- Opowiadanie: RogerRedeye - Magia pokera

Magia pokera

Jako ilustrację wykorzystałem piękny dyplom niezgody.b.

Dyżurni:

ocha, domek, syf.

Oceny

Magia pokera

 

– Zagrajmy w pokera od dwójek. – Chris Wharton oblizał wargi. – Nadal nie rozumiem, dlaczego ciągle wygrywasz. Chyba oszukujesz.

Wharton w skupieniu patrzył w oczy maga. Źrenice mogły dużo powiedzieć uważnemu obserwatorowi, a Wharton doskonale o tym wiedział. W kasynie w Reno wygrał kiedyś prawie pół miliona kredytów, bo zauważył cień niepewności w tęczówkach przeciwnika. Wtedy zrozumiał, że przybysz z Syriusza blefuje.

„Kredyt” dawno temu stał się we wszechświecie powszechnie honorowanym środkiem płatniczym i nawet Syriuszanin znał jego wartość.

Do tej pory Chris grał z Earvenem w zwykłego, pięciokartowego pokera dobieranego. Niespodziewany przybysz, podający się za czarodzieja i maga, odnaleziony w szalupie ratunkowej trzy tygodnie temu, od paru dni wygrywał każde rozdanie.

Wharton nie mógł tego zrozumieć. Nigdy jeszcze nie spotkał się z tak długo trwającą, szczęśliwą passą.

– Potasuję karty – mruknął w stronę szczupłej postaci, siedzącej po drugiej stronie wąskiego, metalowego stołu. Kabina kosmolotu wcale nie imponowała wielkością, wręcz przeciwnie – wysoki Earven ciągle narzekał na nisko wiszący strop. Ostatnio, wstając, znowu nabił sobie guza na głowie.

Whartonowi podobało się imię czarodzieja – Earven. I sposób jego postępowania. Rozbitek zachowywał się spokojnie, o nic nie pytał, rozglądał się tylko uważnie. Czasami dotykał jakiegoś przedmiotu, niekiedy pieszczotliwie wodząc po powierzchni długimi, smukłymi palcami. Przesiadywał przed monitorami pokładowej biblioteki, wchłaniając nieznaną wiedzę. Automaty medyczne „Koziorożca” – wielkiego, towarowego kosmolotu pilotowanego przez Whartona – przeprowadziły rutynową kontrolę Earvena. Nic nie sygnalizowało niebezpieczeństwa.

Grali talią, jaką Wharton lubił – sztywną w swojej nowości, jeszcze niezbrudzoną zbyt częstym dotykiem spoconych palców, a jednak już odpowiednio elastyczną, łatwo poddającą się naciskowi dłoni.

– Synu człowieczy, nie pojmujesz jestestwa rzeczy i spraw. – Uśmiech Earvena zdawał się wyrażać niezachwiane poczucie wyższości. – Azaliż nie rozumiesz, że po prostu przeniknąłem głębią swego umysłu naturę tego, co ty nazywasz kartą do gry?

Wharton wzruszył ramionami.

Earven zaskakująco szybko nauczył się posługiwać standardowym językiem angielskim, powszechnie używanym przez załogi statków kosmicznych i większość Ziemian. Czarodziej miał szczęście, że systemy obserwacyjne „Koziorożca” dostrzegły dziwaczną szalupę ratunkową Earvena, przypominającą kształtem arkę. Przed Księżycem wyłączyła się turbina prędkości nadświetlnej, system sterujący pracą urządzeń pokładowych wybudził Whartona ze stanu hibernacji, a potem „Koziorożec”, pchnięty impulsem silnika rakietowego, zaczął zmierzać w kierunku posterunków kontroli sanitarnej i celnej, usytuowanych na ziemskim satelicie.

Wharton, po sprawdzeniu urządzeń „Koziorożca” i krótkotrwałym odpaleniu silnika marszowego, poza rutynowymi kontrolami nie miał za dużo pracy. Wtedy, właściwie dla zabicia czasu, zaproponował Earvenowi grę w pokera. W głębi ducha przyznawał, że chciał też mieć maga blisko siebie – na oku.

Tak jak w zgłębianiu tajników standardowego angielskiego, tak i w poznawaniu tej gry Earven szybko okazał się mistrzem.

– Ponownie pięciokartowy poker dobierany – oznajmił Wharton, rozkładając karty. – Jednakże, tak jak zaznaczyłem, od dwójek.

– Prostota tejże gry częstokroć wprawia mnie w osłupienie, ale jej przebieg zadziwia. – Trzecie oko Earvena pośrodku wysokiego czoła błysnęło czymś, co Wharton nauczył się już odczytywać – uczuciem rozbawienia. – Przypisana ci jest klęska, chociażbyś ducha twego przepajało poczucie nieuchronnego i rychłego tryumfu. Przegrasz, bo nie pojmujesz, czymże jest duch karty do gry. Widzisz przedmiot, rzecz, cokolwiek materialnie istniejącego – ciągnął Earven – jednakże nie dostrzegasz istoty więzi, rzecz tę spajającej, tak, jak nie rozumiesz istoty życia. Nie widzisz tej krztyny czegoś nieokreślonego, lecz w absolucie swym najzupełniej wymiernego – magii. Tajemnicy formy rzeczy, spraw i bytu.

Earven, oprócz trzeciej źrenicy, ulokowanej pośrodku wysokiego czoła, właściwie niczym nie różnił się od człowieka. Jednakże jego rasa, co Chris od razu sprawdził, nie figurowała w „Wykazie rozumnych mieszkańców wszechświata” – spisie wszystkich dotychczas poznanych, myślących istot kosmosu.

Przed każdym z nich leżało pięć kart. Wharton, uśmiechając się w duchu, delikatnie wziął swoje do ręki.

Nie po raz pierwszy skonstatował, że umiejętność poszerzania zakresu słownictwa przez Earvena staje się coraz bardziej zadziwiająca.

– Zapewne wspominasz o wiązaniach molekularnych, kwantowej teorii materii i budowie cząsteczek elementarnych.Wzruszył ramionami. Delikatnie, jedna za drugą, rozsuwał karty. Kochał tę czynność. – W tym nie ma nic z twojego świata, przepełnionego czarami. Zresztą – dodał Wharton, za wszelką cenę starając się mówić zwykłym, niezobowiązującym, gawędziarskim tonem – jak sam opowiadałeś, ten świat umarł. Stałeś się ostatnim jego mieszkańcem.

Miał karetę asów. I króla pik, jako piątą kartę.

– Otwieram za sto tysięcy kredytów – dodał, przesuwając żetony ma środek stołu.

Automat gospodarczy „Koziorożca” wyprodukował, na zamówienia Chrisa, prostokątne, podłużne kostki różnych rozmiarów i kolorów, podobne do używanych w kasynach gry.

– Przebijam do trzystu tysięcy. – Earven obojętnym ruchem dołożył kolejny stosik plastykowych prostopadłościanów. – Czyż nie byłaby zbytnim natręctwem z mojej strony supozycja zamówienia jakiś przekąsek? Kocham marynowaną paprykę.

Wharton pokiwał głową. Earven miewał dziwne zachcianki. Smakowało mu syntetyczne, ziemskie jedzenie, wypełniające spiżarnię kosmolotu. Chris na Perseuszu polecił zapakować do kambuza „Koziorożca” sporo wytwarzanych tam produktów rolniczych – między innymi zieloną i czerwoną paprykę w zalewie octowej i bosko smakującą kawę. Czarodziej uwielbiał pić na podwieczorek gorzki napar, zagryzając soczystymi kawałkami ostrego w smaku warzywa.

– Może najpierw skończmy – zauważył pilot „Koziorożca”, zastanawiając się nad szansami wygranej.

Mógł przegrać tylko w przypadku posiadania przez Earvena pokera, lecz czarodziej miał minimalne szanse na taki układ kart.

Prawdą jest jednak – pomyślał z niepokojem Chris – że w pokerze od dwójek możliwość taka rośnie. Zobaczymy, jak Earven będzie dobierał.

– I jeszcze dziewięćset. – Zdecydował. Dołożył następne kostki plastyku. Skonstatował, że zostało mu ich już niewiele.

Ze schowka wyjął następny zestaw żetonów, sprawiedliwie podzielił na dwie równe części, dokładając je do zasobów swoich i maga.

– Wchodzę. – Uśmiechnął się Earven.

– Ile kart? – Wharton wziął talię do ręki.

– Osiem mniej od tuzina – spokojnie odpowiedział mag. – Cztery.

Chris mógłby przysiąc, że źrenica na czole przeciwnika znowu zamigotała – ulotnym, lecz wyraźnym błyskiem tłumionej uciechy.

– Dobieram jedną – obwieścił Wharton.

Odłożyli zbędne karty. Chris rozdał brakujące – cztery nadal jeszcze nieco sztywne, śliskie kartoniki powędrowały przed splecione na stole palce Earvena. Jeden Wharton dołożył do swoich kart.

– Za wszystko. – Mag zdecydowanym ruchem przesunął resztę żetonów na środek stołu.

Karty leżały przed nim – Earven nawet ich nie dotknął.

– Sprawdzam. – Wharton także przemieścił swoje żetony. – Nie przebijesz karety asów. Mam ją.

– Każdy poker jest wyższy od karety, nawet treflowy od szóstki. – Earven zatarł dłonie. Mag odkrywał karty, patrząc wprost w twarz Whartona. – Łaskawie sprawdź, czy się nie pomyliłem w przeistaczaniu istoty rzeczy i zjawisk, a jeżeli nie, co uważam za aksjomat, kontempluj widok twojej porażki.

Przed Whartonem leżały szóstka, piątka, czwórka, trójka i dwójka trefl. Patrzył na nie w milczeniu, osłupiałym, nic nierozumiejącym wzrokiem.

Taki układ w grze mógł się przydarzyć, ale nigdy jeszcze Chris nie spotkał kogoś, kto, nie oglądając kart, wiedział, jakie one są.

– Jak to uczyniłeś? – zapytał, z trudem wymawiając poszczególne słowa.

– Zmieniłem istotę kart, ale najpierw je przejrzałem. – Twarz Earvena przybrała wyraz skupienia. – To, co rzekłeś mi całkiem niedawno, o ziemskim pojmowaniu istoty rzeczy, jej budowie i strukturze, to tylko pierwszy krok. Istnieje jeszcze duch, spajający wszystko w jedność. Ty nazwiesz go wiązaniami, a ja – magią. I nią właśnie władam. Jeżeli przejrzysz talię – mówiąc to, Earven delikatnie popukał palcem w stół – zobaczysz, że wszystko się zgadza. W każdym kolorze jest po trzynaście kart, od asa do dwójki. Dokonałem przeistoczenia wszystkich tych pospolitych kawałków kartonu, zmieniając ich formę – tak, jak chciałem. Duch rzeczy, zjawisk, a także i życia jest niczym innym, niż magią. Określa kształt, w sumie podrzędną, nieistotną formę.

Wharton przypomniał sobie o prośbie maga. Na panelu w burcie kajuty wystukał polecenia, zamawiając dwie kawy, cukier, śmietankę, kruche ciastka i puszkę marynowanej papryki – wszystko z jego prywatnych zakupów dokonanych na Perseuszu.

– Proponuję ci kontynuowanie gry. – Earven mieszał łyżeczką parujący napar. Przed chwilą Wharton wyjął z przenośnika systemu kuchennego tacę z podwieczorkiem. – Przyrzekam, że nie wykorzystam posiadanych umiejętności. Sądzę – mówił z namysłem mag – że w tej grze jest coś więcej, niźli tylko obliczanie szans, mamienie przeciwnika, pospolity spryt. Jest w niej jakiś duch. – Earven pokiwał palcem. – A więc, jest w niej wewnętrzna magia. Pragnę ją zgłębić.

– O cóż gramy? – Wharton strzelił palcami. Miał jeszcze nieco czasu do chwili, kiedy będzie musiał się zająć pilotowaniem „Koziorożca”.

– Jeślibyś wygrał, odpowiem na pytanie. – Earven wolno tasował karty. – A brzmi ono tak: ”Czy ty mnie znalazłeś w bezbrzeżnych czeluściach kosmosu, czy też je ciebie wybrałem?".

Wharton w milczeniu patrzył na maga. Nie po raz pierwszy widział pozaziemską istotę, zafascynowaną grą w pokera. Earvena czekała w Houston, porcie przeznaczenia „Koziorożca”, długotrwała kwarantanna i szczegółowe badania. Ale Chris zrozumiał, że już teraz, wykorzystując zainteresowanie przybysza karcianą batalią, wiele może się dowiedzieć.

Przypomniał sobie szalupę ratowniczą Earvena. Jej dziwny kształt powodował, że nie pasowała do żadnego węzła cumowniczego „Koziorożca”, więc Wharton ją porzucił. Teraz zdał sobie sprawę, że arka nadal dokądś zmierza. Uzmysłowił sobie, że lot maga z nieznanego, nierozpoznanego dotąd globu mógł trwać eony lat. W chwili odnalezienia Earven znajdował się w stanie podobnym do hibernacji, bardziej jednak przypominającym letarg.

– Tylko – do czego wybrałeś? – zapytał ostrożnie Wharton. – Dobrze byłoby to wyjaśnić.

– To kolejna kwestia. – Earven rozkładał karty. – Żeby uzyskać odpowiedź, musisz wygrać następne rozdanie.

– Jednakże ja również będę mógł formułować pytania, a nie tylko uzyskiwać odpowiedzi. – Chris pokręcił głową. – Poker to gra zasad jednakowych dla wszystkich.

Earven myślał przez chwilę.

– Dobrze, niechże tak się stanie – odpowiedział wolno. – Lecz, w takim razie, ograniczmy ilość żetonów. Niech stanowią zbiór zamknięty. Nie dokładaj ich więcej.

– Rozstrzygnie tylko magia pokera, nic ponadto? – upewnił się jeszcze Chris. – Nie rozumiem, do czego zmierzasz, ale pomysł jest interesujący.

– Zmierzam do tego, synu człowieczy, że ostatnim moim responsem może być wyjaśnienie losu Ziemi. – Mag sięgnął po filiżankę. – Wszelako pod warunkiem, że wygrasz. Pragnę poznać ducha tej gry. Jeżeli tobie będzie sprzyjał, odpowiem na kolejne indagacje.

Twarz maga miał poważny wyraz – tak, jakby o czymś właśnie decydował. Wharton patrzył uważnie w jego oczy.

Nagle zdał sobie sprawę, że być może, spotkanie dziwnej szalupy ratunkowej mogło nie być przypadkowe. Tak samo, jak jej kształt. I że niespodziewanie, dzięki wciągnięciu Earvena w hazardową grę, pojawiła się szansa dowiedzenia się wszystkiego.

Wolno pokiwał głową.

Teraz Earven rozdawał karty. Wharton wziął do ręki pięć kartonowych prostokątów i powoli je rozsuwał, trzymając przy piersiach.

Miał asa, króla, damę, waleta pik – i dwójkę karo. Brakowało tylko dziesiątki pik do królewskiego pokera. Każda inna karta pikowa tworzyła kolor – trzeci, co do siły, układ kart po pokerze i karecie. Tak wcześniej ustalili porządek najwyższych konfiguracji w grze.

– Jedna karta. – Wharton odrzucił blotkę karo.

– Dobieram cztery. – Earven uśmiechnął się łagodnie. Długim widelcem wyciągnął z puszki kolejną skórkę papryki. – Jedno muszę przyznać – kontynuował. – Marynowana papryka niezwykle mi smakuje. Mniemam, że polubię pobyt na Ziemi.

 

 

19 sierpnia 2012r. Roger Redeye

Koniec

Komentarze

Niezgoda.b w „Hyde Parku” przedstawiła projekt konkursu/ warsztatów literackich na krótki tekst. Zainteresowałem się nim, głownie z uwagi na ograniczenie objętości tekstu do czterech stron maszynopisu. I tyle właśnie jest, pisanych czcionką o rozmiarze „dwanaście”.

W ogóle to Niezgoda.b sformułowała ciekawe wyzwanie --- napisać opowiadanie, a więc zamknięty fabularnie tekst --- o określonej objętości, z określonym bohaterem, miejscem akcji i stylizacją języka, przynajmniej w części. 

Akcja ma się dziać w kosmosie – i dzieje się. Ma wystąpić czarodziej władający magią – występuje. W tekście ma paść zdanie: "Kocham marynowaną paprykę!" –  i pada, co prawda bez wykrzyknika, bo nie pasował za bardzo do charakteru maga. Ma nie być zbędnego humoru, zbędnego patosu, opisów przestrzeni kosmicznej, strojów i usilnego nawiązywania do Polski – i nie ma.

Dialogi miały być stylizowane według wzorca Eddingsa – nie znam tego autora, ale coś próbowałem w tej materii poczynić, posługując się przykładem podanym przez autorkę pomysłu.

Ostateczny efekt pracy – powyżej.

Chwilę potrwa formatowanie tekstu --- edytor…   

Tekst diabelnie nudny. Może jestem urodzonym malkontentem, ale nie pojmuję sensu takich udziwnionych konkursów. Bo przez to są pisane na siłę. Eddingsa akurat czytałem, ale , o ile pamiętam dialogo miał zwyczajne, więc nie wiem, jak miałaby wyglądać ich stylizacja

Według mnie cel osiągnięty w stu procentach. Choć nie jestem pewien co do dialogów. Swego czasu przeczytałem Malloreon Eddingsa i, podobnie jak przedmówca, nie widzę nic niezwykłego w jego dialogach. Może czegoś nie dostrzegłem?

Zgrabnie natomiast połączyłeś fantasy z science fiction. Podoba mi się nieco archaiczny język maga. W połączeniu z trzecim okiem daje wrażenie, że postać jest zarówno z innego świata, jak i z innego czasu.

Ogólnie rzecz biorąc podobało mi się i przeczytałem z przyjemnością.

Szkoda, Agroelingu, że tekst Cię tak wynudził... Ja lubię takie lierackie zabawy.

Dzięki za przeczytanie i komentarz.

Dzięki, Tregardzie, za przeczytanie i komentarz. Nie mogłem tego bardziej rozwinąć --- limit czterech stron jest ostateczny, a starałem się zawrzeć w tekście wszystkie niezbędne informacje, w tym i trochę o pokerze, dla osób nieznających tej gry. 

Cieszę się, że opowiadanie się  podobało.

Pozdrówko..

'„Kredyt” od dawna stał się ' - albo "dawno temu stał się" albo "od dawna jest/był", ale "od dawna stał się" w ogóle nie pasuje.

Teraz nie mam czasu, ale jeszcze tu zajrzę :)

Pozdrawiam

Clodzie, słuszna uwaga. Zmienilem, nadal wykorzystując jedno ze znaczeń czasownika "stać".

Moim zdaniem w tym konkretnym przypadku limit stron wyszedł opowiadaniu na dobre. Jasne, pozostawia pewien niedosyt, ja sam wolę raczej dłuższe teksty, ale tu akurat wyczerpałeś temat.

Tregardzie, krótkie teksty, moim zdaniem, pisze się zdecydowanie trudniej niż dluższe... Miałem pomysł, łącznie z niedopowiedzianym do końca zakończeniem. Pomysł należało tylko dostosować do liimitu tekstu.  To się udało. A efekt oceniają czytający, jak zwykle.   

 

Oczywiście, że krótkie teksty pisze się trudniej. Mój ostatni tekst w założeniu też miał być krótkim opowiadaniem. Ale nie zapanowałem nad nim i się rozrósł ;-)

Efekt końcowy ocenią czytelnicy, o ile ktoś dotrwa do finału...

Spoko... Wszystko jeszcze przed tym tekstem.

Tekst diabelnie nudny? No to się nie mogę zgodzić.

djowi się podobało

"Przychodzę tu od lat, obserwować cud gwiazdki nad kolejnym opowiadaniem. W tym roku przyprowadziłam dzieci.” – Gość Poniedziałków, 07.10.2066

Fajnie, dj Jajko, że opowiadanie się podobało. I  że  nie jest diabelnie nudne...

Pozdrówko.  

Mógłbym się poczepiać, że nie ma rozwinięcia :)

"Przychodzę tu od lat, obserwować cud gwiazdki nad kolejnym opowiadaniem. W tym roku przyprowadziłam dzieci.” – Gość Poniedziałków, 07.10.2066

Ograniczył mnie limit stron -- maksymalnie cztery strony maszynopisu. I tak jest leciuteńko więcej tekstu - kilka zdań. 

Napisałem, że nudne, bo nigdy nie lubiłem karcianych historii. W karty zawsze przegrywałem, a w pokera to w ogóle...

Agroelingu, każdy czytelnik inaczej ocenia tekst. Jedni tak, pozostali owak. Wiadomo.

Ale cieszę się, że Twoją ocenę spowoadania spowodowała generalna niechęć do historii związanych w jakiś sposób z grą w karty i nieprzychylne zdanie o pokerze. Coś jest w tej grze... 

Pozdrówko.

opowiadania...

Przeczytałem :) Była to całkiem przyjemna lektura, za co należy Ci pochwała - zdołałeś napisać całkiem znośny tekst o grze w pokera, który z założenia powinien być nudny, a taki nie jest. Choć fabuła nie jest jakoś specjalnie odkrywcza, to ujmuje znany motyw w nowym świetle - bohater zwykle uzyskuje odpowiedź, która ma uratować świat/królestwo/państwo, bądź zapewnić mu władzę/moc/kobietę poprzez wypełnienie jakiegoś questa, w tym wypadku zaś musi ograć w pokera gościa, który magiczny sposób oszukuje ^^

 

Miałbym jednak kilka uwag, jeśli chodzi o styl. Ogólnie jest dobrze, może nawet bardzo dobrze, ale od czasu do czasu zdażają się kwiatki związane z deklinacją (nie te końcówki), czy nie najlepszym układzie wyrazów w zdaniu - te zaś czasami są tak poplątane, że nie wiadomo o co właściwie chodzi (miejsce, w którym mag rozprawia o 'istocie rzeczy'). Domyślam się, że stylizowałeś Earvena na istotę szalenie inteligentną i elokwentną, ale czasami wybór pewnych słów zbudza wątpliwości.

 

"Przegrasz, bo nie pojmujesz, czymże jest duch karty do gry." - jakoś mi się to skojarzyło z pewnym anime ^^

 

'A brzmi ono tak: ”Czy ty mnie znalazłeś w bezbrzeżnych czeluściach kosmosu, czy też je ciebie wybrałem”?' - taki zapis jest niepoprawny. Pytajnik powinien znajdować się jeszcze w cudzysłowie, a po nim powinna stac kropka. Zastanawiam się też, czemu nazwę statku uparcie piszesz w cudzysłowie?

 

Podsumowując, opowiadanie przypadło mi do gustu, ale mógłbyś więcej uwagi poświęcić właśnej redakcji tekstu, bo wielu niedoróbek możnaby z łatwością uniknąć (tak, wiem, że tym zamują się w redakcji, ale na tym portalu każdym sam sobie jest redaktorem i wypada wyszlifować tekst do błysku). Gdybym miał oceniać to dałbym 4.5, a że tyle nie można, to powstrzymam się od kilkania w cyferki.

Pozdrawiam serdecznie i życzę kolejnych udanych tekstów!

Chętnie przeczytałbym jakieś rozwinięcie, bo ten fragment trafił mi do gustu. 

Zafrapowała mnie postać maga --- pewien sekret towarzyszący jego osobie, ponadprzeciętne zdolności i język, jakim się posługuje w rozmowie z Chrisem. Ponadto Earven wydaje się być pocieszną figurą i dzięki temu wzbudza symapię czytelnika.

Pozdrawiam. 

*sympatię.

Podobało mi się, chociaż kilka fragmentów jest do dopracowania

Earven zaskakująco szybko nauczył się posługiwać standardowym językiem angielskim, powszechnie używanym przez załogi statków kosmicznych i większość Ziemian. Czarodziej miał szczęście, że systemy obserwacyjne „Koziorożca” dostrzegły dziwaczną szalupę ratunkową Earvena, przypominającą kształtem arkę. - o ile dobrze zrozumiałam tekst, jest to jedna i ta sam osoba. Dlatego bardziej właściwa byłaby jego szalupa ratunkowa. Poza tym, te dwa zdania nie bardzo pasują do siebie. Dopisałabym coś pomiędzy lub przeniosła to pierwsze w inne miejsce

Przed Księżycem wyłączyła się turbina prędkości nadświetlnej, system sterujący pracą urządzeń pokładowych wybudził Whartona ze stanu hibernacji, a potem „Koziorożec”, pchnięty impulsem silnika rakietowego, zaczął zmierzać w kierunku posterunków kontroli sanitarnej i celnej, usytuowanych na ziemskim satelicie. - nie powinno być Earvena? Chyba, że ten też był w stanie hibernacji (ale czemu?). Nie wiem, bo nawet jak to zmienić, to jest dziwne zdanie. Absolutnie nie wiem o co chodzi. Tak jakby opis tego co robią jakieś mechanizmy, ale dość toporny i moim zdaniem zbędny. Mam nadzieję, że nie wyszło to zbyt zawiłe.
Wharton, po sprawdzeniu urządzeń „Koziorożca” i krótkotrwałym odpaleniu silnika marszowego, poza rutynowymi kontrolami nie miał za dużo pracy. Wtedy, właściwie dla zabicia czasu, zaproponował Earvenowi grę w pokera. W głębi ducha przyznawał, że chciał też mieć maga blisko siebie – na oku.krótkotrawłym jest całkowicie zbędne i nie pasuje. Zresztą, całą część prze "poza" bym wywaliła, bo jeśli już to zrobił dawno temu, to po co to mówić? Chyba, że robi to codziennie, wtedy będzie "sprawdzaniu" i "odpalaniu". Blisko siebie i na oku to właściwie synonimy. Dlatego jeśli już koniecznie chcesz oba, to raczej po przecinku.

- Przebijam do trzystu tysięcy. – Earven obojętnym ruchem dołożył kolejny stosik plastykowych prostopadłościanów. – Czyż nie byłaby zbytnim natręctwem z mojej strony supozycjazamówienia jakiś przekąsek? - propozycja. (supozycja - przypuszczenie, domniemanie, domysł, hipoteza). Jak już mag ma być elokwentny, mógłby nie mylić słów :)

Clodzie, zapis pytania Earvena poprawilem od ręki. Rzeczywiście, błąd zapisu. Dzięki. Co do reszty --- chyba tutaj idzie o wypowiedzi Earvena. A to jest dialog, i wlaśnie Earven mówi tak, a nie inaczej. To jest swiadomy zabieg, z użyciem archaicznych już określeń -- albo rzadko uzywamych. Trzeba się trochę skupić, żeby zrozumieć rozlewne wypowiedzi Earvena, formułowane w zdaniach podójnie, a nawwet potrójnie złozonych. Tutaj mi chodziło o zdystansowanie postaci Earvena i Whartona i pokazanie ich odmeinności. 

Tutaj nie są to kwaitki - choc mogą być tak odbierane. To jest świadomy zabieg stylizacyjny. I użycie języka już praktycznie archaicznego. 

Co do zapisu nazwy kosmolotu w cudzysłowie - sprawdzę to i poprawię, jeżeli masz rację. To nazwa własna statlu kosmicznego i taki zapis czyniłem instynktownie. Jeżeli to błąd. zdąże poprawić. Ale -- nie wydaje mi się...  Ale -- jeżelei nie masz racji, to wtedy...

Z niczym nie kojarzę zdania: "Przegrasz, bo nie pojmujesz, czymże jest duch karty do gry." --- po prostu je wymyśliłem.   

Dzięki za przeczytanie i komentarz. Cieszę się, że "zamówione" opowiadanie się podobało. 

Pozdrówko.

PS. Clodzie, nie ma już ocen... O to od jakiegoś już czasu.

Domku, dzięki za przeczytanie i komentarz. Fajnie, że opowiadanie się podobało. I że podobał się motyw gry w pokera. Ci do obu postaci --- od razu miałem koncepcję bohateróe, w tym używanego przez nich języka. Cieszy mnie, że podobal ci się język Earvena, świadomie tak stylizowany. Nie wiem, czy to styl Eddingsa...  Niezgoda.b osądzi.

Pozdrawiam.  

Marłęto, dzięki za przeczytanie,  komentarz i uwagi. Przemyślę. Śiwadomie ograniczam zaimki i zastanowie się  nad użyciem zaimka"jego".

Na pewno wybudził Whartona...  To zdanie wydaje mi się jasne. Opis sytuacji przed odnalezieniem szalupy ratunkowej Earveana.

Co do "supozycji" --- zostanie. ""Supozycja" między innymi oznacza domniemanie, domysł,  hipotezę, propozycję, jeszcze nie wiadomo, czy przyjętą. Akurat idpowiadał mi ten wyraz --- z uwagi na charakteru  języka Earvena.

"Krótkotrwałym" sygnalizuje coś oczywistego i znamego miłośnikom s-f -- odpalasz silnik rakietowy, potem on gaśnie, a kosmolot/rakieta przemierza przestrzeń kosmiczną, wykorzystując  wiele zjawisk fizycznych... Tak Aneraykanie latali na Księżyc. I tak planuje się lot na Marsa.   

Fajnie, że opoowiadanie się podobało.

Pozdrówko.

A rzeczywiście, nawet nie zauważyłem, że ich nie ma ^^

Nie wiem, czy stosowanie cudzysłowa w takim wypadku to błąd, ale wydaje się zupełnie niepotrzebne. To nazwa własna, więc wyjaśnienie, iż chodzi o statek kosmiczny, a nie zwierzę w zupełności wystarczy, aby czytelnik wiedział, z czym ma do czynienia - nie potrzeba mu o tym nagminnie przypominać cudzysłowem :)

Roger, uwierz mi, że potrafię rozróżnić (a nawet docenić udaną stylizację) od zwykłego błędu:
" chociażbyś ducha twego przepajało poczucie nieuchronnego i rychłego tryumfu" - "ś" jest częścią Twojej stylizacji, czy błędem, będącym pozostałością po zmianach dokonanych w czasie pisania?

I wyobraź sobie, że zrozumiałem cel tejże archaizacji, który w dużej mierze został osiągnięty, ale czy rzeczywiście trzeba było stosować wyrażenia, które dziś kojarzone są z naukami matematycznymi? ( zamiast "aksjomat" dać np. "pewnik"). Ale to tylko moje przemyślenia. I proszę, Roger, więcej zauwafnia do czytelników, bo większość to nie idioci, którym trzeba tłumaczyć czym jest i czemu na służyć zabieg archaizacji ;)

446] 98.C.3. Cudzysłów może zostać użyty do wyodrębniania niektórych nazw własnych: przezwisk, mniej znanych pseudonimów, kryptonimów organizacji, jednostek wojskowych, a także nazw własnych instytucji lub obiektów, które występują na końcu wielowyrazowych nazw opisowych, np.

Oddziałem „Piast” dowodził „Orzeł”.

Polskie Biuro Podróży „Orbis”, Polskie Linie Lotnicze „Lot”.

 

Clodzie, zastanawiam się nad tym cudzysłowem przy "Koziorożcu"...  Ciekawa sprawa. Cudzysłów spotykałem i spotykam przy nazwach własnych typów samolotów, i to w niedawno wydanych pozycjach ksiązkowych i miesięcznikach  -- "Marauder", "Catalina" etc.  I przy indywidualnych nazwach własnych samolotów --- są takie. Jest powszechnie stsosowany. Ciekawe.

Nie twierdzę, że nie masz racji, ale na razie zostawię cudzysłów przy "Koziorożcu".  

Pozdrówko. 

Chociażbyś, jak wąż, inne przybrał ciało, Jeszcze by w ... 300 Chociażbyś wrócił,
po twoim pogrzebie ...  Adam Mickiewicza - "Konrad Wallenrod".

Oczywiście, Clodzie, że "chociażbyś " nie jest błędem. Tak samo. jak znany zwrot" " chociażbym chodził ceimną doliną, zła sie nie ulęknę. " Tylko, że użycia tego wyrazu praktycznie już się nie spotyka.

Ciekawa dyskusja, przypomnając o nieznanych już obszarach jezyka polskiego.

Aksjomat po prostu ładniej mi wyglądal i miał ciekawze brzmienie.

Rozumiem ideę ograniczania zaimków, ale w tym wypadku jest to tak zbędne jak i niewłaściwe. One właśnie po to są, zeby je w takich miejscach stosować. Zamiast zaimka dałeś drugi rzeczownik i wygląda to jakby zdanie było o dwóch różnych osobach, już nie mówiąc o tym, że powstało powtórzenie.

Jeśli wybudził Whartona to spoko. Zapewne czytam/oglądam za mało s-f, żeby wiedzieć czemu znajdował się w stanie hibernacji. Jakoś będę musiała z tym żyć :)

Jeśli chodzi o "krótkotrwałym", faktycznie, w takim odczycie jest ok. Zwracam honor.

A supozycja - no cóż, mi nadal nie pasuje w tym kontekście. Słowniki synonimów faktycznie podają te wyrazy jako bliskoznaczne, ale tylko niektóre słowniki i w grupie z tezą czy hipotezą właśnie. Czyli raczej propozycja, ale jako jakieś przypuszczenie, założenie. W matematyce wyglądałaby ok, ale przy przekąskach budzi wątpliwości. Zwłaszcza wziąwszy pod uwagę definicję słownika pwn «założenie przyjęte tymczasowo, o którym jeszcze nie wiemy, czy jest prawdą, czy fałszem».I to mi nijak tu nie pasuje. Ale, parafrazując reklamę Ikei, to jest Twoje opowiadanie :)

Pozdrawiam.

Marlęto, mamy ten sam słownik.. Zostawiłem "supozycję", kierując sie między innymi znaczeniem tego wyrazu, podanym przez słownik PWN.  Jest szeroka,  i zawiera wlaśnie znaczenie "propozycja". Earven nie wiedzial, czy jego propozycja zosatnie przyjęta - jest tylko gościem. Wyrazu użyłem instynktownie. Następnym razemchyba użyję "propozycji".

Dla rozrywki zacząlem pisać drugą część "Magii pokera" -- też cztery strony.

Earven i Wharton siedzą w ośrodku badawczym w El Paso. Wharton oczywście też, bo spotkal sie z Earvnem i też może stanoiwc potencjalne zagrożenie. Logiczne. A wynik wstępnych, ale już pogłębionych  badań lekarskich Earvena jest zastanawiająy --- pomino tego, ze oprócz trzeciego oka niczym nie rózni sie od czlowieka. Ale jest w jego organiźmie coś zadziwającego... 

Idzie - jestem po pierwszej stronie.

Pozdrowienia z El Paso.

Roger, proszę zwróć uwagę na całe zdanie:"chociażbyś ducha twego przepajało poczucie nieuchronnego i rychłego tryumfu". Chodzi mi o to, że końcówka jest zła, niepasuje do reszty. Powinno być "chociażby ducha twego przepajało..." i tym kontekście "ś" jest błędem fleksyjnym. Samo słówko jest jak najbardziej zacne i znowu nie tak rzadko spotykane, ale w tym wypadku dałeś jedną literkę za dużo ;)
Twoim opowiadanim muszę oddać jeszcze jedno - za każdym razem znajdę w nich coś, czego nie znam, najczęściej jest to jakieś dziwne, bądź wypadłe z powszechnego obiegu słówko :) W każdym razie, bardzo podoba mi się ten trend u Ciebie, bo zmusza człowieka do otworzenia słownika, poszerzania wiedzy i uzupełniania braków - duży plus! :)

Clodzie, dzięki za komentarz. Masz rację.  W "oryginale' zdanie  to brzmało  tak:" Chociażbyś  ducha twego przepoił poczuciem nieuchronnego.... ". Wtedy "chociażbyś" byłoby poprawne. Zmienilem budowę zdania, bo uznałem ja jednak za bardzo już wymyślną, a "ś" zostało. A o zmianie zdania w dyskusji zapomniałem...

Zdarza się, choc nie powinno.  

Fajnie by było, żeby  Twój udział w następnym konkursie (jakikolwiek by on nie był) oznaczał rozwinięcie tej opowieści :) Czekam :)

Dzięki, Homarze, za przeczytanie i komentarz. Mniemam, że tekst się podobal. Będzie druga część" Magi pokera", bo zacząłem ją pisać, a jak się coś zacznie, trzeba skończyć. Ale chyba będzie to koniec --- jak na razie. 

Pozdrówko.

"Magii pokera" drogi Rogerze - wybacz czepialstwo, ale błąd w tytule własnego opowiadania?:P

Życzę powodzenia przy rozwinięciu, sam wiem, co z tego może wyjść. Obecnie pracuję nad rozwinięciem "Białego ognia", który miał ok 5k znaków, zaś nowy tekst zbliża się już do 200k ^^

"Magii pokera" --- pardon... Tak w ogóle, skupiam się na opowiadaniu na konkurs "NF" --- i nie tylko.

Tutaj mam pomysł na kontynuację, pzynajniej do pewnego etapu, i chcę sprawdzić w kolejnym, krótkim odcinku, jak to wyjdzie. 

Może w przyszłości urodzi się z tego coś większego.... 

Magii...

Magiia korekt...

"Przychodzę tu od lat, obserwować cud gwiazdki nad kolejnym opowiadaniem. W tym roku przyprowadziłam dzieci.” – Gość Poniedziałków, 07.10.2066

Czytelnicy zgłaszają --- między innymi --- uwagi i spostrzeżenia... Wiele się przydaje.  

Bardzo mi się podobało. Dokładnie coś takiego chciałam przeczytać i bardzo się cieszę, że chciało ci się spróbować Rogerze.

Jesli chodzi o stylizację, ciut przekombinowane, ale faktycznie, w przykładzie który podalam, tak to (mniej więcej) wyglądało. Zadziwiające, że bardziej uchwyciłeś w tym tekście eddingsowego ducha, niż język.

Jeśli nikt inny nic nie wrzuci, pożegnam się z ciastkami (myślisz, że da się je wysłać mailem?) i oczywiście pierwszeństwo w ustaleniu warunków kolejnej wprawki również. (I nie zapominajmy o pocztówce.)

Dzięki, Niezgodo,b. Dobrze, że wstrzelilem się w gusta autorki pomyslu. Pisanie "konkursowe' z określonymi rygorami tematycznymi czy narracyjnymi, to jest bardzo ciekawa sprawa. Lubię to  --- takie pisanie jest bardzo rozwijające. 

Tez jestem zadowolony --- mam pomysl na następny odcinek (skończyłwem tekst -- jest już w nieco innej tonacji ), na trzeci i czwarty. I na to, o co chodzi Earvenowi...

Nagle zrodzil się duży pomysł --- do wykorzystania. 

Pozdrówko.  

Ps. Może ktoś jeszcze coś opublikuje. Losy pocztówki nie sa jeszcze pzesądzoen...

A będziesz wrzucał resztę? Moim zdaniem możesz i umiesz zrezygnować z aż tak patetycznej wersji językowej, nie gubiąc ani trochę klimatu.

Hm, pewnie, że nie. Zresztą pocztówka dla każdego byłby inna.

Niezgoda.b, a jaki jest deadline tego konkursu? Bo nie wiem, czy jest sens zaczynać ;-)

Niezgodo.b -- drugi odcinek jeszcze tak. To jakieź sześć kartek maszynopisu. Chciałbym sprawdzić, jaki będzie odbiór tekstu, czy on cztelników zaintersuje. Poozostałych już nie. 

 Zawsze, w razie potrzeby, można poprosić o usunięcie dwóch pierwszych odcinkow, a potem pierwszy przerobić. 

Zobaczymy...  

Dzięki, Rogerze, sorry za offtop.

Nie ma sprawy. Termin do 31 sieronia 2012r. Jak się sprężysz... Cztery strony tekstu to niewiele.

Ale uwaga, ja dałam tylko termin dotyczący mojego wyzwania. Inne nie muszą go zawierać.

I rownież pardon za offtop.

 

Będę czekała z ciekawością na każdy kawałek tekstu, jaki wrzucisz.

Opowiadanie dobrze napisane i finezyjne. Brak intrygi, jakiegoś zagrożenia. Poker, w którym jeden wie wszystko, a drugi nic, nie jest ciekawy. Opowiadanie do rozbudowy, warto nad nim jeszcze popracować. Taką wystawia Ci ocenę moje sprawiedliwe serce. 

Ryszrdzie, dzięki za przeczytanie i  komentarz. Tego tekstu nie można było rozbudować, co najwyżej skrócić. Na tym polega --- miedzy innymi --- sztuka pisania na zamówienie, przy maksymalnej objętości do czterech  stron znormalizowanego maszynopisu.

Naapisz coś do takiego limitu i z takimi zalecaniami, zobaczymy, co wyjdzie. Chętnie przeczytam. 

Pozdro. 

Hmm, Eddingsa nie znam, ale jednak spodziewałam się po zadaniu Niezgody czegoś innego.

Każdemu co kto lubi, mnie tekst nie porwał ani klimatem, ani tematyką. Stylizowany język maga działał mi na nerwy. Do wykonania przyczepić się raczej nie można, jednak gdyby tekst był dłuższy, chyba nie dałabym rady. Ale, jak mówię, każdemu co kto lubi.

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Joseheim,  dzięki za przeczytanie i komentarz. Też nie znam Eddingsa...

Ale -- nosi ładne nazwisko, więc miałem gotowe imię i nazwisko dla drugiego pilota "Koziorożca". 

Pozdro.  

Fajne, idę do drugiej części

Znam tylko pięć liter ;)

     Anet, fajnie, ze fajne. Lojalnie uprzedzam, ze trzecia  część istnieje, ale nie została opublikowana, bo musialbym napisać czwartą, a potem może piątą, a z natury jestem leniwy. Dzieki za przeczytanie i komentarz.      Czemu  wybralaś akurat mnie na początek? Całe szczęście, że komentujesz i utwory inncyh userów.       Pozdróweczko.  

Dobra, dobra, pisz następne i tyle :P

Znam tylko pięć liter ;)

     Łatwo powiedzieć… Napisz dłuższy tekst, ja też chętnie poczytam.        Pozdrówko. 

…Droga Anetko, aż jestem zazdrosny. Lubisz s. f. czy tylko autora?

I jedno, i drugie ;) Aczkolwiek przyznaję, że autora osobiście nie znam (żadnego, dla uściślenia). Widzę, że Ty też płodny jesteś, jeśli chodzi o twórczość ;) I coś dłuższego będzie

Znam tylko pięć liter ;)

     Ryszardzie, spokojnie… Niewątpliwie Anet sięgnie i po Twoją twórćzość. Chyba, że skupi się na pisaniu opowiadania, które powali portal na kolana, ona zaś otrzyma rangę padawana… Miast pisać komentarze, będzie plodziła kolejne strony porywającej opowieści o czasach dawno minionych, czasach zwątpienia i rozpaczy – bez happy endu… Juz sobie wyobrażam komentarze.      Pozdrówko.        PS. A co w ogóle sądzisz o "Magii pokera"? 

…Rogerze, przecież masz tam mój komentarz. Ale do rzeczy: W swoim czasie pogardziłeś mym zaproszeniem do zbiorku. A właśnie mam w ręku książkowe wydanie naszych portalowych opowiadań. Podaj swój adres domowy a przyślę Ci egzemplarz w prezencie. Mogę posłać też Twojej dziewczynie.

Dlaczego gracze pozmieniali starszeństwo układów kart? I nie bardzo rozumiem, dlaczego ten przegrywający ciągle kontynuował walkę. Uzależniony? Chciał się odegrać?

Babska logika rządzi!

Nie odtworzono Galerii i wcięło mi bardzo ciekawą ilustrację niezgody.b. Fatalnie. Szkoda, ze jej sobie nie zapisałem.

Finklo, oni nic nie zmieniali – karetę przebija tylko poker, każdy poker, chyba, że rządziła nimi babska logika, jednak z tekstu takowa supozycja  nie wynika.

Pozdrówka. 

Każda inna karta pikowa tworzyła kolor – trzeci, co do siły, układ kart po pokerze i karecie.

A ful?

Ja tam na swoją logikę nie narzekam, a nawet uważam ją za domyślną, bez wspominania w tekście.

Babska logika rządzi!

Ach, o to chodziło. To wiąże się z tym, że ja grałem i gram w pokera, w którym kolor jest wyższy od fulla. Istnieje taki wariant układu siły poszczególnych kombinacji kart w pokerze.

To chyba wiąże się z tym, że kolor jest trudniej dobrać od fulla. Chyba, że ktoś oszukuje.

Gry w pokera nie polecam, jeśli ktoś nie zna się na tym i ma mało pieniędzy. 

Pozdrówka.

Nie no, przy standardowej talii (52 karty) istnieją 3744 układy dające fula: 52 możliwe trójki (13 (asy, dwójki, trójki itd.) x 4 (bez pika, bez trefla…) mnożymy przez 72 możliwe pary (12 opcji pozostałych po odrzuceniu tego, z czego składa się trójka) x 6 możliwości kolorystycznych).

Z drugiej strony mamy 5108 zestawów dających kolor: kombinacja 5 z 13 (1287) razy 4 (tyle kolorów) minus liczba możliwych pokerów (40).

Czyli kolor uzbierać łatwiej, większa szansa, że się trafi.

Babska logika rządzi!

Nie do końca. Arytmetycznie, a właściwie statystycznie, wyliczenie jest poprawne, Jednak – czy jest poprawne w myśl teorii prawdopodobieństwa? Nie wiem.

Czy ten zapisek odpowiada regułom probabilistyki? Właśnie…

Ciekawe, co stało się z niezgodą.b… Zgasła niczym płomyk świecy na silnym wietrze. Fajny miała pomysł z tym pisaniem na zamówienie. A było nas troje– ja, Tregard i GythaOgg. Wszyscy dostaliśmy fajne dyplomy.

Tregard chyba wydał książkę.

Pozdrówka.

Konkurs stawiał pewne wymagania i niewątpliwie zostały one spełnione, jednakowoż opowiedziana historia okazała się dla mnie niezbyt zajmująca, ale na szczęście jest krótka, więc przeczytałam bez większej przykrości.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Finkla ma rację, w pokerze ‘od dwójek’ kolor przegrywa z fullem bo jest większa szansa na kolor. To się zmienia w pokerze ‘od siódemek’, gdzie kolor jest starszy od fulla. Ale w opowiadaniu wyraźnie stoi, że grają ‘od dwójek’.

Nowa Fantastyka