- Opowiadanie: Krustis - Taki nasz los

Taki nasz los

Dyżurni:

brak

Oceny

Taki nasz los

Tłustym blaskiem świec i światłem księżyca,

Który patrzy z oddali, mogę cieszyć oczy,

Które dawno nie widzą. Krakaniem skrzydlatych

I grzmotem wodospadu mogę pieścić uszy,

Które dawno nie słyszą. Zapachem jej ciała,

Smakiem i dotykiem ust mogę sycić zmysły,

Które mi odebrano.

***

Już dawno ucichł walc setek tańczących par,

Zgasły kryształowe żyrandole

I ostatni przyjaciele

Wynieśli się w porę.

Zostało tylko tych dwoje:

On – skała i ona z wiecznym niepokojem.

 

W oknach mych witraże, w jej sercu czarny płomień.

Za każdym razem, gdy tu wchodzi, w żalu tonie.

Mówią mi o tym łzy, płynące po jej twarzy.

Okropne srebrne krople, które głośno krzyczą,

Że nic lepszego w życiu już się nie przydarzy,

Że nie zostało w nim nic ponad samą nicość.

Dosyć tego, wystarczy. Pani łzy ociera,

Na powrót twarz przesłania swym wdowim welonem.

 

To, co z dawna nie żyje, cierpieć nie może  –

Mawiali kiedyś mędrcy o zmarłej osobie,

Aby pocieszyć bliskich pogrążonych w żałobie.

Nie znaleźli słów, by wytłumaczyć to,

Co stało się tu, gdy wypełnił się los.

 

Pani zdąża ku centrum, spogląda przed siebie,

Na katafalku ciało, niewzruszone, pewne.

To jest jej ukochany.

 

Dawniej przebywali razem u mnie w gościnie.

Na wieży, w lochach i w skarbcu

Składali sobie przyrzeczenie:

Że odtąd na zawsze.

W księżycowym blasku,

W błyskawicy błysku

Przysięgali we mnie – zamczysku:

Że więcej już nigdy.

I tak słuchałem, nic nie rozumiejąc.

Słuchałem słów, serc i wahań;

Widać poznali się wcześniej

I wtedy spotkali po latach.

 

Jedynie zmienność jest niezmienna,

Więc nie mogli wiecznie trwać

W swych miłosnych uniesieniach.

I nadszedł dzień,

Sam pojąć tego nie mogę,

Że Pan zmarł, kto temu winien

– ja nie powiem.

 

Pani chcąc mu wrócić życie,

Oddała ciało i duszę.

Spędzała bolesne noce

Z szarlatanem i z prorokiem.

Wiedźmę obsypała złotem.

„– Na wieki zostanie taki,

Jakby dziś zrobić mu portret,

Jak gdyby życia nie stracił”

– mówiła szybko kobieta,

Myśląc o monetach.

 

Pani o łaskę prosiła

Boga, Syna i szatana.

Niczego to jednak nie dało.

Była sama.

 

Ta sala wysoka,

Te płomienie rozedrgane;

Wszystko jakby okalało ogromną ranę.

To wszystko świadectwem miłości tych dwojga.

 

Pani nie zwleka, wie, że zegar tyka.

Podchodzi do Pana, by się przywitać.

I pisze mu list, aby zaraz przeczytać

Pamięta, jakie wiersze pisał jej za życia.

Najdroższy!

Moje pióro nigdy nie było lekkie,

A już na pewno nie tak, jak Twoje.

Czekam i lekko już się niepokoję.

Może, gdy cię pocałuję,

Może wtedy, może wreszcie…

 

I tak od lat składa wargi pomarszczone

Na ustach wciąż młodego Pana.

Na ustach…

Pocałunek

Jak z lustrem

Jak z lustra

***

Czytam jej listy, słucham jej głosu,

Odpowiedzieć – nie sposób.

Głos mój jak wołanie spod ziemi

Nie ma, nie ma dla nas nadziei.

Nie mogę się zbudzić,

Nie mogę się zabić.

Przywiązany jestem do tego miejsca,

Tak, jakbym miał tu szukać swego szczęścia.

Ona jest jedynym sensem.

Tylko dla niej jestem jeszcze.

Nie mogę się doczekać, aż do mnie dołączy.

Wtedy nasza udręka nareszcie się skończy.

 

 

Koniec

Komentarze

Mi się podoba, mogłeś wcześniej opublikować - konkurs już się kończy powoli ;/

Dziwna forma. Takie sobie, rym-cym-cym tu jest rym, tam nie-rym.

Ciekawe.

Gdybym się choć trochę znała na poezji, mogłabym napisać bardziej wartościowy komentarz… :-/

Babska logika rządzi!

Mam wrażenie, że wiersz miałby się lepiej, gdyby został zupełnie pozbawiony nielicznych, nie najlepszych rymów.

Treść nie poruszyła mnie, niestety.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Nowa Fantastyka