- Opowiadanie: Jiyuunotsubasa - Osiemnastka

Osiemnastka

Autorze! To opowiadanie ma status archiwalnego tekstu ze starej strony. Aby przywrócić go do głównego spisu, wystarczy dokonać edycji. Do tego czasu możliwość komentowania będzie wyłączona.

Oceny

Osiemnastka

 

Osiemnastka. Żadna impreza nie może się równać z osiemnastką. Żaden kolejny jubel nie będzie niósł za sobą takich emocji, przeżyć i wspomnień. Gdyby nie tamta głupia zabawa, urodziny Karoliny też byłyby niezapomniane, ale w innym tego słowa znaczeniu.

 

Wszyscy świetnie się bawili. Alkohol lał się litrami, większość jedzenia lądowała wyrzygana pod stołem. Dużo tańczyli przy naprawdę dobrej muzyce. Kilka osób zniknęła za drzwiami wolnych pokoi. Nie zamierzali skończyć przed ranem. Mniej więcej przed północą ktoś wrzucił do DVD jakiś horror. Zaczęli wtedy palić trawkę, którą ktoś przyniósł. A potem doszło coś mocniejszego.

 

Lekko podchmielona, upojona alkoholem Karolina spojrzała na ekran plazmy. Jakiś psychopata właśnie wypruwał flaki młodej dziewczynie. Na ten widok jubilatka zaczęła się śmiać. Zsunęła się z krzesła, rżąc jak obłąkana. Krzysiek, który chciał zagrać dżentelmena, chciał jej pomóc się podnieść. Gdy wstał, nogi się pod nim rozjechały i zwalił się na dziewczynę. Wtedy już nie tylko Karolina cieszyła się jak głupia do sera.

 

Z kuchni wyszła Żaklina. Ona jedna nie była pijana, nic też nie paliła i nie jadła. Nawet z nimi nie tańczyła.

 

-Ty, kto to jest?– spytał Krzysiek, podnosząc się.

 

-A, poznałam ją przez neta– odparła machinalnie Karolina.– Wiedziałeś, że mieszka tu niedaleko? Nie chodzi do szkoły, uczy się w domu…

 

-Wygląda na… dziwną.

 

-Ale! Daj spokój, wiesz jaki mi dała dupny prezent?

 

-Spreparowaną małpia główkę? Czy czaszkę jakiegoś psa?

 

-Bardzo śmieszne. Jest dziwna, ale nie jest psychopatką.

 

Żaklina przysiadła na kanapie i zajęła się oglądaniem filmu. Po chwili przysiadł się do niej Jarek. Wcale nie był nią zainteresowany, ale miał cichą nadzieję, że Żaklina da się namówić na grę w zgadywankę. Zapewne nikogo nie miała, więc wszyscy byli przekonani, że jest dziewicą. Jarek lubił kolekcjonować zdobyte dziewictwa– i chwalić się nimi, przyklejając prezerwatywy na szafkach dziewczyn. Często jego koledzy żartowali sobie z niego i przyklejali prezerwatywę do szafki dziewczyny, której Jarek w ogóle nie znał.

 

-Podoba ci się film?– zagaił, przysuwając się bliżej.

 

-Niespecjalnie– odparła, kręcąc głową.– To horror klasy B, nic specjalnego…

 

-A jakie filmy lubisz?

 

-O zjawiskach paranormalnych, egzorcyzmach, gore, kanibaliźmie, snuff…

 

-„Paranormal Activity”?

 

-Widziałam. Jakoś mnie nie powaliło…

 

-„Droga bez powrotu”?

 

-To chyba kwestia gustu, ale mnie podobają się tylko pierwsze części. Kiedy masowo produkują sequele, wychodzę z założenia, że kolejne części nie wnoszą nic odkrywczego, tylko powielają utarty schemat…

 

-A „Ludzką stonogę” widziałaś?

 

-W tym wypadku moja logika jednak się nie sprawdziła… Podobało mi się też „Martyrs. Skazani na strach”, no i oczywiście „Egzorcysta”…

 

-Widziałaś wszystkie części?

 

-Jasne– odgarnęła włosy z ramienia, odkrywając tatuaż zrobiony na szyi. Był to niewielki pentagram.

 

-Jesteś… satanistką?– spytał dotykając tatuażu. W tamtym momencie mógłby przysiąc, że oko wewnątrz pentagramu mrugnęło.

 

-Ateistką.– Odepchnęła jego dłoń.– Nie wierzę w misyjność sutanny, w szatana też nie… Ale w duchy owszem.

 

-Duchy?

 

-Wywoływałeś kiedyś ducha?

 

-Nie… Masz na myśli cały ten szajs ze świecami, szklaną kulą i trzymaniem się za ręce, powtarzając jakąś idiotyczną mantrę…?

 

-Mam na myśli tabliczkę ouija.

 

-Że co?

 

-Jak chcecie, możemy spróbować się porozumieć z jakimś duchem.

 

-Potrafisz?

 

-Moja babcia była medium. Umiała wróżyć z tarota, rozmawiać z duchami, znajdować zgubione przedmioty za pomocą wahadełka… Różne rzeczy. Przeszło na mnie.

 

-Serio?

 

-Tak. Słyszałeś o Puszczalskiej Dag?

 

-Podobno ktoś nagrał ją na komórce jak pieprzyła się z nauczycielem, a potem z trzema różnymi facetami za pieniądze…

 

-Moja zasługa.– Żaklina wyszczerzyła zęby w uśmiechu.

 

-Poważnie?– Jarek spojrzał na nią z niedowierzaniem.– TY ją nagrałaś i obsmarowałaś na fejsie?

 

-Ta. Włamałam się na jej konto i wrzuciłam ten filmik na jej tablicę… Wiesz, czemu to zrobiłam?

 

-Nie mam pojęcia.

 

-Za to, że mój stary się z nią dupczył.

 

-Żart!

 

-Nie, naprawdę. Przyłapałam ich. Mama była w pracy, a ja wróciłam wcześniej od lekarza… Mam filmik jak ją rżnie. Pokazałam go matce, a potem stał się sensacją w sądzie… Ojciec nie wiedział do tamtej chwili, że ich nagrałam. Podczas rozprawy rozwodowej rzucił się na mnie z pięściami.

 

-To tłumaczy ten siniak na policzku…

 

-Jeszcze widać? Trudno. A ta szmata groziła mi, że mnie zniszczy. Cóż, ona nic na mnie nie ma, a ja na nią mam tyle kwitów, że książkę można by napisać… Kradła, puszczała się, podpierdalała ciuchy swoim „koleżankom”, jak również facetów, podrzuciła woreczek z marihuaną chłopakowi, który ją rzucił i zadzwoniła na policję, otruła kota swojej ciotki za to, że nasrał jej do butów, w dodatku ma HIV…

 

-Ja pierdolę… To wszystko prawda?

 

-Yhm. HIV zaraziła się od tego nauczyciela, który ją dupczył za lepsze stopnie.

 

-I wiesz to dlatego, że jesteś medium?

 

-No, niestety… Mogłabym się obyć bez tej wiedzy. Raz wybiła mi szybę w pokoju. A ja za to poszłam do niej i wypierdoliłam wszystko na trawnik przed domem… Ciuchy, biżuterię i kosmetyki, laptopa, telefon, iPada, materac, plakaty, książki i czasopisma– przy okazji podarłam co się dało…

 

-Nie zadzwoniła na policję?

 

-Ja nie zadzwoniłam. A poza tym nie jestem głupia, nie zrobiłam tego bez rękawiczek i zatarłam ślady…

 

-Mówisz to tak otwarcie. Nie boisz się, że zadzwonię na policję?

 

-Wielu ludzi kapnęło się, że to ja i jakoś nie sankcjonowano moich czynów…

 

-Fajnie. Mogłabyś zostać seryjnym mordercą i nikt nie mógłby ci nic udowodnić…

 

Na jej ustach zamajaczył nijaki uśmiech. Już miała coś odpowiedzieć, lecz w tym samym momencie Krzysiek spytał, potrząsając butelką piwa:

 

-Dobra, kto się bawi w zgadywankę?

 

-Mam lepszy pomysł– oznajmił Jarek, wstając.

 

-Jaki?– Karolina spojrzała na niego zaciekawiona.

 

-Żaklina wywoła nam ducha.– odparł po prostu, wskazując na dziewczynę.

 

Kilka osób zaniosło się głośnym śmiechem.

 

-Co ty paliłeś, stary?– spytał Krzysiek, pukając się w czoło.

 

-Nie wierzysz, że potrafi?– Jarek ściągnął brwi.– Żaklina, powiedz mu…

 

-Taaa, jasne.– Krzysiek zapiał jak kogut.– Niech żyją świry!!

 

-Swoją drogą, kto cię ugryzł w penisa pół godziny temu?– spytała Żaklina chrapliwym głosem.– A raczej… Ile dziewczyn cię tam ugryzło?

 

Mina Krzyśka wyraźnie zrzedła. Karolina spojrzała na niego z niedowierzaniem.

 

-Ściemnia…– powiedział drżącym głosem, patrząc po minach zebranych. Kilka dziewczyn odwróciło wzrok, ale ich policzki je zdradziły.

 

-Tak samo jak ty ze znajomością hiszpańskiego.– Odparła Żaklina wstając.– Znasz trzy słowa na krzyż i nawet nie umiesz ich poprawnie wymówić. A to gówno, które przyniosłeś do wąchania, to przeterminowane tabletki, jakieś witaminy, które sam zgniotłeś tłuczkiem do mięsa w plastikowym woreczku…

 

Wszyscy patrzyli na nią z szeroko otwartymi oczami. Jarkowi niewiele brakowało, żeby zacząć się tarzać po podłodze ze śmiechu. Miny wszystkich zebranych w pokoju były po prostu komiczne.

 

 

 

Nikt nie miał już wątpliwości, co do paranormalnych zdolności Żakliny. Dziewczyna przyniosła swój plecak, w którym miała przygotowane wszystkie potrzebne przyrządy. Wyjęła tabliczkę ouija. Wyglądała dość niepozornie– kawałeczek deseczki, na której na czerwono wypisano litery alfabetu. W prawym górnym rogu znajdował się napis „Nie”, a w lewym górnym „Tak”. W lewym dolnym rogu napisano „Witaj”, zaś po przeciwnej stronie „Żegnaj”.

 

-Aż mam dreszcze.– szepnęła Karolina.

 

Żaklina wyjęła z torby niewielką szklaneczkę, na której znajdowały się dziwne symbole oraz szpikulec. Następnie podała Karolinie rzeczy, mówiąc:

 

-Musicie tu wpuścić po kropli krwi.

 

-Po co?

 

-Tego wymaga rytuał.

 

-Dlaczego?– spytała jakaś dziewczyna.

 

-Jezu, nie róbcie problemów.– Karolina wzięła od niej rzeczy, nakłuła palec i upuściła kroplę krwi do szklaneczki.– To tylko zabawa.– Podała naczynie Krzyśkowi, który po lekkim wahaniu poszedł za jej przykładem.– To nawet nie boli…

 

Kiedy przyszła kolej Jarka, Żaklina nieoczekiwanie spytała:

 

-Dobrze się czujesz?

 

Chłopak otarł pot z czoła i spojrzał na nią. Otworzył usta, aby coś powiedzieć, lecz w tej samej chwili zasłonił je, zrywając się jak oparzony.

 

-Mięczak.– zarżał Krzysiek, obejmując Karolinę ramieniem.

 

-Może chce mu się rzygać z tych twoich przeterminowanych tabletek?– Rzuciła Żaklina, marszcząc brwi.

 

-Dobra, skończcie.– Jęknęła siedząca naprzeciwko Karoliny Teresa.– Odpalaj tą świeczkę…

 

Żaklina zapaliła świeczkę, obok której postawiła naczynko pełne krwi.

 

-Za pośrednictwem tego duchy będą się z nami porozumiewać.– Podniosła w górę wskaźnik w kształcie trójkąta z dziurą w środku.– Niech każdy z was położy na nim prawą dłoń…

 

Kiedy wykonali jej polecenie, wyrecytowała kilka słów w bliżej nieokreślonym języku. Czekali przez chwilę w milczeniu, gdy nieoczekiwanie światła w pokoju przygasły. Wszyscy poczuli wewnętrzny przymus, żeby przesunąć wskaźnik. Najpierw przesunęli go na słowo „Witaj”. Wtedy Żaklina ponownie się odezwała. Po około minucie zaczęli przesuwać wskaźnik na poszczególne litery, który medium pracowicie notowała na przygotowanej kartce. Kiedy skończyli przesuwać wskaźnik, Żaklina powtórnie przemówiła, po czym przesunęli wskaźnik na słowo „Tak”, a następnie na „Żegnaj”.

 

-Ale lipa…– jęknął Krzysiek.– I tyle? Te „duchy” sobie chyba w ciulki lecą…

 

Żaklina podniosła kartkę, a jej twarz pobielała. Z niepokojem powiodła po twarzach zebranych.

 

-Co tam jest?– Spytała Karolina, odbierając jej kartkę.– „Dziś w nocy wszyscy zginiecie”…

 

Wśród gości zapanowała grobowa cisza.

 

Krzysiek ryknął śmiechem, który nieco rozładował atmosferę.

 

-Co to ma być?– Wyrwał jej kartkę i pomachał nią przed nosem Żaklinie.– „Dziś w nocy wszyscy zginiecie”?! Ja pierdzielę, jaki żal! To nie jeden z twoich debilnych horrorów…

 

-Patrzcie!- powiedziała Justyna podnosząc naczynko, do którego wszyscy upuścili po kropli krwi.– Nie ma…

 

-Pewnie się przewróciło.– Krzysiek kiwnął głową w stronę czerwonej plamy na dywanie.– Wcześniej koło tego wylałem wino, na czerwonym czerwonego nie zobaczysz…. Ludzie, nie popadajcie w paranoję…

 

Wtedy w drzwiach pojawił się Jarek.

 

-O, dobrze, że jesteś.– Krzysiek pokazał mu kartkę.– Ale jajca, nie?

 

Jarek przeliterował napis i spojrzał na Żaklinę.

 

-To prawda?– spytał, podchodząc do niej.

 

-Tak…– zaczęła.

 

-Ściema!- Krzyknął Krzysiek, zanosząc się śmiechem.– To taki pic, że ja pierdolę! Nie wierzę, że ty dajesz jej się tak robić! Jesteś naiwny jak dziecko…

 

 

 

Wszyscy wrócili do zabawy. Po swoim pokazie Żaklina zniknęła z pola widzenia. Jarek siedział smętny na kanapie, popijając drinka. Spojrzał na leżącą na stoliku kartkę. „Dziś w nocy wszyscy zginiecie”– tak brzmiała wiadomość z zaświatów. Dopił drinka, wstał i podszedłszy do stołu, aby wziąć kolejnego, usłyszał za sobą głos Karoliny:

 

-Ej, widziałeś gdzieś naszą medium i Krzyśka…?

 

Przerwał jej krzyk, dochodzący z piętra. Wszyscy rzucili się na górę.

 

W progu łazienki na piętrze siedziała zapłakana Teresa. Pomieszczenie było całe we krwi. W wannie pełnej krwi leżała Żaklina, z rozpłatanym brzuchem i rozharatanym gardłem. Ktoś na ten widok zaczął wymiotować. Jarek bardzo chciał odwrócić wzrok, ale nie potrafił.

 

-Co to…?– wyjąkała Karolina, a nogi się pod nią ugięły.

 

-Ona… Ona tak leżała, kiedy ja… ja…– chlipała Teresa.– Drzwi były zamknięte… ale zamek nagle puścił… i… I…

 

-To była prawda…– szepnęła Justyna, zasłaniając dłonią usta.– Pozabijają nas…

 

-Nie…– jęknęła Karolina, trzęsąc się. Skuliła się i zwymiotowała.

 

Wszyscy rzucili się do drzwi wejściowych.

 

Kiedy je otworzyli ich oczom ukazał się wysoki facet, którego twarz była doszczętnie spalona. W ręce trzymał zakrzywiony nóż, który wbił w szyję najbliżej znajdującej się osoby. Krew bryznęła na wszystkie strony. Ktoś wypchnął trupa i zatrzasnął drzwi. Ludzie cofnęli się do wnętrza mieszkania, w panice rozglądając się wokół. Justyna chwyciła leżący na stole korkociąg. Każdy chwycił za coś ostrego– w większości były to noże, ktoś miał kij bejsbolowy.

 

Przez długi czas panowała totalna cisza.

 

Wtem ręka Justyny sama zaczęła się poruszać. Przycisnęła ją do swojego ciała. Ten nerwowy tik powtórzył się kilkakrotnie, gdy wtem jej dłoń z korkociągiem wystrzeliła w stronę jej oka. Wbiła korkociąg w oko, dociskając tłoczek. Krew momentalnie trysnęła, zaś oko wyskoczyło z oczodołu niczym piłeczka. Wrzeszczała, chcąc cofnąć rękę, ale nie była w stanie. Pozostali patrzyli na nią oniemiali i dopiero po chwili kilka osób rzuciło jej się na pomoc. Odepchnęła ich, wyrwała korkociąg z oka i wbiła w drugie. Krew pokrywała jej twarz i ubranie, krztusiła się nią. Cofała się do tyłu aż natrafiła na szklane drzwi na taras. Osunęła się po nich, przestając krzyczeć. Jej ręka opadła, pozostawiając wbity w oko korkociąg.

 

Grobową ciszę przerwał kolejny wrzask. Teresa stała naprzeciw mosiężnej figury przedstawiającej węża. Jednak wąż wcale nie był figurką– był najprawdziwszym wężem, znacznie większym niż w postaci figurki. Kiedy dziewczyna chciała się cofnąć, gad rzucił się na nią, wbijając kły w gardło. Wyszarpnął spory kawał skóry, zaś z tętnic buchnął strumień gorącej krwi. Krztusząc się posoką, dziewczyna upadła na podłogę, zaś wąż ponownie stał się figurką.

 

Rozległ się brzęk rozbijanego szkła i przez drzwi na taras wleciała głowa Krzyśka. Po chwili wleciała reszta jego rozczłonkowanego ciała.

 

Nim zdążyli się obejrzeć kolejna osoba, stojąca najbliżej zacienionego kąta pokoju została wciągnięta w ciemność przez parę szponiastych dłoni. Z mroku wydobywały się nieprzyjemnie mokre odgłosy i trzaski łamanych kości.

 

Karolina stęknęła i oczy uciekły jej w głąb czaszki. Jej ciało zaczęło się zwijać w precel. Zaczęła się tak składać, że jej kości nie były w stanie tego znieść i pękały. W końcu sama złamała sobie kręgosłup.

 

Ktoś krzycząc zaczął ciąć się po ciałem ciele tępym stołowym nożem. Jakaś dziewczyna waliła głową w ścianę, dopóki jej nie rozbiła. Wypchany wilk ożył, rzucił się na najbliżej stojącą osobę i odgryzł jej głowę. Jakiś chłopak usiadł na kuchence indukcyjnej, oblał się alkoholem i podpalił. Inna osoba zaczęła połykać kawałki szkła z potłuczonych kieliszków…

 

Wszyscy się zabijali.

 

Wszyscy, z wyjątkiem Jarka. Chłopak upadł na kolana, nakrył głowę ramionami i zacisnął powieki. Zasłonił sobie uszy, ale mimo to słyszał krzyki agonii ludzi. Nie mogąc tego znieść, sam zaczął krzyczeć aż ochrypł.

 

I w końcu nastała cisza.

 

Jarek powoli wstał, po czym powiódł wzrokiem po zwłokach. Wtem usłyszał za sobą skrzypnięcie. Podskoczył jak oparzony, odwracając się. Zamarł. Na schodach, cała we krwi, stała Żaklina.

 

Uśmiechnęła się. Powoli zeszła na dół, po czym usiadła przy tabliczce ouija. Przez chwilę trzymała dłoń na wskaźniku, aż w końcu on się przesunął na słowo „Witaj”. Zadała pytanie w tym samym dziwnym języku. Wskaźnika przesunął się na słowo „Tak”, a po chwili na żegnaj.

 

Jarek stał oniemiały. Wszystko stało się jasne.

 

-Ty…– zaczął z niedowierzaniem.– Jak mogłaś…?

 

Żaklina zaśmiała się chrapliwie, chowając swoje rzeczy.

 

-Duchy, a może raczej demony, które żyją w naszym wymiarze są zawsze głodne– oznajmiła spokojnie, wstając.– W zamian za małe uczty są w stanie obdarowywać ludzi takich jak ja kilkoma niezwykłymi talentami. Wystarczy, że popatrzę komuś w oczy i w jednej chwili ta osoba myśli to, co chcę żeby, myślała…

 

-Ty zdziro…

 

-No przestań.– Żaklina trąciła butem zdeformowane ciało Karoliny.– Nie zrównuj mnie z nią…

 

Chłopak wrzasnął i rzucił się na nią z nożem. Żaklina chwyciła ostrze w dłoń. Nawet nie krwawiła. Jej palec zmienił się w długi, zakrzywiony szpon.

 

-Szkoda– powiedziała z westchnieniem.– Nawet zaczynałam cię lubić. Naprawdę szkoda, ze jesteś tylko tępym śmiertelnikiem…

 

Po tych słowach dźgnęła go, rozpruwając brzuch, a następnie wbiła mu nóż w szyję. Gorąca krew trysnęła na jej twarz. Żaklina oblizała usta, po czym zaciągnęła trupa na górę i wrzuciła do wanny pełnej krwi, która wcale nie była jej.

 

Schodząc na dół omiotła wzrokiem pomieszczenie. Z uśmiechem powiedziała:

 

-To była całkiem udana impreza.

 

Nikt nie może udowodnić, że to ona za tym stała, prawda? Nikt jej tam nie znał. Tak łatwo wmówiła tej głupiej krowie i innym wszystko to, co chciała, żeby o niej wiedzieli. Policja powie, że doszło do tego z powodu narkotyków, a ona spokojnie usiądzie w czytelni biblioteki publicznej i może poszuka kolejnej ofiary…

Koniec

Komentarze

Popraw zapis dialogów. Znów mam wrażenie, że na siłę wciskasz wulgaryzmy. Pomysł z osiemnastką, nie jest nowy, ale zapewne o tym wiesz. Gorzej, że opowiadanie napisałaś tak, jakbyś realizowała punkt po punkcie plan scenariusza do horroru. Zero zaskoczenia. Od początku można było zgadnąć, a nawet być pewnym, kto będzie stał za morderstwami i nie zmieniła tego scena, gdy bohaterka, z rozprutym brzuchem leży w wannie. Ale nie zrażaj się, pisz dalej, z tym, że jak to wcześniej kilka osób ci napisało, napisz, schowaj, przeczytaj za jakiś miesiąc, popraw, schowaj itd…

Przykro mi, że jestem zmuszony zacząć od rady: wypracuj odruch naciskania spacji po myślniku, gdy ten otwiera partię dialogową, oraz przed nim, gdy znajduje się w środku zdania. Zauważ różnicę między dywizem a myślnikiem, i używaj tego drugiego, jak zasady interpunkcji przykazują.   Sam tekścik taki sobie. Dolna strefa stanów średnich. Horrorek w połowie na siłę.

To jest taki sprint po wulgarnych dialogach i kolejno opisywanych makabrycznych wydarzeniach. Nie ma specjalnie fabuły (no bo trudno uznać za nią wyrzynanie się nastolatków podczas imprezy, z udziałem czy tez bez udziału demona), przez sposób opowiadania nie ma również klimatu. Nie stworzysz nastroju grozy mnożąc wulgaryzmy i flaki. To szybko robi się albo nużące, albo zabawne.

Czyli: bardziej oryginalnie, więcej zaskoczenia, schować, poczytać i schować, potem jeszcze raz, mniej wulgarnie i mniej flaków… Dopiero potem publikować. No dobra. Metodą prób i błędów jakoś popchniemy ten tabor naprzód… A jak się robi ten dywiz?

Dywiz to "-". Najlepiej podczas pisania robić półpałzy – w Wordzie wciskasz klawisz CTRL+ – (minus na klawiaturze numerycznej).

Be patient.

 http://taat.pl/artykuly/interpunkcja/#myslnik

 

I na końcu masz tam różne takie podpowiedzi :) Generalne w każdym edytorze ze słówkiem Office z tyłu jest też taka funkcja pt. Wstaw symbol – można skrót klawiszowy do znaku ustalić.

 

dywiz już wstawiasz to ta krótka kreseczka: -

Chodzi o to, żebyś używała go tylko do łączenia wyrazów, np. gorąco-żółty. Poza nimi jest myślnik (pauza) i półpauza. Ja np. wolę półpauzę, choć to pewnie niekoszerne w dialogach ;)   I nie ogladaj więcej "Oszukać przeznaczenie…" ;)

"Świryb" (Bailout) | "Fisholof." (Cień Burzy) | "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

I właśnie dlatego ten edytor jest do luftu, jeszcze raz link: http://taat.pl/artykuly/interpunkcja/#myslnik

"Świryb" (Bailout) | "Fisholof." (Cień Burzy) | "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

"–" – dywiz :) . Alt i z numerycznej wklepujesz 0151.  Albo wstaw symbol z paska zadań edytora tesktu. Ja zwykle pisze cały tekst, a potem uzywam opcji "Zmień" i zmieniam wszytko na dywizy. Potem wyłapuje te miejsca gdzie nie pownno ich być. Brzmi skomplikowanie, ale tylko na początku. :)

Jakiś błyskotliwy tekst z internetów.

O, Psycho lepiej wytłumaczył ;-)

Be patient.

O i zdublowałem rózne podpowiedzi. :P

Jakiś błyskotliwy tekst z internetów.

Teraz Autorka ma "do wyboru, do koloru" :-D

Be patient.

A ja namieszalem. :P Oczywiscie: "-" dywiz, "–" pauza.  Pomroczność jasna…

Jakiś błyskotliwy tekst z internetów.

no, gorzej jak kto ma "libre office" ;-)

Tam też można Mi. Poznaj swój edytor, zanim na niego zaklniesz. Spróbuj dwa razy: – lub ustaw autokorektę, by na "--" wstawiał symbol puazy/półpauzy. No rocket science…

"Świryb" (Bailout) | "Fisholof." (Cień Burzy) | "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Zawsze można znaleźć takie informacje w necie ;-)

Be patient.

Psycho… ja wiem gdze jest, a właściwie jak go zmienić na końcu. Problem polega na tym, że jest mało "kompatybilny" z innymi edytorami tekstu i na przykład dywiz z libre może zamienić się na "kwadracik" w word 2003 – ot psikus ;)

Kto tam używa word 2003, przeca to już nieświeże… :) Ale to prawda, konwersje bolą. Dlatego zawsze rtf i jak najmniej formatowania, a wszelkie symbole: po kodzie UTF, te konwertują się przeważnie bezboleśnie.

"Świryb" (Bailout) | "Fisholof." (Cień Burzy) | "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

A teraz co do tekstu. Nie jest źle, ale może być o wiele lepiej. O mankamentach fabuły pisano wcześniej. Jak dla mnie, to właśnie taki tani "ameryhański" horror się kłania. :) A w kwestii technicznej: powtórzeniaŻaklina przysiadła na kanapie i zajęła się oglądaniem filmu. Po chwili przysiadł się do niej Jarek. – dwa zdania, 2x przysiadła Jarek lubił kolekcjonować zdobyte dziewictwa– i chwalić się nimi, przyklejając prezerwatywy na szafkach dziewczyn. Często jego koledzy żartowali sobie z niego i przyklejali prezerwatywę… – dwa zdania, 2x przyklejali. Wszyscy poczuli wewnętrzny przymus, żeby przesunąć wskaźnik. Najpierw przesunęli go na słowo „Witaj”. Wtedy Żaklina ponownie się odezwała. Po około minucie zaczęli przesuwać wskaźnik na poszczególne litery, który medium pracowicie notowała na przygotowanej kartce. Kiedy skończyli przesuwać wskaźnik, Żaklina powtórnie przemówiła, po czym przesunęli wskaźnik na słowo „Tak”, a następnie na „Żegnaj”.  – Pięć zdań, 5x przesunąć Naprawdę, można poszukać zamienników. J

Jakiś błyskotliwy tekst z internetów.

Polecam stronę Synonimy ;-)

Be patient.

Ja nie mogę… Kodowo z tablicy znaków specjalnych… Na czym Wy piszecie?    Ctrl + Num minus = półpauza.  Prawy Alt + Num minus = myślnik. Tak było i jest w każdym Wordzie.

Wystarczy zadać odpowiednie pytanie i jaka dyskusja xD Dzięki za podpowiedź ;)

Jiy – chodzi o to, żebyś wiedziała, co chcesz tekstem osiągnąć. Jeśli chcesz stworzyć interesującą fabułę, to jasne – oryginalniej, zaskakująco itp. itd. Jeśli chcesz stworzyć odpowiedni nastrój, np. grozy – to musisz poszukać odpowiednich ku temu środków. Może trochę więcej opisów, niekoniecznie wulgarnych i makabrycznych. Może trochę bardziej wczuj się w to, co mogą w danym momencie czuć Twoi bohaterowie. Czy musi być wtedy jakoś niesamowicie zaskakująco? No, pewna nie jestem. :) Pozdrawiam.

Adamie – ja nie mam windowsa i nie mam worda ;-) tablica znaków specjalnych… tez nie posiadam ;-) musiałam kombinować jak "koń pod górkę", że cokolwiek napisać, a na koniec i tak się okazuje, że edytory tekstu robią swoje i tekst jest poszatkowany, pocięty, dziwnie podzielony… no ale mniejsza ;)

Jeśli to ma być horror, jego klasę oznaczyłabym literą z końca alfabetu.

Nurtuje mnie pytanie, co Autorka miała nadzieję przekazać czytelnikom, prezentując ten mało udany, ociekający krwią tekst.

 

„Kilka osób zniknęła za drzwiami wolnych pokoi”.Kilka osób zniknęło za drzwiami wolnych pokoi.

 

„Mniej więcej przed północą ktoś wrzucił do DVD jakiś horror. Zaczęli wtedy palić trawkę, którą ktoś przyniósł”. — Powtórzenie.

 

Lekko podchmielona, upojona alkoholem Karolina spojrzała na ekran plazmy”. — To tak jakby Karolina była jeszcze dziewicą, ale już nią nie była. ;-)

Za SJP: podchmielony  pot. «lekko pijany»

             upoić  1. «napoić kogoś alkoholem aż do utraty przytomności» 2. «o alkoholu:       

             spowodować utratę przytomności»

 

„Krzysiek, który chciał zagrać dżentelmena, chciał jej pomóc się podnieść”. — Powtórzenie.

 

„Wtedy już nie tylko Karolina cieszyła się jak głupia do sera”. — Istnieje związek frazeologiczny śmiać się jak głupi do sera, a nie cieszyć się.

Nie można cieszyć się jak głupi do sera, można natomiast cieszyć się jak dziecko.

Śmiać się i cieszyć się, to dwa różne pojęcia.

 

„Nawet z nimi nie tańczyła”. — Wolałabym: Nawet z nikim nie tańczyła. Lub: Nawet w ogóle nie tańczyła.

 

„…ale mnie podobają się tylko pierwsze części. Kiedy masowo produkują sequele, wychodzę z założenia, że kolejne części nie…” — Powtórzenie.

 

„Masz na myśli cały ten szajs ze świecami, szklaną kulą i trzymaniem się za ręce, powtarzając jakąś idiotyczną mantrę…?” — Wolałabym: Masz na myśli cały ten szajs ze świecami, szklaną kulą, trzymaniem się za ręce i powtarzaniem jakiejś idiotycznej mantry…?

 

„Podobno ktoś nagrał ją na komórce…” — Nie wydaj mi się, by można cokolwiek nagrać na komórce. ;-)

 

„…jak pieprzyła się z nauczycielem, a potem z trzema różnymi facetami za pieniądze…” — Facetom trzeba było zapłacić, aby zechcieli? ;-)

Nawet dwaj faceci bywają całkiem różni, a co dopiero trzech… ;-)

Pewnie miało być:jak pieprzyła się z nauczycielem, a potem, za pieniądze, z trzema facetami

 

„A ta szmata groziła mi, że mnie zniszczy. Cóż, ona nic na mnie nie ma, a ja na nią mam tyle kwitów, że książkę można by napisać…” — Nadmiar zaimków.

 

„A ja za to poszłam do niej i wypierdoliłam wszystko na trawnik przed domem… Ciuchy, biżuterię i kosmetyki, laptopa, telefon, iPada, materac, plakaty, książki i czasopisma- przy okazji podarłam co się dało…” — Ot, tak, weszła do cudzego domu i nie niepokojona przez nikogo, zdemolowała mieszkanie? Nie kupuję tego.

 

„Wielu ludzi kapnęło się, że to ja i jakoś nie sankcjonowano moich czynów…” — A dlaczego chuligaństwo miałoby być sankcjonowane? ;-)

Pewnie miało być: Wielu ludzi kapnęło się, że to ja i jakoś nikt mnie za to nie ścigał…

Za SJP: sankcjonować  «nadawać czemuś moc prawną»

 

„Niech żyją świry!! — Zazwyczaj stawiamy jeden wykrzyknik. W uzasadnionych przypadkach, trzy.

 

„Wszyscy patrzyli na nią z szeroko otwartymi oczami”. –– Wszyscy patrzyli na nią szeroko otwartymi oczami.

 

„Jarkowi niewiele brakowało, żeby zacząć się tarzać po podłodze ze śmiechu”. — Podłoga ze śmiechu zapewne gwarantuje dobry humor domowników, że o gościach nie wspomnę. ;-)

Pewnie miało być: Jarkowi niewiele brakowało, żeby, ze śmiechu, zaczął tarzać się po podłodze.

 

„Dziewczyna przyniosła swój plecak, w którym miała przygotowane wszystkie potrzebne przyrządy”. — Zbędny zaimek. Czy mogła mieć przyrządy w cudzym plecaku? ;-)

 

„Może chce mu się rzygać z tych twoich przeterminowanych tabletek?” — Wolałabym: Może chce mu się rzygać po tych twoich, przeterminowanych tabletkach?

 

„Odpalaj świeczkę Żaklina zapaliła świeczkę, obok której postawiła naczynko pełne krwi”. — Może: Odpalaj świeczkęŻaklina zapaliła, a obok postawiła naczynko pełne krwi.

Wcześniej napisałaś: „Żaklina wyjęła z torby niewielką szklaneczkę…”. Niewielka szklaneczka ma pewnie jakieś sto, sto pięćdziesiąt ml. Ile tam było osób, skoro wlewając po kropli krwi, napełnili szklaneczkę? ;-)

 

„Wszyscy poczuli wewnętrzny przymus, żeby przesunąć wskaźnik. Najpierw przesunęli go na słowo „Witaj”. Wtedy Żaklina ponownie się odezwała. Po około minucie zaczęli przesuwać wskaźnik na poszczególne litery, który medium pracowicie notowała na przygotowanej kartce. Kiedy skończyli przesuwać wskaźnik, Żaklina powtórnie przemówiła, po czym przesunęli wskaźnik na słowo „Tak”, a następnie na „Żegnaj”. — W tym fragmencie, wychwyconym już przez Zaltha, są jeszcze cztery wskaźniki.

 

„Po około minucie zaczęli przesuwać wskaźnik na poszczególne litery, który medium pracowicie notowała na przygotowanej kartce”. –– Czy rzeczywiście medium notowała wskaźnik? ;-)

 

„Żaklina podniosła kartkę, a jej twarz pobielała. Z niepokojem powiodła po twarzach zebranych”. — Powtórzenie.

 

„Ej, widziałeś gdzieś naszą medium i Krzyśka…?”Ej, widziałeś gdzieś nasze medium i Krzyśka…?

Medium jest rodzaju nijakiego.

 

„Przerwał jej krzyk, dochodzący z piętra. Wszyscy rzucili się na górę. W progu łazienki na piętrze siedziała zapłakana Teresa”. –– Skoro krzyk doszedł z piętra i wszyscy rzucili się na górę, to zrozumiałe, że nie ujrzeli progu łazienki w piwnicy. ;-)

 

„Pomieszczenie było całe we krwi. W wannie pełnej krwi leżała Żaklina…” — Znów powtórzenie.

 

„Każdy chwycił za coś ostrego…”Każdy chwycił coś ostrego

 

„Wtem ręka Justyny sama zaczęła się poruszać. Przycisnęła ją do swojego ciała”. — Czy poruszająca się ręka Justyny, naprawdę przycisnęła Justynę do siebie? ;-)

 

„…gdy wtem jej dłoń z korkociągiem wystrzeliła w stronę jej oka. Wbiła korkociąg w oko, dociskając tłoczek. Krew momentalnie trysnęła, zaś oko wyskoczyło z oczodołu niczym piłeczka”. –– Nadmiar zaimków, korkociągów i oczu, a na końcu jeszcze oczodół niczym piłeczka. ;-)

 

„Krew pokrywała jej twarz i ubranie, krztusiła się nią”. — Czy krew krztusiła się tylko twarzą Justyny, ubraniem już nie? ;-)

 

Cofała się do tyłu aż natrafiła na szklane drzwi na taras”. — Masło maślane. Czy można cofać się do przodu? ;-)

 

„Karolina stęknęła i oczy uciekły jej w głąb czaszki. Jej ciało zaczęło się zwijać w precel. Zaczęła się tak składać, że jej kości…” — Nadmiar zaimków.

 

„Ktoś krzycząc zaczął ciąć się po ciałem ciele tępym stołowym nożem”. — A tu naprawdę nie wiem, kto, kogo tnie i po czym. ;-)

 

„Jakaś dziewczyna waliła głową w ścianę, dopóki jej nie rozbiła”. — A jednak! Całe życie słyszałam, że głową muru się nie przebije, a tu proszę, pana waliła łepetyną tak długo, aż rozbiła ścianę. ;-)

 

„Zasłonił sobie uszy, ale mimo to słyszał krzyki agonii ludzi”. — Ciekawe, co tak naprawdę słyszał Jarek, bo na pewno nie krzyki agonii, albowiem agonia nie krzyczy. ;-)

 

„Powoli zeszła na dół, po czym usiadła przy tabliczce ouija”. — Masło maślane. Czy mogła zejść na górę? ;-)

 

„Nie zrównuj mnie z nią…” — Pewnie miało być: Nie porównuj mnie z nią

 

„Naprawdę szkoda, ze jesteś tylko tępym śmiertelnikiem…” — Literówka.

 

Schodząc na dół omiotła wzrokiem pomieszczenie”. — Kolejne masło maślane. ;-)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Jeśli chcesz budować nastrój grozy, unikaj elementów śmiesznych wbrew Twoim intencjom. Ta ściana rozbita głową może czytelnika rozbawić. Oblany alkoholem chłopak siedzący na kuchence indukcyjnej również. Jeśli o palenie chodzi, to lepsza byłaby deska do krojenia. Bo drewniana.

Babska logika rządzi!

Przeczytałem z obowiązku i raczej bez przyjemności. Nie lubię horrorów i to opowiadanie nie zmieniło mojego upodobania.

Nowa Fantastyka