Profil użytkownika


komentarze: 129, w dziale opowiadań: 114, opowiadania: 64

Ostatnie sto komentarzy

Natan, może w taką narrację ktoś by uwierzył. Problem w tym, że Komuda wypuścił ROK wcześniej (kiedy sytuacja była nieco inna) znacznie bardziej homofobiczny szlam (opowiadaniem tego nie nazwę), którego fabuła obraca się wokół torturowania osoby homoseksualnej, jednak te tortury są pokazane jako coś pozytywnego.

Opko legalnie można przeczytać tutaj: https://nowynapis.eu/tygodnik/nr-14/artykul/mowa-nienawisci-pokutnika-duki?fbclid=IwAR0tDS1OfiZwZVH6hqtgItYUbqY82KLah2XgWO0HxUdCxkdPEtFnGT_8eyw

 

 

https://www.facebook.com/piotr.tarczynski.7/posts/10220784471015788 – brawo, widzę, że “Nowa Fantastyka” w formie. Jak ja się cieszę, że nigdy nie kupiłem choćby numeru (raz, jako dzieciak, dostałem od kogoś w prezencie i wtedy zajarałem się opowiadaniem Pilipiuka o szczaniu do ogórków, serio takie tam było). A tak szczerze, to uważam za szczególnie podłe drukowanie takiego opowiadania w takim momencie (tj. po ostatnich wypowiedziach obecnego prezydenta).

Co jest niby przegiętego w zdaniu, że LGBTQ to konkretni ludzie? Powtarzasz najgorszą prawicową bzdurę, że LGBTQ to ideologia. LGBTQ nie jest jednak żadną ideologią, a osoby nieheteronormatywne mogą równie dobrze popierać Konfederację, bo seksualność sama w sobie nie determinuje poglądów. Czy polskim prawicowcom tak ciężko to pojąć?

 

Padłem ze śmiechu, czytając zdanie, że biali mężczyźni są pod obstrzałem kobiet. No chyba w książce Dominika Wanga xD

 

Na razie to w tym kraju prawica (jeszcze taka najgorszego sortu, nawet nie tyle skupiona na interesach przynajmniej Polaków jako całości, ile Kościoła rzymskokatolickiego i kapitału) wciska ludziom swoje przekonania. Począwszy od wprowadzonej nielegalnie w latach 90 szkolnej “katechezy” aż po obecną propagandę w TVP.

 

Zamiast przyjrzeć się prawdziwej propagandzie, pijesz do zdania, że LGBTQ to ludzie. To przerażające.

Absolutnie nie zgadzam się z Trukszynem w kwestii Tokarczuk (chociaż rozumiem, czemu jej twórczość przypadła mu do gustu). Jednak, mimo że ostro i niepotrzebnie popłynął w tym komentarzu (Netflix nie kupuje też wielu DOBRYCH rzeczy, ale co z tego?), muszę mu przyznać rację odnośnie do samego opowiadania. To jest oczywiście napisany poprawnie, ale jednak pociachaniec, z którego nie da się wyłuskać żadnej myśli przewodniej. Z drugiej strony nie można tego przeczytać z marszu, bo tekst jest zbyt ciężki, rzekłbym, iż pretensjonalny.

 

“Żadnych idei, żadnych rewolucji, żadnych trendów, żadnych pomysłów”

 

Pod tym niestety muszę się podpisać. Jednakowoż nie w kontekście całej polskiej literatury, tylko tego opowiadania, które porzuciłem, przeczytawszy może 1/3, bo mnie znużyło.

Akurat pierwsza wypowiedź była jeszcze uprzejma. Na tym forum i tak nie jest źle. Prawdziwa toksyczność, wręcz pokaz chamstwa i buractwa to domena facebookowych grupek. Cóż, taki mamy polski fandom.

 

Na twoim miejscu wstrzymałbym się jeszcze jakiś czas z publikacją, podciągnął w pisaniu i może uderzył do jakiegoś wydawnictwa, które szuka młodzieżówek. Sądzę, że taki sukces (jeśli Ci zaproponują współpracę) będzie lepiej smakował.

Tekst nie w moim stylu, zapewne bardziej skierowany do młodego czytelnika, ale nieprawdą jest stwierdzenie, że to się absolutnie nie nadaje do czytania. Na pewno czeka Cię sporo pracy. Musisz m.in. poprawić dialogi, wyszlifować interpunkcję. Może za kilka lat wyjdzie z tego całkiem udana powieść dla dzieci.

 

Możesz, a nawet powinnaś luknąć tu:

http://artefakty.pl/page/zapis-dialogow

https://fantazmaty.pl/pisz/poradniki/jak-zapisywac-dialogi/#klopotliwe_uslyszal

 

Co do przypisów, to ja cenię, kiedy pojawiają się w tekście (oczywiście okazjonalnie i z uzasadnionej przyczyny). Denerwuje mnie sytuacja, gdy bohater przemawia w nieznanym mi języku, a ja potem muszę tłuc się z translatorami. W każdym razie możesz mimo uszu puścić uwagę, jakim to nieszczęściem i apokalipsą w powieści jest zastosowany od czasu do czasu przypis.

 

 

Dawno nie czytałem takiej bzdury jak ta napisana przez przedpiścę. Rozumiem, że sąd skazał aktorów? Ba, ci skazani nawet się nie tłumaczyli tym, że ktoś ich wynajął do jakiejś “inscenizacji”.

Dzięki za komentarz.

 

– Człowiek powiadasz – oberbrygadier był zaskoczony… ―> – Człowiek, powiadaszOberbrygadier był zaskoczony

Tu znajdziesz wskazówki, jak zapisywać dialogi: http://www.forum.artefakty.pl/page/zapis-dialogow

To akurat jest dobrze zapisane. Zwróć uwagę, że po wyrazie językiem nie ma kropki.

 

– Człowiek powiadasz – oberbrygadier był zaskoczony, że Jasińska nie posługuje się nie gwarą, lecz dość wyszukanym językiem – jednak co ze smokami? Chyba macie w kolonii jakieś smoki?

 

Co do wódki i koniaku, to czy istnieje przymus picia tych dwóch trunków osobno. Albo z jakąś dłuższą przerwą? Oberfeldurat Głódź by się z tobą nie zgodził.

Nie uznaje ich za wyłącznie śmiesznych, ale czasem trudno powstrzymać się od śmiechu. Zwłaszcza, że oni regularnie dostarczają ku temu powodu. Pamiętasz słynne “urodziny” Hitlera w lesie? Te skiny nawet nie umiały poprawnie zaśpiewać, mając tekst piosenki na kartce. Śpiewali “Heili, heilo”, zamiast “Heidi, Heido”.

No niestety faktycznie niewykorzystany potencjał. Polski nacjonalizm nie jest straszny, on jest po prostu śmieszny, wręcz komediowy.  Narodowo-katoliccy populiści, ONRowcy, księża budzą we mnie po prostu wesołość.

Spleśniały chleb można spalić w piecu uzyskując ciepło, albo z szacunkiem zakopać pod kwiatkami w ogrodzie lub parku.

Ile osób ma piec węglowy w domu (zresztą co to za różnica spalić czy wyrzucić?)? A kopać też sobie nie możesz wszędzie, gdzie Ci się żywnie podoba. Zresztą, kto będzie bawił się w takie ceregiele ze spleśniałą żywnością?

 

Szczerze? Śmieszy mnie wywód, w którym podporządkowałaś cykl całego naszego życia piekarnictwu. Twoją metodologią dałoby się uzasadnić istnienie każdego przemysłu, również pornograficznego.

 

Mam wrażenie, że zbytnio się ekscytujesz jakimiś durnymi filmikami z internetu. Wyluzuj.

Nigdy się z czymś takim nie spotkałem. Sam nie lubię marnować żywności, ale nie widzę sensu, dlaczego mielibyśmy w dzisiejszych czasach utrzymywać nie wiadomo jaki kult chleba. Powiem więcej to może być szkodliwe. Są przecież ludzie jedzący spleśniały chleb, bo “to grzech wyrzucić” albo pasący przegniłym pieczywem gołębie i szczury.

 

Sorry, ale młody człowiek ten wiersz wyśmieje, a ktoś, kto ma wyrobiony gust literacki, w najlepszym wypadku przejdzie obok niego obojętnie.

 

Nie, po prostu nie. Zaczyna się tak agresywnie, że odrzuca. Na dodatek konstrukcja jest prostacka, wręcz godna tych wszystkich koszmarków Bełzy. To naprawdę nie jest najlepszy wzór poetycki.

Proste, ale nawet zabawne. Przypominają mi się czasy gimnazjum, kiedy sam próbowałem rysować komiksy. Moje próby nie były aż tak dopracowane jak twój komiks, no i miały znacznie cięższy humor :)

Forum NF to troszkę coś innego. Za to na Wattpadzie BEZWZGLĘDNIE nie powinno być żadnych memów. To nie jest kwejk albo Joe Monster. Dla mnie osobnik wrzucający memy na Wattpada jest na równi z kimś, kto wysypuje śmieci na przestanku tramwajowym. Tak się po prostu nie robi. Niech sobie idą na JM.

Dzisiaj w przypływie naiwności wpisałem w wattpadową wyszukiwarkę słowo “koronawirus”. Dobra, nie spodziewałem się dobrej literatury, ale po cichu liczyłem, że ktoś przynajmniej SPRÓBUJE stworzyć W MIARĘ poważne opko na ten temat.

 

Co mi wyskoczyło? KORONAWIRUS MEMY.  Naprawdę się wkurzyłem, bo to jest najpopularniejsze.

Dzięki za komentarz.

 

Co do wulgaryzmów, to sam się trochę zastanawiałem nad ich ilością. Mimo wszystko taki język wydaje się pasować do partyzantów, bo partyzanci, konspiratorzy, bojownicy, niezależnie od poglądów politycznych, nigdy nie są grzecznymi chłopcami. Nie chciałem złagodzonego obrazu harcerzyków.

Na twoim miejscu poprawiłbym poprzednie opowiadanie (jak regulatorzy radzili). Sorry, ale wygląda na to, że w poezji się nie spełnisz. Spoko mało kto się w niej tak naprawdę spełnia.

Nie przepadam za One Direction, ale autentycznie szkoda mi tego zespołu. Nie da się policzyć, w ilu syfiastych opkach ci ludzie wystąpili.

Na telefon Wattpad też wygląda jak syf. Wkurza na laptopie, wkurza na smartfonie. No po prostu ta platforma nie ma zalet. No, może poza darmowością.

urzyję go

Sorry, ale po tym przestałem czytać i tylko zerknąłem na tekst. No niestety tragedia. Niektóre wyrazy nie są nawet oddzielone od siebie spacją, chociaż powinny.

Zastanawia mnie, czemu na tym forum, chociaż dysponuje promilem promila budżetu Wattpada, teksty mogą wyglądać dobrze, a tam się wszystko rozłazi, gubi znaki, akapity itd.

W zasadzie Drakaina wyczerpała temat, ale ja chętnie dorzucę coś od siebie.

 

Wattpad to zarówno syf techniczny (polski mieszający się z angielskim, kłopoty z ukazywaniem się komentarzy i powiadomień, niezapisywanie się ustawień, bardzo ubogie funkcje edycji tekstu), jak i społecznościowy.

 

Wattpad to niestety wysypisko. Nie chodzi mi już o chłam typu “rucchollłł mneee bedbojjj” albo “sexyyyy z ŁAN daJrekszyn FANFIKSZYN xDDDD”, ale o zwykłe odpady niemające nawet ambicji być najbardziej śmieciową literaturą.  Chodzi mi o “nominacje” oraz memy. Czemu administracja tego nie usuwa?

 

Na dodatek podejście większości autorów jest naprawdę infantylne. Wytkniesz komuś błędy na NF, to ci ten ktoś najczęściej podziękuje. Spróbuj jednak zastosować taką krytykę na Wattpadzie. Ja przedwczoraj spróbowałem i mnie “ałtorka” zablokowała z fochowatym tekstem: “JAK SIĘ NIE PODOBA, TO NIE CZYTAJ!”. Tragedia.

 

Nienawidzę Wattpada jak psa, jednak mam tam konto (w sensie zamieszczam linki do mojego dysku Google). Dlaczego? Bo to mnie nic nie kosztuje, a daje jakąś szansę na czytelnika ambitnego, który zagubił się w tym bajzlu.

Brakuje przecinków w zdaniach z imiesłowami.

http://www.rjp.pan.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=1041:przecinek-przy-imiesowach-przysowkowych&catid=44&Itemid=145

 

"Jebana Falandysowa"

 

Ale po co ten cudzysłów?

 

− Ksiądz nie na mszy dzisiaj?! − zawołała piskliwym skrzeczeniem.

 

To w końcu katolicki ksiądz czy pastor?

 

obózj

 

Uwaga na literówki.

 

Niezbyt dobrze napisane opko. Styl niewyrobiony (krzyki “uderzające” itd. − to nie brzmi najlepiej), no i na mój gust zbyt infantylne. Akcja dzieje się w Polsce, więc ten pastor jest zupełnie niepotrzebny. Gdybyś go zamienił na rzymskokatolickiego księdza, nadał całości nieco bardziej sensowny wydźwięk, poprawił warsztat, to może wyszłaby z tego niezła satyra na różnych wrogów “ekologizmu” i fanów duszenia rysia garotą (pozdro dla kumatych). No i chyba nie skończyłeś tego tekstu, więc lepiej będzie zmienić kategorię na “fragment”.

 

Nie wiem, czemu, ale czytając tego drabbla, cały czas miałem przed oczami pleśniejące, zbyt długo trzymane w nieszczelnych słoikach produkty.

Po prostu dla mnie ta sekta pojawia się trochę deus ex machina.

 

I nie ma potrzeby przepraszać za wulgaryzmy :)

Dobrze się czytało, zwłaszcza te naturalistyczne opisy. Z drugiej strony odniosłem wrażenie, że tajemnica Pudelskiego nie została w należyty sposób wyjaśniona.

 

otrzepują piórka

O co z tym chodziło?

Nie jest to opowiadanie, ale stylizowany na nie felieton. To zupełnie by mi nie przeszkadzało, lecz całość wydaje się mocno rozlazła, a kiepska interpunkcja bardzo przeszkadza w odbiorze. Ostatecznie na tekst zareagowałem wzruszeniem ramion, chociaż prawicy, zwłaszcza tej chcącej Orwellowskiego świata w sferze obyczajowej, a jednocześnie dającej pełną wolność do dzikiego wyzysku pracownika, nie cierpię.

Nikt nie chciał zbetować to są błędy.

No sorry, ale to nie jest żadne wytłumaczenie.

Nie wiem, co to ma wspólnego z Doomem. De facto nie ma tu historii. Jest może jakiś pomysł na scenę, ale ona do niczego tu nie prowadzi. Do tego strona techniczna jest tragiczna. Nawet liczby nie są zapisane słownie.

Bardziej mi to wygląda na skargę niż drabble. Nie ma tu zabawnej, niespodziewanej pointy. Jednak nie będę narzekał, tylko się odniosę do treści.

 

Cóż, najwidoczniej mieszkańcy sobie nie życzyli kolędy. To jest ich prawo i należy to uszanować. Naprawdę nie ma nad czym rozrywać szat. Są znacznie poważniejsze problemy. Chociaż z jednym muszę się zgodzić. Denerwująca jest ta grodzeniomania w Polsce. Już nie ma gdzie w tym kraju łazić. Pamiętam jak jeden facet w moim mieście zabudował sobie (chyba nie do końca legalnie) drewnianym płotem… miejski chodnik, którym normalnie chodzili ludzie.

Orwell to mój ulubiony dwudziestowieczny autor, więc skusiłem się na lekturę i… totalnie się rozczarowałem. Po pierwsze fatalna jest cała przedstawiona przez Konia koncepcja, aby spędzić święta “jak ludzie”. W najlepszym wypadku to karkołomnie absurdalny, a moim zdaniem wręcz bzdurny pomysł. Gdyby jeszcze zachować w tym jakiegoś ducha Orwella, to może czytałoby mi się znacznie lepiej. Niestety to szereg randomowych, kiepsko powiązanych ze sobą scenek z cyklu “Wigilia u wąsatego wujka”. Orwellowskie realia wydają mi się w tym wszystkim zbędne. Strasznie mnie ten tekst zmęczył.

Dobre, ale pointa, moim zdaniem, jakaś taka średnia. Wolałbym bardziej zaskakującą.

Fajnie i gładko się czytało. Tylko to otwarte zakończenie wkurza. Szkoda, że nie zamierzasz kontynuować.

 Tekst napisany jest poprawnie, ale niestety twój świat nie przypadł mi du gustu. Nic z niego nie zrozumiałem, a poszczególne sceny zdawały się ze sobą nie kleić. Strasznie to randomowe.

umysłowych wózków inwalidzkich

Sorry, ale to brzmi tragicznie.

 Bosch to lekcje

Po Boschu dałbym przecinek.

Przy przystanku koło ulicy Harcerskiej kapelusz rozejrzał się i posmutniał

Kapelusz napisałbym wielką literą jako przezwisko faceta.

 

Ogólnie to te opisy wydają mi się jakieś takie przesadzone. Powiedziałbym, że wręcz groteskowe. Albo lepiej – CAMPOWE.

Według słownika kakofonia to nieprzyjemnie brzmiąca mieszanina dźwięków. Witraże mogą wydać dźwięk tylko, gdy się je rozwala w drobny mak :D

 

Barwy zasadniczo żadnych dźwięków nie wydają.

Cóż, tutaj są wyrobieni czytelnicy, którzy oczekują perfekcyjnej interpunkcji, ortografii i stylistyki. Oczywiście tekst spełniający te wszystkie warunki wcale nie musi ogółowi tego forum przypaść do gustu. A co do Ciebie, to na twoim miejscu wrzuciłbym te przemyślenia do jakiegoś offtopu, bo to nie jest opowiadanie.

Dzięki za komentarz.

 

Mam bardzo dokładny zarys uniwersum, ale szczerze mówiąc nie tak łatwo jest mi go przedstawić w krótkiej formie opowiadania. Tzn. mógłbym, ale z tego pewnie zrobiłby się “infodump”, toteż tutaj postawiłem nie tyle na opis, ile na dialog. Mam wyraźne poglądy, co widać w opkach, ale mocne podkreślanie własnych poglądów jest obecne w Polskiej fantastyce od lat, z tym że tutaj są one nie prawicowe, jak to bywało do tej pory, lecz lewicowe. Może to jest przyczyną chłodnego przyjęcia? W każdym razie najpierw miałem historię (już od dawna), a dopiero później postanowiłem zabarwić ją czymś od siebie (a nie na odwrót). Innymi słowy: pójść w political fiction, które u Novik niby jest, ale (moim zdaniem) bardzo lekkie.

 

Może bardziej spodoba Ci się horror w tym uniwersum? Oczywiście zawrę w nim pewien pierwiastek filozoficzno-polityczny, ale tym razem już nie będzie dominował.

Fabuły to tu nie ma za grosz (ciekawe, co na taki stan rzeczy powiedzą regulatorzy), ale felieton mi nie przeszkadza. Nawet miejscami bawi. Pononasi to musiała być bardzo antyimperialistyczna frakcja, skoro walczyli z Anglikami, Francuzami o wyzwolenie niewolników na Haiti oraz o wolność Indian w Ameryce Południowej. Ba, najwybitniejszy Pononas, Kościuszko, był przecież wielkim antyklerykałem. Czyżby to Pononasi pierwsi zauważyli bezmiar szkodliwych idei emitowanych przez Watykan? Szacunek. Zresztą przeciwko tym ideom stanęli nieraz zbrojnie. Chociażby w Hiszpanii.

 

Dzięki za komentarz. Cóż, jak widać, mam problem z trafieniem w twój gust. Ale się nie poddaję. W następnym opowiadaniu co prawda nie zamierzam zrywać z tematyką okołoideologiczną, ale obiecuję znacznie “gęściejszą” akcję. To będzie horror.

 

Aha, to nie jest fragment, tylko opowiadanie.

To nie jest fanfiction, więc nie widzę powodów, aby dodawać taki tag. Owszem, to wyewoluowało z uniwersum Novik, jednak mamy tu już inny świat, z innymi bohaterami, na innych zasadach, oraz (jak zauważyliście) sporą domieszkę publicystyki. Cóż, sześć lat temu miałem trochę inne podejście i spojrzenie na świat, fantastykę, społeczność etc. Niczego zakazanego nie zrobiłem, jednak dzisiaj działam inaczej. Z perspektywy czasu chyba racjonalniej. Nadal pozostaję cały czas pod wpływem NN, aczkolwiek czuję, że się oddalam, obieram własną drogę. Chociażby przez publicystykę w powieści, czy dodawanie elementów horroru, co planuję.

 

@wilk-zimowy

Wiem, wiem :D . To o szatanie to żarcik.

Dzięki za komentarz. Powiem szczerze, że trochę trudno rozwinąć wszystkie pomysły w tak krótkiej formie, jaką jest opowiadanie. Ale się staram. Następnym opowiadaniem będzie horror w tym uniwersum, ale ukaże się raczej nieprędko.

Nie jestem znawcą poezji, ale wiersz faktycznie wydaje się bardzo prosty i (nie obraź się) przypomina mi teksty z podręczników dla zerówki.

Nie wciągnąłem się. To chyba kwestia sprinterskiego tempa tekstu osadzonego w trudnych, niekoniecznie moich ulubionych realiach XIX-wiecznej Francji. Bohaterowie także specjalnie nie zapadli mi w pamięć. Szkoda, że motywacje Adama nie zostały lepiej wyjaśnione.

 

Strona techniczna jest poprawna.

 

Co przegapił, choć śledził proces niemalże od początku – od kiedy wzmianka w paryskiej gazecie przywiodła go do Valence?

Jesteś pewna, czy znak zapytania jest tam odpowiedni? Ja inaczej sformułowałbym to zdanie.

 

Konsjerżka gderała …

Ona była żoną konsjerża, a nie konsjerżką per se. Trochę mi nie pasuje więc to określenie.

 

Było oczywiste, że dziennikarze będą czekać do ogłoszenia wyroku, a pewnie i do egzekucji, której się powszechnie spodziewano

No to trochę by poczekali. Wątpię, aby wyrok został wykonany od razu po wyjściu z sali sądowej.

 

Strasznie to dziwaczne. Na twoim miejscu dodałbym jeszcze tag “absurd”.

 

Co do tekstu – dziura jaka jest, każdy widzi laugh . Pewnie stanowi świadectwo chorych żądzy twórcy tego licheńskiego straszydła, niejakiego księdza Makulskiego.

Odniosę się do kilku powyższych rzeczy. Owszem, to inspiracja i to dość silna, aczkolwiek nie żaden fanfik, tylko własne uniwersum (zresztą o smoczych jeźdźcach było już od cholery książek, Pern, Eragon i wiele pomniejszych, oczywiście Novik najlepiej wypada, przynajmniej moim zdaniem). Świat nie jest osadzony w realiach XIX-wiecznych, ale postapo. Chociaż też nie jest ono takie hm… ortodoksyjne, bo planeta została już jako tako odbudowana. Społeczeństwo nie ogranicza się do grup lokalno-plemiennych.

 

Powiedzmy, że to taka fantastyka eklektyczna. Staram się nie ograniczać do jednego settingu, lecz łączyć elementy różnych. Oczywiście to kwestia gustu i nie każdemu musi się to spodobać.

Dzięki. Może następne Ci się bardziej spodoba. Je już planuję całkowicie zamknąć w ramach krótkiego wydarzenia.

@Kordylian

Podobny pomysł był, o ile się nie mylę, w Star Treku. To się nazywało replikator. Może urządzenie z tego szorta działa tak samo?

Smutna scenka. Na dodatek wydaje mi się jakaś taka wyrwana z kontekstu. No i ten kocioł to trochę deus ex machina, nawet jak na short.

regulatorzy

Dzięki.

 

Asylum

Wbrew pozorom mam historię tego uniwersum. Zastanawiam się jednak jeszcze, jak ją w rozsądny sposób przedstawiać w opowiadaniach. W powieści może nie byłby to aż taki problem. W każdym razie cieszy mnie, że ci się podoba. Następny kawałek będzie miał już coś z horroru (dość groteskowego). No i postaram się popracować zarówno nad postaciami, jak i lepszym zaprezentowaniem świata

@UP

Po namyśle zmienię go jednak na rotmistrza. Tytuł też może zmienię, ale na razie nic nie przychodzi mi do głowy. Może coś z języka węgierskiego?

Dzięki za komentarz, Mr Maras.

 

Będę nadal pracował nad opowiadaniami (mam pomysł na następne), ale teraz już wiem, że bardziej pasują mi jednak dłuższe formy. Samo uniwersum jest jeszcze w budowie, rozwija się, ale to chyba normalne dla wszystkich żywych uniwersów. W każdym razie zamierzam uczynić go eklektycznym, mieszając elementy postapo, smoczego fantasy i political fiction.

 

Na marginesie dodam, że odczucia podobne do twoich towarzyszą mi na początku wielu uznanych książek. Oczywiście w wielu przypadkach jakoś się przyzwyczajam, zważywszy, że to powieści, więc akcja się w nich rozkręca. Czasem jednak tracę cierpliwość. Tak miałem np. przy “Autostopem przez galaktykę”, książce swego czasu dość forsowanej w Polsce. Dla mnie to niestrawny bełkot, w którym od początku do końca nic nie trzyma się kupy.

Dzięki za poświęcony czas, Drakaino.

 

Powiem szczerze, że miałem pewną zagwozdkę z napisaniem tego tekstu. To opowiadanie jest zamknięte fabularnie, aczkolwiek mocno osadzone w pewnym uniwersum. Cały czas szukam złotego środka między przekazaniem czytelnikowi bardzo skondensowanych informacji a “zbombardowaniem” szczegółowymi danymi, które, jak widzę, jednak są pożądane. Kiedyś mnie krytykowano, że podaję ich za dużo w swoich tekstach, że to spowalnia akcję, że przez to jest nudno, że mam dać czytelnikowi pole do domysłów, pozostawić pewne niedopowiedzenia, żeby go zaciekawić i tak dalej, no wiesz, co mam na myśli.

 

Może ci prości bohaterowie to kwestia formy. Kształtowanie charakteru postaci idzie mi lepiej w dłuższych tekstach, gdzie mam zarówno miejsce, jak i sposobności do dokładniejszego nakreślenia charakteru zarówno ludzi, jak i ukochanych smoków. W tym wypadku bałem się uczynić z opowiadania mikro albo (co gorsza) pełnej powieści. Aczkolwiek zwracam uwagę, że jest tu pewna zwięźle opisana relacja między smokiem a człowiekiem.

 

Tytuł wziął się od wspomnianej w tekście Operacji Alzamiento (”el alzamiento” to dosłownie po hiszpańsku “powstanie”).

 

Językowo poprawne, aczkolwiek bez zachwytów, bo proza raczej przezroczysta, pozbawiona cech indywidualnych, a część dialogów nieco drętwa.

Kiedyś wypominano mi barokowy, zbyt złożony styl. No to nieco go zmieniłem, tak aby nie odwracał uwagi od fabuły. Wielu ludzi tak ceni konkretność stylu, że czasem nawet szuka na siłę śladów “liryczności”, aby je skrytykować . Ale cóż, niektórzy są odmiennego zdania, a przecież wszystkich nie da się zadowolić.

 

W ogóle to wymieszanie terminologii w kwestii stopni wojskowych trochę mnie irytowało, bo z jednej strony masz wszelkie elementy naszego stechnicyzowanego i informatycznego świata (czyli również reformy wojskowe powinny być podobne), z drugiej – te przestarzałe hetmany, rotmistrze i ogniomistrze. (Choć z drugiej strony, ponoć MON chce do tego wracać, a może już wrócił, nie wiem, nie śledzę aż tak gorliwie newsów.)

Właśnie próby tych zmian (którym w realu jestem przeciwny, bo to niepotrzebne koszta) zainspirowały mnie do niestosowania w tekście aktualnej polskiej terminologii wojskowej. Poza tym, jak już pisałem wcześniej, smoki można najprędzej utożsamić z kawalerią.

 

Po polsku naturalny byłby rotmistrz sztabowy jak sierżant sztabowy.

To w tekście wyglądałoby fatalnie. Zbyt encyklopedycznie.

 

Jeszcze raz dzięki za uwagi. W kolejnym opowiadaniu zamierzam odejść od intrygi politycznej na rzecz lekko groteskowej akcji w jednym mieście. Zobaczymy, jak wyjdzie.

 

Dzięki za komentarz, ninedin. Starałem się całe, że tak powiem, mięso skondensować w jednym tekście, bo to pełnoprawne opowiadanie. Jednak z drugiej strony nie zamierzałem też po prostacku wykładać całej kawy na ławę, żeby nie zrobiło się zbyt prosto, a przez to nudno dla czytelnika.

 

A ja dla odmiany bardzo lubię archetyp trepa pokroju sierżanta z “Full Metal Jacket” czy Tygrysa z “Samowolki” (tak wiem, że to był poborowy). Ale to kwestia gustu.

Teoretycznie powinno być sztabskapitan (sztabsrotmistrz jest raczej terminem rosyjskim, aczkolwiek widziałem je w polszczyźnie), ale dla odmiany to ono mi się nie podobało. Osobiście nie mam problemów z wymową.

 

EDIT: sztabsrotmistrz jest dopuszczalny, jeżeli chodzi o kawalerię https://pl.wikipedia.org/wiki/Sztabskapitan , a smoki można poniekąd utożsamiać z kawalerią.

Dodam jeszcze, że jest to zły dział dla tego tworu.

 

Tekst nie jest wierszem, szortem, opowiadaniem, ani nawet fragmentem czegoś większego. To po prostu szkic, który autor tworzy na swoje potrzeby i nikomu nie pokazuje (przynajmniej nie powinien). Sam wypisuję we własnych szkicach różne cuda, z których tylko część trafi do gotowego tekstu.

To nie jest szort, ale nieważne.

 

Kiedy wspomniałeś termin “fantastyka eschatologiczna” to nawet się tym zainteresowałem. Tymczasem nie widzę w tym nic niezwykłego, niecodziennego, czego już nie widzieliśmy w fantastyce. Zwłaszcza polskiej :) . Oczywiście to nie oznacza, że rozwinięty na bazie tego schematu utwór będzie zły, ale na wszelki wypadek spróbuj potworzyć na tym forum, pisząc opowiadania.

 

I wywal imię Vegeta, bo się kojarzy z przyprawą.

Fajne. Jednak widzę w tym szorcie pewną sprzeczność. Otóż dzieciak krytykuje system nauczania na Ziemi, a jednocześnie sam musi się zmagać z największym rakiem tego systemu, czyli pracą domową laugh. Przecież nawet dzisiaj wysuwane są postulaty, aby zadania domowe znieść. Poza tym odnoszę wrażenie, że przedstawiając ziemski system nauczania, mocno wzorowałeś się na tym polskim, bo w bardziej rozwiniętych regionach planety, zwłaszcza w Skandynawii, ludzie starają się wspomniane wyżej postulaty wcielić w życie. W Polsce prędko się tego nie doczekamy. Cóż, idee Korczaka jednak nigdy nie zdobyły większej popularności w jego kraju.

 

Czy tylko mi się wydaje, że te wiersze są coraz gorsze? No i oczywiście niechlujstwo się wzmogło. Nawet tytułu nie chciało się autorowi napisać wielką literą.

Przeczytałem, bo kocham smoki.

 

Historia bardzo prosta, aczkolwiek poprawnie skonstruowana. Finałowa walka moim zdaniem jest zdecydowanie za krótka.

 

Nic mnie tutaj w jakiś szczególny sposób nie zraziło, ale na błędy nie zwróciłem większej uwagi.

 

To prawda (chyba, że osadzamy tekst w przyszłości, co pozwala w sprytny sposób nagiąć realia do naszych potrzeb), ale z drugiej strony wiele młodych osób tworzących opowiadania w realiach USA sadzi niezłe byki. Np. bohaterowie chodzą do liceum czy tam technikum. W USA :D

Jeszcze propos scenerii tekstu, to ze swojej strony dodam, że z otwartymi ramionami przyjmę wszystko, co nie jest osadzone w realiach anglosaskich, którymi już szczerze mówiąc, rzygam. Oczywiście dobrze mi się czyta opka z akcją w Polsce, ale chyba jeszcze bardziej cenię te, które są osadzone nie tyle w jednym, konkretnym kraju, ile w całej Europie. Nie pogardzę też opkiem w realiach egzotycznych, może dalekowschodnich. Wszystko tylko nie USA, które nie wiedzieć czemu jest tak wałkowane na Wattpadzie oraz w różnych mniej ambitnych tekstach.

 

Kto zna jakieś opka fantastyczne w realiach:

  1. Półwyspu Skandynawskiego.
  2. Półwyspu Bałkańskiego.
  3. Węgier, Rumunii, Czech, Słowacji.
  4. Dalekiego Wschodu, ale niekoniecznie w realiach Chin czy Japonii, lecz Wietnamu, Tajlandii czy Laosu.
  5. Ameryki Południowej.

Mam problem z tym opowiadaniem. Generalnie realizacja jest dobra, pomysły nawet też spoko (podoba mi się nazwa “amutal”), ale w moim odczuciu tu jest zdecydowanie za dużo szkolnej wykładni w dialogach. Sorry, ale po prostu nie potrafię się w to wciągnąć. Nie mam nic przeciwko hard sci (teleportujące grzyby w Star Trek Discovery były zajebiste), jednak niech będzie podane w formie, która nie odrzuci człowieka, który zawsze miał dwóję z fizyki, a raz na półrocze nawet ocenę niedostateczną.

 

W pewnym sensie zafundowałeś mi powrót do szkoły, lecz mało to ma wspólnego z pożądaną nostalgią. Raczej przypomniały mi się nudne lekcje z ględzącymi babsztylami prowadzącymi zarówno chemię, jak i fizykę. Same ględzenie, doświadczeń zero, a nawet jeżeli jakieś były to tylko od święta i mógł je wykonywać wyłącznie “nauczyciel”. Cóż, nauczanie przedmiotów ścisłych w tym kraju i systemie społeczno-gospodarczym jest naprawdę żałosne.

Jakoś nie mogłem się w to wciągnąć. Twój język jest strasznie kulawy, a miejscami wręcz kiczowaty. Do tego pełno błędów, co już wytknęła Irka. To jest po prostu niechlujne. Dialogi leżą, ale akurat strona techniczna jest w miarę szybka do ogarnięcia (http://artefakty.pl/page/zapis-dialogow) Co innego sama treść opka. To takie typowe wattpadowe fantasy, z jakimiś tam krainami, klanami, potworami, ale bez czegoś świeżego. Dociągnąłem do 1/3 tekstu. Może gdyby było napisane lepiej, to zatrzymałbym się na dłużej.

Ewentualnie możesz spróbować tworzenia opowiadań w swoim uniwersum. Ja już jedno w swoim świecie napisałem, do końca sierpnia powinienem zamieścić drugie. Na Wattpadzie wielkiej popularności mieć nigdy nie będziesz. Tam największą publikę ma totalny syf z bimberami bad bojami i obrazkami, zamiast opisów.

 

Mój zamieszczony na Wattpadzie 1 marca tekst ma raptem 620 wyświetleń i 11 gwiazdek, a opowiadanko 14 wyświetleń.

Tak na marginesie, to wiecie, co oznacza we współczesnej potocznej polszczyźnie słowo “kościej”? Wcale nie kościotrupa, tak jak w przeszłości. Osobiście raczej bym czegoś takiego do tekstu nie wstawił :D

 

Możesz wyjaśnić puentę?

Draikano, Anglia oficjalnie przeszła na system metryczny w 1971 (ale fakt faktem, że okazali się odporni, bo na międzynarodowych połączeniach kolejowych i lotniczych stosują system metryczny, ale na lokalnych połączeniach już dezinformują ludzi milami). Nie wiem, jak jest na obszarach Szkocji oraz Irlandii Północnej, ale całkiem możliwe, że jeżeli się one odłączą od Anglii (co po Brexicie stało się prawdopodobne), to zlikwiduje się tam resztki mili, galonów itd.

 

W światach fantasy można wymyślić jakieś oryginalne jednostki, z tym że warto byłoby podać w przypisie przelicznik, że np. 1 mila z jakiegoś tam świata fantasy to będzie nasz 1 kilometr. Niezbyt to subtelne, ale ułatwiające człowiekowi życie.

 

Walmart to nazwa własna, więc nie powinno się jej tłumaczyć. Mile, owszem, przydałoby się skonwertować. Czytelnik nie zawsze ma komputer czy nawet smartfon z internetem przy sobie, aby to sobie przeliczyć na normalny system. A powiedzmy sobie szczerze – ludziom nie chce się zaśmiecać pamięci czymś, co de facto jest niepotrzebną pozostałością po czasach imperium, którego już od dawna nie ma i w przeciwieństwie do opartego na dziesiętnym mnożniku SI jest totalnie niepraktyczne, trudne do zapamiętania, a na dodatek mocno różniące się w zależności od regionu.

 

Zastanawiam, co powstrzymuje USA przed wprowadzeniem SI? Koszta? Nie, bo koszta są znacznie wyższe z powodu stosowanie milowych jednostek. Były już przez to wypadki śmiertelne, a ludzkie życie jest bezcenne.

Zgodziłbym się, gdyby była mowa o prawdziwym średniowieczu, ale to świat fantasy. Tak samo… nie wiem… zasady naszej heraldyki mogą, ale nie muszą w nim obowiązywać.

 

Co do używania mili, to nie tylko ja uważam jej stosowanie w czasach współczesnych za zacofanie. Większość świata tak uważa. Wszędzie przyjęło się SI. Wyjątkami pozostały Stany Zjednoczone, Liberia oraz Birma, ale z tego co wiem, to w tych dwóch ostatnich zamierzają wprowadzić normalne SI.

 

Podsumowując: ktoś pisze opowiadanie osadzone w prawdziwym średniowieczu albo nowożytności to raczej powinien skorzystać z mili, łokci itd. Ale w światach fantasy preferowałbym, raczej w narracji trzecio– niż pierwszoosobowej SI, bo skoro amerykańscy autorzy podają odległość w milach amerykańskich (od cholery jest tych mil, bo są jeszcze angielskie, kanadyjskie, morskie), to polski może podać w SI.

 

Zresztą fantasy jak fantasy, już nie bądźmy wobec niego aż tak restrykcyjni. Najbardziej wkurza mnie wciskanie mil w powieściach i filmach, które są osadzone we współczesnych czasach. W przypadku tłumaczeń powinno się dostosowywać wszystko do SI.

Cóż, nie porwało. Pomijając już techniczne babole, dosyć wtórny ten świat fantasy. Może gdybym miał dostęp do całości i się jakoś wgryzł w tekst, to coś bym z tego wycisnął. Na razie to dla mnie zajawka, nad którą zresztą trzeba popracować.

 

Tu mam uwagę do Regulatorów (Regulatorki?). Nie rozumiem czepiania się autora o metry. Ile razy w anglosaskich książkach fantasty trafiałem na mile i za każdym razem straszliwie mnie to wkurzało z dwóch powodów. Technologicznego zacofania autorów oraz lenistwa tłumacza, któremu nie chciało się przestawić na ludzkie SI.

Kolejne opowiadanie, które raczej nie jest dla mnie. Chyba nie polubię klasycznego polskiego science-fiction. Niemniej wywaliłbym trzy pierwsze akapity, bo moim zdaniem niewiele wnoszą do treści, a wydają się dość monotonne.

Dziwne. Ja przenosiłem z OpenOffice’a i nie było problemów. Wszystko ładnie się justuje i nie ma takiej ściany tekstu.

Dodałem do kolejki. Mam nadzieję, że poprawiłeś wszystkie wskazane błędy.

No niestety nie porwało. Wprawdzie nie ma już tak specjalistycznego słownictwa, jak w twoich poprzednich opowiadaniach, ale niestety to też jakoś szczególnie nie przykuło mojej uwagi. Kawałek lotu jakichś pozaziemskich form życia bez, przynajmniej w moim odczuciu, solidnej puenty.

Takie dziwne, ale jak na tekst na 5 minut może być. Mam jedną uwagę. Uczniowie raczej nie dostaliby się do schowka na szczotki, bo klucze do nich mają tylko woźne i dobrze je pilnują.

Nowa Fantastyka