- Opowiadanie: AdamKB - Nieukończone dzieło [GRAFOMANIA 2013]

Nieukończone dzieło [GRAFOMANIA 2013]

Dyżurni:

regulatorzy, homar, syf.

Biblioteka:

PsychoFish

Oceny

Nieukończone dzieło [GRAFOMANIA 2013]

 

Nieukończone dzieło

 

 

Wszedł był na portal „Nowej Fantastyki” niestary młodzieniec pewien, którego to człowieka literackie ambicje rozpierały od niedawna. Wszedł był, jako zostało już napisane, po czym błądził pośród mrowia tekstów przeróżnych tak długo, póki na obwieszczenie gromkie o ką… koń… kon-, do diabła! – konkursie jak dla niego wymyślonym nie natrafił. Ręce zatarł, wodę na herbatkę nastawił, bo piwo już wypił, a sklep pięć minut temu zamknięto, klawisze klawiatury wypolerował, nawet te nigdy nie używane, do kuchenki skoczył, bo czajnik gwizdał już jak szalony, po czym, szklanicę z cher… – no nie, znowu? kliku kliku, mój słowniku, aha, tak się to pisze, no i nie szklanicę, bo ostatnia szklanka została potłuczona rok temu, tylko kubek z herbatą – a więc kubek, od dawna niedomywany, z herbatą postawiwszy w zasięgu lewej ręki prawą swoją ręką przysunął sobie swoją klawiaturę i… No nie, zaraz jeden z drugą zaczną mnie opierniczać za tą, no, jak to oni piszą, a, hiperzaimkozę i za powtórzenia. Trzeba będzie to potem poprawić. Tak jakby im to naprawdę przeszkadzało. Dziwaki. Jakoś nie przeszkadza Jaśce, Kaśce i Baśce, Frankowi, któremu za podwalanie się do Magdy w końcu zemby powybijam – a może zęby? – potem sprawdzę – teraz piszemy, piszemy!

><

Dawno, dawno temu, tak dawno, że najstarszy góral nie pamięta, kiedy to było…

Kurde. Ile taki góral może pożyć? Setkę? Tamta Francuzka dociągnęła ponad sto dwadzieścia, no to nasz góral też może tyle, ale sto lat do tyłu to wcale nie tak dużo, i co taki sklerotyk trzęsiony parkinsonem będzie pamiętał z dzieciństwa? Ee tam, nie będę pisał, kiedy. Ważniejsze chyba, gdzie. No to:

Daleko, daleko stąd, cztery razy dalej, niż zaleciał najodważniejszy dzięcioł z Wielkiego Lasu, mieszkała w samym środku małego lasu para staruszków. A pod progiem ich małej, starej chatki było wejście do podziemnego kraju krasnolll… Stop! kto dziś pisze i czyta o krasnoludkach? O krasnoludach to jeszcze tak, ale nie o tych pierniczonych kurduplach z królem Błystkiem na czele. Ale bym starym nawtykał za to, co mi kiedyś czytali i opowiadali, co potem kazali mi czytać słodziutkiej malutkiej Irusi, z której taka zołza, nie siostra, wyrosła. Teraz mi się wszystko pitoli przez te stare bajędy… No dobra, nie nawtykam, bo nie wypada, może i dobrze chcieli, no i nie będę tego robił wieczorem, nawet gdyby wypadało, bo będą mieli złe sny. Jak zacząć, do cholery, jak zacząć?

A co mi tam, jak inni.

Zdrożony daleką i trudną drogą przez bezdroża na skraju starożytnego Najdalszego Królestwa podróżny odetchnął z ulgą, ujrzawszy przycupnięty na skraju zabitej dechami wiochy motelik. Zatrzymał konia, do koniowiązu go przywiązał, po czym pchnął wahadłowe odrzwia i wkroczył do gwarnej sali, pełnej kwaśnego odoru porozlewanego piwa i niemytych od dawna ciał. Rozglądnął się spod kaptura, którego na wszelki wypadek nie zdejmował, z niejaką ulgą stwierdził, że nie dostrzega swoich prześladowców ani tych, których on prześladował od dawna. Skierował swe kroki ku kątowi najsłabiej rozjaśnianemu dwoma zaledwie łuczywami, zatkniętymi w naściennych kandelabrach, zasiadł na ławie i kiwnął palcem na żwawą karczmareczkę. Podbiegła i stanęła nad nowoprzybyłym rycerzem, którego wzrok utknął w wielce apetycznym i obiecującym widoku, roztaczanym przez szeroki i głęboki dekolt.

– Czego pan sobie życzy?

– Tego, czego tutaj i teraz dać mi nie możesz, ślicznotko – odrzekł jak najbardziej szczerze, zapominając o swym posłannictwie.

– Tak gładkiemu w obejściu Złotowłosemu dać wszystko w każdej chwili i w każdym miejscu zdolnam bez wahania – odparła, buńczucznie co nieco, krasa młódka. Złotowłosy więc nawet nie zapytał, skąd ona wie, że on jest Złotowłosym, tylko porwał się z ławy, barmaneczkę porwał na ręce i pobiegł ku wrotom korytarza, wiodącego ku gościnnym pokojom. Potężnym kopniakiem uchylił pierwsze z brzegu drzwi, słodkie swoje brzemię złożył na łożu – –

No żesz cholera, telefonu tylko brakowało. Jaka zmora mi przeszkadza? O, to nie przeszkadzanie, to raczej cud, Halinka przestała się gniewać! No cześć, cześć, fajnie, że dzwonisz, bo już myślałem… No nie, no wiesz, tak jakoś głupio się złożyło, przecież wiesz, że z nią to nic a nic, stara znajomość tylko… Nie no, jeszcze fajniej, jasne, już lecę, złotowłosy aniele mój, już lecę!

><

Dzieło nie doczekało się kontynuacji. Ale nie płacz, czytelniczy ludu. Na miejscu jednego rezygnującego z literackich laurów na rzecz gorących objęć pojawią się inni.

 

Koniec

Komentarze

No, Adamie, grafoman z Ciebie pierwsza klasa :D

Ech, ta Halinka... A tak ciekawie sie zapowiadało :<

Love begins with an image. Lust with a sensation.

Ładna parodia grafomaństwa ; P

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Przeczytałem! Nudzić się, nie nudziłem. Główny wątek mi umyka, ale umyka też narratorowi, więc pewnie tak miało być. Fabuła zatem, to zakochanie narratora. Sprytnie pokazane. Gdzie tu grafomania, skoro ja z tego aż tyle zrozumiałem?

Jestem sygnaturką i czuję się niepotrzebna.

 

Piękny żarcik z głównych motywów na portalu. Zapraszam do mego projektu.Szczegóły po ewentualnej deklaracji na tak. Pozdrawiam.

Konkursu to to szans wygrać nie ma : )

Nie powiem, że pękałem ze śmiechu, nawet nie powiem, żebym się uśmiechał, ale nie ma tragedii ; )

Administrator portalu Nowej Fantastyki. Masz jakieś pytania, uwagi, a może coś nie działa tak, jak powinno? Napisz do mnie! :)

Grafomania z zupełnie innej strony. Zabawne.

A ja poproszę jednak o napisanie dalszej części. Czytało się zacnie i właśnie się całkiem wkręciłam, a tu klops. Ten tekst powinien wziąć raczej udział w konkursie sadystycznym, serio :D Jest bardziej tekstem o grafomanii niż grafomanią samą w sobie. I to dobrym tekstem. To jak, będzie dalsza część?

Berylu Drogi i Szanowny, trzeba mieć moje --- lub dostatecznie do mojego zbliżone --- poczucie humoru oraz skojarzenia, by się śmiać z tego samego.   :-) Ale jeśli nie ma tragedii, to już się cieszę.  O tak:   :-}   A poza tym, muszę Ciebie zmartwić, zdanie joseheim jest, jako zdanie kobiety, ważniejsze. O!

Ryszardzie, mój półimienniku (mam na drugie imię właśnie tak), dlaczego mam deklarować przystąpienie do Twojego tajemniczego projektu bez znajomości jego założeń? Sam fakt zaproponowania mi udziału w sekretnym przedsięwzięciu sprawia, że czuję się wyróżnionym z tłumów, no ale...

Zabawne - Wszystkie myśli, które kłębią się w głowie i atakują biednego Autora, który na tekście skupić się nie zdołał.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Adamie, to, że zdanie joseheim jest ważniejsze, to ja już zdążyłem się nauczyć :)

Administrator portalu Nowej Fantastyki. Masz jakieś pytania, uwagi, a może coś nie działa tak, jak powinno? Napisz do mnie! :)

A ja się uśmiałam :D Zmieniłabym tylko fragment, gdzie grafoman postanawia zacząć jak inni, na to, że postanawia zacząć oryginalnie i, oczywiście, raczy nas owym zacnym początkiem. Ta wiedza i świadomość grafomana odnośnie tego, że pisze sztampą, jakoś mi do koncepcji nie pasuje.

Adamie, mnie też Ryszard kiedyś coś tu gdzieś na forum wspominał, a jak zapytałam o konkrety, to więcej się nie odezwał ; P

 

Berylku słodki, wiesz jak dogodzić kobiecie ; D

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

 

A inni mi zaufali... nie proszę,,abyś mi powierzył klucze do mieszkania. Pozdrawiam

---> beryl. To dobrze, że szybko się uczysz. Takie jest życie...   :-)  

---> Ewelina. Naczytał się, poszedł śladem większości...

---> bemik. A nie bywa tak, że niepotrzebne, nawet niechciane, skojarzenia biorą górę?  

===========  

Ryszardzie, coś tam w którymś ze swoich komentarzy nadmieniłeś ogólnikowo. Załóżmy, że zgrubną orientację to daje. Ale z jakich powodów nie przedstawiasz całości pomysłu / projektu? Może jest wart, może byłby łatwiejszy do zrealizowania przez "ochotniczą komisję do spraw"? Nie sądzę, by ktokolwiek chciał Tobie przeszkodzić w realizacji, sądzę, że sprawy miałyby się wręcz odwrotnie.

A ja się uśmiechałam, i to cały czas prawie. Chociaż zaczynałam ze trzy razy, ale jak już się wkręciłam! No, cholerna Halinka.

"Ewelina. Naczytał się, poszedł śladem większości... "

Zdążyłam się domyślić. Pełnokrwisty, rasowy, legendarny grafoman zawsze jawił mi się jako ktoś, kto sądzi, że stworzył coś niepowtarzalnego, genialnego, jedynego w swoim rodzaju i napisanego, że och i ach, a wszelkie próby udowodnienia mu, iż jest zupełnie inaczej, to jak rzucanie grochem o ścianę. Prawdziwy grafoman ma szansę pokazać swą naturę prędzej w komentarzach będących odpowiedzią na zarzuty do jego tekstu, niż tekstem samym w sobie. Bo Legendarnego Grafomana czyni narcyzm, nie fakt, że jest leniem. Prawdziwy grafoman prędzej się obrazi na zarzut, że napisał coś sztampowego, niż się z nim zgodzi. Takie moje zdanie, przepraszam, że mam własne. Stąd olewactwo w pisaniu nie pasuje mi do koncepcji. Napisałeś, jak uważałeś, że należy napisać, a ja informuję, że mnie się nie podoba (to jedno zdanie). I to wszystko :D

Jak napisał rinos, główny wątek umyka w zabawny sposób.

Adamie, wzruszyłeś mnie. A konkretnie szeroki i głęboki dekolt wzbudził we mnie pragnienie lata.

Droga Joseheim, swą reprymendą zmroziłaś mnie, jak śledzia na trawlerze. Adamie, nie jestem dysponentem całego projektu. Niech Ci wystarczy, że chciałbym mieć twe dzieło w swym literackim albumie. Komisje, narady, uzgodnienia, wykluczone --- doświadczyłem czegoś podobnego po dziurki w nosie. Jak potem przychodzi do realizacji, to kontrahenci znikają. A w literackim światku tyle jest wybujałych ambicji, zawiści, itp., że jakiekolwiek zbiorowe działanie, to utopia.

Uwierz mi mój współimienniku.

Zabawna i ładnie skonstruowana parodyjka. Taka do uśmiechu bardziej niż do śmiania się w głos. No i szkoda, że skończona w tak ciekawym momencie ;-)

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

A konkretnie szeroki i głęboki dekolt wzbudził we mnie pragnienie lata.    ---> Dlatego tyle miejsca mu poświęciłem, prosiaczku, bo też tęsknię za niektórymi konsekwencjami bardzo ciepłej pogody.   :-)   

jerohu, gdybym skończył w nudnym i zrobił to za późno, zgrzytnąłbyś zębami, a nie uśmiechnął się.  

Ewelino, jak z tego zrozumiałem, wykreowałem grafomana połowicznego. Ale chyba tacy też chodzą po świecie, poza tym kładziesz akcent na to jedno, tylko jedno zdanie...  

===============   

Z Twoich słów, Ryszardzie, wynika, że jestem albo durniem, albo szlachetnym wyjątkiem, bo jakoś nikogo w łyżce wody topić nie mam ochoty tylko dlatego, że coś napisał na tyle dobrego, że znalazł wydawcę. Gorzej nawet --- życzę tego wszystkim potrafiącym pisać po polsku...  

Co do tekstów: nie mam nic ukończonego poza wstawionymi tutaj, a to, wobec standardowego wymogu, eliminuje mnie. Ale za zachętę dziękuję --- może wpłynąć pozytywnie na moją "niepracowitość".

O kolcze jeżasty :-)

Ależ skąd, kładę akcent na to, że mi się podobało. Możemy również o tym podyskutować, jednak odniosłeś się do tej jednej sprawy z całych dwóch moich postów, stąd dyskusja raczej. Howgh.

Doskonały przykład na to, jakich Loża rodzi grafomanów! ;)

Sorry, taki mamy klimat.

 

Dziękuję Adamie za elegancki styl odmowy. Nie nalegam. Pozdrawiam ciepło.

Szanowny i drogi Kolego Sethraelu, ja położyłbym nacisk nie na stopień nasilenia grafomaństwa (...jakich Loża rodzi...), ale na szkodliwość bycia w Loży, czyli: ...że Loża rodzi... :-) Ty masz tę wyższość nad nami, że nie musisz, jeśli nie chcesz, więc Tobie się nie udzieli...  :-)   

Ewelino, myślę, że "ambicja" i przekonanie o oryginalności oraz olewczy stosunek, w przypadku grafomanów współgrają ze sobą. Naprawdę myślisz, że dopieszczają oni swoje dzieła? Przecież grafomania to właśnie pisanie dla pisania - bynajmniej nie po to, żeby ślęczeć pół dnia nad kwestią tego czy coś jest logiczne/pasujące czy nie.

Administrator portalu Nowej Fantastyki. Masz jakieś pytania, uwagi, a może coś nie działa tak, jak powinno? Napisz do mnie! :)

No tak, zgadzam się. Tylko że grafoman Adama nie jest przekonany o własnej oryginalności + olewactwo. On wie, że to, co pisze, jest sztampą. I to mnie zgrzytnęło. Bo człek ten wcale nie musi być grafomanem, jemu się po prostu nie chce. Kto wie czy nie stworzyłby arcydzieła godnego Lema, gdyby się postarał, czy gdyby mu się chciało, nie napisałby czegoś, czego jeszcze wcześniej nie było? Vide: kucharz, który na chybił trafił wrzuca do garnka przyprawy, bo mu się nie chce przyprawić zupy dobrze, to nie to samo co marny kucharz, który nie potrafi dobrze ugotować, bo coby nie zrobił wychodzą mu z zup ochydztwa, a z ciast zakalce. Olewactwo w stosunku do błędów już mi nie zgrzytło, bo nasz bohater-gramoman wyjaśnił, iż ludzie, wedle niego, przesadzają z tymi błędami, że się czepiają niepotrzebnie. A ze sztampą wyszedł właśnie ktoś, komu się po prostu nie chce. Może wystarczyłoby właśnie wyjaśnić, jak nasz grafoman na to patrzy. Bo może uważać, że pisanie sztampą jest okej, wszystkie bestsellery mają takie (według niego) początki, co już jest przejawem ambicji. Ale nie wyjaśnił. Użył sztampy świadomie tylko z olewatwa. I tak jak w całym tekście przejawia osobowość grafomana, tak w tym jednym zdaniu - nie. Żeby było jasne: nie uważam, iż przez to jedno tylko zdanie tekst przestaje być tekstem o grafomanie. To wciąż jest tekst o grafomanie + plus jedno niepasujące do tego zdanie. Jest to drobnostka, nie warta nawet całej tej dyskusji, bo teraz wyszło na to, że przez to jedno zdanie zanegowałam całe opowiadanie i całą osobę adamowego grafomana, co jest oczywiście nieprawdą.

No i tu doszliśmy do sedna: czy żeby być grafomanem wystarczy machnąć na klawiaturze olewacko byle g..., będąc jednocześnie świadomym, że wystukało się byle g.... Czy machnąć byle jak opowiadanie, będąc jednocześnie przekonanym, że mimo to jest to rzecz świetna, bo JA, geniusz, ją napisałem, a inni niech się schowają. IMO ludzie, którzy świadomie piszą marnie, bo nie chce im się lepiej, bo im nie zależy, nie są grafomanami, tylko kimś, kto pisze marnie bo nie chce mu się lepiej i mu nie zależy. Żeby być autentyczną łamagą, nie tylko pisarską, imo jednak trzeba mieć coś w sobie, tj. talent do bycia łamagą. Człowiek 6 razy potrącony na pasach, mimo, że przechodził ostrożnie to ktoś, kto miał autentycznego pecha. A człowiek, który włażąc na jezdnię zupełnie nie patrzy, czy coś nie nadjeżdża ani jakie jest na pasach akurat światło, to nie łamaga, tylko idiota zwykły. Ot co ;)

I ostatnia rzecz, obiecuję że ostatnia :D

TEKST napisany świadomie olewacko to jest GRAFOMANIA jak najbardziej. Ale GRAFOMAN jako taki imo musi już spełniać pewne warunki, dlatego, jak pisałam wcześniej, osoba grafomana nie przejawia się w jego tekstach, tylko w komentarzach, bo w nich mamy okazję dowiedzieć się, w jaki sposób nieszczęsny tekst powstał. Opowiadanie Adama zaś nie jest o grafomani tylko o grafomanie. Który w jednym miejscu nie jest grafomanem (mimo, że tworzy grafomański tekst) tylko leniem, który ma gdzieś co pisze :P :D :D

No i dostało mi się od Eweliny... Przez jedno nieszczęsne zdanie. No cóż, dobrze mi tak. Innym radzę do znudzenia: myśl, co piszesz, dla kogo piszesz, jak piszesz, i sprawdzaj po pięć razy, a tu proszę, jaka wtopa. Co oznacza, że tkwi we mnie jakiś kawałek grafomana: myślałem, że jest OK, odebrane to zostanie jako następny żart... Tonacji zabrakło odpowiedniej i ze trzech słówek więcej. Tak teraz myślę.  

{A zaraz może się okazać, że źle myślę, i nie pozostanie mi nic poza połamaniem klawiatury i wyskoczeniem przez okno. Nie, skakać nie będę. Za wiele osób by się ucieszyło. :-) }

Za wiele osób by się ucieszyło.

To zależy od tego, ile gęb do wykarmienia ma właściciel z.porzebowego w Twojej okolicy.

:-}  Nie wiem. Póki żyję, ten problem dla mnie nie istnieje. Potem, po drugiej stronie cienkiej, błękitnej linii, też raczej nie będzie mnie absorbował...  :-}

Chętnie przeczytałbym jeszcze jakiś Twój tekst, ale taki zupełnie na poważnie, z misternie dzierganym klimatem i atrakcyjnymi dla duszy bohaterami. Z tego co widzę, Adamie, to tylko prześmiewczo piszesz. Fajnie - pewnie, zawsze dobrze się pośmiać, ale ciekawi mnie bardzo, ile tam w komputerze chowasz ciekawostek przywiązanych do plikowiązu, a które to mogłyby zmienić trochę Twój wizerunek. 

Gdybym miała wąsy, to bym była dziadkiem, a tak jestem sygnaturką!

Człowieku, zajrzyj po prostu na profil autora i nie udawaj durnia. Pozdrawiam.

Ale jaja.

Sorry, taki mamy klimat.

Niezłe. Zerwanie wątku w najciekawszym momencie powoduje u mnie chorobliwy wzrost ciekawości co dalej?

No i co, człowieku, widzę tam wszystko to o czym napisałem w tym komentarzu, człowieku. Udajesz durnia? - żaden tekst AdamaKB nie jest do końca na poważnie i o tym mówię.

Gdybym miała wąsy, to bym była dziadkiem, a tak jestem sygnaturką!

Ryszardzie, wszystko z Tobą w porządku?

Administrator portalu Nowej Fantastyki. Masz jakieś pytania, uwagi, a może coś nie działa tak, jak powinno? Napisz do mnie! :)

Dzięki za troskę, drogi Berylu. Doskonale. Właśnie nad ranem skończyłem ostatni rozdział. Wybacz, Adamie, że w twoim wątku.

Bardzo mi się podoba ten szeroko przemyślany i po głębokim namyśle napisany tekst. Uważam, że Autor zawarł w nim wszelkie dokuczliwe dolegliwości i cierpiące zwłoki bolączek, troski i obawy nie dające ukojenia nikomu, kto kiedykolwiek próbował napisać coś, co byłoby interesujące i porywające zarówno dla potomnych jak i dla przodków, że o zadkach nie wspomnę.

Autorowi udało się oddać klimat otaczający tworzącego twórcę, z całym bogactwem życiowych doświadczeń w nim drzemiących a nawet, śmiem twierdzić, już przeżutych. Na poły żartobliwie, a w zanadrzu nieco cieplej, Autor opowiada o pierwszych doświadczeniach niedoświadczonego jeszcze ewentualnego twórcy, którego bynajmniej talent nieodkryty jeszcze się nie obudził, ale wiosna niebawem, to pewnie się ocknie z pierwszymi skowronkami, w których będzie cały.

Nie chciałabym być wieszczką jakąś starożytną w dzisiejszości, ale prorokuję z pełną świadomością brzemienną w obfite sutki, że ten opisywany twórca jeszcze się ucieleśni i zarzuci nasz czcigodny portal klapapomnymi dziełami, bo będzie uważał, że wiekopomne to dla niego za mało.

Pozdrawiam serdecznie Autora AdamaKB i pozostaję przy nadziei napisania jeszcze wielu takich z głębin płynących pięknych wyrazów uznania.

 

PS

Jestem komentatorką od nie tak dawna, bo parę miesięcy temu, więc przepraszam Autora za ewentualne błędy, literówki i przecinki czasem stawiane być może gdzie popadnie albo i wcale. 

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

 

Jęknąłem z zachwytu.

---> StargateFan. Napisałeś: (...) żaden tekst AdamaKB nie jest do końca na poważnie (...). A co powiesz na odwrócenie swego twierdzenia i zreinterpretowanie tekstów wedle nowego kryterium?  Oczywiście poza pierwszym"opowiadaniem" na Grafomanię.

Cholernie głupio pisać takie rzeczy o własnych tekstach, ale trudno, czasami trzeba zaryzykować dla sprawdzenia koncepcji...  

===========  

---> Regulatorzy.  Stając w szranki z Tobą byłbym z góry całkowicie pewnym przegranej.

Ale ja nie mam zamiaru stajać w szrankach, bo tam można przeżyć jakiś szwank, albo nie przeżyć i umrzeć od niego, jak się go odniesie.

Pozdrawiam Autora AdamaKB  ;-)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

cierpiące zwłoki bolączek

Za te zwłoki cierpiące biednych bolączek to należy się nagroda :D

Świetna parodia, w moim odczuciu, nie tylko grafomaństwa, ale – jakby to określić – prawidła opka Fantasy. Gratuluję pomysłu. Mnie najbardziej rozbawił, poza „żwawą karczmareczką”, zwrot „koniowiąz”. Zwrot ten bowiem, niesie w sobie głębokie przesłanie merytoryczno-naukowe oraz profilaktyczno-wyjaśniająco-tłumaczące. Mówiąc innymi słowy strategia i taktyka Twórcy owego zwrotu w przekazywaniu ukrytych treści, zadziałała. Czyli, mówią jeszcze bardziej innymi słowy, „koniowiąz” żądzi, tfu! – rządzi (jak to dobrze mieć słownik w łordzie).

Udane, ale chyba za mądre na grafomanię. Wydaje mi się, że przed pisaniem na ten konkurs trzeba zajrzeć do któregoś z portalowych klasyków --- nie ma stróżki, nie ma imprezy.

pozdrawiam

I po co to było?

(...)  nie ma stróżki, nie ma imprezy.   

:-)   ...zapomniałem...   :-)

Za to wpadłem na tytuł mojego wiekopomnego dzieła, które niedługo zamieszczę na tej stronie dla amatorów i was wszystkich przyćmie. Będzie to --- nic mniej, ni więcej --- Stróżka krwi. Bedziecie mogli czytać i sie uczyć od mistrza! Zobaczycie, co to sie znaczy sie prawdziwa literatura.

pozdrawiam

I po co to było?

Khem, khym. Trzecie dzieło, w całości poświęcone dozorczyniom?  Dawaj, porównamy...

Tak jest, trylogia literatury, poświęcona mrocznym dozorczyniom krwi.

pozdrawiam

I po co to było?

Ouaa, mrocznym? Rośnie moje zaciekawienie!

:D Super, gratulacje Adamie!

Tutaj też się już wypowiedziałem dawniej ;)

Administrator portalu Nowej Fantastyki. Masz jakieś pytania, uwagi, a może coś nie działa tak, jak powinno? Napisz do mnie! :)

Adam, to mi się gładko czytało. Może dlatego, że sam lubię pisywać stylizowanym językiem, czyli że jestem grafomanem. Rozbudowane zdania brzmią zawsze w moich uszach – jak poezja. Taki narracyjny miszmasz też mi pasuje.

Cieszę się, że gładko – bo mi się to gładko pisało. Wierzysz czy nie, od jednego zasiadu. Pani Wena dziwnie łaskawa była, gdy pożartować mi się zachciało…

Też mam wrażenie, że najlepiej wychodzą teksty pisane jednym ciągiem.

Zgadzam się, więcej niż tylko zgadzam się, bo jestem o tym przekonany. Lecz to przekonanie dotyczy dwóch przypadków:

– tekst na stronę do dwóch; błyśnie pomysł, ma się czas i spokój; jeden pomysł, jedna osoba, jedno pisanie, nic nie umknie i nie poplącze się.

– tekst obszerniejszy, nawet bardzo obszerny; pisze się “na raty”, bo dzień “za krótki” na całość, lecz pisze się tylko ten jeden, na nim skupione myśli i cała uwaga.

Jasne! Miałem na myśli shorty. Też lubię pracować przez kilka dni nad jednym tekstem. Napisałem kiedyś (dla wprawki) opowiadanie w stylu starej noweli hiszpańskiej, którą się pasjonuję. Formuła narzuca tutaj niesamowitą samokontrolę, bo przeplata się tam tyle wątków, które trzeba doprowadzić na koniec do punktu kulminacyjnego, że nie tylko czytelnikowi, ale i autorowi, a przede wszystkim autorowi, łatwo się pogubić. Polecam: i lekturę, i tworzywo.

 

Noch, nie zostawl ja zech komcia nie wim czemu. Suchaj ty, gorole zyjom dwa razy duzej niz te rozpustne France! A Halinka to jest w ciul do odstrzalu, oczy wiscie po zapoznaniu siem z wiosna, latem, slonecznym kawalkiem jesieni w dekolcie. Za nic ta Halinka nie ma wyczucia, a ja kcem ciong w pociong caly rozdzialy zeby sie ukladaly o Zlotowlosym dyrdymaly!

 

Czyli, jak to u ciebie, ironicznie, ale ciepło. I satyrycznie o motywacjach, slomianych zapalach i burzacych spokoj Wszechswiata glebokosciach damskiej garderoby. ;-)

"Świryb" (Bailout) | "Fisholof." (Cień Burzy) | "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Ty “kcesz, co by siem ciong w pociong caly rozdzialy ukladaly o Zlotowlosym dyrdymaly!“, a ja nie potrafię spełnić takiego życzenia. Ludzie wracają do Tolkiena, Sapkowskiego, rzucają się na nowości, trylogie o cudakach dziwakach – a mnie to nie pociąga, ledwo po latach kojarzę, kim był Gandalf albo Jaskier. Sam się temu dziwię, przecież można tę całą fantasy potraktować jako literaturę rozrywkową, w innym stylu prezentującą i rozgrywającą stare jak świat schematy walki dobra ze złem – myślę, że przeszkodą jest scenografia i powtarzalność postaci. Tak więc mogę otrzeć się o fantasy, ale nie wejdę w jej granice głębiej niż na centymetr, ponieważ jej, fantasy, kosmosy są ograniczone konwencjami, a łamanie konwencji mnie jakoś nie bawi. Musiałbym, żeby beznadziejnie nie bzdurzyć, czegoś o szermierce, o rzucaniu zaklęć, o życiu w danej epoce się nauczyć – a na drugim biegunie jest nieograniczona konwencjami czasów i scenografii Science z równie bezbrzeżnym morzem tematów…

Adamie, przeca ja żartowałem ;-) Tylko entery na komórce nie wchodzą na portal, nie wiem czemu. Czekaj, poprawię wypowiedź…

 

 

"Świryb" (Bailout) | "Fisholof." (Cień Burzy) | "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Wiem, żartowałeś – a post, widzę, zmieniłeś… – ale odpowiedziałem serio.

Uśmiałem się na poważnie :)

I o to chyba chodziło?

I taki tytu mi się wziął,

i narzucił:

NEVERENDING, SORRY 

Ależ głęboko “zanurkowałeś” w głębiny portalu… Uśmiałeś się? Świetnie, o to w tych grafomaniach chodziło. A propozycja tytułu doskonała – i pasuje, i aluzja… Szkoda, że ja nie miałem takich skojarzeń.

Też kiedyś czytałam, ale nie zostawiłam komentarza. Nie mam pojęcia dlaczego.

Bardzo sympatyczny tekst, ale mało, IMO, grafomański. Adamie, Ty po prostu znasz zbyt wiele słów, żeby dobrze poudawać rasowego grafomana; buńczucznie, kandelabr… Obawiam się, że nie masz szans w konkursach grafomańskich, ale za to czyta się z przyjemnością.

PS. Ciekawam, jak długo przyjdzie mi czekać na odpowiedź Autora. ;-)

Babska logika rządzi!

Znam za dużo słów? Zdumiałaś mnie postawieniem takiego zarzutu, bo mi wydaje się, iż to wiele innych osób zna słów za mało. Poza tym sądzę, że to też cecha “rasowego’ grafomana: zna jakieś dwa, może aż trzy “trudne” słowa, no to je wpycha, gdzie się da, w połowie przypadków bez sensu…

<><><>

Niecały miesiąc, to nie tak długo…  :-)

Nie zrozum mnie źle. Zasadniczo, grubaśny słownik to zaleta. Wzbogaca teksty, sprawia, że czyta się je z przyjemnością. Ale w udawaniu grafomana przeszkadza. Bo on, właśnie, zna aż trzy czterosylabowe wyrazy, w tym dwóch użyje bez pomyślunku. A Ty owszem, zgrabnie spartoliłeś powtórzeniami koniowiąz, za to dziesięć innych wykorzystałeś zbyt ładnie. Podejrzewam, że też odruchowo. :-)

Rzekłabym, że nawet bliżej dwóch tygodni niż miesiąca. Nie doceniłam Cię. ;-)

Babska logika rządzi!

A, no tak, w tym przeszkadza. Ale, gdy o same “trudne a piękne” słowa chodzi, one mniej przeszkadzają od nawyku, by pisać poprawnie i zrozumiale. Co najmniej starać się o takie wyrażanie myśli, takie opisywanie zdarzeń. Co wychwyciłaś, bo na tekst niejako patrzyłaś z boku. Ja natomiast nie widziałem tego “od środka”.

Nowa Fantastyka