Profil użytkownika

Zawodowo i hobbystycznie zajmuję się historią i kulturą okresu 1789-1870, głównie Francji. Kocham XIX wiek, ale niekoniecznie ostatnie trzy dekady i niekoniecznie standardowy “wiktorianizm” – uważam bowiem, że w tym “długim stuleciu” jest mnóstwo znacznie ciekawszych zjawisk. Jestem pasjonatką historii militarnej i niepoprawną wielbicielką opery.

Dla chleba długo tłumaczyłam fantastykę młodzieżową, ale wygaszam tę działalność i tłumaczeniowo zajmę się tylko poezją, której już (w przekładzie) całkiem sporo opublikowałam. Linki do dwóch wierszy, które przed oficjalną publikacją papierową znalazły się w necie i zostały:

Arthur Rimbaud, “Śpiący w dolinie”: http://imagines.blox.pl/2014/11/Dwaj-zolnierze.html

John Keats, “Oda do urny greckiej”: http://antiquitates.blox.pl/resource/Keats_Oda.pdf

 

Piszę do szuflady od zawsze. Od jakiegoś czasu głównie rzeczy dziejące się w nieco alternatywnym XVIII/XIX wieku. Jedno opowiadanie jest w “Dragonezie”, następne będą w kolejnych antologiach Fantazmatów (“Ja, legenda”, “Umieranie to parszywa robota”, “Jeszcze raz w wyłom”). Jeszcze inne zajęło pierwsze miejsce w konkursie “Pusty klient” na Sherlockonie 2018, kolejne dostało II nagrodę w VIII Konkursie im. Krystyny Kwiatkowskiej (2018) i ukaże się w tegorocznych “Snach umarłych”. Dwa ukażą się w tym roku w “Esensji” i w “Creatio Fantastica”, a cała seria – w osobnym autorskim zbiorze. W kwietniu 2019 wyszedł natomiast współautorski debiut powieściowy.

 

Dragoneza: https://fantazmaty.pl/projekty/dragoneza/

Mysia Wieża (powieść): https://galeriaksiazki.pl/pl/p/Mysia-Wieza.-Tom-I-serii-Dzieci-Dwoch-Swiatow

A ponieważ przyjaciółka zrobiła mi stronę autorską, to proszę: https://www.facebook.com/Agnieszka-Fuli%C5%84ska-strona-autorska-2315084808750116

 

BETOWANIE. Duża szansa, że skuszę się na tagi: historia alternatywna, XVIII i XIX wiek, steampunk, ale niechętnie betuję użytkowników, którzy nie wykazują aktywności na forum w ramach altruizmu wzajemnego (czytaj: komentują, jeśli w ogóle, wyłącznie własne utwory). W roku 2019 ze względu na członkostwo w loży ograniczam betowanie, proszę więc w razie czego pisać na priva.


komentarze: 3896, w dziale opowiadań: 2507, opowiadania: 798

Ostatnie sto komentarzy

Mnie się też raz zrobił podwójny klik. Nawet jeden cofnęłam, ale punkty zostały…

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Dobre pytanie, nie przewidziałyśmy go ;) Ale zasadniczo tak, bo chodzi też trochę o uniknięcie sytuacji, kiedy ktoś napisze jedno na 21 k i dorzuci to tego szorcik na 1000, żeby oszukać kwestię limitu. W uzasadnionych przypadkach – zwłaszcza gdyby oba opowiadania były o tym samym bohaterze i podział na tak bardzo rozstrzelone objętości miał fabularny sens, rozważymy wyjątek.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Trudno coś dodać do analizy Tarniny, no, może jedno, bo chyba nie ma: metry i gramy też nie występują w fantasy.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Asylum, uwielbiam Pagaczewskiego! Chciałabym spotkać jego bohaterów, więc może jednak szkoda?

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

aKubo, wrzucanie kilku fragmentów jednego wieczora to nie jest dobra strategia. Po pierwsze fragmenty nie są popularne na tym portalu, po drugie – lepiej dać czytelnikom zapoznać się z jednym tekstem, a dopiero potem wrzucać następne.

Poza tym – właściwie dlaczego wrzucasz kolejne niedokończone kawałki (skoro to fragmenty)? Czego oczekujesz od czytelników, skoro zakładasz, że zechcą tym tekścikom poświęcić swój czas? Ten tu kawałek – sądząc z zakończenia – wygląda na kompletnie urwany w środku – po co publikować coś takiego?

 

Spróbuj może napisać zamknięte fabularnie opowiadanie, choćby i bardzo krótkie?

 

I łap dobry poradnik portalowego survivalu i savoir-vivre’u jednocześnie:

https://www.fantastyka.pl/publicystyka/pokaz/66842676

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

To by było zbyt banalne ;)

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Byłam absolutnie pewna, że skomentowałam to opowiadanie, ale chyba było to w jakiejś równoległej rzeczywistości, albo skatiowałaś pierwszą wersję i wrzuciłaś drugą – innej opcji nie widzę ;)

 

W każdym razie: od słów “Stalowa klatka zaczyna mnie dusić” wiedziałam, że będzie to o jakimś naczyniu, bo od razu zobaczyłam zmywarkę.

Ergo w sumie nie porwał mnie ten tekst, choć jako wprawka ma swój urok.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

na ich stronie www nie ma ani sowa o vanity

No pewnie :D Przecież nie mogą napisać “ej, wyślij nam tekst, zapłacisz nam za jego wydrukowanie, które nazwiemy wydaniem, bo odrzucamy jakiś 1% propozycji, żeby nie było, że wydajemy wszystko, a potem możesz sobie tulić własne nazwisko na okładce do piersi przed snem, bo palcem nie kiwniemy w kwestii reklamy i dystrybucji”, bo poszliby z torbami.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

MJP, to jest w najlepszym razie szort (tak do ok. 6k to na tym portalu szorty), zmień więc opis tekstu. Również spora liczba tagów średnio pasuje do tak krótkiego kawałka, z którego właściwie nic się nie dowiadujemy…

 

Niestety jednak, nie bardzo wiem, co w tym szorcie chciałeś nam opowiedzieć lub przekazać. Jest to w najlepszym razie scenka, niemająca spójnej fabuły, co najwyżej jakoś tam prezentująca bohatera – choć i to kuleje, bo punkt widzenia wariuje, a podmioty zmieniają się chaotycznie. Ale ani to wszystko szczególnie interesujące, ani oryginalne. Nie jest to też szczególnie edgy, ponurych opisów tego rodzaju w dark fantasy jest aż za dużo.

 

Nie desperuj, ale może zanim zaczniesz pisać, poczytaj więcej dobrej literatury, bo na razie wyważasz otwarte drzwi.

 

Polecam też dobry poradnik portalowy:

https://www.fantastyka.pl/publicystyka/pokaz/66842676

 

Wykonanie dość okropne. Pierwsze zdanie jest tak po prawdzie dość kuriozalne, a dalej nie jest jakoś szczególnie lepiej.

 

Rozpaczające wrzaski

Odnoszę wrażenie, że miałeś na myśli “rozpaczliwe”, ewentualnie “pełne rozpaczy”, bo mówisz o ludziach w sytuacji zagrożenia (ba, umierających), a nie np. opłakujących zmarłych.

 

umierających gardeł

To znaczy gardła umarły, ale ludzie przeżyli?

No i co to właściwie znaczy? Mieli te gardła poderżnięte? W takim razie nie wrzeszczeli, ale co najwyżej charczeli.

 

przechodziły płynnie w martwą ciszę

To oznacza, że słabły (w muzyce nazywa się to diminuendo), a odnoszę wrażenie, że w takiej sytuacji wrzaski zazwyczaj raczej raptownie się urywają.

 

że momentami wydawało się, że to

powtórzenie konstrukcji składniowej

 

Trwało dobijanie grupy uzbrojonych podrostków, którym wydawało się, że są żołnierzami, prowadzonych przez nadętego kretyna, albo raczej tego co z nich zostało.

Coś tu się z podmiotami i gramatyką poplątawszy. Prowadziło ich to, co zostało z kretyna?

 

nieważne jak bardzo nagląca jest sprawa[+,] ku której się zmierza

Trochę trudno zmierzać ku sprawie

 

Zanim zorientowali się, że nie mogą zabić tego co już nie żyje, zginęła już połowa z nich.

Kto tu jest podmiotem? Przed chwilą ktoś dorzynał jakichś młodzianków, to oni są nieumarli, czy oni są podmiotem?

 

Jeden z uciekających młodzików[-,] upadł na błotnistą glebę.

Podmiotu i orzeczenia (i ich grup) nie oddzielamy przecinkiem.

 

dwa małe czerwone punkty wpatrujące się w niego z pustki, pożerając jego duszę.

Paskudnie te dwie konstrukcje imiesłowowe wyglądają, w dodatku zmienianie podmiotu w środku zdania i akurat w taki sposób to zły pomysł.

 

Z tyłu dobiegały go krzyki umierających towarzyszy.

Kogo? Nie wymagaj od czytelnika, by dokonywał akrobacji intelektualnych w celu wyłowienia z Twojego tekstu podmiotów i poskładania sobie prostej sceny w sensowną całość. Zazwyczaj w takim przypadku czytelnik rzuca w końcu książką.

 

stoi w zbroi

Unikaj takich rymów

 

Dlaczego mieszasz czas teraźniejszy i przeszły? Nie jest to niedozwolone, ale wymaga lepszego rzemiosła. Tu razi, bo jest nieporadne.

 

kolejne ciała zalegały w błocie

SJP PWN

zalec, zalegnąćzalegać

1.  «o dużej ilości czegoś lub o wielu osobach: wypełnić sobą jakąś przestrzeń lub jakieś miejsce»

2. «niepotrzebnie zajmować miejsce»

3. zalegać «spóźniać się z wypełnieniem jakiegoś obowiązku»

4. zalegać «o pracy, płatnościach itp.: nie być wykonanym we właściwym czasie»

5. zalegać «o złożach mineralnych, pokładach czegoś: występować na jakimś obszarze»

 

→ to nie jest czasownik pasujący do jakiejkolwiek dynamiki

 

umierające zawodzenia

Teraz, po gardłach, przyszła kolej na śmierć zawodzeń?

 

Wiem[+,] jak to jest próbować uniknąć tego[+,] co jest nieuniknione

Skoro mnie to nie ominęło, to czemu miałoby ominąć innych?

No, czemu? Świat nie jest racjonalny ani celowy, no i strasznie banalnie to brzmi.

 

Niektórzy próbowali się ukryć[-,] albo udawać umarłych

Piękna symfonia nocy weszła w kolejny akt.

Mixed metaphors. Symfonie nie mają aktów. Akty mają sztuki teatralne.

 

upstrzony trupami krajobraz

średnio to brzmi

 

Zimne krople padały tak na nas, jak i na tych[+,] których zabiliśmy.

Jacy my?

Powtórzenie: który w następnym zdaniu

 

Ponure postacie stały na szczycie wzgórza, spoglądając na swoje dzieło.

Jakie ponure postacie? To nie narrator był jedną z nich?

 

Zakończenie kiczowate i nie wiadomo, o co w nim chodzi.

 

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

I Novae res nie odpisały? To już dziwne. Ale jak odpiszą, to uciekaj…

 

Btw może spróbuj najpierw opublikować gdzieś jakieś opowiadania, autorowi z jakimkolwiek dorobkiem łatwiej dobić się do wydawnictwa z powieścią…

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Przeklejam listę z uwzględnieniem skatiowania opowiadania przez Asylum

 

Achilles – Kolun

Adonis – Łosiot

Afrodyta – Thom Ash

Agamemnon – Tarnina

Agni – Tomasz R. Czarny

Amaterasu – wybranietz

Apollo

Artemida – Darrien

Artur – Fizyk111

Aryman – Owca_z_Makowca

Atena

Baal – Król Gniew

Baldur

Baron Samedi – yantri

Bastet – Monique.M

Beowulf

Brunhilda

Cuchulain – Thargone 

Demeter – Zielonka

Eneasz – Żongler

Freya -amade1324

Gilgamesz

Ginewra

Hades – Wilk-Zimowy (gdyby komuś zależało, niech pyta, najlepiej na priv by nie umknęło między komentarzami, bo nie do końca jestem pewien, czy tekst zostanie sfinalizowany)

Hanuman – Nevaz

Hekate

Helena

Hera

Herakles – Realuc

Hermes – Irka_Luz

Ilia Muromiec – wojtas10

Inanna – black_cape

Izanagi i Izanami – Caern

Izyda

Jazon

Kościej Nieśmiertelny – El Lobo Muymalo 

Kriszna – kam_mod

Lancelot

Lawinia

Loki – Blacktom

Medea – Finkla

Merlin – Mr.Maras

Morgan le Fay – Tymoteusz123

Odyn

Odyseusz – Arnubis

Orestes – syf. 

Ozyrys – Rossa

Pan – [Asylum – usunęła opowiadanie, więc jeśli się nie rozmyśli, jest wolny]

Pandawowie

Perceval [Parsifal] – Madej90

Persefona – Staruch, Artemisia

Posejdon – sylwiel

Quetzalcoatl – WilkBetonowy

Rama/ Sita

Ratatosk – Światowider 

Rhiannon – Majkubar 

Romulus – Natan

Set – Naz

Siwa

Tejrezjasz – Dinos

Tezeusz – dogsdumpling

Thor – BearClaw

Thot

Tristan/ Izolda

Wasylissa Przemądra-Zielonka

Zeus – Borowik

Zygfryd

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Przez sporą część tekstu brnęłam (potem go skanowałam), zastanawiając się, czy kiedykolwiek pojawi się cokolwiek poza pseudo technobełkotem. Potem pojawiło się coś na kształt pomysłu, ale – jak już zauważyli przedpiścy – zostało zarżnięte wykonaniem.

 

Gaji → Gai

 

Przed przecinkami nie stawia się spacji.

 

Zaimki w tekście literackim pisze się małą literą.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Usiłowałam przebrnąć przez dowolny dłuższy kawałek tego tekstu, ale niestety fabuła nie zdołała mnie wciągnąć, a wykonanie utrudniało lekturę. Źle zapisujesz dialogi, nie dbasz o interpunkcję, nie poprawiasz literówek. Nawet w ostatnim słowie tekstu masz błąd. Nie ustrzegłeś się też ortografów – “na pewno” i “w czas” pisze się osobno.

Skanując tekst trafiłam na jedno odwołanie – dość łopatologiczne – do dzieła “większego autora” (cokolwiek to znaczy), zbieżności imion nie wykryłam, zwłaszcza takiej, która byłaby znacząca (Alicja kojarzy mi się z Carrollem, Melania z “Przeminęło z wiatrem”, Julka z “W sieci” Augusta Kisielewskiego, a Marcin z niczym szczególnym, więc sam widzisz) – zresztą zbieżność musi być z czymś, a nie podałeś z czym, więc zadanie tym trudniejsze.

Jeśli chcesz zyskać czytelników, napisz może – starając się o językową poprawność – tekst w granicach 40k. Czytelnik nie będzie brnął przez ponad dwa arkusze wydawnicze tekstu, który niczym nie porywa od początku, a jest trudny w odbiorze z powodów techniczno-stylistycznych.

 

I dobra rada – jeśli zamierzasz tu bywać częstszym gościem, zapoznaj się z tym oto bardzo przydatnym poradnikiem portalowym:

https://www.fantastyka.pl/publicystyka/pokaz/66842676

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Jest tu jakiś cień pomysłu, ale zarżnęłaś go wykonaniem. Przecinki i zapis dialogów to jakiś horror, styl też nie porywa, bardzo trudno jest z tej narracji wyłuskać, o co chodzi. Dwa motywy – życia domów i matki natury są warte przemyślenia i rozwinięcia w ciekawszą fabułę. Nie przeszkadza mi nawet impresyjność narracji, niechże sobie i będą scenki z życia bohatera, ale połącz je jakoś tak, żeby czytelnik się wciągnął…

 

Zgadzam się z Arnubisem w kwestii tytułu.

 

OT: smutny filologu, czy Ty przypadkiem nie jesteś mężczyzną wbrew opisowi (sądząc po nicku i wizytówce profilowej)? System ma defaultowo kobietę, więc wielu panów nie zwraca na to uwagi ;) Edyta: w wizytówce używasz obu form, więc zgłupiałam ;)

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Łukaszu, wiemy, co to jest trolling. Wiemy też, że ludzie wrzucają takie teksty na poważnie. Oraz że Beryl woli, żeby edytować swoje wypowiedzi, a nie wrzucać dwie pod rząd :P

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Zgoda z przedpiścami. Spróbuj napisać zwarte, posiadające fabułę i nastrój opowiadanie ze swojego świata, a to oznacz jako “fragment”.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

A oto rój błędów

 

W pierwszym zdaniu przedmowy:

Książkę tą dedykuję wszystkim tym[+,] co nie wiedzą[+,] kiedy popełniają najwięcej błędów.

tą → tę

co → którzy

 

W tekście (na chybił trafił):

 

istot nie zbadanych → niezbadanych

astrolodzy → astronomowie

Grozę, lęk i przerażenie od wieków nie budziły zwierzęta. → Grozy, lęku i przerażenia…

stwirzebiach nateriaknych – wut?

Od tysiąc leci → tysiącleci

pewnego rwzu → razu

Był przekonany, że pałając sie – nie istnieje czasownik “pałać się”

a za razem → a zarazem

uwagi., gdyż – nadmiar znaków przestankowych

Niebovpocuemniało – wut?

Silny wiatr potęgował deszcz – kto kogo?

Ale chwila był związany srebrnymi łańcuchami. – Jeśli Chwila to człowiek, który był związany, to imię powinno być wielką literą

U rąk zwisały nie naturalnie długie paznokcie. – znaczy miała z nich bransolety? + nienaturalnie

 

Prawie że nie ma jednego zdania bez jakiegoś błędu.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Chyba wiem, ale nie powiem, bo nie bardzo mi idzie ostatnio wynajdywanie zagadek… Więc może znajdzie się ktoś inny.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

ja czasem lepiej znam dziwaczne niszowe kawałki niż rockowy mainstream…

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Dwa trafiłeś, ale trzeci to UFO. Blue Oyster Cult znam z piosenki “Joan Crawford”

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

O, tylko o trzech kapelach nie słyszałam, jestem w szoku ;)

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Nawet dedykacja roi się od błędów, co ma dość zabawny wydźwięk w kontekście pierwszego zdania.

Poza tym podpisuję się pod komentarzem Arnubisa.

Skądinąd po polsku już pisze się smartfon.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Nie jestem jurorką, więc moje zdanie nie jest wiążące, ale jako uczestniczka konkursu bym wrzucała :)

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Councie, bardzo Ci dziękuję za hrabiowskie błogosławieństwo i miłe słowa :)

 

Vidocqa, który, jakby nie patrzeć, jest Twoim czołowym bohaterem

I tak, i nie. W opowiadaniach z pierwszej połowy XIX wieku – tak. Ale w tym cyklu, z którego są oba piórka, on jest już w zasadzie poza swoją realną biografią i jest raczej w tle, a głównym bohaterem jest Adam, który od V. jest diametralnie różny pod każdym możliwym względem. I to w zasadzie jest seria główna (ukaże się też pierwsza jako tom opowiadań), a te wcześniejsze chronologicznie opowiadania to na razie luźne zabawy.

Kiedy zaczynałam przygodę z Vidocqiem jako bohaterem literackim (od na razie niewydanej powieści), nie czułam się – i w sumie nadal się nie czuję – na siłach pisać o geniuszu kryminalistyki. Dlatego na głównego bohatera wybrałam sobie człowieka, który do całej tej roboty trafia przypadkiem, wbrew swojej pozycji społecznej, i jest w tym ciągle lekko zagubiony. Potem zaczęłam pisać de facto półhumoreski o samym Vidocqu – nie bardzo poważne sprawy, gdzieś w kryzysowych momentach jego kariery.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Większa tak, ale jednak do wynalezienia wakcynacji, a potem szczepionki, stanowiła bardzo duży problem, nawet jeśli niekoniecznie śmiertelny. W opowiadaniu jest mowa o odporności, podczas gdy zachorowalność była bardzo duża.

Skądinąd właśnie wakcynacja wywołała pierwszy w historii ruch antyszczepionkowy. A Maria Antonina została królową Francji tylko dlatego, że jej starsza siostra zachorowała na ospę i jedna księżniczka wypadła z małżeńskich planów Austrii. A Napoleon promował szczepienia za pomocą Wenus Medycejskiej.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

No, ja niestety trochę się na poezji znam, także jako jej tłumaczka. I radzę podobnie jak Reg: daj sobie spokój z rymowaniem, pisz lepiej prozę. I nie, nie musisz każdej strofy przerabiać na “części”, to czasem drobne epizody, całość mogłaby się zamknąć w rozmiarach sensownego opowiadania. Zwłaszcza że nawet w tej formie jest przegadana, więc fabułę należałoby skrócić.

Z tego, co napisałeś, nie da się sklecić sensownej historyjki, jest jakieś włóczenie się od osoby do osoby, nie wiadomo po co i dlaczego. Dobre ballady mają spójną fabułę, czego tu zabrakło. O bohaterach nic nie wiadomo – coś, ktoś, komuś, ale po co i dlaczego?

O formie wolałabym się nie wypowiadać, bo czytając – na głos koleżance – z trudem powstrzymywałam się od kolejnych facepalmów. Rymy częstochowskie koszmarne, na dodatek nawet nie dbasz, żeby były zawsze dokładne, co wprowadza element niechlujności. Refren kompletnie niepotrzebny (w lekturze streszczałam go jako “refren 1, 2, 3 i 4”), tylko irytuje. I nie jest cechą ballady, zwłaszcza taki długi. Fatalne jest to wymieszanie rymów męskich i żeńskich wedle widzimisię autora – zero jakiejś struktury. Rytm z samych trochejów jest nudny, zwłaszcza w tak długim i narracyjnym utworze, na dodatek pisanym krótkimi wersami. Sporo transakcentacji. Ksiądz Baka pisał lepsze wiersze, a to nie jest komplement.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Czytając taki tekst nieodmiennie zastanawiam się, czy autor mnie jako czytelnika trolluje, czy też to jednak na serio…

Arnubisie – czapki z głów za ten komentarz!

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Ja zasadniczo też jestem raczej za kryterium pierwszym. Nie jest ono doskonałe, ale lepsze niż staż. Zwłaszcza że z tym stażem to różnie bywa – skąd biorą się te osoby, co mają w dacie rejestracji 1970? No i pojawiają się czasem ludzie, którzy zarejestrowali się dawno (ale już w realistycznych datach), a aktywności nie wykazywali żadnej. Ergo premiowałabym raczej aktywność niż datę rejestracji.

 

Edyta: w kwestii stażu mam podobnie jak Arnubis. Dwa lata lurkowania bez odwagi udzielania się czynnego.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

A na czym polega “i jednocześnie zliberalizować wymogi stawiane przed konkursowiczami”?

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Asylum – wrzucaj opowiadanie z powrotem! Jeszcze nieprzeczytane przez jurorki, więc możesz poprawiać do woli (poza tym też przyjmujemy zasadę, że poprawki opisywać w przedmowie!). A napisałam jakiś czas temu:

 

Nic nie trzeba deklarować – wyjdzie w praniu. Co więcej – można to robić do zakończenia konkursu, choć tekstu raz opublikowanego nie katjujemy ;)

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Zgłosiłam zdublowanie tekstu Berylowi, bo in dubio pro reo przyjmuję, że to wypadek przy pracy olany następnie przez autora.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Fajnie, bo świetny komentator będzie dyżurował :)

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Lemingi odebrałam jako aluzję do gry – choć sama nie grałam. Słusznie?

 

Co do komputerów – zgoda, masz rację, ale nie wiem, czy deszcz da się programować ;)

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Czytałam jakiś czas temu na komórce, nie chciał się wkleić komentarz, zapomniałam połowę tego, co chciałam napisać ;) Ale coś tam napiszę.

 

Czytało się bardzo miło (jestem fanką Asteriksa), aczkolwiek nie jest to dla mnie opowiadanie retrowizyjne, bo “technika” nie ma nic wspólnego z jakąkolwiek historyczną rzeczywistością i jest raczej magiczno-żartobliwa. Niemniej ubawiłam się, brakło mi tylko “ale głupi ci Rzymianie” w tekście. I menhirów. Ale najwyraźniej nie można mieć wszystkiego ;)

Pomysł z leśnym komputerem jest zabawny, ale całkowicie odjechany i dlatego jak dla mnie nieretrowizyjny. Za to niewątpliwie kupiłaś mnie zakończeniem, choć było od początku oczywiste, po imieniu i nazwisku, kim jest Multinomiks. Ale końcowy twist jest fajny.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Cała retrospekcja powstała tylko po to, żeby uniknąć flogistonowego infodumpu

I to jest bardzo słuszne działanie, tak trzymać! Ta scena nie jest zła, ale wprowadzasz w niej postacie, które wydają się ważne – może nawet kluczowe – a potem już nie wracają. Tylko tu jest błąd.

 

umieściłem w tekście wzmiankę o tym, że gubernator lub załatwiać swoje sprawy cudzymi rękami jako forshadowing zakończenia

Tak. Ale raczej chodzi o przebiegłość. Z foreshadowingów on wychodzi na gościa zapobiegawczego i na intryganta, niewątpliwie, ale czy aż tak cwanego, żeby przechytrzyć sprytny plan? Tego już nie wiem.

 

Mam jednakowoż nadzieję, że to opowiadanie będzie w antologii, bo wtedy będziesz musiał nad nim popracować i je ulepszyć ;) Piórkowe niestety jak dla mnie nie było, ale to jeszcze nie tragedia.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Rozpuszczające miałam w środku, na zewnątrz klamry. Klamry swędzą. Ale ja alergik jestem, więc wprawdzie pewnie jakiś tytan albo stal chirurgiczna, ale swędziały.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Na ustach? To trochę bardziej skomplikowane. Ja na łuku brwiowym mam praktycznie niewidoczny ślad – jak dobrze popatrzeć, to po prostu jest przerwa w brwi. Ale usta to po pierwsze bardzo mobilna część twarzy, po drugie trudniej się będzie goiło, po trzecie chyba sakramencko boli… I wątpię, żeby się ładnie zrosło. I tak, swędzi i wkurza niemiłosiernie, ostatnio przeszłam przez klamry pooperacyjne – teoretycznie wbrew pozorom mniej dokuczliwe i chciałam się drapać non stop.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Żartowałam i bohaterka też mogłaby żartować ;) Może tego mi też w tym tekście brakuje – lekkości. On jest strasznie na poważną nutę, także w warstwie formalnej – takiej statecznej opowieści z dużą ilością informacji…

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Ech, gdybyśmy tylko potrafili spojrzeć na politykę germanizacyjną w choćby minimalnie szerszym ujęciu – ale zdaję sobie sprawę, że długie dziesięciolecia (w sumie stulecie) “polityki historycznej” w tym względzie są nie do odrobienia. To był element szerszego procesu tworzenia się od połowy XIX w. państw ściśle narodowych. Owszem, był krótki czas, kiedy do głosu doszli antypolscy politycy, ale w pruskim establishmencie było też sporo polityków ugodowych, promujących de facto podobne (w praktyce, choć niekoniecznie teorii) rozwiązania jak autonomia galicyjska i dużą swobodę kulturową. Ale w II RP i PRL to ostre stawianie problemu było potrzebne, więc o pewnych aspektach po prostu się milczało…

Ale sorry, bo wpadam w offtop ;) Gdyby pozostało na sprechaniu, a darowałabyś sobie tę publicystyczną germanizację, pewnie bym na to tak mocno nie zareagowała. Nawet żartobliwe “a masz za dzieci z Wrześni” byłoby mniej nachalne.

Btw mój niemiecki jest słaby (zwłaszcza zważywszy korzenie z obu stron rodziny), ale coś tam rozumiem ;)

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Irko, nie wiem, czy Cię to pocieszy, ale mnie ta kapitulacja kompletnie nie rzuciła się w oczy jako błąd – nie pamiętam już oczywiście, jak to było, kiedy czytałam, ale jeśli tak, jak zacytowałaś w komentarzu, to absolutnie nie czepiałabym się – nie myślałabym, że chodzi o całą Polskę, ale właśnie o konkretny oddział. A Roger znany jest z tego, że lubi się do upadłego czepiać bardzo szczegółowych szczegółów ;) Taka jego czytelnicza uroda…

 

A co do mojej surowości – cóż, byłaś obiecującą debiutantką, więc po prostu spodziewałam się dorównania poziomem debiutowi…

 

Z Friggą nie przekonałaś mnie w 100%, ale tak w 85 tak, więc nie jest źle. Aczkolwiek nadal nie wiem, czy Twoje wyjaśnienie da się wyczytać z tekstu. Chyba nie.

 

Opowiadanko bazuje na wspomnieniach Magdy oraz frau Fischer, w tej sytuacji trudno uniknąć infodumpów

Nietrudno. Lepsze są np. retrospekcje. Wprowadzasz po prostu scenę z przeszłości, podajesz informacje bardziej skąpo – nie musimy znać bardzo dokładnie życiorysu żadnej z pań, żeby zrozumieć ich skomplikowaną relację. Może nawet lepiej byłoby, gdyby więcej pozostało w domyśle.

 

Co do szprechania – mnie to uderzyło, więc napisałam. Może oprócz rodzinnych historii mam też za dużo do czynienia z Polakami siedzącymi gdzieś za granicą i narzekającymi na kraj, gdzie siedzą (najmniej z emigracją brytyjską). Nie żeby jakoś non stop, ale ponieważ sama lubię jak najbardziej zżywać się z krajem, gdzie jestem, może mam na to alergię ;) Z kolei moi naprawdę bliscy znajomi są bardzo zżyci z krajami, w których mieszkają i taka refleksja – co robić, czego nie robić, w ogóle by im przez myśl nie przeszła, mimo że w domach mówią po polsku (w tym jedna para polsko-francuska w Lyonie). Więc może to, że ona w ogóle myśli o germanizacji i języku po prostu zabrzmiało mi sztucznie.

 

Uważam, że jeśli już ktoś decyduje się popracować nad moim tekstem, to jestem mu winna pełne zaangażowanie i stałą obecność

Możesz na wstępie zaznaczyć, że to będzie powolna beta, bo tak masz z pracą i sytuacją życiową. Ludzie są wyrozumiali :)

 

Jak mam jeszcze dać do zrozumienia, że rzecz dzieje się w Niemczech?

No właśnie już nie musisz :) Piszesz to wprost, choć mogłabyś zaznaczyć wcześniej, to fakt.

 

A tutaj to osobiście w swojego opka wlazłam.

I to akurat jest z literackiego punktu widzenia błąd :) Narrator wszechwiedzący jest niemodny, można go oczywiście zastosować, ale lepiej z elementem autoironii i z dobrym pomysłem na taką formę.

 

nie w przypadku kampanii wrześniowej i powstania warszawskiego

Nie jestem specjalistką od XX w., to wręcz mój najsłabszy historyczny punkt, ale jednak wydaje mi się, że to były radykalne przypadki. Upierać się jednak nie będę, ale ponieważ zwróciło moją uwagę jako coś, co nie wydawało mi się całkiem spójne w tekście, to oczywiście zaznaczyłam :)

 

 

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

No to ja też. Kieruję się m.in. zgodnością z tym, co mi się wydaje sednem konkursu. Oraz z góry wykluczam teksty przekraczające granicę chronologiczną konkursu. (Choć chyba i tak żaden by się na głównej liście nie znalazł.) Mam jeszcze kilka tekstów do doczytania, więc być może coś dopiszę.

 

Pierwsza liga:

Stn – “Atoma”

Światowider – “Smok nad Warszawą”

Arnubis – “Wielkie łowy”

None – “Uciec z Makau”

Caern – “Doktryna Ludendorffa”

fizyk111 – “Anseres Capitolini” (tak trochę na wyrost, tekst wymaga jeszcze sporo pracy)

 

Lista rezerwowa (teksty dobre/niezłe/ciekawe, ale technologia nieco na doczepkę):

Staruch – “Świat będzie moją ostrygą”

MPJ 78 – “Święto sed”

Wiktor Orłowski – “Świt nad doliną”

Finkla – “W świętym gaju druidów”

Sy – “Latawce nad Chang’anem”

 

Wyróżnienia (teksty imho niespełniające wymogów konkursu co do wykorzystania technologii, ale coś mi się w nich podobało):

leniwy2 – “Aliaż”

Mithrill – “Sprawa homunkulusa” (pomysł; tekst do dużego dopracowania)

Krin – “Jedyny”

Wybranietz – “Rozjaśnienie słońca”

 

Wyróżnienia specjalne za pomysł z potencjałem, drastycznie niezrealizowany:

abraxas – “Piromanta”

Mat_z_Jaworzna – “Mistrz Dedalus”

 

Nie czytałam: Żongler, wojtas10, Michał Pe, Król Gniew, Piotr Skowronek

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Dla mnie posterunek szeryfa jest zupełnie niedobry, nie spotkałam się z nim nigdy i brzmi właśnie jak przykrawanie współczesnych realiów do dzikiego zachodu…

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Jest tu jakiś pomysł, ale dość szablonowy, a nie nadałaś mu mocnego indywidualnego piętna. Jeśli Frau Frigg ma być nordycką Friggą, to obawiam się, że będzie to kompletnie nieczytelne dla większości odbiorców, no i ja sama też niekoniecznie łapię, dlaczego akurat Frigga miałaby być wieszczką. To bogini małżeństwa, więc powinna dbać o rodzinę pani Fischer ;) Jakaś Frau Norn może ;) Albo masz w tym ukrytą myśl, której nie sposób wyczytać z tekstu.

A ten niestety mnie rozczarował. Zwłaszcza po udanej “Zabawce bogów”. Mam nadzieję, że to tylko przejściowy kryzys i niedługo przeczytam coś, co znów będę mogła pochwalić :) Bo wiem, że stać Cię na więcej!

 

Największą wadą opowiadania jest kolosalny infodump w części o pani Stanisławie (a historia Sigrid też jest przedstawiona infodumpowo). Blok tekstu wyjaśniającego zamiast akcji czy choćby przemyśleń bohaterki. Zero napięcia, okropnie sztampowa historia. Plus bardzo naiwne (i też infodumpowe) sformułowania historyczne, jak z niezbyt dobrego wypracowania szkolnego. Mam, co więcej, wrażenie, że cała powojenna historia pani Stasi tak naprawdę niczemu nie służy. Na dodatek taka kompozycja sprawia, że w chwili, kiedy jest mowa o wróżce w życiu Frau Fischer, czytelnik doskonale wie, o co chodzi i znika choćby cień suspense’u, a i zainteresowanie dalszą fabułą maleje eksponencjalnie. A na koniec nie bardzo wiem, o czym to miało być – fabularnego materiału jest tu na szorcik. I koty też nie bardzo wiem, po co? Są w tym, co jest w fabule, w najlepszym razie ozdobnikiem.

 

Przyznam, że nie wzbudził we mnie sympatii ten antyniemiecki rys głównej bohaterki (to o szprechaniu itede). Strasznie stereotypowy, po co jedzie akurat do Niemiec, skoro urodzona tyle po wojnie ma jakieś anse? Przyznaję, że na mój odbiór mogą się narzucać skomplikowane i tragiczne polsko-niemieckie historie mojej własnej rodziny (z mnóstwem dobrych Niemców w tle albo i rolach głównych), ale ogólnie nie przepadam za taką polaczkowatą niechęcią do wszystkiego, co obce i tu bohaterka zaliczyła u mnie spadek sympatii. A z tą germanizacją… cóż, obraz zaboru pruskiego został bardzo mocno zideologizowany w II RP i jeszcze mocniej w PRL i oczywiście trwa, ale też uwiera i też mi spłyca bohaterkę.

 

Wykonanie też nie powala – może trzeba było dać ten tekst na betalistę? Narracja jest naiwna, niewciągająca, mało dynamiczna. Przyznam, że brnęłam przez niezbyt długi tekst dość opornie.

 

Frau wszędzie dużą literą – taka ortografia ;)

 

fotel z regulowanym elektrycznie podnóżkiem, na którym spoczywała staruszka

Po pierwsze jakoś mi to spoczywanie na fotelu nie brzmi, po drugie wychodzi na to, że staruszka spoczywała na podnóżku

 

miała krótkie siwe, ale dość gęste włosy

Tu też mi coś zgrzyta, jakiś cień non sequitur. Bo właściwie dlaczego “ale”? I raczej “krótkie, siwe…”

 

Kotka była młodsza od Koko

Kto to jest Koko? Poprzednio był Maj…

 

Was bitte?

Nie z przecinkiem? Nie znam na tyle dobrze niemieckiego, ale tak by mi się wydawało. No i powinno być kursywą. I nie bardzo rozumiem, dlaczego akurat to po niemiecku? Tak, sama wtrącam często francuskie słowa, ale zazwyczaj albo zwroty grzecznościowe, albo specyficzne terminy, które nie bardzo mają polski odpowiednik, a dodają kolorytu lokalnego. Tu natomiast wrażenie jest takie, jakby bohaterka nagle przeszła na niemiecki, do tej pory rozmawiając w jakimś innym języku. A w sumie na dodatek to wszystko chyba jednak w Polsce, więc tę Frau Niemkę warto by jakoś inaczej przedstawić.

 

ojciec szybko pocieszył się w ramionach innej kobiety i przedkładał nową rodzinę nad własne dziecko

Strasznie to stereotypowe i na dodatek ten zaimek “własne” jakoś mi zgrzyta, bo ewidentnie to nie tylko “pocieszenie w ramionach”, ale kolejny związek, więc w jakiś sposób ta druga rodzina też stała się jego rodziną. To tylko kwestia sformułowania, bo ogólny zamysł rozumiem.

 

Dzięki pomocy Czerwonego Krzyża[-,] dowiedziała się

Postanowiła nie wracać do kraju, w którym panoszyli się komuniści.

Strasznie to naiwnie sformułowane, nieliteracko i w ogóle jakoś tak dziwnie.

 

Po diagnozie szarlatanki

Dlaczego szarlatanki, skoro jej uwierzyła? Szarlatan to inaczej oszust. Albo nagle w tekście celowo ląduje narrator wszechwiedzący, który czytelnikowi mówi “patrz, jaka durna baba, uwierzyła oszustce”, albo powinnaś użyć innego słowa. I diagnoza też średnio pasuje.

 

Stasia wróciła do Polski w 1949 roku, w kraju panował stalinizm pełną gębą

Stalinizm na dobre zaczął się w 1948, ale niech będzie, że już pełną gębą, natomiast nie pasuje to do tego, że dopiero co się dowiedziała, że straciła całą rodzinę. Prawdopodobnie wiedziała to już w 1945/6 roku, czyli co najmniej trzy lata wcześniej.

 

Na szczęście jej historia brzmiała najwyraźniej tak absurdalnie, że nawet tajniacy uznali, że takiej durnej przykrywki nikt by nie wymyślił i dali jej spokój.

Co to za historia? Ta o przepowiedni? Niby można się domyślić, ale to, co istotne w tym fragmencie, tak bardzo rozmywa się w źle napisanym infodumpie, że tracimy to z oczu.

 

 dostała kociokwiku

kociokwik

1. pot. «stan psychiczny człowieka zdenerwowanego»

2. pot. «stan zamieszania lub chaosu»

3. zob. kac w zn. 1.

 

napieło się

Literówka

 

têtê á têtê

nie będę robić wykładu o akcentach francuskich, ale → tête-à-tête

 

– No dobra, koty, poczytamy. – Wzięła czytnik i zaczęła czytać na głos.

Maahes wskoczył na oparcie sofy, a Bastet umościła się na jej brzuchu.

Na brzuchu sofy?

 

oglądała ulubiony niemiecki program „Galileo Big Pictures”.

Po co podkreślenie, że niemiecki?

 

Jej ojciec zginął gdzieś pod Stalingradem

Chodzi o bitwę, nie o to, że powędrował do Rosji i słuch po nim zaginął gdzieś w tamtych okolicach

 

– Zwariowałaś?

Niemiecki jest wciąż dość formalny (choć już mniej niż dawniej), więc nie jestem pewna, czy one tak od razu na ty.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Ale to są dwie różne rzeczy, bo policyjny system w USA jest cholernie skomplikowany. I posterunek jest zwykłej policji, a szeryf to szeryf. Różna geneza, różna jurysdykcja, różny teren działań itede, włącznie z tym, że policja jest zawodowa, a szeryf wciąż w większości hrabstw chyba wybieralny (nawet jeśli ma to znaczenie symboliczne).

 

Ale w westernie to zasadniczo jest biuro szeryfa i areszt przy biurze szeryfa.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Wracam z okazji głosowania oraz w nieco lepszych warunkach do lektury niż kiedy czytałam to po raz pierwszy. Tym razem podobało mi się bardziej ;) Po namyśle główny problem mam, podobnie jak Bellatrix, z kreacją głównego bohatera i jego prawdopodobieństwem, choć po trochu mógł tu zawinić limit. Końcówka wyszła nieco infodumpowa, ale nie bardzo wiem, jak inaczej przekazać zawarte tam informacje. Ogólnie jednakowoż druga lektura wypadła znacznie lepiej niż pierwsza, może nie powinnam była brać się wtedy za czytanie.

 

A dodatkowo jedna rzecz mnie zastanawia, na którą wcześniej uwagi nie zwróciłam, ale to może być zboczenie zawodowe…

 

Wybrałaś na miejsce akcji Drezno – przywołałaś Bismarcka i stary kościół, a przecież akurat Drezno jest w ogromnej mierze odbudowane po bombardowaniach… Celowo? Bo drugie skojarzenie, jakie mi się w związku z tym nasuwa, to “Rzeźnia nr 5” – jest coś na rzeczy? Czy też sobie nadinterpretuję?

 

To natomiast mnie zastanowiło inaczej:

“Villem zagryzł zęby tak mocno, że aż poczuł, jak żwacz wypycha mu skórę na policzkach.”

On jest lekarzem, że używa tak technicznego określenia? Skoro narracja jest z jego punktu widzenia, to wszystko, co w niej jest, powinno być w jego zasięgu myślowym.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Mam problem z tym tekstem. Dobra – choć dość przewidywalna i schematyczna – historia, ale już bohater trochę mało wyrazisty. Pieter jest porządnym człowiekiem, który głupio wplątał się w bycie zakładnikiem korpo. I on jest trochę za porządny jak na klimat tego opowiadania – bo ten fundusz ucieczkowy to jednak coś, czemu kibicujemy, a nie np. jakieś działanie wbrew własnym przekonaniom. Z bohaterami w ogóle mam problem, bo po pierwsze trochę mi się myliło, kto jest kto i po co – po co np. Aselun, który jest bardzo mocno podkreślony (m.in. przez niezbyt udane porównanie do twarożka) w części retrospekcyjnej, ale okazuje się totalnie niewystrzelającą strzelbą… Z kolei van der Eeckhout nie robi wrażenia aż tak cwanego, żeby tak łatwo przechytrzyć bohatera – i jak dla mnie było to nieco deusexmachinowe. Zakończenie mnie prywatnie uśmiechnęło, ponieważ w dwóch opowiadaniach zafundowałam podobne bohaterom… Aczkolwiek bez przemowy czarnego charaktera.

Narracja, choć poprawna, jakoś szczególnie mnie nie porwała – jest w zasadzie totalnie przezroczysta, a zdałaby się tu jakaś kompozycyjna lub stylistyczna nuta szaleństwa. Babolki jeszcze jakieś zostały, ale to przez konkurs, a że czytałam z komórki, to nawet nie wynotowałam. Nie są rażące, choć gdzieś tam w pierwszej połowie, bliżej środka, był dłuższy passus z wymieszanymi podmiotami i ogólnie średnio brzmiący.

Tak ponarzekawszy, jednakowoż stwierdzić muszę, że jest to niewątpliwie jedno z najlepszych – i najlepiej spełniających założenia konkursu – opowiadań w Retrowizjach :)

 

Spieszę jeszcze wyprowadzić Cię z błędu ;)

 

Słowo “donosiły”? Donośność artylerii to chyba dość powszechnie znany termin? Na tym portalu, gdzie historyk na historyku, archeologiem pogania?

Nie wiem, skąd to przekonanie – wśród aktywnych użytkowników jest nas tak naprawdę bardzo mało; ja akurat jestem jednym i drugim, ale poza tym to na palcach jednej ręki można policzyć. Osobna sprawa, że jest kilka osób (znów: nie aż tak bardzo dużo), które mają świetną wiedzę, mimo że historykami nie są.

No i oczywiście nawet nie przyszło mi do głowy, że to słowo niezrozumiałe, ale historia militarna to jeden z moich koników.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Całkiem, całkiem dobry pomysł, ale niestety tekst pozostawił mnie z poczuciem niedosytu. Mocnymi kreskami szkicujesz konflikt polityczno-religijny (ale nie jestem pewna, czy jest on czytelny dla osób, które z tą historią nie zetknęły się – choćby przez film “Agora”), masz fajnie pomyślanego głównego bohatera, ale dajesz jedynie zarys fabuły i problemu. W tej opowieści zdecydowanie wolałabym trochę więcej rozmachu epickiego, trochę więcej o bohaterach, nie tak skrótowo.

No i niezupełnie, jak dla mnie, jest to retrowizyjne, bo technika jest ważna, ale nie dźwiga całego ciężaru fabuły. Tak naprawdę bez niej niewiele by się zmieniło – choć może gdybyś rozwinęła postacie narratora i Archelaosa, nabrałyby one więcej znaczenia.

Jak na debiut nie jest źle, trzymam kciuki za literacki rozwój :)

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Wszystko, co nie jest zakazane, jest dozwolone ;)

 

I update: jurorki nominują bibliotecznie, a także ewentualnie do piórek, ale nie świadczy to nijak o miejscach konkursowych – znakomite może być także opowiadanie niespełniające wymogów konkursu.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Mam problem z tym opowiadaniem. Bo jest ono bardzo elegancko napisane (nie miałam możliwości wynotowania zgrzytów, ale było ich niewiele), a lubię elegancką prozę. Niemniej fabularnie trochę mnie rozczarowało – nawet nie tempem, bo byłabym nieuczciwa krytykując innych za powolną narrację – ale tym, że wszystkie intrygi prawie do niczego nie prowadzą.

Może nieco za bardzo skupiłaś się na przepisaniu realnej historii na taką bardzo delikatną fantastykę – bo właściwie bez wynalazków niewiele by ona straciła, w zasadzie tylko rekwizyty. To jest prawie że relacja z wydarzeń, które następnie streszczasz w pierwszym komentarzu (a ja i tak w trakcie lektury poczytałam to i owo), a nie fabularne opowiadanie. Być może rację ma któryś z przedpiśców, że brakło tu bohaterów, za którymi by się podążało. Postaci jest sporo, pojawiają się i znikają, mają na dodatek trudne do zapamiętania imiona (czy nazwiska), więc identyfikacja z nimi jest jeszcze trudniejsza. Na dodatek żadna z postaci nie jest centralna (a np. ten wygnany książę w przebraniu prosiłby się o to, żeby wokół niego zogniskować akcję).

W rezultacie mam wrażenie, że zrobiłaś bardzo porządny risercz (albo masz niezłą wiedzę o Chinach), dodałaś trochę techniki (lekko na siłę), ale wypchałaś tym riserczem tekst, zapominając o tym, że przydałaby mu się bardziej wyrazista fabuła. Taki kolejny bardzo piękny tekst, w którym brakło wartości dodanej, czegoś bardziej autorskiego.

Niewątpliwie masz potencjał pisarski, bo czyta się to nieźle (choć w pewnym momencie szczegóły intryg stają się przegadane – to właśnie problem z brakiem wyrazistego centrum wydarzeń), stylistycznie jest ładne, ale to właściwie tyle. Zakończyłam lekturę z takim wrażeniem “to tyle?”

Ale pisz, pisz dalej :)

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

MrB – dziękuję!

 

Akurat sceny z Vidocqiem najbardziej ucierpiały na limicie i ostatniej chwili – w wersji do druku będą nieco bardziej rozwinięte. Po prostu nie miałam czasu lepiej rozłożyć proporcji między początkiem a końcówką… Ale jeśli odebrałeś V. jako buca, to może i nieźle, bo ja bym chciała, żeby on w sumie wyszedł na człowieka nieprzewidywalnego. Co do ciastek – cóż, pamiętniki…

 

Dzięki za wszelkie uwagi, przydadzą się w ostatecznej redakcji!

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

E, nie, w moim przypadku to jest kwestia tego, że nadal źle mi się pisze… Opowiadanie ma raczej potencjał górnolimitowy :D

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Wiem że mam błędy, a to dlatego że mam autokorektę w programie w którym pisze.

Oryginalne podejście. Czemu zatem nie poprawiasz błędów wskazanych przez autokorektę? I zdajesz sobie sprawę z tego, że w zacytowanym zdaniu brakuje aż trzech przecinków? Olewanie interpunkcji nie jest cool.

 

Opowiadanie natomiast niestety mnie nie rozbawiło ani upiornym zupełnie wykonaniem, ani treścią.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Konie usłyszały, konie powinny się chwilowo wypisać z zabawy, bo z powodów losowych jej nie ogarniają logistycznie ;)

 

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

GK do niedawna wydawała jedynie młodzieżówki, jedyne “dorosłe” to były kryminały Riordana i coś tam z pogranicza young adult i adult. Jest szansa, że będą poszerzać nieco spektrum, ale raczej właśnie w takie pogranicze póki co.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Pablo – tak, to oczywiście była Galeria Książki :) Myślę, że kwestia rozwoju wydawania polskich autorów będzie zależała w dużej mierze od sukcesu naszej książki.

Jeśli masz młodzieżówkę, to możesz próbować posyłać, ale jeśli to dla dorosłych to bym się jeszcze wstrzymała, aczkolwiek to się też może zmienić (tu znów muszę trochę cicho sza).

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

No to sorry za uszczypliwość, mogę wykreślić ten rozum, choć nadal nie rozumiem, dlaczego posądzanie kogoś o jego posiadanie jest obraźliwe ;) A dopraszanie się o komentarze przy założeniu zerowej aktywności portalowej – cóż, po czterech tekstach jak dla mnie jest trochę powodem do mocniejszego zwrócenia uwagi… Ale jeszcze raz – jeśli ktoś poczuł się rozumem urażony, przykro mi, nie będę się więcej do niego odwoływać ;)

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Jak już pisałam w becie, tekst mi się bardzo podoba, jest niepokojący, a zarazem w jakiś dziwaczny sposób optymistyczny – chyba za sprawą bohaterów, no i zakończenie. On ma fenomenalne zakończenie. Mit w formie czystej. Dawno nie czytałam tak udanego ujęcia trudnego tematu pomieszania czasu i przestrzeni – tu kapelusze z głów za pomysł i wykonanie.

Tekst bezwzględnie biblioteczny, a może i wyżej.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Charlise – nie wiem, dlaczego odwołanie się do rozumu Cię uraża? Jeśli tak to odebrałaś, to przepraszam, dla mnie było to odwołanie się po prostu zarówno do wiary i czucia, jak i szkiełka i oka – do przejęcia się emocjonalnego, ale także do przemyślenia na racjonalnie, dlaczego aż dwa Twoje teksty nie doczekały się ani jednego komentarza, co tu jest ewenementem.

Daj nam coś z siebie, to zapewne otrzymasz to, o co w przedmowie prosisz. A jeśli nie masz czasu dla innych, jak szczerze piszesz – to nie wymagaj, żeby ci inni poświęcali Twoim tekstom swój czas… My też nie mamy go w nadmiarach, każdy z nas pracuje lub studiuje, pisze i publikuje swoje opowiadania i książki, ma swoje sprawy. Dlatego naprawdę przemyśl kwestię altruizmu wzajemnego, zamiast obrażać się o to, że ktoś odwołuje się do Twojego rozumu ;)

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Po prawdzie eksperyment polegający na zamianie charakteru i roli części greckiej tragedii nieszczególnie do mnie przemawia, bo nie wiem, czemu ma służyć…

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Z tymi narratorami na razie bym nie szalała. Podszlifuj warsztat na podstawowym poziomie, a eksperymentuj później. Narrator wszechwiedzący jest teraz niemodny, więc napisać go przekonująco jest trudno. Lepiej tworzyć mozaikę punktów widzenia, przynajmniej na początek. Aha, punkt widzenia = narracja trzecioosobowa, która wcale nie musi być wszechwiedząca. Po prostu piszesz tylko o tym, co dany bohater wie, widzi, czuje. A jak chcesz zmienić punkt widzenia, to robisz światło albo trzy gwiazdki i następny podrozdzialik piszesz z perspektywy innej postaci – byle też konsekwentnie, tylko to, co ona widzi itd.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

:)

 

Z tymi opowiadaniami to możesz też zrobić tak, że wymyślisz sobie jakąś drugoplanową albo epizodyczną postać i napiszesz o niej krótki tekścik, niekoniecznie o głównej fabule i najważniejszych bohaterach. Albo coś z przeszłości świata. To poza wszystkim pozwoli Ci go lepiej poznać, a czytelnikom da przedsmak :)

A co do opisów – zasadniczo najfajniej jest, jak wynikają z fabuły. Bohater idzie/jedzie i coś widzi, ubiera się i wtedy poznajemy jego gust, widzi inną osobę i na nią reaguje – dowiadujemy się czegoś o niej. Rozmawia z innymi – i wtedy podajemy trochę podstawowych informacji (byle nie na zasadzie, że nagle zaczyna tłumaczyć coś, co dla rozmówcy jest oczywiste – to jeszcze gorszy rodzaj infodumpu od opisu), o czymś rozmyśla – wtedy nawet bardzo oczywiste sprawy są na miejscu. Technik jest mnóstwo, ale chodzi głównie o to, żeby tekst miał rytm i dynamikę, a nie dzielił się na opisy i sceny z jakąś tam akcją i dialogami.

Radzę czytać tu na forum dyskusje zarówno pod tekstami ocenianymi marnie (bez choćby jednego punktu do biblioteki; z tym że fragmenty są w ogóle niebiblioteczne, więc tu brak punktów o niczym nie świadczy), jak i bibliotecznymi oraz nagrodzonymi piórkiem. Zobaczysz, jakie uwagi mogą mieć czytelnicy – to bardzo pouczające :) A zarazem trzeba sobie wyrobić własny styl i się go trzymać. Dasz radę.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Jutro znów nie posłucham :( A kiedy nowofantastykowy koncert życzeń?

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Bogowie, z tej listy znam zaledwie dwa zespoły, a słyszałam o kolejnych czterech…

 

Nie muszę chyba dodawać, że zdjęcie nic mi nie mówi :D

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Analebe, cieszę się, że nie uznałaś mojego komentarza za zbyt obcesowy. To forum tak działa i to jest tu fajne. Nie kadzimy sobie, wytykamy błędy i przedstawiamy szczerze odczucia – to bardzo dużo daje. Sama wiem, że czasem to w pierwszej chwili uwiera, ale potem wychodzi na dobre.

To nie jest tak, że w Twoim świecie nie ma potencjału – ale spróbuj od małych form, od przedstawienia różnych krain i konfliktów w tym świecie w opowiadaniach, od pisania bohaterów w krótkich historyjkach. Od mniejszego rozmachu – nie od razu musisz przebiec się po całej mapie.

I jeszcze jedno: zaintrygowało mnie, że piszesz o planecie – jedną z moich ulubionych space fantasy jest trylogia Zimnego Ognia C. S. Friedman, ale tam wątek innej planety jest bardzo ważny. U Ciebie, mam wrażenie, jest to jednak po prostu generic fantasyland czyli po prostu inny świat? Jeśli się mylę, olej tę uwagę, ale jeśli nie – zrezygnuj z “planety”, bo jest myląca i prowadzi ku światom w rodzaju Gwiezdnych Wojen, Diuny itp.

I jeszcze jedno: high fantasy wydaje się gatunkiem łatwym, ale tak naprawdę jest bardzo trudna, bo oczekiwania czytelnicze są bardzo wysokie. Dlatego dobrze będzie poćwiczyć zarówno warsztat, jak i światotwórstwo, a także reakcje czytelników na małych formach. No i dużo czytać – choćby po to, żeby wiedzieć, co już zostało napisane i nie powtarzać schematów.

W każdym razie – powodzenia!

 

No i oczywiście zapraszamy do czytania i komentowania tekstów innych użytkowników, bo to jest podstawa życia i dobrego samopoczucia na naszym portalu :)

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Przykro mi, Analebe, ale nie zdołałam przebrnąć przez ten tekst i to mimo tego, że wczoraj z powodów losowych nudziłam się jak mops. Tak że większość jedynie przeskanowałam w nadziei, że coś jednak mnie zainteresuje. Poddałam się jednak, mimo że lubię smoki.

Na początek dajesz – na szczęście krótki, ale i tak niepotrzebny – infodump. Takie informacje o świecie należy umiejętnie wpleść w fabułę, ponieważ czytelnik powinien poznawać świat wraz z akcją, a tego, co napiszesz w takim wstępnym akapiciku i tak nie zapamięta.

Następnie bohaterkę (jedną z miliona) wprowadzasz w równie literacko nieciekawy sposób: opisujesz. Jest taka zasada: show, don’t tell. Jeśli te cechy, które wymieniasz, uważasz za ważne, wprowadź je umiejętnie w narracji. Czytelnik nie zapamięta opisu osoby, o której nic nie wie. Potem piszesz o jeziorze – kolejny akapit infodumpu. O lesie – akapit infodumpu. Polanka – infodump. Sandra – infodump do potęgi! Tego się nie da czytać.

W kolejnym podrozdziale przechodzisz do krainy smoków – i bach, kilka akapitów infodumpu. Tak się nie pisze już od kilkudziesięciu lat, nawet fantastyki, która jest dość odporna na eksperymenty formalne. Dalej Mroczna Kraina i – tadam! – kolejny infodump. Zieeew. Potem infodump goni infodump, wprowadzasz mnóstwo bohaterów i wątków, ale nic z tego nie wynika – bo fragment, którego nawet nie kończysz czymś, co mogłoby sprawić, że czytelnik będzie czekał na dalszy ciąg. Ot, seria obrazków, za dużo szczegółów na tak krótki kawałek, żadna scena nie wybrzmiewa mocno.

Na dodatek pierwsza bohaterka – zapewne główna – na odległość pachnie mi Mary Sue: piękna, rudowłosa, nosi piękne suknie, mimo że mieszka w wiosce, a do tego jest niezależna i wspaniała i nawet książę jej niestraszny. Czytelnicy nie lubią przerysowanych, idealnych bohaterów.

 

Mam taką radę: zostaw na razie tę powieść. Naucz się warsztatu na krótkich formach – tu, na portalu, opowiadanie są lubiane, fragmenty powieści nie. Naucz się prowadzić narrację, przedstawiać bohaterów, opisywać świat w krótkich wstawkach związanych bezpośredni z tym, co się dzieje itd. Jest tu mnóstwo ludzi, którzy Ci w tym pomogą. Napisz krótkie opowiadanie (tak na max 30k), choćby i z tego świata. Ale nie porywaj się na powieść – ponieważ w krótkich i żołnierskich słowach nie udźwigniesz jej ani fabularnie, ani warsztatowo.

 

Przydatny link ogólnoportalowy, który może Ci pomóc w znalezieniu pomocy:

https://www.fantastyka.pl/publicystyka/pokaz/66842676

 

Językowo też jest bardzo średnio. Czytałam z komórki, no i tylko do pewnego momentu dokładnie, więc nie wyliczę wszystkiego (zresztą nie miałabym na to czasu), ale przecinki wołają o litość do nieba (pamiętaj np. o przecinku po wołaczu!), a i braki spacji po półpauzach dobrze nie wyglądają. Zapis dialogów do remontu.

Stylistycznie też czterech liter nie urywa, piszesz raczej naiwnie i przezroczysto, co w długim tekście jest po prostu nużące. Nie zwracasz uwagi na to, żeby unikać powtarzających się konstrukcji, co też nuży.

 

Dobry poradnik zapisu dialogów:

https://fantazmaty.pl/2018/01/jak-zapisywac-dialogi/

 

Parę dość na chybił trafił wybranych nieporadności zauważonych przy przeglądaniu tekstu teraz, obrazujących główne problemy:

 

Chciała podążać własnymi ścieżkami jak kot, którego ciężko było usidlić.

Zastosowane sformułowanie mogłoby się odnosić do jakiegoś konkretnego kota, np. “była jak ten kot sąsiada, którego trudno było złapać”. (Skądinąd potoczne ciężko zamiast trudno jest zdaniem specjalistów od poprawności językowej na granicy błędu i w prozie artystycznej raczej nie powinno się go używać.)

 

znała ją już na tyle[+,] żeby domyślić się, że dziewczyna ma wybuchowy charakter nie sądziła, że nieznajomy

Żeby można zamienić na by, ale dwa że i tak rażą.

 

Książę zobaczył przepiękną suknię

Całą narrację masz z punktu widzenia bohaterki i nagle wiemy, co widzi i myśli książę? Takie przeskoki są niedobre, jeśli chcesz zmieniać punkty widzenia (pisząc narrację tradycyjną, a nie młodopolski lub nowofalowy eksperyment), należy to rozdzielać na oddzielone od siebie cząstki (podrozdzialiki). I skąd przepiękna w oczach księcia suknia u dziewczyny z wioski?

Od tamtego czasu Luna prawie co wieczór była nad magicznym jeziorem wbrew sprzeciwom matki. Żyła nadzieją, że książę Sakańczyków będzie.

Będzie co? Brak okolicznika, np. też tam będzie. A w ogóle lepiej “chodziła nad jezioro”, “książę też tam się pojawi”

 

Czas płynął nie ubłagalnie.

→ nieubłaganie. Błąd słownikowy + ortograficzny. Powtarza się w następnym rozdziale

 

Dziewczyna chciała zakończyć ich związek bojąc się konsekwencji.

Związek? Nie chodzi mi, brońcie bogowie, o to, żebyś opisywała sceny erotyczne (z seksem lub bez), bo to naprawdę bardzo wysoka szkoła jazdy i większość autorów wpada albo w wulgarność, albo w przesłodzenie, a nie wiem, co gorsze. Ale z wcześniejszej narracji trudno wywnioskować, że cokolwiek ich połączyło.

 

dotknął zapłakanego policzka dziewczyny

Policzek nie może być zapłakany, bo to nie on płacze. Może być co najwyżej mokry czy wilgotny od łez

 

Chroń tą dziewczynę

Tę dziewczynę

 

uroczystościom celebrował

Uroczystość celebrował albo uroczystościom przewodził. Tertium non datur

Skądinąd zakonnik średnio pasuje do fantasy, ale to drobiazg

 

Młody król wstał i podszedł do barierki swojego tarasu.

To był jego własny, prywatny taras, na który nikt inny nie miał wstępu? Tylko w takiej sytuacji zaimek “swój” miałby sens.

 

Wieko wieczna rzeka

Wut?

 

Po środku placu natomiast tętnił handel niewolnikami

Handel (czymkolwiek) nie tętni

 

Eyope opuściła swoją świątynie.

Literówka → świątynię

 

W cieniu jednego z łuków

Nie bardzo sobie to wyobrażam. Łuki wspierające sklepienie same w sobie nie rzucają cienia, od biedy mogą go rzucać filary lub kolumny, na których są wsparte, ale pod warunkiem, że są wolnostojące

 

maga Lestata

Używanie imion głównych bohaterów znanych powieści jest zawsze ryzykowne

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Nie czuję się przekonana w kwestii uśmiechów ;) Pewnie pisałabym “ – powiedział Jacek z uśmiechem.”, żeby było jasne. Jak dla mnie to nie jest gębowe i w związku z tym norma sjp pwn ma moc. Ale z ciekawości zapytam mojej redaktorki z Galerii Książki, do której też mam wielkie zaufanie. Niestety pewnie dopiero w czwartek.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Irko, sprawdzę, czy jest coś na ten temat w książkowej biografii L16 i aktach procesu (z tym, że mogę to zrobić pewnie najwcześniej w środę wieczorem), ale nie wiem, czy jest to jakkolwiek z pewnością wiadome. No i plac nazywał się wtedy placem Rewolucji (od sierpnia 1792 do października 1795). A gilotynę wielokrotnie przestawiano, więc wszelkie dane mogą być nierzetelne. Możesz ewentualnie podać mi na priv źródła, z których te informacje zaczerpnęłaś – może będę w stanie ocenić, które jest bardziej wiarygodne.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Stn, z mojej działki – jak w 1814 Ludwik XVIII dorwał się do władzy, to zajmował się głównie wymazywaniem wszelkich symboli cesarstwa i zastępowaniem ich burbońskimi liliami itp. A już całkowicie a mojej bardzo szczegółowej obecnie naukowej działki: kiedy jedyny legalny syn Napoleona został wywieziony do Austrii do dziadka ze strony matki (cesarza Austrii), to w oficjalnych dokumentach pomijano całkowicie istnienie ojca i biedak był jedynie “synem arcyksiężniczki”. Nawet w nekrologach tak było. Co akurat jest dość ironiczne, bo akurat cesarz Franciszek miał ciężkiego fioła na punkcie tradycyjnie pojmowanej moralności…

To jest praktyka stara jak świat i chyba nigdy nie odejdzie w niepamięć.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Fantasy dzieje się zasadniczo w tzw. generic fantasylandach, czyli światach wymyślonych przez autora. Tam najwyższym szczytem może być cokolwiek i może on nawet być depresją. I ja bym zakładała, że w Twoim przypadku jest tak samo. Ale nie – walisz Planetą Ziemią (skądinąd planeta powinna być małą literą), która zasadniczo jest nazwą planety, na której żyjemy. I na której najwyższy szczyt ma trochę ponad 8000 m wysokości, jest pokryty śniegiem i lodem, i nazywa się Czomolungma vel Mt. Everest. “Czasy obecne” nie mają tu nic do rzeczy, chyba że Twoja przyszłość jest tak kolosalnie odległa, że Himalaje zerodowały do wysokości Gór Świętokrzyskich. Tylko że do tego czasu to chyba słońce zacznie gasnąć (jest tu dyżurny geolog, ale nie wiem, czy zajrzy).

Czytanie i odbiór literatury, a fantastyki zwłaszcza, odbywa się na zasadzie tzw. zawieszenia niewiary. I w interesie autora jest nie naciągać czytelniczej cierpliwości, bo inaczej ta niewiara rąbnie na ziemię.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Dolarze, nie wiem, jak inni, ale ja zajrzałam, jak zaglądam do prawie każdego tekstu, który się pojawia w poczekalni, zobaczyłam, że jest króciutki, przemknęłam po nim wzrokiem, nie poczułam się zaintrygowana… Zapewniam Cię, że wrzucenie od razu całości będzie lepszą strategią.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Autorze, z tak krótkiego fragmentu bardzo trudno wywnioskować cokolwiek o Twoim pomyśle, świecie, bohaterach, warsztacie, że o fabule już nie wspomnę… Gdyby to była zamknięta całość, byłaby szortem, nie opowiadaniem, a jest fragmentem.

Może lepiej byłoby, gdybyś zamieścił od razu całość? Jeśli planujesz ją na 27 odcinków, w których jak u Agathy Christie będą ginąć kolejne postacie, to przy tych rozmiarach całość będzie miała ok. 50-60k znaków, czyli tyle co solidne opowiadanie. I jest znacznie większa szansa, że ktoś to przeczyta – użytkownicy nie lubią fragmentów.

 

A tu masz dobry portalowy poradnik survivalowo-savoir vivre’owy:

https://www.fantastyka.pl/publicystyka/pokaz/66842676

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Nowa Fantastyka