- Opowiadanie: Kalep - Mroczny Lord

Mroczny Lord

Witam wszystkich zjednoczonych w fantastyce.

 

Od dłuższego czasu bezwstydnie to forum podglądałem, a potem się zalogowałem i trochę komentowałem. Teraz nadszedł czas na debiut literacki. Ten konkurs wydał mi się dobry na rozpoczęcie, ponieważ wszelkie niedociągnięcia będę mógł usprawiedliwić jego wymogami. Plan iście złowrogi, tak jak tematyka mojego twora. Zapraszam do lektury.

Dyżurni:

regulatorzy, homar, syf.

Oceny

Mroczny Lord

W olbrzymiej, mrocznej sali pełnej kolumn na olbrzymim tronie z kości pokonanych wrogów siedział młodzieniec o długich, czarnych (niczym jego dusza) włosach, które nigdy nie widziały szamponu, a tym bardziej fryzjera. Miał zamknięte oczy, jego nieco pryszczata twarz wyrażała pełne skupienie. Słuchał w słuchawkach kursu: „Tysiąc kroków do zostania Mrocznym Lordem” autorstwa Zaurona.

-Lekcja nr 1: Podstawy– oznajmił głos ze słuchawek.– Pewnie w to nie uwierzysz, ale nie od razu stałem się Mrocznym Lordem. Musiałem wiele pracować nad swoją reputacją. Podstawą jest opanowanie najważniejszej umiejętności: DŚ, czyli diabolicznego śmiechu. Żeby Ci to dobrze wyszło musisz brać ten śmiech z głębi mrocznego serca. Przekuj w niego swoje uczucia, nienawiść do wszelkiego dobra. Powtórz za mną: Bucha cha cha!

-Bucha cha cha!- krzyknął młodzieniec nieco piskliwym głosem.

-Jeszcze raz! Włóż w to więcej siły! Musisz być twardy. Jeszcze raz!

-Bucha cha cha!

-Pomyśl, że władasz światem! No dalej!

-BUCHA CHA CHA!

-No w końcu! Nieźle, nieźle, ale musisz poćwiczyć. Stań przed lustrem w łazience i powtórz DŚ. To zrób później, teraz czas na lekcję drugą…

Młodzieniec drgnął. Za wrotami sali rozbrzmiały czyjeś kroki. Do pomieszczenia wpadł garbaty karzeł w czarnej zbroi.

-Panie, panie! –krzyczał kurdupel.– Zaraz, zaraz. Ty nie jesteś moim panem!

Przybysz przybrał pozycje bojową ninji z zaparciem. Młodzieniec westchnął. Otworzył skrytkę ukrytą w poręczy tronu. Wydobył z niej czarny (niczym jego dusza) i rogaty hełm przypominający wiadro. Założył go owo szczególne nakrycie.

-A, to ty panie! Nie poznałem cię. Ta jakieś przebranie na zabójców?

-Nie, na komorników. Co z twoją misją?– powiedział Pan udawanym basem.

-Jaką misją?

-Tą, na którą cię wysłałem! Miałeś odnaleźć Dobrego Bohatera z Proroctwa. Tak właściwie, to, jakie mamy Legendarne Proroctwo?

Karzeł z zaangażowaniem dłubał w nosie w poszukiwaniu odpowiedzi. Myślał, myślał i myślał. W końcu wyjął z kieszeni żarówkę. Podniósł ją nad głowę, wtedy urządzenie się zaświeciło (mimo tego, iż jeszcze nie wynaleziono prądu). Znowu pogrzebał w kieszeni, wyciągając telefon komórkowy na korbkę. Chwile pokręcił, a następnie zadzwonił.

-Halo! Arcykronikarzu Zła Kazimierzu!- wycharczał do komórki, poczekał chwilę na odpowiedź, która go nie zadowoliła swym poziomem wyszukanego słownictwa.– Piłeś? Mówiłem, że sok bananowy jest dla ciebie za mocny. Mógł ci zaszkodzić. Pamiętaj, złym szkodzi to, co zdrowe. Byś się Darth-Coli napił. Piję ten zacnie niegodziwy trunek od kiedy pamiętam i wyglądam dzięki temu na pięćdziesiąt lat, a przecież tak naprawdę mam trzydzieści. Słuchaj, mam sprawę. Szef pyta się o przepowiednie. Jak to nie znasz? Jesteś Arcykronikarzem Zła, znajdź ją w tych swoich bazgrołach! A co to za skwierczenie w tle? Aha, robisz grila. Co grilujesz? Co? Palisz kroniki z przepowiedniami! Idioto, to, że napiszesz na okładce „kiełbasa”, nie oznacza, iż będzie tak smakować! Co mówiłeś? „Iż” znaczy to samo, co „że”. Skąd to wiem? Kupiłem ostatnio „Podręcznik Dobrego Przydupasa”. Tfu, co ja mówię? Przejęzyczenie. Powinno być „Podręcznik Złego Przydupasa”. Ale wpadka. Tam piszą…no dobra…„jest napisane”. Durny polonista…Ja nic nie mówiłem, ale to nie ja dorabiam jako pajac. Byś nie poszedł na studia humanistyczne, teraz płaczesz, że z robotą ciężko. No, więc, tam jest napisane jak postępuje oraz wysławia się prawdziwy Przydupas Mrocznego Lorda. Dobra, co ja chciałem na początku? No, więc skąd wezmę Przepowiednie? Aha…On będzie wiedział. Wiem, może nie chcieć ze mną gadać, ale coś wymyślę. Podaj tylko numer.

Karzeł wyciągnął kartkę oraz ołówek. Zaczął zapisywać dyktowane cyfry. Gdy skończył, nie podziękował (w końcu był czarnym charakterem), a następnie zadzwonił pod wskazany numer.

-Dzień dobry, czy dodzwoniłem się do Mentora Dobrego Bohatera?– spytał kurdupel.– Jestem z Krajowej Pozytywnej Komisji Ankietowej. Czy słucha Pan Radia Marian. Tak? No cóż, każdy ma jakieś wady– zaśmiał się bezgłośnie, będąc pod wrażeniem swego żartu.– Teraz drugie pytanko: Jaka jest pańska ulubiona przepowiednia? Najlepiej wybrać tą dotyczącą pańskiego podopiecznego. Aha, rozumiem, proszę to wolniej dyktować. Rozumiem. Nie, nie jestem szpiegiem Mrocznego Lorda. Pan się zastanawia, kiedy powstała Krajowa Pozytywna Komisja Ankietowa? No więc…eee…prw…zrgn…truk…wjeżdżam do tunelu…prut…wrfg….

Karzeł rozłączył się, ścierając pot z czoła.

-Panie, oto przepowiednia:

Nagle przygasły wszystkie światła, znikąd pojawiła się grupa meksykańskich muzyków. Zaczęli grać poważna melodię. Kurdupel wyrecytował:

 

Trzy Pierścienie dla królów elfów, by mogli defraudować fundusze emerytalne,

Póki śmierć nas nie rozłączy,

Zaprawdę powiadam wam, oto nadchodzi wiek promocji i kredytów, wiek wilczej zamieci

I nadejdzie Wielki Kryzys Gospodarczy,

Na niebie widziany będzie ogień ciągnący za sobą iskrzący się ogon

I powstanie dziura ozonowa oraz kaczka Południa przeciw kaczce Północy i zaleje ich ziemie

Jak Wielka Powódź z 1997

Prawi obrócą się przeciw Obywatelskim

Co nam obca przemoc wzięła, pozwem odbierzemy

Póki bije czyste serce kogoś tam,

Coś tam, coś tam, bla, bla,

Nadejdzie wtedy Super Hero,

Co pokona zło,

Urodzi się gdzieś tam, kiedyś tam,

Zwycięży, bo dobro zawsze zwycięża,

Nawet jak tego nie chce,

A Mroczny Lord może mu naskoczyć

Coś tam, coś tam, bla, bla.

 

Gdy skończył recytować wszystko wróciło do normy.

-No, więc szefie to najlepiej nie wygląda. Nawet się nie rymuje.

-Nie boję się jakiegoś starożytnego, wierszowanego tekstu. Przepowiednie nigdy się nie sprawdzają, chociaż…e tam! Na szczęście wysłałem ciebie na misje. Czy odnalazłeś Dobrego Bohatera? Przejdzie na moją stronę?

-No miej więcej. Znalazłem wieś, w której mieszkał. Niestety nie zastałem go w domu. Postanowiłem spalić jego chałupę, rodziców, psa…

-Co! Zabiłeś Jego Psa! Teraz nigdy nie przejdzie na moją stronę! Czemu otaczają mnie sami idioci!

Z tymi słowami Pan Zła rzucił się z płaczem na podłogę i zaczął w nią uderzać pięściami.

-Dlaczego ja, chciałem tylko grać na skrzypcach i mieć władze…i wyrywać najlepsze laski– Mroczny Lord rozbeczał się na całego tak, że łzy leciały mu ciurkiem przez wszystkie szpary w hełmie.

-Głowa do góry Panie, co by sobie pomyślał Zauron– pocieszał go sługa.

Władca pomyślał o swoim idolu. Miał wszystkie jego płyty, wszystkie plakaty, ogólnie wszystkie akcesoria z nim związane. Zauron nie rozbeczał się, gdy mu Dobrzy ukradli Pierścień. On ich załatwił, przynajmniej większość. Zmienił się wtedy w taki fajny

reflektor-oko. Dzięki temu obawiał się tylko wad wzroku. Mógł każdego podglądać. Miał tylko problemy z jakimś knypkiem o owłosionych stopach, ale kto by się tym przejmował?

Nastoletni Władca Ciemności podźwignął się z ziemi. Paroma szybkimi wdechami uspokoił nerwy. Wtedy oznajmił poważnym głosem:

-Musimy odnaleźć Dobrego Bohatera za wszelką cenę. Pewnie ochrania go Mentor. Nie może dotrzeć do Sojuszu Sił Dobra. Schwytanie go nie będzie łatwym zadaniem. Wyślij Czterech Jeźdźców Apopleksji…

-Apokalipsy– poprawił go karzeł.– Apopleksja to inaczej udar mózgu.

-Mniejsza z tym, wyślij, kogo tam chcesz! Złap go!

***

-Lekcja nr 61:Stylowe ubranie– oznajmił głos Zaurona ze słuchawek.– Zły władca to stylowy władca. Zło musi być klimatyczne. Używając ograniczonej gamy barw, najczęściej czerni, można osiągnąć pożądany efekt. Już na sam twój widok wrogów ogarnia strach. Niektórzy na spotkania z tobą muszą zakładać pielucho-majtki. Największe mroczne charaktery, np. Ja, Darth Wider, czy Fildemort chodziły w strojach zaprojektowanych przez mrocznych stylistów. Tak zbudowałem swój wizerunek grozy. W ubiorze ważny jest…

Mroczny Pan słuchał swojego idola w głębokim skupieniu. W tak głębokim, że nie zauważył, kiedy zasnął. Ta mroczna sala zawsze go tak bardzo odprężała. Śniło mu się, że biega po kwiecistej łące w blasku poranka. Był to straszliwy koszmar. Próbował uciec przed motylami, ptaszkami, sarenkami i innymi tego typu plugastwami. Nagle poczuł przyjemny chłód mrożący krew w żyłach. Zbudził się momentalnie.

Stał przed nim chudy, łysy człowieczek o haczykowatym nosie, ubrany w elegancki garnitur. Miał ze sobą skórzana walizkę na dokumenty. Jego najstraszliwszy sługa, Ten Którego Imienia Każdy Bał Się Wymówić. Był najstraszliwszym z najstraszliwszych, najbardziej niegodziwym z niegodziwych. Gdy wyciskał cytrynę, to potrafił sokiem z jednego owocu napełnić wannę. Był prawnikiem.

Zły Władca momentalnie zdjął słuchawki. Prawnik skłonił się lekko.

-Pragnął bym Panie przypomnieć moją propozycje walki z Dobrym Bohaterem– szepnął gość. Prawnik potrafił bez unoszenia głosu sprawić, żeby było go doskonale słychać w każdych warunkach, nawet na koncercie kapeli grającej muzykę metaliczną.– Powinniśmy pozwać Dobrego Bohatera za niszczenie mienia i zszarganie Twojej mrocznie oświeconej reputacji. Będzie musiał zapłacić tak ogromne odszkodowanie, że zgodzi się na ugodę. Tą ugodą będzie służba u ciebie.

-Nie, to jest zbyt przerażająca metoda nawet jak na mnie– powiedział obrzydzony ML.– Żaden Czarny Charakter tak nie postępował, to nie jest stylowe. Brak jakiejkolwiek w tym tradycji.

Zapadła niezręczna cisza. Po chwili namysłu Pan Zła dodał:

-Zaraz tu wejdzie Przydupas i powie, że udało się pokonać Dobrego.

-Tak się nie stanie.

-Dlaczego?– zdziwił się.

-Bo takie jest prawo opowieści, w której Dobro walczy ze Złem. Zło zawsze przegrywa.

-Wcale nie!- krzyknął Mroczny Lord.

Odwrócił się od prawnika i strzelił tak zwanego focha. Przybysz dał sobie spokój.

***

-Nie wiem, co robić. Wysyłałem na DB demony, upiory, bandytów, skrytobójców, kiboli, a nawet tą sarnę z kreskówki Bisneya. Nic nie pomogło– żalił się przez telefon Pan Zła.

Siedział w swojej mrocznej sali i korzystał z darmowych minut.

-Synuś nie zamartwiaj się. Pamiętaj, że jesteśmy z tatą z ciebie tacy dumni…

-Dzięki mamo.

-Ale jak sobie nie poradzisz, to cię wydziedziczymy. Kto by pomyślał, że mój syn będzie taką ciamajdą. Ja w twoim wieku jadałam takich herosów na śniadanie. Co za wstyd.

-Ale mamo…

-Nie aluj mi tu. Wiesz ile mnie kosztowała twoja mroczna edukacja? Wiesz jak twoje porażki zabolały dziadków? Co ojciec powie, gdy się dowie? A sąsiedzi? Zapomnij o prezencie urodzinowym. Weź się do roboty. Ja w twoim wieku…

-Mamo, wjeżdżam do tunelu… tracę sygnał… zadrrr…nie…prut…

Odłożył słuchawkę. Westchnął pełen ulgi, że udało się rozmowę tak sprawnie zakończyć. Bardzo przydawała się sztuczka Przydupasa. Wtem karzeł we własnej osobie wbiegł do komnaty. Rzucił się Lordowi na szyję.

-Panie, Panie! Udało się! Bohater nie żyje! Wpadł do kadzi pełnej budyniu. Utopił się!- krzyknął sługus obryzgując Władcę śliną.

-BUCHA CHA CHA!- Mroczny zaśmiał się triumfalnie i porwał kurdupla do tańca.

-Nie znaleziono ciała, ale na pewno zginął.

Coś tu śmierdziało Złemu, bynajmniej nie Przydupas.

***

Forteca Ciemności była szturmowana przez Armię Inicjalną Dobrego Sojuszu (AIDS), Pozytywnych i Sprawiedliwych (PiS), Pozytywną Obronę (PO) oraz Potężny Zjazd Praworządnego Narodu (PZPN). Wszystkie siły dobra się zjednoczyły. Bohater przeżył, zorganizował rebelię dzięki swojej dziewczynie. Nawet śmierć Mentora nie pomogła wygrać Złemu. Teraz Mrocznu Lord pozostał sam w swojej komnacie, bez żadnej drogi ucieczki. W akcie desperacji wysłuchiwał ostatniej lekcji Zaurona.

-Lekcja nr 1000: Zakończenie– oznajmił głos ze słuchawek.– Jeśli dotarłeś aż tutaj, to oznacza, że jesteś prawdziwym Weteranem Zła. Brawo! Dobra… znaczy się zła robota. Teraz poznasz największy sekret. Gdybyś go poznał na początku, to nie kupiłbyś mojej płyty. Pomagałbyś staruszką przechodzić przez ulicę, a nie uganiał się za mrocznymi ideałami. Zło zawsze przegrywa. Co byś nie robił, dobro zwycięży. Prędzej czy później. My źli istniejemy po to, aby dobrzy nas pokonali. Ja przegrałem. Ciebie też to czeka.

Zły był wstrząśnięty. Wszystko na marne? I tak przegra?

-Nie, to nie może być prawda! Czemu to my mamy przegrywać?! Nie pozwolę na to!- krzyknął.– Mam jeszcze trochę czasu. Skoro tradycyjne metody zawiodły, to pokonam DB po swojemu.

***

DB otworzył wrota do ostatniej komnaty Złego. Był uzbrojony w Legendarny Miecz, który znalazł między wątrobą, a jelitem Arcydemona z Arcypiekła. Orężem tym pokonał niezliczonych wrogów, zdobył dzięki temu dużo doświadczenia. Władał zaklęciami, którymi przełamał mroczne klątwy. Miał Zbroję Swego Mentora, która chroniła go przed najsprytniejszymi i najsilniejszymi atakami. Myślał, że był przygotowany na każdą ewentualność. Okazało się, iż nie do końca.

Komnata nie była mroczną salą z tronem z kości pokonanych wrogów. To było pomieszczenie z wielkimi oknami, wpuszczające dużo światła. Ściany były pomalowane na wszystkie kolory tęczy. Miękki, puchowy dywan pokrywał twardą podłogę. Po nim chodziły spokojnie słodkie króliczki. DB musiał przymknąć oczy przyzwyczajone do mrocznych pomieszczeń. Niemal je zamknął, gdy pojawiło się coś, co wręcz emanowało kolorami. Na srebrnym jednorożcu podjechał Mroczny Lord. Mroczny to nie najlepsze określenie. To był raczej Tęczowy Lord. Miał delikatną, aksamitną szatę prezentującą wszystkie barwy znane człowiekowi. Jego twarz zdobiły girlandy złotych włosów, gładka skóra i szeroki uśmiech. Przybysz zeskoczył zgrabnie ze swojego wierzchowca.

-Witaj bohaterze– oznajmił jeździec miłym głosem przywodzącym na myśl śpiew aniołów.

-Eeee– spojrzał tępo DB.– Czy to ty jesteś Mrocznym Lordem?

-Kiedyś tak. Ha, ha.– zaśmiał się melodyjnie.– Twe niespotykane męstwo i dobro zainspirowało mnie do zejścia ze ścieżki zła– na wspomnienie dawnych dni na twarzy odmienionego zagościł smutek, ale zaraz ustąpił radości.– Postanowiłem poświęcić moje życie czynieniu dobru. Mażę o pokoju na świecie– w jego oczach pojawiły się łzy.

-Acha.

Dobry zaczął przetrawiać nowo zdobyte dane. Myślał, że dojdzie do finałowej walki, a nie do… tego czegoś. Jego idol, Król, Który Powraca w Powrocie Króla nie miał takich cyrków.

-Ten… tego… Mroczny Lordzie…-zaczął DB.

-Nie. Mroczny Lord, tak mnie dawniej zwano…– zawiesił na moment głos dla lepszego efektu.– Teraz zwiem się Kolorowy Lord, dla przyjaciół Koral.

-No dobra. Karolu…

-Koralu.

-Panie K., co robimy?

-Nie jestem zły, więc walka straciła sens. Proponuję pójść na pizze, albo kebaba. Ja stawiam.

Wtedy DB uświadomił sobie niezwykłą prawdę. Coś nie do pomyślenia. Dawny Mroczny Władca jest esencją dobra. Jest nawet bardziej dobry od niego. DB nigdy nikomu nie proponował postawienia pizzy. Bardzo go to zakłopotało.

-Czy coś ciebie smuci DB? Mogę jakoś pomóc?

Do tego jest troskliwy. Niespodziewanie bohater zwinął się w kłębek zaczął płakać. Sytuacja go przerosła.

-No spokojnie, nic się nie stało– pocieszał Koral.– Możesz czuć się zagubiony. Proponuję kompromis. Jako, że jestem dobry, to mógłbym rządzić całym światem, a ty zamieszkałbyś sobie na wsi, bez żadnej presji wynikającej z twojej pozycji.

DB przerwał płacz. Spojrzał na dawnego wroga wielkimi oczyma.

-Naprawdę? Obiecaj, że będziesz troskliwym władcą.

-Słowo harcerza– przyrzekł.

DB nie musiał wiedzieć, iż Koral nigdy nie miał styczności z tą tajemną organizacją. Dla pewności skrzyżował palce. Takie połączenie anulowało każdą obietnice.

-To super. Cieszę się, że przeszedłeś na jasną stronę. Dam znać innym DB, żeby przekazali tobie władzę. Nadejdą lata pokoju i miłości…

Bohater znowu się popłakał, tym razem ze szczęścia.

Koral uświadomił sobie najważniejsze prawo literatury. No, może mniej ważne od „Dobro zawsze zwycięża”. Brzmi ono następująco: „Dobrzy bohaterowie są strasznie naiwni”. Trzeba to wykorzystać.

Wszyscy żyli długo i szczęśliwie. Raczej, może, chyba, już sam nie wiem.

Koniec, zbieżność nazwisk jest przypadkowa. Prawie przypadkowa.

Koniec

Komentarze

BUAHA HA HA!!!

Myślę, że w Grafomanię 2012 ten tekst wpasowuje się idealnie. ; D

Tym bardziej, drogi autorze, chciałabym przeczytać tekst, w którym piszesz nie-grafomańsko, a na serio (nawet jeśli z poczuciem humoru). ; )

Dziękuję za umilenie mi sobotniego wieczoru. ^.^

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Proszę bardzo, polecam się na przyszłość ; )

Dawno nie czytałam tak zabawnego tekstu. Też czekam na więcej, uśmiałam się jak nigdy;))

No cudowne to dziełko. Już słuchawki na początku są ekstra (każdy mroczny lord powinien mieć odtwarzacz XD), a mniej więcej od wyciągania hełmu z tronu jedziesz już po całości :D No i ta scena... "Mroczny Lord rozbeczał się na całego tak, że łzy leciały mu ciurkiem przez wszystkie szpary w hełmie". Brak mi słów ^_^

Zapraszam na stronę autorską: www.facebook.com/LadyWrites - Anna Szumacher

Zabawny ten tekścik. Taki idealnie naiwny ; )

To się dopiero nazywa esencja mroku^^ Tekst powala, bardzo zabwny. jak się okazuje Mroczny Lord okazał się mądrzejszy niż można by przypuszczać i wcale nie był takim nieudacznikiem. Może jednak dostanie prezent na urodziny^^

Sympatyczny tekścik. Już pomysł na audiokurs na mrocznego lorda świetny, a potem robi się jeszcze ciekawiej. I DB wycyckany bez pudła!

Babska logika rządzi!

Aż mi się nie chce dowierzać, że przepełniona miłością do Grafomanii ominęło mnie opowiadanie o Mrocznym Lordzie, z którego naukę mogliby brać wszyscy z Grafomanią mierzący się później i biorący za bary, bo jest to nadzwyczaj dobrze pomyślany zamysł i należycie odzwierciedlony w napisaniu. I cieszę się, że nie obeszło się bez osobnika, który przy­brał po­zy­cje bo­jo­wą ninji z za­par­ciem. ;D

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Nowa Fantastyka