- Opowiadanie: uthModar - [KB021] Szatan, moja miłość

[KB021] Szatan, moja miłość

Dyżurni:

brak

Oceny

[KB021] Szatan, moja miłość

Nie będzie przedmowy, nie będzie ukłonu

 

Kto odważny, niech słucha, reszta do domu

Historia mroczna niczym skóra Murzyna

W halloweenowy wieczór się rozpoczyna

 

Wicher tnie po twarzach, ulewa szaleje

Kruki śmierć wieszczą, rating maleje

Te jakże urocze okoliczności przyrody

Natchnęły parę gothów na wypad na lody

 

Niech żadne skojarzenie tu nie zagości

Bo oboje złożyli śluby czystości

(Ich konsekwencja była gorsząca

Myli się dwa razy każdego miesiąca)

 

On niczym półbóg spowity szkarłatem

Podjechał pod bloki czerwonym Fiatem

Odrzucił przetłuszczoną, smolistą grzywkę

Poprawił na kurtce z diabłem naszywkę

 

Pogrążył się głęboko w otchłani rozpaczy

(Cokolwiek to poetyckie określenie znaczy)

Myślał o śmierci i gotyckiej kulturze

Wpatrując się bacznie w „HUJ CI W DUPE" na murze

 

Ona – prosto z bajki o księżniczce i smoku

Zeszła na dół, trzymając rękę zalotnie na boku

„Witaj", zachrypiała, „piekielny kocurze"

Księżniczka została najwidoczniej na górze

 

Ktoś kiedyś powiedział, trudno nie przyznać mu racji

Że mogła grać w Transformersach bez charakteryzacji

Sto dwadzieścia kilo wagi, pierścienie, obroże

Ksywa z forum: „Black Lady" lub „Moloch" na dworze

 

Skłonił się. „Witaj, królowo popiołów i kości"

Złożył pocałunek na ręce Jej Otyłości

„Zapraszam w podróż. Przewodnikiem Kostucha!"

I szarmancko otworzył drzwi do malucha

 

Rydwan śmierci do upadłego mknie po asflalcie

„Co dzisiaj spożyjesz na diabelskiej warcie?"

„Posilę się esencją mroku i podwójną kulą Szatana"

Czyli gałka czekoladowa i dwie o smaku banana

 

Z piskiem opon hamuje karawan zniszczenia

Przy migającym neonie „Lody u Gienia"

„Kto z nas ostatnio duszę diabłu sprzedał?"

Kto płaci za lody?, zapytał pedał

 

„Królestwo me opuściła demoniczna łaska"

Jestem spłukana, odpowiedziała grubaska.

„Dobrze, mnie za to aura mocy przeniknęła od środka"

Nie ma sprawy, wygrałem dychę w totolotka

 

Podchodzą więc raźno do sprzedawcy lodów

Roztaczając odór jak ze świeżych grobów

I stają jak wryci. „Pięć liter… Skaczesz do niego na główkę…"

Za ladą stoi diabeł, rozwiązując panoramiczną krzyżówkę

 

Padają na kolana, nie mając odwagi spojrzeć do góry

Pod ciężarem dziewczyny zatrzęsły się mury

„Prowadź nas, władco, jesteśmy twe sługi!"

„Cztery litery… Trzymasz tam pieniądze i spłacasz długi…"

 

Szatan zerknął znad pisma, uśmiechnął szeroko

Na pośladki chłopaka kieruje swe oko

„Skoroście chętni tak do pomocy

Możecie zaczerpnąć z piekielnych mocy"

 

„Chodź na zaplecze", wskazuje stanowczo na niego

„A ty, grubasku, nie zjedz mi tutaj wszystkiego"

Mijają minuty – gotha nachodzą mdłości

Nic mu nie zostało ze ślubów czystości

 

„Dzięki za wszystko", sapie później diabeł do ucha

„Udała się moja piekielna podpucha"

I ściąga maskę, i ze śmiechu się tarza

Bo pod nią się kryło oblicze lodziarza!

 

Morał z tego ważny, bardzo krótkie zdanie:

Każdy, kto wiarę pokłada w Szatanie

Kto w niego wierzy, kto jego słucha

Tego prędzej czy później Szatan wyrucha

 

Koniec

Komentarze

(...) dwoma kulami (...)
uthModarze, litości!

Ha, usprawiedliwiam się, że jeszcze przed przeczytaniem Twojego komentarza poprawiłem na "podwójną" ^^" Ale gratuluję szybkości w wychwyceniu błędu.

Mroczna skóra Murzyna?
Nie wiem, czy śmiać się, czy płakać.
Jak noszę czarną czapkę, to znaczy, że ta czapka jest mroczna?
A jak noszę białą koszulkę, to jest świetlista, jak twarz Europejczyka?
Bez sensu.

Mastiff

Hej, bez przesady, miało się rymować, nie wprowadzajmy może jakiejś sztucznej politpoprawności... Murzyn to słowo jak każde inne (np. poseł Godson w którymś wywiadzie sam tak o sobie mówił). Chyba że chodzi Ci tylko o zestawienie "mroczna skóra".

Rytmizacja wierszu kuleje. Policz sobie głoski w każdym wersie. Czytanie tego, to jak jazda po wybojach. Ledwie zdążę załapać rytm, a tu dziura. Znów kilka strof rytmicznych i znów wpadka.
Podobają mi się za to porównania i opisy. Taka poetyka jak z przedwojennej Warszawy we współczesnej wersji. Fajnie to wychodzi.
Treść- było ok prawie do końca. Jednak jak znowu przeczytałem o pedałach i dupczeniu, osłabłem. Który to już raz w tym konkursie?
Zajrzę tu jutro, zobaczę czy coś się poprawiło i dam ocenkę (chociaż te cyferki i tak do niczego, bo Dj Jajko sam będzie oceniał).

Rytmika kuleje, to fakt. Ale mnie się podobało i to bardzo. Pierwszy plus za humorystyczne i twórcze podejście do interpretacji określeń "mroczny" i "gotycki" (zwłaszcza tego ostatniego). Drugi plus za humor (najbardziej podobały mi się "śluby czystości"). Trzeci plus za morał. Może i ordynarny, może i znów o dupczeniu, ale mnie rozśmieszył - w odróżnieniu od poprzednich wierszy - od ucha do ucha. Całość wiersza stoi na poziomie o niebo wyższym od niektórych poprzednich. Ode mnie byłaby wysoka ocena, ale niestety nie mam takiej mocy.

Przeczytałam dziś sporo tych konkursowych wierszy, nie wszystkie ale sporo, ten jako pierwszy czytałam ciekawa dalszego ciągu i zakończenia. Do połowy tekst mnie kilkakrotnie rozbawił, niektóre porównania i "śluby czystości" zabójcze. Ostatnie strofy jak dla mnie słabe.

Dzięki za opinie. Niestety, jedyną moją umiejętnością z dziedziny "poezjopodobnych" jest układanie prostych rymów. Zdaję sobie sprawę, że rytmika nie jest najlepsza, ale postaram się przed zakończeniem czasu edycji poprawić rażące "dziury".

Starałem się stworzyć coś absurdalnego, prostego, zabawnego, miejscami wulgarnego czy rubasznego, z morałem, który jednak ma drugie dno ;) W czymś takim czuję się dobrze. Jeśli ktoś choć raz się uśmiechnął podczas lektury dla mnie to największa nagroda.

Oj, nie uważałeś na polskim, co? :D

Budowa rytmu w wierszu to rzecz względnie prosta. Najważniejszą sprawą jest długość wersu. Dobrze jest, aby  rymujące się ze sobą wersy były jednakowej długości; na początku w ogóle najprostszym sposobem dbałości o rytm jest utrzymywanie stałej długości wersu przez cały utwór. Drugą ważką sprawą są akcenty, zwłaszcza na końcu wersu i przed średniówką, jeśli taka występuje (co do zasady w wersie dłuższym niż bodaj 8 zgłosek). Znów rzecz dotyczy rymujących się linijek - powinny mieć podobny (najlepiej identyczny) układ akcentów, zwłaszcza w zakończeniu. Ponieważ akcent w języku polskim jest względnie stały, rzecz sprowadza się właściwie do dbałości o długość poszczególnych wyrazów. Jeżeli wers kończy się wyrazem monosylabowym, to odpowiadający mu wiersz następny również powinien (z tym że monosylabowy rzeczownik w wyrażeniu przyimkowym z punktu widzenia wymowy najczęściej stanowi jeden wyraz dwu sylabowy i akcentowany jest na przyimku np. "wziąć coś na ząb"). W razie wątpliwości najlepiej po prostu przeczytać na głos własny tekst - to najprostszy i najskuteczniejszy sprawdzian.

Danwo temu, kiedy produkowałem wiersze w dużych ilościach, tworzyłem je w tabeli, w każdej komórce wpisując jedną sylabę. W ten sposób łatwiej mi było utrzymywać stałą długość wersu i zważać na akcenty. Może też powinieneś spróbować? ;) 

Dziękuję za obszerną radę i chyba skuszę się na wypróbowanie Twojego sposobu :) Oczywiście tekst wcześniej czytałem na głos i sobie, i jeszcze komuś, ale stosowałem hmm... jakby to powiedzieć, taką "wewnętrzną" rytmikę - po prostu wiedziałem podświadomie, w jakim tempie czytać i co akcentować, żeby nie zgubić rytmu.

P.S. Na polskim uważałem i bardzo lubiłem ten przedmiot, ale interpretowanie wierszy i omawianie ich budowy aż tak mnie nie absorbowało ;)

Witaj!

To jest sama prawda:
Jednak jak znowu przeczytałem o pedałach i dupczeniu, osłabłem. Który to już raz w tym konkursie?

Oprócz tego czasem nawet zabawne. Uśmiechnąłem się w kilku miejscach. Nie jest to jednak mroczne, ani klimatyczne, czyli nie trafiłeś w konwencję. Humor też czasem trochę mocno na siłę. Mam nadzieję, że nie jest to dzieło Twojego życia.

Pozdrawiam
Naviedzony

Zaręczam, że nie jest to dzieło mego życia i w przeciągu kilku najbliższych dni postaram się zadać kłam temu twierdzeniu, bo pracuję nad czymś intensywnie już od dłuższego czasu. Oczywiście - nie będzie to żaden wiersz, raz w życiu starczy :D

Nie znam się nawiersza, w życiu żadnego nie napisałam, ale ten mi się podoba:) W kilku miejscach można się było szczerze uśmiechnąć.

Oczywiście tekst wcześniej czytałem na głos i sobie, i jeszcze komuś, ale stosowałem hmm... jakby to powiedzieć, taką "wewnętrzną" rytmikę - po prostu wiedziałem podświadomie, w jakim tempie czytać i co akcentować, żeby nie zgubić rytmu.
Znam ten ból. Niestety samodzielne czytanie nie zawsze rozwiązuje problem. Też mi się niekiedy zdarzało, że po samodzielnym sprawdzeniu byłem przekonany, że rytm jest o.k., ale czytelnicy narzekali. :)

P.S. Na polskim uważałem i bardzo lubiłem ten przedmiot, ale interpretowanie wierszy i omawianie ich budowy aż tak mnie nie absorbowało ;)
A ja nie lubiłem. Zwłaszcza w liceum; miałem nienajlepszą nauczycielkę chyba. Konstrukcję wiersza przypominałem sobie w bólu i trudzie na studiach, kiedy postanowiłem lekkomyślnie chwycić za pióra. ^^

No tak, właśnie skonstatowałam, że osobliwe rymowanki mają na portalu dość długą, że się tak wyrażę, tradycję.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Zgadzam się, że rytm kuleje. Za to puenta misie. :-)

Babska logika rządzi!

Nowa Fantastyka