Profil użytkownika

Zawodowo i hobbystycznie zajmuję się historią i kulturą okresu 1789-1870, głównie Francji. Kocham XIX wiek, ale niekoniecznie ostatnie trzy dekady i niekoniecznie standardowy “wiktorianizm” – uważam bowiem, że w tym “długim stuleciu” jest mnóstwo znacznie ciekawszych zjawisk. Jestem pasjonatką historii militarnej i niepoprawną wielbicielką opery.

Mój flagowy projekt popularyzatorski:

https://altronapoleone.home.blog/

 

A ponieważ przyjaciółka zrobiła mi stronę autorską, to proszę: https://www.facebook.com/Agnieszka-Fuli%C5%84ska-strona-autorska-2315084808750116

 

Dla chleba długo tłumaczyłam fantastykę młodzieżową, wygaszam jednak tę działalność i tłumaczeniowo zajmę się tylko poezją, której już (w przekładzie) całkiem sporo opublikowałam. Piszę do szuflady od zawsze. Od jakiegoś czasu głównie rzeczy dziejące się w nieco alternatywnym XVIII/XIX wieku. Poniżej lista tekstów opublikowanych z linkami:

 

”Kobieta, która słyszała smoki” w antologii Dragoneza: https://fantazmaty.pl/projekty/dragoneza/

“Auto da fe” w Esensji: https://esensja.pl/tworczosc/opowiadania/tekst.html?id=27957

”Kroki Komandora” w antologii Ja, legenda: https://fantazmaty.pl/czytaj/antologie/ja-legenda/

“Z głębi morza” w Magazynie Histeria (lipiec 2019): http://magazynhisteria.pl/1921-2/

“Zima” w Snach Umarłych 2019: http://sklep.okolicastrachu.pl/sny-umarlych/

“Ostatnia bitwa Franza Maira” w antologii Umieranie to parszywa robota: https://fantazmaty.pl/czytaj/antologie/#umieranie-to-parszywa-robota

“Mysia Wieża” (fantastyczna powieść młodzieżowa napisana z ninedin): https://galeriaksiazki.pl/pl/p/Mysia-Wieza.-Tom-I-serii-Dzieci-Dwoch-Swiatow

 

Następne opowiadania będą w kolejnych antologiach Fantazmatów (“Jeszcze raz w wyłom”, “Retrowizje”). Inne zajęło pierwsze miejsce w konkursie “Pusty klient” na Sherlockonie 2018, kolejne dostało II nagrodę w VIII Konkursie im. Krystyny Kwiatkowskiej (2018), na publikację czeka też opowiadanie w “Creatio Fantastica” (2019), a cała seria – w osobnym autorskim zbiorze.

 

BETOWANIE. Zasadniczo nie przyjmuję bet, bo nie mam czasu, ale niewykluczone, że mimo wszystko skuszę się na tagi: historia alternatywna, XVIII i XIX wiek, steampunk. Nie betuję użytkowników, którzy nie wykazują aktywności na forum w ramach altruizmu wzajemnego (czytaj: komentują, jeśli w ogóle, wyłącznie własne utwory).


komentarze: 5486, w dziale opowiadań: 3365, opowiadania: 1138

Ostatnie sto komentarzy

Anonimie, tytuł i “koniec” w tekście są zbędne, bo to wstawia w odpowiednich miejscach edytor portalowy.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Dla mnie jest przede wszystkim różnica semantyczna: ostygło, znaczy jest chłodniejsze niż na początku, ale niekoniecznie całkiem zimne. Wystygło – całkiem zimne. Ostygło – np. było bardzo gorące, ale ostygło na tyle, że już da się zjeść/wypić.

Aczkolwiek “całkiem ostygło” = wystygło :D

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Anonimie, przyznam z potwornym wstydem, że nie przebrnęłam przez trylogię husycką w całości :( W dodatku akurat na średniowieczu znam się absolutnie najsłabiej z wszystkich epok, niemniej o ile pamiętam (próbowałam czytać dość dawno, jak to się ukazało), też mnie pewne rzeczy drażniły… Może zajrzę ponownie, po latach, i zobaczę :) Bo i do sagi o Wiedźminie podchodzę teraz nieco inaczej niż za pierwszą lekturą i drażnią mnie nie realia, oczywiście, bo tu jest pełna fantasylandowa dowolność, ale np. postacie.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Bardzo dziękuję :) Zwłaszcza ten opis w linku jest bardzo przydatny – niemniej on właśnie jasno pokazuje, że nie miało to nic wspólnego z dzisiejszym typem studenckiego pijaństwa… “Cały czas były pod obserwacją władz policyjnych, które bez ceregieli karały uczestników za jakiekolwiek niezgodne z prawem incydenty” – to też istotne. Tak skądinąd jest tam mowa o winie – też bym przypuszczała, że raczej to pito niż piwo, wbrew pozorom :)

W każdym razie niewykluczone, że ta wiedza przyda mi się nawet kiedyś do projektu naukowego, choćby bardzo marginalnie i pod warunkiem, że są jakieś bardziej konkretne źródła, które okażą się dla mnie istotne :)

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Dzięki, Irko :) Chyba nie dość mocno podkreśliłam, że matka jako uchodźczyni miała wyjątkowo pod górkę i nie ogarniała, a Babcia to w końcu zrozumiała i dlatego zdecydowała się dać wnuczce wybór, czy będzie szukać, czy nie… W sumie mam jeszcze zapas znaków, bo te 8k to wg worda, ale i tak nie zmieszczę wyjaśnienia, obawiam się ;) Może rozwinę to kiedyś w dłuższą historię.

 

Dzięki, Deirdriu i Verus za miłe słowa!

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Wychodzi na to że ch*j z historią liczy się poprawne pisanie…

Nie. Poprawne pisanie to wyraz szacunku dla czytelnika, jak wspomniałam. Nikt przy zdrowych zmysłach nie będzie w swoim czasie wolnym przedzierał się przez koszmarnie wyglądający, źle się czytający fragment prozy, nieobiecujący nawet satysfakcji z przeczytania jakiejś skończonej historyjki. My też mamy swoje teksty, swoje sprawy, swoje życie.

Na tym portalu działamy społecznie, poświęcamy czas innym, ale oczekujemy dwóch rzeczy: wzajemności i szacunku dla naszego wysiłku. To tak bardzo dużo?

Nie wymagamy od nikogo, żeby przychodził z oszlifowanym warsztatem i idealnym tekstem. Niemniej naprawdę, opanowanie podstawowych zasad interpunkcji oraz poprawnego zapisu dialogów nie wymaga usług korektora – to wymaga przeciętnej inteligencji i odrobiny wysiłku. A skoro wolisz “załatwić” korektora, to może należało to zrobić przed wrzuceniem tekstu? Uwierz mi, tekst poprawnie zapisany czyta się lepiej. Źle sformatowany, ze złą interpunkcją (nie masz przecinków w najbardziej oczywistych miejscach!) dostaje z miejsca -10 punktów do atrakcyjności.

 

Polecam lekturę tego poradnika przetrwania na portalu:

https://www.fantastyka.pl/publicystyka/pokaz/66842676

 

Jest jeszcze jedna opcja portalowa: możesz wrzucić tekst na betalistę, ale nie oczekuj, że ktoś wykona całą techniczną robotę za ciebie. Betalista jest do prywatnego szlifowania tekstu, niemniej betującym też należy się traktowanie z szacunkiem. Może więc jednak zacznij od wstawienia przecinków tam, gdzie na pewno powinny być, wg listy, którą ci zapodałam. To naprawdę nie jest trudne.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Mam blokadę, potwornie rozbolała mnie głowa, wszyscy wokół smarczą, chyba i mnie bierze. 

Szczerze współczuję, bo sama właśnie usiłuję wyjść z zapalenia zatok. Trzymaj się zdrowo, zdanie poczeka!

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

“Sobotkowanie” to była tradycja studencka tamtych czasów, czytałem kiedyś o tym a całkiem niedawno byłem na wykładzie o Hauptmannie i tam też prowadząca wspominała że noblista opisywał w swoim dzienniku te uroczystości jako mocno pijackie wydarzenia.

Dzięki za info, bo usiłowałam to znaleźć, ale niestety z polską nazwą prawdopodobnie się nie da. (Skądinąd byłabym wdzięczna za nazwę niemiecką albo inne podpowiedzi, żeby móc poszukać dalej). Podejrzewałam, że jakieś zahaczenie w realiach to ma, ale niestety nie zmienia to faktu, że sposób imprezowania jest całkowicie współczesny. Picie w Prusach wtedy, i picie w Polsce teraz to jednak zupełnie różne obyczaje. Hauptmann zresztą opisuje jako swoje studenckie czasy lata ‘80, jak mniemam, sądząc po dacie urodzenia, więc to też już nieco inna kultura. Pytanie zresztą, czy to stara tradycja burszowska? Lata ‘80 i ogólnie belle epoque to już istotnie wchodząca kultura upojeń alkoholowych i moda na nie, choć też nieco inaczej to wyglądało, niż w XXI wieku…

 

obyczaje i moraloność wiktoriańska to pewien wzór,

Ależ ja ani przez moment nie sugerowałam, że coś takiego powinno tu być, zachowajcie wszyscy bogowie! Walczę z wszystkich sił z rozszerzaniem wąskiego zjawiska na cały XIX wiek :) Jakkolwiek bowiem Wiktoria rządziła od 1837, to ta tzw. obyczajowość wiktoriańska to dopiero ostatnie dekady wieku. Połowa wieku to zupełnie inna obyczajowość, nawet w surowych Prusach i nawet w Anglii. Oczywiście różnice są nie tylko w czasie, ale i pomiędzy poszczególnymi państwami.

I tu nie chodzi o to, że są swobodne obyczaje, a już na pewno nie o seks pozamałżeński czy romanse. Pod koniec lat ‘60 XIX w. zachowanie, ubranie itd. Estery nawet w bardzo, ale to bardzo liberalnym Paryżu byłoby co najmniej ekscentryczne, a na prowincji pruskiej po prostu nie do pomyślenia. Romanse mogą być zawsze, ale chodzi o drobne elementy zachowania. Tak samo z tym piciem – to są czasy, kiedy ludziom na jakimś poziomie społecznym po prostu pewne rzeczy nie uchodziły i to było oczywiste.

 

Z kwestią germanizacji bym się spierała o tyle, że Dolny Śląsk był w praktyce germanizowany od XIV/XV w., a w granicach Prus znalazł się w połowie XVIII wieku, więc w połowie XIX w. to nie bardzo germanizacja, a co najwyżej brak tolerancji dla istniejących mniejszości narodowych. Niemniej z tego, co wiem, akurat na DŚ naprawdę działało bardzo dużo organizacji polskich, przejściowe kłopoty miewały i nie wątpię, że pojedyncze przypadki mogły nawet bywać tragiczne, niemniej opowiadanie pod tym względem wpada w klimat jakiejś co najmniej “Placówki” ;)

 

myślę że można pozwolić sobie na większą swobodę

Tak, ale jednak w granicach rozsądku wobec realiów, bez przekraczania punktu krytycznego, za którym robi się groteskowo ;) Gdyby to się działo na przełomie XIX/XX wieku, wiele więcej by tu uszło. Estera nawet mogłaby spokojnie walczyć o te studia. Mogłaby mieć zbliżony do męskiego strój rowerowy. I tak dalej.

XIX wiek to nie monolit, to dość szybko następujące po sobie zmiany, wbrew temu, co się czasem wmawia nam w szkole. Ogromna dynamika, kilka epok w jednym stuleciu…

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Dzięki za wsparcie! Do dziś przeżywam to 3+. Tylko problem w tym, że nikt poza mną nie miał z tym pytanie problemu. Inna sprawa, że oni w większości pooblewali, mimo to :D Na moim roku 3+ było jedną z najwyższych ocen…

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

OK, zwal to na mój musk. Gdybyś napisała tylko o pukaniu się w czoło, uznałabym to za żart. Wyjaśnienie dalej podpowiedziało mi, że to jednak na serio :D Ale ja dostałam +3 z egzaminu pisemnego z Egiptu i Bliskiego Wschodu (co miałam oblatane na celująco), bo przez pół czasu przeznaczonego na cały test rozkminiałam, czy w pytaniu na tak/nie, niestety gdzieś na początku, “czy hełm Meskalamduga jest najważniejszym zabytkiem sumeryjskim” autorowi pytania chodziło o to, że sumeryjskim lub nie, czy też najważniejszym czy nie. Ponieważ odpowiedź na pierwsze (tak) wydawała mi się oczywista, to pozostawała wątpliwość, czy to jednak nie ta druga kwestia.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Szorcik ok, z tych, które uśmiechają, choć nie zapadają na długo w pamięć, ale zgrabnie napisany, ładnie ten potok myśli ujęłaś. Plus przewrotna pointa.

 

Z technikaliami, zwłaszcza przecinkami bywa niedobrze:

 

Jeżeli istnieje nadprzyrodzona moc[+,] na pewno nie została zaklęta w przedmiotach.

Sąsiadka, która modliła się do buddy[+,] rozwiodła się, a gmina zlicytowała jej dom.

Kilka wstrzymywanych oddechów później[-,] udało mi się przekręcić do pozycji psa.

Ach, zapomniałabym, wczoraj[-,] nowa sąsiadka rozwiodła się z mężem.

Przerzuciłam kartki kalendarza: oOd wypadku męża do dnia, w którym jego firma splajtowała[+,] upłynęło trzynaście dni.

Zanim pokonałam próg[+,] prawą ręką zrobiłam znak krzyża,

 

Ostatnio w moim życiu szybko stawało się na coś za późno.

Nie brzmi mi to zdanie dobrze, czytałam ten kawałek kilka razy i za każdym się na nim potykałam.

 

Przerzuciłam kartki kalendarza: Od wypadku męża do dnia, w którym jego firma splajtowała upłynęło trzynaście dni. Przez kolejnych trzynaście uwijałam się na dwa etaty. Wreszcie wycieczka w Tatry, na którą musiałam jechać sama.

 

W przedostatnim akapicie usuń enter przed “do kręgli”.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Autorze, po pierwsze Prolog chyba jest częścią tekstu, a nie informacjami dla czytelnika (do tego służą “przedmowy”), więc przenieś go do tekstu głównego.

Po drugie – to jest Prolog i Rozdział I, racz więc oznaczyć swój tekst jako “Fragment”. Wiedz jednak, że fragmenty nie cieszą się na portalu popularnością, sugerowałabym więc napisanie w Twoim świecie zamkniętego fabularnie opowiadania i zamieszczenie go jako próbki twórczości.

 

Na pobieżny rzut oka przy przewijaniu: fatalnie zapisane dialogi, fatalna interpunkcja. Poradnik zapisu dialogów znajdziesz tutaj:

https://www.fantastyka.pl/hydepark/pokaz/2112

Z interpunkcją powalcz za pomocą ogólnych zasad: rozdzielanie zdań złożonych (w praktyce: przecinki przed: który, że (ale przed całym: mimo że, nie “mimo, że”), by/aby/żeby, ale, lecz, gdzie, kiedy, bo, ponieważ, mimo że/pomimo że, aczkolwiek itd.). Przed większością imiesłowów przysłówkowych (stojąc, stanąwszy) też. Jeśli poprawisz przynajmniej to, będzie nieco lepiej. Na razie jest tragicznie.

Aha, na końcu zdań stawia się kropki.

A dbanie o takie drobiazgi jest wyrazem szacunku dla czytelnika.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

“na erę wiktoriańską”… Wrrrr. Co przez to rozumiesz? Wiktoria panowała od 1837 do 1901, to jest kilka epok, jeśli chodzi o politykę, modę, obyczaje, osiągnięcia naukowe i techniczne. W popularnym odbiorze “wiktorianizm” utożsamia się jednakowoż z trzema ostatnimi dekadami XIX wieku, kiedy masz już całkiem sporo możliwości, więc jeśli to masz na myśli, a zwłaszcza końcówkę wieku, to pewnie można znaleźć coś ciekawszego. Niestety akurat na belle epoque znam się stosunkowo słabo.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Obawiam się, że takie same jak w przypadku wszelkich innych problemów natury psychicznej, spektrum było nieduże, głównie opiaty w rodzaju laudanum/morfiny. Oczywiście wiele zależy od tego kiedy konkretnie w XIX wieku, bo akurat w medycynie jest kolosalna różnica między 1810 a 1890, a i dekadami pośrodku… Oraz, akurat psychiatria wyglądała bardzo, bardzo różnie w zależności od kraju.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Nie, on nie puka się w czoło. To jest Brutus starszy, który zachowuje spokój w obliczu tego, że jego dwaj synowie jako spiskowcy zostali skazani na śmierć. Masz przeciwstawienie dwóch postaw: rozpaczających matki i sióstr, i stoickiego ojca, skądinąd jednej z półlegendarnych ikon rzymskiego stoicyzmu.

Obraz nazywa się, jak się nazywa, ale ci synowie to tylko są widoczni z tyłu w postaci nóg na noszach. A Brutus siedzi pod posągiem Romy, co może nie jest zbyt dobrze widoczne.

Kiedyś napisałam długą analizę tego obrazu, nawet była na jakimś blogu, ale blog nie istnieje. Może ją odkopię i umieszczę na istniejącym.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

rrybaku, męczy mnie to. Zwłaszcza że to Ty, nie potrafiąc przyznać, że przegiąłeś w tym pisaniu o znajomości Sudetów, że zagalopowałeś się w ocenie warunków brzegowych konkursu, natychmiast imputujesz mi, że nie potrafię przyznać się do pomyłki (typowa obrona przez atak). I oczywiście jako pierwszy piszesz EoT.

Aha, gdzieś mi napisałeś, że czepiam się słówek “typowo po kobiecemu” No więc, jeśli to, co przed chwilą napisałeś, nie jest czepianiem się słówek, to ja nie wiem, co nim jest.

zaczynam odnosić niejasne wrażenie, że twoim głównym ostatnio hobby stało się komentowanie moich wpisów…

Nie ja zaatakowałam Ciebie pod “Dachem świata”, ale Ty mnie. Bezpardonowo, z bardzo brzydkimi sugestiami, wyłącznie za to, że nie podpisałam się pod Twoimi totalnymi zachwytami, jednocześnie bardzo wysoko oceniając Twoje ukochane opowiadanie. Nie zaatakowałeś w ten sposób nikogo z pozostałych użytkowników, którzy wyrazili opinie podobne do moich, ba, nawet wręcz mnie cytując. To Ty co rusz wytaczasz argumenty ad personam, a nie dotyczące tego, co druga strona napisała. Nie wiem, za co się tak na mnie uwziąłeś, a jest to dodatkowo przykre, ponieważ należałam do głównych orędowników przywrócenia Cię na portal.

Ale oczywiście zdążyłeś już napisać, że to ja zrobiłam sobie hobby z komentowania Twoich wpisów. Białe mają przewagę, tak? Ten, kto się broni, jest zawsze na gorszej pozycji.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Po czwarte – żeby napisać dobre opowiadanie górskie, dotyczące konkretnych gór równocześnie, w dodatku nie traktowanych całkiem marginalnie, jak Polska w Ubu Królu (przypomnę – to był warunek niezbędny postawiony przez Organizatorów i Jurorów by w ogóle rozpatrywali opko w konkursie) , trzeba te góry choć minimalnie znać. A kto je zna osobiście? Kto po nich w ogóle chodził, tak na poważnie, a choćby i niepoważnie? Co piąty/a Autor/ka? Co czwarty/a?

Em, jakby to powiedzieć. Sugerujesz dość jasno, że w konkursie mają szanse (napisać dobre opowiadanie na temat) wyłącznie ci, którzy świetnie znają Sudety. Wymieniasz to wśród “wyśrubowanych warunków brzegowych”, a to nie jest warunek brzegowy.

 

W kryteriach oceny stoi: “Zgodność z tematyką konkursu (obecność heroizmu, nawiązanie do gór, elementy fantastyczne)”. Nawiasem mówiąc, juror Chrościsko napisał wyraźnie, że jeśli będzie space opera z planetami o tych nazwach, to nie odrzuci.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

W kwestii regulaminu – jest powiedziane, że góry mają wystąpić i odegrać rolę. Nigdzie nie jest napisane, że akcja musi się tam rozgrywać,  że znajomość topografii będzie elementem oceny. Takoż nigdzie nie ma mowy o tym, że motywacja ma być do zdobywania tychże. W kryteriach oceny jest mowa wyłącznie o “potencjale motywacyjnym”, co można rozumieć bardzo szeroko.

Z kolei opis: “Opowiadań, które będą chwytać za serce i motywować do przekraczania własnych ograniczeń, do szalonych porywów, a wszystko w klimacie górołazów i fantastycznej otoczce.” – też wcale nie oznacza, że motywacja ma być jedynie do zdobywania gór.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Na filozofii się nie znam, ale znam się na sztuce, zwłaszcza klasycznej i neoklasycznej. I mam wrażenie, że jeśli istnieje obraz, który IDEALNIE ilustruje idee stoickie, to nie jest to zacytowana przez OP “Śmierć Sokratesa” Davida, ale tegoż malarza “Brutus” (konkretnie: “Liktorzy przynoszący Brutusowi ciała jego synów”):

 

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Mam na profilu napisane, że zasadniczo nie przyjmuję bet – taka karma, że mam teraz za mało czasu na własną twórczość, zarówno literacką jak i naukową, a tu jednak też się chcę trochę poudzielać, no i mieć jakieś życie :) Na sf za słabo się znam, trafił Ci się świetny betareader, więc nie narzekaj.

No i najkrótszy tekst jest o czymś, więc coś o nim można napisać… Sf to zarówno space opera, jak i część postapo, jak i coś o inżynierii genetycznej, a nawet archeologii. Ergo – doprecyzowałabym.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Irko, jesteś nieoceniona :) Jak czytam Twoją recenzję, to nawet z tego chaosu, jakim jawi mi się to opowiadanie, zaczyna wychodzić jakiś ład… Nie wiem, czy masz rację, ale na pewno jest to trzymająca się kupy interpretacja.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Temat wyeksploatowany, ale ciekawie go ujęłaś i bardzo sprawnie napisałaś.

Jedno mnie tylko zastanawia, tak na marginesie, ale właśnie sobie uświadomiłam, że to przypadłość wielu tego rodzaju antyutopii. Skoro są te panacea i inne sterowania biologią, to dlaczego w społeczeństwie, w którym dzieci mogą mieć tylko nieliczni, nie wyłącza się większości ludzi jakichś przekaźników w mózgu czy hormonów, które odpowiadają za potrzeby macierzyńskie? Nie wierzę, żeby się nie dało, bo przecież są ludzie takich instynktów pozbawieni (mówię z autopsji). To by w dodatku dodawało antyutopijności ;)

Ale tak poza tym – podziwiam, że upchnęłaś tyle treści w ten koszmarny limit, zawsze mam wrażenie, że innym się te szorty udają, a ja ledwie napiszę jedną scenę, to już mam 80% znaków :D

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

dawidzie, warto napisać coś więcej o tekście – o czym jest, kiedy czy gdzie się dzieje itd. – to są informacje, które przyciągają betujących. Nawiasem mówiąc, ja akurat w sf nie jestem mocna, lepiej uderzyć do osób, które coś takiego piszą :)

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Fajny pomysł. Nieźle rozpoczęta fabuła, ale tekst sprawia wrażenie, jakbyś urwał opowieść w środku. Jasne, niby odpowiedź na kluczowe pytanie jest zawarta w ostatnich zdaniach, ale konstrukcja całości sprawia, że czytelnik chciałby dowiedzieć się więcej.

Mam wrażenie, że dostałam szkic ciekawego świata i nawet potencjalnie ciekawych postaci, ale następnie autor uznał, że archeolog będzie już w sumie wszystko wiedział, a czytelnik z paru sygnałów domyśli się o co chodzi, więc zwinął warsztat. Szkoda, bo mogłeś napisać niezłą historię o odkrywaniu tego świata, o dochodzeniu do tego, co tu zostaje w skrócie pokazane.

Przyznam, że z racji wykształcenia fascynuje mnie konstruowanie sytuacji, w których ludzkość musi stać się archeologami, i chętnie bym przeczytała pełnowymiarowe opowiadanie oparte na koncepcie, który tu zaprezentowałeś. Oczywiście kluczowa fraza nie mogłaby padać tak szybko, ale już zakończenie mogłoby stanowić niezły foreshadowing rozwiązania.

Bardzo liczyłam na to, że ten tekst da mi coś więcej. Klik do biblioteki daję nieco na wyrost, bo szkoda, żeby ten pomysł zmarnował się wśród całkowicie nieklikniętych opowiadań, bo z tymi mającymi choćby jeden kliczek zawsze jest szansa, że jakiś kolejny portalowy archeolog przeczyta. Niemniej – chętnie zobaczyłabym to rozwinięte w porządną fabułę, nawet jeśli już znałabym spojler ;)

 

PS. Brunatna ciecz kojarzy mi się raczej z jakimś paliwem kopalnym, może powstałym z wybitych tubylców?

 

A, na marginesie. Jest kilka takich obszarów na ziemi, gdzie coś takiego zdarzyło się między starożytnością a czasami niewiele późniejszymi. Przede wszystkim plus minus dzisiejszy Afganistan – na pewno jeszcze za Aleksandra Wielkiego i przez całą epokę hellenistyczną niewiarygodnie żyzna kraina mlekiem i miodem płynąca. Wykończyło ją głównie ekstensywne pasterstwo ludów napływowych. Oraz północna Afryka – w Libii i krajach dalej na zachód na szerokim pasie były za Cesarstwa Rzymskiego lasy, miasta i cudowny klimat. Niemniej tu winne są głównie czynniki naturalne.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Używa się ich też czasem do zapisu esemesów, ale już chyba rzadko, a także innych powiadomień, zapisu informacji na tabliczkach itp. Czasem też po prostu dla EMFAZY – wymiennie z kursywą czy oddzielaniem/łączeniem-słów-myślnikami, czy też pisaniem Każdego Słowa Wielką Literą.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Przeraziłam się, że to naprawdę wiersz, ale na szczęście proza. Zmień więc, Autorko, oznaczenie na „szort”.

 

Skądinąd, naprawdę uważasz, że Jaskier byłby tak niemożebnie nieoryginalnie stereotypową "kobietką", mówiącą mężczyźnie same banały i używającą wyeksploatowanych metafor? Zawsze miałam wrażenie, że Jaskier ma poczucie humoru, ale nie znam netflixowego serialu…

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Łał, jakie to fajne :) Podchodziłam do tekstu z rezerwą, bo początek nie był zachęcający, a tu proszę! Dowcipne, lekkie, przyjemne i niegłupie. I ta scena z dłońmi, jak ze Star Treka :) Pewnie jest tu więcej nawiązań kulturowo-popkulturowych, ale czytałam szybko (bo wciąga), więc może jeszcze raz na spokojnie przeczytam i poszukam.

Technicznie bardzo dobre – nic mnie nie zatrzymało, choć pewnie ktoś jakieś drobiazgi znajdzie.

Póki co – w pełni zasłużony klik!

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Pewnie, gdybyś za mocno próbowała to zrobić, tylko bym się nastroszyła.

Nie próbowałabym, bo sama się stroszę na nadmiar emocji :D

 

Wszystkim dziękuję za komentarze :)

 

Rosebelle – zasadniczo najchętniej napisałabym dłuższą opowieść na motywach tego szorcika…

Tu w zasadzie nie chodziło o impakt i fabułę, ale o punkt zwrotny w życiu kobiety 40+, która w postapokaliptycznym świecie od lat egzystuje – i znajduje wreszcie sens tej egzystencji. Nie taki ogólny, bo ratowanie ludzi jest obiektywnie bardziej potrzebne, ale taki, który dla niej osobiście będzie jakąś namiastką spełnienia.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Cóż, Reg, nietrafiony… Akurat te słowa padły, bo zabrakło limitu na rozwijanie interakcji tej dwójki i cały finał wymyśliłam jako ostatni. Opowiadanie powstało, bo wymyśliłam sobie, że nieumiejąca już żyć matka pisze w ramach tego konkursu do córki list, który zamknie w kapsule czasu, ale potem sobie policzyłam i nijak mi z tego sto lat nie wyszło, więc cała koncepcja – od tegorocznego konkursu do sto lat później – poszła się bujać :( Pierwotnie matka miała chcieć popełnić rozszerzone samobójstwo, a babcia ocalić wnuczkę, ale na to też zabrakło limitu, poza tym chyba przekroczyłoby to moją odporność na emocje w tekście :/

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Ogłoszenie dotyczy tekstów z wszystkich list. Ostateczny wybór, co znajdzie się w antologii, będzie należał do Fenrirra.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Killmanie – dziękuję za opinię. Co do Ojca, Matki, Babci – klucz jest prosty. Perspektywa w tym opowiadaniu jest Ani, a dla niej to są “imiona”, którymi nazywa te postacie (nie będzie o swoich rodzicach mówiła imieniem i nazwiskiem, prawda?). Współcześni mają prawdziwe imiona – ci z przeszłości są przez nią nazywani tak, jak ona ich widzi, pamięta. Ona nie może o nich “mówić” (bo to “przez nią” oglądamy świat) imionami i nazwiskami. Natomiast te określenia są dla niej jak imiona własne – przecież poza wszystkim często używamy w sytuacjach emocjonalnych, pisząc np. o własnych rodzicach, dużych liter. Dlatego zresztą w wypowiedzi Archiego, dla którego pani X (jakkolwiek się nazywała, nie wymyślałam tego ;) ) jest “babcią Ani”, jest babcia małą literą, jako nazwa pospolita.

 

Nikolzollernie – dziękuję, miło znaleźć osobę, która też woli stonowane emocje :)

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Już się zabieram za początki akapitów ;) dzięki

 

Co do emocji – chyba nie potrafię pisać “na wysokim C”, ale też nie lubię czytać takich tekstów…

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Oj, no to drugą siedzibę. Skoro to pole, to może być domek letni ;) Albo ulubiona łąka, na której lubi oglądać nie wiem, co – gwiazdy? Nie piszesz dzieła naukowego, możesz trochę popuścić wodze fantazji…

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Darconie, na moje oko w tej chwili dokładnie w połowie, bo z 13 tekstów 6,5 jest właśnie takie. Pół – ponieważ jeden nie do końca, ma bardziej questowo-erpegowy charakter, ale zasadniczo facet w nim też ma kłopoty, które chce za pomocą gór rozwiązać :D

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Podchodziłam do tego opowiadania kilka razy i w końcu przeczytałam do końca. Jedno z długiej z serii “facet+góry”, ale to mnie ujęło jednym zabiegiem: tym, że ten wysiłek jest tu podszyty brawurą i de facto głupotą. I jakkolwiek kilka innych uważam za lepiej napisane, skonstruowane fabularnie itd., to pod względem treści jest u mnie wysoko. Owszem, temat braci (splątanie miłości i konfliktu; btw gdzieś mi umknęło, czy Kuba i Paweł są bliźniakami? wydawało mi się, że tak, a potem nie mogłam znaleźć) wyeksploatowany, owszem, jest sporo stereotypowych elementów, owszem (rrybak zaraz na mnie nawrzeszczy) wolałabym na (konkursową) odmianę tekst o kobiecie, która mierzy się z takimi problemami, ale jest tu jakiś podmuch świeżości w ujęciu problemów. Zwłaszcza że obaj bracia coś tam za uszami mają. Zakończenie może troszkę naiwne, ale skoro w regulaminie jest mowa o motywacyjności i wzruszeniu, to trudno się dziwić. Mam wrażenie, że Kuba powinien troszeczkę za tę swoją głupotę zapłacić, ale niech będzie, przestaję marudzić ;)

No i całkiem ładnie wykorzystany motyw Kastora i Polluksa, różnic między nimi, za to też duży plus.

Literacko jest bez fajerwerków, ale więcej niż przyzwoicie, czyta się gładko i bez potknięć :)

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Rrybaku, abstrahując od Twoich idei co do autorstwa różnych tekstów  w konkursie, moimi bohaterami zazwyczaj są mężczyźni, ponieważ w czasach, o których piszę, kobiety po prostu nie robiły pewnych rzeczy. Mam opowiadanie, w SU 2019, w którym bezwzględnie pierwszoplanową i do tego heroiczną postacią jest kobieta. W jednym z portalowych – też kobieta jest najważniejszą postacią. Debiutanckie publikacyjnie – też ma najważniejszą postać kobietę. Ale nie będę wpychała kobiet w role, których wówczas nie wykonywały. Natomiast współcześnie w wojsku służy dużo kobiet, podobnie kobiety przeżywają kryzysy związane z niespełnioną miłością czy oczekiwaniami wobec partnerów płci dowolnej (tylko jeśli się o tym pisze, to natychmiast jest etykietka “łzawego romansidła”), zdarza im się – naprawdę! – mieć też różne inne problemy, np. z traumami z dzieciństwa. I tego mi brakuje w literaturze (potraktowanego poważnie, bez łatek w rodzaju literatury dla kucharek) znacznie bardziej niż opisu PTSD, bo to jest, znalazłam kilka artykułów już na temat tego, jak ten syndrom jest przez literaturę pokazywany (po raz pierwszy ponoć w 1918 roku, a więc na długo przed tym, jak zdiagnozowano jednostkę chorobową). Zakładam, ze znasz “Ferdydurke”, więc się nie baw w prof. Bladaczkę, bo to, że ludziom się podobają różne rzeczy, jest właśnie piękne w literaturze. Btw o tych facetach napisałam pod kilkoma opowiadaniami, bo aż w czterech przypadkach uważam, że zamiana ról wyszłaby fabule na dobre. Mam prawo?

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

“Animozyjny offtop”? Personalne docinki? (Nie Ty jeden napisałeś o Wielkiej Miłości., jeśli o to Ci chodzi, że o facetach w kryzysie już nie wspomnę). To, że uważam, że literatura wszystkich możliwych gatunków jest zapchana do niemożności posthemingwayowskimi facetami i motywami, i że przełamanie tego stereotypu byłoby odświeżające, to jest offtop? Jak czytam tekst, to mam przy podejściu do niego cały bagaż czytelniczy. I jak coś już wiele razy widziałam i czytałam, to niestety wpływa to na odbiór.

Co do tego opowiadania: napisałam pozytywny komentarz, uznałam za jeden z najlepszych póki co tekstów w konkursie, dam klika, a jeśli będzie nominacja, przemyślę głosowanie – więc czego jeszcze chcesz? Żebym napisała “tak, rrybaku, popieram Twój apel do jury”? No, wybacz, gusta są różne, a to akurat nie mój typ literatury i styl literacki (ani do czytania, ani do pisania). Na dodatek tekst mnie np. nie bardzo zaskoczył, fabuła jako całość była dość przewidywalna – dobre historie wypełniające, ale całość raczej stereotypowa.

(Anonimie, przepraszam, bo dalej będzie rzeczywiście troszkę offtop, ale że kiedyś Cień popełnił podobny akurat pod moim niczemu niewinnym opowiadaniem, więc może będzie mi wybaczone…) Rrybaku, na portalu było dużo opowiadań, którym natychmiast dawałabym piórko, a może nawet nagrodę roku. Sporo tych, które mnie zachwyciły tak bardzo, jak Ciebie “Dach świata”, przepadło. Godzę się z wyrokami, choć czasem boli mnie serce. Jest kilku autorów, którym totalnie zazdroszczę wyobraźni i tego, jak piszą – o których opowiadaniach zdarza mi się myśleć “czemu tego nie wymyśliłam” albo “czemu ja tak nie potrafię”? (Blisko takiego olśnienia był m.in. pierwszy Nawigator, by nie szukać daleko). Ale są to zupełnie inne teksty od tego tutaj; możesz sobie zerknąć na listę moich nominacji, to powinno być jakimś wskaźnikiem, co najbardziej cenię. To opowiadanie jest dobre, zwłaszcza technicznie, narracyjnie, fabularnie – mucha nie siada. Ale czy jest dla mnie piórkowe? Od tekstów piórkowych oczekuję czegoś więcej niż maestrii technicznej i doskonałego operowania znanymi elementami literackimi. Tu widzę i doceniam doskonałe rzemiosło, a wolę czasem coś bardziej chropowatego, ale bardziej “osobistego”, indywidualnego, z tym nieuchwytnym czymś, co mnie porwie. Jak zagłosuję w tym przypadku, jeśli będzie nominacja (a sądzę, że będzie) – nie wiem, zobaczę.

 

Edytka: rrybaku, masz prawo oceniać ten tekst jako wybitny, ale ja mam równe prawo oceniać go jako “zaledwie” bardzo dobry. To jest całkowicie fair.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

N+1 tekst o facecie w kryzysie i górze jako metaforze życia. U mnie plus za to, że nie chodzi o Wielką Miłość z Wczesnej Młodości, ale niestety chodzi o drugi najbardziej po hemingwayowsku “męski” temat. Ponieważ jednak wolę czytać o przeżyciach wojennych niż o Tej Jedynej, Która Mnie Niestety Olała, to, jako rzekłam, jak dla mnie na plus.

Bohater – czegoś nieuchwytnego mi w nim brakuje. Może oryginalności, może bardziej osobistego rysu, czegoś nietypowego? Bo jak dla mnie troszkę za bardzo gra ten tekst na stereotypach (jak żołnierze, to muszą non stop kląć jak szewc, bohater składa się z klisz itp.). Jest niezwykle umiejętnie skonstruowany, ale – zbyt przewidywalny. Fantastyki nie ma się co w tym konkursie czepiać, bo może jej być mało – tu w zasadzie można by uznać, że jej nie ma, że zarówno rdza jak i starzec to tylko projekcje myśli i przeżyć bohatera. Ale jest to umiejętnie zrobione, plus za to też, zresztą przyjmuję, że rdza to jednak jakiś szósty zmysł (sama napisałam taką postać jako ojca jednego z bohaterów w drugim tomie współautorzonej z ninedin młodzieżówki).

Bardzo dobrze napisane (mam pewne podejrzenia co do autorstwa, sądząc po stylu), dobry pomysł na górską fantastykę i na rdzę, ale aż tak jak rrybaka mnie w fotel nie wcisnęło, może właśnie przez zbyt dużo standardowych, przewidywalnych elementów. Z całą pewnością jeden z lepszych tekstów w konkursie jak na razie, jednakowoż, i na bibliotecznego klika zasługuje.

 

PS. Podobnie jak w przypadku już dwóch innych tekstów z tej serii powiem tak: gdyby to była bohaterka, byłoby ciekawiej. W dzisiejszych czasach nie jest to niemożliwe. A złamanie stereotypu, że tylko faceci przeżywają w sposób wzniosły kryzysy, które rozwiązują za pomocą wyzwań, byłoby wielce odświeżające.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

“Coś ważnego” – obstawiam blue_ice. Nawiązanie (jak wynika z komentarzy) do autentycznej postaci ratownika oraz użycie słowa “puszysty” :D

 

Moim zdaniem Wieloryby napisała kobieta. Emocjonalnie to gra na najwyższej strunie…

W takim razie “Sosny” też powinna była napisać kobieta, a wiemy, że nie napisała :P

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Tak, zauważam różnice, oczywiście, ale one są dość powierzchowne. Zawsze jest facet w kryzysie i góry, które pomagają mu przewartościować życie :) Pod innym opowiadaniem też napisałam, że ciekawiej by było, gdyby główną bohaterką była kobieta.

Mogę powiedzieć tylko, że ponieważ kocham wilki (i lisy), to ten tekst jest mi najbliższy z tych “facetokryzysowych” w jego warstwie fantastycznej, ale to nie zmienia faktu, że warstwa realistyczna wydaje mi się zbyt uproszczona. Pewnie, limit, pewnie, chęć uczczenia konkretnej osoby, pewnie – utarte schematy fabularne (one czasem w nas bardzo mocno siedzą i niełatwo je przełamać).

Pomysł na “osobistego ducha gór” mi się podoba, nie jest wydumany, jest ciepły, a nie landrynkowy. Aczkolwiek przydałabym wilkowi trochę pazura – gdyby np. została ta wersja z Tadkiem zapominającym o etyce lekarskiej z powodów osobistych i wilk go “ukarał” (ochrzanił, odszedł i wrócił dopiero jak Tadek zrozumie swój błąd, a także pewną nieuczciwość wobec żony? skądinąd może napiszę kiedyś opowiadanie z punktu widzenia takiej kobiety…), też mogłoby być całkiem fajnie.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Dziękuję za wyjaśnienia, absolutnie wierzę, że Anonim ma historyjkę przemyślaną w swojej głowie, niemniej – w kontekście tekstu – jako czytelniczka nie jestem przekonana :)

 

Z imieniem – no, jest to jakiś powód ;) Niemniej, jak napisałam, wysyp konkursowych opowiadań o podobnym schemacie (facet, trudności, góra jako metafora), sprawia, że każde kolejne czyta się ze słabnącym entuzjazmem…

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Uff, Anonimie, już lepiej ;) Sorry, ale przez moje ostatnie doświadczenia szpitalne lekarz, który stawiałby z powodów osobistych warunki pacjentowi, po prostu lądowałby z miejsca na komisji dyscyplinarnej, jeśli nie w sądzie. Lekarz może powiedzieć pacjentowi np. że jeśli nie rzuci palenia, to leczenie ciężkiej choroby płuc może nie przynieść żadnych skutków, ale nie ma prawa stawiać innych warunków podjęcia leczenia.

 

Co do rodziny Tadka – chyba się nie zrozumieliśmy/ałyśmy. Rozumiem, że tak sobie to wymyśliłeś/aś, ale po prostu uderzyło mnie jako mało prawdopodobne: kochająca się rodzina w małej miejscowości (albo, jak raczej podejrzewam, z korzeniami w takowej), rodzina z tradycjami (pamięć sięgająca tego, co robił pradziadek), a po stronie obojga rodziców żadnej rodziny, która wzięłaby do siebie chłopca? Dziadków z drugiej strony? Żadne z rodziców nie miało rodzeństwa czy bliskiego kuzynostwa? Przyjaciół rodziców, którzy staraliby się o adopcję? Nikogo? Nie starano się raczej o rodzinę zastępczą, co – jak doczytałam – jest dziś wskazane i dom dziecka to ostateczność?

Mam problem z tego powodu, że wszystko wskazuje na to, że to była kochająca się, pod wieloma względami tradycyjna rodzina, taka bardzo pozytywna, jeśli chodzi o więzy między jej członkami, więc skąd ta pustka wokół osieroconego dziecka? To oczywiście nie jest niemożliwe, ale jest mało prawdopodobne i jako takie zasługuje na większą uwagę ze strony autora.

Tak, nie wspominasz o ciotkach i wujkach, bo w normalnych okolicznościach nie trzeba opisywać wszystkich szczegółów. Niemniej tu akurat to uderza, a więc może właśnie należałoby podkreślić, że po śmierci dziadków chłopiec nie miał nikogo, rozwinąć ten aspekt, żeby uczynić biografię Tadka bardziej prawdopodobną. Póki co Tadek trafił do domu dziecka, bo autor/ka tak chciał/a, bo pasowało do fabuły.

 

Co do heroizmu – okej, to najprędzej łyknę, bo też uważam, że życie codzienne to większy heroizm niż wielkie czyny :) Niemniej mam też trochę alergię na facetów, którzy żenią się z matkami swoich synów, a w sercu noszą ciągłą niezagojoną ranę po dawnej miłości. Wrrr, dorośnijcie, faceci. Niestety, spotkałam takiego w realu i dziś już bym wiedziała, że należy uciekać, gdzie pieprz rośnie, jak tylko kwestia niezaleczonej rany w sercu się w ogóle pojawi. Serdecznie współczuję, skądinąd, żonie Tadka…

 

Dla osób z domu dziecka, które nie wyniosły pewnych wzorców z rodzinnego domu, wydaje się to podwójnie trudne.

I tu chyba jest kolejna pułapka. Bo Tadek bardzo dobrze pamięta dom, pamięta miłość dziadka, pamięta wzorce, są dla niego oparciem, pamięta wilka, pamięta nawet, po kim ma imię i dlaczego. Mam wrażenie, że on nie jest typowym wychowankiem domu dziecka, że jednak ma +10 punktów w stosunku do dzieci z patologicznych rodzin… (Umknęło mi, nawiasem mówiąc, ile on miał lat, jak zmarł dziadek?)

Gdybym była redaktorką tomu, w którym miałoby się ukazać to opowiadanie, to może np. sugerowałabym, żeby Tadek sam z siebie nie miał tych wszystkich wspomnień, tylko żeby one powoli wracały i dawały mu siłę na przebicie tego szklanego sufitu.

 

Idealność Moniki.

Chodziło mi o trochę inne aspekty, ale to najmniej istotne. W sumie tak, jak piszesz, to też szkoda, że to jest tak w tle, bo można było lepiej ograć to, że ona będąc z patologicznej rodziny nie potrafi pewnych wzorców przełamać. Albo wręcz przeciwnie – w sumie skoro na początku oboje dzieci słyszą wilka (dlaczego? myślałam, że to tylko jedna rodzina), to fajnie by było, gdyby Tadek nie dał rady, a ona właśnie tak… Odwrócić te role. Dać wilka Monice, ku zdziwieniu Tadka.

Co ciekawe – większość opowiadań w tym konkursie jest o facecie z takim czy innym kryzysem, dla którego zmierzenie się z górami jest metaforą życia i jego trudności. Tu też tak jest. Może ta powtarzalność tematu również wpływa na moją ocenę kolejnego tekstu z tej serii. Dlaczego to nigdy nie jest kobieta? Przecież dziewczynie z domu dziecka, na dodatek naprawdę z patologii, byłoby o niebo trudniej przebić ten szklany sufit…

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Od końcowej oceny zbiorczej zostanie odjęty 1 punkt za każde 1000 znaków powyżej dopuszczalnego limitu.

Czyli za 999 znaków powyżej limitu nie ma kary?

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Ej, no, trochę pochwaliłam… Pomysł i wykonanie – na zdecydowany plus. A że wolę teksty bardziej emocjonalnie stonowane, cóż, trudno…

 

Edyta: chyba wyjątkowo nie powinnam się rzucać o nadmiar emocji (i dziwić wysypowi takich opowiadań), bo właśnie znalazłam w regulaminie punkt “Efekt wzruszenia u czytelnika” XD

 

Ergo, kajam się laugh

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Ech. Pomysł z wilkiem – wielce zacny, bardzo mi się podobał.

Ale historia przy okazji opowiadziana – już mniej.

A bohaterowie…

Wykonanie na plus, jest ok.

 

No więc w kwestii bohaterów.

Po pierwsze mam problem, dlaczego Tadek w ogóle trafił do domu dziecka? Jego rodzina wyglądała na taką, gdzie znajdzie się wujek czy ciocia, który zostanie rodziną zastępczą czy adopcyjną…

Po drugie Monika jest tak doskonała, że budzi we mnie sprzeciw wiarygodnościowy. Bardzo mi w tej postaci brakuje pazura.

Po trzecie Tadek wyrósł na wyjątkowego drania (bo nie chcę się wyrazić dosadniej: **** złamanego).

 

Po czymś takim: “Będę leczył twoją córkę jak wszystkich innych pacjentów, ale musisz spełnić trzy warunki. Po pierwsze: przestań opowiadać mi o swoim mężu, po drugie: nie nazywaj mnie więcej Tadzikiem. Po trzecie: nigdy nie pytaj, czy ci wybaczyłem.” dałabym mu w pysk i pojechała do innego szpitala, a na niego złożyła skargę do ordynatora albo Izby Lekarskiej. To jest wybitny profesjonalista? Raczej sfochany małolat, który nie wiem, jakim cudem zrobił tę karierę. Na takie dictum chyba nawet w Polsce można lekarzowi wytoczyć proces. No i najwyraźniej Tadzio ma w czterech literach etykę lekarską, skoro potrafi ją zawiesić na kołku z powodu własnego, ojejku, złamanego przed laty serduszka. Co za obrzydliwy typ!

Na miejscu Wilka nie odezwałabym się do niego, nawet bym mu się już nie pokazała.

I właśnie to ostatnie mnie najbardziej razi: że Tadek nijak nie dorasta do rodziny czy człowieka, po którym ma imię, a dla magicznego opiekuna to pikuś.

 

Nie kupuję też z końcówki tego: “Przecież ja nie chodzę po górach, jestem prawnikiem, nie turystą!”

To nie jest właściwa opozycja, zwłaszcza w ustach prawnika – ich się uczy precyzyjneg wysławiania się. (Już pominę, że najbliższy przyjaciel moich rodziców, ich turystyczny kumpel w czasach studenckich, a obecnie nadal zagorzały górołaz, jest profesorem prawa…). Turysta to nie zawód; gdyby powiedział “jestem poważnym człowiekiem”, może by uszło (zwłaszcza w ustach młodego człowieka). Poza tym samo określenie “turysta” średnio mi się kojarzy z kimś, kto kocha chodzić po górach.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Przyjemne, choć zakończenie (sam koniec) mnie lekko rozczarował naiwnością i przewidywalnością. Tzn fajna jest opozycja wyprawy na Wenus i przylotu kosmitów, a całość stanowi miłą lekturę, która jednakowoż nie zostanie w pamięci.

 

Technicznie jest słabo.

 

wenusjanami. W misji wzięli udział: amerykanin John Parker, japończyk o niewymawialnym nazwisku oraz polak

Czemu to wszystko małymi literami?

 

Dlatego po kolejnej dawce kosmicznych newsów przy kolacji[-,] z premedytacją zostawiłam wyłączony telefon

 

Zbulwersowana złośliwością losu[+,] z otwartą buzią[-,] patrzyłam jak statek,

Los miał otwartą buzię, bo na to by wskazywały przecinki

 

Statek w kształcie eliptycznego dysku, o średnicy około dwóch metrów[+.] wyglądał imponująco.

Albo bez obu przecinków (ja bym nawet wolała)

 

A potem zaciągnęłam kosmitów do domu, choć tak właściwie to po prostu za mną poszły.

→ poszli

 

Nic sensownego nie przyszło mi do głowy, gdy usłyszałam ciche szuranie.

A gdy go nie słyszałam, to przychodziło? Chodziło ci chyba o “kiedy nagle” lub coś w tym rodzaju, a nie o związek logiczny między tymi dwiema czynnościami

 

Ostatnio próbowałam swoich sił w origami

Raczej nie cudzych ;)

 

Wykorzystują dobrodziejstwo Internetu, dodałam krótkie ogłoszenie:

Może raczej “wrzuciłam”? Bo dodać można do czegoś

 

Chyba podejrzewali mnie o eksperymenty nad nowym robotem sprzątającym.

eksperymenty z albo badania nad

 

Olbrzymi ocean pokrywający swym cielskiem

 

Także jedyne

→ Tak że jedyne

 

Choć patrząc na to z drugiej strony, na biedę narzekać nie możemy.

A jaka była pierwsza strona?

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Jestem pies na XIX wiek, więc oczywiście przygnałam tu na skrzydłach. Niestety – XIX wieku tu nie ma. Deklaracja o dyliżansach i pociągach to trochę mało.

Studentów masz całkowicie wyjętych z współczesnego (nam) wyjazdu i to takiego z najgorszych stereotypów: chleją piwo i klną. Otóż za to wszystko w drugiej połowie XIX w. (bo zakładam, że taka jest chronologia tego tekstu: raczej po powstaniach wielkopolskich, no i pociągi są już wynalazkiem powszechnym; skądinąd sieć na Dolnym Śląsku była długo bardzo marna) wylecieliby z uczelni na zbity pysk. Również za picie i burdy w pociągu.

Relacja z dziewczyną (i ogólnie jej postać) – też całkowicie współczesna.

Na dodatek wszystko to, co chcesz tu mieć z XIX wieku, jest kompletnie niepotrzebne, bo naprawdę, ten koncept z uzyskaniem Dolnego Śląska przez Polskę i Angelą Merkel nie jest aż tak dobry, żeby trzeba było dla niego na siłę wpychać pojedyncze dziewiętnastowieczne rekwizyty do całkowicie współczesnej opowiastki.

 

Technicznie jest tragicznie. Brakujących przecinków, błędów typograficznych, powtórzeń itd. w ogóle nie wyłapywałam, bo trzeba by przepisać cały tekst. Szczerze mówiąc, jest on napisany tak, jakbyś nie miał/a do czytelników cienia szacunku.

 

czekając na przyjazd parowozu

Bez wagonów? Czemu nie po prostu pociągu?

 

Luetzow

Owszem, można tak zapisywać umlauty, ale jednak przyjęty jest zapis Lützow. Żeby było zabawniej, Blücherowi nie dajesz żadnego zapisu jego umlauta…

 

otworzył piwo

Nie jestem znawcą kultury piwnej, niemniej nie wydaje mi się, żeby w XIX wieku w lokalu, w którym oni siedzą, sprzedawano butelkowane piwo.

 

Spacer nie pomógł. Ciągle rozpamiętywał sytuację.

Spacer rozpamiętywał?

 

Przypomniał sobie opowieści o kłopotach jego ojca, który był aresztowany bo z innymi mieszkańcami domagał się sprawowania w ich zborze mszy po polsku.

Jeśli w zborze (protestanckim), to raczej nabożeństwa. Co do tych aresztowań – chyba przesadzasz, aż tak źle nie było. Synod wrocławski z początku nie chciał się zgodzić na polskie nabożeństwa, ale w latach osiemdziesiątych się zgodził.

 

A ci zawzięci Prusacy ciągle sprawiają im problemy.

Wielka przesada. Owszem, były napięcia, ale działało mnóstwo polskich organizacji naukowych, kulturalnych, przemysłowych. Jedne dłużej, inne krócej, bo wpływały na to też czynniki zewnętrzne. A germanizacja była po części związana z ideą państw narodowych, gdzie unifikacja była w pewnym sensie wymuszona przez sam pomysł na tego typu państwowość.

 

– Chce by wróciło na tę górę Słowian życie, by nie było tu Prus, by tacy jak ja mogli w spokoju posługiwać się swoją mową i żyć jak chcą – powiedział, a po chwili dodał – ale też by inni mogli posługiwać się swoją mową bez przeszkód, by nie zaznali tego co ja.

Ojojoj. Bohater wynajduje polityczną poprawność. To też tak wtedy nie działało.

 

Kobieta lewitując wycofała się w mgłę i zniknęła.

Bardzo tu to lewitowanie nie pasuje

 

Gdy dotarł na szczyt wypił jeszcze szybko kilka piw

Wcześniej też za kołnierz nie wylewał. Na moje oko on ma cholerne szczęście, że karku na tej górze nie skręcił, bo przecież powinien w najlepszym razie chodzić wężykiem, a w najgorszym – leżeć w rowie.

 

grupa studentów siedziała przy ławie i już piła piwo

Masz jakąś obsesję :D Bo ja skończyłam m.in. uważaną za jeden z najbardziej pijackich kierunków archeologię i nawet na praktykach terenowych aż tak nie było :D

 

Pobiegł do chaty gdzie miał swoje rzeczy i spakował je do plecaka.

Plecak to bardzo nowoczesna nazwa. Twoi bohaterowie będą mieli raczej tornistry lub worki. Nawiasem mówiąc, nie wiem, czy zdajesz sobie sprawę, ale posyłasz bohatera na długą górską wędrówkę, a on jest ubrany zapewne jak student. Nie ma górskiego ubrania, bo to wtedy nie była norma.

 

z Breslau do Jeleniej Góry

Zakładam, że zrobiłeś/aś risercz w kwestii tych połączeń ;) Tylko albo Breslau i wtedy Hirschberg (i Glatz – Kłodzko), albo Wrocław, Jelenia Góra i Kłodzko.

 

Po drodze mijali go ludzie, którzy niepewnie na niego patrzyli, ktoś zasugerował nawet że już późno i powinien raczej iść w przeciwną stronę.

No nie, to nie jest Giewont w XXI wieku

 

Podejście było strome ale tutaj również była wytyczona ścieżka

Wątpię. Owszem, Sudety były turystycznie atrakcyjne od dość dawna, ale jednak wytyczanie szlaków i budowanie ścieżek to dopiero XX wiek.

 

Zauważył zarys okrągłego budynku[+,] który musiał być kościołem[+,] oraz dwóch drewnianych budynków. Budynki wydawały się być opuszczone i nigdzie nie widział śladu żywego człowieka.

Jerzy stwierdził że musi znaleźć miejsce na nocleg, poszukiwania strzały mógł rozpocząć jutro. Obszedł najpierw budynki, okiennice były szczelnie zamknięte, podobnie jak solidne drzwi, tutaj raczej bez zniszczeń nie dostanie się do środka. Postanowił pójść do kościoła,

To tylko jeden, ale za to dość radykalny przykład ogólnych problemów ze stylem. Większość zdań jest tu nieporadnie zbudowana.

 

Mimowolnie z fazy rozmowy przeszedł w tryb wiejskiej bójki.

No, to już tak współczesne, że aż boli

 

Rozpalił je z pomocą krzesiwa, które nosił w torbie.

Nosił je wyłącznie dlatego, że autorowi jest to w tym miejscu potrzebne. Nic nie napisałeś o przygotowaniach do trudnych warunków.

 

długie błąd włosy

wut?

 

ciało było takie lekkie bo to kobieta

Ale wiesz, niski i szczupły mężczyzna też będzie lekki. Oraz może mieć włosy związane tasiemką. Prawdę mówiąc, w czasach, o których (teoretycznie) piszesz, jest to fryzura prędzej męska niż kobieca.

 

Dlatego też tak łatwo dawała się przerzucać i odpychać.

Eeeeeee?????

 

Napastniczka ciężko wzdychają

Ona już dawno przestała być “napastniczką”, więc brzmi to dość groteskowo.

 

Jestem Wasserpolakiem

Bardzo wątpliwe, czy sam tak o sobie powie

 

Jestem córką lekarza, mieszkam tutaj niedaleko pod górami.

I tak sobie po prostu łazi po górach? Sama? Z rozpuszczonymi, ledwie związanymi włosami? I w męskim stroju? No, honey, it doesn’t work like this. To jest cholerna druga połowa XIX wieku i córka porządnego lekarza nie będzie się włóczyć sama po górach w męskich ciuchach. Pomijając już fakt, że lekarz raczej mieszka w miasteczku – akurat tu masz w cholerę i trochę kurortów, więc to można było ograć.

 

Niestety zmarł dwa lata temu, ale ludzie z wioski ciągle do nas przychodzili to im pomagałam.

No way. Może po zioła. Ale nie jeśli panna ganiała w spodniach. W wiosce taką to by na gnoju wywieźli.

 

Postanowiłam, że powinnam się lepiej wykształcić więc postanowiłam pójść na Uniwersytet na studia

Ze strony UWr: “Kwestią przyjmowania na studia kobiet Fakultet Medyczny Uniwersytetu we Wrocławiu zajął się już w 1892 r. W głosowaniu ośmiu członków wydziału opowiedziało się za przyjmowaniem pań, trzech było temu przeciwnych, ostatecznej zgody na immatrykulację jednak nie wydano. Panie – jedynie jako słuchaczki – mogły uczęszczać na zajęcia za zgodą każdego z prowadzących. Z tego przywileju po raz pierwszy w semestrze zimowym 1895/1896 skorzystało 11 kobiet.” Tak, niby jej dajesz porażkę, ale bardzo ta jej opowieść jest anachroniczna. Mogłeś coś w tym rodzaju napisać, ale warto najpierw trochę się o epoce dowiedzieć. I jeszcze jedno: ona nie będzie z nim tak rozmawiać. To jest rozmowa dwójki młodych ludzi w XXI wieku (pomijając ten sztafaż o nierówności)

 

a potem dodałam jeszcze by kobieta rządziła w Berlinie

Witamy cię, Angelo!

 

Wyrwał jedną z pochodni znad drzwiami, stanął przed Esterą, chroniąc ją przed szarża zwierzęcia.

A więc na dodatek zapewne Żydówka? (Pewnie, niekoniecznie, ale to akurat jedno z najbardziej popularnych imion żydowskich, bardzo rzadko przed XX w. spotykanych poza tym środowiskiem, w XX w. zresztą też). Tu masz dwie możliwości: ojciec bardzo postępowy, córka emancypantka, ale takie rzeczy się wprowadza wcześniej, albo tradycjonaliści i ona tym bardziej nie będzie ganiać po lesie w portkach

 

Chłopak mimowolnie cofnął się dwa kroki i oparł się o ścianę kościoła. Pod nim leżała Estera

To sprawia wrażenie, jakby jeleń przyłapał ich in flagranti…

 

Dziewczyna kręciła nosem mówiąc że nie jest zmęczona. Jerzy doskonale znał powód ale nie komentował.

??

 

I na siebie, że pod wpływem zbyt głęboko wpojonej mu przez rodziców empatii

Anachroniczne

 

Ej, jesteś boginią, chyba może modyfikować zasady?

Następne anachronicznie brzmiące zdanie

 

Chciał sięgnąć po broń ale zza jego pleców wyskoczyła ręka która go uprzedziła.

No, tu się przynajmniej całkiem szczerze roześmiałam…

 

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

ja tu w tym opku propagandy ani jakichś szczególnych uwzniośleń (poza uporczywym włażeniem bohaterów na kolejne szczyty) nie zauważam

Propagandy tu też nie widzę i ani przez chwilę nie twierdziłam, że widzę. Napisałam jedynie, że uczulenie na uwznioślanie (wszelkiej maści: tu intensywność opisu uczuć, wielkie przeżycia, mistyka gór itd.) może się wiązać z tym, czym się zajmuję naukowo. Bo wiem, jakie to manipulatorskie. Dlatego prawdopodobnie nie lubię opowiadań nastawionych na granie emocjami – tych świetnych, nagrodowych opowiadań, obok których przechodzę obojętnie.

 

Co do Steda, trust me, byłam na jego kult bardzo mocno wystawiona, bo przyjaźniłam się głównie z ludźmi o kilka lat starszymi. W mojej klasie też jeszcze byli zagorzali wielbiciele. Ba, jeden z moich bliskich przyjaciół, na odmianę o dwa lata młodszy ode mnie, też jest kultystą. Tak że nie, ten klucz nie działa, choć z pewnością im później, tym kult słabł.

No i znowu: kwestia dystansu narratora. Gdybyś napisał opowiadanie ze Stedem w tle, które byłoby na choć troszkę mniej wysokim C emocjonalnym, to bym Steda przyjęła. Jako element rzeczywistości. Tu on przeżera całość tekstu, nie jest tylko rekwizytem. Dla mnie to ogromna różnica.

 

Czy poznałabym autora po sonecie? Nie wiem – nie podejrzewałabym go o użycie gramatycznych rymów :P

Oraz: nie jestem poetką. Jestem tłumaczką poezji, a to zupełnie różne sprawy. Zdarza mi się samej pisać i publikować jedynie formy humorystyczne.

 

Podobno najlepsze Harlequiny piszą normalni, lubiący kobiety mężczyźni. Bo je zdążyli poznać jak ten, no szeląg… :DDD.

1. Po pierwsze: podobno. 2. Po drugie: ciekawe, że jak kobiety piszą o facetach (których poznały jak zły szeląg), to zazwyczaj obrywa im się, że nic o facetach nie wiedzą. Bo kobietom w ogóle się obrywa, a facetom nie*. No więc faceci mniej więcej tyle samo wiedzą o kobietach, ile one o facetach. A powieści erotyczne, soft czy hard, być może istotnie lepiej pisze druga płeć, bo widzi oczekiwania w tym konkretnym kierunku. Co nie oznacza, że wszystkie inne elementy psychologiczne są na miejscu. Np. napisałam Ci, że jak dla mnie reakcja Kaśki jest mocno przesadzona. Tak facet wyobraża sobie stereotypową kobiecą zazdrość.

 

* Gdyby takie emocjonalne opowiadanie o rozstaniu napisała kobieta, zebrałoby zapewne recenzje, że to romansowy kicz. Gdy to samo napisze facet – łał, jakie odważne i głębokie. Jeśli gdzieś jestem feministką, to właśnie tu – nie godzę się na tego rodzaju podwójne standardy.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Widmo Brockenu znam, wykorzystałam nawet w drugim tomie młodzieżówki, ale i tak mnie to nie nastraja mistycznie, bo to w ogóle nie moje klimaty. Podziwiam piękno, ale nie odczuwam potrzeby poetyzować czy metafizycznić z tego powodu, w ogóle uwznioślać. Nie lubię uwznioślania w literaturze, chyba że z odrobiną ironicznego dystansu… Albo jeśli jest świetnie umotywowane. Może za dużo zajmuję się propagandą i apoteozami władców ;)

 

I pewnie dlatego lubię klimaty Nawigatorów, że tam jest zabawnie, lekko, lemowsko i bez zadęcia. Tu – zaakceptowałabym pomysł rodem z tragikomedii romantycznej (uwierz w ducha), gdyby to było wsadzone w inne klimaty, bez Steda, którego nie trawiłam już w liceum, mimo że zwłaszcza dla nieco starszych kolegów był guru.

 

I skądinąd bardzo żałuję, że wiem, kto napisał ten tekst, bo podejrzewałabym, że to bardzo kobieca kobieta i miałabym niezłe zaskoczenie :P W każdym razie na pewno nie podejrzewałabym autora Nawigatorów.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

pomyliłem zamysł poczekalni

Etenie, w takim razie krótki kurs:

Poczekalnia – miejsce, gdzie wrzucamy teksty, które uważamy za gotowe

Biblioteka – miejsce, do którego wychodzi się z poczekalni, jeśli zbierze się pięć “klików” czytelniczych (nie wszystkie opowiadania tam trafiają, fragmenty i drabble w ogóle nie trafiają)

Betalista – miejsce, gdzie wrzucamy teksty niegotowe, które chcemy na spokojnie obgadać z kilkoma osobami, przed pokazaniem publicznie

 

Teksty w Poczekalni i Bibliotece są widoczne dla wszystkich, każdy je może przeczytać i skomentować.

Teksty na Betaliście są widoczne tylko dla betujących. Autor decyduje, kiedy przeniesie tekst do Poczekalni.

 

Umieszczanie tekstu na Betaliście nie jest obowiązkowe. Przenoszenie go do publikacji też nie jest obowiązkowe. Poczekalnia jest natomiast tym miejscem, w którym każdy opublikowany tekst się pojawi, w przeciwieństwie do Biblioteki.

 

Teksty wolno redagować, poprawiać, zmieniać na każdym etapie, nawet po wylądowaniu w Bibliotece. Niemniej w przypadku poczekalniowych najlepiej robić to natychmiast, wg wskazówek komentujących, bo w ten sposób kolejni czytający będą dostawać coraz lepsze dzieło, a to zwiększa szanse biblioteczne. Niektórzy czytający wracają do skomentowanych tekstów, żeby zobaczyć zmiany, ale są to raczej wyjątkowe sytuacje, a nie norma, więc w Twoim interesie jest opublikowanie jak najlepszego tekstu oraz jak najsprawniejsze go poprawianie.

 

Czy tlić może się na przykład “nadzieja w sercach”?

Tak, bo jest to metafora i na dodatek utarty związek frazeologiczny. Zasadniczo oznaczający, że ktoś ma resztki nadziei.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Neurologu, wrzucanie tekstów jeden za drugim, nawet bardzo krótkich, to taka sobie strategia…

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Em, no ja też odpadłam od tego tekstu… I nie wiem, jak ninedin, czy jest tu jakiś klucz dla wtajemniczonych? Bo ja się pogubiłam w milionie postaci, dygresji, epizodów i braku spajającej wszystko, czytelnej dla mnie fabuły. Jeśli to jakieś środowiskowe biegowe żarty, to chyba zbyt hermetyczne.

Nie bardzo wiem też, co się ma zacząć, zdaniem rrybaka, bo jego opinia brzmi dość enigmatycznie.

 

Aha, z powtarzających się błędów: liczebniki w tekstach literackich zapisujemy słownie.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Mam odczucia zawieszone gdzieś między Marasem i Reg.

Jest to bardzo pięknie napisane, dobrze skomponowane, właściwie wszystko gra, ale poziom tego, jak ma ze mnie wyciskać emocje, jest – jak dla mnie – nieznośny. W dodatku tytułowe wieloryby przytłaczają – jest ich za dużo. Historyjka opowiedziana na początku – dlaczego ojciec wymyślał te wieloryby, jest bardzo zacna. Ale może wystarczyłoby od niej wyjść i do niej dojść, po drodze opowiadając coś poza emo bohatera? Przykro mi, bo tekst naprawdę i tytułem, i początkiem, zapowiadał coś znacznie ciekawszego fabularnie. A tymczasem mam wrażenie, że wieloryby są tu maską tworzącą pozór głębi, ale przysłaniają to, że historyjka jest tak naprawdę przy całej swojej emocjonalności dość mało oryginalna i pozbawiona pazura.

W tym konkursie obyczajówka ma prawo wyłazić spod fantastyki w większym stopniu niż w większości portalowych zmagań, no i jak dla mnie wyobrażeniowy sztafaż do obyczajówki jest tu po prostu zbyt mało subtelny, zbyt na siłę upychający wątek pseudo-fantastyczny.

A szkoda, bo był tu, moim zdaniem, całkiem spory potencjał, nawet mimo słusznie zauważonego przez ninedin zużycia metafory wieloryba.

No i jest jeszcze jedno: ile można w kółko o tych facetach w kryzysie? Czemu to nie mogłaby być kobieta? Mam wrażenie, że na tak drobnej zmianie to opowiadanie, nawet takie, jakie jest, gigantycznie by zyskało. I nie piszę tego z feministycznych pobudek, naprawdę tak uważam.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

No a na mnie nie zrobiło takiego wrażenia, jak na przedpiścach. Może dlatego, że mam alergię na Stachurę i stachuropodobne klimaty? Oraz na ten typ górskiej mistyki? (Mam ojca radykalnego góromaniaka, ale całkowicie pozbawionego tego typu poetycko-metafizycznego podejścia do sprawy i bardziej mi takie trzeźwe podejście pasuje). Może dlatego, że nie przepadam za ckliwymi opowieściami o “prawdziwych mężczyznach”? A może dlatego, że postać Kaśki wydaje mi się wydumana i mało prawdopodobna? Głównie nie kupuję tego łatwego, szybkiego radykalnego zerwania, skoro się tak bardzo bardzo kochali…

W każdym razie, jakkolwiek doceniam maestrię języka, plastyczność opisów i znajomość realiów, tak historyjka mnie nie porwała. Jest na dodatek przewidywalna do bólu i w zasadzie od mniej więcej połowy albo i wcześniej można dać sobie spokój z tym lekko pretensjonalnym nazywaniem Kaśki Dziewczyną. W sumie może nawet bym wolała, gdyby ona od początku była nazwana imieniem, a ta “druga” (od listu itd.) bezimienna? Albo gdyby było jakieś zawieszenie – czy to ci sami ludzie, czy inni?

Bo sam pomysł, jak wierzgam na ckliwe historie, nie jest zły – z tymi dwoma planami czasowymi, z listem i powtarzaniem-niepowtarzaniem historii. Tylko sos, jakim to podlałeś, jest dla mnie ciężkostrawny.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Zresztą, dzięki jemu naciskowi mamy tłumaczenie Szekspira przez Barańczaka

Cóż, jestem hardkorową zwolenniczką Słomczyńskiego… Do Barańczaka jako tłumacza w ogóle przestałam mieć zaufanie po “Requiem” Achmatowej, a potem krytyczne spojrzenie na jego romantyków angielskich całkowicie mnie zniechęciło. Wg kolegi, który zna się na XVII wieku, także jego metafizycy (których akurat w tym przekładzie lubiłam) są przereklamowani. Jako adaptator humorystycznej poezji się sprawdza, jako poeta – też.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Morgiano, bardzo dziękuję za taką miłą opinię!

 

Zapraszam do innych Gienków, oczywiście :)

 

I dziękuję za bardzo miły konkurs.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Pisanie tekstów w transie, a konkretnie ich publikowanie w formie niezmienionej, chyba nie jest najlepszym pomysłem.

Co do akapitów – brak zgody z przedpiścami, bo w tym strumieniu świadomości nie są potrzebne. Ba, nawet domyślam się, co w tym transie chciałeś opowiedzieć, tylko trochę nie wyszło, puściłeś pomysł. Technicznie sprawne, więc lektura nie bolała.

Ale nie żałuję, że przeczytałam, bo przyszła mi na marginesie do głowy całkiem sensowna fabuła.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Poetyka była jedynym przedmiotem na polonistyce, który mi się do czegokolwiek w życiu przydaje :D

 

Tu znalazłam na jakiejś stronie poradnikowej fajny cytat z Nałkowskiej, gdzie przeplata się mowa zależna z MPZ:

 

Pomyślała, że już matki nigdy nie zobaczy, że ją tamci ludzie po cichu zamęczą. Znowu poczuła w sercu ten okropny zimny strach. Powoli zaczęła sobie wyobrażać, co z nią będzie, jak zostanie sama na świecie. Co zrobi, jak matka naprawdę umrze? Uczuła, że płynął jej łzy po twarzy, i myślała dalej, co zrobi. Naprzód poleci do Jasi Gołąbskiej i jej pierwszej o wszystkim opowie. Mój Boże, jak też ta Jasia teraz wygląda, jak stara kobieta, w takiej biedzie, mąż ją zostawił i poszedł nie wiadomo gdzie. Kosza i tłumoka nie było gdzie postawić, tak tam mieszkają, ani kawałeczka wolnej podłogi. Zaniepokoiła się, że rzeczy zostawiła obok ich mieszkania, bez żadnego zamknięcia, przecież mogą teraz wszystko rozkraść. Gdzie się podział Franek, wcale go tam nie widziała, a słyszała, że mieszkają razem. Zaciekawiło ją, co powie Franek, jak się dowie, że  ona teraz jest w mieście, czy się ucieszy…

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Albo beta, albo poczekalnia. Betowanie jest dozwolone w większości konkursów, ale po co wrzucać tekst sprzed bety jako gotowy? Ci, którzy go teraz przeczytają, nie będą wracać, żeby sprawdzić, co zmieniłeś. Trochę cierpliwości, powtarzam.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Dawidiq – betalista =/= poczekalnia. Albo, albo. Wrzuciłeś kilka godzin temu opowiadanie do poczekalni, a teraz zgłaszasz je na betę?

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Algirze, fajne pomysły, ale żaden z nich nie jest MPZ (którą uwielbiam). MPZ byłaby wtedy, gdyby było tak:

 

Pomyślał o wszystkich superbohaterach, którzy odeszli w cień, bo nie potrafili się dostosować do nowych czasów. Ach, gdybyż on był Batmanem! / Czemu on nie jest Batmanem? / Ale super byłoby zostać Batmanem! / Jakże bardzo chciałby zostać Batmanem! [itd]

 

W Twoim trzecim przykładzie jest nadal mowa niezależna, tylko jest to myśl bez didaskalium:

 

[“]Jestem Batmanem![”] [– pomyślała.] Ta myśl przyniosła jej ulgę. Dlatego odważyła się powtórzyć ją głośno. Mężczyzna zmarszczył brwi.

 

W MPZ narracja “wchłania” wypowiedź, przekładając ją na trzecią osobę, ale zachowując emocjonalny ton. Nie chodzi o zapis czy interpunkcję, ale o dość trudną formę.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Tak, format fantazmatowy.

Tak, możecie jeszcze poprawiać i wysłać na ten nowy adres – wszystko pójdzie razem.

Termin – ponieważ to sprawa na dłuższą perspektywę, to myślę, że do końca lutego możemy wam dać czas.

 

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Dobre!

Moja propozycja na motywach:

 

“Jestem Batmanem”, pomyślał Felek.

– Jestem Batmanem.

Dopiero kiedy usłyszał te słowa, uświadomił sobie, że wypowiedział je na głos.

 

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Etenie, poprawki niestety niewiele dały. Np.

Nie wiadomo, czy to z jej niewiedzy, czy też z innego powodu, nie wszystkie należały do jadalnych.

Zmiana polega na tym, że teraz to niewiedza staruszki (a nie grzybów) spowodowała niejadalność grzybów, a między tymi zjawiskami także nie ma związku przyczynowo-skutkowego…

 

Co do ilustracji – czy jeśli nabazgrzesz na odwal bohomaz, to uznasz go za gotowe, dopracowane dzieło? Bo coś takiego właśnie dostaliśmy… To nie jest tylko kwestia sztywnych reguł, jak zapisać dialog czy gdzie postawić przecinek.

 

A co do tlącego się słońca – jak będzie już całkowicie gasnąć, jako umierająca gwiazda, to może. Wcześniej – nie.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Jak powiedział, to normalnie, jak dialog. Chyba że ma być efekt zaskoczenia – wtedy możesz coś kombinować. Najlepiej pokaż kontekst :)

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Update.

Po konsultacji z Fenrirem jest tak:

– idea antologii ogólnie jest aktualna

– nie w tym roku (ale i tak by się z redakcją nie zdążyło)

 

Praktykalia:

– teksty przez was poprawione (byle się nie rozrosły ponad miarę) i podpisane należy wysyłać na adres mitforum.konkurs@gmail.com

– w razie dodatkowych pytań, zadawać je w tym wątku lub na privie – raczej ninedin niż mnie, bo ona się zajmie zbieraniem tekstów i wysyłaniem ich do Fantazmatów, lub oczywiście przez podane konto mailowe

 

PS. Teksty z trzech ostatnich grup powinny zostać mocniej zredagowane przez autorów niż te z dwóch pierwszych :)

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Etenie, debiutowanie króciutkim fragmentem jest bardzo złą strategią.

 

Z technikaliów – tekst jest źle sformatowany, postaraj się to poprawić, bo utrudnia lekturę.

 

Szybki rzut oka pokazuje, że jest źle na każdym poziomie. Przecinki szaleją. Kilka przykładów poważniejszych baboli:

 

horyzońcie → horyzoncie (ort)

 

Nie wiadomo czy to z niewiedzy, czy też z innego powodu, nie wszystkie należały do jadalnych.

Z tego zdania wynika, że to grzyby cechowała niewiedza lub inny powód.

 

Nie dalej jak dwieście stóp od granicy lasu znajdowała się wioska. Dotarłszy tam zobaczyła młodzieńca

Wioska zobaczyła?

 

– Dokąd zmierzasz? – Sspytała zaciekawiona staruszka.

Ów nie wyglądał jednak zbyt ciekawie.

Błędny zapis dialogu (nie tylko tu). Błędne użycie zaimka “ów”. Błędne użycie “jednak”, które musi się odnosić do czegoś wcześniejszego, czemu jest przeciwstawione.

 

Chłopak czuł się najwyraźniej lepszy w milczeniu niźli odpowiadaniu

Wut?

 

z pod → spod (ort)

 

uśmiechnęła się złociście

wut?

 

Młodzieniec spojrzał na przedstawiony krajobraz.

Znaczy tam wisiał jakiś obraz?

 

Ciało staruszki jakby zmieniło formę i gruchnęło o błotnistą ścieżkę. Chłopiec

nie dał się omylić. Żaden człowiek nie zdołałby przeżyć w tej okolicy.

Pierwsze zdanie dość kuriozalne. Drugie – niepoprawne użycie czasownika “omylić się”. On jest nieprzechodni. Trzecie zdanie budzi wątpliwości logiczne, bo chłopiec najwyraźniej w tej okolicy żyje.

 

Baboli jest mnóstwo, nie chce mi się przepisywać całego tekstu. Naprawdę, z takim językiem nawet trudno się zastanawiać nad treścią, a na dodatek, jak wspomniałam, fragment wiele o tej treści nie powie. Niemniej ten kawałek fabuły porywający nie jest, dramatyzmu też w nim tyle co trucizny w zapałce, by zacytować klasyka.

 

Nie desperuj, ale ten fragment nie powinien był ujrzeć światła dziennego, bo jest napisany fatalnie. Sugeruję, żebyś napisał nieduże zamknięte opowiadanko (fabuła z początkiem-środkiem-końcem), a ponieważ masz problemy z pisaniem poprawnych zdań, najlepiej będzie je wrzucić na betalistę – wtedy w komfortowych warunkach ktoś pomoże ci podszlifować tekst.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Marasie – szczerze mówiąc, oznacza głównie to, że dopiero powoli wydostaję się z półrocznych zaległości ze wszystkimi większymi sprawami oraz miewam luki w pamięci dotyczące okresu od marca do sierpnia ;) Dopytam Fenrira, a ponieważ w tym roku planujemy drugą odsłonę konkursu w nieco zmienionej formule…

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Z językowego punktu widzenia “holokaust” to po prostu “całopalenie” (= ofiara całopalna, praktykowana w antycznym judaizmie), z greki. Metaforycznie bywa używane na określenie wszelakiej zagłady, ale w szczególności oczywiście Żydów w czasie II wojny. W zasadzie jeśli jest małą literą, to ok (ofiara lub zagłada np. gatunków), bo ten drugowojenny powinien być z dużej. A np. w angielskim i w ogóle w językach z rodzajnikami może być dodatkowo różnica w rodzaju the Holocaust/le Holocaust vs. a holocaust/un holocaust.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Właśnie doczytałam punkt “Potencjał motywacyjny tekstu”… I trochę się zawiesiłam XD

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Cóż, to nie jest fantastyka… To obyczajówka z omamami postapo.

Mogę kupić niewiarygodność bohatera i np. to, że nie karmi dzieci, bo to akurat pasuje, ale nadal – napisałeś obyczajówkę. Nie jestem zniesmaczona, bo takie historie się zdarzają, ale po pierwsze dość szybko da się wymyślić, o co chodzi i czym są mutanci, po drugie – nie jest to napisane dobrze.

Nawiasem mówiąc, gdybyś chciał napisać porządny obyczajowy horror, to właśnie takie sceny jak ta z facetem zajadającym się konserwą i głodnymi dziećmi byłyby doskonałą wskazówką, że coś jest nie tak. Tylko paradoksalnie to by się lepiej sprawdziło w formie dłuższej, kiedy przez jakiś czas wszystko wydaje się normalne, a potem takie drobiazgi zaczynają pokazywać czytelnikowi, że coś jest bardzo nie w porządku. Jak tym walisz na samym początku, to zaskoczenie znika, a spojlery są raczej niegroźne.

 

Tag pozwolę sobie zostawić, ponieważ kontekst komunikatu jest tutaj istotnym elementem gry z czytelnikiem.

Raczej atrapa kontekstu, oszukańczy kontekst, symulakr :P Poza tym, o ile pamiętam Jakobsona, z kontekstem chodzi o trochę co innego.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Dzięki, Dogs :)

 

Masz rację z uwagami, wezmę je do serca.

Co do rąk – sama mam prawie zawsze zimne, a na dodatek w upałach skóra mi się w ogóle robi lodowata, ale założyłam, że ludzie przeciętnie będą myśleć – ciepło, więc dłonie ciepłe. Ale przemyślę to.

 

Łuski na rynku, w śniegu – wspomnienie rodzinne :) Łańcuch wymyśliłam. Miło, że się spodobało, bo niełatwo było tu wymyślić wspomnienie, które oddawałoby jednocześnie nastrój zakończenia wojny i świąt.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Nikt nie chciał zbetować to są błędy

Coś Ty taki niecierpliwy? Wrzuciłeś to na betę wczoraj, więc nie dziw się, że do dziś nie było odzewu. Zanim ludzie zobaczą, zanim przeczytają, musi minąć trochę czasu. Pamiętaj, że to nie jest firma, której płacisz za ekspresową usługę, ale ludzie poświęcają tu swój wolny czas na czytanie tekstów innych i dyskusje o nich. Nikt nie będzie pędził czytać Twoich opowiadań na becie w momencie, kiedy je wrzucisz. W dodatku to, że w wątku nikt się nie zgłosił, jest najmniej ważne, bo nie wszyscy śledzą wątek. Betalista jest w menu opowiadania i ludzie tam zaglądają, zgłaszają się, możesz też kogoś zaprosić. A potem robota nad tekstem trwa. Owszem, zdarzają się bety błyskawiczne, bo np. ktoś ma dedlajn konkursu, ale to raczej robią doświadczeni, dobrze piszący użytkownicy, którzy chcą doszlifować szczegóły i zobaczyć, jaki jest odbiór tekstu.

Ty jesteś początkujący, w dodatku masz kolosalne braki warsztatowe, a tutejsza beta to praca nad tekstem, a nie wstawienie przecinków. Których sztukę mógłbyś opanować przynajmniej w stopniu podstawowym.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

OT:

 

W każdym element bożonarodzeniowy wydaje mi się wpleciony niepotrzebnie, przy okazji, i tak jest również tutaj.

Zazwyczaj nie uprawiam autoreklamy, ale tym razem muszę: zapraszam do siebie, bom autentycznie ciekawa, czy też tak uznasz (niezależnie od tego, czy Ci się ogólnie spodoba, czy nie)

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Nie, to nie był komplement. Są różne stopnie i rodzaje niezrozumiałości. Takie, które wciągają i takie, które nie. Jak dla mnie wciągająca niezrozumiałość to np. Dukaj, a nie ci, których wymieniłeś. No, może z wyjątkiem Dicka, ale też bardzo wybiórczo i raczej preferuję opowieści o wyraźnej fabule.

Oraz: EoT, bo naprawdę nie mam czasu na tego rodzaju przegadywanki (zwłaszcza z kimś, kto komentuje w zasadzie wyłącznie własne teksty) ani mnie one nie bawią. Od Twojego tekstu odbiłam się i żadne wyjaśnienia tego nie zmienią. Oraz, jak napisałam, od tych wyjaśnień znika w nim fantastyka, a to jej szukam na tym portalu.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Tesseanorze, “dyskusja” o tym, że czytelnicy nie zrozumieli tekstu, powinna być dla autora raczej ostrzeżeniem, że coś nie działa. Dzielnie tłumaczysz swoje intencje, ale to wszystko, co wykładasz w komentarzach, powinno być w tekście. Być – w taki sposób, że czytelnik to odnajdzie bez podpowiedzi. Bo tu czytelnik może zapytać, ale gdybyś to opublikował normalnie, to po prostu wzruszy ramionami i po nic więcej nie sięgnie. A i tu, jeśli będziesz pisał wyłącznie rzeczy, które rozumiesz Ty sam, bo założenia fabularne i motywacje bohaterów są w Twojej głowie, a nie w tekście, to też popularność będzie marna, ponieważ użytkownicy mają własne życie, własną twórczość, no i aż za dużo tekstów do czytania…

Muzeum w rodzaju krakowskiego MOCAK-u może sobie pozwolić na pisanie sążnistych wyjaśnień do tego, co artysta miał na myśli, ale, zauważ, jest z tego powodu wyśmiewane nawet przez wielbicieli sztuki współczesnej. Autor, który musi tłumaczyć, co jest w tekście – niedobrze.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

No właśnie nie jestem pewna, bo “wybór padł” jest stałym związkiem frazeologicznym, synonimem do “dokonać wyboru”. Nie chodzi o to, że nawet krótki namysł był dla wyboru tak wyczerpujący, że następnie padł ze zmęczenia. Jak dla mnie to taka sytuacja, kiedy ta zasada nie działa, bo użycie utartego frazeologizmu ją znosi lub osłabia. Niemniej przeformułowanie będzie lepsze, bo nikt się na takim zdaniu nie zawiesi.

Tu logicznym podmiotem jest nadal “właścicielka” wyboru, osoba wybierająca – ona.

W zdaniu “po krótkim namyśle wybór został dokonany” nie będziesz miał wątpliwości, kto dokonywał wyboru. Wybór “padł” – bo osoba wybierająca go “rzuciła”. Tak to rozumiem i dlatego nie mam problemu z podmiotem, aczkolwiek preferuję inne rozwiązania, bo to nie brzmi najlepiej.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Nowa Fantastyka