- Opowiadanie: bemik - WINDA

WINDA

Dyżurni:

Finkla, bohdan, adamkb

Oceny

WINDA

 

Zerknął w lusterko i skrzywił z niesmakiem twarz. Powinien się ogolić i to już kilka dni temu. Ale nie chciało mu się. Nic mu się nie chciało. Od kiedy został sam z Tośką, przestał się przejmować czymkolwiek. Kotce nie przeszkadzało, że jego twarz porasta rudawa szczecina, że śmierdzi, czy ma nieświeże ciuchy. Nic jej nie przeszkadzało. Kiedy miała ochotę, wskakiwała mu na kolana. Przez chwilę kręciła się w kółko, ugniatając go łapkami i kłując pazurkami. Potem układała się wygodnie i zasypiała mrucząc cicho. Zazdrościł jej. Spokoju, beztroski, zadowolenia. Ona po prostu żyła, bez myślenia o przyszłości. On tak nie potrafił. Już albo jeszcze.

Na początku było osiemdziesiąt osób. Po pierwszym roku zaczęło ich ubywać w bardzo szybkim tempie. Z przedziwnych powodów. Większość nie wytrzymywała klaustrofobicznych warunków. Marta odeszła, bo przeczytała wszystkie książki z biblioteczki. Chyba taki miała zamiar. Siedziała i czytała. Przerywała tylko, żeby od czasu do czasu coś przekąsić lub chwilę się zdrzemnąć. W ciągu doby pochłaniała dwie – trzy. Zabrało jej to siedem lat. Potem wyszła z pokoju, uśmiechnęła się przepraszająco i wsiadła do windy. Nikt jej nie zatrzymywał. Ona już nie żyła. Sino– czerwone wory pod oczami, przekrwione białka gałek. Kości obciągnięte suchą, pergaminową skórą.

Każdy miał jakiś powód. Z jego punktu widzenia istotny i ważny. Jackowi zaginął żółw. Chłopak chodził i szukał po całym kompleksie. Wszystkich podejrzewał o złośliwość. W końcu znalazł go zaklinowanego między metalową nogą szafki a ścianą. Wyciągnął wyschnięte szczątki, przytulił do piersi i zapłakał rozpaczliwie. Potem owinął skorupę w miękki ręcznik i wsiadł do windy.

Kotka otarła się o jego nogi i miauknęła głośno.

– Jesteś głodna? – Schylił się i podrapał ją za uchem. Tośka spojrzała na niego wyczekująco.

– Na co ma pani dzisiaj ochotę? – Podszedł do jednej z lodówek, otworzył drzwi i przez chwilę lustrował zawartość. – Łosoś? A może wątróbka cielęca?

Otworzył puszkę i wyłożył część zawartości na metalową miseczkę. Sam usiadł przy stole i sięgnął po widelec. Obejrzał go pobieżnie i uznał, że można z niego skorzystać. Był w miarę czysty. Widocznie wczoraj wylizał go dokładnie. Zjadł bez apetytu, a potem siedział i gapił się na kota.

– Pospiesz się. Idziemy do ogrodu, sprawdzić, co się tam dzieje. I chyba musimy wymienić piasek w twojej kuwecie.

Pochylił się i wstrzymał powietrze, sięgając po plastikowe pudełko. W nozdrza uderzył go intensywny zapach mocznika.

– Idziesz? – zwrócił się do kotki. – Jak będziesz marudzić, to znowu złapią nas zraszacze.

Uśmiechnął się, przypominając sobie jak ostatnim razem zmoczył ich deszcz. Komputer uruchamiał nawadnianie zawsze o tej samej porze, ale on zajął się pieleniem sałaty i nie zdążyli się ewakuować. Tośka miauczała niezadowolona, a jej gęste futerko nasiąkło wodą. Potem bardzo długo wylizywała się.

Po korytarzach rozchodził się odgłos jego kroków. Kotka poruszała się bezgłośnie. Przyłożył rękę do czytnika i drzwi rozsunęły się z cichym westchnieniem. Weszli do śluzy, a po chwili znaleźli się w warzywniku. Było parno i wilgotno. Pomieszczenie wypełniało światło i bzyczenie owadów. Kiedyś mieli tu nawet pszczoły, ale z nieznanych przyczyn wyginęły. Zostały tylko różnego rodzaju muszki, muchówki i osy. Miały do spełnienia zadanie – zapylały kwiaty.

– Zobacz – znowu zagadał do kota – kolejne pomidory dojrzały. Moglibyśmy ugotować zupki, ale ty masz to w nosie.

Zebrał do koszyka kilka dorodnych okazów i wyprostował się. Jego zupa i tak nie będzie przypominać tej, którą gotowała mama. Jej pomidorówka była słodka i kwaskowa jednocześnie. Pamiętał jej smak aż za dobrze. Pamiętał też matkę, choć z czasem jej obraz zaczynał blednąć. Ostatni raz widział ją na schodkach domu. Siedziała i paliła papierosa. Obok stał kubek z kawą. Właśnie spakował do plecaka kilka niezbędnych na tydzień rzeczy i zbiegł z góry, bo przed furtką czekał już samochód z logo Instytutu. Cmoknął matkę w czubek głowy.

– Te fajki cię zabiją – rzucił w przelocie.

– Życie zabija – odpowiedziała mu i uśmiechnęła się zadowolona, jak psotna dziewczynka.

Pamiętał jej uśmiech. Wokół oczu materializowały się drobne zmarszczki, a kąciki ust unosiły się nieznacznie. Pomachała mu ręką z papierosem. Wiedział, że na jej dłoniach widać już brązowe plamy wątrobowe. Miała wtedy pięćdziesiąt dwa lata.

Z zamyślenia wyrwało go miauczenie kotki. Znudziła się buszowaniem po krzakach i chciała wracać na swoją poduszkę.

– Dobra, zaraz idziemy. Urwę jeszcze trochę pomidorów i wymienię ci piasek.

 

 

* * *

Zupa, którą ugotował, bardziej przypominała pulpę pomidorową, ale i tak była lepsza niż puszki. Zjadł i opłukał talerz. Przez chwilę wahał się, czy wstawić go do zmywarki, ale zrezygnował. Usiadł przy biurku. Znowu dylemat. Oglądać stare filmy, czytać, czy może poćwiczyć. Przeniósł się na łóżko. Na szafce obok leżała otwarta książka. Wziął ją do ręki i podłożył sobie pod głowę poduszkę. Za chwilę wskoczyła Tośka i ułożyła mu się na piersi. Nie było mu zbyt wygodnie, ale nie chciał jej zganiać. Przez koszulę czuł ciepło małego ciałka. Podrapał ją za uchem i zadowolone mruczenie sprawiło, że uśmiechnął się.

Zapadł w drzemkę. Pod powiekami przesuwały mu się obrazy miejsc, twarze ludzi, kolory. Czuł zapach trawy, ciepło słońca. Słyszał pokrzykiwania dzieci pluskających się w chłodnej wodzie jeziora. Gonił za plażową piłką, która oddalała się od niego popychana lekkimi podmuchami wiatru.

Obudził się i nieprzytomnie rozejrzał po pokoju. Światło imitujące naturalne. Cisza wypełniona szumem wentylatorów. Nic.

Podniósł się niechętnie i zrzucił Tośkę. Warknęła niezadowolona.

– Nie marudź – burknął do kota. – Chcesz coś przekąsić?

Otworzył lodówkę i wyciągnął puszkę skondensowanego mleka. Odlał część do miseczki, a z resztą usadowił się za biurkiem. Sięgnął ręką pod blat i wyciągnął spory segregator. Jego zawartość stanowiły zdjęcia starannie powkładane w koszulki. Kiedy tylko okazało się, że nie będą mogli wrócić do domów, ściągnął ze swojego komputera wszystkie pliki. Wydrukował też fotografie. Po jakimś czasie przeprowadził selekcję i tak powstał ten album. Nie lubił oglądać zdjęć na ekranie monitora. Były wtedy takie odległe. Obce.

Wyciągał po kolei fotki. Dotykał. Obracał. Obrazy przywoływały wspomnienia. Bolało, ale już nie tak bardzo jak na początku. Mama i tata na plaży. Asia z kotkiem. Asia w wózku. W łóżeczku. Ze szkolną tarczą. Z chłopakiem. Jego mała siostrzyczka.

Anna. Dotknął opuszkami palców śliskiej fotografii. Chciał poczuć ciepło jej policzka. Delikatne łaskotanie włosów, kiedy wtulała twarz w jego dłoń.

Miał tylko to jedno zdjęcie. Nie kochali się. A może właśnie kochali? Tylko nie było między nimi namiętności, która wybuchła niespodziewanie. Po prostu zaprzyjaźnili się, bo każde z nich czuło się samotne. A potem zbliżyli się, bez wzlotów, bez uniesień. Cicho, spokojnie, z namysłem i leciutką nadzieją. Ich związek trwał kilka lat. Aż któregoś dnia Anna przyszła do niego. Z jej oczu bił blask. Uśmiechnęła się zalotnie i pokazała mu tester. Zobaczył na nim dwie czerwone kreski. Kiedy podniósł na nią zdziwione spojrzenie, oczekując wyjaśnień, roześmiała się i zawirowała w tanecznym piruecie. Pierwszy raz widział ją w tak radosnym nastroju. Kolejne trzy miesiące minęły jak we śnie. W upojnym śnie. Annę rozjaśniało wewnętrzne światło. Rozkwitała. Aż potem nagle, jednego dnia, wszystko się urwało. Nie potrafił jej pocieszyć. Pozwalała się przytulać, ale jej ciało było zimne i obce.

A potem wsiadła do windy. Nie żegnając się z nikim. Z nim. Nie wyjaśniając niczego. Odeszła.

Już wtedy został sam. Sam z Tośką. Choć było ich jeszcze dziesięcioro.

Zerknął na zegar. Za kilkanaście sekund komputer wyłączy wszystkie górne światła. Nienawidził ciemności. Zwłaszcza od kiedy wiedział, że jest jedynym człowiekiem w ogromnym, podziemnym kompleksie. Nerwowym ruchem wyciągnął rękę w kierunku lampki. Zaczepił rękawem o puszkę i cała lepka zawartość wylała się na fotografię Anny. Zaklął szpetnie i usiłował wytrzeć gęstą, kleistą maź. Na próżno. Smugi mleka rozmyły delikatny owal jej twarzy, przesłoniły blask oczu. Usiadł, oparł łokcie na blacie, a w dłoniach skrył twarz. Po chwili poczuł, że o nogi ociera mu się Tośka. Wziął ją na ręce i wtulił policzek w miękkie futerko. Kotka pozwoliła na to, ale niezbyt długo. Nie przepadała za takimi pieszczotami. Ułożył ją wygodnie na kolanach i podrapał za uchem, a kiedy zaczęła mruczeć z zadowolenia, odchylił się na oparcie fotela i przymknął powieki.

 

 

* * *

Obudziło go ciche kliknięcie, które oznaczało, że za trzy sekundy zostanie włączone dzienne światło. Podniósł się. Tośka już dawno wyspała się i buszowała po pokoju. Teraz spojrzała na niego z nadzieją. Powędrowali razem do kuchni. Znowu zjedli na spółkę jakąś puszkę. Potem wykąpał się, ogolił i przebrał w czyste ciuchy.

Wyszedł na korytarz. Za nim, jak duch, wysunęła się Tośka. Jego kroki rozchodziły się głuchym echem. Zatrzymał się i przysunął dłoń do czytnika. Drzwi rozsunęły się posłusznie. Wszedł do małego pomieszczenia, a za nim wskoczyła kotka. Wybrał przycisk. Po chwili poczuł lekkie przeciążenie. Jechali dwie minuty. W końcu to prawie sto metrów w górę. Znowu czytnik. Kolejne drzwi i podłużny hol. Po obu stronach rzędy kombinezonów. Nad nimi przezroczyste hełmy. Osiemdziesiąt. Dla każdego po jednym.

Musnął ręką materiał, ale nie zdjął go z wieszaka. Tośka obwąchiwała nieufnie pomieszczenie.

Jeszcze tylko kilka kroków. Kolejny panel, ale tym razem bez czytnika dłoni. Tylko dziesięć cyferek. A kod? Chyba data. Jaka? To musiało być coś ważnego.

– Już wiem – powiedział ni to do siebie, ni do Tośki. – To ta ważna data!

Spojrzał na kotkę i zobaczył, że ona też gotowa jest do wyjścia. Wzruszył ramionami i wstukał kod.

Drzwi rozsunęły się z ciężkim jękiem, jakby z żalem. Zamknął oczy i przekroczył próg.

Owionął go gorący, suchy wiatr.

Koniec

Komentarze

Dobrze napisane. Sprawny język! Z żalem przyznaję, że nie zrozumiałem, bo skakałem po akapitach. Wina całkowicie po mojej stronie i po stronie mojego komarzego okresu skupienia. Klimat bardzo głęboki został tu zbudowany i podejdę jeszcze raz, by zrozumieć treść!

 

Jestem sygnaturką i czuję się niepotrzebna.

To opowiadanie coś w sobie ma. Nie potrafię powiedzieć dlaczego konkretnie, ale podobało mi się.

Czytajcie i uczcie się od bemik.  

Faktem jest, że od zakończenia fragmentu, mówiącego o odejściu Marty, prawie wiedziałem, o czym to i jak się skończy, ale pozostała wielka ciekawość, jak bemik to przedstawi --- i nie zawiodłem się.

Będę wredny, przyczepię się do czegoś. Koty, jak i inne ssaki, azot wydzielają nie w postaci amoniaku, a mocznika - i oba związki jednak dość znacznie różnią się zapachem. O ile mocznik jest po prostu nieprzyjemny, o tyle amoniak dusi i bez większego problemu może nawet 'odciąć prąd'. Ale sama rozumiesz... Czepialstwo na poziomie eksperckim ;)

Zaryzykuję stwierdzenie, że piszesz najlepsze teksty ze wszystkich autorów publikujących na portalu, przynajmniej wśród tych regularnie coś wrzucających. A ten szorcik jest tylko potwierdzeniem - bo o ile wydaje mi się, że wcale nie jest Twoim wybitnym dziełem, ba, nawet (w porównaniu do innych Twoich dzieł) dość słaby, o tyle nadal pozostaje jaśniejącą gwiazdką. I tylko żal, że tak krótko i z otwartym zakończeniem, z drugiej strony lubię teksty z pewnymi niedopowiedzeniami i lukami do wypełnienia przez czytelnika, a już ubóstwiam te bardziej ponure, bez happy endu. Chcę więcej... Ale w wersji papierowej. Chyba, że zdarzyło Ci się coś już opublikować?

Dobre, wciągające opowiadanie. Przeczytałem z przyjemnością.

 

Pozdrawiam

Mastiff

Cóż, kolejne opowiadanie bez fabuły.

Bardzo dziękuję za te miłe słowa, nawet Gwidona, bo spodziewałam się, że tekst zostanie zjechany, jak większość moich "poważnych" opowiadań. 

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

bemik, to nie jest "poważne" opowiadanie, to szkic, lub szort, bo do zakończenia dopisałaś resztę z kotem. AdamKB powinen pamiętać podobny tekst, z tego portalu, gdzie bohater zamkniety w bunkrze z ranną kobietą tą kobiete zjada, a potem wpada oddział szturmowy, czy coś podobnego. było sporo komentarzy na temat tamtego tekstu. Temat podobny.Zagłada ludzkości, wojna...

Gwidonie, chodziło mi o to, że nie jest w stylu takie jak Marcysia czy Misja Lucjana - to znaczy lekkie. RZeczywiście, do opowiadania trochę mu brakuje. Mimo to spodziewałam się, że nawet jako szort zostanie zjechany, a tu się okaazało, że wręcz przeciwnie.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Cellular - w wersji papierowej niestty nic nie mam (oprócz opowiadania Misja Lucjana), która zostałała opublikowana w wersji e-bookowej, a ja dostałam "egzemplarz autorski" w wersji papierowej.

Mam ksiązkę fantasy dla młodzieży, którą regularnie podsyłam do różnych wydawnictw, ale na razie niiiiiic! 

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Pamiętam, nie w szczegółach, ale w ogóle tak. Lecz porównywać bardzo trudno. Tamten tekst był, moim zdaniem, pisany z myślą również o szokowaniu czytelników --- ten jak gdyby przeciwnie, bemik wyeksponowała rzeczy i sprawy codzienne, monotonne i, co tu kryć, nudne, ale gdy "zajrzeć głębiej", pozorny szkic, konspekt, staje się pełnoprawnym opowiadaniem, tyle, że o tym, czego w nim na pierwszym planie brak.   

Nie pierwszy raz widzę, że tylko krew i flaki "nobilitują" teksty...

     Gwidonie, przypomniałeś bardzo dobry tekst, nota bene, pisany przy dość aktywnej pomocy innych userów --- jeden z najlepszych tekstów portalu. To "Nasycenie" Kwaro.

     Link:---> http://www.fantastyka.pl/4,5506.html

     Przykro mi, ale sentymaentalna i cukierkowata "Winda" nawet się do niego nie umywa.  A koty nie warcża, niestety.

     Pozdrówko.

Roger - chyba nigdy nie miałeś kota, skoro ośmielasz się twierdzić, że koty nie warczą. Uwierz mi, bo mam dwa. Jeden jest ułożony i zachowuje się jak na prawdziwego kota przystało. Natomiast drugi ma bardzo bogaty repertuar "wypowiedzi" i potrafi warczeć, kiedy j (bo to koteczka) zrzucam z kolan lub z mojego fotela.

A "Winda" sentymentalna i cukierkowa? Tu się z Tobą nie zgodzę - to raczej dość próba narracji bez emocji.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

" to raczej dość próba narracji bez emocji" - a czy wiesz, że to oznacza bezpłciowość tekstu?, która nie wzbudza emocjii, a ich brak wiele odejmuje prozie.

"Nie pierwszy raz widzę, że tylko krew i flaki "nobilitują" teksty.." - nie zgadzam się.

     "Winda" jest cukierkowata, a może nawet kiczowata.  Osiemdziesięciu ludzi w bunkrze --- boto jest w sumie bunkier --- bez perspektyw, co widać. No i co, każdy koniecznie musi iść do windy i wyjechać do góry? Żaden się nie może powiesić albo strzelić sobie w łeb? Albo wpaśc w szał? Nie, musi wyjechać do góry i oczywiście wyjść na zewnątrz bez skafandra. Psychologicznie jest to bzdura do kwadratu, a nawet sześcianu. 

     Jedyną pelnokrwista postacią jest tutaj kot, ale to o wiele za mało.  

     I dlatego też "Winda " nawet się nie umywa do "Nasycenia", a tym bardziej do "Tajemnicy babiego lata"syfa.

Gwidonie, nie twierdzę, że ten tekst jest bardzo dobry, ale kilku osobom się podobał.  Przeczytałam tekst "Nasycenie" i przyznaję, że tam pod warstwą powierzchniową kłębią się intensywne przeżycia i odczucia. U mnie to szorcik i nawet nie miałam zamiaru drążyć tematu wewnętrznych przeżyć bohatera. Nawet nie nadałam bohaterowi imienia. 

Poza tym jest to kolejna moja próba potraktowania tematu bez zwykłego "przymrużenia oka".

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Roger - Tajemnica babiego lata jest tajemnicza, klimatyczna.

Zostało mi udowodnione, że moje opowiadanie jest do dupy. Przykro mi tylko, że parę osób na tę dupę naciągnęłam.

A tak na poważnie - do każdego opowiadania czy szortu  na tym portalu można porównać jakieś inne , lepsze, bardziej klimatyczne. Ale chyba nie o to chodzi. Rozumiem, że dla Ciebie  I dlatego też "Winda " nawet się nie umywa do "Nasycenia", a tym bardziej do "Tajemnicy babiego lata"syfa. Ale cieszy mnie, że paru osobom przypadła do gustu.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

     To tylko moja opinia...  I wcale nie musi byc sluszna. Innym opowiadanie może bardzo się podobać ---  i pewnie się podoba.

     Pozdrawiam.  

Mnie się podobało, i to bardzo. Pierwszy raz z braku czasu przeczytałam pobieżnie i zupełnie nie wiedziałam, o co chodzi. Wróciłam i  całe szczęście. Uwielbiam takie pozornie beznamiętne właśnie zdania, które budują klimat. Moja bajka :).

DZięki Ocha!

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

mam wrażenie, że ten tekst to tylko opis Twoich własnych doświadczeń (tak, tak, też mam kota i wiem, jak cuchnie brudna kuweta, gdy ją wymieniam, zawsze myślę o tym, jak można by to opisać, Ty zrobiłaś to bardzo dobrze), do których dorzucasz pseudo-fabułę o windzie i ludziach, którzy do niej wsiedli. za dużo tu jest dla mnie wypełniaczy, wyraźnie będących (mylę się?) opisem Twojej własnej codzienności - gotowanie zupy, która wyszła jak pulpa (bemik! jeśli i Tobie kiedyś wyszła taka zupa, przybij piątkę, bo mnie tak - sypnęłam za dużo ryżu :D), czucie ciepła kociego ciałka, domowa nuda, kiedy trzeba wybrać między książką, ćwiczeniami, oglądaniem zdjęć. fajnie się to czyta, bo to trochę tak, jakby się człowiek w lustrze przeglądał, przecież tak podobnie wszystko przeżywamy, ale zabrakło tu napięcia, jakiejś akcji, zmiany, czegoś, co by sprawiło, że się wciągamy w tekst. 

zdecydowanie lepiej wychodzą Ci teksty takie jak Misja Lucjana, którą przeczytałam z ogromną przyjemnością.

Będę znowu bronić:). Wydaje mi się, że właśnie o ten opis codzienności chodzi, o monotonię. Z nizin mojej teoretycznej ignorancji sprawa w tej dyskusji wygląda następująco: to trochę rozmowa nie tyle o tym tekscie, tylko o gustach dotyczących prowadzenia narracji w ogóle. Mnie się ten tekst spodobał, i to nawet nie tyle jeśli chodzi o treść, tylko właśnie o sposób pisania: proste, właśnie celowo pozbawione emocji zdania, które składają się na - moim zdaniem - jednak dość emocjonalną całość. Nie ma fabuły? Nie zawsze mi to przeszkadza, w tym przypadku zdecydowanie nie. Przeczytałam gładko, wciągnęło mnie bardziej niż większość opowiadań, w których wiele się dzieje. Nie ma akcji? - zgadza się, ponownie - nie przeszkadza mi to. Nie ma napięcia? - nie zgadzam się zupełnie.

Przeczytałam obydwa polecone tu przez Rogera teksty - oba mi się spodobały, jedno bardziej, drugie mniej, ale nie wydaje mi się, żeby można, czy trzeba było je porównywać.

Rozumiem, że nie wszystkim sie to podoba. Jest tu wiele tekstów, które obiektywnie muszę uznać za dobre lub bardzo dobre, natomiast mnie nie odpowiadają, bo po prostu nie trafiają w mój gust, właśnie ze względu na sposób prowadzenia narracji.

ocha, masz rację. kwestia oczekiwań. niektórzy oczekują od opowiadania nie tylko sprawnego opisu, ale też wciągającej fabuły, innym wystarczy dobra narracja (temu tekstowi oczywiście nie można jej odmówić). ja chyba należę do tych pierwszych, chociaż cenię teksty, powiedzmy, opisowe, jeśli są napisane w sposób wyjątkowo oryginalny, poruszający itd..

Fanto - szorcik to niespecjalnie moja rzeczywistość. Nie cierpię na nadmiar czasu i nudę. Ale masz rację, pisząc czerpałam z rzeczywistości własnej, mam kota, gotuję itd. W tym opowiadaniu wyobrażałam sobie, jak się żyje, gdy brakuje perspektyw, jak zwykłe zdarzenia zaburzają nasz spokój. W realu nie sądzę, żeby ktoś popełnił samobójstwo z powodu śmierci żółwia. Tu głównym problemem jest to, że zwykłe sprawy urastają do gigantycznych rozmiarów.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Czytało mi się przyjemnie, mimo, że niecierpię kotów. Niestety zmuszony jestem poprzeć Rogera: opowiadaniu brakuje  wiarygodności psychologicznej.

Podczas lektury skomponowałem sobie w głowie kolaż z serii "problemy trzeciego świata", zdjęcie płaczącej kobiety z opadającą na oczy grzywką z podpisem "Przeczytałam wszystkie książki w biblioteczce, więc się zabiję". Zwyczajnie nie doceniłeś roli instynku samozachowawczego. Kilka osób faktycznie mogłoby się zachować w opisany sposób, ale nie większość, zwłaszcza, że w podziemnym schronieniu znajdowało się wszystko co do życia potrzebne plus źródła rozrywki.

Wydaje mi się, że możnaby ten "problem" łatwo obejść zwyczajnie rezygnując ze wspominania o tym, że odbiło większości.

na emeryturze

nie miałam na myśli tego, że cierpisz na nudę. pisząc o opisywaniu Twojej rzeczywistości miałam na myśli te obrazki, które dotyczyły pewnych czynności wykonywanych przez bohatera. dla mnie jakoś za dużo tego było. inna kwestia, że ja wolę szorciki, w których odrzuca się właśnie opisy szczegółów typu "poszedłem do kuchni, zapaliłem papierosa i stanąłem w oknie. na zewnątrz było zimno. ludzie przemykali chodnikiem wtuleni w kołnierze płaszczy, bla bla bla", a zostawia mięso, akcję, krótką i zwięzłą, ale pełną zdarzeń, najlepiej nieoczekiwanych.

co do wiarygodności psychologicznej - nie zgodzę się z zarzutem gary'ego. jestem sobie w stanie wyobrazić sytuację, w której każdy z zamieszkujących podziemny schron, prędzej czy później wsiądzie do windy. ci, którzy u których instynkt samozachowawczy jest silny - zapewne zrobią to później ;) myślę, że udało Ci się, bemik, przedstawić właśnie to, o czym naisałaś w komentarzu - ci ludzie, zamknięci w niewielkiej przestrzeni, skazani na siebie, rzeczywiście mogli postradać rozum i banalne problemy uznać za dobry powód do samobójstwa.

Fanta - ci ludzie, zamknięci w niewielkiej przestrzeni, skazani na siebie, rzeczywiście mogli postradać rozum i banalne problemy uznać za dobry powód do samobójstwa - właśnie dokładnie o to mi chodziło.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

"jestem sobie w stanie wyobrazić sytuację, w której każdy z zamieszkujących podziemny schron, prędzej czy później wsiądzie do windy"

Ja też jestem to sobie w stanie wyobrazić. Jestem też sobie w stanie wyobrazić, że rzucony kamień zamiast opaść po chwili na ziemię poszybuje w niebo. Nie jest to jednak zbyt prawdopodobne i jako takie wymaga, przynajmniej w mojej opinii, wyjaśnienia.

"ci, którzy u których instynkt samozachowawczy jest silny - zapewne zrobią to później ;)"

Główny bohater nie sprawia wrażenia osoby o szczególnie rozwiniętym instynkcie samozachowawczym. Osoba, która chciałaby przeżyć, znalazłaby sobie coś konstruktywnego do roboty ograniczając czas spędzony na użalaniu się nad sobą do minimum.

"ci ludzie, zamknięci w niewielkiej przestrzeni, skazani na siebie, rzeczywiście mogli postradać rozum i banalne problemy uznać za dobry powód do samobójstwa. "

Teoretycznie jest to możliwe. Zwyczajnie nie kupuję tego, że wszyscy zamieszkujący schron ludzie pod względem psychicznym poskręcani byli w ten sam ( wadliwy, śmiem dodać) sposób. Poza instynktem samozachowawczym istnieje też umiejętność adaptacji.

Dla jasności, nie uważam tego za bardzo poważny błąd. Czepiam się, bo podobne rozważania bliskie są memu sercu ;)

na emeryturze

no właśnie - skoro jesteśmy sobie w stanie wyobrazić taką sytuację, to znaczy, że jest ona teoretycznie możliwa. zwłaszcza w opowiadaniu fantastycznym, w którym kamień spokojnie może poszybować w górę, bo np. to może być opowiadanie o planecie, na której nie ma grawitacji ;)

myśl, że sytuacja, w której wszyscy w końcu lądują w windzie, wcale nie jest taka nieprawdopodobna. ludzie potrzebują do życia nie tylko wygód, żarcia i miejsca do spania. nie wiem, co się działoby z nami, zdrowymi psychicznie jednostkami, gdyby zamknąć nas w schronie, w towarzystwie ograniczonej liczby osób, bez dostępu do naturalnego światła. o, choćby światło. ono jest bardzo potrzebne. jeśli nie ma światła - depresje szaleją. a windy jeżdżą w górę.

"no właśnie - skoro jesteśmy sobie w stanie wyobrazić taką sytuację, to znaczy, że jest ona teoretycznie możliwa. zwłaszcza w opowiadaniu fantastycznym, w którym kamień spokojnie może poszybować w górę, bo np. to może być opowiadanie o planecie, na której nie ma grawitacji ;) "

Zgoda. Gdyby bemik wplótł wyraźną informację, że wszyscy mieszkańcy schornu to wrażliwcy ze skłonnością do depresji to nie widziałbym żadnych nieścisłości ;)

"ludzie potrzebują do życia nie tylko wygód, żarcia i miejsca do spania. nie wiem, co się działoby z nami, zdrowymi psychicznie jednostkami, gdyby zamknąć nas w schronie, w towarzystwie ograniczonej liczby osób, bez dostępu do naturalnego światła. o, choćby światło. ono jest bardzo potrzebne. jeśli nie ma światła - depresje szaleją. a windy jeżdżą w górę."

To jest materiał na dłuższą dyskusję. Tak naprawdę bardzo trudno przewidzieć jak osoba bez historii chorób i zaburzeń psychicznych zachowałaby się w opisanej przez bemika sytuacji ( bo wariaci są na ogół dość przewidywalni). Można jednak bezpiecznie założyć, że reakcje byłyby mocno zróżnicowane, tym bardziej im bardziej zróżnicowana byłaby społeczność schronu.

Pozwolę sobie powołać się na statystykę. W więzeniach w Polsce osadzonych jest około 80 tysięcy osób, rocznie około 200 z nich próbuje odebrać sobie życie, a kilkudziesięciu z nich ( około 30) się to udaje. Oczywiście więźniowie mają tę przewagę nad postaciami bemika, że mogą liczyć na normalne życie po odbyciu kary, ale fizyczne warunki bytowania mają prównywalne, bądź gorsze.

W nazistowskich obozach koncentracyjnych w skali roku życie odbierała sobie jedna osoba na cztery (dane szacunkowe). Jednak trudno porównywać ciepły, pełen wygód schron z obozem koncentracyjnym. Ból istnienia i nuda mogą być nieznośne, ale nigdny nie sieją takiego sustoszenia jak głód, zimno i nieustanne zagrożenie życia.

na emeryturze

bemik to raczej wplotła, "sytuacja opisana przez bemik"  i "postaci bemik", gary joinerze ;)

Ech, gdzie te czasy, gdy ludzie mieli proste ksywy w rodzaju "Rączy Czesiek" i "Velocyraptor" i rozróżnianie płci przychodziło intuicyjnie i z łatwością ;)

Przepraszam za omyłkę!

na emeryturze

ale oni wcale nie musieli być, początkowo, wrażliwcami skłonnymi do depresji :)

masz rację, temat na dłuższą dyskusję. powiem w skrócie (eee... postaram się) - nie wiemy, co by się stało, gdyby powierzchnia Ziemi została tak zniszczona, że nie byłoby możliwe życie na niej. poza tym - rzecz dzieje się w potencjalnie możliwej przyszłości. wiemy, ze statystyk, że liczba chorych na depresję rośnie z roku na rok, chociaż przyznaję, być może jest to związane z faktem, że po prostu coraz więcej ludzi udaje się zdiagnozować). załóżmy jednak, że na Ziemi coraz więcej jest ludzi pozbwionych poczucia sensu istnienia. padają religie, wartości, a w końcu, po jakiejś wojnie nuklearnej, nie mamy nawet widoku słonecznego nieba. i nie mamy nadziei na to, że on kiedykolwiek wróci. ci z obozów mieli chociaż nadzieję. czytałam gdzieś, nie pomnę gdzie, że najczęściej umierali w obozach ci, którzy przestawali wierzyć, że wyjdą z tego żywi.

a ludzie z opowiadania bemik nie mają najwyraźnie żadnych perspektyw. poza tym - fakt, że mniej odporne jednostki zaczynają się powoli "wykruszać" może działać destrukcyjnie na resztę. i tak powolutku, wprost proporcjonalnie maleje liczba mieszkańców schronu - im mniej ich jest, tym mniejszy zapał do życia reszty. im mniej ich jest tym jest ich mniej, chciałoby się rzec. i to straszne poczucie, że, skoro odchodzą kolejni, to zapewne na nich się nie skończy. a jest coraz trudniej, bo towarzyszy niedoli ubywa, nie ma już partnerów do rozmowy, gier, rozrywki... i tak dalej.

ciekawy temat, noooo muszę przyznać, że tak :)

Wzrost liczby chorych na depresję to sprawa mocno dyskusyjna. Niektórzy twierdzą, że wynika ona z tego, że współcześnie smutek sam w sobie jest postrzegany jako zaburzenie. Jeżeli ktoś jest smutny w kolorowym świecie pełnym dobrobytu i technologicznych cudów to ani chybi coś z nim nie tak i trzeba przepisać mu prochy. Na mój chłopski rozum, trudno mówić o depresji, jako zaburzeniu afektywnym, kiedy obniżony nastrój jest jak najbardziej uzasadniony. Ale offtopuję...

Nawet przy założeniu ( absurdalnym), że wszyscy mieszkańcy schronu cierpieli, bądź w ciągu roku popadli w depresję i przy kolejnym założeniu, że 50% osób cierpiących na depresję popełnia samobójstwo ( wartość mocno zawyżona, standardowo przyjmuje się 15% o ile dobrze pamiętam) wyszłoby na to, że ostatecznie powinno pozostać 40 osób ( a i to dopiero wtedy, gdy wszyscy skłonni się zabić już to zrobią).

na emeryturze

Dołączam do grona pochwalników. Szkoda tylko, że takie krótkie. Trochę więcej szczegółów z życia, jeszcze jakaś mała scenka z Tośką, może kilka wspomineń... A wiesz dlaczego? Bo Twoje teksty chciałoby się czytać, jak najdłużej :)

Depresja murowana po tylu takich komentarzach.  Podręcznik zaraz powstanie...    :-)

gary, no ale ty czynisz założenia bazujące na danych dotyczących "normalnego" środowiska w jakim teraz żyjemy. albo żyliśmy. kto wie, co by się stało pod ziemią? nie ma już specjalnie sensu dyskutować o tym. po prostu - wyobraźmy sobie taki moment, że depresja staje się powszechna (bo nie wiemy, czy tak rzeczywiscie nie mogłoby się stać w określonych warunkach) i płyńmy z nurtem opowiadanka. i tyle :) trochę jak z tym kamieniem lecącym do góry. jeśli zmienią się warunki, wszystko jest możliwe i nasze statystyki zupełnie się nie przydadzą. o, to właściwie chciałam od początku powiedzieć. 

W fantastyce rzeczywiście wszystko jest możliwe, ale w tym konkretnym przypadku bemik nie dostarczyła mi kołka, na którym mógłbym zawiesić swoją niewiarę. Jeżeli ludzie przestają się zachowywać jak ludzie to chciałbym wiedzieć dlaczego.

Niestety jestem mocno przeczulony na punckie wiarygodności psychologicznej postaci ( łatwiej byłoby mi przełknąć statki kosmiczne wielkości planet napędzane sokiem pomarańczowym niż nieuzasadnioną epidemię samobójstw) więc moje marudzenie należy traktować z przymróżeniem oka. Doskonale rozumiem, że inni niekoniecznie zwracają na takie rzeczy uwagę i szczerze im zazdroszczę :)

na emeryturze

Dobre opowiadanie.Fatalistyczne jak za czasow komunizmu gdy ciagle mowilo sie o bombie atomowej. Podobalo mie sie bardzo.

Gwoli wyjaśnienia - nie napisałam, że wszyscy zabili się w ciągu roku. Marta po 7 latach. Nie napisałam, że wszyscy zabili się wyjeżdżając windą na powierzchnię - opisałam tylko kilka takich przypadków. 

Wszystkim - dzięki za pozytywne i negatywne opinie.

Fanto - dziękuję Ci za żarliwą obronę mojego tekstu, choć odniosłam wrażenie, że opowiadanie raczej Ci nie leży.  I wszystkim innym za wypowiedzi. Przyznam szczerze, iż nie sądziłam, że taki krótki tekścik wywoła taką dyskusję i z tego powodu czuję się ogromnie usatysfakcjonowana (40 komentarzy). 

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

nie tyle mi nie leży, co jest nie w moim typie po prostu. styl, jak to u Ciebie, świetny, ale ja wolę "little more action".

a broniłam tekstu, bo akurat argument o psychologicznej wiarygodności, mimo że jak najbardziej rozumiem gary'ego, zwłaszcza po jego ostatnim komentarzu, wydał mi się trochę przesadzony, albo raczej niepotrzebny. no właśnie, ale to kolejna kwestia gustu.

43!

Gdyby to było bezbarwne opowiadanie, nie byłoby tylu komentarzy. Problem tkwi w pytaniu ---na ile trafnie przewidziałaś

ludzkie zachowania. Ale tego ---nikt nie zweryfikuje.Pozdrawiam również cieplutko.

Nie rozumiem jaki ma problem gary joiner. Przeciez to jest sicence and fiction i wszystko sie moze sie zdazyc.

bemik :)

Jestem sygnaturką i czuję się niepotrzebna.

@lea42

Ja twierdzę, iż za dużo wolnego czasu, chociaż mój terapeuta sądzi, że po prostu jestem upierdliwym dupkiem. Bez względu na gatunek literacki dobrze jest, kiedy realia świata przedstawionego są spójne a przedstawione wydarzenia stanowią logiczny ciąg przyczynowo-skutkowy. Wbrew dość powszechnej opinii, istnieje powód, dla którego science fiction to dwuczłonowe określenie.

To nie jest tak, że psychika ludzka to jedna wielka niewiadoma. Istnieją mniej lub bardziej naukowe opracowania i opisy mechanizmów ,ugruntowane teorie, studia przypadków, wreszczcie stare dobre steoreotypy i zdrowy rozsądek. Daleki jestem od postulowania odbierania autorom swobody twórczej w kreowaniu bohaterów, ale sam lubię, kiedy zachowanie postaci literackich jest wiarygodne.

na emeryturze

W S. F. kreujemy bohatera takiego, jakiego znamy. Dlaczego? Bo inaczej nie potrafimy. Piszemy zawsze o sobie, wszystko inne, to d e k o r a c j a . Ponadto opowiadanie s. f. powinno ślizgać się na krawędzi znanej nam nauki. Gratuluję, droga

B. wywołania takiej dyskusjiPodzielam opinię poprzednika. Pozdrawiam.

Posłuchajcie, posłuchajcie - jeszcze raz wyjaśniam.

Ile trwało nim wszyscy zniknęłi z powierzchni zie... bunkra - nie napisałam

Ile osób weszło do WINDY - nie podaję.

Ile osób w inny sposób zginęło - nie podaję. 

Całość wyjaśniają słowa Fanty - ci ludzie, zamknięci w niewielkiej przestrzeni, skazani na siebie, rzeczywiście mogli postradać rozum i banalne problemy uznać za dobry powód do samobójstwa

 

 

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

@ryszard

"W S. F. kreujemy bohatera takiego, jakiego znamy. Dlaczego? Bo inaczej nie potrafimy. Piszemy zawsze o sobie, wszystko inne, to d e k o r a c j a ."

Dyskutowałbym ( to ci niespodzianka!). Nie trzeba być tchórzem, psychopatą, samcem alfa żeby wiarygodnie przedstawić postać tchórza, psychopaty, samca alfa ( oczywiście, na ogół wymaga to sięgnięcia po pomoce naukowe).

na emeryturze

Gary - zgadza się. Tak samo zresztą jak zdanie Ryszarda jest prawdziwe. Baza - to my, reszta to wyobraźnia podparta wszystkim zasłyszanym, przeczytanym, wydumanym. 

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Kolega mnie nie zrozumiał. Gdy pisałem, że piszemy --- o sobie, miałem na myśli ---ludzi, a nie nas osobiście. Piszemy o sobie jako --- homo sapiens sapiens. Nic innego w Kosmosie tak naprawdę ie interesuje z prostego powodu: jest dla nas niepojęte.

fajny temat na poważniejszą dyskusję. na ile, pisząc, możemy odbiegać od tych prawd o nas, które znamy z naszej rzeczywistości. czy ludzie, któych psychika będzie ukształtowana inaczej niż nasza, będą jeszcze ludźmi? czy może bezpieczniej byłoby w roli bohaterów obsadzić jakichś kosmitów?

a jednak, jeśli potraktujemy "prawa psychologii" analogicznie do praw fizyki, to być może wcale nie musimy tak bardzo pilnować, by nie odejść od realiów. przecież wiele filmów i książek s-f osiągnęło sukces, mimo że opisują rozwiązania, z których powodu fizycy czy astrofizycy mogą umrzeć ze śmiechu. np. prędkość warp w Star Treku i stek bzdur o materii i antymaterii.

Ale droga Fanto tam też byli ludzie i tak naprawdę, to oni nas interesowali, ich przeżycia i emocje, wszystko inne to ciekawa dekoracja. Nikt kosmosu tak naprawdę nie rozumie, ja też nie. to niezrozumienie to podstawa wszystkich religii.

Pozdrawiam moją dowcipną koleżankę.

trudno się nie zgodzić - ludzie są najważniejsi. ale może nie jest wcale nieuprawnione potraktowanie ludzkiej psychiki jako materiału tak plastycznego jak fizyka w s-f?

żeby było jasne - w tej potencjalnej dyskusji raczej zadaję pytania, niż stoję po którejkolwiek ze stron ;)

 

Jaka to przyjemność mieć kontakt z rozumnymi kobietami. Droga B. odpiszę w sobotę.

Jestem zwyklym czytelnikiem jakich jest wielu nie pisze i nie poprawiam gramatyki.Ale jako zwyklemu czytelnikowi lub moze az zwyklemu czytelnikowi ktory kupuje Nowa Fantastykepodoba mi sie opowiadanie. Pobudza wyobraznie i wymusza wlasne przemyslenia. Czekam na nastepne opowiadania.

Dzięki Lea42

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Ocha wywołała to opowiadanie do tablicy.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Bo to był świetny tekst. Przeczytam jeszcze raz i napiszę, co myślę teraz.

Jestem ciekawa. Ja też przeczytałam, ale nic nie zmieniałam. Tak sobie myślę, że najfajniejsze w tym jest, że wzbudził tyle kontrowersji.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Przeczytałam ponownie. Tak, Bemik, to jest mój – Twój ulubiony tekst. Nic nie zostało powiedziane wprost – wszystko jest oczywiste. Pozornie nic się nie dzieje – naprawdę dzieje się wszystko.

 

Dzięki, Ocho. Ja przeczytałam też wszystkie komentarze i zauważyłam dość charakterystyczną sprawę – ludzie przeczytali niezbyt dokładnie i mimo moich wyjaśnień, że primo – nie podaję czasu w jakim się to dzieje i secundo – ile osób popełniło w ten sposób samobójstwo – nadal się upierają, że niewiarygodne.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Komentarze właśnie skończyłam czytać. Ale tu kiedyś było nerwowo! ;)

Moim zdaniem nic nie ujmowałby temu opowiadaniu fakt, gdyby oni wszyscy wyjechali windą. Przecież to nie o to tu chodzi.

Aż nerwowo? Chyba nie. Zwyczajnie zarysował się podział na tych, którzy “pod tekst dosłownie rozumiany” zajrzeli i tych, którzy tego nie zrobili.

Ale rzeczywiście działo się tu dużo. 

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Ktoś wezwał Windę.

Ponieważ znalazła się w zasięgu wzroku, zajrzałam do niej i nie żałuję. To jedno z Twoich najlepszych opowiadań. Ze zdumieniem skonstatowałam, że powstało w czasie, kiedy pisałaś głównie zabawne teksty, a tu proszę – niespodzianka!  

Dla mnie Winda jest kompletna, nie brakuje jej niczego. To była bardzo satysfakcjonująca lektura.

Bemiku, dziękuję. ;-)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Ojej, regulatorzy, jak to miło. Faktycznie wtedy powstawały właściwie tylko bemikowe opowieści.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Kurczę, Adamie, myślę nad tym Twoim komentarzem już drugi dzień i wreszcie muszę przyznać, że go nie rozumiem. A przynajmniej nie całkiem.

I mam nadzieję, że to opowiadanie trafi do biblioteki, bo co najmniej tam jego miejsce.

Wstawiłabym ten tekst do piórkowego wehikułu czasu, gdyby nie to, że jego pierwsza edycja okazała się taką porażką.

Ocho, jaki piórkowy wehikuł czasu?

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Bemik, jakieś pół roku temu powstała inicjatywa, żeby przeczesać stare teksty w poszukiwaniu tych, które może piórko powinny były dostać, ale z jakichś powodów czytelnikom umknęły. Ale wehikuł, jak to wehikuł, utknął…

A, już coś kojarzę.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Wszystkie za i przeciw zostały już przeanalizowane, dodam więc tylko, że tekst podobał mi się, choć gdzieś tam (czytałem 2 dni temu) masz chyba, że kąciki ust uniosły się do góry… Popraw to, proszę.

Hej ho.

Sorry, taki mamy klimat.

Dzięki, poprawione.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Bardzo dobry tekst, zdziwiła mnie fala krytyki.  

Rooms, a nie wiesz jak to jest? Zauważ, że problem dotyczył, czy pięć osób zabiło się przez dziesięć lat, czy dziesięć przez pięć lat.

Dziękuję, że zajrzałaś do tak starego tekstu.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Klimatyczne i bardzo fajnie napisane, choć końcówka mnie trochę zawiodła. Stawiałam na jakąś bazę kosmiczną, która zaginęła, czy inne dziwo, a tu tak zwyczajnie wyszło. Tekst nie na piórko, ale na pewno na bibliotekę :)

Tylko nie "Tęcza"!

Dzięki. Jak znalazłaś ten tekst po takim czasie?

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

A gdzie ktoś w jakimś komentarzu polecał, to dodałam sobie do kolejki i dzisiaj “czyściłam” kolejkę :)

Tylko nie "Tęcza"!

Przypomniała mi się Seksmisja, tyle że tam było więcej optymizmu.

 

A poważnie… uwielbiam, gdy akcja rozgrywa się w małych pomieszczeniach, gdy czuje się klaustrofobię. Też napisałem kilka podobnych opowiadań. No, oczywiście, tutaj czuć przede wszystkim mistrzostwo pióra Bemik. Bardzo dobre! Aż dziw, że opowiadanie musiało tak długo czekać na przeniesienie do Biblioteki. 

Dzięki Ambroziaku

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Ku chwale ojczyzny, generale Bem(iku).

Przeczytałam już jakiś czas temu, przy okazji “Ciemności“. Bardzo dobra wizja końca świata. Przeczytane jednym tchem. :)

"Myślę, że jak człowiek ma w sobie tyle niesamowitych pomysłów, to musi zostać pisarzem, nie ma rady. Albo do czubków." - Jonathan Carroll

Dziękuję, Morigano. Zawsze mnie zaskakuje, kiedy po tak długim czasie ktoś jeszcze zajrzy do opowiadania.  Tym bardziej mi miło.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Ta dam! Zaskoczona? ;-)

Początkowo nie zrozumiałam. Może nie chciałam zrozumieć. Po przeczytaniu kilku pierwszych komentarzy wróciłam do tekstu, przejrzałam niektóre fragmenty i sądzę, że skumałam.

Smutny tekst, ale nie wydaje mi się jakoś bardzo niewiarygodny. No, oprócz tylu tysięcy książek w bunkrze, żeby starczyło na siedem lat intensywnej lektury. I na pewno nie nazwałabym tego zbioru biblioteczką. ;-)

Babska logika rządzi!

Jasne, że zaskoczona smiley To zawsze miłe, jak człowiek zobaczy gwiazdkę przy takim starym tekście. Wiesz. Sylwiaczku, od publikacji minęło ponad dwa lata, teraz pewnie troszkę inaczej wyglądałby ten tekst, bo to były moje początki. Ale nie powiem, żebym się go wstydziła. 

Dzieki za wizytę.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Czytałem ten tekst jakiś czas temu. Klimatyczny, emocjonalny, świetny.

Eh… ale, żeby kota nie oszczędzić. ;-)

Kot sam sobie wybrał drogę. DZieki.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Podobało mi się :)

Znam tylko pięć liter ;)

Cieszę się i dziękuję za wizytę oraz grzebanie w starociach :-)

 

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Nowa Fantastyka