- Opowiadanie: anheku - gramofon Oliviera Pestka

gramofon Oliviera Pestka

I oto druga część grafomanienia mojego wyjątkowo niedbale prawie niepowiązana z pierwszą.

Dyżurni:

Finkla, joseheim, beryl

Oceny

gramofon Oliviera Pestka

Pracowałam w gminie na urzędzie od kilku lat z rzędu. Dzięki wujowi, co, jak się zaraz okaże, było ironicznym śmianiem mi się przewrotnie w twarz losu. Wuj T. piastował w naszym urzędzie z dziada pradziada wójta i choć nie było to kumoterstwo, załatwił mi prace.

Wuj ten, którego dla niepoznaki nazwę T. (naprawdę nazywa się Teodor Winniczek, więc zakamuflowanie chyba wystarczające) z ogromnym zacietrzewieniem zaraz na drugi dzień mojej przygody z urzędnikiem zaczął wetować każdą moją działalność, nie bacząc na to, że byłam jego koligacją. Kiedyś na zebraniu wszczęłam straszliwy rwetes w tej kwestii wykrzykując swoje bóle i płuca, ale ponieważ resztę zebrania stanowili antenaci i wstępni wójta, zagłuszyli mnie ostentacyjnym milczeniem.

Jak więc z powyższego widać, nie miałam innego wyjścia.

I tutaj dochodzi do historii Olivier Pestek. "Człowiek" któremu zawdzięczam moje dzisiejsze położenie, które nie jest wygodne, jeśli rozumiecie.

Odpowiedź na rozwiązanie mojego problemu z wujem T. spłynęła na mnie z zupełnie nieoczekiwanej strony, mianowicie z mojego wewnętrznego myślenia. Akurat kończyłam proces przygotowywania kanapki, kiedy trafiło mnie olśnienie.

Pomysł był prosty: musiałam wycofać się w czasie do pierwszych wyborów wójta z linii T. i zapobiec temu faktowi, zamieniając ciąg czasowy aż do dzisiejszego T. i w ten sposób położyć mu kres.

Proste jak kilo trotylu mogło by się zdawać i wzięłam się do roboty.

Rozłożyłam na blacie kuchennym w kuchni mój mikser, dodam, że ze specjalną premedytacją wybrałam kuchnię i mikser, bo kto by podejrzewał, że kobieta + kuchnia + mikser może być podejrzana. I tak skutecznie wywiodłam w pole wójta, że niczego nie podejrzewał aż do samego końca, którego zupełnie się nie spodziewał i został zaskoczony.

Jak zbudować wehikuł czasu? Odpowiedź leżała cały czas przed naszym frontem jak otwarta kartka. Mieliśmy (my jako aktualna populacja) sławny wzór Einsteina (E równa się cośtam cośtam) równanie macierzy (z angielska matrixów) oraz zdjęcia satelitarne (z satelitów). Brakło nam tylko jednej układanki, żeby wyszła całość i ta właśnie się niedawno pojawiła. Czyli bozon Higgsa. Nie był on wcale odpowiedzialny za grawitację, jak wciskali ciemno masę naukowcy, tylko właśnie za przemienianie miksera w wehikuł i tak też go wykorzystałam.

Żeby być eko i nie marnotrawić prądu, wsypałam do miski dwie szklanki mąki, szklankę wody i szklankę mleka w równych proporcjach oraz dwa jaja (i nie mam tu na myśli żadnej aluzji) i szczyptę soli. Zanurzyłam końcówkę wehikułu w przyszłych naleśnikach i nacisnęłam włącznik. Świat ruszył z kopyta, ale zegarze wskazówki szły zgodnie z ruchem wskazówek zegara, czyli sprzecznie z moją potrzebom. Zmieniłam położenie wtyczki w gniazdku i świat ruszył wstecz na zad.

Patrzyłam jak otoczenie ulega zmienianiu. W położonej w epicentrum działania miksera misce zmiany działy się najszybciej. Już po chwili jaja zebrały się z powrotem do skorupek, by po chwili stać się kurami i cofnąć do studium kurcząt, obok nich wirowała mąka zbijając się w ziarna a następnie w kłosy, to znów komasując się do poprzednich ziaren, z których wyrosły te ostatnie, mleka było za mało, żeby się zmieniło w pełną krowę, więc tylko ochłap krwawy kręcił się teraz między zmiennymi etapami kur i zboża, woda nic nie robiła sobie z cofania ani sól. Zaokienny krajobraz migał dniami i nocami, mi nic nie było, bo to tak działa.

Zafascynowawszy się zbytnio widokami, przegapiłam trochę czasu i gdy wyłączyłam wehikuł nie było już ani domu, ani cywilizacji, tylko dinozaury. No, pomyślałam sobie, chyba przesadziłam, tutaj nie odnajdę wszakże tego zatrutego nasienia, z którego wyrósł wójtowy plew.

Zaczęłam się więc cofać do przodu krótkimi ruchami miksera. Aż trafiłam na odpowiedni historyczny moment. Tutaj mój misterny plan się urwał i musiałam pójść na improwizację. Nie jest to łatwe, co wie każdy który czytał Dziady.

Myślałam parę dni co tu począć, jednakże nie mogłam zebrać myśli, jakbym miała dziury w mózgu, przez które szedł wyciek informacji, co musiało być efektem bocznym mojej nonszalanckiej temporalnej podróży. Nie wiedziałam też czy dodałam wszystkich składników do ciasta naleśnikowego i to też mnie martwiło i zbijało z pantałyku.

W końcu zdecydowałam, że nie pocznę niczego, tylko pójdę na żywioł, ale tak żeby nie ucierpiał nikt nie winny, bo miałam honor po stryju ze strony matki i kierowałam się w życiu żelaznymi zasadami, które łamałam nie chętnie, ale często.

Nagle przez istniejące już na powrót okno zobaczyłam osobnika męskiego pokroju, który wbiegł do domu i wycelował mnie swoim mikserem.

– Nie ma pan prądu – powiedziałam, nie drgając jednak, bo nie wiedziałam, czy nie ma jakiegoś ukrytego haka.

– Ma napęd akumulatorowy. – No i miał.

– Ale jak? Skąd? Którędy? – zalewałam go pytaniami nierozumiejącej.

– Zmiany w kontinuum – wyjawił z drugiej ręki celował teraz jeszcze bronią palną. – Mogę powiedzieć pani wszystko, bo nie unikniemy tu mrocznego kosiarza wymachującego swoim narządem mordu. Przybyłem z przyszłości. Jestem pracownikiem CERN-u, gdzie zachowaliśmy wynalezienie wehikułu czasu w tajemnicy przed ludźmi, bo głupie są i nieprzewidywalne. I pani wystawiła się nam jako najlepszy tego dowód. Zastrzelę teraz panią w imię racji z wyższej półki niż życie jednostkowe.

Pociągnął spustem aż huknęło, ale nadal żyłam.

– Pierwsze koty za płotek – powiedział swoim głosem, próbując wycelować celniej – i mrugają – dokończył porozumiewawczo wznawiając strzelanie.

Tym razem dostałam w głowę, ale tak szczęśliwie, że nic ważnego się nie uszkodziło i przejęłam inicjację.

Wyrwałam z gniazdka kabel mojego miksera i w ten sposób uzyskawszy połowiczne nunczako zaczęłam wywijać im zgrabnie wkoło mego ciała, łapiąc koniec a to z pod pachy, a to na wysokości talii, to znów w okolicy udźca, aby zadziwić przeciwnika przed zadaniem ostatecznego ciosa. A potem zadałam. Rozbrojony patrzał jeszcze chwilę z tamtego świata, martwy. Nie wzbudził się jednakowoż we mnie żaden litość, bo nie lubię jak się zataja przed ludźmi ważne rzeczy, że niby nie dorośliśmy pod względem emocji i takich tam do na przykład mania dużej mocy czy spełniania każdego życzenia. Także sam się prosił.

Potem poszłam i podpaliłam lokal wyborczy, a wybiegłszy ze stojącego w ogniu palącego się budynku rozpowiadałam, że karta do głosowania stanęła w ogniu, jak tylko chciałam postawić krzyżyk na T., więc nie polecam. I dałam jedną gwiazdkę, bo nie można było dać zero.

Niepewnie wróciłam do teraz, tyle, że cofnęłam się trochę dalej, żeby mieć już jadalne naleśniki i w ten sposób zmiksować dwie pieczenie na jednym ogniu.

Mój satanistyczny plan zadziałał znakomicie.

Odniósłszy na tej niwie zazdrości budzące zwycięstwo, otworzyłam agencję do realizacji niemożliwych życzeń o nazwie Gramofon Oliviera Pestka, ale to już śledź z zupełnie innej pary kalosz.

%^%

I oto znów stoję przy blacie kuchennym i jak deja vu pojawia się ten sam mężczyzna, tylko tyłem. Odchodzi powolnie skocznym krokiem, podśpiewując sobie z wesoła: jestem z Cernu, to widać, jestem z Cernu, to słychać…

– Ha ha ha! – śmieję się za nim sarkastycznie, ale mi nie wychodzi przez złamanie głosu… dlaczego oni zawsze odchodzą do cholery?

Koniec

Komentarze

Dobre!

Znam tylko pięć liter ;)

Miło mi, że się spodobało! :)

musiałam pójść na improwizację. Nie jest to łatwe, co wie każdy który czytał Dziady. – ROFL! :) I dałam jedną gwiazdkę, bo nie można było dać zero. – o jakież to pikne :D I fajnal taki romantyczno smutno życiowy ;)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Niezłe, niezłe… I SF. :-)

Babska logika rządzi!

Fajnal taki, żeby znalazł tu też ukontentowanie czytelnik, co szuka w treści treści głębszych, życiowego filozofowania i Psychologiji. Dzięki za uśmiecha na sfa! I też się uśmiechnę: :)

Nie tylko SF, ale też horror. Zwłaszcza przeraziła mnie przeszłość mleka. A jaki zgroźliwy ten kosiarz. Przeczytawszy o nim, co wrażliwsze panienki nie będą mogły zasnąć. Ogólnie – niezła gramofonia :>

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Jezeli nie bylo to kumoterstwo to napisz dla czego zalatwil prace. "trafiło mnie olśnienie."? "musiałam wycofać się w czasie"? dalej nie czytam

Jerohu, z opóźnieniem, ale wiedziona Twoiom sugestyją dodaję ostrze żenie: "Text może zawierać treści nieodpowiednie dla wrażliwszych panienek" – na wypadek, gdyby ktoś tu jeszcze zajrzał… Leucypie, przykro mi, że straciłam czytelnika po kilku zdaniach, ale cieszę się z komentarza :( / :)

Najbardziej podobało mi się, że bohaterkę uczyniono płci żeńskiej, bo to dobrze świadczy o sprawiedliwości a nie wywyższaniu innej płci. I się okazuje, że taka pani nie ciele, sobie poradzi, a jak trzeba powędrować w dal za siebie, to czasu nie traci i jeszcze usmaży naleśniki.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Nowa Fantastyka