- Opowiadanie: baranek - "Pod Kusiem"

"Pod Kusiem"

Dyżurni:

ocha, bohdan, domek

Oceny

"Pod Kusiem"

Ma­gi­ster Skwa­rek uśmie­chał się po­gar­dli­wie.

 

– Ho­ło­ta – my­ślał spo­glą­da­jąc na kłę­bią­cy się w głów­nej izbie karcz­my tłum.

I miał rację. Zgro­ma­dze­ni „Pod Ku­siem” lu­dzie, oraz wcale licz­ni przed­sta­wi­cie­le in­nych, mniej lub bar­dziej ro­zum­nych ras, sta­no­wi­li grupę wy­jąt­ko­wych szu­mo­win.

Inna spra­wa, że Skwa­rek nie bar­dzo się z tej grupy wy­róż­niał. A je­że­li już, to na pewno nie na lep­sze. Ale czuł się lep­szy. W końcu jako je­dy­ny w całej dziel­ni­cy po­tra­fił się pod­pi­sać. Dla­te­go też prze­zwa­no go Ma­gi­strem. Nikt do końca nie wie­dział co zna­czy to miano, ale po­dob­no gdzieś za mo­rzem na­zy­wa­no tak ludzi, oraz przed­sta­wi­cie­li in­nych, mniej lub bar­dziej ro­zum­nych ras, któ­rzy po­tra­fi­li się pod­pi­sy­wać. A poza tym nie­źle brzmia­ło. Bar­dzo obco i nieco ob­raź­li­wie.

Skwa­rek z tru­dem prze­pchnął się do szynk­wa­su, za­mó­wił gar­niec piwa i skie­ro­wał się do le­żą­cej w głębi, mniej­szej izby. Sta­nął w przej­ściu i za­marł. Izbę, zwaną z nie­wia­do­mych po­wo­dów, błę­kit­ną, zaj­mo­wa­ły ko­bie­ty. Oraz, ma się ro­zu­mieć, wcale licz­ne przed­sta­wi­ciel­ki in­nych, mniej lub bar­dziej ro­zum­nych ras. Ści­śnię­te przy ma­łych sto­li­kach, w od­święt­nych su­kien­kach, wy­glą­da­ły jak róż­no­barw­ne mo­ty­le. Wy­bla­kłe nieco i wy­mię­te, ale jed­nak.

– Bo­go­wie – jęk­nął Skwa­rek. – Pierw­sza środa mie­sią­ca!

A trze­ba Wam wie­dzieć, że stara, choć ni­g­dzie nie spi­sa­na tra­dy­cja karcz­my gło­si­ła, że w każdą pierw­szą środę mie­sią­ca, każda ko­bie­ta, oraz każda przed­sta­wi­ciel­ka itd. może wejść „Pod Kusia”, wy­brać do­wol­ne­go, po­wiedz­my krót­ko: samca i wziąć go sobie na noc. I robić z nim co chce.

Mu­si­cie też wie­dzieć, że młode i atrak­cyj­ne ko­bie­ty nie ko­rzy­sta­ły z tego przy­wi­le­ju. Bo i po co?

Błę­kit­na izba była więc pełna nie mło­dych już i nie­spe­cjal­nie atrak­cyj­nych, nie bójmy się tego okre­śle­nia – samic.

– Bo­go­wie – jęk­nął Skwa­rek po raz wtóry. – Pięk­na Ade­laj­da i jej be­stia.

I rze­czy­wi­ście przy sto­li­ku w kącie izby sie­dzia­ła nie­wiel­ka, ale nader po­nęt­na blon­dy­necz­ka. W za­sa­dzie spra­wia­ła cał­kiem miłe wra­że­nie. Wra­że­nie to psuł nieco sie­dzą­cy na są­sied­nim krze­śle po­tęż­ny ogr. Czy też może, są­dząc po reszt­kach kwie­ci­stej su­kien­ki – ogrzy­ca.

Skwa­rek wła­ści­wie nie uni­kał ko­biet. Nawet tych nieco wy­bla­kłych i wy­mię­tych. To ra­czej ko­bie­ty uni­ka­ły Skwar­ka.

Nie wspo­mnia­łem bo­wiem jesz­cze, że Ma­gi­ster Skwa­rek nosił tak na­praw­dę cał­kiem zwy­czaj­ne i miłe dla ucha imię – Sym­fo­niusz. Nosił je do pew­nej bójki, w któ­rej ktoś roz­bił mu na gło­wie pełną nafty lampę. Skwa­rek co praw­da ude­rze­nie to prze­żył, ale pło­ną­ca nafta zro­bi­ła swoje i bied­ny Ma­gi­ster nigdy już nie od­zy­skał daw­nej urody. Wy­glą­dał jak… No wła­śnie!

Dla­te­go też, wspo­mnia­na wcze­śniej stara tra­dy­cja, Skwar­ka w za­sa­dzie nie do­ty­czy­ła. Naj­bar­dziej nawet zde­spe­ro­wa­ne i wy­posz­czo­ne ko­bie­ty, ba nawet przed­sta­wi­ciel­ki in­nych ras, wo­la­ły wra­cać do domu same, niż w to­wa­rzy­stwie Ma­gi­stra.

Pięk­na Ade­laj­da była inna. Zu­peł­ni inna. Ona lu­bo­wa­ła się w brzy­do­cie. Wy­bie­ra­ła za­wsze naj­szpet­niej­szych męż­czyzn. A czę­sto rów­nież wy­jąt­ko­wo ohyd­nych przed­sta­wi­cie­li in­nych ras. Nie wia­do­mo co z nimi ro­bi­ła. Po­wszech­nie uwa­ża­no, że były to rze­czy nad wyraz wy­uz­da­ne i że be­stia Ade­laj­dy brała w nich nader czyn­ny udział. Trud­no po­wie­dzieć. Ci któ­rym udało się wró­cić „Pod Kusia”, byli dziw­nie mil­czą­cy i oso­wia­li.

– Bo­go­wie – jęk­nął Skwa­rek po raz trze­ci.

Stał w przej­ściu zbyt długo. Pra­wie fi­zycz­nie po­czuł prze­śli­zgu­ją­ce się po jego oszpe­co­nej twa­rzy spoj­rze­nie Ade­laj­dy.

– Prze­pa­dłem – po­my­ślał.

– Be­stio, bierz go! – szep­nę­ła chra­pli­wie ogrzy­ca.

Mała blon­dy­necz­ka ze­sko­czy­ła z krze­sła. Jej oczy za­lśni­ły czer­wie­nią. Bły­snę­ły kły.

Skwa­rek wstrzy­mał od­dech.

Be­stia po­war­ku­jąc ru­szy­ła w jego kie­run­ku.

 

Koniec

Komentarze

Interpunkcja szwankuje w tekście:
1. za dużo albo za mało przecinków:
-- ludzie, oraz wcale liczni przedstawiciele,
-- wiedział co znaczy to miano,
-- skierował się do leżącej w głębi, mniejszej izby,
-- też, wspomniana wcześniej stara tradycja, Skwarka,
2. trzeba by konsekwentnie koniec i początek wtrącenia zaznaczyć myślnikami:
-- atrakcyjnych, nie bójmy się tego określenia – samic,
-- może, sądząc po resztkach kwiecistej sukienki - ogrzyca,
3. jeszcze literówka na koniec:
-- zupełni inna.

Mam wrażenie, że szort był pisany na szybko. Puenta nie porywa, a wykonanie też trochę kuleje. W mojej opinii historia wyraźnie odstaje -- w negatywnym tego słowa znaczeniu -- od ogólnego poziomu twoich opowiadań.
pozdrawiam

I po co to było?

Całkowicie brak zakończenia i puenty. Tekst sprawia po prostu wrażenie urwanego. Fabuła? Trudno orzec, jak nie znamy zakończenia, ale na pewno nie porywa. Niestety, slabe, nawet jak na humoreskę.
3/6

Jedno z twoich słabszych tekstów, które czytałem. Może to wina formy, za krótki?

po części podpisuję się pod zarzutami wspomnianymi w poprzednich komentarzach. po tej drugiej części jednak tekst nawet mi się podoba. jest przyzwoicie napisany i przyzwoicie zabawny. nie należy może do najwyższej klasy tekstów, nie wyróżnia się wyczesanym warsztatem czy stylem, ale jeśli zabierając się do czytania człowiek oczekuje czegoś lekkiego i przyjemnego, to jego oczekiwania się spełnią. ni mniej, ni więcej

Przyłączam się do powyższych opinii.

Mastiff

Zarżałem ze śmiechu jak ogr, kiedy dotarłem do momentu, w którym wyjaśnia się kto jest Bestią, a kto piękną Adelajdą.
Logicznie- duży zgrzyt. Jeżeli wszyscy wiedzą, że tego dnia najbrzydsze samice miasta urządzają polowanie na faceta, karczma powinna być pusta. Każdy normalny chłop omijałby "Pod Kusiem" na kilometr.
Czytało się fajnie.

Końcówka słaba, dowcip brodaty.

Babska logika rządzi!

Rozczarowujące, niestety. :-(

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Nowa Fantastyka