- Opowiadanie: SzyszkowyDziadek - Przybory szkolne: Zemsta

Przybory szkolne: Zemsta

Relacja z tragicznych wydarzeń, jakie miały miejsce podczas II Międzynarodowej Konferencji "Zastosowania geometrii w matematyce współczesnej".

Dyżurni:

regulatorzy, adamkb, homar, vyzart

Oceny

Przybory szkolne: Zemsta

To się musiało w końcu stać. Wszak czara goryczy ma skończoną objętość. Jak zwykle, w przypadku podobnych tragedii, przyczyn było co najmniej kilka. Cyniczny napis powieszony tuż nad tablicą: "Geometria jest sztuką wyciągania prawidłowych wniosków ze źle sporządzonych rysunków", a może obłąkany hinduski topolog z uporem maniaka twierdzący, że kule mogą mieć kształt kwadratów. Co stanowiło główny motyw zbrodni? Dlaczego II Międzynarodowa Konferencja "Zastosowania geometrii w matematyce współczesnej" zakończyła się bezlitosną rzezią? Najpewniej nigdy nie poznamy całej prawdy.

Pierwszy był Japończyk. Niewielki Azjata przedstawiał właśnie, ze swadą odwrotnie proporcjonalną do swojego wzrostu, nowe wyniki w teorii funkcji analitycznych. Matematycy z całego świata słuchali wykładu z nieprzerwanym zainteresowaniem.

– Narysujmy sobie teraz koło zbieżności wspomnianego szeregu – powiedział płynną angielszczyzną profesor Sugiyama i zakreślił okrąg.

Wtedy wszystko się zaczęło. Naszkicowany kształt nie był bowiem żadnym okręgiem, tylko żałosną, groteskową karykaturą owalu. Japończyk oczywiście nie używał cyrkla. Żaden z prelegentów nie używał cyrkla. Pokrywali tablicę chaotycznymi bazgrołami, publicznie szydząc z zasad estetyki. Byli jak Oficjalne Stowarzyszenie Pisarzy, którzy Gardzą Kaligrafią. A przybory szkolne stały w kącie auli sponiewierane, zapomniane i zdegradowane do roli konferencyjnej dekoracji.

Bardzo brzydko.

– Nawet wyszło mi w miarę ładnie – stwierdził profesor Sugiyama.

Jednak półmetrowy tablicowy cyrkiel był najwyraźniej innego zdania. Zamiast leżeć nieruchomo, jak na rzecz martwą przystało, niegrzeczny cyrkiel wystrzelił w kierunku Japończyka. Sam z siebie, jak z niewidzialnej procy. Drewniany akrobata błyskawicznie wykonał w powietrzu serię nadzwyczaj pięknych piruetów i…

Trach!

Matematyk nie zdążył zrobić uniku. Cios z dziesięciu i pół obrotu wyrzucił drobnego Azjatę prosto w zawieszony pod sufitem rzutnik. I byłoby to zabawne, ale… Chociaż w sumie to było zabawne. Gdybyśmy opisywali tragifarsę z elementami gore, napastnik z pewnością wkręciłby metalowe żądło w czaszkę Japończyka. Oprawca zastosował bardziej humanitarną technikę z zupełnie prozaicznego powodu. Otóż te duże tablicowe cyrkle zamiast ostrzy mają takie gumowe przyssawki. Szkoda.

Sugiyama po zderzeniu z rzutnikiem i bolesnym upadku zaczął wykrzykiwać jakieś japońskie słowa. Przekleństwa? Prośby o pomoc? A może stare samurajskie okrzyki bojowe? Kto go tam wie. I tak, większość zgromadzonych na sali słuchaczy bardziej niepokoiło zachowanie zbrodniarza niż jęki ofiary. Zbuntowany cyrkiel zaprezentował coś na kształt triumfalnego tańca zakończonego perfekcyjnym szpagatem, po czym odbił się od ziemi, przymocował gumowy trójnóg do powierzchni tablicy i z gracją sudańskiego derwisza wykonał pełen obrót.

Okrąg. Idealnie symetryczny okrąg na miejscu niechlujnego pseudoowalu profesora Sugiyamy. Tak to się robi. Jednak banda niewdzięczników, zamiast podziwiać kunszt artysty, postanowiła uciec. Siedzący najbliżej wyjścia matematycy rzucili się w kierunku drzwi.

Bardzo brzydko.

Cyrkiel beznamiętnie wzruszył ramionami i zrobił kolejny obrót. Drugi okrąg, tym razem o większym promieniu, zetknął się z niestarannie narysowaną linią. Prosta, swoją drogą niewiarygodnie krzywa prosta, pozostała po wykładzie doktora Limonowa. Wybitny specjalista w dziedzinie teorii węzłów najwidoczniej zapomniał o istnieniu linijek. Lecz stojąca w kącie linijka nie zapomniała o istnieniu prawa do zemsty. Jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki drewniana sztacheta ożyła i kilkoma stanowczymi uderzeniami powstrzymała niedoszłych uciekinierów. O ile ruchy cyrkla miały w sobie urok baletnicy, o tyle rozwścieczona deska okładała matematyczne łby z wdziękiem pałki do palanta.

Wybuchła panika. Profesorowie uniwersyteccy zachowywali się jak dzieci. Choćby delegacja słowackich kombinatoryków, która postanowiła zbudować z plecaków prowizoryczny bunkier, albo pewien matematyk dyskretny, który dyskretnie schował się pod biurkiem. Naiwnie sądzili, że tak łatwo uda się uniknąć linijkowego berserkera.

W każdej grupie ludzi znajdzie się, rzecz jasna, ktoś zgrywający bohatera. Nussbaum, berliński balistyk, wpadł na idiotyczny pomysł obezwładnienia dowódcy. Niemiec zakradł się po cichu do lewitującego cyrkla i…

Trach!

Celny cios z kąta prostego pozbawił Nussbauma dwóch jedynek, dwójki, trójki i piątki. Zęby balistyka zakreśliły w powietrzu śliczne parabole.

W międzyczasie ceniony francuski teoretyk liczb wylądował w koszu na śmieci. Jednak kosz okazał się za mały, aby go pomieścić.

Jedynie profesor Johnson z MIT zachował zimną krew. Pomimo zamieszania Amerykanin nie ruszył się z miejsca. Od dłuższego czasu siedział wpatrzony w jeden punkt. Można by pomyśleć, że obrał, niegłupią skądinąd, strategię udawania trupa. Ale tak mógł pomyśleć tylko ktoś, kto nigdy nie widział matematyka przy pracy. Johnson myślał. Po około kwadransie intensywnych rozważań nakreślił na kartce kilkanaście wzorków i wykrzyknął:

– Eureka!

Początkowo mało kto zwrócił na niego uwagę. Mieli ważniejsze sprawy na głowie. Ot, choćby sztachetę, która w ciągu ostatnich piętnastu minut zdążyła zdziesiątkować przedstawicieli rosyjskiej szkoły topologicznej.

– Eureka! – Amerykanin wydarł się ile sił w płucach – Nie da się nas pokonać przy użyciu wyłącznie cyrkla i linijki!

– A pan skąd to wie? – spytała stojąca najbliżej polska algebraiczka.

– Udowodniłem to! Niech pani rzuci okiem – stwierdził entuzjastycznie Johnson i podał Polce paskudnie zabazgraną kartkę.

– Bardzo interesujące. Piękny lagranżjan, panie profesorze.

– Lagranżjan? Kto powiedział lagranżjan? – krzyknął podekscytowany głos z sali.

W jednej chwili wokół Johnsona zebrała się pokaźna grupka matematyków. Rozemocjonowani naukowcy zajęli się weryfikacją dowodu. W ich sercach ponownie zapłonęła nadzieja. Może jednak intelekt jest potężniejszy od brutalnej siły?

Nic z tych rzeczy.

Cyrkiel z ponadprzeciętną finezją narysował trzeci okrąg, przecinając po drodze pewien osobliwy trójkąt. Trójkąt, którego suma kątów była rzekomo mniejsza od stu osiemdziesięciu stopni. Niedoczekanie.

Zbudzony ze snu ogromny kątomierz pomknął w kierunku zespołu badawczego profesora Johnsona. Wirujący z obłędną częstotliwością bumerang przeleciał jednak nad głowami naukowców i z całym impetem wyrżnął w ścianę słowackiego bunkra. Lawina plecaków zasypała wschodzące gwiazdy europejskiej kombinatoryki.

– Cóż, przynajmniej się starałem – stwierdził z żalem profesor Johnson drąc na strzępy efekty swojej pracy.

– Argumentacja była poprawna. Tylko założenia zbyt optymistyczne – trzeźwo zauważył logik z Princeton.

Następny zgrabny obrót cyrkla przywołał do życia tablicową ekierkę. Drewniany przybór wybrał dosyć specyficzną technikę walki. Zawisał w powietrzu nad ofiarą i jednym precyzyjnym ruchem skorpiona uderzał oponenta w splot słoneczny. Tylko zamiast żądła używał kąta pomiędzy przeciwprostokątną a dłuższą przyprostokątną. Na tym tle strategie obronne naukowców prezentowały się co najmniej blado. Po klęsce zespołu Johnsona największe nadzieje pokładano w Monique Cloutier, młodej obiecującej teoretyczce gier. Udało się nawet wykazać, że dla matematyków istnieje strategia wygrywająca. Dowód był jednak niekonstruktywny, a doktor Cloutier nie zdążyła uzyskać mocniejszych wyników. Utraciła przytomność po bliskim spotkaniu z rozpędzonym kątomierzem.

Szanse naukowców na przetrwanie niebezpiecznie zbliżały się do granicy błędu statystycznego. Zwłaszcza, że tutejszy statystyk leżał z głową naszpikowaną drzazgami na podobieństwo jeża. Albo pola wektorowego. To trafniejsze porównanie. Nie każdy wie, jak wygląda jeż.

Morderczy cyrkiel zataczał coraz szersze kręgi.

Koniec

Komentarze

Świetny tekst, świetny pomysł. Bardzo lekko napisany, mnóstwo humoru i naprawdę oryginalne sceny walki. Gratuluję.

SD, super :D   Szanse naukowców na przetrwanie niebezpiecznie zbliżały się do granicy błędu statystycznego. Zwłaszcza, że tutejszy statystyk leżał z głową naszpikowaną drzazgami na podobieństwo jeża. Albo pola wektorowego. To trafniejsze porównanie. Nie każdy wie, jak wygląda jeż. – Piękne :D Ten i kilka innych kawałków :-)   Ten tekst to mój faworyt w tym konkursie! :-)

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Niektóre żarty trochę hermetyczne, może nie do wszystkich trafią, ale i bez nich Twój tekst wymiata.

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Znakomite opowiadanie. Prosto do druku.                

pozbawił Nussbauma dwóch jedynek, dwójki, trójki i piątki.  ahhhahahhaha płaczę :D Pytanie na boku – nie ładniej by jedna jedynka tu grała? :D   Udało się nawet wykazać, że dla matematyków istnieje strategia wygrywająca. Dowód był jednak niekonstruktywny, a doktor Cloutier nie zdążyła uzyskać mocniejszych wyników   Płaczę! Ja płaczę! :D   drzazgami na podobieństwo jeża. Albo pola wektorowego. To trafniejsze porównanie. Nie każdy wie, jak wygląda jeż.   Ja myślę, że zacznę przyjmować zakłady na zwycięzcę. Za to opowiadanie płacę (jeden przez en plus jeden) : (1) gdzie n jest liczbą obstawiających :D

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Dołączam do grona rozbawionych i ukontentowanych. Bardzo udana konfrontacja.

Faktycznie, nie dla każdego. Ale dla mnie – w sam raz. Nieczęsto spotyka się tutaj tak miłe dla oka teksty. Gratulacje.

Złościć się to robić sobie krzywdę za głupotę innych.

Zabawne. Znakomite. Parę innych określeń na "z" też by się nadało. I mam nadzieję, że po werdykcie dojdzie kolejne, bo dla mnie to też faworyt. Pozdrawiam.

”Kto się myli w windzie, myli się na wielu poziomach (SPCh)

Jej! Dziękuję wszystkim serdecznie za tyle miłych słów. Toż to miód na moje serce. :) A tak się bałem zamiast konfrontacji wyjdzie kompromitacja. PsychoFish Jedna jedynka powiadasz. Jakby trochę przesunąć pole rażenia można by niby zostawić tego siekacza, ale nie chciałem pozbawiać Nussbauma ósemki :)

„Często słyszymy, że matematyka sprowadza się głównie do «dowodzenia twierdzeń». Czy praca pisarza sprowadza się głównie do «pisania zdań»?” Gian-Carlo Rota

jedna z czterech może paść… i tak ma nadmiar mądrości ;)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Bardzo zgrabna… kardioida ;-) A jedynki muszą być dwie – ni mniej ni więcej. To chyba jasne? :-)

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

E tam. Chyba, że jedna jest urojona – o, to wtedy ja przepraszam, chylę czoła ;)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

:) http://www.wolframalpha.com/input/?i=batman+equation PS: Matematyka jest wszędzie. Nawet w zbiorze pustym. To ci paradoks.

„Często słyszymy, że matematyka sprowadza się głównie do «dowodzenia twierdzeń». Czy praca pisarza sprowadza się głównie do «pisania zdań»?” Gian-Carlo Rota

Przeobrazowy :) Aż przypomniał mi się dowcip o kobiecie jak sinusoidzie, ale to raczej nie na piśmie ;)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

:D:D:D Słusznie! A teraz, panei i panowie, czas realizować plan. Na traktory! http://www.wolframalpha.com/input/?i=hammer+and+sickle+curve&lk=1&a=ClashPrefs_*PlaneCurve.HammerAndSickleCurve-

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Świetny pomysł, świetny tekst. Fragment o jeżu rządzi. Jeszcze można było kogoś potraktować suwakiem logarytmicznym. :-) Obrazki też niczego sobie. Całe szczęście, że wykreślone dokładnie…

Babska logika rządzi!

Nadal przyjmuję zakłady, Finkla ;)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Nie będę nic obstawiać. Nie lubię hazardu, nie znam się na walce i jeszcze nie przeczytałam wszystkich konkursowych scenek.

Babska logika rządzi!

Powiem, że poziom absurdu jest jak dla mnie za wysoki, a i matematyczka ze mnie żadna, ale spodobało mi się ; ) Te żarty, które zrozumiałam, dobre, niektóre zwroty i kolakacje bardzo zgrabne, no i warsztat jak trzeba ; )

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Rozbawiło mnie. Zwłaszcza "rozwścieczona deska okładała matematyczne łby" – zemsta jest słodka. Sam oberwałem kilka razy linijką od nauczycielki więc tym bardzie mnie to bawi. A matematyczne przeprowadzenie dowodu na wygraną – rewelacja :)

Przedni pomysł i takież wykonanie. Starcie bardzo widowiskowe, a przy tym szalenie realistycznie opowiedziane.

Bardzo mi się podoba zdanie: „Prosta, swoją drogą niewiarygodnie krzywa prosta…” ;-D

 

„Wszak czara goryczy ma skończoną objętość”. –– Powiedziałabym raczej, że czara ma pojemność. Gorycz wypełnia czarę, czasem ją przepełnia. ;-)

 

„…po czym odbił się od ziemi, przymocował gumowy trójnóg do powierzchni tablicy…” –– Nijak nie mogę wyobrazić sobie cyrkla z trójnogiem, choćby i gumowym. ;-)

 

„Można by pomyśleć, że obrał ,niegłupią skądinąd…” –– Zbędna spacja przed drugim przecinkiem.

 

„…krzyknął podekscytowany głos z sali”. –– …zabrzmiał podekscytowany głos z sali.

 

„W ich sercach ponownie zapłonął sztandar nadziei”. –– Wolałabym: W ich sercach ponownie załopotał sztandar nadziei.

Płonący sztandar nie kojarzy mi się z nadzieją.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Dziekuję Ci PsychoFiszu, jak nie wiem co! Pierwszy raz widzę taki cyrkiel. Rzeczywiście, jest nieźle umocowany trzema przyssawkami. ;-)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

I już wiadomo, kto w szkole na matematyce daleko w tyle siedział :D

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Ja dobrze taki cyrkiel pamiętam – dostałem takim po łapach.

W dawnych czasach cyrkle miały metalowy szpic, a nie takie eleganckie trzy nóżki. ;-)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Oj, Regulatorzy, wyobrażasz sobie, jak Unfalla by bolało, gdyby mu nauczycielka wbiła szpic?

Babska logika rządzi!

Tablicowe nie mają szpicu, aby nie niszczyć tablicy :)

Tak, Finklo, wyobraźnia dostaje do tego obrazu. ;-) Unfallu, do szkoły chodziłam naprawdę dawno temu. To była całkiem inna epoka, a i cyrkle oraz tablice nie takie jak teraz.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Regulatorzy, nie mów, że pisaliście rylcem na glinianych tabliczkach! Wybacz, NMSP.

Babska logika rządzi!

No nie, aż tak dawno, to nie. Ale pisałam obsadką ze stalówką. W pulpitach ławek były specjalne otwory, a w nich tkwiły szklane kałamarze z czarnym atramentem. Kleksy wchłaniała specjalna bibuła. ;-)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Jaka fascynująca dyskusja o wyglądzie współczesnych cyrkli i fizjognomii tych nieco starszych :) Regulatorzy, dziękuje za wszystkie poprawki. Naniosę je u siebie w pliku, bo czas edycji już minął i nie wróci więcej. Zdecydowałem się zostawić trójnóg i objętość czary, bo jednak bardziej matematycznie brzmi. Z uwagi na swoje matematyczne skrzywienie wyobrażam sobię tę legendarną czarę goryczy mniej więcej tak: http://pl.wikipedia.org/wiki/R%C3%B3g_Gabriela Homarze, Unfallu, współczuję tragicznych wspomnień. Nie chciałem rozdrapywać dawno zabliźnionych ran :) A tak w ogóle to dziękuje za wszyskie komentarze :)

„Często słyszymy, że matematyka sprowadza się głównie do «dowodzenia twierdzeń». Czy praca pisarza sprowadza się głównie do «pisania zdań»?” Gian-Carlo Rota

Cieszę się, jeśli pomogłam. ;-)  

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Świetne :)

Znam tylko pięć liter ;)

Lekkie i z humorem. No i ze sporą dawką matematyki, a matematyka – jak powszechnie wiadomo – jest fajna. Zdecydowanie dobry tekst.

Jestem tu nowy. SzyszkowyDziadku! Gratuluję tak ciekawej twórczości. Moja uwagę przykuły teksty:

Wyrwane z kontekstu oczywiście niektóre;-)

“ze swadą odwrotnie proporcjonalną do swojego wzrostu“ – ładne ujęcie

“Nawet wyszło mi w miarę ładnie – stwierdził profesor Sugiyama“ -kontekst tych słów absurdalny;-)

“I byłoby to zabawne, ale… Chociaż w sumie to było zabawne“ – pierwszy raz z tak nieprzewidywalnym tekstem się spotkałem;-) Wszyscy spodziewamy się jednego po takich słowach, a tu proszę, taka niespodzianka!

“Wybitny specjalista w dziedzinie teorii węzłów najwidoczniej zapomniał o istnieniu linijek. Lecz stojąca w kącie linijka nie zapomniała o istnieniu prawa do zemsty“ – Prawo do zemsty, uśmiałem się;-)

“O ile ruchy cyrkla miały w sobie urok baletnicy, o tyle rozwścieczona deska okładała matematyczne łby z wdziękiem pałki do palanta.“ – nie grałem w palanta, ale nie znaczy że nie mogę się z tego tekstu śmiać;-)

“Celny cios z kąta prostego pozbawił Nussbauma dwóch jedynek, dwójki, trójki i piątki. Zęby balistyka zakreśliły w powietrzu śliczne parabole“ – Dawno nikt tak uroczo o zębach nie pisał. A w twoim opowiadaniu miały swoją ważna rolę;-)

“Od dłuższego czasu siedział wpatrzony w jeden punkt. Można by pomyśleć, że obrał, niegłupią skądinąd, strategię udawania trupa. Ale tak mógł pomyśleć tylko ktoś, kto nigdy nie widział matematyka przy pracy. Johnson myślał.“ – jeny!!! tekst stulecia! My matematycy, to mamy dobrze, tak nie wiele się od nas wymaga… Wystarczy że będziemy tylko nieruchomo…

“Szanse naukowców na przetrwanie niebezpiecznie zbliżały się do granicy błędu statystycznego. Zwłaszcza, że tutejszy statystyk leżał z głową naszpikowaną drzazgami na podobieństwo jeża. Albo pola wektorowego. To trafniejsze porównanie. Nie każdy wie, jak wygląda jeż.“ – końcówka kwintesencją całego opowiadania super super i jeszcze raz super;-)

 

 

Dzięki za tak obszerny komentarz, Krzysztofie. ;)

„Często słyszymy, że matematyka sprowadza się głównie do «dowodzenia twierdzeń». Czy praca pisarza sprowadza się głównie do «pisania zdań»?” Gian-Carlo Rota

Z polecenia z wątku w Hyde Parku – nie żałuję, że zajrzałam. I jestem gotowa uwierzyć we wszystko – zawsze nienawidziłam matematyki. Wiedziałam, że to podstępna bestia.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Bardzo dziękuję, Bemik, za komentarz. :) Ja tam matematykę uwielbiam i darzę uczuciem szczerym i czystym i zażądam satysfakcji od każdego, kto uważa, że królowa nauk powinna abdykować! :)

Zygfrydowi też bardzo dziękuję za polecenie. Fajnie, gdy ktoś jeszcze pamięta o takim starym tekście. ;)

„Często słyszymy, że matematyka sprowadza się głównie do «dowodzenia twierdzeń». Czy praca pisarza sprowadza się głównie do «pisania zdań»?” Gian-Carlo Rota

Świetny tekst. Tak sobie od niedawna skacze po opowiadaniach na tym serwisie i czytam … i czytam … i do tej pory jest to najlepsze opowiadanie jakie dorwałem. Prześledzę ich więcej bo widzę że nabazgrałeś sporo innych.

Dziękuję za komentarz i oczywiście zapraszam do innych tekstów. :)

„Często słyszymy, że matematyka sprowadza się głównie do «dowodzenia twierdzeń». Czy praca pisarza sprowadza się głównie do «pisania zdań»?” Gian-Carlo Rota

Bardzo dobre! Bitwa jak się patrzy:DDD

I naturalnie liczę na to, że wszyscy przeżyli armagedon przyborów, i odtąd będą ich używać:)

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Dzięki. :) Zakończenie tego nie rozstrzyga, także można sobie dośpiewać taki happy end. :)

„Często słyszymy, że matematyka sprowadza się głównie do «dowodzenia twierdzeń». Czy praca pisarza sprowadza się głównie do «pisania zdań»?” Gian-Carlo Rota

Będzie krótko, bo komentarz piszę z dużym poślizgiem, a chciałbym jednak jakoś zaznaczyć swoją obecność. :)

Fajne. Szalenie lekkie. U Ciebie ta lekkość jest bardzo charakterystyczna, bo budujesz humor na elementach nieoczywistych, takich, które pozornie z humorem wspólnego mają stosunkowo niewiele. I dzięki temu wychodzą Ci opowiadania świeże, zaskakujące, a przez to na swój sposób atrakcyjne dla czytelnika. Słowem, idziesz krok dalej w poszukiwaniu humoru, bo znajdujesz go tam, gdzie inni nawet nie myślą spojrzeć. Z korzyścią dla czytających. :)

Dzięki, CM. :) No tak, matematyka raczej niekoniecznie kojarzy się z humorem (a szkoda, bo całkowanie to świetna zabawa dla całej rodziny od lat pięciu do stu pięciu :)). Lubię sięgać w swoich opowiadaniach głównie po motywy matematyczne/filozoficzne/psychologiczne i trochę je mieszać, nimi żonglować. Fajne, że wychodzą z tego nie tylko strawne, ale i smaczne dla czytelników rzeczy. :)

„Często słyszymy, że matematyka sprowadza się głównie do «dowodzenia twierdzeń». Czy praca pisarza sprowadza się głównie do «pisania zdań»?” Gian-Carlo Rota

Rany, to było naprawdę dobre. Humor pierwsza klasa. :D

Dzięki, fajnie, że ten stareński tekst dostaje jeszcze komentarze i się podoba. :)

„Często słyszymy, że matematyka sprowadza się głównie do «dowodzenia twierdzeń». Czy praca pisarza sprowadza się głównie do «pisania zdań»?” Gian-Carlo Rota

Nowa Fantastyka