- Opowiadanie: Elanar - Zdradziecki lew

Zdradziecki lew

Dyżurni:

regulatorzy, adamkb, homar, vyzart

Oceny

Zdradziecki lew

I.

 

W karczmie zapanowało lekkie zamieszanie wywołane przybyciem Karła.

– Lordzie Lannister – zawołał nagle, siedzący z tyłu sali, minstrel. – Chętnie zabawię cię podczas posiłku. Pozwól mi zaśpiewać balladę, w której będę opiewał zwycięstwo twojego ojca w Królewskiej Przystani!

– Nic bardziej by mi nie zepsuło kolacji – odparł sucho Tyrion. Już miał się odwrócić, kiedy jego spojrzenie napotkało Catelyn Stark. A ta co tu robi? pomyślał, widząc jak żona Eddarda próbuje ukryć twarz.

– Karczmarko! – zawołał. – Dziękuję za posiłek. Minstrel pozbawił mnie apetytu, może chociaż nie zabierze mi snu.

Obecność Lady Stark w tym miejscu, tak daleko na południu, była podejrzana. Dopiero co wracał z Muru – lepiej udawać ślepego i głuchego, dopóki nie usłyszy co się wydarzyło pod jego nieobecność.

 

II.

Bycie uwięzionym, to paskudna sprawa. Nawet jeśli jesteś więziony we własnej komnacie.

Tyrion westchnął i odłożył czytaną księgę. Brandon Stark, dlaczego miałby próbować go zabić? Ledwie pamiętał to wilcze szczenię. Podobnie jak ten nieszczęsny sztylet. Nigdy nie przykuwał uwagi do oręża, nie pamiętał nawet czy kiedykolwiek posiadał taką broń. Przeklęty Littlefinger.

Przeklęci Starkowie. Gdyby nie mieli tak przemarzniętych głów, może wpadliby na to, że winien jest ktoś inny. Widocznie życie na północy nie sprzyjało umiejętności logicznego myślenia. Podejrzewał, że lepiej zachować ostrożność, gdy ujrzał Lady Catelyn w gospodzie, lecz nie sądził, iż sprawy przybiorą aż tak zły obrót.

Zaraz po wkroczeniu do Królewskiej Przystani został aresztowany z rozkazu nowego Królewskiego Namiestnika, za próbę zabójstwa Brandona Starka. Na szczęście Ned Stark był zbyt honorowy, by osądzić go bez przyzwolenia króla. A król chyba nie wiedział co powinien uczynić w tej sytuacji, albo – co bardziej prawdopodobne – w ogóle nie interesował się sprawą Karła. Na dodatek, Robert, parę dni temu wyruszył na polowanie, przez co Tyrion zyskał czas na ułożenie planu.

Za wysłaniem zabójcy stało któreś z jego rodzeństwa. Chłopiec zapewne przyłapał ich w dość krępującej sytuacji. Cóż, i tak jest zdumiewające, że zdołali ukrywać romans tak długo. Ale teraz karta odwróci się od nich.

Wszystko zależało od tego, czy Tyrion umiejętnie rozegra tę partię.

 

III.

Rozległo się stukanie do drzwi.

– Ależ proszę wejść, miłościwy Namiestniku! – Przeniósł wzrok z kielicha na wchodzącego gościa i dodał:

– Nie sądzisz, że pukanie przed wejściem do celi zakrawa na absurd?

– Jesteś zamknięty w swej komnacie, a nie w celi, Lordzie Tyrionie.

– Ach, i jeszcze tytułowanie skazańca „lordem”, znakomite! – krzyknął, zanosząc się śmiechem i klaszcząc teatralnie. Wypił dzisiaj stanowczo za dużo wina. – Błagam, dość tych uprzejmości! Królewski kat będzie zawiedziony, jeśli umrę przed egzekucją.

– Wyrok jeszcze nie zapadł.

– Ale tego właśnie pragniesz, czyż nie? Gdy tylko Robert powróci moje dni będą policzone, dobrze o tym wiemy. Kto się za mną wstawi? Cersei? – znów parsknął śmiechem.

– Królobójca wystąpił w twej obronie dość zdecydowanie. – Eddard wskazał na swą zranioną nogę.

– Jamie? Sądzisz, że zaatakował cię by mnie bronić? Nie żartuj, ten dureń po prostu wykorzysta każdy pretekst by pomachać swoim mieczem. Tym żelaznym, oczywiście, drugi ma dla… – zawahał się. Na pewno chce to powiedzieć? – innych. – Zakończył niemrawo.

– Dla królowej – poprawił Stark.

A zatem wie, pomyślał Karzeł. Stracił swoją jedyną kartę przetargową. Może już zapomnieć, o zachowaniu życia.

– Nie do wiary! – krzyknął. – Czyżby twój północny umysł zaczynał rozmarzać i pracować? – Łyknął wina z pucharu.– I co teraz zrobisz? Wyznasz wszystko naszemu umiłowanemu Robertowi? Powiedz, proszę, potraktuj to jako ostatnie życzenie skazańca.

Eddard westchnął i wlepił spojrzenie w widok za oknem. Po chwili przeniósł wzrok z powrotem na Tyriona i z wyraźnym trudem powiedział:

– Jestem tutaj z jego powodu. Król Robert Baratheon, pierwszy tego imienia, władca Andalów, Rhoynara i Pierwszych Ludzi, zmarł od rany otrzymanej na polowaniu.

– Ktoś go dźgnął?

– Dzik.

Karzeł mimowolnie zaśmiał się cicho.

– Na twoim miejscu uciekałbym jak najszybciej do swojego mroźnego zamku.

– Dlaczego miałbym to zrobić? Jestem Królewskim Namiestnikiem, Obrońcą Królestwa.

– Ale nie zachowasz wiedzy o związku Cersei i Jamiego dla siebie. Wiesz, że wszystkie dzieci spłodził mój brat. Twój przeklęty honor nie pozwoli ci zignorować faktu, że tron należy do Stannisa.

Zauważył napięcie na twarzy Eddarda. Dobrze, czyli jeszcze jest nadzieja.

– Wiem, że w tej chwili to dla ciebie nieistotne, ale chyba zauważyłeś, że to nie ja próbowałem zabić twojego syna?

– Niby dlaczego?

– Cersei i Jamie mają romans. Twój syn, choć zawsze zręcznie biegał po murach Winterfell, nagle spadł podczas naszej wizyty na północy. Potem ktoś wysłał na niego zabójcę. Naprawdę nie potrafisz połączyć tych faktów?

– Twierdzisz, że to oni? – spytał z pogardą namiestnik. – Zrzucasz winę na własny ród, na swoje rodzeństwo?

– Wiem, jestem potworem – powiedział beznamiętnie Tyrion. – Ale czemu miałbym ich kochać? Ojciec mną gardzi, siostra również, a brat… Cóż, z pewnością miałeś już okazję słyszeć historię o tym, jak zaaranżował mój związek z pewną dziwką. Jak mógłbym go nie znienawidzić po tak okrutnym żarcie? Jak mógłbym żywić do nich jakiekolwiek ciepłe uczucia?

– Dlaczego mi to mówisz? – zdziwił się Eddard. – Skoro jesteś niewinny, na pewno odzyskasz wolność, której tak pragniesz.

– Pragnę zemsty – wysyczał z wściekłością Karzeł. – Ty zaś potrzebujesz pomocy, by utrzymać władzę, do czasu przybycia Stannisa. Kto ci pomoże? Varys i jego ptaszki? Renly? Założę się, że już dawno uciekł z dworu. A może liczysz na Littlefingera?

Stark milczał, wyraźnie zmieszany.

– Spiski, fortele… to nie jest gra dla ciebie, prawda? Ale moja słodka siostra radzi sobie w niej doskonale – kontynuował Tyrion. – Dlaczego sądzisz, że wygrasz, skoro nawet nie rozumiesz zasad?

– Chcesz powiedzieć, że potrzebuję kogoś takiego jak ty – rzekł Stark. – Czemu niby miałbym ci ufać? Czego tak naprawdę chcesz?

Tyrion nalał wina do pucharów, po czym podał jeden namiestnikowi.

– Mówiłem ci – zemsty. Nie obchodzi mnie kto będzie królem, jeśli chcesz posadzić na tronie Stannisa, to proszę bardzo. W przeciwieństwie do innych nie mam powodu by cię zdradzić. Jeśli chciałbym twej śmierci, albo odzyskania wolności, wystarczyłoby, żebym spokojnie czekał na dalszy rozwój wydarzeń. – Zobaczył jak twarz Eddarda wykrzywia grymas gniewu. – Widzę, że nie czujesz do mnie sympatii. Pewnie aż cię skręca na myśl, że miałbyś współpracować z kimś takim jak ja. Ale przecież w głębi duszy wiesz, że nie poradzisz sobie sam, mając jedynie wątpliwą pomoc Littlefingera.

– Czego oczekujesz w zamian? – zapytał cicho Stark. Tyrion widział, że opór namiestnika słabnie, jeszcze tylko chwilka, a zgodzi się na jego warunki.

– Casterly Rock – powiedział Karzeł. – Moje rodzeństwo zostanie oskarżone o zdradę. Ojciec na pewno nie pozostanie bezczynny w takiej sytuacji, jednak w pojedynkę nie będzie miał szans na zwycięstwo. Według prawa, w tej sytuacji rodzinne włości będą należały do mnie. Choć tytuł Namiestnika Zachodu też byłby wart przemyślenia, prawda?

– Tylko Casterly Rock. To twoje warunki? – spytał Eddard, wyraźnie zdenerwowany, lecz jednocześnie coraz bliższy przystania do współpracy z Karłem.

– Chcę jeszcze, aby dzieciom nie stała się żadna krzywda. Wprawdzie Joffrey to głupi gnojek, ale Tommen i Myrcella nie są niczemu winni. – Tyrion spojrzał w oczy Starka. – Nie jesteś szczęśliwy, ale jak widzisz, nie splamisz swojego drogiego honoru. Wszystko jest w zgodzie z prawem… – zawiesił głos. – A resztą zajmę się ja.

– Skoro zachowam honor, to czemu mam wrażenie, że nie postępuję właściwie? – mruknął Eddard, odstawiając kielich z winem, na stół. Nie wypił ani kropli. – Czego potrzebujesz?

– Ciebie i twych ludzi. Połowę trzymaj cały czas blisko siebie na wypadek, gdyby Cersei postanowiła się ciebie pozbyć, nie sądzę by była tak nierozsądna, choć już wielokrotnie mnie zaskakiwała. Resztę oddaj swemu najbardziej zaufanemu człowiekowi. Mianuj go, zamiast Slynta, nowym dowódcą Straży Miejskiej.

– Straż należy do nas. Littlefinger…

– Wolę mieć pewność. – przerwał wypowiedź, Eddarda. – Będę musiał sobie pogadać z Petyrem, mam pewne wątpliwości, co do jego lojalności. Spotkamy się na zebraniu Małej Rady.

Lord Eddard podszedł do drzwi. Na pewno nie był zachwycony tym co się działo. Przed wyjściem spojrzał na Karła.

– Jeśli coś knujesz…

–…to mi nie darujesz – dokończył wesoło, Tyrion. – Tak, wiem.

Gdy już został sam, odetchnął głęboko. Poszło łatwiej niż sądził. Wraca do gry, może nawet zasluży na nowy przydomek – Tyrion Zdradziecki Lew. To zawsze brzmi lepiej niż Krasnal.

Dopił resztkę wina i również opuścił komnatę.

Czas przygotować rodzince niespodziankę.

Koniec

Komentarze

Nooooooo, nareszcie! :) Pierwszy naprawdę dobry tekst na ten konkurs, jaki przypada mi w udziale czytać. I w dodatku pomimo, że wybrałeś sobie chyba najtrudniejszego bohatera, jakiego tylko mogłeś, poradziłeś sobie z nim całkiem całkiem. Nie powiem, humor i komentarze są całkiem w jego stylu. A i Ned Stark nie jest szczególnie łatwą postacią; wcale nie tak prostą osobowością, za jaką się go powszechnie (w świecie przedstawionym) uważa. I ten fakt również udało Ci się oddać. Gratuluję.

 

Pomysł na historię alternatywną też jest wielce interesujący. Poszedłeś na całość, wywracając praktycznie wszystko do góry nogami, ale nie przegiąłeś przy tym, alternatywna wersja historii jest zupełnie wiarygodna. Wystarczy, żeby pewnego dnia, w pewnej karczmie Tyrion miał trochę inny humor...

 

Jedno, do czego bym sie przyczepił to Bronn. Jego wciągnięcie do służby Tyriona jest tak naciągane, że aż przykro. Na pewno nie mógłbyś go wyciąć, albo dopisać jakąś bardziej wiarygodną scenę po drodze do King's Landing, w której Tyrion mógłby go zwerbować? Ale nawet mimo niedociągnięcia, jest piątka jak się patrzy.

 

O języku nie będę nawet pisać. Starczy już tych pochwał. ;)

Jeśli chodzi o Bronna to zastanawiałem się czy w ogóle go wprowadzać, ale to tak przyjemna postać, że żal było ominąć. Też robił mi wyrzuty, że potraktowałem go tak po macoszemu. ;P

Miałem nadzieję, że tekst jest w miarę strawny, ale nie spodziewałem się tak pozytywnego odbioru, bardzo mi przyjemnie i wielkie dzięki! ;)

"Najpewniejszą oznaką pogodnej duszy jest zdolność śmiania się z samego siebie."

Na pewno jest to najlepszy konkursowy tekst, jaki do tej pory miałem okazję czytać, ale nie wprawił mnie w aż tak wielki zachwyt, jak mojego przedpiścę. Całość jest napisana sprawnie, bez większych błędów (acz trzeba zaznaczyć, że należałoby popracować nad interpunkcją) i co najważniejsze, w zgodzie z "Pieśnią...". Świetnie wyszła Ci postać Tyriona, teksty i uwagi są bardzo w jego stylu. Wypadałoby jednak poprawić scenę w karczmie, rekrutacja Bronna jest strasznie, wręcz okropnie naciągana. Nie lepiej napisać, że Tyrion rzucił pytanie w eter i Bronn sam się zgłosił?

Jak do tej pory najlepszy tekst konkursowy, ale w moim mniemaniu na więcej niż 4 to nie zasługuje.

Pozdrawiam

 

"- Jeśli coś kombinujesz…"

Chyba lepiej brmialoby: - Jeśli coś knujesz…
" Kombinujesz " raczej nie z tej bajk o mieczach, pucharach, podstepach, zdradach i katowskich toporachi...


Wniosłem małe poprawki, sugerując się komenarzami.
Jako, że fragment z Bronnem jest wskazywany jako najgorsza część, postanowiłem go wyciąć. Rozbudowywanie jego wątku byłoby nieco bezcelowe, bo nie wnosiłoby nic do tekstu, dlatego... Bardzo mi przykro, Bronn.

"Najpewniejszą oznaką pogodnej duszy jest zdolność śmiania się z samego siebie."

Tak, mnie też się podoba. Choć teraz, skoro Tyriona nie pojmała Cat, nie wiem, skąd w ogóle zna Bronna. A może w tym 2. fragmencie jego wystąpienie to tylko pozostałość po wyciętej części i nie powinno już go tam być?

 

Jedno zastrzeżenie to relacja Tyriona z Jaime'm. Bardzo lubię w książce (i serialu) to, że Jaime jako jedyny rzeczywiście lubi Tyriona, a Ty pozbawiłeś go nawet tego...

„Widzę, że popełnił pan trzy błędy ortograficzne” – markiz Favras po otrzymaniu wyroku skazującego go na śmierć, 1790

Tak, przeoczyłem ten fragment przy wycinaniu. ;/ Wybaczcie nieuwagę.

 

Cóż, na tym opiera się w zasadzie cały pomysł - Tyrion nienawidzi swojej rodziny.

Jednak nigdzie nie napisałem, że Jamie go nie lubi, tylko jak on odebrał tamto wydarzenie. Co według mnie jest całkiem realne - wściekłość (która przekształciła się w nienawiść) chyba byłaby naturalną reakcją na wieść, że twoja żona jest w rzeczywistości naprawdę dziwką wynajętą przez twego brata. ;)

"Najpewniejszą oznaką pogodnej duszy jest zdolność śmiania się z samego siebie."

A mnie się podobało mniej, niż mogłoby mi się podobać, gdyby język był ciut bardziej podobny do języka GoT. Ale to nie konkurs na najlepszego naśladowcę, więc poza tym nie mam zastrzezeń.

Opowiadanie dobre, trzeba przyznac. Tyrion jest jak książkowy i za to wielkie brawa.

Nie podzielam jednak zachwytu Świetomira, co do samej historii. Właściwie chodzi mi o ostatnią część. Według mnie w momencie śmierci Roberta, sojusz Neda i Tyriona nie posiada żadnego znaczenia. Karzeł nie ma ani władzy, ani armii, posłuchu u Królowej też nie ma. Krasnal nie jest w stanie przekonać Slynta i Złote Płaszcze by przeszli na jego strone. 

Skoro matka Joffreya z łatwością rozprawiła się z testamentem Roberta, to równie dobrze w razie zdrady mogła by bardzo szybko Tyriona uciszyć.

Po prostu uważam, iż po śmierci Roberta, sytuacja Neda była już praktycznie skazana na porażkę i nawet Tyrion nie byłby w stanie jest zmienić.

To wcale nie takie pewne. Tyrion jest zręcznym dyplomatą. Żongluje słowami  i faktami, jak mu się podoba i wyprowadza z nich dowolne wnioski, jakie są mu akurat na rękę. Wystarczy, by ukrył swój sojusz ze Starkiem, przystając do siostry, uratował jego głowę, a następnie podstępnie ją wykończył. Tego sam Ned dokazać by nie mógł, ale Tyrion byłby do tego zdolny.:)

ją - znacvzy Cercei, nie głowę Starka, rzecz oczywista :p

W tym muszę się nie zgodzić z przedmówcą. W czasie w którym dzieje się opowiadanie, Tyrion jest nikim więcej jak znienawidzonym bratem Cersei. Mądrym, bystrym, być może jedynym rozsądnie myślącym lannisterem (oczywiście poza Tywinem i Kevanem), ale siostra która faktycznie po śmierci Roberta sprawuje władzę, go (Tyriona) nienawidzi. Musiała go tolerować kiedy później został (za poleceniem Tywina) namiestnikiem, choć przychodziło jej to z trudem. Nie wydaje mi się, żeby kiedy karzeł nie ma żadnej władzy w jakikolwiek sposób chciała się go słuchać, ani być dla niego miła.

Już logiczniejsze wydaje mi się że Tyrion mógłby próbować "manipulować" Varysem albo Littefingerem, ale też nie wydaje mi się żeby karzeł miał na tyle dużą kartę przetargową by przeciągnąć ich na swoją stronę. Ale to tylko moje zdanie w tej kwestii:) 

Nawet Cercei rozumiała, że Starka należy zachować przy życiu, a Tyrion, w przeciwieństwie do niej, potrafił przeciwstawić się zachciankom Joffreya. Sądzę, że mógłby uratować Starka. A potem, wystarczy by przytakiwał siostrze i dyskretnie sączył jad w jej uszy. On to potrafił, co nieraz potem pokazał.

aliant

"Karzeł nie ma ani władzy, ani armii, posłuchu u Królowej też nie ma." - Owszem, Tyrion nie ma władzy, ani armii, ale z pewnością ma umiejętności, których brakuje Nedowi. Sojusz posiada znaczenie właśnie dlatego, że Ned jest osobą prawą, honorową oraz posiada właśnie ową "władzę", lecz brakuje mu sprytu, talentu dyplomatycznego i innych zdolności, które ma Tyrion. W sojuszu te postacie, w pewien sposób uzupełniają się, dzięki czemu może on być bardzo niebezpieczny.

"Skoro matka Joffreya z łatwością rozprawiła się z testamentem Roberta, to równie dobrze w razie zdrady mogła by bardzo szybko Tyriona uciszyć. " - Tyrion już nie raz pokazał, że potrafi sobie radzić ze swoja siostrą. ;)

"Krasnal nie jest w stanie przekonać Slynta i Złote Płaszcze by przeszli na jego strone." - w tekście Krasnal właśnie radzi jak wyeliminować postać Slynta i pozyskać straż miejską.

"Najpewniejszą oznaką pogodnej duszy jest zdolność śmiania się z samego siebie."

Mysle ze Joffrey skazujacy Neda, byl tak zdeterminowany, ze nikt nie bylby w stanie mu tego wypersfazowac. W duzym stopniu osoba taka by go upokorzyla i to publicznie, wiec nie wydaje mi sie by duma Joffreya na cos takiego pozwolila.

Elanar

"(...) Ned jest osobą prawą, honorową oraz posiada właśnie ową "władzę", ... " No wlasnie kluczowe w tej sytuacji jest to, iz wraz ze smiercia Roberta Ned stracil cala swoja wladze. Pozostal calkiem bezradny.

Tyrion mial wyeliminowac Slynta? Jak? Nie jest w Radzie i na ta chwile nie wydaje mi sie by Cersei chciala go do niej wpuscic. Zlotem nie przekupi, bo zloto od Tyriona jest mniej pewne od tego Cersei.

Tylko Joff musiałby mieć najpierw możliwość pojmania Starka.
W tekście powyżej Tyrion radzi:

"...Resztę oddaj swemu najbardziej zaufanemu człowiekowi. Mianuj go, zamiast Slynta, nowym dowódcą Straży Miejskiej. " - Ned jako Królewski Namiestnik mógł bez probemu usunąć Slynta z stanowiska (w oryginale po prostu o tym nie pomyślał, wolił przekupić Złote Płaszcze za pomocą Littlefingera).

"Najpewniejszą oznaką pogodnej duszy jest zdolność śmiania się z samego siebie."

Powtarzam i podkreslam, Ned byl namiestnikiem Roberta, po jego smierci stracil ten tytul, a z nim cala swoja wladze. Nie mial wiec mozliwosci usunac Slynta. 

Dodam tylko mały szczegół, że Tyrion nie byłby w stanie ogarnąć nowego króla Joffreya, bez żadnej władzy formalnej.

Owszem na początku kiedy byli w Winterfell z wizytą Tyrion ustawiał młodego księcia, ale ten nie był królem, jedynem jak mógł odpowiedzieć to poskarżyć się matce. Kiedy Tyrion został namiestnikiem również mógł ustawiać Joffreya bo miał nad nim władzę (Joffrey wiedział, że trzeba szanować decyzje głowy rodu - Tywnina.)

Ale gdy Tyrion nie ma żadnej władzy na młodzieńcem, nie jest mu w stanie w żaden sposób się przeciwstawić. Był tylko bratem matki króla, jeśli by próbował ustawiać króla a tym bardziej publicznie, więcej niż pewnie, że ten by go wygnał z miasta albo jakoś ukarał.

Świadczy o tym choćby -----SPOILER PONIŻEJ DLA TYCH CO NIE CZYTALI DALSZYCH CZĘŚCI------

fakt, że Tyrion kiedy nie miał już władzy, musiał z rozkazu króla jeździć na świni ku uciesze weselników. I jestem pewny że gdyby Joffrey nie skonczył jak skonczył, Tyrion nie miałby czego szukać w mieście. 

Ale po śmierci Roberta, Ne, otrzymał tytuł Lorda Protektora i Obrońcy Królestwa, więc w zasadzie miał nawet większą władzę niż Królewski Namiestnik (inna sprawa, że Cersei się tym nie przejęła ;) ).

Nie chcę juz tu robic dyskusji, bo jestem autorem i nie mi oceniać ;P W każdym razie sądzę, że wszystko zależałoby od tego czy dobrze by to rozegrali - moim zdaniem mieliby jakąś szansę, jednak kto wie.

PS: Cieszę się, że moja wersja alternatywna wzbudziła tyle rozważań i gdybań, typu: " daliby radę, czy nie", dziękuję wszystkim za wszelkie uwagi i komentarze. ;)

"Najpewniejszą oznaką pogodnej duszy jest zdolność śmiania się z samego siebie."

Tekst przyjemnie się czytało, dobrze oddałeś osobowości postaci. Z jednym wyjątkiem: Tyrion lubił swego brata, poniewarz ten był jedyną osobą (dorosłą) z jego rodziny, której trochę na nim zależało. Jamie miał dobre chęci, tyle, że nie zawsze mu wychodziło (historia z panną lekkich obyczajów). Było nawet gdzieś napisane, iż Karzeł nie wini go za ten incydent.

Tyrion miał szanse uratować Neda, na pewno nie było by mu łatwo (brak Bronna, Górskich Klanów oraz tytułu Namiestnika), ale Karzeł nadal miał swą najlepszą broń - umysł.

Dzięki za komentarz. ;)

Tak, Tyrion lubił swojego brata w oryginale - moja wersja alternatywna polega, min. na tym, że go nie lubił.

"Najpewniejszą oznaką pogodnej duszy jest zdolność śmiania się z samego siebie."

Nie wiem jakie były założenia konkursu, ale skoro tu trafiłam, uprzejmie informuję, że czytało się nieźle, a czas poświęcony na lekturę  nie jest stracony. ;-)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Reg, gratulacje, odkopałaś mój pierwszy tekst! Pisałem go w przerwie między wkuwaniem na jedno kolokwium, a wkuwaniem na drugie – cieszę się, że jest strawny ;p

Konkurs był wieloetapowy, ale za napisanie historii alternatywnej zgarniało się dużo punktów – szkoda, że DJ już ich nie organizuje. :( 

"Najpewniejszą oznaką pogodnej duszy jest zdolność śmiania się z samego siebie."

Elanarze, cieszę się, że obudziłam wspomnienia. ;-)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Hmmm. Nic nie skumałam. Prawdopodobnie dlatego, że nie czytałam GoT. I jak, zaczną się lincze?

Jakie właściwie były założenia konkursu?

Babska logika rządzi!

Finklo, ja też nie czytałam GoT. Nie czytałam wielu rzeczy, więc w takich przypadkach po prostu ignoruję swoją ignorancję :D

Mnie się podobało :)

Ale ja miałam bardzo silne wrażenie, że powinnam rozpoznawać postacie, znać zależności między nimi, że przez te braki umyka mi coś bardzo ważnego…

A poza tym – lubię wiedzieć! Stan przebywania we mgle niezrozumienia mnie irytuje.

Babska logika rządzi!

Pani, tekst z wiosny 2012 r., jakie założenia konkursu, człowiek nie pamięta nawet o czym rano w mailach pisał. ;P

 

Tekst był akurat jednym z kilku elementów konkursu (ok, tego akurat jestem pewien). Short, historia alternatywna wybranego wydarzenia z pierwszej części sagi, tyle mi świta. Pozostałe etapy to były różniste, Didżejojajeczne, zagadki. Wszystko jeszcze na starej stronie się odbywało. Konkurs był bardzo w porządku, nawet by można rzec, że zaczepisty był, o.

 

W oryginale (spoiler?) Catelyn pojmała Tyriona w karczmie i się pokiełbasiło wszystko. W każdym razie fakt, że tekst zapewne jest niezbyt zrozumiały, bez choćby podstawowej znajomości GoT. 

 

Ale bardzo miło, że wpadłyście. ;) 

"Najpewniejszą oznaką pogodnej duszy jest zdolność śmiania się z samego siebie."

Ech, chyba będę musiała pododawać jakieś wyjaśnienia do swoich starych tekstów konkursowych. Zanim sama zapomnę. ;-)

Dzięki za wyjaśnienia.

Babska logika rządzi!

Nowa Fantastyka