- Opowiadanie: Carewna - Mój kochany potwór

Mój kochany potwór

Dyżurni:

regulatorzy, homar, syf.

Oceny

Mój kochany potwór

 

Mam opowiedzieć o koszmarach. Tych, które śnię każdej nocy. Budzę się, zaplątany w zapoconą pościel, kołdra jest jak płynny ołów, wdziera się przez rozwarte do krzyku usta. Walczę, ona trzyma mnie za gardło. Nadludzkim wysiłkiem zrzucam z siebie ciężar, spada na podłogę, łapię haustami zimne powietrze. Oddycham głęboko. Wiem, że to już nie sen. Szczypię się w przedramię, obok kilku poprzednich siniaków. Tamta siedzi obok łóżka, rozmasowuje potłuczony łokieć. Uśmiecha się szeroko, jakby głowa miała pęknąć jej w poprzek na pół. Ma lodowaty uśmiech Kota z Cheshire. Niepokojąco szeroki. Ze zbyt wieloma zębami, ostrymi jak igiełki. Całe usta wypełniają stojące jeden przy drugim kły, długie na palec. Poza tym wygląda jak Natalia. Gdy ziewa i zasłania usta dłonią, złudzenie jest kompletne.

 

– Rafał, porąbało Cię? Posuń się! – Wraca na łóżko, wypina tyłeczek w różowych majtkach z koronki. W rozcięciu koszulki od kompletu migają dyndające cycki. W innych okolicznościach byłaby kusząca, ale ciągle mam przed oczyma jej senno-prawdziwą twarz.

 

Nie tylko to mnie przeraża. Sposób, w jaki ostatnio zaczęła podawać mi filiżankę. Dokładność przy myciu terakoty w kuchni. I że przestała ścielić łóżko na dzień. Wchodzę zmęczony po pracy do domu. Winda. Moje piętro. Klucz trochę się zacina, ona tak jak zawsze wychodzi z mi na spotkanie i zdąża otworzyć, zanim pokonam opór w zamku. Pocałunek na powitanie. Ale z ustami przy jej twarzy dostrzegam kątem oka coś, co mi mrozi krew w żyłach. Pościel widoczna przez uchylone drzwi sypialni. Albo błyszcząca podłoga. Kwiatek na suchej ściereczce. Czuję jej uważny wzrok na plecach, gdy wyplątuję się z objęć, które nagle stają się śmiertelnym uściskiem. Zdejmuję płaszcz, buty. Odkładam teczkę na konsolkę. Wiem, że ona stoi za mną udając rozczarowanie. Wiem, bo długo udawałem dokładnie tak samo.

 

Natalię poznałem rok temu. Nie potrzebowałem nawet trzech dni, żeby zadecydować: biorę. Zakochiwanie się byłoby zbędnym wydatkiem energii. Zresztą chyba tego nie umiem. Ale nie zrozumcie mnie źle. Chciałem ją. Zarąbiście wygodnie jest mieć żonę. Przystąpiłem metodycznie do realizacji planu. Rozmowa. Spojrzenia w odpowiednio wyliczonych momentach. Delikatne ustawianie się na pozycję sprzyjającą frontalnemu atakowi. Szło coraz łatwiej. Wspólny wyjazd. Odsunięcie Natalii od dawnych znajomych. Pierwszego pocałunku nie pamiętam. Pewnie zaobserwowałem przyzwalające zachowanie i oceniłem, że zbliżenie fizyczne akurat w tym momencie zwiększy jej zależność ode mnie. Rzeczywiście, to był ten typ, który przywiązuje ogromną wagę do wymiany zarazków. Zastosowałem technikę plasterków salami. Po trzech miesiącach mogłem dziewczynę zapłodnić. Byłem spokojny, że nie odejdzie, zszokowana, tylko zacznie mnie jeszcze bardziej potrzebować.

 

Ślub chciałem załatwić jak najszybciej i najprościej. Natalia marudziła coś o kościele, białej sukni, balu. Nadspodziewanie łatwo zmusiłem ją do zmiany zdania. Nawet nie zorientowała się, że wypełnia moje polecenia. Kremowy kostium, używany garnitur. Ceremonia w urzędzie o jedenastej rano, skromny obiad dla rodziny i o piętnastej mogłem ją zabrać. Podniecenie poczułem dopiero wpuszczając żonę do mojego mieszkania. Nareszcie miałem ją na własność. Teraz wolno mi było zrobić, co tylko zechcę. Cokolwiek. Wszystko.

 

Zacząłem nazajutrz rano. Natalia była idealna. Podporządkowywała się we wszystkim, od umeblowania sypialni, przez zakaz kupowania pszennego pieczywa po sposób, w jaki kazałem segregować pranie. Starała się z całych sił. Nie ma na świecie cudowniejszego uczucia, niż kontrola. Chłodny dreszcz podniecenia. Drżenie budzi się gdzieś w krtani. Schodzi podniecającym impulsem przez mostek i przeponę do dołka. Rozkoszne uczucie ciasnoty w kroczu. Natalia w fartuszku, wykonująca bezużyteczne polecenia, bezbronna i uległa podniecała mnie niemal tak samo jak naga.7

 

*

 

– Kotku. Źle podajesz kawę. Zobacz, uszko musi być skierowane w moja stronę, gdy stawiasz ją na stole. O tak. Widzisz? Inaczej muszę sięgnąć i zahaczam o cukiernicę. Rozumiesz, tak? – Uśmiecham się przyjaźnie, jak do psa. – Świetnie. Kocham cię.

 

– Misiek, zrobiłabyś mi kanapki do pracy? – Wyglądam z łazienki, wiążąc krawat. – Super. Tylko dokładnie smaruj masłem, na brzegach też. O, fantastycznie. Jesteś cudowna. Jedyna na świecie.

 

Słowa, słowa, pocałunki, słowa. Jak sznury, którymi coraz ciaśniej ją krępuję. Ma coraz mniej wolności. Zdławić wolę, zdusić pragnienia. Nawet te najmniejsze. Zwłaszcza one. Od nich najlepiej zacząć.

 

– Kochanie, nie ściel tego łóżka. Wolę, żeby było rozłożone, gdy wrócę po południu i będę chciał się przespać. Że co? Będzie ci nieprzyjemnie siedzieć tutaj z betami? No coś ty, chcę ci tylko oszczędzić pracy. No dobrze, to chociaż rozłóż z powrotem, zanim przyjdę. Obiad o dziewiętnastej. Będę. Pysiaczku. Malinko. Pa, pa.

Cudowne. Natalia zrobi każdą głupotę, o jaką ją poproszę. Czepia się moich czułości jak spragniony kropli wody na pustyni. Nie rozumiem, dlaczego potrzebuje tych gestów. Nie wiem, po co ludzie je wymyślili. Zapewne po to, by skuteczniej posługiwać się sobą nawzajem. Na mnie „miłość” nie działa. Jestem chodzącym rozsądkiem. Analizuję, obliczam, poprawiam swoją pozycję. Nigdy nie tracę kontroli. Gdy wychodzę do biura i ta kobieta wspina się na palce, by pocałować moje wargi, nie czuję nic.

 

Z biegiem czasu mogę coraz więcej. Wymyślam nowe sposoby na wykorzystanie przywiązania Natalii. Przyzwyczajenie sprawia, że moje fanaberie mniej jej dokuczają. Muszę więc produkować wciąż nowe. Żadnej z nich tak naprawdę nie potrzebuję, służą tylko jej udręczeniu. Żałuję, że nie mam ogródka. Tyle utraconych możliwości. Domykaj furtkę. Stawiaj grabie z tej strony, nie z tamtej. Nie chodź w tych butach po tarasie. Powoli wprowadzam doskonalsze metody, jej przymilność przestaje mi wystarczać. Oczekuję więcej.

 

– O, cholera! rozsypałem cukier po całej kuchni. Nie, nie, nie musisz, ja to zamiotę, pozwól. Ach, dziękuję. Tylko o tym uszku od filiżanki, postaraj się, proszę, pamiętać.

 

– Kotek, nie pójdziemy na spotkanie. Wiem, że nie widziałaś się z nikim od dwóch tygodni. Przykro mi, naprawdę, ale dziś jestem wykończony. Ciężki dzień w pracy.

 

– Daj mi odpocząć, proszę. Dziękuję, pysznie gotujesz. Podaj mi proszę sos. Nie mam ochoty na poważne rozmowy. Kłopoty w biurze. Daj mi odetchnąć. Mój gabinet to mój azyl. To dla dobra naszego związku. Odległość jest potrzebna.

 

Każę się pocieszać. Natalia ma podkrążone oczy. Czuje się winna i niewdzięczna. Popłakuje przedpołudniami. Widzę zaczerwienione powieki, plamy łez na poduszce w salonie. Już szósty miesiąc, brzuch ma okrągły i gładki. Napięta skóra lśni, gdy wieczorem rozbiera się do łóżka. Tym większa jest rozkosz, gdy chwiejąc się na nogach, kuca przy moim fotelu. Zaplatam palce. Marsowa mina, wzrok zapatrzony w kant biurka. Wzruszam ramionami.

 

– Nic wielkiego, kochanie, naprawdę. Poradzę sobie z tym. Mhm, w pracy. Boję się, że moja posada nie jest zbyt pewna. Nie wiem, utrzymać trzy osoby to duża odpowiedzialność. Co zrobimy, jeśli mnie zwolnią? Jesteś dla mnie ciężarem.

 

Co rano wychodzę z domu lekki jak piórko. W pracy przeskakuję kolejne szczeble. Jestem nadczłowiekiem, mogę wszystko. Moja kobieta dodaje mi skrzydeł, dostałem podwyżkę. Rzecz jasna, Natalia nie wie, ile zarabiam naprawdę. Odbywam z nią poważne rozmowy o zaciskaniu pasa. Nie pozwalam na zakup nowej sukienki na ślub siostry.

 

– Tak naprawdę chyba i tak nie możemy pojechać. Twoja rodzina mieszka tak daleko. Policz sobie koszt benzyny. Tyle pieniędzy… – Robię smutny grymas. – No właśnie, a co będziemy jedli na koniec miesiąca? W końcu to tylko ślub, odwiedzimy ich kiedy indziej. Może za miesiąc.

 

Wysysam z niej, ile tylko mogę. Pewnej nocy budzi mnie krzyk. Ciemność, czarna sylwetka miotająca się po łóżku. Chude kończyny przerzuca z boku na bok, jakby połamane. Wrzask. Ręce przyciśnięte do łona. Zapalam światło i widzę krew, morze krwi. Czuję cierpienie Natalii prawie namacalnie, przez skórę. Przerażam się, że grozi jej niebezpieczeństwo. Nie chcę jej śmierci, jest mi potrzebna żywa. Widzę jednak, że przestała już krwawić, miota się tylko z powodu straty. Ból w oczach, nie w brzuchu. Sycę się rozpaczą, jak nieoczekiwanym szybkim numerkiem, jak przygodą-niespodzianką. Rozkosz narasta, jęczę gardłowo, spełniony. Natalia patrzy na mnie pustym wzrokiem. Muszę szybko wycisnąć z niej więcej.

 

– Och, och, och! Och, moje maleństwo! – Chrypię, tuląc mokry kawał mięcha, który z niej wypadł. – Tak na ciebie czekałem, skarbie, najukochańsze moje dzieciątko! – Kątem oka widzę, że moja żona już się pozbierała, udawana rozpacz zaczyna budzić w niej potrzebę opieki. Świetnie ją wytresowałem. Ruchy ma sztywne, strasznie cierpi. Dobrze, obejmij mnie. Szepcze do ucha, kołysze mną jak dzieckiem. O, jak dobrze, rany, tak, głaszcz, płacz, och!

 

*

 

Musiało się zacząć następnego ranka. Początkowo niczego nie spostrzegłem. Budzik zadzwonił jak zwykle o siódmej. Natalia zwlekła się z posłania. Pościel była już czysta, zmieniona. Gdy przyszedłem do kuchni, parująca kawa stała na podkładce, z uszkiem precyzyjnie wycelowanym w moje krzesło. Nie zaalarmowało mnie to. Nie zwróciłem uwagi nawet na doniczkę na parapecie. Leżała pod nią ściereczka, co do centymetra tak, jak kazałem. Nie zauważyłem tego dnia, czy kanapki były wystarczająco starannie posmarowane. Gdy się nad tym dobrze zastanowię, to głowę dam, że tak. Po raz pierwszy w życiu nie mogłem wymyślić nic, do czego dałoby się przyczepić. Zachowywała się, jakby nic jej nie przeszkadzało. Jak gdyby przestało jej na czymkolwiek zależeć. Wykonywała najbardziej kretyńskie polecenia sprawnie, szybko i cicho. Jak duch.

 

A w nocy pojawił się koszmar. Na razie nic konkretnego, po prostu duszność. Ucisk na klatce piersiowej. Uczucie, jakby ktoś siedział mi na żebrach. Gdy się obudziłem, sen rozwiał się bez śladu. Tylko przez moment miałem upiorne uczucie, że jeśli spojrzę w bok, to zamiast kobiecego profilu z zadartym noskiem zobaczę coś strasznego.

 

Potem przestała się odzywać. Unika otwierania ust, nawet je w osobnym pokoju. Zamyka łazienkę, gdy myje zęby.

 

Następne sny trwały coraz dłużej i znikały wolniej. Leniwie, jak złośliwe koty wyganiane z łóżka. Ocierały się o mnie i droczyły. Chciały jak najdalej odłożyć moment, w którym będą musiały mnie opuścić. Wczoraj upiorny uśmiech u stworzenia, które poślubiłem, trwał całe sekundy, nim wrócił do normy. Ona chyba umarła tamtej nocy. Mogłem wezwać pogotowie. Demon, który dzieli ze mną mieszkanie. Boję się. Straciłem kontrolę. Krępujące mnie sznury zaciskają się, ciaśniej, coraz drapieżniej.

Koniec

Komentarze

Opowiadanie było pisaane na konkurs, ale zostało odrzucone, dlatego proszę, pomóżcie mi na nim popracować nad warsztatem. :)

And the world began when I was born/ And the world is mine to win.

Podobało mi się. Opis zdobywania kontroli nad Natalią jest świetny. Chciałam napisać, że spodobał mi się bardziej niż fragmenty z "demonem", ale zaraz sobie pomyślałam" czy to demon? Czy może bohater po prostu osiągnął swój cel i Natalia stała się perfekcyjna? Czytałaś "Żony ze Stepford" Iry Levina?

Dziękuję. :) Niedookreślenie było zamierzone. :) Nie, nie czytałaam. ALe zajrzałam do Gugli i doszłąm do wniosku, że chyba powinnam. ^^

And the world began when I was born/ And the world is mine to win.

Polecam:). Nie będę tu w takim razie spojlerować, ale koncept mocno przerażający. 

Mam opowiedzieć o koszmarach. Tych, które mam każdej nocy. – Powtórzenie na dzień dobry. :) Dobry tekst pozostawiający czytelnika z uczuciem lekkiego… niepokoju? Okrucieństwo głównego bohatera olbrzymie, porażające swoją precyzją. Tylko nie wiem, czy to horror tak naprawdę, bo początkowo sygnalizowana demoniczność – jak się później okazuję – ofiary, nie budzi lęku po tym, jak poznamy już historię tego uroczego małżeństwa. Ja na przykład nie mogłem się doczekać, aż kobieta go zarżnie i zeżre. Wybrała chyba jednak bardziej dotkliwy rodzaj zemsty – życie; i bardzo dobrze.

Sorry, taki mamy klimat.

Ogólne wrażenie na plus. Fajne zagranie psychologiczne, nawet jeżeli nie był to żaden demon tylko klasyczne; uważaj, czego sobie życzysz, bo możesz to dostać ;) Kilka rzeczy technicznie mi nie zagrało, ale ja na tej ścieżce dopiero raczkuję, więc nie wiem, czy w ogóle mogę to opiniować :) Z pewnością powtórzone 'mam' w pierwszym i drugim zdaniu nie działa korzystnie. Czasem irytowała mnie mnogość krótkich, dynamicznych zdań w opisach. Popatrz: Szło coraz łatwiej. Wspólny wyjazd. Odsunięcie Natalii od dawnych znajomych. Pierwszego pocałunku nie pamiętam. = łup, łup, łup, łup w miejscu, gdzie narracja powinna raczej płynąć i tworzyć wiarygodną scenę. Przynajmniej w moim odczuciu :)   Leniwie, jak złośliwe koty wyganiane łóżka. – i brak 'spodu'.   Jakoś za szybko końcówka nastąpiła. Mocny efekt 'wyszczerzenia' Natalii na początku, fajnie, potem opis jej demonizacji, super… a potem już jakby nic. A spodziewałam się jakiejś maleńkiej kulminacji… Takiej troszeczkę, tyci, tyci chociaż, no ;) Chyba, że chciałaś zwyczajnie podkreślić emocje; napięcie, strach i podejrzenia. Albo psychozę męzulka sadysty. Ale nawet jeśli, to wydaje mi się, że jakby czegoś w tej końcówce zabrakło.  Poza tym, summa summarum, tak, podobało mi się ;)  

Ups, rzeczywiście, zaraz coś z tym powtórzeniem zrobię. :)

Cieszę się, ze się podobało. :)

And the world began when I was born/ And the world is mine to win.

Czasem irytowała mnie mnogość krótkich, dynamicznych zdań w opisach. Popatrz:

Szło coraz łatwiej. Wspólny wyjazd. Odsunięcie Natalii od dawnych znajomych. Pierwszego pocałunku nie pamiętam. = łup, łup, łup, łup w miejscu, gdzie narracja powinna raczej płynąć i tworzyć wiarygodną scenę. Przynajmniej w moim odczuciu :) Odczucia w tej kwestii miałem identyczne, ale byłem zbyt leniwy, by sie nimi dzielić. Teraz jednak dziarsko wspieram, skoro ktoś inny zadał sobie trud zdefiniowania problemu :)

Sorry, taki mamy klimat.

Wg mnie bardzo sprawnie napisane, opisy sugestywne. Brakuje mi jakiegoś mocniejszego akcentu w zakończeniu, które było dość krótkie. Ale z drugiej strony, osobnik który zachowuje się wobec drugiego człowieka tak, jak Twój bohater, zdrowy na umyśle raczej nie jest. Jakiś defekt czy choroba psychiczna mogły wpłynąć również na to, że gdy udało mu się przejąć  kontrolę nad Natalią, zaczął widzieć w niej cechy demoniczne. Jeden motyw psychodeliczny przeszedł w drugi. W takim przypadku, zakończenie mi pasuje.  ;) "Musiało się zacząć następnego ranka. Początkowo się nie spostrzegłem". Może lepiej będzie brzmieć: Początkowo nic/niczego nie spostrzegłem ( lub nie zauważyłem).

A ja, po przemyśleniu, stwierdzam, że tekst podoba mi się jeszcze bardziej niż zaraz po przeczytaniu. Jeśli niedopowiedzenie było zamierzone, to wybieram wersję mnie bardziej odpowiadającą – bohaterowi udało się "ulepić" Natalię. Krótkie zdania – muszę przyznać, że jako osoba, której tu co niektórzy zarzucają tworzenie zdań długaśnych i która sama nie lubi zazwyczaj zdań zbyt krótkich i pojedyńczych – tu mi to nie przeszkadzało. Nie zauważyłam po prostu, a jak już zostało wytknięte – dalej mi nie przeszkadza. Nawet – w tym przypadku – pasuje.

Mnie, w przeciwieństwie do Koleżanki niebieskiej i Kolegi Sethraela, dany fragment nie razi. Przeciwnie, podoba mi się jego swoisty dynamizm, nazwanie etapów osaczania Natalii bez podawania jakichkolwiek szczegółów. To, moim zdaniem, akcentuje zdecydowanie działań narratora, skuteczność tychże działań i brak sprzecowu ze strony Natalii.   Zakończenie całkiem dobre. Sygnalizacja następczego / następnego obłędu --- i chwatit, jak mówią nasi byli bracia.

Ha, i jak tu wszystkich zadowolić? :))) Dwoje powie A, to zaraz zjawi się kolejna dwójka, która powie B. A Ty, Carewno, bądź tu mądra! ;)

Dziękuję wszystkim za uwagi. :)

Co do krótkich zdań – Adam przejrzał mój zamysł: chodziło o precyzje i skuteczność działań bohatera. O nieludzkie podejście do uczuć i zalotów. :)

And the world began when I was born/ And the world is mine to win.

Pisz, jak czujesz, się przejmować będziesz wachlarzami gustów ;) Wiesz, mówiono ostatnio, że Powab Uniwersalny faktycznie istnieje i co piątek rżnie w karty z wielką stopą i chupacabrą ;) Mnie ten fragment brzmi staccato, no cóż ja na to poradzę. Ale tłumaczenie jest dość sensowne, jeżeli faktycznie taki był Twój, Carewno, zamysł :) 

Ciekawy tekst, przez swoją obojętność straszny. Udana próba.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Świetny tekst! Napisałaś naprawdę dobry horror, wyważony, nie rzucający ochłapami mięsa ani zbędną fantastyką – jest jej tyle ile potrzeba, bez zbędnego mydlenia ryjka. Jest straszny, na swój sposób. Mocny. Pytałaś czemu został odrzucony. Myśle, że przez tematykę. Nie wiem jaki to był konkurs, ale takie ciężkie kwestie źle się prezentują w wynikach. Niestety, stety – tekst jest raczej hermetyczny i może kiepsko wyglądać w niekturych konkursach. Problematyczne. Z błędów mignęła mi jedna cyferka:" Natalia w fartuszku, wykonująca bezużyteczne polecenia, bezbronna i uległa podniecała mnie niemal tak samo jak naga.7", niepotrzebnie, brzydko :(. Pozdrawiam i nominuje, Russ.

ta sygnaturka uległa uszkodzeniu - dzwoń na infolinie!

To był konkurs portalu Artefakty, na temat "Gdy rozum śpi, budzą się demony". Podbudowałeś mi trochę samoocenę. Dzięki :)

Ojej, ojej, ale wstyd! Na klawiaturze mam taki głupi układ, że "7" często wchodzi mi razem z enterem i tropię ją potem po tekście… Przegapiłam. :D

And the world began when I was born/ And the world is mine to win.

Myślę, że spodziewali się fantasmagorii. A twój tekst jest skromny. Jak napisałem, dla mnie jest to zaleta. Dla kogoś innego niekoniecznie.

ta sygnaturka uległa uszkodzeniu - dzwoń na infolinie!

Właśnie się zaczynam grzebać w artykułach o psychopatii na prezentację i akuarat taki tekst mi się trafił :) Chyba właśnie bohater był tu najstraszniejszy – moim zdaniem, bardzo dobrze oddałaś jego psychikę, a pisanie w pierwszej osobie jak dla mnie dało bardzo mocny efekt. Bardzo mi się podobało, dobrze wyważony tekst z niepokojącym klimatem, na mnie zdecydowanie podziałał.

Od początku do końca, szalenie satysfakcjonująca lektura. Bardzo mi się podoba. Stworzyłaś opowiadanie ze znakomitym nastrojem, idealnym do wyklucia się obłędu. 

 

Klucz trochę się zacina, ona tak jak zawsze wychodzi z mi na spotkanie… – Literówka.

 

Chłodny dreszcz podniecenia. Drżenie budzi się gdzieś w krtani. Schodzi podniecającym impulsem przez mostek i przeponę do dołka. – Wolałabym: Chłodny dreszcz podniecenia. Drżenie budzi się gdzieś w krtani. Schodzi ekscytującym/ zniewalającym impulsem przez mostek i przeponę do dołka.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Jej, jej Regulatorzy się podobało! Dziękuję! :D Zaraz pęknę z dumy!

And the world began when I was born/ And the world is mine to win.

To ja Ci dziekuję, że mogłam przeczytać naprawde porządne opowiadanie. ;-)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Ciekawy „instruktaż” –  jak sobie w domu stworzyć demona. Opek fajnie się czyta. Buduje nastrój i wciąga coraz bardziej. Myślałem, że nigdy tego nigdzie nie napiszę, ale za szybko się kończy. Poczytałbym jeszcze chwilę.

Cieszę się bardzo, że się dobrze czyta. :)

And the world began when I was born/ And the world is mine to win.

Też przeczytałem. Tylko że dla mnie narracja tego gościa jest narracją typowo kobiecą. Może tak miało być. Nie znam założeń konkursu, ale tekst wydaje mi się zbyt krótki

O, ciekawe spostrzeżenie. :) Narracja zapewne jest kobieca, bo ja jestem kobietą. A jak osiągnąć efekt narracji "męskiej"?

And the world began when I was born/ And the world is mine to win.

Rzucać kurwami i często wspominać o cyckach, zaś historię przedstawiać w formie relacji wydarzeń, nie splamionej choćby wspomnieniem o emocjach. Mam nadzieję, że pomogłem. Pozdrawiam. :D

Sorry, taki mamy klimat.

Protestuję zatem, są cycki!

And the world began when I was born/ And the world is mine to win.

<Myśli> Może za mało cyckowatye?

A tak na poważnie, czytałam kiedyś, że proza kobieca jest mocniej nasycona przymiotnikami, a mężczyźni dają więcej czasowników.

And the world began when I was born/ And the world is mine to win.

Carewno, Ty tak bezkrytycznie do rad Sethraela nie podchodź. Są na tym świecie mężczyźni, którzy "kurwią" tylko wtedy, gdy jest to nie do uniknięcia, oraz umieją ładniej nazywać te wiesz, te z przodu do przodu wystające…  :-) 

Tak, Adamie, ale przecież nie są to prawdziwi mężczyźni, a feminizujące dziwolągi, prawda? ;) Prawdziwy mężczyzna, piszący twardą prozę – odzwierciedlającą zarówno grubiaństwo twórcy jak i brak uczuć u fanów takiej twórczości – nie myje się tydzień, nim zabierze się do tworzenia tekstu. Klimat jest w końcu najważniejszy! Podobnie jest u kobiet, które piszą jedynie wtedy, gdy wokół leżą płatki róż, dzięki czemu, rozgrzane miłosną i ciepłą hiperpozytywnością emocje, buchają z każdej linijki prawdziwie babskiego dzieła. O!   Carewno, moje teksty zawsze bierz na poważnie, proszę, a już szczególnie te o męskości i żeńskości prozy! ;) Pozdrawiam rozbawiony.

Sorry, taki mamy klimat.

A, płatki róż! Tego mi brakowało! 

@Sethrael: jak np. Pani (Pan?) Magdalena Kozak ;P

@Adamie: przeklinają wyłącznie gdy jest to nie do uniknięcia, np w opisie czynności przeklinania? ;P

Wy, mężczyźni, nie wiecie, ale my, kobiety, wiemy, że stanik jest taki wystający, bo jest wypchany płatkami róż, a te "wystające na ce" istnieją wyłącznie w męskiej wyobraźni. :D

And the world began when I was born/ And the world is mine to win.

To znaczy, że oprócz wyobraźni posiadam zdolność materializowania wyobrażeń, bo – no, nie muszę tłumaczyć, dlaczego.  :-)

Oczywiście najlepiej nazwać push-up płatkami róż. Ostatnio z żoną widzieliśmy majtki push-up. Rewelacja.

Gwidonie, ale damskie czy męskie? W damskich – jak podejrzewam – byłyby poduchy wszyte z tyłu, w celu uzyskania efektu pani Lopez, a w męskich co? Jakiś wałek silikonowy z przodu? ;)

Sorry, taki mamy klimat.

Sethraelu, albo efekt 'a la renesansowy gęsi brzuch.

 

Na marginesie, na poważnie: ponawiam pytanie o cechy charakterystyczne narracji kobiecej i męskiej. :)

And the world began when I was born/ And the world is mine to win.

Oj, Carewno, to już tylko dla prawdziwych koneserek ;)

Sorry, taki mamy klimat.

Tutaj podejrzewam, że się już psychologia płci kłania. Generalizując: mężczyźni myślą faktami, kobiety emocjami, jak pióro sprawne to przełoży to jakoś na papier ;)    Ja przy pisaniu zazwyczaj mam kota na kolanach ( zawczasu mówię, że nic nim później nie wypycham ), czy to też jakoś określa mnie i moją płciową przynależność…?

Ja przy pisaniu zazwyczaj mam kota na kolanach[…].   :-)  Bez suflera ani rusz?  :-)

Sufler, kuchcik, makijażysta, fryzjer, ogrodnik… zwierz wielozadaniowy ;)

:-)  :-) 

Świetnie. Od pierwszego do ostatniego słowa bardzo niepokojące.

Niezły tekst. Bardziej podobała mi się pierwsza połowa opisu zniewalania dziewczyny, potem zrobiło się trochę mówienie tego samego. Biorąc pod uwagę puentę i zamysł fabularny, wydaje mi się, że pewna kondensacja mogłaby wyjść opowiadanku na dobre. 

I po co to było?

Ciekawy, trzymający w napięciu tekst, choć końcówka chyba ciut mniej niepokojąca od reszty. Bardzo mi się podobał i zapadł w pamięć (choć – zadziwiające – zapomniałam go skomentować;).

Nie wiem, czy nie warto byłoby usunąć zbędne puste linijki, pozostałe po starym edytorze.

Pozdrawiam.

”Kto się myli w windzie, myli się na wielu poziomach (SPCh)

A ja poproszę o usunięcie horroru z tytułu :)

Administrator portalu Nowej Fantastyki. Masz jakieś pytania, uwagi, a może coś nie działa tak, jak powinno? Napisz do mnie! :)

Zrobione, przepraszam za niedopatrzenie. :)

And the world began when I was born/ And the world is mine to win.

Tekst fajny, tylko jakoś tak… za szybko się kończy. To znaczy wciąga i niby wszystko jest ok, ale czytałam w tramwaju i skończył się w połowie drogi do domu, pozostawiając lekki niedosyt :).

Pozdrawiam :)

To jest puste, ciągnie się w nieskończoność i… O mój Boże, tam jest pełno zaimków!

No cóż, dobrze tak bohaterowi. Spodobał mi się ten tekst.

Wraca na łóżko, wypina tyłeczek w różowych majtkach z koronki. W rozcięciu koszulki od kompletu migają dyndające cycki.

W jakiej pozycji ona leżała i z której strony on patrzył?

Gdzieś tam masz “cię” z niepotrzebnie dużej litery.

I odstępy między akapitami zostały.

Babska logika rządzi!

Nowa Fantastyka