- Opowiadanie: Ceterari - Niech żyje król

Niech żyje król

Dyżurni:

ocha, domek, syf.

Oceny

Niech żyje król

 

NED

 

– Lord Baelish poprze moje działania – powiedział Lord Namiestnik, kiedy Varys, zwany Pająkiem, zamknął drzwi.

– Naprawdę? – Pająk nawet nie próbował ukryć zdumienia. – A co dokładnie powiedział?

– Że jeśli zajdzie taka potrzeba, Złote Płaszcze pójdą za nim.

– Określił to konkretnie „za mną”? – spytał Varys, wąchając wino i nalewając sobie trunku do kielicha.

Eddard Stark wysilił pamięć. To był ciężki tydzień, a nie zapowiadało się, by następny miał być lepszy. Kiedy Robert wróci, powie mu o Cersei i jej dzieciach z nieprawego łoża… jeśli jest mądra, wyjedzie, zanim król powróci do zamku.

– Powiedział, że Złote Płaszcze pójdą za tym, kto więcej zapłaci – odrzekł w końcu Namiestnik.

Varys westchnął. Eddard Stark będzie się musiał jeszcze wiele nauczyć, jeśli chce przeżyć w Królewskiej Przystani i to będzie musiał uczyć się szybko, bo inaczej stanie się martwy w ciągu tygodnia.

– Powiedział dokładnie przeciwnie, niż zrozumiałeś. – Pająk postanowił go uświadomić, nim Lord Stark zdecyduje się zrobić coś jeszcze głupszego niż zaufanie Littlefingerowi.

– Co?

– Ludzie z Północy są bardzo prawi i uczciwi – zaczął Varys. – Ale jeśli nie nauczysz się czytać z sugestii, jak z otwartej księgi, twoje dni jako Namiestnika są policzone, Lordzie Stark. Powiedz mi, z czego jeszcze znani są ludzie Północy? I Starkowie?

– Ze sprawiedliwości – powiedział bez wahania Ned Stark. – Do czego zmierzasz, Lordzie Varysie?

– A z czego są znani Lannisterowie?

Namiestnik Siedmiu Królestw musiał się zastanowić.

– Z tego, że zawsze spłacają swoje długi.

– I?

Eddard Stark milczał, Varys postanowił go więc wyręczyć w procesie myślenia.

– Z tego, że srają złotem – odpowiedział. – Z dwóch miast, to złoto Casterly Rock jest legendarne, bo w waszych piwnicach, Lordzie Stark, jest tylko przeszłość i honor. I kilka trupów. Połącz teraz sranie złotem z tym, co powiedział Lord Baelish. Jeżeli postanowisz działać tak jak zwykle, ani ty ani król Robert nie dożyjecie momentu, gdy prawda ujrzy światło dzienne.

– Dlaczego mam zaufać akurat tobie, a nie jemu? – Eddard Stark nie wiedział, czy jest bardziej zmęczony, czy poirytowany.

– Ponieważ ja, jako jedyna osoba w tym zamku, nie licząc twojej osobistej świty, nie pragnę twojej śmierci. A ty jesteś tutaj jedyną osobą, która nie knuje i nie gra na kilka frontów. Szkoda mi takiego człowieka.

– Dlaczego Lord Baelish chciałby mnie zdradzić? – drążył temat Ned.

Ponieważ stanięcie po stronie Cersei wydaje mu się bardziej korzystne – pomyślał Varys. – Ponieważ Lannisterowie więcej zapłacą. Ponieważ jest chory na władzę i bierze jak najbardziej czynny udział w grze o tron. A najbardziej dlatego, że jego ukochana jest twoją żoną i z radością zatańczy na twoim grobie, by móc ją potem pocieszyć. Pocieszać. Wielokrotnie.

– W Królewskiej Przystani zdrada jest w modzie – odpowiedział w końcu Pająk. – A teraz wybacz, Lordzie Namiestniku, ale muszę iść jeszcze w kilka innych miejsc. Nakarmić ptaszki.

Kiedy drzwi zamknęły się za eunuchem, Lord Eddard ukrył twarz w dłoniach. Ten tydzień będzie o wiele gorszy niż przypuszczał.

 

ROBERT

 

– T… ten sik… dzik… nie ma ssse mnom szans!

 

CERSEI

 

– I wyobraź sobie, zaprosił mnie do ogrodu i prosto w twarz oświadczył mi, że jestem dziwką, która pie… umila sobie czas z własnym bratem!

– A ty co mu na to odpowiedziałaś?

– Że nie zmusi mnie do ucieczki, bo w tej grze wygrywa się albo ginie. Jaime, ledwo co pozbyliśmy się Arryna, a teraz Stark! Czy oni nic nie rozumieją?

– Arryn, Stark, Varys pewnie też, czy dyskutują już o tym wszyscy w Westeros? – westchnął Jaime, wyciągając na łóżku długie nogi. Niespecjalnie mógł się kłócić z opinią Starka, kiedy jego nagość przykrywały tylko włosy jego siostry. To było właściwie jedyne, co różniło bliźniacze rodzeństwo, te przepiękne, długie, złote włosy. Oczywiście, pomijając szczegóły anatomiczne. A jak już o tym mowa…

 

VARYS

 

– Król Robert został ciężko ranny na polowaniu – kontynuował Varys. – Szansa, że przeżyje, jest bardzo niewielka. Jesteś królewskim namiestnikiem, panie, i chodzącym trupem, jeśli nie uwięzisz Cersei i jej dzieci przed tym, zanim wypruje ci flaki i przejmie tron.

– Ale…

– Dodatkowo, byłoby na pewno miło, gdyby twoje dwie wspaniałe i piękne córki nie skończyły jak dzieci Targaryenów. Góra na pewno chętnie zająłby się starszą. Nazywa się Sansa, prawda?

Eddard odstawił kielich. Ostatnio nawet wino zaczęło smakować jak krew.

– Dobrze. Czy mogę powierzyć ci tę rolę? Uwięzisz Cersei i jej dzieci tak, by żadnemu z nich nie stała się krzywda?

– Masz na to moje słowo, panie.

– Littlefinger mówił to samo – zauważył z przekąsem Eddard. – W takim razie zajmij się tym. Cersei niech zostanie razem z Tommenem, w końcu jest jego matką. Strażników wybierz z moich ludzi.

– Oczywiście. – Varys ukłonił się i wyszedł bezszelestnie z komnaty.

 

ROBERT

 

– Najpierw podaj mi kartkę i pióro – zażądał król, starając się nie zwracać uwagi na coraz silniejsze krwawienie. – Dopiero potem makowe mleko. Jestem królem. Muszę podejmować decyzje. Dopiero potem umierać. Gdzie jest Ned?

– Wkrótce przyjdzie, zajmuje się królową – powiedział Varys, stojący koło łoża. Petyr Baelish zdziwiony podniósł brew.

Maester tylko pokręcił głową, sięgając po pergamin. Ech, ci władcy.

 

JAIME

 

Kiedy wszedł do komnaty, w której czuć było zapach gówna, krwi i śmierci, Robert posapywał ciężko. Otworzył oczy, gdy usłyszał kroki.

– Ned?

– Nie, to ja, Jaime Lannister – odpowiedział.

– Ach, Jaime. Czy możesz mi powiedzieć, gdzie na Siedmiu podziewa się moja żona i mój najlepszy przyjaciel oraz namiestnik Siedmiu Królestw?

Moja ukochana siostra została uwięziona przez twojego zasranego sługusa – miał ochotę powiedzieć Jaime, ale nie opłacało mu się dyskutować z trupem.

– Cersei rozpacza – powiedział. To akurat było prawdą, choć z zupełnie innego powodu. – Nie było tu Eddarda Starka?

– Jeszcze nie – jęknął Robert. – Kiedy w końcu ruszy tu swoje dupsko, na pewno nie zapomnę mu tego wytknąć. O co chodzi?

Jaime podszedł do łóżka i chwycił poduszkę.

– Jak zwykle o to samo – zapewnił, przyciskając ją do twarzy króla. – O rodzinę.

Robert Baratheon, król Westeros, szamotał się przez chwilę. Kiedy wydał ostatnie tchnienie, z jego dłoni wysunął się zapieczętowany dokument.

Jaime odrzucił poduszkę na podłogę i otrzepał ręce.

– To jesteś drugi. Jak tak dalej pójdzie, będę musiał was sobie gdzieś odznaczać – rzucił w stronę sinego Roberta.

Królowie – jak dochodziło co do czego, byli tylko stertą kości i mięsa. W przypadku Roberta, głównie mięsa.

 

CERSEI

 

Nie wrzeszczała i nie waliła w drzwi tylko dlatego, by nie przestraszyć swojego najmłodszego syna. Myrcella i Joffrey byli zamknięci osobno i w zupełnie innym, nieznanym jej miejscu. Ned Stark uwięził ją z Tommenem w tej cholernej wieży wierząc, że jako matka będzie się lepiej czuć z dzieckiem. Za to nienawidziła go jeszcze bardziej, bo nie mogła się zachowywać tak, jak się czuła. Musiała zachowywać się jako matka, a chciała jak Lannister. To znaczy gryźć, kopać i rozkazywać. A nie mogła nawet wygrażać, bo Tommen nie powinien słyszeć w jej ustach słów, jakie miała ochotę z siebie wyrzucić.

Od kilku dni była odcięta od świata. Robert podobno nie żył. Ned Stark podobno objął tron jako nowy król. Król! Jej pożal się bogowie mąż, oby płonął w piekle przez wieczność, ustanowił jakimś cholernym dokumentem znalezionym na łożu śmierci Neda Starka swoim jedynym i prawowitym następcą, pomijając trójkę – co prawda nie swoich, ale chyba o tym nie wiedział – dzieci i dwóch własnych braci. Renly podobno zalał się w trupa na wieść o tym i zleciał ze schodów, łamiąc kark. Miała szczerą nadzieję, że ktoś mu pomógł. Natomiast Stannis chyba nie zamierzał się ruszać ze swojej kupy gruzów. Jej brat żył i był bezpieczny. Również podobno. Od plotek i domysłów, które do niej docierały, bolała ją już głowa. Dlatego, kiedy drzwi do wieży uchyliły się i do środka wszedł Jaime, z trudem ukryła radość. Jednak szczęście zamieniło się w zaskoczenie, kiedy tylko drzwi zamknęły się, pozostawiając ją sam na sam z synem i bratem, a Jaime powiedział stanowczo, wyciągając sztylet z buta:

– Rozbieraj się.

 

LITTLEFINGER

 

Lord Baelish stracił nieco panowanie nad sytuacją. Wszystko chyba było winą Starka i Pająka, ale nie był w stanie nic im udowodnić, co tym bardziej go irytowało. Postanowił iść do królowej. Sam nie był w stanie wymyślić nic konstruktywnego, a w końcu chodziło tu o Lannisterów. Dla odmiany to ona mogła podjąć jakąś decyzję. A potem Lord Baelish pójdzie poprzymilać się trochę do nowego króla Starka, żeby przypadkiem nie odebrał mu stanowiska starszego nad monetą.

Kiedy wszedł na wieżę, strażnicy zastąpili mu drogę.

– Dajcie spokój, to odwiedziny też są teraz zabronione?

– Wpuściliśmy wczoraj ser Jaimego i dostaliśmy rozkaz od króla, by nikogo więcej, pod żadnym pozorem nie wpuszczać. Najpierw zdążył jeszcze na nas nakrzyczeć – odpowiedział jeden ze strażników. Niestety, był to jeden z bliskich ludzi Starka i Petyr go nie znał, a to znaczy, że go nie opłacał.

– Ser Jaime długo tam był? Odpowiadać na pytania chyba możecie?

– Wszystkiego z pół godziny, potem wyszedł dosyć szybko, jakby mu się gdzieś spieszyło.

W tym samym momencie ze środka strzeżonego pokoju rozległo się wołanie.

– Petyr? To ty? Dzięki bogom, ileż można czekać na pojawienie się kogoś inteligentnego?

Lord Baelish i strażnicy zamarli. Prawdopodobnie dlatego, że głos należał do mężczyzny.

– Natychmiast otwórzcie drzwi! – zażądał starszy nad monetą. Jeden z zakutych łbów przekręcił klucz w zamku i pociągnął za żelazną klamkę. Z drugiej strony, opierając się o framugę, stał półnagi Jaime Lannister.

– Myślałem, że nigdy się stąd nie wydostanę – zauważył, wychodząc na korytarz, zanim ktokolwiek zdążył zareagować.

– Ale… jak…

– Nie wiem, ty idioto – odpowiedział Lannister, pocierając się po głowie. – Przyszedłem w odwiedziny. Uderzyła mnie czymś ciężkim w głowę. Obudziłem się niedawno.

Mrugnął do Littlefingera.

– Mówiliście, że ser Jaime wszedł i wyszedł wczoraj, spiesząc się? – Petyr był pełen podziwu, sam nie kłamałby lepiej.

Strażnicy ogłupieli.

– Ale… to był ser Jaime, miał jego strój i wyglądał jak on…

– Obcięcie włosów nie jest takim poświęceniem, jeśli od tego zależy wolność i życie – powiedział Jaime. – Wyglądała jak ja? Naprawdę? Może dlatego nazywają nas bliźniakami, ty idioto! Przepuśćcie mnie, muszę natychmiast iść do Lorda Starka, jego życie jest w niebezpieczeństwie. A wy lepiej idźcie się gdzieś napić i może do jakiegoś burdelu lorda Baelisha, bo jak Eddard Stark dowie się co zrobiliście uzna, że go zdradziliście. A wiecie, jak on każe zdradę. Lordzie Baelish, chodźmy.

 

TOMMEN

 

Kiedy wszystkie kroki ucichły, najmłodszy z synów Cersei wyczołgał się spod łoża i po cichu wyjrzał na korytarz. Drzwi zostawili otwarte i nikogo nie było w pobliżu.

Tak jak poradził mu wujek Jaime, pobiegł tam, gdzie miała na niego czekać mama.

 

KRÓL EDDARD

 

Lord Stark, a od niedawna nowy król Siedmiu Królestw nienawidził Żelaznego Tronu. Ostry, zimny mebel napawał go obrzydzeniem. Na dodatek, nigdy nie miał zamiaru na nim siadać, a jednak właśnie tu się znalazł. Sam, zagubiony, w olbrzymiej Sali Tronowej i w równie wielkim mieście. Chciał wracać na Północ, do żony i do Brana, a nie utknąć tutaj. Jako król.

Splunął na samą myśl o tym parszywym zaszczycie, który go spotkał.

Kiedy Jaime Lannister wszedł do Sali Tronowej, Eddard właśnie wstawał.

– Jakbyśmy już kiedyś byli w tej sytuacji – zauważył jasnowłosy Lannister, zbliżając się do tronu i wyciągając miecz. – Tylko że teraz stoimy po przeciwnych stronach, Ned. Przepraszam. Królu Nedzie.

Eddard Stark westchnął:

– Musiałem tak postąpić. Dzieci Cersei nie mają prawa do tronu, wiesz o tym. Poza tym, takie było życzenie Roberta. Obaj wiemy, że nigdy nie chciałem tego cholernego tronu. Znajdź mi jakiegoś prawowitego następcę, a chętnie oddam żelazny stołek. A jeśli ucierpiała na tym również twoja reputacja… – Ned postanowił być tak uprzejmy, jak tylko się da.

– Reputacja? – zaśmiał się Jaime. – Jestem nazywany Królobójcą, naprawdę myślisz, że jeśli dorzucą do tego fakt, iż pierdoliłem własna siostrę, jakoś mnie to obejdzie? Oni mi zazdroszczą, w końcu mówimy o Cersei. Ale zraniłeś jej uczucia i zniszczyłeś jej dobre imię. Muszę bronić honoru rodziny, Stark. Lannisterowie zawsze płacą swoje długi.

Ned Stark wyciągnął miecz i zszedł z podwyższenia.

– Nie chcesz tego robić. Twoja siostra jest moim zakładnikiem…

– Już nie – zapewnił go Jaime. – Jej dzieci i ona są poza zasięgiem twoim i twoich ludzi. Osobiście tego dopilnowałem. Co prawda, po drodze musiałem zabić kilka osób… – Jaime zamyślił się na chwilę. – Cersei wróci, kiedy tron przypadnie Lannisterom. Należy się nam, jak nikomu innemu.

– Zamierzasz mnie zabić i wyjść za swoją własną siostrę? – zapytał Ned. – Targaryenom to nie wyszło na zdrowie.

– Wychodzić za nią? A po co, jeśli i tak mogę ją mieć kiedy tylko chcę? Mogę oddać tron ojcu, nie zależy mi. Wszystko zostanie w rodzinie. Ale wiesz, jak już mówiłeś, muszę dbać o reputację, w końcu nie bez powodu jestem zwany Królobójcą.

– Targaryen był szalony i postąpiłeś słusznie – zapewnił Ned, jednocześnie obserwując przeciwnika. Od pewnego czasu krążyli wokół siebie, ściskając obnażone miecze.

– Och, zapomnijmy o staruszku – zaśmiał się Jaime. – Poza tym, powinieneś doliczyć do tej listy Roberta, to są już dwie sztuki, a ty właśnie zacząłeś sadzać swoje dupsko na tronie. Nie masz doświadczenia w tym temacie, więc powiedzmy, że policzymy cię jako połówkę. Jak każda dobra zabawa, zabijanie królów zaczyna mi wchodzić w nawyk…

– Zabiłeś Roberta?

– Pomogłem mu – zapewnił Lannister, rzucając się na Eddarda. – A teraz pomogę tobie.

Dwaj mężczyźni starli się w pojedynku, który w niczym nie przypominał turniejowych szranek. Tu nie chodziło o podziw pięknej panny i tytuły. Walczyli, by zabić. Walczyli szybko. Wymiana kilku ciosów. Zgrabny unik. A potem stal przechodząca przez ciało, zgrzytająca o kości. Krew, brudząca ciemną czerwienią kamienną posadzkę. Upadające ciało. Zanim jakiekolwiek straże zdążyły pojawić się w Sali Tronowej, walka była skończona.

Jeden z walczących przykucnął i dokładnie wytarł miecz o ubranie przeciwnika. Raczej nie będzie miał nic naprzeciwko, sugerując się martwym spojrzeniem jego oczu.

Zwycięzca wstał, schował miecz i powiedział, spoglądając w dół:

– Widzisz, tak jak mówiła, w tej grze zwycięża się albo umiera.

Koniec

Komentarze

Komentarze dotyczące warsztatu zamieściłam gdzie indziej.

Sposób napisania przypadł mi do gustu. Co do reperkusji przedstawionych wydarzeń... nie wiem, ale czemu nie, właściwie? Jeśli tylko Ned żyje, to mnie się podoba. ; P Stanowczo się dzieje, ginie parę osób, a i pole do popisu pozostaje. Ode mnie plus. ; )

 

Pozdrawiam.

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Gdzieś tam było powtórzenie tak ordynarne i paskudne, że nawet mnie rzuciło się w oczy. Ale teraz nie chce już mi się go szukać. To było gdzieś na początku i o mało mnie nie zniechęciło. I dobrze, że nie zniechęciło, bo to naprawdę przyjemny kawałek tekstu. Podoba mi się. :)

Dopilnuję, żeby poprawiła, co trzeba. ; P

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Poprawiła ;)

Zapraszam na stronę autorską: www.facebook.com/LadyWrites - Anna Szumacher

Nie wiem o co chodziło w konkursie, ale czytało się całkiem nieźle i szkoda, że tak krótko. ;-)

 

ale nie był w sta­nie nic im udo­wod­nić, co tym bar­dziej go iry­to­wa­ło. Po­sta­no­wił iść do kró­lo­wej. Sam nie był w sta­nie wy­my­ślić nic kon­struk­tyw­ne­go… – Nie brzmi to najlepiej.

 

– Za­mie­rzasz mnie zabić i wyjść za swoją wła­sną sio­strę? – za­py­tał Ned. – Raczej: – Za­mie­rzasz mnie zabić i ożenić się ze swoją własną siostrą? – za­py­tał Ned.

Wyjść za mąż może kobieta.

 

Wy­cho­dzić za nią? A po co… – Żenić się z nią? A po co

 

Dwaj męż­czyź­ni star­li się w po­je­dyn­ku, który w ni­czym nie przy­po­mi­nał tur­nie­jo­wych szra­nek. – Czy w pojedynku mogła zetrzeć się inna liczba mężczyzn?

Męż­czyź­ni star­li się w po­je­dyn­ku, który w ni­czym nie przy­po­mi­nał tur­nie­jo­wych szra­nków.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Hmmm. Nie znam GoT, a wynikają z tego dwie rzeczy: (i) nie widzę fantastyki; (ii) mylą mi się postacie, ledwie jakoś odróżniałam bliźnięta od reszty.

Babska logika rządzi!

Nowa Fantastyka