- Opowiadanie: Cokolwiek - [KB027] Brakująca opowieść

[KB027] Brakująca opowieść

Autorze! To opowiadanie ma status archiwalnego tekstu ze starej strony. Aby przywrócić go do głównego spisu, wystarczy dokonać edycji. Do tego czasu możliwość komentowania będzie wyłączona.

Oceny

[KB027] Brakująca opowieść

Na świecie istnieją opowieści. Wiele, wiele opowieści zwykłych i zaledwie parę dobrych. Jest tak, bo do stworzenia opowieści potrzebne są trzy rzeczy. Słuchacze, mówcy i twórcy opowieści. Tych pierwszych jest zatrzęsienie. Mówców i twórców dużo mniej. I jest tylko jeden Vancjusz Słowotwórczy. Ten starzec (jest tak stary, że chodzą głosy, że pobił rekord długowieczności ustanowiony przez starego Toma z Hodersów), jako jedyny miał odwagę lub był na tyle szalony by osiąść się na starych bagnach koło jeziora Tamur. Powiadają, iż każdy normalny człek traci zmysły zaraz po wzięciu oddechu z bagnistym powietrzem. Vancjusz osiedlił się tam i z tego co ludzie powiadają, zachował rozsądek. Co więcej, zgniły zapach i smród jakimś cudem zainspirował go do tworzenia i spisywania historii. Tak dziwnych, smutnych, a zarazem tak cudownych historii, których ludzie woleliby nigdy nie słyszeć, a zarazem nie darowaliby sobie, gdyby ich nie poznali. Tak przynajmniej twierdzą niektórzy ludzie.

 

Vancjusz wykorzystał swą wiedzę, aby osłabić na tyle wyziewy bagna, by mógł przekazywać posłańcom swe opowieści. Sam nie opuścił nigdy swego nowego domu. Swe historię przekazywał zaprzyjaźnionemu wydawnictwu krasnoludów. Oni przerabiali je na tomy lub uczyli je mówcom, by opowiadali je niepiśmiennym. Krasnale bardzo się na tym wzbogacili. Sam Słowotwórczy nigdy nie wziął za swe słowa żadnych pieniędzy.

 

Tak to trwało, aż pewnego dnia Vancjusz przestał przesyłać swe opowieści. Tego ranka posłaniec zamiast sterty pism przyniósł tylko jedną kartkę. „ Najwspanialsze dzieło Vancjusza Słowotwórczego” – to na niej napisano. Krasnoludy długo naradzały się, cóż ma to oznaczać. Rozległy się głosy – „chcę pieniędzy”, „oszalał”, „to trik, to trik”. Wysłano gońca z posłaniem. Przypomniano twórcy o jego umowie, że obietnic trzeba dotrzymywać. Słońce dwukrotnie goniło księżyc. „Racja, obietnic trzeba dotrzymywać”. Mieszkańcy pytali posłańca o wieści, ale ten nie mógł im pomóc. Postanowiono wysłać delegację na bagna braci Wancjuszy, z czego najstarszy, Gamlus, wcześniej spotkał twórcę i był jego dobrym przyjacielem. Wyruszyli o pierwszym brzasku.

 

Wędrowcy nie ujrzeli przed sobą bagna. Zobaczyli dziwne, unoszące się wszędzie jakby banki wodne, tylko nie przezroczyste, a mieniące się różnymi kolorami. Czerwień, błękit czy żółć. Tylko zapach pozostał. Gdy spróbowali dotknąć banki, pękały one z hukiem, a krasnoludy omal nie wpadły do wody, w której niechybnie potopiłyby się. "Słowotwórczy oszalał”. Pękały wszystkie z wyjątkiem baniek czerwonych. Te prowadziły zawsze przez grząska ziemię, ale bezpiecznie w głąb bagna, gdzie ziemia stała się twarda i rosły drzewa. „Czerwony to kolor proporca wysłańca naszego wydawnictwa” – zagrzmiał Gamlus – Szalony człowiek nie tworzy pułapek ze wskazówkami”.

 

Wędrowcy nie przeszli kilku minut, a ukazała im się bestia. Wyglądała jakby człowiek połączył się z koniem, zachowując swe palce. Stwór zaczął się ruszać i całkowicie przestał przypominać człowieka. Gamlus jako jedyny zachował rozsądek i rzucił sztylet w kierunku potwora. Lecz miecz zachował się, jakby nie chciał trafić w stwora. Krążył między drzewami, naprzemiennie z bestią. Czy to bestia odbijała broń, czy też ona sama zyskała rozum i korzystała z wolności? Wędrowcy ściśli się ze sobą. Gamlas przypomniał sobie wtedy słowa Vancjusza, z czasów swej młodości. „Napiszę kiedyś powieść, w której odpowiem na pytanie czy spryt i przebiegłość może pokonać niesamowitość. „ Krasnolud sięgnął z pazuchę i rzucił kolejne sztylety w górę. Gdy mu ich zabrakło, pozbierał z ziemi kamienie. One też dołączyły do tego dziwnego tańca. Początkowo krążyły one bez sensu, ale nagle dało się dostrzec wzór. Wielką strzałkę wskazującą drogę w głąb lasu. Krok za krokiem ruszyli podróżnicy za swym dziwnym przewodnikiem. Gdy dotarli do domu Vancjusza, stwór wraz z przedmiotami zniknął w lesie.

 

Drzwi zabite były od środka i zabezpieczone tak, że każdy topór łamał się przy ciosie. Krasnoludy rozbiły obóz i czekały co dalej. A im dłużej czekały, tym gorzej działo im się ze zmysłami. Widzieli swe ognisko płonące na niebiesko, czuli smak kapusty, gdy próbowali mięsa, a księżyc grał im kołysanki. Śniło im się, że czekali przed drzwiami poety, a za dnia dostrzegali senne mary. Gamlas widział siebie rozmawiającego z Vancjuszem. Był przekonany, że to jego wspomnienie, chociaż ani on, ani Słowotwórczy siebie nie przypominali, co potwierdzili mu bracia. Czarę goryczy przerwał najmłodszy z rodzeństwa, kiedy zameldował, że banki otaczające bagna zniknęły, a okoliczni wieśniacy mówią, że nigdy ich tam nie widzieli.

 

„Nie wiem, czy Vancjusz nie żyje, czy siedzi tam, szalony. Ja na pewno będę szalony, jeśli zostanę tu chociaż chwilę dłużej. Wracajmy”

 

Został jedynie Gamlas. Mimo wszelkich dziwów ciągle próbował zrozumieć sens słów Vancjusza. „ Napiszę kiedyś powieść […]”. Nagle wstał, trafiony piorunem. „… niesamowitość. Obiecujesz, że pomożesz mi w tym?”

 

I w domu spisał opowieść, którą teraz usłyszeliście.

Koniec

Komentarze

Zapraszam do komentowania i oceniania!

Powinieneś poprawić ten tekst, jest w nim trochę nielogiczności i błędów. Po za tym czytając to mam wrażenie jakbym czytała streszczenie opowiadania, nie ma swojego tempa, wszystko jest opowiedziane pobieżnie, myślę że przydałyby się bardziej rozbudowane opisy, ujęte w trochę subtelniejszy sposób. Sam pomysł jest ciekawy, po prostu za szybko zdecydowałeś się go opublikować, podstawowy błąd pisarzy-amatorów. Jak coś napiszesz musisz to przejrzeć i edytować dziesięć tysięcy razy, dopiero wtedy będzie dobre. Powodzenia;)

Mam problem z tym opowiadaniem.

Jeśli jest ono, jak zaznaczył Autor, na konkurs [KB027], to, niestety, ale moim zdaniem, nie jest na ten konkurs, bo nie spełnia jego założeń.

Jeśli Autor pomylił się, bo opowiadanie jest przeznaczone na GRAFOMANIĘ 2013, a Autor mylnie je oznaczył, moje uwagi nie mają sensu.

Trzeciej możliwości nie widzę, bo nie mieści mi się w głowie, że to jest „poważnie” napisany tekst.

Proszę by Autor uzgodnił ze sobą, jak traktować niniejsze dzieło.

 

„Na świecie istnieją opowieści. Wiele, wiele opowieści zwykłych i zaledwie parę dobrych. Jest tak, bo do stworzenia opowieści potrzebne są trzy rzeczy. Słuchacze, mówcy i twórcy opowieści”. –– Nie wiem, czy to celowy zabieg, ale co zdanie to opowieść. Jak dla mnie, za dużo.

 

„…był na tyle szalony by osiąść się na starych bagnach…” –– …był na tyle szalony by osiąść na starych bagnach… Lub: …był na tyle szalony by osiedlić się na starych bagnach

 

„…przekazywać posłańcom swe opowieści. Sam nie opuścił nigdy swego nowego domu. Swe historię przekazywał…” –– Powtórzenia i literówka.

 

„Oni przerabiali je na tomy lub uczyli je mówcom, by opowiadali je niepiśmiennym”. –– Ja napisałabym: Oni tworzyli z nich księgi lub uczyli mówców, by ci opowiadać je niepiśmiennym.

Ponadto powtórzenia.

 

„Zobaczyli dziwne, unoszące się wszędzie jakby banki wodne…” –– Dlaczego Autor uważa, że banki wodne są dziwne. Są banki zbożowe, banki krwi, to mogą być banki wodne. Banki wodne mogą być kolorowe. ;-)

 

„Gdy spróbowali dotknąć banki, pękały one z hukiem…” –– Banki wodne posiadają specjalny systemy zabezpieczeń i samozniszczeń, i są na tyle zdeterminowane, że wolą pęknąć z hukiem, niż wpaść w niepowołane ręce. ;-)

 

„Te prowadziły zawsze przez grząska ziemię…” –– Literówka.

 

„Wędrowcy nie przeszli kilku minut, a ukazała im się bestia”. –– Całe szczęście, że wędrowcy nie przeszli kilku minut, bo byłabym zdumiona, gdyby im się to udało. Czasu się nie chodzi. Gdyby można było przejść czas, można byłoby także przechodzić ludzkie pojęcie. ;-)

 

„Wędrowcy ściśli się ze sobą”. –– Czy wędrowcy zaczęli się ściskać i uściskiwać ze sobą, czy raczej wędrowcy ciaśni, ze sobą się? ;-)

 

„Krasnolud sięgnął z pazuchę…” –– Literówka.

 

„Drzwi zabite były od środka i zabezpieczone tak, że każdy topór łamał się przy ciosie. Krasnoludy rozbiły obóz i czekały co dalej”. –– Myślę, że drzwiom podano truciznę, i ta zabiła je od środka. Zabite od zewnątrz miałyby pewnie rany. Ponieważ nie ma sensu rozbijać zabitych już drzwi, krasnoludy przytomnie rozbiły obóz. ;-)

 

„Czarę goryczy przerwał najmłodszy z rodzeństwa, kiedy zameldował, że banki otaczające bagna zniknęły…” –– Widać krasnoludom się nie przelewało, dlatego na wiadomość, że banki zniknęły, najmłodszy czarę przerwał. Moim zdaniem to były jakieś parabanki. ;-)

 

„Nagle wstał, trafiony piorunem”. –– Pierwszy przypadek, kiedy trafiony piorunem nagle wstaje; do tej pory trafieni piorunem przyjmowali pozycję horyzontalną. ;-)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Hmm, czy ten tekst aby spełnia założenia konkursu?

 

Dużo powtórzeń zaimków, potknięcia interpunkcyjne, dziwne dialogi, zaiste trochę nielogiczności, kilka błędów literówek.

 

A tak w ogóle to unoszące się, pękające z hukiem banki są super!

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Te banki nie są super, bo na końcu znikają, zapewne razem z ulokowanymi w nich oszczędnościami. 

Banki wodne - czyli hydrobanki. Trzeba zapamiętać i uważać na nie w przyszłości. ;)

Znikające hydrobanki - Hydrozagadka. :)

Jakiś błyskotliwy tekst z internetów.

Wyjaśnienie:

Tak, opowiadanie jest na nowy konkurs błyskawiczny. Nie widzę odstep od regulaminu konkursu - jest fantastyka, jest pogranicze snu, a realizmu, a także nie ma przekroczonego limitu słów. To również jest odpowiedź na pytanie Ksewy. To opowiadanie zostało tak skrocone, bo miałem limit znaków (dlatego tez nie ma dużo subtelnych opisów). A zostałe wrzucone teraz, bo czas jest do niedzieli, a ja byłem na Pyrkonie i nie byłem pewny, czy wrócę na czas. Co do powtórzeń i skojarzeń ze streszczeniem - chciałem, by tekst imitował słowo mówione, stąd pewne odstęstwa od zasad poprawnego pisania. Błedy logiczne, czy literówki, to już nie, ale powtorzenia były celowe. Dzięki za krytykę i fajnie, że podobały się wam bańki. A co myślicie np. o potworze? 

Nowa Fantastyka