- Opowiadanie: Bohdan - Smok-Cmok

Smok-Cmok

Dyżurni:

regulatorzy, adamkb, homar, vyzart

Oceny

Smok-Cmok

Gdzieś w Karpatach, ukryta w głębi boru, żyła rodzina smoków. Typowy model, jak na tamte czasy, czyli dwa plus jeden. Za kryjówkę wybrali sobie jamę, którą z upływem wieków powiększali, aż w końcu rozbudowali do rozmiarów przestronnego lokalu. I to z oddzielną toaletą.

 

 

Tata smok był dobrze zbudowanym i uchodzącym za jednego z najsilniejszych samcem. Podczas polowań na ludzi lub zwierzęta imponował szybkością i sprytem, wzbudzając tym samym szacunek wśród innych, ziejących ogniem rodzin.

 

Mama smoczyca wyróżniała się nieprzeciętna urodą i, podobnie jak małżonek, potrafiła złowić każdą zdobycz, na jaką miała ochotę.

 

Kiedy wykluł się synek, rodzice świętowali przez rok, wypijając rzeki napojów ze splądrowanych winiarni i pożerając porwanych z pól chłopów albo delektując się mięsem schwytanego na polach bydła. Czasem zachrzęścił w szczękach nawet mieszczanin, ale tylko taki, który przebywał poza murami grodu. Żelazna zasada smoków brzmiała: nie atakować zamków. Gady nie były głupie i zdawały sobie sprawę, jakie niebezpieczeństwo niosły łuki, miecze i włócznie. Żaden smok nie chciał stracić pazura lub oka.

 

A najmłodszy z rodu? No właśnie. Tu był pewien szkopuł. Jeśli jest prawdą, że jabłko pada niedaleko od jabłoni, to w tym przypadku oderwało się od gałęzi innego drzewa lub przytoczyło z sąsiedniego sadu, bowiem smok od dzieciństwa przejawiał niechęć wobec jakiejkolwiek przemocy, czy zadawania innym bólu. Jako mały berbeć uganiał się za motylkami, a kilkadziesiąt lat później, kiedy zaczął regularnie latać, począł ścigać w przestworzach ptactwo. Żeby chociaż chciał cokolwiek rozerwać na strzępy lub spalić na popiół. Ale gdzie tam! On się w najlepsze bawił z potencjalną żywnością.

Będąc w pełni dojrzałym smokiem oznajmił rodzicom, że postanowił zostać jaroszem. Ojciec wpadł w szał i tylko dzięki tłumaczeniom małżonki nie stłukł potomka.

– Daj spokój. To taki wiek – mówiła. – Przejdzie mu.

Nie przeszło.

Na domiar złego, młodzieniec nie przejawiał żadnego zainteresowania płcią przeciwną. Owszem, interesowały go samice, z tym, że swoje uczucia kierował wobec ludzi. Często – czy to w polu, czy na leśnej ścieżce – dopadał wybranki i zasypywał pocałunkami. Obdarzone smoczą miłością białogłowy darły się wniebogłosy, a potem dawały dyla. Takie zachowanie obiektów gadzich westchnień smuciło niedoszłego kochanka. Przestał dbać o higienę osobistą i zupełnie stracił apetyt, co było objawami głębokiej depresji.

Obcałowywanie dziewek nie uszło uwadze smoczej społeczności. Inne gady zaczęły wytykać poczciwca skrzydłami i pazurami oraz niewybrednie zeń żartować. Wkrótce przylgnęło do niego przezwisko: Smok-Cmok.

***

Samotny i przybity trudną sytuacją młodzieniec zwrócił się o radę do matki, gdyż ojciec od dłuższego czasu traktował pierworodnego jak powietrze. Zmartwiona mama zdradziła rodzinny sekret o mieszkającej w Pirenejach ciotce, która od lat parała się smoczą magią. Istniała szansa, że czarownica może znaleźć receptę na problemy Smoka-Cmoka.

Następnego dnia, żegnany pocałunkami chlipiącej matki, odleciał na południe.

– Mój synek stał się dorosły – powiedziała, ocierając łzy smoczyca. Po czym, głośno wysmarkała nos w płócienną koszulę, wcześniej zdartą z pleców nadjedzonego pastucha.

***

Czarownica po wysłuchaniu syna ulubionej, choć niewidzianej od czterystu lat siostrzenicy, wzruszyła zniechęcona skrzydłami i mruknęła, że wcześniej nikt nie zwrócił się do niej o pomoc w tak niedorzecznej sprawie.

– Masz szczęście, że jesteś moim krewnym – westchnęła zdegustowana. – Inaczej zmieniłabym cię w krokodyla i zrzuciła do jakiejś wsi. Oj, byłby niezły ubaw. – Zachichotała.

Smok-Cmok nie wiedział, co to „krokodyla”, ale z tonu głosu samicy wywnioskował, iż prawdopodobnie nic dobrego.

– Sporządzę eliksir. Kiedy go wypijesz, twoja potencjalna oblubienica pokocha cię. Musisz ją tylko pocałować – wyjaśniła, po czym, po krótkiej chwili, dodała drwiąco: – Po tym, co usłyszałam, z tym ostatnim nie powinieneś mieć problemów.

Chwilę później do niewielkiego źródła wrzuciła kilka roślin i grzybów, a na koniec pajęczy smalec. Wymieszała łapą starannie składniki i wymamrotała coś w dziwacznym języku. Potem nakazała gościowi wypić sporządzony napój. Z obrzydzeniem wymalowanym na paszczy, Smok-Cmok podszedł do zdroju i – najszybciej jak tylko potrafił – wysiorbał eliksir.

– Pamiętaj – przestrzegła. – Magia napoju działa tylko przez tydzień.

Po tej informacji pożegnał smoczycę i wzniósł się w przestworza. Postanowił, że po powrocie pocałuje pierwszą napotkaną dziewkę.

***

I tak zrobił. Wybranką okazała się rudowłosa Jagna, wypasająca właśnie gęsi. Podczas romantycznego pocałunku krzyczała jak poparzona, wzywając na pomoc wszystkie znane jej bóstwa.

 

Potem stała się rzecz dziwna. Słoneczne niebo nagle zakryły ciemne chmury, a po chwili błysnęło i rozległ się potężny, ogłuszający grzmot. Po czym czarne obłoki zniknęły i powróciła piękna pogoda.

 

Smok-Cmok patrzył zaskoczony przed siebie. Opodal siedziała na trawie dorodna, pokryta złotą łuską smoczyca i wpatrywała się w niego spojrzeniem pełnym miłości.

– Głupia starucha – bąknął.

Westchnął ciężko i wzbił się w powietrze. Postanowił polecieć ponownie na południe i zareklamować eliksir.

 

Smoczyca Jagna długo lamentowała, porzucona przez niedoszłego kochanka. Wkrótce rozpacz przerodziła się w gniew. Poczęła palić wsie, a nawet grody, siejąc grozę i spustoszenie wśród ludzi.

Długo to nie trwało. Nie zebrawszy odpowiedniego dla gadów doświadczenia, naiwna i łatwowierna, zginęła podstępnie otruta przez pewnego krakowskiego szewca. Ten z kolei rozpoczął masową produkcję obuwia ze smoczej skóry, dzięki czemu dorobił się nielichego majątku.

***

Smok-Cmok nigdy nie powrócił w rodzinne strony. Przekonał się do życia w celibacie i został uczniem, a zarazem pomocnikiem czarownicy. Założył też – mające na celu propagowanie wegetarianizmu – kółko tematyczne „Zdrowa żywność”, które w ciągu zaledwie dwustu lat rozrosło się w swych strukturach i przeobraziło w potężną, wspieraną przez wpływowe smoki organizację .

 

Mama smoczyca, w myśl zasady, że na rozwód nigdy nie jest za późno, opuściła dotychczasowego partnera i związała się z o kilkaset lat młodszym gadem.

 

Tata smok dożył w samotności późnej starości. Zginął z powodu poważnych ubytków w uzębieniu i rany ciętej brzucha. Będąc w podeszłym wieku, pogubił wszystkie kły, więc upolowaną zdobycz połykał w całości. Pewnego jesiennego dnia, skonsumował jakąś napotkaną w lesie, opatuloną w czerwony kaftan dziewkę. Pech chciał, że białogłowa szła do dziadka, którego obiecała ogolić. Stąd w niesionym przez nią koszyku, pośród łakoci, leżała brzytwa. Niewiasta, znalazłszy się w brzuchu smoka, rozcięła brzuch gadziny i wyszła, ratując w ten sposób życie. Zresztą nie tylko swoje. Wewnątrz żołądka poznała myśliwego, połkniętego na krótko przed nią. A jak wiadomo – traumatyczne przeżycia łączą.

 

Zarobili sporą sumkę, sprzedając smoczą skórę wspomnianemu wcześniej szewcowi i wyprawili huczne wesele. A potem żyli długo i szczęśliwie.

Ja tam byłem, za dużo wypiłem i nagi na stole tańczyłem.

 

A morał opowieści jest następujący: za brzytwę chwyta nie tylko tonący.

Koniec

Komentarze

Symaptyczne:) mało w tym akcji, ale taki krótki tekścik też może mieć w sobie sporo uroku i udało Ci się to udowodnić:)

"Prawiebajka". Dziękuję i pozdrawiam.

Mastiff

(...) rozbudowali do rozmiarów przestrzennego lokalu. ---> czy przestronnego?
Tata smok był dobrze zbudowanym i uchodzącym za jednego z najsilniejszych samców. ---> samcem.
Jeśli „jabłko pada niedaleko od jabłoni”, (...). ---> frazeologizmów nie wyróżniamy, zakładamy, że czytelnik je zna. (Jeśli nie, to jego strata.) Zdanie trochę nie tak zbudowane, dziurawe. Brakuje słów w rodzaju (do wyboru) 'rzeczywiście', 'naprawdę', 'jest prawdą, że' itp.
(...) uczucia kierował wobec ludzkich niewiast. ---> a nad tym popracuj sam...
(...) zdradziła tajemnicę o mieszkającej w Pirenejach ciotce, (...) ---> do przebudowy. Jakie zdradzenie tajemnicy, skoro wiedziała, że ciotka żyje, gdzie mieszka, i czym się para? Poza tym w życiu nie "tajemnica o". Mama smoczyca mogła, na przykład, zdradzić synowi rodzinny sekret, pozwolę sobie podpowiedzieć.
(...) wyjaśniła, dodając (...) ---> jednocześnie? Chyba nie, skoro najpierw wyjaśniła, potem, powtarzam: potem --- dodała... A więc wyjaśniła, po czym, po krótkiej chwili, dodała drwiąco...
Chwilę później, do niewielkiego (...); Po czym, czarne obłoki (...) --- co tu robią przecinki?
(...) wzbił cielsko (...) ---> wzbił się albo uniósł, bez cielska.
To dla równowagi, Bohdanie. Tylko dla równowagi i Twojego dobra... (Mam nadzieję, że chwytasz żarcik.)
Całość przyjemna, dobrze czytliwa, lekko rozbawiająca. Ocen, jak wiesz, nie wystawiam, ale byłaby czwórka. Subiektywna, ale czwórka.

Dziękuję, chwytam i poprawiam:).

Mastiff

Przeczytałem. Bardzo fajny i sympatyczny tekst, w sam raz na zakończenie dnia. Ja wiem czy to Prawiebajka? Bardziej bajka i to dobra bajka :) Pozdrawiam

"Wszyscy jesteśmy zwierzętami, które chcą przejść na drugą stronę ulicy, tylko coś, czego nie zauważyliśmy, rozjeżdża nas w połowie drogi." - Philip K. Dick

PS. Dzięki za życzenia na facebooku :)

"Wszyscy jesteśmy zwierzętami, które chcą przejść na drugą stronę ulicy, tylko coś, czego nie zauważyliśmy, rozjeżdża nas w połowie drogi." - Philip K. Dick

Dawno bajek nie pisałem i tak mnie naszło jakoś...:). Dziękuję i jeszcze raz: 100 lat!

Mastiff

Przyjemne, ale takie sobie. Stać Cię na więcej :)

Dzięki, Dreammy. Komplemenciara:).

Mastiff

Plus dodatkowo za to, że nie pokusiłeś się o wykorzystanie schematu "jak uratować dziewice przed smokiem" :P

Chciałbym stanowczo podkreślić, że nie mam, nie miałem  i nigdy nie będę miał ochoty ratować dziewic. A nawet wręcz przeciwnie. Darz bór:).

Mastiff

Naprawdę nigdy nie miałeś ochoty na wyratowanie dziewicy z łap rywala --- tego, no, zbira strasznego, znaczy się --- by potem skonsumować --- otrzymać, chciałem napisać... --- nagrodę?

Przyznaję, kiedyś miałem. Potem doszedłem do wniosku, że kobiety lubią zbirów:).

Mastiff

-:) Przeważnie, ale nie wszystkie, na szczęście swoje i nasze. -:)

:)

Mastiff

Sympatyczne. Chyba Suzuki ma rację, lokując mój wiek na poziomie gimnazjum, bo odkrywam, że lubię bajki :-)
Tekścik może nie wygląda na ambitny i trudny, ale doświadczyłem już, że takie 'lekkie, łatwe i przyjemne', jak twoja bajka, czasami jest jeszcze trudniej napisać, niż coś poważnego. Stworzyć coś naprawdę z humorem, nie jest łatwo, a Tobie się udało.
Pozdrawiam

Zabawne, lekkie opowiadanko. Rozczarowalam sie troche zakonczeniem, bo juz myslalam, ze przeczytam je moim dzieciom. Od momentu wypicia przez smoka eliksiru, mozna by bylo troche pozmieniac i bylaby to swietna bajka dla mlodszych dzieci. Na palcach mozna policzyc bajki i opowiadania, ktore wzbudzaja rozbawienie, a Ty masz swietny pomysl i lekkie pioro.

Dziękuję, Tomaszu. Pocieszę Cię (choć pewnie nie ma takiej potrzeby), że ja też lubię bajki, a jestem stary dziad. Poza tym, chciałem pogratulowac pracowitości. Nie ma opowiadania, pod którym brakuje Twojego komentarza. Imponujące.

Dziękuję, sunbird (nie kojarzę koleżanki). Przykro, że nie mogłaś poczytać dzieciom, ale może coś wymyślę następnym razem.

Pozdrowienia

Mastiff

Biorę na poważnie miano Mistrza Loży ;-). Niestety przegapiłem termin ze zgłaszaniem swoich typów na opowiadanie miesiąca. Trudno.
Poważniej- W pracy martwy sezon, mam duuuużo czasu. Od lutego znowu pójdę w kierat i wtedy znikną moje komentarze.

Bohdan, nie wiem, czy ktoś Ci to wytknął, ale ta bajka jest trochę tak bez sensu. Rozdmuchujesz wątek smoka, który leciał na dziewki, ale tak właściwie okazuje się, że nic z niego nie wynika i nie ma to żadnego znaczenia, bo morał i tak dotyczy wątku, który tak własciwie rzuciłeś na odwal, tak samo jak wątek matki i rozwodu, z którym wypadasz ni w pięć ni w dziesięć. Także jak dla mnie, to jest tylko nieprzemyślany szkic na szybko. Poza tym masz miejscami źle zapisane dialogi i cały czas się zastanawiam, czy da się uwarzyć eliksir w źródle. 

www.herbatkauheleny.pl

Dzięki, Suzuki:). Rzeczywiście wątków jest kilka, ale akurak morał chyba pasuje to każdego z nich. Co do smoków-rodziców, to uznałem, że skoro przedstawiłem ich na początku, to warto napisac co się z nimi stało. Eliksir w żródle. Skoro Czerwony Kapturek jest w stanie przeżyć w żołądku wilka, a książę odczarować pocałunkiem, to czemu nie? Przecież to bajka. A może to gorące żródło?:). I ostatnia rzecz: czy możesz napisać, które dialogi są błędnie zapisane? Bardzo bym prosił.
Pozdrawiam serdecznie

Mastiff

Tylko mi się wydaje, że warzyć eliksir w źródle, to coś, jak próbować ugotować zupę w zlewie, do którego cały czas leje się woda...

A w jaki sposób morał tyczy się któregokolwiek ze smoków? Bo tak właściwie, to tyczy się tylko Kapturka, który jest postacią mocno poboczną... 

Dialogi:
- Masz szczęście, że jesteś moim krewnym - westchnęła zdegustowana. - Inaczej zmieniłabym cię w krokodyla i zrzuciła do jakiejś wsi. Oj, byłby niezły ubaw. - Zachichotała. 

Na moje oko to powinno być:
- Masz szczęście, że jesteś moim krewnym - westchnęła zdegustowana - inaczej zmieniłabym cię w krokodyla i zrzuciła do jakiejś wsi. Oj, byłby niezły ubaw - zachichotała. 

- Pamiętaj - przestrzegła. - Magia napoju działa tylko przez tydzień.

- Pamiętaj - przestrzegła - magia napoju działa tylko przez tydzień.

 Główna zasada: jeśli zdanie po myślniku dotyczy bezpośrednio wypowiedzi, to nie dajemy kropki i wielkiej litery. I to "zachichotała" i "przestrzegła" jak najbardziej pod tą zasadę podchodzi. Do tego jest to jedno zdanie, a Ty je rozdzieliłeś, zastanawiam sietylko, czy po "zdegustowana" i "przestrzegła" nie powinno być przecinka, ale to może jakieś polonistki sie wypowiedzą.

www.herbatkauheleny.pl

Dziękuję bardzo za wyjaśnienia:).

Mastiff

No wlasnie, podobnie jak Suzuki, uwazam, ze mogles kontynuowac watek Smoka-Cmoka, a nie rozbijac historii na wiele watkow podsumowujac krotko co z kim sie stalo. Szkoda, bo jak wspomnialam, do momentu wypicia eliksiru bardzo mi sie podobalo.

Nie kojarzysz kolezanki... Jestem tylko czytelniczka. Trafilam tu przypadkiem przed paroma miesiacami, a zarejestrowalam sie niedawno, zeby moc obserwowac komentarze pod opowiadaniami, ktore mi sie spodobaly i uaktywnic linki.

Opowiadanie/bajka ogólne wrażenie - pozytywne. Faktem jest, że czasami dialogi, czy opisy szwankują, o czym mówili już moi przeddmówcy. Mimo to, czyta się fajnie. Dużą zaletą jest humor. Popracuj trochę nad stroną techniczną i będzie dobrze. Pozdrawiam

Sympatyczna opowiastka, ale zgadzam się z przedmówcami co do niepotrzebnego rozproszenia wątku głównego. Chociaż w gruncie rzeczy tekst niewiele na tym traci - tak czy owak czyta się przyjemnie.

Dziękuję Morgon i uthModar (kurna, niezłe ksywki:)) za przeczytanie bajeczki i Wasze opinie.
Pozdrawiam

Mastiff

Bardzo miła "prawiebajka", jak sam to nazwałeś ;) Szkoda tylko, że trochę nie pociągnąłeś dalej całej historii (Jagna coś szybko skończyła żywot), a poza tym Smok - Cmok jak dla mnie brzmi zbyt... Całuśnie.

A mnie się bardzo spodobało. Nawiązania do starych bajek szalenie sympatyczne.

Babska logika rządzi!

Ależ to nie prawiebajka, ale całkiembajka! W dodatku zgrabnie wykorzystująca inne bajki i to w zupełnie niezły sposób. ;

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Sympatyczne :)

Przynoszę radość :)

Nowa Fantastyka