- Opowiadanie: Zatrakus - Komfort

Komfort

Dyżurni:

regulatorzy, adamkb, homar, vyzart

Oceny

Komfort

 

Cisza.

 

Bezruch i biurowa nuda.

 

Odchyliłem się w fotelu, spoglądając na niebieski sufit.

 

Niespodziewanie parsknąłem śmiechem. Przypomniałem sobie, że kolor został wybrany przez cały sztab słono opłacanych ekspertów. Miał pomóc urzędnikom odprężyć się, by łatwiej znosili trudy pracy.

 

Działał.

 

Musnąłem panel dotykowy na podłokietniku, oparcie wróciło do pionu.

 

– Dobra, w końcu za coś mi płacą – pomyślałem, przetarłem oczy i spojrzałem na biurko. Było kompletnie zaśmiecone: świstkami e-papieru, opakowaniami po jedzeniu, niedopałkami propapierosów.

 

Spod sterty odpadków wygrzebałem paczkę tych ostatnich. Zapaliłem jednego, zaciągnąłem się mieszanką ozonu, podtlenku azotu oraz słabej, nieuzależniającej substancji psychoaktywnej. Wbrew hasłom „obrońców świadomości” nawet słabszej niż popularne antydepresanty bez recepty.

 

– Co, nie wolno się zrelaksować? – wymamrotałem, kręcąc głową. Wyjąłem aktualnie opracowywany dokument, przy okazji strzepnąłem na podłogę warstewkę lodu, która uformowała się na końcu propa. – Roboodkurzacz to sprzątnie… o ile mam taki.

 

Znów dotknąłem panelu, nad biurkiem wyświetlił się holograficzny pulpit.

 

Przebierałem w ikonkach gier, gdy zaszumiały drzwi windy. Była ona bezpośrednio połączona z pomieszczeniami biurowymi, więc wychodziło się z niej wprost do swojego miejsca pracy.

 

– Dzień dobry, przychodzę z poleceniem od szefostwa, to pilne – powiedział przybysz. W dłoni trzymał czarną laskę, której gałkę uniósł na wysokość ramienia. Dostrzegłem pod nią jakieś błyski, ale niewyraźne. – Widzę, że używa pan swobody zapewnianej przez naszych pracodawców – stwierdził pogodnie. Fakt, nikt nie zmuszał nas, urzędników, do odurzania się czy otępiania grami w godzinach pracy. Po prostu pozwalali, my sami chętnie korzystaliśmy. – Kilka zamówień do weryfikacji, proszę podpisać – Wskazał miejsce pod cyfrowym formularzem. Palcem zakreśliłem tam „autograf”, jak i pod pozostałymi. Mężczyzna uśmiechnął się, wyszedł.

 

Dopiero po chwili dotarły do mnie szczegóły: wszystkie z zamówień na projekty eugeniczne pochodziły od osób prywatnych. Jak mówiłem – sami chcemy, bo to wygodne. Lżej żyć bez niepełnosprawnych czy starych. A to tylko kilka kliknięć.

 

Najważniejsze – odblaski. Dwa obiektywy śledzące każdy mój ruch.

 

„Oczy węży”.

 

Dzięki danym z nich „ci na górze” ocenią, czy nie przekroczyłem cienkiej granicy między otępieniem, a nieefektywnością. Dlatego, chociaż mogli przekazać dokumenty przez Sieć, przysłali herolda z czarnym kaduceuszem.

Beznamiętnie włączyłem Sapera.

Koniec

Komentarze

Opowiadanie z finału Nowych fantastycznych pojedynków*. Będę wdzięczny za opinie o tym jak jest napisane, na temat pomysłu i informacje, jak poszczególni czytelnicy zrozumieli mój twór. Życzę miłej lektury! *a tu nieco autopromocji :)

Po przeczytaniu, widzę urzędnika przyszłości, na istotnym, 'decyzyjnym' dla losów ludzkich, stanowisku, choć może nie kierowniczym. Pracuje w systemie względnej deprawacji, czyli pozwala mu się na wiele, w imię posłuszeństwa i bycia dyspozycyjnym, czy też wytworzenia swego rodzaju stanu moralnej deprywacji (deprawacja – deprywacja :), mającej zdusić w nim np. poczucie winy, wyrzuty sumienia, itp. Automatycznie podpisuje dość istotne 'papiery', choć przyniesiono mu je do weryfikacji, a nie tylko do mechanicznej autoryzacji. Ale chyba o to chodzi w tym systemie. Szefowie wymagają jego podpisu, choć najczęściej to jednak decyzje podwładnych są kontrasygnowane przez szefów. Czyżby kwestia odpowiedzialności za decydowaniu o szerzeniu zła? Szefowie-Piłaci? Przysyłają do niego z tą 'misją' posłańca z wężową laską, która rejestruje 'behawior' urzędnika w tej sytuacji. Czy jeszcze użyteczny, czy już wypalony i do podmiany!? Tak to narazie widzę, a jak napiszę coś jeszcze, to będzie więcej słów, niż w samym tekście. :)

Maniacka perseweracja ambiwalencji niekongruentnych epifenomenów

Zacna analiza, naprawdę mnie cieszy :) A że mogłaby być dłuższa niż sam tekst? Cóż, jeszcze nieco do wydobycia pozostało, choć, jak już napisałem, Twoja wypowiedź jest naprawdę pięknie przenikliwa. Resztę przekazu przedstawiłem w komentarzu pod "Język – to żyje (Polemika z felietonem Rafała Kosika)" Waranazkomodo: W swoim opowiadaniu „Komfort” przedstawiłem zjawisko stojące częściowo za negatywną przemianą rzeczywistości, w tym języka. Wystarczy, że przyjęcie danej rzeczy upraszcza życie, czyni je lżejszym, by została ona zaakceptowana przez społeczeństwo.

Poprzestałem na podaniu mojego odbioru treści (jawnych i zakrytych) samego tekstu. Bez wycieczek do tez ogólnych, czy też koncepcji wpływu, języka, pragmatyki przekazu, społeczeństwa, itp. To, co przytaczasz z 'Polemiki…' jest tym drugim. I tutaj widziałbym znacznie ograniczenia dla tak radykalnego twierdzenia. Ale, nie o to mi obecnie chodziło. :P

Maniacka perseweracja ambiwalencji niekongruentnych epifenomenów

Jak dla mnie to zwykły bumelant jest. Przedsiębiorstwo czy nawet biuro ma na siebie zarabiać. To nie instytucja charytatywna. Mieliśmy już ukryte bezrobocie i skończyło się to wielkimi długami. Dobry szef wymaga pracy, nie odpoczynku. Siedzenie i udawanie pracy jest destrukcyjne dla człowieka i to bardzo.

Bardzo interesująca interpretacja homarze ;) Zwłaszcza, że bohater ma wyraźne pozwolenie na nieróbstwo. Zgadzam się, że udawanie pracy jest destrukcyjne dla człowieka, stąd kontrola kaduceuszem. Sęk w tym, że facet spełnia swoje zadanie, bo bierze odpowiedzialność za wnioski. Czuje się dobrze i jego praca to tylko składanie podpisów, więc nie odczuwa przy tym dyskomfortu związanego ze wspieraniem zła. Dlatego pozwalają mu robić, co chce, dopóki utrzymuje się najmniej apatii, chociaż wszystko wyżej, aż do euforri pewnie też byłoby w porządku.

Uprzejmie dziękuję za taki komfort. Kiedy jeszcze pracowałam, najtrudniejsze były te dni, kiedy musiałam udawać, że jestem zapracowana, a tak naprawdę nie było nic do roboty. ;-)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Wspominasz przeszłość, Zatrakus pisze o przyszłości. Oby nie miał wizji proroczej…   Inna sprawa, że prześlizgnął się ponad tym, co istotne. To dopiero jest temat.

Gdyby pominąć cały entourage 'przyszłości', to schemat zdeprawowanego nieco sługusa systemu, np. urzędnika, znany i życiowy. Wystarczy wspomnieć niektórych czerwonych urzędników PRLu, którzy za milczącą zgodą wierchuszki, robili różnorako pod siebie (ten gra i popala, oni w inny sposób sobie folgowali) 'piastując' swoje urzędy, jednocześnie jednak musieli się wykazywać lojalnością i dyspozycyjnością w sprawach zleconych z góry. Podobnie z sędziami systemu totalniackiego i innymi urzędnikami. Sam miałem z takimi do czynienia i ich pamiętam, toteż dla mnie dość znany temat został tutaj włożony w szaty nowoczesności.

Maniacka perseweracja ambiwalencji niekongruentnych epifenomenów

Czytałam to już.

Znam tylko pięć liter ;)

Spodobały mi się szczegóły wykreowanego świata, a najbardziej nieszkodliwy papieros. :-) Konkursowy kaduceusz wydał mi się wciśnięty nieco na siłę.

Babska logika rządzi!

Nowa Fantastyka