- Opowiadanie: RogerRedeye - [GRAFOMANIA 2012] - Nighthawke. Częsć 1.Rozdzial 2.Nighthawke i zbój Carvera.

[GRAFOMANIA 2012] - Nighthawke. Częsć 1.Rozdzial 2.Nighthawke i zbój Carvera.

Niestety, w żadnej części tej niedokończonej sagi nie zdążyłem opisać użycia przez dzielnego i szlachetnego Nighthawkea  pistoletu dillinger, sorry, derringer. Niechże wiec chociaż zdjęcie tej miniaturowej broni posłuży jako ilustracja, aby czytelnik wiedział, co nasz bohater nosił pod czarną jak najczarniejsza sadza w czarnym kominie kurtce. Zauważmy, ze okładziny kolby, niestety, nie są  czarne... Nighthawke, jak mówi tradycja, posługiwał się jednak derringerem, sorry, dillingerem   dwu - lufowym.   

Dyżurni:

ocha, bohdan, domek

Oceny

[GRAFOMANIA 2012] - Nighthawke. Częsć 1.Rozdzial 2.Nighthawke i zbój Carvera.

http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/e/e3/John_Wilkes_Booths_Deringer.jpg

 

Nighthawke ciągle szukał bardzo podłego zbója, który nazywał się Al Ferris i jego łotrów, którzy zabili jego rodziców i dziewczynę, która miała na imię Jane i którą Nighthawke bardzo kochał od najmłodszych lat i z którą bardzo chciał się ożenić i w związku z tym poprzysiągł sobie, że się pomści. Czynił prawo tam, gdzie było bezprawie i ludzie go bardzo szanowali za to i bardzo kochali. I pewnego razu, kiedy ciągle szukał Ala Ferrisa i jego łotrów w ich poszukiwaniu przyjechał do takiej małej wioski, która była bardzo mała i bardzo smutna. I wyszedł na jego spotkanie taki staruszek, tez bardzo smutny i zdjął kapelusz, który miał na głowie, bo chciał przywitać Nighthawkea.

– Dlaczego jesteście tacy smutni? – zapytał Nighthawke, który zobaczył, że staruszek jest bardzo smutny.

– Bo przyjeżdża do nas ciągle ze swoimi łotrami zbój, który nazywa się Carvera i zabiera nam wszystk0, co mamy – odpowiedział smutny staruszek, który przywitał Nighhawkea.

– Dlaczego ich nie zabijecie? – zapytał Nighthawke, który rozmawiał ze staruszkiem.

– Bo tych łotrów jest siedmiu i są bardzo dobrze uzbrojeni i bardzo dobrze władają swoją bronią, a my nie mamy broni, bo ten okropny zbój, która nazywa się Carvera, zabiera nam wszystko, co mamy – odpowiedział smutny staruszek.

– Rozprawię się z tymi łotrami – powiedział Nighthawke i zsiadł ze swojego konia Dillingera, który był mu teraz niepotrzebny.

– Oni właśnie już jadą – powiedział smutny staruszek i uciekł;, bo bardzo bał się o swoje życie.

I Nighthawke, który miał bardzo bystry wzrok swoim bardzo bystrym wzrokiem zobaczył, że do wioski przyjechało siedmiu ludzi, którzy od razu wyglądali jak podle łotry. A to było widać po tym, że jeden miał okropna brodę, drugi był całkiem łysy, a trzeci nawet był dobrze ubrany, ale ciągle łapał muchy i jak złapał trzy na raz, to się bardzo cieszył i zgniecione rzucał na ziemię. Nighthawke też nie lubił much, ale tak by nigdy nie zrobił, bo szanował każde życie, chyba że to był jakiś podły zbój, to wtedy było co innego.

– Odjedzcie i zostawcie te małą wioskę w spokoju – powiedział Nighthawke, który był bardzo szlachetny i chciał ostrzec tych zbójów, których w ogóle nie znal i którzy mogli zacząć szanować prawo.

– Handlujesz ołowiem? – zapytał się jeden z nich Nighthawkea i wtedy Nighthawke, który nie rozumiał, o co pyta ten podły zbój zrozumiał, że są oni bardzo podstępni i chcą zbić go w tropy i odwracają jego uwagę, żeby go zabić, więc do był rękojeście swoich rewolwerów.

I zaczęła się straszna walka. Ci bandyci, których było siedmiu strzelali bardzo szybko, ale Nighthawke strzelał jeszcze szybciej i jeszcze bardziej celnie, bo zawsze stosował taką zasadę, że jak strzelał ze swoich niezawodnych czterdziestek piątek, to liczył sobie raz, dwa, trzy, cztery i podnosił broń, ciągnął za kurek, celował bardzo celnie i naciskał spust i w ten sposób za każdym strzałem zabijał jednego podłego łotra, aż zabił ich wszystkich siedmiu. Wtedy wyszedł ten smutny staruszek i inni mieszkańcy wioski, i powiedział, że ten łotr z brodą to właśnie jest Carvera, który był okropnym zbójem i policzyli wszystkich innych martwych zbójów, których było sześciu wiec razem było ich siedmiu. Mieszkańcy tej małej wioski bardzo dziękowali Nighthawkeowi i chcieli, żeby Nighthawke pozostał w wiosce i się nimi bardzo opiekował, ale Nighthawke nie mógł tego zrobić, bo musiał ścigać Ala Ferrisa i jego podłych łotrów i robić prawo tam, gdzie było bezprawie, więc musiał odjechać.

I odjechał zwalczać bezprawie i robić prawo tam, gdzie było bezprawie, ale nie wiedział o tym, ze ten biedny staruszek włożył po kryjomu do juków Dillingera sto pięćdziesiąt złotych dolarów, z których każdy ważył piętnaście złotych uncji i miał wybite oblicze prezydenta Stanów Zjednoczonych, a staruszek zrobił tak dlatego, że mieszkańcy wioski chcieli się od wdzięczyć Nighthawkeowi za to co zrobił i pomóc mu w walce z bezprawiem, mimo tego, że byli bardzo biedni, a także po to, żeby mógł sobie kupić jeszcze lepszą broń i być lepiej uzbrojony, i powiedzieli mu jeszcze, że będą się za niego zawsze modlić w małym i bardzo biednym wiejskim kościele w ich wiosce, w którym był tylko jeden dzwon i jeden ołtaż, bo jest bardzo dobrym człowiekiem i wyzwolił ich od okropnego zbója Carvery i jego podłych łotrów, których razem było siedmiu, i powiedzieli, że zawsze może powrócić do ich wioski wraz z koniem Dillingerem, co Nighthawkea bardzo ucieszyło, bo wiedział teraz, że ma bardzo dobrych przyjaciół.

 

Koniec

Komentarze

Niestety, pełny tytuł tego rozdziału nie chcial się zmieścić, więc musiałem go skrócić. Szkoda... Wszelkie podoebieństwa do filmu " Siedmiu wspaniałych" są nie -- zamierzone.

Wiesz, co mnie najbardziej przeraża? To, że czasem można tu znaleźć teksty jeszcze gorsze od powyższego. Widać, że się starałeś, co należy docenić, ale do prawdziwej grafomanii jeszcze Ci trochę brakuje. Ukłony. ;)

Świętomirze, gradomania polega między innymi na tym, co slusznie zauważył w którymś z wątków  Eferelin Rand, że pisze się poważnie i stara się, aby efekt pisania wypadł jak najlepiej... Wcale niewykluczone, a nawet bardzo prawdopodobne,  że ktoś kiedyś mógl obejrzeć " Siedmiu wspaniałych " jednym okiem i "jednym uchem". trochę zapamiętac, a trochę nie, a potem wykorzystać zapamiętane motywy do swojej "twórczości" w sposób pomieszany i poplątany. Jedyną koncesją, ktorą uczynilem w stosunku do Czytelnika, byl w miarę sensowny podzial na akapity, żeby w ogóle można było to "dzieło" przeczytać...
Pozdrawiam.

"Bardzo dobry tekst ^^ W ogóle cała saga o "Nighthawke" przypomina mi troszkę Mroczną Wieżę Kinga - porównanie na wyrost, ale główny bohater ma coś z Rolanda ;) Może warto byłoby się zastanowić, żeby kontynuować ową serię nawet po zakończeniu konkursu, jako swoistą odskocznię od "normalnych" tekstów? Choć nie wiem, czy pisanie czegoś takiego można nazwać przyjemnością, czy raczej wyzwaniem.
Pozdrawiam

Dzięki, Clod, za komentarz. Raczej jednak nie będę kontynuoal sagi (?) o " Nightkawkeu" , bo zaczęlo mnie to wciągać... Nie jest to dobry objaw. Cieszy mnie, że podobały się moje grafomańskie wypociny.
Pozdrawiam. 

ale jak to "nie będę kontynuował"...? jestem niepocieszona. Uwielbiam tę sagę. I te cudownie długie, powtarzające wszystko w kółko zdania, które są mistrzostwem świata. 

"...przyjechał do takiej małej wioski, która była bardzo mała i bardzo smutna. I wyszedł na jego spotkanie taki staruszek, tez bardzo smutny i zdjął kapelusz, który miał na głowie, bo chciał przywitać Nighthawkea.
-- Dlaczego jesteście tacy smutni? - zapytał Nighthawke, który zobaczył, że staruszek jest bardzo smutny." - moje ulubione :D

Roger, brawo :D

it's time for war, it's time for blood, it's time for TEA

Dzięki, Aubrey, za bardzo przyjemny dla mnie komentarz, ale na razie nie... Nighthawke zamienil się w poważnego bohatera o nazwisku John Stuart, byłego żołnierza konfederatów, dwukrotnego szeryfa, jadącego nad Rio Pecos i  zatrzymującego się na dwa dni w miastezku White Creek. Miasteczko wzięlo nazwę od potoku, pełnego bialych kamieni. Stuart napotyka tam coś bardzo dziwnego... Oczywiście, też Dziki Zachód.
Chcę skończyć opowiadanie "White Creek" ( oczywiście unikając dlugich zdań).Nie wiem, jak mi to wyjdzie. Może wtedy  napiszę jeszcze coś z tej "sagi", na przykląd story o Nighthawkeu i wodzu  Apaczów, Błyskajacym Piorunie i jego koniu, noszącym nazwę Huczący Grzmot. 
Pozdrawiam serdecznie.  

Tym razem zdania powtarzające w kółko te same informacji nie tylko nie śmieszyły, ale nawet irytowały. Może to oznacza, że zbliżyłeś się do naturalnego ideału? ;-)

Babska logika rządzi!

Znów udanie opisałeś kolejną potyczkę dzielnego zwalczacza zła czyniącego dobro za pomocą użycia swoich wiernych broni. I nie dziwota, że nie przystanął na zaproponowanie zostania we wioseczce, no bo przecież miał on swój cel wytknięty i musiał do niego dążyć. I mam mniemanie że zdążył. ;-)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Tak przy okazji okazało się, że saga o Nighthawkeu – pisownia nazwiska wzięta z tej sagi – przyczyniła się do napisania drugiego i ostatniego mojego westernu. Bo tak obie pomyślałem, że pewne nazwiska z “Siedmiu wspaniałych”, a nie tylko, można inaczej wykorzystać.

No i napisałem coś mocno długiego, a właściwie rozwinąłem. Strzeliłem przy okazji głupstwo, bo  jednak trzeba było to opowiadanie publikować na starym portalu, a nie na nowym, gdzie mało kto wtedy zaglądał.

Link dla zainteresowanych czytelników – http://www.fantastyka.pl/opowiadania/pokaz/66842560

Nowa Fantastyka