- Opowiadanie: Mela - Niespodziewany zwrot akcji

Niespodziewany zwrot akcji

 

Chcę, żebyście ocenili, bo pokazałam już mamie, pani od polskiego i rypce. I wszyscy powiedzieli, że się podobało, że mam talent i zostanę wielką pisarką. Znaczy nie rypka, bo ona nic nie powiedziała. No i tego, mam nadzieję, że żuri nie będzie zbyt sórowe, bo jak się okaże to bestsellerem, to dopiero będą płakać, że mi wtedy dobrych ocen nie dali, a pani od polskiego szóstkę! I mogliby tak z tego film zrobić, ale będą mi musieli dużo zapłacić, bo przecież nie sprzedam praf do mojego dzieła byle komu.

Dyżurni:

joseheim, beryl, vyzart

Oceny

Niespodziewany zwrot akcji

Chłopiec (Jallowikringir – w skrócie Jal) siedział w karczmie, opijając czarne, złociste piwo, mieniące się bombelkami. Patrzył na karczmę, ale tak nie do końca, bo całej jej nie mógł wzorkiem ogarnąć, wiec patrzył na ludzi też. I myślał. Wciąż czuł mocny zapach krwi i potu Czarnego Władcy, który po ostatniej potyczce zaszył się gdzieś. No i chłopiec nie wiedział gdzie.

 

Niespodziewanie w oberży pojawił się ktoś jeszcze. Jal ze zdziwieniem spojrzał na nowoprzybyłego przybysza w czapce i płaszczu. Miał brodę, która nijak się go imała, gdyż był zbyt niski do tak wysokiego, pnącego się po nim w górę, niczym pnącze po zboczu o zachodzie słońca rozmienionego wszystkimi złotymi kolorami tęczy, zarostu.

 

– Kim ty jesteś, magu? – zapytał główny bohater mojej powieści. Nieznajomy miał brodę i czapkę, więc prawdopodobnie był magiem.

 

– Jestem magiem – rzekł wysokim, lecz niewiarygodnie niskim, wibrująco – łaskoczącym, z dodatkiem powiewu drzewa piżmowego, głosem starzec. I zrobił to, ku zdziwieniu.

 

A chłopcu zalśniły oczy.

 

– Czy przyszedłeś, by zostać mym nauczycielem magii? – zapytał, lśniąc oczami.

 

Mimo tego, że w wieku dwóch lat jeździł konno i uprawiał fechtunek, a zanim mówić się nauczył, to też topór unieść potrafił bez problemu najmniejszego, w przeciwieństwie do starszych dzieci w jego wieku, no to jednak nie mógł pokonać Czarnego Władcy ostatnim razem. I przez to się chłopiec tak bardzo smucił, że zamówił siódme już piwo.

 

– Nie, nie mogę nim zostać, gdyż moją misją, którą dostałem od Gildii Magów jest przekazanie ci przepowiedni. No to tak: Gdy dopełni się przeznaczenia czas, a chłopiec mały pójdzie w las, a potem to jeszcze do karczmy i spotka maga, to pokona Czarnego Pana.

 

Jal otworzył usta ze zdumienia, zaciskując je w cienkom kreskę. I mag zniknął.

 

Ale spokój nie trwał długo, gdyż bohater wyczuł ruch, ale wcześniej pociągnął nos, żeby wczuć zapach, który był pikantny, a mimo to, bohater nie mógł go wczuć tak od razu, ale za to od razu wiedział, że to zapach tego, co się ruszało . To było dziwne. Kto by się ruszał za jego plecami?

 

– Witaj, chłopcze – usłyszał od ciemnowłosookiego mężczyzny w czarnej pelerynie. Ale chłopiec dostrzegł tom jego ciemnotę dopiero jak się odwrócił, bo przecież wcześniej go nie widział, bo był tyłem do niego. Ale mama go wychowała, że jak się z kimś rozmawia, to się odwraca w jego stronę. No to się Jal odwrócił. A widok wydał mu się azali znajomy.

 

– Widzę, że nie masz miecza – wyredukował szybko nieznajomy, nie spiesząc się, lecz zważając na słowa, które pchały się do jego ust i to było widać, bo je dziwnie wydął. A kolor ich: malinowy.

 

– Nie mam – zgodził się Jal, niewiele myśląc, choć wcześniej rozważał wszystkie za i przeciw, bo przecież odpowiedź przypadkowemu mężczyźnie nie mogła być przypadkowa. Podejrzanie przypadkowo wyglądał ten przypadek.

 

– Dam ci swój miecz.

 

– Dziękuję! – Oczy chłopca zalśniły poi raz kolejny tego dnia.

 

Bohater złapał za stępione ostrze, które na jego palcach zostawiło ślady krwi (a tak wogóle, to ten mężczyzna ten miecz wyciągnął zza pleców i mu wystawił i dlatego to wszystko), gdyż było mocno naostrzone. „Ała” – pomyślał chłopiec. I tu już wyczuł jakiś podstęp.

 

– Nie mam gdzie schować, tego miecza – pisnął chłopiec, pełnym rozczarowania dźwiękiem.

 

– Możesz go schować do mojej pochwy – zaofierzył się nieznajomy z uśmiechem.

 

No i chłopiec podszedł.

 

– Buhahahahah! To był tylko podstęp, by cię pokonać!

 

Jal wybucha, nie wierząc, że go zdradzono. Woda mu z oczu leci.

 

– Jak to?! – krzyczy pod nosem, kiwając przecząco głową, bo nie może uwierzyć, że go zdradzono. – Dlaczego ja?

 

Mężczyzna, nie czekając, aż Jal wyczuje podstęp, wyciągnął z kieszeni płaszcza topór i zaatakował chłopca. Trysnęła krew. Dwie odcięte ręce zostały odcięte. Główny bohater płakał jeszcze bardziej mocno, ale walczył dzielnie, używając miecza, który dostał w podarunku. Nawiązała się bitwa. Władca Ciemności parł mocno, aż za mocno. Broń wypadła Jalowi z palców.

 

– Nazywam się Władca. Władca Ciemności – mruczy Władca z triumfalnym rykiem na języku.

 

Sytuacja robiła się ciepła. Przeciwnik chciał przyprzeć swojego przeciwnika do ziemi, ale chłopiec wystawił miecz i Władca Ciemności się nadział i jęknął i z tym jękiem osunął na lepką od krwi podłogę. Makabryczny krajobraz przerwał krzyk, którego dyszący głośno ze zmęczenia i wyczerpania chłopiec nie usłyszał, no bo dyszał. Ale to brzmiało tak (i mówił to elf, który nagle wstał ze stołu):

 

– Jesteś wybrańcem, ale ja nie oddam tego świata, w twoje ręce, bo jestem sługą ciemności i przystąpiłem do mrocznych elfów, które są złe i ja też jestem zły, mimo, że jestem elfem i potrafię strzelać z łuku i do ciebie strzelę, bo nie chcę, byś ogarnął ten świat swoim posiadaniem!

 

Wyciągnął kuszę i oddał strzałę (wcześniej ją napiął) i wysłał ją do Jala. Przez jego głowę przeleciała ona aż do ściany, lecz zatrzymała się na kości mózgowej chłopca. Rozmielony mózg rozprysnął się i wytrysnął dziurkami od nosa, niczym wodospady Niagary o południu. Gdzieś w kąciku ust pojawiła się krew – krew świadcząca o tym, że zabito sprawiedliwego. Bo była to krew wybrańca.

***

 

Na szczęście, bohater poszedł potem do szpitala i się wyleczył u tego maga, co go wcześniej odwiedził, bo miał zbroję +2 do kusz.

 

Koniec

Komentarze

Bardzo, bardzo! Szczególnie podobało mi się zawirowanie z czasem, po zdradzie i piękna metafora o niagarze. Postawiłbym za to na słowo żury - ileż apetyczniej!

Miał brodę, która nijak się go imała, gdyż był zbyt niski do tak wysokiego, pnącego się po nim w górę, niczym pnącze po zboczu o zachodzie słońca rozmienionego wszystkimi złotymi kolorami tęczy, zarostu. – Prawie wstałam i zaczęłam klaskać, to jest mistrzostwo :D

Zapraszam na stronę autorską: www.facebook.com/LadyWrites - Anna Szumacher

O Boże, potem było jeszcze gorzej. Znaczy lepiej. Do tej pory widzę te odcięte ręce, które jeszcze walczą mieczem… BRAWO!

Zapraszam na stronę autorską: www.facebook.com/LadyWrites - Anna Szumacher

Haha mistrzowskie :D

Cały tekst przeczytałam z szerokim uśmiechcem na ustach :D

Be patient.

Dziękuję, myślicie, że można robić już film?

Pisz tylko rtęcią, to gwarantuje płynność narracji.

Pienkne!

„Często słyszymy, że matematyka sprowadza się głównie do «dowodzenia twierdzeń». Czy praca pisarza sprowadza się głównie do «pisania zdań»?” Gian-Carlo Rota

Czytało się szybko i płynnie. Tylko te przecinki jakoś tak szwankują ;)   A film? Jasne! Najlepiej niech się zabierze za to Peter Jackson. Tylko się nie dziw, że później jeszcze gdzieś wątek miłosny wkąponuje.

Mee!

Tfu, tfu, tfu – "wkomponuje".

Mee!

A nie lepiej, jakby za film wziął się Quentin Tarantino? :) Patrząc na jego film pt. Od zmierzchu do świtu – nadawałby się idealnie :D

Be patient.

kozajunior, za dużo grafomanii? :D

Pisz tylko rtęcią, to gwarantuje płynność narracji.

Sympatyczne. A film najlepiej rysunkowy, aby żaden szczegół nie umknął. Pozdrawiam dowcipną autorkę.

Nie, Melu (Melo?), za mało :D Ja bym trochę z przecinkami pofantazjował ;)

Mee!

Niestety, kozajunior, przy tylu zdaniach złożonych niezwykle trudno mi było je wyłapać, jutro zobaczymy, co da się z tym zrobić :) Co do odmiany mojego nicku, lepiej brzmi Melu, ale poprawną formą jest chyba Melo. Nie obrażę się jednak za użycie tego pierwszego ;)

Pisz tylko rtęcią, to gwarantuje płynność narracji.

A co ty chcesz wyłapywać? Chyba nie błędy, hm…?

Mee!

Chyba się nie dogadaliśmy ;P Napisałeś, że przecinki szwankują, w drugim komie też o przecinkach, to chyba ci jakieś przeszkadzają? :D

Pisz tylko rtęcią, to gwarantuje płynność narracji.

No, niezłe. Ujął mnie topór w kieszeni płaszcza.

Babska logika rządzi!

Ach, zapomniałam – pozdrów rypke.

Babska logika rządzi!

Szwankują, w sensie, że trochę za dobre, jak na grafomanię, w niektórych miejscach :) Chociaż – przecież nie w tym objawia się sama grafomania ;)

Mee!

To teraz już wszystko jasne, kózko – za mało się postarałam :c Finkla – pokazałam rypce mój drugi tekst i zagroziłam, że jak nie pochwali, to jeść nie dam. Aktualnie unosi się nieruchomo w akwarium i nie jestem pewna, czy nic jej nie jest…

Pisz tylko rtęcią, to gwarantuje płynność narracji.

Zamurowało ją z wrażenia.

Babska logika rządzi!

No, wiedziałam! A mama mówiła, że zdechła. Dziękuję, uspokoiłaś mnie. :)

Pisz tylko rtęcią, to gwarantuje płynność narracji.

I cóż tu oceniać droga Melu, kiedy każdy głupi jak przeczyta to będzie wiedział, bo zobaczy swoimi oczami we własnych oczodołach, że co jak co, ale pisać to Ty umiesz i talent masz do tego pisania. I od razu też widać jak bogata we wszelkie pomysły do głowy przychodzące jest Twoja wyobraźnia. No, tylko pozazdrościć! A przygody swojego dzielnego ogromnie pierwszoplanowego bohatera, chłopca o imieniu Jal opisałaś ładnie i ze zrozumieniem, bo ja bynajmniej szystko zrozumiałam. Gratuluję. Twoi Rodzice mogą być z Ciebie jak pawie, to znaczy że tacy dumni. ;-)  

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

AAAAAA HAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHA!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! :)

"Świryb" (Bailout) | "Fisholof." (Cień Burzy) | "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Sytuacja robiła się ciepła - rzekłbym nawet, że wilgotna :D

Na prawdę dobre, gratulacje :)

Nowa Fantastyka