- Opowiadanie: michal3 - Vojadżer - część pierwsza

Vojadżer - część pierwsza

Dyżurni:

Finkla, joseheim, beryl

Oceny

Vojadżer - część pierwsza

 

Dnia siódmego, tego następującego po szóstym, kiedy to ukryty los rzekł do mnie, abym wyruszył w końcu, gdyż ile można siedzieć i nic nie robić, dnia tego wyruszyłem. Szedłem przed siebie zamaszystym krokiem. Długo. Maszerowałem. Zapalczywie. Pojawiły mi się odciski na stopach i rękach, gdyż ponieważ po długim marszu nogami zacząłem iść na rękach. Taki jestem silny.

Los wzywał ciągle.

Nie odpuszczał.

Wzywał.

Więc szedłem.

W końcu doszedłem. Znalazłem się w krainie, gdzie kwiaty były czerwone, a trawa zielona, a motyle żółte, a krzewy też tam były, gdzie wiatr rozwiewał kwiaty i trawę, a także liście na drzewach i krzewy. Rozwiewał wszystko, co mógł rozwiewać.

Doszedłem, a to dopiero był początek mojej historii.

 

 

– Nazywam się Maciek Pomsta-Boga-Śmierci – rzekłem krzycząc. – Któż mnie wezwał? – Byłem trochę zniecierpliwiony, gdyż byłem zmęczony. Ale nic to. Krzyczałem dalej szukając przywołującego mnie osobnika. Dlaczego okazywałem przemożną wolę i nieodpartą siłę? Odpowiedź jest prosta – takim byłem Murallem, lepszym niż mój ojciec, jeszcze bardziej lepszym niż mój dziad. Chciałbym, aby mój syn był jeszcze bardziej lepszy ode mnie, jednak nie znalazłem jeszcze niewiasty godnej przyjęcia mojego ruchliwego nasienia.

Nagle ni z tego, ni z owego deszcz z nieba zaczął spadać. Próbowałem go łapać, uratować. Biegałem po całej polanie pełnej kwiatów i trawy chwytając krople niechybnie zmierzające ku straszliwej destrukcji. Nikomu nie życzę takiej śmierci.

Biegając jakbym miał węża w spodniach dostrzegłem brodacza w zielonym kapelutku. Miał brodę. Podrapał się po niej. Widziałem, że go swędziało.

Zmęczony marszem do tej krainy, a także padnięty po zacnej walce z osobnikiem zabijającym bezbronny i niewinny deszcz, stanąłem przed tym brodaczem, który spojrzał na mnie wzrokiem pełnym czegoś czego nie potrafiłem określić, gdyż było tam wszystko. Była tam rozpacz i było szczęście. Była tam radość i był smutek. Czekałem, aż się odezwie, ale gdybym nie powiedział czegoś pierwszy, to stałbym tam do dzisiaj, bo brodacz był niemową od urodzenia. Na szczęście dla mnie, a chyba pechowo dla niego, rzekłem:

– Cny brodaczu. Czy to ty mnie tu przywołałeś poprzez los, którego ścieżki są nieznane, dla przeciętnego Murallczyka?

Cisza.

A, zapomniałbym. Był niemową, ale umiał tylko jedno zdanie: Idź w kierunku moża.

(Drogi Czytelniku, w tym momencie muszę przerwać swą pasjonującą opowieść, gdyż czujesz się zniechęcony i sparszywiały. Otóż nie czuj się tak, tam ma być „może”, a nie „morze”. Naprawdę.)

Tylko gdzie było te może? Takie mnie myśli naszły. Dziwne tedy było te uczucie. Chociaż śmiesznie łaskotało.

 

 

W końcu wiem dokąd zmierzam, myślałem tedy. Szedłem w kierunku moża. Wziąłem, więc staruszka pod pachę i zacząłem iść. Jako, że droga długa, więc opiszę swym powabnym językiem pełnym spostrzegawczych uwag, cechującym się przenikliwością ludzkiego charakteru, opiszę mego towarzysza.

Już pewnie zauważyliście, że ma brodę i jest starcem. Także zacznę od tego. Broda jego kędzierzawa, a skóra pomarszczona. Lat ma pewnie więcej niż góry wypiętrzone w minionych erach, a włosów na czerepie mniej niż drzew w lesie. Kompan z niego strasznie frapujący, gdyż zawsze pokazuje co chce, a ja go nigdy nie rozumiem. Zgaduję, on kiwa głową, nie zgaduję, też kiwa. Ciężko osiągnąć porozumienie, ja się tym nie przejmuję, gdyż z natury jestem zrelaksowany i nieprzejmujący się. Cóż, teraz muszę sam siebie opisać… Ja z kolei wyglądam jak Nicolas Cage.

Maszerujemy i maszerujemy.

Jak byliśmy głodni to szukaliśmy talonów na pożywienie, ale w lesie ich chyba nie było. Albo źle szukaliśmy. Krótko mówiąc nie było taryfy ulgowej dla takich poszukiwaczy jedzenia jak my. Bywało, że moje myśli błądziły w ciemności. Czułem się wyimaginowany od rzeczywistości. Z głodu. Nikt nie wyciągnął pomocnej dłoni. Byliśmy przyparci do muru. Tak, to chyba najstraszniejsza przygoda w naszej podróży.

Jakoś to dziwne, że historie zawsze obfitują w przygody i niebezpieczeństwa, kiedy tak naprawdę głównie się idzie z jednego miejsca do drugiego miejsca, mijając po drodze trzecie, czwarte, piąte, a nawet i szóste czy siódme miejsce. Ja tam osobiście lubię chodzić, gdyż wtedy czuję, że żyję. Na szczęście nigdy nie byłem zamknięty i nie musiałem wysiadywać wyroku. Jestem wyzwolony. Ale nie lubię gdy pada. Ten biedy deszcz…

Znaleźć może nie jest prosto. Czasem czułem się poniżonym do granic możliwości całkowicie zniszczonym psychicznie Murallem. W ramach terapii opisuję swe wydarzenia w tej właśnie oto czytanej przez was opowieści. Muralle dzielą się na dwie grupy wojowników i zwykłych Muralli. W innych sąsiednich wioskach panowało gwałcenie płci przeciwnych, u nas nie. Wykańczało to je do końca. Stawały się przez to niezdolne do życia i funkcjonowania w społeczeństwie. Tragedia straszna.

Mógłbym wam tak mówić o tym, co się dzieje n a świecie, ale koniec z tym. Otóż dnia któregoś z następujących po sobie w końcu doszliśmy do miasta wielkiego jak ogromna patelnia. Było niskie i żółte jak jajecznica z boczkiem. Pewnie przez ten pustynny klimat. Tak, bo po wyjściu z lasu nagle zaczęła się pustynia przez którą długo maszerowaliśmy, bo tak było trzeba iść za losem.

Otóż w tym mieście nieznanym z nazwy ukradziono mi brodacza i wszystkie złote monety i talony na jedzenie, które dostałem przy wejściu do miasta. Czułem się samotny. Musiałem znaleźć brodacza. Cóż mogłem sam zdziałać szukając moża?

Ruszyłem do najwyższej budowli w mieście, która sięgała bodajże drugiego piętra. Trzeba było wejść po wysokich schodach, a ja niestety ma lęk wysokości. Ale skupiłem się w sobie i wspiąłem się po tych siedemnastu stopniach ciągle igrając ze śmiercią. Taki jestem odważny. Wszedłem cały i zdrowy. Całe szczęście, bo ta historia mogła się skończyć dużo tragiczniej niż się skończyła. A skończyła się szczęśliwie. Wszedłem cały i zdrowy.

W sali w tym budynku czekał król w koronie i w berle. Był kościotrupem. Białym jak śnieg i wysokim jak mamut. Obok stał mój brodacz. Nie wiedziałem dlaczego król go ukradł, ale podejrzewam iż chciał mieć swojego brodacza. Fajnie mieć swojego brodacza.

– Królu – krzyknąłem może trochę zbyt głośno i nieuprzejmie. – Oddaj mnie mojego starca. Takem mówię ja.

Król tylko zagrzechotał kościami. I z uśmiechem na ustach powiedział:

– A znalazłeś już może?

On wiedział… Wiedział gdzie jest może.

– Wiem gdzie jest może śmiały śmiałku. – Wyglądał niczym mój najczarniejszy koszmar.

– Gdzie? – Czekałem aż odpowie.

Nie odpowiedział.

– Mów! – znowu dałem się ponieść tembrowi mego powabnego głosu.

– Nie! – A to szuja.

– Dlaczego? – Musiałem wiedzieć dlaczego nie chce powiedzieć.

– Bo nie. – Ależ on się ze mną droczył.

– Proszę. – Tym słowem sprzeniewierzyłem się samemu sobie. Ja, proszący. Oh.

– Przyjdź jutro.

I wyszedłem z sali.

 

 

Byłem obcym w tym mieście. Cóż taki obcy może robić w takim mieście? Postanowiłem poszukać jakieś niewiasty.

Pukałem od drzwi do drzwi waląc mocno w drzwi. Różni ludzie byli po drugiej stronie, jednak prawie żadnej niewiasty. A sami starcy. Już wiem dlaczego król chciał mieć swojego brodacza. Co ciekawe ludzie którzy otwierali mi drzwi nie byli kościotrupami, a zwykłymi zombie. Czyżby król władał nie swoim królestwem? Zagadka. Jedna się pojawiała, a zaraz pojawiała się druga. Nie czułem się na siłach, aby je rozwiązywać, więc udałem się szukać niewiasty dalej.

W końcu na końcu ulicy zobaczyłem dom z czerwoną latarnią. No, to musi był tutaj, pomyślałem wtedy. Niestety, ale obecny tu zombie sprzedawał kolorowe świecidełka.

Zniechęcony kolejnymi rozczarowaniami uznałem, że przecież niewiasta też byłaby zombie. A król jest kościotrupem i na pewno nie wie gdzie jest może. Musiałem znaleźć zombie, które rządzi w państwie kościotrupów.

Znowu miałem cel.

Ale nie udam się bez swego brodacza.

Kiedy zapadł ciemna noc, ciemna niczym najciemniejsza czarna dziura na niebie, delikatnie, na paluszkach zacząłem skradać się w pobliżu zamku, aby znaleźć pijanego strażnika, abym mógł przemknąć się obok niespodziewanie dla niego, a spodziewanie dla mnie. Po kilkudniowym błądzeniu po rozległym pałacu udało mi się zakraść do sali tronowej. Szybko wziąłem pod pachę staruszka i uciekłem jakby goniło mnie stado rekinów. Taki byłem szybki.

Tutaj zakończę część pierwszą moich podróży, gdyż będę teraz iść długo. A zanim dojdę to zdążysz to przeczytać Czytelniku.

Koniec

Komentarze

Przeczytałam wszystkie grafomanie, jakie pojawiły się do teraz na portalu. Idę pooglądać Animal Planet, bo mój skołatany umysł nie jest w stanie więcej dziś ogarnąć.

W końcu na końcu ulicy zobaczyłem dom z czerwoną latarnią. No, to musi był tutaj, pomyślałem wtedy. Niestety, ale obecny tu zombie sprzedawał kolorowe świecidełka. – rozbroiły mnie te zdania. Biedny bohater!

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Też czytam od wczoraj i boję się teraz lodówkę otworzyć. W końcu kto wie, co może się wydarzyć.

Work smart, not hard

CZacha się przegrzewa, bardzo męcząca i nuźąca ta podróź. Nie śmiałem się, jednakowoź, poniewaź śmiałkiem nie jestem… ;)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Ani razu? Naprawdę? Poważnie? Nic? Zero? Nawet udawanego? Z litości? No nic, jeszcze się taki nie urodził, co to wszystkim dogodził.

Work smart, not hard

…to nie znaczy, że się nie uśmiechłem :)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

A! I tu cię mam! :P

Work smart, not hard

Muszę przyznać, że to bardzo ciekawa historia ; P Byłam ciekawa, co będzie dalej. "A to szuja!" to moje ulubione zdanie. Ładnie grafomanisz ; )

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

czymże jest grafomaństwo bez historyji, która urzeknie czytelnika… :)

Work smart, not hard

Spodobał mi się autoopis narratora. Cudo! :-)

Babska logika rządzi!

Sparszywiałam ;)  Był niemową, ale umiał tylko jedno zdanie: Idź w kierunku moża. Ale skupiłem się w sobie i wspiąłem się po tych siedemnastu stopniach ciągle igrając ze śmiercią. Taki jestem odważny. Piękne :)

Ty Autorze to chyba za przeproszeniem perypatetykiem jesteś, że sobie tak lubisz pochodzić i porozmyślać dookoła kiedy tak maszerujesz przed siebie los swój tworząc na poczekaniu, choć nie wiesz czym on czyha zza węgła najbliższego drzewa, gdy przez las się snujesz jak broda, starca którego za osobistego swojego sobie miałeś, bo się on zjawił w bardzo właściwej dla Ciebie chwili chodź niespodziewanej. Zawsze to raźnie kroczyć we dwóch do pary, nawet jak w brzuszku burczymuszka siedzi z głodu od braku talonów żywnościowych wylęgnięta, bo zawsze jest nadzieja że jak jeden talony ukradnie do drugi się jakim jadłem pocieli. Tajemniczo brzmi opowieść o kościstym królu i braku kobiet, za zamkniętymi drzwiami które chyba były zombie. Szkoda że przerwałeś w tak ciekawym miejscu ale pocieszam się że by było gorzej jak by wszystko było nudne. Ale na szczęście nie było.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

w drugiej czesc bedzie tylko lepiej a napiecie tez bedzie bo ma byc jak grafomayji przystalo. o.

Work smart, not hard

Będę Cię trzymać za wyrzeknięte wyżej słowo i przyrzeczenie dane przystojnej Gafomani. ;-)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

fajnie ze dzieki mnie skromnemu znalazles cel zycia ktory przyswiecac ci bedzie niczym gwiazdyja na niebie trzem wedrowcom znanym szeszej jako krolowie z krolestw odleglych od miesciny gdzie lat kilka temu obama powiedzial ze jest weekend. 

Work smart, not hard

To już kilka lat temu pan Obama wiedział, że jutro będzie się zaczynał weekend…? Nie do wiary jak tak przewidział!

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

oko paczy prosto z panstwa podkanadyjskiego ktore uwiezion pod scylla meksykanska i charybda bieberowa, paczy i widzi ze pan weekend idzie prosto na nich i ma rope przez co inwazja sie zaczyna na klubokawiarniomordoklejki gdzie mozna odkryc uroki panien i porozmawiac o sytuacji geopolitycznej timoru wschodniego

Work smart, not hard

To w tej sytuacji geopotylicznej poczkam sobie na mordoklejkowy i ciągutkowy ciąg dalszy tego co napiszesz.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

najgorsiejsze ze sesyja trwa w najlepsze i nikt bardziej zaskoczon nie jest nizli autor tego skromnego komentarza, ponoc goethe pisal fausta lat 40 a mam tylko plynacy nieublaganie czas do konca marzeca owego pieknie zimowego roku

Work smart, not hard

Rzeczony jak twierdzisz ponoć Goethe pisał tak długo, bo on to rękami robił i piórem chyba jeszcze gęślim abo i obsadkowym ze stalówką maczaną w inkauście i zachlapywał onym rękopis i zamazywał rękawem, to pisał i pisał aż do 40 roków. Tyle mu zeszło. Potem on zszedł. Jak Zed, chociaż Zed inaczej niż Goethe. A Tobie sesyja nie będzie przeszkodą, bo sobie poradzisz ze wszystkimi bolączkami jej.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

ale jak mi bateryja w laptopie padnie niczym hektor pod troja to wiedz ze zanim uzbieram na nowego to roki mina albo i miesiace, a przeciez czekaja autografy, reflektory, oskary i grammy, a taka bateryja tez kiedys padnie i znowu trza zbierac na nowe, a.taki zed jak zszed to przynajmniej spotkal luciferra i spokoj mial bo przecie to je najlepszy przyjaciel czlowieka ktory wiecznie dobra pragnac wiecznie strzela sobie w ogon ps. czy w tych lozach nowobogackofantastycznych to same takie dociekliwe niecirpliweczki siedza bo presyja sie robi wieksiejsza niz wioseczka z ktorej pochadze i nie jest to chrzanow

Work smart, not hard

Bateryja ci nie padnie jak Hektar pod Troją bo go tam zabił Brad Pitt przebrany za Achilla a on do tej laptopowej Twojej bateryji się nie pofatyguje, bo to ostatecznie daleko a tam figurki oscary na horyzoncie. I jeszcze Cipo radzę, żebyś jak chcesz dobra dla drugiego, to sobie w ogon nie strzelaj wiecznie, bo to pewnie boli. PS u nas nie ma łozów, wierzbów i wiklinów to jak mówisz o wioseczce chrzanów, to pojmuje żeby już nie chrzanić, tak?

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

ach jakiez to szczesnie ze za zycia jestem jakze niezrozumialy dla ludziow z miastow i wioseczek, bo taki reymond czy inny orzeszkowski to siedzial nad niemnem i bym zrozumialy a ja nie i ciesze sie tak ze chyba strzele nie w ogon a golebia co mi na dachu siedzi i tanczy dla mnie jak trzymam kredens i kanapki bo tak.

Work smart, not hard

Suchaj paruwo, sesję zawieś w oknie przeglondarki i weź się do roboty stalówą morodklejką i konwersatorką timoru wschodniego, żeby dotrzymać przyprzeczenia Grafomanii, bo to zła kobieta jest i jak się wpirzy, to zeżre ci klejnoty aż do krwi, a rany zaleje wrzoncym masłem – a to podobno boli, więc lepiej żebys tańczył dla niej jak biały miś i mydlił ją mydełkiem fa siabadadabada.   Tako rzecze Rybatłusta. Howgh.

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Ja nie mam ogona ale mogę sobie strzelić coś z od wyborowej do kolorowej. I nie żebym się chwaliła. Naprawde mogę. Tylko potem klawisze nie są posłuszne pod palcami moimi.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

zmenczon wiec na dzisiaj zakonczon chociaz nie chczon bo renczon bolonczon czy jakos tak

Work smart, not hard

[~])[~])[~])[~]) szczelajcie więc, towarzyszki i towarzysze, za klawisze zbuntowane!

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

to ogien czy trzesienie ziemi?

Work smart, not hard

A niech się buntujo! Strzelam!

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

to i ja strzele.

Work smart, not hard

Strzelam i ja! michal3, strzelać masz, a sie głupio pytasz… :)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

skoro wypiliśmy strzemiennego to teraz musimy sobie mówić na ty?

Work smart, not hard

chyba ty! :)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

riposta wszystkich ripost, panie adminie kończymy wątek :)

Work smart, not hard

Ciekawe, czy to ślepe strzały, czy też wykluje się coś z tego:)?

małe dinozaurzątko

Work smart, not hard

"aby znaleźć pijanego strażnika, abym mógł przemknąć się obok niespodziewanie dla niego, a spodziewanie dla mnie" – mój ulubiony frag męt. Okropne to to – nie dokończ one jakieś. Takie urwa(TO NIE JEST PRZEKLEŃSTWO!)ne w pół litra. I duszo błędów. I duszo przecinków. I powtrórz "Ń": ty weź se policz, ile razy użyłeś litery "A" – jak można tak powtarzać i powtarzać (aż ja się powtarzam). ;) Chcę część drugą.

Złościć się to robić sobie krzywdę za głupotę innych.

kurde stwisz mnie w niezręcznej sytucji, bo terz juz nigdy nie uzyje literki "",  drug czesc bedzie jutro, wytrzymsz?

Work smart, not hard

Nie. Chyba, że masz na myśli za około 14 minet, to tak. :)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

ok, dam wam przedsmak, abyście mogli zasnąć z głową na poduszce:   Copy/Cut/Paste is not available in Mozilla and Firefox Do you want more information about this issue? OK                                                        Cancel

Work smart, not hard

ROFL :)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

werble

Work smart, not hard

Vojadżer – część druga, w której Maciek Pomsta-Boga-Śmierci odnajduje sławetne może, znajduje kobitę swego życia, która nie jest dokładnie tym, czym by mogło się wydawać, że jest, toczy epicką bitwę, bo co to za opowieść bez epickiej bitwy, a Ryby i Rybacy się śmieją, niekoniecznie w tej kolejności

Work smart, not hard

coming soon

Work smart, not hard

This winter… In your theater… The story of voyage, love and laugh… Hssszbfum! LE VOYAGER SEQUEL! :)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

już za kilkadziesiąt godzin, w milionach polskich domów

Work smart, not hard

"This winter… In your theater… The story of voyage, love and laugh…" & "And at last – you will see the sunset over the stormy MAYBE, sitting on the bitch" – po andgielsku też można grafomanić ;)

Złościć się to robić sobie krzywdę za głupotę innych.

grafomania 2015 w polish-english

Work smart, not hard

sequel wstawiony, każdy kto chce przeczytać, co tam z tym możem, to może przeczytać :)

Work smart, not hard

Bardzo filozoficzna Grafomania :P

Administrator portalu Nowej Fantastyki. Masz jakieś pytania, uwagi, a może coś nie działa tak, jak powinno? Napisz do mnie! :)

aż strach pomyśleć jak znajdujesz część drugą… :P

Work smart, not hard

Nowa Fantastyka