Profil użytkownika


komentarze: 1944, w dziale opowiadań: 979, opowiadania: 211

Ostatnie sto komentarzy

Publicystyka: faktycznie Orbitowski na lekkiej zadyszce, ale zdarza się najlepszym.

Recenzja “Odpowiednika” pojawia się w NF po raz drugi – cóż, serial naprawdę dobry, ale… tylko dobry, choć miał potencjał znacznie większy. Szkoda, że twórcy nie podeszli do tematu w podobny sposób, jak np. autorzy serialu “Okupowani” (czyli bardziej od strony historii, niż postaci), bo ta historia aż się o to prosi.

Kołodziejczak porusza ciekawy i inspirujący wątek. przy okazji rzuca dość frapujące pytanie, czy bez drzew pojawiłaby się taka cecha ewolucyjna, jak chwytne kończyny. Hm, chwytna trąba słonia technicznie kończyną  nie jest, ale o ośmiornicach i kałamarnicach, które bujają się na gałęziach też nie słyszałem ;-) Żarty żartami, ale felieton fajny :-)

Wywiad z Twórcą Usagiego dobry. Wywiad z Olga Tokarczuk…Hm, oporny? Widać, że poszedł w inną stronę, niż był planowany. Zdarza się. Ale źle nie jest, wywiad to jednak trudna forma i czasem tak bywa.

Artykuł o kotach – mi się podoba, choć wątek o kotach w świecie Szerni można było pociągnąć – Kres naprawdę ciekawie podszedł do tematu.

 

OPOWIADANIA

 

“Sprzedawca gołębi” – dobre. Mam wrażenie, ze zamierzenia autora w końcówce tekstu nie do końca wyłapałem, ale mimo to bardzo dobrze się czytało.

“Bohaterowie nie umierają nigdy” – też bardzo fajne. Niezłe nawiązania do gier, zarówno turowych strategii, jak i cRPG. Niezłe przejście z heroic-super--hiper w stronę przemyśleń głównej bohaterki. W dodatku zrobione w dobrym momencie, żeby nie przesadzić z opisem świata. Może tylko końcówka niepotrzebnie domknęła drzwi (niepewność co do decyzji wroga została rozwiana informacją o potwierdzeniu śmierci bohaterki). Ale chyba autorka też bardziej chciała pokazać zastępowalność ludzi, gdy trafią do systemu.

 

Zagranica:

 

“Małpa i dama” – fajne, krótkie. Końcówka dobra, choć spodziewałem się czegoś  bardziej dramatycznego. Dobry jest fragment o tym, co cywilizacja zrobiła człowiekowi, który kiedyś  był “mieszkał gdzie chciał mieszkać”.

 

“Reputacja” – widać, że autor siedzi w temacie IT, nie każdy czytelnik wyłapie czym jest atak Sybil i że to pojęcie w informatyce. Fajnie pokazane, ze naganiacze kryptowalut kombinują jak mogą, żeby pokazać, że ich “coiny” to takie piękne i wspaniałe, a potem i tak wszystko się trzęsie, a ewentualne działania naprawcze i tak zadziałają z opóźnieniem. Trochę szkoda, ze watek reputacji nie został pociągnięty (miał potencjał ze względów kulturowych).

Jest tez jeszcze jeden wątek, mam wrażenie, że nie do końca zamierzony przez autora, ale wart uwagi. Chodzi mi o moment, w którym główny bohater przeszkadzającą mu inwigilację przyjmuje nagle jak coś oczywistego i przydatnego, choć wcześniej sam rozmyślał, ze zbyt łatwo inni ją przyjmują.

Tu wejdę w drobną polemikę ze Staruchem. Staruchu, pisarz tu raczej nie próbował budować wizji dobrostanu, bardziej odnosił się do dwóch skrajnie różnych spraw. Jedna to manifesty popularyzatorów kryptowalut. Druga to potlacz, przy czym potlacz powstał w kompletnie innym kontekście kulturowym.

 

“Marsjański obelisk” – uch… autorka chyba próbowała pójść w stronę oldschoolowego SF mówiącego o współczesnych lękach, ale wyszło za lekko jak na oldschool, za bardzo przegadanie jak na współczesność. Na plus jest to, że tekst jest z przesłaniem.

 

Scenariusz – taki sobie, ale do przetestowania w trakcie gry.

 

“Po tamtej stronie”. Niektóre odcinki trącą myszką , ale warto oglądnąć wszystkie serie. Nie dość, ze obok “zwykłych pomysłów są tez bardzo nietypowe, to widać też , ile późniejszych twórców inspirowało się tym serialem.

do niektórych odcinków dorzucał swoje Ellison.

Finklo, ależ ja tego prawa nijak nie ujmę :D Jedynie stwierdzam, ze moim zdaniem zasada Brzytwy Lema wprowadza pewną niepewność interpretacyjną. Nic więcej :) Co nie zmienia faktu, że konkursu na humoreskę jeszcze nie było, a to gwarantuje doskonałą zabawę :) 

Finklo, jeśli jest tylko częścią scenerii, to choćby nie wiem jak mocno był opisany, Brzytwy Lema nie przejdzie, dopóki nie będzie główną osią fabuły – pomimo tego, że fantastyka byłaby ewidentna :) Tak, czepiam się, ale zwyczajnie nie pojmuję tak chętnego sięgania po Brzytwę Lema, która prawie całą fantastykę sprowadza do niefantastyki ;) Tym samym sugerowanie jej w regulaminie zawsze będzie wprowadzać mnóstwo niejasności, nawet jeśli będzie to element niewymagany.

Jeśli napiszemy tekst o lotach kosmicznych to słabo – wyjdzie tekst o podróżach, a nie o przekraczanie granic naszego świata → itp. itd. ;-)

 

Tłumaczyć nie trzeba, puenta wydaje się wyraźna, ale nieścisłość wynika z wspomnianego nieprawidłowego dobrania marki. To mniejszy problem, a większy to brak fantastyki  (chyba, z e coś przegapiłem i tylko mi się wydaje, ze zrozumiałem).

 

Anonimizacja anonimizacją, ale ciekawi mnie czy dobrze zgaduję autorkę – a wskazówki byłyby dwie :)

 

Brzytwie Lema ulega ogromna część dobrej fantastyki, m.in. tej opartej na niedopowiedzeniu, tej z elementem science, tej z bliskiej przyszłości, tej psychologicznej… W zasadzie to nawet większość tekstów Lema z punktu widzenia takiego podejścia nie są fantastyczne :P 

Nie kojarzę takiego tekstu, ale opis fabuły jest bardzo w stylu dawnego Uznańskiego, ale to dośc luźne skojarzneie.

 

Spróbuj przeklikać tu:

http://encyklopediafantastyki.pl/index.php/Kategoria:Fantastyka_(czasopismo)_roczniki (NF)

i tu:

http://encyklopediafantastyki.pl/index.php/Kategoria:Fantastyka_wydanie_specjalne_(czasopismo)_roczniki (Wydanie Specjalne)

 

– może czytając listę tytułów i autorów coś zaskoczy w pamięci.

 

Edit:

A nie była to “Pani igieł” (Sebastian Uznański, ale to nie tyle dark fantasy, co jakaś mieszanka fantasy, SF i czegoś wymykającego się klasyfikacji)? Jeśli tak, to nie NF, a “Science Fiction” (albo “Science Fiction Fantasy & Horror”, cholera wie czy to było przed czy po zmianie nazwy). Jak na szybko poszukałem, to chyba nr 7/2006.

 

Myślę, że jeśli nie napisali, że “bajka lub baśń”, to można śmiało założyć, że chodzi im albo o młodszego odbiorce albo o bajkę “uniwersalną bez względu na wiek”

Winyle to nawet są dalej produkowane :) 

Acid Drinkers dobrze na koncertach łupał nawet i w zeszłym roku :P 

Mam na myśli te, które nie doczekały się reedycji. Niby mozna sobie domowo zrobić backup do wersji cyfrowej, ale czasem nawet gdy pokona się przeszkody w postaci zajechanej taśmy, to nawet dobre kodeki nie zdołają  doprowadzić tego do porządku.

jakosc dźwięku to jedno, ale ile zajebistych utworów jest obecnie tylko na kasetach… 

W takim razie postaram się dopasować do większości XD 

 

Dużo w ogóle już się uzbierało na następny koncert? Jest zróżnicowanie? :D 

Mi chyba łatwiej Top1 niż Top3/5/10. Zbyt dużo zbyt różnej muzyki słucham.

 

 

Majku, co do post Regimentu, to nadmienię, że u nich każda płyta w innym klimacie. Demo – trochę zimnej fali i nostalgii. Pierwsza płyta – szybko i melodyjnie. Druga płyta – jeszcze szybciej, ale mocniej. Trzecia… jak to sami w jakimś wywiadzie p[podsumowali “wcześniej była nostalgia, a potem w*wienie” ;) Ale teksty mają naprawde fajne, zwłaszcza na pierwszej płycie (tej bez tytułu).

Wygląda na fraktalną wersję paszczy obcego :P 

Nie podejrzewał Starucha o soundtrack z “Dynastii”… :P

 

Thargone – podejścia do wymiarów będę bronić. Jak słusznie zauważyłeś, nie próbowałem tego aspektu zgłębiać w tym tekście, bo jakby nie to było jego funkcją. To miało zagrać na humor, a potem na końcu otrząsnąć finałem. Skupienie się na konkretnych postaciach i światłocieniach oddaliłoby efekt tego, ze ten tekst ta naprawdę jest o “wszystkich”, a nie “o tej reszcie społeczeństwa”.

 

Arnubisie – a jednak! :D Co do formy, to już tu wcześniej padły porównania do publicystyki, do felietonów. Trafnie porównano, bo też felietony to coś, co lubię i uwielbiam :D 

Bez przesady z brakiem echa, nawet na szałtboksie była dyskusja o tamtym opowiadaniu :) 

Bez czytania komentarzy mogłaby być jeszcze trzecia interpretacja – znaleźli ciała, przy których już nie było i nic nie ukradli, a jedynie czarny humor im się uruchamia, jakaś przekładka w mózgu, gdy już koszmarna rzeczywistość staje się codziennością.

Gratulacje. “Siedem wrót” to akurat w pełni zasłużyło.

 

Witaj, wojowniku z wysp!

Czy najlepiej… Hm, zależy czego się szuka. A i ja bardziej ze szkoły, że jakość odbioru nie zawsze musi iść w parze z jego “gładkością” (docelowo chciałem tempa jak w “Zgodnie z wolą…”, ale wyszło wolniej).

No, w każdym razie chętnie poznam dłuższy komentarz. Póki co jestem nieustannie zaskoczony odbiorem tego odpowiadania :-)

 

PS. A rozkmina ze Styksem ciekawa i warta rozwinięcia!

 

Czego chce Hades po przebudzeniu? Hm, a czego chce człowiek, który się obudzi po długim śnie? ;-) 

W każdym razie ciesze się, że zacytowany fragment się spodobał :D

 

Gratulacje!

 

PS. Szukam gdzie kupić i znajduję “Brak w magazynie”.

W pierwszej chwili takie grupy śmieszą, ale jak się potem człowiek wczytuje bardziej, to jest przerażające. Ktoś pyta o jakąś poważną chorobę, wszyscy mu doradzają jakieś banały. A spróbuj tam napisać, ze z poważnymi problemami najlepiej iść do lekarza. Zaraz hejtują i kontynuują diagnozy. Jako zjawisko socjologiczne – ciekawe. Ale jako “rzeczywistość, która się dzieje” – koszmar.

Kto jak kto, ale Ty akurat dobrze wiesz, ze czytelnikom czasem daje się do wyłuszczania samodzielnego, bez względu na długość :P Długość u zresztą nie ma znaczenia, to wszystko dało się i w tej i w nawet krótszej formie pokazać wprost – ale tekst stałby się bardzo na siłę tendencyjny ;)

Co do “upraw bezglutenowych” – oczywiście masz rację, z tym tylko zastrzeżeniem, ze takie sformułowanie krąży po grupach FB, na których ludki dyskutują o tym, jak to “głodówka leczy wszystko”, a “naukowcy wymyślili witaminy, żeby zmusić ludzi do jedzenia suplementów” ;-)

W każdym razie razie moja obrona nie miała na celu przestawić odbioru tekstu, raczej pokazać, że taki wariant interpretacji też istnieje :-) Przynajmniej jeśli chodzi o pierwszy zestaw pytań. Bo gdy mowa o drugim, to tu już przyznam, myślałem, ze wzrost znaczenia Hadesa pod w scenie finałowej jest wyraźny (i zarazem pokazujący, ze “kto włada informacją, ten włada światem”). Jeśli ten akcent jest za mało czytelny, to coś spieprzyłem :-( 

 

Co mogę powiedzieć, już kilka razy powyżej napisałem, że z tekstu tak ogólnie zadowolony nie jestem, uważam go za średni. W ogóle czy był już kiedyś przypadek nominowania humoreski? ;-) 

Natomiast nie zgodzę się z brakiem próby (czy udanej, to osobna sprawa) prowadzenia do zastanowienia się. Czy śmiech z niektórych zjawisk wystarczy, żeby zapobiec szkodom? Czy świadomość własnych praw (scena z krzyczeniem o prawie do zapomnienia) wystarczy, żeby te prawa obronić? Czy nawet wiedząc o istnieniu postprawdy, sami w niej mniej lub bardziej nie toniemy?

A na poziomie wizji świata: czy władca umarłych może stać się władca żywych? Czy zmarginalizowany bóg podziemia, który pierwotnie dostał najgorszy kąsek, może w czasach, gdy śmiertelnicy są wobec bogów roszczeniowi i gdy Tartar praktycznie upadł, stać się nagle najbardziej wpływowym bogiem?

A że nie rysuję bohaterów… Czy tu bohaterem nie jest świat zastany?

Tylko jeden i drugi zestaw pytań pozostawiłem czytelnikowi do samodzielnego wyszukania. Wskazywanie jednego z pytań szczególnie mocno, sprawiłoby, że pozostałe byłyby drugorzędne. A tak – niby żadne pytanie nie zostało zadane bezpośrednio, a jednak można sobie samodzielnie je dopowiedzieć, odbierając je jako diagnozowanie społeczeństwa :-)

 

Subiektywne odczucie to nie dowód. Natomiast cały czas wraca wspomniane prawo Delpecha-Wolffa – mikrourazy to też urazy, na tym polega trening. Do tego dochodzi jeszcze to, ze regularne trenowanie zmniejsza ryzyko problemów z kośćmi wraz z postępującym wiekiem, więc po raz kolejny jest jakiś wpływ (ale to akurat może być równie dobrze kwestia mięśni – chociaż jedno drugiemu nie przeczy).

Ale odkładając subiektywne odczucia – w wyniku treningu uderza się mocniej. Walcząc z kimś wytrenowanym otrzymuje się mocniejsze ciosy. Mięśnie stabilizują, ale część  energii i tak dociera do kości. I tu już w grę wchodzi adaptacja.

Ale znów, żeby obiektywnie dać argument na drugą stronę: osoby wytrenowane wiedza tez, jak się poruszać, żeby jednak przyjmować mniejsza siłę uderzenia, niż przy biernym jego przyjęciu (jak się stoi, kiedy wypuszcza powietrze do końca, jak pracować mięśniami itp.). To też czyni różnicę.

 

Edit: Światłowiderze, mniejszy ból, to raczej adaptacja na poziomie tolerancji, układ nerwowy też się “uczy” ;) Ale tak, blokowanie piszczelem nie miałoby sensu, gdy nie dochodziło do wzmocnienia, bo na pewnym poziomie uderzenie wytrenowanego atakującego byłoby zbyt mocne. Z drugiej strony kopiący tez miałby problem przy zbyt mocnym uderzeniu, gdyby jego kości się nie wzmacniały.

No, akurat określenie “zwyrodnienie” kilka razy słyszałem w kontekście zgrubień na kostkach.

Natomiast jeśli chodzi o to łamanie desek, to już w grę wchodzi fizyka – bez zgrubień podobno (przynajmniej tak wynikało z tego dokumentu NG) takie łamania, jakie odbywają się na zawodach, kończyłyby się złamaniami. Technika techniką, ale siła uderzenia jest też oddawana.

A niezależnie od kostek, chodzi też o to, co się dzieje z istotą gąbczastą. 

 

National Geographic kiedyś robiło dokument na temat sztuk walki, poruszający m.in. właśnie ten wątek. “Fight science”, w wersji polskiej “Anatomia sztuk walki”. Skądinąd bardzo wciągający materiał.

MrBrightside, dobra, nieszczęsny skrót myślowy, bo gęstość jako taka faktycznie bez zmian. Nie znam medycznej nazwy zjawiska, ale jako że Twoja dziedzina, to może podpowiesz nazwę fachową :)  Chodzi o ten proces, który np. przy częstym ćwiczeniu pompek na kostkach i uderzaniu pięściami w twardą powierzchnię, prowadzi do zgrubiania kostek.

Zależy też od tego, czy wcześniej coś (i co) ćwiczył. Te słynne “łamanie desek” z kung-fu i karate jest zwykle robione z taką siłą, że osobie niećwiczącej powinno złamać kość. U ćwiczących nie łamie – i to nie tylko z powodu techniki. Chodzi też o to, że częste “obijanie” powoduje gęstnienie kości. Z drugiej strony osoba niewprawna może np. doznać urazu nadgarstka w wyniku tego, że nie będzie linii prostej pomiędzy kostkami-nadgarstkiem-łokciem (a to częsty błąd). Może obtłuc palce, jeśli będą trafiać wcześniej, niż kostki. Może zetrzeć skórę na kostkach (choć to raczej po kilku, kilkunastu uderzeniach, ale jak zauwazył Staruch, zależy od ściany). 

 

Nie wiem dlaczego przywołujesz Sex Pistols, który zdążył się w międzyczasie skomercjalizować (i to nie w stylu Chumbawamby, ta zrobiła to z klasą) i Dezertera (któremu w przeciwieństwie do np. Włochatego, skończyły się nastroje do grania dla mniejszych publik). Ja na takich małych koncertach bywam na tyle często, że nie wiem gdzie tu dorabianie ideologii – mówię o tym, czego nieraz byłem świadkiem :-) 

EFAE, który masz miałeś w linku, to kapela, która co prawda skończyła już grać jakieś 2-3 lata temu, ale wcześniej przez 20 lat koncertowali za zwroty, a grają naprawdę doskonale.

Nie rozumiem też, dlaczego uważasz, że niekomercyjne zespoły nie nagrywają płyt. Nagrywają, często całkiem świadomie do tego dopłacając. Czasem naprawdę wiele. Ale np. taki Elektryczny pastuch, jedna z lepszych polskich punkowych kapel tej dekady, nawet się do tego nie przymierzał.

A może underground jest undergroundem między innymi dlatego, że mało kto zna undergroundowe zespoły, a gdy ludzie słyszą o “punku”, zazwyczaj myślą tylko o kapelach znanych z radia, ale już o 90% nazw pojawiających sie na składankach z Jarocina nie pojawia się w szerszym świecie ;-) Albo np. scena alternatywna gotycka – w Polsce rock gotycki kojarzy się z closterkellerem, a większość zespołów grających na Castle Party to dla ludzi czarna magia ;-)

 

PS. Nieundergroundowo, cover Toxicity w wykonaniu Meytal Cohen.

 

Dzięki za opinię światłowiderze.

 

Obiecywałem poprawki po wynikach, ale ciągle coś wypadało. No musże się za to w końcu zabrać. Co prawda nie wszystkie sugestie będę wprowadzać, ale część na pewno.

 

Co do celu… Czy ja wiem, czy go nie widać? Najpierw próbuje się odnaleźć. Potem dochodzi problem z pozyskaniem "klientów", więc celem staje się ich pozyskanie. A potem wpada na pomysł zmiany modelu biznesowego (zamiast zarabiania na pieniądzach pod językiem / na językach), wzorem różnych ludzkich startupów postanawia zarabiać w inny sposób – to klient staje się sam w sobie opłatą za usługę. Zmiana modelu biznesowego tworzy nowe możliwości, których wczesniej nie było, więc i cel jest nowy. To trochę jak w e-marketingu, wiele narzędzi powstao z myślą o innych zastosowaniach (czasem nawet w innych branżach), niż te, w których później się "odnalazły".

 

Forma – masz rację. Osobiście lubię czytać różne formy opowiadań, oprócz "fabularnych" też kroniki, listy, różne eksperymenty. Dialogi pomagają, owszem, ale trzeba umieć je pisać. W moim przypadku dialogi rzadko wychodzą, kiepski jestem w ich przedstawianiu, więc staram się być z nimi oszczędny. Wydaje mi się jednak, że te same żarty w formie bardziej sfabularyzowanej, byłyby stepione. Ale też opowiadania traktuję jako nośnik wizji, a nie formę samą w sobie. Wazne jest jak się czyta i jak się odbiera. A z jakich "narzedzi" pisarskich się pryz tym skorzysta… :-)

 

Dwie uwagi techniczne:

 

Po pierwsze drugi raz z rzędu coś jest nie tak z drukiem na początkowych i końcowych stronach – potwornie się odbija, coś jakby dodatkowy, słabszy druk pół strony niżej i pod lekkim kątem.

Po drugie, w tym numerze w kilku miejscach “pompowano” objętość poprzez bawienie się z formatowaniem tekstu… Szkoda, bo równie dobrze można było dzięki temu oszczedzić miejsce na jakiś dodatkowy szort.

A teraz do rzeczy.

 

PUBLICYSTYKA

 

Nareszcie powrót Wattsa! Na pierwszy rzut oka cieszy, ze od razu na dwie strony, ale już chwilę później widać, że doszło tu do wspomnianego “pompowania” poprzez powiększenie czcionki i odstępów. Za to pod względem treści bardzo fajnie, choć jak na Wattsa nietypowo.

Kołodziejczak zwraca uwagę na kolejny ciekawy problem z podchodzeniem do znanych autorów i inspiruje do poszukiwań kolejnych książek.

Kosik tym razem porządnie :)

Felieton o modzie na postapo – ciekawie, ciekawie. I zwracający uwagę na niektóre rzadko rozważane aspekty tej mody. Mimo wszystko mam pewien niedosyt i chciałbym zobaczyć pogłębienie tematu w wykonaniu tego samego autora. Czy zapowiada się jakaś kontynuacja? (niezależnie od zapowiedzianego w tekście artykułu innej autorki)

Oatsstudios – to też ciekawe.

 

OPOWIADANIA

 

Rudzik – ciekawe, z przesłaniem. Bardzo regionalne przy tym. Czytało się sprawnie, choć momentami nieco się przeciągało. Końcówka, gdy główna postać nie rozumie sytuacji, podwójnie symboliczna.

 

Cienie – myślę, ze sygnalizowane w komentarzu redakcyjnym szukanie podobieństw z “Rudzikiem” jest na wyrost. Tekst fajny, lekki. Myślę, że gdyby go bardziej skondensować, powstałby poencjał na zaostrzenie dowcipu i dodanie dynamiki. Ale nawet bez tego jest ciekawie.

Tu także czcionką “napompowano” dodatkową objętość.

 

Ogrodnictwo – pamiętając, że w przypadku “Hronir” tego samego autora początek był oporny, a koniec doskonały, próbowałem przebrnąć. Nie udało się, poległem. Jak “Hronir” zrobił na mnie ogromne wrażenie, tak “Ogrodnictwo” nie zrobiło żadnego.

 

“Czcigodne bractwo rękawiczników” – początkowo wyglądało na zwykłą bajkę, a jednak rozkręciło się do… ciekawej baśni. Niby pomysł prosty, a jednak wykonanie na plus. Dobry tekst.

 

“O komecie muskającej słońce”. – a tutaj odwrotnie, ciekawy pomysł, a wykonanie takie sobie. Niestety, ale znudził mnie ten tekst.

 

Reasumując – tym razem “Rudzik” i “Cienie” jako lepsza część opowiadań.

 

Prenumerata ponownie spóźniała względem kiosków :-(

 

PS. Staruchu – IMHO zakończenie nawiązuje do tego, że mieszkańcy starych budynków przy ich wyburzaniu pod inwestycje nie zawsze mają możliwości uzyskania sensownych lokali zastępczych. Temat dość skomplikowany, bo przy złym stanie budynku coś trzeba zrobić, a rewitalizacja tez jest ważna. Z drugiej strony czasem stan nie jest aż tak zły, czasem to kwestia finansowa właściciela budynku dogadującego się z deweloperem szukającym terenu pod inwestycję. Jeśli dobrze interpretuję , to “obcy” robi tu za sumienie w sprawach “ukrytych”.

Ale muzyka undergroundowa nie służy utrzymaniu się finansowemu – to zazwyczaj granie dla znajomych i granie dla przyjemności :D  Te kapele często grają za zwroty :D Odróżnijmy scenę alternatywną od mainstreamu i tego, co mainstream reklamuje jako “alternatywę” :-)

A przy okazji, utwór Warriors zespołu EFAE.

Nie mamy w kraju wpływowej sceny klubowej, takiej, która przekładałby się wyraźnie na logiczny ciąg dalszy, czyli na media

No toć pytałem czy mowa o scenie klubowej w sensie tak zwanej muzyki klubowej, czy scenie klubowej w sensie koncertowania po pubach :P Bo to drugie z definicji nie ma związku z przekładaniem się na mainstream. Zazwyczaj nie przekłada się, czasem znajdują się wyjątki wypływające do ogółu (Pidżama Porno, Chumbawamba), czasem są zespoły, które będąc w mainstreamie nie mają problemu z graniem w małych knajpach (tu przykład kompletnie nieundergroundowy: Closterkeller).

 

PS. To coś rockowego zespołu SIQ.

opowiadanie (…) musi zawierać nie mniej niż 6 z poniższych słów-kluczy: 

„zamek, bąbelki, dzik, ziemniak, miotła, inkwizycja, kiełbasa, skobel, ancymon, bagaż, krasnolud, 

rozśmieszać”. Wyrazy te należy wyróżnić w tekście (pogrubiona czcionka). Użycie ekstra słowa „brokat” zastępuję 2 słowa-klucze. 

Wilku, Który Jest – no więc w ramach polemiki, skoro już Kraków przywołujesz – w Krakowie całkiem sporo zespołów undergroundowych (głównie crustowych, grindowych i hardcorowych, ale nie tylko) grało przez ostatnie lata po knajpach i w ścianach squotowych ;-)

“Osoby nieznające książki nie powinny mieć problemów z czerpaniem satysfakcji z lektury”

– potwierdzam, o ile oczywiście nie doszło dużo zmian od wersji, którą czytałem ;-) bo czytałem tylko wersję  przed Feniksem. Osobna sprawa, że z tego, co słyszałem o Openminderze, to zdaje się jest różnica klimatu (Openmindera jeszcze nie czytałem).

 

Końcówka jest w dobrym miejscu. Nie wszystko musi być dopowiedziane, wyjaśnione itp. Tutaj urwanie końcówki budzi niepokój, a jednocześnie daje drogę do ewentualnych kontynuacji.

 

W Polsce uczciwa scena klubowa nigdy się nie rozwinęła

Jeżeli mowa nie o “muzyce klubowej”, a o koncertach w klubach (a tak wnioskuję po nawiąznaiu do Ankh), to polemizowałbym :-) Zależy czy mowa o koncertach znanych zespołów, czy tych niszowych lub wywodzacych się z niszy. Mi się nieraz w Polsce zdarząło być na eventach, gdzie np. grały 3-4 zespoły, w tym dwa zagraniczne mające dzien przerwy w trasie, a publika liczyła kilkanaście osób.

 

Myślę, że co najmniej jeden kawałek będziesz znac :-)

To ja dla równowagi powiem, ze jakąś minutę przed komentarzem Majkubara wysłałem dźwięki z dwóch gier z Commodore (ale nie tylko :P )

Chociaż znam tez przypadki, gdzie instrumenty nie dały rady oryginałowi :D 

 

Oooooo… Dobrze, ze temat powrócił!

Ciekawe jak wypadłoby porównanie klasyki z nowościami. Niektóre utwory z soundtracków z C64 potrafią być nieśmiertelne, gdy tylko wykona się je na “zwykłych” instrumentach.

 

Pewnie tak, ale jak pisałeś o początkach, to już pazurki ostrzyłem na coś wczesniejszego niż Ramones ;-) 

Ufam, że wymieszanie klasyki, futurystyki i retro przekierowała ryzyko na inne tory ;-) Ośmiobitowy tartar i postprawdziwa reinkarnacja to bardziej dylemat tego, czy wszystkie nawiązania technologiczne będą czytelne  ;-) 

Punk i w USA i w UK zaczynał się na tyle specyficznie, że trudno powiedzieć gdzie się  zaczynał :P To, ze korzenie miały wiele wspólnego z korzeniami gothrocka to pewne, ale gdzie sięgały głębiej, a gdzie już nie? Hm – to by było ciekawe :-)

 

Chrościsko, jeśli dobrze rozumiem tytuł, to “kałuż a” jest tym, co zostało z cywilizowanego świata na opisanym terenie. Syf, czy dobrze kojarzę?

 

A widzisz, Finklo, z mitologii postać Hel była trochę dziwniejsza, trudno ją sprowadzić do przymiotnika “piekielna” (choć Jadowskiej nie czytałem, więc bazuję tylko na przymiotniku).

 

Co do limitu – z mojego punktu widzenia powinienem to jeszcze skrócić, tak do ok. 7K. Wtedy całość mogłaby nabrać gęstości ;-) Choć już padły w międzyczasie komentarze, że dobrze, że tak nie zrobiłem. Chyba konflikt między moją dziennikarską, a moją opowiadaniową częścią będzie zawsze XD 

 

To jak była muzyka archaiczna, to kiedy będzie arachnoiczna? :P 

Finklo, Hrabii raczej chodziło o to, że mitologia klasyczna jest otrzaskana na wszelkie możliwe sposoby. I ma w tym sporo racji, bo znalezienie dla Hadesa kontekstu współczesnego, z którym połączenie nie byłoby równie wyeksplatowane też łatwe nie było – nawet w kontekście żartobliwym.

 

Ale też przy podjętej formie trudno było nawet “przy okazji” nawiązywać do mniej znanych postaci tak, żeby nie robić zamieszania czytelnikowi niesiedzącemu w mitologii (Hel pewnie mało kto zna, o Welesie pewnie słyszało więcej, ale niekoniecznie kojarząc ze światem podziemnym). Za każdym razem wymagałoby to dłuższych, dodatkowych opisów.

Cześć, Count. Faktycznie, pamiętam – zarzut, który może części czytelników przeszkadzać, a mnie subiektywnie bardzo cieszy :D Zarówno, gdy pada porównanie do reportaży, jak i do felietonów :D

Inna rzecz, że jak już wspominałem w komentarzach powyżej, sam uważam ten tekst za średni. Nawet nie z powodu braku emocji (forma “kronik świata” sama z siebie je ogranicza), co z dość “ćwiczebnego” podejścia do pisania. Hm, takiego sprawdzenia, czy potrafię pisać coś luźniejszego.

Co do Hadesa… Gdybym pisał o mitologii “nieklasycznej” (którą znam lepiej od “klasycznej”), to i tekst miałby kompletnie inną formę – żarty by się skończyły ;-) 

moje poczucie humoru (o ile jakieś mam XD)

Masz. Czarne jak cholera. Za to krucyfiks zgubiłeś :P

 

PS. W “Sowim pakcie” jest scena, która mimo krótkich zdań powinna Ci się spodobać (czy całe opowiadanie nie wiem, pewnie nie) :-)

 

A to metal nie ma tam rozwiniętego undergroundu? Bo jeśli nie, to kapel crustowych już tam na pewno sporo, a crustowi tak daleko do metalu nie jest (choć publika inna)

 

A co do Cuchulainna, jak napiszesz, daj znać koniecznie. Będę wiedział dlaczego zamiast czegoś mrocznego wziąłem się za zwyczajne, drobne zabawy z konwencją :) 

Ciekawe, swego czasu wielu znajomych wracając z prac dorywczych w Irlandii chwaliło się, ze bywali na wielu świetnych koncertach mało znanych zespołów (takich granych po knajpach, nie na dużych salach).

A tak a propos Irlandii, Thargnoe, nie miałeś pisać o Cuchuilannie? ;P 

To w sumie nawet na sobie można zaobserwowac jeśli komuś zdarzyło się kiedyś mieć  duże braki w ś ie, a z jakiegoś powodu starało się utrzymac przytomność. Może kwestia własnie tego, co powoduje "wyłączenie”.

Dobra, MrB – Ty jesteś  tu ekspertem – to jak w końcu jest z tym uciekaniem, snem, przytomnością, przyczyną nieprzytomności, a “ucieczką” do góry? 

Przy nieprzytomnosci trudniej, bo przecież gałka oczna ucieka w tył. Ale może być pod wpływem jakiegoś środka w momencie zakładania. Natomiast jeśli to bliskie SF, to można jeszcze pokombinować z “inteligentnymi soczewkami”, które funkcje włączają później.

 

Wracając do wątku z okularami, ale nie “internetowymi z Allegro” ;-) Np. w szkłach dymnych kolory widać inaczej. Niektóre rodzaje szkieł (np. żółte) lepiej sprawdzają się przy zamgleniu itp. To cały czas błądzenie wokół tematu, ale kierunek jest.

[uwaga, gdybam]

Hm, może to nie pełny monochromatyzm, ale skoro w niektórych okularach soczewki mocno utrudniają rozróżnianie niektórych barw, a istnieją soczewki kontaktowe koloryzujące… W dodatku można to połączyć z tym, że sporo ludzi generalnie rozróżniając barwy w testach, ma to rozróżnianie na różnym poziomie. Teraz można jeszcze pokombinować w stronę dopasowania filtra pod kątem takiej lekkiej, na co dzień pomijalnej, wady wzroku.

[/koniec gdybania]

Dzięki Iluzjo, fajnie, że dostarczyłem trochę radości :-)

 

“Witajcie kociaki” – częściowo było to nawiązanie do kocich memów i filmików, ale równolegle odnosiło się do Hello Kitty ;-)

 

Całkiem możliwe, że z końcówką masz rację. Aktualnej wersji będę bronić ze względu na “twardość”  ostatniego zdania, takie swego rodzaju wrażenie przypieczętowania, podczas gdy zakończenie na zamknięciu oczu odruchowo podsuwałoby wielokropek. Takie trochę niewymierne odczucie. Z drugiej strony coś jest na rzeczy w tym, co piszesz. Pierwotnie nawet krążyło mi po głowie jeszcze jedno zdanie, które chciałem tu dopisać, czyniące całość mroczniejszą, ale uznałem, że mogłoby to być o jedno zdanie za dużo. I właśnie upewniłaś mnie co do tego, żeby go nie wprowadzać w ewentualnych edycjach – dzięki :-)

 

Bywa i tak :)

W sumie jeśli mam być szczery, to samooceniając ten tekst, uważam go za raczej średni i trochę zaskoczył mnie odbiór większości. Ale… jak już padło w komentarzach, może faktycznie wyszło tu tu coś pośredniego miedzy opowiadaniem, a felietonem.

 

Mitologie Inaczej 2: Zemsta Posejdona

O, przyszedł mi do głowy pomysł :D

 

Gratulacje wszystkim!

 

Kibicowałem Black Cape i podejrzewam, że gdyby była numeracja miejsc, trafiłaby od razu na pozycję nr 1 – nie dość, że oryginalnie i klimatycznie, to na dodatek bardzo mocno wpasowała się w tematykę i założenia konkursu. Combo idealne :-)

 

O, ciekawa interpretacja.

Zadałem sobie pytanie co może siedzieć w człowieku i człowiekiem nie być. Odpowiedź przyszła natychmiast (”Sumienie”). Nie pasuje do treści, ale jest stanowi ciekawy zaczątek do rozmyślań, a nawet osobnego opowiadania.

Co do narracji… Nie zastanawiałem się  nad tym przy czytaniu, ale po zobaczeniu komentarza Cobolda stwierdzam, że połączenie narracji “skrajnie bliskiej postaci” z jednoczesnie zachowaną trzecią osobą pasuje do tego opowiadania. Bo ta główna postać to człowiek, który już chyba  sam zaczyna czuć potworną odległość  od świata, w którym tkwi.

Nowa Fantastyka