- Opowiadanie: mkmorgoth - NAGŁA ZMIANA CZASU - fragmęt powieści.

NAGŁA ZMIANA CZASU - fragmęt powieści.

Dobry wieczór!

 

Ten tekst to mój debiut na tej stronie i w ogóle w życiu. Prezentowany tekst tutaj to jedynie fragmęt długiej powieści ponieważ zaplanowałem ją na 34 lub 37 rozdziałów w zależności od tego jak się akcja i fabuła rozwinie, a każdy ma mieć po 10–15 stron i tego schematu się wciąż trzymam. Obecnie napisałem już 12 rozdziałów. Czytam dużo książek, głównie fantastykę i naukowe bo lubię SF. Od roku obserwuję ten portal i skoro można dostać komentarze to stwierdziłem że zaryzykuję i Wam pokażę kawałek mojej twórczości. Przepraszam za jakieś błędy bo nikdy nie byłem w ich wyłapywaniu dobry i skuteczny. Liczę na dobre komentarze.

Dyżurni:

ocha, domek, syf.

Oceny

NAGŁA ZMIANA CZASU - fragmęt powieści.

Rozdział 3 (fragmęt)

 

 

W piątkowy pochmurny wieczór 15 lipca 1999 roku Ben Larsson (w rozdziale 1 podałem do wiadomości że to szef firmy komputerowej) wsiadł do samolotu pasażerskiego lecącego z Los Angeles do Puerto Rico. Ben jeszcze przed wyjazdem obiecał swojej żonie Marii, że zadzwoni do niej z telefonu komórkowego a właściwie z holosmartfona marki Samsung–Nokia, gdy tylko dotrze na miejsce i powie jej, że szczęśliwie doleciał na miejsce. Ben zwykle tak robił, gdyż nie chciał aby Maria się o niego martwiła. Kochał ją bardzo.

Gdy tylko znalazł się na pokładzie samolotu, zajął miejsce przy oknie, aby mieć dobry widok. Kiedy wszyscy pasażerowie wsiedli do samolotu i usiedli na swoich miejscach, stewardesy zamknęły drzwi i zaczęły podawać słodycze, napoje, ciasta oraz co tam ktoś sobie zażyczył.

Po jakimś czasie, gdy samolot powoli ruszał w głośnikach rozległo się syczenie, buczenie i wreszcie słychać było głos należący do kapitana samolotu.

– Proszę zapiąć pasy, nie palić a jeśli ktoś ma przy sobie telefon komórkowy, to prosiłbym o wyłączenie go na czas trwania lotu. Samolot niedługo zacznie startować. No cóż, mogę państwu życzyć wspaniałej podróży.

Minęły chyba ze trzy lub cztery minuty zanim samolot zaczął kołować, poczym gdy wjechał na pas startowy zostały włączone silniki i samolot ruszył do przodu przed siebie, poczym pofrunął bo wzniósł się do góry lekko jak piórko. Gdy tylko samolot znalazł się na odpowiednim pułapie, w kierunku Bena szła stuwardessa. Miała długie włosy koloru kasztanu z lekko przystżyrzonymi końcówkami, oraz mocno podkreślone usta czerwoną szminką. Gdy podeszła nachyliła się i zapytała się sąsiada który siedział obok niego, który od początku lotu nic się nie odzywał, ale teraz odważył się poprosić o filiżankę kawy i kieliszek wybornej whiskey.

– Przepraszam pana bardzo – powiedziała stuwardessa do Bena – A co pan sobie życzy? Kawę czy coś do jedzenia?

– Poproszę kawę, kawałek szarlotki i jeszcze jeśli można kieliszeczek wybornego wina rocznik 1890.

– Bardzo proszę. Czy coś jeszcze?

– Nie dziękuję, to na razie wszystko.

Ben otworzył swoją aktówkę, wyjął gazetę i otworzył na stronie z nagłówkiem „Nauka i technika” i zaczął czytać.

Po pewnym czasie przyszła stuwardessa i przyniosła mu wino, to o które prosił oraz szarlotkę i kawę.

– Proszę, o to wino o które pan prosił, rocznik 1980 – powiedziała – i jeszcze ciasto i kawa.

– A czy mogę prosić jeszcze o śmietankę. – odpowiedział Ben.

– Tak oczywiście. Proszę.

– Dziękuję bardzo.

– Czy jeszcze coś sobie pan życzy?

– Nie dziękuję. To na razie wszystko.

– Dobrze, a zatem życzę smacznego.

 

******

 

Kiedy Ben czytał gazetę, kilka siedzeń dalej, grupa młodych ludzi, ucztowała zdaną maturę. Popijając przy tym „bezalkoholowym” piwem. Słychać było uśmiechy i okrzyki przy podnoszonych toastach. Ktoś opowiedział kawał i zaraz zaczęli się śmiać, mimo że dowcip ten wcale nie był śmieszny.

Około godziny dwudziestej drugiej trzydzieści, pilot podał do wiadomości pasażerom samolotu, że właśnie w tej chwili przelatują nad Morzem Sargassowym.

Proszę Państwa pod nami Morze Sargassowe, zwane przez żeglarzy „białymi wodami”, a przez niektórych obszarem „trójkonta barmundzkiego”.

Glen podobnie jak wszyscy pasażerowie, spojrzał przez okno, ale nic nie mógł zobaczyć gdyż było ciemno.

Pilot kontynuował opowiadanie:

„Czy wiecie państwo a może słyszeliście, że ten akwen jest diabelnie niebezpieczny. Co roku na 100 samolotów przelatujących nad nim, giną dwa w niewyjaśnionych okolicznościach, a ich szczątki jeśli są znajdywane, to są one w odległości setek a nawet tysięcy kilometrów od miejsca katastrofy”.

– Ja tam w to nie wieżę, że jakiś „trójkont” może być niebezpieczny – powiedział Ben silnie wymiawiając słowo trójkont.

– Wieżyć czy nie, ale to prawda – powiedział jeden z pasażerów, który siedział obok Bena – A przedstawię się. Jestem Tom Hamilton.

– Bardzo mi miło Pana poznać panie Tom. Moje imię Ben.

Uścisnęli sobie dłonie

Tom był człowiekiem w wieku sześćdziesięciu lat, nosił okrągłe okulary. Miał siwe włosy. Nosił białą marynarkę oraz spodnie podobnego koloru, a na głowie miał słomiany kapelusz. Typowy człowiek na emeryturze.

– Dokąd lecisz Ben?

– Ja lecę do Puerto Rico.

– A co ciebie sprowadza w tamte strony Ben?

–Jadę na ważną konferencję komputerową. Jestem dyrektorem firmy komputerowej. Chcę zaprezentować nasz nowy procesor, ma to być rewolucja w systemach komputerowych na całym świecie. A ty Tom, dokąd lecisz, też do Puerto?

– Tak. Ja też lecę do Puerto. Mam tam swoje wnuki. Nie widziałem się z nimi od trzech lat. Ale ten czas leci.

– Nieubłaganie, Tom. Gdyby można było podróżować w czasie, to bym chciał żyć inaczej. Mieć wolny czas dla siebie i swojej rodziny.

Ben miał dokończyć zdanie, gdy nagle samolot poderwało do góry, a następnie kilka razy nim zatrzęsło, ale po chwili uspokoiło się.

 

C.D.N.

 

PS. Jeśli się spodoba to wstawię więcej.

 

Koniec

Komentarze

Wstaw wiencej :-)

OK. Coś spróbuję jeszcze wstawić przed upływem czasu.

"Wszyscy jesteśmy zwierzętami, które chcą przejść na drugą stronę ulicy, tylko coś, czego nie zauważyliśmy, rozjeżdża nas w połowie drogi." - Philip K. Dick

Brawurowo poprowadzne dialogi. Brakuje kropki w tytule. Tyle wychwyciłem.

Jakiś błyskotliwy tekst z internetów.

Przy (w rozdziale 1 podałem do wiadomości że to szef firmy komputerowej) spadłem ze śmiechu z krzesła ;)

opis typowego człowieka na emeryturze był całkiem niezły :D

Wciągające :)

Ale akcja, ale emocje! ;D

"Najpewniejszą oznaką pogodnej duszy jest zdolność śmiania się z samego siebie."

Mało mi serce nie stanęło, jak tym samolotem zatrzęsło. Dobrze że się rozdział skończył, bo bym tego napięcia nie wytrzymał chyba. :)

 Napisałeś już drugie opowiadanie i chyba muszę powiedzieć, jedno jest bardziej lepsze od drugiego, ale tamtemu też nie brakowało nic, nawet ptasiego mleka, chociaż było to na Marsie.

Ta nowa historia tak mnie zafrapowała jak nie wiem co, bo przerwałeś ją w takim miejscu kumulacyjnym, że nie wiadomo co się dalej stanie. Ale myślę sobie, że chyba nie może się nic stać jak się leci. Stać się można dopiero jak się doleci i stanie. Chyba.

Pozdrawiam.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Wystąpię z wnioskiem o wprowadzenie zakazu kontynuowania konkursów na teksty paragrafomańskie. Skończyły mi się ściereczki do czyszczenia ekranu!   

-------------   

Najciekawszy jest "rozrzut konwencji naśladowniczych". Jak dobrze, że nie ja będę oceniał...

A inni też lecą do Puerto Rico?

"Pierwszy raz w życiu dałem się zabić we śnie. "

@Zalth: dzieki za wylapanie powaznego bledu (kropka dodana do tytułu).

@Yoss: musiałem podać do wiadomości żebyście wiedzieli co było wcześniej. To jest fragmęt więc ten dopisek chyba jest pomocny podczas czytania. Jak wstawię powieść w całości to będziesz więcej wiedział.

@Bravincjusz: tak, wzorowałem tę postać na moim dziadku i nawet tak samo wygląda.

@kasjang: mam nadzieję że Cię wciągnęło, niebawem wstawię całą powieść.

@Elanar: cieszę się że się podobało Tobie :)

@Unfall: to jeszcze nie koniec rozdziału, poczekaj jak wstawię resztę to zobaczysz co będzie dalej.

@regulatorzy: jeszcze mi podobno nie minał czas edycji, chyba mogę jeszcze wstawić resztę tego rozdziału. Mogę?

@Adam: mam nadzieję że Ci się podobał ten fragment. Niebawem będzie całość to sobie poczytasz. Dalej jest więcej akcji.

 

Pozdrawiam i dziękuję jeszcze raz za komentarze. :)

Do zobaczenia wkrótce.

"Wszyscy jesteśmy zwierzętami, które chcą przejść na drugą stronę ulicy, tylko coś, czego nie zauważyliśmy, rozjeżdża nas w połowie drogi." - Philip K. Dick

@koik: tak, inni pasażerowie też lecą do Puerto Rico.

"Wszyscy jesteśmy zwierzętami, które chcą przejść na drugą stronę ulicy, tylko coś, czego nie zauważyliśmy, rozjeżdża nas w połowie drogi." - Philip K. Dick

mkmorgothu, moim zdaniem to MUSISZ!!! A przy okazji wstawiania dalszego ciągu, wszyscy mogliby sie wstawić i wtedy będzie jeszcze weselej. ;-)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

No to o wszystkich lecących się boję... ;)

"Pierwszy raz w życiu dałem się zabić we śnie. "

O rany, co za napięcie. Jeśli nie wstawisz dalszego ciągu, pójdę się zabić!

Aczkolwiek trochę naciągane to jest, że wszyscy lecieli do Puerto Rico. Takie zbiegi okoliczności nie zdarząją się w naturze ;)

@domku: dzięki za komentarz!

@regulatorzy i fanta: wczoraj chciałem zdążyć zamieścić dalsze losy głównego bohatera, ale net padł. Aczkolwiek wyczekujcie wstawienia kolejnej porcji tej emocjonującej historii już wkrótce. Także - i tu prosba do fanty - nie zabijaj się, niebawem dalszy ciąg ;)

"Wszyscy jesteśmy zwierzętami, które chcą przejść na drugą stronę ulicy, tylko coś, czego nie zauważyliśmy, rozjeżdża nas w połowie drogi." - Philip K. Dick

Uf!

Tak się teraz zastanawiam... Ktoś mógł mieć przesiadkę w Puerto Rico i lecieć w inne miejsce. A zatem pytanie "Dokąd lecisz Ben?" w zasadzie nie było tak całkiem bez sensu. ;D

"Najpewniejszą oznaką pogodnej duszy jest zdolność śmiania się z samego siebie."

Jasne, że nie było. Genialne pytanie na zagadanie jakieś ładnej laski siedzącej obok w samolocie. Gdybym nie był żonaty, to na bank bym spróbował. Opcje (jak zwykle) są dwie. Albo się ubawi, albo weźmie za debila. No i trzecia opcja... odpowie.

"Pierwszy raz w życiu dałem się zabić we śnie. "

 

Czekam na "Rozbitka". Pozdrawiam.

Troszkę za mało rozrywkowe jak na grafomanię ; P

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Gruby dialog ze stewardessą.

pozdrawiam

I po co to było?

Witam!

Ten tekst mnie po prostu rozwalił :) Niezłe! Brawo, a to moje perełki:

"Minęły chyba ze trzy lub cztery minuty zanim samolot zaczął kołować, poczym gdy wjechał na pas startowy zostały włączone silniki i samolot ruszył do przodu przed siebie, poczym pofrunął bo wzniósł się do góry lekko jak piórko. Gdy tylko samolot znalazł się na odpowiednim pułapie, w kierunku Bena szła stuwardessa." A dialog ze "stuwardessą" genialny, niczym z REJSU :) Holosmartfon marki Samsung-Nokia też rześki :) No i oczywiście to niezwykle emocjonujące zakończenie: "Ben miał dokończyć zdanie, gdy nagle samolot poderwało do góry, a następnie kilka razy nim zatrzęsło, ale po chwili uspokoiło się." Prawie dostalem zawału :) Mkmorgoth! Chcę więcej!!! :)

Dosyć nierówne opowiadanie – miejscami jest właściwie neutralnie, miejscami wręcz idiotycznie :) A od szarlotki zgłodniałem…

Administrator portalu Nowej Fantastyki. Masz jakieś pytania, uwagi, a może coś nie działa tak, jak powinno? Napisz do mnie! :)

No i jak? Wstawiłeś wiencej? Bardzo mnie interes uje dalszy ciong. Czy wszyscy dolecom do Rico Puerto? Zdradź chodź to!

Babska logika rządzi!

Nowa Fantastyka