- Opowiadanie: fomalhaut_b - Wielki Humanistyczny Zderzacz Hadronów - Kolidowanie Drugie

Wielki Humanistyczny Zderzacz Hadronów - Kolidowanie Drugie

Dyżurni:

ocha, domek, syf.

Biblioteka:

Finkla

Oceny

Wielki Humanistyczny Zderzacz Hadronów - Kolidowanie Drugie

 

 

Prof. Forbidden szedł z półprzymkniętymi oczami i myślał. Antropologia negatywna, jego dziedzina, obejmowała szeroko rozumianego człowieka i jego działania. Tyle, że poruszała tematy nieprzyjemne dla zwykłego zjadacza chleba. Ukazująca go bez upiększeń i eufemizmów. Forbidden był uodporniony na większość zagadnień, jednak i on potrzebował regeneracji. Zmierzał do gabinetu, ciesząc się z rozpalonego tam kominka i butelki whisky stojącej w barku. Mimo to nie przestawał rozważać.

Wielki Humanistyczny Zderzacz Hadronów był tajną placówką utrzymywaną przez władze Rzeczypospolitej Polskiej. Niezwykłe było, że zatrudniano tu wyłącznie humanistów i przedstawicieli nauk społecznych. Także tematy poruszane w pracy badawczej obligowały do utrzymania istnienia placówki w tajemnicy. Z prostego powodu, przeciętnemu Kowalskiemu tematy te wydawałyby się śmieszne, nieprzydatne, nie do zrealizowania lub atakujące jego tożsamość. Profesor ze śmiechem zdusił w sobie chęć cząstkowego chociażby opublikowania wyników ostatnich doświadczeń na Zderzaczu. Upublicznienia ich i podniesienia do dyskursu powszechnego.

Przed gabinetem czekała prof. Sleepery, socjolożka i rektor placówki.

– Panie profesorze, mamy nowe zadanie.

Forbidden uśmiechnął się, otworzył drzwi gabinetu.

 

Siedzieli w głębokich fotelach, sącząc whisky i rozmawiając.

…magistrem etnologii został po czterech latach nauki, później doktoryzował się, też na Uniwersytecie Jagiellońskim. I tu zaczęły się kłopoty. Mała rewolucja – socjolog upiła nieco ze szklanki – Tematem pracy doktorskiej było: „Modelowanie światopoglądu poprzez modlitwę katolicką”. A praca była rzetelna i naukowa sensu stricto. Niczego nie przemilczała. I się zaczęło…przebite opony w samochodzie, wyzwiska rzucane za plecami, otruty pies, pobicie. I cały szereg innych nieformalnych sankcji społecznych. Podobno nawet ksiądz chodzący „po kolędzie” ominął jego dom.

– Mam więc wziąć go pod moje skrzydła? – Forbidden wiedział jaka będzie odpowiedź

– Tak, oficjalnie rekomenduję jego kandydaturę jako pracownika instytutu. To młody, przenikliwy mózg o myśli nieoswojonej, że sparafrazuję klasyka. Agenci wysłani z propozycją pracy wrócili z jego zgodą.

– Dobrze, zrobię co w mojej mocy.

– Tymczasem, dostaliśmy zadanie…jak wiesz, pod Uniwersytetem Chicagowskim istnieje bliźniacza do naszej placówka. Proszą nas o powtórzenie ich doświadczenia, dosyć nietypowego, jak na Humanistyczny Zderzacz. Mamy zasymulować i odtworzyć panspermię, hipotezę przyniesienia na Ziemię życia przez ciało niebieskie, jednocześnie zawężając doświadczenie do meteorytów. Podobno w Chicago wyszło coś nie tak…

 

Profesor antropologii negatywnej dopinał ostatnie guziki doświadczenia. Wielki Humanistyczny Zderzacz Hadronów był gotów. Informatyk odpowiedzialny za komputer przetwarzający dane uniósł w górę kciuk.

– Forbidden, co więc będziemy zderzać? – Sleepery uśmiechnęła się, dobrze wiedziała że tak naprawdę ich wersja Zderzacza niczego nie kolidowała. Proces był znacznie bardziej skomplikowany. A urządzenie było wielofunkcyjne.

Profesor powiódł wzrokiem po zgromadzonym prawie w całości personelu naukowym placówki. Łącznie dwadzieścia cztery osoby z różnych dziedzin nauk o człowieku. „Nowy” miał dołączyć za dwa dni.

– Spróbujemy odtworzyć panspermię. Załadowaliśmy do Kolidera dane standardowe astrolitologi, nauki o meteorach, informacje o początkach Ziemi, ustalenia geologii, chemii, fizyki, nauk o atmosferze, et cetera, et cetera…– dokończył szybko, odbierając humanistyczną falę znudzenia od zgromadzonych.

– Zebraliśmy także sposoby pojmowania meteorów w kulturach. Starożytnych, pierwotnych, historycznych i współczesnych. W zależności od kultury meteory przypominały o istnieniu wyższego życia, były boskimi posłańcami, oznaczały narodziny, uważano je za dobry omen, oznakę boskości. Te, które dotarły na Ziemię uważano za kawałek nieba. Ostatnio, w skutek rozwoju nauki, meteory nabrały także cech apokaliptycznych. Jednak nadal budzą romantyzm wśród par spoglądających w nocne niebo.

Profesor dał znak laborantom i obrócił się ku pustemu centrum sali – Panie i panowie, zapraszam na holoprojekcję wyników.

Głos Zderzacza donośnie oznajmił: PANSPERMIA

Naukowcom ukazało się obrazowanie…

 

…Ziemia rodziła się. Warunki na niej nadal przypominały raczej piekło. Niebo było ciemne, rozjaśniane, raz po raz, smugami meteorów, atmosfera trująca, przecinana gęsto błyskawicami. Wulkany wyrzucały tony lawy i popiołu, obecność znacząc dymami aż po sam horyzont. W chaos dźwięków wkradł się przeraźliwy pisk przecinającej atmosferę planetoidy o średnicy kilkunastu kilometrów. Uderzenie wyzwoliło energię obiegającą Ziemię kilkanaście razy, ściana lawy i materii przetoczyła się wiele tysięcy kilometrów od miejsca kolizji…

 

…meteoroid wielkości piłki, zaopatrzony przez Kosmos w bakterie ekstremofilne leciał wolno, najwyżej 12 kilometrów na sekundę. I wszedł w atmosferę pod łagodnym kątem. Nie rozgrzał się za bardzo, nie eksplodował. Uderzył w spokojne jak na ówczesną Ziemię miejsce, zawierające stosunkowo dużo wody. Ekstremofile budziły się z form przetrwalnikowych…

 

Symulacja panspermii – koniec – głos Zderzacza oznajmiał – prawdopodobieństwo przedstawionego modelu zdarzeń wynosi 42,5 %.

– W sumie to niczego nowego się nie dowiedzieliśmy – stwierdziła Sleepery, gdy projekcja się skończyła – może poza wartością prawdopodobieństwa zdarzenia panspermii.

– Tak. Wyniki prześlę rano do kolegów w Chicago – zawiedziony Forbidden podszedł do głównego wyłącznika i już miał nacisnąć czerwony przycisk, gdy donośny głos Zderzacza zakomenderował:

PANSPERMIA DRUGA.

– CO???

 

…leciał z niewypowiedzianej głębi. Zmrożony przez nieopisane zimno, martwy. Bez żadnej myśli czy życia.

Należał do Perseidów, jednak ta nazwa zostanie nadana wiele tysięcy lat później. Jako pierwszy z roju wchodził w atmosferę Ziemi, jarząc, stając się częścią Kultury…

 

…spadającą gwiazdą. Dwieście tysięcy lat przed naszą erą, akurat w tym czasie, tej gromadzie ludzkiej powodziło się dobrze. Od kilku dni bytowali w nowym miejscu, w pobliżu rzeki, tuż przy jaskini. Otoczenie obfitowało w rośliny i dobry materiał na narzędzia. Niedaleko była przepaść, do której łatwo było zagonić zwierzynę, a rzeka ofiarowała swe bagna wykorzystywane w tym samym celu. W miarę przebywania w tym obozowisku gromada nabierała sił, coraz mniej czasu zabierało im stworzenie podstawowych warunków do przeżycia, coraz więcej czasu było na zachowania społeczne.

Młody mężczyzna na tle grupy wyróżniał się. Polował wyśmienicie, miewał najlepsze pomysły, narzędzia wytwarzał najtrwalsze. Był silny, wytrzymały, inteligentny. Jednak nie czuł kompletnej tożsamości z grupą. Miał wybrankę, tylko jedną, w przeciwieństwie do promiskuitycznej gromady. Wielokrotnie musiał walczyć z tego powodu.

Tego wieczoru, kiedy nadlatywał rój Perseidów, był w dobrym nastroju. Siedział przed jaskinią, przy ognisku, obok swej wybranki. Coś mu powiedziało aby otoczyć ją ramieniem. Doświadczył przyjemności, poruszony postanowił zapamiętać ten gest.

Spojrzał w gwiazdy. Gdzieś zawsze była w nim protomyśl – ciekawości. Jednak nie była w żaden sposób uzewnętrzniona. A już tym bardziej uświadomiona. Czekała na odpowiedni zbieg okoliczności.

 

Spektakl się rozpoczął.

 

Perseidy nie zawiodły, w tym roku dały popis kilkunastu tysięcy spadających gwiazd na godzinę.

Kilkanaście gromad ludzkich, rozproszonych po niecałym świecie, mających dobre, podobne warunki do opisanej podniosło głowy. U kilkunastu mężczyzn uzewnętrzniła się protociekawość. Nie przybrała konkretnej formy w mowie, cała mowa składała się zaledwie z kilkudziesięciu słów. Ale protociekawość, rozpoczęta od obserwacji Nieba rozlała się z czasem na inne obszary ówczesnej rzeczywistości.

 

W środku lasu coś przeciągle zawyło. I umilkło.

 

Nasz jaskiniowy bohater był jednym z kilkunastu. Dożył sędziwego, jak na tamtejsze warunki, wieku. Otoczony uczuciem żony i dzieci, jako przywódca potężnej grupy.

Jako pierwszy szaman, Jeden z Kilkunastu.

 

Koniec

Komentarze

Podobało się.

Mnie też się podobało. Fajnie napisane, lepiej niż to pierwsze.

Zaufaj Allahowi, ale przywiąż swojego wielbłąda.

"Otoczenie obfitowało rośliny i dobry materiał na narzędzia."  - brakuje "w".

A tak bardzo ciekawe. Pomysł na panspermię pierwsza klasa.
Pozdrawiam.

Ech, strasznie nie lubię, kiedy nie mogę znaleźć błędów do wytknięcia autorowi tekstu. Komentarz staje się wtedy taki pusty, krótki i niemrawy.

Ech...

Pozostaje tylko powiedzieć, że ten emanujący zakręconym pomysłem tekst, całkiem przypadł mi do gustu.
Oby tak dalej?

W odróżnieniu od prequela, do którego miałem sporo zarzutuów, ten tekst jest świetny. Widać, że Autor wziął sobie do serca otrzymane pod tamtym tekstem rady i wyszło mu to na zdrowie. Bardzo dobrze, oby tak dalej.

Nie byłbym jednak sobą, gdybym nie przyczepił się do historii. Otóż człowiek jaskiniowy to jest mit. Ludzie nigdy nie mieszkali w jaskiniach, ponieważ jest tam na ogół mokro, zimno i nieprzyjemnie. Jedyna zaleta jaskini to schronienie przed deszczem lub wiatrem i w przypadkau wichury lub ulewy mogły być sporadycznie wykorzystywane. W pozostałych przyapdkach lepiej już spać pod gołym niebem. Poza tym naprawdę dużo lepszym pomysłem jest zbudowanie choćby prymitywnego szałasu z gałęzi i krzaków. Zwłaszcza gdy ma się już do dyspozycji narzędzia - a 200 tys. lat temu z pewnością już z tą sytuacją mamy do czynienia.


Dziękiuję za wszystkie opinie :)

Świętomirze, masz rację, to poważne uchybienie, umknęło podczas pisania.
Poprawione.

pozdrawiam :)

O, fajny tekst. Sam tytuł bardzo frapujący, a reszta nie zawodzi. Podobało mi się.

Babska logika rządzi!

Dobry pomysł przerodził się w niezły szort.

Wykonanie mogłoby być lepsze.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Nowa Fantastyka