- Opowiadanie: brajt - Rzeka traw

Rzeka traw

Dyżurni:

ocha, domek, syf.

Oceny

Rzeka traw

Od małego lubiłem dokarmiać zwierzęta. Teraz młodzieńcza pasja pomaga mi w pracy, takie połączenie przyjemnego z pożytecznym. Tu, w narodowym parku Everglades na Florydzie, znają mnie i szanują. Z wzajemnością. Dzika przyroda wymaga najwyższego szacunku.

– Wiesz, to w rzeczywistości nie bagna, a rzeka. Po prostu tak wolno płynie. Nic dziwnego, ma pięćdziesiąt mil szerokości. Indianie nazywają ją rzeką traw.

– Spierdalaj. – Mój towarzysz nie wykazywał entuzjazmu. A przecież człowiek uczy się przez całe życie.

W pewnym sensie go rozumiałem. Na standardową dietę moich podopiecznych składa się przede wszystkim pokarm mięsny. Niestety sam posiłek rzadko kiedy akceptuje swoją rolę w łańcuchu pokarmowym. Oczywiście nie musi, związany przecież nigdzie nie ucieknie. Zresztą jeśli nawet tak, to gdzie? W okolicy aż roi się od drapieżników.

Już od dłuższego czasu mijaliśmy kolejne, pokryte mangrowcami wyspy, na których wylegiwały się wielkie gady. Nie zwracały na nas uwagi, grzejąc ogony w ostatnich promieniach zachodzącego, subtropikalnego słońca. Miliony lat ewolucji z całą pewnością uczą cierpliwości. Wyciszyłem silnik, pozwalając łodzi swobodnie ślizgać się po wodzie. Sitowie wyhamowało ją w bezpiecznej odległości od brzegu. Jedna z bestii łypnęła okiem, by następnie pochwalić się zawartością paszczy. Jakiś mały ptak przysiadł we wnętrzu, pomagając w wieczornej toalecie. Wyskubywane spomiędzy zębów, krwawe resztki robiły dość sugestywne wrażenie.

– Widzisz? Mój przyjaciel cię pozdrawia. Ukłoń się grzecznie, lepiej go nie drażnić. No, powiedz w końcu, czym sobie zasłużyłeś?

Może i jestem wścibski, ale zawsze o to pytam. Wiedziałem jedynie, że podpadł jednemu z moich dostawców. Pewnie zalegał z długami, ale kto wie, może uwiódł mu córkę, albo przejechał kota. Jak człowiek spędza większość czasu w dziczy, takie życiowe historie nabierają szczególnego smaku.

– Nie twoja sprawa. I tak mnie zabijesz.

– Ja? Skąd. Palcem nie kiwnę. Jestem wegetarianinem.

Nie wiem, czy mnie zignorował, czy po prostu nie dosłyszał. Ale milczenie powoli stawało się uciążliwe.

– Trudno, twoja wola. Jak to szło? Masz prawo nic nie mówić. Chociaż szkoda, lubię wzruszające historie.

– A na cholerę mi czyjeś krokodyle łzy? – wybuchnął w końcu. Cóż, każdy kiedyś traci nerwy.

– Mówiłem, że lepiej… – Łódź nagle rozchybotała się, a on zniknął gdzieś w odmętach wody. Z plamy krwi wynurzył się po chwili gadzi łeb.

– Słyszałeś? Krokodyle. Chciał mnie obrazić.

– Na pewno nie miał nic złego na myśli. Smacznego.

– Dziękuję – odpowiedział aligator. Kłapnął paszczą w geście pożegnania, po czym wrócił do przerwanego posiłku.

Koniec

Komentarze

Sam nie wiem co o tym szorcie napisac. Jest dziwny trochę...

Zaufaj Allahowi, ale przywiąż swojego wielbłąda.

Tekst chyba do dopracowania, choć fajny, bo: 

1. Końowka niejasna. Sam wypadł? Raz. Może krokodyle rozchybotały łódź, wiedząc, że przybywa obiad. Ale to slizgacz... Nieco jaśniej.   

2. Krokodyl i bohater rozmawiali ze sobą?  Nie wiaddomo. Dwa. 

3. No i za wcześnie, już tak od jednego zdania w środku, wiadomo, o co idzie. 

A fantastyki to raczej tu nie ma...

Nie wiem dlaczego, bo tak naprawdę nie ma z czego, ale pośmiałem się. Być może z powodu kontrastu między zainicjowanymi pierwszymi zdaniami oczekiwaniami a treścią i finałem.

Rogerze,

Jak to nie ma fantastyki? A gadający aligator? :)

Zabawny tekst. Podobał mi się.

Przeczytałem. Takie sobie. Nie najgorsze, ale też nie najlepsze. Jak na razie opowiadanie "Prometeusz" jest najlepszy z całego zestawu Twoich tekstów.

Co do tego tekstu: Brakuje w nim elementów fantastyki, bo to że mamy gadającego aligatora, to trochę jednak za mało.

 

No i znalazłem kilka nieudanych zdań:

 

A na cholerę mi czyjeś krokodyle łzy? - Sugestia: A na cholerę mi łzy krokodyla?

 

Z plamy krwi wynurzył się po chwili gadzi łeb. - Sugestia: Po chwili, z plamy krwi, wynurzył się gadzi łeb.

 

 

"Wszyscy jesteśmy zwierzętami, które chcą przejść na drugą stronę ulicy, tylko coś, czego nie zauważyliśmy, rozjeżdża nas w połowie drogi." - Philip K. Dick

Za wszystkie komentarze serdecznie dziękuję. Zdecydowanie więcej człowiek uczy się na błędach, niż sukcesach, mam nad czym myśleć. Tekst za wyjątkiem zakończenia miał kiedyś stanowić początek czegoś dłuższego, ale wizja mi się rozmyła. Może kiedyś do tego wrócę.

 

mkmorgoth: Tekstów w zanadrzu mam sporo. Tutaj pojawiają się w kolejności, w jakiej przechodzą korektę, ale nie chcę ich wrzucać hurtem. Krokodyle łzy to związek frazeologiczny. Twoja wersja wypacza jego sens, z kolei moja jest dość naiwna.

Lecą smoki pod obłoki, wiatr im kręci smocze loki

Moim zdaniem "krokodyle łzy" wypadają całkiem nieźle w budowaniu takiej dwuznaczności. Jeśli już, to zmieniłabym

"Chociaż szkoda, lubię wzruszające historie" na liczbę mnogą - lubimy. Wtedy aligator ma większe prawo czuć się urażony.

...tu, w narodowym parku Everglades... - o ile wiem, powinno być tak - ...w Parku Narodowym Everglades...

W tym szorciku w ogóle nie wiadomo, kto z kim gada. W ogóle nic nie wiadomo.

Krokodyle łzy są wporządku, tyle że chyba lepiej byłoby nie czyjeś, ale twoje krokodyle łzy.

Całkiem fajne. Lubię teksty z antropomorfizacją :)

Decyzja o umieszczeniu tutaj tego tekstu była dobrym pomysłem. Nic tak dobrze nie pobudza wyobraźni i odblokowuje umysł, jak presja czytelników. Prędzej czy później na pewno napiszę go jeszcze raz, w dłuższej wersji, zaczynając od przeniesienia akcji do Polski. Może jakiś nadbiebrzański animal horror z inżynierią genetyczną w tle? Tego jeszcze nie wiem. Dzięki śliczne! :)

Lecą smoki pod obłoki, wiatr im kręci smocze loki

:-)   Dlaczego nadbiebrzański? Co Tobie zrobiła Biebrza? Sio na bagna Prypeci!  :-)

Brajt, skąd Ty aligatory w Polsce weźmiesz? xP

Bardzo fajny początek, ale potem tekst się rozmywa, a końcówka jest prawie zupełnie niezrozumiała. Nie wiadomo, kto mówi, co się dzieje, po co, dlaczego? Rozumiem, że miało być krótko, ale to już przesada. Trzeba zachować umiar ;)

Słyszałeś? Krokodyle. Chciał mnie obrazić - szczególnie nad tym zdaniem musiałam się zastanawiać. A to niedobrze. Końcówka powinna być jak cios przez łeb, szybka i mocna. Tutaj miałam wrażenie, jakbym sama wpadła do bagna.

Niemniej bardzo chętnie przeczytałabym rozbudowaną wersję.

Mój błąd. 

Jeszcze pół godziny przed wysłaniem po "obrazić" następowała półpauza i wyjaśnienie, kto to mówi. Potem z niej zrezygnowałem, bo moja niegdysiejsza beta mi natłukła do głowy, żeby nie pisać wszystkiego dosłownie. A przecież wiem z własnego czytelniczego doświadczenia, że sam lubię mieć wszystko podane jak na dłoni, bo wtedy się o wiele przyjemniej czyta, zwłaszcza krótkie teksty. No i przesadziłem.

 

> Być może z powodu kontrastu między zainicjowanymi pierwszymi zdaniami oczekiwaniami a treścią i finałem

> Bardzo fajny początek, ale potem tekst się rozmywa

Jeśli mogę mieć do Czytelników prośbę o wskazanie linijki lub dwóch, do którego miejsca jest OK, a gdzie się psuje? Bardzo mi to pomoże w dalszej twórczości.

Lecą smoki pod obłoki, wiatr im kręci smocze loki

Adamie, skąd dokładnie jesteś? ;)

Lecą smoki pod obłoki, wiatr im kręci smocze loki

nazywają ją rzeką traw.  ---> Rzeką Traw. Nikt tego nie wyłapał, ja też wykazałem się refleksem... Przecież to nazwa własna.  

P.S. Drugi pokaz szybkiej reakcji :-).  Nie jestem "nadbiebrzaninem", ale mam stosunkowo niedaleko do Biebrzy. Białystok. A dokładnie jestem z Bałut...

Z Bystrej  może?

Przyjmuję, że pytasz o ulicę. Kłopot w tym, że z Łodzi wywiało mnie tak dawno temu, że już nie kojarzę nazwy, czy blisko, czy daleko od Piwnej, Pawia, Wróbla.  (Skansen do dzisiaj...)

Zabawne opowiadanko.

Pozdrawiam

I po co to było?

Jest OK.

Ja bym coś dorzucił jeszcze do dialogu krokodyla z narratorem, dlatego że lubię eksploatować absurdalne sytuacje - ale to ja. Tekst sprawny i zabawny, pozdrawiam, wiktor.

Absurdalnie zabawne. Tak jak lubię. ;-)

Brajcie, z przyjemnością czytam Twoje stare opowiadania, ale z większą przeczytałabym nowe.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Hmmm. Tekścik zabawny, ale jakoś mocno kojarzy mi się ze starym dowcipem o gadającym koniu.

Babska logika rządzi!

Nowa Fantastyka