Profil użytkownika


komentarze: 2878, w dziale opowiadań: 1428, opowiadania: 326

Ostatnie sto komentarzy

U mnie zazwyczaj wszystko kończy się źle, więc tym razem postanowiłem inaczej.

Masz dziwną definicję dobrego zakończenia :P

 

to ja sugeruję informacje z działu “praktykalia” rozesłać osobom z listy wygraniowej na priv, bo nie każdy zagląda na forum regularnie, a nawet jak zagląda, to nie każdy śledzi wszystkie wątki.

Opowiadań jeszcze nigdy nie przyjęli, a w dziale felietonów portalu jest wzmianka, że felietony drukowane rządzą się innymi prawami, w tym m.in. znanym nazwiskiem. Może być więc trudno ;-) Ale… kto powiedział, że ma być łatwo :D 

Hej. Zawsze miło, gdy ktoś trafia do starszych tekstów :-) 

Dzięki za rozbudowaną opinię – i ciesze się, ze udało mi się utrzymać uwagę. Jak już wspomniał Cobold, przy dużym nasyceniu żartów nie jest to łatwe. A już próba zaskoczenia na końcu… :-)

Czasem kusi mnie, żeby napisać jakiś felieton z myślą o wysłaniu go do NF, ale chyba w przypadku felietonów ważne jest tez nazwisko i “człowiek znikąd” odpada ;-)

Nusz, ano zauwazyłem ten wątek, ale… Owo zapobiegania katastrofom też powoduje katastrofę, co widąc w ostatniej scenie.

 

Tak nawiasem technologia "bezemisyjnej" energii z węgla istnieje już obecnie (podziemne zgzgazowywanie wegla) i faktycznie dla powietrza jest lepiej (więc "magazynowany" smog by nie istniał). Teoretycznie jest "czysta", ale w praktyce w Polsce i Australii p[przy jej testowaniu dochodziło do skażeń wód gruntowych, więc kolejna sprzeczność.

 

Pogubiłem się.

Nieemisyjna elektrownia węglowa (drony nic nie wykrywają), która jednocześnie truje otoczenie ponad miarę, tylko się z tym ukrywa. Jak? Gromadząc emisję w magazynach i wypuszczając ją co jakiś czas pod ciśnieniem? W dodatku treść sugeruje, że zanieczyszczenia jest ponad normę, ale emisja mieści się w przewidzianych normach? Bliskość kopalni węgla gwarantująca ujęcie wody? W dodatku czystej wody pomimo informacji o ukrywanym większym poziomie zanieczyszczeń, które idą gdzie indziej niż w powietrze?

No powtórzę to, od czego zacząłem: pogubiłem się.

Finklo, wiatr o takiej prędkości potrafi być przeszkodą na Ziemi. Mniejsze ciśnienie to jedno, ale mnóstwo pyłu niesionego tym wiatrem nadal robi swoje. Nie wiem jak z cegłami, ale drobinki w hurtowych ilościach chyba niesie. Pomijając ograniczenia widoczności i zupełnie inną stabilność w trakcie chodzenia po pyle, to ów pył będzie się dostawać wszędzie, gdzie tylko może. W połączeniu z nawet drobnymi uszkodzeniami skafandrów to kombinacja naprawdę groźna.

“Tylko wyjść” a “wyjść i czyścić panele” to nie to samo. To drugie w opisanych warunkach byłoby mocno ryzykowne, a przy okazji także nieefektywne, bo za chwilę wszystko byłoby ponownie zasypane. A już wyjście na otwartą przestrzeń w celu montowania turbin to już kompletnie osobny temat, przy którym prędzej można się zastanawiać na ile stabilnie prowadzony jest sam montaż, skoro warunki nie sprzyjają precyzji.

Ja jeszcze dodam, że odnośnie wyposażenia stacji i jego awaryjności, to ciekawych wniosków może dostarczyć nawet szybkie sprawdzenie w wyszukiwarce ile awarii pojawia się na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej i jak czasem trzeba czekać na ich naprawę. A to przecież obiekt na orbicie, a nie na innej planecie i bez wątpienia od początku przygotowany z myślą o długotrwałym użytkowaniu.

Dzięki za komentarz, Chrościsko. Cieszy mnie odbiór tekstu., zwłaszcza odnośnie próby wejścia w skórę kota. Gdybym miał wizualizować tego ostatniego, to pewnie miałby minę mniej więcej taką, jaką często mają wyjątkowo stare koty.

Schronisko… nie pamiętam już, czy wspominałem o tym w komentarzach powyżej, ale jednym z pomysłów, jakie przerzuciłem w głowie pod kątem tego konkursu był taki, który w całości odbywałby się właśnie tam – wtedy dopiero mogłoby wyglądać jak pójście na emocje :) Chociaż z tym też jest tak, że samo sięganie po emocje czytelnika nie musi być przecież złe.

Wiem, że to dla Ciebie jako człowieka, ważny temat, a sposób pokazania tego problemu nie ma w sobie nutki fałszu.

W sumie to chyba nadal nie to, jeśli czynnikiem wpływającym na ocenę jest znajomość autora – bo co gdybym był kimś zupełnie “znikąd”? :-)

 

O, znaczy jadł :P

Ale grzeczna i spokojna muzyka w knajpie? Żadnych latających kufli?

W każdym razie muzyka do knajpy kojarzy mi się z muzyką do zadymy XD

Hm, Redakcjo, czy są jakieś widoki związane z tematem poruszonym przez Natana?

"Nie rokująca"

-> Nierokująca

 

„ Warto było

-> „Warto było

 

Błędów jest więcej, ale te na szybko rzuciły się w oczy. To jednak drobiazgi, dużo większym problemem są kolosalne akapity. Dziel je na krótsze, bo takie jak teraz nie tylko utrudniają czytanie, ale też mogą wiele osób wręcz odrzucić od prób czytania.

 

Co na plus w tekście? Przede wszystkim klimat. Jest wyraźne poczucie zagrożenia, beznadziei, jakieś takiej przegranej. To wyszło. Podobnie jak wyszło to, jak ludzie na różne sposoby dziczeją i budzą się w nich złe instynkty.

Niejasne jest natomiast dlaczego osoby chcące dostać się do pochodu przez góry nie próbowały iść za tym pochodem, nawet gdyby miały szybko odpaść – zrobił to w zasadzie tylko jeden człowiek. Niejasne jest też skąd “tubylec” z jakiejś małej populacji.

Mogło tez być więcej “brudu”, ludzkich emocji budzacych się (lub znikających bez śladu).

 

Językowo jest co do poprawiania, ale idzie w stronę mocnego klimatu.

 

A, reaguj na komentarze forumowiczów, nawet jeśli ostre. Z tego co widzę, zwykle reagujesz tylko na pierwszy – a ludzie poświęcający czas na napisanie uwag, biorą pod uwagę brak choćby sygnału przeczytania tych uwag, gdy komentują następne teksty. Chętniej też komentują teksty osób, które same starają się wnieść coś pod tekstami innych.

 

Gdyby przestawić to jeszcze inaczej, mógłby wyjść z tego ukryty przytyk w amerykański sposób zapisu dat ;)

O, to by było niezłe :D

 

Czy wyprawa jest słabo wyposażona? Raczej to kwestia tego, że w kosmosie działa wiele czynników i nie wszystkie można przewidzieć – czego jasno dowodzi historia lotów kosmicznych. Tam nie starczy wszystkiego mieć podwójnie, a i tak trzeba być gotowym na sytuacje awaryjne – i to akurat jest bardzo realistyczną częścią tekstu.

Całość jest w zasadzie przedłużoną sceną, obrazem jak mogłaby wyglądać awaria bazy na Marsie. Trochę widzę tu dalekiego echa jednego z krótszych opowiadań Kena Liu, było coś o zasypanych panelach, chociaż tu wyszło to może mniej science niż tam, ale za to dużo przyjaźniej dla czytelnika pod względem stylu i tego co się dzieje.

Udana zagrywka z tempem – najpierw nuda marsjańskiej stacji, potem nagle coś się dzieje, a potem wygasza, tak jak gasną szanse przetrwania.

Finał nie do końca satysfakcjonujący, ale bardzo realistyczny.

Co zgrzyta… Wysłanie trzech osób. W sumie już Lem zwracał uwagę na to, że w trakcie długotrwałych misji trzy osoby to najgorsza możliwa liczba, bo prędzej czy póxniej ktoś zostanie z boku.

 

Ciekawy jest wątek zerwania łączności z Ziemią przy jednoczesnym działaniu systemów. Bez względu na to, gdzie była przyczyna, to bohater nie formułuje myśli i nie przekazuje ich dalej. Sama pierwsza reakcja wiarygodna, wiarygodne też to, że z jakiegoś powodu nie przekazał informacji, ale jednak czegoś tu brakło, jakby jakaś scena została pominięta lub wycięta. Niekoniecznie wyjaśniająca – bo tu nie ma miejsca na wyjaśnienie skoro nie ma informacji zwrotnych. Można podsuwać przemyślenia bohatera, ale tez nie trzeba, równie dobrze czytelnik może być zmuszony do samodzielnego myślenia o tym. Ale zwyczajnie można by było gdzieś zasygnalizować, ze go to dalej męczy (nie jestem przekonany czy fragment “Nie zepsuję im tej namiastki szczęścia. Jeszcze nie teraz.” był właśnie takim sygnałem, czy jednak ogólnym pesymizmem).

 

“Gdy wychodzimy poza lab, ubieramy się jak Sybiracy na zsyłkę.”

– pytanie czy to sformułowanie byłoby używane przez osoby z zachodu?

 

W całej swojej prostocie obrazem jest tak wulgarny

-> obrazek

 

Gdy wizja przyszłości była już ogrywana, zwykle sposobem na dalsza jej eksploatację jest albo osadzenie w niej jakiejś historii albo pogłębianie samej wizji. Tu zrobiłeś inaczej, dałeś tylko ogólny zarys, ale z trochę innej perspektywy, co samo w sobie jest dobrym zagraniem.

Niestety, choć ciągłe odniesienia są tu w pełni uzasadnione i pod koniec pojawia się na wszelki wypadek podpowiedź skąd się biorą, to jednak wyszły trochę męcząco. Trudno jednak coś w ich zakresie zmienić, bo gdyby było ich mniej, efekt byłby dużo słabszy – a tu wygląda trochę tak, jakby świadomość zbiorowa próbowała za wszelką cenę podtrzymać ludzką świadomość i ludzkie przekonanie, że to zdolność do tworzenia kultury czyni ludzkość wyjątkową. Nie wiem, czy opisując ciągłe skakanie po referencjach miałeś na myśli także ten aspekt, ale jeśli nie, to i tak sam się pojawił i… nadaje dodatkowego sensu opowiadaniu. Takiego bardzo, bardzo smutnego.

Jest jeszcze coś. Coś, co może umknąć w tym opowiadaniu, jeśli nie zna się innych Twoich tekstów (zwłaszcza Terrapercepcji), choć chyba i tak powinno to być zauważalne. Widać, że to ludzkie przekonanie o wyższości kolonizatorów nad kolonizowanymi może się nie skończyć wraz z sięgnięciem po świadomość zbiorową. Taki nasz gatunek, że zawsze szukamy usprawiedliwień i nie rozumiemy innych punktów widzenia.

 

A z tymi dwoma słońcami faktycznie wyszło niejasno. Niby jest wzmianka o AR, ale jednak odruchowo szuka się innych wyjaśnień.

kolejne dni, lata, miesiące

Tu chyba kolejność wyszła nie ta? Czy celowo jednostki uszeregowane inaczej niż wielkością?

“Piknik na skraju drogi” czytałem dwukrotnie, w dwóch różnych tłumaczeniach. Jedno zrobiło na mnie bardzo mocne wrażenie różnymi sformułowaniami, które niby były zwykłe, niby więcej niż potoczne, a jakoś tak bardzo mocno oddawały autentyczność bohatera. Drugi raz, kilka lat później, gdy trafiłem na to drugie tłumaczenie, nie było w tym nic z pierwotnego wrażenia.

Przez moment myślałem, czy aż tak mnie pamięć zwodzi, ale nie – było kilka sformułowań, które miałem wypisane w zeszycie z cytatami z książek i w tym drugim tłumaczeniu nie trafiłem nawet na coś zbliżonego. Cholera wie czy to kwestia podejścia do idiomów czy co, musiałbym to porównać jedno obok drugiego, ale na szczęście jako czytelnik nie mam takiego obowiązku. Wiem tylko tyle, że gdybym lekturę książek Strugackich zaczął od tego drugiego tłumaczenia, to na nim bym skończył, na szczęście wcześniej miałem styczność z tym starszym przekładem.

 

Ze szkolenia Czwartkowych:

– Widzisz to opowiadanie? Spraw, żeby autor je skatiował. Masz godzinę!

 

PUBLICYSTYKA

 

Nadal brakuje Wattsa :-(

 

Łukasz Orbitowski – bardzo, bardzo dobry tekst.

 

Marek Starosta – w „Zastrzyku” poruszył ciekawy temat i… przyznam, że o punkcie styku religii i nowoczesnych technologii chętnie poczytałbym więcej i to w formule artykułu! Może warto zasugerować to Markowi?

 

Tomek Kołodziejczak – opisywane zjawisko ciekawe, można o nim nie jeden i nie dziesięć fajnych felietonów napisać, a jednak tutaj nie wyszło. No i w kwestii fragmentu o geeku… Umówmy się, co innego gdy z czyjegoś wyglądu naśmiewa się bohater opowiadania, a co innego gdy felietonista pisze o realnej osobie.

 

Dzień po rewolucji – bardzo ciekawy i fajny artykuł. Zastanawiałem się, czy gdy padło zdanie o tym, ze CP dopiero czeka na coś więcej, pojawi się za chwilę wzmianka o Matriksie. Niby nie cyberpunkowy, ale jak dobrze pomyśleć o genezie świata przedstawionego… Za to zdecydowanie brakło wzmianki o Robocopie, zwykle rozpatrywanym na gruncie „cyborga walczącego z przestępcami”, ale w tle zarówno filmu, jak i jednej z wersji serialu co chwila w niesamowitym natężeniu pojawiają się społeczne aspekty cyberpunku (korporacje, fałszowanie prawdy, biedni kontra bogaci…). No fajny tekst.

 

Rzeczywistość 2020 – też dobre.

 

Pierwszy kontakt – tekst zasadzony na ciekawym pomyśle, ale kompletnie go położyło oderwanie od rzeczywistości. Filozofia filozofią, ale w tym tekście jest nie tyle sugestia potrzeby etyczności 9co byłoby ze wszech miar słuszne), co przekonanie, że nasz gatunek z założenia na etyce bazuje. Nastawienie takie i owszem, jest słuszne, ale życie sobie. Na plus to, że autor wykonał kawał solidnej roboty z researchem w ramach filozofii.

 

OPOWIADANIA

 

Wandale – mocne, cyberpunkowe. Trochę widać, ze autor wywodzi swój styl snucia opowieści z pisania scenariuszy gier, ale w niczym to nie przeszkadza. No i też muszę powiedzieć, że to odczucie subiektywne i trudno mi je uzasadnić. Chociaż zdecydowanie pasującym elementem byłoby to, że królami przestępczości w miastach są… graficiarze. To akurat bardzo „growe” ;-)

Tyle że to tylko element tła, pretekst do opowiedzenia historii o zapadaniu się w sobie, funkcjonowaniu w świecie, którego się lęka, przegrywaniu życia. Smutna historia ze smutnym zakończeniem.

Ciekawym zabiegiem za to było to, że w ramach cyberpunkowej opowieści pojawiły się tu wątki społeczne cyberpunka. Coraz rzadsza sprawa, a nadająca klimat światu.

 

Pacyfikacja – nie wiem co (i czy) kryje się w szerszym świecie opowiadania, ale ten konkretny tekst moim zdaniem w pełni broni się jako niezależna całość. Sporo jest tu zrozumiała, a co w domyśle tez nadaje smaku (właściwie nie obraziłbym się, gdyby autor nawet trochę bardziej zmusił do gdybania). Dobry tekst. Cyberpunkowy? Niezbyt (i piszę to pamiętając, że przed chwilą zasugerowałem, że Matrix w jakimś stopniu można podpiąć pod nurt Cyberpunku). Ale ciekawy na pewno.

 

Tak, Glorio – Staruch zastanawiał się o czym właściwie jest ten tekst. Moim zdaniem o konsekwencjach nadmiernego uzależnienia człowieka od technologii (Staruchu, przecież sam o tym mówiłeś na katowickim nowofantastycznym piwie ;-)).

[uwaga, spoiler]

Bardzo ciekawie autor zagrał na tym, że odczuwa to nie tylko bohater, ale i jego przeciwnicy, nie dostawszy okupu.

Czy tekst jest przeciągnięty? Przez moment też tak myślałem, ale jednak już pod koniec lektury odbierałem to tak, ze owo przeciągnięcie doskonale oddawało stan wyizolowania bohatera.

[/uwaga, spoiler]

Mam wrażenie, że była tu bardzo lekka inspiracja jednym z odcinków „Out of limits” (wyłącznie inspiracja, odcinek był o czymś zupełnie innym, ale jeden z wątków mi się skojarzył0.

Tekst dużo spokojniejszy od pozostałych dwóch, ale naprawdę mi się spodobał.

 

Generalnie choć teksów w tym numerze mniej, to dawno nie było tak równego i dobrego poziomu. Super!

 

SCENARIUSZ

 

CyberPunka Red nie mam, ale dysponuję podręcznikiem do CP 2020. Zaryzykowałem i jest ok, bez problemu można zaadaptować. Trochę mocno rzuca się w oczy niemal liniowość (trochę jak w… grze komputerowej), ale mimo to scenariusz jest dobry i na pewno dużo lepiej dopracowany niż publikowany poprzednim razem (ten do Zewu Cthulhu).

 

PS. Stopka z falstartem – numer w kioskach pojawił się w tuż po połowie grudnia ;-)

 

Byłem i nie byłem. Ta styczniowa wersja była bodaj pierwsza ujednoliconą. Ale z 5/6 oczywiście fakt – BN a wigilia BN ;-)

Podczas oglądania fajerwerków przyszło mi do głowy, że mogłabym podobny motyw wykorzystać.

To byłby koncert fajerwerków!

Arnubisie, na grudzień przesunięto gdzieś w okolicach IV wieku lub pod koniec III wieku), własnie po to, by data naszła na rzymskie Sol Invictus. Wcześniej był styczeń (co zresztą też ma związek z religiami innymi niż judeochrześcijańskie – sporna kwestia, czy wzięto to od Greków czy z terenów egipskich). To jeśli chodzi o świętowanie, bo spekulacje odnośnie właściwej daty, pod którą “powinno być”, to kronikarze mają rozsypane na cały rok.

O ile pamiętam fragment lądujący na głównej jest odanonimizowany nawet jeśli samo opowiadanie jest anonimowo. Nie testowałem tego, ale Finkla o tym wspominała w którymś wątku.

Data czy nazwa miasta jeśli nie wpływają na klimat i fabułę, są tylko kosmetyką pasującą do przykładu wskazanego w regulaminie (Wieża Eiffla a Coloseum). Jak sama napisałaś – nie sprowadzajmy do absurdu :-) Ale powtórzę też co napisałem – wasz konkurs, wasza decyzja, wasze prawo :-)

No moim zdaniem skala zmian w obu przypadkach byłaby inna jeśli mówimy o zmianach istotnych dla fabuły i klimatu. W jednym przypadku zmiana klimatu i scenerii, w drugim zmieniasz “ile było kościołów i meczetów w mieście”. No zwyczajnie jeden tekst ma powiązanie geograficzne i kulturowe, drugi nie. Natomiast przyznać mogę, że problem dotyczył wielu tekstów w konkursie, wiec siłą rzeczy kryterium mogło zostać złagodzone.

Nie bardzo rozumiem porównanie, bo np. u CMa jest wyraźna sceneria i to czyni różnicę – tam nie wystarczy podmienić słowa “Aztekowie” na np. “Aborygeni”, zmiany musiałyby iść dalej.

Jeśli opis bitwy powoduje zawężenie, jeśli zachowanie postaci jest powiązane z kulturą, jeśli uzbrojenie wskazuje na konkretny okres historyczny… tu nie było takiego przybliżenia do miejsca. Było natomiast przypisanie do czasu powiązanego z istnieniem problemu.

Ale chyba nie ten wątek do takich dyskusji.

Nie chciałbym też, żeby zostało to odebrane jako podważanie samego tekstu, bo absolutnie nie w tym rzecz. Odnoszę się tylko do tego, że główne założenie było luźno traktowane i było to widać też w niektórych komentarzach poza podium.

Cóż, sama napisałaś w regulaminie:

“Jeśli bohater ma na imię Pierre, siedzi w knajpie z widokiem na Wieżę Eiffla i je żabie udka, to cienko. Bo można go bez problemu przemianować na Giuseppe, przenieść pod Coloseum i posadzić nad michą spaghetti”

Pytanie więc, czy mocne powiązanie było do tego konkretnego wydarzenia, czy jednak do kategorii wydarzeń. Czasem zdarza się, że coś jest na pograniczu, czasem nie – ale Twój konkurs, Twoja interpretacja, Twoje prawo.

 

Gambit. Jedynym mocnym związkiem ze Sri Lanką było nawiązanie w fabule do bieżących wydarzeń. Ale podmień nawiązanie do zamachu w Sri Lance na dowolny inny zamach. Np. ten z Nowej Zelandii (oba wydarzenia były dość świeże w czasie trwania konkursu). Albo dowolny inny, niekoniecznie z danego roku. Dla reszty tekstu, w tym dla jego klimatu, nic by to nie zmieniło. Można tez było dać np. Izrael albo wiele innych miejsc, odnosząc się do wydarzeń odrobinę mniej aktualnych. Owszem, jako miejsce odpadnie np. Indonezja, czy pogranicze Indii z Pakistanem, bo tam by nie pasowało organizowanie konkursów szachowych, ale cała reszta lokalizacji pozostaje bez zmian, bo jakiś głębszych nawiązań kulturowych lub np. urbanistycznych nie było.

 

Ale też trzeba przyznać, że na podium było opowiadanie, skądinąd pozakonkursowo dobre, które nie spełniało warunku takiego powiązania z regionem geograficznym, żeby nie można było bezproblemowo zmienić na inny kraj.

Jeśli chodzi o zjawisko ogółem, to zasada jest prosta – napęd elektryczny nie "oczyszcza" tego, co wpada. Jest po prostu narzędziem, które może działać przy źródłach brudnych lub przy źródłach czystych. A jakie źródła są dostępne to zupełnie osobny temat. To tak jak człowiekowi można dostarczać kalorii fajnym lub niefajnym jedzeniem. Ale też można założyć, że dostępność "narzędzi" działających przy różnych źródłach może kiedyś ułatwić upowszechnianie tych innych źródeł. Teoretycznie. Bo w praktyce to już rzecz jasna różnie bywa i wtedy jest więcej szkód niż pożytku.

Ech, uwaga o elektryce była na boku, a tu proszę, już stworzyłem offtop :D

Nie przeszedł kontroli, bo według fabuły był przemycany. Ale gdyby przyłapali białego przemycanego do swoich granic, to dopiero byłoby podejrzane – wtedy nie wróciłby nawet na zasadach deportacji. Pod tym względem tekst jest w pełni spójny.

Regulamin sprytnie nie wspomina czy wyniki zostaną kiedykolwiek ogłoszone :D 

Tak, wiem, ze to od strony edycji jest to błąd – i bardzo dobrze, ze o tym wspominasz. Jak wspomniałem, prawdopodobnie to zmienię, ale jeszcze pogrzebię trochę w temacie accessibility.

(z podwójnym wyróżnieniem chodziło o zróżnicowanie względem innych akapitów – ale wspominając o inicjale masz 100% racji)

Pierwszy akapit rozdziału bez wcięcia

Przyznam, Coboldzie, że mam pewien zgrzyt z tą kwestią. Bo brak tego wcięcia jest błędem edycyjnym i mam tego świadomość, “ale”…

Zanim ktoś mnie zje za to “ale” (proszę, nie bijcie przed przeczytaniem wyjaśnienia), to w skrócie: chodzi o accessibility dla osób z niższą koncentracją.

To teraz dłuższa rozpiska gdzie są wątpliwości… Nawet chciałem to poprawić, ale to obszar, w którym dochodzi do różnic między zasadami edycji a UX. W edycji brak tego wcięcia jest błędem – edytorzy mówią o tym jednym głosem, a że znają się na swojej dziedzinie, to warto ich słuchać. Ale jednocześnie UX-owcy mówią o tym, że używanie dwóch wyróżnień jednego elementu nie jest wskazane. Ci pierwsi mówią, że wcięcie pierwszego akapitu to przeżytek, ci drudzy, że mamy tu zderzenie nowego ze starym (tak, różne podejście, podobny komentarz). W przypadku osób o łączonych specjalizacjach wychodzi na to, że werdykt wydawany według specjalizacji wiodącej.

Edytorzy zdecydowanie zgodni między sobą, UX-owcy raczej zgodni między sobą. Jest jeszcze wariant pośredni, który może łączyć obie szkoły i zwyczajnie w ogóle nie stosować wcięć, a zamiast tego dawać linię przerwy między akapitami, ale to niekoniecznie rozwiązanie do e-booka.

Sprawa generalnie może wydać się trochę sztuczny i jestem pewien, że obecne na forum osoby od edycji tylko pokręcą głową (będą mieć sporo racji), gdy to czytają, ale dla osób z zaburzeniami koncentracji różnie z tym jest. Problem niby wydumany, bo może dotyczyć poniżej jednego procenta czytelników, a rozważam świadome pozostawienie błędu edycyjnego… Ale nie chciałbym tego kompletnie ignorować. Bo niby przy dłuższych sekcjach jest ok, ale przy sekcjach po 3-6 akapitów nagle co chwilę jest inny tryb. Sam jestem jedną z tych osób, które potrafią się “potknąć” na podwójnej spacji w tekście, więc jestem w stanie wyobrazić sobie jak jest u osób mających “to samo, ale bardziej”.

Prawdopodobnie te wcięcia usunę, choć jeszcze nie jest to jeszcze kwestia zamknięta własnie z przyczyn opisanych powyżej.

 

Mocne. Mocne już na poziomie tytułu, który sam w sobie co prawda jest zwyczajny, ale w kontekście konkursu zapowiada już jakąś surowość. Hm, właściwie to spodziewałem się czegoś z pogranicza horroru, wyszła “bliska przyszłość”, ale tak czy inaczej mocne.

Scena z widokiem posesji Mikołaja z zewnątrz trochę przypomniała Futuramę, ale tylko na moment.

Widać tu jakieś echa Terrapercepcji, choć w kompletnie innym ujęciu. Ewidentnie masz rękę do takich rozważań o tym, co ludzie zrobili, robią i zrobią sobie samym.

 

“prąd z węgla” – tu uwaga – u nas z węgla, ale w krajach, w których postawią na inne źródła (pomijam dyskusję co lepsze: OZE czy atom) wyglądałoby to inaczej). 

 

"Zaskoczenie na chwilę odwróciło jej uwagę od bólu.  – Naprawdę " – podwójna spacja przed “– Naprawdę”.

 

Akapit na półtora tysiąca znaków… Sporo. Ale w tym konkretnym przypadku uzasadnione.

 

No co poradzę, ze jest trochę tak prowizorycznie wstawione :P 

Podpowiedź: “Nawet nie zauważyła, że wypowiada te myśl na głos” albo coś w tym stylu. Nadal prowizorka, ale mimo wszystko trochę inaczej :) 

11 będzie normalne? Przypomnę tylko, ze aztecki system liczenia był dwudziestkowy, ich 11 to nasze 21 ;-)

Gratulacje współskazańcom.

 

Mam nadzieję, ze w przyszłym roku Loża 2019 nie zrezygnuje z wyborów.

 

Swoją drogą porównuję swoją listę z wynikami i wychodzi na to, że był to najbardziej outsiderski głos…

 

A nie mogł się gościu po ichniej stronie przemienić w białasa?

Była w tekście sugestia dlaczego mijałoby się to z celem. Kontrole graniczne dokładniejsze niż zwykłe legitymowanie bezpośrednio na obcym terenie.

Cholernie smutny tekst. Nie tylko ze względu na końcówkę, nawet takie drobiazgi, jak to, że anioł przeważający w bitwie ma imię “Pokój” jest swego rodzaju ironią – pytanie czy przez autora zamierzoną.

Ciekawie wyszło też to, że cała wizja z aniołami wcale nie musi być dosłowna, jak to odebrała Drakaina i jak sam przyznajesz, chciałeś zrobić. To równie dobrze może być wizja ciężko rannego żołnierza. W sumie jedyne, czego tu naprawdę brakło, to brudu pola bitwy. Jest za to bardzo mocne wrażenie, ze nawet aniołowie nie mają możliwości pełnej ochrony niektórych żołnierzy.

Moment kolędowania i dzielenia się – tu mozna różnie oceniać, moim zdaniem wyszedł dobrze, zwłaszcza biorąc pod uwagę, ze to coś bardzo trudnego do opisania (wcale nie przez limit, nadmiar opisu nie zrobiłby tu dobrze, wyszedłby raczej jak próba tłumaczenia).

 

Czy ja dobrze kojarze, że taka bitwa z chwilową przerwą od walk w Wigilię faktycznie się odbyła? Jeśli tak, czy możesz przypomnieć, o które starcie chodziło? Bo coś kołacze w głowie, ale nie wiem czy to nie jakaś “legenda”.

 

Symboliczne i smutne. Humor taki niby wesoły, a jednak niewesoły. Właściwie by można było powiedzieć, że od przypowieści różni się ten tekst tylko formą.

– A co słychać u Królików? – zagadnęła zatroskana o losy rodziny Krowa.

– A dobrze, w Australii siedzą. Gromadka dzieciaków

Cudo!

Co się z tobą stało, psinko? – pomyślał Koń. Co się stało z nami wszystkimi?

A to też dobre.

 

I jeszcze ta puenta.

 

Dziś widziałem wlepkę, która dobrze tu pasuje (m i w sukurs gęsi przychodzi). Wlepka miała cytat z Księgi Przysłów, z tłumaczenia Biblii Warszawskiej:

“Lepsza kromka suchego chleba i przy tym spokój, niż dom pełen mięsa, a przy tym kłótnia.”

Co ciekawe w tłumaczeniu Biblii Tysiąclecia już brzmi inaczej:

“Lepszy jest suchy kęs chleba w spokoju niż dom pełen biesiad kłótliwych.“

… co też w jakiś sposób pokazuje różnice między Gęsią a Osłem.

 

Opowiadanie dobrze wyważa różne opcje. Nawet kot, który tu robi za tego, który ma wszystko gdzieś, okazuje się ostatecznym sprawcą awantury.

 

Czas zgłaszać do biblioteki :-)

 

Edit: ja napisze odwrotnie do Gravel. Zwykle widzę Twoje teksty jako dobre, płynne, przyjemne w czytaniu, ale jednak bez pazura. A tu pazur zobaczyłem.

Widać przekaz tekstu, a jednak jakby czegoś brakło na końcu. Jest tu co najmniej kilka elementów, przy których można zagrać na dramatycznych nutach. Obserwacja, jak goście odchodzą, wątek, ze każde z nich ma swoje przemyślenia, myśli żony gospodarza. Nawet zachowanie aniołów. W jednym miejscu nawet zaczęłaś, przy rozważania na temat odesłania gości, ale dość szybko przerwałaś wątek.

No czuć potencjał pomysłu, ale nie widać prób realizacji tego potencjału. Szkoda, bo pamiętając “Jedna jest droga…” z Geofantastyki, zdecydowanie potrafisz pociągnąć opowiadanie właśnie w kierunku tego rodzaju rozważań.

Właściciel gospody, i tak już ledwo żywy, o mało się nie osunął na podłogę.

***

Właściciel gospody

Tu można “drugiego” właściciela zmienić na jakiegoś karszmarza, czy innego gospodarza.

 

Przed wejściem do wioski Loki nie porzucił postaci Asa. Wzrostem przewyższał każdego z zebranych o więcej niż głowę.

W sumie ciekawa sprawa, nieraz się zastanawiałem jakiego wzrostu bł według mitów Loki, skoro sam był półolbrzymem.

 

Cała opowieść ma formę lekkiej, prostej bajki. Choć bardzo lubię wątki z mitologii skandynawskiej, to w przypadku tej historii zdecydowanie nie jestem targetem. Ale wydaje mi się, ze można by z tego zrobić całkiem w porządku krótki komiks dla młodszego odbiorcy.

Być może mój brak entuzjazmu bierze się z tego, ze od razu nastawiłem się na to, że jak Loki, to będzie trochę inna historia. Choć jednocześnie trzeba przyznać, że fajnie wplątano tu Lokiego jako tego, który ma reputację jaką ma, a jednak chciałby czasem choć odrobiny szacunku innych. Taki zapomniany aspekt tej postaci, który celowo lub nie, ale jednak przywołujesz. To na plus – podobnie jak i przywołanie Jul.

 

Niektóre akapity robisz normalnie, a niektóre ze zwiększonym wcięciem (poprzez dodatkową spację). To tak specjalnie?

 

Ano niektórym czytelnikom najwyraźniej przypadło do gustu :) Ale jeśli mam mówić o własnych wrażeniach, to lekkości też tu się nie doszukałem. Lekko to był napisałeś w “Mechach” :-)

Kurczę, po innym Twoim tekście, jaki niedawno czytałem (ten z bety, “Człowiek z jednym uchem”) narobiłem sobie naprawdę srogiego apetytu, a tymczasem ten tekst wyszedł całkiem zwyczajnie. Ba, nawet momentami zaczynałem się zastanawiać czy będzie tu jakiś zwrot akcji, puenta, cokolwiek. Niestety – brakło tego.

Obecność Jólakötturinna już w tytule zapowiadała coś więcej. Jednak to postać na tyle mało znana, że można już n starcie narobić oczekiwań tym czytelnikom, którzy bądź skojarzą to imię, bądź zadadzą sobie trud i sprawdzą. A potem wychodzi ot, opowiastka.

No niestety, tym razem nie porwało.

Ale za lepszą wersję “Człowieka z jednym uchem” trzymam kciuki!

 

Dobra, temat rozwiązał się sam, bo deadline na dziś rano nie został osiągnięty. Tym samym całość na spokojnie przechodzi do drugiej połowy stycznia. Na dniach wrzucę informację o fanpage’u.

Krótkie zdania to coś, co wbrew pozorom nie jest proste w użyciu. A tu zadziałało idealnie. Dobrze współgra z z przekazem “prostym a głębokim”. Dobrze pokazuje napięcie w tle. Osobiście duszności w trakcie sceny w środku domu nie odczułem, ale owe napięcie już owszem, jest widoczne – i to bardzo.

Ciekawie pokazałaś głównego bohatera. Bo to nie jest tępy wykonawca rozkazów, zdaje się mieć swoje przemyślenia, nawet jeśli nie formułuje ich wprost i nawet jeśli “wykonuje pracę”.

Tekst jest bardzo dobry, ale – skoro już wcześniej padło słowo “duszność” – mam wrażenie, że końcówkę można było podkręcić w stronę “duszności, która udaje rozluźnienie”. Tzn. ten stan jest zasygnalizowany, ale wynika to głównie z wcześniejszych scen, a mam wrażenie, że przy Twoim warsztacie mogłabyś bez problemu uzyskać taki efekt sceną samą w sobie.

I jeszcze jedna rzecz. Nie wiem czy tekst powstał ściśle pod kątem konkursu świątecznego, ale… Gdyby zamiast Wigilii była tu mowa o Wielkanocy, a zamiast dwóch dni na śledztwo były trzy, tekst zyskałby naprawdę potężnego ładunku emocjonalnego i symbolicznego.

 

Witaj ponownie, Strażniczko Iluzji :-)

O obietnicy, jaką napisałem pod komentarzem ANDO (hej, ANDO, zaglądasz tu jeszcze w poszukiwaniu odpowiedzi?) pamiętam doskonale. Ale nadaj jeszcze pozostał komentarz Cienia do kompletu, by uznać, że jest po konkursie ;-) Także gdy tylko Cień się tu zjawi… ;D

Generalnie wydaje mi się, że odnośnie zamiarów kota jest w tekście powiedziane wystarczająco, by się ich w miarę domyślać, a jednocześnie nie mieć co do tego pewności. Patrząc na komentarz Finkli mam podejrzenie, że trafiła na ten trop. I w świetle właśnie tych planów otwartość zakończenia też ma znaczenie.

W sumie to ciekawe samo w sobie, że właśnie ten element aż tak skupił uwagę większości komentujących. Nie spodziewałem się tego, sądząc, że ten element nie będzie aż tak zagadkowy, ale… okazuje się, że sposób myślenia kota pozostaje zagadką bez względu na to, czy to kot domowy, czy kot w opowiadaniu ;-)

 

Gdybym miał przed publikacją zgadywać co by było największą zagadką, stawiałbym raczej na wzmiankę o Słoniu – pomimo jego wręcz symbolicznej roli w tekście i braku wpływu na fabułę (choć ze znaczeniem dla świata). Ale akurat sprawy Strażnika Tajemnic to już coś, co jest do rozważenia pod kątem osobnego opowiadania.

 

[tryb megalomański]

Ale tez tak się coraz mocniej zastanawiam… Skoro własnie plany kota tak wszystkich zastanawiają, czy mimowolnie i zupełnie poza zamiarami autorskimi nie stały się w przypadkowy sposób głównym atutem tekstu? Irytującym, drażniącym, a jednak atutem? ;-)

[/tryb megalomański]

 

Dzięki za komentarz! :-)

No niestety, mnie nie porwało. Co nie zmienia faktu, ze poruszony problem ciekawy socjologicznie – choć zdecydowanie bardziej na felieton niż na opowiadanie. W opowiadaniu trzeba by się nieźle nagimnastykować, żeby to chwytało mocniej.

 

Mocne i kolorowe-a-mroczne. Środek lokomocji jest tu praktycznie niezauważalny, ale w aspekcie pozakonkursowym opowiadanie jest bardzo dobre. Ciekawy paradoks tu wychodzi – tak poprzeplatałaś tekst wątkami pobocznymi, że choć jest ich ledwie kilka, to nadają głównej postaci ogromnego realizmu. Główny bohater jest bardzo “ludzki”, choć przecież tekst jest między innymi o tym, ze poczucia bycia ludzkim mu brakuje. No chociażby ten wątek o nierealizowanej miłości, sugestia, że gdy myśli o tym, czego naprawdę się boi, w rzeczywistości i tak przesuwa niektóre myśli dalej, jakby chciał od nich uciec. A takich drobiazgów nadających realizmu jest tu więcej.

Mi jako mi tekst nie do końca wpadł w gusta, ale obiektywnie jest bardzo dobry. Choć powiem szczerze, że wydaje mi się, że naprawdę sporo ta historia mogłaby zyskać, gdyby z tego ledwo zasygnalizowanego mroku zrobić element dominujący, a warstwę kolorową przerobić na ledwie wierzchnią maskaradę. Opowiadanie ma naprawdę spory potencjał i zastanawiam się, czy zostało to ograniczone przez dopasowanie do konkursu, czy też nie rozważałaś tego rozbudowania.

Cobold ma mnóstwo racji, ze tu jest albo za mało albo za dużo. Przy czym wersję krótszą widziałbym nie w ograniczeniu wątków, a w ich zagęszczeniu. Wersja dłuższa… Wersja dłuższa mogłaby tu obudować wszystko do oporu tajemnicą, budując jeszcze mocniejsze wrażenie, że właśnie główna postać jest w tym świecie bardziej prawdziwa niż ludzie. Paradoks: w tym przypadku wydłużając tekst można by wprowadzić nieco więcej niedopowiedzenia, co też w tym tekście mogłoby dodać coś więcej.

Całość na pewno jest bardzo dobrą lekturą, zostawiającą wrażenia nie tylko w momencie czytania, ale też po – a to wcale takie częste nie jest.

Do Bramy Barbary dotarł nie zaczepiany

 

Nie aby “niezaczepiany”?

 

Tym świętym?

Nie ;-) Chodzi mi o źródło wizji Mikołaja pędzącego na saniach po niebie – ten element współczesnego mitu Mikołaja pochodzi wprost z mitologii pogańskiej ;-)

 

Ciekaw jestem czy ktoś napisze o pierwowzorze obecnej wersji Mikołaja ;-)

W sumie z bardziej współczesnych tradycji też znam jeden kawałek, który jest jedyna słuszną wersją kolędy :D 

Prosze nie spoilerować przed koncertem, bo niespodzianke psujom! :P

A jak w końcu z tą tematyką? Bo jakby miało być nieświątecznie, to ja chętnie podmienię swój kawałek na inny :P

 

Nowa Fantastyka