Profil użytkownika

Ostatnie sto komentarzy

Przeczytałam już jakiś czas temu, ale jakoś nie było czasu skomentować.

 

Świetnie oddaliście klimat XIX-wiecznej literatury. I ten polski dworek, i rozważania na temat Polski, i teoria o miłości, która leczy, i duchy związane z ziemią, i stwarzająca moc sztuki – wszystko to mieści się przecież w literaturze romantycznej. Wprowadzenie na scenę Adama i świetnie opisana scena obrzędu tylko pogłębia to wrażenie. Podoba mi się też, że opowiadanie jest dopracowane pod względem językowym, domknięte, ze smaczkami typu kołtuny, “pójście do diabła” albo upatrywanie wszędzie symboliki (”Wszędzie widać było Polskę”). Widać też, że ten tekst to coś więcej niż ćwiczenie ze stylizacji i budowania klimatu, dla mnie ciekawe były rozważania na temat tożsamości i przeszłości (ładne przejście od uratowania Olwidzkiego z pożaru do uleczenia panny Popielskiej). Momentami miałam wrażenie, że stylizacja i nawiązania do romantyzmu są nieco zbyt “grube”, ocierają się o pastisz albo o kicz. Ale nie wykluczam, że to celowy zabieg.

 

Przy okazji ciekawi mnie, czy nazwiska i (niektóre) imiona są tu znaczące, czy też to moja nadinterpretacja. 

 

Dobry tekst :)

The only excuse for making a useless thing is that one admires it intensely. All art is quite useless. (Oscar Wilde)

Jeszcze nie zagłosowałam, ale na pewno na liście mam Radka Raka i Cezarego Zbierzchowskiego.

 

Natomiast jeśli chodzi o opowiadania to chyba mało kto zwrócił uwagę na “Pamięć Kamieni” z “Umieranie to parszywa robota”, “Teru Czerwona Pięść” z “Rozstajów” i “Pradoks hipnotyczny” z 12stego numeru magazynu “Silmaris” (jest tam też opowiadanie “Poszukiwacze zaginionego maga”, jeśli ktoś lubi się pośmiać). Obie antologie oraz pismo za darmo, więc polecam uzupełnić, jeśli ktoś jeszcze nie zagłosował i zastanawia się, na co powinien (poza tym, że powinien na mnie na te opowiadania, które uznał za najlepsze ;) ).

The only excuse for making a useless thing is that one admires it intensely. All art is quite useless. (Oscar Wilde)

Wow, ależ imponująca lista! Dobra robota, Kam :)

The only excuse for making a useless thing is that one admires it intensely. All art is quite useless. (Oscar Wilde)

@Arnubis: Bardzo dziękuję za uwagi. To miło, że ogólnie Ci się podobało :) Z pobocznymi wątkami rzeczywiście miewam problem, kilka osób już mi o tym pisało. Czyli coś do naprawienia w przyszłych tekstach.

 

A poza tym wrzucam recenzję całego numeru z bloga unserious, jakby ktoś był ciekaw: http://unserious.pl/2019/08/nowa-fantastyka-08-2019/

The only excuse for making a useless thing is that one admires it intensely. All art is quite useless. (Oscar Wilde)

@cobold: Dziękuję za wnikliwy komentarz, miło mieć takich czytelników. Zdaję sobie sprawę, że tematyka VR nie każdemu leży i że czasem ulegam pokusie, by za bardzo bawić się słowami (przytoczony przez Ciebie cytat jest dobrym przykładem). Cieszę się zatem, że wykorzystanie przeze mnie znanych konwencji pozwala lepiej to wszystko strawić. Gnoza w strukturze tekstu… muszę przyznać, że teraz ciągle o tym myślę i niewykluczone, że podejmę wyzwanie. Zgadzam się, że takie ujęcie byłoby interesujące.

 

@cobold, @wilk-zimowy: Wolę nie “interpretować” własnych tekstów, ale moim zdaniem Wasze spojrzenia na temat się nie wykluczają. Owszem, poszłam w manichejską wizję świata i chciałam pokazać, jak podziały społeczne można usprawiedliwić za pomocą różnych ideologii/religii. Ale można też wejść głębiej i rzeczywiście wierzyć (będąc sophijczykiem oczywiście) w przekaz Marcjona: przyznam, że to oderwanie od ciała jako dążenie do doskonałości ładnie mi się zgrało ze starożytnymi wierzeniami. 

The only excuse for making a useless thing is that one admires it intensely. All art is quite useless. (Oscar Wilde)

@wilk-zimowy: Bałam się nieco, czy nie za bardzo popłynę z tym gnostycyzmem więc cieszę się, że wyszło gładko. I przyznaję, że konkurencja spora, ale jest mi bardzo miło, że moje opowiadanie sąsiaduje z tak dobrymi tekstami :)

 

@Jaraszkonis: To prawda, zazwyczaj próbuję pokazać, jak wygląda “ta druga strona”. Nie zawsze z korzyścią dla fabuły ;) W tym wypadku zależało mi na tym, żeby dać lepszy obraz “dołów” Miasta Świateł. Zapewne dało się inaczej. Cieszę się, że dobrze się czyta :)

 

@Anet: Dziękuję :)

The only excuse for making a useless thing is that one admires it intensely. All art is quite useless. (Oscar Wilde)

@dj Jajko: Aż zrobiłam się ciekawa, jakie zakończenie przyszło Ci na myśl. Dziękuję :) No ba, że w dobrym piśmie!

 

@funthesystem: Dzięki :)

The only excuse for making a useless thing is that one admires it intensely. All art is quite useless. (Oscar Wilde)

@ Wicked G: dziękuję :)

 

@ Tarnina: Ale to wcale nie jest zły trop! Prawdę mówiąc każdy tekst z ostrym podziałem społecznym będzie wydawał się znajomy. Tu akurat nie myślałam o Wellesie, ale wiadomo, że znane motywy jakoś w nas “pracują” i pojawiają się w naszej twórczości. Morlockowie tu pasują jak najbardziej. Gnostycyzm jest bardzo dosłowny, zresztą uważam, że każdą ideologię można zaprząc do usprawiedliwiania nierówności :P Natomiast rzeczywiście nie był to wbrew pozorom gnostycyzm w wydaniu Marcjona, korzystałam raczej z wierzeń innych grup. 

 

@Zygfryd89: Dziękuję za opinię. Jak zawsze jesteś niezawodnym czytelnikiem :)

The only excuse for making a useless thing is that one admires it intensely. All art is quite useless. (Oscar Wilde)

Udało mi się przeczytać wszystkie teksty i czuję się rozczarowana. Przez kilka ostatnich lat ściągałam te antologie i zawsze było przynajmniej jedno opowiadanie, które robiło na mnie duże wrażenie. A zazwyczaj kilka uznawałam za naprawdę warte uwagi. Tym razem jednak nie było żadnego "wow'. Ani nawet "prawie wow" :P

 

Krystynę Chodorowską pamiętam z "Kre(jz)olki". To nie był najlepszy tekst w tamtym roku, ale oryginalny i naprawdę go zapamiętałam. Teraz popisała się dość porządnym warsztatem i… tyle. Oba opowiadania są nużące, niepotrzebnie rozwleczone, napisane jakoś tak beznamiętnie – niby coś się dzieje, ale trudno się tym przejąć. Autorka jakby nie potrafiła zdynamizować tych tekstów. Od razu przyszła mi na myśl "Straszna" Pawła Ciećwierza z Fenixa-antologii 1-2, bo to przykład tekstu, w którym napięcie o atmosfera zagrożenia są świetnie zbudowane od początku. O ile jeszcze "Dzikie stworzenia" miały przynajmniej potencjał (chociaż tajemnica bohaterki od początku nie była tajemnicą…), to "Jeden spalony rzut" jest moim zdaniem niewypałem i to mimo dość ciekawego pomysłu z widzeniem syntetycznym (niestety pomysł ten został bardzo banalnie rozegrany).

 

"Detektyw Fiks…" – znów porządnie napisany, ale za bardzo rozwleczony tekst. Muszę przyznać, że było nieźle, autorka miała pomysł (chyba aż za dużo pomysłów jak na opowiadanie zresztą), jest lekkość pióra i humor. Z drugiej strony oprócz czystej rozrywki nic z lektury nie wyniosłam. A jak na tekst rozrywkowy, to jednak jest nieco zbyt długi i rozwodniony – śledztwo się przeciąga, co chwilę trafiamy na opis postaci albo pomieszczenia, sama scena w mieszkaniu Fiksa zajmuje mnóstwo miejsca.

 

"Moloch" – ciekawa próba, ale jak już napisała Bellatrix, epatowanie obrzydliwością dla samego epatowania to lekka przesada. Nie mam nic przeciwko mocnym tekstom, te wszędobylskie muchy, rozkład i absurdalne dialogi są dobre, ale bohater za długo włóczy się bez sensu, egzystencjalna refleksja, jeśli tam jest, to ginie pod warstwami słów o cellulicie, tłustych włosach i uschniętych kwiatach. Powtarzające się wzmianki o muchach wyżerających mózg wywoływały u mnie tylko przewracanie oczami. Co za dużo, to niezdrowo, czasem mniej znaczy więcej. 

 

"Pierwsze słowo" – tu mam dylemat. Marcie Kisiel nie można odmówić porządnego pisarskiego warsztatu. To jest niezły tekst, nawet ta paplanina o szczurach z WC, która ma odwlec mówienie o tym, co trudne i bolesne. No i ten symbol – zabudowany balkon. Tyle, że właśnie – to opowieść o poczuciu winy, a nie fantastyka. Ostatnią scenę może sobie narratorka równie dobrze wyobrażać.

 

Podsumowując: gdybym jechała na Polcon miałabym duży dylemat, na co zagłosować, bo żaden z tych tekstów moim zdaniem nie zasługuje na nagrodę :P I dziwię się, bo w poprzednich latach przynajmniej jeden był naprawdę na poziomie, a zazwyczaj niemal wszystkie. 

 

A co do żebrania o nominację – wiadomo, każdy autor chce być czytany, podsyła tekst znajomym, przypomina o możliwości nominowania. Ale o takich praktykach nie słyszałam. Smutne, chociaż w sumie nie dziwi.

 

The only excuse for making a useless thing is that one admires it intensely. All art is quite useless. (Oscar Wilde)

Wielkie gratulacje, Ocho :)

The only excuse for making a useless thing is that one admires it intensely. All art is quite useless. (Oscar Wilde)

Gratuluję wszystkim i dołączam do fanów Wiktora ;)

The only excuse for making a useless thing is that one admires it intensely. All art is quite useless. (Oscar Wilde)

Dziękuję, chociaż z forumowiczów chyba pierwsza osiągnęła to Tensza ;)

 

Przemyślałam to i sądzę, że chyba nieco za mało wyeksponowałeś to “stąpanie po ziemi”. Chociaż scena z kotem w bibliotece – przednia. A co do tego, że Sanchez ma się zmieniać wraz ze światem, to doskonały pomysł, ale lepiej będzie go widać, kiedy pojawi się więcej historii o tej parze. Wtedy takie lekkie zmiany w charakterze Sancheza będą łatwiejsze do wyłapania.

The only excuse for making a useless thing is that one admires it intensely. All art is quite useless. (Oscar Wilde)

Trochę to trwało, ale przeczytałam. Takie metaliterackie zabawy to zawsze ryzyko, że wyjdzie banał i wysilony humor. Tobie na szczęście udało się tego uniknąć, choć niektóre momenty (żarty o Carrollu czy sama końcówka) nieco mi zgrzytały. Zakończenie pod tytułem “czy to tylko opowieść?” jest niezbyt oryginalne, jednak wybrnąłeś ostatnim zdaniem, które w humorystyczny sposób buduje dystans do poważnych rozważań Sancheza.  Poza tym podobał mi się inteligentny humor i gra z konwencją opowiadań Conan Doyle’a (zwierzę jako klucz do zagadki – nawet to u Ciebie było, chociaż w przewrotny sposób), fajnie też budujesz postacie. Olvido miodzio, lubię takich złośliwców :P Nieco gorzej wypadł Sanchez, moim zdaniem to jest zupełnie inna postać niż w “Pannach dworskich”. Niemniej chyba sobie odświeżę tamten tekst, bo porównanie tych postaci umieszczonych w różnych epokach i stylach może być interesujące.

 

Czekam na ten zapowiadany XIX-wieczny romantyzm.

 

Ps. Na stronie Prószyńskiego jest księgarnia, jak ktoś nie zdążył czegoś kupić w kiosku, to można tam.

The only excuse for making a useless thing is that one admires it intensely. All art is quite useless. (Oscar Wilde)

Podczytuję sobie Waszą dyskusję i w sumie niewiele mam do dodania :P Obejrzałam ten sezon niejako z przyzwyczajenia, ale gdyby nie ciekawość, jak się to wszystko skończy, szkoda by mi było czasu. Były dobre momenty, w tym sporo scen naprawdę wysmakowanych wizualnie, ale jako widz nie czułam się potraktowana poważnie. Rozumiem, że ten serial to wielkie przedsięwzięcie, jednak przez dwa ostatnie sezony miałam wrażenie, że dużo robi się tam byle jak – szczególnie jeśli chodzi o prowadzenie wątków. Przykład: wątek miłosny Danka i Jon (coś jakby: “Dobra, wszyscy wiecie, że będą razem, miejmy to za sobą”). Mało zaskoczeń, mało napięcia, do tego sporo niedociągnięć, których dałoby się na pewno uniknąć. Przecież to seria fantasy, wiadomo, że fani będą sprawdzać, czy wszystko jest spójne z założeniami świata, czy historie postaci się zgadzają, czy postacie nie są porzucane nie wiadomo gdzie. Wszystkie zawieszone “strzelby” powinny wypalić. Tymczasem mnóstwo tematów w ogóle się nie rozwija (ktoś pamięta zamaskowaną kobietę z sezonu bodajże 2? Albo po co jest ta cała scena z koniem z przedostatniego odcinka?). Nie powiem, np. scena ze śmiercią Dany mnie przypadła do gustu mimo patosu, ale dlaczego podczas ważnego momentu, kiedy królowa ogłasza, że to nie koniec walki myślałam tylko :”skąd tu się nagle wzięło tyle wojska, skoro oni wszyscy zginęli w Winterfell?”. Trochę zmarnowali ten serial, szczególnie, że nie wierzę, żeby Martin napisał kolejne części. Z drugiej strony ja niemal nie oglądam seriali, a to było coś, co mimo wszystko przykuwało moją uwagę do końca :)

The only excuse for making a useless thing is that one admires it intensely. All art is quite useless. (Oscar Wilde)

Gratulacje! Przeczytam z opóźnieniem, bo numer dopiero do mnie idzie, ale przeczytam :) I bardzo się cieszę, że to będzie historia Olvido i Sancheza.

The only excuse for making a useless thing is that one admires it intensely. All art is quite useless. (Oscar Wilde)

Nie uważacie, że zrobił się z tego zlot absolwentów?  Już chyba wszyscy są w tym Winterfell. Była nawet impreza przy kominku, gdzie pod koniec zabrakło alkoholu i skończyły się tematy do rozmowy :P

The only excuse for making a useless thing is that one admires it intensely. All art is quite useless. (Oscar Wilde)

Cieszę się, że nie tylko mnie śmieszył brak czapek ;) 

The only excuse for making a useless thing is that one admires it intensely. All art is quite useless. (Oscar Wilde)

Niesamowicie przewrotny tekst. W krótkiej formie zamknąłeś bardzo dużo treści. Do tego nawiązanie literackie i skłaniające do namysłu zakończenie. Wnioski są dość jednostronne (i niepochlebne dla ludzkości, ale to akurat nie jest wada), ale to nie traktat filozoficzny, tylko literatura. Bardzo porządna :)

The only excuse for making a useless thing is that one admires it intensely. All art is quite useless. (Oscar Wilde)

Temat zmiany zapłaty za zmianę losu nienowy, ale ciekawie zrealizowany. Ta staruszka na początku wydawała mi się jakaś taka sztuczna, ale końcówka to bardzo dobrze umotywowała. 

The only excuse for making a useless thing is that one admires it intensely. All art is quite useless. (Oscar Wilde)

Gratuluję wszystkim opublikowanym w Smoko, i komu tam jeszcze zalegam :)

The only excuse for making a useless thing is that one admires it intensely. All art is quite useless. (Oscar Wilde)

Bardzo plastycznie opisane. Tekst jest dość gęsty i momentami mnie to męczyło, ale wizja przenikania światów i budzącej się świadomości poronionego tworu przyszłych pokoleń wywarła na mnie duże wrażenie. Ciekawa interpretacja dzieł Różalskiego (chociaż to raczej inspiracja jego twórczością): wydobyłaś te kontrasty świata zmechanizowanego i tradycyjnego, ludowego (i jednocześnie magicznego, groźnego) świata, które dla mnie są charakterystyczną cechą jego twórczości. Końcówka i motyw “matczyny” też na plus.

 

Klik, klik. 

The only excuse for making a useless thing is that one admires it intensely. All art is quite useless. (Oscar Wilde)

Gratulacje :)

The only excuse for making a useless thing is that one admires it intensely. All art is quite useless. (Oscar Wilde)

Skoneczny – Instrukcja obsługi drzwi / Latać jak ptaki – 5pkt

Cobold – Der Fischerkönig – 4pkt

SzyszkowyDziadek – Dzwoneczek i klub solipsystów – 3pkt

Innatan – Rdza – 2pkt

Funthesystem – Szósta minuta na językach – 1pkt

Drakaina – Kroki komandora – 0,5pkt

 

Oświadczam, że pod każdym z wyżej wymienionych opowiadań pozostawiłam merytoryczny komentarz. Oraz że żałuję, iż nie dam rady przeczytać więcej, bo podejrzewam, że sporo perełek mogło mi umknąć.

The only excuse for making a useless thing is that one admires it intensely. All art is quite useless. (Oscar Wilde)

Tekst o tyle ciekawy, że mocny mimo subtelnego, nieco erotycznego nastroju. Personifikacja choroby zdziwiła mnie, ale w sumie nie raziła. Umiejętnie zastawiasz pułapkę na czytelnika (chyba nie tylko ja spodziewałam się romansidła) i stosujesz ciekawą, drugoosobową narrację. To wszystko na plus.

 

Przeczytałam komentarze i zastanawiam się nad problemem dziecka. Z jednej strony rozumiem Twoje argumenty i jestem skłonna przyznać, że to rozwiązuje wiele problemów w tekście, wzmacnia przekaz, przykuwa uwagę. Z drugiej – czułam, że gra się tu na moich uczuciach i to w dość bezceremonialny sposób ;) W moim odczuciu było to nieco zbyt melodramatyczne. Możliwe, że problem tkwi w narracji – z jednej strony to jeden z najmocniejszych punktów tekstu, z drugiej – ograniczyła Cię w końcówce. Czarny Pan wypowiada się bardzo emocjonalnie i dlatego w końcówce wyszło zbyt łzawo. 

The only excuse for making a useless thing is that one admires it intensely. All art is quite useless. (Oscar Wilde)

Muszę przyznać, że tekst z akapitu na akapit był ciekawszy, ale czytało się trochę ciężko. Odniosłam wrażenie, że sporo tu jednak patosu i że próbujesz podejść do problemu wspomnień ze zbyt wielu różnych stron jednocześnie. Wspomnienia jako fundament ludzkiej tożsamości (przynajmniej ja to tak odebrałam), brak dobrych wspomnień u ludzi żyjących w zrujnowanym świecie, sala z samobójcami i w ogóle całe podziemia jako jedno wielkie wspomnienie, a potem wspólnota wspomnień… trudno było się w tym odnaleźć. Choć brak wyjaśnienia apokalipsy czy fakt, że opowiadanie jest właściwie pełną pobocznych rozważań historią zagłębiania się w te podziemia (zagłębianie się w podświadomość? ;)) – to wszystko mi nie przeszkadzało. W mojej interpretacji to miała być swego rodzaju symboliczna podróż. Nie podobało mi się natomiast, że zarysowujesz jakichś bohaterów, nawet związki miedzy nimi, a potem dość szybko ich porzucasz.

Najpierw piszesz o skomplikowanych matematycznych zagadkach, a potem liczby pierwsze… te to nawet ja, bez dużej znajomości matematyki, kojarzę. Ale może właśnie w prostocie siła.

The only excuse for making a useless thing is that one admires it intensely. All art is quite useless. (Oscar Wilde)

Ciekawe ujęcie tematu. Podeszłaś do Baby Jagi z czułością i współczuciem, co dało bardzo dobry efekt. Konsekwencje jednej, podjętej pod wpływem impulsu decyzji i walka z własną naturą – fajnie uzewnętrznioną w formie zwierząt – to wszystko pokazałaś klarownie. Fakt, że Jagna nie potrafi uwolnić się od hrabiego nie jest dla mnie dziwny, wcale nie musiała być też wcześniej “naznaczona”, ani w żaden sposób “zła”. Natomiast nie wiem, dlaczego została wybrana i mogła przyjść na “bal” demonów. Zostawiasz jakieś ślady, sen matki, to, że Jagna zawsze była inna, ale czy to znaczy, że była zła?

No właśnie, zło wydaje się też czymś zewnętrznym, narzuconym tej kobiecie. Częścią legendy, którą zaprojektował dla mniej demon. A ona sama w nią wierzy i pewnie dlatego nie potrafi się od niej uwolnić. Ten smutny paradoks to w moim odczuciu siła Twojego tekstu.

The only excuse for making a useless thing is that one admires it intensely. All art is quite useless. (Oscar Wilde)

Fakt, źle spojrzałam na datę… nie wiem w sumie, jak mi się to udało :P

The only excuse for making a useless thing is that one admires it intensely. All art is quite useless. (Oscar Wilde)

Wciągnął mnie ten tekst i trzymał do końca, choć zgodzę się z przedpiścami, że elementów sygnalizujących monotonię było nieco zbyt wiele. Ładnie operujesz detalami, psychologia postaci – samotność bohatera, rodząca się fascynacja kobietą w złotych okularach. Fascynujący i oryginalny jest sam motyw z rdzą, który dobrze koresponduje z melancholijnym nastrojem oddanym w tekście.

Zakończenie mnie akurat bardzo się podobało. Muszę przyznać, że rzeczywiście pozostawiasz czytelnikowi duże pole do interpretacji, skąd bierze się rdza i jaki ma związek z kośćmi (jednak szkoda, bo tropów mogło tu być więcej), ale ten niby-nijaki koniec, bez happy endu do mnie przemawia. Cieszę się, że nie pokusiłaś się o zamykanie wszystkiego na siłę i raczej skoncentrowałaś się na bohaterze i jego uczuciach. 

No i niestety, opowiadania najlepiej wrzucać na początku miesiąca. Bo to zasługiwało przynajmniej na nominację :)

The only excuse for making a useless thing is that one admires it intensely. All art is quite useless. (Oscar Wilde)

Retellingu trudno nie zauważyć, ale wciąż jest to raczej luźne skojarzenie niż rzeczywiste odniesienie do opery. Co w sumie nie jest jakąś wielką wadą, chociaż akurat Don Giovanni bywa uznawany za punkt zwrotny, przejście do romantycznego postrzegania tej postaci, więc może jednak trochę szkoda ;)

 

Rozumiem, że to szersze uniwersum, ale jako czytelnik jednego opowiadania opublikowanego w ramach konkretnego konkursu czuję lekki niedosyt wyjaśnień. Chociaż w sumie trop popękaną ścianą i litą skałą rzeczywiście zostawiłaś, a ja nie zwróciłam na niego uwagi. A to w sumie też ciekawa koncepcja.

The only excuse for making a useless thing is that one admires it intensely. All art is quite useless. (Oscar Wilde)

Gratulacje :)

The only excuse for making a useless thing is that one admires it intensely. All art is quite useless. (Oscar Wilde)

Podobało mi się mocne osadzenie w faktach historycznych, dobry styl i ciekawy bohater. Moja wiedza na temat epoki napoleońskiej może nie jest zbyt wielka, ale tym bardziej trzeba korzystać z okazji, żeby się dokształcić ;) Chronologia wydarzeń początkowo sprawiała mi nieco problemów, ale te przeskoki czasowe i zmiany tożsamości tak naprawdę są ciekawe i wprowadzone z pomysłem.

 

Żałuję natomiast, że posąg komandora był tu tylko ozdobnikiem, pretekstem. Bardzo lubię historię Don Juana, a raczej sposób, w jaki zmieniała się u różnych autorów, jestem też fanką Mozarta ;) Więc szkoda, że nie wykorzystałaś w pełni możliwości, jakie niesie ze sobą użycie historii z posągiem.

 

Pisałaś, że “drugi człowiek z Tulonu” korzysta z innego rodzaju magii (przeczytałam to w komentarzach). W sumie też szkoda, bo ja interpretując zakończenie szłam tropem “kamiennym”: tu posąg, tu mur. Szept zaklęty w martwych przedmiotach, metafora czegoś twardego i zimnego (posąg, mur cmentarny, nagrobek, ścina więzienia, skała zamku d’If). Taka zabawa mogłaby w moim odczuciu dodać Twojemu tekstowi więcej głębi.

The only excuse for making a useless thing is that one admires it intensely. All art is quite useless. (Oscar Wilde)

Bardzo fajnie pokazujesz tworzenie się legendy. Te drony-wieloryby i opowieść o walce z tymi maszynami zmieniająca się w “morską historię” – to mi się podobało. Do tego widać absurd i okrucieństwo wojny, dehumanizację podkreśloną w końcówce tekstu. Motyw wieloryba w ogóle jest nośny, początkowo miałam skojarzenia z “Królem” Twardocha, ale widzę, że poszedłeś jednak w inną stronę. Ciekawie pokazałeś postać Wery.

 

Główny bohater był dla mnie, podobnie jak dla poprzednich komentujących, trochę niezrozumiały. Ta początkowa ucieczka i jej konsekwencje – mocny motyw, ale nie pasował mi do dalszej części. Coś się tu nie skleiło. No i w ostatniej części dodałeś trochę za dużo patosu jak na mój gust. Mieszania czasów nie będę się czepiać, bo to już zostało omówione w poprzednich komentarzach. Napiszę tyle: zazwyczaj lubię takie zabiegi. Ale tu niestety nie widzę sensu ich wprowadzenia.

 

Napisałeś naprawdę niezły, pełen znaczeń i wywołujący emocje tekst. Niektóre rzeczy wymagałyby poprawy, ale próba bardzo ambitna.

The only excuse for making a useless thing is that one admires it intensely. All art is quite useless. (Oscar Wilde)

Jak tak postawić sprawę, to rzeczywiście. Mnie chodzi o to, że moim zdaniem ludzie niespecjalnie cenią rzetelne informacje, przynajmniej większość ludzi. W samym internecie lepiej rozpowszechniają się właśnie legendy niż konkrety. Jak się wygrywa wybory np, bo przecież nie programem opartym na rzetelnych wyliczeniach? Ośmieszaniem przeciwnika, graniem na strachu i wściekłości, licytowaniem się w obietnicach.

The only excuse for making a useless thing is that one admires it intensely. All art is quite useless. (Oscar Wilde)

To Siata naprawdę myślał, że informacją pokona humor, strach i tajemnicę? ;)

 

Warsztatowo bez zarzutu. Dopracowane postacie, dobre dialogi, mocny początek. Relacje między bohaterami też dobrze zarysowane. Co prawda pod koniec fabuła nieco się rozmyła, napięcie spadło podczas mozolnej wędrówki przez Chiny, ale summa summarum bardzo dobrze mi się to czytało.

 

Szkoda, że nie wyciągnęłaś z tego tematu nieco więcej, koncentrując się bardziej na postaciach niż na tym, co reprezentują. Ja akurat lubię grę znaczeń i doszukiwanie się drugiego, piątego i ósmego dna, więc trochę mi tego brakowało.

The only excuse for making a useless thing is that one admires it intensely. All art is quite useless. (Oscar Wilde)

Gratulacje :) Wygląda na to, że forumowicze przejęli ten numer magazynu ;)

The only excuse for making a useless thing is that one admires it intensely. All art is quite useless. (Oscar Wilde)

O, widzę, że wróciłaś do tego tekstu. Bardzo mnie to cieszy :)

Pomysł na apokalipsę jest rzeczywiście ciekawy, chociaż trudno mi było uwierzyć, że kosmici przylecieli wymordować prawie całą rasę, bo delfiny poprosiły. Bardziej przekonałoby mnie, gdyby np. uznali, że ludzkość jest już na tyle zaawansowana technicznie a jednocześnie nastawiona na postęp i podbój, że niedługo zacznie stanowić zagrożenie (jak w “Starości Aksolotla”). Albo coś w tym stylu. W każdym razie chociaż końcówka jest zaskakująca i oryginalna, to jednak dla mnie wyjaśnienie apokalipsy jest mało prawdopodobne. 

Nie dziwię się głównemu bohaterowi, że nie chce mieć z delfinami nic wspólnego. Jest też dla mnie jasne, że z kolei dla nowego pokolenia zachowanie bohatera jest niezrozumiałe. W ogóle konstrukcja postaci to najmocniejszy punkt opowiadania. Dodatkowy plus za mocny, sugestywny początek i ładne zagranie motywem anioła.

 

The only excuse for making a useless thing is that one admires it intensely. All art is quite useless. (Oscar Wilde)

Przedrostki przyklejają się do mnie jak spragnione pijawki.

 

Super zdanie.

 

Tytuł mnie zaciekawił a potem było już tylko lepiej. Dobrze napisane, czytało się płynnie, a pomysł nie mógł mnie nie kupić ;) Fajnie rozgrywasz powtarzający się motyw krzeseł.

 

Fabuła niby nieszczególna – niezbyt rozgarnięty bohater, nieudany związek i wyrafinowana zemsta niezrównoważonej dziewczyny – milionerki (to by pasowało do Bonda, tylko Agata musiałaby jeszcze chcieć władzy nad światem :P). Bardzo mi się podobał kontrast między teoretyczną filozofią a momentem, kiedy jej treści zostaną “wcielone w życie”. Agata Pętelka jako osoba od dzieciństwa karmiona ideami ojca ma pełne prawo w nie wierzyć, tymczasem moment, w którym udaje jej się udowodnić prawdziwość swojej teorii jest dla panów filozofów albo śmieszny, albo przerażający. Rzeczywiście okazuje się, że wszystko to było jedynie fasadą, sposobem na życie, albo właśnie reklamą. Tymczasem znalazł się ktoś kto, nomen omen, uwierzył. Można by się uśmiechnąć, że filozofia bywa niebezpieczna gdyby nie fakt, że pomyślane jako marketing i populizm idee naprawdę potrafią wymknąć się spod kontroli. 

 

Najbardziej urzekło mnie, że bohater na końcu rzeczywiście zostaje solipsystą. 

 

Gdybym miała się do czegoś przyczepić to do tego, że wirtual jest raczej ozdobnikiem. Niby bardzo pasuje do całości pomysłu, a jednak niespecjalnie go wykorzystujesz (choć motyw przemieszczenia się w “krainę bugów” bardzo fajny). I jak już ktoś pisał trudno mi było zauważyć, kiedy Agata była z Bartłomiejem. Myślałam, że to raczej takie pierwsze przymiarki, przyjaźń dryfująca w stronę czegoś więcej. 

The only excuse for making a useless thing is that one admires it intensely. All art is quite useless. (Oscar Wilde)

Widzisz, myśleliśmy o tym samym. Dla mnie śmieszno-strasznie oznacza właśnie to: jest śmiesznie, ale jak człowiek sobie uświadomi, z czego się śmieje to śmiech więźnie w gardle.

 

Udać to się udało, tylko ja zawsze znajdę coś żeby pomarudzić ;)

The only excuse for making a useless thing is that one admires it intensely. All art is quite useless. (Oscar Wilde)

Przesłanie było jak dla mnie zrozumiałe. Mój zarzut dotyczy raczej tego, że niby prosty, a bardzo ciekawy pomysł wyjściowy (nowe prawo) został sprowadzony do katalogu parafilii, niebezpiecznych ulic no i defektu głównej bohaterki. Wydaje mi się, że nawiązując do tezy Hobbesa o Lewiatanie chciałeś pokazać świat, którym rządzą najmroczniejsze ludzkie instynkty, chociaż konsekwencje istnienia takiego społeczeństwa mogłyby być różnorodne (rozumiem, że ich pokazanie nadmuchałoby tekst ponad miarę). Pokazanie tego w monologu Wanesy mogło wyjść śmieszno-strasznie, a mnie się wydaje, że tego “strasznie” jednak zabrakło ;) Możliwe, że to przez “slapstickowy” humor: sędziowie w damskich ciuszkach i protestujący homoseksualiści nie nadają żartom drapieżności. 

Ale to marudzenie raczej na wydźwięk całości, bo czytało mi się bardzo dobrze.

The only excuse for making a useless thing is that one admires it intensely. All art is quite useless. (Oscar Wilde)

Podobała mi się stylizacja. Jest konsekwentna, dzięki niej tekst zyskał na oryginalności i udało Ci się wrzucić do niej sporo humoru. Nie przeszkadzało mi, że to bardziej opis niż fabuła – opowieść o tym dziwacznym świecie i zagadka piwniczki bohaterki wystarczyły. Język to moim zdaniem mocny punkt tego tekstu, dobrze wykorzystałeś “gadany” styl Wanesy.

 

Miałam natomiast wrażenie, że to za bardzo idzie w podśmiechujki z “defekcików” i że konsekwencje wprowadzenia nowego prawa potraktowałeś bardzo jednostronnie. Wyszło trochę zbyt płytko, a pomysł na połączenie tego świata z “karynową” stylistyką aż się prosił o więcej.

The only excuse for making a useless thing is that one admires it intensely. All art is quite useless. (Oscar Wilde)

Fajny thriller. Bardzo mi się podoba wplatanie do narracji fragmentów artykułów, komentarzy i odnośników – sama lubię się tak bawić z formą, a u Ciebie nie jest to tylko ozdobnik, tylko element popychający fabułę do przodu. Polityka, manipulacja informacją, rola mediów i stosunek społeczeństwa do tragedii dziejących się “gdzieś tam”, poza ich bezpośrednim otoczeniem – to wszystko pokazałeś super.

Mam pewien problem z tym centroobywatelstwem. Trochę mi się to wydawało mało prawdopodobne, takie różnice w traktowaniu teoretycznie równych obywateli. Trochę to było za mocne, bo przecież całość szła raczej w inną stronę – teoretycznie demokracja, pokój i rządy prawa, a dopiero jak się poskrobie, to widać prawdziwe nierówności i to, że prawo nie dotyczy wszystkich w takim samym stopniu. Motyw z chorym synkiem był moim zdaniem nieco przesadzony – po prostu czułam, że próbuje się tu grać na moich uczuciach. Chore dziecko, leczenie na wyciągnięcie ręki, mąż na wojnie – zbyt grubymi nićmi to szyte jak na mój gust.

Poza tym – dobry tekst.

The only excuse for making a useless thing is that one admires it intensely. All art is quite useless. (Oscar Wilde)

A mnie się bardzo podobało. Lubię takie teksty-zagadki, pozornie bezsensowne, ale w rzeczywistości przemyślane. Zostawiasz sporo tropów, choć dla jednego czytelnika będzie ich wystarczająco dużo, dla innego – zbyt mało. Czy ja zrozumiałam wszystko – pewności nie mam, ale czytało mi się świetnie.

 

Dla mnie to było bardzo ciekawe odwrócenie tezy o postrzeganiu świata zależnym od języka (a właściwie systemu pojęć). Tu pojęcia rzeczywiście ów świat kształtują, choć nadal nie jestem pewna, czy to nie działo się wyłącznie w głowie profesora :P Natomiast obecność menela – postaci na granicy światów wprowadza dodatkowe, ciekawe konteksty. No i całość nabiera sensu, kiedy wróci się do przemowy profesora, która początkowo wydawała się przydługa, ale chyba jednak jest potrzebna.

 

Do tego fajny język, trochę humoru, nieco grozy, sporo absurdu. 

The only excuse for making a useless thing is that one admires it intensely. All art is quite useless. (Oscar Wilde)

Miałam podobne skojarzenie, co Finkla: ciekawe podejście do hipotezy Gai. Konsekwencja posiadania świadomości przez planetę jest niby logiczna, a tak naprawdę mało kto o tym myśli ;)

 

Całkiem nieźle pokazujesz rozterkę bohaterki, choć może przydałoby się nieco mocniej podkreślić, jak bardzo jest podobna, a jednocześnie jak różna od Fismir. Tekst jest krótki i tajemnica szybko się wyjaśnia – w moim odczuciu nieco za szybko. Brakowało mi trochę napięcia, mylnych tropów (i nie chodzi tu o większą dynamikę czy dodanie dialogów, sposób opowiadania absolutnie mi odpowiadał. Po prostu bohaterka szybko orientuje się, co i jak). Natomiast ten religioznawczy w sumie pomysł na Kreatorów i Obserwatorów jest bardzo fajny. 

 

Napisane bardzo dobrze, ale niczego innego się nie spodziewałam. I chociaż czytałam lepsze Twoje teksty, to przy tym też miło spędziłam czas.

The only excuse for making a useless thing is that one admires it intensely. All art is quite useless. (Oscar Wilde)

Ja również miałam skojarzenia z “Od zmierzchu do świtu”, chociaż również tego filmu nie widziałam :P Ciekawie pokazałeś klubowy klimat. Nigdy nie byłam jakąś wielką imprezowiczką ale nie będę udawać, że nie zdarzało mi się chodzić potańczyć, również do klubów z muzyką elektroniczną. 

 

Bardzo interesujący zabieg z mieszaną narracją. Momentami miałam wrażenie, że zbyt słabo umotywowany, choć pod tym względem im dalej, tym lepiej. Jak na osobę, która po godzinach śpi albo imprezuje to dziewczyna posługuje się bardzo skomplikowanymi terminami (depersonalizacja chociażby) – to w narracji pierwszoosobowej. Ale ta przeplatanka pierwszo– i trzecioosobowa wzbogaca tekst, a zmiany mają jak rozumiem wyznaczać ważne momenty historii. Fajne.

 

Bohaterka w moim odczuciu trochę nijaka. Rozumiem jej wyjątkowość na parkiecie, ale ten motyw został w samym opowiadaniu słabo wykorzystany. Wstawiłeś kilka opisów tańca po czym summa summarum taniec w ogóle nie był szczególnie istotny. Demon wybrał Annę z innych powodów, uratowała się dzięki biegowi. No chyba, że przyjmiemy, że od tańczenia miała dobrą kondycję ;) Anna jest oczywiście niegłupia, ma jakieś przemyślenia egzystencjalne no i tendencję do patrzenia na siebie z dystansu (zmiana narracji), ale nie wiem, dlaczego staremu demonowi wydawało się to tak wyjątkowe. Przecież mógł poznać największe umysły wszech czasów ;)

 

Szalenie podobała mi się koncepcja “ateistycznych demonów”, zagubionych tak samo, jak ludzie. Ta filozoficzno-religioznawcza warstwa to najmocniejszy punkt tego tekstu. 

The only excuse for making a useless thing is that one admires it intensely. All art is quite useless. (Oscar Wilde)

Tekst napisany bardzo dobrym stylem. Dość proste chwyty fabularne (typu antagonistka zagraża przyjacielowi protagonisty :P) przykrywasz dystansem i humorem, który nie jest jednak głupawy i powierzchowny. Podobał mi się pomysł na “medyczną” magię. Przy okazji z wyczuciem pokazałeś mechanizmy działania mediów i internetu, tego, jak łatwo wykreować nową gwiazdę i zniszczyć czyjś wizerunek. Główny bohater dobrze skonstruowany, wielowymiarowy.

 

Mimo wszystko trochę byłam rozczarowana. W środku opowiadania tempo siada, pościg jest dość niemrawy i czytelnik zostaje z dobrym początkiem i bardzo dobrym zakończeniem oraz ciekawymi opisami dotyczącymi bohaterów. Brakuje równie dobrych elementów pomiędzy. Ale może po prostu ustawiłeś wysoko poprzeczkę “Pustymi metaforami” i “Piękni ludzie muszą wyjść”, więc i oczekiwania większe.

The only excuse for making a useless thing is that one admires it intensely. All art is quite useless. (Oscar Wilde)

Temat bardzo dobry, naprawdę. Podobało mi się, że postanowiłeś pokazać Ludwika inaczej, niż zapamiętała go historia, że próbujesz go zrozumieć. Wydawało mi się, że racje są trochę mało wyważone – król da się lubić o wiele bardziej niż intryganci, którzy chcą go pozbawić tronu – ale rozumiem, że argumenty przeciw Ludwikowi są znane, a on sam jest tajemniczą i trudną do zrozumienia postacią. Gorzka puenta – zapamiętani zostaną wizjonerzy stawiający bajkowe zamki i piszący opery, zapamiętane przez kolejne pokolenia. Ciekawa jest też postać lekarza, który sam jest kimś pomiędzy dwoma światami. Widzi Lohengrina, ale jednocześnie wypiera jego prawdziwość.

 

Właściwie wątek z Rycerzem Łabędzia mógłby być kwestią umowną i opowiadanie nic by na tym nie straciło (poza tym, że nie byłaby to już fantastyka :P). Ta postać, siłą rzeczy koturnowa i “sztywna” wypada na tel innych bardzo blado. Natomiast odwrócenie motywu z pytaniem o tożsamość bardzo mi się podobało.

 

Nie rozumiem oskarżeń o hermetyczność. Jakby to była jeszcze fizyka kwantowa to owszem, można by uznać, że tekst nie jest dostępny dla wszystkich. Ale jednak i Wagnera, i legendy arturiańskie wypada znać, a jak się akurat nie zna, to jest świetna okazja, żeby nadrobić. Szczególnie, że w dobie google i Wikipedii nie jest to takie trudne. 

 

Swoją drogą można muzyki Wagnera nie lubić (to ja :P), ale fascynujący jest jego wpływ na kulturę, niemiecką i nie tylko. Niewielu było w historii twórców, którzy mogli tak mocno zapisać się w historii.

The only excuse for making a useless thing is that one admires it intensely. All art is quite useless. (Oscar Wilde)

Przezwyciężanie ograniczeń (wewnętrznych i wewnętrznych) dla jakiejś wyższej idei, w którą się wierzy. Poświęcenie, walka, nawet w beznadziejnej sytuacji, ale przede wszystkim przekraczanie samego siebie – swojego egoizmu, tudzież instynktu samozachowawczego :P I to może być heroizm w rozumieniu “tradycyjnym” – narażanie życia dla innych w ekstremalnych sytuacjach, tu np. Irena Sendlerowa, w ogóle ludzie ratujący Żydów podczas okupacji, człowiek, który wchodzi do płonącego budynku, żeby kogoś z niego wyciągnąć, Lily Potter poświęcająca się dla syna itd ;) Ale może to też być coś, co przywołała Ocha: nieustające, codzienne przezwyciężanie ogromnych trudności, żeby zapewnić innym byt, bezpieczeństwo. Przyszły mi do głowy takie banalne w sumie przykłady: “Życie jest piękne”, “Przełamując fale” i oczywiście “Siłaczka”, ale chodzi o to, że heroizm może być też “ukryty”, nie tak spektakularny i filmowy :)

Ogólnie heroizm to to, czego Rincewind najbardziej się wystrzega :P Ale to skomplikowany motyw, często bardzo upraszczany, pokazywany w czarno-biały sposób. Z tym tematem najciekawiej chyba zmaga się Coetzee: w “Czekając na Barbarzyńców” bohater robi coś heroicznego, przeciwstawia się totalitarnemu, rasistowskiemu systemowi, ale nie wygłasza sam do siebie egzaltowanych, pseudofilozoficznych mów z tego powodu. Sam nie jest pewien, czemu to robi, działa niejako instynktownie, czasem wręcz wydaje się, że dość niskich pobudek. I wciąż zastanawia się: “a może to oni mają rację, a ja postępuję głupio?”.

The only excuse for making a useless thing is that one admires it intensely. All art is quite useless. (Oscar Wilde)

Pamiętam, że pisałeś pod jednym z moich tekstów że lubisz motyw magicznych obrazów. I tu wykorzystałeś go w pełni. Pomysł mi się podoba, początek przykuł moją uwagę. Jest tajemnica, jest niepokojący obraz, jest facet, który po zniknięciu narzeczonej dostał na punkcie tego obrazu obsesji. Bardzo dobre otwarcie.

Zgodzę się z przepiścami, że później wszystko idzie nieco zbyt szybko i łatwo. Gubi się psychologia, obiecujące postacie pozostają niewykorzystane. Motyw ze zdjęciem robionym telefonem mi zazgrzytał – mieszkańcy wioski przyjęli tego smartfona, jakby codziennie takie widywali. Mimo tych niedociągnięć czytało mi się bardzo dobrze i podobała mi się sama historia. Prosta, romantyczna, z zamkniętym zakończeniem. 

The only excuse for making a useless thing is that one admires it intensely. All art is quite useless. (Oscar Wilde)

Gratulacje dla Blacktoma i Śniącej.

 

No i dla wszystkich, którzy pojawili się w “Fantazmatach” :)

The only excuse for making a useless thing is that one admires it intensely. All art is quite useless. (Oscar Wilde)

Dziękuję za odwiedziny, Zygfrydzie. Cieszy mnie, że kreacja świata Ci się podobała :)

The only excuse for making a useless thing is that one admires it intensely. All art is quite useless. (Oscar Wilde)

Dziękuję za odwiedziny, Darconie. Nie myślałam o Adzie pisanej samymi dużymi literami, ale może… tylko wtedy to powinien być jednak akronim i musiałabym pomyśleć, od jakich słów ;)

The only excuse for making a useless thing is that one admires it intensely. All art is quite useless. (Oscar Wilde)

Ech ci robotnicy, pewnie znowu strajkują ;) Już poprawiłam. Dziękuję za komentarz :)

The only excuse for making a useless thing is that one admires it intensely. All art is quite useless. (Oscar Wilde)

Belhaju, Blacktomie, Jacku, gratulacje :) No i gratulacje dla Tenszy i Lakeholmena za nominację do Reflektora!

 

A ja się pochwalę trzecim miejscem w kategorii “opowiadanie polskie” w plebiscycie na najlepsze teksty w zeszłorocznej “Nowej Fantastyce”. Głosującym na moje opowiadanie serdecznie dziękuję :)

The only excuse for making a useless thing is that one admires it intensely. All art is quite useless. (Oscar Wilde)

Fun, dziękuję za odwiedziny i krytykę. Wysokie oczekiwania uznaję za komplement ;)

The only excuse for making a useless thing is that one admires it intensely. All art is quite useless. (Oscar Wilde)

Kam_mod: Dziękuję :)

The only excuse for making a useless thing is that one admires it intensely. All art is quite useless. (Oscar Wilde)

Co ja widzę, w numerze jest też opowiadanie innej portalowej autorki. Co prawda dawno jej tu nie widziałam, ale jednak :)

 

Co do “Mechanizmu” – moje zdanie znasz. Widać, że tekst doszlifowany i fajnie, że znalazł się wreszcie w druku. Pogratulować jaśniejącej gwiazdy ;)

 

Apolinary mnie kupił, lubię takie klimaty. Mam wrażenie, że odrobina makabry to Twój znak rozpoznawczy i że chętnie korzystasz z symboliki mostu. Umiejętnie dozujesz informacje, budując atmosferę tajemnicy – to na plus. Końcowa rozmowa podobała mi się mniej, ta “diagnoza ludzkości” była jednak trochę banalna, a tragizm postaci Apolinarego nieco za mało podkreślony. Ale to szczegóły. Ostatnie zdanie super.

The only excuse for making a useless thing is that one admires it intensely. All art is quite useless. (Oscar Wilde)

Jupi, dziękuję :) W sumie to się cieszę z krytyki – to stary tekst, więc cieszę się, że od tamtego czasu nieco się rozwinęłam ;)

The only excuse for making a useless thing is that one admires it intensely. All art is quite useless. (Oscar Wilde)

SzyszkowyDziadek: Dziękuję! :)

 

Hrabio: Miło mi, że przeczytałeś i zostawiłeś obszerny komentarz. Nie wiem, skąd ta plotka, że wymyślam dobre tytuły, ale przez nią wszyscy narzekają na te słabsze :D Tu miała być gra słów ale rozumiem, że spodziewałeś się czegoś więcej :) Cieszę się bardzo, że do gustu przypadł Ci zarówno początek, jak i zakończenie, a z pozostałymi zarzutami cóż, nie mogę się nie zgodzić. Rzeczywiście, sporo zabrakło do dobrej fabuły.

 

Thargone: Dziękuję. Cieszę się, że jesteś zadowolony z lektury. To w sumie dobrze, że świat się komentującym podoba, kolejny tekst w nim osadzony będzie, mam nadzieję, lepszy :)

The only excuse for making a useless thing is that one admires it intensely. All art is quite useless. (Oscar Wilde)

Pietrek Lecter: Dziękuję za komentarz. To był chyba mój błąd, trzeba było po dostaniu się do antologii przerobić to opowiadanie na etapie redakcji i udawać, że przecież wszystko ok ;) Antologia jest bardzo obszerna, więc te 20K znaków nie zrobiłoby dużej różnicy w jej objętości, a w tym tekście – na pewno.

 

Katia72: Dziękuję pięknie! Cieszę się, że sam świat się wszystkim podoba, na pewno jeszcze o nim przeczytacie :)

The only excuse for making a useless thing is that one admires it intensely. All art is quite useless. (Oscar Wilde)

Długi tekst, ale nie nudziłam się, czytając go. Jest trochę potknięć językowych, gdzieś mignęła literówka. Po przejrzeniu poprawek Reg jeszcze raz przeczytałabym na Twoim miejscu ten tekst, żeby wyłapać, czy wszystko jest już ok.

 

Mimo, że sama historia jest znana (nawet zahacza o “Bohatera o tysiącu twarzy” ;)), to przecież nie zawsze o szaloną oryginalność chodzi. Opisując świat nieźle żonglujesz kliszami, trochę “Blade Runnera”, trochę opowieści o samotnych wędrówkach w dziczy. Podobały mi się szczegóły – opis celi mieszkalnej, drzewko Bonsai jako luksus, tworzenie wanien. Szkoda, że po dość dokładnym wstępie całość przyspiesza i część “Strefowa” jest jednak potraktowana po łebkach. Tak naprawdę widziałabym w tym materiał ma powieść, bo jest tu i przemiana bohatera, i podróż między odmiennymi “światami” i kilka obiecujących postaci pobocznych. 

 

Te postacie nie zdążyły się rozwinąć. Ich motywacje są często raczej opisane niż pokazane. To, że Mueile widzi w Willym utraconego syna, albo uczucia, które targają Lilu – to wszystko było dla mnie trochę mało wiarygodne. Zabrakło też jakichś tropów pokazujących, czym tak naprawdę jest to uczucie dla Willy’ego – tęsknotą nie tylko za miłością, ale w ogóle za innym życiem. Pobyt bohatera w Strefie, zmiana z delikatnego, miastowego chłopca w twardziela – to wszystko działo się jak dla mnie zbyt szybko.

 

Fajnie natomiast pokazujesz drogę bohatera. Ja bym się jeszcze nad nim poznęcała, żeby czytelnik się obawiał, jak to się wszystko skończy – trochę zbyt dobrze mu jednak idzie mimo przeciwności. Bo sam motyw mi się podobał, ładnie zamyka całość i kontrastuje z początkowymi opisami miasta. Nieźle wypada też klamra – poznali się w barze, końcowe spotkanie też ma miejsce w barze. 

The only excuse for making a useless thing is that one admires it intensely. All art is quite useless. (Oscar Wilde)

NWM: Dziękuję. Cieszy mnie, że spodobał Ci się świat, bo planuję jeszcze o nim napisać :)

 

Master-of-orion: Dziękuję za obszerny komentarz. Zdaję sobie sprawę z niedociągnięć, więc nie będę się bronić – komentarze na NF zawsze były dla mnie inspirujące więc kto wie, może napiszę to jednak kiedyś od początku ;) Na pewno przydałoby się więcej scen, żeby uwiarygodnić postacie. 

The only excuse for making a useless thing is that one admires it intensely. All art is quite useless. (Oscar Wilde)

Fair enough, jak to mówią. Z braku czasu klikać póki co nie będę, więc w sumie nie zasłużyłam.

The only excuse for making a useless thing is that one admires it intensely. All art is quite useless. (Oscar Wilde)

Muszę przyznać, że mnie to ci bohaterowie zawsze jacyś tacy mało męscy wychodzą. Widocznie literacko mnie przyciąga taka dekonstrukcja męskości. Freudyści mieliby używanie :P

 

A bardziej męski zasłużyłby na bibliotekę? ;)

The only excuse for making a useless thing is that one admires it intensely. All art is quite useless. (Oscar Wilde)

To fakt, nie był ideowcem, ta cała rewolucyjność była raczej dawaniem upustu własnej frustracji ;) Nic dziwnego, że mu nie wyszło. 

The only excuse for making a useless thing is that one admires it intensely. All art is quite useless. (Oscar Wilde)

Dziękuję, Regulatorzy. Widzę, że jednak sporo błędów zostało. Wprowadziłam poprawki, zostawiając tylko kultywatory – wydaje mi się, że na potrzeby wykreowanego świata mogę użyć tego słowa w nieco innym niż przyjęte znaczeniu. Siatki do hodowli roślin nie istnieją w naszych miastach, a w tamtym – owszem. I tak je po prostu nazwałam.

 

Myślałam o rozbudowaniu opowiadania, ale porzuciłam ten pomysł. Planuję napisać kolejny tekst rozgrywający się w tym świecie i zostawiłam tak jak jest to, co już zostało opublikowane. Fabuła rzeczywiście jest szczątkowa i pewnie mogłam ją rozbudować, choć tematem miały być jednak opętanie pewną fantazją i rodzaj epifanii. Z Twojego komentarza wnioskuję, że po części się udało :)

The only excuse for making a useless thing is that one admires it intensely. All art is quite useless. (Oscar Wilde)

Odświeżę temat, bo – tadam! – udało mi się opowiadanie przeczytać ;) Wiele nowego do dyskusji nie wniosę, ale spieszę donieść, że czytało mi się bardzo dobrze. Masz bardzo lekki styl pisania, a to zaleta – prostota wcale nie jest taka oczywista. Choć rzeczywiście trudno przez to odebrać tekst poważnie, ale bez przesady. Przy “Nagrodzie wojownika” Ci się udało napisać coś nieparodystycznego, a w “Wymianie” po prostu było sporo elementów humorystycznych. Na gwarze śląskiej się nie znam (chociaż uwielbiam jej słuchać), więc nie wiem, na ile dobrze ją oddałaś. 

 

Zakończenie było w moim odczuciu przesadzone – rozumiem, że miało być mocne zamknięcie, ale jak się ma długaśną instrukcję pierwszego kontaktu i zylion formularzy do wypełnienia, to chyba się nie eksterminuje całej cywilizacji na szast-prast, bez wszczęcia długich procedur i uzyskania zgody wysokich urzędników. Podobał mi się natomiast pomysł “pierwszego kontaktu” nawiązanego przez ludzi bez żadnego przygotowania. Motyw mocno przerysowany, ale w gruncie rzeczy bardzo prawdziwy :)

The only excuse for making a useless thing is that one admires it intensely. All art is quite useless. (Oscar Wilde)

Po pierwsze, gratulacje!

 

Po drugie, przeczytałam ;) Byłam bardzo ciekawa tego tekstu mając w pamięci Twoje opowiadanie “Głębia boi się próżni”. Muszę przyznać, że tekst nie był łatwy, ale przeczytałam z przyjemnością. Podobał mi się pomysł, intrygujący początek, nieoczywiste, wymagające namysłu zakończenie, rozmach zamknięty w niedługiej przecież formie. W środku natomiast tempo bardzo zwalnia – jest dużo wyjaśniania całej koncepcji i niewiele więcej. Co prawda pomysł wymagał porządnego wyjaśnienia, ale te dialogi były w moim odczuciu zbyt suche, zabrakło w nich jakiejś iskry, może personalizacji języka. Przez to spora część tekstu zdaje się być po prostu wykładem. Natomiast koncepcja "półleżenia", ewolucja ludzkości w Zrywach, podróż do wnętrza i list w butelce – wszystko to bardzo na plus.

The only excuse for making a useless thing is that one admires it intensely. All art is quite useless. (Oscar Wilde)

“to zrozumiecie, że para wspinających się z powoli pod górę jeźdźców wyglądała jak… no, każdy kojarzy, jak wyglądali” – raz, że chyba tylko tu zwracasz się bezpośrednio do czytelnika, dwa, że to “no, każdy kojarzy” brzmiało mi zbyt kolokwialnie.

 

“To znaczy świat był czarny, a księżyc i pałac – białe” – tu właściwie nie mam konkretnego zarzutu, po prostu nie pasowało mi to bardzo do reszty tekstu.

 

Chyba tylko te dwa fragmenty mi zgrzytnęły :)

 

The only excuse for making a useless thing is that one admires it intensely. All art is quite useless. (Oscar Wilde)

I ja przeczytałam. Podobał mi się niespieszny początek – trzęsienie ziemi w pierwszych akapitach bywa fajne, ale mam wrażenie, że ostatnio ciągle czytam opowiadania, w których to trzęsienie ziemi jest na siłę. Niespieszne budowanie klimatu też jest w porządku, tym bardziej że widzę, że klimat był dla Ciebie ważny. Wrzucone tu i tam porównania do kości, klamra z powtórzeniem informacji o ruszcie św. Wawrzyńca – wszystko to jest bardzo udane. Potęguje tajemniczą, trochę paranoidalną atmosferę zamku zamieszkanego, jakby się mogło zdawać, przez trzech mężczyzn i gromadę karłów. Trochę mi zgrzytały niektóre wstawki (”no, każdy kojarzy, jak wyglądali” na przykład) – miałam wrażenie, że nie pasują do całości narracji.

Zakończenie też bardzo mi się podobało. To, że Olvido się nie obejrzał jest dla mnie bardzo dobrym posunięciem, idealnie pasującym i do osobowości bohatera, i do wymowy tekstu. Natomiast jak przedpiścy miałam wrażenie, że wszystko dzieje się zbyt szybko. Niby ma to sens, bo mieszkańcy zamku chcieli “zaskoczyć” Olvida, nie dać mu wypocząć (jak on sam stwierdza). Jednak z drugiej strony – atmosfera tajemnicy bardzo na tym ucierpiała, zamiast np. kilku dni w tym dziwnym miejscu, wciąż bez pacjentki, z narastającą frustracją – ciach nożem i już. Trochę mało mi było.

Zastanowiła mnie postać Calderona. Wydawało mi się, że jest tam tylko z miłości do tego twórcy (zrozumiałej ;)) oraz dlatego, że “Życie jest snem” tworzy dobry kontekst dla tego opowiadania. Sama postać chyba niewiele wnosi. Choć z drugiej strony każdy z trzech mieszkańców zamku ma własny pomysł na to, co dzieje się z infantką i może Calderon rzeczywiście powinien osobiście “wypowiedzieć” własny.

Gratuluję raz jeszcze. Mam nadzieję, że nie porzucisz tego cyklu, bo bohaterowie są bardzo dobrzy, pełen literackich nawiązań świat też świetnie “ustawiony”, nic tylko czytać dalej.

The only excuse for making a useless thing is that one admires it intensely. All art is quite useless. (Oscar Wilde)

Wielkie gratulacje! Nie omieszkam przeczytać :)

 

Ps. No proszę, zawsze jak ktoś z forum NF przysyła tekst do “Silmarisu” to jednak łączę nick z nazwiskiem. A tu niespodzianka.

The only excuse for making a useless thing is that one admires it intensely. All art is quite useless. (Oscar Wilde)

Basiu, gratulacje! Mnie te osiem lat raczej dobiło :P Tym niemniej bardzo się cieszę, że Ci się udało :)

The only excuse for making a useless thing is that one admires it intensely. All art is quite useless. (Oscar Wilde)

Dziękuję, coboldzie :) Cieszę się, że znalazłeś czas, żeby przeczytać “Zanim…” i jeszcze napisać recenzję. Cieszę się tym bardziej, że z Twoich słów wynika, iż odebrałeś ten tekst tak, jak chciałam go napisać. To bardzo motywujące, kiedy ktoś zauważa elementy, które się długo dopieszczało.

 

Co do miast cóż… najwidoczniej mogłam sobie chwilę pomieszkać w Krakowie, ale mimo wszystko jestem Wrocławianką ;)

 

I dziękuję za głos!

The only excuse for making a useless thing is that one admires it intensely. All art is quite useless. (Oscar Wilde)

Gratulacje :)

The only excuse for making a useless thing is that one admires it intensely. All art is quite useless. (Oscar Wilde)

Mnie się średnio. To dziwne uczucie, bo wychowałam się na tej serii i nawet większość kiepskich motywów z prequeli przełknęłam z miłości do GW. Ale teraz wyszłam z kina średnio zadowolona. Owszem, jest sporo plusów. Film jest wizualnie dopracowany, fajne kosmiczne Vegas, sceny na Hoth to już w ogóle bajka – i liski, i piękne czerwono-białe kontrasty, i imperialna kolubryna, i walka Kylo z Lukiem. A do tego co prawda wciąż mamy nawiązania do starej serii, jednak nie tak wyraźne, jak w “Przebudzeniu mocy”. Gdzie twórcy tak bardzo starali się udowodnić, że “taaak, to naprawdę będą te same stare GW, które kochacie!”, że w moim odczuciu przesadzili i zaserwowali same odgrzewane kotlety. Cieszy mnie, że fabuła “Ostatniego Jedi” nie powiela “Imperium kontratakuje”, tylko poszła w inną, odświeżającą stronę. Cieszy pogłębiony wątek Luka, nieco komplikujący tę do tej pory kryształową postać i cieszy, że scenarzyści zdecydowali się utrzymywać napięcie między Kylo i Rey, a jednak nie doprowadzać do jakiegoś nieprawdopodobnego, romantycznego rozwiązania. I pochodzenie Rey, jeśli prawdziwe, też cieszy – mam słabość do bohaterów znikąd.

To wszystko nie rekompensowało mi niezbyt dopracowanego scenariusza. Miałam wrażenie, że twórcy nakreślili, co się mniej – więcej ma dziać i uznali, że reszta zrobi się sama. Stąd mnóstwo kiepskich dialogów, jakieś dziwne motywy w stylu nagłe połączenie z Maz Kanata i wycieczka w tę i z powrotem do miasta hazardu, wątek hakera, który zaczyna się nagle i urywa właściwie nijak. Działania postaci wydawały mi się słabo umotywowane, związki między nimi – naciągane. A do tego nieznośny patos – w oryginalnej trylogii też go nie brakowało, ale tu nie było nikogo, kto by ten patos równoważył. Konkretnie postaci w stylu Hana Solo. Poe Dameron niestety nie jest w stanie udźwignąć koniecznej przy tym całym moralizatorstwie roli podszytego cynizmem błazna o złotym sercu. Właściwie najmniej papierowymi, posągowymi postaciami są tu Leia, Luke i Kylo Ren. Co kiepsko wróży kolejnej części.

Ale przyznam, że postać Kylo rozwija się w fajną stronę. Wciąż skrzywdzony nastolatek wołający o uwagę otoczenia, a jednak potężny dyktator, który nie wahał się sięgnąć po władzę.

The only excuse for making a useless thing is that one admires it intensely. All art is quite useless. (Oscar Wilde)

Blogi firmowe pozwalają też chyba pozycjonować produkt (o ile wpisy nie są tak chamsko naszpikowane słowami kluczowymi, że google je banuje).  Ale to jest trochę przedpotopowe rozwiązanie.

 

Wydaje mi się, że blogerzy to wciąż wpływowe osoby, chociaż przedstawiciele innych form (youtube, szczególnie w młodszym pokoleniu) szybko dołączają. Co nie zmienia faktu, że jak napisał Jacek, jeśli blog ma promować osobę, to wymaga dużych nakładów pracy. I czasu. Pytanie, ile osób może sobie pozwolić na prowadzenie bloga na serio, a przy tym pisanie na serio opowiadań/powieści? Prędzej uwierzę, że ktoś zaczyna od bloga i kiedy rzeczywiście dochodzi do takiej pozycji, że wyłącznie z bloga jest w stanie wyżyć – zaczyna myśleć o pisaniu. 

The only excuse for making a useless thing is that one admires it intensely. All art is quite useless. (Oscar Wilde)

Jeszcze mi się przypomniał Ochnik od Mistycyzmu Popkulturowego. “Zimy” jeszcze nie czytałam więc się nie wypowiem o jakości, ale to akurat nie jest self. W sumie ciekawe, na ile popularność bloga przełoży się na popularność powieści. Tylko czy rzeczywiście da się to zbadać? Nawet, gdyby wydawnictwo udostępniło statystyki sprzedaży dzieł debiutantów (ha, ha), to i tak moim zdaniem jest tu zbyt wiele innych czynników, które mogą wpływać na popularność.

 

Tylko co tak naprawdę wartościowego, w świecie pełnym wszystkiego, można jeszcze przekazać?

 

Mam dziwne wrażenie, że tak myśleli już starożytni Grecy :P

The only excuse for making a useless thing is that one admires it intensely. All art is quite useless. (Oscar Wilde)

Wydaje mi się, że piszecie tu o dwóch różnych rzeczach. Czymś innym jest być blogerem i wydać książkę (o czymkolwiek, ludzie i tak kupią), a czym innym – pragnąć być pisarzem i założyć bloga, żeby się promować. To, że ktoś ma zadatki na świetnego pisarza nie oznacza, że będzie popularnym blogerem i na odwrót. Plus żeby rzeczywiście się wypromować w blogsferze trzeba się naprawdę napracować: mieć profesjonalną otoczkę w stylu szablon na stronę i dobre zdjęcia, być ciągle obecnym w social media, tworzyć regularne wpisy, które przyciągną zainteresowanych, jeździć na te wszystkie eventy w stylu Blog Forum Gdańsk, promować się podczas powstawania różnych tam rankingów. A potem spotykać się z fanami, tworzyć ciągle coś nowego – a to streamingi, a to cośtam. Oczywiście są wyjątki w stylu dość chyba popularny Spisek Pisarzy (ja dobrze pamiętam, że on coś wydał w selfpubie? Bo mogę się tu mylić), ale większość literatów chyba niespecjalnie się do tego nadaje. Sama kiedyś o tym myślałam i sądzę, że nie byłabym w stanie zostać popularną blogerką. Po pierwsze dlatego, że nie umiem tak pisać – bardzo przystępnie i tak, żeby przede wszystkim przyciągnąć uwagę (oh wait, nie nadaję się też na popularną pisarkę w takim razie :P). Bo albo ma się naprawdę wyjątkowy pomysł na siebie, albo trzeba klepać te wszystkie wpisy w stylu “10 rzeczy, które musisz mieć w pobliżu swojego sedesu” i robić milion śliczniuchnych lajfstajlowych zdjęć. Ewentualnie mieć naprawdę dobre przepisy kulinarne (najlepsze blogerki kulinarne też wydają książki – kucharskie ;)).

 

Dodam, że znam dziewczynę, która kilka lat temu założyła bloga i w tej chwili jest jedną z absolutnie czołowych polskich blogerek. I jeśli mnie pamięć nie myli, pisze książkę – tylko nie wiem, czy sama, czy bierze udział w jakimś większym projekcie. Ale nigdy nie było to jej wielkim marzeniem, myślę też, że nadal nie planuje “zostać pisarką” – to po prostu kolejna forma promowania siebie.

The only excuse for making a useless thing is that one admires it intensely. All art is quite useless. (Oscar Wilde)

“Na nocnej zmianie” na pewno było we wrocławskich Empikach zaraz po premierze. Bardziej mnie dziwi, że nadal można to kupić ;) Choć z drugiej strony, jeśli nie zeszło… A “Dobro złem” na półce to jednak miłe zaskoczenie.

The only excuse for making a useless thing is that one admires it intensely. All art is quite useless. (Oscar Wilde)

Mam wrażenie, że to ciężka sprawa. Chyba, że masz zamiar pisać romanse :D

The only excuse for making a useless thing is that one admires it intensely. All art is quite useless. (Oscar Wilde)

Ok, musiałam być wczoraj bardzo zmęczona, bo niby czytałam pierwszy post, a najwyraźniej nie doczytałam dobrze :P

 

Twierdzisz, Darconie, że chcesz pisać dla czytelnika. Ale Twojej pierwszej wypowiedzi wynika, że jednak piszesz dla nabywcy. Czyli nie dla osoby, która książkę przeczyta i – najlepiej – będzie się tą lekturą cieszyć (a już w ogóle super, jeśli podzieli się ze znajomymi/w internecie pozytywną opinią ;)), tylko dla takiej, która książkę kupi i da Ci zarobić. Jedno drugiego oczywiście nie wyklucza, ale mam wrażenie, że robienie portalowych statystyk, kto ile kupił książek i na ich podstawie stwierdzanie, czyimi komentarzami się będziemy przejmować to droga donikąd. Ile osób się tu wypowie? Ile z nich wypowie się pod Twoimi opowiadaniami? Ile wypowie się pod opowiadaniami, a nie zostawi komentarza tu? I jaka to jest część potencjalnego rynku zbytu?

 

Zresztą tak sobie myślę, że ja na przykład w ostatnich latach kupiłam sporo książek, a przeczytałam dużo, dużo więcej. Przy czym z tych pięciu, które kupiłam w tym roku dwie napisali portalowi autorzy.

 

Zgadzam się z Ochą, że każdy komentarz warto przeczytać, a potem “przefiltrować” przez siebie, czyli po prostu przemyśleć. Ja się dzięki komentarzom dużo nauczyłam, ale też nigdy nie zamierzałam i nie zamierzam zmieniać stylu, do jakiego dążę albo wybierać tematów ze względu na czytelnicze gusta. Nie wstawię też np. sceny erotycznej, bo to się lepiej sprzeda. Wstawię, jak mi będzie pasowała. Co nie zmienia faktu, że każda krytyka jest cenna. A już krytyka od kogoś, kto może mało kupuje, ale i tak dużo czyta, może być cenna tym bardziej. Bo może wskazać na coś, co nam się przyda napisać poczytną i dobrze sprzedającą się powieść ;)

The only excuse for making a useless thing is that one admires it intensely. All art is quite useless. (Oscar Wilde)

Z beletrystyki tylko pięć pozycji (bo pozostałe, które przeczytałam dostałam albo wypożyczyłam :P). Do tego trzy parentingowe (kolejne do kolekcji), jedną “profesjonalną” o edukacji i chyba dwie albo trzy na dziecka. Czyli też wychodzi koło dziesięciu. Większość (poza dziecięcymi) to e-booki, bo ja nie jestem typem zbieracza. Za dużo razy w życiu się przeprowadzałam. A jak jakąś książkę przeczytam i wiem, że do niej nie wrócę (ani że nikt z rodziny nie będzie tego chciał czytać) to oddaję do biblioteki.

The only excuse for making a useless thing is that one admires it intensely. All art is quite useless. (Oscar Wilde)

Dziękuję, Śniąca :)

Bardzo się cieszę, że tekst ostatecznie przypadł Ci do gustu. Jak już odpowiadałam Bellatrix – oczywiście ludzie aż tak zanurzeni w wirtualnej rzeczywistości już istnieją, ale taka ich liczba to raczej projekcja, bo mam wrażenie, że właśnie w tę stronę zmierza świat. Choć sądzę, że mnie też by to męczyło. No, ale ja to już się starzeję, a pokolenie Marzy, jak sądzę, dopiero kończy podstawówkę ;) I tu jest już bardzo dużo młodzieży, która “żyje telefonem”.

Cieszę, się, że taki obraz wywołał efekt i że ostatecznie Marza okazała się bratnią duszą :)

The only excuse for making a useless thing is that one admires it intensely. All art is quite useless. (Oscar Wilde)

Blackburn – dziękuję bardzo :)

 

Bella – cieszę się, że dobrze się czytało. Nie wiem, czy nie jesteś targetem, bo ten tekst jest też trochę efektem namysłu nad kierunkiem rozwoju mediów społecznościowych – mnóstwo ludzi pokazuje coraz więcej ze swojego życia, obecność w internecie staje się wśród młodych ludzi powoli obowiązkowa. Także fakt, że samo czytanie o tych alertach Cię wkurzyło pokazuje, że wciąż jest jakieś napięcie między (nawet kreowanym zewnętrznie) parciem na bycie ciągle online i indywidualną potrzebą odcięcia się od wirtualnego świata. Ja też bym nie dała rady, ale pracując z młodzieżą widzę, że oni powoli przechodzą na tryb “ciągle w sieci”. Facebook już przypomina o nieuzupełnionych miejscach w profilu, podpowiada, żeby zaczepić tego czy innego znajomego. Na razie tylko co jakiś czas, ale może niedługo social media będą się domagały nowych statusów co godzinę, a egzystencja poza social mediami będzie trudna ;)

 

Jeszcze odnosząc się do twojego komentarza w wątku pod numerem – “hapek” to słowo używane przez moich znajomych, zapalonych graczy w HoMM. Ale możliwe, że w świecie gier częściej używa się innych form. Ze wskazaniem alkoholu chodziło o to, że pomiar nie byłby dokonany poprzedniej nocy, “w trakcie bycia pijanym” że się tak wyrażę, tylko rano. Mogę się tu mylić bo to nie moja dziedzina. Ale z tego, co udało mi się dowiedzieć odczytywanie takiego pomiaru, żeby stwierdzić, jak bardzo pijana była osoba kilka godzin wcześniej jest dość trudne.

 

Przyznam, że nie skojarzyłam “twojej brochy”. Ale teraz to mi się głupio zrobiło, bo to rzeczywiście nie brzmi…

The only excuse for making a useless thing is that one admires it intensely. All art is quite useless. (Oscar Wilde)

Co prawda jeszcze nie skończyłam, a recenzję dopiero zaczęłam rozgrzebywać, ale zapytam – jak to jest z tym II tomem? Bo w zapowiedziach wydawnictwa nie widzę, a bogaty świat i pootwierane w bajkach wątki pozwalają się domyślać, że będzie jeszcze co czytać :)

The only excuse for making a useless thing is that one admires it intensely. All art is quite useless. (Oscar Wilde)

Ja sama jestem ciekawa, jak czytelnicy zinterpretują końcówkę :) Chciałam tylko zwrócić uwagę, że Wasze interpretacje się nie wykluczają – bo Nazgul wziął pod uwagę punkt widzenia bogów i “Morsa”, a Staruch – fakt, że Marza postanawia ominąć wybór. Wylogować się z jednej i drugiej hiperrzeczywistości. Inna rzecz, czy to jest możliwe.

 

Kontynuacji na razie nie przewiduję. Temat na pewno jeszcze podejmę, ale raczej wrócę do czasów powojennych.

The only excuse for making a useless thing is that one admires it intensely. All art is quite useless. (Oscar Wilde)

Dziękuję, Staruchu, cieszę się, że tak Ci przypadło do gustu :)

 

Fakt, jak już pisałam przypisanie do s.f. opiera się raczej na tym, że to niedaleka przyszłość no i jest cośtam o technologiach, ale realizm magiczny chyba rzeczywiście bardziej tu pasuje. Klasyfikacje gatunkowe są trudne, jakby na to nie patrzeć :)

The only excuse for making a useless thing is that one admires it intensely. All art is quite useless. (Oscar Wilde)

Tensza wie, co mówi – kręciła nosem na poprzednie propozycje tak długo, aż wymyśliłam coś akceptowalnego :D

 

A właśnie, tekst betowała Magdalena Kucenty. To jakby nie patrzeć też reklama :)

The only excuse for making a useless thing is that one admires it intensely. All art is quite useless. (Oscar Wilde)

Dzięki wszystkim :) Nosz obrywa mi się jednak za tytuły. A ten mi się akurat podobał :D

 

Ocha: elementy fantasy jak najbardziej są, ale wszystko osadzone jednak w “naszym” świecie, w niedalekiej przyszłości. Nie ma się co martwić,  na hard s.f. się raczej nigdy nie porwę ;)

The only excuse for making a useless thing is that one admires it intensely. All art is quite useless. (Oscar Wilde)

Dziękuję :)

 

Gratulacje Naz! Ja na pewno przeczytam bo temat religioznawczo obiecujący.

The only excuse for making a useless thing is that one admires it intensely. All art is quite useless. (Oscar Wilde)

Będzie ;) Polecam, bo to w moim odczuciu najlepszy tekst, jaki dotąd napisałam.

 

No i wielkie gratulacje dla wszystkich, którzy się tu pochwalili!

The only excuse for making a useless thing is that one admires it intensely. All art is quite useless. (Oscar Wilde)

Też mi się wydawało, że Cień powinien być tylko w jednej Loży i tylko jedna Loża może mieć Funa. A w ogóle to jestem zawiedziona, że Loża to nie sam fejm, stada piszczących fanów pod oknami i snucie planów podbicia świata w tajnych wątkach… to co Wy tam właściwie robicie? :D

 

Berylu, nie widzę tu nikogo, kto by traktował ten pomysł nadmiernie poważnie ;) Ja się ze względów czasowych nie piszę, ale innym życzę dobrej zabawy :)

The only excuse for making a useless thing is that one admires it intensely. All art is quite useless. (Oscar Wilde)

Nowa Fantastyka