Profil użytkownika


komentarze: 988, w dziale opowiadań: 743, opowiadania: 335

Ostatnie sto komentarzy

Jury dysponuje bronią ostateczną, zdolną eksterminować całe opka, i nie zawaha się jej użyć.

 

30k znakuff?? No dobra, to wstęp ogarnę. A co z rozwinięciem, pozornym punktem kulminacyjnym, polot twistem, pozornie niepozornym punktem kulminacyjnym, rozterką moralną podmiotu prozaicznego, jego przemianą, odmianą losu i zakończeniem właściwym? Hę >:{ ?

MordercoBezSerca, nie sądzisz chyba, że zamierzeniem jury było cokolwiek wam w tym konkursie ułatwić :>

Naprawdę, patrząc jakie z was gagatki, to większość opowiadań mogłaby być autobiograficzna… ;)

Z tego co widziałam, opowiadanie dodało się nisko na liście ze starą datą publikacji, więc autor – bardzo słusznie – wrzucił je na nowo.

Ha, ha, och, wilku, jakie żarciki się ciebie trzymają!

 

(Aaaarnuuubiiiisie… Psychooorybkuuu… jest sprawa…)

Bylebyście nie trollowali z krwią i flakami w opowiadaniu, to jury powinno przeżyć :P

O wy nicponie, wykorzystaliście sen jurorów do bezczelnego offtopu. :P Outta, patrzymy na ciebie ostrzegawczo ;)

Jeszcze a propos opisów złego. Paradoksalnie dobrze nakreślony charakter lepiej przełoży się na moją wizję, niż dokładne opisy wyglądu. Pamiętajmy, że wygląd takiego Frodo praktycznie nie był opisany. Tak że ten, proszę się nie zafiksowywać na tym punkcie :)

Silvo, nie ma co podziwiać, chyba że słownik. xd

Oj, tam. Ja i ze słownikiem bym nie posklejała z sensem takiego słownictwa :D

Co innego pisałaś na rozmowie jurorskiej… xD

Sza, nikt nie może się dowiedzieć o moim złym planie polegającym na tym, że zdyskwalifikujemy wszystkie opka!

Naprawdę cudna nagroda, Silvo ;) Choć akurat w tym konkursie pomysł na wygląd głównego złola mam raczej przeciętny ;(

To już mój problem wyzwanie dla mnie, Lano :) Więc niczym się nie martwcie i skupcie na charakterze głównego złego, a resztę biorę na siebie!

Świetny konkurs i nagroda !

Cieszę się <3

Czy można utylizować tu opowiadania z innych konkursów?

bo tak sobie myślę, że mój Tatuś, to by się tu świetnie nadał ;P

Żaden problem. Jak któryś złol będzie miał zbyt skomplikowane opisy, po prostu nie nagrodzimy opka. W takim konkursie wypada, aby jurorzy byli tymi najbardziej złymi XD

 

(Oczywiście tak sobie śmieszkuję, nie bać się opisów!)

Twierdzisz, Geki, że bez szczegółowych opisów nie będę mieć wizji postaci?

Muszę przyznać, że nie popieram, niestety, zdania poprzedników co do obrazowości i plastyczności tekstu. Właściwie to opowiadanie wydało mi się miejscami dość sztywne pod względem opisów i języka. Ogrom wieloryba, który powinien robić niesamowite wrażenie na bohaterze, został praktycznie pominięty milczeniem, a sama wzmianka, że kładł sobą drzewa, to za mało (dla mnie, by była jasność). Właściwie to ten wieloryb zdawał mi się bardzo mały, ale o tym będzie w łapance.

O postaciach, obawiam się, niewiele jestem w stanie powiedzieć. Główny bohater jest stereotypowym dobrym ojcem, córka – stereotypową dobrą córką, słodką i małomówną, zresztą i tak szybko znika z akcji. Trochę lepiej na tym tle wypada kapłanka, która przynajmniej ciekawie i charakterystycznie wygląda, choć nie mam pojęcia, jak wymijała w lesie drzewa, mając za plecami wielki, rozwinięty (jeśli wierzyć opisowi – na podobieństwo pawiego ogona) wachlarz. Towarzysze bohatera – niestety, do zapomnienia zaraz po tym, jak znikają z fabuły.

Przedstawiasz tu bardzo ciekawą wizję. Skuty lodem świat, kosmiczny wieloryb, zabawy z czasem – fajne jest to wszystko. Mam jednak dwa główne zarzuty. Pierwszy – nadmierne rozciągnięcie tekstu jak na to, co dostajemy. Początek nie jest szczególnie wciągający – rozumiem, że chodziło o nakreślenie więzi bohatera z wioską, ale w drugim pojedynkowym tekście ten aspekt był krótszy, a mimo to, uważam, wyraźniej przedstawiony. Drugi zarzut – pośpiech. Tarnina zrobiła już sporą łapankę, ogólnie tekstowi brak dopieszczenia, powiedziałabym, wygładzenia tu i ówdzie. Mam też wrażenie, że przez to nie wybrzmiała dość dobrze końcówka, przez co nie jestem pewna, co tekst miał mi przekazać.

Nie przemówiło do mnie, niestety :(

Choć domyślałem się, co miałem na głowie, nie sposób ignorować uszczypliwego bólu, zobaczyć to mogłem jedynie w Ścianie Zwierciadeł.

Ten wtręt “nie sposób ignorować uszczypliwego bólu” strasznie zaburza mi całe zdanie.

Tak więc sobie myślę, drogi czytelniku, bo pewnie niewiele z tego rozumiesz…

Szczerze mówiąc, nim dotarłam do tego zdania, skopiowałam sobie cały pierwszy akapit z tego fragmentu aby później napisać, że nic z niego nie zrozumiałam… Przynajmniej wiem, że efekt był zamierzony.

Między dwoma smukłymi wieżami

Dwiema.

Nagle usłyszałem dźwięk przypominający głębokie ziewnięcie.

Głębokie może być westchnięcie, ale ziewnięcie? Połączenia: “bez skrępowania, dyskretnie, głośno, ostentacyjnie, przeciągle, rozkosznie, szeroko, wymownie”.

– Wzywa cię – szepnęła Sayari, wciąż z modlitewnym wyrazem twarzy.

Aby na pewno modlitewnym, a nie rozmodlonym?

Obudzone ptaki i zaczęły rytmicznie stukać

Wcięło czasownik, czy “i” jest nadmiarowe?

sunął między uginającymi się przed nim drzewami

Drzewa się uginały, jak więc mógł sunąć między nimi? Chyba raczej ponad nimi.

Purpurowa gwiazda powoli wznosiła się na niebie.

Wcześniej gwiazda była wielką literą. To nie ta sama? I czemu właściwie słońce też było wielką literą?

Po chwili znalazłem się na płaskim szczycie, w środku którego było idealnie okrągłe, kobaltowe jezioro. Waylangarr zanurzył się w wodzie, machnął ogonem i wtem z jeziora popłynął wartki potok. Pomyślałem wtedy, że Waylangarr, zaiste, jest bogiem i stwórcą świata.

Gdyby do jeziora wpadł zwykły wieloryb, to samą swoją masą stworzyłby pewnie niejeden potok. Wydaje mi się zbytnim skokiem myślowym uznanie, że po takim pokazie Waylangarr jest “bogiem i stwórcą świata”.

Machnął smolistą płetwą, przez co woda z jeziora chlupnęła na mnie.

No właśnie, hm… Jakoś nie czuję się przekonana, że gdyby wieloryb chlasnął płetwą, to woda zaledwie “chlupnęłaby” na mnie…

Śnieg “padał” w drugą stronę.

To zdanie to grzech. Cudzysłów skutecznie zabija obrazowość.

Jeszcze wtedy byłem pewny, że jest naszym wybawcą i prawdziwym miłosiernym bogiem.

A nie miało być: prawdziwie miłosiernym?

– Jak… Jak się tu znalazłaś? Co to wszystko znaczy? – Pokazałem jej śnieg i chodzących do tyłu ludzi.

Zbędne objaśnianie czytelnikowi oczywistości. Przecież wiemy, co tam się dzieje.

– Nie możesz tego zrozumieć, bo żyjesz na planecie, na której strzałka czasu jest odwrócona.

“Strzałka czasu”, jakieś to takie mało klimatyczne…

Wtedy jeszcze nie wiedziałem, czym są zeppeliny, lecz dzisiaj faktycznie mogę przyznać, że Waylangarr przypomina podniebną maszynę.

Już było parę akapitów wcześniej bardzo podobne zdanie. Już drugi raz zdarzyła się taka sytuacja – przy pierwszej myślałam, że to zamierzony efekt, ale teraz zdaje mi się, że to efekt pośpiechu i faktycznie jedno zdanie zostało napisane dwa razy w różnych miejscach.

Lucatio pozostawał oazą nieświadomości pustą jak studnia w sercu pustyni.

Hm… jeśli oazą nieświadomości, a on właśnie był bardzo nieświadomy, to czemu pusta? No i studnie na pustyniach, te na szlakach karawan, bywają pełne.

To takie, które z jakiegoś powodu karze się przywiązywać do istot o rozumie liściastych głąbów.

!!! → każe.

– Trapią mnie problemy z wyprawa – wyznał Lucatio

→ wyprawą.

Solidnie napisane, zaskakujące światotwórczo. Sam pomysł z liścio-istotami (jakkolwiek te porównań do liści nie lubią) jest szalenie nietypowy i wymaga od czytelnika odrobiny czasu, aby przyzwyczaić się do konwencji. Podobał mi się humor, choć tak jak wskazała Irka – trochę przeszkadzały, a trochę dziwiły liczne porównania do rzeczy “spoza” świata fligmidów. Biorąc pod uwagę, że całość jest niejako z perspektywy osobnika tegoż gatunku, ciężko, aby miał porównanie do ludzkiego świata.

Podobał mi się bardzo ten dreszczyk niepewności, gdy towarzysze podróży zniknęli. Jednak końcówka wydała się dość pospieszna i jakby ucięta. Decyzja o oblaniu się żywicą też była średnio umotywowana, zwłaszcza jeśli chodzi o pierwotnych pomysłodawców. Poza tym jednak – bardzo ciekawy i wciągający tekst.

Zdecydowanie polecam do biblioteki, a teraz idę do konkurentki ;)

Uwaga, uwaga! Postanowiłam dodać do konkursu mini-nagrody dla wyróżnionych opowiadań. Zwycięzcy będą mogli liczyć na rysunki swoich złych postaci z tychże tekstów. Wykonanie oraz wizja (na podstawie tekstu, oczywiście) moja. :)

Tyle jury powinno przeżyć, o ile spełniasz warunek, że te trupy są ci potrzebne w fabule, a nie do epatowania/szokowania ;)

Rozumiem, bruce. :) Dla uczciwości wstrzymam się z lekturą i komentarzem do końca konkursu, aby nic nie sugerować innym konkursowiczom.

Anonim, drabble, przed terminem publikacji… No, bardzo ci zależy na nagrodzie specjalnej morta, to widać. XD

Ale bruce, termin publikacji opowiadań konkursowych zaczyna się 26 kwietnia dopiero. Zatem jestem zmuszona prosić Cię o cofnięcie tekstu do kopii roboczych i wrzucenie odpowiedniego dnia. 26 kwietnia powitamy tekst z otwartymi ramionami :)

Chyba po prostu przejadły mi się już elfy i krasnoludy, przynajmniej te w najbardziej standardowo-tolkienowskim wydaniu. Ogólnie zauważyłam, że dużo bardziej podoba mi się fantastyka typowo “ludzka”. Ale raz na jakiś czas trochę odmiany nie zaszkodzi ;)

Zanaisie, myślę, że Światowider najlepiej odpowiedział na tę kwestię. Odnosząc się do przykładu Thanosa, który padł na krzykpudle – jak sam pisałeś, motywy może i ma wzniosłe, ale jednak w ogólnym odbiorze jest złolem, a zatem spełnia warunki, o które pytasz. Zresztą, dużo złoli w popkulturze ma przeświadczenie co do szlachetności swoich celów. Myślę, że jest tu niezłe pole do popisu. Po prostu chodzi o to, żeby złol z tekstu konkursowego nie okazał się zakamuflowaną opcją dobra ;)

 

Jimie, wytargam Cię za uszy normalnie. Ja się staram, piszę regulamin, wyłuszczam co wolno, a co nie, a Ty mi tu z takimi pytaniami ;D No więc – Dinos słusznie prawi, coś takiego nie przejdzie.

 

bruce, rozumiem, że chodzi o tekst z alternatywnym biegiem historii? To będzie ciut za mało na fantastykę w tym konkursie, a zatem zaleca się dodatkowe elementy fantastyczne :)

Niezły pomysł na próbę zaradzenia suszy przez sprowadzenie wody z innego świata, co kończy się mało szczęśliwie. Napisane sprawnie, choć nie porwało mnie szczególnie. Chyba brak mi w tekście czegoś bardziej zapamiętywalnego, mocniejszego. Mistrz, uczeń i eksperyment, który poszedł nie tak – w ogólnych zarysach nie ma tu jakiejś większej oryginalności czy świeżości, i tu było większe pole do popisu przy realizacji, jednak wyszło dość standardowo.

Rzeczywiście fajnie, że nie ma ciśnięcia pod limit. Całość jest tak długa (czy raczej krótka), jak powinna być, bez zbędnych ozdobników na zasadzie “bo jeszcze są znaki”.

Podsumowując: sympatyczne, choć bez większego łał.

Cześć, MTF-ie. Fajnie, że powracasz do pisania! :)

Ładny szorciak. Naprawdę dobrze się czyta, choć podobnie jak Finkla miałam poczucie, że forma nieco przerasta treść. Dotyczy to zwłaszcza początku, bo zdania, co prawda, są ładne, ozdobne i przystępne, ale w pewnym momencie poczułam, że mało mi przekazują. Kurczę, aż trochę wstyd, ale nie załapałam tej końcówki – na szczęście komentarz Realuca objaśnił mi, o co chodziło.

Pomijając te drobne potknięcia i moją niekapowatość – to pisz i nie przestawaj, bo dobrze ci wychodzi :)

Szczerze mówiąc, widząc biblijną stylizację byłam pewna, że tekst mi nie podejdzie, a mimo to – podobało mi się. I to nawet bardzo. Stylizacja jest udana, co ważne, bo wystarczyłaby pojedyncza niezręczność, aby popsuć dobre wrażenie. Jak już ktoś wspomniał, piękna wizja, a że marzycielka ze mnie, to do mnie przemówiło. Widząc jednak konstrukcję (podział na dni i nawiązanie do dzieła stworzenia) spodziewałam się jakiegoś przewrotnego twistu na sam koniec. Czegoś, co by wyłamało się z sielanki, niekoniecznie o pesymistycznym wydźwięku, ale coś, co by zapadło w pamięć, co podkreśliłoby przesłanie, no ogólnie… coś ;) Średnio też dostrzegam związek z tematem konkursu.

Reinkarnacja – bardzo ok, znaczy kierunek okjka, tj. zgodny z moim wyjściową zamysłem.

Oho, czyli rzeczywiście coś tam zakumałam. Fajnie! :)

Czarujący język. Fabuła ciut zbyt skompresowana, jak na mój gust, ale na szczęście wystarczająco zrozumiała. Mam jakieś takie podskórne poczucie, że albo chyba zbrakło mi nieco wiedzy, albo znajomości kontekstu (skoro to kontynuacja) aby docenić w pełni, ale i tak jestem usatysfakcjonowana lekturą.

Bardzo mi się podobało. Z dotychczasowych tekstów kamieniofilozoficznych ten chyba jest moim ulubionym. Chciałoby się mieć taki pilot, oj, chciałoby ;) Płynne, zgrabne, z ciekawym ujęciem kamienia, ciekawą wizją świata w ogóle, a do tego efekt motyla – smakowity miks.

Bardzo obrazowy i klimatyczny szorciak. Zasadniczo wszystko zagrało mi tak, jak trzeba, a jednocześnie mam jakiś niedosyt, jakby czegoś zabrakło. Może dlatego, że historia potoczyła się dość spodziewanymi torami. Co jednak nie zmienia faktu, że to dobry, fajny językowo tekst. Mi się!

Jeszcze trochę i trzeba będzie zmienić nazwę na konkurs recyklingowy xD

Blisko mi do opinii Outty. Zastosowany styl, język, gęstość wywodu dość mnie nużyły. Końcowy twist nadrabia, choć jednak forma do mnie nie trafiła. Tak czy siak, nieźle to wymyśliłeś. No i gratki :)

Miło poczytać w tym konkursie fantasy, nawet jeśli o krasnoludzie, za którymi średnio przepadam. Jak to u ciebie, technicznie dopracowane, no i standardowo – podoba mi się język opowieści. Puenta też zgrabna, ujęcie kamienia filozoficznego jako ściemy dla naiwnych też dobre. Ciutkę tylko mi zgrzyta ogólna logika. Krasnolud na widok zbudzonego smoka rzuca się do walki, zamiast uciekać, a tak w ogóle to godzi się na eskortę bez zaliczki… nie tak się prowadzi interesy XD Ale to już takie czepialstwo. Fajne, ogólnie.

Na początku również podejrzewałam, że mamy tu do czynienia ze sztuczną inteligencją. Potem jednak ten mąż i dzieci zbiły mnie z tropu… Bardzo oryginalnie jest to wszystko napisane, czego zresztą się spodziewałam, ale to dobrze – każde zdanie intryguje, na nowo każe przemyśleć interpretację. Chyba jednak, niestety, za wiele nie zrozumiałam. Ostateczne skojarzenie po lekturze mam takie, że chodzi o cykl reinkarnacji (swoista nieśmiertelność – no i byłby tu związek z kamieniem filozoficznym). Ale głowy bym za to nie dała ;)

– Obiecuję nie dostrzec śladów bicia.

Dobre ;) A sam tekst, hm… dość niechlujny – przecinki robią, co chcą, trochę też momentami wyszło chaotycznie. Sama intryga i zabójstwo kamieniem filozoficznym nieźle pomyślane. Elfia mowa pasuje mi tu jak pięść do nosa, klimat odczytywałam raczej coś w stylu kryminałów noir. Podsumowując – z pomysłem, ale szkoda, że nie zostało bardziej dopieszczone.

Ambush, właściwie to większości bajek by stykło ;)

 

Jagiellon, zapraszam, zapraszam! Termin długi, doping zapewniony, dacie radę.

 

krarze,

Tylko szkoda, że limit jest 30k, a nie przykładowo 60k

Ty to jesteś prawdziwym złolem, żeby jurorów męczyć tekstem na 60k. Napisz opko autobiograficzne na konkurs XD

1.Czy można zahaczyć o lekko ufantastycznioną historię alternatywną (czy nie będzie to potraktowane jako publicystyka?)

Ogólnie to wczoraj zorientowałam się, że w regulaminie nie było jakże istotnego wymogu o obowiązkowości fantastyki w tekście, więc szybko dodałam. Sama historia alternatywna nie będzie traktowana jako fantastyka. A zasadniczo odpowiedź na oba pytania brzmi: tekst powinien być dla jurorów dla przełknięcia, jeśli nie będzie komentarzem do obecnej sytuacji politycznej (tudzież nie będzie stanowił fantastycznej prognozy obecnych, ekhem, trendów). Jeśli jeszcze są wątpliwości, możemy to bardziej szczegółowo skonsultować na privie.

(BTW. Czekam jeszcze, aż ktoś spróbuje naginać trzeci z regulaminowych wyjątków :P)

 

A propos, Ajzan – teksty osadzone w światach z istniejących mitologii będą dopuszczalne pod warunkiem, że nie będą alternatywną wersją istniejących mitów (czyli – sam świat okej, osnowa fabuły – musi być oryginalna).

 

Realucu, przyznaj się, sprzedałeś duszę jakiemuś szatanowi w zamian za nieskończone źródło weny XD No to czekamy z niecierpliwością na 26 kwietnia :>

Ajzan, domyślam się, że chodzi o umiejscowienie w świecie mitologicznym? Jurorzy się naradzą i dam znać ;)

 

Geki, Zainas w sumie już o to pytał, dorzucę zaraz do regulaminu dla pełnej jasności:

Narracja dowolna, pierwszoplanowość nie wymagana. Tak więc nic nie stoi na przeszkodzie, aby zły był – klasycznie – antagonistą w tekście ;)

adamie, Saro, drakaino  (świetny obrazek!) i Amonie, to trzymam kciuki za teksty <3

 

Realucu,

Czy ten zły bohater musi być taki ,,stereotypowy", że się tak wyrażę? Musi chcieć mordować, podbijać i grabić? Czy wystarczy, że ma kontrowersyjny charakter i robi wszystko dla własnych korzyści (głównie materialnych) nie zważając przy tym na losy innych? ;)

Jeżeli z czystym sumieniem będzie można powiedzieć, że jest zły, to będzie pasował jak najbardziej. Taki zły w białych rękawiczkach, znaczy się? Jak dla mnie git.

 

wilku,

Czy jest przewidywana nagroda specjalna dla zorganizowanej grupy złych uczestników, która w sile pięćdziesięciu autorów doda ostatniego dnia teksty podchodzące pod górną część limitu?

Owszem. Jury namierzy delikwentów i wymierzy… eee… wręczy nagrodę do rąk własnych ;)

 

Zanaisie,

To brzmi jak nazwa opowiadania… ;)

E tam, opowiadania. Franczyzy na trzy filmy i jednego spin-offa, co najmniej!

Miałem pomysł, bardzo dobry, a potem sobie uświadomiłem, że nie ma w nim fantastyki.

Zamień bohaterów na wampiry. Bum, fantastyka jak się patrzy!

marasie, nie ma tu chyba na tyle odważnych portalowiczów, aby pisać o postaci AŻ TAK złej… ;)

 

Tarnino, ano trzynasty, i to czerwiec, sama widzisz, jak mnóstwo czasu!

Wiesz, Tarnino, musisz konstruować ten TARDIS szybciej, bo mam idealny obrazek dla Ciebie… :D

Lano, tak, wolimy uniknąć sytuacji, w której (upraszczając) zły okazuje się tak naprawdę dobry, bo to trochę stałoby w poprzek idei konkursu. No chyba, że zły wcale nie miał dobrych zamiarów i takiego efektu się nie spodziewał ;)

Tak czy siak, melduję gotowość do pisania!

That’s the spirit! :D

 

Zanaisie, a to już leży w gestii autora, w jakim zakresie i natężeniu zły jest “zły” i czym się owo zło w opowiadaniu objawia. Narracja dowolna, pierwszoplanowość nie wymagana. Tak więc nic nie stoi na przeszkodzie, aby zły był – klasycznie – antagonistą w tekście ;)

 

Geki, jak zdążysz, obiecuję ci ładny obrazek jurorski pod tekstem XD

 

EDIT: Verus, cieszę się <3

Wszyscy wiemy, że źli nie mają lekko. Budują imperia, podbijają krainy i planety, konstruują bądź zdobywają broń ostatecznej zagłady… a wszystko tylko po to, aby chłopek roztropek/banda wścibskich dzieciaków/Mary Sue (niepotrzebne skreślić) położyli kres ich planom w efektownej eksplozji. Albo w epickiej bitwie, pod koniec której pokonają Tego Złego mimo różnicy umiejętności i doświadczenia. A nawet jeśli zły postanowi w ostatniej chwili ostro skręcić ku ścieżce dobra, to i tak musi zginąć, bo scenarzysta nie przewidział dla niego miejsca w epilogu.

 

Na końcu ścieżki każdego złego nieodwołalnie czai się ona – porażka. A gdyby tak choć raz było inaczej?

 

I tu właśnie do akcji wkraczacie Wy! I, oczywiście, niniejszy konkurs, którego temat brzmi: Dobrze być złym.

 

Krótko mówiąc, czekamy na Wasze teksty, w których zła postać doczeka się happy endu. Na czym ów "happy end" miałby polegać – pozostawiamy do Waszej interpretacji!

 

Pokażmy, że złe postaci to nie tylko proste narzędzie fabularne tworzące konflikt w fabule. Że to złożone, wielowymiarowe osobowości, które mogą mieć przed sobą przyszłość. Że ich wątki można rozwiązać na wiele ciekawszych sposobów, niż bezrefleksyjnie się ich pozbywając.

 

Przy czym – uwaga! – nie jest zamierzeniem konkursu, aby wybielać złe postaci. Nie chcemy moralnej szarzyzny, rozmywania granic. Dla czytelników powinno być jasne, które postaci są dobre, a które złe. W ramach konkursu dopuszczalne jest "nawrócenie" się złej postaci, jednak w takim wypadku pamiętajmy, że to nie usprawiedliwia jej wcześniejszych czynów.

 

Zły nie musi być postacią pierwszoplanową, nie narzucamy też żadnych wymogów co do sposobu narracji. Co oznacza, że zły może być – klasycznie – antagonistą w fabule.

 

W konkursie bardzo prosimy o powstrzymanie się od:

– publicystyki – czy to pod mniej, czy bardziej widocznym płaszczykiem fantastyki;

– retellingów – mogą pojawiać się motywy zainspirowane innymi dziełami, ale wymagamy unikania dosłowności;

– tekstów gore, epatujących zbędnym okrucieństwem nie mającym uzasadnienia w fabule.

Teksty nie spełniające powyższych wymogów mogą zostać wykluczone z oceny jurorskiej.

 

Żiri: Silva, japkiewicz, mortecius.

 

Termin zgłaszania tekstów: od 26 kwietnia do 13 czerwca.

 

Limit znaków (tak, wiem, głównie tego szukaliście w tym poście): 30 000 ze spacjami (według licznika portalowego), bez dolnej granicy, z wyłączeniem drabbli oraz form krótszych od drabbli.

 

Wolno-nie wolno:

Betowanie dozwolone, anonimy niedozwolone (przynajmniej na razie, w przypadku zmian poinformujemy w wątku i na SB). Jeden tekst na jednego użytkownika. Tylko użytkownicy zarejestrowani. Fantastyka obowiązkowa (oczywiście).

 

Jury wyłoni trzy najlepsze (zdaniem jurków) opowiadania, oceniane jako całokształt – na podstawie wartości literackiej, poprawności technicznej oraz sposobu interpretacji hasła konkursowego.

Dodatkowo zostanie wyróżnione opowiadanie, którego “zła” postać zostanie przez jury uznana za najciekawszą/najlepiej napisaną.

 

Przewidujemy nagrody dla zwycięskich opowiadań! Ich autorzy będą mogli liczyć na rysunki swoich złych postaci z tychże tekstów. Wykonanie oraz wizja (na podstawie tekstu, oczywiście) moja.

 

Ogłoszenie wyników nastąpi 30 czerwca. Albo później, zależy, czy jurorzy się wyrobią.

Przyznam, że absurd jakoś do mnie nie trafił, choć miło było znaleźć się na słonecznej, zatłoczonej plaży… ech, marzenia ;)

Po lekturze mam trochę mieszane uczucia. Zacznę od plusów. Przede wszystkim spodobała mi się realizacja konkursowego hasła, poza tym nie ukrywam, że lubię smoki ;) Więc fajnie, że znalazły się w opku w tak pozytywnej roli, choć to oczywiście kwestia bardzo subiektywna. Wyszczególnię także moment, w którym okazało się, co stało się z matką bohaterki (choć może to za dużo powiedziane, bo w tekście zostało to raczej tylko zainsynuowane). Naprawdę dobrze to wyszło! Taka chwila wewnętrznego chłodu, kiedy do człowieka dociera, co tam się wydarzyło.

Co spodobało się mniej: skrótowość. A może nie tyle skrótowość, co poczucie, że opowieść nie rozgrywa się przed naszymi oczami, a tylko… no właśnie, tylko o niej czytamy. Tekst, jak na mój gust, za bardzo skręca w stronę relacji, przez co czułam się zdystansowana do wydarzeń z końcówki, a domyślam się, że miały być poruszające. Jest to, co prawda, uzasadnione konstrukcją opowiadania, bo bohaterka opowiadania zdarzenia z przeszłości, mam jednak wrażenie, że po ostatniej scenie z ojcem całość zmierza jak najszybciej do finału. Wszystkie problemy rozwiązują się niemal od razu, także te z bankiem, któremu, jak się okazuje, wystarczyło parę odpowiednio poprowadzonych rozmów.

Aczkolwiek ogólne wrażenie jest na plus. Z technikaliów nic mi nie zgrzytnęło, może poza zbłąkanym “rzekłam” (trochę to zbyt górnolotne w ogólnym kontekście). Rzeczywiście tekst optymistyczny. A, jeszcze miałam wspomnieć, że spodobało mi się zastosowanie w tekście e-sportu jako ścieżki kariery – nie zdziwiłabym się, gdyby w przyszłości coraz bardziej zyskiwał na znaczeniu.

Nie mogę trochę z tej dyskusji. Zaczyna mi to przypominać pewien komiks dotyczący rysowania (oryginału raczej nie znajdę – to było dawno), w którym uczestnik kursu rysunku stwierdza – po co mi znajomość anatomii, skoro rysuję mangę. Jasne, nie każde portalowe s-f to od razu hard s-f (a wręcz niewielka część), ale to dobrze, że znajdzie się ktoś, kto wskaże i objaśni merytoryczne słabości. To też część feedbacku – pokazując opowiadanie szerszej publiczności dowiadujemy się, jak jest odbierane. No i jest odbierane tak, że niektórzy zwrócą uwagę na takie niedoróbki, inni nie. Dzięki portalowi można się przekonać, że czasem czytelnicy patrzą na tekst inaczej, niż założył to autor. I, szczerze mówiąc, to zwyczajnie nie fair sugerować, że to wina czy złośliwość czytelnika.

Adku, dziękuję :) Fajnie, że wpadłeś!

 

wilku, Outta – ja też XD Zdarzyło mi się parę razy, chyba będę musiała zmienić ten tytuł ;D “Zapomniana pleśń” to jak opowiadanie o kanapce w szkolnym tornistrze we wrześniu…

Jeej, jako fance SW te limeryki sprawiły mi wiele radości! Ten o Tatooine w mojej opinii jest najlepszy. Pozakonkursowy też smakowity. Dziękuję za lekturę <3

Pierwsze rozłożyło mnie na łopatki. Dobre, rytmiczne (przynajmniej w moim stuprocentowo, bezczelnie amatorskim odbiorze) i uroczo przewrotne. Misię bardzo!

Rzeczywiście dwa pierwsze bardzo fajne! Drugi to chyba mój faworyt. Trzeci jakoś mniej mi podszedł (Herakles i kreska? Coś mi umyka).

No dobra, drugiego też nie zrozumiałam, pierwsze z dobrą puentą, za to trzecie… no, proszę ja ciebie, istna poezja! Wincyj, wincyj tego ślązactwa, podoba mi się strasznie w twoim wykonaniu, tak jak opko świąteczne :D

język mial

Chyba miał.

Zaczyna się zabawnie, a kończy refleksyjnie. Drugi limeryk (zwrotka?) jest dla mnie trochę niejasny, ale ogólnie misię! Nic więcej mądrego chyba nie umiem powiedzieć, poza tym, że płynnie się czytało, więc chyba w porządku ;)

Na wierszach znam się jak mysz na gwiazdach, ale podobało mi się. Oj, ta złamana miednica… :D Bardzo rytmicznie się czytało, no ale już widziałam, że się znasz na rzeczy. Więc tylko pozostało mi pogratulować trój-limeryku!

Przepraszam za zwłokę z odpowiedziami na komentarze, ostatnie parę dni do niczego się nie nadawałam. Ale już się ogarniam.

Dziękuję zbiorczo za lekturę i pozostawienie po sobie śladu. <3

 

krarze,

Albo kolejny chwyt łowców nerek ;-)

To mnie bardzo rozbawiło :D

No i słusznie wychwycony babolek (też mi się wydaje, że powinno być “ze”), dzięki!

 

Amonie, promyczku, miło cię widzieć! Obiecuję, że następny tekst będzie już bardziej standardowy ;)

 

oidrin, czy ja wiem, czy takie lovecraftowe. Nie nazwałam niczego nieopisywalnym XD A tak serio, to fajnie, że dzięki temu tekścik jakoś się wyróżnia.

 

Dziękuję za komentarz, wilku! Może rzeczywiście mogłam coś jeszcze tam pokombinować.

 

Reg, jak zawsze cieszę się z Twojej wizyty i dziękuję za komentarz, nawet jeśli niezbyt przypadło do gustu :)

No, nie porwało mnie. Mnóstwo usterek – nie wypisywałam wszystkich, tylko garść, ale to zaraz. Masz manierę do nadopisywania zdarzeń, albo opisywania rzeczy i czynności w bardzo okrężny sposób, co jest męczące dla czytelnika. Poniżej przykłady:

Mężczyzna podniósł się do pozycji stojącej

Nie mogło być po prostu “wstał”?

pobojowisko pozostawione przez eksperyment Rosha.

Eksperyment był tylko jeden, więc określanie go jako “eksperyment kogoś tam” jest zbędne.

Gawin podał mu położenie domu kobiety

W sensie… adres?

Dość dużo powtórzeń, np. na początku wiele razy padają słowa “misa” i “maź”. Czasem źle użyte słowa, a przy niektórych zdaniach wątpiłam, czy to wciąż język polski. Sama intryga nieszczególnie mnie wciągnęła, możliwe, że przez niedoróbki techniczne. I czemu Katara jest ze swoim ojcem na “ty”?

Z innych babolków:

– Rosh… stolik dziwnie świeci…

(…) Maź wylewała się z fiolki, podpalając wszystko, czego dotknie.

Szczerze mówiąc, “dziwnie świeci” to najbardziej osobliwe określenie na pożar, jakie widziałam…

– Stary hipokryta codziennie karmi ludźmi gorszymi kłamstwami…

– Nie wolno obrażać!

Nie wolno obrażać… co? Kogo? A może się? Tu powinno być “bluźnić”.

Chciałbym porozmawiać z kapłanem samemu.

Mówi się raczej “na osobności”.

Dziewczynka kiwnęła głową i pobiegła do pobliskiej ławki.

Taka pobożna, a biega w kościele?

Poza tym nie nazywaj jej wisielcem. Biedne stworzenie tyle wycierpiało…

Wisielec jest be, ale “stworzenie” już okej?

– Potrzebuję porozmawiać z właścicielem.

Nie po polsku. Muszę/chcę porozmawiać z właścicielem.

Mrugnął parę razy oczami

A czym można mrugnąć, jak nie oczami?

Całe rano dzisiaj przesłuchiwałem panią wisielec

“Całe rano dzisiaj” na pewno nie jest po polsku. Cały dzisiejszy ranek.

Gawin zaśmiał się ponuro. Oboje doskonale wiedzieli

Obaj.

Andres dopiero skończył terminarz

“Terminarz” wg słownika PWN: “1. «rozkład zajęć, czynności lub imprez z określeniem terminu, w którym mają się odbyć» 2. «kalendarz przystosowany do robienia notatek pod odpowiednią datą»”. Słowo, które powinno tutaj zostać użyte, to termin (”daw. «nauka rzemiosła u majstra»”).

Po jej policzku spłynęła pojedyncza łza.

To już drugi raz! Cóż, przynajmniej pojedyncza, a nie samotna…

Rosh leżał przewrócony na zimnej ziemi.

Po prostu leżał, “przewrócony” to znowu zbędne dookreślanie.

Końcowy twist fajny.

Całkiem interesujący pomysł. Jednak całość wydawała się zbyt pospieszna i skrótowa. Zwłaszcza nowe życie bohaterki – zasadniczo jest streszczone, problemy rozwiązują się podejrzanie łatwo – np. wystarczyła rozmowa z kierowniczką domu dziecka, by znaleźć rodzinę zastępczą. Na dodatek nie wierzę, że bohaterka w ogóle powiedziała komukolwiek o skokach w czasie – przecież wspomniana kierowniczka powinna ją uznać za osobę, która straciła kontakt z rzeczywistością, i podjąć jakieś dalsze kroki.

Natknęłam się na jeszcze dwa takie kwiatki: “(…) biegła dalej, niemrawo (…)” i “(…) niemrawo wykonaną, dziecinną wycinanką z papieru (…)”. Niemrawy: “powolny, ślamazarny, ospały”. Nie wydaje mi się, aby można było “niemrawo” biec, ani żeby po zobaczeniu wycinanki stwierdzić, że została powolnie wykonana. Dodatkowo te pogrubienia w tekście – raczej stosuje się w takich przypadkach kursywę.

Podobnie jak mort, nie do końca zrozumiałam, co od pewnego momentu opowiadania zaczęło się dziać. Wrażenie chaotyczności towarzyszyło mi potem do końca tekstu. Trochę też dziwi mnie fragment gdzieś na początku, że bohater wiedział, jakie uczucia budził w swoich rodzicach – jakim cudem, skoro miał dopiero trzy lata? Poza tym zauważenie małej figurki do szachów na środku wielkiego pola jest co najmniej mało prawdopodobne.

Aczkolwiek przesłanie ładne.

Tekst jest rzeczywiście bardziej fragmentem niż ukończoną opowieścią. Bardzo przeszkadzały mi w lekturze rozmaite usterki, przede wszystkim interpunkcja – poskąpiłeś na przecinkach, oj, poskąpiłeś ;) Ci, ciebie, cię – to wszystko piszemy małą literą. Czemu Morze Pazurów, które wygląda na nazwę własną, zostało ujęte w cudzysłów? Ojciec, on – to również małą literą. Cudzysłowy zapisujemy przez podwójny apostrof. I co znaczy “Zmyśly”? Chyba miało być “Zmyślny”.

Jakoś ciężko uwierzyć mi w te imprezy na statku. To żaglowce przepływają tak blisko siebie, że załoga jednego statku usłyszałaby odgłosy zabawy na drugim okręcie?

Jest tu zalążek bohatera i świata, ale przez wspomniane wyżej potknięcia ciężko było mi się wciągnąć w lekturę. Ilość wielokropków dodatkowo spowalniała tempo lektury. No, trochę się odbiłam od tekstu, choć pomysł tu jest.

Hej, Kameleonie! Bardzo chętnie przeczytam, ale czy jest możliwość, abyś “odkursywił” tekst? Ciężko się to czyta, a skoro w tekście i tak nie ma zabiegu zwykły tekst-kursywa, a jedynie to drugie (z tego, co widziałam), to myślę, że można pozbyć się tego bez żalu. ;)

Jose, mi też zapadł w pamięć ten wątek ze zmniejszającym się konikiem. Byłam ciekawa, czy ktoś tutaj to zna. :D

U nas książka została wydana m.in. w Fabryce Słów (ja mam starsze wydanie). Ostatnia podpowiedź:

– Ja nie zniknę! – zawołał elf z rozpaczą. – Ja umrę!

– Teraz zaraz? – upewnił się Mallory i odsunął się z krzesłem od biurka, żeby zrobić miejsce dla padającego ciała.

– O wschodzie słońca, jeśli mi nie pomożesz.

Mallory wpatrywał się w Mürgenstürma przez długą chwilę.

– Dlaczego?

– Zginęło coś, co zostało mi powierzone, i jeśli nie odzyskam tego do rana, postradam życie.

– Co to takiego? (…)

– To jest jednorożec.

silvanie, dziękuję. <3

 

morcie, to właściwie duża zaleta tekstu, jeśli wciąga mimo niedoróbek. Co do niechęci do czytania komentarzy, w pełni rozumiem. XD Dzięki za wizytę i opinię po lekturze, fajnie, że tak siadło. :)

Dzięki, Sagitcie, za wizytę! :) Co do kamienia i alchemików – oj tak, chciałam być oryginalna. ;) A jeśli chodzi o kliki, ten od Monique.M powinien być ostatni. Fajnie, że się spodobało. BTW, przymierzam się ostatnio do twojego opka z Lovecraftowego konkursu. Jak już się ogarnę z pisaniem tekstów, to wpadnę.

 

Asylum, dziękuję bardzo za wpadnięcie i komentarz. <3 I za sugestie, zwłaszcza te cząsteczki, faktycznie, napsociłam w tekście.

A co do poprawek – może grzeb (może nie diametralnie), bo Wilk nie zastrzegł – chyba – lecz nie sprawdziłam, piszę z pamięci.

Zasugerował, aby nie betować. A poprawki czytelnicze to trochę jak uwagi z bety, dlatego uznałam, by wstrzymać się do zakończenia konkursu… ale może jestem nadgorliwa. ;)

Edit: właśnie, co do kliczków, to już są, więc nie trzeba, ale miło. :)

Nie zdążyłam na becie, przepraszam. :( Wobec tego wpadnę wkrótce ze zwykłym komentarzem.

Drugi fragmencik:

– Pewnego dnia startowałem w podrzędnej gonitwie w Nowym Meksyku i jak zwykle gdzieś po pół mili zacząłem odstawać od czołówki, i mój dżokej walił mnie szpicrutą… Nagle siodło się obsunęło i dżokej spadł.

– Trener nie zaciągnął porządnie popręgu.

– Ja też tak myślałem – przyznał Eohippus. – Ale tego wieczoru zauważyłem, że muszę podnosić głowę wyżej niż zwykle, żeby dosięgnąć do owsa. A kiedy następnego dnia moja trenerka kopnęła mnie podczas treningu, znowu zsunęło mi się siodło. Wtedy zrozumiałem, że zaczynam się kurczyć. Za każdym razem, kiedy ktoś mnie uderzył, robiłem się trochę mniejszy. – Przerwał. – W końcu zrobiłem się za mały, żeby biegać, i wycofali mnie… ale kurczyłem się dalej. Wreszcie objawiła mi się cała prawda: za każdym razem, kiedy jakiś koń został wybatożony albo zwymyślany z powodu przegranej, ja robiłem się mniejszy. To wtedy zmieniłem imię na Eohippus – pierwszy koń. Wszystkie konie wyścigowe mają coś ze mnie, a ja mam coś z nich.

Nowa Fantastyka