Profil użytkownika


komentarze: 72, w dziale opowiadań: 69, opowiadania: 34

Ostatnie sto komentarzy

Odniosę się do kilku powyższych rzeczy. Owszem, to inspiracja i to dość silna, aczkolwiek nie żaden fanfik, tylko własne uniwersum (zresztą o smoczych jeźdźcach było już od cholery książek, Pern, Eragon i wiele pomniejszych, oczywiście Novik najlepiej wypada, przynajmniej moim zdaniem). Świat nie jest osadzony w realiach XIX-wiecznych, ale postapo. Chociaż też nie jest ono takie hm… ortodoksyjne, bo planeta została już jako tako odbudowana. Społeczeństwo nie ogranicza się do grup lokalno-plemiennych.

 

Powiedzmy, że to taka fantastyka eklektyczna. Staram się nie ograniczać do jednego settingu, lecz łączyć elementy różnych. Oczywiście to kwestia gustu i nie każdemu musi się to spodobać.

Dzięki. Może następne Ci się bardziej spodoba. Je już planuję całkowicie zamknąć w ramach krótkiego wydarzenia.

@Kordylian

Podobny pomysł był, o ile się nie mylę, w Star Treku. To się nazywało replikator. Może urządzenie z tego szorta działa tak samo?

Smutna scenka. Na dodatek wydaje mi się jakaś taka wyrwana z kontekstu. No i ten kocioł to trochę deus ex machina, nawet jak na short.

regulatorzy

Dzięki.

 

Asylum

Wbrew pozorom mam historię tego uniwersum. Zastanawiam się jednak jeszcze, jak ją w rozsądny sposób przedstawiać w opowiadaniach. W powieści może nie byłby to aż taki problem. W każdym razie cieszy mnie, że ci się podoba. Następny kawałek będzie miał już coś z horroru (dość groteskowego). No i postaram się popracować zarówno nad postaciami, jak i lepszym zaprezentowaniem świata

@UP

Po namyśle zmienię go jednak na rotmistrza. Tytuł też może zmienię, ale na razie nic nie przychodzi mi do głowy. Może coś z języka węgierskiego?

Dzięki za komentarz, Mr Maras.

 

Będę nadal pracował nad opowiadaniami (mam pomysł na następne), ale teraz już wiem, że bardziej pasują mi jednak dłuższe formy. Samo uniwersum jest jeszcze w budowie, rozwija się, ale to chyba normalne dla wszystkich żywych uniwersów. W każdym razie zamierzam uczynić go eklektycznym, mieszając elementy postapo, smoczego fantasy i political fiction.

 

Na marginesie dodam, że odczucia podobne do twoich towarzyszą mi na początku wielu uznanych książek. Oczywiście w wielu przypadkach jakoś się przyzwyczajam, zważywszy, że to powieści, więc akcja się w nich rozkręca. Czasem jednak tracę cierpliwość. Tak miałem np. przy “Autostopem przez galaktykę”, książce swego czasu dość forsowanej w Polsce. Dla mnie to niestrawny bełkot, w którym od początku do końca nic nie trzyma się kupy.

Dzięki za poświęcony czas, Drakaino.

 

Powiem szczerze, że miałem pewną zagwozdkę z napisaniem tego tekstu. To opowiadanie jest zamknięte fabularnie, aczkolwiek mocno osadzone w pewnym uniwersum. Cały czas szukam złotego środka między przekazaniem czytelnikowi bardzo skondensowanych informacji a “zbombardowaniem” szczegółowymi danymi, które, jak widzę, jednak są pożądane. Kiedyś mnie krytykowano, że podaję ich za dużo w swoich tekstach, że to spowalnia akcję, że przez to jest nudno, że mam dać czytelnikowi pole do domysłów, pozostawić pewne niedopowiedzenia, żeby go zaciekawić i tak dalej, no wiesz, co mam na myśli.

 

Może ci prości bohaterowie to kwestia formy. Kształtowanie charakteru postaci idzie mi lepiej w dłuższych tekstach, gdzie mam zarówno miejsce, jak i sposobności do dokładniejszego nakreślenia charakteru zarówno ludzi, jak i ukochanych smoków. W tym wypadku bałem się uczynić z opowiadania mikro albo (co gorsza) pełnej powieści. Aczkolwiek zwracam uwagę, że jest tu pewna zwięźle opisana relacja między smokiem a człowiekiem.

 

Tytuł wziął się od wspomnianej w tekście Operacji Alzamiento (”el alzamiento” to dosłownie po hiszpańsku “powstanie”).

 

Językowo poprawne, aczkolwiek bez zachwytów, bo proza raczej przezroczysta, pozbawiona cech indywidualnych, a część dialogów nieco drętwa.

Kiedyś wypominano mi barokowy, zbyt złożony styl. No to nieco go zmieniłem, tak aby nie odwracał uwagi od fabuły. Wielu ludzi tak ceni konkretność stylu, że czasem nawet szuka na siłę śladów “liryczności”, aby je skrytykować . Ale cóż, niektórzy są odmiennego zdania, a przecież wszystkich nie da się zadowolić.

 

W ogóle to wymieszanie terminologii w kwestii stopni wojskowych trochę mnie irytowało, bo z jednej strony masz wszelkie elementy naszego stechnicyzowanego i informatycznego świata (czyli również reformy wojskowe powinny być podobne), z drugiej – te przestarzałe hetmany, rotmistrze i ogniomistrze. (Choć z drugiej strony, ponoć MON chce do tego wracać, a może już wrócił, nie wiem, nie śledzę aż tak gorliwie newsów.)

Właśnie próby tych zmian (którym w realu jestem przeciwny, bo to niepotrzebne koszta) zainspirowały mnie do niestosowania w tekście aktualnej polskiej terminologii wojskowej. Poza tym, jak już pisałem wcześniej, smoki można najprędzej utożsamić z kawalerią.

 

Po polsku naturalny byłby rotmistrz sztabowy jak sierżant sztabowy.

To w tekście wyglądałoby fatalnie. Zbyt encyklopedycznie.

 

Jeszcze raz dzięki za uwagi. W kolejnym opowiadaniu zamierzam odejść od intrygi politycznej na rzecz lekko groteskowej akcji w jednym mieście. Zobaczymy, jak wyjdzie.

 

Dzięki za komentarz, ninedin. Starałem się całe, że tak powiem, mięso skondensować w jednym tekście, bo to pełnoprawne opowiadanie. Jednak z drugiej strony nie zamierzałem też po prostacku wykładać całej kawy na ławę, żeby nie zrobiło się zbyt prosto, a przez to nudno dla czytelnika.

 

A ja dla odmiany bardzo lubię archetyp trepa pokroju sierżanta z “Full Metal Jacket” czy Tygrysa z “Samowolki” (tak wiem, że to był poborowy). Ale to kwestia gustu.

Teoretycznie powinno być sztabskapitan (sztabsrotmistrz jest raczej terminem rosyjskim, aczkolwiek widziałem je w polszczyźnie), ale dla odmiany to ono mi się nie podobało. Osobiście nie mam problemów z wymową.

 

EDIT: sztabsrotmistrz jest dopuszczalny, jeżeli chodzi o kawalerię https://pl.wikipedia.org/wiki/Sztabskapitan , a smoki można poniekąd utożsamiać z kawalerią.

Dodam jeszcze, że jest to zły dział dla tego tworu.

 

Tekst nie jest wierszem, szortem, opowiadaniem, ani nawet fragmentem czegoś większego. To po prostu szkic, który autor tworzy na swoje potrzeby i nikomu nie pokazuje (przynajmniej nie powinien). Sam wypisuję we własnych szkicach różne cuda, z których tylko część trafi do gotowego tekstu.

To nie jest szort, ale nieważne.

 

Kiedy wspomniałeś termin “fantastyka eschatologiczna” to nawet się tym zainteresowałem. Tymczasem nie widzę w tym nic niezwykłego, niecodziennego, czego już nie widzieliśmy w fantastyce. Zwłaszcza polskiej :) . Oczywiście to nie oznacza, że rozwinięty na bazie tego schematu utwór będzie zły, ale na wszelki wypadek spróbuj potworzyć na tym forum, pisząc opowiadania.

 

I wywal imię Vegeta, bo się kojarzy z przyprawą.

Fajne. Jednak widzę w tym szorcie pewną sprzeczność. Otóż dzieciak krytykuje system nauczania na Ziemi, a jednocześnie sam musi się zmagać z największym rakiem tego systemu, czyli pracą domową laugh. Przecież nawet dzisiaj wysuwane są postulaty, aby zadania domowe znieść. Poza tym odnoszę wrażenie, że przedstawiając ziemski system nauczania, mocno wzorowałeś się na tym polskim, bo w bardziej rozwiniętych regionach planety, zwłaszcza w Skandynawii, ludzie starają się wspomniane wyżej postulaty wcielić w życie. W Polsce prędko się tego nie doczekamy. Cóż, idee Korczaka jednak nigdy nie zdobyły większej popularności w jego kraju.

 

Uniwersum może i by mnie zaciekawiło, ale samo opko zdaje się być napisane przez przedszkolaka, który jara się tym, że jakiś chlejus wykrzykuje na ulicy słowo “kurwa”. Szkoda.

Czy tylko mi się wydaje, że te wiersze są coraz gorsze? No i oczywiście niechlujstwo się wzmogło. Nawet tytułu nie chciało się autorowi napisać wielką literą.

Przeczytałem, bo kocham smoki.

 

Historia bardzo prosta, aczkolwiek poprawnie skonstruowana. Finałowa walka moim zdaniem jest zdecydowanie za krótka.

 

Nic mnie tutaj w jakiś szczególny sposób nie zraziło, ale na błędy nie zwróciłem większej uwagi.

 

To prawda (chyba, że osadzamy tekst w przyszłości, co pozwala w sprytny sposób nagiąć realia do naszych potrzeb), ale z drugiej strony wiele młodych osób tworzących opowiadania w realiach USA sadzi niezłe byki. Np. bohaterowie chodzą do liceum czy tam technikum. W USA :D

Jeszcze propos scenerii tekstu, to ze swojej strony dodam, że z otwartymi ramionami przyjmę wszystko, co nie jest osadzone w realiach anglosaskich, którymi już szczerze mówiąc, rzygam. Oczywiście dobrze mi się czyta opka z akcją w Polsce, ale chyba jeszcze bardziej cenię te, które są osadzone nie tyle w jednym, konkretnym kraju, ile w całej Europie. Nie pogardzę też opkiem w realiach egzotycznych, może dalekowschodnich. Wszystko tylko nie USA, które nie wiedzieć czemu jest tak wałkowane na Wattpadzie oraz w różnych mniej ambitnych tekstach.

 

Kto zna jakieś opka fantastyczne w realiach:

  1. Półwyspu Skandynawskiego.
  2. Półwyspu Bałkańskiego.
  3. Węgier, Rumunii, Czech, Słowacji.
  4. Dalekiego Wschodu, ale niekoniecznie w realiach Chin czy Japonii, lecz Wietnamu, Tajlandii czy Laosu.
  5. Ameryki Południowej.

Mam problem z tym opowiadaniem. Generalnie realizacja jest dobra, pomysły nawet też spoko (podoba mi się nazwa “amutal”), ale w moim odczuciu tu jest zdecydowanie za dużo szkolnej wykładni w dialogach. Sorry, ale po prostu nie potrafię się w to wciągnąć. Nie mam nic przeciwko hard sci (teleportujące grzyby w Star Trek Discovery były zajebiste), jednak niech będzie podane w formie, która nie odrzuci człowieka, który zawsze miał dwóję z fizyki, a raz na półrocze nawet ocenę niedostateczną.

 

W pewnym sensie zafundowałeś mi powrót do szkoły, lecz mało to ma wspólnego z pożądaną nostalgią. Raczej przypomniały mi się nudne lekcje z ględzącymi babsztylami prowadzącymi zarówno chemię, jak i fizykę. Same ględzenie, doświadczeń zero, a nawet jeżeli jakieś były to tylko od święta i mógł je wykonywać wyłącznie “nauczyciel”. Cóż, nauczanie przedmiotów ścisłych w tym kraju i systemie społeczno-gospodarczym jest naprawdę żałosne.

Jakoś nie mogłem się w to wciągnąć. Twój język jest strasznie kulawy, a miejscami wręcz kiczowaty. Do tego pełno błędów, co już wytknęła Irka. To jest po prostu niechlujne. Dialogi leżą, ale akurat strona techniczna jest w miarę szybka do ogarnięcia (http://artefakty.pl/page/zapis-dialogow) Co innego sama treść opka. To takie typowe wattpadowe fantasy, z jakimiś tam krainami, klanami, potworami, ale bez czegoś świeżego. Dociągnąłem do 1/3 tekstu. Może gdyby było napisane lepiej, to zatrzymałbym się na dłużej.

Ewentualnie możesz spróbować tworzenia opowiadań w swoim uniwersum. Ja już jedno w swoim świecie napisałem, do końca sierpnia powinienem zamieścić drugie. Na Wattpadzie wielkiej popularności mieć nigdy nie będziesz. Tam największą publikę ma totalny syf z bimberami bad bojami i obrazkami, zamiast opisów.

 

Mój zamieszczony na Wattpadzie 1 marca tekst ma raptem 620 wyświetleń i 11 gwiazdek, a opowiadanko 14 wyświetleń.

Tak na marginesie, to wiecie, co oznacza we współczesnej potocznej polszczyźnie słowo “kościej”? Wcale nie kościotrupa, tak jak w przeszłości. Osobiście raczej bym czegoś takiego do tekstu nie wstawił :D

 

Możesz wyjaśnić puentę?

Draikano, Anglia oficjalnie przeszła na system metryczny w 1971 (ale fakt faktem, że okazali się odporni, bo na międzynarodowych połączeniach kolejowych i lotniczych stosują system metryczny, ale na lokalnych połączeniach już dezinformują ludzi milami). Nie wiem, jak jest na obszarach Szkocji oraz Irlandii Północnej, ale całkiem możliwe, że jeżeli się one odłączą od Anglii (co po Brexicie stało się prawdopodobne), to zlikwiduje się tam resztki mili, galonów itd.

 

W światach fantasy można wymyślić jakieś oryginalne jednostki, z tym że warto byłoby podać w przypisie przelicznik, że np. 1 mila z jakiegoś tam świata fantasy to będzie nasz 1 kilometr. Niezbyt to subtelne, ale ułatwiające człowiekowi życie.

 

Walmart to nazwa własna, więc nie powinno się jej tłumaczyć. Mile, owszem, przydałoby się skonwertować. Czytelnik nie zawsze ma komputer czy nawet smartfon z internetem przy sobie, aby to sobie przeliczyć na normalny system. A powiedzmy sobie szczerze – ludziom nie chce się zaśmiecać pamięci czymś, co de facto jest niepotrzebną pozostałością po czasach imperium, którego już od dawna nie ma i w przeciwieństwie do opartego na dziesiętnym mnożniku SI jest totalnie niepraktyczne, trudne do zapamiętania, a na dodatek mocno różniące się w zależności od regionu.

 

Zastanawiam, co powstrzymuje USA przed wprowadzeniem SI? Koszta? Nie, bo koszta są znacznie wyższe z powodu stosowanie milowych jednostek. Były już przez to wypadki śmiertelne, a ludzkie życie jest bezcenne.

Zgodziłbym się, gdyby była mowa o prawdziwym średniowieczu, ale to świat fantasy. Tak samo… nie wiem… zasady naszej heraldyki mogą, ale nie muszą w nim obowiązywać.

 

Co do używania mili, to nie tylko ja uważam jej stosowanie w czasach współczesnych za zacofanie. Większość świata tak uważa. Wszędzie przyjęło się SI. Wyjątkami pozostały Stany Zjednoczone, Liberia oraz Birma, ale z tego co wiem, to w tych dwóch ostatnich zamierzają wprowadzić normalne SI.

 

Podsumowując: ktoś pisze opowiadanie osadzone w prawdziwym średniowieczu albo nowożytności to raczej powinien skorzystać z mili, łokci itd. Ale w światach fantasy preferowałbym, raczej w narracji trzecio– niż pierwszoosobowej SI, bo skoro amerykańscy autorzy podają odległość w milach amerykańskich (od cholery jest tych mil, bo są jeszcze angielskie, kanadyjskie, morskie), to polski może podać w SI.

 

Zresztą fantasy jak fantasy, już nie bądźmy wobec niego aż tak restrykcyjni. Najbardziej wkurza mnie wciskanie mil w powieściach i filmach, które są osadzone we współczesnych czasach. W przypadku tłumaczeń powinno się dostosowywać wszystko do SI.

Cóż, nie porwało. Pomijając już techniczne babole, dosyć wtórny ten świat fantasy. Może gdybym miał dostęp do całości i się jakoś wgryzł w tekst, to coś bym z tego wycisnął. Na razie to dla mnie zajawka, nad którą zresztą trzeba popracować.

 

Tu mam uwagę do Regulatorów (Regulatorki?). Nie rozumiem czepiania się autora o metry. Ile razy w anglosaskich książkach fantasty trafiałem na mile i za każdym razem straszliwie mnie to wkurzało z dwóch powodów. Technologicznego zacofania autorów oraz lenistwa tłumacza, któremu nie chciało się przestawić na ludzkie SI.

Kolejne opowiadanie, które raczej nie jest dla mnie. Chyba nie polubię klasycznego polskiego science-fiction. Niemniej wywaliłbym trzy pierwsze akapity, bo moim zdaniem niewiele wnoszą do treści, a wydają się dość monotonne.

Dziwne. Ja przenosiłem z OpenOffice’a i nie było problemów. Wszystko ładnie się justuje i nie ma takiej ściany tekstu.

Dodałem do kolejki. Mam nadzieję, że poprawiłeś wszystkie wskazane błędy.

No niestety nie porwało. Wprawdzie nie ma już tak specjalistycznego słownictwa, jak w twoich poprzednich opowiadaniach, ale niestety to też jakoś szczególnie nie przykuło mojej uwagi. Kawałek lotu jakichś pozaziemskich form życia bez, przynajmniej w moim odczuciu, solidnej puenty.

Takie dziwne, ale jak na tekst na 5 minut może być. Mam jedną uwagę. Uczniowie raczej nie dostaliby się do schowka na szczotki, bo klucze do nich mają tylko woźne i dobrze je pilnują.

@Regulatorzy

Z drugiej strony, gdzie miał opublikować? Na Wattpadzie :D ? Tu przynajmniej dostał jakieś rady i może wyciągnąć wnioski. Mi nie przeszkadza, że nie ma fantastyki, ale wykonanie faktycznie bardzo marne i tekst do napisania od nowa.

Rybak, ja jak najbardziej jestem w stanie wyobrazić sobie sytuację, w której sanacyjny trep bije dziecko. Widzisz, okrucieństwo jest niejako wpisane w istnienie czegoś takiego jak państwo. Sądzę, że im silniejsze, a raczej im pewniej się czujące, tym więcej okropnych aktów będzie popełniało.

 

Co do MJP to radzę mu pogłębić motywacje negatywnych bohaterów, ukazać wszystko w szerszym kontekście patologii aparatu państwowego II RP. Na razie trochę mi ci oficerkowie przypominają kiboli, a przecież byli znacznie bardziej wpływowymi przeciwnikami.

Niestety zapis dialogów jest błędny, stylistycznie opko (a może szort, bo to dosyć krótkie) bardzo, bardzo kuleje. Mimo wszystko widzę w tym pewien potencjał. Motyw działalności sanacyjnych, trepowskich bandziorów raczej rzadko pojawia się we współczesnej literaturze i gdyby dobrze poprowadzić fabułę, to może coś by z tego było. Niestety na razie wszystko jest do poprawy, a może nawet lepiej byłoby napisać od nowa. Poprawnie oraz ze znacznie podrasowaną fabułą. Powodzenia.

Kołodzieju, wrzuciłeś strasznie dużo opków za jednym zamachem. Chyba lepiej zamieszczać jedno co jakiś czas, aby użytkownicy portalu spokojnie zapoznali się zapoznali z próbką twojej twórczości. Teraz pewnie większość czuje się przytłoczona.

Hm, raczej nie zgodzę się, że tu nie ma literatury. Owszem, jest zacięcie publicystyczne, ale ta publicystyka zawsze była obecna w polskiej fantastyce, z tym że przez wiele lat dominowała prawica. Zastanawia mnie, co myślisz o twórczości Ziemkiewicza. Nie sądzę, abym zamieścił więcej publicystki niż on, a że stoi ona w opozycji do wartości bogoojczyźnianych to już inna sprawa.

Dzięki za uwagi. Nie, nie uraziłaś mnie :) . Generalnie to lubię przekazywać dużo informacji, aczkolwiek w wypadku opowiadania się z tym ograniczyłem, żeby nie rozmywać akcji.

Trochę zastanawiałam się, dlaczego jego własny gniazdogmach ma wysokość niedostosowaną do jego wymiarów

Obawiam się, że nie doczytałeś. Napisałem, że on nie mógł wyprostować się w namiocie. Jego gniazdogmach jest akurat wystarczająco duży, aby mógł się przeciągnąć po pobudce.

 

jeśli wrócił z Cesarstwa Polskiego to powinien wiedzieć co, tam się dzieje.

Tego nie rozumiem. Właśnie w związku z tym, że przebywał przez pewien czas w CP i prowadził tam badania terenowe, skierowano do niego Bodakozowskiego.

 

Dziwne? Dla mnie, wszystko w tym momencie traci sens i przestaję rozumieć. Czyżbyś wyśmiewał się z zachowań innych, niezrozumiałych, odmiennych?

Raczej piętnuję dewocję, bigoterię i konserwatywną, a jednocześnie bzdurną wyższość, jaką żywią niektórzy Polacy wobec Zachodu (to mnie szczególnie śmieszy, bo jak na razie to raczej “ucieka się” z Polski na Zachód, a nie odwrotnie). Czy mam nastawienie antyreligijne? Hm… Powiem tak: w Jahwego nie wierzę i go (jako postaci literackiej) nie lubię, ale ciężko go polubić, gdy zna się Stary Testament. Hierarchii rzymskokatolickiej nie cierpię. Jednakowoż do pewnego stopnia doceniam praktycznie nieznaną w Polsce teologię wyzwolenia. Ona sama zresztą stała się inspiracją do stworzenia w moim uniwersum chrześcijańskiego, przeznaczonego nie tylko dla jednego, ale dwóch inteligentnych gatunków wyznania (mamy już smoka-terapeutę, ale też smoczycę-kapłankę, chociaż akurat nie w tym opku), które jednak stoi w ostrej opozycji do Kościoła rzymskokatolickiego.

Poprawiłem, ale moim zdaniem to śliska kwestia. Jakoś zaimków odnoszących się do osoby Ozyrysa albo Zeusa nie piszemy wielką literą.

Dzięki za łapankę. Akurat to opowiadanie jest zamkniętą całością. Nie stanowi ani prequela, ani sequela żadnego mojego poprzedniego tekstu.

 

Pewna rzecz mnie w tej łapance dziwi. “owoc żywota Twojego Jezus” – skąd ta wielka litera? Nie znalazłem żadnej reguły, która by tak kazała napisać.

 

Dzięki za komentarz i radę odnośnie do usunięcia gwiazdek przed datami. Cóż, trzecia wojna światowa nie wybuchła między chrześcijaństwem a islamem, aczkolwiek w ostatecznym rozrachunku mocno te religie wzmocniła. Co do smoków, to informacja o ich wielkości ma znaczenie dla wyobrażenia sobie ich przez czytelnika, a “grubsze akcje” (czyli, jak mniemam, walka) są, chociaż w innym, znacznie dłuższym tekście dostępnym na moim dysku Google. Dodam jeszcze, że w przyszłości zamierzam napisać jeszcze 1-2 opowiadania, które wyjaśniałyby genezę uniwersum 2422.

Jeżeli chodzi o błędy, to na przestrzeni doby od czasu publikacji wyeliminowałem tylko dwa słowa, które złośliwie zaplątały mi się w gotowej wersji. Te słowa to “obu” (zamieniłem na “obydwu”) oraz “amnestia” (zamieniłem na “amnezja”). Za wpadkę przepraszam.

Ten “Burogrzywy” to chyba wpadka z niefortunnego tłumaczenia Łozińskiego. Przynajmniej z pierwszej wersji, bo potem wydano poprawioną, która zbliżyła tekst do wcześniejszych, tych kanonicznych.

Ciekawe połącznie sci-fi, romansu i komedii. Hm, główny bohater ma chyba w sobie coś ze schizofrenika. Jego rozmowy z podświadomością są co najmniej niepokojące.

Moje uniwersum roboczo nazwałem 2422. Akcja ma miejsce w XXV wieku. W skrócie: to połączenie postapo, smoczego fantasy oraz OGROMNEJ dawki political fiction z akcją osadzoną przede wszystkim w Europie Centralnej. Poczekaj na opowiadanie, które pojawi się wkrótce na tym portalu. Może po lekturze zechcesz zapoznać się z dłuższym tekstem, który też mam, aczkolwiek na razie na Dysku Google.

Ze swojej strony dodam, że nie widzę ani jednej pozytywnej postaci tej całej transformacji. Ot układzik solidaruchów z pezetpeerowcami przy aprobacie wuja Sama. Może do miana pozytywnych, przynajmniej w moim mniemaniu, mogliby aspirować Jacek Kuroń, Bronisław Geremek czy Karol Modzelewski, ale popełnili takie błędy, że nie można tych ludzi dobrze ocenić.

 

“Solidarność” nie musiała być tym, czym jest. Na samym początku była dość mocno lewicująca, wręcz anarchosyndykalistyczna. W końcu w 1981 opracowano coś takiego jak program “Samorządna Rzeczpospolita”, który nigdy nie wszedł w życie, dlatego, że BARDZO SZYBKO “Solidarność” zatruł element kato-narodowo-neoliberalny. To z niego wywodzą się tak skłóceni dzisiaj Wałęsa i Kaczyński.

Najbardziej podobała mi się sama wizyta u wróżki. Mnich, cesarz, głupiec, wąż i koło fortuny. Ciekawe. Mnich od razu skojarzył mi się mocno z Wojtyłą. Głupiec oczywiście z Wałęsą. Wąż i koło fortuny z postransformacyjnym burdelem, którego skutki odczuwamy do dzisiaj. Końcówka niestety pokazała, że się pomyliłem. Szkoda :(

 

Generalnie nawet spoko. Taki tekścik na pięć minut, aby przeczytać jednym okiem. Błędów, literówek itd. nie szukałem. Mimo to w kilku miejscach zabrakło mi przecinków.

Hm, rozumiem. Dzięki za uwagi. Pamiętam o tych wszystkich kwestiach i mam nadzieję za jakiś czas je wyjaśnić, ale to raczej w oddzielnym opowiadaniu, które będzie miała formę wspomnień spisywanych przez ocalałych z wojny atomowej oraz tych żyjących już jakiś czas po niej. Teraz zresztą zamierzam skupić się na krótszych formach. Przynajmniej przez jakiś czas.

 

Trafne spostrzeżenie z tym podobieństwem. Bardzo trafne, aczkolwiek to nowe uniwersum. Starałem się eksperymentować, mieszając smocze fantasy z postapo, czy raczej już światem postpostapo, bo po czterystu latach można chyba zbudować coś trwalszego niż wioskę a la Mad Max. W każdym razie zachęcam do obserwacji mnie. Może opowiadania bardziej Cię przekonają do tego świata.

Jeszcze raz dzięki za zainteresowanie. Wszystko mi się przyda w przyszłości. Może skusisz się na opowiadanie, które za jakiś czas tutaj trafi? Co prawda jest ono osadzone w tym samym uniwersum, ale pojawia się w nim mniej bohaterów, fabuła jest bardziej skondensowana, a całość będzie krótsza.

 

Czasem obawiam się zostać uznanym za autora-nudziarza, ale drugiej strony lubię, gdy informacji jest sporo, bo wtedy czytelnik dostaje najlepszy – w moim mniemaniu – obraz świata literackiego.

Hm, wspomniałaś, że brakuje w jednym miejscu półpauz. Faktycznie, chociaż zżarło je przy wrzucaniu tekstu na portal. Sprawdziłem w pliku tekstowym i wszystkie są tam, gdzie powinny.

Czytałem jednym okiem, a więc nie zwracałem uwagi na stronę techniczną tekstu. Strasznie dużo fizycznego “bełkotu”, a ja z fizyką ostatni raz miałem kontakt w liceum. A tak w zasadzie to nigdy nie miałem żadnego poważnego, bo moje nauczycielki nie nadawały się do niczego i z ich lekcji mogłem wynieść co najwyżej kredę. Opowiadanko zatem raczej nie dla mnie, ale z pewnością znajdą się ludzie, którzy bardziej je docenią.

 

Frapuje mnie pewna rzecz. Czy w seminarium jest fizyka? Czy może ten sukienkowy najpierw studiował fizykę, ale przerwał studia i poszedł do seminarium? Trochę to dziwnie napisane. Należałoby doprecyzować.

Cześć.

 

Publikuję na Wattpadzie, ale jestem niezadowolony z tego portalu. Po pierwsze to techniczny bubel i teksty na nim wyglądają jakby ktoś zwymiotował na ścianę, a nie opublikował opowiadanie (tutaj jest znacznie lepiej, chociaż ten portal na pewno nie dysponuje taką kasą jak Wattpad), a po drugie to tamtejsza społeczność raczej nie przepada za fantastyką, lecz woli romanse. Najlepiej na jedno kopyto. Takie typu “bedbojzżygałsięmerysudodupy”. Szkoda, bo pomysł na portal całkiem zacny. Błąkam się też po różnych facebookowych grupkach literackich, głównie związanych z Wattpadem. No i oczywiście mam swój dysk Google, gdzie już opublikowałem całą powieść ze swojego uniwersum. Aktualnie pracuję nad toczącym się w nim opowiadaniem. Piszę je specjalnie dla portalu “Nowej Fantastyki”, lecz na Wattpadzie pewnie też się pojawi.

 

Najbardziej lubię postapo, aczkolwiek to nic przy mojej miłości do smoków. Po prostu je kocham. Jednakowoż wolę smoki jako inteligentne stworzenia, a nie nastawione na niszczenie bestie. Nie lubię zaś wszelkich motywów bogoojczyźnianych w literaturze.

Niestety nie zagłębiałem się za bardzo w fabułę, ponieważ już na starcie odrzucił mnie zapis dialogów. Częstym błędem jest zapisywanie ich od myślników. Tutaj ponadto denerwuje brak odstępów. Interpunkcja też w zasadzie nie istnieje, co niestety widać już w drugiej linijce.

 

Na twoim miejscu wziąłbym się wpierw za porządną poprawę strony technicznej tego tekstu. Tu np. masz poradnik poruszający kwestię zapisu dialogów https://www.fantastyka.pl/hydepark/pokaz/2112

 

Interpunkcję można do pewnego stopnia wyćwiczyć dzięki LT. Oczywiście pomaga w tym również własna lektura porządnych książek.

 

 

Jestem właśnie w trakcie pisania opowiadania, ale z akcją umiejscowioną w uniwersum tej powieści.

Nie jestem pewien, czy całość się tutaj zmieści. Rozmiar plików możliwych do załadowania zapewne jest ograniczony.

Nowa Fantastyka