- Opowiadanie: SzyszkowyDziadek - Prawdziwe dzieło broni się samo

Prawdziwe dzieło broni się samo

Oko opatrzności mrugało złowieszczo z ekranu komputera. To znak, że jakiś żółtodziób wrzucił nową etiudę, a Krzysztof, jako członek Mularstwa, ma obowiązek obejrzenia i zrecenzowania każdego debiutanckiego utworu...

Dyżurni:

regulatorzy, adamkb, homar, vyzart

Biblioteka:

AlexFagus, Finkla, Duch Biblioteki

Oceny

Prawdziwe dzieło broni się samo

Iguana Buddy jadła płatki kukurydziane. Wspaniały, majestatyczny gad leżał na stole i ochoczo pożerał swoje ulubione łakocie. Naprawdę smakowało. Buddy z satysfakcją oblizywał smoczy pysk, delektując się cudownym pokarmem. Niespodziewanie iguana zamarła w bezruchu, a na czole gada ukazało się tajemnicze kółeczko.

– Cholercia – Krzysztof zaklął szpetnie. – Znowu buforowanie! I to w najlepszym momencie.

Odczekał chwilę, ale irytujące kółeczko nie chciało ustąpić. Obracało się bezczelnie, nie pozwalając Buddy’emu dokończyć śniadania, a Krzysztofowi dokończyć seansu. Mężczyzna w końcu dał za wygraną, głośno westchnął i niechętnie wyłączył YouTube.

Spojrzał na zegar. Wielkimi krokami zbliżała się północ. Krzysztof poczuł się jak wrak człowieka, znowu zmarnował cały wieczór na przeglądaniu głupawych filmików w Internecie. Znowu, choć tyle razu próbował już skończyć z parszywym nałogiem. Komu jak komu, ale Krzysztofowi, wielkiemu krytykowi filmowemu, zwyczajnie nie wypadało.

Wyrzuty sumienia nie ustawały, bezlitośnie rozsadzając czaszkę mężczyzny. Jadowite myśli kąsały zawzięcie.

– Jestem śmieciem! Znowu to zrobiłem! Nie wytrzymałem nawet tygodnia na odwyku. Jak to się w ogóle stało? Przecież się pilnowałem. Jak to się mogło stać?

Nagle nad głową krytyka pojawiła się żarówka. Nie, nie prawdziwa stuwatówka, nawet nie ta energooszczędna, co to teraz sprzedają. Metaforyczna żarówka. Krzysztof miał pomysł. Dlaczego wcześniej na to nie wpadł. Co za problem prześledzić krok po kroku wydarzenia tego przeklętego wieczoru i sprawdzić, w którym miejscu popełnił błąd. Dowiedzieć się, kiedy właściwie uległ pokusie oglądania losowych filmików na YouTube. Mężczyzna włączył historię przeglądarki. Z bijącym sercem zaczął wertować listę, zapis swojego upadku.

Oczywiście wszystko zaczęło się niewinnie. Jeszcze o dwudziestej Krzysztof oglądał po raz jedenasty „Rashomona”. Niestety po seansie, zgodnie z poleceniem YouTube’a, krytyk zainteresował się produkcją katan. To tylko kilka minut, co się może stać? Każdy uzależniony wyrzutek znajdzie jakieś wytłumaczenie. Jednak tych kilka minut wystarczyło, żeby Krzysztof ponownie wpadł w szpony randomoholizmu. W ciągu kolejnych czterech godzin zdążył poznać proces technologiczny produkcji beczek, zgłębić zasadę działania mechanizmu z Antykithiry, popodziwiać drzewka bonsai, obejrzeć jakiegoś faceta ze słoikiem, popatrzeć na koty, o tak, dużo kotów, potem przyszła kolej na maszyny górnicze, Baggera 288, młockarnię napędzaną lokomobilą, pielęgnację iglaków, glebogryzarki, „Martwicę mózgu”, koty, jeszcze więcej kotów, krach giełdowy, śpiewającego He-Mana, fasolki z „Harrego Pottera”, wózki dziecięce, kult voodoo, rytuał godowy chrustownika, egzorcyzmy, mydelniczki, kotki, katastrofę Titanica, Di Caprio, „Incepcję”, oniryzm, weltschmerz, koty z weltschmerzem, dzieci kopiące grzyby, bombę termojądrową, krater Chicxulub, CERN, Wielki Wybuch, koty, grube koty, bardzo grube koty, jeszcze trochę bardzo grubych kotów, Nyan Cata, Slendermana, frytkownicę, zmutowane roboty, zmutowane koty, kameleony i wreszcie iguanę Buddy’ego i jego płatki kukurydziane.

To niesamowite, jak bardzo swobodne surfowanie w Internecie przypomina strumień świadomości. W dodatku strumień, w którym jakiś zwyrodnialec utopił mnóstwo kiciusiów.

Przejrzenie historii tylko pogorszyło stan krytyka. Bolesne myśli zaatakowały ze zdwojoną siłą.

– Jak mogłem znowu temu ulec! Przecież jeszcze dzisiaj byłem na spotkaniu Klubu Anonimowych Randomoholików! Co ja im powiem! Że jestem za słaby? Nie, już nigdy więcej. Przysięgam, że już nigdy więcej nie będę oglądał głupich filmików!

Krzysztof po złożeniu uroczystego ślubu pocałował klubową broszkę z literami AR i trochę się uspokoił. Ale tylko na chwilę. Drgnął. Właśnie uświadomił sobie, że przez przeklęty nałóg na śmierć zapomniał o obowiązkach. Zapomniał o dyżurze! A jego pracodawcy nie należeli do wyrozumiałych. Po plecach mężczyzny przeszedł dreszcz. Krzysztof uruchomił stronę Gildii Wielkich Krytyków i włączył zakładkę dla debiutantów. Posypały się siarczyste przekleństwa.

– Kurczę pieczone! Jasny gwint!

Oko opatrzności mrugało złowieszczo z ekranu komputera. To znak, że jakiś żółtodziób wrzucił nową etiudę, a Krzysztof, jako członek Mularstwa, ma obowiązek obejrzenia i zrecenzowania każdego debiutanckiego utworu. A przynajmniej każdego umieszczonego w trakcie jego warty. Jak na złość filmik pojawił się na stronie pięć minut przed północą. Zaledwie pięć minut przed końcem dyżuru.

– Motyla noga! – Krzysztof nie przebierał w słowach. Postanowił jednak, że lepiej mieć to już za sobą i obejrzał nową etiudę.

Na szczęście nagranie trwało tylko niecałe dwie minuty, na nieszczęście…

– Ale gówno – pomyślał krytyk.

Krzysztof westchnął, odegnał muchę z ekranu i wziął się za pisanie komentarza.

 

***

 

WielKryt 00:03

Niespecjalnie przypadł mi do gustu Twój film, droga Autorko. Przyznam szczerze, że nie rozumiem , co chciałaś przekazać. Odniosłem wrażenie, że powrzucałaś do jednego worka niepowiązane w żaden sposób fragmenty, niektóre śmieszne, niektóre straszne, a niektóre kompletnie niezrozumiałe. Nie wiem, o czym jest Twoja etiuda. Mam poważne wątpliwości, czy w ogóle o czymkolwiek jest. Nie podobało mi się, ale próbuj dalej. Nie zrażaj się. Dużo oglądaj. I może zanim wrzucisz następny utwór dowiedz się, jak kręci się prawdziwe filmy. Takie z fabyłą.

WielKryt 00:04

*fabułą

 

***

 

Krzysztof złapał się za głowę. Zdał sobie sprawę ze złamania przysięgi. Zdjął klubową broszkę i cisnął w monitor. Nie po raz pierwszy objawił się konflikt pomiędzy byciem Mularzem a byciem randomoholikiem. Mężczyzna sięgnął pamięcią do czasów, kiedy był młody i głupi.

Jeszcze na studiach podjął współpracę z Gildią Wielkich Krytyków. Początkowo myślał, że to zwykły portal filmowy. Co prawda nieco niepokoił go kursor w kształcie kielni i mrugające oczy opatrzności sygnalizujące nowe wątki w tematach. Krzysztof tłumaczył sobie, że to tylko taka estetyka, że strona nie posiada żadnego drugiego dna. Będąc wówczas niedoświadczonym młokosem, pisywał recenzje dla portalu, prowadził kącik poświęcony twórczości Bertolucciego, a od czasu do czasu komentował krótkie filmy wrzucane przez debiutantów. Aż pewnego dnia dostał prywatną wiadomość od samego Mistrza. Mistrz z niewiadomych powodów przesłał Krzysztofowi rycinę przedstawiającą nieociosany kamień. W tym momencie jestem zmuszony nabrać wody w usta. Późniejsze wydarzenia są tak tajne, że nawet wszechwiedzący narrator nie może znać szczegółów.

W każdym bądź razie tamtego dnia Krzysztof został Mularzem Gildii Wielkich Krytyków. Głównym celem stowarzyszenia była pomoc młodym ambitnym twórcom. Każdy członek Mularstwa zobowiązał się do pełnienia dwa razy w tygodniu dyżurów i obejrzenia każdego opublikowanego w tym czasie utworu. Krzysztof traktował nowe zadanie jako rodzaj misji. Wyobrażał sobie tłumy zdolnych artystów, przyszłych Lynchów i Tarkowskich. Niestety zdecydowana większość debiutanckich filmików pływała głęboko poniżej poziomu Uwe’a Bolla. Wyławianie nielicznych pereł z oceanu kinematografomanii nie należało do najprzyjemniejszych zajęć. Krzysztofa spotkało bolesne rozczarowanie, ale mimo wszystko nie zrezygnował. Częściowo dlatego, że nie pozwalała mu na to duma, a częściowo dlatego:

 

***

 

Sama 00:18

LOL Wiedziałam że mój film okaże się za trudny. Znalazł się krytyk z koziej dupy, co to nie wie na czym polega prawdziwa sztuka. Jak się nie podoba, to czemu lepszego nie nakręcisz?!??? Jakbyś uważnie oglądał zrozumiałbyś o co chodzi. Niektórzy to wolą, jak wszystko jest na tacy podane ;):) I które scenki są niby śmieszne w moim filmie? Co?

WielKryt 00:27

Pozwolisz, że nie odniosę się do argumentów ad personam i od razu przejdę do meritum. Nie przeczę, że mogłem nie zrozumieć powyższego filmu. Wyraziłem jedynie swoje zdanie. Przyznaję, że nigdy niczego nie nakręciłem, nadal jednak mam prawo do oceniania utworów. Nie każdy odbiorca musi być nadawcą. Jeśli chodzi o zabawne momenty, na łopatki powalił mnie tańczący mebel, a wcześniej ta stonoga, czy co to właściwie było. Całość wygląda jakby została nagrana pralką, a dźwięki są strasznie irytujące. Nie wystarczy powrzucać kilku losowych scenek, żeby wzbudzić w widzu emocje. W tym barszczu jest za dużo grzybów, w dodatku niektóre trujące lub co najmniej niejadalne. Mam nadzieję, że Twój następny film będzie znacznie lepszy.

Sama 00:35

LOL To nie jest stonoga, tylko krocionóg, debilu! Mówiłam, że nie zrozumiałeś ;) Tak się składa, że każdy, komu pokazałam mój film, był pod ogromnym wrażeniem. Tak w ogóle to jakim prawem krytykujesz? Co? Skończyłeś przynajmniej filmoznawstwo?!!!1 A nie przyszło do główki, że celowo jakość jest nie najlepsza? Za trudny zabieg. Nie pomyślałeś, geniuszu? ;) Może nie zauważyłeś, ale jestem początkującą artystką, a nie jakimś Kurosawą czy Oshimą. PS: Sam jesteś ad personam.

WielKryt 00:43

Krocionóg, rzeczywiście. Przepraszam. Pomyliłem się. << To mała próbka pokory. Poczęstuj się. Naucz się tej sztuki, bo bez tego nie masz najmniejszych szans na zostanie prawdziwą artystką. Zabieg celowy… tak… jasne… Jakość specjalnie niespecjalna… Nie musiałem kończyć filmoznawstwa aby mieć prawo do wyrażania opinii o Twoim wiekopomnym dziele. Co ma piernik do wiatraka? PS: Tak, ukończyłem filmoznawstwo.

Sama 00:46

Mała pomyłka, krytyczku. ;D Ja nie popełniłam błędu i nie mam za co przepraszać. A może jakaś opinia o fabule, cwaniaczku? ;)) Czy też za trudno? :)

WielKryt 00:48

Opinia o fabule: Tu nie ma fabuły. Dziękuję za uwagę.

 

***

 

Krzysztof uwielbiał dyskusje z urażonymi autorami, określanymi w żargonie współczesnego dyskursu krytycznofilmowego mianem ałtorów i ałtoreczek. Z niemałym rozrzewnieniem wspominał pewnego młodzika, który zażarcie bronił zwrotu „nagle sytuacja zmieniła się o trzysta sześćdziesiąt stopni”. Krytyk dzielnie tłumaczył mu, najprościej jak mógł, że przecież obracając się o pełen kąt wracamy do punktu wyjścia. Ale nie, autor uparł się jak osioł. Mało tego, gdzieś wyczytał, że obrót o trzysta sześćdziesiąt stopni zmienia spin elektronu. Tak… W filmiku o alkoholowych libacjach gimnazjalistów z pewnością znalazły się subtelne nawiązania do fizyki kwantowej… Jasne… Krzysztofowi ogromną radość sprawiały żenujące tłumaczenia początkujących twórców. Właśnie dlatego pozostał Mularzem. Był jeszcze jeden drobny szkopuł. Z Loż… to znaczy z Mularstwa nie dało się tak po prostu odejść. Podobno kiedyś ktoś spróbował i, jak to mówią, słuch po nim zaginął.

 

***

 

Sama 00:53

Sam nie masz fabuły ;) ;) Jak ktoś chce łatwej i przyjemnej rozrywki, to nie u mnie. Sorry resory, Winnetou!

WielKryt 00:55

Nie mam chyba zbyt wielkich wymagań. Oczekuję jedynie, aby sceny w filmie stanowiły logiczną całość. Czy to naprawdę za dużo?

Sama 01:01

Obejrzyj jeszcze raz. Może zrozumiesz ;)

WielKryt 01:04

A może Ty w końcu zrozumiesz, że tego nie da się oglądać? A ja to obejrzałem. Ot, taki paradoks. Zdecydowanie nie mam zamiaru próbować po raz drugi.

Sama 01:07

Nasz głupiutki krytyk się zdenerwował ;) :) LOL Nie rozumiesz, że ten film jest AMBITNY i nie musi mieć fabuły wyłożonej jak krowie na rowie. Co?!? Za mało pościgów! Wracaj do transformersów!

WielKryt 01:16

Droga Autorko, jak prosiłaś, obejrzałem Twój film jeszcze raz i faktycznie zmieniłem zdanie. To jest największe dno, jakie w życiu widziałem. Zapomnij o moich poprzednich komentarzach. Dam ci inną radę: Nie kręć już więcej filmów. Nie każdy się do tego nadaje. Na pewno czymś się jeszcze interesujesz. Zauważyłem, że masz konia w awatarze.

Sama 01:17

Nienawidzę koni.

WielKryt 01:19

No to nie wiem. Znajdź sobie jakieś zajęcie. Tylko nie filmy. Dopóki nie nauczysz się znosić krytyki, nie osiągniesz sukcesu. Poważnie.

Sama 01:23

SKORO SIĘ NIE PODOBA TO PO CO KOMENTUJESZ?!!

WielKryt 01:27

Nie krzycz tak :) Cisza nocna jest. Komentuję, bo mam taki obowiązek. Poza tym świetnie się z Tobą bawię, Autorko.

Sama 01:28

Przyznaj w końcu, że jesteś za głupi na mój film! ;)

Sama 01:39

Halo! Gdzie jesteś? Skończyły się argumenty? ;) Tak myślałam! LOL Jaki typek.

WielKryt 01:41

Bardzo przepraszam. Skoczyłem tylko po popcorn i colę.

 

***

 

Otwarł puszkę. Rozległo się przyjemne syknięcie. Krytyk lubił gazowany napój tak bardzo, że gdyby pił rum tak często, jak pije colę oraz dodatkowo miał papugę, drewnianą nogę i hak zamiast dłoni, wówczas przypominałby trochę pirata. Innymi słowy Krzysztof uwielbiał colę.

 

***

 

Sama 01:43

Już myślałam, że speniałeś ;) Więc co, nadal nic nie rozumiesz? Nie przyszło ci do główki coś takiego jak symbole??! Hmm… Ty to chyba lubisz łopatologię… Ech…

WielKryt 01:47

Przestań! Przez Ciebie prawie polałem klawiaturę colą. Boski trunek nie może się zmarnować! Symbole, powiadasz? Cytując klasyka: LOL. Już chyba bardziej wieloznacznego symbolu nie mogłaś wybrać. Hmm… Co autor miał na myśli? Absolut? Boga? Nieskończoność? Słońce? Już róża byłaby konkretniejsza. Masz rację, preferuję łopatologię niż mętny przekaz.

Sama 01:54

Jak zwykle nie zrozumiał ;)

WielKryt 01:59

Może ktoś mądrzejszy ode mnie zrozumiał. Trochę dziwne, że nikt więcej nie komentuje. Halo! Mularze, co z wami? Jak Mistrz się o tym dowie… Autorko, powinnaś chyba poczekać na bardziej kumatych.

 

***

 

Krzysztof ziewnął. Minęła już druga w nocy. I chociaż krytyk nie lubił być przytulany przez mężczyzn, czuł, że już najwyższa pora utonąć w objęciach Morfeusza.

 

***

 

WielKryt 02:01

Droga Samo, dziękuję za miłą dyskusję. Na koniec dam ci jeszcze jedną radę. Prawie dwie godziny usiłowałaś wytłumaczyć mi swój utwór. Bezskutecznie. W przypadku naprawdę dobrych filmów, komentarze odautorskie są zupełnie zbędne. Zapamiętaj te słowa: Prawdziwe dzieło broni się samo.

Sama 02:02

Ale Moje Dzieło broni się samo ;) Nie masz przypadkiem wyłączonego telefonu?

 

***

 

Krytyk przeczytał początek wiadomości i wybuchnął śmiechem, rozlewając resztki coli.

– Cholercia – zaklął i zaczął wycierać rękawem pomoczoną klawiaturę. – Mój boski trunek!

Gdy klawisze były już w miarę suche, mężczyzna spojrzał na monitor i przeczytał cały komentarz.

– Kurczę blade – pomyślał. – Jaki telefon? Może pisze z kimś równoległe i pomyliła zakładki. Chociaż…

Przypomniał sobie, że przecież tego dnia był na spotkaniu w Centrum Zwalczania Randomoholizmu i faktycznie wyłączał dźwięk w komórce. Mężczyzna nieco zaniepokojony wyjął z kieszeni telefon. Rzeczywiście wyciszony. Ale nie to było najdziwniejsze.

– Ja pitolę! Siedemnaście nieodebranych połączeń! Co to za natręt… Nieznany numer… O! Nagrał się na poczcie głosowej.

Krzysztof przyłożył komórkę do ucha. Odsłuchał wiadomość. Tylko dwa słowa.

– Siedem dni.

Koniec

Komentarze

Uwaga 1: Mam nadzieję, że nikt się nie obrazi. Wszelkie podobieństwa do prawdziwych organizacji są przypadkowe. Uwaga 2: Za spoilerowanie w komentarzach będę dotkliwie kąsać. Uwaga 3: Obrazek stąd. Uwaga 4: Zapraszam i życzę miłej lektury. :)

„Często słyszymy, że matematyka sprowadza się głównie do «dowodzenia twierdzeń». Czy praca pisarza sprowadza się głównie do «pisania zdań»?” Gian-Carlo Rota

Później przeczytam (zapewne z przyjemnością). A tymczasem niech Vega mruga.

Złościć się to robić sobie krzywdę za głupotę innych.

SzyszkowyDziadku, w sytuacji którą stworzyłeś, musi Ci wystarczyć wyznanie, że bardzo mi się podoba. ;-D Postraszyłeś kąsaniem i teraz nie wiem co napisać, żeby się nie Tobie nie narazić, więc może po prostu zachęcę wszystkich do przeczytania opowiadania. Naprawdę warto!    „Nie, nie prawdziwa stuwatówka, nawet nie ta elektrooszczędna, co to teraz sprzedają”.Nie, nie prawdziwa stuwatówka, nawet nie ta energooszczędna, co to teraz sprzedają.   „Krytyk przeczytał początek wiadomości i wybuchł śmiechem, rozlewając resztki coli”.Krytyk przeczytał początek wiadomości i wybuchnął śmiechem, rozlewając resztki coli.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Errata do Uwagi 2: Za spoilerownie dotyczące samej puenty będę dotkliwie kąsać. Wszystko inne pozwalam śmiało chwalić/ganić/rugać/opisywać/wyjawiać. :) Puentę też pozwalam chwalić/ganić/rugać, ale bez wyjawiania! TyraeluIksie, w takim razie z niecierpliwością czekam na opinię. :) Regulatorko, bardzo dziękuje za komentarz i poprawki. A to dlatego mi tę elektrooszczędną edytor podkreślał… Tylko dwie korekty na taki długi tekst, jestem mile zaskoczony. ;)

„Często słyszymy, że matematyka sprowadza się głównie do «dowodzenia twierdzeń». Czy praca pisarza sprowadza się głównie do «pisania zdań»?” Gian-Carlo Rota

Chyba nie zrozumiałem puenty… ach, że niby… i to w ten sposób się… ok, chyba jednak zrozumiałem ;)

Przeczytałam z przyjemnością, bo język gładki… ale nie zrozumiałam puenty. Poczekam, może ktoś wyjaśni za jakiś czas.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Dobrze się czytało, ale nie jestem pewien, czy dobrze odczytałem puentę. Plus za brak robotów i profesorów :)

Dziękuję za wizyty. No nie… Puenta jest najważniejsza. Myślałem, że nawet jest do przewidzenia. Wcześniejszych wskazówek jest chyba z kilkanaście. No trudno: MEGA EPIC SPOILER

„Często słyszymy, że matematyka sprowadza się głównie do «dowodzenia twierdzeń». Czy praca pisarza sprowadza się głównie do «pisania zdań»?” Gian-Carlo Rota

Dzięki, Dziadku. Właśnie tak myślałem.

Ha – miałem rację – nie zawiodłem się. :) Zakończenie niespodziewane (myślałem, że tym razem będzie o jakimś moście Einsteina-Rosena lub o KOCIE Schroedingera), a tu niespodzianka ;) Sam się zawsze zastanawiałem, co się stanie, jeśli nie usłyszy się tych dwu słów… :D Czytało się gładko, ale błąd logiczny mnie trochę (troszeczkę) drażnił: w ciągu czterech godzin raczej nie udałoby się zmieścić aż tyle kotów (i "Incepcji", i …, i …, i…) Poza tym wszystko gra. 

Złościć się to robić sobie krzywdę za głupotę innych.

Aha– mimo wszystko proponuję usunąć mega spoiler – zakończenie jest wystarczająco jednoznaczne i "łopatologicznie" ;)

Złościć się to robić sobie krzywdę za głupotę innych.

Bardzo dziękuję. ;) W strumieniu randomoholizmu przyszła kolej między innymi na "Incepcję", ale czy oglądał całą, czy tylko jakieś fragmenty, nie wiadomo. Jako zdemoralizowany wyrzutek mógł skakać po filmikach, a nie oglądać wszystkie do końca. No dobra… jeszcze to przemyślę. ;) Jakby ktoś był ciekaw, to jest filmik, o którym mowa w pierwszym akapicie: Iguna Buddy

„Często słyszymy, że matematyka sprowadza się głównie do «dowodzenia twierdzeń». Czy praca pisarza sprowadza się głównie do «pisania zdań»?” Gian-Carlo Rota

Anegdota związana z "anonimowymi ***" (w miejsce gwiazdek można wstawić dowolną grupę osób uzależnionych): kolega pracował kiedyś społecznie (nie, nie za karę, z wyroku sądu… po prostu, dobry z niego chłop… był ;P ). I uczestniczył kiedyś w obozie dla anonimowych alkoholików. Dzień wyglądał "poprawnie" – terapia, zwiedzanie, etc. Noc – cóż, flaszki pękały pokątnie, pod kocami, w ubikacjach… Jak to ujął jeden z obozowiczów: "To jest obóz dla anonimowych alkoholików, nie dla anonimowych abstynentów". To trochę taki śmiech przez łzy…

Złościć się to robić sobie krzywdę za głupotę innych.

:D / :( (w sensie, że nie wiem czy bardziej śmieszna czy smutna ta anegdota ;))

„Często słyszymy, że matematyka sprowadza się głównie do «dowodzenia twierdzeń». Czy praca pisarza sprowadza się głównie do «pisania zdań»?” Gian-Carlo Rota

Świetne opowiadanie. I ile kotów!;)

”Kto się myli w windzie, myli się na wielu poziomach (SPCh)

Wielkie dzięki! ;)

„Często słyszymy, że matematyka sprowadza się głównie do «dowodzenia twierdzeń». Czy praca pisarza sprowadza się głównie do «pisania zdań»?” Gian-Carlo Rota

Ciekawy tekst. Ktoś Ci strasznie podpadł? ;-) Załamać Cię? Nawet mega epic spoiler nie dał mi rady! Musiałam sobie wyguglać tytuł i doczytać o fabule. W tej dziedzinie jestem cienka jak szklarniowy szczypiorek i żadne odwołania do mnie nie trafiają. Ale w sumie, czegoś takiego się domyślałam bez znajomości obiektu. Uff, mam nadzieję, że udało mi się nie zespoilować.

Babska logika rządzi!

Ja dziękuję za filmik spoilerowy, dwa słowa na końcu opowiadania mi zdradziły wszystko :) Tylko głowiłam się przez dłuższą chwilę, gdzie tam do cholery był krocionóg i uzmysłowiłam sobie, że to ta gorsza wersja filmiku pojawiła się w opowiadaniu. Nic więc dziwnego, że Krzysztof uznał to za gniot i zbiór niepasujących do siebie głupich obrazków :P  Do tego w tej wersji nie ma odgłosów w tle, przez które przechodzą ciarki po plecach ;) Niemniej błąd użycia tego a nie innego filmiku wybacze, bo samo opowiadanie podobało mi się.

Cóż, jako że nie miałem nigdy kontaktu z tym, co kryje się pod spoilerem, tak też z mojej perspektywy zakończenie samo się nie broni ;P Chociaż reszta opowiadania bardzo mi się podobała, a oglądanie iguany jedzącej płatki faktycznie może uzależnić ;P

Nowe komentarze! Wybornie. Finklo, nikt mi nie podpadł. Jeszcze… Pisałem, że wszystkie podobieństwa są przypadkowe. ;) No nie, Tiktaalikami pociska, a najprostszych odwołań popkulturowych nie kmini. ;) Jashi, nawet nie wiedziałem, że jest kilka wersji filmiku! W ramach researchu obejrzałem pierwszą wersję, która mi się nawinęła. I to już jakiś czas temu. Hmm… Jeszcze mnie nie odwiedziła. Albo to pic na wodę, albo Sama ma punktualność Beryla. ;) Zatrakusie, myślałem, że ten film jest bardziej znany. Dobrze, że reszta tekstu się podoba. ;) Dziękuję za wszystkie opinie. Fajnie, że spodobało się nawet Czytelnikom, którzy nie zrozumieli zakończenia. Najwidoczniej jest ono czytelne tylko dla pewnego k r ę g u wtajemniczonych. ;) Za słabo spoilerujecie. Nie mam kogo kąsać. :( (Pozostaje mieć nadzieję, że historia Ducha Młockarni będzie łatwiejsza do załapania… Ale to później…)

„Często słyszymy, że matematyka sprowadza się głównie do «dowodzenia twierdzeń». Czy praca pisarza sprowadza się głównie do «pisania zdań»?” Gian-Carlo Rota

No nie, Tiktaalikami pociska, a najprostszych odwołań popkulturowych nie kmini. ;) Trafiłeś w dziesiątkę. :-) Taaaa, przypadkowe. Prędzej rozbita filiżanka poskleja się i hycnie na stół, niż uwierzę w ten przypadek. ;-)

Babska logika rządzi!

SzyszkowyDziadku, to ja zaspoileruję odpowiadając Ci ;) Pisząc o pierwszej wersji, miałam na myśli jedyną słuszną wersję japońską, czyli oryginał filmu a nie jego słaby remake :P

Cóż, przeczytałem. Trochę się pośmiałem, trochę zreflektowałem, bo tekst ma w sobie odrobinę smutnej prawdy.

Tu też dziekuję, Vyzarcie. I tu też smutna prawda. Najwidoczniej tak mnie ostatnio ciągnie do pisania gorzkich humoresek.

„Często słyszymy, że matematyka sprowadza się głównie do «dowodzenia twierdzeń». Czy praca pisarza sprowadza się głównie do «pisania zdań»?” Gian-Carlo Rota

Bardzo mi sie podobalo opowiadanie. Ale niestety musialam zagladnac do spoilera aby zrozumiec puente.

Oczywiście to wiekopomne dzieło jest bardzo AMBITNE, bo przecież musi takie być, i jakże mi się to ono właśnie podoba. Też słyszałem, że ktoś chciał odejść z Loż… znaczy ze stowarzyszenia i nie masz już niestety jego nowych opowiadań na stronie, pewnie jest teraz AFK. Chociaż nie… Fasoletti przecież był w loży i chyba żyje, ale co to za życie :(

Fajne!

Znam tylko pięć liter ;)

Dziękuję za komentarze. Lea42, i znowu ta nieszczęsna puenta. Dla jednych niezrozumiała, dla innych łopatologiczna. Takie życie. ;) Homarze, czytałem kiedyś jakieś teksty Fasolettiego. Okropności… Co żeście z nim zrobili w tej Loży Szyderców!!! Anet, "Fajne!" << wyraża więcej niż tysiąc słów. ;)

„Często słyszymy, że matematyka sprowadza się głównie do «dowodzenia twierdzeń». Czy praca pisarza sprowadza się głównie do «pisania zdań»?” Gian-Carlo Rota

Widzę, że zauważyłeś wykrzyknik ;)

Znam tylko pięć liter ;)

Nowa Fantastyka