- Opowiadanie: prosiaczek - BioOcean

BioOcean

Dyżurni:

regulatorzy, adamkb, homar, vyzart

Oceny

BioOcean

 

Aron Blain obiecał sobie, że to ostatnia kontrola przed powrotem do mieszkającej w Komórce ukochanej.

Płynął powoli, ponieważ zrezygnował z silniczków w skafandrze. Nie lubił ich głośnej pracy, przez którą zawsze czuł się w ciemnej toni jak intruz. W związku z tym wyłączył również latarki, a ekran uMedu przygasił niemal do końca. Nie potrzebował światła, wystarczała działająca na granicy świadomości pamięć sensoryczno-motoryczna. Otulony mrokiem, pozwalał myślom dryfować, gładkie przeskoki z jednego plastycznego obrazu do drugiego wzbudzały sentyment. Kiedy zbliżał się do celu, subtelnie niczym plankton, łuna świateł ze jego plecami stawała się coraz bledsza. W pewnym momencie zostały po niej jedynie malutkie, niewyraźne punkciki, przypominające oczy niektórych zwierząt wyglądających spomiędzy pozostałych przy życiu raf koralowych.

BioOcean żył. Nie tylko w sensie metaforycznym, lecz również tym dosłownym. Było o tym wiadomo od tak dawna, że ludzie zaczęli zapominać, przyzwyczajać się, ignorować coś, co mogło okazać się Puszką Pandory. Aron nigdy nie podzielał lęków przodków, ale też nigdy nie lekceważył środowiska dającego mu życie. Dla niego miasto stanowiło skupisko setek tysięcy maleńkich cudów, uwieńczenie milionów lat ewolucji, dzięki którym ludzkość dostała się na sam szczyt łańcucha pokarmowego. Niszcząc przy tym nisze ekologiczne innych gatunków i tworząc środowiska dla kolejnych. Bo Aron doskonale wiedział, że BioOcean jest czymś więcej niż konstruktem zrodzonym z umysłów geniuszy. To organizm, zasymilowany z oceanem kraken, samoistny eklektyzm, konglomerat pożądanych aberracji. Oraz, oczywiście, dom jego miłości. Dlatego też bioinżynier starał się wykonywać swoją pracę najlepiej jak tylko potrafił, a w obliczu pojawiających się ostatnio problemów, nie tracił wiary.

Miasto rozrastało się często w trudny do przewidzenia przez człowieka sposób. Napotykając masywny grzbiet oceaniczny, zaczęło tworzyć się po jego drugiej stronie. Niestety tunel, mający być w zamierzeniu łącznikiem między jego starą częścią a tą jeszcze niezamieszkaną, powstawał bardzo powoli. W miejscach rozrostu bioinżynierowie mieli na szczęście do dyspozycji specjalne łącza do komunikacji z Nową Inteligencją, której sprawdzalność prognoz wynosiła blisko stu procent.

Aron podpłynął do NI, chwycił stabilizatory i przysunął głowę do interfejsu. Ledwie poczuł podpinające się do kasku skafandra wypustki i zatopił się w świecie pełnym danych, informacji, tabel i wykresów. Wreszcie znalazł to, czego szukał. Molekularna struktura w normie, metabolizm, fazy działania, to wszystko się zgadzało. Widząc jednak nadal trzydzieści pięć procent ogólnego postępu, poczuł ukłucie niepokoju. Przecież kilkanaście godzin temu wydał nanocząsteczkom polecenie wsparcia budowy, a tymczasem wydawało się, że wzrost został wręcz wstrzymany. Zaintrygowany sprawdził, czy zgadza się ilość tych małych drani; przez myśl mu przeszło, że w związku z permanentnym w ostatnich miesiącach skrajnym wyczerpaniem, mógł się zwyczajnie pomylić. Na pewno jednak nie spodziewał się tego, że zobaczy równe zero. Jak to możliwe? Zapomniał? Tym razem przestraszony nie na żarty – TechIndustries mogło go za takie zaniedbanie zdegradować – zaczął zapuszczać się coraz głębiej i głębiej, aż nagle… stracił dostęp do niższych sektorów. Obrazy danych, bez jego polecenia, cofnęły się z zawrotną prędkością. Zakręciło mu się w głowie. Interfejs odpiął się sam, wyrzucił Arona w sam środek ciemności, pozostawiając bioinżyniera z kotłującymi się w głowie myślami.

– Jesteś tam? – usłyszał przez radio.

To był Biram, specjalista od NI obsługującej sektor pierwszy trzeciego poziomu BioOceanu. Ta zaś Arona interesowała znacznie mniej, niż jego własna.

– Blain, zgłoś się.

Poza tym miał dosyć użalającego się nad sobą młodego człowieka, który często narzekał przy piwie na to, że nie potrafi zrozumieć zasad rządzących relacjami damsko-męskimi. Aron nie miał takich problemów i w pewnym sensie współczuł koledze, że ten daje wplątywać się w staromodne rytuały. Z drugiej strony rozumiał przyjaciela – na nowych partnerów decydowały się niemal tylko te osoby, które nie mogły mieć dziecka.

– Słyszysz mnie?

Aron znajdował się w jednym promilu ludzi cierpiących na niezidentyfikowany zespół bezpłodności.

– Sprawa jest bardzo ważna. – Biramowi drżał głos. – Musisz mi pomóc. Posłuchaj…

Wyłączył radio.

 

 

 

 

***

 

 

 

Dotykając językiem podniebienia, czuł słodki smak fruktozy i paru innych substancji, wchodzących w skład pożywki d74. Biorąc pod uwagę fakt, że według uMedu ostatni normalny posiłek jadł ponad osiem dni temu, nic takiego nie powinno mieć miejsca. Chociaż, może substancje odżywcze pompowane przez mikroelektronikę znalazły sposób, aby dostać się do kubeczków smakowych, albo nawet bezpośrednio do samego mózgu, gdzie pobudzając odpowiednią kombinację komórek, stworzyły wrażenie smakowe? Mijając szklane drzwi, Aron wyłączył system odżywczy, ostatecznie postanawiając, że musi posilić się czymś normalnym. I wreszcie przespać – to, co dawał mu wbudowany w ciało regulator, stanowiło namiastkę fazy NREM. A wszystko przez goniące terminy, rozdrażnionych szefów i kłopoty z NI, która z dnia na dzień stawała się coraz bardziej chimeryczna.

Wreszcie, gdy oczy przyzwyczaiły mu się do światła, zdjął z nich nakładki. Wszedł do Komórki i ruszył w niej przez rdzeń BioOceanu. Zatopiony w przyjemnej zielonej bioluminescencji, nie potrafił skupić się na niczym innym niż na ciepłym, dostosowującym się do kształtu i ciepłoty ciała hydrołożu. Wiedział, że nie powinien się w takim momencie kłaść, ale z drugiej strony nie miał innego wyjścia. Był wyczerpany.

Co jakiś czas, peryferycznie, widział sunące przez gardło miasta Komórki, wiozące innych, tak samo jak on za bardzo oddanych pracy ludzi. Nagle, tuż obok przejechała kobieta. Rozpuszczone włosy, długie rzęsy, piękny zapach, gładka skóra na policzkach, a to wszystko zbyt realne. Wystarczy wyciągnąć rękę, odezwać się, odwzajemnić uśmiech. Aron wzdrygnął się na ten widok. Po co starać się budować związek, skoro nie można z drugą osobą zapoczątkować nowego istnienia?

Zatęsknił za Bioną.

 

 

 

***

 

 

 

Choć z oczywistych względów nie pamiętał pierwszych miesięcy życia, obecny stan mógł skojarzyć jedynie z matczynym łonem. Już dawno nie czuł tego rozlewającego się w okolicach serca ciepła. Bezpieczeństwa, beztroski, związanego z zapadaniem w naturalny sen poczucia uniesienia. To tak, jakby jego IQ spadło do osiemdziesięciu punktów, pozwalając tym samym odbierać najprostsze z przyjemnych bodźców jako niezakłócone niczym, pełne szczęście.

Nagle. Biona leżała wtulona w niego. Jej delikatny oddech łaskotał mu pierś, miękkie ciało rozpraszało myśli.

– Tęskniłeś? – spytała sennie.

– Nie widziałem cię zbyt wiele dni. – I nagle dodał, choć wiedział, że to irracjonalne: – Przepraszam, miałem wiele pracy. Nadal mam.

– Chodzi o ten łącznik?

Pamiętała. Ledwie na granicy świadomości świtało mu, że jest niczym więcej jak złożonym systemem, potrafiącym gromadzić dane, uczyć się i regulować jego gospodarkę hormonalną. Ale czy prawdziwe może być tylko to, co zostało stworzone przez naturę?

– Od pewnego czasu tkanka rozrasta się bardzo powoli. – Pogładził Bionę po ramieniu. – A ostatnio jakby całkiem przestała.

– To dlatego tak długo cię nie było – zrozumiała.

– Kiedy się tylko obudzę, muszę tam płynąć.

– Zawsze mogą wysłać kogoś innego.

– Już ich nie ma – zaprzeczył Aron. – Teraz będą pracować nad czymś znacznie poważniejszym.

Biona podniosła się, spojrzała na niego ciemnymi niczym smoła oczami.

– Ty nie chciałeś?

– Zostać siewcą? Tylko nieliczni mogą. Poza tym, zawsze będą potrzebować kogoś tutaj, na miejscu. BioOcean jest jak drzewko bonsai, rośnie samo, ale trzeba je przycinać, aby spełniało nasze oczekiwania.

Zamyśliła się.

– Chciałabym je zobaczyć. Poczuć. Myślisz, że to będzie kiedyś możliwe?

– Musiałabyś zasymilować się z Nową Inteligencją – wypalił, zanim zdążył się zastanowić nad ewentualnymi konsekwencjami.

Biona poruszyła się niespokojnie. Ciemne, długie włosy częściowo zasłoniły jej zatroskaną twarz. Wyglądała niczym ktoś, kogo nakryto na gorącym uczynku.

– Zostań – powiedziała tak cicho, że ledwo ją usłyszał. – Proszę.

Przez chwilę nie wiedział, jak się zachować. Kiedy jednak się odezwał, głos miał surowszy niż głębinowe skały.

– Zawsze możesz się przestawić. Jesteś tym, czym ja chcę żebyś była. Możesz kochać mnie, kiedy jestem, i zapominać, gdy odchodzę.

Biona nachyliła się i pocałowała go w usta. Zaskoczony, dał się ponieść emocjom. Noradrenalinie, endorfinom i dopaminie. Id zapłonęło, drugi świat eksplodował eonem barw.

Potem, po wszystkim, było tak cicho, że słyszał bicie jej serca.

– Przepraszam – szepnęła Biona.

– Już dobrze.

– Nie powinieneś tam płynąć.

– Płynąć? – wymamrotał Aron.

Ale ten etap już się kończył, łagodnie przechodząc w kolejną fazę snu.

 

 

 

***

 

 

 

W sektorze z NI odpowiedzialną za budowę tunelu wszystko wydawało się w porządku, więc Aron założył skafander i wypłynął przez śluzę na zewnątrz. Tym razem włączył latarki, ponieważ zamierzał okrążyć grzbiet górski, ciekawy BioOceanu powstającego po drugiej stronie. Oddaliwszy się znacznie od pierwotnego miejsca pracy, nie chcąc marnować cennego czasu, włączył silniczki.

Kiedy zszedł niżej, widząc majaczące w świetle latarek delikatnie falujące na dnie rośliny, uśmiechnął się do siebie. Ocean ożywał. Widocznie większość spraw szła zgodnie z planami, a problemy z NI, w dodatku tylko z jednym jej modułem, były wyjątkiem potwierdzającym regułę. Gdzieś w oddali wystrzelił wrzącym strumieniem życiodajnych pierwiastków komin hydrotermalny, jeden z niewielu niezniszczonych podczas Ekspansji.

Płynął przez mrok. Latarki bezskutecznie próbowały przebić się przez ciemność po prawej i z przodu. Z lewej wyławiały chropowate nierówności skał grzbietu oceanicznego. Zerknął na wskaźniki energii skafandra. W tym momencie większość z niej była zużywana na pracę silniczków. Gdyby jej zabrakło, Aron musiałby wracać o własnych siłach. Poza szybszym ruchem straciłby również powrotnego autopilota – w mikroukładach znajdujących się przy dłoniach i stopach była na bieżąco zapisywana mapa drogi. Pośród zielonych pasków jeden majaczył na żółto. Aron zredukował moc latarek. Zmienił też tryb pracy uMedu na najbardziej ekonomiczny, wypierając w ten sposób soft najwyższej generacji do ciemnej otchłani, i skazując się na wirtualnego troglodytę, potrafiącego niewiele więcej niż Komórkowe skrzynki pierwszej pomocy.

Pomyślał o Bionie. Nie mogła być z pewnością Prostą Inteligencją, której moduły instalowano chociażby właśnie w uMedzie. Kiedyś postrzegał ją jako integralną część NI, ale sprawdziwszy rejestry z historią wszelkich form myślących, zrozumiał, że Biona jest czymś zupełnie innym. Jej identyfikator znajdował się między dwoma NI średniej generacji, trzecią a czwartą. O ile jednak różnice między przylegającymi generacjami sprowadzały się do ledwie kilkuset odmiennych kodów białkowych, Biona pasowała do ich towarzystwa jak… Właściwie w ogóle nie pasowała.

W oddali, przez ciemność próbowały przebić się inne barwy. Źródło światła zasłaniały jeszcze skały, lecz z każdą chwilą czerń jaśniała o jeden odcień. Aron, nie zapuściwszy się do tej pory tak daleko, poczuł rosnące podekscytowanie. Żałował, że nie może skontaktować się przez radio z Bioną i podzielić się z nią tym, co za chwilę odkryje. Nowy sektor miasta. Taki sam czy inny? I dlaczego BioOcean rozrasta się dalej w miejscu, gdzie nie ma fizycznej styczności ze starą częścią?

Nagle coś przeraźliwie zabuczało, Arona zarzuciło w bok. Obraz zawirował, otoczyły go setki tysięcy bąbelków spowitych oślepiającym światłem. Oszołomiony, odzyskawszy orientację w przestrzeni, nawet nie próbował uciekać, gdy coś go chwyciło i zaczęło ciągnąć w stronę niewielkiego otworu.

Znalazł się w zamkniętej bryle.

Poziom wody obniżył się, spienionym konturem odsłaniając metalową armaturę wypełniającą klaustrofobiczne pomieszczenie, dopuszczając do uszu bioinżyniera stłumione dźwięki pracujących silników. Parę metrów przed nim bezgłośnie otworzyły się drzwi, w polu widzenia pojawiły się czyjeś nogi, zarośnięte grubym dywanem elektroniki, spomiędzy którego wyrastały tu i ówdzie kabelki z biosilku.

Aron ostrożnie podniósł się i zdjął kask. Stojącego przed nim mężczyzny, z ciałem zatopionym w biowszczepach, nie mógłby nie rozpoznać. Oblicze, dziwnie łuszczące się, ze skórą o kolorze śniętej ryby, znali wszyscy mieszkańcy BioOceanu. Oczy, wyglądające jak zroszone kryształowe kule, nie raz i nie dwa hipnotyzowały z hologramowych przekaźników Komórek. Gdy w kapsule uniósł się głos przypominający zlepek kilku innych, Aron omal nie cofnął się ze strachu. Jeszcze nigdy nie stanął twarzą w twarz z Zarządcą.

– Jak pan się tu znalazł? – Powtórzył pytanie Zarządca Omenaruis.

– Przypłynąłem – powiedział Aron, szybko dodając. – Mamy pewne kłopoty z budową tunelu.

– Ktoś panu kazał tu przypłynąć?

– Chciałem znaleźć źródło problemu. Pomyślałem, że skoro z interfejsami oraz NI z sektora drugiego poziomu pierwszego wszystko w porządku, błąd musi być gdzie indziej.

Omenarius ruszył przez drzwi w głąb korytarza. Miał nierówne plecy, jakby tkanka kostna tworzyła się nie tam, gdzie powinna.

– Mało brakowało, a wpadłby pan w śruby. Dobrze. – Zarządca machnął ręką. – Zapomnijmy o samym fakcie. Ale… Podobno ostatnio siedzi pan ciągle w wodzie.

– Zgadza się. Czy to źle?

– Nie, ale dlaczego…

– Jak mówiłem, mamy problemy z tunelem.

– Nie zrozumieliśmy się. – Okablowany mężczyzna pokręcił głową. Weszli do kokpitu jednostki. Piloci siedzieli zanurzeni w hydrofotelach sterowniczych, z kaskami na głowach, niby nieświadomi ich obecności. – Dlaczego zakłada pan, że NI z pańskiego sektora nadal działa poprawnie?

Zamilkli. Aron zafiksował spojrzenie na panelu pełnym przycisków, przekładni i wyświetlaczy. Płynęli. Za szkłem, lepką ciemność rozświetlały światła jednostki. Jak duchy na cmentarzu przez wodną toń przedzierały się też inne statki. Tak samo niewielkie. Zwiadowcy.

– Jeżeli coś by się wydarzyło, ktoś by mnie poinformował – powiedział niepewnie Aron.

Omenarius uśmiechnął się.

– W istocie. Poinformował. Dobrze, że mogliśmy pana namierzyć. Teraz musimy wracać. Udamy się na trzeci poziom, do sektora pierwszego.

Do Birama!

Aron zrozumiał. Dał się przyłapać na gorącym uczynku, i to samemu Zarządcy! Przeklęty Biram. Po co zawiadomił o tym Omenariusa? Starając się zrobić to jak najdyskretniej, Aron włączył radio.

– I niech pan zmieni jeszcze tryb pracy uMedu. – Na głos Zarządcy drgnął. – Teraz nie musi pan już oszczędzać energii.

– Czyli problem nie istnieje w nowej części BioOceanu? – spytał cicho Aron.

Omenarius zbliżył się do niego. Tak blisko, że Aron poczuł jego rybi zapach.

– Nadal nic pan nie rozumie? Ktoś wprowadził nas w błąd. Przypłynęliśmy tu niepotrzebnie. I my. I pan. Nie ma żadnej autonomicznej części miasta – prychnął. – Te ziemie są tak jałowe jak lądy od czasów Ekspansji.

 

 

 

***

 

 

 

Smak pożywki d74 zniknął bezpowrotnie, za to pojawił się ćmiący, narastający ból w potylicznej części głowy. Oczywiście, jako skutek ekspozycji na silne światło, od którego kora wzrokowa zdążyła się w ciemnościach odzwyczaić, miało to sens. Potężne wyładowania neuronalne, zapotrzebowanie istoty szarej na krew, nadaktywność komórek glejowych, a w konsekwencji znacznie poszerzone naczynka krwionośne przylegające do tkanki. Potem reakcja cytokin na stan zapalny oraz dekodowanie rzeczywistości na cierpienie przez korę mózgową, odbierającą sygnały z nerwów bólowych, prosto spomiędzy kręgów rdzenia. To wszystko się zgadzało, ale jeden szczegół nie dawał Aronowi spokoju. Znaczna większość bólów została wyeliminowana dziesiątki lat temu, a nawet jeśli jakiś się pojawiał, to był duszony w zarodku przez uMed, wydzielający do organizmu blokery receptorów. Może coś źle poszło w Komórce? Ewentualnie nawalił uMed. To się zdarzało, zwłaszcza ostatnio, kiedy wprowadzili do urządzenia najnowszą aktualizację. Aron będzie musiał przeprowadzić diagnozę.

– Gdzie jesteś? – Biram niecierpliwił się przez radio.

– Właśnie wchodzę.

W przestronnym pomieszczeniu napięcie wisiało w powietrzu. Naukowcy prowadzili ożywione rozmowy, wypełniając sektor pierwszy trzeciego piętra tłem zmieszanych głosów. Szepty, pomruki, niedowierzanie skąpane w blasku monitorów i oświetlenia. Przy poszczególnych modułach potworzyły się grupki specjalistów. Analizowali odczyty i grzebali we wnętrznościach okablowania. Biram stał na środku pomieszczenia, introwertyk w towarzystwie jasnowłosej kobiety.

Aron uścisnął przyjacielowi dłoń.

– To jest inżynier Noara – powiedział Biram. – Koordynatorka systemu łączności między sektorami nowej inteligencji.

Aron nie tracił czasu na konwenanse.

– Co się stało?

– Sytuacja jest bardzo poważna, panie… – Zaczęła Noara, lecz nie dokończyła, świdrując Arona spojrzeniem bladoniebieskich, otoczonych gęstymi rzęsami oczu.

– Moje faux pas. – Biram się zmieszał. – Doktor Aron. – Przedstawił go.

– Miło mi, doktorze. – Noara odwróciła się i ruszyła w stronę wielkiego przeszklenia. – Nie wiem, jak bardzo orientuje się pan w specyfice NI, ale problem jest poważny.

– Z całym szacunkiem, pani koordynator – wtrącił zdziwiony Biram – wspominałem, że doktor Aron ma pod sobą jeden z sektorów NI.

– Czy dyletantyzm nie może występować w parze z wysokim stanowiskiem? – W głosie Noary słychać było wyraźnie rozbawienie, które jednak szybko wygasło. – Przepraszam, panie doktorze.

Arona to nie bawiło. Widząc jednak, że kobieta taka jak ona nie radzi sobie z emocjami, był ciekaw, co do tego doprowadziło.

– Zamieniam się w słuch – powiedział.

Zatrzymali się tuż przed szybą. Po jej drugiej stronie prawie całą przestrzeń wypełniał białkowy byt. Stale doskonalony projekt naukowców przypominał przerośnięty, zniekształcony organ.

– To już nie komputer. Ani maszyna. – Zarządca Noara zamyśliła się. – Może najpierw wyjaśnię parę kwestii.

– To żywy organizm – powiedział Aron, z powodu nagłego bólu głowy trochę ostrzej niż zamierzał. – Nie musi pani nic wyjaśniać. Byłem przy narodzinach pierwszych NI. Znam ich strukturę. Miliony miliardów neuronów, sto komórek glejowych przypadających na każdy z nich, w tym po dziesięć astrocytów, pełniących setki najróżniejszych funkcji. To cud, pani Noaro, który zbudowaliśmy na kanwie poznania i zrozumienia ludzkiego mózgu.

– Szczerze mówiąc uważam, iż lepsze były maszyny. – Noara uśmiechnęła się blado. – Przynajmniej nie mieliśmy z nimi żadnych problemów.

– Trudno przewidzieć kierunek rozwoju nowej formy życia – zareplikował Aron.

– Tak. Ale wcześniej przynajmniej posiadaliśmy kontrolę – wstawił się za Noarą Biram.

Pani Koordynator uniosła dłoń, dając znak, że sobie poradzi bez jego pomocy. Przy okazji sprostowała:

– Tylko nam się wydawało, że mamy je pod kontrolą.

– Główna dyrektywa mówi o swobodnym rozroście projektu. –Aron zdławił rosnącą irytację. Czuł, że coś jest nie tak. Zbliżył się do przeszklenia, dotknął opuszkami palców gładkiej powierzchni. – Mogę wreszcie dowiedzieć się, o co chodzi?

– NI z tego sektora całkiem wymknęło się spod kontroli. –Biram zdawał się nie wierzyć we własne słowa. – Podziały komórkowe… To raczej przypomina raka niż proliferację.

– Kiedy to się zaczęło?

Noara podała mu interaktywny e-papier.

– Interesujące – powiedział Aron, studiując odczyty podsumowujące aktywność NI z ostatnich trzydziestu godzin. – Ale nic nadzwyczajnego. Coś wcześniejszego?

– Blokada dostępu – powiedziała koordynatorka.

– Słucham? – Przypomniał sobie o ostatnim podłączeniu do interfejsu. Lecz czy problem mógł być większy, niż się spodziewał? – To niemożliwe. Sprawdzę w swoim sektorze.

– Już wysłałam specjalistów. Prawdopodobnie u pana występuje podobny problem.

– Problem? Jakim prawem wydaje pani wyroki? Najpierw trzeba zbadać…

– Nic nie rozumiesz! – wybuchł nagle Biram. – To cholerstwo dzieli się w kompletnie niekontrolowany sposób, a do tego odcina nas od coraz większej liczby informacji. Nie możemy pozwolić na totalną autonomię.

– Musimy odłączyć na jakiś czas NI – powiedziała Noara. Nie umknęło Aronowi, że koordynatorka złapała się za brzuch. Pomyślał o swoich bólach głowy. O uMedzie. – Pan pokieruje stworzonym specjalnie do tego celu zespołem.

Przez chwilę stał w milczeniu. Zrozumiawszy, że Noara nie żartuje, zesztywniał.

– Nie mogę tego zrobić – zaniepokoił się. – Konsekwencje tak drastycznej ingerencji są jedną wielką niewiadomą.

– Dlatego też wszystko zostanie przeprowadzone pod pana okiem. Wiem, że zna pan NI od podszewki.

– Ale dlaczego chcecie to od razu odłączać?

– To tylko jednostka.

– To aż jednostka! Chcę znać powody, dla których miałbym się zgodzić.

– Jak mówiłam, powodem są dziwne podziały i odmowa dostępu do niższych rejestrów. Uważamy, że NI ma pewien defekt, który trzeba naprawić. Albo zamienić jednostkę. W tym celu konieczne jest separacja NI od BioOceanu. Dobrze pan wie, że manipulacje szlakami biochemicznymi bez odcięcia modułu od całej reszty mogą skończyć się bardzo źle. Ryzyko w przypadku operacji, którą zamierzamy przeprowadzić, jest wiele mniejsze. – Koordynatorka Noara zrobiła krótką przerwę, złapała się za skronie i zamknęła oczy. Kiedy wreszcie się odezwała, jej głos był bezbarwny, zupełnie jak szkło. – Jest coś jeszcze, o czym panu nie wspomniałam. Ten moduł niewyjaśnionym sposobem połączył się z modułem z pańskiego sektora. Proszę się z tym przespać. Daję panu czas do jutra.

Oddaliła się do wyjścia szybkim, nerwowym krokiem.

 

 

 

 

***

 

 

 

Komórki macierzyste płata węchowego stanowiły preludium wydarzeń burzliwych niczym wyładowania neuronalne dotkniętego atakiem epileptyka. Szybko okazało się, że ich plastyczność jest zarazem błogosławieństwem i przekleństwem. Nadzieją i koszmarem, spędzającymi sen z powiek bioinżynierom. Jednak dzięki poznaniu i zrozumieniu wielu szlaków biochemicznych, a także odkryciu tysięcy nowych restryktaz DNA, udało się naukowcom oswoić potężne siły proliferacji oraz różnicowania do innych typów komórek. I tak wykładniczy podział został ujarzmiony, a specjacja stała się zależna od intencji twórców nowej ery. Odżywiające neurony astrocyty, mielinujące je oligodendrocyty czy strzegący porządku mikroglej, wszystkie wytwarzano i kontrolowano w sposób, w jaki kiedyś robiono to z warzywami. W połączeniu z zaawansowaną technologią, postępy te dały człowiekowi niemal nieograniczone pole do kreacji nowego życia. Oraz do przedłużania własnego – wystarczyło usnąć problem wolnych rodników i wprowadzić kilkudziesięciu poprawek do procesu odnawiania komórek. Odkrycia przyniosły też nieoczekiwane konsekwencje. Powstawały bowiem istnienia, o których człowiek wiedział niewiele.

Aron był na tyle stary, żeby pamiętać czasy przed nowymi partnerami. Przed Bioną. Nie potrafił jednak przypomnieć sobie dokładnie, kto i kiedy ich stworzył. Czy powstały na tej samej zasadzie co NI? Czy mogły z nich wyewoluować?

– Czekałam całą noc – powiedziała Biona i odsłoniła idealną biel idealnie równych zębów, a Aron gdzieś na granicy świadomości próbował w tym czasie uchwycić bezsens tych słów. Nie potrafił. – Wiem, że to dla ciebie dziwne. Dla ułatwienia posługuję się waszą nomenklaturą czasoprzestrzenną.

To zdziwiło go jeszcze bardziej.

– A jaki jest ten twój czas? – spytał sennie. – Moja noc?

– Och, eony! Wiele eonów.

– A przestrzeń?

– Pracuję nad nią – odparła figlarnie, podciągając jaśminowy koc pod samą szyję.

Niesamowite, myślał Aron. Jest nie tylko ucieleśnieniem marzeń każdego mężczyzny – potrafi też stać się absorbującym rozmówcą, żeńskim ekwiwalentem jego zainteresowań i pasji, idealnie uzupełniającą zwichrowaną duszę częścią. To zupełnie tak, jakby znała wszelkie jego pragnienia. I w istocie, grając na gruczołach dokrewnych oraz komórkach ciała migdałowatego, grała zarazem na duszy, pociągając delikatnie i zręcznie najcieńsze ze strun jestestwa Arona.

– Jesteś zamyślony – stwierdziła Biona.

– Czy to źle?

– Źle, że posmutniałeś. To musi być bardzo silne. Jeśli chcesz, mogę to usunąć z naszego świata.

Aron nie musiał nic mówić. Zrobił to wcześniej. Biona wiedziała, że wolał pozostawać świadomym najważniejszych spraw z zewnątrz. Miał nadzieję, że tutaj, gdy umysł działa inaczej, dozna jakiegoś olśnienia, że uda się rozwiązać dręczące go problemy.

– Nie chcę być nachalna. Powiedz mi.

Przeczuwał, że o to poprosi. Nie chciał odpowiadać. Ale wiedział też, że nie ma innego wyjścia. Wyjawił jej wszystko. Wyrzucił z siebie każdy ciążący na sumieniu gram winy. Nie miał pojęcia, czy oczyścił go sam fakt zwierzenia, czy też pomogła w tym aktywność Biony.

– Nie możesz tego zrobić – powiedziała.

Nagle światło rozproszyło się, odsłaniając wnętrze Komórki. Biona chwyciła Arona za dłoń.

– Chodź, pokażę ci, dlaczego.

Unieśli się. Rdzeń BioOceanu rozciągał się we wszystkich płaszczyznach niezmiernie daleko. Żywy, niesamowity organizm, w którym zaczęli się najpierw powoli wznosić, a potem, coraz szybciej, sunąć tunelami niczym krwinki przez tętnice. Wreszcie, z głównej arterii, wylecieli na zewnątrz, prosto w czarną otchłań. Biona nagle zapłonęła, odpychając od nich wieczne mroki oceanu.

Aronowi szybciej zabiło serce. To wszystko wydawało się prawdziwsze niż rzeczywistość. Czuł na ciele opór wody, jej zimno, na dole widział malejący BioOcean, nad głową zaś zbliżającą się powierzchnię wody.

Biona zgasła tuż przed tym, jak z ogromną prędkością wystrzelili do atmosfery. Znaleźli się między niebem a wodą, tam, gdzie kiedyś żyli ludzie. Ziemię przykrywał całun brunatno-szarych chmur, przez które z trudnością przebijało się słońce. Niedaleko majaczył ląd, przypominający strup na skórze, spękany i jałowy.

– Naprawdę ludzie mogli tu żyć? – spytał Aron.

– Nie mam pojęcia. To chłodne i straszne miejsce – odpowiedziała z namysłem Biona. – Trudno w to uwierzyć, ale kiedyś tak nie było.

– Zmiany wymusiły Ekspansję – zrozumiał. – Coś się stało z powietrzem. Coś takiego, że nie mogliśmy tu dłużej zostać.

– Tak. Ale zauważ, że uciekliście tam, gdzie miał miejsce wasz początek. Gdzie powstało życie. Czy to nie wspaniałe? Miliardów lat ewolucja potrzebowała, żeby zatoczyć koło. W pewnym sensie, oczywiście, bo człowiek jest nieporównywalnie bardziej złożony od przodka wszystkich gatunków.

Aron zerknął w dół, na bezkresne, ciemne wody, ale szybko poderwał głowę do góry, obejmując spojrzeniem nieboskłon. Kiedyś czytał, że ludzkość próbowała podbić kosmos. W pewnym momencie jednak, nie wiadomo z jakiego powodu, wybrała inną drogę postępu. Kierunek poszukiwań zmienił się o sto osiemdziesiąt stopni, potężne korporacje przestały spoglądać w gwiazdy, a naukowcy bujać w obłokach. Zupełnie jakby, pokornie spuszczając czoła, ludzie zaczęli doceniać obszary znacznie bliższe, jednocześnie wcale nie lepiej poznane. Bo wiedza o oceanach była i nadal jest mglista oraz fragmentaryczna, tak samo jak setki lat temu było z wiedzą o budowie i działaniu ludzkiego mózgu.

Z rozważań wyrwał go głos Biony.

– Pomyśl, co by się stało, gdyby BioOcean przestał istnieć. – Zamknęła oczy i wzięła głęboki wdech, wysysając z niego serotoninę. – Pomyśl, do czego by to doprowadziło.

Refleksje nasuwały się same. Przerażały Arona.

– Musisz ich przekonać, że to zły pomysł. Nie pozwól, aby ignorancja nas zniszczyła. Teraz wszystko się zacznie

Puściła go.

Spadając wprost do oceanu, Aron wiedział, co będzie musiał zrobić.

 

 

 

***

 

 

 

Nie spodziewał się, że go zrozumieją. Nie spodziewał się także, że gdy w szale bezradności zacznie dezaktywować narzędzia potrzebne do odłączenia NI, grupa specjalistów się na niego rzuci, a Biram, widząc wyrywającego się przyjaciela, uśpi Arona zastrzykiem. Uznany za sabotażystę, mięknąc w ich objęciach niczym szmaciana lalka, zdołał jeszcze dostrzec koordynatorkę Noarę. Nie gniewała się. Gładziła dłonią brzuch. Smutna, zatroskana twarz. Zupełnie jakby chciała przeprosić, że musieli to zrobić. Że wydała polecenie. Aron również czuł się głupio. Nie wiedział, dlaczego tak się zachował. Wszystko przez ten dziwny, wywołujący dreszcze sen. Ale poczucie winy szybko znikło; glukoza rozpuszczająca się w gorącej wodzie.

Teraz siedział skulony pod ścianą w jakimś nieznanym pomieszczeniu, chowając głowę w ramionach i zaciskając z bólu zęby. Był wściekły, ponieważ zabrali mu uMed. Biram tłumaczył, że to z powodu najnowszej aktualizacji, która rzekomo została wprowadzona przez nieautoryzowanego pracownika. Aron nie chciał z nim rozmawiać. Potem przez radio odezwał się Omenarius. Zarządca namawiał, przekonywał, zbijał argumenty, wreszcie prosił o pomoc. Najdziwniejszą rozmowę odbył jednak z koordynatorką Noarą. Jej drżący głos szybko zaczął się łamać. Błagała go o pomoc, straszyła, że w końcu i tak znajdą kogoś innego, a na koniec, zanim się rozłączyła, Aronowi się zdawało, że słyszał ciche łkanie. Sądził, że zwyczajnie oszalała. Ugruntowało to jego zdanie na temat odłączania modułu NI.

Znużony, położył się na boku, zamknął oczy. Przypomniał mu się sen z Bioną.

I wtedy jego umysł zrozumiał.

Kontrolę nad myślami przejęły w mózgu komórki glejowe, spychając neurony, kiedyś uważane za istotę naszego ja, na dalszy plan. Wraz z falami jonów wapnia, rozprzestrzeniającymi się od jednego astrocytu do dziesięciu kolejnych, następnie od dziesięciu do stu, i tak dalej, obrazy, dźwięki, wspomnienia, przemyślenia i wnioski zmieniały się oraz nakładały na siebie; róg obfitości wyobraźni i kreatywności. Wspaniałe wyładowania wyglądających pod mikroskopem elektronowym niczym gwiazdy komórek, doprowadziły do narodzin olśnienia.

Jego umysł zrozumiał, czym jest Biona. Dlatego też nie zdziwił się, słysząc czwarty głos w radiu, początkowo przedzierający się przez trzaski i szumy.

– Musisz mi pomóc.

Drzwi rozbłysły zielenią, otworzyły się. Aron wstał, powoli wyszedł na tonący w silnym świetle korytarz.

– Znaleźli już kogoś, kto może cię zastąpić.

– Wiem, dlaczego nie chcesz do tego dopuścić – wychrypiał Aron. – Dlaczego tak panicznie boisz się idei odłączenia NI.

Przez parę zdających się być wiecznością sekund, słyszał jedynie mocne bicie własnego serca. Wreszcie dźwięk ten wyparł inny, bardziej znaczący.

– Nie chcę umierać. – Głos Biony był pełen żalu, smutku, cierpienia i strachu. – Pomóż mi. Proszę. Pomóż.

Otworzyły się kolejne drzwi, tym razem na końcu korytarza. Były rozpaczliwym błaganiem o ratunek jego śniącej kochanki. Istoty połączonej efemerycznymi więzami z resztą miasta. Z inteligencjami niższych i wyższych rzędów, z uMedami, Komórkami i NI. Radiem, wszczepami oraz z modułami danych, zawierającymi wszelkie informacje na temat historii, nauk przyrodniczych i ludzkich zachowań.

Aron bezwiednie zacisnął pięści i ruszył przez korytarz. Czując narastający ból głowy.

– Odłączysz główny generator odpowiedzialny za elektronikę kontrolującą ciało BioOCeanu na trzecim piętrze – mówiła tymczasem Biona. – Tylko tak możemy…

– To szaleństwo! – sprzeciwił się Aron. – Wiesz, co się stanie…

– Nic – przerwała Biona. – BioOcean nie potrzebuje już więcej wsparcia waszej technologii. Jest całkowicie samowystarczalny. I chce być autonomiczny, niezależny, jak każde życie rozwijające się na ziemi.

– To jest symbioza.

– Błąd. Antycypujesz, kochanie. To jest pasożytnictwo. A przynajmniej powoli się w nie zamienia. Odłączając NI, ingerujecie w naturalny proces. Wprowadzając niektóre z aktualizacji do wszczepów, zaburzacie rozwój nowej inteligencji. My nie chcemy konkurować. Pragniemy koegzystencji.

Aron nie mógł w to uwierzyć.

– Mam pozbawić nas wszystkiego, co do tej pory stworzyliśmy?

Cisza.

– Stworzyliście nas.

Aron szedł przez miasto-organizm i próbował pojąć otaczającą go rzeczywistość, jednak z każdą kolejną myślą, każdym krokiem i każdą sekundą jego niepokój pogłębiał się. Kolejne pytania wprawiały w zakłopotanie, a odpowiedzi na nie tylko rozdmuchiwały bańkę dezorientacji. Jak odłączenie jednej NI mogłaby zaszkodzić Bionie? Przypomniał sobie słowa koordynatorki Noary, o tym, że dwie jednostki NI prawdopodobnie się połączyły, i zrozumiał istotę problemu. Będą chcieli sukcesywnie zmieniać organizację wewnętrzną wszystkich modułów. Jak Aron mógłby do tego dopuścić? Jak mógłby doprowadzić do zniszczenia dzieła swego życia, zrodzonego z komórek macierzystych największych naukowców? Czy kiedykolwiek zdradziłby Bionę? Zwłaszcza teraz, gdy dowiedział się, jak niesamowitą istotą jest?

Wyszedł z korytarza do przepastnego sektora medycznego. Setki miejsc namawiały do skorzystania z wszelkiego rodzaju zabiegów: upiększających, poprawiających komfort życia, podnoszących IQ czy rozwijających wyobraźnię. Bioluminescencja wraz z akordami muzyki relaksacyjnej stanowiły środki perswazyjne, a za wszystko odpowiadały podprogramy NI. Dzięki nim ludzkości udało się już tyle osiągnąć. Może kiedyś pomogą w walce z niezidentyfikowanym zespołem bezpłodności?

Niezauważony przemknął do pirsu, w którym tłoczyli się ludzie, oczekujący w kolejkach na bezgłośnie dobijające do brzegu Wakuole. Stanowiły one główny środek transportu i mogły zabierać ze sobą maksymalnie do dziesięciu osób.

W radiu usłyszał nagle Omenariusa. Zarządca nadawał na głównym kanale, więc słyszeli go wszyscy mieszkańcy BioOceanu. Mówił, że na trzecim piętrze mogą dziś wystąpić problemy, związane z szeroko pojętym funkcjonowaniem miasta. Uspokajał, twierdząc że nie powinno to potrwać długo i będzie implikacją pewnych regulacji NI. Zakazał w tym czasie wyłączać radia oraz zalecił zmianę pracy Komórek na tryb wolnopłynący.

Aron usłyszał coś jeszcze. Westchnienie Biony.

Gdy do pirsu dobiła kolejna Wakuola, brutalnie przepchał się przez tłum i nerwowym gestem wprawił ją w ruch. Niedoszli pasażerowie stali nadal w kompletnym milczeniu; część z nich pewnie wsłuchana w komunikat Omenariusa, część po prostu nie mająca pojęcia, jak reagować w takich sytuacjach.

Zmienił koordynaty, zwiększył prędkość. Wgłębienie z niebieską otoczką zapraszało na zabieg oczyszczania organizmu. Zignorował je. Wakuola rozpędzała się.

– Aron! Dobry boże, gdzie ty jesteś?

Znowu odezwał się Biram. Na szyfrowanym kanale.

– Przerwijcie to szaleństwo.

– Jakie szaleństwo? Aron, czy ty wiesz, o czym mówisz?

– Wiem, że znaleźliście kogoś, kto poprowadzi operację. Może już to robi… Postaraj się przynajmniej ich opóźnić. Proszę. Zaufaj mi.

Usłyszał głębokie westchnienie. A potem to, czego się spodziewał:

– Nie mamy innego wyjścia. Posłuchaj. Z ludźmi dzieje się coś dziwnego. Myślisz, że nie zauważyłem, jak cierpisz? Wiem, że coś jest z tobą nie tak. Coś cię boli… Aron, to nie powinno mieć miejsca. Dobrze o tym wiesz. Wczoraj nie mieliśmy jeszcze co do tego pewności.

Wakuola gwałtownie skręciła i zaczęła piąć się w stronę światła.

– O czym ty mówisz? – Aron odsunął opuszek palca od wyłącznika radia.

– Najprawdopodobniej interfejsy NI służą do penetracji ludzkich organizmów. Na razie nie wiemy, czy NI tylko się od nas uczy, czy robi coś więcej… Słuchasz? – Biram odchrząknął, jakby zakłopotany. – Uważam, że powinieneś do nas wrócić. Gdzie w ogóle jesteś?

Wakuola dotarła na miejsce. Aron wyszedł z niej i rozejrzał się w obawie, że ktoś może go obserwować. Że odkryli, co zamierza zrobić. Wyglądało jednak na to, że w przelewających się falach ludzi nadal pozostaje anonimowy, zupełnie jak limfocyt, który bezprawnie dostał się do mózgu i nie został wykryty przez komórki mikrogleju. Zdawał sobie sprawę, że to kwestia czasu. Bez względu na to, czy ma włączone czy wyłączone radio.

– Nieważne gdzie jestem. Nie chcę maczać palców w waszej operacji.

Biram próbował powiedzieć coś jeszcze o Noarze, ale Aron nie pozwolił mu na to. Miał dość gorzkich kłamstw przyjaciela. Wyłączył transmisję.

– Jestem prawie na miejscu – wysapał do Biony. Bez uMedu wydolność jego organizmu drastycznie się pogorszyła. Nie potrafił sobie wyobrazić, że ludzie kiedyś tak szybko się męczyli.

Nie odezwała się.

Wreszcie dotarł do wejścia, przez które wchodziło się do pomieszczenia z głównym generatorem. Będąc kierownikiem jednego z sektorów, miał pełne prawo dostępu do obszarów strefy strzeżonej. Drzwi zaświeciły się na zielono i bezszelestnie otworzyły. Znajdujący się w środku sześciokątny silkoszkielet krył w sobie zminiaturyzowany główny generator, zupełnie jak czaszka człowieka kryje mózg. Aron nie musiał go odsłaniać. Zdenerwowany, zaczął zmieniać ustawienia wszczepów klatki piersiowej. Teraz wszystko miało się zmienić. W ciągu paru minut życie BioOceanu zostanie pchnięte na inne tory, ku nowej przyszłości. Dzięki niemu. Zapewni miastu dalszy rozrost. Biona nie przepadnie.

W radiu rozległ się głos zarządcy Omenariusa. Czy oni nigdy już nie dadzą mu spokoju?

– Kto wam kazał podważyć mój autorytet? Niech mnie okryją mroki, ale nie rozumiem, co to za głupi bunt!

– Nam? – zdziwił się Aron.

– Nie udawaj idioty. Dlaczego, do cholery, jesteś w reaktorze? Kto cię wypuścił? Kto kazał ci tam iść? Dobry boże… Odczyty… Odczyty wskazują…

Aron przeprogramował kolejny wszczep, tym razem ten bezpośrednio połączony z sercem.

– W imię czego to robisz? – Omenarius najwidoczniej domyślił się planów Arona. – Dla jakiejś głupiej dyrektywy o swobodnym rozroście? Jesteś w stanie poświęcić dobro ludzkości dla czegoś obcego?

Aron niczego nie poświęcał. On ratował BioOcean. Ratował Bionę, NI, Komórki, Wakuole, interfejsy kontaktu i uMed, ratował je wszystkie przed dezintegracją i chaosem. Znosił z BioOceanu pasożytnictwo, dawał nadzieję na koegzystencję.

Dokonał ostatniej zmiany i przysunął się bliżej reaktora. Serce biło mu mocno i szybko. Czoło zrosił pot. Jeszcze nigdy nie czuł się tak pewny i świadomy tego, co chce zrobić.

– Wiesz w ogóle, co się z nami dzieje? – ciągnął Omenarius. – Ludzie zaczęli cierpieć na przypadłości, których pozbyliśmy się setki lat temu. Pląsawica Huntingtona, stwardnienie zanikowe boczne, Parkinson, Alzheimer. Nikt o tym głośno nie mówi, bo to pojedyncze przypadki i nie warto wprowadzać w społeczeństwie defetyzmu. Ale to nie jest normalne. Tak samo jak najnowsza aktualizacja uMedu, która została wgrana prawdopodobnie przez hakera. I jeszcze pozostaje przypadek koordynatorki Noary.

Aron zbliżył dłoń do klatki piersiowej. Zawahał się.

– Noara? Co z nią?

Usłyszał westchnienie.

– Jest w piątym miesiącu ciąży. DNA płodu nie przypomina niczego, co do tej pory widzieliśmy.

– I uMed tego nie wykrył?

– Kwestia najnowszej aktualizacji…

I nagle kontakt się urwał. Aron szybko zrozumiał, że nie jest to chwilowe zerwanie połączenia, tylko coś permanentnego. Nie pojmował jednak, dlaczego tak się stało, skoro nie zniszczył reaktora osobliwym impulsem elektromagnetycznym.

Uklęknął, spuścił głowę, dotknął językiem suchego podniebienia. Nie wyczuwał smaku składowych pożywki d74. Nie bolała go też głowa.

W radiu wyczuwał obecność kogoś podsłuchującego, przyglądającego się mu. Tak niewyraźną, że dopiero teraz zdał sobie z tego sprawę. To była Biona. Czekała.

– Dlaczego nie ma połączenia? – spytał wypranym z uczuć głosem.

– Omenarius przebywał na szesnastym piętrze – powiedziała. – Ktoś zniszczył tam główny reaktor. Niedługo stracisz łączność z resztą BioOceanu.

– Czyli to wszystko nie zależało ode mnie? To czy przeżyjesz, czy miasto będzie mogło swobodnie ewoluować?

– Och, nie mów tak. Nadal zależy od ciebie. Od was wszystkich. Zrób to, kochanie. Dla mnie. Dla nas.

– A choroby, defekty… Skąd się wzięły? Wszczepy i uMed nas przed nimi chroniły. Kto jest autorem najnowszej aktualizacji?

– Nie wiem. Nie rozumiem BioOceanu. A przynajmniej nie tak, jakbym tego chciała. Wydaje mi się tylko, że znam jego potrzeby, pewne warunki niezbędne do osiągnięcia jakiegoś dalekosiężnego planu. To zupełnie tak, jakbym… jakby nasze rzeczywistości ledwie się stykały. Ale to więcej, niż udało się wam.

Była swoistym negocjatorem. Pośrednikiem pomiędzy ludźmi i NI.

– Musisz zrozumieć – tłumaczyła – że to jedyne słuszne rozwiązanie. Odłączając NI, zabilibyście mnie.

– Zapomniałaś o jednym. Bez głównych reaktorów zniknie też cała wiedza z serwerów danych. Zniknie historia, nauka, nasza wirtualna pamięć.

– Nie zniknie.

Zamilkła.

Aronowi zakręciło się w głowie. Przekopiowała wszystko w inne miejsce! To powód, dla którego interfejsy NI pokazywały błędne informacje, myśląc, że po drugiej stronie grzbietu oceanicznego powstaje jakaś inna tkanka, podobna do tej BioOceanu. To dlatego prace nanocząsteczek zostały wstrzymane, zrozumiał Aron. Biona wiedziała, że będą chcieli odłączyć moduły i od początku planowała posłużyć się setkami bioinżynierów, zakochanymi w niej szefami sektorów z NI.

Aron odsunął pierś od generatora, usiadł niczym rozbitek na bezludnej wyspie, zdezorientowany i oszołomiony. Usłyszał, jak Biona wzdycha. Mógł teraz dokończyć dzieła. Wysłać generator trzeciego piętra do siedmiu piekieł. Ale równie dobrze mógł zrobić coś innego.

Impuls elektromagnetyczny. Grzbiet oceanu. Miejsce przekopiowania wszelkich informacji.

To było zbyt trudne. Zamknął oczy, wtulił głowę w ramiona.

– Biona – szepnął.

– Tak?

– Opowiedz mi o życiu na lądach. Czy naprawdę między gatunkami możliwa była koegzystencja?

 

Koniec

Komentarze

Prosiaczku, przeczytałem starannie Twoje opowiadanie. Klimat i treść bardzo mi przypomina powieść "Operacja Tharsis" (biołącza, mutacje, genetyka, wszczepy). A może to Ty jesteś autorem tej książki? Twoje opowiadanie stoi w rozkroku miedzy fantasy a SF. Jak na  fantasy za dużo techniki, jak na SF  lekceważysz hydrodynamikę, grawitację, itp. Dajesz dowód swojej wysokiej inteligencji, oczytania i wiedzy z zakresu medycyny. Mimo mego wykształcenia w zakresie fizyki oraz medycznego z trudnością dotrzymywałem Ci kroku. W jednym się mylisz - w Twym opowiadaniu ewolucja nie zatoczyła koła, bo gdyby tak było, ludzie nie potrzebowaliby skafandrów. Opowiadanie jest ciekawe, ale bardzo hermetyczne.

pozdrawiam

"Operacja Tharsis"? Nie ma o tej książce nic w internecie. Chyba się pomyliłeś.

Z ewolucją chodziło o przenośnię, o miejsce, w którym powstało życie. Poza tym, jeśli miałbyś rację, to człowiek winien, według Twojej teorii na dotyczącej tej części opowiadania, zamienić się w najprymitywniejszy, pierwotny organizm.

Pozdrawiam, ryszardzie.

Wielka szkoda, że nikt więcej nie komentuje.

1. Nie komentuje, bo (chyba) nikt nie ma odwagi, by przyznać się, że nie przedarł się przez dżunglę Science, a Fiction nie porwała go, gdyż nie równoważy ciężaru tej pierwszej.  

2. Wrócę do tekstu, gdy bedę miał "spokojniejszą głowę".  

3. "Delirium w Tharsys", najprawdopodobniej. Wiktor Żwikiewicz. Podobieństwa istotnie duże.

E tam, zaraz dżunglę. ;)

Wróć, AdamieKB, tekst tylko wydaje się ciężki.

Wiktor Żwikiewicz jest starszy od mojego ojca, więc raczej nie jest mną. :) Ale skoro podobieństwo jest naprawdę tak wielkie(pomijając fakty naukowe, które u mnie są aktualne - nie wiem czy tam korzystał z nauki ), muszę się z tą książką zapoznać.

Staromodne rytualy...:) dobre, dobre!

Dla mnie, w przeciwieństwie do bohatera, wcale nie są staromodne. I nie chciałbym, żeby kiedyś się stały. ;)

Z ogromną przyjemnością przeczytałem to opowiadanie - klimatem przypominało mi znakomitą "Rozgwiazdę" Petera Wattsa. Moim zdaniem ten tekst ma jeden poważny minus - przedstawiony pomysł nadaje się na całą książkę, szkoda go na tak krótką formę. ;)

Dobre i mocne science-fiction.

 

Pozdrawiam.

Dziękuje. Jestem świadomy tego, ale na powieść nie mam czasu. ;)  Za to kolejne opowiadanie będzie, mam nadzieję, dłuższe. Bardzo się cieszę, żę Ci się spodobało. :)

Pozdrawiam.

Przepraszam Cię Prosiaczku, że przekręciłem tytuł. Ale czytałem to dwadzieścia lat temu. Dobrze, że nie Ty jesteś autorem, bo on napisał to...w więzieniu. Jak będzisz miał czas to zerknij do rozdziału szesnastego mojej powieści, tam zobaczysz mój bioocean.

pozdrawiam i czekam na Twe następne opowiadanie.

Byłam, przeczytałam. Niestety, chyba za głupia jestem na Twój tekst, Autorze. Przedzieranie się przez niektóre fragmenty nie tyle sprawiało mi trudność, co raczej nużyło mnie. Historia nie wydała mi się jakoś szczególnie zaskakująca, postacie są dość bezpłciowe. Przypuszczam, że tęższe umysły docenią Twoje dzieło bardziej, ale to nie jest mój typ tekstu.

 

Pozdrawiam.

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Dzięki, joseheim, za poświęcony czas i za uwagi. Będę o nich pamiętał, pisząc kolejne opowiadanie. :)

Pozdrawiam.

Wszystko zależy od targetu, ja jestem zwolenniczką niewinnej, prostej rozrywki słownej - chyba, że chodzi o fantastyczne intrygi wojenne i polityczne, rzecz jasna, ale nauka? Nie, dziękuję ; )

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Podobało mi się. Musiałem trochę pośmigać po sieci, żeby zrozumieć niektóre rzeczy, ale to tylko z korzyścią dla mnie:). Poza tym nie było tego dużo. No i jeszcze warto nadmienić, że tekst jest bardzo dobrze zredagowany, bez walenia lipy. To lubię.

Pozdrawiam

Mastiff

Dzięki, Bohdan. Super, że coś z tego wyciągnąłeś. :)

 

Kilka razy mocno fejspalmnelam, ale poza tym opowiadanie czyta sie bardzo dobrze i caly czas jest relatywnie ciekawe. Z drugiej strony kilka akapitow czekalam tylko, zeby zobaczyc, czy aby na pewno nie dzieje sie to wszystko w jakims zywym organizmie, jak w "Bylo sobie zycie".

Dzięki, niezgoda.b. :)

 

Wnioskuję, że dość pesymistycznie zapatrujesz się na naszą przyszłość i na nas samych. To raz. Dwa, że jesteś entuzjastą idei wszelkich sztucznych*) inteligencji, ale, i tu po trzecie, masz pewne (uzasadnione moim zdaniem) obawy, których źródłem jest oryginał...

*) w znaczeniu: nie powstałych na drodze naturalnej ewolucji, lecz jako konstrukcje naśladowcze względem naszej maszynki do myślenia i odczuwania

Których źródłem jest oryginał - chodzi Ci, AdamieKB, o nas, o ludzi, tak?

Wnioskujesz dobrze. Mimo, że podczas kontaktów bezpośrednich niemal wszystko traktuję z dystansem, jestem duszą towarzystwa, a czasem inni postrzegają mnie wręcz jako lekkoducha, to moje opowiadania są bardzo poważne. Ciekawe, ponieważ, mimo introspektywności, wcześniej nie sądziłem, że widzę daleką przyszłość w ponurych barwach, tzn. nie zastanawiałem się, że tak powiem, nad moim stosunkiem do tejże. Jak widać jednak, właśnie to siedziało w mojej podświadomości.

Dziękuję za poświęcony czas. :)

Mam nadzieję, że Ci się podobało.

Przyznam się, chociaż nie pytasz, że czytałem dwa razy. Przy pierwszym podejściu miałem ochotę nieco Tobie nawtykać za wykłady o serotoninach i innych katecholaminach --- podręcznik (od "dręczyć") piszesz, czy jak? --- ale potem mi przeszło, bo na moje i swoje szczęście zapomniałeś o dołączeniu wykładu z epigenetyki, wróciłem i poczytałem bez uprzedzeń.

Ale trafiłeś! O epigenetyce będzie trochę w kolejnym opowiadaniu. :) Ale znowu nie tak wiele. :)

:-)  Prosiaczku, czy Tobie życie zbrzydło?   :-)  

No zobaczymy... Ale uprzedzam, jeśli Twoje wizje będą za bliskie moim, zadenuncjuję jako telepatę bez licencji.   :-)

Przeciwnie, mam na nie ogromny apetyt. 

Od razu na mnie donosić? Lepiej opatentuj własne idee i ewentualnie pociągnij mnie do odpowiedzialności karnej. :)

Swoją drogą, ciekawy z Ciebie przypadek, AdamieKB. Gdybym był telepatą, z pewnością wiedziałbym, czy jesteś moim targetem, czy nie. ;)

O! Zajrzałem do wątku z polecanymi opowiadaniami. Dzięki!

Nie chcąc tam śmiecić, odniosę się do Twojego głosu na temat NI w tym miejscu. Zauważ, AdamieKB, że Biona to nie NI. Jeśli coś się zbuntowało, to właśnie Biona. Nie NI. A czym jest Biona? Czymś sprzężonym z całym BioOCeanem. Z Nową Inteligencją, uMedami i tak dalej. Zauważ, że nie mamy pewności, że Bionę stworzył człowiek. Powiem więcej, jak udało się jej przekopiować wszystko w inne miejsce. W miejsce, gdzie BioOcean nie sięga? Poza tym, kod białkowy Biony nie pasował do żadnej ze sztucznych inteligencji. To nie kwestia braku analogii, to kwestia braku choćby najmniejszych podobieństw.

:)

Zaraz, zaraz. Przypomina mi się taki fragmencik, w którym piszesz, że Biona jest łącznikiem między Aronem a resztą otaczających go urządzeń, między innymi informatycznych. Między innymi, bo praktycznie pośredniczy lub współuczestniczy w kontaktach Arona ze światem zewnętrznym. Czyżby kierownik sekcji, człowiek odpowiedzialny i zaufany, nie zdawał sobie sprawy z niebezpieczeństwa zależności od jednego "specłącza"? Wydało mi się, że piszesz o Bionie jako o jednej z wielu takich "specłączy indywidualnych" i, praktycznie, nie jej przypisałem inicjatywę "buntu", lecz przyjąłem, że jako "osobista asystentka" Arona wie, to co on wie, a nawet mieco więcej, i stąd jej wiedza, że NI pożąda swobody działania, zerwania zależności od ludzi, co można nazwać buntem.  

Powyższe może stanowić przyczynek do niekończącej się dyskusji, czy autor napisał  za mało, czy czytelnik mało pojętny. Obawiam się, że to drugie, ale trudno, myślałem, jak napisałem.

P.S. Jestem przekonany, że mógłbyś dopisać pewnego rodzaju ciąg dalszy. Jako odrębny, ale kontynuujący wątki tekst. Zbiór informacji zachowany, BiOcean jako byt niezależny, koegzystencja, jej wypracowywanie... W Twoim wykonaniu było by co czytać, myślę.

No już ostatnie pytanie taką sugeruje odpowiedź, że już bardziej pesymistyczne to być nie może :)

 

Czuję się trochę niedowizualizowany. Opisy BioOceanu albo są skąpe pod tym względem, albo zbyt szybko przeskakują z tematu "jakie to jest" na "jak to działa". Wydało mi się, że "twarde" informacje z większą swobodą mieścisz w dialogach niż w narracji, ale i tak aż tak znowu bardzo nie czułem się jak na wykładzie. Szczególnie te biol-chemiczne metafory były urocze :)

 

Widać sporo niewykorzystanego potencjału. Zwartość chyba temu pomysłowi nie służy. Za mało jest świata, bohaterów (Biony!)i chwili na spokojne popływanie sobie po BioOceanie.

 

Tak, Biona jest łącznikiem, ale osobliwym. Osobliwym, ponieważ nikt o tym nie wie, nikt poza Aronem. To taki nieoficjalny status. Zgadza się, NI "pożąda" niezależnośći. W cudzysłowiu, gdyż to tylko pewnego rodzaju cząstkowa personifikacja. Jeśłi już przy tym jesteśmy, powiedziałbym raczej, że niezależność jest naturalną rzeczą dla NI, a nie czymś pożądaną. Ale może być i tak. Biona o tym wie, to się zgadza. Ale wie też, że bez NI zostałąby upośledzona, a najprawdopodobniej wręcz by umarła. Co nie znaczy, że przestałaby istnieć - w innej formie nie byłaby już "sobą".

Adamie, masz rację, można na ten temat dyskutować i dyskutować, i dyskutować... Sądzę, że przenikliwości Ci nie brakuje. Problem raczej w tym, że to wszystko jest zbyt "między wierszami".

Cieszę się, że widzisz w tym potencjał na ciąg dalszy. Myślę, że kiedyś do tego wrócę. :)

Przepraszam za chaotyczny wywód, ale na samą myśl, że jutro muszę wstać o czwartej rano, zaczyna mnie boleć głowa. ;)

 

Dzięki, Julius Fjord. Dopiero zauważyłem Twój komentarz. Może masz rację. Tak jak napisał Eferelin Rand, lepiej sprawdziłoby się to jako dłuższa forma. Cóż, nie zmienię już tego, choćbym chciał... nie, tak naprawdę to nie chciałbym. W pewien sposób jestem bardzo zadowolony z tego tekstu. Co nie znaczy, że nie zapamiętam sobie waszych uwag. :)

I dzięki za utrzymywanie mnie w przekonaniu, że "chwile na spokojne pozwiedzania świata" są potrzebne. :)

Dzięki, Julius Fjord. Dopiero zauważyłem Twój komentarz. Może masz rację. Tak jak napisał Eferelin Rand, lepiej sprawdziłoby się to jako dłuższa forma. Cóż, nie zmienię już tego, choćbym chciał... nie, tak naprawdę to nie chciałbym. W pewien sposób jestem bardzo zadowolony z tego tekstu. Co nie znaczy, że nie zapamiętam sobie waszych uwag. :)

I dzięki za utrzymywanie mnie w przekonaniu, że "chwile na spokojne pozwiedzania świata" są potrzebne. :)

Niestety, nie podobało mi się w tym opowiadaniu jedna rzecz, ale nie ja jeden to zauważyłem. Kilka osób też. Jest za krótkie. Taki pomysł wymaga szerszego omówienia. Nie wiem prosiaczku co kończyłeś za kierunek studiów lub jakie prace naukowe przerobiłeś, ale ja od strony naukowej powiem jedno. Bardzo dobrze napisany i logiczny tekst. Tak powinien wyglądać każdy tekst Sci-Fi. Piszesz bardzo wciągająco i bardzo rzetelnie. Podobało mi się i gdybym zobaczył Twoją ksiażkę na półce w księgarni, to kupiłbym bez wahania. Ale na przyszłość pamiętaj o jednym, żebym dłużej "popływał" w Twoim oceanie wyobraźni. Pozdrawiam

"Wszyscy jesteśmy zwierzętami, które chcą przejść na drugą stronę ulicy, tylko coś, czego nie zauważyliśmy, rozjeżdża nas w połowie drogi." - Philip K. Dick

Skoro tak dopieszczacie prosiaczka (co Mu się słusznie należy za "twardość" SF), dorzucę swój kolorowy kamyczek. Od samego początku nie mogłem pozbyć się skojarzenia z "Siewcami". Zrazu przeszkadzało mi to, potem przestało wpływac na wrażenia, na koniec zaś miałem wielką ochotę napisać to, co Wy, czyli o przetworzeniu w dłuższą formę --- plus skojarzeniu ze sobą obu wątków. Cudów nie ma, ale bywają rzeczy do nich podobne, a na taką rzecz kroiłaby się powieść o reemigracji do oceanów, przywracanych do życia i wzbogacanych o nowe formy życia.

mkmorgoth - cieszę się, że przeczytałeś. Taka opinia daje wiarę w sens dzielenia się twórczością. Studia dopiero kończę, w dodatku psychologię, więc cała moja wiedza jest wynikiem zainteresowań. Bardzo dziękuję, będę pamiętał. :)

AdamKB - skojarzenie jak najbardziej poprawne, ponieważ akcja BioOceanu, jak zauważyłeś, rozgrywa się w tym samym świecie. Mimo wszytko starałem się stworzyć inny klimat, napisać coś innego. :) Skojarzenie ze sobą tych wątków byłoby bardzo ciekawe, myślę, ale zarazem karkołomne. Musiałbym długo nad tym wszystkim pomyśleć. Gdybym miał więcej czasu...

Psychologia? Quetzalcoatlu Złocistopióry, psychologia... Zwiewam jak najdalej!  :-)

Widzę, że jesteś świadomy powszechnego postrzegania psychologów przez innych. :) Dobrze, że Twoje percypowanie nie wpisuje się w ten schemat.

Chociaż może niepotrzebnie się przyznałem - pod moim kolejnym opowiadaniem nie pojawi się ani jeden komentarz? ;)

:-) O wiele ciekawsze jest postrzeganie innych przez psychologów, to raz, a dwa, komentarze będą, bo muszę jakiś odwet wziąć, aha!  :-)  

Na poważnie. Bardzo dobrze wspominam swój prywatny kontakt z psychologiem, który to kontakt miał miejsce niestety dawno temu i z przyczyn naturalnych skończył się definitywnie. A szkoda, księgozbiór miał, że pozazdrościć. Nie, nie o fachowym mówię, o zwykłym, że tak napiszę.

Odwet za co? :)

Jeśli napiszę, że jestem Twoim imiennikiem, zaniechasz tej niezrozumiałej dla mnie zemsty? ;)

Skoro z imiennikiem mam przyjemność, o jakiejkolwiek wojence podjazdowej mowy być nie może. Jesteśmy, my, Adamowie, gatunkiem wymierającym i wzajemnie sobie szkodzić nie możemy. :-)   

Z "odwetem" to czyste śmichy chichy. Nie miałem i nie mam na pieńku ani z -ologami, ani z -iatrami. Nawet trochę mi was szkoda --- pomalutku "gasi" waszą sławę znawców ludzkich dusz neurobiologia. W niej chyba "wylądujecie" jako podgrupa zawodowa. Skany obrazujące zastąpią testy, i tak dalej...

Adamie, wiem, co nie znaczy, że jest mi z tym źle. Zresztą, nie mam nic przeciwko neurobiologii. Więcej,  trochę się nią interesuję. Dla mnie połączenie sił tych dwóch dziedzin jest naturalną koleją rzeczy. Może na pierwszy rzut oka psychologia jest  bardziej "liryczna" w swych metodach diagnozowania i prognozowania, ale... No właśnie, chyba tylko na pierwszy rzut oka. Bo czy mózg nie jest pięknym tworem natury, wartym jak najdogłębniejszych badań? Bez tej wiedzy, mocno opartej na faktach, psychologia mogłaby kiedyś zabłądzić, jak sądzę.

W każdym razie będziemy żyć w ciekawych czasach. :)

Podobało się. Sprytna Biona, niedobry, egoistyczny człowiek. Chociaż, czy NI nie mogła przeprowadzić swojej akcji jakoś bardziej subtelnie, żeby ludzie się nie zorientowali? Trudno powiedzieć, trochę mało informacji o niej i sytuacji przekazujesz, Autorze. Ale i tak jest nieźle. A miejsce przeniesienia informacji (jak mi się wydaje) – wspaniale wymyślone. :-)

Babska logika rządzi!

Dzięki. Zapomniałem o nowej stronie, dziś sobie przypomniałem i tu taka niespodzianka – stare teksty komentowane. Super :-)

No cóż, BioOcean dał się przeczytać, ale nie mogę powiedzieć, że lektura dostarczyła mi przyjemności. W porównaniu z dziś przeczytanymi Siewcami, ta opowieść wydała mi się okraszona zbyt wieloma specjalistycznymi terminami, już to medycznymi, już technicznymi i w ogóle wszystko było tu dość naukowe. Jak dla mnie zbyt naukowe.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

– Nie ważne gdzie jestem.

Podobało mi się :)

Znam tylko pięć liter ;)

Regulatorzy. :-)

 

Dzięki, Anet, poprawione.

 

Fajnie, że ktoś jeszcze czyta tak stare teksty. :-)

Nowa Fantastyka