- Opowiadanie: Unfall - Szachiści

Szachiści

Dyżurni:

joseheim, beryl, vyzart

Oceny

Szachiści

 

Było jesienne przedpołudnie. Ciepłe promienie słońca odbijały się feerią barw w opadłych liściach, coraz szczelniej pokrywających równo przystrzyżoną, jeszcze zieloną trawę. Zwykły dzień w miejskim parku. Gdzieś w oddali, ledwo słyszalny zgiełk dużego miasta z wiecznie spieszącymi się ludzkimi mrówkami. Jakaś para uprawiała jogging. Starsza pani prowadziła psa, przed którym mały kotek schronił się na drzewie. Młoda mama spacerowała z wózkiem, a obok wagarowicz przejechał na rolkach.

Lekki wietrzyk gonił od czasu do czasu drobniutkie fale po tafli niewielkiej sadzawki. Na jej skraju, przy kamiennym stoliku, usiadło dwóch starszych panów. Rozłożywszy drewnianą, inkrustowaną metalem szachownicę zaczęli ustawiać na niej bogato zdobione figury. Ot, dwóch emerytów zabija czas rozgrywając partyjkę szachów.

– Zaczynaj – rzekł pierwszy ze starców. Był wysoki i chudy, ubrany w czarny, jak stojące przed nim pionki, płaszcz. Jego długie i rzadkie włosy, jak i kilkunastocentymetrowa kozia bródka, falowały z każdym powiewem wiatru.

Jego przeciwnik, choć musiał odpowiadać mu wiekiem, nie wyglądał na zasuszonego. Wysoki, potężnie zbudowany, raczej czerstwy niż suchy. Ubrany był w jasny prochowiec i kapelusz, spod którego wyglądały gęste, srebrne włosy płynnie łącząc się z bujną, choć krótką brodą. Podniósł wielką jak bochen chleba dłoń i bez słowa wykonał pierwszy ruch. Szybka odpowiedź czarnych i kolejny, biały pion ruszył naprzód.

– Eee… Gambit królewski? Już się tak nie gra, staruszku – powiedział mężczyzna w czerni i zbił białego piona. – No dobrze. Jak to mówią, pierwsze koty za płoty.

 

*

 

Szeroką aleją, przy akompaniamencie chóralnych okrzyków, trąbek i co chwilę wybuchających petard, przetaczał się kilkutysięczny tłum. Ktoś przez megafon wykrzykiwał postulaty, których nie można było zrozumieć. Manifestacja zbliżała się do obszernego ronda, na którym ustawił się już kordon policji, wytyczając tym samym dalszą trasę przemarszu. Za nim ujrzeć można było białą furgonetkę z talerzem satelitarnym na dachu.

Na czele kolumny pojawiła się grupa ubranych na czarno mężczyzn w kominiarkach, lub z twarzami owiniętymi szalami. Agresywni młodzieńcy próbowali przedrzeć się w kierunku wozu transmisyjnego. W ruch poszły policyjne pałki i tarcze. W odpowiedzi w powietrze wzbiły się kamienie, kostki brukowe i petardy. Ktoś z tłumu rzucił koktajlem Mołotowa wprost pod nogi jednego z policjantów.

 

***

 

Ostrożnie, kryjąc się za ciężką zasłoną, wyjrzał przez zamknięte okno. W dole grupa policjantów i ubranych w garnitury funkcjonariuszy BORu, ustawiając się za metalowymi barierkami, broniła przed napierającym tłumem dostępu do przeciwległego budynku. Większość manifestantów nie została dopuszczona w okolice ministerstwa, a najbardziej agresywnych demonstrantów wyłapano już wcześniej. Mimo to ciężką atmosferę panującą na zewnątrz dało się wyczuć, nawet przez podwójną, dźwiękoszczelną szybę.

W budynku naprzeciwko otworzyły się drzwi. Delikatnie uchylił okno. Wśród panującego na ulicy gwaru słyszał donośny głos oficera Biura Ochrony Rządu.

– Proszę państwa, proszę o spokój! Przepuścimy teraz delegację z petycją. Maksymalnie pięć osób. Bardzo państwa proszę!

Z budynku ministerstwa wyszła grupka ludzi w garniturach. Otworzył okno nieco szerzej i podniósł ze stolika broń. Oparł kolbę o ramię i przystawił oko do miękkiej, gumowej oprawy celownika. Przez chwilę szukał celu. Pole widzenia wypełniła głowa premiera, a dwie czarne linie zbiegały się teraz na skroni szefa rządu. Położył palec na spuście.

 

*

 

– Szach mat! – wykrzyknął chudy starzec wykrzywiając siną twarz w szelmowskim uśmiechu.

– Nie.

– Co nie?

– Szach, ale nie mat – odpowiedział drugi mężczyzna pochylając się nad stołem. Sięgnął daleko swoją wielką dłonią i przesunął gońca niemal w poprzek całej szachownicy, zbijając czarnego hetmana zagrażającego białemu królowi.

– Ale… – Uśmiech zniknął z twarzy grającego czarnymi, a niemal w tej samej chwili, na ustach jego przeciwnika zawitał podobny.

 

*

 

Był młodym oficerem BORu i po raz pierwszy ochraniał premiera. Dla jego bardziej doświadczonych kolegów był to chleb powszedni, ale jemu krążąca w żyłach adrenalina skutecznie podniosła ciśnienie, wyostrzając jednocześnie zmysły.

Wyszli przed ministerstwo. Próbował skupić się w panującym tam zgiełku. Spojrzał na budynek stojący po drugiej stronie alei. Na ostatnim piętrze zauważył uchylone okno. W ciemnej przestrzeni, tuż przy framudze, mignął mu nikły blask odbitych od szklanej powierzchni promieni słońca. Z krzykiem „snajper” rzucił się na premiera, przyduszając go do ziemi. Rozległ się huk wystrzału. Kawałek tynku odpadł od fasady budynku. Zapanował chaos.

 

***

 

– A może rewanżyk?

– Nie ma mowy! Dobrze wiesz, że nie gram z tobą dla przyjemności. – Postawny starzec zaczął zbierać ze stołu szachowe figury. Jego zmarszczone czoło współgrało z ciemniejącym teraz niebem.

– Rozchmurz się, przecież wygrałeś.

– Wrócisz sam do siebie, czy może mam cię odprowadzić? – Po tych słowach zagrzmiało gdzieś w oddali.

– Oho! Perun, jak widzę, nie w sosie. Widać jeszcze mu nie przeszło, po ostatniej porażce. Już idę! – dodał pospiesznie Weles, gdy tym razem piorun trafił gdzieś bliżej. – Cóż, więc do następnego razu.

– Oby nieprędko – rzucił Gromowładny wstając od stołu.

– Obawiam się, drogi Perunie, że nie będzie nam dane długo czekać. Przy tych podziałach i nienawiści… Tak łatwo jest ich skłócić. Ech, ta słowiańska dusza. 

Koniec

Komentarze

"Napiszcie opowiadanie osadzone w słowiańskim świecie. Niech pojawią się w nim mityczne bóstwa, latawice, leszy, borowy, diaboł (to tylko przykłady, żeby nie było!) korzystajcie bez umiaru z bogatej kultury, kto najlepiej odda ducha tych odległych czasów, ten zwycięży!"

Moje opowiadanie jest osadzone w słowiańskim świecie i pojawiają się w nim mityczne bóstwa. Mam jednak świadomość, że nie oddałem ducha odległych czasów. ;) 

Cóż, nie sądzę, by ten tekst wygrał, nawet jeśli będzie jedynym w konkursie.

Umfallu. Piszesz bardzo ładnie, znać doświadczenie. Opowiadanie bardzo mi się podoba, tym bardziej, że lubię szachy. Delikatne nawiązanie do słowiańskich bóstw, jak najbardziej na miejscu. Obecnie, przy politycznej wrogości w kraju, takie

teksty są potrzebne. Życzę pierwszej nagrody, bo u mnie, już ją masz. Pozdrawiam.

@Ryszardzie - wielkie dzięki za tak przychylny komentarz.

@Gwidonie - Tobie też bardzo dziękuje za komentarz, choć poszedł mi w pięty. Rzeczywiście jest aż tak źle?

Dwie bardzo różne recenzje. Zdecydowanie wolę, gdy Słowianie dzielą się przy komentowaniu mojego opowiadania, niż gdy to robią w innych okolicznościach. ;)

Pozdrawiam

    Oparł kolbę na ramieniu? Przyłożył kolbę do ramienia... Kolbę na ramieniu opiera sie, kiedy oddaje się salwę honorową, a lufy karabinów / karabinków są skierowane do góry. 

Bardzo mi się nie podoba, jeżeli traktuje się kolegę z portalu w ten sposób. Jak można napisać, że opowiadanie nie zasługuje na miejsce, nawet przy zerowej konkurencji? A opowiadanie jest dobre, nie ma przesadnych metafor, język jasny i zrozumiały, intryga przejrzysta, a koniec zaskakujący. Wszystko, co w opowiadaniu potrzebne. Tyle.

Roger, masz rację - "na" sugeruje, że kolba znajduje się nad ramieniem.

Przyłożył i przystawił w jednym zdaniu jakośmi nie pasuje, dlatego zgodnie z definicją kolby oprę ją o ramię strzelca.

Dzięki za wychwycenie błędu.

Pozdrawiam.

    Bardzo słusznie... Wystarczy tylko doczytać się, jak w wojsku wykonuje się  komendę "Na ramię broń!" --- oczywiście, przy użyciu karabinów, bo przy wyposażeniu w  AK-74 nic się nie robi. Zawsze coś... A chłopaki z samozariadkami muszą to wykonać na trzy tempa.  

Istotnie, może nie oddałeś ducha odległych czasów, natomiast duch czasów współczesnych ma się bardzo dobrze. Podobało mi się.  

 

Starsza pani wyprowadzała psa – Myślę, że psa wyprowadza się z domu, potem się go prowadzi lub z nim spaceruje.

 

Lekki wietrzyk gonił od czasu do czasu drobniutkie fale po tafli sztucznej sadzawki. – Nawet jeśli woda wypełnia wgłębienie specjalnie w tym celu wykopane, to o takiej sadzawce nie powiem, że jest sztuczna, tylko nienaturalna.

W tym zdaniu napisałabym: …po tafli sadzawki.

 

Wysoki, krępy, raczej czerstwy niż suchy. – Człowiek krępy, to dość mocno zbudowany ale niewysoki. Według mnie, powinieneś poprawić charakterystykę drugiego pana.

 

…wyglądały geste, srebrne włosy płynnie przechodząc w bujną, choć krótką brodę. – Literówka.

Może brakuje mi wyobraźni, ale nie umiem uzmysłowić sobie, w jaki sposób włosy wyglądające spod kapelusza płynnie stają się brodą. Czy te, z tyłu głowy i nad czołem, też? ;-)

 

…na którym ustawił się już kordon policji określając tym samym dalszą trasę przemarszu. –  …kordon policji, wytyczając tym samym

 

…grupa ubranych na czarno mężczyzn, z kominiarkami na głowach lub z twarzami owiniętymi w szale. – Zobaczyłam grupę mężczyzn, na głowach których leżały kominiarki. ;-)

Proponuję: …grupa ubranych na czarno mężczyzn w kominiarkach lub z twarzami owiniętymi szalami.

 

Pole widzenia wypełniła głowa Premiera – Literówka.  

 

…linie zbiegały się teraz na skroni szefa Rządu. – Literówka.  

 

Uśmiech zniknął z twarzy grającego czarnymi, ozdabiając w tej samej chwili usta jego przeciwnika. – Czy to był ten sam uśmiech? Jeden uśmiech wędrujący z ust jednego pana, na wargi pana drugiego? ;-)  

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Regulatorzy, bardzo sobie cenię Twoje komentarze i łapię się już na tym, że czekam na nie po opublikowaniu nowych opowiadań. Są bardzo rzeczowe i nawet, gdy wytykają błędy, za które autor powinien się bardzo wstydzić, ich forma łagodzi przykre odczucia. Bardzo Ci za nie dziękuję, nie tylko za ten, ale i za pozostałe, nie tylko pod moimi tekstami.

Trochę mi tylko głupio, że w stosunkowo krótkim opowiadaniu, aż tyle udało Ci się znaleźć. Oczywiście korzystam i poprawiam.

Pozdrawiam

Unfallu, Twoja, jakże pochlebna, o moich komentarzach opinia, utwierdza mnie w przekonaniu, że to co robię nie jest całkiem pozbawione sensu. Ponieważ dochodzi do tego przyjemność czytania opowiadań, w żadnym wypadku nie zamierzam „przerywać działalności”.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Drogi kolego, proszę cię o przysługę. Nie mogę wpisać się Marcinowi, bo jak włączam zapis komentarza, to włącza mi się nagranie dźwiękowe. Czy mógłbyś przepisać mój komentarz?--- Drogi Marcinie, mam kłopoty z komputerem. Nie mogę się wpisać. Sprawa walonków nie jest taka oczywista, jak pisze Roger. Produkowano walonki ze skórzanymi spodami.(Sołżenicyn "Archipelag gułag". Jestem przekonany, że twój pobyt na portalu, to tylko etap w twej karierze literackiej--- Z góry dziękuję, za pomoc.

Nie trzeba ;) Czytuje też opowiadania Unfalla :))

...i dobrze robie czytając :)

Ładnie przenosisz akcję Ufallu. Sprytna klamra zamykająca całość - puenta mnie zaskoczyła, przyznam.

Poziomy interpretacji przynajmniej dwa, trzy...

Podobało sie:) - dobrze sie czyta, szkoda ze takie krótkie.

Przeczytałam. Pomysł niezgorszy, wykonanie takoż. Tylko ani się spostrzegłam, a tekst już się skończył. ; P

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Joseheim, Marcinie - Bardzo dziękuję za opinie. Rzeczywiście wyszło krótkie, ale zastrzegam, że nie z lenistwa. Chciałem przedstawić zdarzenia z różnych miejsc, ale zachodzące w tym samym czasie i bałem się, że jeśli poszczególne fragmenty będą dłuższe, będzie to trudne lub mniej czytelne.

Pozdrawiam

Mnie też się podobało, prócz ostatniego zdania, mimo że zakończenie rzeczywiście dobre i zaskakujące. "Tak łatwo jest ich na siebie napuścić." To "napuścić" jakoś mi się nie podoba. Tak ciekawe zakończenie zasługuje na jakieś lepiej brzmiące zdanie, mocniejsze, bez użycia takiego kolokwialnego zwrotu (mimo że to wypowiedź bohatera, a nie narratora). No ale to baardzo drobny zarzut.

Sporo jest opowieści opartych na motywie gier takich osobistości, a samo opowiadanie nie oddaje "ducha czasów dawnych", ale jest sprawnie napisane i dobrze się czytało. Długość jest idealna, dłuższy tekst mógłby trochę nudzić.

Pozdrawiam.

Ech, aż zagrałbym sobie w szachy. Tekst dobrze się czyta, jedynym co mógłbym mu zarzucić byłoby to, że dość szybko można domyślić się o co chodzi (chyba dość popularny motyw: ludzie-figury na planszy).   PS: Tak stracić hetmana, ale za gapa z Gromowładnego. :P

"Najpewniejszą oznaką pogodnej duszy jest zdolność śmiania się z samego siebie."

Dzięki Elnar, że zajrzałeś do tego starszego tekstu. Jak wiele z moich opowiadań to był eksperyment z formą. Ten portal okazał się świetnym miejscem do doskonalenia umiejętności, z czego cały czas korzystam.

Sprytnie zastosowałeś się do reguł konkursu, ale chyba odrobinkę przegiąłeś. ;-) Jako człowiek poczułam się rozbawiona dowcipem, jako czytelnik – zaskoczona, bo nie tego oczekiwałam.

W kontekście konkursu pierwsza scena zbyt wiele ukazuje. Spodziewałam się czegoś takiego po grających, chociaż obstawiałam Białoboga i Czarnoboga.

W rezultacie sama nie wiem, co sądzić o opowiadaniu. Ale czytało się gładko i przyjemnie.

Babska logika rządzi!

Nowa Fantastyka