albo może nie rozmawiamy ze znajomymi o poszukiwaniach.

Problem w tym, że zwykła rozmowa w towarzystwie leżącego obok telefonu wystarczy :/ Przyszłość ;)

Bezbłędnie, pojawiasz? No, mnie te algorytmowe propozycje raczej bawią. A i rozrzut mają spory – czasem wózki dla niemowląt, czasem coś dla emerytów. ;-)

Kiedyś (dla tekstu oczywiście) szukałam w necie informacji, ile waży świnia w jakimś tam wieku. Potem przez jakiś czas dostawałam propozycje pasz, nawozów itp.

Bo one się jeszcze muszą nauczyć, że człowiek może mieć różne zainteresowania nawet w obrębie jednej grupy. Przykładem są książki – jeżeli nasze zainteresowania skupią się na dwóch, trzech gatunkach, algorytm z dużym prawdopodobieństwem zaproponuje coś, co może nas zainteresować. Ale wystarczy (tak jak w moim przypadku) wybierać z wielu gatunków, a także kupować książki związane z pracą i algorytm głupiej.

A tu miałam też na myśli algorytmy śledzące, np. aktywność na stronach, a także to, co mówimy (ile to razy gadałam z kimś, a potem dostaje artykuły/reklamy na ten właśnie temat). Inna sprawa, że szukając informacji w internecie np. do opowiadania, ogłupiamy algorytm :)

Od kiedy reklamy mają ułatwiać życie?

Z początku chyba nie takie było przeznaczenie tych algorytmów (ale tu się najlepiej sprawdziły, czytać. dużo pieniążków generowały). Z tego, co kojarzę (ale nie trzymaj mnie za słowo), ich pierwotnym zadaniem było skrócenie czasu wyszukiwania pożądanej informacji i zwrócenie takiej, która w możliwie najpełniejszy sposób odpowiedziała na nasze pytania. No, ale skoro okazało się, że to działa i to dobrze, zaraz się znalazł jakiś marketingowiec, który wyczuł piniądz ;)

Przyjemny szort, choć niepokojąco bliska wizja przyszłości. U ciebie wirus zakupowy na każdą okazję, u nas modele i algorytmy, często bezbłędnie podsuwające nam odpowiednie oferty zakupowe. Coś, co miało ułatwić życie, stało się narzędziem wspierającym sprzedaż. Jeszcze nieidealnym, zwłaszcza gdy trafi na obserwację odstającą, ale powoli się doskonalącym. Eh, szybko fantastyka dogania prawdziwe życie ;)

Wirus Ch-r15tM45 – Cudo!

 

Fajne, sprawnie napisane opowiadanie, które szybko się czyta. Podział akapitów na różne potrawy też ciekawy. Czytając go, czułam się niemal, jakbym oglądała zdjęcia w albumie z włączoną opcją odczytu wspomnień i uczuć (nie wiem dlaczego, ale tak miałam). A zmiana nastroju bohaterki jest wyraźnie odczuwalna – niemal sama poczułam ulgę ;)

Jedyne co mi troszkę zgrzytnęło to późne pojawienie się wzmianek o androidach, ale z drugiej strony podanie tej informacji w ten sposób też ma swoje zalety.

Ok, to w takim razie czemu nie mogli zabrać czas przeszły od kamieni, albo jakiś zwierząt… to by było dużo prostsze.

A może próbowali ;) i z jakichś przyczyn nie działało? (lub niewystarczająco dobrze działało). A może przy 15 tysiącach znaków, nie ma co się wdawać w szczegóły? Ale jak spotkam jakiegoś Strażnika to go zapytam XD

Edit: ale Finkla ma rację, jest to ciekawy motyw :)

A to na pewno, choć akurat przy daniach z ludzi to ja dokładki raczej nie poproszę ;)

Ciekawa wizja kapitalistycznego świata podniesiona do potęgi. Z ciekawością czytałam kolejne fragmenty, a gdy w tym surowym, nastawionym na zysk świecie natrafiłam na magię (w postaci Anie), jakoś mi się tak miło zrobiło :)

łowem ciekawa wizja przyszłości, w której umieszczasz promyczek nadziei na lepsze jutro. W tym konkursie jest naprawdę wiele tekstów, w których jest on brutalnie gaszony (co też ma swój urok), ale też fajnie, że nie wszyscy mamy podobnie fatalistyczne podejście :)

Czytało się dobre i bardzo płynnie :) Podobały mi się nawiązania do tego, co znamy, sama historia też ciekawa. Ale mam jedno pytanie… Jak to oddać prezent?! Apokalipsę zombi bym zrozumiała. Zagada ziemi – ok. Żyjemy w kolonii o określonych, dość surowych zasadach funkcjonowania – damy radę. Ale prezent oddać?! Nie, nie, nie zgadzam się = BUNT! A tak poważnie, bardzo ciekawy motyw z tym wujem/obcym zaszczepiającym nową ideę :)

Kurcze, ośmiornicowy Zwabiciel – tego jeszcze nie grali! Fajna opowieść i światotwórstwo, a ogniste meduzy musiały kozacko wygadać spod wody :) Świetnie się czytało.

Hej, oidrin :)

Fajna i ciekawa bajka mitologiczna ci wyszła. Imiona super dobrane do synków, czuć zmęczenie matki i klimat bezradności, który przełamuje pojawienie się cyrku (taki promyczek nadziei). Kolejne elementy wprowadzasz powoli, więc na początku trudno było mi zobaczyć to, co opisujesz, ale potem obraz fajnie połączył się w całość. Opis cyrku i występów z nawiązką wymalował mi ten świat ;)

Klimatyczne opowiadanie :) Bardzo ciekawa, a jednocześnie nieciekawa przyszłość. Ekologia posunięta wręcz do granic absurdu (co jest bardzo na plus). Prośby, sugestie i edukacja nie pomagają? To załatwmy sprawę prawem i nakazami. Na pewno się to dobrze skończy…

No i czego to facet nie zrobi, żeby móc wybrać imię dla syna ;)

krar85 dzięki za wizytę i polecajkę :)

Trochę nie kupuję tego motywu ze wspomnieniami. Rozumiem, że wspomnienia mają łatać anomalie czasoprzestrzenne, ale jakoś mi to nie leży logicznie. Kumam, że jest to “ładny motyw”, ale zwyczajnie mi to nie pasuje.

Strata wspomnień następuje przy okazji utraty czasu przeszłego. To nie wspominania łatają wyrwy, ale czas przeszły tej osoby (a dokładniej czas i przestrzeń). Właśnie to jest zabierane, przez co człowiek traci wszystko (umiejętności, wiedzę, wspomnienia itp.)

Kurczę, miałam nadzieję, że nie zdążyłaś tego zobaczyć. Teraz mi strasznie głupio, przepraszam XD

E tam ;D Nic się nie stało.

Teraz wyobrażam sobie, jak musiały wyglądać naprawdę spore anomalie i ile czasu pochłaniały…

Na tyle źle, że dziewięćdziesięcioletni Strażnik (tylko oni mogli dożyć w tym świecie takiego wieku), nie miałby szansy zamknąć żadnej z nich. Cała Straż pewnie nie dałaby rady :/ Ta cywilizacja zużyła już swój czas.

Hej, Silva :) Dzięki za komentarz i klika.

(Na początek przepraszam, czytając na komórce, naklikałam jakichś głupot i chyba wstawiłam jedynkę. Potem się zorientowałam, że dodałam ocenę i usunęłam ją.)

Widziałam. Spoko, w końcu zawsze marzyłam, żeby przeżyć swój pierwszy zawał przed czterdziestką ;)

Natomiast do końca nie rozumiem, czemu ludzie oburzają się o raptem osiem godzin.[…] Właściwie, to chyba do końca nie wiem, czemu konsekwencje zabrania czasu były takie straszne. Z tego, co zrozumiałam, to ludzie po prostu zapominają o wszystkim, co się wydarzyło w tym czasie. Ale przecież osiem godzin mogło im pójść z nocy, kiedy spali.

Tym razem było osiem godzin, bo to była mała anomalia. Problem w tym, że tu nie chodzi o wspomnienia a o faktyczną przeszłość (czas). Strażnicy zabierają im go, prują i zużywają na nowo, aby wypełnić luli w teraźniejszości (coś jak crittersy zżerające czasoprzestrzeń). Co więcej, w tym momencie ludzie już tej przeszłości prawie nie mają. U Anny Zapomnienie wynosi 95%, te osiem godzin pochodzi z dnia obecnego. Ona już teraz ledwo kontaktuje, nic nie rozumie, nie umie sama się sobą zająć, nic nie pamięta. Więc gdyby jej zabrali te osiem godzin, to znikłaby całkowicie. Dlatego ludzie się denerwują – dla nich Strażnicy to czyste zło, mordercy.

Co więcej Zapomnienie u większości ludzi, zwłaszcza biedoty zbliża się do 100%. Ludzkość utraciła większość swojej przeszłości (czasu). A są anomalie które są zbyt duże by je zamknąć. Dlatego Strażnicy mówią, że to ich ostatnie święta. Przeszłość ludzkości niemal się wyczerpała i zwyczajnie zaraz jej zabraknie. A wtedy – kolaps :/

No właśnie – każdy średnio kumaty to wie. Dlatego mi zazgrzytało to rozdawnictwo.

Niby tak, tylko oni traktowali ten gadżet właśnie, jak takie tamagotchi. Fajna zabawa, znalezienie zagubionej karty czy sprawdzenie, kto co powiedział w kłótni kilka lat temu ;) Taka retrospekcja na żywo, tylko podglądamy czas przeszły w teraźniejszości (dodałam jedno zdanie wyjaśnienia). Ale to tylko podgląd, nic więcej. A przynajmniej tak im się wydawało, dopóki coś się nie zepsuło :/ Choć też nie wiemy co i kiedy (raczej to nie stało się z dnia na dzień).

A może to nie rząd, tylko jakiś zapaleniac-amator przy tym grzebał? Tak jak przy kablówce co by odblokować płatne kanały ;D bez płacenia. A jego ostatnie słowa to: Ups.

Niestety, to nie żart.

Hlip :(

Co może pójść nie tak? No co?

A wszystko. :-)

Ja to wiem, ty to wiesz. Każdy z IQ powyżej płyty chodnikowej to wie, ale rządy/korporacje i tak swoje. Ważne, żeby się kasa zgadzała. Teraz bańka za darmo, a potem portal z nowymi funkcjami za grubą kasę. Ech, za dużo cyberpunka.

Kto mógł przewidzieć, że przez słodkie tamagotchi ludzie zagłodzą własnego niemowlaka? A jednak chyba coś takiego miało kiedyś miejsce.

Żartujesz, prawda? Powiedz, że żartujesz… @@_

Ano, jednak ta cywilizacja (według ich własnych słów) jest u szczytu drabiny ewolucyjnej. Nad wszystkim panują. Własna atmosfera? Jest. Całkowita kontrola nad procesami planety? Jest. To co, czas będzie się nam opierał? Nie! Z tym też coś trzeba zrobić! Co może pójść nie tak? No co?

I tak właśnie kończy się pycha i przekonanie o własnej wartości, podniesione do skali ludzkości ;)

Finkla dzięki za czytanie i kilczek :)

Podarowanie każdemu zabawki do mieszania w czasie jest takie głupie, że aż mi niewiara zgrzytała. Co ofiarodawca chciał w ten sposób osiągnąć? Łatwiej byłoby to łyknąć, gdyby jakiś badass wykorzystywał bańkę dla zdobycia władzy, pieniędzy czy czegoś tam. Jakaś partia, korporacja, cokolwiek, ale nie rozdawanie tykających bomb za frajer.

Może źle to ujęłam, ale nigdzie nie jest napisane, co ta bańka robi (ale w założeniu nic złego). Dla nich to był tylko gadżet, zabawka – coś jak tamagotchi czy smartfon. Według wiedzy władz/rzędu to nie jest niebezpieczne. Ot kolejny wynalazek, którym mogą się pochwalić i pokazać, jacy to oni są pomysłowi (zależało mi, żeby cywilizacja jawiła się jako aż zbyt pewna siebie).

To nie jest bomba i nie tak była traktowana. W dalszej części tekstu było napisane, że gdzieś tam po drodze doszło do uszkodzenia takiej bańki, więc one same w sobie nie były zagrożeniem. Dopiero w pewnych warunkach, których władza nie przewidziała (bo byli zbyt pewni siebie).

Edit: Podkreśliłam bardziej, że miał być to tylko gadżet/zabawka.

A poza tym, jak rząd mówi, że to bezpieczne to przecież nie może być inaczej ;D Jakby mógł kłamać?

Na betalistę wrzuciłam tekst na Konkurs Świąteczny 2020. Szukam jakiś dobrych duszyczek, które sprawdziłyby, czy zachowałam równowagę i logikę. Opowiadanie jest raczej z tych depresyjnych ;) niemających nic wspólnego ze szczęśliwymi świętami.

Olciatka, dzięki za wizytę i jeszcze raz wielkie dzięki za betę :)

Na becie przyczepiłam się tego telefonu:-) ale widzę, że to tylko moje odczucia:-)

Każdy na co innego zwraca uwagę i czasem ciężko trafić w gusta. Mi pasowało, że był on takim pospolitym elementem, który się spotyka w horrorach kasy B – bo w takim otoczeniu (dzikiego zachodu, pośrodku drogi) jednocześnie tu nie pasował, jak i bardzo pasował.

Czytało się przyjemnie i gładko, choć przyznaję, że po zwrotkach tylko przemknęłam wzrokiem. Zwyczajnie trudno mi je docenić bez jakiejś muzyki w tle :) Historia głównego bohatera (ciągle dążącego do osiągnięcia ideału) jest ok, podobnie jak relacja między dwoma panami. Najbardziej jednak spodobała mi się końcówka, bo jakoś tak przeczuwałam, do czego może to dążyć: niespełniony artysta, który gdyby tylko umiał rapować, podbiłby świat… Hm… a przy okazji ma tendencję do sięgania po broń… no to się dobrze dla jednego z panów nie skończy.

OTO CM-OWE 0,5PKT, KTÓRE CZEKA NA PRZYGARNIĘCIE. :-)

A tak w ogóle, to podkradam wiszące 0,5 CM… bo tekst przeczytałam jakiś czas temu i nie bardzo mogłam się zdecydować między 4 a 5 – na a teraz już wiem co zrobić!

No i… wzięłam się i popłakałam ze śmiechu ;D

Lubie klimaty pełne specyficznego, dziwnego humoru gdzie gagi nie umniejszają jakości tekstu. Czyta się świetnie, a historia jest ciekawa. Podobały mi się zwłaszcza wypowiedzi różnych frakcji i podsumowanie w formie przemyśleń farmera i generała, końcówka w stylu „Tajemnice XX wieku" – cudna.

W ogóle teksty w tym konkursie są tak różne, że trudno o dwa takie same pomysły, ale ten stanowczo należy do moich ulubionych :)

Witam jurorkę :) Cieszę się, że bohater potrafił zaskoczyć, a historia trochę zapada w pamięć.

Miałam początkowo skojarzenie z Herkulesem Poirot. Czyli dałam się wkręcić w tego wesołkowatego bohatera.

Właśnie o to mi chodziło: bohater miał być niepozorny i naiwny, trochę jak Dwukwiat z Pratchetta (np. Koloru Magii).

Oryginalne, choć nie bez wad konstrukcyjnych, językowych, przecinkowych, jak prawie u wszystkich.

Zdaje sobie z tego sprawę i staram się nad tym pracować.

Ode mnie były cztery punkty i nadal coś niecoś pamiętam z fabuły ;) Ale byli mocniejsi od ciebie.

Dobre i 4 punkty :) Zwłaszcza gdy konkurencja jest silna.

O.o

Paczam i nie wierzam… *"*

Oczywiście dziękuję za wyróżnienie  i gratulacje dla wszystkich uczestników! Połowę tekstów mam za sobą, resztę jeszcze muszę nadrobić.

Witaj, ninedin :)

Dzięki za komentarz i cieszę się, że chociaż pomysł przypadł do gustu.

Nie wszystko wyszło, może dlatego, że częściowo zgadzam się z Kam – profesja Bestii ma mało do zagrania i nie jest jakoś szczególnie umocowana w fabule (ona mogłaby być bestią, nie będąc zabójczynią).

Jeżeli o to chodzi: to w mojej opinii jej praca było tylko dodatkiem do tekstu. Bestia nie stała się potworem, bo zaczęła zabijać, ale zaczęła zabijać, bo stała się potworem. Została zdradzona i to jest podstawą jej przemiany, a bycie zabójcą, miało tylko podkreślić brak empatii i “zło” kobiety. Tak jak więc zauważyłaś, ona byłaby Bestią nie zależnie od tego, czy byłaby zabójcą. Czyli wszystko się zgadza z moim zamysłem :) Właśnie dlatego fabularnie nie chciałam tu dorzucać szczegółów związanych z jej pracą.

Oj, ale ja nie chcę być odpowiedzialna gdyby się nie spodobało… Po prostu ten tekst (wizualnie) budzi te same nuty co film ;)

Ciekawy świat stworzyłeś :) Pełen pyłu i w pewien sposób spotęgowany w jednym wymiarze wizualnym. Ktoś tu wspomniał o Blade Runner i właśnie o coś takiego mi chodzi. Od strony wizualnej tu wszystko jest takie wyraziste (mimo pyłu) jak w Blade Runner 2049. Opisy są wyraziste, pył jest wyraźny, technologia jest ostra na krawędziach.

Co prawda historia wydała mi się trochę prosta, ale może to być moja wina. Bo gdy zaczęłam czytać, miałam wrażenie, że dostanę cyberpunkowy kryminał z wieloma zagadkami. A dostałam coś podobnego, ale jednak nie to, co sobie uroiłam, że dostanę ;)

Klasyczny horror to chyba pierwsze co przyszło mi do głowy po przeczytaniu. Od początku wiem, że jest źle i czuje, że będzie tylko gorzej. Fajnie prowadzisz czytelnika za rękę, aż do samego "słonego" końca ;) To jest ten typ opowieści, w którym groza jest zarówno oczywista, jak i utajona.

Zabawny teks, pełen specyficznego humoru – czyli miłe zaskoczenie na tle pozostałych tekstów. Stryjaszek irytujący w tak dziwny sposób, że aż zabawny. Taki walnięty wujek, którego się znosi, bo to jednak rodzina. Gdyby nie to, na bank zostałby zamknięty w jakiś zakładzie ;) A Krabośmiornica cudna, szczególnie ta mała – posilająca się pod mostem.

Cześć, Cytryna :) Jeszcze raz dzięki za betę i ponowne zerknięcie.

…telefony komórkowe to jednak pomocne są. Nigdy, nie wiadomo, kiedy zadzwoni do nas ktoś ważny i wyratuje z opresji ;)

W sumie tak, tylko że Alan odebrał połączenie z telefonu stacjonarnego – nie smartfona, ale myśl zacna ;)

Cześć, aker :)

Miło mi, że opowiadanie wydało ci się interesujące, a co do pytań:

Kto do niego zadzwonił, morze czy smartphone? Czy smartphone łączy się jakoś z telefonem?

Smartfon należał do Alana i pozostał mu z innych przygód (innej rzeczywistości). Natomiast telefon stacjonarny był fragmentem mocy Alana, który pojawiając się w miasteczku zmienił tamtejszą rzeczywistość – przybliżając ją do tego, co bohaterowi było znane. Trochę, aby zabezpieczyć się do momentu aż odzyska moc, trochę jako drogowskaz gdzie ją znaleźć. A ko zadzwonił: "– Dzięki, przyjacielu, że zadzwoniłeś – szepnął, kierując wzrok na morze i jednym z oczu odnajdując znajomy nie-kształt. Cichy, uśpiony oddech tworzył i niszczył wszystko wokoło. – Już niedługo znowu się zobaczymy." Ten nie-kształt, praistota podobna do Alana :)

Dziewczynka symbolizuje ten świat, umarłych.

To nie do końca tak. Oni jeszcze żyją. Właśnie dlatego, dziecko chce by się to skończyło – bo cierpią. Ich życie się nie kończy samo z siebie (ze starości), trwają wiecznie w tej rzeczywistości zmienionej przez telefon (cząstkę mocy Alana).

Prezent w postaci ośmiornicy. Alan to ośmiornica? On czy ona? To może już nazwać go Alien Wheat taker raczej, hehe. 

Ośmiorniczka ze skrzydełkami miała być nawiązaniem do Cthulhu i przyjaciela Alana, który śpi na dnie morza :) Tego, którego cień mieszkańcy widzieli czasem pod powierzchnią wodnego nieba.

Kasjo po przeczytaniu kilku Twoich tekstów bardzo wątpię, aby cokolwiek innego niż odpowiedź “a” była prawidłowa. […] więc wklejaj, ja na pewno obiecuję, że przeczytam. 

Zanais blush

Całkiem możliwe, że coś po prostu nie pykło. Muszę zerknąć na tekst świeżym okiem, poprawić to i owo. Sama zauważyłam, że wstęp mógł być trochę za bardzo łopatologiczny (albo mi się tylko wydaje).

 

drakaina

skoro się zastanawiasz, co jest nie tak, to wklej :) […] A może dostaniesz cenny feedback albo info “nie rozumiem, czemu się nie spodobało”.

Na to zawszę liczę ;)

 

Szkoda, że z tych nieprzyjętych zobaczyliśmy tylko teksty Mr. marasa i rrybaka, bo były naprawdę dobre. Czy jakiś ominąłem? 

Zanais, ja nie wkleiłam swojego, bo w sumie nie wierzyłam, że ktoś akurat mi przeczyta około 70 tys. znaków ;) To jednak sporo. Poza tym przez ten czas starałam się zrozumieć, co mogło być nie tak z tym tekstem. Dlaczego się nie spodobał. Szybko doszłam do wniosku, że istnieje niezerowe prawdopodobieństw, że a) nie wstrzeliłam się w gust, b) tekst jest do kitu c) wszystko pomiędzy… :D

Coś tam? Przecież ja doceniłem dwa z trzech fundamentów tekstu! XD

W sumie tak, ale… jednak… tak… Nie no, spoko, rozumiem :D Po prostu w takim opowiadaniu klimat jest istotnym elementem, a jak go nie do końca czuć to trochę kicha ;)

Weird to gatunek o charakterystycznym niespiesznym tempie, w który trzeba się zatopić i wczuć, i tak, jak za pierwszym czy drugim razem idzie to fajnie, tak jeśli czytasz któryś już kolejny tekst weirdowy to pojawia się chyba pewien przesyt i może stąd moje problemy.

Hm, podobnie miałam z Kawką: przeczytałam większość opowiadań, ale już pod koniec wychodziły mi uszami; mimo że większość była naprawdę dobra. Klasyczne „przepełnienie stosu”.

Finkla, witaj :) Ciesze się, że wodne morze przemówiło, a tekst generalnie podszedł (na tyle, by kliknąć).

Mój pomysł opierał się na dwóch, zachodzących na siebie rzeczywistościach – nie ważne czy ma to sens czy nie. Tam, gdzie jest dno morskie, jednocześnie (w pewnym sensie) jest słońce. Dlatego promienie słoneczne (z jednej rzeczywistości), przechodzą przez morze w drugiej, odwróconej do góry nogami ;) Grawitacja nie stanowi problemu, bo teoretycznie w obu działa, jak należy. A to, że się przenikają to już zupełnie inna sprawa. Śliczna, malująca piękne wzory na rozgrzanym piasku, sprawa ;)

Cześć, oidrin :)

Dzięki za wizytę i wysiłek włożony w betowanie, bo dzięki temu tekst jest zdecydowanie klarowniejszy. Może nie wszystko jest idealnie (pewnie, elementy i tak zostawiałam), ale na pewno jest mniej rzeczy, które by nie potrzebnie „motały” czytelnika ;)

Edward Pitowski, dzięki za wizytę, komentarz i polecajkę :)

Podobało mi się. Od razu ustawiasz czytelnika w odpowiedniej pozycji: będzie dziwnie i trzeba się do tego przyzwyczaić. Jest niepokój, który przejawia się przez cały tekst, jest tajemnica i telefon, który ją potęguję. Jest w końcu zagubione miasteczko z bardzo ciekawą atrakcją nad głowami i mroczną historią na ziemi.

Zależało mi na tym, aby wodne niebo od początku było zarówno dziwne, jak i zupełnie naturalne… co samo w sobie jest dziwne ;) Miałam nadzieję, że m.in. dzięki temu każda następna rzecz będzie przechowywała ładunek dziwności, nawet jeżeli nie wprost o tym bym pisała.

Sam tytuł niestety kojarzy mi się z teleturniejem.

Dokładnie o takie skojarzenie mi chodziło :) I nie mogłam się powstrzymać przed delikatnym żartem.

Może to celowe, ale jakoś nie pasowało mi do Lovecrafta :)

Ja wiem, naprawdę. Tylko w końcówce ten tytuł nabiera delikatnie upiornego wydźwięku i chyba bardziej pasuje do Lovecrafta.

Ten fragment w którym wszystko wyjaśniają (gdy znajdują telefon) zdawał mi się trochę infodumpowaty.

Zdawałam sobie z tego sprawę, miałam jednak nadzieję, że tym razem zostanie mi to wybaczone ;)

No i osobiście przyciąłbym końcówkę.

W sumie też o tym myślałam, jednak doszłam do wniosku, że pozwolę Alanowi chwilę dłużej cieszyć się z powrotu do domu ;)

 

Powitała i CMa :)

Dzięki za podzielenie przeczytanie i cieszę się, że coś tam jednak przypadło do gustu.

Miałem natomiast trochę problem, że poczuć jakąś atmosferę niepokoju, czy grozy. Jakoś nie mogłem się mocniej wkręcić w tę historię, diabli wiedzą dlaczego.

Rozumiem :) Naprawdę ciężko oczekiwać, że wszystkim czytelnikom spodoba się tekst lub poczują jego atmosferę, tak jak ja bym tego pragnęła. W tym tekście postawiłam na nieoczywisty niepokój, czający się na krawędziach wszystkiego, z czym stykają się bohaterzy.

Może, choć wtedy raczej napisała bym "obrzydliwa" lub "zepsuta". Ta oślizgłość miała właśnie sugerować coś śluzowatego ;)

Cześć, BasementKey :)

Miło, że wpadłeś i podzieliłeś się opinią. Cieszę się, że podeszło.

– Zed, Ed. Spokojnie

Zed’s dead ;)

:) Ed, Zed i Ted to miał być taki żarcik.

Co ma pan na myśli?

“Co masz na myśli” może? Strasznie formalnie z tym “pan”.

No właśnie o to mi chodziło. By Alan sprawiał wrażenie takiego bogatego, naiwnego podróżnika co to by go w pierwszym lepszym miasteczku zastrzelili i ograbili. Okulary, melonik, per pan itp. Trochę jak Dwukwiat z Pratchetta.

Oplata rękę, przemyka na tors i pełznie po szyi. Czarne krople oddzielają się od nieprzeniknionej pustki, spływają do góry i pokrywają usta mężczyzny. Szepcząc, dostają się do nosa i oczu…

Co/kto szepcze? Te krople?

Dokładnie :)

Matka Sary wyszła z drugiego pokoju, chwiejnie niosąc talerz z zieloną jajecznicą

Dlaczego jajecznica jest zielona? W sensie zepsuta?

Nie, po prostu zielona…

No i sama koncówka, IMO, nieco przegadana, życzyłbym sobie więcej pokazywania niż opisywania.

Wolałbym, żeby było to opisane a nie opowiedziane. Np. jako wizja, która by spłynęła na Alana, albo ukazana na morzo-niebie.

Można było to oczywiście zrobić na różne sposoby, ale w moim zamyśle miał być jeden sen. Poza tym trochę zależało mi na tym, żeby pokazać, jak Alan się zachowuje podczas tego wywodu (spokojnie, mimo że oberwał kulkę), a do tego pokazać schizę mieszkańców.

Poza tym mam słabość do starych kryminałów, które często kończą się zebraniem wszystkich w pokoju i wyjaśnieniem tajemnicy ;)

Po przeczytaniu cisną mi się do głowy trzy słowa, którymi mogę opisać ten tekst: niepokojące, zagmatwane i sensoryczne. Każdy następny fragment tylko potęguje te trzy elementy i robi to świetnie. To jak dziewczyna kreuje świat z nie materii, jak najpierw nieśmiało próbuje stawić krok za krokiem, aby nagle wystrzelić, jak z procy jest niezwykle ciekawe.

Od pierwszych do ostatnich słów nie pozwalasz ochłonąć, nawet w momentach, gdy świat zewnętrzny upomina się o dziewczynę. Natomiast podobały mi się te fragmenty, bo dzięki temu mogłam zaczerpnąć tchu, zanim znowu wciągnąłeś mnie pod wodę, do świata gdzie oddychać nie mogłam.

W którymś momencie ta intensywność zaczęła mnie trochę męczyć, jednak odebrałam to jako cechę świata i opowieści, a nie jak wadę opowieści.

Podsumowując: świetny tekst :)

Spodobał mi się ten kamienny ogród, a umieszczenie w nim historii nadaje mu mistycznego kolorytu. Opowieść jest spokojna, rozwija się leniwie (ale nie za leniwie). Czuć pewien rodzaj niepokoju i oczywiście tajemnicę. Jednak sami bohaterowie jakoś wdali mi się, mniej ciekawi… choć nie wiem, czy dobrze ubrałam myśli w słowa. Chodzi mi o to, że opis ogrodu czy nawet rytuału, bardziej przykuł moją uwagę, niż to, co się dzieje z bohaterami. Może po prostu dałeś zbyt dobre opisy ;) A może właśnie tu czuć Lovecrafta: w skupieniu się na przedmiotach niż ludziach. Może nawet bardziej go tam czuć, niż w dziwnym bycie zasiadającym w kamiennym ogrodzie.

Naprawdę dobry tekst :) Atmosfera jest stale ciężka, a i tak potrafisz sprawić, by była jeszcze gęstsza. Motywu z muzyką wchodzącą do głowy i niechcącej jej opuścić chyba każdy doświadczył przynajmniej raz w życiu i wie, jak pokręcone może być to uczucie. A ty jeszcze przeniosłeś to o poziom wyżej – pokazałaś bardzo sugestywny, świetnie napisany obraz “kosmicznej” zarazy. Zakończenie jest naturalne (bez niepotrzebnego podkręcania atmosfery), obrazujące całkowitą bezsilność wobec nieznanej siły.

Lekkie opowiadanie z bardzo fajnym motywem lustra, babci i garnków. W ogóle fajne połączenie różnych elementów takich jak choroba (babci i wnuczka), Alicji z krainy czarów i niechybnej apokalipsy. Ciekawie się to wszystko miesza :)

Cześć, Zanais :)

Dzięki za przeczytanie i zgłoszenie. Cieszę się, że moja wyobraźnia została doceniona, bo w tym opowiadaniu pozwoliłam sobie spuścić ją ze smyczy.

A co do grozy to: postawiłam na taką nieoczywistą, ukrytą, czającą się na granicach rzeczywistości ;) Wyzierająca z każdego elementu, a nie konkretnych punktów (choć tak też się zdarzało).

Hej, adam_c4 :)

Dzięki za przeczytanie i polecajkę. Cieszę się, że historia wciągnęła, a klimat chwycił.

Widać przeskok między tekstem z kawki, a tym. Gratuluję.

Podpisuję się pod tym!

Miło mi to słyszeć.

Witajcie :) Poprawki naniosę, jak tylko szybko dam radę.

 

Geeogrraaf dziękuję za odwiedziny i miłe słowa :) A także polecajkę.

A jeżeli chodzi o klamrę, która wskazałeś: oba fragment i pomysły wyglądały tak samo, jednak dzięki bystrym oczom betujących dodałam: “Jednak żadne z nich nie usłyszało wypowiedzianych szeptem słów. Zniknęły, zanim się w ogóle pojawiły.” Co nadało mocy tym fragmentom.

EDIT: a co do stęchły vs zatęchły – stawiałam bardziej na to znaczenie: stęchły «o zapachu: charakterystyczny dla wilgotnych, niewietrzonych pomieszczeń lub dla spleśniałych przedmiotów; też o rzeczy: mający taki zapach»

 

MaSkrol, witaj!

Jejku… to światotwórstwo, niesamowitą rzeczywistość zmalowałaś. I nie chodzi nawet o sam pomysł, tylko te obrazy, jakby scen można było dotknąć i je pomacać.

Cieszę się, że światotwórstwo podeszło ;) Bardzo zależało mi na tym, aby obrazy były zarówno realne, jak i nieprawdopodobne w tym samym czasie. Jak przeplatające się rzeczywistości.

Straszne jest widzieć jedno, gdy wszystko wskazuje na to, że powinniśmy widzieć drugie.

Nie wiem co to za zdanie, ale jest rewelacyjne, wspaniałe, zajebiste.

Tam, gdzie w jednej chwili były wypukłości, w następnej pojawiały się wklęsłości.

To natomiast brzmi bardzo dziwnie i wręcz nieprzyjemnie.

Kurcze, o jednej rzeczy zapomniałam: te zdania są mocno inspirowane tym, co w jednej ze swoich opowieści napisał Lovecraft. Już nie pamiętam w której, ale było to coś związane z samą postacią Cthulhu. W swoim czasie te zwroty (chyba w mniej więcej takiej formie) zrobiły na mnie ogromne wrażenie. Miałam więc nadzieję, że nie tylko oddadzą klimat w moim opowiadaniu, ale jednocześnie będą stanowiły bardziej konkretne nawiązanie do oryginalnych opowiadań (takie puszczenie oczka do czytelnika). Edit: wyedytowałam przedmowę, ale bez spoilerów :)

Choć co do końcówki nie jestem pewien, jest fajna, ładna i nie mam nic do zarzucenia, ale chyba oczekiwałem czegoś bardziej przerażającego i negatywnego.

W tej opowieści postawiam na poszukiwanie prawdy i siebie samego, na podróż. Stąd też zakończenie jest takie spokojne. Trochę liczyłam, że czytelnik (podobnie jak Alan) weźmie głęboki wdech i rozluźniony zrobi wydech. Osiągnął cel. Oczywiście ta groźba tam jest: ukryta, czająca się w zakamarkach, podobnie jak nie-kształt na dnie morza. Bo gdy Alan odzyska ostatnią część siebie, nie wiadomo, co grozi wszystkiemu wokoło.

Świetna robota, coś mi się wydaje, że zapamiętam ten tekst na długo.

I bardzo ładnie piszesz. Piękny styl. Widać przeskok między tekstem z kawki, a tym. Gratuluję.

Lejesz miód na moje serduszko ;) i dzięki za polecenie do biblio.

Na pewno Q jest, ale o K nie słyszałam.

Może być, choć jak tak dalej pójdzie, to wyjdzie K ;)

Można skracać, przekręcać. I tak sama sobie zafundowałam błąd przy zakładaniu konta, bo zeżarłam kropkę, więc skracanie mnie nie boli ;)

Muszę przyznać, że mam wielkie zamiłowanie do niedopowiedzeń i ukrywania pewnych informacji przed czytelnikiem – z przeróżnych względów nie chcę, żeby wiedział wszystko. Na konkurs “Korespondencja z Providence” wrzuciłam opowiadanie “Telefon do przyjaciela” (~25 tys. znaków) i poszukuję jakiejś życzliwej duszyczki, która sprawdzi, czy znowu nie przegięłam w jedną lub drugą stronę ;)

 

Podziękowania należą się głównie zgłaszającym teksty (którym na tyle się spodobał, żeby go nominować), jak i loży, która wnikliwie je czytała :) Muszę przyznać, że poznanie opinii o tekście z tak wielu różnych stron było ciekawym doświadczeniem!

Czytało się dobrze, ciekawe przedstawienie życia w dysfunkcyjnej (choć w jakiś sposób szczęśliwej) rodzinie. Bardziej podobała mi się pierwsza część tekstu, druga gdzieś od momentu, gdy chłopak zgadza się pomóc ojcu, sprawiła mi mniej radości. Miałam jednak nadzieję, że gdzieś w tym wszystkim znajdzie się ukryty wątek, który zahaczy trochę o horror – niestety nie do końca to dostałam. No, ale że tego oczekiwałam, nie oznacza, że muszę to dostać ;)

Bardzo wymowne przedstawienie lasu i drzewa, które wysysają poszczególne emocje z człowieka, pozostawiając go pustym… oczywiście, jeżeli wszystko dobrze zrozumiałam ;) Czytało się gładko, choć muszę przyznać, że pewien rodzaj pętli (powtarzalności pojawiającego się wisielca i tego, co za tym idzie), trochę przytłaczał i przeszkadzał.

Czytało się przyjemnie, nigdzie się nie potykałam. Ciężki temat opisany w nie tak znowu ciężki sposób. Wielkie plusy za dynie, bo opisałaś to tak, że niemal czytam jakbym pomiędzy nimi stała. Końcówka jest według mnie ok, choć chyba sama lubię bardziej agresywne rozwiązania. Nie, żeby twoje takie nie było, w końcu wszyscy tam giną, ale jakoś tak myślałam o wielkim potworze na wzór głównego bohatera "The Nightmare Before Christmas", który potem idzie w świat wraz z mamusią ;)

Bardzo mi się podobało! Stworzyłeś niesamowity klimat i wciągającą (choć prostą) historię. Twoje opisy malowały obrazy przed moimi oczami i ani razu nie chciałam odwrócić wzroku – nie wiem, czy to więcej mówi o mnie, czy o twoich umiejętnościach :) Atmosfera gęstniała z każdym kolejnym akapitem. Dodatkowo spodobało mi się, że, to co najpierw wydaje się chorobą umysłu (konsekwencją ciężkiej pracy), staje się faktem.

ninedin wybacz późną odpowiedź. Dziękuję ci za przeczytanie i oczywiście rozumiem, że nie wszystko mogło się spodobać :)

Zatrzymując się w pół drogi sprawiasz, że to ani obyczajówka (nie ma kontekstu), ani właśnie któryś z “dziwnych” gatunków, gdzie wszystko byłoby dozwolone.

W sumie to trochę miałam na myśli pisząc przedmowę :) Miało być jedno, wyszło co innego.

Czyli wszystko rozbija się o związek przyczynowo-skutkowy :) Nie pokazując przyczyny (dlaczego mama Lulu została zamknięta w piwnicy, jak udało jej się tam urodzić i wychować w miarę normalne dziecko, dlaczego nikt nie widzi tego co się dzieje w tym domu) sprawiłam, że dla niektórych czytelników skutek stał się niewiarygodny (czyli Lulu i sama opowieść).

Na wstępie chciałam przeprosić za tak późną odpowiedź, ale praca mnie przygniotła :) Dziękuję za wszystkie komentarze i żeby nie powielać odpowiedzi, pozwolę sobie odpowiedzieć krótko.

 

mr.maras

I sama przyznasz, że gadające i myślące robaczki oraz szczury w takiej akurat historii to fantastyka bardzo pretekstowa (na dodatek opierasz ją na ledwo wspomnianym i zauważalnym wątku porady od pająków).

Nie do końca chciałam, aby taka była :) Chciałam natomiast, aby była to delikatna fantastyka, nie wprost, niedosłowna.

Ciężko mi w sumie uwierzyć w sytuację wyjściową. […] Sugerujesz, że dziecko urodziło się w piwnicy, ale jak rozumiem, matka nie przebywała cały czas z córką w tejże piwnicy, czyli przez kilka lat zgadzała się na taką sytuację i nie próbowała wzywać pomocy itp.. A jeśli przebywała od urodzenia dziecka, to jak tam urodziła? Czemu nie próbowała ucieczki, walki, wzywania pomocy, czegokolwiek? Okolica, w której mieszka rodzina dziewczynki nie może być odludziem, skoro na odgłos wystrzału zjawia się pod drzwiami policja.

Oczywiście to są detale, którymi w tak krótkim szorcie nie zaprzątałaś sobie głowy, ale być może kilka zdań na tematy „logistyczne” pozbawiłoby mnie jako czytelnika tych wszystkich (narastających) wątpliwości.

Faktycznie pozwoliłam sobie na pozostawienie pewnych kwestii niewyjaśnionych, ale nie dlatego, że chciałam napisać krótką opowieść, ale ze względu na narracje (choć nie wszyscy muszą się z tym wyjaśnieniem zgadzać) – Lulu w końcu nie musi wiedzieć wszystkiego, może nie wiedzieć gdzie jest. Matka mogła próbować uciekać, a może nie próbowała (może Lulu nigdy się tego nie dowiedziała). Nie wiemy też (podobnie jak Lulu), jak kobieta sobie z tym wszystkim radziła (może by przetrwać postanowiła zaprzestać walki, a może nie – każdy może wybrać swoją wersję rzeczywistości). Wiele rzeczy pozostawało w strefie domysłu, ale też nie wydawało mi się konieczne dodawanie ich (może błędnie).

Okolica, w której mieszka rodzina dziewczynki nie może być odludziem, skoro na odgłos wystrzału zjawia się pod drzwiami policja.

Tu akurat to nie do końca tak. Nigdzie nie jest napisane, że to odgłos wystrzału zwabia policjantów. Raz już odwiedzili ojca, przyszli ponownie – choć w tekście nie wyjaśniam dlaczego wrócili. Ale z drugiej strony skąd szczur ma wiedzieć, w jakich celach tu byli? A może go to nie obchodzi. Nie wszystko czytelnik musi wiedzieć na pewno.

 

Drakaina

Może tyle: wydaje mi się, że opowiadaniu zaszkodziło to, że z wszystkimi jego “cechami” zatrzymujesz się w pół drogi.

Faktycznie, może tak być. Od początku chciałam napisać bizarro, ale widocznie jeszcze nie do końca czuję ten klimat.

 

kam_mod

Ach, gdybyś tak podparła ten tekst mocnym researchem i dołożyła szczegóły dotyczące prawdziwych przypadków, jak bogate to opowiadanie mogłoby być. […] Tymczasem prezentujesz nam historię pozbawioną szczegółów, z wygodnie rozmytym tłem, i zamiast dać nam porządne podbudowanie psychologiczne, skupiasz się na mechanizmie wyparcia, który jednak jest nie mechanizmem wyparcia, a fantastyką, bo zakładam, że wzmianka o sposobie leczenia ran siecią i chlebem to jeden ze sposobów uwiarygodnienia gadających pająków?

Zwróciłam uwagę, że w niektórych komentarzach odpowiadałaś na zarzuty dotyczące rozmytego tła i braku informacji, broniąc się, że tekst jest z punktu widzenia młodej bohaterki, która jest tych rzeczy nieświadoma.

W tym przypadku brak szczegółów był zamierzony i nie chciałam z tego opowiadania zrobić studium przypadku – choć na pewno dobrze by to zrobiło samemu tekstowi, jak i jego wiarygodności :) Narracja od strony dziecka miała skupić się na tym, co ważne dla Lulu i pomijać to, czego dziewczynka nie chce widzieć, z czym sobie nie radzi. Właśnie dlatego opowieść pomija pewne elementy, a opiera się na tym jak Lulu postrzega świat po odejściu matki i relacji dziewczynki z robaczkami.

 

Irka_Luz

Mogłaś też spróbować pokazać, co doprowadziło do tej sytuacji. […] Mogłaś ją wreszcie wyciągnąć z piwnicy i skonfrontować ze światem zewnętrznym.[…] Ograniczyłaś się do tego, że ojciec palnął sobie w łeb. A dlaczego właściwie? Wiesz, nie miałabym nic przeciwko temu, żeby tego typu tatusiowie tak kończyli, z reguły jednak nie kończą. Są do końca przekonani o swojej racji.

To nie jest tak, że nie akceptuje czy nie rozumiem tych uwag – po prostu chciałam zostawić pewne rzeczy niewyjaśnione. Ta wersja się nie spodobała – rozumiem :)

Sama lubię do głębienie poznać historię, jeżeli nie dostaje pewnych informacji, czuję się zawiedziona, rozczarowana. Ale też często pozostawiam wiele niewiadomych w swoich opowiadaniach. Nie wszystko przecież musi być jasno i klarownie wyjaśnione. Oczywiście mogłam więcej wyjaśnić, skupić się na tym, dlaczego w ogóle ta sytuacja ma miejsce, mogłam ocalić dziecko i pozwolić mu poznać świat. Zaczęłam jednak od punktu, gdy Lulu zostaje sama, a na końcu nie jest już sama. Mogłam oczywiście przedstawić jej historię (przeszłość), którą opowiadałaby robaczkom – nie chciałam jednak tego. Wybrałam taką wersję, moją wersję.

I to nie tak, że na siłę chcę wytłumaczyć braki w fabule. Chce tylko wyjaśnić, że taki był mój pomysł na opowiadanie. Czy ktoś ocenia tekst jako udany, czy nie to już zupełnie inna sprawa :)

rozmawiałabyś ze sobą , tak normalnie, na spokojnie, ze strzaskaną nogą, gangreną, masywnym pobiciem etc.? A tu mówimy o malutkim przerażonym i obolałym dziecku.

rrybaku, ale nigdzie nie jest napisane, że po tym, jak Lulu zrobiła sobie krzywdę, zachowuje się normalnie, spokojnie, czy myśli jasno. W drugiej części tekstu opisuje ją jako chorą i obolałą, małomówną i ospałą (w przeciwieństwie do tego, jak przedstawiana była wcześniej). Poza tym od momentu, gdy Lulu upadła niemal nie rozmawiała z robaczkami, nie uczestniczyła w ich rozmowach – głównie ze względu na swój stan i zapewne wysoką gorączkę. Zauważ, proszę, że część narracji prowadził Staszek czy Tomek, którzy ze swojej perspektywy opisywali to, co się działo.

Dodatkowo właśnie po to przeskakuje pomiędzy kolejnymi fazami choroby, aby nie dawać zbyt wielu opisów cierpienia dziewczynki. Nie rozpisuje się o utratach przytomności oraz bólu, który nie pozwalał jej jasno myśleć. Nie pisze, że wyła z bólu po nocach. Uznałam, że tworząc odpowiedni klimat, czytelnik sam dopowie sobie tę część historii i nie chciałam dodatkowo tego podkreślać. Czy się bała, czy ją bolało? Oczywiście, tego chyba można się domyślić. Ale na pewno nie była sama. Edit: nie była też samotna. Jej relacja z robaczkami jest ważna, były jej siłą i nadzieją.

Powtórzę: kompletnie niewiarygodne jak dla mnie.

Moja opowieść jest według ciebie niewiarygodna – rozumiem. Akceptuję twoje zdanie, co nie znaczy, że muszę się z nim zgadzać. Czy jest w tym coś złego?

 

Nevaz dzięki za przeczytanie i komentarz.

trochę zabrakło mi kontekstu

Rozumiem :) Dłuższy tekst pewnie lepiej wyjaśniałby historię, ale z pełną premedytacją zaczęłam i skończyłam w tych punktach. Rozumiej jednak chęć poznania pełniejszego kontekstu dla prezentowanych wydarzeń.

Obawiam się, że jej nie zapamiętam.

No nic, może następnym razem będzie lepiej :)

Tak samo jest z okrucieństwem i naturalizmem okrucieństwa w literaturze. Czasem jest w pełni uzasadnione. Gdy czemuś w dziele służy. […] Umiesz odpowiedzieć na pytanie, czemu służy skrajne okrucieństwo wobec niewinnego dziecka, dziewczynki, w Twoim tekście? Poza epatowaniem?

rrybaku, na to pytanie odpowiadałam już kilka razy wcześniej i nie przytoczę tych fragmentów (wyrwanych z kontekstu przy okazji innych odpowiedzi) tylko po to, aby teraz odpowiedzieć tobie. W każdym z tych komentarzy znajdziesz moje zdanie, uzasadnienie tego, co napisałam, w jaki sposób i co chciałam uzyskać (a czy mi się to udało, to już zupełnie inna sprawa). Nie musisz akceptować moich odpowiedzi, nie musisz się z nimi zgadzać. Jednak to, że z czymś się nie zgadzasz, nie oznacza automatycznie, że masz rację.

EDIT: rrybaku, czy ty możesz nie zmieniać treści swojego komentarza? Dodaj notatkę o edycji, a nie zmieniasz tekst, podczas gdy ja odpowiadam na komentarz.

Także dlatego, że potraktowałaś to dziecko jak lalkę, która ewidentnie – NIE cierpi. Sobie rozmyśla, deliberuje, prowadzi rozmowy… Choć w życiu – nie ma takiej opcji!

Ja rozmawiam ze sobą cały czas, pomaga mi to w pracy. Nie mierz więc, proszę, innych swoją miarą.

Poza tym twoim zdaniem potraktowałam dziecko jak lalkę, ja się z tą opinią nie zgadzam.

[…] no i praktycznie brak fantastyki.

Fantastyka tam jest, może niepowiedziana wprost, może niestandardowa, ale jest.

Poza – powtórzę – epatowaniem nadmiarowym okrucieństwem. Oceniajcie sobie to dowolnie, ale ja jestem zdecydowanie na nie!. Nie moja bajka, powiem więcej – może i sprawnie napisana, ale absolutnie nieludzka bajka.

Nie wszyscy musimy widzieć to samo w tekście, nie musimy się we wszystkim zgadzać. Ja mam swoje zdanie, które umotywowałam, ty rrybaku masz swoje, które także umotywowałaś. W pewnych kwestiach się nie zgadzamy i tyle. Nikt nikogo nie zmusza do czytania ani pisania rzeczy, które mu nie odpowiadają – była przedmowa, był odpowiedni tag. Poza tym to, że coś jest okropne i nieludzkie nie oznacza, że nie mamy prawa podejmować tego tematu. O niewygodnych i strasznych rzeczach też można pisać.

Edit: Co więcej, jeżeli nie lubię filmów katastroficznych, to ich po prostu nie oglądam.

Świetny drabbalek! Zupełnie się nie spodziewałam końcówki, ale tak przyjemnie zaskoczyła i rozśmieszyła. A to:

[…] następnym razem wbić osinowy kołek trochę głębiej.  

tak bardzo dało do myślenia ;)

Niebieski_kosmito cieszę się, że przeczytałeś opowiadanie i uznajesz je za świetne oraz klimatyczne ;) Na tym klimacie najbardziej mi zależało.

„Holy shit” – te słowa powtarzałem do siebie coraz głośniej w trakcie czytania tekstu. Nie ściemniałaś, pisząc, żeby odstawić jedzenie w trakcie czytania.

No, dodałam ten tekst do przedmowy, gdy joseheim zwróciła mi uwagę, że czytała podczas jedzenia. Samo, rzadko czytam i jem (to chyba coś z koordynacją ruchową), ale czasem zapominam, że inni tak robią.

Wy tam już dajcie spokój z tymi kliszami :P Opowiadanie jest świetne i tyle.

Trudno się jednak nie zgodzić, że takie motywy przewijają się w wielu opowiadaniach. Trochę więc rozumiem takie opinie, choć nie zgadzam się, że nie ma tu nic oryginalnego (gdyby ktoś, coś takiego mówił, ale chyba nikt nie użył tych słów).

Sama należę jednak do osób, które mogą oglądać ten sam rodzaj filmu (np. slasher) i za każdym razem, mimo braku oryginalności każdej następnej produkcji, dobrze się przy niej bawić. W sumie nie wiem, czy dobrze to o mnie świadczy ;) Może poczucie, że dokładnie wiem, co się stanie, daje jakiś rodzaj przyjemności?

Ja przebieram kopytkami, czekając na Baldury 3 :) Divinity Original Sin II było tak dobrze zrobione, że może być tylko lepiej.

 

SaraWinter witaj i dzięki za przeczytanie.

Tytuł nie zachęcał, ale zajrzałam. ;)

Ale, że mało chwytliwy czy po prostu czuć podstęp? ;)

Największą zaletą tego opowiadania wg mnie jest klimat.

Wiem, że historia jest standardowa (w sensie, że wielokrotnie już przedstawiana), jednak cieszę się, że klimat po części to wynagradza.

O, a ja tego nie odbierałem jako choroby, tylko bardziej jako taki stan…

Po prostu kilka osób zwróciło mi na to uwagę :) W sumie podejrzałam, że tak też można odebrać to co się dzieje, dlatego podczas opisu pająków wplotłam jeden element, który miał w razie czego utwierdzić czytelnika, że to nie jest choroba psychiczna.

kojarzysz film “Inni”? to inny klimat, ale jest tu coś powiązania

Dawno temu go oglądałam, ale rozumiem, o co ci chodzi ;)

Masz rację – tu bardziej chodziło mi o to, że z początku rozmowa z robaczkami może być objawem choroby umysłowej, jakby na to nie patrzeć dziecka znajdującego się w skrajnej sytuacji. Nikogo by to nie zdziwiło, że Lulu zaczyna wariować. Jednak w tekście znajduje się kilka ukrytych wyjaśnień i właśnie tych fantastycznych elementów (po prostu nie „in your face”). Chociażby w tracie ostatniej rozmowy ze szczurem (to, co znalazłeś), ale i w pewnym sensie podpowiedź (bo na pewno niedokładne wyjaśnienie) co mogło się stać z mamą Lulu. Natomiast całość opiera się na tej „magicznej” relacji między dziewczynką a robaczkami.

Edit:

Bez nich byłby to koszmar, no i brakowałoby fantastyki

A tu akurat z tekstu wynika co innego – między innymi z pytania “jak tam jest”

Bardziej chodziło mi o to, że to pytanie Lulu zadała szczurowi. Więc bez robaczków nie byłoby tego dialogu i całej fantastycznej otoczki. Nie definiują braku tej zdolności u dziecka, ale poniekąd są katalizatorem zwiększającym świadomość Lulu tego, co jest tu i tam.

Nowa Fantastyka