- Opowiadanie: GythaOgg - Niespodzianka

Niespodzianka

Po drobnych poprawkach, odkopuję z archiwum.

Miło wrócić, choćby tylko na chwilę:)

Dyżurni:

Finkla, bohdan, adamkb

Biblioteka:

RogerRedeye, Finkla

Oceny

Niespodzianka

 

 

– Zaprawdę powiadam ci, działaj! – mag wykrzyczał rozkaz i dla dodania wagi swoim słowom potrząsnął laską nad nic nieprzeczuwającym, zimnym i spokojnym silnikiem fuzyjnym.

– Działaj, o diabelski pomiocie! – kolejny okrzyk zakończył się lekkim stuknięciem laski w lśniącą obudowę.

– Co ty robisz szalony dziadu! – Greg przyskoczył do staruszka i zabrał mu rzeźbiony kij. Z niepokojem przyjrzał się silnikowi. Z czułością pogłaskał cylindryczny kształt, sprawdzając przy okazji czy nie ma w nim wgnieceń.

– Próbuję uruchomić ten bezużyteczny sprzęt. Za pięć dni powinienem być już na Ramiraz, a ten tu demoni smród nie działa. Ostrzegałem kapitana, że sam zacznę działać, jeśli on się nie postara. – Mag uniósł wysoko podbródek i starał się ze wszystkich sił zamanifestować swoje niezadowolenie.

Greg zacisnął zęby, aby nie skląć najważniejszego pasażera na statku.

– Przepraszam panie za mój wybuch. 

Deskartiusz wyprostował się i wypiął pierś, pokazując, że łaskawie przyjmuje przeprosiny, choć o zniewadze będzie pamiętać.

– Czy kapitan nie wyjaśnił, że chwilowo dryfujemy? Musieliśmy wyłączyć wszystkie urządzenia, które mogłyby zdradzić naszą obecność w tym sektorze. Staramy się być cicho i udawać nieciekawą jednostkę, żeby uniknąć Maruderów. Popychają nas tylko silniki dryfowe. Podróż jest spowolniona, ale bezpieczniejsza.

– Tak… tak. – Straszy mężczyzna z lekceważeniem machnął ręką. – Tłumaczyłem waszemu kapitanowi, że póki jestem na pokładzie, nic wam się nie stanie. Albowiem jestem mocą wcieloną stu czcigodnych bogów Xampat! Ich zbrojną prawicą! Ich miłosierną lewicą! Ich…

– Tak, tak. Oczywiście. – Greg przerwał magowi, zanim ten roznamiętnił się w swoim samouwielbieniu. Delikatnie ujął go pod ramię i skierował do wyjścia.

***

Kapitan Trevor był człowiekiem łagodnym, starał się nie marnować energii na sprawy nieistotne, czyli wszystkie, które mogłyby zakłócić jego spokój. Podniesione głosy, dobiegające z korytarza, ignorował z pietyzmem i rozkoszował się poobiednim cygarem – przyjemnością zakazaną na statku, gdzie każdy decymetr sześcienny powietrza był cenny. Oczywiście filtry działały bez zarzutu, ale w przestrzeni nigdy nic nie wiadomo, zawsze trzeba być czujnym i gotowym na najgorsze. Mimo to, Trevor wyznawał zasadę, że drobne przyjemności poprawiają jakość życia, nawet jeśli są nieregulaminowe.

Hałas narastał. Kapitan szczelniej otoczył się aromatycznym dymem. Zasłona Trevora została jednak brutalnie przebita przez wycelowaną w niego laskę z cennego brzozowego drewna.

– Słuchaj! – Zza laski i dymu wychynęła brodata twarz. – Czyż nie mówiłem ci, że czas jest cenny?! Czyż nie obiecałeś mi, że czas mój oszczędzisz?!

– Ależ tak, naturalnie – wymamrotał lekko zdezorientowany kapitan.

– Zaprawdę łgałeś! – Rzeźbienia na końcu laski znalazły się niepokojąco blisko nosa mężczyzny. – Jesteśmy wciąż daleko od celu. Moja misja, moja reputacja, są po tysiąckroć ważniejsze niż twój statek! – Mag krzyczał coraz głośniej, wchodząc na niepokojąco piskliwe tony. – Powiadam ci, ruszaj! Pośpieszaj! Abym mógł słowa dotrzymać i uratować nieszczęsną planetę! – Wypiął dumnie chuderlawą pierś i spojrzał groźnie spod krzaczastych brwi.

– Już. Już prawie opuszczamy Ugory. Najpóźniej za trzy, może cztery godziny będziemy poza zasięgiem Maruderów. Cierpliwości Panie. – Kapitan uspokajająco położył dłoń na ramieniu starca. Jego opanowanie częściowo uciszyło wzburzenie Deskartiusza. – Greg odprowadzi Waszą Eminencję do apartamentu.

– On mnie obraził! – Kościsty palec prawie trafił mechanika w oko.

– Nie minie go zasłużona kara.

Pomarszczone oblicze rozpogodziło się nieco i mag dał się wyprowadzić na korytarz. Kapitan pospiesznie nacisnął przycisk zamykający drzwi. Zaczął rozcierać skronie.

***

Trzy ziemskie tygodnie wcześniej. Na planecie Ramiraz .

 

– Jesteście pewni, że to ona? – Podenerwowany i zmartwiony marszałek koronny Nilogran po raz trzydziesty przemierzał trasę od donicy z bujną paprocią do okna otwartego na białe mury miasta Tepia, stygnące po długim słonecznym dniu.

– Niestety. To ona, nie mamy wątpliwości, sprawdzało ją kilku naszych najlepszych specjalistów. – Sekretarz Sudalex liczył każdy krok swego zwierzchnika. Było ich zbyt wiele, by czuł się spokojny.

– Specjaliści – prychnął marszałek. – Dlaczego wcześniej nic nie wykryli, dlaczego zapewniali mnie, że jest czysta! Co się zmieniło przez te trzy miesiące?!

– Niewiele – ze swojego kąta w pobliżu paprotki odezwał się w końcu główny mag planety Presteron. – Rozpatrzyliśmy kilka możliwości i najbardziej prawdopodobne wydaje nam się to, że młoda królowa weszła w interakcję z planetą. Być może w powietrzu, jedzeniu, czy choćby w specyficznym polu magnetycznym naszego globu znajduje się przyczyna kłopotów. Możliwe, że jej świat ojczysty pozbawiony był tych katalizujących elementów i dziewczyna wydawała się zupełnie zwyczajna, jednak, gdy znalazła się na Ramiraz jej moc obudziła się. – Mag westchnął ciężko. – To wszystko, co udało nam się ustalić. Brak jakichkolwiek podstaw, żeby podejrzewać działania osób trzecich. Nie ma możliwości, żeby zrobić z kogoś maga, jeśli on sam nie ma wrodzonych predyspozycji.

– A wydawała się idealna. – Ochmistrzyni wytarła nos koronkowa chusteczką. – Taka miła, spokojna, roześmiana – mówiła z żalem, jakby wszystkie zalety królowej były nieodwracalnie stracone. – I tak się spodobała naszemu młodemu Panu.

– I staremu też – dorzucił półtonem Sudalex.

– Ta słodka buzia, jasne włosy i zielone oczy – kontynuowała ochmistrzyni ignorując sekretarza – to cudo. U nas wszystkie dziewczyny smagłe takie, duże, a ona drobniutka, zgrabniutka. I kocha marynowaną paprykę! Na śliczne dzieci czekałam, a tu taka tragedia! – Doreta zalała się łzami. Mężczyźni spojrzeli na nią niepewni, czy mają pocieszać, czy lepiej zachować dystans. Z zakłopotania wybawił ich Nilogran.

– Przestań już Doreta. – Poklepał ją uspokajająco po szerokich plecach. – Lepiej radź, co robić.

– Co robić, co robić! – ochmistrzyni zaczęła krzyczeć i wymachiwać pulchnymi rękami. – Teraz pytacie, co robić, a porządnie sprawdzić dziewczyny nie umieliście.

– Sprawdziliśmy – mruknął mag.

– Tacy mądrzy! – Spojrzała na Presterona. – Tacy doświadczeni! – Gniewne spojrzenie spoczęło na marszałku. – Tacy przewidujący! – Sudalex skulił się odruchowo. – A teraz łby pospuszczali i “Doreto ratuj”! A co ja mogę zrobić?! No co? Pokochałam to pisklątko, jak własną córkę, przygarnęłam, odkarmiłam, a teraz mi sugerujecie, że najlepsze rozwiązanie to ukatrupić ją po cichu, dopóki jej moc jeszcze słaba! – Przed jej gniewem nawet Nilogran skrył się za paprocią.

– To najprostsze i najskuteczniejsze rozwiązanie. Nie chcemy tego robić, ale obawiam się, że nie mamy lepszego pomysłu.

– Wy bando… wy… – Ochmistrzyni nie mogła przez chwilę znaleźć wystarczająco obraźliwego słowa. – Bando oklapłych omletów! Nic byście o niej nie wiedzieli, gdybym wam nie powiedziała. Do tej pory usuwalibyście skutki działania niewyszkolonego maga pogody i ze strachem czekali na kolejne anomalie. Gdyby ta mała służąca nie zwróciła mi uwagi, że gdy królowa się śmieje, to świeci słońce, gdy płacze pada deszcz, a gdy się złości to są huragany, to nigdy nie podejrzewalibyście, że głupiutka i posłuszna Talira jest źródłem mocy, która pustoszy miasto i okolice. Macie szczęście, że na razie jej siła rażenie obejmuje tylko mały obszar, a nie całą planetę. – Wzburzona pierś kobiety falowała sprężyście. – Na razie damy dwory i trefnisie starają się, żeby nieustannie miała dobry humor. Niestety to nie jest rozwiązanie długoterminowe.

– Co radzisz? – Nilogren otrząsnął się z zapatrzenia.

– Wyszkolić ją.

– Za stara – wyrwało się magowi.

– Bzdura. Jest młodziutka, jak szczypiorek, da sobie radę.

– Ale nie grzeszy bystrością, nawet nie bardzo rozumie, co się z nią dzieje. – Presteron wyliczał wątpliwości. – Obawiam się, że nauka magii przerasta jej możliwości.

– Da sobie radę. Porozmawiam z nią. Wyjaśnię wszystko i przygotuję do przyspieszonego kursu. Znajdźcie nauczyciela.

Doreta wstała i wyszła z pokoju, uznając naradę za zakończoną.

– A ja wolałbym ją udusić – rzucił Sudalex w kierunku zamykających się drzwi.

– Ja też. – Zmęczony Nilogren usiadł w końcu na zdobionym, całkiem wygodnym krześle. – Ale spróbujemy na razie sposobu Dorety. Własny, wyszkolony mag pogody na naszej planecie, to byłby niezły atut.

– Byłby. – Mag przetarł zmęczone oczy. – Poślę po Deskartiusza, to stary wariat, ale ma talent pedagogiczny do trudnych przypadków.

– Jaką stosuje metodę? – Zainteresował się Sudalex.

– Krzyczy na uczniów tak długo i głośno, że w końcu ze strachu zapamiętują wszystko.

***

Młoda królowa z radością obserwowała cumowanie „Navuaye”. Prawie tańczyła w miejscu z ekscytacji. Lubiła Trevora, to na jego statku tu przyleciała, uczył ją grać w warcaby i pozwolił zaciągnąć się kilka razy aromatycznym cygarem. Kapitan miał przywieźć ważnego gościa, dlatego czekali w porcie. Ona, w nowej koronkowej sukience, jej miły i jakże przystojny mąż, jego ojciec, a jej teść – jak to śmiesznie brzmi, nigdy nie myślała, że będzie miała teścia – i inne osoby z dworu. Doreta wyjaśniła Talirze, że ma się dziś zachowywać dystyngowanie, bo musi zrobić dobre wrażenie na swoim nowym nauczycielu, który przyleciał aż z Xampat, aby uczyć królową magii. Ochmistrzyni powiedziała, że władczyni powinna znać się trochę na wszystkim, na czarowaniu też. Jej mąż już ją nazywa swoją małą czarodziejką, zwłaszcza w nocy.

Talira wspięła się na palce, żeby lepiej zobaczyć ludzi schodzących po trapie „Navuaye”. Pierwszy był Trevor. Chciała do niego pomachać, ale w ostatniej chwili powstrzymała się i zachowała powagę, zgodnie z naukami Dorety. Kapitan zszedł na płytę lądowiska, przystanął i poczekał na honorowego gościa. Królowa wstrzymała oddech. Ze statku wyszedł stary, kościsty mężczyzna z długą brodą i paskudnym kijem. Talira skrzywiła się. Nudy.

Niebo zachmurzyło się niepokojąco.

Koniec

Komentarze

Sympatyczne.

Opowiadanie budzi ciekawość i sprawia, że czytelnik chciałby poznać dalsze losy zrzędliwego nauczyciela i młodej królowej. Podobało się. Pozdrawiam!

Fajnie napisane, z humorem. Miło się czyta. Z kwestii technicznych:

 jago ojciec - powinno być chyba jego ojciec

nigdy nie myślała, że będzie miała teścia, i inne osoby z dworu - niepotrzebny przecinek przed i inne

Niespójnie piszesz atrybucje dialogowe. Raz zaczynasz z dużej litery i kończysz kropką, a raz nie. Ja osobiście skłaniam się ku pisaniu atrybucji z małej litery i z kropką na końcu :-)

- Byłby. – Mag przetarł zmęczone oczy.  - po "Byłby" niepotrzebna kropka.

 - Ja też. – Zmęczony Nilogren usiadł w końcu na zdobionym, całkiem wygodnym krześle. - po "Ja też niepotrzebna kropka.

Byłem czytałem :)

Dziękuję za opinie i uwagi. Miło mi;)

Uhu, Gytho, schrzaniłaś! Miało nie być bardzo śmiesznie, a ja przy miłosiernej lewicy już w głos chichotałam.

No i tam było takie straszne potknięcie gramatyczne gdzieś.

I w ogóle! Nie dam wam ciastek, nooo.

Co to za moda jakaś na ciastka, nie wiadomo skąd nagle się zrobiła.

Ależ w warunakch było, że nie chcesz "zbędnego humoru". Tu jest tylko ten niezbędny, zbędny wywaliłam;):) 

   Oczywiście, że tak. 

Roger;-):-):-):-):-):-)

Cześć! Tak sobie na chwilkę wróciłam i odkopałam opowiadanie. Może ktoś jeszcze zajrzy;)

Ponownie z przyjemnością przeczytałem. Lekkie, zgrabne i dobrze napisane.  Przy następnej wizycie Autorka mogłaby wypośrodkować gwiazdki i wprowadzić interlinie, oddzielające gwiazdki od tekstu. Ale to drobny feler, łatwy do usunięcia.

Stary tekst, z pewnością zasługujący na bibliotekę, która w chwili publikacji jeszcze nie istniała.

Pozdrowka.

 

PS. Uzupełniam – szkoda, że GythaOgg nie skopiowała dyplomu i nie zamieściła teraz jako ilustracji. Były bardzo ciekawe i klimatyczne.

Dzięki, regulatorzy, fajna podpowiedź.

Witaj, Roger :) Miło Cię widzieć. Dziękuję za tak pozytywną ocenę:)

Cała przyjemność po mojej stronie.

Może dla jasności tematu przybliżę wątek, który między innymi zaowocował tekstem GythyOgg. Ciekawe, co stało się z Tregardem i niezgodą.b. Z tego, co pamiętam, Tregard wydał książkę.

Link → http://www.fantastyka.pl/hydepark/pokaz/7677

Pozdrówka.

To było dawno, dawno temu. Wiele się tu zmieniło. Gdybym nie zaglądała kilka lat temu na betę, trudno by mi było się odnaleźć ;). Portal zupełnie teraz niepodobny do “zielonego monstrum”;), dużo nowych nicków, dużo nowych zasad. Rozglądam się.

Fajne :)

Znam tylko pięć liter ;)

Dziękuję, Anet, fajnie, że przeczytałaś :)

Sympatyczny tekścik. Nie rzuca na kolana, ale może być.

Przecinkologia kuleje, szczególnie w okolicy wołaczy.

Babska logika rządzi!

Dziękuję, Finkla :) Możliwe, że coś mi umknęło, ale samemu czasem się już niedowidzi błędów, trzeba do tego cudzego, świeżego oka ;)

Przeczytałam bez przykrości, ale i bez szczególnych wrażeń. Tylko marynowana papryka pozwoliła mi skojarzyć, że Niespodzianka została napisana przed laty na pewien konkursik. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Nowa Fantastyka