Profil użytkownika

Zawodowo i hobbystycznie zajmuję się historią i kulturą okresu 1789-1870, głównie Francji. Kocham XIX wiek, ale niekoniecznie ostatnie trzy dekady i niekoniecznie standardowy “wiktorianizm” – uważam bowiem, że w tym “długim stuleciu” jest mnóstwo znacznie ciekawszych zjawisk. Jestem pasjonatką historii militarnej i niepoprawną wielbicielką opery.

Dla chleba długo tłumaczyłam fantastykę młodzieżową, ale wygaszam tę działalność i tłumaczeniowo zajmę się tylko poezją, której już (w przekładzie) całkiem sporo opublikowałam. Linki do dwóch wierszy, które przed oficjalną publikacją papierową znalazły się w necie i zostały:

Arthur Rimbaud, “Śpiący w dolinie”: http://imagines.blox.pl/2014/11/Dwaj-zolnierze.html

John Keats, “Oda do urny greckiej”: http://antiquitates.blox.pl/resource/Keats_Oda.pdf

 

Piszę do szuflady od zawsze. Od jakiegoś czasu głównie rzeczy dziejące się w nieco alternatywnym XVIII/XIX wieku. Jedno opowiadanie jest w “Dragonezie”, następne będą w kolejnych antologiach Fantazmatów (“Ja, legenda”, “Umieranie to parszywa robota”). Jeszcze inne zajęło pierwsze miejsce w konkursie “Pusty klient” na Sherlockonie 2018, kolejne dostało II nagrodę w VIII Konkursie im. Krystyny Kwiatkowskiej (2018). Dwa ukażą się w tym roku w “Esensji” i w “Creatio Fantastica”, a na wiosnę szykuje się też współautorski debiut powieściowy.

 

Dragoneza: https://fantazmaty.pl/projekty/dragoneza/

 

BETOWANIE. Duża szansa, że skuszę się na tagi: historia alternatywna, XVIII i XIX wiek, steampunk, ale niechętnie betuję użytkowników, którzy nie wykazują aktywności na forum w ramach altruizmu wzajemnego (czytaj: komentują, jeśli w ogóle, wyłącznie własne utwory). W roku 2019 ze względu na członkostwo w loży ograniczam betowanie, proszę więc w razie czego pisać na priva.


komentarze: 3319, w dziale opowiadań: 2212, opowiadania: 705

Ostatnie sto komentarzy

Firiel – a w jaki sposób/w jakich okolicznościach uniknąłeś? Byłeś kierowcą, pasażerem, pieszym, którego omal nie przejechał samochód (ten, co następnie się rozbił)? Czyja była wina? Myślę, że to wszystko miałoby wpływ, no i wątpię, żeby była jedna odpowiedź na to pytanie. Wątpię też, żeby ktokolwiek, kto nie był w takiej sytuacji, był w stanie powiedzieć cokolwiek rzetelnie…

 

Staruchu – przyznaję się: jak spadłam z konia i solidnie rozwaliłam głowę, to pierwszą myślą było “gdzie są moje okulary”. W sumie zwisały jednym zausznikiem z głowy, ale nikt tego nie zauważył :D

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Jerohu, ninedin jest filologiem klasycznym, więc po prostu zna łacinę i grekę na różnych etapach ich rozwoju,włącznie z gramatyką historyczną itd… Jest więc największa szansa, że zdoła pomóc poprawnie utworzyć słowo, które jakkolwiek nieistniejące, będzie zgodne z zasadami rządzącymi tymi językami w pożądanym okresie starożytności :)

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Witaj :) Dla zaznajomienia się z portalem warto przejrzeć sobie hydepark – jest tam sporo wątków pomocy wzajemnej – oraz sekcję “Felietony” i “Poradniki” w Publicystyce (choć kilka ważnych poradników jest po prostu we “wszystkich” tekstach Publicystyki…). Te dotyczące technicznych stron pisarskiej sztuki (przecinki, zapis dialogów…) mogą pomóc Ci oszczędzić nerwy przy pierwszych komentarzach ;)

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Z Twojej pierwszej wypowiedzi wynika, że “pomniczek” i “kurchanikami” (niezależnie od ortografii) to słowa z Twojego tekstu, które nie podobają się recenzentce :O

 

A, załapałam, kurhanik to nie to, co kurhan – o to Ci chodzi? Ale w takim razie właśnie ten kopczyk byłby lepszy :P Bo kurhan to nie po prostu kopiec, ale konkretny typ struktury.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Cóż, ponieważ jako krakowianka jestem uczulona na nadmiar zdrobnień, bo to akurat jest cecha mojego języka regionalnego, która mnie wkurza (choć na co dzień też mi się zdarza zagalopować), mogłabym mieć problem z pomniczkiem i kurhanikiem, więc tu łączę się w bólu ze stażystką :P

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Staruchu, a gdzie ja powiedziałam, że przestrzegam zaleceń tego kursu? Nawet nie zapamiętałam, co za to grozi :D Instrukcji z zasady nie czytam, chyba że całkiem wysiądę bez nich… A o prędkości zmilczę, bo jeżdżę jak kameleon w zależności od kraju :/

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Co do bluźnierstwa – w świecie greckim lepsze byłoby określenie hybris, bo istotnie przypisywanie sobie przez człowieka możliwości czy atrybutów bogów (bez oficjalnej deifikacji, bo królowie hellenistyczni wszystko zdołali ominąć) jest hybris. Bluźnierstwem sensu stricto byłoby raczej np. twierdzenie, że bogowie nie istnieją.

 

A na kursie BHP mówili, że za niepospieszenie na miejsce wypadku grozi coś tam.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Nevaz – może w alternatywnej historii syn Ostrogskiego przeżył ;) W humoresce bym się nie czepiała, choć rzeczywiście, można by to spokojnie podmienić na dowolne inne magnacko-arystokratyczne nazwisko…

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

A jak masz bardzo mocno spersonalizowaną, introwertyczną narrację z punktu widzenia bohatera?

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Tak dla poddierżania rozgowora…

 

SJP PWN poradnia językowa:

 

“Przechodząc zaś do meritum, powiem tak: ubrać buty (kurtkę, sweter) to południowopolski regionalizm, w standardowej polszczyźnie wymienione części odzieży należy włożyć. Wiele osób woli je załozyć, co słowniki poprawnej polszczyzny oceniają jako błąd, gdyż czynią subtelną i nie zawsze widoczną różnicę znaczeniową między wkładaniem czegoś na siebie a zakładaniem. Osobiście nie przywiązuję do tej różnicy większej wagi, natomiast ubieranie butów kojarzy mi się nieodparcie z ubieraniem choinki, dlatego wolę konstrukcję ogólnopolską.”

 

Ergo wg prof. Bańki konkretnie to nie jest niepoprawne, tylko regionalne, ba, w dalszym wywodzie jest o modzie na regionalizm i małe ojczyzny! Ergo możemy się powoływać na to, że bohater lub narrator, który tak mówi, jest z południa Polski i wtedy jest poprawnie!

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Cny chroscisko, dziękuję za chęci :) Jeśli jeszcze będzie wisiało, to nie omieszkam poprosić, ale jeśli uznam, że wysyłam na konkurs przed wojażami okołoweekendowymi, żeby potem nie zapomnieć, bo luty krótki, to zniknie.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Mogę w marcu poprosić paru native speakerów o powiedzenie, jak by to wymawiali ;) Oczywiście w przypadku imion własnych wszystko jest możliwe i zapisowi może przeczyć uzus, zwłaszcza w przypadku zapożyczeń (to w kwestii gü vs. gi) …

 

A w kwestii ubierania ubrań to mam wrażenie, że tylko frakcja łódzka ich nie ubiera…

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Dobra, podbijam po raz kolejny, bo już mam konkrety ;) Będę w Warszawie w niedzielę 24 lutego, do godz. 18 mam konferencję, a potem chętnie skonsumowałabym coś płynnego i stałego w miłym towarzystwie ;) Nocuję w czymś, co się nazywa Pokoje Gościnne Domu Literatury, a konferencję mam na Krakowskim Przedmieściu, więc nie ukrywam, że te właśnie rejony lub Stare Miasto byłyby preferowane.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

No, niestety, w przeciwieństwie do trzech pierwszych komentatorów totalnie nie kupuję tej historyjki, zwłaszcza jako pomysłu na naukę. Takie perpetuum mobile, w dodatku namnażające się w dowolną ilość (czemu antagoniści nie dadzą się postrzelić, żeby zdobyć te parę kropel i za chwilę mieć dowolne hektogalony?) to zbyt wszechmocny gadżet, żeby sprawdzał się w poważnym tekście, a mam wrażenie, że jednak takie było założenie – tyle że wyszło niezamierzenie komicznie.

Bohaterowie płascy, niekonsekwentni i niewiarygodni, robią w danym momencie to, co jest wygodne dla autora, paleontologia jest kompletnie pretekstowa, nie ma żadnego znaczenia dla fabuły. Historyjka bez sensownego zawiązania, o zakończeniu już nie wspominając. A pośrodku raczej nudnawo. Na dodatek za nic w świecie nie czuć ducha epoki, masz wszystko całkiem współczesne, tylko wepchnięte w kostium, z Edisonem na ozdobę, bo trudno go nazwać postacią z krwi i kości.

Indianina musiałam wyguglać, nie czytałam…

 

Wykonanie też nie zachwyca. Czytałam z komórki, więc łapanki nie będzie, kilka błędów wskazał Staruch, a ja tylko dorzucę, że parę zdań żywcem nie ma sensu, a czasem chyba nie bardzo rozumiesz słowa, których używasz…

Bo jak inaczej wytłumaczyć taki absurd jak “dychotomicznie podzielona broda”???

SJP PWN:

dychotomia «podział jakiejś całości na dwie różniące się zasadniczo części; też: ta różnica»

• dychotomiczny • dychotomiczność

podział dychotomiczny «w logice: podział, w którym pewna klasa przedmiotów zostaje rozdzielona na dwie podklasy wyłączające się»

Jeśli chciałeś powiedzieć, że miał brodę w nieładzie i rozdzieloną na dwie nierówne części (w ostatnich dekadach wieku XIX noszono dziwaczny zarost, to prawda), to należało właśnie to powiedzieć. Dychotomiczny podział brody sprawdziłby się może od biedy w wypowiedziach jakiegoś nadętego bufona u Pratchetta.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Porównywanie się do gigantów rzadko spełnia pokładane w nim oczekiwania. Tak stało się też tu. A sam pomysł mógł zostać zrealizowany tak, żeby wyszło ciekawe opowiadanie. W dodatku po poprzednich tekstach mam wrażenie, że tym razem usiłujesz napisać fabularyzowany bryk z polskiego… Dlaczego, skoro chcesz publikować na portalu literackim, nie napiszesz czegoś własnego, oryginalnego?

 

Z przodu było widać zmasakrowane ciała pilotów, stewardess i nauczycielek, którzy przeszli tam, żeby porozmawiać o czymś, że stewardessami.

Czemu nauczycielki są rodzaju męskiego?? Tarnina już wskazała, że to w dodatku narrative device – autorka potrzebowała, żeby wszyscy dorośli zginęli, więc wysłała wszystkie nauczycielki na przód samolotu do pozostałych dorosłych… To jest bardzo zła technika fabularna.

 

Krople wody, niczym rosa spływały po ich twarzach, wykrzywionych w psychicznym ból. Jedna zwymiotowała prosto do morza.

Co to jest psychiczny ból i dlaczego go nie odmieniasz? Poza tym z kontekstu wynika, że to kropla zwymiotowała.

 

I tak dalej. Wykonanie dramatycznie kuleje, Tarnina z Reg większość błędów wskazały. Przecinki wołają o pomstę do nieba, podobnie jak zapis dialogów.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Dla francuskiej wymowy czy zapis jest Gui czy Guy nie ma znaczenia, to tak w kwestii “j”. Ale z punktu widzenia odbioru po polsku to pierwsze nie robi problemu nieodmienione, drugie robi – pewnie przez to, że narzuca się angielska wymowa y jako j.

 

Carnota (pociotka tego od cyklu) odmieniałam w swoim opowiadaniu i nie miałam co do tego wątpliwości :D Bo po prostu po polsku trochę się nie da inaczej… A my i tak jesteśmy łagodni w porównaniu do takich Czechów.

 

I tak, jak już wzmiankowałam, w większości nazwisk końcowe s jest wymawiane. T rzadziej, jeśli w ogóle, w Carnot go istotnie nie ma.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Wrzuciłam na betę 20k próby horrorowej do konkursu Histerii inspirowanego Beksińskim. Ponieważ z gatunkiem dopiero eksperymentuję, będę wdzięczna za wszelkie uwagi dotyczące nastroju, świata itepe, łapanka zawsze mile widziana, ale drugorzędna, jeśli chodzi o potrzeby.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Z końcówkami to jest różnie i niestety trudno się czasem wyznać. Np. w nazwiskach nieme “s” zazwyczaj się wymawia, o czym po prawdzie przekonałam się dopiero słysząc nazwy stacji wypowiadane w metrze… Ale w imionach z kolei raczej nie :/

 

Btw Louis – dlatego wymowa “lui”, a nie umlautowa

 

PS. “Zaraz dojdziemy do wniosku, że tylko Słowianie uczciwie czytają to, co napisali”

Ekhem. Przypomina mi się znajomy Amerykanin, który pokazał mi drogowskaz z napisem “Rzeszów” i zapytał, jak to się czyta. Powiedziałam. “A co się stało z tym R?” – zapytał zdumiony.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Ech, żeby to miało wartość naukową, to te kody powinny być gdzieś rozwinięte w obrębie tego, co jest dostępne online :/

 

Skądinąd “witaj” miałoby wg tego słownika pisownię “vythay” (wymawiało się zapewne mimo wszystko witaj, może bardziej twardo wytaj, o ile cokolwiek pamiętam z gramatyki historycznej), co nieźle pokazuje niebezpieczeństwa kryjące się w nadmiernym trzymaniu się realiów z bardzo dawnych czasów.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Wikisłownik istotnie podaje etymologię dla szaber/szabrownik z jidysz, więc średnio to pasuje. Na dodatek bardzo mocno kojarzy mi się dwudziestowiecznie. Ja bym nie użyła w tekście dziejącym się we Francji 1864, chyba że miałabym polskiego Żyda ;) (ostatnio nawet miałam, ale o takich sprawach mowy nie było).

 

Natomiast “lui” to jest zasadniczo zaimek, więc nie bardzo widzę powód, żeby go po polsku odmieniać :O

Nie wiem, czy tu istnieje zasada. Właśnie zauważyłam, że w napisanym dopiero co tekście nie odmieniam imienia François…

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

O, proszę, nie miałam pojęcia o takim przedsięwzięciu, choć teoretycznie NCN zobowiązuje do popularyzacji projektów… Niemniej poległam na strukturze i obsłudze tego słownika – Tobie udało się znaleźć sposób wyszukiwania dla konkretnego okresu? I np. źródła, z których dany przykład pochodzi? Bo ja nawet nie zdołałam znaleźć żadnego opisu, jakim korpusem się posługują itd. :/

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Glyneth, dziękuję za zwrócenie uwagi na tę niejasność, przyda się przy redagowaniu tekstu do ebooka :) Natomiast to opowiadanie nie było nigdy dużo dłuższe, przycinałam bardzo mało, pojedyncze słowa. Choć przyznam – pierwszą część planowałam oryginalnie dłuższą. Limit ograniczał mnie już w czasie pisania, więc skrótowość wyszła, ale nie z zasadniczych cięć…

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Wojciech to Adalbert.

 

Wg francuskiej wiki “Guy est d'origine germanique. Il est issu du radical Wid- « bois » ou « forêt »” – pochodzenie germańskie, pochodzi od rdzenia oznaczającego las lub bór, dalej jest jakiś niejasny dla mnie rozkmin językoznawczy o końcówkach. I nie Wilhelm (myślałam, że to pokrewne Guillaume’owi, który zresztą też jest germański), tylko Gwidon.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Celtyckiego? A Guy nie jest aby germański jak każdy Wilhelm? W ogóle mi nie przeszło przez myśl, że chciałaś mieć głównego bohatera o celtyckim imieniu :O

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Obstawiałabym wymowę tak jakby pierwsze “i” brzmiało jak niemieckie u umlaut, bo tak zasadniczo brzmi francuskie u. Belgowie sporo rzeczy mają inaczej (np. normalne liczebniki i toaletę w liczbie pojedynczej), ale wymowa zasadniczo się nie różni.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Guy niestety występuje w onomastyce francuskiej, więc nie mogłam go oprotestować :D

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Dobór słów jest nieprzypadkowy, i kruchta, jątrzenie, gniazda stopni i wyżymanie są na swoim miejscu i pełnią swoje funkcje. 

Aleksandrze, słowa użyte niepoprawnie nie pełnią żadnej sensownej funkcji w tekście, chyba że autor bardzo wyraźnie da do zrozumienia (w obrębie tekstu!), że robi to celowo. Czasami, choć rzadko, sprawdza się to w poezji. Sprawdza się oczywiście w ustach postaci, które z racji wieku lub ignorancji nie znają właściwych znaczeń. W Twoim tekście, wybacz, błędy słownikowe robią wrażenie wyłącznie błędów słownikowych, ponieważ całość nie wygląda na eksperyment językowy, cokolwiek byś o tym nie sądził. Podobny styl – udający tajemniczość poprzez niezdradzanie czytelnikowi w miarę możliwości niczego z fabuły i świata – widujemy tu u wielu początkujących autorów fantasy. Jako stara cyniczka podejrzewam więc, że jest to raczej wynik fatalnej mody, a nie intencji autorskich.

 

Aha, zlikwiduj entery między akapitami, dodatkowo okropnie to uprzykrza lekturę.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Czyta się całkiem nieźle, choć mnie osobiście drażnił w tym tekście czas teraźniejszy w większości narracji – w ogóle nie rozumiem, czemu to ostatnio takie modne?

Fantastyki mało, trudno nawet powiedzieć, czy ta końcówka to fantastyka, ale że zakończenie ładne i motywujące, to zostanie Ci to odpuszczone ;)

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Cóż, autorze, po pierwsze fragmenty nie są dobrze widziane na portalu, ponieważ nie dają realnej satysfakcji czytelniczej. Niestety nie podzielam też entuzjazmu zawartego w przedmowie: “osobiście podoba mi się jako osobne opowiadanie“, ponieważ w tym tekście nie ma żadnej składnej fabuły, która stanowiłaby zamkniętą całość w sensie jakąś historię. Na impresję z kolei za dużo zdarzeń, co z tego, że chaotycznych, niejasnych i nieprowadzących do satysfakcjonującego rozwiązania.

Niestety nie mogę też powiedzieć, żeby ten fragment zachęcił mnie do czytania następnych. Poza wszystkim wykonanie jest bardzo takie sobie, robisz błędy składniowe, logiczne. Po części przez fatalną manierę nienazywania rzeczy po imieniu – to bardzo trudny typ narracji i nie należy z nim przesadzać. Po części przez to, że powinieneś zawrzeć bliższą znajomość ze słownikiem języka polskiego. Styl jest niepotrzebnie nadęty, a to naprawdę nie tworzy aury tajemniczości ani grozy…

A, jeszcze jedno: tytuł powinien jakkolwiek łączyć się z zawartością.

Ale nie poddawaj się, pierwsze koty za płoty.

 

I łap bardzo przydatny forumowy link, poniekąd etykietalny:

https://www.fantastyka.pl/publicystyka/pokaz/66842676

 

 

Łapanka z pierwszej części:

Gdy przyłożysz ucho do skały[+,] słychać je.

Z gramatyki wynika, że słychać ucho.

 

Miasto tętni.

Tu by się prosiło dopełnienie – czym.

 

słychać je. Żyje.

Średnio to brzmi

 

na końcu kapilary korytarza

Mam wątpliwości w kwestii użycia słowa kapilara, które dramatycznie nie pasuje do tunelu, w którym mieszczą się dwie osoby. SJP PWN:

kapilara

1. «najwęższe naczynie krwionośne»

2. fiz. «rurka szklana o bardzo małym przekroju wewnętrznym, w której na skutek zjawiska włoskowatości następuje podniesienie lub obniżenie poziomu cieczy»

3. «wąski kanalik między cząsteczkami gleby»

 

Zmęczenie drogi tysięcy stopni było porażające. Nic już nie czuła.

Droga nic nie czuła? W pierwszym zdaniu w ogóle gramatyka jakby się posypawszy.

 

Wiedziała, że on na nią czeka. I musi się spieszyć.

Z gramatyki wynika, że spieszyć musi się on, a nie ona. Uważaj na podmioty, zwłaszcza kiedy zostawiasz je domyślnymi.

 

Esencyjne przemiany przemieniły go

Trochę to słabo wygląda. Esencyjne kojarzą mi się z zaparzaniem herbaty.

 

w tytana. (…) ciemnego golema z mięśni ze stali.

Tytan i golem to dwie różne istoty, na dodatek z zupełnie innych bajek. No i zasadniczo golemy są z gliny. Rozumiem, że używasz tego jako metafor, ale średnio się sprawdza.

Skądinąd występujące w pobliżu “światło grzybni” brzmi dość dziwnie. Nie każ czytelnikowi domyślać się zbyt wiele, bo rzuci Twoją książką.

 

W głębi kruchty

Nie miałeś aby na myśli krypty? SJP PWN:

kruchta

1. «przedsionek kościoła»

2. lekcew. «środowisko i mentalność ludzi mających bezkrytyczny stosunek do Kościoła i jego nauk»

 

schody świątyni wżynały się jeszcze głębiej

Po pierwsze błąd ortograficzny, po drugie wrzynały się w co?

 

Ostre pazury wytrawnika wpijały się w skałę i wyrywały stopnie z gniazd.

Po pierwsze zob. uwagę o grzybni; po drugie, co to są gniazda stopni?

 

Czuła, jak wysiłek ścieka jest po plecach.

No, zakrztusiłam się. Jest → jej. A poza tym nieudana metafora tygodnia.

 

To mi się oberwie za Ciebie.

Zaimki w tekstach literackich zapisujemy małą literą.

 

Dopiero w blasku jątrzącym się z porostów korytarza dostrzegła jego wzrok.

Po pierwsze znów używasz słowa w niewłaściwym znaczeniu, SJP PWN:

jątrzyć się

1. «o ranie, skaleczeniu: ropieć»

2. «przybierać gwałtowniejszą formę»

3. «irytować się»

Po drugie grzybnia czy porosty?

Po trzecie: czyj wzrok? Z kontekstu wynika, że tego kogoś, z kim spędzała dzieciństwo i tak dalej (nie żeby czytelnik miał pojęcie, o kim mowa, potworze, tym tam tytanogolemie czy jeszcze kimś innym?)

 

graniastą kruchtę

Kruchta strikes back. I kolejne słowo, które przed użyciem warto było sprawdzić w słowniku; SJP PWN:

graniasty

1. «mający wystające krawędzie»

2. «o maści bydlęcej: mający łaty»

 

Kroki wysyłały sieć zmarszczek na płyciźnie. Salamandry pierzchały ciemność.

Wut?

 

Stwór wyżymał jego ciało.

Słownik kłania się po raz n+1.

wyżąć Iwyżymać «wycisnąć wodę z czegoś mokrego»

wyżąć IIwyżynać «żnąc, usunąć trawę, zboże itp. z jakiegoś miejsca»

 

Tu przerywam łapankę, bo chyba już widzisz, że problemy są praktycznie wszędzie.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Cieniu, wpadasz z tymi pytaniami w typową pułapkę racjonalnego i pseudohistorycznego tłumaczenia mitu… To tak jakbyś pytał, dlaczego żaden z bogów nie jest w stanie zapobiec uwolnieniu się Fenrira albo dlaczego Hades porwał Persefonę, choć musiał wiedzieć, że pozostałe rodzeństwo się na niego wkurzy. A jeżeli takie rozumowanie Cię uraża (albo kogokolwiek innego), to proszę przypomnieć sobie słowa Tertuliana (którego ja osobiście nie znoszę za sporo rzeczy, ale tu akurat miał rację): credo quia absurdum.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Pełna zgoda z przedpiścami. Pierwsza historyjka jest bardzo fajna, druga taka sobie, trzecia słaba. Trzeba było wrzucić pierwszą jako szorta, a nad pozostałymi jeszcze popracować. Aha, to w zasadzie nie jest fantastyka, tylko raczej alegoryczne czy metaforyczne przypowiastki, ale niech Ci będzie ;) Uznajemy trolle.

 

Dlaczego drugi kawałek nie jest wyjustowany?

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Uch, masz ewidentnie pomysł na świat, in dubio pro reo zakładam, co więcej, że nazwa Otium jest nieprzypadkowa. Niemniej stopień, w jakim komplikujesz opowiedzenie prostej historyjki, namieszanie różnych stylów i sposobów narracji – to wyższa szkoła jazdy i może warto zacząć od form nieco przynajmniej prostszych. Żeby czytelnik miał po skończonej lekturze w głowie jakiś obraz tego, co chciałaś opowiedzieć.

Bohater też mógłby być nieco bardziej konsekwentny.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Też nie bardzo wiem, o czym właściwie miała być ta historyjka, zwłaszcza że fantastyki to tu jak na lekarstwo – nawet takiej bliskiego zasięgu. Sieć, która podgląda użytkowników – poniekąd to już mamy, a w literaturze i filmie też było.

Chyba że za fantastykę mamy uznać to, że gdzieś w Hameryce czy Anglii, sądząc po przeważająco anglosaskich imionach, szef IT w firmie ubezpieczeniowej gnieździ się w czteropokojowym mieszkaniu – w tamtych realiach ktoś na takim stanowisku bezwzględnie ma dom… Przenosisz nasze poczucie, że cztery pokoje to już luksus, na inne realia. Ta jakaś ukryta sieć od biedy mogłaby za element fantastyczny służyć, ale na to jeszcze musiałbyś stworzyć jakąś fabułę, a nie opisywać kolejne kroki w surfowaniu, bo to ciekawą fabułą nie jest.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Zupełnie dobrze… Lepiej niż dał to Guy – bo takie nieodmienne imię wskazuje na kobietę :P

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Imienia “Guy” sie nie odmienia?

Mówiłam: odmieniaj :P

 

I może od razu jedno dementi, żeby nie było, że nie zgłaszałam zastrzeżeń: mówiłam też, że ktoś, kto chce naśladować “wielkiego cesarza”, nie będzie strzelał do nosów rzeźb, bo to mem antynapoleoński, sfinks w Gizie nos miał odłupany już wcześniej ;)

 

Ale ogólnie pomysł jest bardzo fajny, odzyskanie twarzy podwójne, a nawet potrójne, bo Guya podwójne…

 

Nie klikam tylko dlatego, że betowałam.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

I po prawdzie, moim skromnym zdaniem, gdybyś poszedł w zapomnianą być może czy odstawioną do kąta chińskość Wu – opowiadanie zyskałoby +10 do atrakcyjności. Szkoda, że ten element pozostał tylko w Twojej głowie. Zwłaszcza że mam wrażenie, że on mógłby też tej chłodnej relacji z realu dodać kulturowych znaczeń, nie mówiąc o tym, że uzasadniałby niezbywalność Chin ;)

 

A przy komputerze swego czasu spędziłam dużo za dużo czasu, ale dopiero teraz tego żałuję i między innymi dlatego trzymam się daleko od najbardziej nawet artystycznych i ciekawych gier komputerowych – więc to nie tak, że nie znam z autopsji. Po prostu na takie tagliny mam reakcję alergiczną ;)

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

A nie, ja nie zauważyłam tych znaków i wzięłam je za słowa :D Może być krakowskim targiem 3x150 słów.

 

I właśnie, czy forma imienia “Witalij” ma dla Ciebie, o zacny Chrościsko, znaczenie w sensie alternatywnym?

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Ja proszę o przesunięcie terminu o jeden dzień, do niedzieli muszę za dużo rzeczy skończyć :/

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

czy Ty, mówiąc w skrócie, zarzucasz mi komercję?

Ech, obawiałam się, że tak to odbierzesz… Po pierwsze, nie Tobie, a jeżeli już, to temu konkretnemu tekstowi, bo – jak zaznaczyłam wyżej – nie miałabym problemu z takowaniem bardziej chropowatych Neandertalczyków i Ludwika Bawarskiego. Ten tekst, powtórzę to, jest dla mnie zbyt gładki, no i naprawdę ma te oskarowe cechy, więc pewnie tak, można go nazwać “komercyjnym”, choć nie byłoby to moje określenie z wyboru. Przez komercję rozumiem jednak coś nastawionego na wymierny zysk i produkowanego masowo.

Użyłam wcześniej metafory sartorialnej, więc może raczej: konfekcję. Doskonałą, ale jednak od metra, bez nuty szaleństwa. W przeciwieństwie do innych Twoich tekstów.

 

Chiny – nie widzę sprzeczności w mojej argumentacji, ale może wyraziłam się nie dość precyzyjnie. Po prostu chodziło mi o to, że gdybyś umieścił drugie życie bohatera w Chicago okresu prohibicji albo państwie Azteków, to dreszczyk dla niego mógłby być podobny, a efekt egzotyki (a w pierwszym przypadku na dodatek zmitologizowanego świata podobnie jak w przypadku Chin dowolnego okresu) dla czytelnika nie uległby zmianie. Te Chiny nijak nie wchodzą w interakcję z tym, co jest w realu. Po prostu ciekawy świat, w którym jest sporo zagrożeń i którego bohater, mimo swego ewidentnego pochodzenia, nie czuje do końca. Zmysłowość – do mnie nie przemówiła, ale może dlatego, że jednak jestem kobietą i te opisy średnio mnie kręciły… Ale zastąp ją femme fatale z międzywojnia i efekt masz podobny, tylko z innymi rekwizytami. Albo dekadenckim Rzymem z wiktoriańskich wyobrażeń. Zmiana scenografii nie zmieni wydźwięku opowiadania.

A baboli nie byłabym w stanie wyłapać, bo się nie znam :/

 

Rozumiem bardzo dobrze, że Cię uwiera to, że coś się w tym opowiadaniu nie podoba, ale to tylko utwierdza mnie w przekonaniu, że jest ono jakoś tam (zapewne podświadomie) obliczone na efekt, jaki ma wywołać – i wywołuje. Sam przecież przyznajesz, że to “opowieść o mężczyźnie, który zapomina o tym co ważne” – dla mnie to określenie straszliwie wyświechtane i na dodatek spłycające nawet ten tekst…

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

W sumie powinnam powiedzieć tak: nie przepadam za chorałem (choć być może pięknie śpiewasz), więc mogę podnieść tę rękawicę wyłączającą muzykę ;)

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

I jeszcze jedno: nadmiernie dokładnie odtworzone dawne epoki mogą być nie do przełknięcia dla współczesnego czytelnika. Drastycznym przykładem takiej niekompatybilności jest wiek małżeński.

 

Unikanie anachronizmów, pilnowanie detali, które dają nastrój – jak najbardziej, oczywiście :)

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Też wracam z komentarzem piórkowym. Jak zwykle w przypadku ocen pozytywnych mam większy problem z podaniem argumentów, ale spróbuję. To opowiadanie zachwyciło mnie przede wszystkim narracyjną konsekwencją w kreowaniu autentycznej grozy. Rzadko ostatnimi czasy zdarza mi się autentyczny dreszcz przy lekturze, a tu zdołałeś to osiągnąć. Czym? Mistrzowskim, moim zdaniem, przemieszaniem realizmu i poetyki obłędu (raczej niż snu) i tym, że proporcje między tymi składnikami powoli zmieniają się na przestrzeni całego tekstu, aż w końcu zostają całkowicie odwrócone. W chwili, kiedy czytelnik orientuje się, że to nie jest proste, choć dziwnie opowiedziane postapo, jest już za późno – pułapka się zamknęła. Takie było moje doświadczenie z “Doświadczeniem”. Sam przywołałeś Kubina, więc powiem, że podobny ponury zachwyt czułam czytając jego “Po tamtej stronie”.

Co jeszcze? Niesamowita plastyczność opisów, choć w zasadzie je tylko markujesz. Znakomita skrótowość fabularna – to, jak dowiadujemy się czegoś o pozostałych uczestnikach spotkań konfesyjnych, to jak dawkujesz wiedzę i tajemnicę.

Dodam może jeszcze, że to nie tak, że jestem wielbicielką wszelkiej weird fiction – wręcz przeciwnie, jestem tu równie wybredna jak w przypadku klasycznej fantasy.

W każdym razie dla mnie z przyczyn wyżej wymienionych jest to mocny TAK – głos na odwagę literacką, niesztampowość, a zarazem bardzo dużą dyscyplinę formalną w ramach niełatwego gatunku.

 

Dla mnie opowiadanie piórkowe to takie, którego napisania autorowi zazdroszczę.

Jest w tym coś, ale nie wiem, czy bym się do końca zgodziła… Ale przyznam, że akurat temu tekstowi zazdroszczę kreacji klimatu.

 

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Wracam z komentarzem piórkowym – najtrudniejszym nie dlatego, że miałam wahania, ale dlatego, że już bardzo dużo napisałam tu wcześniej i nie chciałam wyłącznie powtarzać argumentów, które zadecydowały na NIE.

Uratował mnie Mr.Brightside, który zdołał błyskotliwie wypunktować parę rzeczy, których wcześniej nie potrafiłam zwerbalizować. Przede wszystkim coś, czego sobie do końca nie uświadamiałam, czyli powodów kłopotów z wczuciem się w tutejszą VR – czyli głównie te rozważania o botach, zawieszenie między świadomością bycia w sztucznym świecie a rzeczywiście wirtualem, życiem, które robi się tak samo ważne jak realne. W zasadzie pod analizą Mr.B mogę się w tym względzie podpisać, więc nie będę ciągnąć elaboratu.

Natomiast nadal gryzie mnie przede wszystkim pewnego rodzaju “sterylność” tego tekstu. Przypomina mi on filmy “robione pod Oscary” – to jest też taki na mur nagrodowy tekst, co zresztą życie i nagrody potwierdzają. Jest cholernie efektowny: ma tytuł, za który każdy autor dałby się pokroić (gigantyczny punkt na wejściu: coś, co ma taki tytuł nie może przecież być tylko przeciętne!), modny temat (co czasami pozwala zapomnieć, że zgrany do bólu), element sentymentalno-odhumanizowany w odpowiednich proporcjach (dziecko-jajko), no i wreszcie bardzo atrakcyjny, bo totalnie egzotyczny sztafaż. Już o samych Chinach niewielu czytelników ma duże pojęcie, a co dopiero o Chinach dziewiętnastowiecznych… Mogę się zawodowo tym stuleciem zajmować i co? I na Chiny okresu wojen opiumowych nie mam żadnego haczyka, żeby móc powiedzieć “sprawdzam” – do tego stopnia, że podczas lektury nie przyszło mi do głowy zastanawiać się, która to konkretnie wojna (mimo że przemyka data spomiędzy), choć z europejskiego punktu widzenia dzieją się one w bardzo różnych epokach. Jasne, sam dajesz do zrozumienia, że w VR jest nieco alternatywna historia, co zwalnia z takiego sprawdzania. Piszę to raczej, żeby uzmysłowić skalę obcości świata przedstawionego.(Skądinąd zapewne zajmę się tymi Chinami, bo przeczytałam taką historię, że chce ją przerobić na opowiadanie, a w tle muszą być Chiny…)

Z tą “nagrodowością” i “sterylnością” wiąże się jeszcze coś innego, co w moim przekonaniu jest większą wadą – paradoksalnie w tym naszpikowanym egzotyzmem opowiadaniu można by wymienić ten wirtualny sztafaż na dość dowolny (byle w miarę odległy od doświadczeń codziennych czytelnika i nasycony specyficzną hierarchicznością społeczeństwa) i nic to fabularnie nie zmieni. Czyli jakiejś brzytwy świat przedstawiony nie przechodzi. To też utrudnia mi immersję, bo cała ta egzotyczna i atrakcyjna otoczka okazuje się nie być niezbędna dla fabuły.

W rezultacie dostaję doskonale wykonany produkt, na który rzucam okiem, sprawia mi on estetyczną przyjemność, ale tak naprawdę pozostawia obojętną – zarówno dla warstwy fabularno-emocjonalnej, jak i literackiej. Wolałabym coś bardziej uwierającego, bo takie rzeczy się zapamiętuje…

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

W sumie późniejsze pamiętniki też możesz spróbować (Pasek powinien być online), bo skoro już wiesz, co byłoby anachronizmem (to niech będzie pochwalony istotnie zatrąca potrydencko), to te mniej rzucające się w oczy zwroty powinny być w miarę ponadczasowe. Nie można dać się zwariować riserczowi ;)

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Kroniki były pisane po łacinie, więc wiele Ci to nie pomoże – tłumaczenia już nie są z epoki i może w nich być cokolwiek. No i opisują głównie wydarzenia polityczne, a nie życie codzienne… Najbardziej obstawiałabym Reja, bo nawet na XVI w. ma dość archaiczny język.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Sy, obawiam się, że nie posiadamy materiału, który pozwoliłby ustalić, jak się witała gawiedź za Kazimierza Wielkiego. Na to musi istnieć korpus tekstów, w których dana wypowiedź ma szanse wystąpić. Z XIV w. polskich tekstów jest co kot napłakał w ogóle, a obstawiam, że takich, gdzie cytowane byłyby wypowiedzi gawiedzi (brr, rym) nie ma wcale. Piętnastowieczne też raczej nie pomogą, tak na oko. Jeżeli koniecznie chcesz mieć coś w miarę zbliżonego, poszukaj np. u Reja, w Żywocie człowieka poczciwego na przykład  – sporo później, ale wieś jest dość konserwatywna, jeśli chodzi o obyczaje.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Dobra, to jest horror, a ja się uśmiałam jak norka :) Klik

 

PS. Udało Ci się osiągnąć klimat Zielonej Gęsi

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Odnoszę wrażenie, że jest tu całkiem nie najgorszy pomysł, ale zarówno typografia jak i narracja go zabija. Zrób jakiś porządek z tym tekstem, żeby można go było bezboleśnie przeczytać, bo żeby człowiek się wykańczał percepcyjnie na <6k to naprawdę perwersja.

 

Lampa gazowa wymaga dopływu gazu, ergo nie nadaje się na przenośną latarnię. Wyjątkiem są takie latarenki kempingowe na malutkich butlach gazowych, ale mam wrażenie, że to nie te realia.

 

Niektóre sformułowania są niezgrabne, np.

“Widział tylko delikatny zarys otoczenia”

“Przestronne wnętrze zaczął wypełniać donośny odgłos pukania.”

 

Przecinki wołają o pomstę do nieba.

 

A kleszcze nie spadają na ofiary z wysokiej gałęzi?

Jak nie trafią albo ześlizgną się z ofiary, to zanim wespną się z powrotem na gałąź, pewnie oszołomione siedzą chwilę w ściółce ;)

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Całkiem zacny szorcik, dobrze że Król Kier nie gania z halabardą, każąc ścinać głowy ;)

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Robiłem tak z Państwem Księdza Jana w „In taberna”.

Czule wspominam :)

 

Co do Prusów vs. regulamin masz formalnie rację, ale ta racja zmiata również takie byty jak choćby wspomniana starożytna Galia, więc co jeśli ktoś będzie chciał napisać o Asterixie? Może np. Staruch zechce zrobić spin-off od swojego spalonego opowiadania na Retrowizje? Jak się okaże, że i tu spalony, to się chłopak załamie :/

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Czyżby mała sugestia, o czym piszesz na konkurs Finkli? Sprawdziłam listę książek o folklorze i lokalnych wierzeniach, jakie posiadam na półce i na dysku, ale niestety Portugalii tam nie ma :(

Ale taki tip: jeszcze mi się nie zdarzyło nie znaleźć czegoś fajnego na takie tematy w sieci. W najgorszym razie grozi Ci google translatorowanie z portugalskiego…

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Okej, jest nieźle, bo przeczytałam klasyczne fantasy nie krzywiąc się co drugie zdanie ;)

Zgoda, że sprawia to wrażenie kawałka większej całości, a bohaterowie są nieco za doskonali, ale całość stoi nastrojem, dobrym językiem, brakiem sztampy, ciekawym światem. Takim, że poczytałabym więcej. Co do przesłania – mam jak Finkla :)

Klikam, bo w sumie się aż dziwię, że to jeszcze nie w Bibliotece.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Raz w życiu na jakimś szczątkowym szkoleniu wojskowym, do tarczy na fachowej strzelnicy (postrzelałabym więcej, nie powiem), ale wrażeń zapachowych niestety nie pamiętam – co może oznaczać, że nic szczególnie w nos się nie rzuca, choć założyłabym, że metal+smar muszą trochę pachnieć. Potem już tylko z muszkietów i tam czuje się zapach bardzo zdecydowanie :)

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Kamilu, mam wrażenie, że wrzuciłeś kolejny fragment z tej samej “większej całości”, z której już było kilka i zniknęło. I że parokrotnie już pisano Ci, że fragmenty nie cieszą się wzięciem na portalu. Czemu nie napiszesz samodzielnego opowiadania? Przyjęta taktyka + brak innej aktywności (nie czytasz tekstów innych użytkowników, nie komentujesz ich) nie przysporzy Ci czytelników. Oczekujesz od innych, że będą poświęcać czas Twojemu tekstowi – być może pełnemu błędów, do czego sam się przyznajesz – ale nie uznajesz czegoś takiego jak altruizm wzajemny?

 

Może już wcześniej wrzucałam Ci ten link, ale weź go sobie do serca, niezależnie od tego, czy tak było, czy nie:

 

https://www.fantastyka.pl/publicystyka/pokaz/66842676

 

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

W sumie zwierzęta są często fajniejsze od ludzi…

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Kaneki, dlaczego nie poprawiasz tekstów? Wszystkie wyliczone przez komentatorów błędy nadal straszą w tym szorcie. Jeśli chcesz ćwiczyć warsztat, powinieneś wchodzić w interakcję z komentatorami, a przede wszystkim pracować nad tekstem.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

o co do tej pory naskrobałem, to około 2700 znaków. Myślę, że w kolejny 2000

Tu już jest 3500 znaków, a w zdjętych tekstach było podobnie, więc coś tu się nie składa. Niemniej najlepiej wrzuć zamkniętą całość jako jeden tekst. Tylko pamiętaj, że powyżej 80 tys. znaków nie wchodzi w grafik dyżurnych, więc szansa na lekturę spada.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Jeszcze mała podpowiedź, wg internetów ta powieść “otrzymała Nagrodę im. Janusza A. Zajdla, Śląkfę i Srebrny Glob“…

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Cóż, znawczynią listów Pawła nie jestem, więc więcej nie wyłowiłam, no i go nie lubię w wydaniu realnym również ;) Mam, co więcej, wrażenie z lektury tekstów naukowych o tej epoce, że ten Twój jest znacznie bliższy prawdzie niż ten obraz, jaki nam został przekazany, ale nie powinnam utyskiwać na czyjąś autokreację, bo w końcu naukowo zajmuję się właśnie obrazem publicznym i manipulacjami przy nim…

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Skądinąd – planujesz dalszy ciąg? Bo ja bym po prawdzie poczytała dalej. Skoro Mikros nie zginął w wypadku machiny, to może i pożar Biblioteki przeżyje, może go nawet sumienie w końcu dopadnie? W sumie facet o imieniu tak mocno kojarzonym z pożarem mógłby okazać się jakimś pirandrem (bo piroman co innego znaczy…)

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Głównym bohaterze. Bo on jest z IV wieku p.n.e.

Och, a ja założyłam, że to jest tylko nawiązanie, bo dla tamtego częściej używa się formy imienia Herostrates, więc myślałam, że to takie kolejne mrugnięcie okiem. Nie odebrałam tego jako anachronizmu, bo niejednemu psu Burek i przecież Biblioteka też parę razy płonęła, więc właściwie w historii alternatywnej może spłonąć akurat teraz i z innego powodu niż w realu.

 

Co do Hioba – podkreśliłabym, że ta historia jest dla Mikrosa nowa, poznana dopiero teraz.

 

Pijak w karczmie – Asterix?? !! (znaczy mówi o nim, nie jest nim, ofkors)

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

A tych konserw to nie przywieźli ci radzieccy kosmonauci ze sobą

Jasne, ale właśnie dlatego sama nazwa i wygląd puszki powinny bardziej zaciekawić bohatera, bo nie ma prawa tego znać :)

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Jest lepsze. Bułhakowem powiało ;) I ładne pogranie z Koryntianami. Ładnie, a i gorzko z prawdziwym imieniem Mikrosa. Nie mówiąc już o grze tegoż z Paulusem, w dodatku w kontekście Megasów – no, miodzio.

Za to nie wiem, o jakim celowym anachronizmie mówisz :/

 

Trochę czepialstwa:

 

“za twoje życie nie dałbym złamanego obola. – Irytował się Paulus.” → za twoje życie nie dałbym złamanego obola – irytował się Paulus.

 

Btw myślę, że w takim świecie możesz mówić Grecy zamiast Hellenowie, bo Rzymianie używali tego określenia, a Twój narrator nie jest bardzo mocno spersonalizowany (edit: i nawet słusznie tak masz potem w ustach Paulusa)

 

“rzymskie legiony docierają już do jakiejś wielkiej rzeki, która zwie się pono Indus” – Indus akurat był znany co najmniej od wyprawy Aleksandra, a Paulus był człowiekiem wykształconym, więc powinien wiedzieć

 

“Ba, nawet życie tych Germanów czy Baktrów, z którymi ścierają się teraz legiony.” – dałabym nawet Indów, skoro doszli tak daleko. Baktria to zaledwie Afganistan/Uzbekistan

 

“która strzeżona jest niemal równie dobrze co cesarz“ → jak cesarz ?

 

“Nie będę, kurwa, siadał w towarzystwie chłystków” – jak zwykle mam problem z używaniem dwudziestowiecznych polskich wulgaryzmów w kontekstach historycznych

 

“Kwintus Licyniusz Katon i Lucjusz Korneliusz Macro” – niekonsekwencja w polonizowaniu. Po łacinie byłby Cato/Macro, po polsku Katon/Makron. Nie nadawałabym też bardzo mocno związanego z konkretnym rodem przydomka przypadkowej postaci. Poza wszystkim Porcjusze Catones byli najbardziej republikańskim rodem w Rzymie, więc w cesarstwie to niekoniecznie dobrze widziane nawiązanie – gdyby zakładać, że to przydomek nadany z jakiegoś konkretnego powodu. I jeszcze jedno: nie każdy Rzymianin musi mieć to trzyczłonowe nazwisko, przydomków nie mieli wszyscy. Byle centurion raczej nie będzie miał przydomka, albo jeszcze nie, bo w końcu może nosić buławę w tornistrze, że nawiążę do easter egga ;)

 

Jeszuy – a nie Jeszui ?

 

“tym bardziej wierzył w to, że Bóg testował go jak Hioba” – to nie jest porównanie oczywiste nawet dla wykształconego Greka. W Bibliotece oczywiście od wieków jest Septuaginta, ale mało kto ją raczej czytał, znajomość była znikoma. Więc albo Paulus go już przekabacił i zapoznał z różnymi swoimi książkami (ale uwaga na kanon biblijny, tu mi się nie chce szperać, ale to się bardzo zmieniało i pytanie, czy Hiob był w tym czasie na liście – tu by ninedin pewnie wiedziała)

 

“podarek od przyjaciół z Bizancjum“ – oni rozmawiają raczej po grecku, więc może z Byzantionu? To w końcu wtedy tylko jedno z miast greckich w Azji Mniejszej

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Mam trochę jak Minuskuła (”Jak mam być szczera, to żaden z drabbli szału wielkiego nie robi”), a trochę jak Dogs (”wyświechtana dwuznaczność słowna“), więc ode mnie pół punkta dla “Rozproszą się pasterze”, bo jest oryginalniejszy. ”Wybrany” – mam wrażenie, że coś w podobny deseń kiedyś czytałam, pomysł trochę zbyt prosty, no i jednak wolę zdrową dawkę absurdu ;)

 

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Cóż, dalszy ciąg lekko mnie rozczarował, zwłaszcza bardzo stereotypowa druga część, trzecia jest lepsza. Ogólnie jednak ocena jest pozytywna – za pomysł na vintage humoreskę.

Czy pojazd znikł razem z panem Potockim, tak nawiasem mówiąc? Usiłowałam się tego doczytać, ale nadal nie wiem.

Oraz nie rozumiem, dlaczego nie opublikowałeś tego w jednym kawałku. Mogłoby wtedy być rozważane do Biblioteki, weszłoby w grafik dyżurnych – w sumie byłoby bardziej czytane. Fragmenty nie cieszą się popularnością. Może wklej tu na górze pierwszy kawałek i zmień tag “fragment” na “opowiadanie”?

 

Realia szwankują tu nieco bardziej niż w części pierwszej, wykonanie też gorsze.

 

Konserw mamy na pół roku

Zegarek zegarkiem, ale konserwa to w XVIII w. autentyczne kuriozum

 

obaj byli kurduplami

Czy do radzieckiego programu kosmicznego wybierano niskich? Bo jeśli nie, to przeciętny człowiek z XX w. będzie dla ludzi XVIII w. co najmniej średniego wzrostu. Owszem, bywały wtedy i prawie dwumetrowe chłopy, ale mężczyzna przeciętnego wzrostu (dolny zasięg rekruta, jak zaczął się regularny pobór) zaczynał się ok. 165-168 cm w zależności od kraju i czasu.

 

A syfilisem się nie martwcie, tu w okolicy same zdrowe dziewuchy

W świetle osiemnastowiecznych pamiętników – mało prawdopodobne.

 

nie był ze srebra, jak początkowo sądziłem. Nie było na nim nawet śladu patyny. To była zwykła, ale mistrzowsko wypolerowana blacha.

Nie jestem chemikiem, ale nie trzyma mi się to kupy. Blacha też jest z jakiegoś metalu i np. miedziana będzie mieć patynę (a miedziana byłaby oczywistością w tym czasie, od miedzianej blachy na dachu wziął się np. Pałac pod Blachą). Może być też przecież blacha srebrna – “blacha” to nazwa wyrobu hutniczego, a nie metalu… Poza tym polerowane srebro też nie ma patyny…

 

Przecinków nie ruszałam, bo leżą i kwiczą, za dużo wypisywania.

 

przez tą ich suszonkę → tę

Nie wiem skądinąd, czy konserwę można nazwać suszonką, cały numer z konserwami polega na tym, że mięso w nich nie jest suszone…

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Może w takim razie spróbuję do nich napisać w kwestii kryminału z pewną dozą fantastyki…

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Rozumiem, że jest gorszy niż “Rdza”

E, ja wiem? Mnie się w sumie chyba bardziej podobał jako opowieść, jako fantastyka, jako fajna gra ze znanym motywem. Tak po paru dniach od pierwszej lektury widzę, że siedzi we mnie bardziej niż “Rdza”, mimo że podtrzymuję uwagi z pierwszego komentarza.

Powiedziałabym, że “Rdza” jest efektowniejsza, bo jeszcze dziwaczniejsza, emocjonalnie bardzo taka chwytająca za serce. I jest lepiej dopracowana w sensie, że tu można by trochę skrócić z korzyścią dla przekazu. No i jak nie jestem fetyszystką fabuł i lubię weirdy, tak ropucha z klarowną fabułą przemawia do mnie bardzo dobrze.

Nie miałam wątpliwości, że to biblioteczny tekst, czekałam tylko na poprawę oczywistych błędów. I powtórzę: lubię taki zapis dialogów, a jeszcze bardziej myśli, choć nie do wszystkiego pasuje (zwłaszcza w przypadku dialogów)

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Cóż, ja skatiowałam tekst, który wymyśliłam do retro przed napisaniem z powodu limitu… Będzie co innego, a tamto napisze się osobno.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Nowa Fantastyka