Profil użytkownika

Fantastykę czytam i oglądam od... pewnego czasu (jakiś rok ‘85-‘86 mi się tłucze w pamięci jako początek). Zawodowo piszę, choć nie beletrystykę: opublikowałam książki naukowe i popularyzatorskie, artykuły naukowe oraz publicystykę, między innymi w “Nowej Fantastyce” (dawno temu).  Zawodowo też wykładam – między innymi prowadzę zajęcia z mitologii greckiej i rzymskiej oraz antyku w kulturze popularnej na Uniwersytecie Jagiellońskim, obchodzę krakowskie szkoły z prelekcjami o  fantastyce i jeżdżę po Polsce z wykładami. W kwietniu 2019 ukazała się pierwsza powieść, której jestem współautorką, “Mysia Wieża” (współpisana z Agnieszką Fulińską, wydana przez Galerię Książki). W marcu 2020 ukazał się II tom tego samego cyklu, zatytułowany “Śpiący rycerze”. Moje opowiadanie znalazło się również w antologii “W głębi snów”; był to dla mnie pozaportalowy debiut opowiadaniem. 


komentarze: 1588, w dziale opowiadań: 1128, opowiadania: 734

Ostatnie sto komentarzy

Mnie akurat “Głos słońca” Lasik się zdecydowanie podobał, może nawet bardziej od artystycznie szalenie ciekawej, ale faktycznie chwilami przeciągniętej “Krainy piasku” Radka Raka. Lubię taki nastrój, jaki autorka stworzyła, a i sam pomysł mi się podoba. U mnie ono wręcz jest na wstępnej liście nominacji zajdlowych za 2020 :) 

Ja chyba znam jednego czy drugiego podobnego rycerza herbu Wydajemisie i Jawiemlepiej. I mocno sympatyzuję z panną Agnieszką, nie tylko dlatego, że użyła jednego z moich ukochanych określeń, “grzdylu”.

Podobało się, znaczy. 

Joseheim, osobiście z przyjemnością także poprę tę nominację, ale w przypadku Twojego zgłoszenia od komentarza do nominacji nie upłynęły jeszcze dwa dni: oba są z dziś, 02.08. Skasuj proszę swój komentarz i dodaj go ponownie pojutrze, zgodnie z punktem 11 regulaminu powyżej.  

Słuchajcie, ale tu nie będzie typowych “wyników” jako takich. Jasne, ogłoszę, które teksty podobały mi się najbardziej i je nagrodzę, ale to jest miły (mam nadzieję) dodatek, bo szansę głównej wygranej mają nawet wszyscy. Jeżeli teksty będą dobre, jeżeli się spodobają i mnie, redakcji Fantazmatów, to mogą wejść do antologii okołokonkursowej. Ona nie będzie prędko, pewnie w okolicach 2021/22, ale mam obiecane, że jak się zbiorą dobre teksty, to będzie. 

Ja chwilowo czytam dwutorowo: z jednej strony na Zew Zajdla, gdzie została mi do przeczytania tylko jedna powieść, “SeeIT” Jagny Rolskiej, i dwa opowiadania. Z lektur anglojęzycznych z kolei skończyłam z zachwytem “A Memory Called Empire” Arkady Martine i serdecznie polecam, jak ktoś lubi space operę z elementami cyberpunku i mocnym elementem szpiegowskim, a wszystko to dość lekkie i przyjemne w lekturze, choć jednocześnie zadające bardzo IMHO celnie postawione pytania o to, jak to jest być obywatelem niewielkiego i kulturowo uboższego państewka graniczącego z potężnym, żarłocznym, fascynującym imperium (autorka jest historykiem Bizancjum i Armenii i pokusę / zagrożenie imperialnością  rozumie doskonale). Skończyłam to, westchnęłam na myśl o tym, że kolejny tom za rok, i zabrałam się za “Black Leopard, Red Wolf” Marlona Jamesa, którego mainstreamowa “Krótka historia siedmiu zabójstw” bardzo mi się podobała.   

 

@Ceternari: mam podobną opinię o “Lichu”, a dzieciaki w mojej rodzinie (między 10 a 6 lat) potwierdzają :) (ale ja poza wszystkim lubię powieści Marty Kisiel, bawią mnie, cieszą i czasem zaskakują – a w jednej konsultowałam łacinę :) ) 

 

Przeczytałam w ramach pisania recenzji z antologii piórkowej. ZNAKOMITE. 

Powiem tak: widziałabym podobnie, jak pisane są komentarze marasa i thargone’a, których uważam osobiście za najlepszych krytyków na forum. Staranna lektura, zwrócenie uwagi i na formę, i na problematykę, na kwestię oryginalności, pomysłu, mocne i słabe strony… 

A co ja poradzę, że taki dobry przykład napisałeś?

Dobra, już się zamykam w temacie, ale serio, dalibyście czasem humanistce coś sprostować. 

 

A poważnie: ponieważ sobie – zainspirowana przez grupę facebookową  – robię listę swoich ulubionych opowiadań fantastycznych, to przeglądam różne sieciowe związane z nimi zasoby. I tak widzę, że mnóstwo pism i ich blogów, np. w okolicy ogłaszania nominacji do nagród, zapraszają znaczących krytyków, nagradzanych kiedyś pisarzy, własnych publicystów itd. do dyskusji i wyrażania opinii o tekstach. I mam wrażenie, że to jest dobry pomysł. Hmmm, kogo by tu namówić na taką dyskusję np. o Twoim i funa tekście ? (tzn. ja oczywiście mam pomysły, kogo by, tylko one mają 0% szans na realizację).   

Jakiej innej nazwy? Ano, mikropowieści. “Fantastyka” i NF używały jej regularnie na określenie tych powieści, które kiedyś drukowali w całości, nie dzieląc (jak np. podzielili Endera) na poszczególne numery. 

Wilku, problem polega na tym, że, jak chcesz widzieć rozwój, to tak rozumiana “nowela” jest podgatunkiem POWIEŚCI. Z niej wyrasta. Nie ma wiele wspólnego z opowiadaniem jako gatunkiem, z którym z kolei blisko związana jest “nowela” w jej tradycyjnym znaczeniu. Innymi słowy, ewolucja nazwy naprawdę nie poszła z tej strony (poszerzenie tradycyjnego znaczenia), tylko z prostego przekładu angielskiego novelette na polski. 

 

@Asylum, kompletnie nie na temat.  OFFTOP 

no tak bym w ciemno zgadywała, że to będzie twój ulubiony poeta, choć się przecież osobiście nie znamy. Coś we wrażliwości, chyba, którą widać w twoich wypowiedziach.  

Ja  sobie powoli czytam tę antologię i chciałam polecić kolejny tekst, który mi się spodobał. Autorem jest Ewan Mrozek, a tekst się nazywa “Dziś późno pójdę spać”. IMHO trochę redakcji by mu się gdzieniegdzie przydało, ale mnie zaintrygował pomysłem na świat i historią. Myślę o nim i zastanawiam się nam nim od wczoraj, co jest dla mnie dobrym wskaźnikiem, że tekst ma coś w sobie. 

EDIT

Przeczytałam też tekst o porwaniu przez kosmitów, z którego podśmiewał się rrybak – IMHO słusznie się podśmiewał, pomysł na opowiadanie pt. “Muszą mnie  porwać kosmici, żebym wreszcie zrobił porządek ze swoimi uczuciami i podjął życiowe decyzje” jest całkiem wdzięczny, ale wymagałby lepszego warsztatu, niż ten tekst ma. 

Wilku, nie masz racji, mówię ci to jako literaturoznawca. Opowiadanie jeden wątek może mieć, ale nie musi (a jak ma, to rozbudowuje inne elementy), nowela według klasycznych definicji powinna. Opowiadanie jest bogatsze, w porównaniu do noweli, o obecność bardziej rozbudowanych opisów, pogłębioną charakterystykę postaci itd. Porównaj sobie opowiadanie – “Siej kwiaty, zbieraj ogień” funa, z dwoma wątkami (rodzina na wsi i osobiste dzieje bohatera), z rozbudowanymi opisami (np. smoka), z obecnością refleksji bohatera, z nowelą – “Jeden kamień” cobolda, skupionym na dwóch postaciach i ich interakcji, gdzie opisów jest minimalna ilość, tyle, żeby użyć ich do nakreślenia sytuacji, problem jest jeden itd.  A dla zestawienia noweli i novelette: “Jeden kamień” i “Extensa” Dukaja, pod względem klasycznych, branych pod uwagę w literaturoznawstwie wyznaczników (wątki, rozbudowanie, typ konstrukcji akcji)  drastycznie przecież różne. Tak to wygląda z punktu widzenia definicji, używanych w nauce o literaturze. Dlatego większość literaturoznawców chichotała wewnętrznie nad pewną (IMHO upiorną) piosenką Ryszarda Rynkowskiego: w klasycznej definicji nowelą to jest co najwyżej krótkie i smutne życie Janka Muzykanta…

NATOMIAST z punktu widzenia praktyki, zwłaszcza pisania internetowego,  ten niekoniecznie intuicyjny podział gatunkowy jest w trakcie bycia zastępowanym przez inne, mechaniczne i związane zwykle z długością tekstu (i tu są kategorie takie jak drabble, shorty, opowiadania itd. (patrz np. kategorie Hugo). Ta terminologia jest zapożyczona z rozróżnień anglosaskich i dlatego też pojawia się w niej ta “nowela” jako odpowiednik mikropowieści, a zaprzeczenie tego, co się klasycznie przez nowelę rozumie.  Te dwa podziały funkcjonują obok siebie, nakładają się i stąd chaos :) 

Przy czym ja nie protestuję przeciw pojawianiu się nowej terminologii i jako czytelniczka i praktyk rozumiem jej zalety, ale mam poczucie, że skoro się na tym znam, to wyjaśnię, jak sprawy się mają z fachowego punktu widzenia :)

  

 

@funthesystem, dobrze cię uczyli, nowela to po polsku krótkie opowiadanie o zwykle jednym wątku, bez rozbudowanych opisów, najbliższe tego, co się w fantastyce określa ostatnio jako short albo opowiadanie nieco dłuższe od szorta. Nowelą jest np. znany nam chyba wszystkim, niestety, “Janko Muzykant”. 

Termin “nowela’ na coś, co się dawniej określało jako mikropowieść (jako taką np. nazwała daaaawno temu “Fantastyka” świetnie spełniającą kryteria formy “Balladę o celnym strzale” Kinga) zaczął się rozpowszechniać w kręgach fandomowych i generalnie w necie w ostatnich paru latach jako proste spolszczenie “novelette”. Mnie to strasznie przeszkadza, ale ja mam zboczenia zawodowe (XD), a jeżeli się przyjmie, to literaturoznawcy będą musieli pogodzić się z dwoma znaczeniami, jak przy romansie (1. Powieść / opowiadanie o miłości / 2. Poźnoantyczna i średniowieczna opowieść bohaterka).    

@funthesystem: no patrz, właśnie planuję kolejną opowiadaniową inicjatywę :)

 

I, serio, dziękuję za pochwały, ale z twoimi tekstami było tak, że mnie trzepnęły i nie dawały spokoju i coś musiałam zrobić (i w tym roku też mam takie teksty, Twoje i paru innych osób, i będę je lansować i gadać o nich równie uparcie). 

 

(a później się odezwę  nieco bardziej konstruktywnie w sprawie opowiadań jako takich)

O, też dopiero teraz trafiłam i bardzo mi się podobało. Fajnie ci wyszła cała warstwa antropologiczna, co już parę osób napisało, ale też postacie, niejednoznaczne i psychologicznie wiarygodne. 

Inteligentne i pomysłowe, odrobinkę jakby Lemowskie z ducha. Zderza lekką formę z pytaniami bohatera (i pokazuje go może jako dociekliwego, ale też z lekka naiwnego). Czytałam z dużą przyjemnością. 

Nie mogę, piszę Granice Nieskończoności :)

Gratulacje dla wszystkich (i oklaski dla cobolda za mowę motywującą powyżej :) )

Wiecie, mamy w puli prawie-nominowanych jedno co prawda bez nominacji do Zajdla, ale z wygraną w konkursie im. Kwiatkowskiej, więc… XD  

No i mamy w tejże puli autora współ-nominowanego przecież!!! 

Poza tym, to nie dotyczyło poznania przyszłości, tylko stanu obecnego.

 

CAŁE wróżbiarstwo grecko-rzymskie (wywodzące się z tradycji bliskowschodnich, podobnie jak to, co znamy z tekstów Biblii hebrajskiej – one mają wspólnego przodka) jest POZNANIEM STANU OBECNEGO, nie przyszłości, a konkretniej – co najwyżej skupia się na bliskich przyszłych konsekwencjach takiej czy innej czynności. Zobaczmy na klasyczne, znane z literatury i tradycji, pytania do wyroczni Apollina (Delfy), Zeusa (Dodona), zmarłych/ duchów (Nekyomantejon w Epirze) czy Ammona (Siwah).

Ateńczycy przed wojnami perskimi pytają, przy pomocy czego mają się bronić przed inwazją (i Pytia opowiada “drewnianych murów”). Krezus, król Lidii, pyta, co się stanie, gdy wypowie wojnę Persom (i odpowiedź brzmi “Upadnie wielkie królestwo, Krezus nie załapuje, że jego własne, nie perskie). Uczeń Sokratesa chce wiedzieć, kto jest najmędrszym z żyjących ludzi (i odpowiedź Apollina brzmi, a jakże, ”Sokrates”). Aleksander Wielki pyta Ammona, kto jest jego ojcem (i bóg Ammon odpowiada “Ja”). Tarkwiniusz Pyszny (i mnóstwo postaci poza nim) posyła synów do Delf z pytaniem, co znaczy skomplikowany koszmar senny, który mu się przyśnił. Tyran Koryntu Periander chce dowiedzieć się w Nekyomantejonie od ducha zmarłej żony, gdzie jest schowana w domu jakaś rzecz (nie wiemy dokładnie, jaka), której nie może znaleźć. Pyrrus, król Epiru walczący z Rzymianami, dostaje idealnie dwuznaczną gramatycznie po łacinie odpowiedź na pytanie, która z tych dwóch sił zdoła pokonać drugą.  

Pytania typu “Kiedy umrę”  są rzadkie, znamy je głównie z mitu i to zawsze w kontekście “Lepiej o to nie pytać, i tak nic ci to nie da” – patrz Edyp, który dostaje wyrocznię, że zabije ojca i ożeni się z matką, ale bez informacji, że ci, których uważa za rodziców, biologicznie nimi nie są i to nie o nich chodzi. Król Akrizjos próbuje nie dopuścić do jakiegokolwiek związku córki, bo powiedziano mu, że zginie z ręki wnuka, więc jak córka rodzi syna Zeusowi, każe zabić i ją i dziecko – to się nie udaje, lud w końcu go wypędza, Akrizjos jako ubogi żebrak ginie przypadkiem oglądając igrzyska, kiedy zawodnik rzuca dyskiem dużo za daleko i przypadkiem trafia go w głowę; zawodnikiem jest jego wnuk Perseusz, ani jeden, ani drugi nie znają nawzajem swojej tożsamości. Kojarzy mi się jedna przepowiednia sięgająca bardzo daleko w przyszłość – ta dotycząca utraty tronu przez Zeusa – ale ona dotyczy świata bogów i zna ją tylko Prometeusz, ludzie nie mają do niej dostępu. 

Innymi słowy – większość wróżbiarstwa antycznego dotyczy sprawdzania “Co będzie, kiedy zrobię to i to” albo pytania o rozstrzygnięcie dylematu raczej niż pytań o przyszłość jako taką.      

@wilk-zimowy: tak, ale w starożytności grecko-rzymskiej magia staje się nauką dopiero od neoplatońskiej teurgii, od około III w. n.e. Wcześniej jest traktowana jako coś niebezpiecznego – właśnie dlatego, że w ich oczach  działa – i albo będącego domeną bogów i herosów (Kirke, Medea, Hermes) albo dlatego nieetycznego, że zwykli ludzie mogą przy jej pomocy zmuszać bogów do wypełniania ich woli, ale nie związanego z nauką, nie dającego się kodyfikować i nie mającego reguł.

Jest na ten temat trochę w dyskusji pod moim opkiem “Czuwanie”, ale chyba pora napisać tę notkę :)   

@Arnubis: no to ja użyję moich skilli hebraistki i grecystki i powiem tak.

W Wj 22: 17 w hebrajskim oryginale użyte jest słowo מְכַשֵּׁפָ֖ה [mekaszefah], forma męska מְכַשֵּׁף [mekaszef], oba pochodzą od czasownika כָּשַׁף [kaszaf], znaczącego “zawodzić albo szeptać formuły” i są nie bardzo częstymi, ale dość oczywistymi biblijnymi  słowami określającymi pewien typ magii, konkretnie – zapewne takiej wykonywanej przy pomocy inkantacji/ zaklęć, powszechnie praktykowanej zarówno na Bliskim Wschodzie, jak i na terenach Grecji. W tekstach biblijnych one są często zderzane z określeniami na inne profesje związane z szeroko pojętą magią, jak rzadkie מְעוֹנֵ֥ן [meownen] – “ci, którzy praktykują różne formy wróżbiarstwa”, czy חַרְטֹם [chartom], “pisarz – umiejący zapisywać magiczne znaki, tj. mag egipski”. Innymi słowy,  ta “czarownica” w Wj 22:17 reprezentuje konkretny typ magicznych praktyk, tylko jeden z wielu. 

W greckim przekładzie w tym miejscu użyte jest słowo φάρμακος (farmakos), typowe biblijne określenie, które:

A) Gubi obecną w hebrajskim kwestię płci, “farmakos” jest rodzaju męskiego

B) Podobnie jak typowe łacińskie określenie czarnoksiężnika, “veneficus”, “farmakos’ znaczy po pierwsze “truciciel, ten, kto warzy trucizny”, dopiero potem “mag, czarodziej”. Co więcej, to samo słowo oznacza – również biblijnego – “kozła ofiarnego”. Nie pada tu żadne z oczywistych greckich słów określających osobę uprawiającą magię, np. goetes. 

Tekst łaciński (Vulgata) używa typowego, znowu żeńskiego, określenia “malefica”, dosłownie “ta, która czyni zło”, to jest klasyczne łacińskie określenie na czarownicę, obecne już u autorów klasycznych (Horacy). 

Innymi słowy: nawet samo określenie profesji i osoby jest skomplikowane i różni się miedzy znanym nam tekstem hebrajskim (ustalonym dość późno), a antycznymi jeszcze przekładami – greckim i łacińskim. Raczej nie ma tu mowy o potępieniu magii _jako takiej_, zwłaszcza w naszym jej dzisiejszym rozumieniu, a  o konkretnych praktykach w tejże magii obrębie. 

Ja tam mogę dalej, ale chyba już dostatecznie zanudziłam. 

Tak, ale było traktowane _jako nauka_. Część astronomii – nieprzypadkowo jeden z głównych traktatów astrologicznych antyku napisał Klaudiusz Ptolemeusz. Astrologia to był naukowy pewnik, przeciwstawiany magii, traktowanej bardzo podejrzliwie, ze względu na jej naturę. 

Może ja w końcu powinnam ten artykuł na publicystykę o magii grecko-rzymskiej i zjawiskach pokrewnych pisać. 

@magowie

Trzej Królowie / magowie / Mędrcy ze Wschodu to dokładnie tak, jak Drakaina mówi. Greckie słowo magos oryginalnie oznacza zoroastriańskiego ( = dla Rzymian i Greków ogólnie perskiego) kapłana i stąd występuje na określenie tych postaci. Z magią taką, jak my dziś rozumiemy to słowo, ma mało wspólnego – choć już w czasach powstawania tekstów ewangelicznych kojarzono ich również z tym, co było kiedyś specjalnością Babilończyków i Chaldejczyków,  a więc z uznawaną za naukę astrologią. 

Mnie zostały do przeczytania dwa, ale chciałabym wszystkie potem przeczytać wszystkie jeszcze raz, choć pewna czołówka już się kształtuję. 

Piszcie, bo, widzicie, tu jest szansa na antologię (nie w tym roku, może w następnym, ale jest), tylko potrzeba WIĘCEJ DOBRYCH TEKSTÓW!

@Wisielec

Ponieważ to ja zadałam wcześniej pytanie o to, jakbyś ty złożył taką fabułę, to wrócę do niego na moment i powiem, że wyszłyby wam dwa radykalnie różne od siebie teksty: różne w fabule, treści, koncepcji postaci, nawet, jak podejrzewam, gatunkowo by się rozminęły (twoje by pewnie nie do końca miało elementy cosmic horroru, który IMHO trafnie zauważyła Tarnina u Drakainy). Może po prostu pora podpisać protokół rozbieżności między wami?

BTW założyłabym na HydeParku wątek “Jakie opowiadania fantastyczne (ogólnie, nie z forum) uważasz za najlepsze i dlaczego”, to by nam może coś powiedziało o preferencjach i ocenach na bardzo konkretnych przykładach, ale czy komuś się będzie chciało o tym – między deadline’ami konkursów a upałem – dyskutować? 

Bohater musi mieć zrozumiały dla czytelnika problem i aktywnie dążyć do jego rozwiązania

 

Obiektywnie, na dużym poziomie ogólności – tak. W praktyce możliwości rozumienia, co znaczy “zrozumiały dla czytelnika problem” i “aktywne działanie” jest ogromna ilość, od prostego “bohater ma przesiedzieć noc przy grobowcu strzygi i rozwiązać problem jej ewentualnego ożywienia” po znacznie mniej oczywiste i wymagające mniej stricte aktywnego działania ze strony bohatera – patrz dość dowolne opowiadanie Lovecrafta (przy czym celowo wybieram oba przykłady z puli tekstów, które cenię). 

Ja w ogóle lubię, przyznam, ozdobniki – jak sobie cenię konsekwencję w prowadzeniu historii, tak uwielbiam dostać, nawet w opowiadaniu, dodatkowe smaczki, z których nic kompletnie nie wynika dla samej fabuły, ale które budują klimat, pomagają charakteryzować bohaterów, dodają postaciom i fabule odrobiny – nieprzewidywalności.

Potwornie mnie od jakiegoś czasu męczy rygorystyczne i literalne trzymanie się zasady, że jak w pierwszym akcie jest strzelba, to w ostatnim musi wystrzelić. Zabija mi to oczekiwania, czytanie zamienia się wyłącznie w układankę, dobieranie puzzli i czekanie na twist, co, paradoksalnie, przestaje zaskakiwać.  

 

BTW, Wisielcze, nie masz ochoty napisać w pięciu-sześciu zdaniach, jak Ty byś ułożył fabułę “Zimy”, mając wyjściowo tych samych bohaterów? Bo bym chętnie zobaczyła.

 

 

Udany tekst, a ja generalnie nie przepadam za autotematyzmem w literaturze. Tu mi się jednak podobało, może ze względu na nostalgiczną małomiasteczkową atmosferę i wyciszony klimat, w którym smutek i narastający niepokój tworzą tło dla bohatera (któremu nie zazdroszczę, bardzo bym nie chciała zostać kreatorką świata). 

Bardzo fajnie ograny konkursowy temat, klimat, a przy tym – wszystko to ciekawie językowo opowiedziane, impresyjnie, z narracją z punktu widzenia zastosowaną trafnie i przekonująco do scharakteryzowania narratora. Zdecydowanie mi się podobało.

@joseheim: jak oceniasz szansę zrozumienia “Wszechświata w twojej dłoni” przez typową humanistkę, lubiącą hard SF (i w związku z tym czasem sprawdzającą naukowe konteksty tejże) i swego czasu zainteresowaną problematyką kosmosu i popularną fizyką? Jednocześnie humanistyka nie ma podstaw matematycznych, skończyła z matmą w LO, a to było 30 lat temu XD.

Pytam, bo humanistka to ja, a książka brzmi fascynująco, tylko trochę wątpię w siebie. 

Ja też czytałam wcześniej i bardzo ten tekst cenię, za nastrój i umiejętność wykreowania czegoś, co bardzo płynnie łączy historyczność i fantastykę.

Mnie się też bardzo podobało. 

Inteligentny, pomysłowy tekst, w którym spod bardzo dobrze, bez sensacji zrobionej warstwy obyczajowej wychodzi niepokojący weird mocno podszyty horrorem. Wizyjnie bardzo efektowne, ta czerń i biel odpowiednio niepokojąca, makabra odpowiednio makabryczna, choć głównie w sferze emocji, a nie gore. Bohater prawdziwy, nieprzerysowany w żadną ze stron, z traumą napisaną psychologicznie wiarygodnie i poruszająco. Bardzo udany tekst. 

Żonglerko, przepraszam, że dopiero teraz, ale serdecznie dziękuję za jurorski komentarz i docenienie tekstu. Z iluminacją szłam też trochę w kierunku rozumienia jej jako przejścia między egzystencją człowieka i boga, momentu strasznego oświecenia w chwili, od której nie da się już odwidzieć tej innej, nie przeznaczonej dla ludzkich oczu wizji świata.

Cieszę się, że moja pierwsza próba napisania czegoś bliższego temu, jak rozumiem weird, okazała się udana w twoich oczach – sama mam poczucie, że można było z tego zderzenia postrzegań świata wyciągnąć więcej, niż mi się w tym tekście udało.

@Koimeoda: to wobec tego spóźnione najlepsze życzenia ode mnie!

 

@wisielec; dziękuję, bardzo mi miło.

Wyedytuję, jak tylko dorwę się dziś do komputera, bo z komórki robi się to fatalnie. @Gekikara: pisz, konkurs wzywa!

To ja na początek, i do tego robiąc coś, czego nie lubię, czyli wspierając się własnym, ha ha, autorytetem (10+ lat wykładania mitologii, wspólautorstwo podręcznika do mitologii greckiej).

Jeżeli chodzi o czyste MITY, to pytanie jest w sumie bezzasadne. Dlaczego? Ano dlatego, że w zasadzie mity nie mają kanonu: mają tylko wersje popularniejsze i mniej popularne, ale bardzo często BARDZO ZRÓŻNICOWANE, zwłaszcza gdy mowa o tych systemach mitologicznych, które znamy w wersji mocno artystycznie przetworzonej – jak na przykład mitologie grecka, rzymska, walijska…   Tam mamy  i zróżnicowanie w czasie, i w przestrzeni, i w formach literackich… Kilka przykładów z greckiej i rzymskiej.

 

Antygona, którą narzeczony (nie popełniwszy samobójstwa) uratował z lochu i która następnie została królową Teb po tym, jak Kreon poszedł na wygnanie? Eurypides (V w. p.n.e.)

 

Jedna Mojra zamiast trzech? Iliada, IX/VIII w. p.n.e. 

 

Romulus, którego bynajmniej nie wzięto na Olimp – zamordowali go i poćwiartowali senatorowie, a ludowi wmówili, że bogowie go wzięli między siebie? Plutarch, “Żywot Romulusa”, I/II w. n.e. 

 

Zeus jako śmiertelny młodzieniec z Krety, kochanek Matki Bogów, zmarły i pochowany – wzmianka w “Hymnie do Zeusa’ Kallimacha (III w. p.n.e.)

 

Artemida dziewica połączona w jedno z Selene, najbardziej kochliwą i erotycznie wyzwoloną z bogiń, mającą do tego tabun dzieci? Powszechne w kulcie od epoki klasycznej.

 

Dionizos nie ratujący Ariadny, ale przeciwnie, karzący ją śmiercią za to, że go porzuciła dla śmiertelnika? Homer. 

 

Orfeusz, zabity przez menady za to, że – nie chcąc innej kobiety po śmierci Eurydyki, ale potrzebując miłości i seksu – jako pierwszy zaczął sypiać z młodzieńcami i w ten sposób okazał pogardę kobietom? Owidiusz (I w. p.n.e.)

 

Już nie wspomnę o np. Platonie po prostu tworzącym sobie nowe mity, potrzebne mu do objaśnień filozofii. I o zamienianiu w postacie mityczne bohaterów historycznych, np. Aleksandra Wielkiego (hmm, o tym też napisałam książkę…) albo jego siostry, która w powszechnej wizji stała się syrenką?

 

I mogłabym tak dalej. Jeżeli robią to sami starożytni, to czemu niby my mielibyśmy mieć opory :)

 

 

A do refleksji o przetwarzaniu HISTORII zapraszam Drakainę, ona ma sporo przemyśleń na ten temat :D 

 

 

 

Silva, Gekikara, Tsole, Irka, Oidrin: bardzo Wam dziękuję i za miłe słowa o tekście, i za życzenia. Tsole, z kurantami to świetny pomysł. 

Thargone, trafiłeś w sedno także i moich problemów z tym tekstem. To prawda – pracuję nad nim długo i rzucam się od skrajności w skrajność, jak chodzi o długość i konstrukcję, a ty bardzo dobrze wyartykułowałeś problemy, które mam. Dziękuję też za miłe słowa na koniec :)

Poszło sobie. Dobra robota, Mivo, Fenrirze i reszto.

 

EDIT: “Autor” na fejsie kaja się i przeprasza. I dobrze. 

 

@Bolly: tak jak mówi Finkla. Chronos jest bogiem czasu jako takiego, abstrakcyjnie rozumianego, podczas gdy instrumenty do pomiaru tegoż są już w rękach faceta od mechaniki, nie faceta od czasu. Trochę tak, jak z wojną: Ares jest od szału bitewnego, przelewu krwi i emocji wojennych, Atena od strategii, taktyki i opieki nad wojownikami podczas walki. 

My się też cieszymy, bo to oznacza, że więcej autorów zdąży skończyć swoje teksty :)

Dziękuję, Wilku. Hmm, przemyślę te twoje rady, bo brzmią sensownie, a nad tekścikiem mogę sobie pracować do woli. 

Przyszłam tu strasznie późno, w ramach czytania starych a nagradzanych portalowych tekstów. Ten jest świetny. Jest po prostu znakomity. Zapowiadałeś się na świetnego twórcę najwyraźniej od samego początku na portalu. Imponuje mi w tym opowiadaniu pomysłowy i intrygujący sposób, w jaki ogrywasz znane i dość klasyczne motywy SF, w jaki dobierasz do nich narratora i typ narracji, prowadzisz czytelnika przez prostą na pozór fabułę tak, żeby go zaskakiwać.

Czapki z głów. 

Zapisz opowiadanie jako kopię roboczą i wtedy na górze zobaczysz ilość znaków.

UWAGA.

Jeżeli jeszcze pracujecie nad swoimi mitologicznymi opowiadaniami, to pracujcie spokojnie. Termin konkursu będzie przedłużony.

Jest zabawne, pomysłowe i dobrze się czyta, a rwana narracja z pseudoprzypisami świetnie pasuje do odlotowej treści. Mam tylko jedno pytanie:

 

CZEMUŚ TY TEGO DO FANTAZMATÓW NA NABÓR DO GASTRONOMIKONU NIE POSŁAŁ?! 

 

Znaczy, podobało się mocno :)

Ode mnie też  gratulacje. Szczególne dla nagrodzonych – Funie, Szyszkowy, napisaliście, w mojej opinii, naprawdę świetne opowiadania. Ale dla nienagrodzonych też – moim skromnym zdaniem wszystkie nominowane opowiadania były naprawdę udane i przekraczały kryteria dla tekstów dobrych. Nie wszystkie nie wszyscy uznaliśmy za jedne z najlepszych ogólnie na portalu, ale naprawdę były dobre, a ich lektura stanowiła przyjemność. 

 

No dobra, jednej osobie płci żeńskiej spośród nominowanych nie  gratuluję, ale chyba trudno by mi trochę było; nawet nie głosowałam w jej sprawie. XD 

Bardzo dziękuję za ocenę, jurorko :). I bardzo mi miło, że się podobało (i perwersyjnie nawet mi miło z powodu omal-nie-spalonego czajnika). Chciałabym zrobić z tym światem coś więcej: podkręcić go (mam kawałek innego tekstu w podobnie rozumianym świecie, bardziej makabrycznego i niesamowitego, ale z fabułą rozłażącą się i nie dającą złożyć w całość), poszerzyć, wykorzystać – mam wrażenie, że w takiej podwójności świata jest potencjał. Bardzo się cieszę, że udało mi się ukazać go, przynajmniej trochę, też w tym tekście. 

Piórkowo byłam na NIE – minimalnie mi się rozsypał środek tekstu, w moim odbiorze, odrobinę był za długi – ale generalnie uważam, że tekst jest bardzo dobry, zwycięstwo w konkursie – zasłużone, a gratulacje – należące się z całego serca. Jesteś, Edwardzie, obok Japkiewicza jednym z najbardziej obiecujących nowych nabytków portalu, a lektura twoich tekstów to zawsze przyjemność.

Nowa Fantastyka