- Opowiadanie: Tenuv - Jak pewna elfka i smok do urbanizacji się przyczynili (GRAFOMANIA 2012)

Jak pewna elfka i smok do urbanizacji się przyczynili (GRAFOMANIA 2012)

Dyżurni:

ocha, bohdan, domek

Oceny

Jak pewna elfka i smok do urbanizacji się przyczynili (GRAFOMANIA 2012)

Dawno temu, gdy lasy, porastając połacie ziemi, rosły na jej większości, rosła tam też puszcza. Była zwana Puszczą Elfów, bo żyły tam elfy. Tak więc, w niej, w tej puszczy, ale tej Elfów, żyła sobie pewna elfka, której imię było Kaniis. Była elfką, lecz elfy żyły tak idealnie, że nie cierpiały i żyły w wiecznym szczęściu i braku cierpienia, w tańcach, ucztach (wegetariańskich, bo elfy to wegetarianie) i w ogóle w szczęściu. No i ta Kaniis miała tego szczęścia dosyć, przesłodziło jej się i, mając tego dosyć, uciekła do świata ludzi, których te elfy nazywały "barbarzyńcami", to był taki stereotyp, bo elfy kiedyś uczyły nas dużo rzeczy, ale my wszystko przekręciliśmy, żeby się zabijać wzajemnie, więc one zamknęły się w sobie, w swojej puszczy, za magiczną barierą. No i postanowiła wędrować, żeby doświadczyć czegoś autentycznego, nie tylko szczęścia. No i, gdy tak wędrowała, do dowędrowała do wioski, gdzie bły pogorzeliska, ale trochę już odbudowane, bo wieśniacy przeżyli i odbudowywali się powoli. Widziała ból i rozpacz, coś, czego nie znała, więc nie wiedziała, co to.

 

– Przepraszam – podszedła do jednego chłopa, zasłoniętego przez stos siana, który niósł, żeby pokryć dach, który się spalił.– Co tu się stało?

– Panienka to nie widzi? – zdziwił się. – Wioskę nam spalili, ot, co. Żonę moją porwali, dzieci sąsiadowi wybili…

– To znaczy, zabili je? Na śmierć?

– No, a co ja mówię?

– Czyli, że nie żyją? Och, straszne… A pana żona?

– Oddali ją zaraz, bo wytrzymać nie mogli jej ględzenia.

– Cóż… To dobrze.

– Może i. Teraz to ja słuchać tego muszę.

– Ale kto to wam zrobił?

– No, oddali ją ci sami, co porwali.

– Chodzi mi o spalenie wioski.

– A, to… Rycerze z Imiit sąsiedniego. Spalili, zabrali, co tylko sprzedać można i uciekli – splunął na ziemię. – Tchórze. A my już widły bralim…

– A gdzie uciekli?

– Do Imiit zapewne, jeśli się nie mylę.

– Ale tak konkretniej? Jakieś miejsce?

– Ich garnizon pono w Retin stacjonuje, mieście w Imiit. Trzy dni temu to było, a tam konno pięć około się jedzie, więc jeszcze pewnie nie dojechali.

– A w którą to stronę?

– Na północ.

– Dobrze – odparła z wściekłością, rozgniewana, bo ci rycerze źle zrobili, że gnębili chłopów.– Idę was pomścić – ruszyła.

– Panienko! – zawołał i ona stanęła.– Tam jest południe. I jeszcze jedno. Zawsze to biedni chłopi, czyli my, proszą o pomszczenie. A wspaniałomyślny bohater się zgadza.

– To trzeba wszystko od nowa… – załamała się i swoje ręce.

– Odpuśćmy. To tak na przyszłość, jakby ratowanie świata przed złem weszło panience w krew.

– Dobrze zatem – ruszyła na wschód.

– Północ jest tam – wskazał ręką, się załamawszy. Je też. Ręce.

– Ach, więc ruszam – rzekła, po czym ruszyła.

Tak oto zaczęła się wielka przygoda elfki, co to dopiero opuściła swoje miasto w lesie i już ruszyła, pomścić biednych, gnębionych chłopów i uwolnić ich od Zła wielkiego (temu z dużej litery). Więc ruszyła na tą północ, ale wioska była ciepła, więc ta północ nie była zimna, bo ona by zamarzła, biedna, bo była za cieńko ubrana. Dotarła do Retin. Retin było wielkim miastem, z dużo ludzi i wielkim targiem na środku, na którym sprzedawano wszystko. Broń, zbroje, amulety, magiczne akcesoria… No, to, co w grach RPG. No i tam poszła, bo chciała coś kupić. Okazało się, że do tego potrzebuje pieniędzy, pytała więc o jakiś quest poboczny, albo co, żeby je zarobić. No i odesłano ją do burmistrza, który był stary i gruby.

– Mamy coś – powiedział. – Za miastem, na wschodzie, mieszka smok, który gnębi je i pali, trzeba by go ubić. To trudne zadanie, bo on zionie ogniem i jest silny. Podejmuje się panienka?

– Nie mam wyboru. Biorę to zadanie.

– Ale mamy też łatwiejsze.

– Biorę to.

– Więc dobrze. Życzę powodzenia – odprowadził ją do drzwi. Gdy wyszła, zatarł ręce, uśmiechając się dziwnie.

No i ruszyła na wschód, to znaczy najpierw na zachód, ale potem na wschód, bo się jednak zorientowała, że to zachód, nie wschód. No i doszła do tej jaskini, gdzie mieszkał smok.

– Przepraszam – zawołała, nie chcąc być niegrzeczna. Co innego zabić kogoś, a co innego być źle wychowanym. Jak zabijać, to z kulturą. – Panie Smoku, mogę wejść?

– Chwila! – usłyszała z jaskini. Po chwili wyszedł z niej smok ogromny, długi na ponad 10 metrów i w połowie tak wysoki (jaskinia była duża). Miał, jak to u smoka, wielkie kły, ostre zęby i kolce nagrzbiecie. Pokrywała go różowa łuska. Tak,wściekle, odblaskowo RÓŻOWA.– Słucham?

– Więc, od czego zacząć… No, mam pana zabić.

– A to dlaczego? – zdziwił się. – Kto panience to kazał?

– Bo napada pan na miasto i je pali.

– Kto panience powiedział te bzdury? – pokręcił łbem. – Tutaj lasów pełno, pod dostatkiem zwierzyny, to dlaczego miałbym napadać na miasto? Poza tym… Mam pewne kompleksy.

– Ale jakie?

– Kolor łusek, to chyba widać. Kiedyś im się pokazałem, to zaczęli się śmiać.

– Mi się podoba – wzruszyła ramionami. – Lubię różowy. Jest taki słodki…

– Ale ja jestem smokiem.

– I? – znowu wzruszyła.

– Smok nie może być słodki, to wstyd i obraza. Nikt się mnie nie boi.

– Ach, o to chodzi… Cóż, ludzie nie muszą się ciebie bać. Mogą cię lubić.

– Hmm… – podrapał się pazurem po głowie. – To dobry pomysł. Ale jak to zrobić?

– Mam pomysł – uśmiechnęła się. – W ogóle, to czemu chcą cię zabić?

– Kiedyś w tej jaskini odkryli rudę złota, ale okazało się, że ja tu mieszkam. Nie pozwolę, żeby zniszczyli mój dom, więc ich przegoniłem, ziejąc ogniem – uniósł pazur wskazujący. – Ale uważałem, żeby nikogo nie spalić. Ziałem wysoko nad ich głowami. Nie lubię zabijać, jak nie muszę…

– Rozumiem… Dobrze. Akurat mam zadanie od chłopów, których wioskę spalili rycerze z tego miasta, mam się ich pozbyć.

– A co ci zrobili ci chłopi?

– Nie chłopów, rycerzy. Rozumiesz?

– Ach, tak… To dobry pomysł – podał jej łapę. – Jestem Hierv.

– Miło mi – chwyciła dłonią jego pazur. – Kiniis.

Tak więc ruszyli i zlikwidowali Zło, które pierzchało przed nimi. Okazało się, że nie ma znaczenia, czy smok jest różowy, czy nie – zionie ogniem tak samo. I, po zlikwidowaniu Zła, wrócili do wioski (ona tak, on nie wrócił, bo był pierwszy raz), z której chłopi byli im wdzięczny. Zamieszkali w wiosce, a Hierv bronił wioski przed różnymi Złami, mniejszymi i większymi. No, a, bo smoki są nieśmiertelne, elfy też, to ta wioska pod ochroną smoka, w końcu już nie była wioską, tylko bogatą i spokojną osadą. Bo rozwinęła się turystyka, bo wszyscy przychodzili oglądać elfkę i różowego smoka, bo tylko on był różowy, żaden inny smok. No i postawiono im pomnik (bohaterom, nie turystom) i żyli długo i szczęśliwie. I różowość smoka przyczyniła się do wzrostu znaczenia wioski, która była potem miastem. I potem się zaczęła urbanizacja, która nie niszczyła środowiska, bo elfka nauczyła ludzi, jak współżyć z naturą i czerpać z tego korzyści, co umiały elfy. I to też była atrakcja turystyczna, bo w żadnym innym mieście tak nie było. I ludzie zewsząd migrowali do tego miasta, bo tam powietrze było czyściejsze, a ludzie przyjaźniejsi i się lepiej żyło, bo łatwiej i zdrowiej, ekologiczniej.

 

Koniec

Komentarze

W sumie, takie pisanie to niezła zabawa:) Tylko, że nie można tak pisać za dużo, bo to potem wchodzi w krew i człowiekowi trudno jest odwyknąc od takiego pisania i potem ciągle tak pisze... No, właśnie;)

Inspirowałem się historią pewnej elfki, bohaterki jednej z powieści z cyklu, który piszę:) Mając dosyć wiecznego szczęścia i życia w izolacji tylko z przedstawicielami własnej rasy, zapragnęła poznać świat, co na początku nie było dla niej łatwe, raczej wiązało się z szokiem, z którego otrząsnęła się po długim czasie... 

Oczywiście, tą historię opiszę już normalnie:)

No, gościu, wy romb ista historia! To nie fer, że różowy smok był tylko jeden. Rusz jest super i powinno być ich więcej.

Babska logika rządzi!

Aż się za głowę złapałam w zdumieniu, że taka fajna opowieść a tu nikt o niej nie wie. Pomysł miałeś doskonały, żeby elfkę w świat wyprawić żeby ze smokiem mieć do czynienia a na koniec chłopom dobrze zrobić, żeby im się żyło dostatnio i w zgodzie z naturą. ;-)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Nowa Fantastyka