- Opowiadanie: jjerzy - Kolejne kuszenie człowieka: Mina cz. I [18+]

Kolejne kuszenie człowieka: Mina cz. I [18+]

Dyżurni:

Finkla, joseheim, beryl

Oceny

Kolejne kuszenie człowieka: Mina cz. I [18+]

 

 

 

– Zniewolenie w was powstało, gdyż miało powstać. Wmawiacie sobie, że sami je ‘wybraliście’ i nigdy nie wpadło wam do głów, by się uwolnić.

 

– E tam, zamelduj to koniowi!

 

– Posłuchaj mnie uważnie, człowiecze. Wierzycie, że samodzielnie wybraliście sobie więzy, które was oplotły, przytwierdziły do ziemi, które was duszą. Myślicie: nasza wola, nasz wybór, nasz grzech. Następnie zaś, w tym zbiorowym masochizmie, zaczęliście czcić Tego, który was tak ukształtował, tak ową ‘wolną wolę’ nastroił, że przekonani o swojej autonomii, wybraliście to, co tak naprawdę wybrać wam nakazano. W ten sposób On się was pozbył, a teraz…

 

– To ty słuchaj, łajzo. Twoja choroba i twój problem. Ja sobie teraz planuję pofukać, zatem zawijaj rogala, rozkminiasz?

 

– Nie zrozumiałeś mnie. Postanowiłem przybyć do was, do Ciebie, z przesłaniem miłości. Chcę ludziom powierzyć słowa prawdy – prawdy o ich ‘kochającym Bogu’. Chcę uświadomić, kto was uwięził na wieki, a jednocześnie deklarował ukochanie człowieka. Chcę was wydobyć z klatki, w której się miotacie nawet o tym nie wiedząc. Tego wszystkiego chcę, gdyż moja miłość do ludzi jest pierwsza, najszlachetniejsza, najczystsza.

 

– Zarka, chyba wiem, po coś się tu wjanował. Poszukujesz ciepłego brata do tanga, tak? Źle trafiłeś, bo ja regulaminowy heteryk jestem i bzykam się z dżagami, a nie z gejzerami, kapujesz? To poruszaj główką, tą z dwoma oczkami, że kapujesz, daj wsteczny i cię nie ma.

 

– Mylisz się. Nie jestem tym, za kogo mnie uważasz. Nie jestem nawet tym, kogo widzisz. Zresztą, mogę być kimkolwiek – każdym i nikim. Ale…, pokażę Tobie swoją moc. Zapytaj mnie o kogo zechcesz, a powiem o tym kimś wszystko – gdzie jest, co robi… Wszystko, czego tylko sobie zażyczysz.

 

– A niech będzie. Jak żeś taki kozak, to…

 

– Nie musisz kończyć! Wiem, gdzie jest teraz Kryśka, co robi, co zamierza. O niej myślisz, prawda?

 

– Łał, siedzisz mi w saganie? Alboś taki miszcz zgaduj-zgaduli!? No to, co u niej, jak idzie bajka?

 

– Jesteś pewien, że chcesz wiedzieć?

 

– Dawaj, no. Pewnie tkwi w chacie i majta firany, co nie?

 

– Teraz przebywa w łazience i robi manicure dla niejakiego Wojtusia, który właśnie do niej jedzie.

 

– Dla Wojtusia? Aż to bladź szczypana. Momento, odpalę kamurkę i kolnę do niej.

 

 

* * *

 

– Pronto…

 

– Wassup Krycha, Mina z tej strony.

 

– Lala gra! Paznokcie sobie właśnie robię. A ty co, stęskniony?

 

– Zawsze, ale Wojtuś chyba bardziej, co nie? W końcu jedzie do ciebie.

 

– To dobrze robi. Wisi mi kasę, to niech ją w zębach przyniesie. Najwyższy czas! A ty co, w psiarni robisz, za ludźmi łazisz?

 

– W chacie jestem. Mam tu gostka, jakiś jasnowidz, który mi opowiada: gdzie, co i jak. Czaisz?

 

– Znowu diler jakiś? Magik z psiej budy? Kto to, gdzie się z nim zwąchałeś?

 

– Nigdzie! Zjawił się u mnie sam…

 

– Mina, czy ty się znowu nafukałeś, jak małpa w młynie? Jak to się zjawił?

 

– No, po prostu. Pojawił się, ni z pizdy, ni z groszku, i gada jak kiecol, tylko z deka nieprawomyślny.

 

– Kiecol? Chyba okurwieniec jakiś.

 

– No, nie kiecol, tylko tak rozmawia po kiecolsku. A lans ma jak mistrz ortalionu, fryz po chemioterapii. Taki z cyklu: w głowie cyrk, w dupie karuzela. I wszystko wie!

 

– Prawisz, że wszystko wie? To niech powie, co mam teraz na sobie, jak taki jebany czarodziej.

 

– To siedź na drucie…

 

 

* * *

 

– Ej, jak filujesz przez mury, to przekabluj mi, jaką Krycha ma kieckę na sobie.

 

– Ma stringi i różowy szlafrok z Hello Kitty.

 

 

* * *

 

– Krycha! On mówi, że masz majtki z uzdą i to pomponiaste Hello Kitty!

 

– Mina, ty zjebie. Czy ty mi podłożyłeś kamerkę w kiblu? To ja ci doradzę, żebyś ściął digidongi i wyglancował styje, bo jak znajdę ten szmelc, to mój brat wsadzi go w ten twój owłosiony krater, razem z kablem bezprzewodowym.

 

– Mam w dupalu twojego ciepłego bracholka…

 

– Właśnie mówię, że będziesz miał, ćwoku. A teraz bujaj wora.

 

– Krycha… halo…

 

 

* * *

 

– I co żeś narobił, złamasie!? Teraz mi kumple jej braciszka jaźwę obiją. Ja pitolę!

 

– Nie trwóż się. Pod moją opieką jesteś bezpieczny. Nikt Ciebie nie tknie. Jej brat także. A co, nie lubicie się zbytnio, mam rację?

 

– Nie cierpię dzięcioła. Taki metroseksualny faggot. Oby go diabeł chujem przykrył… Chwila, kamurka mi wibruje!

 

 

* * *

 

– No, czółko Mondry. Co cię przywiewa eterem?

 

– Czesio, Mina. Słyszałeś niusa o braciszku Krychy? Proctor będzie musiał o niego zadbać, hehe!

 

– O czym zamulasz, nie kumam?

 

– No, popisywał się na kobzie przed gówniarzami, że ustoi pięć minut bez obrotu kołem. A siodełko miał zdjęte, jak zawsze w tym numerze. Sama rura sterczała. I jak tak trzymał pion, to znienacka klapnął całym swoim pedałczym ciężarem na rzeczoną rurkę. Jakby mu King Kong liścia sprzedał. A jak klapnął, to ona wlazła mu w perskie oko na dwadzieścia centymetrów. Widziałem to, ale bygi były!

 

– O, w pytona. Mondry, muszę kończyć. Dozo!

 

 

* * *

 

– No i właśnie żeśmy o moronie nawijali, a tu proszę… Taki wypadek!

 

– Faktycznie, wypadek. Brat Krychy powinien być ostrożniejszy na rowerze!

 

– Oh My God! To ty…

 

– No, spokojnie, spokojnie z tymi przekleństwami. Boga nam tutaj nie potrzeba. Przecież przyrzekłem, że ze mną jesteś bezpieczny. A dla mnie, raz dane słowo, to rzecz… diabelsko ważna.

 

– To git majonez, ale czemu tak boleśnie? Sam bym go jednym fiurgaczem rozpłaszczył na trotuarze. To cienias jest.

 

– Możliwe, lecz nie będzie już występował przeciwko Tobie, nie będzie judził, namawiał kolegów do złego. Ma ważniejszy problem.

 

– Oj ma – najodbytniejszy organ do remontu. Ja pierdykam! A ty co, taka wyłysiała siostra z Armii Zbawienia jesteś? Tak tutaj przeniknąłeś przez ścianę, żeby mnie charytatywnie wspomóc w walce ze złem?

 

– Jak powiedziałem, przyszedłem do Ciebie z miłością na dłoni. Przyszedłem z dobrym słowem i pomocą. Ale też mam coś jeszcze. O tutaj, w walizce.

 

– W walizce? O co kaman? Nie było żadnej walizki!

 

– Była, tylko nie zwracałeś uwagi. Otwórz, zajrzyj, to dla Ciebie. Wszystko!

 

– Bo jebnę na pancerz! To chyba cała produkcja cukru ze Śląska z ostatnich trzech lat!? Naprawdę wszystko dla mnie?

 

– A jakże, na własność. Jednak najpierw chciałbym coś opowiedzieć i poprosić o przysługę. Niewinny drobiazg. Czy mogę?

 

– Siur, nawijaj. Zamieniam się w ucho, nawet na piętnaście minut!

 

 

 

… i po cz. I

Koniec

Komentarze

Jak dla mnie bomba. Widząc pozbawiony opisów ciąg dialogów, początkowo byłem bardzo sceptyczny. Na szczęście czytałem dalej i nie zawiodłem się. Slang miodny, parę razy chichłem (zachichotałem brzmi zbyt <przewija tekst> gejzerowsko). Na pewno przeczytam dalszą część. Błędów nie widziałem, ale pewnie jakieś są ;)

Slang rzeczywiście robi wrażenie. Też przeczytam następny kawałek, choćby dla samego języka. "Majtki z uzdą" – rewelka. :-) Ale większe wstawiaj, nikt tu nie przepada za drobno posiekanymi. ;-)

Babska logika rządzi!

Podobało się , chociaż to "literatura" dość hermetyczna, albo ja za stary jestem. Jeżeli młodzieżowy język tak wygląda, to starsi muszą wypieprzać szybko na literacką emeryturę. Ta młodzieżowa grypsera jednocześnie martwi mnie i intryguje. Pozdrawiam.

Pochwa! Slang robi wrażenie, ale założę się, że nigdy go nie usłyszymy na ulicy. Małodzież mówi i zawsze będzie mówiła znacznie bardziej prostacko. Ten tu "język młodych" jest zbyt bogaty, zbyt literacki. Ten z "Mechanicznej pomarańczy" też taki był. I właśnie napisałem cholernie duży komplement:) A samo opko w porządku. Chyba nawet poczekam na resztę.

Dziękuję Wam za przeczytanie i – co tu wiele pitolić – za pozytywny odbiór. Slang to nie moja mowa, niemniej czasami zaskakuje mnie przerażającą wręcz celnością krótkich sformułowań, które opisują obiekt do dna. Traktuję to jako naukę. Tak, rzeczywiście wybieram te, wg. widzę misie :) , trafniejsze i nie beztreściowo wulgarne. Coś musi z tego się ujawnić, nie zaś kaszana bluzgów. Nie chcę się z ryszardem licytować na pokolenia, bo jeszcze mógłby się poczuć młodo :) , lecz poznawanie slangu też może być swoistą przygodą. W każdym wieku. A jeszcze większą – dopisywanie się do niego ze swoimi tworami, co także uczyniłem gdzieś tam u góry. Ot, taki epizod.

Maniacka perseweracja ambiwalencji niekongruentnych epifenomenów

Bardzo lubię realizm w dialogach, dlatego Twoje opowiadanie czytało mi się z niesamowitą przyjemnością. :) W kwestiach typowo slangowych tylko dwa razy odczułem styl bardziej literacki, ale zostało to tak przedstawione, że nadal jestem w stanie we wszystko uwierzyć.   "Ciebie" pisze się w opowiadaniu małą literą. To nie list.

https://eskapizmstosowany.wordpress.com/ - blog, w którym chwalę się swoją twórczością. Zapraszam!

A ja, jako przedstawiciel tego młodszego pokolenia (choć już kilka lat bez "naście") w żaden, najmniejszy sposób tego nie kupuję. Sam jakoś nigdy żadnego wymyślnego slangu nie używałem, raczej spotykałem u innych i mogę stwierdzić jedno – takie rozmowy nigdzie nie mają miejsca. Nigdzie. Autorze, jednak za daleko pojechałeś, młodzież mówi może nawet nie tyle bardziej prostacko, co prosto – masa skrótów i wyrazów pochodzenia obcego. I nie jest tak, że każdy kolejne słowo u starszych będzie wymagało długiej chwili zastanowienia – to są raczej dosłownie pojedyncze zdania wplatane w mniej lub bardziej, ale jednak tradycyjną polszczyznę. Dlatego jeśli chodzi tylko o ten aspekt – nie, nie kupuję tego. Sama historia ciekawsza i chętnie zapoznam się z ciągniem dalszym tylko… No nie zapowiada się to na wyjątkowo długi tekst, więc czy naprawdę była potrzeba go pociąć? :)

Knight Martius: dziękuję za opinię :) Co do 'Ciebie' – jest to nieprawidłowość, niemniej zamierzona. Kusiciel próbuje go go zjednać, wybrał własnie 'Jego', zatem postanowiłem tą perfidię podkreślić z dużej.  Zresztą, wszędzie tam, gdzie się do niego zwraca, zwraca się z pietyzmem – z dużej. Taki zabieg, zresztą stosowany czasami w różnych konfiguracjach.

Maniacka perseweracja ambiwalencji niekongruentnych epifenomenów

Cellular: jak napisałem, nie jest to moja mowa, niemniej powyższa rozmowa jest 'prawdziwa'. Znam nieco to środowisko i też miałem okazję uzyskać ocenę tekstu u użytkowników tego slangu. Ich nic nie dziwi – może, jak zauważyła tintin, jednak zbytnia literackość. Ponoć za mało pornograficznego bluzgactwa i dosadności, ale to już mój wybór. I nie jest to, jak piszesz, slang 'wymyślony'. Dodałem coś wprawdzie od siebie – bardzo niewiele, niemniej sformułowania i konteksty są wzięte z żywegi slangu ulicznego. Jest to do sprawdzenia, jak najbardziej. I jeszcze jedno – użycie slangu jest tutaj tylko narzędziem, nie zaś celem. Wybrałem sytuację i bohatera z pewnego środowiska. Środowisko to mówi tak, jak mówi. Toteż slang jest tutaj istotny, ale nie per se – ściśle powiązany jest z obrazem bohatera.

Maniacka perseweracja ambiwalencji niekongruentnych epifenomenów

Cóż, ekspertem w tej dziedzinie nie jestem, po prostu nigdy, w żadnym środowisku nie spotkałem się z niczym co byłoby choćby w minimalny sposób podobne do tworu zaproponowanego przez Ciebie – ale nie wykluczam, że coś takiego istnieje. Pozdrawiam ;) A przy okazji kiedy można spodziewać się ciągu dalszego?

Ależ… nie tylko istnieje, ale pulsuje, żyje, zmienia się. Ma swoje słowniki (nawet dostępne w internecie), i… oczywiście jest dożylnie dosadniejsze, niż tutaj. Przenika do mowy codziennej, potocznej, lecz nie slangowej. Można spokojnie przytaczać jak taka potrzeba. Tak, będę wstawiał dalej w wolnym czasie. I jeszcze autokorekta do ostatniego wpisu: nie 'wymyślony', tylko 'wymyślny' – oczywiście.

Maniacka perseweracja ambiwalencji niekongruentnych epifenomenów

Autorze. Jeżeli na moją skrzynkę wrzucisz jakikolwiek adres pocztowy, to otrzymasz ode mnie prywatną nagrodę za powyższy tekst. Pozdrawiam.

Ej, no! W takim momencie skończyć? To niehumanitarne;) Czytało się lekko i przyjemnie, pewnie dlatego, że opko to praktycznie same dialogi. Fajną ksywkę ma ten główny bohater. Moim zdaniem slang miejscami przekombinowany i przez to nieprawdziwy. Ogólnie podobało mi się i czekam na więcej. Aha, ciekawi mnie, skąd zaczerpnąłeś te slangowe wyrażenia – usłyszałeś, przeczytałeś ? Bo jest tu ich spor.

ryszard: jeszcze nie zasłużyłem, jest mi natomiast miło, że ogólnie tekst podszedł :) Karol Gumowski: jak tak słucham, gdy chłopaki i dziewczyny lecą tym slangiem, to myślę sobie, co by trzeba było napisać o 'przekombinowaniu', gdybym tak użył w tekście in extenso, bez cięcia . Sam czasami mam trudności ze złapaniem sensu wypowiedzi i muszę odkodowywać z użyciem 'pomocy naukowych' lub prosić tłumacza :) W tekście jest zaledwie kilka zwrotów oraz starałem się używać ich stylu wypowiadania się. W komentarzach powyżej napisałem, gdzie ten język staram się poznawać, lecz ogólnie: kontakt z ludźmi + internet (w takiej kolejności).

Maniacka perseweracja ambiwalencji niekongruentnych epifenomenów

Ponieważ coraz mniej rzeczy mnie zdumiewa, użyta w opowiadaniu specyficzna gwara środowiskowa nie dziwi mnie, a niekiedy nawet wprawia w podziw, mimo że to język nie całkiem dla mnie zrozumiały. ;-) Przeczytałam z przyjemnością i poczekam na ciąg dalszy.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Nowa Fantastyka