Profil użytkownika


komentarze: 2049, w dziale opowiadań: 1678, opowiadania: 850

Ostatnie sto komentarzy

A zatem walka zakończona, głosowanie też, kurz bitewny opadł, emocje też, generalnie wszystko opadło.

Ogromnie dziękujemy wszystkim za udział w tej krwawej zabawie. Zgodnie z zapowiedzią, podajemy wynik głosowania autorów:

 

Więźniowie Merkurego – 13

Pakt – 7

Kropla wody – 5

Klasa rentgenowska – 5

Chwyt marketingowy – 3

Butelkowan skwaru – 3

 

Ostateczny wynik, po zsumowaniu punktów, wygląda jak następuje:

 

Pierwsze miejsce:

55 punktów - Więźniowie Merkurego autorstwa Thargona von Schwindelkanta

 

Drugiej miejsce:

51 punktów - Kropla wody autorstwa Radomira Chrościsko 

 

Trzecie miejsce:

37 punktów - Pakt autorstwa Maestro Blackouta

 

Czwarte miejsce:

23 punkty - Chwyt marketingowy autorstwa La Mirage 

 

Piąte miejsce:

17 punktów - Klasa rentgenowska autorstwa M'trik-sana

 

Szóste miejsce:

9 punktów - Butelkowanie skwaru autorstwa Fin-killi

 

Nie da się ukryć, że Thargone zwyciężył dopiero po zsumowaniu punktów, jeśli głosowanie publiczności potraktować osobno, zwyciężył Chrościsko. Który to, nawiasem mówiąc, jest tu debiutantem, zatem największe gratulacje należą się właśnie jemu. Znakomity debiut! 

 

 

 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Spoko. Ja wlasnie mam "Niech żyje wolność" i "oczy zielone". I bimber i kiełbasę z miejscowej wędzarni. Jest cudnie. Do zobaczenia później! 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Rossa, Wybranietz – bardzo się cieszę, że się podobało. Tak jak pisałem gdzieś wcześniej – chodziło mi o stworzenie czegoś, co fajnie się czyta, mimo długość. 

A za cegiełkę do nominacji, to w ogóle ogromnie wdzięczny jestem! 

Wybranietz – no tak, dostała kością w głowę. Która to kość mogła być ułamana, mieć ostre krawędzie… Mój znajomy kiedyś omal nie został oskalpowany, gdy podczas gry w koszykówkę przeciwnik, spadając spod kosza po wsadzie, trafił go zębami w ciemię. Splattery się chowają :-) 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

He, he, tak sobie pomyślałem, że może przyjdzie Drakaina i popędzi mi alternatywnego kota :-) 

Ale, jak słusznie zauważyłaś, nie jest to alternatywna historia, tylko alternatywny świat. Przy czym porównanie z "Innymi Pieśniami" jest mocno przesadzone, bo u Dukaja inne były podstawowe zasady, rządzące rzeczywistością, zupełnie jakby zmieniły się stałe fizyczne. Nic dziwnego, ze świat wyglądał zupełnie inaczej.

U mnie zmiany, wbrew pozorom, wcale nie są znaczące. Co więcej przyjąłem zasadę, żeby zmieniać właściwie tyko rzeczy niezbędne, takie, które musiały być inne. A czy obraz świata musiałby być tak diametralnie różny? 

Świadomość istnienia magii mogła być powszechna, ale realne efekty jej działania wcale nie musiały być tak oczywiste, zwłaszcza z perspektywy, powiedzmy, ogromnej większości społeczeństwa. Rycerz Rytgier, na ten przykład, mógłby używać magicznego miecza, nie mając pojęcia jak działa. Babcia Ziuta robiłaby swoje miłosne napary, nie mając pewności, czy ich moc pochodzi od przekazywanego z pokolenia na pokolenie zaklęcia, czy tylko z właściwości ziółek. Tak jak z technologią – ilu ludzi jeździ samochodami, mając bardzo mgliste pojecie o spalaniu wewnętrznym, nie mówiąc o całej elektronice, sterującej nowoczesnymi autami? Nieliczni wiedzą, jak używać magii kreatywnie, więc tworzą się grupy związki, kasty, organizacje itp. Tyle, że zamiast (jak to w większości typowego fantasy ma miejsce) wymyślać sobie jakieś zhierarchizowane koła magów, zakony, akademie magiczne i tym podobne, wziąłem sobie prawdziwe religie i kulty, od przeróżnych rodzajów szamanizmu i kultów animistycznych, przez skomplikowane politeizmy, po sformalizowane monoteizmy, i uznałem, że znakomicie będą się nadawać do roli, że się tak wyrażę – systemów operacyjnych, kodujących, uściślających i systematyzujących magię. Wszystko to dynamicznie zmieniające się, a nawet zwalczające sie nawzajem, bo nie ma jednego, słusznego sposobu na okiełznanie magii. 

A dlaczego chrześcijaństwo?

A dlaczego nie? Po pierwsze, gdyby nie chrześcijaństwo albo coś bardzo do chrześcijaństwa podobne, Europa musiałaby wyglądać kompletnie inaczej społecznie i kulturowo. Miałbym zatem spore problemy z osiągnięciem tego, co stanowiło prawdziwą podstawę mojego tekstu – królewicza, rozjeżdżającego czołgiem kolczaste zarośla, by uwolnić śpiącą królewnę, zamkniętą w wieży. Po drugie, nic w moim alternatywnym świecie nie stało na przeszkodzie, by dwa tysiące lat przed opisywanymi wydarzeniami urodził się Chrystus, człowiek o całej głowie wypełnionej mózgiem i ponadrzeciętnych zdolnościach magicznych, który podjął walkę z Czymś Okropnie Złym, Co Mogło Strasznie Namieszać W Świecie. I bohatersko zginął, ale wokół niego wytworzył się kult, który później przerodził się w… I tak dalej. W moim świecie chrześcijaństwo (które nie jest jednak dokładną kopią "naszego" chrześcijaństwa) nie rządzi wszystkim i wszystkimi niepodzielnie, ani nigdy nie rządziło. Jest tylko jednym z systemów operacyjnych, kiełznających magię.

A gdy magia znika? 

Na dodatek kazałeś tej Twojej ludzkości przejść gładko od “ery magicznej” do “ery naukowej”, a tymczasem wedle wszelkich danych powinieneś mieć co najmniej wiek, jeśli nie kilka, co najmniej chaosu ;) Zwłaszcza jeśli takie wydarzenie nastąpiło nagle, a wszystko na to wskazuje. I musiało być katastrofą większą niż typowe postapo z brakiem elektryczności.

Książę i profesor właśnie o tym rozmawiają. Książę uważa że to niemożliwe bez totalnej katastrofy i burdelu. Profesor mówi, że można, bo się do zmiany przygotowano. 

Brak anarchii mógłby wyjaśnić właściwie jedynie skuteczny zamach stanu przeciwników magii, przygotowywany potajemnie od wielu lat, z uwzględnieniem scenariusza politycznego i bez choćby cienia porażki po drodze do władzy. I już z jakimiś osiągnięciami naukowo-technicznymi, które natychmiast zastąpią magię. Czyli europejska dyktatura niemagiczna…

Tak jakby. Tyle, że nie było zamachu stanu, walki ani politycznej, ani na gruncie militarnym, prób przejęcia władzy przez jakieś grupy i tak dalej. Była za to konieczność, podyktowana Wielkim Zagrożeniem. Kościół "oddał" magię dobrowolnie i miał kilka (kilkanaście) lat na przygotowanie się do jej zniknięcia, a potem kolejne dziesięciolecia na przeciwdziałanie destabilizacyjnym efektom katastrofy.

Napisałem też, że do katastrofy nie doszło w "naszej części świata" mając na myśli chrześcijańską Europę. To, że Kościół wiedział co jest grane, dawało mu przewagę nad "konkurencją". Co więcej przyjąłem, że "magiczny" Kościół był zdecydowanie bardziej monolityczny, niż prawdziwy. Oczywiście zakładam, że istniał podział na "wschód" i "zachód" (no bo jeśli taka a nie inna Europa, to musiał być Rzym, a potem upaść, poza tym warto byłoby zachować w moim świecie pewną kulturową odmienność Rosji i okolic). Ale Reformacji i jej olbrzymich skutków nie było.

Całe te przemiany, mimo gwałtownosci w historycznej skali, nie miały charakteru rewolucyjnego, bo nie było adwersarzy, ani ścierających się sił. Zapewne istniały pewne tarcia w samym Kościele, musiała istnieć też walka o wpływy pomiędzy mocno zyskującymi na znaczeniu monarchiami (przesunięcie środka ciężkości "władzy" w stronę owej, powiedzmy, "władzy świeckiej" było jednym z głównych elementów, mających zapobiec burdelowi). Zapewne było zamieszanie i tendencje decentralizacyjne, ale do katastrofy to jeszcze było daleko.

"Przyklejałem" mój wymyślony świat do prawdziwego, jak tylko się dało, dlatego, jeśli uważałem, że jakaś postać lub zjawisko znane z naszego świata mogłoby zaistnieć w wymyślonym, to tak było. Więc była katedra Hugo i Quasimodo, była Maria Skłodowskia-Curie, ale nie mogło być na przykład Hitlera, czy Stalina. Bonaparte być może, ale nie taki, jak w realu, choćby dlatego, że miałbym kłopoty z umieszczeniem w moim świecie Rewolucja Francuskiej, a już na pewno nie w znanej nam postaci. I tak dalej… 

Technologia? Technologia istniała, bo z magią było trochę jak u Sapkowskiego – każdy wiedział, że jest, ale nieliczni mogli sobie rzucać fajerbole. Dlatego mogło działać to na zasadzie:

Gdy okazało się, że już niedługo nie będzie można pierdyknąć w kogoś piorunem kulistym, to ktoś powiedział – "Zaraz, zaraz, a pamiętasz Otto von Bombke i jego tą, jak jej tam, handkanonę? No wiesz, taka harmata, ja ta z pokazów na turnieju, tylko mała. Gdyby tak zainwestować w ich produkcję… Bo przydałby mi się oddział takich handkanonierów…" 

Podstawy do stworzenia cywilizacji technologicznej były, choćby dlatego, że magia niekoniecznie mogła być niezawodna i wygodna w użyciu. Trzeba było tylko przekierować wysiłek intelektualny i ekonomiczny. To dało się zrobić z centralnej pozycji, jaką wciąż zajmował Kościół. 

Podobnie z kulturą – skoro założyłem, że magiczne Chrześcijaństwo jest podobne do prawdziwego, miało też bardzo podobny wpływ na kształtowanie europejskiej kultury. Z pewnymi zmianami oczywiście, ale podstawy byłyby bardzo zbliżone. Inaczej, tak jak napisałem wcześniej, nie mógłbym uzyskać tego, o co w mym tekście chodziło – następcy tronu europejskiej monarchii, który rozjeżdża pojazdem pancernym haszcze, w poszukiwaniu śpiącej królewny. 

Słaby punkt – w moim świecie nie mogło być wojen dwudziestego wieku, a czas akcji umieściłem gdzieś na przełomie XX i XXI wieku, więc chyba mało prawdopodobne, żeby poziom rozwoju technologicznego wyglądał tak podobnie do "naszego". Ale to celowe uproszczenie, żeby bardziej nie mieszać. Może sprawy militarne nakręcały ciągle tarcia między królestwami. Może polaryzacja wschód – zachód… Kurde, coraz bardziej mi się wydaje, że muszę pyknąć powieść. I zacząć ją podczas Rozproszenia… 

Uch, czas się zbierać na wesele, zatem do dyskusji zapraszam dopiero w poniedziałek, jeśli przeżyję ;-) Bardzo chętnie porozmawiałbym na ten temat swojego tekstu z profesjonalistą, nawet z pozycji profana, którym niestety jestem :-) Jeśli oczywiście znajdziesz czas.

Pozdrawiam i wielkie dzięki! 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Masz rację z tym wpasowywaniem, pisanie bez oglądania się na czytelnika uważam za przejaw bufonady, tudzież formę autoterapii. I masz zapewne rację również co do tego, że potrzebuję oka lub dwóch, by znaleźć właściwy tor jazdy. 

No i powodzenia z Twoim opowiadaniem! 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Wielkie dzięki, Darcon, przede wszystkim za to, że obłożony Słuchowiskiem, znalazłeś czas na przejrzenie 80k.

Masz rację z tym źrebakiem, chciałem sobie pohasać, bez konkretnych ograniczeń. Choć i tak, za namową niektórych, obciąłem tekst o parę tysięcy znaków, do osiemdziesięciu :-) 

Daje też o sobie znać moja, nie wiem jak to nazwać, obsesja wyjaśnialności. Skoro wymyślam świat, to wszystko ma być spójne, logiczne i trzymać się kupy, a jeśli ktoś zapyta – zaraz, zaraz, jak to działa – to proszę: odpowiedź jest gdzieś w tekście. Po to w ogóle była cała scena w namiocie. Taki infodump. 

Oczywiście nie mam zamiaru zasłaniać się faktem, że tekst nie miał być jakiś specjalnie cudowny literacko i ambitny, bo jak się coś pisze, to pisze się najlepiej jak można, niezależnie od konwencji. Zapewne masz rację – albo należało skupić sie na samej akcji i nie opisywać świata, albo rozwinąć w mini powieść, czy coś w tym stylu. 

Ech, następny tekst, który szykuję (pomijając ewentualnie jakąś humorystyczną miniaturkę po drodze) z założenia ma być sto procent serio. Może Cię nie zawiodę :-) 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Jeśli będziemy tak podawać procenty, to przyjdzie jakiś matematyk i sobie policzy prawidłowa odpowiedź ;-) 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Popieram Przedpiszących. Udany szort, sprawnie napisany. Humorystyczna, "Mikołajkowa" narracja znakomicie współgra z nieco absurdalnym, przerysowanym horrorem. 

… i marząc o własnym, czerwonym bolidzie marlboro ferrari.

Normalnie, to bym sie przyczepił, bo to trochę tak, jakbyś napisał Grzegorz Boniek. Ale, w sumie, nie był to opis istniejącej zabawki, a marzenie Rafała, to niech już będzie :-) Nie można przecież zabronić dziecku marzyć o bolidzie marlboro ferrari :-) 

Świetnie się bawiłem, a co do ewentualnej kontynuacji, to istotnie – należałoby bardziej uważać, żeby nie wpaść w sztampę. Choć potencjał jest.

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Wielkie dzięki, NWM! 

To nic, że późno, ważne, że pozytywnie! 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Witam! 

Jak napisali poprzednicy – w tekście panuje okropny bałagan. O ile takie rzeczy, jak zapis dialogów, wymagają pewnego "opisania", pewnej wprawy i masz pełne prawo się w tym jeszcze gubić, to te nieszczęsne spacje przed przecinkami, albo masa literówek wynika raczej z pośpiechu i niedbałości. A nie ma co się spieszyć, jeśli chcesz się pokazać z jak najlepszej strony, bo porządne wykonanie pokazuje, że autor stara się i przykłada, nawet jeśli inne elementy tekstu zawodzą.

U ciebie najmocniejszym punktem jest z pewnością fabuła – całkiem pomysłowa i nieźle poprowadzona. Może nie odkrywasz dziewiczych lądów, ale rzecz wcale nie była taka oczywista i nie spodziewałem się, w którą stronę pójdzie. 

Jeśli chodzi o dialogi, to poza kwestiami technicznymi jest jeszcze to:

– Masz to co potrzebujesz. Teraz twoja kolej. – Kobieta pokiwała głową. Mimo wszystko urzekła ją determinacja tego człowieka.

To wygląda, jakby to wiedźma powiedziała, nie mężczyzna. 

Powinno być raczej tak:

 

 – Masz to, czego potrzebujesz. Teraz twoja kolej. 

Kobieta pokiwała głową. Mimo wszystko, urzekła ją determinacja… 

– W przeciwieństwie do was, nam kłamstwo jest obce. Powiedziałam ,że ,,Miesiąc na niebie da jej swój czas.” i tak będzie. Wiem także co się stanie gdy odmówisz zapłaty. – Drżącą ręką mężczyzna wyjął z kieszeni dwie zmatowiałe obrączki.

Tu jest tak samo. I w wielu miejscach też. Jeśli jedna osoba coś mówi, a zaraz potem opisujesz czynność, którą wykonuje druga osoba, to zaczynaj od nowego akapitu. 

Zapis dialogów to wbrew pozorom nie taka prosta rzecz, warto zapoznać się choćby z nowowantastycznymi poradnikami, do których linki Ci podesłano. No i przede wszystkim uprościć zapis. Żadnych złożonych wtrąceń, didaskaliów i takich tam. Dopóki doświadczenie i wprawa nie pozwoli na kombinowanie. 

Pośpiech i brak odleżenia tekstu prowadzi również do takich rzeczy:

Polana majaczyła niewyraźnie w mdłym świetle księżyca.

I zaraz potem:

Po polanie chodziła kobieta kreśląc coś kijem po ziemi ,nie zważając na strugi deszczu ,obmywające wszystko dookoła.

Mieszkam w miejscu, gdzie takie rzeczy to standard. Ale w normalnym świecie, z reguły albo świeci księżyc, albo pada deszcz. Jeśli te dwie rzeczy występują jednocześnie, to warto podkreślić nienaturalność sytuacji :-) 

Czyli – fajny pomysł, zabity wykonaniem. Brak doświadczenia to jedno – wszystko przyjdzie za czasem, wystarczy trenować. Ale najważniejsze – nie spiesz się. Niech tekst poleży. I czytaj go nawet dziesięć razy, przed publikacją. I poprawiaj.

Pozdrawiam! 

 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Wielkie dzięki, ac! 

Wydawało mi się, że to o bosie wyrzuciłem po pierwszych komentarzach, ale najwyraźniej wzięło i mi umkło :-) 

Co do mili, to użyłem tzw mili polskiej, która była różnie definiowania i trudna do uściślenia, ale uważa się, że było to nieco ponad siedem kilometrów. Przyjąłem sobie, że moja Rzeczpospolita, dla podkreślenia swojej "mocarstwowości" wciąż używa tradycyjnego systemu miar, powoli wypieranego przez cywilizowany system metryczny. To taki smaczek, mający na celu dodatkowe "urealnienie" mojego wymyślonego świata, choć zdaję sobie sprawę, że może wprowadzać pewne zamieszanie w tekście. 

Podobnie ze wzmiankami dotyczącymi mody – osełedec jest jak najbardziej kozacki, ale nawet w "prawdziwym" siedemnastym wieku szlachta lubiła się tak czesać. Nie ma powodu, dla którego w "alternatywnym" siedemnastym wieku miałoby być inaczej, zatem moja wymyślona "moda na sarmację" mogłaby obejmować również i osełedec, tak jak wąsy, tudzież elementy stroju, inspirowane tradycyjnym strojem szlacheckim.

Kubeczek… To trochę takie mrugnięcie okiem (choć nie wiem do kogo, prawdopodobnie do siebie samego). Gdy na wykopaliskach wyciągaliśmy całe naczynie, nie skorupy (co nie zdarzało się tak często – w naszych warunkach, najczęściej spotykane obiekty to, obok grobów, jamy, do których mieszkańcy dawnych osad wrzucali śmieci), to po opłukaniu pito z niego piwo. W ramach celebracji :-) Nie mówiąc o tym, że wypicie piwa z miseczki, która przez cztery tysiące lat leżała w ziemi, z pewnością dodawało mocy. Coś jak pożarcie serca pokonanego przeciwnika ;-) 

Ale masz rację, miejsce takiego przedmiotu, jak magiczny kubeczek, powinno być w sterylnym, dobrze zabezpieczonym laboratorium, albo coś w tym stylu. Nie w torbie naukowca. Być może miał to być również dodatkowy rys, charakteryzujący profesora, który, mimo poświęcenia pracy, nie podchodził do tego wszystkiego z nabożną czcią. Jednak, jak zauważyłeś, nie poparłem tego wystarczająco w tekście. 

Cóż, najważniejsze, że Ci się podobało! 

Miałem zamiar napisać lekko czytajny, rozrywkowy, a przy tym w miarę niegłupi tekst i po komentarzach wnioskuję, że się udało. 

Jeszcze raz dziękuję! 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Za jednogłośną zgodą wszystkich autorów, Chwyt marketingowy został wzbogacony o brakujące pięć słów. Nie zmieniły one treści, wymowy, klimatu, puenty itd. Chwyt marketingowy wciąż jest tym samym chwytem, tylko bardziej drabblowym :-) 

 

Dziękując Finkli za trzymanie oka na głosach, ręki na plusie oraz na klawiaturze, delikatnie zachęcam wszystkich do niezobowiązującej zgadywanki. Który, wspaniały drabble należy do którego Twórcy? 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Cieszę się niezmiernie, drogi Hrabio, że znalazłeś czas na zapoznanie się moją kobyłą, i tym bardziej, że owo zapoznawanie się sprawiło Ci przyjemność. 

Nie tak dawno twierdziłem, że "Luminescencyjny pokrak" to tytuł do bani, zwłaszcza w porównaniu do innych Twoich tytułów. No to nadszedł czas na zemstę ;-) 

A o Słuchowisku rzeczywiście pomyślałem, tekst byłby na to niezły, szczególnie, że właściwie całe światotwórstwo opiera się na dialogach. No ale przekroczenie limitu o jedną trzecią, to chyba nie jest "lekko" ;-) 

Przecinki, jak zwykle, chowają się przede mną w przypadkowych zakamarkach zdań złożonych i warczą głucho. Ale to moja wina, jestem zbyt leniwy, by zapoznać się z jakąś pozycją, traktującą o ich obłaskawianiu. 

Jeszcze raz ogromne dzięki! 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Zmienić tytuł? Bo istotnie, niektórzy mogą czuć się zawiedzeni, że wewnątrz żadnych kontrowersyjnych treści nie ma :-) 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Tekst jest przyjemną bajeczką, która, choć posiada wszystkie wady wymienione przez przedpiśców, sprawiła mi przyjemność. Wynika to z faktu, iż po prostu lubię czytać o przewagach Rzeczypospolitej, nawet jeśli nie mają one jakichś konkretnych podstaw i większego sensu. 

Ale najlepszą rzeczą, jaką zrobił ów tekst jest sprowokowanie bardzo ciekawej dyskusji między Drakainą i Wisielecem. Którą to czytałem z zainteresowaniem i zaangażowaniem znacznie większym, niż w przypadku opowiadania, stanowiącego jej przyczynę :-) 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Dzięki, Nevaz! 

To kawał tekstu, więc samo przeczytanie na jedno posiedzenie to niezły komplement.

 

Erl grey – jasne, że powinno być earl grey

ostaniec powinien być wszędzie że małej litery

Nie miała żadnego ani zasuwy - gdzieś mi uciekło słowo zamka :-) 

 

Już wszystko poprawiam.

 

Motywacje Hellewicz – chciała wykończyć krolewnę zaraz po wybudzeniu, przy pomocy magicznie naładowanego miecza, bo w ten sposób można było raz na zawsze pozbyć się Bestii. Ale zmieniła zdanie w ostatniej chwili. Bo po pierwsze – miecz by się rozładował i Wielka Paskuda na dole zebrałaby krwawe żniwo

Po drugie – pewnie uznała, że żywa krolewna z żywą Istotą wewnątrz, może się do czegoś przydać. (tak zwany potencjał kontynuacyjny, he he)

Jeszcze raz ogromne dzięki! 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

 – A zasady zna? – Obmierzły smarknął obficie i wytarł paluchy w kaftan nietomnego sąsiada. – Jak zna, to do betowania zapraszam. Mieczów ci u nas dostatek, ale i nowego przyjmiem, na znak zabawy przedniej.

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Gdyby tekst był o połowę krótszy, nawet by mi sie podobał. Zapewne z innych powodów, niż zamierzone – cały ten przerysowany, przepoetyzowany, ociekający smolistym mrokiem kiczu patos, szalenie mnie bawił. A momenty w stylu wspomnianych czerepów i sromów, paradoksalnie rozsłoneczniły mi nieco mżysty poranek. 

Ale przesada jest niezdrowa, w pewnym momencie miałem dość. Nie ważne, jak bardzo lubiłbym krwiste steki czarnego zepsucia, było ich za dużo na raz i rozbolał mnie brzuch.

Rada na przyszłość? Dozować nastrój. Coś takiego sprawdza się w krótkiej formie, ewentualnie warto do takiego ciężkiego kotleta dodać trochę kolorowej sałatki. I najlepiej coś na popitkę. Wtedy wyjdzie całkiem smaczne danie.

Pozdrawiam! 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Tom wysłał. Mam nadzieję, że właściwie, bo pierwszy raz to robię :-) 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Znaczy, będzie kwintogrzmot? 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

ogólnie panuje niepisana umowa, co najmniej od czasów Hemingwaya, że męskie smutasy na temat erekcji to wielka egzystencjalna literatura

Może to dlatego, że erekcja to istota męskiej egzystencji, więc pisanie o niej, to zmaganie się z egzystencjalnymi problemami ;-) 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Muszę przyznać, że jestem niezwykle zaskoczony (ale i rad, oczywiście), że porwałeś się na grzebanie w tak dawno pogrzebanych rzeczach. I głową kiwasz z uznaniem, a to już w ogóle super! 

Tak na marginesie – wszystko, co do tej pory napisałem, można zobaczyć tu, na Fantastyce. Kompletnie nic nie czai się w moich szufladach, nic nigdy nigdzie indziej nie opublikowałem (strasznie dużo zaprzeczeń :-)) Zatem, mimo wieku i kilku lat działalności na tym portalu, jestem zupełny żółtodziób ;-) 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Ha, wycięcie walki spowodowałoby, że tekst byłby właściwie tylko rozmową profesor – książę, a potem książę – Hellewicz. To też można byłoby obciąć, ale wtedy musiałbym wprowadzić sporo klasycznych infodumpów, których ambicjonalnie starałem się unikać. Albo zrezygnować z "inności" świata, ale wtedy z kolei wszystko trzeba byłoby dostosować do naszych realiów i powstał by zupełnie inny tekst. 

A postaci – no, dużo. Obawiałem się wynikającego z tego zamieszania. Z drugiej strony wydawało mi się, że ilość osób jest adekwatna do charakteru wyprawy. No i myślałem, że będzie nienaturalnie, jeśli pisałbym tylko o dwóch, czy trzech z nich… 

Ech, to pierwsze moje podejście do takiego tekstu, z pewnością nauczę się odpowiednio balansować te sprawy. 

A rozciagnięcie… Kurczę, jak najbardziej. Przedstawić historię księcia (i uczynić go główną postacią całości), zaczynając od akcji w Paryżu, a może nawet jego dokonań militarno – imprezowych, pokazać, na czymś polegają jego ambicje. Pokazać dziwny charakter relacji profesor – Hellewicz, ledwie zarysowany w tekście. Pociągnąć wątek śpiącej królewny, która nie jest wydmuszką… Tylko, co wtedy? Na Fantastykę nie wrzucę, bo nikt takiej kobyły nie przeczyta. Rozsyłać po redakcjach? Heh, czuję, że to jeszcze nie ten lewel :-) 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Dzięki Patetronusie! 

No tak, za dużo na raz. Zgadzam się, że mógł być dłuższy, potencjał rozwinięciowy/kontynuacyjny jest tam calkiem spory. A jak myślisz, gdzie można byłoby skrócić lub uprościć? Odjąć nieco strzelaniny i nawalanki, użyć mniej bohaterów, czy obciąć rozmowy, wyjaśniające jak działa świat? 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

W sumie to chyba jakoś tak samo się zaczęło :-) 

Nawet Wisielec brał w tym udział. Ale można do mnie, bo to ja wspomniałem o Pojedynkach.

Skoro "skwar" jest okej, to niech będzie. Do niedzieli jest wystarczająco dużo czasu, żeby wykuć prawdziwe, drabblowskie arcydzieło! 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

 – He, he, u mnie nadchodzi jesień, sezon sztormów i pada od tygodnia – zarechotał von Schwindelkant. – Ale i SKWAR pasuje. 

Po czym, widząc, że karczmarz zamyka interes, posłał butne spojrzenie wszystkim zebranym, a w szczególności niewiastom. I ruszył do wyjścia, podpierając się swą wierną Straszliwą Kłonicą Wyjątkowo Absurdalnej Rozpierduchy. 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Może na terenie tego, kto zaczął awanturę :-) Piątek w porządku, ale to ma być termin do piątku do północy, czy od piątku dajemy sobie ileś tam czasu (np. Do niedzieli)? Mnie zajedno. Czasu na drabbla będę miał dość. 

Pytanie jeszcze – zostajemy przy propozycji Darcona, czy wybierzemy temat na przykład w piątek, żeby było mniej czasu na kombinowanie? 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

 – Na Thargona zawsze można liczyć – warknął i wyprostował się na całą swą obmierzłą wysokość. – Mam nadzieję, że na mistrza, eee… jak mu tam… Wlejouta i Fin-killę wojowniczą księżniczkę też. El Pollo Muymallo, jeśli chce, również zaproszon być może.

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

 – Nie znam się na długościach orężow… ekhm… oręży, ale każdym władam biegle – oznajmia Obmierzły. – Nawet zdechłym drobiem.

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

 – Tak się zastanawiam – rzuca Thargone von Schwindelkant, zwany Obmierzłym, niby do siebie, ale tak, by wszyscy słyszeli – czy nasz poczciwy karczmarz równie dobrze radzi sobie z bronią, jak ze ścierką. Wszak w łeb moczymordzie jakiemuś dać czasem musi. A i w rzyć kopnąć łachudrę, co na zawartość kasy by się połasił. 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

O tym fragmencie można powiedzieć tylko, że stylistycznie okej, poza paroma niezręcznościami, wychwyconymi przez poprzedników. I tyle, bo cała scenka kompletnie nic nie mówi o fabule całości, o świecie, w zasadzie nawet o bohaterach. Kelner jest charakterystyczną postacią, ale bez wiedzy, czy będzie miał do odegrania jakąś rolę w cale historii, czy jest po prostu elementem humorystycznym, wprowadzonym od czapy, nie może zainteresować. Elizabeth nie rozumiem zupełnie – ktoś ja do tej randki zmusił, że od początku była sfochowana i urwała się bez słowa przy pierwszej okazji? Nie wiedziała z kim się umawia? O co w ogóle jej chodziło? 

Motyw chudej dziewczyny, przenikającej autobus wzbudza jakieś zainteresowanie, ale byłoby dokładnie tak samo, gdybyś wstawiła dosłownie cztery zdania opisu nieudanej randki i samo zakończenie scenki. 

Czekam na dłuższy fragment, bo ten nie wystarczy, bym ukuł jakąś konkretną opinię. 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Witam! 

Cóż, jest to bardzo przyjemna, prosta, choć niegłupia baśń, z przesłaniem, morałem i kilkoma ukrytymi smaczkami. Fajny tekst. Styl pasuje do treści, nieco zakręcony, z zawijasami i ozdobnikami, z bogato złożonymi zdaniami. Może niezupełnie gładki, czasami musiałem się zatrzymywać, żeby się upewnić, iż dobrze zdanie zrozumiałem. Po ponownym przeczytaniu okazywało się, że błędu stylistycznego w zasadzie nie ma, nie mam więc czego na siłę poprawiać. Ale zabrakło tej płynności, która powodowałaby, że można byłoby czerpać przyjemność z samego czytania. Cóż, nie jest to jakieś wielki problem. 

Niestety tekst jest dość nieporządny, sporo tam literówek, niewłaściwych znaków interpunkcyjnych, niepotrzebnych enterów między akapitami i takich tam – rzeczy wynikłych raczej z niedbałości, niż niewiedzy, czy braku talentu. 

Czyli – niezła opowieść, nieźle napisana. Uporządkuj tekst, to chętnie kliknę bibliotekę.

P.S.

Z jakichś powodów niezmiernie bawią mnie takie reklamowo – przechwalankowe przedmowy :-) 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Choć w sumie również te upalne wakacje przekonały mnie o mylności mojego stwierdzenia – część facetów nigdy z tego nie wyrasta, więc może nie powinnam pisać o etapie ;)

To jak z trollami. Zdecydowana mniejszość, ale zdecydowanie najgłośniejsi :-) 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Widzę, że pytań trochę postawiłem.

Tak jest. Ale kwestie techniczne i światotwórcze, to rzecz drugorzędna – tak jak pisałem, na niektóre rzeczy rzuciłeś trochę (he he) światła, inne pozostały niewyjaśnione – czytelnik może sobie trochę sam dopowiedzieć, może też, tak jak ja, przesunąć ciężar twego tekstu w stronę fantasy, gdzie nie wszystko musi być policzalne i mieć swój poziom midichlorianów. 

Mnie tak naprawdę najbardziej kręci świeczka. To jest, chciałem napisać, bardzo interesuje mnie niezwykłe człowieczeństwo Suey, istota i historia jej związku z Adamem. Dlatego byłbym wielce niepocieszony, gdyby nie powstał żaden sequel, preqel, czy inny międzyqel. Gdyby, na przykład, Count "zrezygnował z pisania". 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Mało mam ostatnio czasu na czytanie, ledwie wyrobiłem się ze swoim dyżurem. Ale właściwie za każdym razem trafiam na cholernie dobry tekst. 

Tym razem nie jest inaczej. Bardzo dobra narracja i warsztat, drobne błędy nie psują wrażenia. Ale przede wszystkim świetny pomysł, konsekwentnie i logicznie poprowadzony. Podoba mi się głównie to, że opowieść, która wydaje się z początku lekką i żartobliwą historią, przeradza się w coś dużo poważniejszego i złożonego. 

Nie jestem miłośnikiem filozofowania, a tym bardziej wschodnie klimaty powodują u mnie lekki grymas zdegustowania. Ale nie da się ukryć, że w Twoim tekście to wszystko gra, jak powinno. 

Znakomita robota.

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Niezmiernie się cieszę, że dotarłaś AQQ! 

Ta, wiem jak to jest, ja czasem nawet komentarze piszę na raty, przez pół dnia, a co dopiero czytanie długaśnego opka. 

Najważniejsze, że udało mi się osiągnąć to, co zamierzałem – lekką, ciekawą historię, która wciąga i "się czyta", mimo długości.

Ogromne dzięki!

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

No no no. Ale kawał tekstu. 

Znakomite wykonanie, świetny klimat, znakomite, świetlno – dźwiękowe opisy. 

Ale przede wszystkim pomysł. Oj, nie poszedłeś na łatwiznę. Może mi się tylko wydaje, ale to wszytko wygląda, jakbyś włożył tytaniczną pracę w wymyślenie i złożenie tego wszystkiego do kupy, oryginalnych obcych, ich wpływu na ludzi i konsekwencji, jakie ma to dla świata i jego wyglądu.

Mieszasz tu postapokaliptyczny ciężar, opowieść o nieudanym kontakcie i pewną niemal magiczną "niedookreśloność" rodem z fantasy (pocałunki!) 

Dobrze zachowany balans między logicznym, takim "SF" wyjaśnieniem zasad rządzących twoim światem, a przemilczeniami i niedopowiedzeniami, strategicznie rozmieszczonymi w punktach, gdzie nauka wysiada i autor musiałby pleść bzdury. 

Do tego znakomite opisy. Poetyckie niemal, choć nie przegięte. Wspominałem już o opisach? Jeśli tak, to warto wspomnieć drugi raz ;-) 

Na marginesie – nie mogłeś powstrzymać się od poznęcania się nad dziećmi, ale to w sumie dobrze ;-) 

Oczywiście powstaje sporo pytań – to raczej normalne, jeśli w pojedynczym opowiadaniu autor stara się zawrzeć oryginalny świat i konkretną historię. I tutaj – dlaczego Lurianie akurat tak, a nie inaczej wpływają na ludzi, na jakie zasadzie działają te choroby? O co chodzi z Suey, bo skoro Lurianie są skrajnie obcy, do granic niezrozumienia, to dlaczego Suey mówi, myśli i zachowuje się jak człowiek? Czy wosk pszczeli ma jakiś wpływ na światło, że świeczkowi Lurianie nie są groźni? 

I tak dalej. Tyle, że nie ma to większego znaczenia. Bo pomysły i klimat tego tekstu to mistrzostwo. 

Gratuluję. 

P. S. 

Tytuł do bani. Sorry, ale Count przyzwyczaił mnie do cudownego przerysowania i słodkiego kiczu swoich tytułów ("W fortach z poduszek zapadła już cisza" – ach!). A tu jakiś pokrak. A fe. 

 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Drobne chropowatości, wychwycone przez przedczytaczy, ani trochę nie psują bardzo dobrego wrażenia z lektury. Delikatnie zarysowany obraz świata w stylu "Ligi…", świetnie oddany klimat późnej epoki wiktoriańskiej z domieszką steampunku, wyraziści bohaterowie i relacje między nimi – tekst ma wszystko, czego mu potrzeba. Fakt, intryga kryminalna prosta, ale to nie wada, w niecałych 50k znaków nie da się nakreślić świata, przedstawić bohaterów i jeszcze poprowadzić skomplikowaną, wielowątkową intrygę. 

Słowem – znakomity tekst, no i duży potencjał kontynuacyjny. Świetna robota.

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Cóż, tekstowi brakuje tego, co uważam za niezwykle istotne – możliwości zrozumienia :-) 

Ja wiem, pole do interpretacji, każdy powinien pomyśleć i zrozumieć po swojemu, ale w takich sytuacjach zawsze czuję się robiony w balona. Bo wydaje mi się, że autor sam nie miał pojęcia, o czym pisał. 

I u ciebie w zasadzie tak właśnie jest. Rzecz jednak w tym, że tekst Twój napisany jest bardzo przednio, zarówno warsztatowo, jak i pod względem klimatu. Wrażenie robi niezwykła plastyczność, obrazowość, świetny balans między dokładnością opisu, a poetyckością wizji. Wyobraźnia nie miała najmniejszego problemu ze zwizualizowaniem scen, mimo ich pewnego surrealizmu. 

Technicznie – dobra robota. Fabularnie – mogę tylko wzruszyć ramionami. Ale wydaje mi się, ze to wystarczy na biblioteczny kliczek, zwłaszcza, że tak krótki tekst nie może zmęczyć. 

Pozdrawiam! 

 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Dzięki, Perrux! 

Czyli to, w co celowałem – lekkość, strawność, czytajność – po prostu fajność, wyszła jak powinna :-) Niezmiernie mnie to cieszy. 

Końcowa rozmowa miała być takim wyłożeniem kawy na ławę. Zależało mi na tym, żeby w miarę możliwości wszystko było jasne i klarowne, bez niedopowiedzeń i tajemnic. 

A magia – religia? 

Ha. Podstawowe założenia świata były dwa: 1 – ma być tak podobny do naszego, jak tylko to możliwe, oraz 2 – ma w nim działać magia, realna i oczywista (trochę jak w świecie Wiedźmina) a w pewnym momencie zniknąć. 

1 ma być naturalną i logiczną (według mnie) konsekwencją 2. Dlatego inna sytuacja geopolityczna, inna historia (zwłaszcza po Rozproszeniu), ale religia już bardzo zbliżona. Założyłem, ze w pełnym magii świecie religie służyłyby usystematyzowaniu owej magii, uregulowaniu i "oswojeniu". Przy czym systemy owe, czy to pod względem założeń, rytuałów, czy też hierarchii i organizacji, nie musiałyby wcale mocno różnić sie od "naszych". W jednej części świata niby-chrześcijaństwo, zapoczątkowane przez "supermaga" Chrystusa i jego drużynę, w innej Hinduizm, albo inny Shintoizm. 

Nie było miejsca na dokładniejsze opisanie założeń mojego magicznego Chrześcijaństwa, ale nie uważam, że ma być takie samo, jak prawdziwe – tylko dość podobne. A już na pewno pod względem organizacji Kościóła.

Kurde, wychodzi na to, że powinienem napisać jakiś zbiór, albo powieść ;-) 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Generalnie to lubię takie parodyjki z udziałem niby znanych i autentycznych postaci, wyśmiewające również niby znane i autentyczne wydarzenia. To jednak niestety nie porwało. Zasadniczo jest fajne, Bearsiewicz jest świetny, a imię "Niukim" to majstersztyk. Ale zabrakło jakiejś iskierki humoru, a może i odrobinę pomysłowości i przewrotności, bym mógł się naprawdę tym tekstem cieszyć. Najmniejszego podobała mi się sceną z komandosami w windzie – sprawiała wrażenie nieco przekombinowanej, nieco na siłę, nieco zbyt odjeżdżającej w absurd, by mogła by śmieszna. 

Cóż, następnym razem. 

Pozdrawiam! 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Sama nazwa "kucyponki" jest już wystarczająco straszna ;-) 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Jej, wielkie dzięki, Śniąca! 

Bardzo się cieszę, że udało mi się stworzyć coś ciekawego i oryginalnego. Najwyraźniej pisanie na luzie i bez spinania się, przynosi całkiem niezłe rezultaty. 

Na czas akcji wszyscy zwrócili uwagę. Jest to ewidentnie moja niedoróbka – z jednej strony świat alternatywny, który musiał taki być, skoro zechciałem wprowadzić realną magię i aktywnego, posiadającego realną władzę (oraz czołg) księcia. Z drugiej – "nasza" technika, autentyczne postacie i miejsca. Wspominanie o sytuacji geopolitycznej mojego świata tylko wprowadziło dodatkowe zamieszanie, zamiast rozjaśniać. 

Cóż, obawiałem się, że jak zacznę mocniej bawić się w worldbuilding, to tekst rozrośnie się okropnie, zwłaszcza, że chciałem bardziej skupić się na akcji.

Jeszcze raz ogromne dzięki! 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Jedno i drugie zachowuje się irracjonalnie (o ile w przypadku zombie może być "irracjonalnie"). W każdym razie – inaczej niż środowisko. Mają na swoim punkcie obsesję, a potem dochodzi do zbliżenia. No miłość. Napisałaś paranormal romance o zombi. Coś jak "Ciepłe Ciała", tylko mrocznej i bez happy endu :-) 

Ale niczym sobie w nic nie pal. Nie wiadomo, w co się zmienisz po śmierci. 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Dziękuję Anet! 

I za to, że się podobało, jak również za obszerny komentarz! 

Poprawki wprowadzone.

 

A pomysł, to w ogóle powstał jakoś chyba jeszcze w późnej Jurze albo wczesnej Kredzie, po tym, gdy Emelkali zamieściła drabbla "Nagroda". To było o królewiczu, który z mieczem w dłoni przedzierał się przez kolczaste zarośla, by dotrzeć do wieży ze śpiąca królewną. A ona okazała się starą prukwą. To znaczy królewna, nie wieża. 

Pojawiło się wtedy u mnie pytanie: A co, jeśli królewicz miałby czołg? 

I odpowiedź: Byłoby zajebiście. 

Ale ale – jaki to wtedy musiałby być królewicz, jaka wieża, jaka królewna i wreszcie – jak musiałby wyglądać świat, który uprawomocniłby posiadanie czołgu przez królewicza? 

I poszło ;-) 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Chyba zbyt długo trzymałeś klimat serio, więc pomimo ostrzeżeń w przedmowie przyjąłem, że w miarę serio, ewentualnie z odrobiną luzu i uśmieszków, będzie do końca. Dlatego gwałtowne pojawienie się i lawinowy przyrost stężenia wydarzeń i bohaterów parodystyczno – absurdalnych, zamiast śmiechu wywołał klasyczne WTF.

Niby jest wszystko, co w humorystycznym tekście być powinno, jednak rzecz jakoś mnie nie bawi. Coś jak z filmem "MacGruber". Niby miał wszystko, co parodia mieć powinna, a rzecz oglądało się co najwyżej lekkim grymasem zażenowania. 

W przypadku Twojego tekstu zażenowania nie było, ale uśmiechy też nie. 

Pozdrawiam! 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Co jeszcze mógłbym dodać? 

Przede wszystkim – obciąć patos. Nie udziwniać, nie silić sie na stylizację. Temu tekstowi najbardziej zaszkodziła próba uzyskania podniosłego klimatu. Niepotrzebnie, bo takie rzeczy przyjdą z czasem i doświadczeniem, jesteś, jak sam określiłeś, początkujący, masz czas. I na początek najlepiej pisać prosto, na słuch, znaczy – czytać głośno i sprawdzać, czy dobrze brzmi. Skupić się na naturalnie brzmiących dialogach, prostych opisach, bez odjechanych metafor, na pomyśle.

Masz jeszcze wiele do zrobienia, ale nie ma tragedii. Jest z Ciebie materiał! 

Pozdrawiam! 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Dzięki za przeczytanie i komentarz! 

Pewnie, że można być przygodowym, można coś jeszcze z życiem zrobić, gdy niewiele go już zostało. Oby tylko odrobina zdrowia na to pozwoliła. Choć w sumie, gdy przez cały czas się walczyło, odnosiło rany (Thorgalowi zdarzało się nawet umrzeć i zmartwychwstać) to pewne byle reumatyzm nie przeszkadza i do kolejki w przychodni nie przykuwa :-ł

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Podoba mi się narracja, ładnie pasująca do treści. Prostoty i czytelności przesłania też nie uważam za wadę. Być może jest też w tym wszystkim sporo racji. Zresztą, niekoniecznie całe to cierpienie i niezadowolenie nacechowywałbym negatywnie, może jest to jedna z głównych sił napędowych ludzkości – dążenie do zmiany tego stanu – a na szczęście tylko nieliczni zdają sobie sprawę, że to niemożliwe :-) 

Nie jestem miłośnikiem tekstów, w których fabuła stanowi tylko pretekst do przedstawienia ciągu przemyśleń autora, ale w tak krótkiej formie, jest to zupełnie strawne. Pomysł na Cerumbrę fajny, choć (mimo, że jest to w sumie dla tekstu nieistotne) brakuje mi jego pociągnięcia (co to, po co i dlaczego). 

Ogólnie – zupełnie przyjemny tekst i zasługuje na bibliotekę, choćby z powodu narracji. 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Plaga ostatnio rozpowszechniała się nieco wolniej,

Wolałbym – rozprzestrzeniała się. Rozpowszechniać można plotkę, plagę zapewne też, ale ujmuje to pladze złowrogości. 

Niemniej, uświadomił sobie, to wspomnienie: osoby tak żywej, tak dobrze znanej, a zarazem nigdy naprawdę nie poznanej, budziło w nim poczucie straty większej niż wszystkie, których bezpośrednio doświadczył.

Kurde, nie wiem, co dokładnie nie tak jest z tym zdaniem, nie umiem w zasadzie napisać go poprawnie. Albo też nie umiem przeczytać go z właściwą intonacją, zaznaczoną przez interpunkcję. Niby wiem o co chodzi, ale konstrukcyjnie strasznie mi się to rozłazi. 

 

Mocno skomplikowanych, piętrowo złożonych zdań jest tam całe mnóstwo. I to dobrze, bo tworzą one klimat tekstu – spokojny, delikatny, nieledwie poetycki, w kontraście do treści. Mam wrażenie, że często zdania owe poruszają sie wręcz na granicy zręczności i skladności, ale, gdyby pomyśleć, to trudno byłoby wprowadzić jakieś konkretne poprawki, poza przesunięciem przecinka w tę lub wewtę. Dlatego się nie wtryniam, bo kiepsko się na tym znam. 

Ogólnie, bardzo przyjemne wrażenia. Traf chciał, że przed lekturą Twojego tekstu przeczytałem szorta Jganko, o zombie i miłości. I fajny tamten był, oceniłem pozytywnie, ale Twój jednak bardziej do gustu mi przypada. Może ze względu na klimat, może przez to że bardziej czuję tą, jakże nieoczywistą (a może wcale nie istniejącą, może to zwykłe szaleństwo) miłość? 

Bardzo dobry szort. Choć nieco zawiodła mnie końcówka – Mam wrażenie, że nic nie zapowiada takiej decyzji bohatera. Mimo wszystko, sprawiał wrażenie konkretnego i stabilnego. Zabrakło mi czegoś, co naprawdę mogło pchnąć go do tego, co zrobił. 

Aha – skąd oni brali amunicję na to całe strzelanie? Mam wrażenie, że rzecz dzieje się lata po outbreaku wirusa, zombie wszedzie pełno, centralnych organizacji ani widu, ani słychu, nikt porządku nie pilnuje, poza strażą sąsiedzką, a oni palą sobie ot tak, do grupek szwendających sie nieumarłych, marnując bezcenną amunicję? 

Ale pal sześć realia. Tekst klimatem stoi, a ten jest znakomity.

P. S. 

Bardzo lubię Shaun of The Dead! 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Ale nie, nie, to naprawdę horror. 

No bo otwiera taki weganin swoją prowegańską lodówkę, a tam golona. Albo mięsożerca idzie do swojej krwawej lodówy, a tam tofu wypełza… 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Bardzo fajne. 

Fabuła rzeczywiście nie zaskakuje, ale nie miała, więc wszystko gra. To, o co chodziło, czyli klimat, nastrój, atmosfera – znakomite. Napisane również przednio, nic zresztą dziwnego, kiepsko napisanym tekstem takiego klimatu się nie osiągnie.

I tylko komentującym się dziwię – mrok, groza, trup pada, dziatki niewinne zaraz padną też, a wy podśmiechujki o kłapiących lodówkach. Wstyd. 

Poza tym wiadomo, że najstraszniejsza lodówka to taka, która w swych mrocznych odmętach

(nie, zaraz, lodówki nie mają odmętów, a już na pewno nie mrocznych, no chyba, że światełko wysiądzie) 

Zatem – w swych przeraźliwie jasnych czeluściach materializują zakazane żarcie. Ot choćby – Człowiek jest na ósmym tygodniu okropnej diety, otwiera lodówkę licząc na standardowego brokuła, a tam… Tort czekoladowy. 

To dopiero groza… 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Rzeczywiście, jest to jeno scenka, szkic, i to zbudowany z ogranych elementów. Cóż, nie przeszkadza mi to, bo scenka udana, ładnie naszkicowana, a ograne elementy, jeśli użyte właściwe, bardzo lubię. Oczywiście, wolałbym długie opowiadanie w takim stylu, ale jeśli założeniem Twoim było machnięcie właśnie takiej scenki, no to założenie spełnione.

Czy jest to o prawdziwej miłości? Być może. Nie czuję chemii między bohaterami, mimo że sporo rozmawiają i to wcale nie słodząc sobie banałami. Ale wyczuwalna chemia, bez doslownosci i czytelniczej wiary na słowo to, mój drogi Autorze, sztuka, która wychodzi nielicznym.

Zatem – jest dobrze. 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Aaa ha! W końcu. I sorki za te cięcia na żywo, następnym razem wcześniej przemyślę, czy docinać do jakiegoś limitu, czy olewać. Tym, którzy przeczytali wcześniej – nie usunąłem żadnej sceny, tylko trochę przymiotników i zaimków. 

Katiu – bardzo dziękuję! 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Uf, maleje, ale cholerna praca nie pozwala mi solidnie usiąść i za jednym zamachem ukroić co trzeba. Cóż, skoro zdecydowałem się obcinać, to trzeba było myśleć o tym przed publikacją :-) 

Chlorofil, niczym krew… 

Ha, pewnie przegiąłem z dramatyzmem ;-) Chociaż to drobne nawiązanie do tekstu Kabaretu Starszych Panów o deptaniu trawników "… jak krew pozostawią chlorofil na bucie…" :-) 

Umiejscowienie czasowe… No właśnie wymyśliłem sobie początek XXI wieku i sytuację geopolityczną, przypominającą tę sprzed pierwszej wojny. Plus silna Polska, a co! Wojen światowych i rozbiorów być więc nie mogło, bo cały obraz polityczny szlag by trafił. I królewicza być by nieba mogło, i tak dalej. 

Oczywiście zdaję sobie sprawę, że za bardzo przykleiłem swój wymyślony świat do prawdziwych, obecnych realiów, stąd znana technologia i "bossy"… Cóż, to zapewne błąd, bo wprowadza zamieszanie. 

Bohaterów, istotnie, naupychałem. Ha, tam było, wliczając dowódcę, czternastu żołnierzy i chyba z ośmiu naukowców. By nie wprowadzać większego zamieszania, i tak tylko kilku z nich potraktowałem imiennie i dałem istotne role. 

I nikt nie zginął, bo myślę, że gdyby padł jakiś trup, to padłby również "feel good" klimat całego tekstu i zamiast luźnej, rozrywkowej opowiastki, musiałoby powstać coś zdecydowanie bardziej serio. 

Ale, ogromne dzięki za uznanie i słowa o drukowalności. To cholernie podbudowuje. Bo rzecz w założeniu miała być po prostu fajną opowiastką, która, mimo rozmiarów, ma dostarczyć trochę zabawy. 

Jeszcze raz dzięki! 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Wielkie dzięki za kliczki, ogromne cieszę się, ze opowiadanie okazało się przyjemne, mimo długości oraz wystąpienia całkiem sporej ilości chropowatości. Cóż, klasyczny to był falstart, nie dość, że nie zwróciłem uwagi na długość, to jeszcze nie miałem wczoraj możliwości, by pochylić sie solidnie nad tekstem, oszlifować i przyciąć co trzeba, raz a dobrze, za jednym zamachem.

Co teraz z radością czynię. 

Spieszę też z wyjaśnieniami, co do czasu akcji i tak dalej:

Wymyśliłem sobie świat, niemal identyczny z naszym, w którym magia działała, była realna, może nie ogólnodostępna, ale często używana. Chrześcijaństwo i inne religie były w zasadzie systemami kodyfikującymi magię, organizującymi ją w sztywne ramy konkretnych praw i zasad, z hierarchią kościelną jako czymś w rodzaju organizacji czarodziejów.

A pod koniec szesnastego wieku nastąpiło puf i magii niet. Tak jak w przypadku katastrof naturalnych, gdy wyginięcie całych grup gatunków daje możliwość gwałtownego rozwoju innym, tak tutaj udało się pchnąć świat w kierunku rozwoju nauki i techniki w naszym stylu. Kościół siłą rzeczy musiał wycofać się w cień, bo jego królestwo nagle przestało być z tego świata. Ale, żeby nie dopuścić do totalnego burdelu, bardzo wzmocniono władzę świecką i pozycję rodów królewskich. W każdym razie w Europie, w innych częściach świata mogło to działać gorzej.

Nie było Reformacji, Kontrreformacji, rewolucji przełomu XVIII i XIX wieku, dziewiętnastowieczne ruchy niepodległościowe też znacznie słabsze. Polska, dzięki silnej monarchii dziedzicznej ciągle istnieje w formie zbliżonej do XVI – XVII wiecznej, a nawet podkreśla swoją niemal mocarstwową niezależność, uparcie stosując tradycyjne jednostki miar i wag, dopiero powoli wypierane przez zachodni system metryczny. Wojen światowych nie było, choć sytuacja dojrzewa do takiej. Tutaj słaby punkt – akcję opowiadania umieściłem gdzieś na początku XXI wieku, przy mniej więcej obecnym poziomie techniki i nauki – zapewne bez wojen światowych tak to by nie wyglądało. Ale, gdybym utonął w wyjaśnieniach polityczno-społeczno-technologicznych, to zrobiłaby się mini powieść. Albo "novelette", jak ktoś to kiedyś seksownie nazwał. Tudzież, co gorsza, musiałbym narysować mapkę. 

Użyłem autentycznych postaci historycznych, na zasadzie maksymalnej możliwej "przyklejalności" świata alternatywnego do rzeczywistego. Hitler, na przykład, nie mógłby tam zaistnieć (nie w znanej postaci) , ale Maria Skłodowska – Curie jak najbardziej.

Uff, biorę się do poprawek i jeszcze raz przepraszam za pośpiech w publikacji.

P. S. 

Pnie oczywiście zmieniam na łodygi. Przy cierniach i kolcach zostanę; to nie to samo, a założyłem, że kolczaste zarośla to jakaś magicznie podkręcona mieszanina gatunków, są i takie z kolcami i takie z cierniami. Choć rzeczywiście, gdy pęka gałąź to i cierń też :-) 

P. S. 2

"A podobno ostatnią babę jagę w okolicy…" 

Potraktowałem nieszczęsną Babę Jagę nie jako osobę (czarownicę) tylko jako jakiegoś bardziej zwierzokształtnego potwora, w stylu wilkołaka, czy innej paskudy. Książę mówi później, że baby jagi "występowały" na tych terenach, jakby mówił o zwierzętach. Chyba nie zaznaczyłem tego wyraźnie :-) 

P. S. 3

 - Knochenkriegerfluch, albo coś… 

Gdy zaczynam zdanie dialogowe kurswą, nie robi mi się półpauza. Nie wiem dlaczego, jeszcze pogrzebię.

"… jak macki Krakena" 

Wydawało mi się, że Kraken to imię jednej, wielgachnej paskudy, dlatego wielką literą.

 

Ogromne dzięki za poprawki! 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Cóż, winić będę swoje gapiostwo. Rano przeczytałem tekst i kliknąłem "publikuj", a potem czym prędzej pognałem nadrabiać zaległości dyżurowe, bez zerknięcia nawet, ile rzecz ma znaków. Rzeczywiście przy tak długim tekście, te sześć tysięcy nie powinno sprawić problemu :-) 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Nie ulega wątpliwości, że tekst jest napisany bardzo dobrze. Niestety, Jak już zauważył NWM, stężenie smutku i żałości, od początku do końca, jednym ciągiem, na jednym, wysokim akordzie, spowodowało, że w pewnym momencie miałem dość. Przestałem przejmować się losem bohatera, co najwyżej życzyłem mu zgonu, żeby przestał męczyć siebie i czytelnika. 

Jednak, podkreślę, technicznie i stylistycznie do niczego przyczepić się nie mogę. Dobra robota, choć nie dla mnie. 

Pozdrawiam! 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Szkoda, że nie poprawiłeś wskazanych błędów, tekst nieco by na tym zyskał. Co prawda, nie jest źle, napisane całkiem całkiem, trochę podniośle i napompowanie, ale to właściwie pasuje do treści. A treść, może niczym szczególnie oryginalnym się nie wyróżnia, opowieść o zniewoleniu, buncie, wątpliwym wyzwoleniu… Nie ulega jednak wątpliwości, że jakiś pomysł jest, zupełne zresztą przyzwoity. 

Bez zachwytów, ale zupełnie w porządku. 

Pozdrawiam! 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Może, jak to stwierdzili przedpiścy, fabularnie nic nowego, jednak tekst jest bardzo przyjemny w odbiorze, napisany na luzie, mimo, że przecież wcale nie humorystyczny.

Satysfakcjonująca lektura! 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Późno docieram, czas w końcu nadrobić zaległości dyżurowe. 

Zatem – cóż, podobało mi się. Pomijam brak fantastyki, oraz fakt, że o odrobinę owej fantastyki aż się prosiło. Ale rzecz jest napisana sprawnie, nieźle stylizowana, wszystko ładnie się zamyka, jest przesłanie, jest odpowiednie zakończenie. Proste i oczywiste, ale takie powinno być. Nie będę się tym tekstem zachwycał, ale gdy mój syn nieco podrośnie, chętnie coś takiego bym mu przeczytał, albo dał do przeczytania. 

Pozdrawiam! 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Wielkie dzięki, Mr Marasie! 

Dawno temu obiecałeś, że pojawisz się z porządnym komentarzem, a potem ani widu, ani słychu :-) Zaczynałem tęsknić. 

Cieszę się bardzo, że tekst się podobał, cieszę się równie mocno, że i Twój do samego końca, ramię w ramię obok mojego stał. Rzeczywiście zaskakujące są te podobieństwa, zupełnie niezależnie myśleliśmy w zbliżony sposób. I co najważniejsze, obydwa efekty tego myślenia zostały należycie docenione.

Oby tak dalej. Jeszcze będziesz w telewizji banki reklamował, zobaczysz :-) 

Na marginesie – rozpatrywałem imię Saturnina (autentyczne imię znajomej mojej babci). Ale doszedłem do wniosku, że byłby to niepożądany element humorystyczny :-) 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Jeśli chodzi o ciążę Fiony, to pokombinujcie z cieniami. :)

Fiona była w ciąży z Cieniem? ;-) 

Ale na serio – kojarzę ten moment, kiedy doktor Grandwels idziemy od sypialni małżonki i widzi coś, co wygląda jak cień dziecka, ale potraktowałem to jako element dodający klimatu. Jeśli miałbym się na upartego czegoś w Twoim tekście czepiać, to niewykorzystanego motywu tej pseudociąży. Cholernie ciekawi mnie co to było, skąd się wzięło i co sie z tym potem stało. Choć zdaję sobie sprawę, że nie ma to właściwie znaczenia dla fabuły. 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Ja też uważam, że kanarek jest tu istotny. Symbolizuje zniewolenie Indian, wciąż umiera i odradza się w tej samej klatce. 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

"Zastosowanie północnoamerykańskiego ziemiolecznictwa w ginekologii i położnictwie, ze szczególnym uwzględnieniem ryzyka wystąpienia zmian patologicznych w obrębie metafizyki prenatalnej."

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Z której strony bym nie przeczytał, to mi wychodzi, że ona coś w tym brzuchu miała. Bo jeśli to jakaś szamańska sztuczka, to musiała być niekiepska, że lekarz dał sie nabrać, nawet gdy pragnienie posiadania potomka nieco padło mu na mózg. Tylko co miała? Gdyby nie scena z dotykaniem, to nie ma problemu. Dziewiętnasty wiek, osobne sypialnie, jeśli przez okres nibyciąży zachowywali wstrzemięźliwość (co za okropne słowo) to wcale nie musiał jej nawet oglądać bez kilku warstw tkaniny. Rosnący brzuch można byłoby zamarkować. Ale coś tam się jednak poruszało. Chyba nie kanarek? :-) 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Zasnute mieszaniną mgły i dymu z kominów niebo nad Glasgow, przybrało brunatny kolor, sprawiając, że miasto wydawało się jeszcze brudniejsze i brzydkie niż zwykle.

To tak na dzień dobry ;-) 

Ale poza tym, nie mam żadnych powodów do marudzenia, bo jest klimat, są ciekawi bohaterowie, interesujący temat, jest tajemnica… Bo, generalnie wszystko, czego porządny tekst potrzebuje. Napisane też solidnie, widać tu sporo włożonej pracy.

Pójdę za Majkubarem – jest to najlepsze Twoje opowiadanie do tej pory. Znaczy z tych, które czytałem, bo może coś mi uciekło. 

Zastanawia mnie tylko co stało się z dzieckiem Fiony? No bo była w ciąży, tak? Czy była to jakaś indiańska ściema, a ja to przegapiłem? 

Cóż, czas zrobić użytek z moich nowo nabytych supermocy :-) 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

No wreszcie. Nie spieszyłeś się, co? ;)

Ano nie. W czasie kilku lat bywania na forum, napisałem mniej tekstów, niż Katia w ciągu miesiąca ;-) 

Ale zamierzam przyspieszyć :-) 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Jupi! 

To się teraz będzie działo… 

Wielkie dzięki oraz gratulacje wszystkim współwyróżnionym i nominowanym. 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Ogromne dzięki za głos! 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Ja bym tam Ewki nie ruszał, bo po pierwsze skiepściłoby to bardzo fajną końcówkę, a po drugie w takich melancholijno-romantycznych (tak, tak, romantycznych) klimatach bardzo lubię element telenowelowości, który jej postać wprowadzała. Bez Ewki tekst byłby uboższy. 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Jest to z pewnością bardzo dobry tekst. Porządnie napisany, bez kiksów i stylistycznych niezręczności. Rozwój internetowej relacji przedstawiony naturalnie, prawdopodobnie. Bohater też niczego sobie – jego skrajną twórczą obsesję pokazałeś z jednej strony dosłownie i szczegółowo, z drugiej zostawiłeś miejsce dla malarskich metafor, dobrze oddając jego sposób myślenia. 

Wstawki z matką już mniej mi się podobały. Takie pójście na łatwiznę – jak uprawdopodobnić źródło, że tak powiem, psychopactwa? Wrzucić traumatyczne dzieciństwo i toksycznych rodziców i voila – psychopata jak się patrzy. Facet byłby dużo ciekawszy, nie będąc tak oczywistym. 

Minus – choć "interdyscyplinarna" relacja Sebastiana z jego mocodawcami jest interesująca, właściwie od początku było wiadomo, do czego to zmierza. W thrillerach/horrorach tego typu lubię jakieś zaskoczenie, może nie koniecznie wielki tłist, ale jakiś moment, w którym okazuje się, że rzeczy nie mają się tak, jak nam się wydaje. Tego trochę zabrakło, choć zdaję sobie sprawę, że zapewne żadnych zaskoczeń nie planowałeś. 

I jeszcze jedno:

– Czas to suka!

Pal sześć anglicyzm, sam naokrągło używam "dokładnie". Moje pytanie jednak (pytanie, nie krytyka, bo przecież bohater mógł tak powiedzieć, żaden błąd) brzmi – czy to jest naturalne? Czy ludzie (Polacy znaczy) tak mówią? Czy nie lepiej brzmiałoby swojskie "pierdolony czas", albo choćby "czas to dziwka", jeśli zależałoby Ci na podkreśleniu jakichś cech owego czasu? 

Kiedyś krytykowałem Natana za użycie "Bycie Bogiem ssie." Oczywiście "Czas to suka" nie brzmi tak idiotycznie jak Being God sukcs przetłumaczone dosłownie, ale zasada jest ta sama. I nie wiem, czy czepiać się, czy nie, bo nie mam pojęcia, czy po prostu tak się już mówi, a ja tego nie zauważyłem? 

Aha, rozjechały Ci się entery między akapitami. To nie jakiś wielki problem, ake trochę utrudnia czytanie. 

Pozdrawiam! 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Jestem pewien, że gdy na serio zajmiesz się rozwijaniem tekstu, bez ograniczeń limitowych, nie skończy się tylko na dopisywaniu poszczególnych scen, a zaczniesz zmieniać i poprawiać to, co już masz :-) W rezultacie powstanie nieco inny tekst. Ja bym je w wrzucił jako nowe, pod trochę innym tytułem i zaznaczył w przedmowie o co chodzi. Oczywiście nie usuwając obecnego, za usuwanie opowiadań należy się chłosta ;-) 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

No tak, tekstowi zdecydowanie zaszkodził limit. Więcej czasu i miejsca, poświęconego na rozwój relacji między bohaterami, na przedstawienie ich motywów (a te dwie rzeczy są w Twoim tekście dość istotne, może nawet ważniejsze niż intryga), więcej czasu i miejsca na budowanie napięcia w związku z lawinowym nawarstwieniem się błędów i nadchodzącą katastrofą, a mielibyśmy cholernie dobry tekst. 

Ale i tak jest nieźle, mimo, że narzekałeś na brak bety, tekst jest napisany porządnie, a świat retro SF fajny i konsekwentnie przemyślany. No, może poza jednym – skąd oni tam brali sztuczną grawitację? 

Tak czy owak, z lektury jestem zadowolony. 

Pozdrawiam! 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Podobało się. 

Przede wszystkim ze względu na niebanalny pomysł na alternatywną historię. To znaczy nie na sam świat, który tutaj niespecjalnie sie rozjeżdża z prawdziwym, chodzi mi o bohatera i jego otoczenie – nie żadne armie i bitwy, jak to często w historiach alternatywnych bywa, a ciekawe spojrzenie na początki nowoczesnego dziennikarstwa. I kilka całkiem aktualnych spostrzeżeń. I brak czarno-białych sytuacji: dobrzy my, źli oni.

Napisane też na tyle dobrze, że stylu i formy czepiać sie nie można. Generalnie, bardzo udany tekst.

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Cóż, pomysł jakiś jest – lepszy lub gorszy, można się spierać – dla mnie z gatunku tych, które w pojedynczym, konkretnym tekście szału nie robią, ale mają potencjał kontynuacyjny. Znaczy, najciekawsze jest to, co dopiero może nastąpić – wyjaśnienie, jaki związek ma powtarzający się koszmar z popełnianą właśnie zbrodnią itd. 

Oczywiście wykonanie pozostawia wiele do życzenia, ale są to raczej typowe bolączki początkującego, łatwe do ogarnięcia drogą treningu i doświadczenia. Zdanie przytoczone przez Finklę jest świetnym przykładem – powtórzenie wyrazów, które jest klasycznym błędem stylistycznym, oraz powtórzenie informacji (wiemy, że bohater znajduje się w pomieszczeniu, nie trzeba tego jeszcze raz podkreślać). Coś podobnego powtarza się często i jest to jedna z głównych rzeczy, na które musisz zwrócić uwagę.

Dalej – rytm zdań i budowa akapitów. Fakt, używanie krótkich zdań dynamizuje akcję, ale jeśli cały, długi akapit jest zbudowany ze zdań o podobnej długości i stopniu skomplikowania, to czytelnik usypia ululany. Trzeba różnicować tempo, stosując zdania proste i krótkie gdy chcemy przyspieszyć, naprzemiennie z wielokrotnie złożonymi, gdy bardziej zależy na opisie, gdy chcemy czytelnika nieco przytrzymać, zmusić do wyobrażenia sobie czegoś.

Podobnie warto skracać same akapity, zwłaszcza w tekście dynamicznym, w którym bardziej chodzi o akcję, mniej o opisy. Czasami nawet pojedyncze zdanie może służyć za cały akapit, jeśli chcemy mocno podkreślić myśl albo informację, jaką niesie. 

No i jeszcze jedna rzecz – dbałość o porządek w tekście. Niezależnie od jakości samego tekstu, literówki i głupie błędy, wynikające z pośpiechu i niedbalstwa, odrzucają. Co innego, gdy tekst jest porządny – nawet jeśli kiepski stylistycznie czy fabularnie, czytelnik myśli sobie – okej, autor jeszcze zielony i sporo się musi nauczyć, ale widać, że się przykłada, że wkłada w pisanie sporo wysiłku i dba o czas czytelnika, starając się podać mu najlepsze, na co go stać. Zupełnie inaczej podchodzi się do takich tekstów i takich autorów. 

Generalnie, to początek drogi, ale potencjał jest. Rozwiń pomysł, może wyjść z tego całkiem fajny, metafizyczny kryminał. No i (uwaga banał) pisz naokrągło, a szybko będzie coraz lepiej! 

Pozdrawiam! 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Ależ to była jeno środowiskowa obserwacja, opierająca się zresztą na znikomej ilości danych :-) Nie śmiałbym stereotypizować ani tym bardziej seksistować pod tekstem mistrza ;-) 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Heretyk! 

Eee… Okej, Podtrzymuję, że nie myślą, ale zdecydowanie mają duszę i charakter! 

Swoją drogą, bardziej spodziewałem się krytyki mojego lekceważącego podejścia do żywych koni, nie mechanicznych :-) Pewnie to dlatego, że wszystkie dziewczynki, jakie znam, fascynują się konikami. Pojęcia nie mam, o co w tym chodzi ;-) 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Bo wiesz, one wszystkie robią kupę ;) 

Ano, wszystkie, tyle że niektóre mniej efektownie. Oczywiście, nie tylko o kupne zdolności konia chodzi, ale o koński całokształt, który napawa mnie, mówiąc najdelikatniej, uczuciem nieufności. Przełamać i przekonać się próbowałem kilkukrotnie – warunki mam, wystarczy, że przez ulicę przejdę i już trafiam na łąkę, gdzie można jakiegoś pomiziać po pysku i marchewką nakarmić, a i miejsc, w których pojeździć można (nawet pod okiem profesjonalisty) w okolicy zatrzęsienie – bo w końcu co to za mężczyzna, jeśli konno pogalopować nie umie i mieczem nie pomacha ;-) Niestety, nic z tego. Cóż, niektórzy nie lubią pająków, albo węży, albo innych robali, a ja… Zdecydowanie bardziej przemawiają do mnie konie mechaniczne :-) Może dlatego, że nie myślą i inaczej śmierdzą :-) 

Sorki za offtop :-) 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

W przypływie nadziei udał się do budki telefonicznie i wrzucił w szczelinę kilka monet.

Taka literóweczka na dzień dobry :-) 

A tak serio, to cieszę się, że porzuciłeś (być może chwilowo) mroki horroru na rzecz mroków miłości. 

Powstają dzięki temu teksty niezwykle nastrojowe, piękne i wzruszające, przede wszystkim w oparciu o fajny styl, w którym nie stronisz od pewnego (choć nie przesadnego) przerysowania i egzaltacji. Coś takiego bardzo lubię i uważam, że świetnie pasuje do treści, gdzie emocje grają główną rolę. Tak było w opowiadaniu o tygrysie i tak jest w tym tekście o pchełce. To jest koniu.

Zatem – mimo, że koni nie lubię, fascynacji nimi nie rozumiem, są duże, śmierdzące, źle im z oczu patrzy, mają wielkie zęby i robią kupę, niech będzie błogosławiony Henry Ford, to opowiadanie niezmiernie mi się podobało. Może dlatego, że to trochę moje klimaty – duchy i dziecięca, nieco naiwna miłość, tajemnicza tragedia – a może po prostu dlatego, że tekst jest bardzo dobry. Prosty i można nawet powiedzieć, że całkiem przewidywalny, ale to nie wada, bo po pierwsze pozwala odpocząć od Twoich nieco przekombinowanych horrorów, a po drugie można dzięki temu bardziej delektować się pięknem i emocjonalnością. 

Pozdrawiam! 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Bardzo fajne.

Kawałek solidnego horroru, zbudowanego przy użyciu klasycznych elementów – dzieci same w domu, noc, zima, pozornie zwykły, ale złowrogi przedmiot… Jest klimat, jest napięcie. 

Podoba mi się to, że nikt tam nie ginie – w porządnym horrorze nie muszą padać trupy i latać flaki, żeby było strasznie (nie mówiąc o tym, że gdyby demony zabijały na prawo i lewo, to okolica szybko by się wyludniła ;-)) 

No i przede wszystkim – pomysł na serię tekstów naprawdę cacy. Chciałbym poznać historię stojącą za radiem i tamtym miejscem. To pojedynczego opowiadanie, choć w zasadzie zamknięte, bardziej rozbudza ciekawość, niż satysfakcjonuje fabułą – rozwinięcie jak najbardziej pożądane :-) 

Pozdrawiam! 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Jasne, że mam życzenie :-)

Dzięki! 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Całkiem fajne! Masz świetne ucho dodaj dialogów, wychodzą bardzo naturalnie (co ważne w tekscie składającym się przede mną z dialogów ;-)) dobre wyważone; wystarczająco mało "poważne", ale też nie zbytnio infantylne. 

Fakt, mocno dydaktyczny tekst, ale czytało się bardzo przyjemnie. Niezła rzeczy i dla dzieci i dorosłych. 

Osobiście słabo do mniej trafia chęć powrotu do dzieciństwa, jakoś nie uważam, że bycie osmiolatkiem było takie cudowne. Jako trzydziestoośmiolatek czuję sie zdecydowanie lepiej. Ale to pewnie dlatego, że nigdy zupełnie nie dorosłem, zbieram to, co najlepsze z bycia i jednym i drugim :-) 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Ha, jest mi niezwykle miło. 

Gratuluję wszystkim, zwycięzcom i uczestnikom. 

 

Count, sorki, skrzydlate tygrysy bywają kapryśne, pewnie w połowie drogi zmienił zdanie i poleciał na tygrysice :-) 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Tekst stoi opisem procesu tworzenia rzeźby, który to opis jest znakomity, urzekający, troszkę baśniowy, a przede wszystkim – piękny. Można delektować sie każdym zdaniem, co czyniłem z najwyższą przyjemnością. Nie jestem miłośnikiem opowiadań praktycznie bez fabuły, ale… Tu jest jakaś historia, a że nie ma jakiegoś antagonisty (niezadowolone społeczeństwo się chyba w tym charakterze nie liczy, co? ;-)), nie ma konfliktu, nie ma zła, to w zasadzie nie przeszkadza. Bo tekst jest trochę jak odpoczynek, jak relaks przy znakomitej muzyce, która niekoniecznie musi nieść jakieś doniosłe i oryginalne treści, wystarczy, że jest.

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Bardzo dobry tekst i bardzo dobrze napisany. Przede wszystkim podoba mi się klimat "przyklejonego uśmiechu" objazdowego lunaparku, sztucznego i nałożonego na rozklekotaną tandetę. I jak ładnie się to zgrywa z pierwszym zadaniem ostatniego akapitu. 

Opis dziwnego odjazdu w Domu Luster podoba mi się mniej – trochę to zbyt dla mnie oniryczne i niedookreślone, trudno mi było wyobrazić sobie co tam się właściwie stało. Podkreślam – dla mnie, gdyż zdaję sobie sprawę, że taki był Twój zamysł i innym może się jak najbardziej podobać. 

Ogólnie – podobało mi się. Kurczę, fajne jest to porównanie zwykłego życia z domalowanym uśmiechem, do tandetnego lunaparku. 

Pozdrawiam! 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Również gratuluję, i żałuję, że sam nie dałem rady aktywnie w owym zacnym przedsięwzięciu uczestniczyć. Świetny konkurs. 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Ależ Staruchu, każda potwora… Gdybyś zeskrobał troszkę brudu z przypalonego dna internetowego rondla, to byś zobaczył…

Fun, spokojnie, jest jeszcze głosowanie. Skonsultuj sprawę ze swoją kob… to jest, przedstaw leży (tfu, Loży) propozycje i już… 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Czekaj, bo pomysł zaczyna mi się podobać… 

Loża przyznawałaby "leża" najaktywniejszym użytkownikom, a w ramach zdjęcia profilowego obowiązkowe, nagie selfi… 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

To ja jeszcze będę kontynuował – w pracy byłem i na komentarz Cienia klepałem odpowiedź na raty, bez odświeżania oczywiście, więc umknęły mi komentarze Psychofisza i Wisielca– dziękuję bardzo i niezmiernie się cieszę, że się podobało! 

No i obaj macie rację, panowie. Rzeczywiście wojna polsko-bolszewicka miała znamiona starcia z orkami, ale z doświadczeń Janiny nie wynikało, że pod rządami bolszewickimi mogłoby być gorzej, niż za cara. Medal ma rewers i antyrewers, niech czytelnik wybierze ;-) 

Swoją drogą, jest to rzeczywistość alternatywna, rozwarstwienie nastąpiło po katastrofie tunguskiej, jak u Dukaja (he he, to się porównałem ;-)) i nie wiadomo jak zdobycie technologii pozaziemskiego pochodzenia wpłynęłoby na "bolszewickość" bolszewików i obraz świata. 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Bardzo się cieszę, ze udało Ci się dotrzeć z komentarzem. I to jakim! Wiem, ile czasami wysiłku kosztuje napisanie kilku sensownych zdań komentarza, a co dopiero czegoś takiego, co wymaga wyjątkowo solidnego pochylenia się nad tekstem, zastanowienia się, przekucia wrażeń w słowa… Kawał niesamowitej roboty! 

A teraz konkretnie – zacznijmy od tyłu. Od końca znaczy. 

"Nad piórkiem będę musiał się co prawda jeszcze zastanowić…" 

Normalnie, jak piórka nie dostanę, to ze złości zarobię miliony, wykupię Nową Fantastykę i zmienię w pornola, a forum w portal randkowy :-) 

A poważnie – nominacja i "zastanawianie się" nad piórkiem to i tak bardzo dużo, biorąc pod uwagę nikczemną ilość mojej dotychczasowej twórczości – wszystko, co kiedykolwiek napisałem znajduje się na tym portalu. To oznacza, że gdy wezmę się na dobre do pisania, to może być tyko lepiej :-) 

Babcia na zapiecku – to oczywiście miała być teściowa Janiny, służyła podkreśleniu, że jest to wielopokoleniowy dom, gospodarzony przez kobiety, bo mężczyźni albo się wykruszyli, albo zabrały ich łobuzy od historii. Słowo "babka" może rzeczywiście wprowadza w konsternację, mogłem użyć innego. 

Taktyka Ortweina – tu po prostu bezsensownie przekombinowałem. Oczywiście chciałem rozwalić Lewacze, by pokazać, że Ortwein ma priorytety i nie cofnie się w obliczu żadnych ofiar. I dać sołtysowej konkretną motywację do działania. Ale całe to wciąganie w pułapkę i tak dalej… Mocno już poniewczasie pomyślałem, że bolszewicy powinni po prostu stacjonować w Lewaczach, ba może i nawet brać udział w weselu, a Rotmistrz, dowiedziawszy się o tym, zechciał zaatakować słabo przygotowany do obrony oddział. Dlatego nie chciał nikogo ostrzegać. Byłoby prościej i wymowniej. Cóż, moja mea culpa, jak mawiał Obelix. 

Szarość i motywacje Janiny – ha, to miękkie podbrzusze tekstu. Rzeczywiście, nie planowałem szarości jako czegoś horrorowo żywego i namacalnego, raczej jako obrazowy symbol mrocznych wątpliwości, niejednoznacznych wyborów, gdzie każda opcja niesie smutek, złego fatum ciążącego na rodzinie. A także stanu ducha samej Pogorzelskiej, bo szarość na dobre zadomowiła się wewnątrz (kto wie – może nie pierwszy już raz) dopiero, gdy sołtysowa podjęła kluczową decyzję. 

Podobne z duchami – tutaj zwaliłem robotę na czytelnika (tak, wiem – sam krytykuję takie posunięcia, tyle jeśli chodzi o konsekwencję ;-)) A niech się czytelnik zastanowi, czy duchy są prawdziwe, czy to tylko pseudopoetycka metafora nieszczęść, które spotkały rodzinę przez dziesięciolecia wojen i wolnościowych zrywów. A może Pogorzelska naprawdę widziała duchy, ona i tylko ona? Kogoś, lub coś, należałoby przecież winić za samobójstwo męża. Nie mówiąc już o tym, że ktoś zupełnie normalny nie zdejmuje że ścian zdjęć i obrazów, bo źle im z oczu patrzy. A może Jezus, Maria i święci nie powinni czegoś oglądać? 

Skręcałem trochę ku uwiedźmowieniu Janiny, ale nie zaznaczyłem tego z odpowiednim przekonaniem. Trochę szkoda.

To, o czym wspomnieć powinienem, to fakt iż wdowa nie uważała, jakoby trzej ułani mieliby powiększyć pulę duchów. Duchy bowiem wracają do domu. Nawet z odległej Syberii. Co innego poszarzenie jej sumienia – tak jak Ortwein miała priorytety, mimo niewinnych ofiar. I była gotowa ponieść za to odpowiedzialność.

Nie będę natomiast bronił zasadności jej działań i udawał, że tkwi tam jakaś żelazna logika. Ona w sumie działała w ciemno, wszystko to byłoby nad wyraz ryzykowne i absolutnie nie gwarantowało sukcesu. Potyczka była przegrana, ale co jeśli niedobitki ułanów wróciłyby, zanim Janina uporała sie zupełnie pochówkiem? Co, jeśli przyjechaliby bolszewicy i zastali wdowę z metaforycznym dymiącym rewolwerem? Poklepali po ramieniu, czy profilaktycznie powiesili? I tak dalej. 

W ogóle to, czy cała ta próba sołtysowej targnięcia się na historię jest bardzo mocno naciągana, czy tylko trochę niepdawdopodobna, to juz niech czytelnik oceni. 

Tak czy owak – jeszcze raz dzięki za rozbudowaną opinię. I za to, że tekst robi według ciebie robotę. To bardzo dobry znak. Przyszłość jest tęczowa ;-) 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Heh, dawno czytałem, wydawało mi się, ze ją na końcu otruli. Cóż, nie kłócę się, sama lepiej pamiętasz swoje teksty :-) 

Edit:

Dobra, sprawdziłem. Wrobili w magiczną antykoncepcję i ucięli głowę. Ale byłem blisko ;-) 

Edit 2:

Przepraszam Issandera, że wcinam się z pierdołami obok jego merytorycznego komentarza.

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Nowa Fantastyka