Profil użytkownika


komentarze: 1411, w dziale opowiadań: 754, opowiadania: 166

Ostatnie sto komentarzy

"Wyzywające śmierć akty sztuki i spisku" – w notce pod opowiadaniem wspomniano, że mało który autor ma odwagę tak pisać. Rzeczywiście, trzeba sporej odwagi, by napisać coś  w taki sposób, jakby dla autora nieistotne było, czy po drugiej stronie będzie czytelnik. Trochę  jakby autor co wstał od komputera, to przy ponownym siadaniu zaczynał inną myśl. W jednym miejscu nawet pogubił się ze sposobem prowadzenia narracji. Unikanie stosowania entera w miejscach, gdzie zamiast jednego akapitu powinno być kilka nie pomaga.

Po 5 stronie było widać, ze lekko nie będzie, po 9 straciłem nadzieję, że tekst będzie dobry i zwyczajnie go sobie odpuściłem. Szkoda tylko, że to ponad połowa numeru. I to w ostatnim (miejmy nadzieję, że tylko chwilowo) numerze :/ 

 

"Zew nieznanego" – tu dla odmiany kawał solidnej roboty pisarskiej. Dobry, wciągający klimat, w którym czuć nieznane. Ba, do końca część rzeczy pozostaje niewyjaśniona w sposób, który jak najbardziej pasuje z punktu widzenia czytelnika.

 

“Wyznania Minusa” – bardzo mi się ten tekst podobał i to w wielu aspektach. W notce zwrócono uwagę na aspekt social media i skojarzenia z Black Mirror oraz z chińskim systemem. Ale to nie tylko o tym. To opowiadanie o presji społecznej, o tym co się dzieje, gdy szczerość zderza się ze schematami. Ale też o tym, jak wyglądałoby społeczeństwo, gdyby ludzie byli tacy, jakimi wydają się psychologom, tudzież o tym, co by było, gdyby psycholodzy dorwali się do współtworzenia mechanizmów społecznych (tak, wiem, napisałem coś, z czym sporo osób się nie zgodzi).

Końcówka też nadaje dodatkowego akcentu. Zastanawiam się, czy w zamierzeniu miała być twistem na końcu, czy przeciwnie – epilogiem mającym pokazać coś, co wszywano między fragmenty tekstu po drodze.

Bardzo fajny tekst, choć sam początek faktycznie może lekko zmęczyć – choć jak wspomniał Nazgul, szybko wpada się w rytm czytania.

Ocena bardzo pozytywna.

 

"Ogrody Babilonu" – nie wciągnęło. A tak nawiasem, te kolosalne akapity były już w oryginale? Ten zaczynający się na końcówce strony 61 tak na oko (strzelam w ciemno) ma z 5-6 tysięcy znaków.

 

"Pieśń ognia" – kurde, fajny styl, lekko, przyjemnie i… ze zmarnowanym potencjałem. Zwykle gdy mam uwagi co do długości tekstu, doszukuję się możliwości skrócenia. Tutaj przeciwnie – to opowiadanie prosi się o wydłużenie nawet trzykrotne. Masa pomysłów, ciekawa wizja świata, nawet drobne nawiązania do mniej znanych elementów faktycznej mitologii (dość luźne, to raczej smaczki dla osób, które interesują się religioznawstwem), a całość mimo to nie zapada w pamięć. A szkoda, bo widać wyraźnie, ze autorka spokojnie mogłaby z tego zrobić coś naprawdę fajnego. Tak cyz inaczej cąłość  przyjemna w odbiorze.

 

Hronir – z jednej strony pierwsza połowa tekstu zbyt długa. Tzn. niby nie ma tam lania wody, a jednak nadmierne rozpisanie zmniejszyło przyswajalność i zmusiło do lekkiego przemęczenia – i to pomimo całkiem fajnych komentarzy względem rzeczywistości. Ale… autorowi udało się zmylić czytelnika co do kierunku, w którym tekst idzie. Fajnie też skomentowano tu temat postprawdy. No i wreszcie, pomimo lekkiego moralizowania, pod koniec tekstu znalazł się bardzo celny komentarz wobec tego, jak ludzie oceniają siebie w odniesieniu do postprawdy. A po tym wszystkim jeszcze pokazanie ile jest warta próba zmiany czegokolwiek. Tekst na plus.

 

E.T.E.R. – podobna sytuacja – pierwsza połowa tekstu zmęczyła, a jednak jako całość na plus. Mnie tekst “zaskoczył  w sposób płynny”. W sensie, ze nie nagle, ale jakoś tak stopniowo pojawiło się bardzo niestadardowe rozwiązanie zagadki tkwiącej w tekście. Fragment osadzony w grze – nie podobał mi się, ale… jego obecność jest w pełni zasadna. Brakło zakończenia na końcu, ale paradoksalnie wpisuje się to w przekaz “jeśli już spotkamy się z obcą inteligencją, to możemy tego nie zauważyć i przejsć do porzadku dziennego”.

 

“Cienie głębszych piwnic” – tekst bardzo rpzeciętny. Niby płynny, a w zasadzie niewiele z niego wychodzi.

 

“Wszyscy jesteśmy całkowicie zdrowi” – tekst niby dobry, ale bardzo przegadany – sporo by zyskał na skróceniu lub… wydłużeniu. Ale wydłużeniu poprzez dodanie wątków lub wzgłębienie się w obecne. Sprawy nie ułatwia problem z narracją. Naprzemienna narracja pierwszo– i trzecioosobowa jest ok. Ale tutaj autor potrafił ją przestawiać w kompletnie losowych momentach. W dodatku miejscami całość wygląda jak notatka ze zdarzenia. Szkoda, bo pomysł jest.

Swoją drogą czy tylko mi się rzuciło w oczy, jak chętnie autor podkreślał marki? Samo w sob ie to nie jest złe (choć wielu autorów pewnie się tego boi z obawy, ze zostanie to odczytane jako kryptoreklama lub antyreklama), ale tutaj był jednoczesny bardzo mocny niedobór ogólnego opisu otoczenia.

Pomysł jest, ale gdzieś zgubiono jego potencjał.

“zarówno przez pozostałych bohaterów jak i czytelników”

 

To ja jakiś oderwany od świata, skoro zamiast “widzieć co  chce widzieć” przeczytałem co zostało napisane literami. A samo tłumaczenie mętne ;-)

 

Mnie zastanawia czemu te osoby, które “widzą coś więcej” nie powiedziały nam wszystkim, co to jest

Ja napisałem – pytania związane z transhumanizmem – choć po zdawkowości potwierdzenia ze strony Tenszy wychodzi na to, ze te pytania to wyszły “tak przy okazji”. Nie bronię poziomu tekstu jako całości – bo opowiadanie złe nie jest, ale zwyczajnie nie pasuje do NF i już.

 

Natomiast nie przemawia do mnie tłumaczenie “każdy widzi co chce widzieć” – takie coś można powiedzieć względem osób, którym wszystko kojarzy się z jednym, a nie gdy ludzie argumentują.

Cóż za interesująca kwestia!

Którą można dokładnie omówić w innym wątku

 

Cały wątek na pytanie retoryczne dotyczące zbioru tautologii? ;-)

(dobra, już mnie tu nie ma ;-) )

Problem z tekstami z tego numeru raczej nie polega na samym nawiązaniu do płci i seksu, a na sposobie tego nawiązania. 

Szukanie wzorców.

W sumie dużo ciekawsze jest pytanie odnośnie hobby, zwłaszcza nietypowego. Bo kolekcjonerstwo to już jakby inna para kaloszy, niż obserwowanie innych jednostek.

Blacktomie, mówimy o rezerwacji, a nie o łapance w weekend ;-)

A co do piw – widziałeś tę lodówkę stojącą obok baru?

Niemniej – Hipnoza i Karma są lepszymi opcjami.

gdy oddzielisz żartownisiów i sarkazmowców, osoby które będą próbowały umniejszyć stawiany przez Ciebie temat

Darconie, mój komentarz nie bł żartem, ani umniejszaniem. Zwyczajnie wypunktowałem co daje plakietka loży (daje trzy rzeczy) i podsumowałem co te rzeczy oznaczają w praktyce dla byłych-lożan.

“Są luźne nawiązania” – czekaj, tekst ma kilka lat i nawiązuje do tekstów powstałych później? :P Żonglujesz czasem przeszłym i przyszłym? :P 

Brzmi, jak z jedynej słusznej telewizji.

To konkretne zdanie może być z deka obraźliwe. Nie zauważyłem, żeby wypowiedzi Beryla “swojaków” czyniły półbogami, a “nieswojaków” mieszały z błotem.

 

A ogólnie, to co takiego daje etykieta loży, ze aż tak ważna? Podsumujmy:

 

– Głosowanie na piórka – ale w przypadku osób, które miały wydłużony czas posiadania etykiety nie ma to znaczenia, bo od styczniowych tekstów już nie głosują .

– Konieczność czytania nominowanych tekstów – ale jak wyżej, osób, które już nie są w loży nie dotyczy.

– Dostęp do tajnych wątków – tu akurat “przedłużeni” mają, ale co z tego? Wątki mogą budzić ciekawość, ale czy naprawdę to takie istotne? Równie dobrze lożanie i byli lożanie mogliby założyć wątek na betaliście i nie wpuszczać tam innych osób. Takie wątki niebetowe na betaliscie już  zresztą parę razy różne grupy osób zakładały i nic w tym złego.

 

Czyli jeden przywilej, który osób z nieprzedłużoną kadencją nie dotyczy, jeden obowiązek, który osób z przedłużoną kadencją nie dotyczy i dostęp do wątków budzących ciekawość, ale… nielożanie mogą sobie tworzyć podobne wątki. I tyle – nic więcej :-)

 

Staruchu, specjalnie dla Ciebie możemy rozpocząć dialog o apdejcie YMYL, reklamach Google Custom Intent, wpływie voise search na strategię contentową i jeszcze paru aspektach SEO/SEM XD

Miejscówki z Katowic przypomnę:

– Hipnoza – wygodna, bo do późna. Tam było rok temu.

– Dobra Karma – fajna, bo poziom dźwięku pozwala swobodnie rozmawiać (w innych miejscach bywa z tym różnie), ale po 22.00 konieczne przemieszczenie. Tam było pół roku temu.

Obie powyższe opcje mają jedzenie.

 

Potencjalnie ciekawa może być Cybermachina (tu z jedzeniem gorzej, tylko jakieś namiastki).

 

Na KrzykPudle Staruch wspominał o Tychach – tu również mamy fajne miejsca, ale nie wiem jak z dojazdem osób spoza Śląska.

Wbrew pozorom duży odsetek osób praworęcznych jest jednocześnie lewonożnych, ale… to może wynikać nie tylko z preferencji wrodzonych, ale tez z takich drobiazgów, jak chociażby przyzwyczajenia do częstego zakładania tej samej nogi na drugą. Tylko w nogach to głównie kwestia siły, a przestawienie osoby leworęcznej na praworęczność to trochę inna kwestia, bo tam chodzi tez o precyzję.

Co mogę powiedzieć? Mnie niby kulturalnie, niby bez wyzwisk, ale jednak odzwyczajono w przedszkolu od leworęczności. To także coś, co “nie powinno się dziać”, a znam jeszcze kilka innych osób, które również za dzieciaka zostały przestawione na praworęczność.

Sądząc po wyjątkowym spokoju w Krzyczącym Pudełku, podejrzewam, że dziesiątki konkursowiczów dopracowują tekst, by wrzucić go w czwartek :P 

Czyli wniosek, ze nawet jak jednej osobie podpowie jak trzeba, to i tak może kolejnym kilku wrzucić inaczej. Wniosek – nadmierne zaufanie do botów nigdy nie jest dobre :) 

Google Translate obsługuje łaciński, ale oczywiście może się machnąć przy tłumaczeniu, wiec do weryfikacji to co w nim wyskoczy. Aczkolwiek tłumaczenie  z translatora wydaje się pokrywać ze słowami, jakie pojawiają się w łacińskiej Wikipedii.

A ja się w końcu nie dowiedziałem, czy tam pytania związane z transhumanizmem i wykorzystywaniem go do celów innych, niż przyspieszenie ewolucji, miały być, czy to tylko “przy okazji” wyszło :P 

Ogólnie chciałem przeprosić za to, ze mimo początkowo dobrego terminarza posypały się później kwestie związane z tymi tekstami, które dostały status „warunkowy”. Jasne, ze inicjatywa „pogodzinowa”, ale każdy lubi wiedzieć na czym stoi.

 

Jeśli chodzi o dalsze prace:

– Dwa teksty warunkowe jeszcze pójdą do opinii osoby spoza jury.

– Prace nad zbiorem jako całością potrwają prawdopodobnie z 3-5 miesięcy. Na spokojnie, powoli.

Staruchu, kluczowy fragment mojej wypowiedzi: “mocno zastanawiam się, do jakich ugrupowań politycznych odnoszono się w oryginale” (edit: w sensie czy były to nawiązania do ugrupowań, które w swoich krajach faktycznie próbowały forsować ustawy penalizujące – ale wtedy nie powinno się tłumaczyć, tylko zrobić  przypis)

Zerknij na priv, bo jeśli wątek będzie pociągnięty tutaj, to zaraz zrobi się z tego wylew polityki.

 

Publicystyka:

 

Orbitowski o Blair Witch Project. Hm, osobiście ten film zapamiętałem jako materiał, w którym nawet oświetlenie zawiodło.

 

Kołodziejczak o zagadkach w opowiadaniach… Tak, motyw zagadek potrafi być ciekawy :-) Co do niedźwiedzia i równoległej odpowiedzi: podobna trasa wędrówki mogła się odbyć na biegunie południowym i wtedy odpowiedź brzmi „niedźwiedzia żadnego” :P

 

Wiśniewski o Bioware – fajny i ciekawy artykuł. Aczkolwiek mam uwagę (autorze, czy jesteś na sali? :) ) co do sugestii, że to Bioware wprowadziło do cRPG motyw konfliktu charakterów wewnątrz drużyny i problemów z utrzymaniem w jednej drużynie postaci o sprzecznych podejściach do świata. Nie byli pierwsi :-) Dużo wcześniej zrobiło to studio Silmarilis w Ishar II (nie wiem czy byli pierwsi, ale tak się o nich pisze w publikacjach o historii RPG i gier komputerowych).

 

Artykuł Minuskuli o Oscarach – osobiście za Oscarami nie przepadam, ale dla fanów kina ten tekst stanowi niezłą podpowiedź odnośnie tego, na co warto zwrócić uwagę – fajnie, ze się to znalazło w druku.

 

“Czy pan istnieje…” – o, to mi się podobało. Co prawda jest kilka rzeczy, które wolałbym poznać głębiej (wątek o “wyłączaniu” chorób), ale generalnie fajnie to inspiruje do własnego researchu.

 

Opowiadania:

 

Yyyyy… odważnie?

 

“W stanie nieważkości” – tekst dość dobry, choć fantastyka jest tu w zasadzie drugorzędna. Warsztatowo tez wszystko gra. Ale jakoś tak pozostaje wrażenie, ż e z jakiegoś powodu nie pasuje do NF. Końcówka nie dość mocna, ale jest tu trochę wątków typu “dokąd może prowadzić transhumanizm”, “jak mogą być traktowane osoby zaprojektowane” itp. Osobna sprawa, ze te wątki trochę znikają pod wierzchnią warstwą tekstu. O ile faktycznie te pytania miały być zadane – ale to już Tensza musi się wypowiedzieć w tej kwestii. Tenszo, czytasz to?

 

“Nieważkość “ – opowiadanie, które z jednej strony ma ciekawą formę oraz parę pytań, np. odnośnie ucieczki od biologicznych “skryptów zachowań”, ale jednocześnie jest tu zbyt duża przewidywalność zakończenia. W dodatku dość wyraźne błędy w fabule. Rozerwanie kombinezonu kosmicznego gołymi rękoma po miesiącach zaniku mięśni? To one z takich delikatnych materiałów robione? Główny bohater jednym ruchem potrafi “załatwić” jednego z przeciwników, a jego żona – która w przeciwieństwie do niego nie poddała się w ćwiczeniach utrzymujących mięśnie i która w miarę wyszkolona w walce wręcz (tak wynika z faktu, że potrafiła płynnie, ot tak, podciąć kogoś kopnięciem), tak łatwo dała się obezwładnić? Forma dobra, pomysł dobry, ale jednak coś na etapie wykonania zawiodło.

 

“Baba Jagna” – bardzo brudny i dołujący tekst o tym, jak relatywna jest ludzka moralność. Odnośnie tego, o czym wspomniał Staruch, ze pewnie skończyło się rozwałką. No zapewne w wielu miastach tak. Ale tez mogłyby być miejsca, gdzie działoby się inaczej. Mocną stroną tego opowiadania jest końcówka, w której przeważają głosy o tym, jacy to “dobrzy” i “moralni” w swoim mniemaniu są zwolennicy szybkiego wyroku, mówiący o barbarzyńcach, podczas gdy sami współuczestniczyli w bestialstwie. Ale tez sam tekst jest ciężki na wiele sposobów. Są przypadki, gdzie warto skrócić tekst, żeby nie męczyć czytelnika.

 

“Gasząc motyle” – dla odmiany lekki tekst. Ciekawie napisany, z ciekawym pomysłem. O tym, jak dominacja zderza się z miękkim zdobywaniem przewagi. I o tym, jak zburzenie złudzeń może sprawić , że coś może zacząć być budowane w rzeczywistości.

 

Opowiadania zagraniczne:

 

“Nie pozwę cię, jeśli mnie nie zaskarżysz” – w mim odczuciu najlepszy tekst numeru. Co prawda rozumiem zastrzeżenia wskazane przez Starucha – ale tez mocno zastanawiam się, do jakich ugrupowań politycznych odnoszono się w oryginale (i z jakiego kraju). Faktem jest jednak, że są panstwa, gdzie ten kontekst wygląda zupełnie inaczej niż w Polsce. W Rosji w XXI wieku przewijały się projekty ustaw o zmniejszeniu praw homoseksualistów (ostatecznie chyba nie przeszły). A sam tekst… Dużo mówi o zawiłościach społecznych i chęci prostowania wszystkiego przez większość. Dość dosadny jest fragment mówiący o tym, kto najczęściej ma “problemy” do “innych”.

I nie, mimo wszystko to nie jest tekst o transseksualizmie i homoseksualizmie. W to miejsce można podstawić dowolny rodzaj “inności”.

 

“Kahramana” – sposób pisania taki sobie, ale od strony treści bardzo solidnie. Tak jak wspomniał powyżej Staruch – ciekawy komentarz do obłudy ludzkości.

 

“Moje angielskie imię” – tekst obyczajowy, sprawnie napisany, ale jakoś specjalnie nie wciągnął. Za to ciekawie wpleciono tu parę ciekawostek społeczno-kulturowych na temat Chin.

 

No więc sam widzisz – jak to mówią “jeden rabin powie tak, a drugi rabin powie nie”. Jednym się nie spodobało, a w moim odczuciu miało to więcej sensu. Krytyka jest ważna, ale nie jest wyrocznią – najlepiej brać ją pod uwagę, ale nie pozwolić, by dyktowała cały styl, bo czytelnicy tez są różni i wszystkich naraz nigdy nie zadowolisz.

Przede wszystkim nie możesz się przejmować jedną grupą odbiorców, bo ludzie są różni i mają różne gusta. No i jeśli źle się czujesz z krótką formą – próbuj dłuższej.

 

Tak nawiasem – nie odniosłeś się do tego, o czym wspomniałem wcześniej – że mam wrażenie, że na samym początku Twój tekst miał formę trochę inną. Nie wiem czy mi się coś nie mieszało w pamięci, ale jeśli nie, to w moim odbiorze pierwsza wersja miała większy potencjał. W sensie, że wydaje mi się, ze pierwotna wersja była bardziej “reklamowa”, a to bardziej uzasadniało fakt, ze tekst jest sceną, a nie historią. Cóż, pamięć bywa omylna i może mi się tylko coś miesza.

 

Inna sprawa, że jeśli “wyczerpują” Cię komentarze, zawsze możesz tez próbować w innych miejscach, chociażby Magazyn Histeria. Poza tym nikt nie mówi, ze trzeba działać tylko w jednym miejscu i koniecznie ciągiem :-) Próbuj. 

 

Ale wiesz, to ma tez drugą stronę. Bo z jednej strony mam wrażenie, że zrażasz się sceptycznymi komentarzami, ale też bardzo zgryźliwie skomentowałeś dodanie do listy tekstu AQQ (tekstu, który dostał się głównie przez wpisanie się w otoczkę konkursu i jego misję). Cóż, jeśli zaglądniesz w komentarze pod tamtym tekstem, zobaczysz rozwinięcie uzasadnienia.

 

Tak czy inaczej ten tutaj tekst przypadł do gustu pomysłem. Za mało, by znalazł się na mojej liście, ale na pewno w mojej opinii nie jest “słaby”.

 

I tak uzupełniając poprzedni komentarz: to, ze tekst nie został zakwalifikowany, nie oznacza, ze jest zły.

 

Natomiast zupełnie osobną kwestią jest to, ze w opowiadaniach można doceniać różne rzeczy. Czasem będzie to pomysł, czasem forma, czasem budzone emocje. Tak więc owszem, może się zdarzyć opowiadanie, które nie będzie oryginalne, a jednak sprawi radość czytania. A że u różnych osób różne elementy wzbudzają ową radość czytania – to już zupełnie odrębna kwestia.

patrząc na ten portal

Dwoje z trójki jurorów jest spoza społeczności portalowej. Jeśli chodzi o trzeciego, znaczy mnie, to myślę, że nieraz już w komentarzach moja opinia koncentrowała się na innych elementach tekstu niż głos większości. To ostatnie zresztą widać choćby w tym, jakie jest moje podejście do eksperymentowania z formą “reklamy”.

“Musisz być już niemłody, bo przemycasz do opowiadania muzykę dinozaurów, jakiej zapewne słuchasz, słuchałeś? :) Większość dziadków na forum to robi, jakaś plaga czy co… ;)” 

 

No, przyznać się, kto słucha muzyki klasycznej?

 

Pytanie tylko właśnie o rolę snu – mimo, iż nie głosowałem na ten tekst, wydaje mi się, interpretacja zasugerowana powyżej, czyni sen “czymś trochę innym”, niż “to był tylko sen”.

 

@Barniuszu – czy dobrze zgaduję, ze Twoim tekstem był “Ochroniarz, parking”? Jeśli tak, to tam największym problemem był brak zakończenia. W tym konkretnym przypadku dobra puenta mogła zmienić bardzo wiele w werdykcie.

IMHO "roześmiała się Ania" brzmi lepiej (oczywiscie sprawa kropki pozostaje – kropka do usuniecia).

A co do patologii – co jakiś czas jest głośno o podobnych przypadkach, gdzie przy rodzicach nauczyciele wspaniali, a zakulisowo nie. Zwłaszcza wobec dzieciaków, które nie pasują do schematu. Tu oczywiście przykład skrajny, ale niestety nie taki nierealny.

Zachęcam do dodania tagu i wstawki :-)

 

Poniżej przeklejam mój komentarz z maila:

 

Sen: jest. Fantastyka: nieoczywista, ale jest.

 

Opowiadanie generalnie jakoś mocniej mnie nie porwało, choć ładnie pokazano tu postać dziecka, które z jednej strony jest dzieckiem, z drugiej ma jakąś część osobowości doroślejsza od siebie. Ładnie tez pokazano typowo autystyczne zapętlenia myśli jako różne fragmenty snu nawiązujące do codzienności.

 

Ciekawa jest końcówka – nie wiem czy dobrze to odczytuję, ale odebrałem to jako sugestię, że dziecko potrafi podświadomie przeanalizować zewnętrzne bodźce tak, że przewiduje coś, co dopiero usłyszy.

 

Ale odnośnie “pełni władzy” – mój głos też został zniesiony, zarówno w ścieżce A, jak i ścieżce B (dwa różne systemy nominacji) znalazły się tytuły, które oceniam wysoko, a które odpadły.

Dementuję, wilk jest jeden (Zimowy, Ten Który Jest, Varg, Fenrir…).

 

Jupiter raczej unika zbiorowych imprez, ale Geista może uda się namówić na przybycie na następny zbiegowisko fantastów w Katowicach (choć on raczej wśród fahrenheitowych klimatów się przewijał).

 

A ogólnie – pomimo poślizgów w komentarzach – bardzo sobie chwalę ten zespół jurorski. Sprawne głosowanie, różne punkty widzenia/

 

Swoją drogą Kam, jeśli chodzi o Twoje opowiadanie, nie jestem przekonany, czy uczynienie go bardziej oczywistym dla wszystkich wyszłoby tekstowi na zdrowie…  W obecnej formie emocje głównej postaci są bardzo autentyczne. Pytanie więc, czy ważniejsze jest dla Ciebie, by tekst był z miejsca interpretowalny dla wszystkich, czy wymagający chwili zastanowienia i dobitniej interpretowany przez przez mniejszość.

W niektórych klubach takiego kogoś nazwaliby selekcjonerem, ale w przypadku PiuzzaHut to pewnie właśnie kelner. Kiedyś, dawno, tak było w niektórych Dominium Pizza i tam robili to własnie kelnerzy.

W moim prywatnym odczuciu, to akurat tutaj jest taka atmosfera rozleniwienia (skądinąd doskonale odzwierciedlająca wiedeńską kulturę kawiarnianą, o której już wspomniałem), że akurat w limicie nie doszukiwałbym się tu żadnych problemów :P 

Ale co do meritum – jeśli chodziło o komentarz Jupiter, to… w sumie mam podobne odczucia i nawet pasuje to do konwencji tekstu. Przy czym można dyskutować, czy to, co napisała jest na minus czy na plus. Ale poczekajmy na to przeklejenie, żeby reszta wiedziała, o czym tu piszemy.

 

Natomiast o ile nikt nie ma obowiązku podzielać opinii jury, a dyskusja jest wręcz wskazana, to będę bronić mojego zespołu przed nazywaniem go “egzotycznym” :-) 

 

Nie mogę decydować za nich, ale poproszę ich o osobiste przeklejenie :) Także proszę o chwilę cierpliwości :-)

 

Natomiast prosiłbym o niedoszukiwanie się tutaj “egzotyki” – przy niejednym tekście okazało się, ze jury ma zróżnicowane gusta, a i to, ze dwie na trzy osoby w jury są spoza portalu tez mogło wpłynąć na sposób odbierania opowiadań. Myślę, ze dużo większy wpływ mogło mieć to, ze zdaje się osoby z portalu dobrze kojarzą postać Vidocq, a w jury najwidoczniej wyglądało to inaczej (sam kojarzyłem tylko, z e gdzieś na szałtboksie mignęło to nazwisko, a więcej to dopiero po ocenach z Wikipedii doczytałem).

Zresztą z tą “egzotyką” chyba wiem do opinii kogo z jury się odnosisz, ale jeśli mam rację, to z tego samego komentarza wynikała tez uwaga, ze gdyby krytykowany przez tę osobę aspekt opowiadania (epoka) został mocniej wykorzystany, to byłoby to bardzo satysfakcjonujące dla czytelnika.

Osobiście nie widzę problemu z tą epoką (jak dla mnie jak najbardziej może być), ale też rozumiem sytuację, gdy jeden z jurorów dał się wciągną c w epokę i poczuł niedosyt :-)

 

Opinie pozostałej dwójki jurorów trafiły na e-maila.

Opinie pozostałej dwójki jurorów trafiły na e-maila.

Kam, pamiętam. Nie ukrywam, że chciałem to wszystko załatwić szybciej, ale to zadanie znajduje się na liście “to do” :) Zresztą w przypadku Twojego opowiadania to nawet jestem bardzo ciekaw, jak się odniesiesz do komentarzy – bo jestem ciekaw czy moja interpretacja tekstu była zbliżona do zamierzeń autorskich :-) 

Moja interpretacja była podobna do tej, którą przedstawiła Sy. podobna, bo z tą różnicą, ze główny bohater w niedopowiedziany sposób stał się narzędziem (żony władcy, bądź losu – obojętne), myślącym, że chwycił wielką szansę.

Nie, nie. “Trzynaste piórko” to co innego, tamta hybryda była znacznie grubsza, znacznie bardziej komiksowa (liczba kadrów) i zdecydowanie nie było tam Bromby, Kajetana i reszty towarzystwa, a wątki edukacyjne były wyraźne, nie aż tak jak w “Pi i Sigmie” (ha, polski udany serial SF :D ) , ale jednak.

Raczej to. Wątpię, czy poza maniakami oldskulu ktoś po te książki sięgnąłby dziś.

No i widzisz – to trzeba jasno zaznaczyć, bo oba podejścia są dobre (z różnych powodów), a niektóre ze starych książek nadal są warte uwagi. Wspomniana “Bromba i inni”, pamiętam tez, ze jak byłem mały przeszła przez moje ręce jakaś stara hybryda komiksu i książki (naprzemienne fragmenty) o kosmitach, którzy gdzieś tam między wierszami uczyli matematyki. “Tapatiki” tak patrząc po ocenach z Lubiczytac to chyba w sumie s a w miarę doceniane.

 

No, w każdym razie przy polecankach dla starszych zaznaczenie, czy “historycznie”, czy “polecankowo” to sprawa obowiązkowa :) Zwłaszcza, ze bywają i takie pozycje, jak książki Trepki, które pod względem stylu zawsze były potwornie cieżkie, ale pod względem przemyśleń o np. ewolucji (”Totem leśnych ludzi”) warte przeczytania.

 

Problem z prenumeratą został rozwiązany tylko częściowo, ale o tym na końcu, bo po za tematem głównym.

 

Publicystyka:

 

Orbitowski ciekawie, choć o krok od spoilera. Kołodziejczak bardzo fajnie. Watts – poważnie o smutnych sprawach, na które zwykle się nie patrzy.

Na felieton Kosika nie po raz pierwszy będę narzekać (cały czas podkreślając, że to dobry pisarz, tylko w felietonach banały wstawia). Nie po raz pierwszy rzuca poglądy, do których weryfikacji wystarczyłoby kilka minut. Stwierdzenie, że społeczni aktywiści z zasady trzymają się z dala od metodologii jest o tyle połowiczne, ze wśród społecznych aktywistów jest mnóstwo wewnętrznych dyskusji własnie od nośnie tego, czy kierować się emocjami, czy jednak działać metodycznie i metodologicznie. Istnieją nawet takie inicjatywy, jak Fauynalytics, czy Humane League Labs.

Węglowy Szowinista – wraz z Wattsem i Orbitowskim podstawa publicystyki w NF, choć tym razem trochę “zwyczajniej”, wolę jednak, gdy z pojedynczego tekstu wychodzi więcej ciekawostek naukowych.

Star Trek – ciekawie zaprezentowano serial. Szczególnie zwrócił moją uwagę fakt, że komentarzem pewnych sytuacji społecznych może być to, ze sytuacje te “zwyczajnie w filmie są i nikt o nich nie dyskutuje”. Mocna uwaga, ciekawie komentująca sposób prowadzenia dyskusji społecznych.

 

“Co w młodości czytały Staruchy” – bardzo, bardzo, bardzo się ciesze, że temat “książek zapomnianych” został pociągnięty. Ba, w całkiem ciekawym kierunku poszło – książki dla młodszych to tez ciekawy wątek. Choć aż dziw, ze w takim kontekście nie pało nic o Brombie. Natomiast mam jedną uwagę do Starucha jako autora – ten artykuł bardzo mocno wnika w treść książek. W sytuacji tytułów dla młodszych to dobrze, bo rodzice dzięki temu będą wiedzieć co będą czytać dzieciakom. Ale jeśli będzie kontynuacja dotycząca książek, po które warto sięgnąć jako dorosły czytelnik (a liczę na to, ze będzie!), to tam już za dużo spoilerować nie będzie można :) No i warto gdzieś wspomnieć, czy przegląd skupia się na tym “jak  to wyglądało historycznie” czy “po co warto sięgnąć” – w sensie, czy dane tytuły mają szanse na wytrzymanie próby czasu.

 

Opowiadania:

 

“Krew w Leopolis” – ciekawa i barwna wizja, choć miejscami trochę przegadana. Generalnie bardzo fajne opowiadania, choć różne błędy logiczne trochę psuły odbiór (np. po co niszczyć na arenie potężne machiny bojowe, jeśli nie zdobyło się technologii ich budowy?).

 

“Kuszib” – no to właśnie schowałem do szuflady niedokończony tekst bazujący na bliźniaczym pomyśle :P Bardzo mi się podobało. Ładne, barwne, pokazujące relatywizm postaw i to, jak łatwo te postawy mogą umykać. Smutne i metaforycznie pokazujące ludzi z wielu różnych stron. I nie wiadomo, która z tych storn wypada źle, a która jeszcze gorzej.

 

“Wilk i Mantikora” – ciekawe. Niby przygodówka, niby coś innego. Urban fantasy bym tego nie nazywał. Nie wiem jak zaszufladować, ale autor  pokombinował, żeby przedstawić świat z innym rodzajem magii (widać jakieś dalekie echo inspiracji “Nieśmiertelnym”, ale to nie jest zarzut – tekst nadal jest oryginalny).

 

Co do prenumeraty… Już ten wątek poruszałem gdzieś na szałtboksie, generalnie wyszło na to, ze dział prenumeraty stwierdzenie “od stycznia” zrozumiał jako “od numeru styczeń” (”numer styczeń” wyszedł w grudniu, natomiast w styczniu przypada 2/2019). Kalendarz a numeracja to osobne sprawy, ale uznałem, że nieporozumienia się zdarzają, że mogłem na tytule przelewu wpisać od którego numeru i zaproponowałem, że dopłacę za to, żeby prenumerata była do tego numeru, do jakiego powinna być (zależy mi, żeby była do końca roku, bo zwyczajnie w grudniu mam inne wydatki, a kioskach tez mi się nie chce latać). No i niestety – okazało się, że z przyczyn formalnych przy okazji zastosowania takiego rozwiązania będzie jakieś przesunięcie nie tylko NF, ale i FWS, w wyniku czego – jeśli dobrze zrozumiałem – prenumerata obejmie jeden numer FWS mniej (?).

Nie rozumiem i nie pojmuję skąd takie problemy i dlaczego nawet dopłata rozwiązuje problem tylko częściowo. Nie mam pretensji do nikogo konkretnego, bo jak wspomniałem, mogłem w tytule prze;przelewu wstawić numery, a nie miesiące. Z kolei po drugiej stronie zapewne są procedury i jest jakiś system informatyczny, który może modyfikacji nie przepuszczać. Ale jednocześnie nie są to moje pierwsze “przygody” z prenumeratą;. Swego czasu wraz z NF prenumerowałem “Wiedzę i Życie” i wtedy zawsze wysyłka jednego z tytułów czekała na moment wysyłki drugiego (bywało, ze prawie tydzień), co skończyło się tym, że przedłużyłem prenumeratę tylko jednego z tytułów. Cóż, mam nadzieję, że za rok pójdzie z tym sprawniej.

 

nikczemnym limicie

 

Ja nawet pamiętam co Cień Burzy prawił, jak zwolennicy długich limitów próbowali go namówić na zwiększanie limitów przy innym konkursie :P 

A daj spokój. Ale generalnie z korespondencji, jaka wyszła po skardze, wynika, że trochę sygnałów na tego kierowce mieli. Za bilet zwrócili, zapowiedzieli, ze będą tego kierowce obserwować, przyznali, że “pewne sygnały zostały potwierdzone” i tyle. Czyli “tak, kierowca przeginał”, najwidoczniej nie tylko tym razem, ale “żeby to było przedostatni raz”.

@Finklo, nie, moje myśli idą w kierunku zupełnie innego państwa – o ile namówię do współpracy osobę, która owe państwo odwiedziła (w tym konkretnym przypadku ma to kluczowe znaczenie, jak się nie uda, to pomysł odłożę).

 

Przeglądając różne kraje co rusz wpadam na ciekawostki. Ot na przykład “terytoria niezorganizowane” Stanów Zjednoczonych (np. Samoa Amerykańska). Nie, nie wybieram tego. Ale sama forma zależności jest warta uwagi (w przypadku “terytoriów zorganizowanych” jak Portoryko to przynajmniej ustawa potwierdzają).

Kiedyś nawet trafiłem na opowiadanie cyberpunkowe (no, w zasadzie to shawrunnowe – czyli cyberpunk połączony z magią), którego akcja działa się w Polsce :-)

Może jedynie wątek dilerstwa snów zasługuje na te parę więcej słów

A nie sądzisz, Drakaino, że po rozjaśnieniu tego czynnika uniwersum byłoby ciekawsze, ale kosztem mniejszej wyrazistości grozy osób wciągniętych w sen?

Chciałbym się przypomnieć z moimi pytaniami ;-)

 

A co do Rzeczpospolitej Zakopianskiej – krótkie istnienie to nadal istnienie. Choć faktycznie, można dyskutować, czy np. (wychodząc poza historię) las Sherwood był “przejściowym tworem”, skoro było samostanowienie ;-)

Ale jeśli wykluczymy Rzeczpospolitą Zakopianską, to warto by było doprecyzować sprawę, bo znam przypadki bardziej dyskusyjne, choć robiące trochę zamieszania.

BTW – a co z np. Palestyną, której status jest nieuregulowany? :-)

 

1. Odnośnie rozstrzyganie przez Wikipedię – czy jeśli Wiki nie rozstrzyga, ale jest się w stanie wskazać łatwo dostępne źródło, to to wystarczy?

2. Czy możliwe jest dodanie tekstu dwuautorskiego? 

 

Nic nie próbuję psuć, zgłaszam wątpliwość mając ndzieję na pełne tej wątpliwości rozwianie :-) 

Bo co do fajności pomysłu nie mam wątpliwości. Sam fakt możliwości wyboru wersji państwa “po (lub przed) zmianie nazwy” tworzy w niektórych sytuacjach furtkę, wiec zakładam, co też jest fajne :) 

 

A co do minusów… Padło “punkty”, więc sie zasugerowałem. Jeśli np. maksymalnie można zdobyć 5 punktów, to punkt karny jest cięższy niż w przypadku, gdy maksymalna liczba punktów to dwadzieścia ;-) Ale rozumiem, że to punkty metaforyczne i ocena jest bardziej płynna ;-)

Co do wątku z rezerwacjami – w praktyce posiadanie pomysłu nie oznacza jego finalizacji i znów szkoda potem przez to marnować potencjał tekstu. Osobiście nie mam z tym problemów, ale widze potencjalne ryzyko z czysto czytelniczego punktu widzenia.

 

Jeden minus – ok. A w jakiej skali? :-)

 

Długość tekstów. Nikogo nie będę dyskwalifikować, jeśli się nie zmieści w limicie

A co z nie dotarciem do limitu?

 

Druga sprawa: kwestia “unikalności” nadaje oryginalności, ale… może się zdarzyć, ze całkiem niezły tekst przestanie być taki fajny, jak pod koniec szlifów okaże się, ze trzeba poprzerabiać opowiadanie na rzecz kraju podobnego, ale być może nie aż tak dopasowanego. I wcale nie musi to być kraj “popularny”.

Tak. W momencie tworzenia. Ale jak coś było pisane np. 30-40 lat temu, to od tego czasu niektóre wyobrażenia o przyszłosci minęły się z tym, co dla nas jest już historią :) 

I zdaje się w zależności od tego, z którego roku wydanie RPG “Cyberpunk 2020”, różnie wygląda odniesienie do kwestii bloku wschodniego.

Dowcipy dowcipami, a jednak przedstawiciele nauk ścisłych byli w dawnych czasach bardzo cenieni na zachodzie. No i cały “klasyczny” CP jest obecnie częściowo historią alternatywną, więc nie rozumiem problemu :)

Dlaczego oksymoron? Gdy gatunek powstawał, ZSRR jeszcze istniało.

A książki Łukjanienki nawiązywały raczej do klimatów drugiej połowy lat 90-tych (dużo odniesień do internetu z czasów modemowych).

Fantastyka: jest.

Motyw snu: jest.

 

Opowiadanie poprawne, eleganckie, ale jednak bez jakiegoś głębszego ładunku. Nie chodzi mi tu nawet o ten efekt wow, jak w „Tworzywie snu”, zwyczajnie tekst w zaskakujący sposób połączył dobry styl z jednak pewnym znudzeniem. Co ciekawe, konwencja naprawdę dobra, opowiadanie bardzo przypomina sposobem prowadzenia historii opowieści właśnie stulecia – włącznie ze sposobem dotarcia do finału. Z jednej strony zaletą tekstu jest ta umiejętność wczucia się w ten zapomniany styl. Z drugiej… mnie ten sposób opowiadania niestety nie przekonuje. Zwyczajnie niby coś się stało, a jakby nic się nie stało.

 

BTW, gdyby nie sugerowano miejsca akcji (Francja), obstawiałbym, że dzieje się ona w Wiedniu (przez skojarzenie z kulturą kawiarnianą).

 

Hm, mi się ta Azjatka w Moskwie skojarzyła z tym, jak różnie w Cyberpunku przedstawia się wizje przyszłych relacji Moskwy z Pekinem i samo w sobie było właśnie smaczkiem. Ale zgodzę się z tym, ze takich smaczków mogło być więcej :-)

Nowa Fantastyka