- Opowiadanie: Riboq - Go (ZEMSTA 2012)

Go (ZEMSTA 2012)

Autorze! To opowiadanie ma status archiwalnego tekstu ze starej strony. Aby przywrócić go do głównego spisu, wystarczy dokonać edycji. Do tego czasu możliwość komentowania będzie wyłączona.

Oceny

Go (ZEMSTA 2012)

 

 

– No co za… – Warkot, jaki po tym słabym manifeście gniewu nastąpił, przetykany był mnogą ilością, kuchennej jakości, łaciny.

 

Do pokoju tymczasem, tanecznym krokiem weszła Jill. Opadając na łóżko, ucięła krótko litanię przyjaciółki.

 

– …powiedział marynarz, po czym zaklął szpetnie.

 

Natalie oderwała się od migoczącego monitora i parsknęła śmiechem.

 

Jej gość zarzucił nogi na wysokie oparcie ciężkiego, drewnianego łóżka. Leżała z ramionami podłożonymi pod głowę i patrzyła, pod kątem, na ekran komputera stojącego przez Natą. Dzisiaj, ta trzydziestoletnia bez mała kobieta, miała krwistoczerwone włosy, spięte w dwa symetryczne ślimaki, z których wypuszczone były długie pasma, rozsypujące się teraz na poduszkach. Jill lubiła zmieniać wygląd nazbyt często, ulegała rozlicznym nowym trendom, a im bardziej były dziwne, tym szybciej się w nich zanurzała.

 

– W co tam grasz, Mysza? – Jej czerwona głowa zabujała się, kiedy zmieniała pozycję. Leżała teraz na boku, podpierając się łokciem. Była szczupła, rześka i atrakcyjna. Miała na sobie przylegające skórzane spodnie i gorset, opięty na białej koszuli, a nie do końca zasznurowane ciężkie buty, pogłębiały wrażenie jej kruchości. Nie znać było po niej wieku. Promieniowała przy tym pewnością siebie i charyzmą, jakiej mogłoby jej pozazdrościć merostwo ich zacnego miasta.

 

Natalie odruchowo zagarnęła czarne, proste włosy za ucho, jakby przepraszając za swoją nudną monotonię. Siedziała tutaj, w grzecznej sukni zapiętej po brodę i łykała ostatnie słowa gniewu. Była znacznie bardziej zaokrąglona od Jill, więc czuła się w klasycznych sukniach i gorsetach, mocno wciętych w talii, jak uwięziona na nitce osa.

 

Tak to już bywa z przyjaźnią kobiet. Jedna jest albo ramką dla drugiej, albo tłem.

 

– Przesuwałam kamyki po planszy. – Potarła nos w zakłopotaniu, a widząc konsternację na twarzy przyjaciółki, szybko dodała. – Go.

 

– I te kamyki tak cię wkurzyły, Mysza?

 

Czasem irytowało ją, że mówiła do niej w ten sposób. Z reguły jednak samą siebie tak opisywała, a kim się określasz – tym jesteś, jak mawiała matka. Westchnęła cicho i przesunęła maszynę liczącą, tak by przyjaciółka widziała pulsujący obraz. Wyświetlono na nim kilka małych obrazków, z drobnymi opisami obok każdego. Natalie powiększyła jeden z nich. Przedstawiał czarną postać, na której białym kolorem nakreślono monokl i dumny wąs gentlemana.

 

– On mnie wkurza. – Zaakcentowała słowo „wkurza” naśladując Jill. Zdarzało jej się mówić z naleciałościami języka ulicy. Nabawiła się ich w dzieciństwie, w jednym z tych zamkniętych Domów Sierocych. Wypleniła jednak te akcenty, prawie do cna. Powracała do nich, kiedy rozmawiały na osobności, jakby celowo używając tego do dokuczania Natalie.

 

Teraz podniosła się i mrużąc oczy, przyjrzała monitorowi.

 

– Co to ma być?

 

Natalie przewróciła oczyma tylko i wyłączyła sprzęt. Zamknęła komputer, który teraz przypominał aktówkę.

 

– To jeden z najlepszych graczy. – Zbierała zrzucone z łóżka ubrania i pieczołowicie składała. Jej przyjaciółka natomiast, powróciła do pozycji, którą nazywała „sufitowaniem”.

 

– Nata, chodź dzisiaj do „Samowara”, wypijemy jakiegoś drinka. – Dotarły do niej słowa stłumione grubym oparciem renesansowego łóżka, za którym kuliła się, wkładając ubrania do komody. Wyprostowała się i zamknęła szuflady.

 

– Wiesz, że nie mogę.

 

– Aha. – Gwizdany marsz żałobny przetoczył się po pokoju, jak kiepski żart.

 

– Jill.

 

– Dobrze już dobrze.

 

Natalie podeszła do małego stolika i nalała im obu nieco herbaty, po czym wyciągnęła zza etażerki, małą piersiówkę i mrugnęła do rozleniwionego gościa. Dolała do każdej z filiżanek nieco trunku.

 

– To tradycja Jill. Wiem, że cię to drażni, i może sama nie do końca wiem po co matka to podtrzymuje, ale…

 

Szczupła ręka, w białym rękawie wystrzeliła po filiżankę. Reszta była tylko mruknięciem. W końcu ekscentryczna przyjaciółka odstawiła naczynie od ust, z cichym, nieeleganckim mlaśnięciem.

 

– Ale kolacja urodzinowa dla trupa, to przesada.

 

Nata patrzyła przez chwilę na przyjaciółkę szukając słów.

 

– Niech żyje tato-trup. – Zrezygnowana dopiła herbatę, krztusząc się wysokoprocentowymi oparami. Nie będzie setny raz tłumaczyła przywiązania matki do wspomnień…

 

 

 

 

 

Jechała Jetem do centrum. Przedmieścia Logros były spokojne i zaciszne, ze swoimi starymi, rozpasanymi architektonicznie rezydencjami. Pełno tam było zieleni, przeszklonych tarasów, na których wszyscy, jak jeden mąż, stawiali komplet wygodnych, pięknie rzeźbionych mebli, dwie etażerki, kilka popiersi i herbatę.

 

Centrum było inne. Pulsowało technologią, tętniło rozmowami, dusiło oparami przesady i możliwości. Jechała powoli, lubiła przekraczać rzekę z pielęgnowanym uczuciem podziwu i ekscytacji. Na moście zjechała na poszerzony chodnik, mimo protestów kilku dam, które ze strachem odskoczyły. Natalie oparła się o balustradę i patrzyła na rzekę. Zapchana była licznymi barkami, z których część stanowiła prawdziwie pracujące narzędzia firm dostawczych, ale większość tworzyła, kołyszącą się na wodzie, dzielnicę. To ruchome skrzyżowanie targowiska, kompleksu restauracyjnego, lokali tanecznych i centrum biznesowego, nosiło miano „Tarasów Malry”. Wyrosły tutaj, wraz z wiszącym nad nimi portem zeppelinów. Patrzyła teraz na nie. Bujały się delikatnie na wietrze, jak dziecinne baloniki, które tak często wymykały się w nieznane. Przytwierdzone grubymi cumami do pomostów, wiszących, jak występy skalne, zdawały się być lekkie i kruche. Każdy jednak, kto choć raz nimi podróżował, wiedział ile są w stanie znieść i jakiego hałasu narobić. Pomalowane symbolami poszczególnych przewoźników, przekornie dla swojego technicznego zastosowania, stanowiły inspirację dla rzeszy rysowników i malarzy. Na moście pełno było artystów, zachwytów, rozpasanych artystycznie rozmów i gotowanej kukurydzy. Ktoś, gdzieś recytował poemat. Przerywał mu co rusz jakiś głośniejszy automobil, nie zmieniało to jednak faktu, że panie były zachwycone.

 

Westchnęła cicho i wsiadła na Jeta. Uwielbiała swój motor. Zacisnęła dłonie na, własnoręcznie wykonanych, rączkach kierownicy. Pogładziła korpus ozdobiony zalakowanymi kompozycjami z trybików i śrub, przez który prześwitywało wnętrze mechanizmu. Czuła się, jakby głaskała policzek ukochanego. Jej przyjaciel, Jet. Zastartowała silnik, odczekała, aż cichy syk pary stanie się równomierny i ruszyła przed siebie. Kilka skrzyżowań dzieliło ją od celu podróży.

 

Panował ruch nie do okiełznania zmysłami. Dziewczyna włączała się w aorty miasta, wypełnione czeredą pędzących automobili, bicyklów i pojedynczych dorożek. Ostrożnie planowała każdy manewr. Zewsząd docierał do niej hałas maszyn, a równolegle do niej prawie zawsze mknął, ze zwielokrotnionym sykiem pary, parotramwaj pełen ludzi.

 

Skręciła w końcu w docelową uliczkę i zajechała przed wysoki budynek. Jego czerwona cegła wydawała się nawiązywać do uczelnianych motywów, nawet nabrzmiewał rozmowami i harmidrem, jak jeden z wydziałów naukowych. Zostawiła Jeta pod bramą, w cieniu niskiego drzewa i nabierając głęboko powietrza, ruszyła ku wciąż otwierającym się i zamykającym drzwiom magistratu.

 

Wnętrze, jakby rozciągało się od masy ludzi, która wypełniała hall. Wszyscy przybyli tutaj w tym samym celu co ona. Zarejestrować swój udział w „Trybunale 2045”. Lawirując w gęstwinie ludzi, udało się w końcu odnaleźć prawdopodobny koniec kolejki. Podeszła do osoby, która według jej oceny, mogła być ostatnią i zagadnęła.

 

– Przepraszam…

 

Chłopak obrócił się i podskoczył przestraszony.

 

Natalie dopiero teraz przypomniała sobie, że na oczy nadal ma nasunięte olbrzymie, ciężkie gogle. To wyjaśniało te dziwne spojrzenia towarzyszące jej od wejścia. Przesunęła je na czoło, poprawiła spięte w długą kitę, czarne, zmierzwione wiatrem włosy i uśmiechnęła się.

 

– Przepraszam najmocniej.

 

– Nic… się nie stało – wydukał cicho i nagle bezceremonialnie złapał ją za rękę, ciągnąc pod samą ścianę.

 

– E.. ej..

 

– Ciii… – Rozczochrał swoje nieposłuszne włosy, z podnieceniem wpatrując się w tłum. Wyglądał śmiesznie oblizując wargi raz po raz, i mierzwiąc bujną strzechę włosów bezwiednie.

 

– Zobacz!

 

Palcem wskazywał kogoś w tłumie. Wokół obiektu, który wyrywał z płuc chłopaka jęk egzaltacji, narastał gwar podniesionych głosów. Nata stanęła na palcach i przytrzymując gogle, wypatrywała powodów zamieszania, zaciekawiona. Nagle zrozumiała.

 

Obrazek czarnego człowieczka z białym monoklem i sumiastym, szlacheckim wąsem. Ten wizerunek, z którym zmagała się tyle czasu, widniał na plecach mężczyzny, wdrukowany w gładki materiał marynarki. Jej właściciel stał do nich tyłem, okręcał się witając fanów, odpowiadając na okrzyki i podpisując podawane kartki, koszulki i dłonie. Dziewczyna patrzyła z zaciśniętymi wargami na swojego najbardziej irytującego przeciwnika i przez chwilę pragnęła, by niesamowita dłoń opatrzności skosiła ten dumny uśmiech z jego twarzy. Wiele by dała, by jakieś kolano kompromitacji podcięło mu skrzydło nonszalancji, z którą uchylał cylindra, witając płoche, trzepoczące rzęsami dziewczęta. Ale najbardziej pragnęła, by był w jej wieku, by mogła zgnębić go, jak na nastolatka przystało. A on stał tam, szpakowaty, prawdopodobnie dwa razy starszy i… najlepszy. Dumny, wyprostowany, jak struna. Obrócił się w ich stronę. Mogła uważnie przyjrzeć się jego twarzy. Na oku miał monokl, jak firmowy znak jakości, oraz, tak jak się spodziewała, starannie wypielęgnowany wąs. Było w nim coś niepokojącego. Miał tak znajome oczy…

 

– Dałbym sobie ręce uciąć, że nasz najbardziej groźny przeciwnik, który prócz kunsztu gry i niedoścignionych taktyk, jest zwykłym zadufany chamem, jest przynajmniej w moim wieku. – Głos nadal mierzwiącego czuprynę chłopaka, wyrwał ją z zamyślenia.

 

SirGo, jak nazywał siebie w trakcie zdalnych rozgrywek mężczyzna w cylindrze, przesuwał się w kierunku wyjścia i w końcu zniknął w chaosie gratulacji, podziękowań i pożegnań. A Natalie i Mike, jak kazał nazywać siebie jej obecny towarzysz, bez kolejnych atrakcji mozolnie brnęli w kolejce.

 

Kiedy w końcu pożegnała się z chudym, rozentuzjazmowanym młodzieńcem, i została sama z Jetem i trzymaną w dłoniach kartą uczestnika, westchnęła głęboko.

 

Już za miesiąc zmierzy się z najlepszymi. Za miesiąc rusza „Trybunał 2045”, a ona musiała się dobrze do tego przygotować.

 

 

 

Jill dzisiaj był niebieska. Jej włosy raziły chłodem głębokiego błękitu, co dosyć dziwnie korespondowało z brązowym gorsetem, i czarną koszulą z bufiastymi rękawkami. Nata stała przed lustrem w mieszkaniu przyjaciółki i zamiast oceniać swój wygląd, patrzyła w odbicie, jak urzeczona. Styl bycia jej gospodyni tańczył pomiędzy żołnierzem, burleską, a damą. Co dawało zaskakujące efekty.

 

– Jitka, powiedz no mi, jaki ty masz właściwie naturalny kolor włosów?

 

Przyjaciółka wystawiła koniuszek języka uśmiechając się.

 

– Wystarczająco nijaki, by domalować na nich entuzjazm.

 

Natalie przewróciła oczyma tylko i zwróciła się ku swojemu odbiciu. U jej stóp leżał stosik przymierzanych niedawno ubrań.

 

Niebieskowłosa patrzyła w to samo odbicie i wierciła wzrokiem swojego gościa.

 

– Czujesz się gotowa, Mysza?

 

– O to się nie bój, jestem dobra.

 

Ciemnobrązowe oczy dziewczyny zalśniły tylko. Nata czasem miała wrażenie, że to jest właśnie ten moment, w którym Jill obmyśla swoje najbardziej szatańskie plany.

 

– I uważasz, że to wystarczy?

 

Stojąca przed lustrem dziewczyna wzruszyła ramionami.

 

– Studiuję taktyki graczy. Wielu z tych, którzy tam się pojawią to te same osoby, które spotykam na zdalnych partiach.

 

Poprawiła włosy, jakby nie mogąc zdecydować, czy spiąć je, czy zostawić rozpuszczone.

 

– Poza tym… mój ojciec był jednym z najlepszych, krew z krwi – parsknęła cicho.

 

– Twój ojciec w to grał? Przecież zniknął tak dawno temu, że nawet go nie pamiętasz, jak miałoby ci pomoc to, że on grał w Go?

 

– Matka co nieco mi opowiadała. Nieco pokazała. I nic z tego, czego się dowiedziałam od niej o Go, nie pojawiło się jeszcze w trakcie rozgrywek w sieci…

 

Urwała, skupiając się na upinaniu włosów.

 

– Prawie nic.

 

Niebieskie włosy jej przyjaciółki zatańczyły, kiedy dziewczyna przekrzywiła głowę i uniosła brew z pytającym spojrzeniem.

 

– Jitka… chyba odnalazłam ojca-trupa.

 

Rzucając to zdanie prawie od niechcenia, sięgnęła do rzeczy leżących na podłodze. Wypięła z jednej z bluzek drobną, okrągłą przypinkę. Z krzywym uśmiechem pokazała ją przyjaciółce.

 

– A to ci dopiero… – Ta parsknęła . – Zatrzymaj, będzie ciekawie wyglądało na tej wielkiej torbie, z którą się nie rozstajesz, tej napaćkanej takimi „broszkami”.

 

Nata zamknęła w dłoni okrągłą, czarną przypinkę, na której czerwonymi, wytartymi literami napisane było „Die, die, Daddy”.

 

 

 

Do „Trybunału 2045” zostały dwa tygodnie. Mysza siedziała dniami i nocami szukając informacji, opracowując taktyki, układając hipotetyczne rozgrywki. Szukała informacji o graczach, o ich umiejętnościach, słabościach. Planowała nie tylko grę. Układała scenariusze, które stawały się powoli dalece ważniejsze od samych mistrzostw. Dwa dni przed galą świt zastał ją siedzącą w milczeniu. Skupioną. Dzień przed -zdecydowaną.

 

 

 

Wyjechała wcześniej, by właściwie przywitać się z zeppelinami, wiszącymi nad tarasami. Odetchnęła kilka razy głęboko i pomknęła ku kompleksowi hal widowiskowych magistratu. Było to jedno z najpiękniejszych miejsc w mieście. Przywracało do życia, jak ogromne płuco. Kilka wzniesionych hal, o przykuwających oko rozwiązaniach architektonicznych, okolonych było misternie zaprojektowanym parkiem. Rozliczne altany i ławki ukryte w cieniach drzew, olbrzymi staw z łabędziami. To miejsce, było jednym z najchętniej odwiedzanych w niedzielne, ciepłe popołudnia. Czuła się jak świętokradca, przecinając park jedyną aleją dojazdową. Pełna kotłujących się obaw, przewidywań przemieszanych z pewnością, i narastającym zdenerwowaniem, weszła w cień „Hali Cyprysu”.

 

Dwie godziny później, nawet gdyby chciała, nie mogłaby wcisnąć pod czaszkę nic prócz obliczeń, przewidywań i decyzji. Gdyby zapytano ją jak jej idzie, wytrącona z toru, pewnie powiedziałaby coś w stylu „lody kremowe”. W tym transie dotarła do ćwierćfinałów, półfinałów, finału.

 

Rzeczywistość dopadła ją w chwili, gdy dotarła do ostatniej gry. Podeszła do stołu, na którym stała plansza. Podniosła oczy i spojrzała na swojego przeciwnika. Przestraszyła się. Przecież spodziewała się, że to będzie on. Liczyła na to.

 

Uchylił cylindra uśmiechając się. Wyciągnęła dłoń w jego kierunku, którą krótko i szorstko uścisnął

 

– To miłe, że „Mysza” okazuje się być tak uroczą, młodą damą. Prawdziwy zaszczyt, spotkać cię tutaj.

 

Nie umknął jej ton, jakim wypowiedział „młodą”. Zdenerwowało ją to bardziej niż fakt, że użył jej pseudonimu ze zdalnych platform.

 

Uśmiechnął się tylko krzywo kącikiem ust kiedy cofała rękę. Czuła jak sparaliżowana twarz, zamyka jej emocje w kamiennym bezruchu. Tak długo czekała przecież, tak wszystko zaplanowała. Tak elokwentne i kwieciste mowy układała.

 

Usiedli przy stoliku i spojrzała na planszę nie wiedząc zupełnie o co chodzi w tej bieli i czerni.

 

– Dlaczego nas zostawiłeś?

 

Przerażona zakryła usta, odkrywając, że słowa te wypłynęły z jej ust tak czysto i bezwiednie. Przy całym paraliżu, który nadal odczuwała.

 

SirGo odkładał właśnie na bok czarny, błyszczący cylinder. Znieruchomiał, spojrzał na nią zaskoczony.

 

– Słucham?

 

Podniosła wzrok i wbiła w niego spojrzenie. Bezruch twarzy zaczynał kruszeć od wypalającego jej wnętrze płomienia.

 

– Pytam, dlaczego nie było cię wtedy, kiedy potrzebowałam tego najbardziej?

 

Na jego twarzy zagościła niepewność. Prawie słyszała, jak szybko kalkuluje, szukając rozwiązania sytuacji.

 

– Jesteś unikalnym graczem. – Natalie przesunęła kamień po planszy.

 

Patrzyła na niego, jej głos był tak cichy, że nikt prócz niego, nie był w stanie usłyszeć padających przy stoliku słów. W odległości kilku metrów stała gromada ludzi, którzy przyszli tutaj oglądać zmagania mistrzów. Ona zafundowała mu inne wyzwanie.

 

– Masz unikalne taktyki, tat…

 

Przerwał jej silny wstrząs. Podłoga pod jej nogami zafalowała i zapiszczało jej przenikliwie w uszach. Rozszerzyła oczy, wpatrując się w człowieka, którego właśnie miała nazwać ojcem. Podskakiwał na krześle, jak zepsuta marionetka w wozie kuglarzy. Potem wszystko się zapadło. Czuła jak leci w dół, po to tylko, żeby wkrótce zupełnie stracić orientację, i odzyskać ją dopiero po bolesnym spotkaniu z twardym betonem. Zewsząd docierał do niej smród palonego ciała. Zalał słodyczą jej język, wzbudzając mdłości. Krztusiła się gęstym dymem, wdzierającym się w płuca i oczy, gorzkniejącym w ustach. Ktoś złapał ją za rękę i pociągnął. Krzyknęła z bólu, ale nie mając wyjścia, pognała za tą dłonią potykając się. Wszelkimi sposobami ignorowała płonące w jej ciele zarzewia bólu. Bała się nawet myśleć, co się z nią dzieje. W końcu, poczuła na twarzy chłodniejszy powiew. Wydostała się na zewnątrz. „Ktoś mnie wydostał”, poprawiła w myślach. Zatrzymała się i stojąc niepewnie, ze zwieszonymi rękoma, rozglądała wokół. Szukała punktu zaczepienia w unoszących się pyłkach popiołu i wciąż gęstym dymie. Człowiek, który ją wyciągnął, był ubrany w mundur i upewniwszy się, że nic jej nie jest, pokierował w bezpieczne miejsce, a sam wrócił do hali widowiskowej.

 

Natalie siadła na trawniku i rozglądała się nic nie rozumiejącym wzrokiem. W górze kołowały pierwsze zeppeliny oddziałów ratowniczych i pompowały wodę ze zbiorników i pobliskiego stawu, gasząc pożar.

 

„Gdzie on jest?”, patrzyła w kłębowisko pary i dymu.

 

Odnalazła ojca, po to by go tak zwyczajnie stracić? Szczęściarz, nawet nie musiał nic mówić. Czuła, jak gniew wzbiera w niej, miarowo uderzając w tętnice, jak przypływ. Nim jednak poniósł ją na dobre, z gąszczu zawieruchy wyszedł wysoki człowiek, w cylindrze na głowie. Monokl zaginął gdzieś, a on sam przestraszonymi oczyma wodził po otoczeniu.

 

Patrzyła na smutnego, przestraszonego mężczyznę. Zwykłego. Umazany sadzą, wyświechtany lękiem, nie wzbudzał w niej ani gniewu, ani miłości, ani obawy.

 

Czekała aż ją zauważy, była cholernie ciekawa co zrobi. Prawie roześmiała się. Cóż za dramatyzm, jaka poezja życia. Mistrzostwa w Go, wybuchy, zeppeliny, a ona interesowała się teraz tylko tym, czy tatuś się do niej uśmiechnie. Cóż za ironia losu. Kiedy jednak siedziała tak i czekała, przypadło do niego trzech mężczyzn, szarpiąc, odciągając mu ręce za plecy. Zakuli go w kajdanki. Zmarszczyła brwi.

 

– Przepraszam, czy może panienka udać się z nami?

 

Podniosła głowę w kierunku, z którego dobiegł ją głos. Łzawiły jej oczy.

 

– Słucham?

 

– Jesteśmy zmuszeni z miejsca spisać panienki zeznania. Zadać kilka pytań.

 

Podniosła się wspierając o ramię policjanta. Jakoś nie miała siły kwestionować słów mundurowego.

 

– Moje rzeczy… płaszcz… torba…

 

– Obawiam się, że obecnie są nie do odzyskania.

 

Pokiwała tylko głową i pozwoliła się prowadzić.

 

 

 

Siedziała w pomieszczeniu, które miało być pokojem przesłuchań. Zmęczenie kładło się cieniem na jej postawie, oczy przymykały się w poszukiwaniu odpoczynku. Była tutaj już dwie godziny. I od dwóch godzin odpowiadała wciąż na te same pytania.

 

Czy widziała panienka coś szczególnego? Czy widziała panienka jakieś porzucone pakunki, lub dziwnie zachowującą się osobę? Gdzie pozostawiła panienka swoje rzeczy?

 

Powiedziano jej, że w hali widowiskowej była bomba. Że zginęło dużo ludzi, i że najprawdopodobniej bomb jest więcej i muszą je odnaleźć, nim komuś jeszcze stanie się krzywda..

 

Co panienka wie o swoim ojcu? Czy zna jego plany? Gdzie chowa materiały? Jaki jest jego prawdziwy adres? Z kim się kontaktuje? Czemu… po co… od kiedy…

 

Siedziała zdruzgotana dniem, przewieszona przez krzesło. Dobiegły do niej hałasy z korytarza.

 

– No wie pan co?!

 

Do pokoju wparowała Jill i przypadła do przyjaciółki, ujmując troskliwie jej twarz.

 

– Mysza? Myszeńko? – Pogłaskała Nati po policzku, ta widząc znajomą twarz zaczęła płakać.

 

– Widzi pan?! – Jill syknęła na funkcjonariusza, który rozłożył ręce bezradnie.

 

– Proszę pani, tam była bomba. Z naszych źródeł wiadomo, że ten człowiek planuje więcej takich zamachów. Jako jego córka, panienka Natalie Bennet może stać się naszym ratunkiem…

 

– Na boga, człowieku ona nie miała pojęcia, że to jej ojciec! Odkryła to może tydzień, dwa tygodnie temu!

 

Mężczyzna przestąpił z nogi na nogę.

 

– Wiemy, że komunikował się z kimś via serwer Go Tribunal, w jego bagażu w hotelu znaleziono resztki materiałów wybuchowych, z których najdrobniejszy okruch jest w stanie zmieść budynek. Technicy właśnie sprawdzają jakiego materiału użyto dzisiaj. Nie mamy wyjścia!

 

Natalie opierała głowę na ramieniu Jill ocierając łzy, które niekontrolowanie toczyły się po jej policzkach. Przyjaciółka podniosła ją powoli.

 

– Proszę pana, ja wszystko rozumiem, ale jeżeli chcecie czegoś od tej biednej dziewczyny – przyjdźcie jutro, to się zastanowimy, czy damy radę pomóc.

 

Apodyktyczna młoda kobieta, okryła przyjaciółkę swoją kurtką, chwyciła rzuconą wcześniej na stół torbę i skierowała się do wyjścia. Zatrzymały się w drzwiach na chwilę.

 

– Proponuję wysłać oficjalne pismo – Jill skinęła mężczyźnie uśmiechając się drwiąco. – Ale to chyba nie będzie potrzebne, skoro macie sprawcę za ścianą. Umiecie wydobywać z ludzi informację, prawda?

 

Czarne włosy Nati rozsypały się na ramieniu opiekunki, kiedy obracała się, by pożegnać policjanta, który i tak, jak na okoliczności, był dla niej bardzo miły. Wtedy jej wzrok padł na stół za nim. Ten, przy którym spędziła ostatnie dwie godziny. Na czerni blatu błyszczała drobna, okrągła zapinka. Czarna, z czerwonym napisem, którego stąd nie mogła odczytać, ale wiedziała jaką ma treść. Otworzyła usta nabierając powietrza, jednak niecierpliwa przyjaciółka pociągnęła ją za sobą, szybko zmierzając ku wyjściu. Myśli torpedowały umysł wycieńczonej, niedoszłej mistrzyni Go, wstrząsając jej ciałem.

 

Kiedy wciąż przyśpieszająca kroku Jill dotarła, ciągnąc ją za sobą, do schodów przed wejściem, Natalie wyszarpnęła się z jej uścisku.

 

Ta zachwiała się i obróciła rzucając zaniepokojone spojrzenie najpierw na budynek, potem na przyjaciółkę.

 

– Coś ty zrobiła? – Nata patrzyła na dziewczynę, której doniedawna misternie upięte, niebieskie włosy, rozsypały się w nieładzie. – Co…

 

Ziemia po raz drugi zafalowała pod nią. Tępy ból z tyłu głowy uświadomił jej, że tym razem nie podłoga jej grozi, a ściany. Skuliła się i zakryła kark ramionami. Czuła pęd powietrza i świst wystrzelonych wybuchem kawałków muru. Kilka drobniejszych odłamków ugodziło ją, wywołując przenikliwy ból. Była na granicy utraty przytomności. Za dużo, zbyt szybko, zbyt nieprawdopodobnie. Kiedy ucichły ostatnie eksplozje instalacji, a huk przerodził się w okrzyki strachu i cierpienia, podniosła głowę. Jill stała i otrzepywała odzienie z pyłu.

 

– Nie tylko twoim ojcem był. I nie tylko ciebie porzucił.

 

Twarz jej wykrzywiała się groteskowo, kiedy wypluwała z siebie jad.

 

– Ale ty nie wylądowałaś w domu dziecka, gdzie szybko nauczają jak zarabiać na dupie. I nie ty masz wspomnienie człowieka, który odlicza monety otrzymane za ciebie. Nie tobie machał z uśmiechem na pożegnanie.

 

Ani jednej łzy.

 

Jej twarz w końcu złagodniała. Uśmiechnęła się, co wprawiło leżącą w gruzowisku dziewczynę w drżenie.

 

– Bye, bye, Natalie.

 

Obróciła się i zniknęła. Jej długoletnia przyjaciółka leżała pokryta kurzem, a spływająca z drobnych ranek krew, mieszała się z miałem. Patrzyła za Jill niepewna, czy to dym ją pochłonął, czy wyciekająca z niej samej świadomość. Osunęła się bezwładnie. Ostatnia myśl, jaka nią szarpnęła, osłabiła ją do reszty. „To dlatego miał tak znajome oczy…”.

 

 

 

 

 

 

 

Koniec

Komentarze

Też biorę udział w konkursie, więc niezręcznie mi komentować.

Napiszę więc tylko: chapeau bas :)

Niezrecznie to mi teraz coś napisać. Komentarze zawsze naprowadzaja, pomagają i na nie najabrdziej liczę .

Dziekuję :)

 

Warkot, jaki po tym, relatywnie, słabym manifeście gniewu nastąpił, przetykany był mnogą ilością kuchennej jakości inwektyw.

 

 

 

Do pokoju tymczasem tanecznym krokiem weszła Jill. Opadając na łóżko, ucięła krótko litanię przyjaciółki.

 

 

 

Natalie przewróciła oczyma tylko i zamknęła komputer przekręcając drobny kluczyk w mechanizmie, zamontowanym na jego przedzie. Wsunęła go do szuflady ciężkiego biurka

 

 

 

Natalie podeszła do małego stolika i nalała im obu nieco herbaty

 

 

 

Zaplątały się przy tym komicznie w długich trenach sukien, a ich turniury podskakiwały śmiesznie.

 

 

 

Natalie oparła się o motor i patrzyła na rzekę. Zapchana była rozlicznymi barkami .

 

 

 

Wyrosły tutaj wraz z wiszącym nad nimi portem zeppelinów

 

 

 

To tyle przykładów.

 

 

 

Mam złe wieści. Piszesz bardzo, bardzo chaotycznie. Dość często mieszasz szyk w zdaniach. Mało tego: mam wrażenie, że  nie rozumiesz znaczenia używanych tutaj słów. Korzystaj z mądrych książek, napisanych przez bardzo mądrych ludzi. Korzystaj ze słowników: synonimów, wyrazów obcych, wyrazów bliskoznacznych i słownika ortograficznego. Nadal widać u Ciebie ogromne braki w znajomości podstaw języka polskiego (interpunkcja, która u Ciebie leży).

 

Co mogę doradzić: poprawiaj to, co napiszesz, przed opublikowaniem.

 

Ten tekst jest do gruntownej przeróbki.

 

"Wszyscy jesteśmy zwierzętami, które chcą przejść na drugą stronę ulicy, tylko coś, czego nie zauważyliśmy, rozjeżdża nas w połowie drogi." - Philip K. Dick

Przykładów czego? Których wyrazów źle użyłam/nie rozumiem?

Są wygrubione zdania, ale nie rozumiem co tam nie gra?

Słownika ortograficznego? Mądrych książek, mądrych ludzi? :D

A mi się podobało. Fajna fabuła, a dobra fabuła zawsze się obroni. Niby wiadomo, że ma być wybuch, a mimo wszystko jest zaskoczenie. I to nie jedno. 

Z szykiem faktycznie różnie bywa. Mój faworyt: Dzisiaj, ta trzydziestoletnia już prawie kobieta(...) . Więc ile lat trzeba mieć, by być kobietą pełnoprawną? Poprawiło mi to humor przed snem.

Ogólnie dla mnie na plus. 

Opowiadanie sprawia wrażenie pisanego w wielkim pośpiechu. Wymagane wąsy są, zemsta, owszem, jest, ale prawdę mówiąc, nie do końca rozumiem – na kim i za co. Wiele błędów, źle zbudowanych zdań i oszczędne używane przecinki, nie ułatwiają lektury. Termin nadsyłania prac na konkurs upływa dopiero za miesiąc. Był więc czas, aby tekst poleżał kilka dni, został ponownie przeczytany i bardziej dopieszczony. Zarówno pod względem formy jak i treści.

 

Jej gość zarzucił nogi na wysokie oparcie ciężkiego drewnianego łóżka, a jej wielkie ciężkie buty, zawisły komicznie”. – Zdanie zostało skonstruowane w taki sposób, że widzę gościa zarzucającego nogi na oparcie łóżka, a w tym czasie wielkie buty gospodyni zawisają gdzieś komicznie.

 

„Jej czerwona czupryna zabujała się, kiedy zmieniała pozycję”. – Brak konsekwencji. Wcześniej, opisując fryzurę Jill, dajesz do zrozumienia, że ma długie włosy – te symetryczne ślimaki i wypuszczone z nich pasma. Natomiast czupryna, to krótkie i gęste włosy.

 

„Natalie odruchowo zagarnęła swoje czarne, proste włosy za ucho, jakby przepraszając za swoją nudną monotonię. Siedziała tutaj, w swojej grzecznej sukni…” – Nadmiar zaimków.

 

„Jej przyjaciółka miewała naleciałości języka ulicy. Nabawiła się go w dzieciństwie…” – Zła konstrukcja zdania. Może: Jej przyjaciółka mówiła językiem z naleciałościami ulicy. Nabawiła się ich w dzieciństwie.

 

„…w jednym z tych zamkniętych Domów Sierocych. Wypleniła jednak te akcenty prawie do cna. Powracała do nich, kiedy rozmawiały na osobności, jakby celowo używając tego języka do dokuczania Natalie”. – Znów nadmiar zaimków.

 

„…buty znów wylądowały na oparciu łóżka z hukiem…” – Tu zła konstrukcja każe mi wyobrazić sobie „łóżko z hukiem”, a to przerasta moją wyobraźnię. Może: …buty znów, z hukiem, wylądowały na oparciu łóżka…

 

„Dotarły do niej słowa zza parawanu łóżka”. – A tu widzę łóżko przewrócone i postawione bokiem na podłodze, tworzące parawan. Nie wiem co rozumiesz pisząc „…zza parawanu łóżka.”

 

„…wyciągnęła zza etażerki, małą płaską menażkę i mrugnęła do rozleniwionego gościa. Dolała do każdej z filiżanek nieco trunku”. – Miałaś, zapewne, na myśli manierkę. Menażka, jest bowiem blaszanym naczyniem służącym, zamiast miski czy talerza, do posiłków w wojsku i na obozach. Intryguje mnie jeszcze, dlaczego Natalie przechowywała alkohol za etażerką.

 

„Bujały się delikatnie na wietrze, jak nieznośnie wierzgające, dziecinne baloniki”. – Moim zdaniem mamy tu sprzeczność. Jak coś, co delikatnie buja się na wietrze, jest jednocześnie nieznośnewierzgające?

 

„Panował ruch nie do okiełznania zmysłami”. – Bo też nikt, zmysłami, ruchu nigdy nie okiełzna.

 

„Dziewczyna włączała się w aorty pędzących automobili, bicyklów i pojedynczych dorożek, ostrożnie planując każdy manewr”. – Do aort, ewentualnie, można porównać ulice, nie pojazdy.

 

„…równolegle do niej prawie zawsze mknął, ze zwielokrotnionym sykiem nieszczelnych rur, parotramwaj pełen ludzi”. – Rury, nawet nieszczelnie, nie syczą. Syczy wydobywająca się z nich para.

 

„Zostawiła Jeta pod bramami, w cieniu niskiego drzewa…” – Zostawiła jeden pojazd pod wieloma bramami, ale w cieniu jednego drzewa?

 

„Tkwił na czarnej koszuli wetkniętej w skórzane spodnie z wysokim stanem. Tak po prostu.” – Piszesz „Tak po prostu”. A ja imaginować sobie żadną miarą nie umiem, jak można tkwić na koszuli, i jednocześnie mieć ją wetkniętą w skórzane spodnie z wysokim stanem.

 

„Wiele by dała, by jakieś kolano kompromitacji podcięło mu ten nonszalancki gest, którym uchylał cylindra…” – Tu moja wyobraźnia ponownie została wystawiona na ciężką próbę. Nijak nie mogę sobie zwizualizować sytuacji, kiedy to kompromitacja swym, zapewne zgrabnym, kolanem podcina nonszalancki gest, który uchyla cylindra.

 

„…brązowym gorsetem i wciśniętą pod niego czarną koszulą…” – Dlaczego wciskała koszulę pod gorset? Czy nie łatwiej włożyć najpierw koszulę, a gorset potem?

 

„Jill tańczyła pomiędzy żołnierzem, burleską, a damą”. – Nie wiem skąd się nagle pojawili – żołnierz i dama, że o burlesce nie wspomnę. Umiem wyobrazić sobie, Jill tańczącą między damą i żołnierzem, ale daję za wygraną, gdy zaczyna się taniec między burleską.

 

„Natalie przewróciła oczyma tylko i zwróciła się ku lustru, i stosiku rzeczy, które leżały u jej stóp”. – …przewróciła tylko oczyma… Nie wiem, dlaczego lustro i stosik rzeczy leżą u stóp, ale widać Autorka ma w tym jakiś cel. Ponadto …stosikowi rzeczy…

 

„Stojąca przed lustrem dziewczyna wzruszyła ramionami”. – Tu Autorka, chcąc zachować konsekwencję, winna napisać: Stojąca nad lustrem dziewczyna wzruszyła ramionami.

 

„Do „Trybunału 2045” zostało dwa tygodnie.” – …zostały dwa tygodnie.

 

„Uchylił cylindra uśmiechając się i gentlemeńsko wyciągnął dłoń. Podała mu swoją…” – Nie wiem jacy są gentelmani w Twoim świecie, bo w moim czekają, aż dama pierwsza wyciągnie dłoń.

 

„Z przerażeniem zakryła usta odkrywając…” – Może: Z przerażeniem zakryła usta, uświadamiając sobie…

 

„…wyświechtany lękiem…” – Tu moja wyobraźnia poległa. Do rana się nie ocknie.

 

„…nim komuś więcej stanie się krzywda…” – …nim komuś jeszcze stanie się krzywda…

 

„Czy na pani jego plany?” – Czy zna pani jego plany? „Z kim sie kontaktuje?” – Z kim się kontaktuje?

 

„Do pokoju wparowała jej przyjaciółka i dopadła ujmując jej twarz troskliwie”. – Powtórzenie. Może: Do pokoju wpadła Jill i, podbiegłszy, ujęła troskliwie jej twarz.

 

„Jill skinęła mężczyźnie z drwiącym uśmiechem”. – Czy to mężczyzna miał drwiący uśmiech, czy może: Jill, z drwiącym uśmiechem, skinęła mężczyźnie.

 

„Jej twarz w końcu wyłagodniała”. – A może po prostu: Jej twarz w końcu złagodniała.   

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Witam,

Szyk wyrazów w zdaniach po prostu leży i kwiczy, tak samo znaki interpunkcyjne:

"Obrazek czarnego człowieczka z białym monoklem i sumiastym, szlacheckim wąsem. Tkwił na czarnej koszuli wetkniętej w skórzane spodnie z wysokim stanem. Tak po prostu. Przyglądała się chwilę tym białym wąsom. Mężczyzna stał do nich tyłem, okręcał się witając fanów, odpowiadając na okrzyki i podpisując podawane kartki, koszulki i dłonie".

"Palcem wskazywał kogoś w tłumie. Wokół obiektu, który wyrywał z płuc chłopaka jęk egzaltacji, rozkręciła się zdumiewająca sensacja. Nata stanęła na palcach i przytrzymując gogle, wypatrywała powodów zamieszania zaciekawiona. Nagle zrozumiała".

"Most pełen był artystów, zachwytów, rozpasanych artystycznie rozmów i gotowanej kukurydzy. Ktoś gdzieś recytował poemat. Przerywał mu co rusz jakiś głośniejszy automobil, nie zmieniało to jednak faktu, że panie były zachwycone"

Poza tym... Jak sensacja może się rozkręcić? Jak most może być pełen zachwytów i rozmów? Pomijając fakt, że połączenie po przecinkach w takim zestawieniu kilku wyrazów o zupełnie innym znaczeniu zaburza sens i logikę. To tylko wybrane przykłady. Proponuję porządnie się wyspać i nad ranem jeszcze raz przeczytać swój tekst, bo jest on niestety do przeróbki i to gruntownej jak zauważył mkmorgoth. Pozdrawiam!

- By, by Natalie. - chodziło Ci o bye, bye Natalie?

 

Takie sobie opowiadanko. Przeczytać można. Co do szyku zdań, to rówież uważam, że należy je poprawić.

Pozdrawiam

Mastiff

---> Riboq. Po "łapance" regulatorów już powinnaś chociaż w połowie wiedzieć, co i dlaczego nienajlepiej napisałaś...  

Pomimo wielu usterek przeczytałem z zainteresowaniem. Zasadnicza intryga jak intryga, ale podobał mi się świat, na tle którego rozgrywa się dramat dwóch przyrodnich sióstr.

Dziękuję za komentarze, rozumiem, ze musze być bardziej dosłowna, mniej abstrakcyjnie opisywać otoczenie i sytuacje, nazywać obrazy perwersyjnie dokładnie. @regulatorzy - dzięki za cenne uwagi, mimo wielokrotnego czytania zwyczajnie bardziej widziałam, niż czytałam opisy i faktycznie wiele rzeczy dla czytającego może być niejasnych.

„…wyświechtany lękiem…” – Tu moja wyobraźnia poległa. Do rana się nie ocknie.

Nie rozumiem czemu to tak na Ciebie podziałało. Wyświechtany lękiem, znużony depresją, wytarty codziennością. Co złego i niepoprawnego jest w takich opisach?

„Wiele by dała, by jakieś kolano kompromitacji podcięło mu ten nonszalancki gest, którym uchylał cylindra…” – Tu moja wyobraźnia ponownie została wystawiona na ciężką próbę. Nijak nie mogę sobie zwizualizować sytuacji, kiedy to kompromitacja swym, zapewne zgrabnym, kolanem podcina nonszalancki gest, który uchyla cylindra.

Jeżeli ktoś chce dosłownie wyobrażac sobie taką sytuacje, a nie uznać, jako opis stanu emocjonalnego, w którym jest dziewczyna - faktycznie może mieć problem. To abstrakcyjne wizji produkowanie.To oczywiste. Pokręcę się nad tym :).

Poza tym... Jak sensacja może się rozkręcić? Jak most może być pełen zachwytów i rozmów?

O ile co do sensacji, po przyjrzeniu się zgadzam, o tyle most był pełen zachwytów i rozmów podobnie, jak market ludzi, wrzasku dzieci, konsumpcyjnego szału i puszek. Nadal nie widzę w tym nic złego, ale jeżeli ktos może mi wykazac coś czego nie widzę - będę wdzięczna :).

 

Pozdrawiam o/

<ociera pot z czoła>

Nie mam pojecia, czy zechcecie przeczytać tekst jeszcze raz, ale poprawiłam nanosząc większość uwag. Nawet most zmieniłam :).

Nie mam nikogo, komu mogłabym dać tekst do sprawdzenia*, i dopiero oceny w miejscach takie jak to, zwracają mi uwagę, na niektóre rzeczy.

 

*jest komu czytać, ale nie ma komu wyciągać niedociągnięć :)

"- No co za... – Warkot, jaki po tym słabym manifeście gniewu nastąpił, przetykany był mnogą ilością, kuchennej jakości, inwektyw."

W sensie, że ktoś zaczął warczeć i rzucać kuchennej jakości zniewagami słownymi? Jak mam to rozumieć? Coś w stylu "A zupa była za słona!", "Twój kotlet smakuje jak wysuszone produkty przemiany materii stada pinginów królewskich?". Proszę Cię, przecież ona sie wkurwiła i zaczęła przeklinać, a nie miotać inwektywami. o_0

„wyświechtany lękiem…” – Nie rozumiesz, czemu przy tym określeniu poległa moja wyobraźnia. Wyjaśniam. Nawet jeśli uznam Twoje racje, to zwracam uwagę, że piszesz o „…smutnym, przestraszonym mężczyźnie. Zwykłym. Umazanym sadzą, nie wzbudzającym gniewu, ani miłości, ani obawy”. Przestraszony, uważam, to trochę za mało, by używać tak karkołomnego określenia. Nie będę tu przytaczać mnogości znaczeń słowa „wyświechtany”, bo sama możesz je sprawdzić, ale to akurat określenie – wymyślone przez Ciebie, moim zdaniem, tu nie pasuje. Mogę sobie oczywiście wyobrazić, że ktoś ma stany lękowe, boi się wszystkiego i wszystkich, drży przed tym, co może być jutro. To, co go otacza jest dla niego straszne, to co robił do tej pory, teraz budzi w nim grozę. Strach może paraliżować, obezwładniać, odejmować rozum. Lęki mogą odebrać chęć do życia. Rozumiem, że ciągły strach może zniszczyć człowieka, ale żeby strach kogoś „wyświechtał” – o takim stanie człowieka jeszcze nie słyszałam. Ale, wszystko przede mną. :-)

Uważam że dziewczyna, która targają emocje, nie będzie myśleć o „niesamowitej dłoni opatrzności koszącej dumny uśmiech”, ani o „kolanie kompromitacji podcinającej nonszalancki gest”. Będzie wolała, by facetowi ktoś zwyczajnie przywalił. Właśnie takie zdania uważam za lekko kiczowate i raczej zachwaszczające, niż ukwiecając tekst.

Pytasz, co jest złego i niepoprawnego w Twoich opisach. W zasadzie nic. Piszesz tak, jak dyktuje Ci wyobraźnia i serce. Muza pewnie też. Pamiętaj jednak, że tworzysz nie tylko dla siebie, ale także, a może przede wszystkich, dla czytelników. My jesteśmy odbiorcami Twojej pracy i chcemy czytać tekst dobrze napisany. Sama przyznajesz, „…mimo wielokrotnego czytania zwyczajnie bardziej widziałam, niż czytałam opisy i faktycznie wiele rzeczy dla czytającego może być niejasnych”. To już bardzo dużo, bo zdajesz sobie z tego sprawę. Jesteś na dobrej drodze. Sytuacje i zdarzenia powstające w Twojej głowie, są dla Ciebie oczywiste – ale dla czytelnika już nie zawsze. I wcale nie chodzi tu o dosłowne wyobrażenie sobie tego o czym mówisz, żeTo abstrakcyjne wizji produkowanie”. Uważam, że Twoje wizje są często nie tylko abstrakcyjne, ale zdarza się, że nieco kiczowate, czasem mało logiczne. Źle skonstruowane zdania tylko potęgują to wrażenie. Myślę, że Twoje teksty powinny dłużej „odpoczywać”, byś nawet zapomniała o czym pisałaś. Czytając takie „wyleżakowane” opowiadanie traktuj je, jakby to był cudzy tekst. Nie oszczędzaj „Kowalskiej”, która go stworzyła, wytknij jej wszystko. Po kilku dniach odpoczynku, operację można powtórzyć. Efekty bywają zaskakujące. Taka jest moja opinia i moje rady. Nie traktuj ich jak wykładni, z której musisz korzystać, bo za „całokształt” i tak odpowiada Autor.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

@regulatorzy - jeszcze raz: dzięki

@Pan Rabarbar - ależ proszę bardzo. Zamienię inwektywy, na łacinę, to i jej kuchenna jakość będzie bardziej zrozumiała.

 

Zobaczymy do czego mnie zmiany doprowadzą :).

A tymczasem, z czystej ciekawości, wrócę do tekstów starszych i sprawdze, jak tam się rzeczy mają :).

Riboq, cieszę się, jeśli pomogłam. :) Deklaruję również pomoc w przyszłości. O ile, oczywiście, zechcesz skorzystać.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

O technice powiedziano tu już bardzo wiele, z pewnością niczego nowego już nie znajdę. Nie mogę zgodzić się z wszystkimi zarzutami odnośnie Twoich wykręconych opisów. Musisz się jedynie bardziej zastanawiać, jak dobierasz słowa. Przykład "kolana kompromitacji", podłożyć można komuś nogę, a nie kolano. Mniej takich wpadek, a powinno być dobrze. Nie rezygnuj z tego całkiem, ale pisz z głową, w moim odczuciu to przyjemnie urozmaica tekst.

 

Jeśli zaś idzie o fabułę, byłam pewna, że Jill jest po to ,żeby czytający mógł lepiej poznać Natalie. A tu taki zwrot akcji! Pan Go nie był zaskoczeniem, dlatego, tym bardziej ciekawiło mnie, jak rozegrasz sytuację. Stworzyłaś naprawdę ciekawy trójkąt.

 

" Tak to już bywa z przyjaźnią kobiet. Jedna jest albo ramką dla drugiej, albo tłem." Stwierdzenie zabija;)

Pozdrawiam 

Ciekawy i prosty pomysł. Nawet mi się podobało. I ten nagły zwrot akcji na końcu!

Zachodzi dość dziwna rozbieżność między opisami niektórych wydarzeń. Zupełnie nieistotną dla fabuły wizytę w parku rozwlekłaś do granic możliwości, za to turniej... rach ciach i po sprawie. Wchodzi do hali, a tu ni stąd ni zowąd mamy finał - mały przecinek na rozmowę z panem Go - i bum! Nata leży na trawie i ogląda zeppeliny (swoją drogą w 2045 mogli się postarać o bardziej nowoczesne środki transportu). Trochę to denerwujące, kiedy czytelnik męczy się z opisem na dwie strony, który jak się okazuje do niczego nie prowadzi (oczywiście trochę to wyolbrzymiłem, ale chyba wiesz o co chodzi).

Na tle dotychczasowych prac, twój tekst wypada nieźle.

Dzięki za odwiedzinki. Tekst już uległ kolejnym zmianom i ciągle wyłapuje czytelnicze uwagi :)

Zeppeliny... bo parotramwaje, motor na parę i steampunk ogólny, zarysowany bardzo delikatnie :D.

Taki delikatny powrót do przeszłości, czy na tym etapie świat się niejako zatrzymał, czyli rzeczywistość alternatywna?  

Czy to, czy tamto, podoba mi się.

Mi też się podoba, zarówno świat (trochę futurystyczny, trochę retro, grunt, że barwny), jak i intryga. Z początku wydaje się prosta, ale na końcu fajnie zakręca. Kuleją trochę proporcje - nad mało ważnymi wydarzeniami rozpisujesz się niemiłosiernie, a te istotne przedstawiasz w kilku zdaniach.

Minusem w dalszym ciagu jest język. Strasznie chaotyczny - niekiedy z chaosu tego wyłaniają się bardzo fajne konstrukcje, a zaraz potem jakieś dziwadła, których nie sposób nawet zrozumieć. Ale to już wiesz. Poza tym przecinki, przecinki wszędzie. A połowa do wywalenia.

Wpadek ciut jest, ale pomysł zemsty calkiem, calkiem.

Pomysł nie przypadł mi do gustu. Wszystko wydawało mi się napisane na szybko, bez namysłu. Zarówno styl (w tekście było całkiem sporo rzeczy do poprawki z czysto technicznego punktu widzenia, do tego narracja jako taka wydała mi się dosyć chaotyczna) jak i historia ukazują brak poświęcenia im większej uwagi. Podczas lektury nie wtłoczyłem się w świat, a postacie pozostały dla mnie bezosobowe, niektóre wręcz sztywne. Może poza Jill, które ledwo ledwo się wybiła. Tak więc potraktowałbym moją opinię jako naprawdę ciężki zarzut – styl, historia, świat i postacie, nic nie mnie nie przekonało. Chociaż, rzecz jasna, tragedii nie ma i autorka może jeszcze bardzo się rozwinąć, już przy okazji tworzenia następnego tekstu.

Administrator portalu Nowej Fantastyki. Masz jakieś pytania, uwagi, a może coś nie działa tak, jak powinno? Napisz do mnie! :)

Nowa Fantastyka