- Opowiadanie: Bohdan - Co w rurze chrobocze, co w sedesie chlupocze?

Co w rurze chrobocze, co w sedesie chlupocze?

Dyżurni:

ocha, domek, syf.

Oceny

Co w rurze chrobocze, co w sedesie chlupocze?

 

Słońce zaszło już dłuższy czas temu za horyzontem. W oknach większości budynków zgasły światła, mieszkańcy przedmieścia powoli układali się do snu. Zwyczajny wieczór na zwyczajnym osiedlu jednorodzinnych domków.

 

 

Jako ostatni w rzędzie nieruchomości, przy asfaltowej ulicy, mieścił się parterowy i otynkowany na biało lokal państwa Majczaków. Kilka lamp ogrodowych oświetlało budynek i okalający go, równo przystrzyżony trawnik. Na tyłach domu, wydzielony drewnianym płotem, był niewielki ogród. Rosły w nim krzaki porzeczki i agrestu, a na środku jabłoń, dookoła której walały się porozrzucane w nieładzie zabawki. W pomalowanej na zielono budzie drzemał owczarek niemiecki. Z jednym otwartym okiem, jak przystało na czujnego strażnika posesji.

 

 

Właśnie zgasło światło w sypialni małżeńskiej Majczaków. Opuszczone rolety powodowały, że wnętrze domu pogrążyło się w niemal piwnicznych ciemnościach.

– Sprawdziłem. Dzieciaki już śpią – szepnął, kładąc się na posłaniu obok żony. Pod ciężarem wcale przecież nie otyłego Mikołaja łóżko zaskrzypiało cicho. Co prawda, mężczyzna miał niewielki brzuszek, ale wina leżała zdecydowanie po stronie materaca z Ikea. – Przynajmniej do rana mamy spokój.

– To dobrze – odpowiedziała Marta z nieukrywana ulgą. Zdjęła gumkę z rudych włosów i potrząsnęła nimi. Po kucyku nie pozostało ani śladu. – Kurczę, szalały dziś przez cały dzień. Myślałam, że zwariuję.

– To może teraz my zaszalejemy? – zapytał czterdziestokilkuletni brunet, po czym przysunął się bliżej kobiety.

– Daj spokój! – warknęła. – Jestem kompletnie wykończona. W dodatku boli mnie głowa. – Odwróciła twarz do ściany.

Mężczyzna westchnął głośno i zamknął oczy. Chwilę potem zasnął.

 

 

***

 

 

Tymczasem, gdzieś pomiędzy rurami z ciepłą i zimną wodą oraz nieopodal kanału odpływowego, rodzina Jarpisów budziła się z całodniowego snu.

– Dzieci jeszcze śpią – powiedział Jarpis. – Może warto wykorzystać ten czas? – Przysunął się bliżej samicy.

– Tobie tylko jedno w głowie! – żachnęła się Jarpis. – Tylko patrzeć, jak się obudzą. Muszę wstać i zacząć przygotowywać śniadanie.

Pozostawiła niepocieszonego samca w legowisku i zniknęła w wyrytej za gazowymi przewodami dziurze. Ten westchnął ciężko, a potem podreptał w ślad za nią.

 

 

Jarpisy nie nadawały sobie imion. Powodem takiego postępowania był fakt, że – póki co – nie przyszedł im taki pomysł do głów. Brak wszelkich nazw nie komplikował ich życia, bowiem rozróżniali siebie bez większych problemów. Bardzo możliwe, że pomagał w tym jakiś szczegół wyglądu stworzeń, choć człowiek mógłby dostrzec co najwyżej brązową, wzrostem dorównującą wiewiórce, kudłatą postać. Ale nie był w stanie nic zobaczyć, bo Jarpisy skutecznie unikały spojrzeń ludzkich. Na czaszkach kudłaczy sterczały dwa malutkie rogi, prawie niewidoczne pośród gęstwiny włosów, a zielonkawe twarze, oprócz nieproporcjonalnie dużego nosa, zdobiły żółte oczy. Dzięki nim niewielkie istoty doskonale widziały w ciemnościach. Z kolei długie, przypominające zajęcze, uszy zapewniały świetny słuch.

– Znowu nie ma co jeść – oznajmiła niezadowolonym głosem, przeczesując wzrokiem spiżarnię, którą urządziła pod zabudowaną wanną.

– Nie przesadzaj – odparł Jarpis. Najspokojniej, jak tylko potrafił w tej chwili. – Wczoraj zwinąłem z kuchni ludziów dwa jajka i parówkę, a w śmietniku znalazłem trochę chleba i ogórek. – Wskazał ruchem głowy kąt, gdzie zalegały zdobycze ostatniej nocy.

– Chleb i ogórek! – Machnęła poirytowana kudłatą ręką, po czym złapała się za boki i dodała ironicznie: – Jeszcze pół cebuli i byłaby prawdziwa uczta.

– Gdyby nie ten cholerny kundel, to może przyniósłbym coś więcej. A tak…

– Gdyby, gdyby – przerwała mu. – Gdybyś częściej się przemieniał, to i z psem dawno byś sobie poradził.

Jarpis pokręcił zdegustowany głową. Wiele razy tłumaczył, że transformacja kosztuje go sporo sił i zamierzał z niej korzystać tylko wówczas, kiedy sytuacja mogła poważnie zagrozić rodzinie. Według jego opinii uciszenie zwierzęcia nie należało do wymagających takiego poświęcenia zdarzeń. W końcu, pies to pies – musiał szczekać.

Czasem ubolewał nad tym, że tylko samce posiadają dar przemiany. „ Może wtedy nie musiałbym wysłuchiwać tych wszystkich pretensji” – dumał.

– A moja kuzynka zamieszkała z mężem w wieżowcu – kontynuowała Jarpis. – Tam, to jest życie! Ludziów dużo, to i jedzenia pod dostatkiem. I te ich zsypy. Wchodzisz i bierzesz, co chcesz. A tutaj? Prowincja!

– Przecież to ty się uwzięłaś na dom z ogrodem! – nie wytrzymał. – Już zapomniałaś!?

– Nie wrzeszcz tak, bo ludziów pobudzisz – upomniała go. – Nie, nie zapomniałam. Tylko dlaczego wybrałeś dom ludziów, którzy niczego nie wyrzucają? Sam słyszałeś, jak kiedyś mówili, że nie lubią marnować jedzenia. Przecież tutaj nawet karaluchów nie ma.

– Masz rację, ale wtedy jeszcze o tym nie wiedziałem – zgodził się. Sam czasem chętnie zmieliłby zębami jakiś chitynowy pancerz. Kilka razy złapał w ogrodzie chrząszcza, lecz nie smakował tak dobrze, jak tłuściutki karaluch. – Cóż, trzeba będzie pomyśleć o przeprowadzce – dodał cicho, pod nosem.

 

 

***

 

 

– Co się dzieje z tym psem? – zapytała Marta. – Szczeka, jak jakiś nienormalny. Kochanie, może pójdziesz i to sprawdzisz?

– Dobra, tylko coś na siebie wrzucę.

Oboje nie spali już od kilku minut. Obudziło ich, dobiegające z ogrodu, głośne ujadanie owczarka. Mikołaj szybko przywdział niebieski dres i, ziewnąwszy przeciągle, ruszył do drzwi.

 

 

Człapał po ciemku przez korytarz. Drogę znał doskonale, więc doszedł do wniosku, że włączanie światła jest zbyteczne. Nagle do jego uszu dobiegły ciche dźwięki. Dochodziły z salonu. „Pewnie to piekielne szczekanie obudziło dzieci. Jeśli naszła je o trzeciej rano ochota na zabawę, to już ja z nimi porozmawiam” – pomyślał, po czym uchylił drzwi.

 

 

Kiedy wszedł do środka, zauważył wysoką, szperającą w szafie postać. Mikołaj zaczął w panice macać ścianę w poszukiwaniu kontaktu. Chwilę później poczuł silny ból z tyłu głowy, a wszystko dookoła pociemniało jeszcze bardziej.

– Żyje? – zapytał jeden z mężczyzn.

– Ta. Dostał latarą w baniak i jest nieprzytomny – odrzekł jego kompan.

Obaj mieli na sobie ciemne uniformy, podobne do tych, w których pracują ochroniarze, a twarze skrywali pod czarnymi kominiarkami. Trzymali w dłoniach latarki, kierując światło na leżącego na podłodze Majczaka.

– Co tera?

– Idziem do sypialni. Trzeba pobajerzyć z paniusią, bo tak, to nigdy żadnego siana nie znajdziem. Na co się tak łępisz?

– O ja pier… – Upuścił z wrażenia latarkę, która potoczyła się po dywanie i zatrzymała pod stołem.

 

 

***

 

 

– Ktoś obcy jest w naszym domu. – Jarpis postawiła pionowo uszy, przekrzywiając przy tym głowę. Nasłuchiwała.

– Tak, słyszę ich. To dwóch ludziów – potwierdził. – To bardzo dziwne, bo o tej porze powinni spać, a nie w gości przychodzić. W dodatku nic nie mówią.

Po chwili zastanowienia oznajmił:

– Pójdę na górę i zobaczę co się dzieje.

– Tylko bądź ostrożny. Z tymi ludziami, to nigdy nic nie wiadomo.

– Dam sobie radę. Dla mnie to nie pierwszyzna. – Wypiął dumnie kudłatą pierś i oddalił się szybkim krokiem.

 

 

Wypłynął w sedesie, po czym wyskoczył na wykafelkowaną podłogę łazienki. Otrząsnął wodę z sierści, a resztę wytarł o jeden z wiszących na grzejniku ręczników. „Znowu będzie na niego wrzeszczeć, że ręcznik śmierdzi” – Zakrył włochatą dłonią usta, żeby nie wybuchnąć śmiechem. Potem wspiął się po stojącej obok drzwi pralce i powoli nacisnął klamkę.

 

 

Jarpis dotarł do salonu, po czym ukrył się za za fotelem. Patrzył uważnie na dwóch plądrujących pokój mężczyzn. Nie podobała mu się obserwowana scena. Przeczuwał, że za chwilę intruzi pójdą do kuchni i znajdą wszystkie artykuły spożywcze. „No, a potem je zjedzą lub zabiorą. Bo cóż może być cenniejszego od dobrego jedzonka?” – pytał w myślach. Jego niepokój potęgowała także przewidywana reakcja samicy. Widział, że musi zacząć działać albo gderaniom Jarpis nie będzie końca. Wytężył słuch, a na jego mordce pojawił się uśmiech zadowolenia. W odgłosie charakterystycznych, niemrawych kroków rozpoznał chód Mikołaja. „Ha! To teraz sąsiad pokaże tym dwóm, gdzie karaluchy się chowają” – Ukontentowany zatarł ręce.

 

 

Niestety, nadejście Majczaka nie przyniosło spodziewanych efektów. A kiedy Jarpis usłyszał, że rabusie chcą zapytać Martę, gdzie jest kuchnia i lodówka, przestraszył się nie na żarty. Postanowił szybko działać. Jedna rzecz zastanawiała go mocno. „Czemu tych dwóch ludziów szuka tutaj siana? Przecież nikt w domu nie trzyma siana. A szkoda, bo myszy by były” – Oblizał zielonym językiem usta, po czym zamknął oczy i wymamrotał cicho słowa krótkiego zaklęcia.

 

 

Przemiany Jarpisów dokonywały się błyskawicznie i w zasadzie bezdźwięcznie. Jeśli ktokolwiek oczekiwał wrzasków, piekielnych ryków lub węgorzy błyskawic na niebie, mógł poczuć srogi zawód. Na szczęście nikt tego nie wymagał, bo żaden człowiek nie miał pojęcia o istnieniu dwunożnych kudłaczy. Po transformacji Jarpis osiągał wzrost ponad dwóch metrów. Poza tym wydłużały mu się pazury, przeobrażając w ostre szpony oraz powiększały zęby, którymi mógł przegryźć nawet stalowe pręty.

 

 

Stał za plecami jednego z rabusiów i spoglądał z góry na trzech mężczyzn. Odmieniony, silny, gotowy do działania. Kiedy został zauważony, chwycił włamywaczy za szyje, uniósł nieco, aż zaczęli machać w powietrzu nogami, po czym, z całej siły, zderzył ich głowami. Przestali się ruszać. Rzucił nimi o podłogę, a potem pobiegł do kuchni. Otworzył lodówkę i wziął kilka najmniejszych artykułów. „Jak już dokonałem przemiany, to warto z tego skorzystać. Jarpis będzie zadowolona” – Podreptał, coraz bardziej zmęczony, do łazienki.

 

 

Wrzucał jedzenie do sedesu i wpychał je głębiej szczotką. Musiał zrobić to szybko, bo jego słuch zarejestrował jakiś ruch w sypialni. Marta, zaniepokojona hałasami, postanowiła wyjść z pokoju i sprawdzić, co się dzieje. Kiedy zatopił ostatnią ze zdobyczy, czyli trójkącik topionego sera, wszedł na deskę sedesową. Ostrożnie, powoli, żeby nie uderzyć głową w sufit. Wymówił zaklęcie. Po chwili, po dużym Jarpisie nie pozostało nawet śladu. Po małym zresztą też nie.

 

 

***

 

 

Wycieńczony stał przed samicą i, od dobrych kilku minut, wysłuchiwał pochwał. Jarpis podskakiwała wokół niego, roześmiana, szczęśliwa. Objęła kudłacza, pocałowała w usta, po czym powiedziała:

– No, Jarpis. Zasłużyłeś na nagrodę.

Chwyciła wybranka za rękę i pociągnęła za sobą do legowiska. Gdy znaleźli się na wyłożonym gnijącymi szmatami oraz brudnymi podpaskami posłaniu, samica poczęła pieścić brzuch Jarpisa. Zdziwiona zauważyła, że ten nie reaguje oraz w żaden sposób nie odpowiada na jej starania. Wśród Jarpisów takie zachowanie było nie do pomyślenia. Spojrzała na samca i aż się zagotowała.

– Z tobą, to jest coś nie tak! – wrzasnęła. – Najpierw chcesz, a potem normalnie zasypiasz. A czy ty wiesz, jak długo samiec mojej kuzynki może? Ja wiem, bo mi powiedziała.

 

 

Jarpis, wtulony w jedną z podpasek, spał słodko niczym małe jarpisiątko. Był tak potwornie skonany, że nie słyszał krzyków samicy ani wrzasków Marty, czy nawet wyjących syren nadjeżdżających wozów policyjnych oraz ambulansu.

Koniec

Komentarze

Mam dziś fikuśny nastrój, więc masz ode mnie plus już za tytuł. ; P (Ale całość przeczytam później ; ).

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Tytuł wywołał na mojej twarzy uśmiech, podobnie jak zdjęcie, które mnie powitało po otwarciu opowiadania.

Właśnie zgasło światło w sypialni małżeńskiej Majczaków. Opuszczone rolety powodowały, że wnętrze domu pogrążyło się w niemal piwnicznych ciemnościach. - strasznie nie pasują mi te piwniczne ciemności. Nie mogłyby być inne? Niekoniecznie te tak cisnące się na myśl egipskie, ale nie piwniczne.

(...) ale wina leżała zdecydowanie po stronie materaca z Ikea. - jestem zwolennikiem odmieniania nazwy tego sklepu według zasad polskiej fleksji, tu: Ikei.

Dwa powyższe wypadki oczywiście nie są błędami, a jedynie subiektywnymi opiniami :) Brnę dalej...

- Nie przesadzaj - odparł Jarpis, najspokojniej, jak tylko potrafił w tej chwili. - niepotrzebny przecinek po słowie Jarpis

Według jego opinii, uciszenie zwierzęcia nie należało do wymagających takiego poświęcenia zdarzeń. - jak wyżej, tylko po słowie opinii.

- Przecież, to ty się uwzięłaś na dom z ogrodem! - również niepotrzebny przecinek.

Podobało się :) Bardzo przyjemnie się czyta. Poprawia humor. ;)

Ciekawy pomysł, jeszcze ciekawsze wykonanie. Błędów brak, jedynie jakieś drobne potknięcia, które jednak nie utrudniają czytania. Byłaby wysoka ocena, ale na razie nie mogę jej wystawić. :)

 

Bardzo fajne opowiadanie. I bardzo dobrze napisane...  Czytałem z wielką przyjemnością.

Pozdro.  

Zgadzam się z przedmówcami. Naprawdę udany tekst, Bohdanie. W sam raz na niedzielne popołudnie:D Rozładowuje napięcie, a w dodatku mocno poprawia humor. Jako całość opowiadanie prezentuje się bardzo przyjemnie. Dobra robota.

Pozdrawiam

Ale się ubawiłem podczas czytania Twojego opowiadania :) Świetne to za mało powiedziane. SuperZajebiste i totalnie wyjeb****ne w kosmos! :) Podobało mi się tak bardzo, że dwa razy przeczytałem.

 

PS. Bohdan, to Twój sedes?

 

Pozdrawiam

"Wszyscy jesteśmy zwierzętami, które chcą przejść na drugą stronę ulicy, tylko coś, czego nie zauważyliśmy, rozjeżdża nas w połowie drogi." - Philip K. Dick

Sympatyczne i sympatycznie napisane :)

Dziękuję Wam bardzo. Niedzielne popołudnie spędziłem poza domem, więc nie mogłem przeczytać wcześniej komentarzy, a tu same pozytywne opinie. Aż mam wypieki na twarzy:).

PS. mkmorgoth, niestety nie. A szkoda, bo kolorowy taki:). Tak w ogóle, to pomysł opowiadania pojawił się podczas załatwiania potrzeby fizjologicznej...

Mastiff

@Bohdan

Ale tej informacji nie musiałeś udzielać :D Chyba, że Jarpis próbował wtedy akurat wyjść :D

Powiem tylko tyle: uważajcie na Jarpisy:).

Mastiff

Witaj!

 

Przesympatyczne :) Wzorowo napisane, a treść milasta jak futerko Jarpisów. Chyba masz w domu gderliwą kobietę. :D

 

Pozdrawiam

Naviedzony

Hehe, dzięki wielkie. Fajnie, że opowieść przypadła Ci do gustu.

Mastiff

Przesympatyczne! Bardzo przyjemnie czytało się o Jarpisach. Fajny pomysł, ale kilka zdań i poszczególnych sformuowań można by zmienić (choć to akurat kosmetyka), a i widziałem kilka literówek. Mimo to wystawiam mocną piątkę i pozdrawiam serdecznie :)

Bardzo fajne opowiadanie. Odemnie również 6. I kolejna życiowa mądrość.Trzeba uważać na co się sra.Będę odtąd szczotką czyścił również futerka Jarpisów. Ciekawe, że brzydki proces może stać się inspiracją do napisania czegoś tak sympatycznego.

Clod - Dziękuję bardzo i również pozdrawiam.

jahusz - Twój komentarz mnie rozbroił, nie mogę przestać się śmiać:).

Pozdrawiam

Mastiff

Bohdanie, opowiadanie niezmiernie przyjemne. Takie fajne, spokojne i po prostu ładne ;)
Fajnie skonstruowany opis Jarpisów i udało ci się je przedstawić w takim świetle, że chce się iść do kibla i wskoczyć do sedesu :D
Pozdrawiam i życzę Tobie, ale i sobie więcej takich opowiadań idealnych na dobranockę ;)

a propos przyznam się że odwiedzilem wlaśnie mój domowy przytulnym kibelek, o czym nie będę dłuzej się rozpisywał,
i usłyszałem chrobotanie w rurach...

Dziękuję serdecznie, Ogórke. Chrobotanie powiadasz...:)

Mastiff

Potwierdzam słowa kolegi Ogórke - u mnie też coś w kiblu chrobocze...

"Wszyscy jesteśmy zwierzętami, które chcą przejść na drugą stronę ulicy, tylko coś, czego nie zauważyliśmy, rozjeżdża nas w połowie drogi." - Philip K. Dick

Mało u kogo nie chrobocze...

 

To niedobrze, prawda?

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

I weź tu teraz usiądź i zrób kupę:)

Mastiff

Pewnie jednak dawny system "sławojek", znanych z historii, by jednak łbardziej bezpieczny...

Fajne, sympatyczne i rozbrajające opowiadanko. :)

Miłe w odbiorze i dobrze 'skrojone', chociaż banalne w treści. Troszkę skojarzyło mi sie na początku z Fraglesami :)
Grunt jednak, że nastraja pozytywnie

Zajebiste :)

Zaufaj Allahowi, ale przywiąż swojego wielbłąda.

Rzeczywiście, bardzo pocieszne. Chciałem wpaść tylko na chwilę, a przeczytałem bez zatrzymania całość.

Bardzo fajny tekst. Szkoda, że nie jest trochę dłuższy. Po drodze było kilka bubli i niezręczności, ale to chyba już ktoś powyżej wyliczył.

pozdrawiam

I po co to było?

Tulia, Ibastro, Fasoletti, vysart, MissMcSimple, syf (ufff:)) - dziękuję wam bardzo i pozdrawiam.

Mastiff

Sympatyczne, językowo zgrabne, dość krótkie, by nie było męczące. Dobre czyli. ; ) (Dopiero teraz zdołałam przeczytać ; /)

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Hehe, w sumie "trochę później". Dzięki.

Pozdrawiam

Mastiff

7/10

nie napiszę konstruktywnego komentarza, poza tym, że mi się podobało

Sympatyczne opowiadanie. Szkoda, że tak wychwalany wyżej obrazek zniknął. Aż mnie ciekawość zżera, co tam mogło być… ;-)

Babska logika rządzi!

A mnie raczej daleko do zachwytów wcześniej komentujących.

Przyjmuję do wiadomości, że Pani Wena może objawić się w każdym miejscu i o każdym czasie, ale pomysł na współistnienie ludziów i Jarpisów nie wydał mi się jakiś szczególnie zabawny.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Fajne :)

Przynoszę radość :)

Nowa Fantastyka