- Opowiadanie: ocha - Śnieg

Śnieg

Dyżurni:

ocha, domek, syf.

Oceny

Śnieg

 

28 października

Stało się! Nareszcie. Pierwszy dzień nowego życia. Żegnaj, korporacjo, żegnajcie, cuchnące, ciasne ulice miasta. Zaczynam od początku. Jestem taki podekscytowany!

Dom jest wspaniały, mały, drewniany, z niesamowitym klimatem. Cisza oszałamiająca i tak piękna. Teraz trochę buczy agregat, ale nic to, przyzwyczaję się.

Jechałem tu dziś z pewną obawą. W końcu mieszczuch ze mnie, przyzwyczajony do tłumów i hałasu, a tutaj najbliższych sąsiadów mam prawie dwa kilometry dalej. Do miasteczka jeszcze dłuższa droga. Co tam, Trooper da radę, dzielne z niego autko. W zimie może być gorzej, ale poradzę sobie na pewno!

Wolność, przestrzeń i spokój – tego teraz potrzebuję.

 

(…)

 

15 listopada

Dzisiaj poprószył śnieg. Na kilka godzin zrobiło się biało. Pięknie! Zachwycony wyglądałem przez okno, potem zasiadłem z książką przy kominku. Żyć nie umierać!

 

(…)

 

24 listopada

Byłem dzisiaj u Marka i Haliny. To moi najbliżsi sąsiedzi. Sympatyczni ludzie, tylko bardzo się chyba dziwią, że postanowiłem tu z własnej woli spędzić zimę. Uważają mnie za kolejnego mieszczucha – dziwaka. No cóż, zaskoczę ich.

Powiedzieli mi, że za kilka dni na dobre ma rozpocząć się zima. Jadę jutro do miasta, muszę zrobić zapasy. I w końcu trzeba zabrać się za malowanie, sztalugi i pędzle leżą jeszcze nawet nierozpakowane.

 

26 listopada

Miasteczko też jest urocze. Ludzie serdeczni, chociaż – tak jak Marek i Halina – patrzą na mnie jak na nieszkodliwego wariata.

Kupiłem konserwy, kawę, herbatę, cukier, kilka opakowań preparatów witaminowych. Żarcia starczy mi chyba na dwa miesiące. Trochę przyszalałem, ale nigdy nie wiadomo. Ścisną mrozy i mogę utknąć tu na jakiś czas. Widziałem, że w sklepie trochę się ze mnie podśmiechują – mają rację, przecież to Beskid Niski, nie Syberia. Przezorny zawsze

ubezpieczony, ot co!

A, mam jeszcze nową siekierę. I kliny.

Znowu spadł śnieg. Ciekawe, czy długo się utrzyma. Byłoby fajnie, jest wtedy tak bajkowo!

 

(…)

 

10 grudnia

I mam, czego chciałem. Już dwa tygodnie, jak okiem sięgnąć, biało. Wyciągnąłem dziś wreszcie sztalugi, zacząłem malować, żeby uwiecznić ten cudowny krajobraz. Chyba mam za mało białej farby, muszę koniecznie dopisać ją do listy najpilniejszych zakupów.

 

(…)

 

19 grudnia

Skończyła mi się biała farba. Do miasteczka raczej nie dojadę, ze względu na ten śnieg, który jest WSZĘDZIE! No nic, zacznę malować martwe natury z konserwami.

 

20 grudnia

Muszę przyznać, że śnieg zaczyna być nieco męczący. Jutro spróbuję odpalić troopera i odwiedzić Marka i Halinę. Może jak włączę napęd na cztery koła to uda mi się do nich dojechać. W końcu to tylko dwa kilometry. Będzie okazja, żeby wreszcie do kogoś gębę otworzyć.

 

21 grudnia

Trooper nie odpalił! Męczyłem się z nim chyba godzinę, aż w końcu dałem spokój. Mogłem iść na piechotę, mam przecież rakiety, ale wpadłem na to trochę za późno. Nie wróciłbym przed zmierzchem, a nie chciałbym wpraszać się na noc. Przecież prawie się nie znamy. Jutro wstanę wcześnie i złożę im wizytę.

 

23 grudnia

Dwa dni przesiedziałem w domu. Wczoraj obudziłem się rano z mocnym postanowieniem, że idę odwiedzić sąsiadów. Jednak wyjrzałem przez okno i mi się odechciało. W nocy napadało chyba jeszcze więcej tego paskudztwa. Powoli nie mogę na to patrzeć. Biało, biało, biało. Boże, ileż można! Nudne się to robi.

Jutro wigilia. Idę do Marka i Haliny, będą musieli przyjąć zbłąkanego wędrowca. Wproszę się na noc, a może nawet na całe święta.

Ta cisza mnie zabije, muszę wreszcie z kimś pogadać!

 

25 grudnia

Myślałem, że już po mnie. Marka i Haliny nie było. W ogóle nie przyszło mi wcześniej do głowy, że przecież mogli się do kogoś wybrać na święta. Wracałem po ciemku i bałem się, jak chyba nigdy w życiu! Jestem pewien, że zza drzew gapiły się na mnie wilki.

Przy drodze stały dwa bałwany. Czyżby ktoś tu chodził? Śladów nie było żadnych, ale nic dziwnego. To białe gówno leci z nieba bez opamiętania, zasypuje wszystko dookoła. Zapewne ulepili je jacyś zwariowani turyści, świrnięci amatorzy białego szaleństwa.

Resztę wigilii przespałem. Rano otworzyłem sobie puszkę z tuńczykiem w sosie własnym. Zawsze to ryba, właściwie i tak nigdy nie lubiłem karpia. Ale dałbym wiele za porządne sushi!

 

(…)

 

1 stycznia

Nowy, kurwa, rok! Jeśli będzie wyglądał tak, jak jego pierwszy dzień, to niech się wypcha! Znowu spadł śnieg. Nie chce mi się nawet wychodzić przed dom, bo zapadam się w zaspy po pas. Nudno, zimno, ciemno. Pieprzona zima! Pieprzone zadupie!

 

(…)

 

16 stycznia

Muszę zacząć oszczędzać jedzenie.

 

(…)

 

20 stycznia

Zjadłem dziś tylko pół mielonki turystycznej i wypiłem herbatę. Wrzuciłem do niej z sześć kostek cukru. Powstał ulepek, ale poczułem się nieco raźniej. Zmusiłem się, by wyjrzeć za okno. Miałem wrażenie, że na horyzoncie widzę kilku narciarzy. Niesamowite, jak mnie to podekscytowało! Otworzyłem nawet okno, żeby krzyknąć i pomachać. I co? To nie byli ludzie. Wołałem i machałem do trzech tłustych bałwanów.

 

(…)

 

29 stycznia

Odwilż! Straciłem już wiarę, że nadejdzie, jednak jest! Jutro idę do Marka i Haliny, mają quada, myślę, że mi pożyczą, muszę jechać do miasteczka po zapasy, na plecach wszystkiego nie przydźwigam. Przez chwilę, króciutką chwilę słabości rozważałem możliwość natychmiastowego powrotu do dotychczasowego życia, ale nie! Nie dam im tej

satysfakcji! Już widzę te miny i głupawe uśmieszki. Tylko na to czekają. Nie dam się, nie wrócę na tarczy. Do wiosny coraz bliżej.

 

30 stycznia

Marka i Haliny nie było. Próbowałem odpalić quada, ale mi nie wyszło. Wracałem przybity; całe szczęście, że dzień już trochę dłuższy. Bałwany przy drodze mocno się nadtopiły, wpatrywały się we mnie jakoś tak przeraźliwie smutno tymi swoimi węgielkami.

Jutro czeka mnie piesza wycieczka do miasteczka. Trooper wciąż nie chce odpalić.

Szlag by to! Siedzę teraz przy kominku i właśnie zauważyłem, jaka ogromna kałuża zrobiła się wokół mnie. Musiałem przywlec ze sobą całą masę śniegu. On jest wszędzie, włazi za mną nawet do domu.

 

31 stycznia

Siedzę tu już trzy miesiące, odcięty od świata i informacji. Nie mam pojęcia, co się wokół mnie dzieje! A coś się musiało stać. Miasteczko jest puste, zupełnie puste! Ewakuacja? Ale z jakiego powodu? Wojna? Zaraza? Nic nie wiem! Może jestem ostatnim człowiekiem na świecie? Zostałem tylko ja i setki smętnych, na wpół roztopionych bałwanów. Dzieci musiały się w tej dziurze śmiertelnie nudzić. A może był jakiś konkurs lepienia tych stworów?

Sklep, w którym byłem ostatnio, miał drzwi otwarte na oścież. Za ladą siedział jeszcze jeden bałwan, a właściwie jego szczątki. Absurdalny widok. Załadowałem do plecaka tyle jedzenia, ile wlazło. Myślę, że uda mi się przetrwać do wiosny.

Chociaż chyba powinienem stąd ruszać, zwłaszcza, że znowu zaczęło prószyć i mocno się ochłodziło. Tylko dokąd?

Jutro się zastanowię, teraz czuję, jakbym zamiast mózgu miał bryłę lodu. Pisze mi się coraz trudniej, palce drętwieją, nie mogę utrzymać długopisu w tych sztywnych kołkach.

I skąd tu się wzięła ta cholerna marchewka?!

Koniec

Komentarze

Jak zapisujemy daty?

pozdrawiam

I po co to było?

Jak widać - chyba jednak nie wiem. Strzelam, poprawiam - mam nadzieję, że strzał jest dobry. Jeśli nie - będę strzelać do skutku.

Dobre.

Podobało się. Odświeżająco humorystyczne podejście do oklepanego tematu.

na emeryturze

Mnie też się podobało, ale mam wrażenie, że już to gdzieś czytałam. Publikowałaś to już wcześniej?

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Nie! Napisałam to parę dni temu:). Hmmmm, szkoda, że ktoś napisał już coś tak podobnego, że mogło się pomylić. Ale cieszę się, ze się spodobało i dzięki:).

@Lassar, @ Gary joiner - dzięki.

Droga Agnieszko, znowu dobrze --- daty spotykałem w powieściach zapisywane liczbowo i nie jest to wymóg nieubłagany, tylko realizacja szkolnych zasad. Umiejętnie stopniujesz napięcie i ja nie spotkałem podobnego tekstu. Droga Basiu, twój tekst wymaga szerszego komentarza. Ewentualnie napisz do mnie na skrzynkę, wtedy podyskutujemy.

Dziewczyny, zwolnijcie trochę, bo się wypalicie.Całuję rączki.

Podobało mi się :) Tylko jeden, drobny błędzik: W końcu mieszczuch ze mnie, przyzwyczajony do tłumów ii hałasu, a tutaj najbliższych sąsiadów mam prawie dwa kilometry dalej.

Ryszardzie, mówisz o Windzie?

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Dzięki Antona:). Zaraz poprawiam, chyba mi się to zrobiło podczas edycji, bo tym razem edytor z moim tekstem też zrobił coś dziwnego i musiałam dużo ręcznie poprawiać.

Ryszard - dziękuję tradycyjnie. Tak, wiem, to drugi tekst w stosunkowo krótkim czasie, ale pomysł przyszedł mi do głowy nagle, podczas oglądania z moim mężem filmu - jak ja to nazywam - kategorii Ź (nie o bałwanach). On jest wielkim fanem, ja wręcz przeciwnie, więc sobie na boku pisałam na karteczce. A potem przepisałam, przeczytałam z dziesięć razy, poprawiłam. Spodobał mi się na tyle, że go tu umieściłam.

Na marginesie, obrazek mi właśnie mąż narysował - ładny, prawda? :).

A z tymi datami - najpierw pisałam "28 październik" itd. Poszukałam w necie,  znalazłam logiczne wytłumaczenie, dlaczego tak nie pisać, i poprawiłam.

Pozdrawiam

Rysunek bardzo ładny!

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

I tylko rysunek.

pozdrawiam cieplutko

Nie da się zaprzeczyć. Na zadupiu, bez dłuższego kontaktu z ludźmi,  można "zbałwanieć" do reszty. Pzdr.

Lekkie i przyjemne - takich opowiadań były setki, ale wszystkie takie mhohne paskudnie. A tu taka niespodzianka!

ta sygnaturka uległa uszkodzeniu - dzwoń na infolinie!

 

Oczywiście, Basiu.

W profilu mam podanego maila, zapraszam

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

D

roga B.Opowiadanie na pewno nie jest "do dupy". Ja będę mógł wysyłać wiadomości dopiero za jakiś czas z uwagi na nowe oprogramowanie. Internet mam dopiero od czterech miesięcy i ciągle się uczę(w moim wieku, trochę smieszne). Przepraszam A, że na twym polu.

@gwidon - dziękuję w imieniu męża i również pozdrawiam.

@andrzejtrybula - no nie da się zaprzeczyć. Dziękuję za przeczytanie.

@Russ - dziękuję. Jakoś mi na poważnie znacznie rzadziej wychodzi:).

Ryszardzie - nie ma problemu :).

Sympatyczne, chociaż temat rzeczywiście oklepany. Dobrze napisane, dobrze się czytało. Może jakiegoś wielkiego napięcia nie ma, ale bardzo umiejętnie wprowadzasz kolejne "bałwanie" smaczki. Fajny tekst.

Dzięki, Dreammy.To miał być lekki tekst, rodzaj żartu, więc też o jakieś specjalne napięcie chyba rzeczywiście trudno. Ale cieszę się, że się spodobało:). Pozdrawiam

Wracając do domu po 8 godzinach pracy w korporacji pomyslałem, że moze najwyższy czas wybrać się gdzieć daleko, napisac coś nowego...teraz mam obawy :)

Tekst uroczy, sympatyczny, jak zwykle nienadęty.

Zebrał mi sie już mały pliczek Twoich opowiadań wydrukowanych z tego portalu :) Czekam z niecierpliwośćią na całą książeczkę!

pozdrawiam

W sumie się podobało ;)

@Marcin - mam taki plan z moim mega zdolnym mężem, że zrobimy małą książeczkę, z powiedzmy 12 mini - opowiadaniami (ja teksty, on ilustracje) - i na następne święta będziemy katować rodzinę naszą manią wielkości. Każdy dostanie prezent. Jak chcesz - zapisuję Cię na listę :) "Nienadęty" - dziękuję Ci bardzo za to slowo:).

@KaelGorann - w sumie bardzo dziękuję ;)

Do świąt strasznie daleko...może zrobisz takie prezenty np przy okazji pierwszego dnia wiosny? :) Zapisz mnie, prosze  na listę! Dużymi literami :)

To będzie wersja dla wytrwałych:). Zapisane :).

zapewne podobałoby mi się bardziej, gdyby nie to, że czytałam już kiedyś bardzo, bardzo podobną historię. trudno uwierzyć, że jej nie kopiowałaś (absolutnie nie twierdzę, że tak było, po prostu pisząc "trudno uwierzyć" podkreślam podobieństwo).

tam tam samo było stopniowane napięcie. był mieszczuch, który wyprowadził się w góry (to chyba były Bieszczady, a nie Beskid Niski). mieszczuch też na początku zachwycał się śniegiem, naturą itp. też było to opisane w formie pamiętnika z datami. różnica polegała na tym, że udało mu się zachować przy życiu samochód (przynajmniej do pewnego momentu) i największą trudnością było dla niego odśnieżanie drogi, podjazdu itd..kolejna różnica - tam zamiast bałwanów były łosie (a może jakieś inne jelenie, nie pamiętam). mieszczuch zachwycał się nimi, że takie piękne, zadawał sobie pytanie, jak ktoś może na nie polować. zima trwała i trwała, śniegu było coraz więcej, zupełnie jak w Twoim tekście. wkurzenie mieszczucha rosło. finałową sceną (tak myślę) było zderzenie miesczuchowego jeepa z łosiem. samochód skasowany, a bohater mówi coś w stylu "pie*****ny łoś! powinni je byli wszystkie wystrzelać w sezonie".

bardzo zgrabnie to wszystko opisałaś, zapewne uśmiałabym się zdrowo, gdyby nie to, że, jak opisałam wyżej, znam już tak bardzo podobną historię.

Hmmm. No widzisz, to jednak szkoda. Ale wydaje mi się, że - tak jak tu ktoś już napisał - to dość oklepany motyw, bo A)mieszczuch w niesprzyjających warunkach b) zamknięcie c) narastająca "groza"

Ja to pisałam na poły autobiograficznie, bo też, jako przez całe życie mieszczuch, tej jesieni przeprowadziłam się kawał drogi za miasto. Co prawda sąsiadów mam blisko, codziennie też dojeżdżam do miasta do pracy, ale na ten śnieg naprawdę patrzeć już nie mogę. Dziś znowu napadało i już mi się od razu wszystkiego odechciało :).

Więc chyba to po prostu naturalna reakcja mieszczucha na nadmierną ilość śniegu.

A, i bemik już wcześniej pisała, że coś podobnego czytała. Może to o to samo chodziło. Zdawałam sobie sprawę z tego, że jakieś specjalnie oryginalne to opowiadanko nie jest, ale żeby aż tak... No trudno.

ocha - opowiadanie jest fajne :) nawet jesli pomysł nie jest oryginalny - przecież wykonanie tez się liczy. a może nawet bardziej. cholera wie, co ważniejsze ;)

Jasne, ale to jednak trochę głupia sprawa, że aż dwóm osobom baaardzo przypomina to coś, co już kiedyś czytały. Chociaż - na swoją obronę - jak czytam tu o elfach, krasnoludach czy wampirach, to też często mam wrażenie deja vu. A z tego, co piszesz - losy bohaterów potoczyły się jednak inaczej. Trzeba jednak mieć na uwadze, że tak może się skończyć żonglowanie zgranymi motywami. I tyle, nie desperuję więcej :). Pozdrawiam

A, nie czytałam wspomnianego opowiadania, to tak na wszelki wypadek dodaję :).

O Właśnie Fanta, nie mogłam skojarzyć, ale chyba czytałam to opowiadanie, o którym mówisz. Dość dawno to było, dlatego wydało mi się tak bardzo podobne do opowiadania Ochy!

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Ufff, to całe szczęście, że tylko jedno. I jednak trochę się różniące. 

Fanta- pamiętasz tytuł, albo autora? Chętnie bym przeczytała i porównała.

Ocha, obawiam się, że to była taka historyjka krążąca sobie w mailach pomiędzy znajomymi, jak te wszystkie zabawne obrazki czy linki do filmików na yotube. jednak to było dawno, z pięć, osiem lat temu. w wolnej chwili postaram się poguglać, może jakimś cudem na to trafię.

no i proszę, już znalazłam. już widzę, że trochę inaczej to zapamiętałam - wydawało mi się, że tekst był dłuższy i że chodziło raczej o łosie. ale idea bardzo podobna do tej z Twojego opka.

moim zdaniem Twój wykon lepszy :D

tu macie link

http://www.beka.pl/txt_bieszczady.php

autora nie widzę.

Kurcze, rzeczywiście podobne! Nawet "białe gówno"! (chociaż to akurat nie moje powiedzenie, znajomy tak to kiedyś określił, może czytał tamten tekst). Straszne.

haha, przyszło mi do głowy takie powiedzonko (ciekawe, czy już ktoś coś takiego powiedział)

Lepiej jest umieć dobrze odgrzać kotlety, niż usmażyć nowe, których nie tknie nawet wygłodniały kojot.

 

to nie do końca o Tobie, Ocha, bo Ty nie wiedziałaś, że te kotlety już ktoś usmażył. ale tak mi wpadło do głowy.

A

ja czytałem powieść anerykańskiego pisarza - o hotelu zakopanym w śniegu w górach i zamkniętym na głucho, z jedynym stróżem. Atmosfera podobna, tylko sto razy gorsza --- horror. Pozdrawiam utalentowanego małżonka.

Dzięki, fanta:). I cieszę się, że moje uznałaś jednak za lepsze, chociaż nie prototypowe. 

Nie powiem, przyjemne opowiadania. Pozdrawiam i ciebie, i męża! ;)

O, jak miło:). Komentarza tutaj się już nie spodziewałam. Dziękuję!

Dzięki:).

dobre, dobre :)

A żeś trafił akurat! :). No, dzięki.

…Agnieszko droga, pomyliłem tytuł powieści S. Kinga. Oczywiście chodziło o "Lśnienie". Daruj początki sklerozy. Pozdrawiam.

Właściwie to chciałam zostawić ten tekst w przeszłości, ale mój mąż się oburzył, bo to podobno jego ulubiony. No to niech będzie:)

Zabawny horror :) Wiem, wiem jak to brzmi :) Nie zaskakuje, bo już od braku Marka i Haliny oraz dwóch bałwanów po drodze złapałem, o co chodzi. Dobrze napisane. Ale…

 

Ale gdzie, do ciężkiego licha, jest obrazek!? :):)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

E, średnią gwiazdkową mi zaniżacie, panie Rybo! ;)))

Horror! Nawet już kliknęłam kółeczko przy "horror", ale pomyślałam – nieeeeee, no jaki tam horror!

A obrazek – kurczę, no nie wiem, gdzie jest obrazek. Nie mogę go znaleźć. :(

Masz lepsze teksty niż śmieszno-straszna historia o zimie, bałwankach i mieszczuchu, co to się zimie nie kłaniał… :)

I bez obrazka! Bez obrazka – jak mam klikać inaczej…? :) Przecież to dobry tekst, ale ot, taka frywolna gawęda, do herbatki. A właśnie – nalać? ;)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

:)

Wychodzi na to, że lepiej wychodzi mi ból istnienia niż śmichy-chichy. :)

Skazałeś moich bohaterów na wieczne męki! ;)

Śmichy-chichy są bardzo dobre! :) Ale coś takiego… No nie wiem. Mam poczucie czytania miniaturki namalowanej jako sztuka dla sztuki, oczywiście na dobrym poziomie, ale przewidywalnej :)

 

Znajdź obrazek! Z obrazkiem odbiór może być lepsiejszy ;) I nie torturuj bohaterów, zabrania tego Konwencja Groteska. Wolno co najwyżej trochę ich poprzypiekać, pomęczyć, ale celem ukazania trudów w osiąganiu ukochanej fors… kobiety ;)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Mi też bardzo mocno kojarzyło się z tekstem o Bieszczadach. I jakoś tekst do mnie nie przemówił: ani śmieszny, ani straszny, ani zaskakujący…

Babska logika rządzi!

Finklo, dzięki za komentarz.

Czytałem to dwa razy. Pierwszy raz – we wrześniu, teraz – po raz drugi. Wciąż te same wrażenia – klimat. I nie chodzi o zimę i zimno. Klimat tej historyjki przenosi mnie na ekran. Wiesz, o czym mówię…? Chodzi mi o “Lśnienie”. Przenosi mnie na ekran, bo nie czytałem książki. Akcja rozwija się tutaj podobnie i rozgrywa w podobnej scenerii. Zostawiasz dużo śladów, pozwalających czytelnikowi przewidzieć zakończenie. Rozumiem, że historia nie miała z założenia opierać się końcowym twisterze. Czuję, że chodziło tutaj o klimat, a to udało Ci się znakomicie. Sposób przekazania historii zostawia też pole do popisu wyobraźni czytelnika: czy to jakieś magiczne miejsce, zmieniające mieszkańców w bałwany, czy to główny bohater – bałwan, któremu odludzie pomieszało w głowie? Przeczytałem z wielką przyjemnością.

 

A, tylko jedna uwaga: trooper powinien lecieć chyba małą literą. Miałem ten sam problem w “Ponurym jeźdźcu” z racerem. LadyBlack z Forum NF wrzuciła wykładnię językową – kiedy nazwy modeli i marek pojazdów piszemy z wielkiej, a kiedy z małej litery.

Dzięki, Ambroziaku. Fajnie znaleźć komentarz pod starym tekstem, a jeżeli jest miły – to podwójnie fajnie. :)

Przejrzałam sobie teraz net, żeby znaleźć zasadę zapisywania modeli samochodów. Zdań jest wiele, ale chyba rzeczywiście mała litera przeważa. Zmienię.

Pozdrawiam.

Przeczytam inne Twoje opowiadania, których nie czytałem jeszcze. Chociaż sam uwielbiam zaskakiwać czytelnika w końcówce, to w lekturze cenię wysoko nastrój.

Będzie mi bardzo miło. Jeśli szukasz klimatu – to polecam przede wszystkim “Osadę”. Jeżeli tekstu pisanego od końca – “ Królową”. :)

Dzięki za wskazówki. I tak zamierzałem przeczytać wszystko.

Dzisiaj, 19 maja, to ja sobie mogę przeczytać takie zacne opowiadanko o zimie i bałwanach. Dzisiaj śnieg nie robi na mnie żadnego wrażenia. Dzisiaj… ;-)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

O, rany, Regulatorzy, co Ty tu robisz w maju Anno Domini 2016?! ;)

 

Bardzo mi miło i dziękuję serdecznie. :)

Jak to, co? Podziwiam bałwany!

Wiedziałam, Ocho, że się ucieszysz. ;-D

 

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

:)

Cieszę się, cieszę! ;)

Jak to, co? Podziwiam bałwany!

Niejako rykoszetem, ale zawsze – czuję sie podziwiany!

Grunt to wyciągnąć z każdej sytuacji coś dla siebie! :-D

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Megaloman! ;)

 

Na marginesie – to jest ciekawe doświadczenie, przypominać sobie własne stare teksty.

Grunt to w każdej sytuacji móc wyciągnąć coś dla kogoś! ;-D

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Dokładnie. Np. trzyletni syn mojego kuzyna wyciągał ludziom z kieszeni portfele. Potencjał był, ale ojciec zaprzepaścił talent własnego dziecka.

Trudno orzec czy kuzyn krótkowzroczny był, czy raczej dalekowidz… ;-)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Patrząc na Wiejską, stawiam na krótkowzroczność. Młodzież, po odpowiednim treningu w latach szczenięcych, mogłaby zakasowac dzisiejszych kradziejołaków.

 

Megaloman? Gdzie tam, po prostu wciąłem się między bałwana a zakąskę dla rozrywki ;-)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Fajne!

Znam tylko pięć liter ;)

Dzięki, Anet. Cieszę się. :)

Kurczę, to jest chyba pierwsze moje opowiadanie, które skomentowałaś.

Widocznie reszta jest gdzieś pochowana po kątach ;)

Aktualnie idę na łatwiznę i czytam ostatnio skomentowane ;)

A u Ciebie naprawdę miło spędziłam czas – lekko, zabawnie, tak jakoś spokojnie.

Znam tylko pięć liter ;)

Podobało mi się. Już sam Beskid Niski jest dla mnie smaczkiem, bo kilka dni temu tam byłem:

 

 

 

 

 

No dobra, teraz wrzucam trochę komentarza, żeby uzasadnić klik do biblioteki.

– Przez fragmentaryzację na wpisy do pamiętnika dobrze mi się czytało.

– Styl gładki i przejrzysty, chociaż nie szalenie błyskotliwy.

– Apokalipsa w formie żartu – zakończenie mi się spodobało :)

 

 

Pozdrawiam i oczywiście zapraszam do mnie!

Dzięki, Piotrze. Cieszę się, że Ci się spodobało. :)

Przyznam, że nie przepadam za tym tekstem. Chyba głównie dlatego, że ktoś z komentujących zwrócił uwagę na jego pewne podobieństwo z krążącym po internecie żartem. Przeczytałam potem ten żart i rzeczywiście – ma elementy wspólne. Więc się zraziłam do własnego opowiadania. ;)

Pozdrawiam.

Chyba głównie dlatego, że ktoś z komentujących zwrócił uwagę na jego pewne podobieństwo z krążącym po internecie żartem.

Usłyszałam ten żart po raz pierwszy dopiero niedawno, może z miesiąc temu, i faktycznie bardzo dziwnie mi się czytało przez to twoje opowiadanie – do pewnego miejsca są naprawdę podobne.

Dobrze, że zakończenie inne – powiedziałabym nawet, że na swój sposób urocze ;D

Ha, no właśnie. :)

Dzięki, Kam.

Nowa Fantastyka