- Opowiadanie: jeroh - Uroboros

Uroboros

Dyżurni:

regulatorzy, adamkb, homar, vyzart

Oceny

Uroboros

Kolos

 

 

Jahn spadał w mrok. Komputer skafandra mierzył prędkość astronauty względem malejącego statku i cyklicznie włączał silniki odrzutowe, kontrolując opadanie. Most między dwiema przestrzeniami zwężał się. Fizycy zbadali zachowanie światła w sąsiedztwie obiektu, toteż Jahna nie zaskakiwał efekt kolimacji: dokoła – czerń, nad głową – karlejące niebo z wielką tarczą Księżyca. Miała kształt ludzkiej sylwetki ta zbiegająca do punktu plama wszechświata o rosnącej jasności. W końcu nastąpił błysk – komputer nie zdążył zaćmić wizjera. Pod stopami wpół ociemniałego Jahna powierzchnia celu zalśniła blaskiem gazów odrzutowych. Zbliżała się za szybko. Poczuł ostre szarpnięcie, gdy komputer włączył silniki na wysoką moc.

 

***

 

Ochrzczono go Kolosem. Humanoidalny, o zgrubnie zarysowanej sylwetce kosmicznego kombinezonu, był obiektem całkowicie unikalnym. Rozmiar miał odpowiednio astronomiczny: od pięt do czubka hełmu nibyczłowiek mierzył przeszło półtora kilometra. Spowity w Światłostrefę, niewytłumaczalnie splecioną przestrzeń, ukrywał szczegóły własnego kształtu.

Swą obecność na orbicie Księżyca Kolos zamanifestował krótkim błyskiem gamma i równie krótką emisją bezpośrednio wykrytych fal grawitacyjnych. Nie zlokalizowano go w spektrum widzialnym, dopiero w średniej podczerwieni – to Światłostrefa promieniowała termicznie; widmo idealnie odpowiadało ciału czarnemu o temperaturze około dwustu kelwinów.

Dalsze badanie i ewentualna komunikacja z Kolosem natrafiły na przeszkody. Radary i lasery okazały się bezużyteczne, obiekt nie odbijał promieniowania elektromagnetycznego – nie wrócił ani jeden kwant. Elektrony wracały, ale z przypadkowymi prędkościami. Z opóźnienia reemisji elektronów nie wynikało nic istotnego. Minirobot wrócił bez szwanku, nawet jeśli po niezaprogramowanym torze. To było ważne – Kolos uwalniał obiekty makroskopowe nie dezintegrując ich, nie rozrywał wiązań w molekułach. Zaopatrzona w bogate instrumentarium automatyczna sonda – nie wróciła. Posłano Jahna.

 

***

 

Na zewnątrz grawimetry wariowały, ale nikt nie przewidywał tak silnej anomalii, dlatego Jahn dał się zaskoczyć podczas lądowania. Zetknięcie z powierzchnią obcego ciała było już jednak łagodne. Sto godzin po odkryciu Kolosa wylądował na nim pierwszy człowiek.

W całkowitej ciemności, odcięty od statku, od świata na zewnątrz, astronauta odetchnął głęboko. Ekran peryferyjny zamrugał. To komputer wyświetlał pomiary; grawitacja: zero koma pięćset jeden gie.

– Komputer. Światło – polecił Jahn. Blask z reflektora na hełmie rozlał się przez próżnię niewidzialnym stożkiem, grunt wyłonił się z mroku. Astronauta ruszył w kierunku głowy Kolosa.

Grawitacja nie zmieniała się. Jaka fizyka mogła za nią odpowiadać? Cóż, obcy obiekt był cudem złożonym z cudów. Sto pięćdziesiąt metrów wyżej przestrzeń zjadała własny ogon. Światło wydawało się uwięzione na wieczność w topologii torusa. Tymczasem cząstki o niezerowej masie spoczynkowej jakimś cudem nie więzły w tej świetlnej zbroi Kolosa. Jahn nie powinien tracić czasu na dziwienie się, lecz obserwować i wierzyć, że ten cud cudów uwolni ciekawskiego człowieczka, kiedy przyjdzie pora. Jeszcze nim dotarł do lustrzanej powłoki wizjera, radarowy skan okolicy potwierdził hipotezę olbrzymiego kombinezonu.

Tafla spojrzała mu w oczy. Na chwilę zawiódł Jahna błędnik, wszystko wokół zawirowało szaleńczo. Powstrzymał odruch wymiotny. Czy umysł go oszukał? Przez ułamek sekundy lustro naprawdę nań patrzyło. Był w nim, był nim. Potem spoglądał w otchłań bez dna, jakby światło odbijało się w nieskończoność tam i z powrotem między umysłem a… lustrem? Nie, nie lustrem, raczej tym czymś, co tam żyło, czymś strasznym, w głębi pod ogromnym wizjerem. Kiedy odwracał wzrok, jak powidok zamajaczyła mu wizja miliona twarzy otwierających usta do krzyku. A wszystko to – jego oblicza. Łańcuch twarzy niknął w mroku.

Dezorientacja – tłumaczył sobie. Przeciążony organizm. Zbyt dużo silnych bodźców, nieprzystosowane zmysły, zmiany grawitacji. Padł ofiarą iluzji stworzonej przez umysł chwilowo zagubiony w egzotycznych warunkach. Z obawą jeszcze raz spojrzał w gigantyczny wizjer. Obłęd nie wrócił.

Jahn zapukał w lustrzaną gładź. Drgania rozbiegły się po dwóch warstwach jego skafandra i, zdudnione, zabrzmiały cichym łuum – łuum – łuuuum. Potem przytknął mały hełm do gargantuicznego.

– Czy jest tam kto?! – krzyknął, oczywiście nie oczekując odpowiedzi. Zwykły wygłup, dla dodania sobie otuchy.

Jeżeli tam w środku tkwi olbrzym, musi być od dawna martwy, dumał Jahn. Oczywiście, na Ziemi wrzało od spekulacji, czym jest niezwykły satelita Księżyca. Wypowiedzeniem kosmicznej wojny, monolitem Clarke’a, dziełem sztuki, gwiezdną arką, dowcipem Stwórcy? Do Jahna najbardziej przemawiała jednak wizja martwego od tysięcy lat astronauty. Byłżeby więc Kolos szczególnym rodzajem grobowca? Nagle grunt zadrżał, zawibrował.

 

***

 

Jahn przystanął zdumiony przed kilkumetrowym szybem. Zaginiona sonda badawcza miała przez dwie godziny prowadzić pomiary, po czym wrócić. Na pewno – wykonać drobne odwierty w celu pobrania i zbadania próbek. Wyglądało jednak na to, że od paru dni systematycznie przewiercała wizjer. Co tu się działo? Zaniepokojony wydał komputerowi polecenie, aby przejął kontrolę nad sondą i nakazał jej opuszczenie Kolosa. Nic z tego. Błąd priorytetu: Explorer 107 wykonuje zadanie zlecone przez użytkownika o identycznych uprawnieniach, przeczytał na ekranie.

Wówczas, w przebłysku, domyślił się, co skrywa olbrzymi hełm. Przeszył go dreszcz. Skojarzył pewne elementy zwiedzanego skafandra – potwierdziły koszmarny domysł. Nagle zapragnął jak najszybciej opuścić Kolosa. Za pośrednictwem komputera włączył odrzutowe silniki. Nie zapomniał zlustrzyć wizjera dla ochrony przed nagłym pojaśnieniem.

 

***

 

Otrzeźwił go wrzask wariata – jego własny. Wyrwał z majaków. Jahn roił był, że coś przylegało do skafandra, ściśle go obejmowało, przesiąkało do środka i puchło. Nie, to nie były urojenia. Nieznośne doznanie jęło od nowa go dręczyć – czuł je na skórze, w kościach, w trzewiach. I poczuł jakimś obcym zmysłem, że dryfuje poprzez zimną przyksiężycową pustkę, ze skafandrem unieruchomionym przez rozciągającą przestrzeń przylgę; żywiciel i przynęta.

Stłumił kolejny krzyk. Wyobraził sobie oślizłą świadomość, wykorzystującą ciekawość i żerującą na jej podłożu – umysłach zwabionych stworzeń – by wypączkowywać w czasopodobne pętle. Wkrótce zdrowe zmysły bezpowrotnie opuszczą Jahna, choć jeśli odruchy zostaną, żel odżywczy długo utrzyma go przy życiu. Tlen też nie skończy się szybko. Istniało tylko jedno wyjście z tej pułapki, z ciemności pełnej szaleństwa. Komputer miał blokady bezpieczeństwa, jednak… Jahn mógł zawczasu zaprogramować go do pokierowania sondą.

Tak też uczynił. Dopiero wtedy wszystko sobie przypomniał.

 

***

 

Gdy odrzut uniósł astronautę w górę – właśnie wtedy Explorer 107 zakończył swoje zadanie: przebił się przez wizjer do środka. Czasoprzestrzeń sięgnęła po Jahna, zawróciła go z kursu ku Światłostrefie i pociągnęła w głąb szybu, gdzie wcześniej zniknęła sonda. Silniki wściekle zabuzowały, lecz na nic się zdała pełna siła ciągu.

Jahn spadał przez szyb wydrążony w odblaskowej masie, przez oczodół własnego trupa, przez ciągnący się bez końca, uformowany z grawitacji tunel przebijający oczodół. Gdzieś po drodze zgasł ogień silników odrzutowych. Astronauta spadał w objęcia przylgi…

 

***

 

I w otchłań szaleństwa. Ponownie bębenki rozdarł mu własny krzyk. Jahn postradał rozum, zanim ujrzał we wspomnieniu, jak na końcu tunelu obejmuje go pasożyt.

Za nieubłaganą barierą mroku świecił Księżyc.

 

 

 

 

 

Z Popularnego leksykonu niewyjaśnionych zjawisk kosmicznych (pod red. Janusza Iwickiego, Warszawa 2091)

 

 

Pętlotwory (też: urobory, uroborosy, kolosy, iluzjożyty, nowotwory czasoprzestrzeni) są chyba najbardziej zagadkowymi i budzącymi największe emocje obiektami astronomicznymi. Jedni widzą w nich rezultat niezbadanych, lecz naturalnych procesów kosmicznych, inni – artefakty obcej cywilizacji. Fascynują nie tylko specjalistów z różnych dziedzin fizyki, lecz również laików. Stanowią inspirację dla licznych dzieł kultury masowej.

Pętlotwór jest zorganizowaną formą egzotycznej materii zdolną do manipulowania czasoprzestrzenią oraz (związaną z nią) grawitacją. Przy czym skala i wyrafinowanie tych manipulacji przekraczają pojmowanie specjalistów. Fizycy nie potrafią m.in. orzec, jaki mechanizm odpowiada za wytworzenie tzw. światłostrefy: topologicznie zamkniętej otoczki pętlotworu. Zamkniętej – niezwykłość w niezwykłości – tylko z punktu widzenia cząstek o zerowej masie spoczynkowej, jak kwanty światła. Ponadto wiadomo, że urobory formują tunele czasoprzestrzenne i potrafią konstruować pętle czasowe.

Więcej, do wytworzenia pętli czasowej uporczywie dążą. Wygląda na to, że dla zaspokojenia tego popędu urobor bezwzględnie potrzebuje narzędzia, jakiego z natury nie posiada: umysłu postrzegającego czas w sposób sekwencyjny. Immanentną cechą złożonego umysłu bywa ciekawość – i ją pętlotwór wykorzystuje, by zwabić zwierzynę. Przynętą czyni samą ofiarę; usidloną w przyszłości zawraca w czasie.

Tak zwierzyna przeradza się w wabik na samą siebie, tak objawia się perfidia uroborów. Bo skoro robią one krzywdę świadomym, czującym istotom, popularnie przypisuje się im złośliwą wolę. Niby jawna antropomorfizacja; jednakże urobory w sposób złożony i nieschematyczny reagują na pewne zachowania robotów, co wedle wielu badaczy świadczy, że same przejawiają oznaki świadomości. A stąd już krok do ugruntowania (zdałoby się czysto emocjonalnych) opinii o świadomym okrucieństwie.

Niezbadaną tajemnicą kosmicznych pasożytów pozostaje również ich metoda wywoływania iluzji. Obraz przynęty potrafią powiększyć tysiąckrotnie – by nęcić ofiarę jej własnym gigantycznym wizerunkiem. Jest to jednak coś więcej niż proste mamienie wzroku. Po prostej iluzji nie dałoby się chodzić ani w niej kopać czy drążyć. Czyli sterowanie światłem nie tłumaczy fenomenu. Z kolei mniemanie, że moc kształtowania przestrzeni pozwala na powiększenie rozmiarów dowolnego obiektu poprzez tej przestrzeni rozciągnięcie jest, rzecz jasna, fałszywe. Naukowcy zakładają więc, że pasożyt w jakiś sposób na żywo wytrawia cechy wchłoniętej uprzednio przynęty na wielkiej skorupie ze szczególnego rodzaju materii.

Jak wiadomo, pierwsza próba zgłębienia tajemnic pętlotworu łączy się z tragedią – śmiercią wybitnego polskiego astronauty Franiciszka Jahna. Od czasu owego wypadku wszelkie badania uroborów prowadzi się za pośrednictwem robotów. Z analizy informacji zgromadzonej przez automaty wynika, że urobor wciągnął Jahna przez tunel czasoprzestrzenny, który jednocześnie zabił przynętę, przebijając jej oczodół. Przynętą stał się sam Jahn tunelem cofnięty w czasie – do momentu, gdy ludzkość odkryła tajemniczy obiekt na orbicie Księżyca. Trafiwszy do własnej przeszłości, astronauta prawdopodobnie zrozumiał, co się stało. Istnieją bowiem ślady świadczące, że użył sondy Explorer 107 – która w momencie pochwycenia Jahna przez tunel już nie istniała – do popełnienia samobójstwa. Dzięki temu skrócił swą mękę (w uwiecznionych przez roboty martwych rysach twarzy Jahna wykazano ślady długotrwałego cierpienia).

Dotychczas odkryto zaledwie trzy pętlotwory. Pierwszy, Kolos, kosmiczny grobowiec Jahna, został wykryty w pobliżu Księżyca w 2052 roku; drugi znaleziono w pasie planetoid 4,5 AU od Słońca w roku 2063; trzeci (dostrzeżony w 2065 roku) obiega Jowisza po w przybliżeniu kołowej orbicie o promieniu 6 mln km. Każdy jest unikalny, każdy uwięził (lub uwięzi kiedyś!) w pętli czasowej inną istotę. Kolos zniewolił nieszczęsnego Polaka. Drugi urobor, Nidhogg trzyma w okowach czasu osobliwą dwudziestosiedmiosegmentową istotę, w której niektórzy dopatrują się odległych potomków organizmów z oceanu Europy (księżyca Jowisza). Ostatni zaś pęta iście piekielne monstrum powszechnie nazywane „Cthulhu” […]

 

Koniec

Komentarze

Epilog - napisany w szczególności dla tych, co czytali "Uroborosa" pobieżnie i nie dojrzeli moich (może zbyt zawoalowanych i nieczytelnych) aluzji prowadzących do sensu opowiadania.

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Podobał mi się zdecydowanie bardziej niż samo opowiadanie.

W opowiadaniu, moim zdaniem, nie było żadnych aluzji co do sensu - zaowalowanych czy też nie. Prawda jest taka, że dopiero z "Epilogiem" "Uroboros" nabiera sensu i zupełnie innego wymiaru. Przedtem to był, wybacz dosadność, taki intrygujący bełkocik. Natomiast z "Epilogiem" jest to bardzo dobre, pełnowymiarowe opowiadanie.

Wniosek: "Uroboros" i "Epilog" od samego początku powinny występować jako całość.

Wesołych Świąt!

Ha! Tak właśnie podejrzewałem, ale zbiłeś mnie z tego toku domysłów, Autorze. Antona ma sto procent racji. Ten epilog powinien od razu powstać razem z opowiadaniem. Razem tworzą naprawdę zgraną i ciekawą całość.

Dziękuję za obie opinię. Dzięki też za Wasze uwagi z poprzednich postów.

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Pod wpływem opinii osób, które przeczytały "Uroborosa" i "Uroborosa -- epilog" i były na tyle uprzejme, że w komentarzach podzieliły się ze mną przemyśleniami, zdecydowałem się ZINTEGROWAĆ oba teksty. Tzn. umieścić je tutaj jeden po drugim. Zatem ponad połowa tekstu jest kopią opowiadania wcześniej umieszczonego na portalu. Piszę to również po to, żeby nie dziwiły komentarze powyżej bieżącego.

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Teraz to całkiem inna bajka. W moich oczach opowiadanie nabrało absolutnie innego wymiaru. Dla laików, takich jak ja, epilog i jego brak całkiem zmienia odbiór tekstu. Niezły temat. 

 Dodawanie legendy do historii, do tej pory było dla mnie znakiem niskiej jakości autora. W Twoim przypadku czuję się rozbita, bo sama nie wiem, co o tym myśleć. Wprowadziłeś mnie w inny wymiar postrzegania. Chyba jednak przyznam Ci nagrodę w postaci pochwały. Tekst nawet jeśli nie zrozumiały, winnien skłonić czytelnika do poszukiwań na własną rękę. Z lenistwa go nie zrozumiałam. A przecież takie było z założenia sf. Wymagające. 

Chociaż w życiu nie doszłabym do wniosków takich, jak w epilogu;) Chociażby do tego, że Jahn ma na imię Franciszek;)

Dziękuję za nagrodę :-) Cieszę się, że lektura "Leksykonu" okazała się owocna. Ale, żeby nie domyślić się wcześniej imienia astronauty? Doprawdy, zmartwiłaś mnie ;-)

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Podobało mi się. Niezły pomysł, choć przewidziałem ku czemu opowiadanie zmierza. Moim zdaniem, sama idea jest na tyle dobra, że tekst można by spokojnie przerobić na coś znacznie większego.

 

Pozdrawiam.

Eferelin, jak chodzi o przerobienie tekstu na coś dłuższego -- może kiedyś.

 

To ja się sam do siebie przyczepię (być może ubiegając wnikliwych czytelników).

 

"Istnieją bowiem ślady świadczące, że użył sondy Explorer 107 – która w momencie pochwycenia Jahna przez tunel już nie istniała – do popełnienia samobójstwa." -- Po pierwsze stwierdzenie, że sonda nie istniała, jest zbyt daleko idące (po prostu nie wiadomo co się z nią stało). Po drugie niezręczne poprzez powtórzenie w jednym zdaniu: istnieją, istniała. Złóżmy to na karb rozkojarzenia fikcyjnego autora hasła i niedoskonałej (równie fikcyjnej) korekty "Leksykonu" ;-)  Bo za późno, bym mógł coś poprawić.

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Może i fajne ale dla nmie jakoś bez emocji. 

Ja --- podobnie jak Eferelin --- uważam, że pomysł powinien doczekać się rozwinięcia w porządne opowiadanie.

pozdrawiam

I po co to było?

Do mnie, niestety, nie przemawia. Nie moje klimaty, nie mój styl, nie mój typ, a części zdań - szczerze przyznaję - po prostu nie rozumiem. Nie znam się na kwantach, gammach, falach grawitacyjnych i tym podobnych. Dla fanów gatunku, czyli ; )

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Nieszczęsna Loży, widzę, że AdamKB uczynił z mojego opowiadanka lekturę obowiązkową ;-) Dziękuję Wam za komentarze -- fajnie wiedzieć, co myślicie.

 

To teraz krótko o tym, co myślę ja.

 

Kiedy pisałem "Uroborosa", chodziło mi głównie o przedstawienie pomysłu, wizji, która miała wywoływać lekkie poruszenie myśli; liczyłem na emocje związane z odkrywaniem tej wizji właśnie. Cudownych wrażeń na innych poziomach, nawrócenia na sf ludzi nieprzekonanych do tego gatunku -- nie oczekiwałem. Cieszę się, że jednego czytelnika tekst zaintrygował na tyle, że chciałby przyznać mi piórkowy laur :-)

 

Na razie nie mam ochoty na rozwijanie "Uroborosa". Czuję, że następne opowiadanie, jakie tu zamieszczę, będzie w innym klimacie. Może nawet niechcący utrafię w gusta Josenheim :-)

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Czy to wyzwanie? ; )

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Raczej wyznanie ;-) Jeśli wyzwanie, to sobie samemu rzucone.

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Ciekawy pomysł. Spodobało mi się. Puenta – bardzo fajna. :-)

Babska logika rządzi!

Przeczytałem, zagłosowałam. Tak trochę w klimacie "Slepowidzenia" i dukajowego "Oka potwora" się poczułem. Nie jestem dobry w te kosmiczne klocki, ale uważam, że było przystępnie. Ciekawe, jak by wyglądało rozbudowane opowiadanie, nie wiem, gdyby jednak fragment z leksykonu wpleśc w treść? Ale w ogóle, fajnie że lovecraftowskie klimaty :)

Finklo, JJ, dziękuję za komentarze. Za głosy również :-)

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Hmmm, może to późna pora, a może… Bez epilogu śladów w fabularnej części opowiadania jest po prostu za mało lub są zbyt skomplikowane. Coś tu podprowadzam czytelnika, coś mu sugeruję, ale nie pokazuję podpowiedzi, która zapali mu żarówkę. Epilog ładnie dopełnia fragment o badaniu Kolosa.

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Inni też twierdzili, że zbyt niejasne. Chyba rzeczywiście powinienem dać jakąś specjalną podpowiedź, chociaż i tak wierzę, że da się zrozumieć bez epilogu :P No, większość. Parę kawałków chciałoby się napisać nieco jaśniej (choć bez przesady), ale niech już zostanie, jak jest. Dzięki, Fishu.

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Warte przeczytania, choć zupełnie nie moja bajka. Bez epilogu czułabym się zagubiona jak Franciszek w czasopętli.

”Kto się myli w windzie, myli się na wielu poziomach (SPCh)

Dzięki, Alex :-)

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Przeczytałem. Pozdrawiam.

Bardzo mi się podobało. Zrozumiałem jeszcze przed wpisem z Leksykonu, ale cieszę się, że tam był, bo raz, że pozwalał jeszcze raz wszystko sobie przeanalizować i uporządkować, a dwa, że po prostu dobrze się czytał. Forma Lemowska – jak przepisane pół biblioteczki w Solaris ;)

Natomiast mimo że zrozumiałem, to i tak byłbym za tym, żeby pierwsza część była napisana trochę jaśniej. Może nie pod kątem większej liczby wskazówek, ale kiedy już coś jest napisane, to żeby to rozumieć, a nie domyślać się ;)

…z drugiej strony, kontrast niejasnej historii Jahna z leksykonem działa na korzyść opowiadania. Więc trochę enigmatyczności bym rozwiał, ale nie całą.

 

Naprawdę bardzo dobry tekst.

„Widzę, że popełnił pan trzy błędy ortograficzne” – markiz Favras po otrzymaniu wyroku skazującego go na śmierć, 1790

Zrozumiałem jeszcze przed wpisem z Leksykonu

Yeah! :)

 

No proszę, zdążyłeś tuż przed trzecimi urodzinami tekstu. Dziękuję, Diriadzie, za odkopanie, przeczytanie i wszystkie uwagi i oczywiście cieszę się, że utrafiłem w gust.

 

A przy okazji za przeczytanie dziękuję również Ryszardowi (lepiej po roku niż po dziesięciu ;)).

 

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Podobało mi się :)

Miło mi to czytać :)

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Mnie też było miło to Uroborosa czytać ;)

Bardzo ciekawy pomysł, choć w pełni go zrozumiałem  i doceniłem dopiero po epilogu. Może nawet sam epilog był ciekawszy. A idea na tyle interesująca, że faktycznie chciałoby się przeczytać o tym coś dłuższego i jaśniejszego. Piszesz jeszcze, Jerohu? :)

Dzięki! Miło, że chciało Ci się wykopać, przeczytać i skomentować ten stary tekst.

Pisuję raczej sporadycznie, ale motywujące opinie, takie jak Twoja, zawsze mogą to zmienić ;)

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Z Twojego komentarza, Jerohu, dowiedziałam się, że przedstawiłeś pomysł, wizję, która miała wywoływać lekkie poruszenie myśli. Z przykrością wyznaję, że moje myśli nie doznały żadnego, nawet lekkiego poruszenia.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Szkoda. Tak czy inaczej, dziękuję za odwiedziny.

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Nowa Fantastyka