- Opowiadanie: bemik - O Adasiu, który przestał być brudasem [Bajka]

O Adasiu, który przestał być brudasem [Bajka]

Autorze! To opowiadanie ma status archiwalnego tekstu ze starej strony. Aby przywrócić go do głównego spisu, wystarczy dokonać edycji. Do tego czasu możliwość komentowania będzie wyłączona.

Oceny

O Adasiu, który przestał być brudasem [Bajka]

Na skraju lasu, tuż za wsią, stał żółty dom z czerwonym dachem i czerwonymi okiennicami. Jesienią, zimą i wiosną była tu szkoła, a latem przyjeżdżały dzieci na kolonie. Niedaleko leżało niewielkie jeziorko o piaszczystym dnie, gdzie koloniści kąpali się w słoneczne dni. Las, pocięty oznaczonymi szlakami, zachęcał do wędrówek. A na szkolnym boisku można było grać w piłkę, albo pobujać się na huśtawkach ustawionych tuż pod płotem, w cieniu stuletnich dębów. Najczęściej tam przesiadywało troje przyjaciół. Adaś, Asia i Krzyś znali się od dzieciństwa, to znaczy od maluchów w przedszkolu. Razem przeszli przez średniaki i starszaki i wylądowali w tej samej zerówce. Teraz mieli wakacje, a od września rozpoczynali naukę w klasie czwartej. Trochę się tym martwili, bo to już nie zabawa. Zamiast chmurek i słoneczek dostaną prawdziwe oceny. A na dodatek musieli pożegnać swoją panią. Nie wiadomo, jaka będzie ta nowa.

– Jacek mówił, że pani Agata jest jeszcze fajniejsza od naszej pani – powiedziała Asia.

– To niemożliwe – zaprzeczył Krzyś. – Nasza pani była najfajniejsza.

– No – potwierdził Adaś. – Nawet ja dostałem na zakończenie książkę. Już ją przeczytałem. To o rozbitkach na bezludnej wyspie. Mówię wam, ale mieli przygody…

Ale w oczach przyjaciół zamiast spodziewanego podziwu dostrzegł przyganę.

– No co? Co wam się nie podoba?

– Adasiu, coś ty robił z tą książką? – spytała dziewczynka.

– Nic. Aaaa, mówisz o tym? – Wskazał wielką, roztartą plamę. – Akurat czytałem, jak ogromny tygrys czaił się za krzakiem i chciał pożreć rozbitka i nie zauważyłem, że wycisnął mi się z kanapki majonez.

Asia i Krzyś milczeli. Rzadko się kłócili, ich trójka była właściwie nierozłączna. Bardzo lubili kolegę, ale nie mogli zrozumieć, dlaczego nie szanuje swoich rzeczy i dlaczego nie lubi się myć.

– A ty przeczytałaś już swoją? – spytał Adam i wyciągnął rękę po książkę Asi.

Dziewczynka cofnęła się i obronnym gestem przytuliła książeczkę do piersi.

– Tak. To kolejne przygody Pippi. Bardzo zabawne.

– Pokaż! – poprosił chłopiec, ale Asia pokręciła głową i znowu odsunęła się kawałek.

– Nie – powiedziała lekko drżącym głosem, bo było jej przykro, że musi odmówić koledze. – Masz brudne ręce!

Adaś przyjrzał się dłoniom, po czym wytarł je w spodnie.

– Już są czyste. Pokaż!

Asia dla bezpieczeństwa znowu odsunęła się o krok.

– Nie. Zniszczysz ją, a to pamiątka po naszej pani. Masz! – Podała mu chusteczkę z wyhaftowanymi różyczkami. – Wytrzyj ręce.

Chłopiec przyjął chusteczkę, ale zamiast wyczyścić dłonie, schował ją do kieszeni , a potem wzruszył ramionami i odwrócił się do Krzysia.

– A ty dostałeś Pana Samochodzika, prawda. Pożyczysz mi potem, co? – zapytał Adaś i spojrzał na kolegę.

– Nie! – W głosie Krzysia słychać było zdecydowanie. – Nie pożyczę ci, bo nie chcę, żeby wyglądała jak twoja.

Adaś kopnął ze złością zeschniętą grudkę ziemi. Bryłka rozsypała się, a pył pokrył trampki Asi grubą warstwą. Na próżno usiłowała pozbyć się go, tupiąc nogami.

– Przez ciebie będę musiała je uprać! – powiedziała z wyrzutem

– Uprać, uprać – przedrzeźniał ją Adaś. – Głupia baba, a pierz sobie, jak nie masz nic lepszego do roboty. Chodź, Krzysiek, pogramy w gałę!

Krzyś zerknął na koleżankę i zobaczył, że zakręciły się jej łzy w oczach.

– Nie – powiedział nie patrząc na Adama. – Zostanę z Asią, nie mam ochoty grać w piłkę. Jest za gorąco – dodał tonem usprawiedliwienia.

– A to siedźcie tu sobie. Ja idę do chłopaków.

Ale okazało się, że składy drużyn już zostały wybrane i nie ma dla niego miejsca. Rozzłościło go to jeszcze bardziej, a kiedy zerknął na przyjaciół, zobaczył, że nie zmartwili się jego odejściem i oglądają ilustracje w książce Asi.

– Krzysiek i Joaśka – zakochana para! – powiedział do siebie, ale ponieważ mu się nie zrymowało, znowu poczuł gniew. – Mam ich w nosie. Idę do lasu!

I choć tam nie wolno im było chodzić samemu, poczuł satysfakcję, kiedy pokonał płot i ruszył biało-zielonym szlakiem.

 

* * *

Przez korony drzew przeświecało popołudniowe słońce. Adaś maszerował dziarskim krokiem, kopiąc leżące na ścieżce szyszki i kawałki gałęzi, ilekroć przypomniał sobie, jak potraktowali go przyjaciele. Zbliżała się już chyba pora kolacji, bo chłopiec poczuł, że burczy mu w brzuchu. Ale wtedy na skraju ścieżki pojawiły się krzaczki jagód, bogato obsypane owocami. Przykucnął i zbierał je w garstkę. Po chwili przerzedziły się, ale Adaś zobaczył nieco dalej kolejną kępę, aż granatową od dojrzałych kulek. Na kolanach przesuwał się coraz dalej i dalej, a kiedy wreszcie zasycił głód i podniósł się, poczuł drobne ciarki pełznące po karku jak mrówki. Z każdej strony otaczał go las, a wszystkie drzewa wyglądały tak samo.

– Chyba powinienem pójść tam – powiedział głośno, żeby dodać sobie odwagi.

Ruszył w obranym kierunku, ale za chwilę musiał się cofnąć, bo grunt pod nogami ugiął się, a do trampek przedostała się woda. Próbował jeszcze kilka razy, zastanawiając się, z której strony nadszedł. Wreszcie zmęczony i wystraszony przykucnął po drzewem. Teraz to już naprawdę się bał. Słońce zaczynało się chować, a on nie wiedział, jak ma wrócić na kolonie. Na pewno już mnie szukają! Pomyślał i to sprawiło, że nabrał otuchy.

– Hop, hop! Tu jestem! – krzyknął, ale odpowiedział mu tylko szum lasu.

– Asiu! Krzysiu! – zawołał przestraszony.

Było już prawie całkiem ciemno, gdy usłyszał dziwne pochrząkiwania i trzask gałązek.

Wystraszony nie na żarty, przygotował się do ucieczki, a wtedy zza krzaków wynurzyła się staruszka. Pokasłując, pochrząkując, szła wolniutko, wspierając się na sękatym kosturze.

– Ooo – powiedziała i przystanęła zdziwiona. – A co ty robisz tutaj sam? Skąd się tu wziąłeś?

– Zgubiłem się – odpowiedział płaczliwie Adaś. – Wyszedłem na spacer i zgubiłem się. Mieszkam w szkole. Tam są kolonie.

Staruszka pokiwała głową, a Adaś mógłby przysiąc, że przy tym ruchu jej włosy rozsypały się we wszystkie strony i zasyczały. Jak żmije. Wzdrygnął się ze strachem.

– No dobrze. Chodź, nie zostawię cię tu samego. Już późno, przenocujesz u mnie, a jutro odstawimy cię do domu.

Staruszka chwyciła chłopca za rękę i pociągnęła za sobą.

– Aaa, zaschnięte błocko na rękach. Listki i igły we włosach. Plamy na ubranku – mamrotała pod nosem. – Chyba się polubimy.

Szli po podmokłym terenie, a kiedy chłopiec przeskakiwał z jednej kępy trawy na na drugą, spod nóg wystrzeliło mu błoto, które ochlapało przewodniczkę. Adaś przestraszył się nieco i chciał przepraszać, ale kobieta roześmiała się chrapliwym głosem i odwdzięczyła się rzutem pacyny ziemi. A potem wskazywała mu sękatą laską co bardziej błotniste kałuże, w których mógł się taplać do woli.

Słońce chowało się już za drzewami, kiedy wreszcie staruszka zatrzymała się i wskazując ręką powiedziała:

– To nasz dom!

Adaś wytężył wzrok, ale i tak dopiero po dłuższej chwili udało mu się wypatrzyć kupę trzciny, gałęzi i błota, które wskazywała kobieta.

– Tam? – spytał niepewnie.

– Aha. To bardzo przytulny domek. Błoto zapewni nam ciepełko. Jest tylko jeden problem – po każdym deszczu trzeba go odnawiać!

Zaśmiała się chrapliwie i pociągnęła Adasia. Chłopak był ledwie żywy ze zmęczenia. Dlatego nie ruszył nawet zaoferowanej mu kolacji, ale z wdzięcznością legł w kącie, na stercie trawy, gałęzi i liści. Zanim zamknął oczy miał wrażenie, że ze wszystkich kątów wypełzają robaki, pająki i liszki i biegną przywitać gospodynię.

 

* * *

– Witaj, Adasiu!

Chłopiec otworzył oczy i ujrzał nad sobą pomarszczoną twarz, którą okalały węże. Krzyknął przestraszony i cofnął się aż pod ścianę. Staruszka roześmiała się, ukazując tylko dwa zęby – jeden na górze, drugi na dole. Przygładziła węże, które nagle ułożyły się gładko i wyglądały jak normalne włosy, tyle że bardzo brudne.

– Głodny?

– Dzień dobry, pani – powiedział grzecznie Adaś i podniósł się z posłania. – O tak, nawet bardzo!

– To siadaj. Kasza już stygnie.

Chłopiec usadowił się przy stole, szczęśliwy, że nikt nie każe mu myć rąk, albo zębów. Ani nawet czesać włosów. Zamieszał bez przekonania w misce i połknął kilka kęsów dziwnej brei. Miała lekko gorzkawy posmak. Nagle wydało mu się, że widzi tam stonogę. Znieruchomiał z uniesioną łyżką.

– Co tam zobaczyłeś? – Zainteresowała się staruszka. – A, moje maleństwo. Musiało niechcący wpaść!

Sięgnęła ręką i brudnym paluchem wyłowiła stworzonko. Odrzuciła je w kąt izby i wróciła do posiłku.

– Nie jesz? – spytała, kiedy zobaczyła, że Adaś odsunął miskę od siebie. – To pozwolisz, że ja skończę? Apetyt mi dopisuje.

Przysunęła sobie naczynie i błyskawicznie pochłonęła dodatkową porcję.

– To co dziś robimy? – zapytała, obcierając wierzchem dłoni usta. – Chcesz zobaczyć moje królestwo?

Podniosła się od stołu i szturchnęła lekko chłopca. Wyszli przed dom. Znajdowali się na suchej kępie pośrodku bagna. Adaś bał się zrobić nawet krok, żeby nie zostać pochłoniętym przez bulgocącą, śmierdzącą paćkę.

– Możesz się tu bawić. Tylko nie odchodź za daleko, żebyś się nie utopił. Ja przygotuję nam pyszny obiadek!

Kiedy staruszka skryła się w chacie, chłopiec rozejrzał się. Za domem stało kilka niekształtnych figur. W nieprzyjemny sposób przypominały ludzi, choć właściwie były to raczej spore kupy błota. Wzbudziły w Adasiu dziwne uczucie niepokoju. Odwrócił od nich wzrok. Tęsknił trochę za Asią i Krzysiem, ale oni okazali się tacy głupi. Nie podobało im się, że jego książka nieco się zniszczyła. A przecież tak jest ze wszystkim rzeczami, których się używa. A ta pani nie powiedziała ani słowa o powrocie do domu… No i dobrze! Niech się trochę o niego pomartwią. A tu jest fajnie, nikt nie czepia się go, że jest brudny.

Zajął się przekopywaniem rowu między bajorkiem a kałużą.

– Adasiu, obiad gotowy!

Na stole w ciemnej izbie coś smakowicie pachniało. Chłopiec pochłonął posiłek w kilka sekund i nawet nie przeszkadzała mu goryczka, która przebijała przez smak potrawy. Po chwili znowu był na dworze zajęty umacnianiem swoich kanałów.

 

* * *

– Będziesz bawił się na dworze, czy zostaniesz w domu? – spytała staruszka.

– Wiesz, babciu, wyjdę, żeby sprawdzić, czy moich umocnień nie zmył deszcz! – powiedział Adaś i uśmiechnął się do kobiety.

W kałużach przeglądało się słońce nieśmiało wyglądające spoza chmur. Chłopiec nagarnął błota i zakleił niewielką wyrwę, przez którą wysączała się woda. Potem oczyścił kanalik z gałązek i liści, żeby nie spowalniały nurtu. Na dnie dostrzegł drobne kamienie i od razu wymyślił nową zabawę. Zebrał je wszystkie, a potem rzucał w kierunku sterczącego z bagna pniaka. I choć gruba warstwa błota schnąca na jego ubraniu krępowała ruchy i utrudniała poruszanie, niespecjalnie się tym przejmował. Każde trafienie kwitował wrzaskiem. Ostatni kamyk wyśliznął mu się z dłoni i spadł w błoto. Sięgnął po niego i wydobył wraz z garścią ziemi. Wziął zamach i z radosnym okrzykiem wyrzucił. Błoto obryzgało mu twarz, a jakaś drobinka dostała się pod powiekę. Zamrugał usiłując pozbyć się uwierającego intruza, ale niewiele to dało. Sięgnął do kieszeni i wyciągnął chustkę. Moczył jej brzeg w wodzie i wilgotnym rogiem przecierał piekące miejsce. Łzy leciały strumieniem, ale drażniący okruch nie wypływał. Nie chciał martwić babci, postanowił, że sam sobie poradzi. Rozgarnął wodę i nabrał w miarę czystej, żeby przepłukać oko. Wreszcie poczuł ulgę. Wytarł twarz i chciał schować chustkę. I wtedy ujrzał maleńkie haftowane różyczki. Przecież ja nie mam chustek z wyszytymi kwiatkami. Ja w ogóle nie mam chustek. Więc skąd to się wzięło?

Rozpostarł materiał na trawie i wpatrywał się we wzorek. Powoli wracała mu pamięć. Asia. I Krzyś. Jego przyjaciele…

Rozejrzał się po okolicy, jakby ujrzał ją pierwszy raz w życiu. Ile czasu tu spędził? Wszyscy pewnie martwią się o niego? A ta kobieta? Dlaczego o wszystkim zapomniał?

– Adasiu, chodź na obiad!

– Już idę! – wrzasnął i przypomniał sobie dziwny smak potraw babci. – Babcia? Jaka babcia? Przecież to obca kobieta, która go tu przyprowadziła i więzi. Nie, nie więzi. Sam chciał tu zostać. A czego ona chce od niego? Mimowolnie zerknął za chatę i teraz dostrzegł, że te niekształtne kopce z błota to postacie, o wykrzywionych w grymasie przerażenia, niesamowicie zniekształconych i zaklejonych warstwą błota dziecięcych twarzach. Adaś przeraził się straszliwie. A więc dlatego ta wiedźma go zwabiła. I dodawała mu coś do jedzenia, żeby zapomniał o wszystkim, o mamie i tacie, o Asi i Krzysiu. Ciarki przebiegły mu po plecach.

Jak zwykle usiadł na swoim miejscu przy stole i bez entuzjazmu przegarniał zawartość talerza.

– Dlaczego nic nie jesz?

– Jakoś nie jestem głodny. – Chłopiec uśmiechnął się przepraszająco. – Zjem później, dobrze, babciu?

– Ależ oczywiście. Tu możesz robić wszystko, co tylko chcesz.

– To skończę moje umocnienia!

Adaś wyszedł i zamknął za sobą drzwi. Już wiedział, co chce zrobić. Wiele razy przyglądał się, jak babcia opuszcza ich wysepkę. Mimo woli zapamiętał ścieżkę. Staruszka z zadziwiającą zręcznością przechodziła z kępy na kępę. Ostrożnie postawił stopę na pierwszej, a kiedy nie zapadła się, a tylko lekko ugięła po jego ciężarem, wyszukał kolejną i przeskoczył na nią. W ciągu paru minut pokonał bagno i stanął na twardym gruncie.

– A teraz dokąd? – wyszeptał.

Nie miał pojęcia. Na razie postanowił oddalić się jak najbardziej od siedziby staruchy. Po kilku minutach musiał odpocząć. Ciążyły mu oklejone ziemią trampki i ubranie z zaschniętymi wieloma warstwami błota, które tworzyło skorupę. Wyciągnął chusteczkę Asi i wpatrzył się w drobne kwiatki. Przypomniał sobie wszystko.

– Muszę wspiąć się na drzewo. Stamtąd może wypatrzę budynek kolonii.

Znowu zaczął kropić deszcz. Wyszukał pień sosny, której pierwsze gałęzie wyrastały tuż nad ziemią i rozpoczął mozolną wspinaczkę. Czuł zimne krople ześlizgujące się za koszulę. Mżawka przekształciła się w ulewę, a on nie ustawał w wysiłkach mimo, że zziębnięte ręce ledwo go utrzymywały. Deszcz spłukiwał z niego brud i błoto, warstwa po warstwie, a iglaste gałązki bawiły się w grzebień, szarpiąc od dawna nie czesaną, zmierzwioną czuprynę. Wreszcie dotarł na szczyt i ujrzał mokry, czerwony dach szkoły. Odetchnął z ulgą i zaczął się zsuwać.

– A ty dokąd, Adasiu? – Usłyszał chrapliwy głos. – Chciałeś uciec od babci? Znudziła ci się zabawa w błocie? Nie podoba ci się, że możesz być brudny?

Chłopiec odwrócił się. Starucha dyszała ciężko i opierała się na sękatym kosturze. Jej włosy rozbiegły się na wszystkie strony i sycząc powtarzały słowa. Wyciągnęła do niego kościstą rękę i dostrzegł, że ma brudne, połamane paznokcie.

– Nie jesteś moją babcią! – krzyknął, mimo że ze strachu aż szczękały mu zęby. – Chcę wrócić do domu. Do mamy i taty. Chcę znowu bawić się z przyjaciółmi!

Wyciągnął rękę, w której trzymał haftowaną chusteczkę Asi. Starucha cofnęła się tak gwałtownie, że o mało się nie przewróciła. Żmije na jej głowie zasyczały niezadowolone.

– Znowu będą ci kazali myć się! I czesać! I zmieniać ubranie!

– Chcę wrócić. Będę się mył i czyścił zęby. Ja już nie chcę być brudasem! – krzyknął z wielką mocą. A ponieważ wierzył w to szczerze, wiedźma nie miała już nad nim władzy. Zaczęła się cofać i cofać, aż wreszcie rozpłynęła się jak mgła w promieniach słońca.

A Adaś usiadł pod sosną, oparł się o jej pień i zaczął płakać. Płakał tak długo, aż zmorzył go sen.

 

* * *

– Adasiu, obudź się!

Chłopiec otworzył oczy i zobaczył pochylających się Asię i Krzysia.

– Nie masz gdzie spać? – oburzył się Krzyś. – Szukamy cię od godziny. Chodź, wracamy, bo jak zobaczą, że sami wybraliśmy się do lasu to nieźle oberwiemy!

– Zasnąłeś pod drzewem? – spytała zaskoczona Asia.

Adaś pominął jej uwagę milczeniem.

– Wracajmy, zaraz będzie kolacja, a ja jestem straszliwie głodny. A jeszcze trzeba się umyć!

Chłopiec uśmiechnął się szeroko, udając, że nie dostrzega zdumionych spojrzeń przyjaciół.

 

Koniec

Komentarze

Tak się właśnie zastanawiałem, czy się pojawi dopisek czy nie. ;) Dziękuję i zaliczam jako drugą pracę konkursową. :)

Lecą smoki pod obłoki, wiatr im kręci smocze loki

Świetnie napisane. Bardzo mi się spodobała nowa bajka. A co mi się najbardziej podobało: opisy i klimat, dzieki temu bardzo przyjemnie się czyta (każdy) Twój tekst.

 

PS. Tylko wyeliminuj powtórzenia od BYĆ w pierwszym akapicie. Jest tego... za dużo. Pozdrawiam :)

"Wszyscy jesteśmy zwierzętami, które chcą przejść na drugą stronę ulicy, tylko coś, czego nie zauważyliśmy, rozjeżdża nas w połowie drogi." - Philip K. Dick

Dzięki, już się za to biorę!

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Naprawdę przyjemne opowiadanie. Klimat, fabuła i kreatywność w tworzeniu zdań i opisów przyrody pierwsza klasa. Ciekawy pomysł na bajkę i w dobry sposób poprowadzone opowiadanie. Mialem wrażenie, że sam jestem małym Adasiem, któy musi wyrwać się ze szponów staruszki. Bardzo spodobało mi się imię głównego bohatera, który jest moim imiennikem ;). Szacunek wielki za ten tekst. Nie spodobało mi się tylko jedno sformułowanie, ale może to tylko moje subiektywne odczucie -"pył pokrył trampki Asi grubą warstwą."  Składnia i gramatyka oczywiście w porządku, lecz coś mi w nim nie pasuje.

Pozdrawiam.

Dzięki, BeeGoss/Adasiu. Pomyślę nad tym, ale później. Muszę zmykać.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

- Chyba powinienem pójść tam – powiedział głośno, żeby dodać sobie odwagi.
Ruszył w obranym kierunku, ale za chwilę musiał się cofnąć, bo grunt pod nogami ugiął się, a do trampek przedostała się woda. Próbował jeszcze kilka razy, zastanawiając się, z której strony nadszedł. Wreszcie zmęczony i wystraszony przykucnął po drzewem. Teraz to już naprawdę się bał. Słońce zaczynało się chować, a on nie wiedział, jak ma wrócić na kolonie. Na pewno już mnie szukają! Pomyślał i to dodało mu odrobinę odwagi.

Moim zdaniem "dodawanie odwagi" pojawia się w tym akapicie zbyt często. Może lepiej byłoby w którymś miejscu zastąpić je np. otuchą?

Nie masz, gdzie spać? - Tu chyba bez przecinka...

Zwracam na takie drobiazgi uwagę, bo bajka jest świetna i tym bardziej zależy mi, by była idealna ;). Ilość użytej "grozy" w sam raz, zakończenie dokładnie takie, jak powinno być w bajce. Morał - nic nie trzeba mówić :). Muszę sobie to skopiować. Gdy moja córka podrośnie, poczytam jej z ogromną przyjemnością. Chociaż mam nadzieję, że do tego czasu będzie można już tę bajeczkę kupić, wraz z innymi Bemikowymi historyjkami. Ten tekst tak mnie wciągnął, że przeczytałam jednym tchem, mimo bolącego oka!

Wyrażę swoją opinię krótko: udana bajka.

"Pył pokrył trampki Asi grubą warstwą". Dla mnie w tym zdaniu nie ma nic złego. Przyciąga uwagę rytmem powtarzających się spółgłosek. Może o to chodzi BeeGossowi? Py-ły-py-ky-ły-try-py-ky. Pył pokrył trampki. (Pył pokrył, pokrył pył trampki był). Trochę jakby łamaniec językowy. Niezbyt jaskrawy jakby-łamaniec. Uważam, że nie trzeba na siłę unikać tego rodzaju zdań, zwłaszcza że mają w sobie pewien urok.

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

No droga Bemik --- umiesz pisać bajki. Grozy tyle ile trzeba, aby pięciolatka za bardzo nie wystraszyć. Trochę za dużo moim zdaniem"się" w niektórych partiach tekstu. Przypomniały mi się książeczki z serii "poczytaj mi mamo" po dwa złote za egzemplarz... cieniutkie, w miękkiej okładce. Idealna sprawa --- do tego ładne ilustracje i bomba. Trochę poprawek w

zdaniach, pisałaś za szybko. Pozdrawiam uśmiechnięty.

Dzięki wszystkim baaaardzo. Fanto  masz rację. Już poprawiam. Kiedyś pisałam bajeczki dla własnych dzieci, w kajeciku, ale mi gdzieś wcięło.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

I ja przeczytam Twoją bajeczkę mojej córce, kiedy już podrośnie. I zwracę jej uwagę na morał :)

O to to  morał najważniejszy! Dzięki.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Nie za bardzo znam się na bajkach, ale jak dla mnie całkiem niezłe.

Sam mam na imię Adaś, i choć brudasem nigdy nie byłem, bajka mi się bardzo podobała ;)

Dzięki Adasiom i NieAdasiom!

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Byłam, przeczytałam. Ze smutkiem konstatuję, iż za stara już jestem, by proste opowieści dla dzieci mnie bawiły ; ( Wiem, że jako bajka, prosty przekaz dla dzieci właśnie, nadaje się dobrze, ale dla mnie już nie. Smutno.

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

To ja chyba jeszcze za młody jestem na fantasy. :)

Lecą smoki pod obłoki, wiatr im kręci smocze loki

Bardzo higieniczna przypowiastka! 

Gratuluję kolejnego udanego tekstu.

Co prawda bajki dla dzieci przestały być moją ulubioną lekturą jakieś –dzieści lat temu, ale jestem przekonana, że będą potrzebne zawsze. Twoja także.   

 

„I choć tam nie wolno im było chodzić samemu…” –– Ja napisałabym: I choć tam nie wolno im było chodzić bez opieki… Lub: I choć tam nie wolno im było chodzić samym… –– w przypadku gdy zakaz dotyczył grupy dzieci. Albo: I choć tam nie wolno mu było chodzić samemu… –– w przypadku Adasia.

 

„…a kiedy wreszcie zasycił głód…” –– Ja napisałabym: …a kiedy wreszcie zaspokoił głód… Lub …a kiedy wreszcie nasycił się/nasycił głód

 

„…przeskakiwał z jednej kępy trawy na na drugą…” –– Zbędne jedno na.

 

„A potem wskazywała mu sękatą laską (…) zatrzymała się i wskazując ręką...” –– Powtórzenie.

 

„Podniosła się od stołu i szturchnęła lekko chłopca. Wyszli przed dom. Znajdowali się na suchej kępie pośrodku bagna. Adaś bał się zrobić nawet krok, żeby nie zostać pochłoniętym przez bulgocącą, śmierdzącą paćkę.
- Możesz
się tu bawić. Tylko nie odchodź za daleko, żebyś się nie utopił. Ja przygotuję nam pyszny obiadek!
Kiedy staruszka skryła
się w chacie, chłopiec rozejrzał się”. –– Coś się tutaj namnożyło.

 Proponuję: Wstała od stołu i szturchnęła lekko chłopca. Wyszli przed dom. Byli na suchej kępie pośrodku bagna. Adaś bał się zrobić nawet krok, żeby nie zostać pochłoniętym przez bulgocącą, śmierdzącą paćkę.
- Możesz sie tu bawić . Tylko nie odchodź za daleko, bo wpadniesz do wody i utoniesz. Ja przygotuję nam pyszny obiadek!
Kiedy staruszka weszła do chaty, chłopiec rozejrzał się/spojrzał wokół
.

 

„Nie podobało im się, że jego książka nieco się zniszczyła. A przecież tak jest ze wszystkim rzeczami, których się używa”. –– Proponuję: Nie podobało im się, że jego książka była nieco zniszczona. A przecież tak jest ze wszystkim rzeczami, których używamy.

 

„W kałużach przeglądało się słońce nieśmiało wyglądające spoza chmur”. –– Może: W kałużach przeglądało się słońce nieśmiało wyzierające zza chmur.

 

Pozdrawiam. ;-)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Dzięki Regulatorzy, na edycję za późno, ale poprawię w oryginale, coby mi się wnuki (jak już mi je zrobią) na poprawnej polszczyźnie chowały.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Przeczytałem, choć z lekkim poślizgiem i... idę wziąć prysznic. Brr...! :)

W starym, dobrym stylu.

"Pierwszy raz w życiu dałem się zabić we śnie. "

Ogłaszam koniec przyjmowania konkursowych zgłoszeń. Jury proszę o pochylenie się nad naszymi kandydatkami do tytułu Najfantastyczniejszej Bajki i przyznanie im odpowiednio 3 punktów dla faworytki, 2 punktów dla pretendentki oraz po 1 punkcie dla pozostałych bajek, wraz z uzasadnieniem. Mój adres - szarebure@o2.pl, darek@wedrychowski.pl jest nieczynny do odwołania. 


Drogich Czytelników zaś proszę o nominowanie do końca tygodnia po jednej kandydatce do nie mniej zaszczytnego tytułu Bajki Publiczności. :) 


Jeszcze raz bajki:
http://www.fantastyka.pl/4,9215.html - "Tramwaik" autorstwa no_i_cio 
http://www.fantastyka.pl/4,9237.html - "O Adasiu, który przestał być brudasem" autorstwa bemik 
http://www.fantastyka.pl/4,9243.html - "Encyklopedia" autorstwa koik80 
http://www.fantastyka.pl/4,9281.html - "Bajka" autorstwa Treef

Lecą smoki pod obłoki, wiatr im kręci smocze loki

Nowa Fantastyka