- Opowiadanie: exturio - Wojna w królestwie czarnych elfów. Rozdział 1: Przygotowania.

Wojna w królestwie czarnych elfów. Rozdział 1: Przygotowania.

Cześć! To jest początek pierwszego rozdziału mojej powieści, którą piszę od kilku lat. Trochę taki Władca Pierścieni, tylko inny, bo z czarnymi elfami i bez Saurona. Napiszcie mi co sądzicie o fabule i postaciach i w ogóle o wszystkim.

 

Dzięki za uwagi! Miłego czytania!

Dyżurni:

regulatorzy, homar, syf.

Oceny

Wojna w królestwie czarnych elfów. Rozdział 1: Przygotowania.

Czerwone Słońce zachodzi nad upadłym królestwem czarnych elfów, śląc ziemi swoje czerwoje refleksy i promienie. Na północy kończyło się ono Mroczną Puszczą, do której nikt nie chodzi, bo tam mieszkają dzikie orki i trolle. Zachodnią granicą jest Wielka Rzeka, a na południu Smocze Góry. Tam już nie ma smoków, bo one dawno zostały zabite przez dzielnych rycerzy, ale nazwa została. Na wschodzie jest morze.

 

Elfi król patrzył na swoje upadłe królestwo i pojedyncza łza spływała mu po gładkim policzku, bo było mu bardzo smutno. Był wysoki i szczupły, miał na sobie czerwoną szatę króla i koronę wykutą przez najlepszych krasnoludzkich kowali. Zrobili ją przed wiekami kranoludzcy kowale dla jego dziadka i udekorowali szafirami, diamentami i rubinami, tak że świeciła się w słońcu jak uniesiony w górę krasnoludzki miecz. Teraz krasnoludy już nie żyły, bo zabiła je wojna z trollami i pożar.

 

Był bardzo smutny, bo z wysokiej wieży swojego zamku widział orkowe wojska, zbierające się na pagórku między klifami, które były dwa kilometry na północ od jego zamku. Dowódca orków miał na sobie czarną szatę z kapturem i siedział w czarnym siodle na czarnym koniu, który stał koło samotnej brzozy. Widział to wszystko, bo miał oczy jak jaszczomb.

 

Wiedział, że za niedługo, za najpóźniej dwie a może trzy godziny rozpocznie się atak.

 

Król drgnął, słysząc kroki na marmurowych schodach wieży swojego zamku w stolicy królestwa czarnych elfów.

 

– Panie, orkijska armia stoi za samotną brzozą na pagórku pomiędzy klifami dwa kilometry na północ od stolicy twojego królestwa czarnych elfów! – krzyknął posłaniec, padając na kolana przed swoim królem.

 

– Wiem, posłańcze – odpowiedział król do czarnego elfa, który dopiero co wbiegł na wieżę zamku króla królestwa czarnych elfów. – Przecież widzę to moim wzrokiem ostrym jak wzrok jaszczomba!

 

– Generał pyta co robić, panie królu mój najłaskawszy!

 

Król zamyślił się ocierając pojedynczą stróżkę łzy, bo przerażała go wizja ataku orków na jego i tak już upadłe królestwo.

 

– Niech generał zbierze armię, musimy odeprzeć atak plugawych orków na nasze i tak już upadłe królestwo.

 

 

 

Generał Schi’vael’thor ibn Arath’ornos zum Vonkelsumbodumbo, syn zmarłego wielkiego wodza armii czarnych elfów dostał od króla rozkaz zebrania armii. Był wysoki i szczupły, miał długie czarne włosy, bo wszystkie czarne elfy miały czarne włosy. Jego szlachetną twarz zdobiła brzydka blizna biegnąca od czoła przez lewe oko do kącika ust, którą zrobił mu mieczem przywódca orkowej armi, Szalak-Muserat, ten sam, który teraz stoi koło samotnej brzozy na pagórku między klifami dwa kilometry na północ od stolicy upadającego królestwa czarnych elfów, kiedy starli się na epickim pojedynku podczas ostatniej bitwy w poprzedniej wojnie. Niestety wtedy podpisano pokój między rasami i nie dokończyli pojedynku, a generałowi Schi’vael’thorowi ibnowi Arath’ornosowi zumowi Vonkelsumbodumbowi została blizna. Ma nadzieję, że teraz uda mu się wyrównać rachunki i też zrobi bliznę Szalakowi-Museratowi, swojemu odwiecznemu wrogowi od tamtej pamiętnej nocy.

 

Tymczasem jednak musiał zebrać armię. Podchodził właśnie do kolejnej chatki w stolicy królestwa czarnych elfów i zapukał do drzwi. Wyglądał przy tym jak prawdziwy anioł śmierci, kiedy jego czarne włosy powiewały majestatycznie na wietrze, a pierwsze promyki wschodzącego księżyca odbijały się od jego czarnej, lśniącej zbroi i połyskiwały matowymi odblaskami na mieczu, który trzymał w prawej dłoni, stalową rękawicą lśniącej zbroi.

 

– Dzień dobry, w czym mogę panu pomóc? – zapytał mieszkaniec chatki.

 

– Jestem Schi’vael’thor ibn Arath’ornos zum Vonkelsumbodumbo, generał królewskiej armii. Czy chciałby pan może do nas dołączyć, bo atakują nas orki?

 

– Jestem Kobel i oczywiście z chęcią przyłączę się do armii – odpowiedział mieszkaniec. – Czy orki atakują nasze statki na morzu, z którym graniczymy od wschodu?

 

– Ależ nie – odpowiedział generał, choć nieco się zdziwił. – Dlaczego pan tak myśli, panie Koblu?

 

Mieszkaniec podrapał się po czarnych włosach, bo wszystkie czarne elfy miały czarne włosy.

 

– Ponieważ orki to takie ryby żyjące w wodzie – odrzekł w końcu przestając się drapać.

 

– Oj nie, nie o takie orki mi chodziło – roześmiał się Schi’vael’thorn.

 

– Wiem – Kobel również się uśmiechnął. – Tak sobie tylko żartuję. Wejdzie pan na herbatkę, generale?

 

– Ale z pana żartowniś! – wykrzyknął generał. – Będziemy mieli kupę śmiechu na tej wojnie z panem. Oczywiście, z chęcią napiję się cherbatki!

 

Wchodził do środka chatki. Nie była duża, była kwadratowa i miała czternaście na osiem na trzy metry. Kobel miał tam niezaścielone łóżko (trochę jak takie tanie łóżka z Ikei, tylko tam nie było Ikei), szafę z ubraniami i regał zapełniony książkami. Na środku strzechy była dziura, a pod nią paliło się ognisko, na którym czarnowłosy gotował wodę na herbatę, kiedy już weszli i rozsiedli się na jego krzesłach przy jego jedynym stole.

 

– Kiedy będzie bitwa? – zapytał mieszkaniec, kiedy zalewał kubki z herbatą.

 

– Chyba jutro – odpowiedział zum Vonkelsumbodumbo. – Jeszcze nie wiemy, bo dopiero wysłaliśmy posłańca do orków, który ustali miejsce i godzinę. Myślę, że koło czternastej będzie w sam raz.

 

– Ale czy orki nie będą wolały walczyć w nocy, kiedy nie boją się światła?

 

– Mam nadzieję, że o tym zapomną, kiedy będziemy ustalali godzinę bitwy.

 

– To byłoby naprawdę wspaniałe! – ucieszył się na tę myśl Kobel. – W takim razie choćmy po zbroję dla mnie!

Koniec

Komentarze

Miszczostfo w poftużeniach. Odmiana imienia i nazwiska generała --- bomba. Zbieranie ochotników do armii --- łzy*) w oczach.  

*) śmiechu

P.S. Usuń kropkę w tytule albo dodaj jakiś drugi, "porządniejszy" błąd, bo teraz to wygląda na Twój błąd...

Wyplułem ze śmiechu płuca i nerki :D Grafomania mistrzowska, a Generał Schi’vael’thor ibn Arath’ornos zum Vonkelsumbodumbo zasługuje, by być bohaterem oddzielnej opowieści sławiącej jego wspaniałe nazwisko :D

Adamie, tą częścią opowieści zyskałem zaliczenie z Bardzo Ważnego Przedmiotu u Bardzo Poważnego i Znanego Doktora, więc niemożliwe, żeby gdzieś był jakiś błąd.

Dziękuję za komentarze, bo są pozytywne. Jakby były negatywne, to bym nie dziękował.

Yoss, oczywiście o generale Schi’vael’thornie ibnie Arath’ornosie zumie Vonkelsumbodumbie napisałem całą powieść, którą wysłałem już do kilku wydawnictw. Aktualnie czekam na odpowiedzi i, mam nadzieję, szybką zaliczkę na kolejne dzieło.

haha, świetne :)

Może być, ale trochę to grafomaństwo wydaje się wysilone i momentami nazbyt sztuczne.

 

Pozdrawiam.

Wzrok jaszczomba mnie zabił.
Przynajmniej nie muszą niszczyć ciastek z Ikei...
Jajcarz z tego Kobla.

"Pierwszy raz w życiu dałem się zabić we śnie. "

Niełatwo być upadającym królem legającego niemal w gruzach królestwa czarnych elfów w obliczu naciągającej klęski wojny z wrogiem wrażym, szczególnie że jeszcze nie wiadomo kto ma być żołnierzem i w jakiej ilości, bo wici werbunku wysłane, ale nie wiadomo z jakim skutkiem wrócą do swego władcy czarowłosego, turbującego się wielce stojącą w miejscu sytuacją.

Wiele niejasnych niewiadomych zawiera Twoje opowiadanie, bo jak się zorientowałam w Twoim wyznaniu na występie napisanym, to dopiero początek zaczęcia tego co masz naprawdę do powiedzenia, więc nie mogę w pełni krasy dzieła tego ocenić ale pozostaję przy nadziei, że nie zwiedziesz nikogo mamieniem bezowocnym, tylko napiszesz ciąg dalszy na razie jeszcze nie znany chyba nawet Tobie, piewco dziejów pogmatwanych.

 

Pozdrawiam. ;-)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

winszuję wiekopomnego dzieła. gdybym był wydawcom to wysłałbym Ci zaliczkę. Żżartowałem. popraw jeno "Król drgnął" na - król drygnął. teżŻartowałem, jak nie chcesz, to nie poprawiaj.

Dzieło już niedługo w Empikach w całej Polsce! (jestem tego pewien, bo to dobra powieść)

Regulatorzy, dziękuję za miłe słowo. 

no_i_cio, a może: dygnął niczym baletnica wyczuwająca widmo rychłego upadku na wychudzone pośladki? Może kiedyś to wykorzystam...

;)

exturio, a które słowo uznałeś za miłe, bo ja napisałam więcej niż jedno i myślałam, że wszystkie są miłe.  ;-)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

"Pozdrawiam" wydało mi się szczególnie miłe i przyjazne. :)

:-)   exturio, Ty uważaj, bo wcielasz się w grafomana na całego. Te Twoje odpowiedzi na komentarze...   :-)   Co będzie , jak Ci tak zostanie?   :-)

O! Tak, ono jest takie z natury. Może do tego słowa ograniczę komentarze… ;-) Pozdrawiam

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

A mnie boli ściąganie elfów do grafomanii. Nie można było np:wampiry? One najlepiej podchodzą pod grafomanię (Zmierzch). Nie podobało mi się.

Początek przypomniał mi Legendarne Dzieło (co w tym wypadku będzie chyba najwyższym komplementem ;D) i wywołał głośny chichot. Później nieco wymuszona ta grafomania, ale wzrok jaszczomba, chatka osiem na osiem na trzy i ustalanie godziny bitwy to jak dla mnie mistrzostwo ;) Pozdrawiam i, podobnie jak regulatorzy, czekam na więcej!

Regulatorzy, może lepiej nie. :)

 

Monivrian, spójrzmy na kulturowy dorobek wampirów i mrocznych elfów (w moim ponadczasowym dziele: czarne elfy. Czarny jest bardziej pro i tendi i bardziej mroczny, niż mrok).

Oba typy istot wywodzą się z mitologii, różnych, ale jednak. Przy tym należy zauważyć, że współczesny wizerunek mrocznego elfa wyklarował się całkowicie współcześnie, bo mityczny pierwowzór był bliższy tolkienowskim orkom, niż popkulturowym mrocznym elfom.

Najpopularniejsze dzieła z wampirami: Drakula (powieść plus przynajmniej dwie świetne ekranizacje), całkiem dobry cykl Anne Rice plus jeden dobry film na jego podstawie, gra fabularna Wampir: Maskarada (i późniejsze dodatki), plus wiele innych dzieł (z dobrych i całkowicie współczesnych polecić mogę Hellsinga). Zeszmacenie tego pięknego gatunku nastąpiło dopiero w ostatnich latach.

Dorobek mrocznych elfów: głównie gry komputerowe, system D&D i wybitnie grafomańskie książki na jego podstawie.

Wydaje mi się, że jednak wybrałem dość trafnie. :)

Marlęta, muszę przyznać, że miejscami faktycznie nieco przesadziłem i starałem się wetknąć nieco zbyt wiele geniuszu. Co do początku, chatki i innych takich -- starałem się zrobić kompilację najpopularniejszych motywów grafomańskich, inspirując się przy tym głównie Miszczem Nad Miszcze i Wielkim Inspiratorem Konkursu.

Dziękuję za opinie. 

Exturio, ale nie nie wszystkie książki o mrocznych elfach ( czy może drowach) są grafomańskie. Natrafiłam na całkiem zjadliwie pozycję "Światło i Cienie" i "Wojny Pajęczej Królowej", choć zgadzam się, że większość książek z systemu D&D są przeciętnie napisane :). Po prostu wydaje mi się, że gdyby siadł do tego jakiś dobry pisarz być może wyklułoby się z tego coś fajnego. A co do wampirów to też się zgadzam. Były o nich dobre książki takie jak "Wywiad z wampirem" Rice, ale niestety "Zmierzch" i inne tego typu książki zszargały wizerunek wampirów.

Wydaje mi się, że gdyby Zmierzch napisał dobry pisarz, może byłaby to głęboka, wciągająca seria. :)

dla mnie "Zmierzchu" i tak nic by nie było.

Wolę czytać o prawdziwych wampirach, które zajmowały się tym, co potrafiły najlepiej: wykorzystywaniem słabszych, torturowaniem i piciem krwi, a nie jakieś love story ze świecącym Edwardem :P

tą częścią opowieści zyskałem zaliczenie z Bardzo Ważnego Przedmiotu u Bardzo Poważnego i Znanego Doktora, więc niemożliwe, żeby gdzieś był jakiś błąd. 


Tak trzymać.

pozdrawiam

I po co to było?

Przepiękne. Od słońca kończącego się puszczą do ustalania godziny walki. Dla mnie bomba. :-)

Babska logika rządzi!

– Chyba jutro – odpowiedział zum Vonkelsumbodumbo. – Jeszcze nie wiemy, bo dopiero wysłaliśmy posłańca do orków, który ustali miejsce i godzinę. Myślę, że koło czternastej będzie w sam raz.

:-) Oficjalnie czynię Cię, exturi.. exturiu? Czynię Cię… tfurcą najgorszego żartu w tej edycji Grafomanii (znaczy, tego o rybach). Raduj się! :)

Administrator portalu Nowej Fantastyki. Masz jakieś pytania, uwagi, a może coś nie działa tak, jak powinno? Napisz do mnie! :)

Fajne :)

Przynoszę radość

Nowa Fantastyka