- Opowiadanie: baranek - Urodziny

Urodziny

Dyżurni:

ocha, domek, syf.

Oceny

Urodziny

Wszyst­kie­go mo­głem się spo­dzie­wać, tylko nie wi­zy­ty sta­rych kum­pli. A tu masz – nie­spo­dzian­ka.

 

I sie­dzi­my teraz przy stole, nie bar­dzo wiemy co robić, nikt się nie od­zy­wa, głu­pio tak jakoś. Chcia­łem ich czymś po­czę­sto­wać, ale nie bar­dzo wiem czym i jak. Bez sensu.

– To co u cie­bie sły­chać? – pyta któ­ryś.

Nie jest łatwo stre­ścić wy­da­rze­nia ponad dwu­dzie­stu lat w kilku sło­wach, ale mnie się udało. A potem znowu zro­bi­ło się nie­swo­jo. Cho­le­ra, jesz­cze chwi­la i ktoś za­cznie wspo­mi­nać stare, dobre czasy. I rze­czy­wi­ście.

– Pa­mię­ta­cie osiem­nast­kę Ma­ło­la­ta?

Pew­nie, że pa­mię­tam. A ty Szczo­ta, pa­mię­tasz jak wra­ca­jąc do domu za­sną­łeś na to­rach? Po­dob­no nie bar­dzo było co zbie­rać.

– A tę im­pre­zę, kiedy Krzy­wy przy­je­chał na prze­pust­kę?

To też pa­mię­tam. Mie­li­śmy piwo i cy­ga­ra. Całą noc gra­li­śmy w „Eu­ro­bu­sin­nes”. Śmia­li­śmy się do łez, zdo­by­wa­jąc i tra­cąc wy­ima­gi­no­wa­ne for­tu­ny. Tylko Krzy­wy był przez cały czas taki jakiś nie­swój. Cią­gle na­rze­kał, że nie chce wra­cać do jed­nost­ki. „No dobra chło­pa­ki, to ja się już będę że­gnał” – po­wie­dział nad ranem i wy­szedł. Ktoś go zna­lazł w piw­ni­cy kilka go­dzin póź­niej. Po­wie­sił się na woj­sko­wym pasie.

– Ślub Gru­be­go?

Cze­goś ta­kie­go nie można za­po­mnieć. Gość z USC też pew­nie do dzi­siaj wspo­mi­na to wy­da­rze­nie. Je­dy­ny praw­dzi­wie pun­ko­wy ślub na jakim byłem. I we­se­le! Na tym we­se­lu pierw­szy raz zo­ba­czy­łem Gru­be­go ze strzy­kaw­ką. Spo­tka­łem go dwa lata póź­niej. Ważył może ze czter­dzie­ści kilo. Mówił, że mie­siąc wcze­śniej po­cho­wał żonę. Pytał, czy mam ja­kieś drob­ne. Prze­pra­szam Gruby, że nie byłem na twoim po­grze­bie.

– Albo jak har­ce­rze w cza­sie pod­cho­dów za­dep­ta­li upra­wę Zieli!

No, Ziela się wściekł. Ledwo mu się udało od­ra­to­wać kilka krzacz­ków. Wy­pa­li­li­śmy to razem na bi­wa­ku nad Mam­ra­mi. Po­wie­dział, że idzie po­pły­wać. Wię­cej go nie wi­dzia­łem.

 

Robi mi się zimno. Oni wciąż na­wi­ja­ją, a ja czuję, że za­czy­nam się dusić. Moje miesz­ka­nie znika po­wo­li, zmie­nia się w jakąś cho­ler­ną, mlecz­no­bia­łą mgłę. Widzę za­ry­sy drzew, wiel­kich, dzi­wacz­nie po­wy­krę­ca­nych, prze­ra­ża­ją­cych. I sły­szę głosy daw­nych kum­pli. Brnę razem z nimi przez las wspo­mnień, coraz gę­ściej­szy, coraz bar­dziej mrocz­ny. Boję się. Boję się coraz bar­dziej. Roz­pacz­li­wie szu­kam cze­goś, co po­zwo­li mi się wy­rwać z tego kosz­ma­ru. I kiedy za­czy­nam już tra­cić na­dzie­ję, kiedy je­stem o krok od pod­da­nia się, gdzieś mię­dzy ko­ro­na­mi drzew do­strze­gam nikłe świa­teł­ko. Ma­leń­ki pro­my­czek słoń­ca.

Czuję na ra­mie­niu drob­ną rącz­kę. Gło­sik, dźwię­czą­cy ni­czym srebr­ny dzwo­ne­czek, oznaj­mia:

– Już wsta­łam!

Otwie­ram oczy. Widzę ma­leń­ką, py­za­tą buźkę. Ru­mia­ną i uśmiech­nię­tą.

– Dzień dobry, có­recz­ko!

Koniec

Komentarze

Pierwsze skojarzenie z "Naszą klasą" Kaczmarskiego. Drugie skojarzenie z jednym moim tekstem, ale gdzie mi tam...
Tekst wydaje się być bardzo osobisty. Trochę wspominków, smutnych co prawda, ale takie życie. Na szczęście idziemy dalej, bo warto, bo jest po co. Powiem tak, że niedawno miałem urodziny i też mnie jakieś przemyślenia naszły, bo już paru kumpli na cmentarzu, ale nie żyjemy przeszłością. Tu i teraz, dla jakiegoś tam jutra.
Podobało mi się, dzięki Baranku.
Nie daję oceny, zwyczajnie dobre.
Pozdrawiam

http://tatanafroncie.wordpress.com/

Pamiętam to z SFFiH:)
Wtedy było moim faworytem, a teraz powiem, że całkiem niezłe. 

Bardzo dobry :-)

Krótkie albo bardzo wyraziste. Nie potrzeba wielu słów, aby stworzyć coś dobrego :)

ale* zamiast albo :)

I tak trzymać.Bardzo dobre. Kilka " i" zlikwidowalbym - niepotrzebnie rozmydlają bardzo zwarty tekst.
6/6 
  

Bardzo fajne. Też mi się z Kaczmarskim skojarzyło.

Zaufaj Allahowi, ale przywiąż swojego wielbłąda.

Mi się przypomniało, jak kiedyś znajomy powiedział, że z jego kumpli na prostą wyszli tylko Ci, którzy zaliczyli "wpadki". Widocznie faktycznie coś w tym jest...

Zaczeło się jak komedia, potem przerodziło w horror i zakończyło happy endem. Nie powiem, żeby nie zrobiło wrażenia. 

www.herbatkauheleny.pl

Naprawdę dobry kawałek tekstu. Aż przyjemnie się czyta, szczególnie, że ostatnio trzeba się tu nieźle nagimnastykować, żeby coś ciekawego przeczytać. Gdybym mogła, dałabym 6, bo chwyta za serce ;)

Masz takie piękne komentarze, a mnie się średnio podobało. Treściowo, bo warsztat jest ok. Widać, to kwestia osobistych upodobań. Nie lubię smutasów; dobrze, że przynajmniej bohater wyszedłna prostą.
Małe "ale"- na początku, gdy mówią o Szczocie na torach, to jest to w drugiej osobie "ty", i po tym rozpoznaję, że kumple z zaświatów przyszli. Później jest już tylko w trzeciej osobie "on". A szkoda. Dla mnie lepiej by brzmiało, gdyby mówili np. "a pamiętasz Krzywy, jak przyjechałeś na przepustkę?", "Gruby, a twój ślub, pamiętasz?" Albo, jeszcze lepiej, gdyby było wymieszane "ty" i "on". Ale to tylko moje osobiste zdanie.

Nie przemówiło do mnie. Na samym początku powtórzenie – spodziewać i niespodzianka.

Babska logika rządzi!

Urodziny. No, niby jest to jakaś okazja do wspomnień i podsumowań, choćby i z sennymi marami. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Nowa Fantastyka