- Opowiadanie: famil - Tajemnica [KB026]

Tajemnica [KB026]

Autorze! To opowiadanie ma status archiwalnego tekstu ze starej strony. Aby przywrócić go do głównego spisu, wystarczy dokonać edycji. Do tego czasu możliwość komentowania będzie wyłączona.

Oceny

Tajemnica [KB026]

Pamiętam to doskonale. I nie zrozum mnie źle, naprawdę chciałbym uwolnić się od tej historii, lecz wiem, że to jest niemożliwe. Straciłem już nadzieję, że uda mi się kiedyś spokojnie zasnąć, nie widząc w ciemnościach twarzy małej Lilly, Arona, czy Thomasa.

 

Gdy się wprowadzili miałem jedenaście lat. Tyle samo co Thomas. Aron był rok młodszy od brata, a Lilly miała zaledwie siedem lat. Mieszkali z matką, która pracowała całymi dniami zostawiając dzieci pod opieką Thomasa. Choć mogłoby się to wydawać nieodpowiedzialne z jej strony, to w ich sytuacji materialnej, nie miała innego wyjścia.

 

Mieszkali naprzeciwko mnie i od razu gdy się tylko pojawili zaprzyjaźniłem się z całą trójką. Pamiętam wspaniały uśmiech Lilly, który był jak ciepło ogniska w środku ciemnego i zimnego lasu. Bawiliśmy się w czwórkę godzinami. Kiedyś opowiedziałem im bajkę o wielkim potworze, mieszkającym w pobliskim lesie, który ukrywa się przed światem, a pokazuje się tylko po zmroku. Byli zafascynowanie opowieścią i nietrudno było ich namówić, aby wyruszyli ze mną na poszukiwanie bestii.

 

Zbliżała się zima i słońce zachodziło już wcześnie, tak więc stwierdziliśmy, że zdążymy wrócić zanim ich matka skończy pracę. Powiedziałem rodzicom, że idę się do pobawić do sąsiadów i liczyłem na to, że nie zechcą nagle mnie tam odwiedzić. Sprytny plan.

 

Aron przyniósł latarkę i ruszyliśmy na poszukiwania potwora.

 

W lesie było zdecydowanie ciemniej niż sądziliśmy wcześniej i Lilly po pewnym czasie chciała wrócić do domu. Przekonaliśmy ją, że ma się nie mazgaić i jeżeli chce zobaczyć potwora ma siedzieć cicho. Cienie jakie rzucały gałęzie drzew, wyglądały jak stado dzikich stworów i mieliśmy wrażenie, iż zewsząd nas otoczyły. Dziecięca wyobraźnia to potęga. Wtedy, aby było ciekawiej zgasła latarka.

 

Lilly całkowicie spanikowała, rozpłakała się i błagała nas abyśmy wracali do domu. Jako jedyny znałem dobrze ten las jednak po ciemku straciłem kompletnie orientację. Wtedy z pomocą przyszedł Thomas. Wyciągnął z kieszeni zapalniczkę, powiedział, że to pamiątka po ojcu. Była srebrna, a z boku namalowany złotym kolorem były małe skrzydła. Bardzo ładna zapalniczka.

 

Blask płomienia pomógł mi rozpoznać miejsce, w którym się znajdowaliśmy. Wyprowadziłem nas z lasu i ruszyliśmy w sronę bloku. Rozstaliśmy się na klatce, po czym każdy poszedł do siebie.

 

Kilka dni później z samego rana przyszła policja. Przesłuchiwali ojca, matkę, a później mnie. Jakaś kobieta wypytywała o rodzeństwo mieszkające naprzeciwko. Czy się dobrze znaliśmy, kiedy ich ostatnio widziałem. Jak się później okazało zaginęli. Pamiętam doskonale płacz ich matki, straszne.

 

Po jakimś czasie znaleziono zakrwawiony kamień i kawałek nadpalonej bluzki Lilly dokładnie w tym miejscu, gdzie zgasła nam wtedy latarka. Pewnie poszli szukać dalej tej bestii.

 

Wyobraź sobie jak się czułem. To ja im opowiedziałem tą głupią bajkę, to ich tam przyprowadziłem. Co się naprawdę stało pewnie nigdy się nie dowiemy. Ciał nie odnaleziono.

 

– To okropne.

 

– Mi to mówisz? Ja muszę z tym żyć. – Mężczyzna wstał i odszedł. Włożył papierosa do ust, po czym przypalił go srebrną zapalniczką z namalowanymi złotymi skrzydełkami.

Koniec

Komentarze

Jako tytuł wystarczyłaby sama "Tajemnica".

Ale jaja są z tym edytorem. Wklejam kilka razy tak samo sformatowany tekst i za każdym razem wygląda inaczej :)

Dzięki za wskazówkę ;)

Chlip chlip

Zastanawiam się, czy ten tekst zostanie właściwie odebrany ;)

" ...miejsce, w którym się znajdowaliśmy o poprowadziłem nas do domu." - to zdanie  jest dla mnie mało zrozumiałe. Jakiś błąd czy literówka?

Tak, mały błąd. Musiało mi uciąć trochę tekstu przy wklejaniu. Dzięki za zwrócenie na to uwagi :)

Zastanawiam się, czy właściwie odczytałam ten tekst. Od jak dawna facet używał srebrnej zapalniczki z namalowanymi złotymi skrzydełkami?

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Tępa jestem i aluzji może nie odebrałam, ale jeśli to on ich zabił, zdanie o tym, że wyprowadził ich z lasu i wrócili do bloku jest dla mnie niezrozumiałe. Chyba, że jednak coś źle interpretuję...

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Jeżeli tekst jest opowieścią mężczyzny z zapalniczką, który streszcza tę historię jakiejś osobie, jakie zdarzenie podczas pobytu tej grupy w lesie można uznać za metaforę? ;)

Nowa Fantastyka