Profil użytkownika


komentarze: 761, w dziale opowiadań: 527, opowiadania: 113

Ostatnie sto komentarzy

Publicystyka:

Orbitowski tradycyjnie na plus. Kołodziejczak fajnie, Kosik niby o temacie bardzo pokrewnym, ale jednak słabo w porównaniu z Tomkiem. Brak Wattsa sprawił, że kilkukrotnie wertowałem numer w poszukiwaniu jego rubryki! Węglowy na plus, bekorcyzmy ciekawe.  No i bardzo miło, że wrócili Celtowie – więcej, psze pani Joanno Faerie! “Piekło potencjalności” – tu temat ciekawy, ale trochę poucinany w niektórych watkach. Choć i tak skłoniło mnie to do szukania informacji o niektórych wspomnianych tytułach. Lil i Put – coraz fajniej wychodzi ten komiks!

 

Opowiadania:

 

Klucz Arkynesa – lekkie, komediowe, z humorem. To na plus. Na minus przewidywalność, dziury logiczne (niby rzecz uzasadnialna w tej konwencji, ale nie aż tak), bohater niby podejrzliwy, a nie pomyślał, że trucizna dla torturowanego maga mogła być nie tyle aktem przyjaznym, co maskowaniem śladów po tym, jak osoba trzecia spróbowała wydusić jego tajemnicę między torturami itd. Finał tez jakiś bezsensowny – po co mag miałby wywozić gdzieś daleko artefakt, z którego na bieżąco korzystał i który mógł mu nieraz uratować skórę? Niby ogólne dobrze się czytało, a jednak bywały znacznie lepsze teksty na wesoło.

 

Martwy król – bardzo lubię teksty Wiesława Gwiazdowskiego, więc spodziewałem się naprawdę wiele. Pod względem technicznym czytało się bardzo dobrze. To że tekst nie miał w sobie nic z fantastyki w ogóle mi nie przeszkadzało (niby można powiedzieć, ze fantastyką jest tu historia alternatywna, ale jak dobrze pomyśleć, to została tu ona wprowadzona tak pretekstowo, że równie dobrze mogłoby jej nie być wcale), pod wieloma względami tekst broni się sam i robi to doskonale. Problem jest inny. Ogólnie jestem zwolennikiem tego, że niektóre opowiadania nie musza przekazywać konkretnej fabuły. Bywają teksty stworzone tylko dla zaprezentowania jakiegoś świata, jakiegoś pomysłu, czy jakiegoś odczucia, gdzie fabuła jest tylko doklejona, a mimo to teksty te są dobre. A jednak mimo to i mimo tego, ze autora “Martwego króla” czytam bardzo chętnie (jeden z moich ulubionych tekstotwórców), w tym konkretnym przypadku na końcu zacząłem się zastanawiać, co konkretnie chciał opowiedzieć autor. Koniec końców zostałem z mieszanymi odczuciami. Nie żałuję przeczytania, a jednak… jakby czegoś brakowało. na plus jednak wrażenie “przemijania i trwania”.

 

“Kiedy, jeśli nie teraz” – z punktu widzenia dorosłego odbiorcy tekst ten nie robi specjalnego wrażenia, ale podejrzewam, ze byłby całkiem dobry dla młodszych czytelników. Wiek autorki sprawia, ze szacun za sprawne dopasowanie języka do czytania “dzisiaj”. No i gdy zastanawiam się, jak ten tekst jest dopasowany do jego prawdopodobnego targetu wiekowego, to bardzo fajnie, sprawnie i nienachalnie, przemyca problem nietolerancji, nieuzasadnionych animozji i tego, jak w konkretnych okolicznościach mogą one okazywać się nieważne lub przeciwnie – rosnąć  w oczach. Fajnie wymyślony przyszły slang młodzieży (kąsaj buta, ewoluuj – dobre to ;) ). Podsumowując: dla mnie tekst obojętny, ale bardzo dobrze, że się pojawił.

 

“Słońce moje, spójrz na mnie” – mam podobne wrażenia do Starucha.Niby nic nowego, a jednak “wschodniosłowianska szkoła pisania” robi swoje, czyta się fajnie. Nie przeszkadza młodzieżowość tekstu. I tylko końcówka zbędna, można by ją wyciąć, ale to już kwestia gustu.

 

“Ciepło parowania pewnej szczególnej pakistańskiej rodziny” – dla mnie tekst numeru, choć w bardzo dziwnym sensie :) Czytając, myślałem ze rozumiem. Doszedłem do sceny końcowej i po jej przeczytaniu uznałem, ze jednak nie rozumiem, ale z jednoczesnym dobrym odbiorem tekstu (tak, można nie zrozumieć, a jednak być zadowolonym z lektury, jeśli zmusza do zastanawiania się). Potem ewolucja oceny poszła dalej i uznałem, że częściowo rozumiem, częściowo nie, a częściowo gdybam :D 

Jest treść, jest wizja jakieś kosmologicznej tajemnicy, wstawki o fizyce, początkowo wydające się zwykłym przerywnikiem, miejscami metaforą, pod koniec zaczynają wyglądać na sugestię mieszania się fizyki z mistycyzmem. Są fragmenty wieloznaczne, jest idea Ying-Yangowych przeciwności stających się jednością. Dużo symboliki. Mnie się podoba. Choć fakt, że to tekst, który początkowo wygląda na “zwykły”, a na koniec nagle okazuje się bardzo wymagający. Dla mnie to jednak dobry przeskok w nagłe zaskoczenie.

 

Gdyby Jacek Dukaj zaczął pisać dedykację, to by się skończyło jak z tym, ze Lód początkowo miał być opowiadaniem ;-) 

MrBrightside – mając dwucentymetrową bliznę w miejscu narażonym na częsty nacisk, miałem przez kilka lat problem z tym, co opisałem powyżej, mało przyjemne odczucie, potem przywykłem. Być może jak sugeruje Bemik, było to fantomowe, może to, co pod blizną, może kwestia tego, co bezpośrednio sąsiadowało po bokach (choć subiektywnie czułem raczej własnie jakby tuż  pod). Nie mam pojęcia jak wygląda aspekt “techniczny”…

To chyba bardziej skomplikowana sprawa, bo blizna blizną, ale pod nią jest już normalna tkanka, a nacisk na bliznę może naciskać właśnie powodować ucisk tego “pod spodem”.

U mnie własnie wyjazdowe piątki gorzej :( 

BTW, ponieważ wątek ma dużo postów :P Leniwie zapytam, czy to nadal dyskusja o 24.08/23.08 (sob/pt), czy już o innych datach? :) 

Tu masz przykład współczesnego (znacznie mniejszego) sterowca: https://www.youtube.com/watch?v=EEzB2mW55Qc – na początku muzyczka, ale od 3:30 możesz usłyszeć jakie są dźwięki. Pewnie różni się to od tego, co powinno być w Twoim uniwersum, ale jakieś przybliżenie uzyskasz. W środku nawet przy otwartych oknach można rozmawiać. W każdym razie w czymś takim jak na filmie (a więc jednak wersja współczesna) w trakcie lotu jakiś specjalnych hałasów nie ma.

Zwróć uwagę na 5:45 – jeśli w opowiadaniu pojawi Ci się jakiś mniejszy sterowiec, to pewnie może być podatny na takie przechyły. Tu tego jeszcze aż tak nie wie widać, ale zdarza się, że przy lądowaniu lub starcie może uzyskać nawet 40 stopni przechyłu, także zapinanie pasów przy lądowaniu i starcie konieczne).

“komentowaniem komentarzy do mechów”

 

Czyli zapowiedź, że nie będziesz dyskutować była prowokacją  :D

 

Jeżeli w wątku zaczynają się pojawiać spamerzy z seo-linkami, to widać tekst zaczyna być mocno widoczny w wyszukiwarce :D 

Reg, mogę jedynie powiedzieć, że szkoda, iż nie przypadło do gustu, ale dobrze, że nie odrzuca. Nazywanie się – w obu przypadkach użyłem sformułowań, które są używane w języku potocznym.

 

MrBrightside, dzięki za komentarz, nawet jeśli negatywny. Zostawię jednak pewne "ale" :) Myślę, że trochę zbyt dosłownie odczytujesz tekst, którego punktem wyjścia mimo wszystko była historia Blaszanego Drwala w Krainie Oz. Tutaj suwak oczywiście nie jest na pozycji "czysta bajka", ale też daleko mu do punktu "science" (ba, w ogóle do niego nie zmierzałem w trakcie pisania), ten tekst w założeniu miał iść w stronę dramatu.

Co do tożsamości Blaszanego – wymienione przez Ciebie możliwości nie są jedyne, ale odpowiedź na pytanie "co jest podstawą" wolę pozostawić  otwarte z przyczyn, które pojawiły się w dyskusji powyżej, pod komentarzem Arnubisa.

 

Tak czy inaczej, Reg i MrB, dzięki za wasze uwagi – chłodne komentarze są ważne przy pisaniu następnych opowiadań :)

 

Dzięki Coboldzie za opinię. Te organy chyba za bardzo wbiły mi się w głowę w znaczeniu potocznym, a już PsychoFish zwracał powyżej uwagę na to samo, co Ty teraz. 

Tak czy inaczej, mam nadzieję, że lektura jako całość była przyjemna :)

Doświadczony wojskowy prawdopodobnie rozpozna ranę “mocno krwawiącą, ale niegroźną” – chyba, ze to teoretyk, który nigdy nie weryfikował nabytej wiedzy poza koszarami.

Nie wiem, jakim cudem to przegapiłam

Pewnie zauważyłaś dopiero po rozkuciu ściany :P 

 

Ten wskazany przez Wybranietz cytat to taka uwspółcześniona wersja jednego z cytatów z “Kuglarza i śmierci” :) 

Ha, dobre. Z humorem. Z puentą. Z nawiązaniami poza opowiadanie :) 

No i powiązanie tytułu z końcówką :D

 

Tytuł budzi skojarzenia trochę z Trzecią Stroną Księżyca, trochę z opowiadaniami czytanymi czasami w Ossobliwościach. To celowe?

 

Samo opowiadanie… gdybyś nie napisał o serii powiązanych teksów o Nocnym Radiu, powiązałbym to z “Człowiekiem bez twarzy” :) Wyszedł dobry slasher, z pełnymi tego konsekwencjami – włącznie z obecnością elementów, które w innej konwencji zastanawiałyby (”no jak zaszyte usta, jak je?”), a w slasherze są częścią konwencji.

Budzi skojarzenia z tym, jak się oglądało filmy typu “Trzynastego w piątek”. Może i wywołanie nostalgii nie było tu celem, ale wyszło :) I widząc wyżej, że Wisielec skojarzył tekst z “Stranger Things” można uznać, że ten kierunek skojarzeń jest nie tylko u mnie, nawet jeśli ja pomyślałem raczej o materiałach źródłowych :) 

Jednej rzeczy brakło. O ile przez większość opowiadania atmosfera jest budowana sprawnie, to jednak końcówka (drzewo, młyn, okolice domu, z którego nadawano audycję) można by trochę wzmocnić. Jak? Rozkładam ręce, nie wiem. Ale ma się wrażenie, jakby część atmosfery umknęła. Z drugiej strony może to celowy zabieg – jeśli okolica ma być stopniowo bardziej opisywana wraz z kolejnymi opowiadaniami z serii, to być może byłby to niezły zabieg.

 

Wow, czytam, widzę i słyszę (ba, za oknem właśnie cień burzy nad miastem przechodzi ;) ).

Niezłe pozytywne zaskoczenie :D Dzięki dla JeRzego i oddziału jury :D 

A tak w ogóle w ramach pokonkursowych polecanek, jak ktoś nie czytał wszystkiego, polecam “Pieśń Mgieł” Żonglerki, “(Ni)czym skorupkę” Wybrantzyni (do króśćset, jak to odmieniać na rodzaj żeński?) i “Przez chwilę” Asaja (sądząc po liczbie komentarzy ten ostatni tekst nie przyciągnął zbyt  wielkiej uwagi, a jest naprawdę wart przeczytania).

Ha, dzięki Rokitniku za dotarcie do opowiadania. Zawsze miło, gdy ktoś znajduje materiał "zakopany" pod nowszymi tekstami :-)

Bardzo solidne opowiadanie. Przypomniało mi się opowiadanie z NF albo NFWS, w którym były takie izolatki z ludźmi, na których eksperymentowali obcy. Tam jednak pomysł był rozwinięty zupełnie inaczej. Tutaj ciekawie wprowadzasz element władzy – i to nadanej na różne sposoby (a to przez manipulatory, a to przez oceny). Pesymistyczne, ponure, miejscami szokujące. I to szokujące nie tylko bezpośrednio (gdzie bohater rozważa rozterki), ale i pośrednio (jest kilka miejsc, w których powinien mieć wątpliwości, a się do nich w ogóle nie odnosi, jakby sam już po kilku tygodniach przyjął pewne rzeczy za normę).

Mocna wariacja na temat “eksperymentu więziennego”. Niestety ze smutnymi wnioskami na temat ludzkiej psychiki.

 

Hej Cieniu. Dzięki za rozbudowany komentarz :-) 

 

Nessekantosie, dzięki za lekturę. Z dialogami mam od zawsze problem i zwykle wręcz staram się ich unikać. Z drugiej strony trzeba próbować, próbować, próbować… Mam nadzieję, że kiedyś to ogarnę  :-(

 

Countcie, dzięki za komentarz. Fajnie, ze udało mi się Ciebie zmylić :-)

 

Dobre, nawet bardzo. Nie tyle ze względu na opowiedzianą historię (bo ta jest zaledwie wyrywkiem czegoś większego), co na klimat. Oniryczność, posmak szaleństwa, świat odmienny od naszego. Że brak jasnej fabuły? Cóż, obrazy też nie zawsze muszą przedstawiać postacie i miejsca, czasem ważniejsze są w nich kolory. I tak jest tutaj, tekst mocno idzie w wyobraźnię. Co ciekawe, gdy patrze na komentarze, okazuje się, że do mnie przemawiają tu te elementy, które inni odbierają za tą słabszą stronę opowiadania – czyli zamotania, plastyczna forma itp. :-) 

 

A co do fabuły… Niby można szukać tu motywu przewodniego (wymiary tworzone przez artystów), ale powrócę do tego, co napisałem kilka linijek wyżej: tutaj najwięcej robią emocje, klimat, wyobraźnia. I to robią znakomicie.

 

"Kobieta nie wytrzyma dłużej niejasnych, absurdalnych roszczeń istoty"

-> Może raczej "wie, ze nie wytrzyma"? Bo trochę przestawia czas teraźniejszy.

 

Hm, niezależnie od tego, czy w zamierzeniu autorskim brzęczenie było bronią, z poziomu czytelnika można go interpretować jako broń, jako szaleństwo lub jako jakiś dźwięk, który dla wielu osób jest "tłem", a dla jednej osoby czymś drażniącym (to nawet ma nazwę: mizofonia lub Selective Sound Sensitivity Syndrom: https://pl.wikipedia.org/wiki/Mizofonia ).

W dwóch ostatnich wariantach zwracanie uwagi przez jedną osobę jest wytłumaczalne (i fajnie wpada w klimat podobny do filmu "Paranoia 1.0", o którym wspomniałem wcześniej). Nawet nie trzeba sięgać po tłumaczenie związane z nadwrażliwością percepcji (mogę mieć wykrzywioną opinię, bo sam znam problem), czy po szerszy zakres słyszalnych częstotliwości (rzadko, ale zdarza się, ze dorosły słyszy zakres częstotliwości podobny do tego, jaki słyszą dzieci).

Jak na debiut całkiem nieźle. Czyta się lekko, jest humor, jest jakiś pomysł. Nawet jeśli treść mogłaby zawrzeć coś więcej, to opowiadanie ma "to coś”. Dobry start, pisz częściej :) 

Poetyczne i smutne. No i wprawiające w zadumę.

Ja z kolei zrozumiałem to jako odległy mit, który "może być prawdą, a nie musi" i wtedy wpasowuje się w tło (a jednocześnie wcale nie przeczy interpretacji, którą podała Wybranietz). Odkładając na moment na ile jest widoczne lub nie w tekście, z antropologicznego punktu widzenia to całkiem typowe, gdy kultura nietechnologiczna styka się z czymś, co ją przerasta.

Na głównym Krzyczącym Pudełku ciągle o jednym. Jeszcze trochę i ogłoszą konkurs „Polski mundial po zmroku” :P 

W sumie to nawet nie tyle “kultura forum”, co fakt, ze tu dochodzi nie tyle do “dyskusji w komentarzach” co do tworzenia społeczności piszących :)

Wniosek: trzeba częściej robić spotkania w Katowicach. To tutaj masoni i reptilianie przygotowują teksty, za pomocą których zawładną swiatem :P 

A czym jest weird fiction to bardzo dobre pytanie!

A dobrym momentem do the best ofów było to, jak ktoś wciągnął Beryla w rozmowę przez klikanie “zgłoś” :P Nie Ty Finklo przypadkiem? ;) 

Nawet Beryl proponował, że zablokuje, ale był problem jak to pogodzić z regulaminem konkursu. głosujący musza komentarz zostawić. Czyli wina organizatorki :P 

 

A wiesz AQQ, ze Lucyfer nie ma nic wspólnego z mitologią hebrajską? To był rzymski bożek światła, którego propagandowo zaczęto przedstawiać jako diabła, podobnie jak to robiono z wieloma innymi postaciami z mitologii terenów, na których wprowadzano nową religię. Sorry, jeśli powtarzam jakiś wcześniejszy komentarz, ale już nie pamiętam co tam wcześniej pisałem :P

 

Dobry pomysł, fajne wykonanie, fajny skręt fabuły. Tytuł niestety w pewnym momencie pozwala przewidzieć tożsamość głównej postaci, choć nie to, jak się zachowa już w środku budynku.

 

Dastar Dyvanovitsch był człowiekiem węchu” – mi się to okreslenie podoba :) 

Zabrałbym wam też coś materialnego, – rzekł

Zbędny przecinek.

 

Pomysł sam w sobie nawet warto rozbudować, rozszerzyć, wyjść poza historię, którą tu przytoczyłeś. Niestety brakło “czegoś”, może za duże skróty myślowe, może za mało wplątania informacji na temat świta/światów (wrzucenie ich za wcześnie lub zbyt wyraźnie też dla tego konkretnego pomysłu nie byłoby dobre, trzeba by wyczuć proporcje). Niemniej pomysły masz, teraz ćwiczyć, eksperymentować, próbować.

Ciekawe. Styl pisania charakterystyczny dla dłuższej formy, a mimo to udało Ci się to tak skomponować, że idealnie wpasowało się w krótki tekst. Pewnie trochę zaskoczę Cię, ale były momenty, w których wzmianka o bzyczeniu przywoływała mi w pamięci filmy “Pi” i “Paranoja 1.0”. Tak, wiem, to zupełnie o czym innym i w innym klimacie, ale ciągłe bzyczenie w którymś momencie zaczęło budować coś między poczuciem szaleństwa a poczuciem tajemnicy dziejącej się tuż obok. I właśnie ta atmosfera robi tu naprawdę sporo.

 

Osobna sprawa, że mam wrażenie, że przegapiam jakieś istotne wątki opierające się na wydarzeniach historycznych, które od czasów szkolnych mogły umknąć. W czytaniu to nie przeszkadzało, ale pewnie mogłoby sprawić, że całość odebrałbym jeszcze lepiej. Czy faktycznie coś umknęło? To już pytanie do Ciebie Drakaino :) 

 

"hrabina była w rzeczywistością ważną personą"

-> literówka w rzeczywistości.

 

Edit: Pobieżny przegląd komentarzy wskazuje na to, że faktycznie jakiś kontekst mi umyka. Czy został wyjaśniony w którymś komentarzu (jest ich sporo)?

Korespondent – bardzo mi się podobało. Zaczyna się od poczucia wyższości, potem jest ono stopniowo zjadane przez obcy, nieznany teren, siły wyższe, tajemnicę. Wszystko gęstnieje, by na końcu doprowadzić do zderzenia z tajemnicą. Plus epilog, który przez moment potrafił czytelnika zmylić co do tego, jak się skończyła historia Bardzo dobry tekst.

 

Opowiadacz – drugi mocny akcent. Jest tu pokazanie kontrastu między kulturą afrykańską, a naszą., jest i pokazanie co jest dla nas tragedią, a na innym kontynencie smutną codziennością. Ciekawie się to czyta właśnie pod tym kątem. Do tego nienachalne, a  jednak wyraźne przemyślenia okołofilozoficzne. Ciekawy fragment: “Nikt. Sahjan mówi, że to ważne słowo. Przyszło z Zachodu, mówi, bo wielu jest tam takich, co sądzą, że świat wziął się znikąd, do nich należy i oni kształtują jego los”.

 

Baobab – w rozmowach o tym, czy warto skracać teksty, ten powinien być przykładem skrajnym. Historia ciekawa, metafory dobre, a jednak całą przyjemność psuje rozciągnięcie wszystkiego ponad to, czego wymaga treść. Gdyby to opowiadanie skrócić o połowę, a może i nawet dwie trzecie, spokojnie można by zmieścić dokładnie tyle samo przekazu i metafor, a być może nawet wprowadzić jakieś dodatkowe wątki. Zwyczajnie niektóre fragmenty zostały tak przeciągnięte, że jedyne co powstrzymywało od skakania przez kolejne akapity to fakt, że było widać, ze główna oś opowieści jest przemyślana. Długie teksty są dobre, ale pod warunkiem, że ta długość z czegoś wynika.

Szkoda, bo autorka naprawdę potrafi fajnie pisać. Tu, na portalu, fajnie to pokazała w krótkiej formie, naprawdę przemyślane obrazy przerzuca na litery i potrafi zmuszać czytelnika do myślenia. Szkoda tym większa, że rozwodnienie metafor i zagadek sprawia, że trudno się nimi cieszyć (a zdaje się właśnie metafory są specjalnością autorki).

 

ZeroSi – których przeczytałem początkowo jako ZeroSI, byłoby całkiem Wattsowo :D Dobry tekst, bardzo Wattsowy, a jednocześnie jak na Wattsa dość lekki w czytaniu. Niby motyw sam w sobie znany, ale jednak przyjemnie poprowadzony. Zresztą przy uważnym czytaniu można wyłapać parę drobiazgów, które są czymś nowym w temacie takich “superzołnierzy”.

 

Szczur – takie sobie.

 

Publicystyka… Co tu się podziało! Watts wytrzymał do połowy bez ironii – niemożliwe! Później jednak wpadł w swój rytm. Artykuł jako całość świetny, uwielbiam tę rubrykę :-) 

 

Mało komentarzy, a jednak warto tu było zaglądnąć.

 

Podoba mi się przeplecenie dwóch wątków (choć końcowa scena wymagałaby dopracowania, a już po przeczytaniu przyszła myśl “co tam robiły ogary?”). Podoba mi się sposób, w jaki budujesz zdania. Spróbuj jednak czasem poeksperymentować z kolejnością wyrazów, np. w "Pomimo strachu zrobiła się nagle bardzo senna" przesunięcie tego “nagle” na początek chyba lepiej się skomponuje z resztą akapitu (przynajmniej ja mam takie odczucie, kto inny może uważać inaczej).

 

Co do braku dopowiedzenia co się stało z wiedźminem… Tu akurat to pasuje. Jeśli na moment założy się, ze nie on jest główną postacią tego tekstu, to niedopowiedzenie w tym fragmencie nie psuje lektury, a wręcz ją wzbogaca.

 

Czytało się ciekawie.

 

A, bo doszukiwałem się między wierszami tego, że poprzednia właścicielka stała się “jak papier”.

jakby spałyoś było jednak inaczej

Coś zjadło.

 

Tekst dobry technicznie i niosący z sobą jakąś historię, ale prawdziwe posmaku szaleństwa/tajemnicy toś dodała w momencie, gdy doszedł opis wygłodzonych i szalonych kart. Bez tego tekst łatwo by mógł umknąć z pamięci, ale z tym… Całość nabiera jakiegoś zamotania i robi się konkretna. Podobało się.

Jedno mnie zastanawia. Czy dobrze zrozumiałem, że właściciel kart MUSIAŁ z nich korzystać?

Dzięki Darconie. Dialogów bardzo się bałem, bo to krytyczny punkt, którym najłatwiej zaburzyć klimat – nie masz pojęcia jaką satysfakcję daje komentarz mówiący, że ten element jest ok :)

 

@PsychoFishu, dzięki za dobre słowa.

Co do organów… Wyobraziłem to sobie jako postrzał, w którym kula nie narusza właściwych organów, choć po drodze uszkadza układ krwionośny. Nie znam się jednak na medycynie i w sumie właśnie zacząłem się zastanawiać czy z punktu widzenia medycyny układ krwionośny jest/nie jest narządem… Hm. Czy jest na sali ktoś po studiach medycznych?

 

@Belhaj, dzięki za lekturę :) 

W "Baobabie" to nie metaforyczność zmęczyła, a właśnie to, że tekst z dużym potencjałem wymaga skrócenia, żeby móc się cieszyć i historią i metaforami. Tutaj tego problemu nie ma, przeciwnie, wręcz wtłaczasz metaforykę do głowy, co jest efektowne. Myślę, ze w ten weekend wstawię do wątku o ostatnim numerze NF swoją recenzję, to wrzucę tam swoją opinię w kwestii tego opowiadania.

Dzięki Kordylianie. "Zapytał" nawet już powyżej wskazał Wicked, za to "Cię" to już błąd szkaradny, aż sam się zszokowałem, ze coś takiego popełniłem :( Dobrze, że wyłapujecie tutaj takie rzeczy.

Co do samej treści, o wojnie zawsze ciężko pisać, zwłaszcza gdy zderza się bierność z działaniem… Cieszę się, że moment zakończenia koniec końców udany.

"Blacktom przypadkowo odkrywa maszynę do podróżowania w czasie. Ma już dość czwartku, więc przenosi się do piątku. W głębi duszy nadal jednak pozostaje Czwartkowym Dyżurnym."

Bemik przerzuciła się na język emotikonowy ;) 

A zostawiając czytelnika z “hmmm” sprawiłeś, że opowiadanie zostaje w głowie trochę dłużej, niż do zamknięcia strony. Czasem trzeba tłumaczyć w tekście, czasem lepiej nie :-) W razie czego zostaje dyskusja w komentarzach :-)

W sumie w komentarzach Issander podpowiedział co się tam zdarzyło :-) I chyba dobrze, ze zrobił to tu, a nie w tekście :-)

 

Rozdział piąty, w którym Bella dochodzi do wniosku, że rozdziały nie pasują do jej powieści i wraca do podziału zwykłymi separatorami :-)

Jeśli pytasz mnie, to sama widziałaś za co mnie omal nie stratowano na szałtboksie :P 

 

Czy gigant z brodą to tylko krasnolud?

 

(Blacktom następnym razem będzie wymagać burbona do lektury opowiadania!)

Rozdział piąty, w którym Bella pyta na forum i uzyskuje niejednoznaczną odpowiedź :P

 

Nie no, w tytułach np. zwykle nie daje się kropek, ale są wyjątki. W rozdziałach podobnie.

Szczyt perfidii: ogłosić konkurs na tekst z minimum 40 tysiącami znaków i powiedzieć, że idzie się oglądać mecze ;D 

Zaraz na Starych, po całym mieście rozsiani. Koleżanka kiedyś jak kiedyś trafiła na takich przy pierwszym spotkaniu z Tyszanami, to długo nie dała sobie wytłumaczyć, ze to miasto nie jest pełne antygorolskości :D 

Tylko zdaje się Bemiku specjalizujesz się w konkretnej grupie odbiorców, w której rozdziały są bardziej oczywiste :) 

Są, są. Nawet jakieś pokoleniowe rodziny dumne ze swojej śląskości. Ale chodziło mi o to, jak hanysy z miast sąsiednich reagują – Tyszanie to swoi i już.

No właśnie logicznie było to zaraz po, ale coś w nastroju tego akapitu wyglądało jakby trochę czasu minęło. A może zwyczajnie byłem zmęczony, gdy to czytałem.

Hym, a na pasku nad opowiadaniem mam “joseheim, beryl, vyzart”, blactomów brak

Pewnie biblioteczni wartownicy założyli się o coś, a stawką było przejęcie warty :P 

Jest na plus, nie do przesady, ale na plus. Nie tyle za treść, co za to, że przypomniało mi o baśniach wschodniosłowiańskich (może inspiracji) i za nienachalność tej historii. Jedyny realny zgrzyt to fakt, że końcówka jest napisana tak, jakby odbywała się długo po wizycie husarza, a jednocześnie gdyby to rozłożyć na czynniki pierwsze, wygląda na to, ze jednak działo się to w dzień po jego przybyciu.

E, napływowych Tyszan choć technicznie są gorolami, to hanysy tak ich nie nazywają :) Pszczynian też tolerują :) 

 

@Count Dzięki tym ilustracjom to opowiadanie ma posmak podręcznika z historii ;) 

Definicja z czasów, gdy Wirtualna Polska miała własną wyszukiwarkę i wprowadziła do niej funkcję kalkulatora :-)

Ale z tym na g to nie słyszałem albo nie pamiętam, to jakaś fest przesada.

Nowa Fantastyka